All language subtitles for Mates.2023.UK.GTM.720p

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Connor!

- Długo czekasz? - Nie.

Przepraszam.

- Jeśli znów się spóźnię, nie czekaj. - To żaden problem.

No dobra. Biegniemy?

- Co robisz w weekend? - Nic takiego. To, co zwykle.

- Może zajrzę do kina. - Sam tam chodzisz, prawda?

Zazwyczaj. Szczerze mówiąc, wolę sam.

Nie przejmuję się, czy drugiej osobie podoba się film.

Racja.

- Chodzisz czasem na wycieczki? - Tak, lubię spacerować wokół parku.

- Pozwala mi to myśleć. - Super, ale mówię o długich dystansach.

Chodzi ci o nocowanie, bagaże i tak dalej?

Tak.

Nie, nie lubię dźwigać.

Boli mnie od tego głowa, pewnie przez naciąganie ramion.

Okej.

- A ty? - Ja uwielbiam.

- Planuję niedługo wycieczkę. - Naprawdę? Brzmi ekscytująco.

Tak, powinno być dobrze.

- Ile waży twój bagaż? - Nie jest źle.

Mam pasek odciążający. Nie miałem nigdy problemów.

Powinienem kiedyś spróbować. Może nie będzie tak źle.

No pewnie.

Dokąd biegniesz?

Nie, rozmrażasz borówki i dodajesz do jogurtu.

- Okej. - Tak wychodzi taniej.

Wystarczy ci taki plecak? W porównaniu z moim jest malutki.

Tak, nie biorę rzeczy do gotowania ani gazu.

Wystarczą mi batoniki.

Jakby co, korzystaj z moich rzeczy. Wziąłem mnóstwo gazu.

A więc w porządku. Nie jadam śniadań.

- Przepraszam. - To Mark. Nie mówiłem ci?

Wybacz, powinienem był.

No dobra.

Mark, Connor. Connor, Mark.

- Jakoś leci? - Leci.

- Gdzie masz kabel? - Zepsuł się.

- No co? - Jak będziemy słuchać muzyki?

W schowku masz.

Płyty? Fantastycznie.

- Oczy na drodze. - Jasna cholera.

- Nie ruszaj ręką. - Przecież prowadzę.

Ale to twoja ręka.

Dobra. Teraz jest idealnie.

- Serio? - No co? Pasuje ci.

- Twoja kolej. - Spoko.

Będę musiał...

nosić bieliznę na spodniach...

albo...

podłubać komuś w nosie.

- Chyba wybieram bieliznę. - Jak wygodnie.

Dobra, czas na spektakl.

Co za głupota.

Bezdenna głupota.

Głupota totalna. Dziecinada.

- Kto to wymyślił? - Ładnie wyglądasz.

Tak? Wyglądam jak Superman?

Dobra, następny. Musisz...

- nosić skarpetę na ręce. - Ja nie gram.

Weź, nie bądź mięczak. My wykonaliśmy zadania.

Wybacz, ale nie mówiłem, że się w to bawię.

No tak.

No dobra.

O tak.

No dobra.

- Twoja torba, dobry człowieku. - Dzięki.

- Nie zabrałeś... - Wyglądam niedorzecznie.

- Właśnie, że ładnie. - Nie pokażę się tak wieczorem.

- Przestań. - Żadne "przestań".

Wyglądam jak kretyn.

- Weź kije. - Dobrze.

- Może skończymy zabawę w pubie? - To się tak szybko nie zetrze.

Pewnie zastanawiasz się, w co się wpakowałeś.

Nie.

Wszystko w porządku? Potrzebujesz...

Może mnie też wytatuujesz?

On tak samo. Nadrobi zaległości.

- Wytatuujmy się. - Connor?

Nie zrobię tego.

- Nie chce. - Co sądzisz?

Albo to, albo nic.

- Lubisz chrupiące? - Nie.

- A babeczki z masłem orzechowym? - Nie. Nie lubię masła orzechowego.

- Co bierzecie, panowie? - Nie wiem. Weź, co mają.

Ja nie piję.

Oczywiście, że nie. Chcesz coli?

- Może wody, dzięki. - Spoko.

Wiesz, co to oznacza? Będziesz naszym kierowcą.

Zobaczmy, co tu mają. Chcesz jakąś przystawkę?

Niezła jest, co?

Widziałeś?

- W twoim typie. - Jest nierealna.

Ale podoba ci się, prawda?

- Przestań. - Idź tam. No co?

Podejdziesz, prawda?

Nie.

Stary.

Podjedź.

- Od roku nie miałeś seksu. - Czemu się mną przejmujesz?

Masz już tą, której imienia nie pamiętam.

No i? Ja idę,

a ty zostań tu sobie ze swoim nowym chłopakiem.

Idziesz?

Nie, dzięki.

- Wszystko w porządku? - Tak.

