Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
PROSZĘ PODZIELIĆ SIĘ WSPOMNIENIEM O DARLENE EDWARDS
Tak.
Cześć.
Cześć.
Spójrzcie, jaki tłum celebruje piękne życie.
Darlene mawiała, że nie ma życia bez muzyki.
Wielu z nas odczuwa wdzięczność za tę lekcję.
Podobnie jak wielu innych uczniów, znam tę pieśń dzięki niej.
Dlatego zapraszam wszystkich chętnych
do wstania
i wykonania "An die Musik" Franza Schuberta.
-To było piękne. -Tak.
Joel, przepraszam.
Ja też. Brakuje mi ciebie.
Wiem.
Zastanawiasz się, kto przyjdzie na twój pogrzeb?
Może mój tata? W końcu bym go poznał.
Oczywiście zza grobu.
Ale by był.
-Tak. -Musimy to uporządkować.
Jak ci idzie z piosenką?
-Jeszcze z nią walczę. -Tak.
A ty i twoje przemówienie?
Spisałem mnóstwo pomysłów. Brakuje mik tylko początku,
końca i środka.
-Cześć. -Hej.
Jeśli chcesz, możemy się spotkać
i pomóc sobie nawzajem.
Bardzo chętnie.
Świetnie. Ty też jesteś zaproszony.
Dziękuję, ale prace do oceny.
Mogłabyś kiedyś przyjść na obiad.
Piekę świetnego kurczaka.
No cóż.
Kto by pogardził kurczakiem?
Cześć.
-Proszę. -Dzięki.
Przyniosłem przekąski.
No cóż.
Ja też coś mam.
-Uczę się od najlepszych. -Mówisz o mnie?
Tak.
Napijesz się czegoś? Ćwiczyłam mini-tini.
Najpierw popracujmy.
Mądrze.
Zastanawiałem się,
czy nie zmienić tonacji na A dur.
Twój głos brzmi w niej doskonale.
Joel.
Bardzo cię przepraszam.
-Nie musisz. Wszystko gra. -Nie.
Po prostu muszę ci coś powiedzieć.
Zrobiłam to...
Sama nie wiem. Wprowadzam mnóstwo reguł
i nieuzasadnionych oczekiwań,
bo dzięki nim czuję się bezpieczna.
Ale nie jestem.
Nie chcę tak dłużej robić.
I...
To twoja wina.
Sam.
Kocham cię.
Nie rób takiej miny, tylko słuchaj.
Kocham cię.
Dziękuję.
Brad wydaje się...
Bardzo miły.
I cieszę się twoim szczęściem.
Naprawdę.
Dzięki.
Ogoliłaś nogi?
Chcę wyruchać sąsiada.
Tego dilera?
Tak.
Pewnie jest świetny w łóżku.
Oby. Zobaczymy.
Wszystko po kolei.
Najpierw otworzę przed tobą serce, a potem rozłożę nogi przed nim.
To logiczna kolej rzeczy, ale zobaczymy, jak