- Na pewno? - Tak. Jestem tylko zmęczony.

Spoko.

To będzie straszne, prawda? Za chwilę wracam.

Jasne.

- Witam panie. - Cześć.

Nie chcę przeszkadzać, ale zauważyłem, że podziwiasz mojego przyjaciela.

- Nieprawda. - Pomyślałem, że was sobie przedstawię.

- To Nathan. - Przepraszam za niego. Cześć.

- Cześć, jestem Mel. - Nathan.

Ale już to wiesz. Cześć.

Sam. Zawsze jesteś taki oficjalny?

- Nie, mama mnie tak wychowała. - Możemy się przyłączyć?

Oczywiście.

Teraz to ja przepraszam za niego. Zazwyczaj nie jest taki nieśmiały.

Jak tylko zobaczył, że wasza koleżanka go obczaja,

- znów stał się nastolatkiem. - Pewnie. Dzięki za to.

Ja jestem Mark. Miło was poznać.

Cześć. Jestem Adam.

- Connor. - Miło cię poznać.

Będę szczery. Obserwuję cię całe popołudnie.

Kiedy twoi koledzy sobie poszli, postanowiłem, że się przywitam.

Wybacz, to zabrzmiało przerażająco. Ktoś mi już tak powiedział.

Kiepsko mi idzie, prawda?

Lepiej sobie pójdę. Wybacz, że cię przestraszyłem.

Nie, to ja przepraszam. Wszystko okej, nie przejmuj się.

Wybacz, ale nie usłyszałem. Jak masz na imię?

- Adam. - Miło cię poznać.

Cała przyjemność po mojej stronie.

Co to za dziewczyny? Nie twoja bajka?

- A może już jesteś zajęty? - Nie, wydają się być miłe.

Po prostu...

- Jestem dziś zmęczony. - Rozumiem. Czyli powinienem wracać.

- Nie to miałem na myśli. - Wiem, ale i tak muszę iść.

Chciałem się tylko przywitać.

Miło było cię poznać.

Ciebie też. Do jutra.

- Wszystko gra? - Tak.

Słuchaj, może pójdziemy do dziewczyn? Będzie fajnie.

No nie wiem. Jestem zmęczony.

Tak? Mogę podrzucić cię z powrotem do obozu.

Tak chyba będzie najlepiej. Prześpię się.

Jasne, nie ma problemu. Zaraz cię zawiozę.

Stary.

Jeden przyszedł o 10,

drugi o wpół do i cała masa około 12.

Mogłeś powiedzieć, że masz wyłączony telefon.

Nie chce mi się szukać wymówek. Rozumiesz?

- Szlachetny z ciebie człowiek, Marcus. - Nie o to chodzi.

Myśli, że skoro ją przeleciałem, to od razu zostaniemy parą.

Ciekawe, skąd jej to przyszło do głowy.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

- Chcesz kawy? - Nie, pójdę się umyć.

Spoko.

- Myślisz, że dobrze leży? - Tak, ładnie.

- Nie mam zbyt wąskich ramion? - Nie.

- Wszystko w porządku? - Tak. Oczywiście.

Tak?

Spoko. Chcesz czegoś użyć, zanim to zapakuję?

- Nie, dzięki. Mam batoniki. - Na pewno?

Tak, dzięki.

Co ty wyprawiasz?

Zajmij się materacami, a ja tu dokończę.

- Dasz mi radę? - Tak, oczywiście.

Skąd wiesz, że się komuś podobasz?

Jak poznać, że można wykonać pierwszy krok

bez zrobienia z siebie wariata?

- Mówisz o kimś konkretnym? - Tak.

- Dała ci jakieś sygnały? - No właśnie.

Są jakieś drobiazgi.

Kilka razy przyłapałem tę osobę na tym, że się na mnie patrzy.

- Zazwyczaj to dobry znak. - Sądzę, że ta osoba może nie być gotowa.

No tak.

To znaczy?

Ciągle wysyłam jakieś sygnały, ale chyba ich nie odbiera.

Albo brak jest z jej strony romantycznego zainteresowania.

No tak...

Jak dobrze ją znasz?

Szczerze mówiąc, niezbyt dobrze. Poznaliśmy się niedawno.

Daj jej trochę czasu. Poznaj ją.

To jedna z tych okazji,

która ucieknie, chyba że zadziałam szybko.

Cóż...

Ale jeśli okazja ucieknie, bo ona nie jest gotowa,

to może to nie była okazja.

- To prawda. - Powiem ci jedno.

Sądzę, że próbujesz zdecydować za nią, czy jest gotowa, czy nie.

To jej decyzja, prawda?

Nie pomyślałem o tym w ten sposób. Mędrzec z ciebie, wiesz o tym?

Nie tylko śliczna buzia.

- Pomyślałem sobie... - W porządku?

- Tak. - Spoko.

- Gotów? - Tak, idę.

- Dziękuję. - Do usług.

- Smakowało ci śniadanie? - Tak, było dobre.

Nigdy tu nie byłem. Jest szansa, że wskoczysz.

- Szansa? - Tak.

Nie potrzebuję szans. No chodź.

- Ostatni stawia piwo? - Jasne.

- Wchodzisz? - Nie, dzięki.

- Na pewno? - Tak.

Spoko.

- Idziesz? - Jest ciepła?

- Która to już? Jedenasta? - Przestałem liczyć, ignoruję.

Nie mówiłem jej, że mamy się na wyłączność.

- Cześć. - Hej.

- W porządku? - Tak.

- Byłeś obok nas na kempingu. - Zgadza się. Adam.

- Nathan, miło cię poznać. - Mark.

Cześć, Mark.

- Tata jest z tobą? - Tak.

Nie ma to jak więź między ojcem a synem.

- Wy też wędrujecie? - Tak.

- Super, od ilu dni? - Chłopaki. Błagam.

Próbuję spać.

Stary?

Czemu zawdzięczamy tę wizytę?

Zobaczyłem, że Connor tu siedzi, a wy śpicie.

Pomyślałem, że może chciałbyś się przejść?

- Dobrze. - Fajnie.

- Niedługo wrócę. - Do zobaczenia.

Bądź tam tak długo, jak chcesz.

- Czyli lubisz komedie romantyczne? - Tak, ale oglądam też inne gatunki.

Moja siostra je oglądała, więc się przyzwyczaiłem.

Lubię też filmy akcji, thrillery. W sumie to wszystko.

Czyli jesteś umiarkowanym fanem.

- A ty? - Szczerze mówiąc, kocham je.

W święta nie robię nic innego, tylko je oglądam.

Oprócz jedzenia, spania i może czasami prysznica.

- Gramy w misie-patysie? - Misie-patysie?

Tak, oczywiście.

W sam raz. Gotów?

Dobrze. Raz, dwa, trzy.

Okej! Jeden-zero.

- Gramy do pięciu razy? - Pewnie.

A może uczynimy grę bardziej interesującą?

Ilekroć ktoś przegra, ściąga kawałek ubrania.

- Okej. - Nie musimy.

- Nie, w porządku, zróbmy tak. - Okej, świetnie.

Czyli...

Powinienem...

Nie przemyślałem tego dobrze.

Co ty tam robisz? Chyba nie chcesz uciec?

Ten będzie szczęśliwy.

- Czuję to. - Czyżby?

Tak.

Chodź.

Trzy, dwa, jeden.

Tak!

No dobrze.

No to ściągam.

Podobają ci się?

Tak, są bardzo ładne.

Zanurkujemy?

Chodź. Po wejściu jest dobrze.

Pewnie patrzysz na to.

- Mam cukrzycę. - Rozumiem.

- Możesz się z tym kąpać? - Tak, to żaden problem.

- To co tam jeszcze robisz?! - Ty draniu. Zapłacisz za to.

- Powtórz. - Idzie to tak:

tańcz, tańcz, tańcz, jesteś na widoku.

- Nic nie kojarzę. - Na pewno to słyszałeś.

- Niestety nie. Zaśpiewaj. - Nie będę śpiewał.

- No zaśpiewaj. - Nie.

Proszę.

Okej.

Tańcz, tańcz, tańcz Jesteś na widoku

- Proszę, kontynuuj. - Nie, wystarczy.

Chyba nie przerwiesz teraz?

- To było urzekające. - Dzięki.

Powinniśmy wracać.

Tak.

- Wytrzesz mi plecy? - Jasne.

- Dzięki. Wytrzeć też tobie? - Tak, dzięki.

- Byłeś kiedyś w Grecji? - Tak. Raz, 6 lat temu.

- Dzięki. Czemu pytasz? - Zawsze chciałem tam pojechać.

Podoba mi się leżenie na plaży

oraz ludzie przynoszący jedzenie i szampana.

- Tak, brzmi świetnie. - Jeśli byś chciał, mogłoby być fajnie.

Na pewno byłoby.

Wiesz, że jesteś uroczy?

Widziałem ją w supermarkecie.

Nie chciałem z nią rozmawiać.

Była przy kasie i chyba mnie nie widziała.

- Ciężka sprawa. - Spoko.

- Nareszcie. - Hej.

Długo was nie było.

- Popływaliśmy trochę. - Z nim? Zmusiłeś go?

- Tak. Było bardzo miło. - Gdzie byliście?

Na moście, tym w Alfriston.

- Aż tam? - Tak.

- Fajnie tam jest, prawda? - Tak, podobało mi się.

Uroczo. Nie wiem, jak wy, ale ja mam ochotę na piwo.

- Też chcesz? - Pewnie.

- Do zobaczenia. - Do zobaczenia.

Odłóż już ten telefon, Adam. Zacznij przygotowywać jedzenie.

- Nie będę wszystkiego robił sam. - Dobrze, tato, zrozumiałem.

Masz. Zacznij od herbaty.

- Auć. Ostre. - Daj, ja to zrobię.

Pamiętaj, że był już wkurzony. Wypił sześć dużych kaw,

ale nie wiedział, że działa przeczyszczająco.

Powiedział: "Wybaczcie, ale muszę siusiu".

Pobiegł w krzaki

i dosłownie zesrał się na naszych oczach.

Zawsze to przekręcasz.

Pomijasz część, w której zrzygałeś się na Sarę Mitchell.

- Wtedy też Mickey dostał kopa. - Tak, dokładnie.

- To była ciężka noc. - Przytulnie tu macie.

- Wszystko gra? - Mogę się przyłączyć?

Śmiało, stary. Nate, daj mu piwo.

- Cześć. - Hej.

Dzięki.

Nie przejmuj się. On nie pije.

Jesteście parą?

Jeszcze nie oficjalnie...

ale chciałbym. Jeśli ty chcesz.

Connor, to chyba oświadczyny.

Wybaczcie.

Przepraszam, lepiej...

- Dzięki za piwo, kolego. - Spoko.

Dawaj. Do przodu.

Dwa. Niżej.

Mam głowę przy ziemi.

Dawaj. Dobrze, ciągnij.

Wystarczy.

- Dzięki. - Brawo.

- Ile teraz trenujesz? - 1-10.

- 1-20 jak mam dobry dzień. - Nieźle.

- Hej. - Dzień dobry.

- Dzień dobry. - Dobrze spałeś?

- Tak, a ty? - Też.

Zrobić ci kawę?

Nie, dzięki. Wypiję koktajl proteinowy.

- Pewnie. - Tylko się umyję.

- W porząsiu. - Super.

Nate, patrz.

Powodzenia!

Ciekawe, co tam się wydarzy.

Dowiemy się po sposobie ich chodzenia.

- Długo ich wczoraj nie było. - Tak.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

- Pogadamy później? - Dobrze. Okej.

Zostajesz na noc w Pyecombe? W Blue Cow Farm?

- Tak, chyba tak. - Super. Porozmawiamy wieczorem.

- Fajnie. Miłego chodzenia. - Dzięki, wzajemnie.

Co tam, kochasiu? Był pocałunek i coś więcej?

Zamieniliśmy kilka słów. Przywitaliśmy się.

- Wydaje się być w porządku. - Tak, jest miły.

Tak, jest miłym chłopcem, który chce ci się dobrać do portek.

Musi ustawić się w kolejce. Za długim rzędem dziewczyn.

- Nie ma co go winić. - Masz rację. Trzymaj.

Zostało nam trochę bekonu, gdybyś chciał.

Nie, dzięki. Mam batoniki.

Gdybym wiedział, że te paski są tak dobre, wziąłbym więcej rzeczy.

Co ci się dzieje z głosem?

Nie wiem.

Wyciągasz na wierzch samca alfa?

Sprawiasz przez to wrażenie nastolatka.

Zajmę się tym na szybko.

Masz coś do zmywania?

- Nie, dzięki. - Skończyłeś?

- Nie. Fajne masz suty. - Kolejny żart, super oryginalny.

- Hej, Adam. - Hej.

Masz tylko koszulkę? Nie jest ci zimno?

- Nie, mam w sobie szkocką krew. - Myślałem, że ubierzesz też szorty.

- Nie chcę ekscytować staruszek. - Dlaczego nie?

Uznałem, że oszczędzę ludziom widoku moich kurzych nóżek.

- Ja bym nie narzekał. - Dzięki.

Trochę płynu.

- Dobrze się bawisz? - Tak, lubię bąbelki.

Każdy lubi się zmoczyć.

Czasami udaję olbrzyma, który przeszkadza w kąpieli.

Nie, zostaw nas!

- Okej. - Tak.

Co to za tatuaż?

Mark to fiut. Wychodzę przez to na mięczaka.

- Skądże. Dla mnie wymiatasz. - Dzięki.

To nawet seksowne. Przyciąga uwagę złych chłopców.

Wybacz, nie chciałem...

- Przepraszam, to był żart. - Nie...

Wybacz, nie pomyślałem, że próbujesz...

- Przepraszam, chodź tu. - Dobrze.

Powinienem już... Miło się z tobą gawędziło.

- Mnie z tobą też. - Connor ma dobry gust.

Dzięki.

Tato, zapomniałem ci powiedzieć, że dostałem telefon.

Doszło do pomyłki z naszą rezerwacją.

Naprawdę? Kiedy to się stało?

- Podczas zmywania. - No tak.

Sprawdziłem...

i okazało się, że milę dalej jest inny obóz, w Pyecombe.

Gdzie moja mapa?

W twoim plecaku, ale sprawdziłem w telefonie.

Mam.

Spójrz na to.

Widzisz te linie?

Kiedy są blisko siebie to znaczy, że wzgórze jest strome.

Wiem, tato. Nie jestem idiotą.

Masz rację. Tak tylko mówię.

Wieczorem będziemy schodzić ostro w dół,

a rano czeka nas wspinaczka na górę.

- I co mam z tym zrobić? - Nic. Tylko mówię.

Jesteś zadowolony?

- Mają w ogóle tam miejsce? - Zadzwonię do nich.

Dobrze.

- Spróbuję później. - W porządku.

Zatrzymamy się? Zadzwonię jeszcze raz.

Chodzi o tego chłopaka?

Nie, a co?

Nie udawaj, Adam.

Mamy pierwotną rezerwację?

Dlaczego zawsze wszystko komplikujesz?

Chciałem spędzić z tobą miło czas.

Nie widziałem cię od miesięcy.

Jak mam zareagować, kiedy tak mnie okłamujesz?

Odmówiłbyś.

- Skąd wiesz, co mi siedzi w głowie? - Czyli zmienimy plany?

Wiesz co? Musisz być ostrożny.

Nie możesz lecieć za każdym, który ci się spodoba.

- Niektórych może to urazić. - Ciebie by uraziło.

Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi.

Jestem twoim ojcem.

- Chcę, żebyś było ostrożny. - Potrafię o siebie zadbać, tato.

- Co to za chłopak? - Tato.

Ma na imię Connor.

- I... - I?

Czym się zajmuje? Skąd pochodzi?

Z Londynu. Zajmuje się finansami.

Utrzymanie związku na odległość może być trudne.

- Tato! - Tylko mówię.

Pomyślałem sobie, że może się tam przeniosę.

- Słucham? Tylko dla niego? - Nie tylko.

Dzieje się tam dużo więcej.

- Ale to może być ten jedyny. - Daj spokój, Adam.

Jak długo go znasz? Jeden dzień?

Więc co mam zrobić? Ciężko kogoś znaleźć w Exeter.

Racja.

Powinienem to uznać za komplement, ale...

Nie wiem...

Martwię się, że sprawiam takie wrażenie.

Nie wydaje mi się. Akurat o to się nie martw.

Pewnie próbował szczęścia. Do mnie też zarywał.

- Co? - No.

- Kiedy? - Podczas zmywania.

Mówił, że jestem seksowny i dotykał moich ramion.

- Nie. Serio? - Tak.

I co zrobiłeś?

Nic.

Przytuliliśmy się.

Okej. Już wie, co się święci.

- Czy właśnie zrobiłeś coming out? - Przymknij się.

- Czemu go przytulałeś? - Nie wiem.

Wydawało mi się, że tego potrzebuje.

Potrzebuje? Super. Dziś będzie potrzebował rżnięcia.

W razie czego poślę ciebie. To ty jesteś ekspertem.

Od lasek. Nie od chłopaków.

- Gotów? - Zawsze.

- Nie wyglądasz. - Tak sądzisz?

Dokładnie.

- A to pech. - Jeszcze raz.

- Po co? - Bo pierwszy mi nie wyszedł.

- Tak. Patrz i ucz się. - Jeszcze się nie ciesz.

- Został Connor. - Oczywiście.

Rzucaj.

Co to było?

- Co ci nie pasuje? - Weź drugiego.

Co robisz?

Rzucamy przez ramię.

Nikt cię tego nie uczył? Spoko, pokażę ci.

Dobra. Trzymaj.

Najpierw ustawiasz się naprzeciw celu.

Skieruj stopy w tę stronę. Trochę bardziej na prawo.

Dobrze. Patrz na cel.

Siła idzie z nóg.

Odchyl się do tyłu i wypuść.

Tak? Pokaż.

Okej. Dobrze, masz formę.

Teraz rzuć.

Dobrze, ten rzut był dużo lepszy.

Teraz chcę, żebyś wycelował tą ręką,

pochylił się i rzucił jak najdalej.

W ten sposób.

Zaangażuj w to całe ciało.

Stopa bardziej w lewo.

Teraz dobrze.

Super. Naprawdę dobrzy rzut. Masz niezły cel.

- Dzięki. - Chodź, cycu.

- Uprawiasz sport? - Nie bardzo.

- Ale ćwiczysz? - Trochę w domu.

- I zacząłem biegać. - Tak?

Zacznij uprawiać porty zespołowe. Piłka nożna, krykiet.

Pomoże ci to nawiązać przyjaźnie. Poprawisz więzi społeczne.

- Tak. - Tak?

- Może powinienem. - Lubisz rugby, prawda, Connor?

Tak.

- Co mamy na podwieczorek? - Kanapki z rybą.

Myślałem, że kiełbaski.

O tym nie słyszałem. Dojrzale.

- Podobała ci się druga połowa? - Tak, choć wolę muzykę.

Ja nie mogłem wysiedzieć na czwartej.

- Ile zrobiłeś kroków? - Jakieś 15 tysięcy.

- Nieźle. - Którędy?

- Zależy, czy chcesz piwo. - Czy chcę piwo?

Jak długo mnie znasz?

A więc tędy.

- Czyli nigdy nie piłeś piwa? - Nie.

To skąd wiesz, że ci nie smakuje? Nie chcesz spróbować?

Nie wiem...

Dołącz do nas wieczorem. Napijesz się.

Pomaga nawiązać kontakty towarzyskie.

- Tak? - Okej, spróbuję.

Brawo.

Tak. Nate. Będzie pił z nami piwo.

Nie musisz, jeśli nie chcesz.

- To co, chłopaki? - Skacz, Michaelu Jordanie.

- Za jednym zamachem. - Mam odciski.

- Chodź, Connor. - Skacz.

- Pięknie. - Wyszedłeś na frajera.

On nie ma odcisków.

- Mamy szarlotkę? - W twoim plecaku.

- Jutro znów go zobaczysz. - Nie wiem.

Wyprzedzają nas.

Zagramy w karty?

Co o nim myślisz?

Nie wiem.

- Na pewno jest gejem? - Jestem o tym przekonany.

- No tak, okej. - Nie mówię o tym.

- Mam takie przeczucie. - Przeczucie?

- Nie bądź śmieszny, Adam. - Przejdę się.

Co znów powiedziałem?

- Wyjdziesz na desperata. - Do zobaczenia potem.

Stary. Powiedziała... Słuchajcie tego.

Że ją zaintrygowałem.

- Serio? - Tak.

- Że ją zaintrygowałeś? - Właśnie.

To kiepski początek.

Dobra, panowie. Pora na zimne piwko.

- Tak, poproszę. - Connor, chcesz?

- Tak, poproszę. - No dobrze.

Trzymaj.

Proszę.

- Na zdrowie. - Na zdrowie.

I jak?

Właśnie. Jak smakuje?

Może być.

Tak? Z początku jest gorzkie, ale przyzwyczaisz się.

Nie musisz pić, jeśli ci nie smakuje.

Nate, nie. Przestań być mięczakiem.

Jak tam rzucanie przez ramię?

- W porządku. - Tak? Dobrze ci dziś poszło.

Dzięki. Podobało mi się.

- Adam, stary! - Wszystko dobrze?

Tak, usiądź.

- Nate, podaj mu piwo. - Pewnie. Dzięki.

- Dzięki. - Spoko.

Skąd pochodzisz?

Z Exeter. Pracuję w biurze meteorologicznym.

Okej. Czyli jesteś meteorologiem?

Piliśmy absynt, który Nick przywiózł z Chorwacji.

Miał 80%, więc byliśmy kompletnie nawaleni.

A potem Mark... Czemu przenosiłeś przez rzekę tę dziewczynę?

Nick, o czym jeszcze nie wiedzieliśmy,

zjadł pełno grzybków, co źle na niego zadziałało.

Jego dziewczyna chciała go przytulić,

a on uciekł krzycząc: "Nie, wężowe ręce!"

Strącił Marka i jego dziewczynę do rzeki.

Skończyli we trójkę w rzece.

Mark trzymał Nicka i przytulał się do niego.

Nie wiedzieliśmy wtedy, że Mark nie umie pływać,

- więc wyglądali, jakby się... - Miło spędziliśmy noc, prawda?

- Tak, miło. - Skąd się znacie?

Chodziliśmy razem do szkoły.

- Na początku się nade mną znęcał. - Daj spokój. Za bardzo dramatyzujesz.

Tylko trochę.

Byłem wtedy nieśmiałym, chudym dzieciakiem.

Ja i Connor biegamy razem.

Poznaliśmy się na Wimbledonie. Siedział obok nas.

- Chwila. Biegacie razem? - Tak.

Przecież mieszkasz na drugim końcu Londynu.

- Gdzie biegasz? - W parku.

- W którym? - W Strawberry Hill.

Czyli u siebie.

- Chyba tak. - No tak.

- Jak długo tam jedziesz? - Nie wiem. Godzinę.

Może trochę dłużej.

Jedziesz, żeby biegać z Nathanem?

- Z kimś biega się lepiej. - Czyli żeby biegać z nim.

Mark, chłopie...

Nie. Nie mam żadnego problemu. Po prostu to interesujące.

- Gdzie rozbiliście obóz? - Na obrzeżach Clayton.

- Clayton? To daleko. - Trochę ponad milę.

- Ponad milę... - Chciałem zobaczyć Connora.

No dobrze. Pójdę się umyć.

- Zanim się ściemni. - Tak, damy wam trochę prywatności.

- Przyniosłem ci coś. - Nie mogę.

Wybaczcie.

Nie chciałem... przeszkodzić.

Wiem, że w porównaniu z nim znam cię krótko,

a moje uda są wielkości jego bicepsów, ale...

- Myślę, że między nami zaiskrzyło. - To nie to, na co wygląda.

Nie mam wielu przyjaciół...

Nie jestem... no wiesz...

Gejem?

Okej. Spoko.

To trochę niezręczne.

I tak ci to dam.

Dzięki.

Miałem ci to wręczyć razem z buziakiem.

- Dzięki, jak sądzę. - W porządku.

Lepiej już sobie pójdę.

Wczoraj naprawdę miło spędziłem czas.

Tak?

Cieszy mnie to.

Gdybym był... wiesz...

To byłbym szczęściarzem, mając kogoś takiego jak ty.

Dziękuję.

Miło to usłyszeć.

Ten buziak jest wciąż aktualny.

Nie zmieni cię w geja. Byłby to pocałunek dwóch kumpli.

Nie, przepraszam, nie mogę.

Nie chciałem... Nie próbowałem cię zmuszać.

- W porządku, nie pomyślałem tak. - Okej, fajnie.

Pójdę już.

Chodź tu.

Jeden mały buziak.

W końcu tyle tu szedłeś.

Na pewno?

Zanim zmienię zdanie.

Jak było?

Nie najgorzej.

Lepiej, niż przypuszczałem.

Ale nadal nie jestem gejem, wybacz.

W porządku.

Do zobaczenia.

Dziękuję.

Nie wiem jak ty, Marcus, ale ja miałem cudowny prysznic.

Ja też, Nathan. Miły i parny.

- Tu też tak było? - Nie do końca.

- A więc masz szansę, Nate. - Zabawne i oryginalne.

Przyniósł ci czekoladę. To urocze.

- Chcesz? - Nie, nie śmiałbym...

konsumować owoców waszej miłości, że się tak wyrażę.

Ale napiłbym się piwa.

- Też chcesz? - Nie, dzięki. Położę się.

- Okej. - Słucham?

- Nie, czuję się zmęczony. - Nie dyskutuj, siadaj.

Connor?

Wstałeś już, Connor?

Connor?

Pobudka.

- Nie ma go. - Co?

- Nie znika się bez poinformowania. - Zadzwonię do niego.

Spakujmy się, a potem...

Jest.

- Hej. - Dzień dobry.

Wszystko w porządku? Zaczynaliśmy się martwić.

Tak, wszystko dobrze. Pójdę się umyć.

To nie potrwa długo.

- Nate, gdzie są twoje plastry? - Przyniosę.

Nie weźmiesz tego?

Proszę.

- Jesteś dziś cichy. - Tak, wybacz.

- Faktycznie jestem. - Nie szkodzi.

To najlepsze w wyjściu do natury.

Wszystko staje się ciche.

- Macie ochotę na podwieczorek? - Tak, brzmi nieźle.

- Bujnie tu. - Pięknie, prawda?

Dobrze się czujesz?

Connor? Prawie nic dziś nie mówisz.

Zawsze jestem cichy.

To niedobrze.

Musisz się zaangażować.

Przygotujesz podwieczorek?

- Nie wiem... - Nie martw się, ja przygotuję.

Niech Connor to zrobi.

- Wszystko gra? - Tak.

Adam, dokąd tak pędzisz? Nie przywitasz się?

Hej.

- Wciąż czekam na moją czekoladę. - Najpierw musisz mnie przelecieć.

- Zostawię to Connorowi. - Twoja strata. Na razie.

Klapnął cię w tyłek?

Teraz jesteś jego dziwką?

- Wyluzuj, nie bądź zazdrosny. - Mówię poważnie.

Nie możesz pozwalać facetom na coś takiego.

- To był tylko żart. - Ja bym mu przywalił.

On tylko żartował. Zapytaj Connora.

Connor?

- Nie wiem. - Widzisz?

Jeśli koleś robi coś takiego, musisz pokazać, gdzie jego miejsce.

- Przecież się nie przystawiał. - Nie w tym problem.

Ludzie zaczną myśleć, że to lubisz. Nawet ja już zaczynam.

Przymknij się.

Jeśli rozejdzie się, że nie odmawiasz chłopakom,

każdy będzie cię chciał.

Jesteś idealną panią domu. Gotujesz, sprzątasz.

Może nie byłoby to takie złe. W końcu byś kogoś zaliczył.

Dzięki za plastry. Bardzo mi pomogły.

Spoko.

Nie wiem jak wy, ale ja napiłbym się zimnego piwka.

Albo letniego.

- Cześć. - Wszystko gra?

- Tak. Jak ci mija dzień? - W porządku.

To dobrze.

Na razie.

- Adam! - Cześć.

- Jak tam? Znów na zmywaku? - Tak, jak zawsze.

Wpadniesz później? Napijemy się piwka.

- Okej. Dzięki. - Super. Do zobaczenia.

Fajnie.

To zaczyna być niedorzeczne.

Ciągłe SMS-y i emotki.

Może powinienem zignorować.

- Co myślisz? - Tak, może.

- To pewnie pogorszy sprawę. - Pewnie tak.

- Connor, chcesz? - Nie, dzięki.

- Nie napijesz się? - Nie.

Nie zasmakowało ci?

Było w porządku. Po prostu...

Jak nikt inny musisz dostać coś na rozluźnienie.

- Nate, daj mu piwo. - Naprawdę nie chcę.

Connor, nie dyskutuj.

- Mark, daj spokój. Nie chce. - A w ciebie co wstąpiło?

- Nic, po prostu nie chce piwa. - Jesteś taki całe popołudnie.

Jaki?

Cześć.

- Mogę się przyłączyć? - Hej! Tak, siadaj.

- Piwka? - Dzięki.

Super.

- Dzięki. - Nie ma problemu.

- Wiesz, o czym mówię. - Jak twoje stopy?

Całkiem dobrze.

Nogi mam wykończone, ale stopy się trzymają.

- Tobie coś dolega? - Tak, moje są w ruinie.

Mark też ma pęcherz na stopie.

- Za to ty wyszedłeś bez szwanku. - To był ciężki dzień.

Myślałem, że ta betonowa droga nigdy się nie skończy.

- Śledzisz rugby? - Czy śledzę rugby?

Jeśli będziesz chciał mnie kiedyś znaleźć, oglądaj mecze rugby.

To dobre. Czyli kibicujesz drużynie Exeter?

Oczywiście. Inaczej by mnie wygnali z miasta.

Prawidłowo.

Mój kolega gra dla Quins.

Mógłby załatwić nam bilety na kolejny mecz.

Okej. Brzmi świetnie.

Super. Następny mecz jest chyba za 3 tygodnie.

Nie wiem gdzie, ale coś wymyślimy.

Przepraszam, ale co ty robisz?

Co?

- Dosłownie zapraszasz go na randkę. - Mark, dałbyś już spokój.

Gdybyś chwilę poczekał, zaprosiłbym też Connora.

- Jesteś fanem Quins, prawda? - Lecisz na niego?

- Mark, nie rób z siebie idioty. - Nie dawaj mu złudnych nadziei.

Mark, stary. Błagam cię.

- Piszesz się? - Za 3 tygodnie?

Muszę sprawdzić w kalendarzu. Chyba coś wtedy zaplanowałem.

- Mogę dać ci jutro znać? - Pewnie, spokojnie.

Connor?

Nie jestem pewien, szczerze mówiąc.

W porządku.

- Macie ochotę na pianki? - Chyba będę się zbierał.

Nie, jeszcze wcześnie. Dopiero się rozkręcamy.

- Podoba ci się. - Mark, odpuść już.

Po prostu powiedz. Nie przeszkadza mi to.

Nie podoba mi się. Czemu taki jesteś?

- Nie chcę, żeby cię lekceważył. - Nikt mnie nie lekceważy.

Podobało ci się, że macał cię po tyłku.

Co cię tak obchodzą sprawy Nathana?

Słucham?

Gdybym nie miał pełnej wiedzy, pomyślałbym, że jesteś zazdrosny.

Wiem, że chcesz być jego rycerzem w lśniącej zbroi,

ale tak się nie stanie.

- Stary, to nie twoja sprawa. - Connor, proszę...

Twoja też nie, więc daj mu spokój!

- Siadaj na... - Nie dyskutuj!

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

Wrócę dziś do domu.

Na pewno?

- Tak. - W porządku. Connor.

Connor.

Connor powiedział...

że wraca dziś do domu.

Wszystko w porządku?

Chcesz kawy?

Tak.

Jak tam...

twój tatuaż?

Nate?

- Tak? - Chyba już się rozmazuje.

Tak.

Mój jest jeszcze widoczny.

Musiałeś nieźle dociskać.

Masz.

- Poradzisz sobie? - Tak. Dzięki.

- Do zobaczenia w Londynie. - Dobrze.

Tato, zaczekaj jeszcze chwilę.

Hej.

Dzień dobry.

- Przepraszam za wczoraj. - Nie masz za co.

Zrobiło się całkiem gorąco. Nie mogłem przez to zasnąć.

Pomyślałem sobie...

To mój numer.

Gdybyś był w Exeter.

Dzięki.

Powodzenia ze wszystkim.

Wygląda na to, że dziś znów nie zasnę.

Muszę iść.

Pięknie.

Nie sądziłem, że taki z ciebie Don Juan.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.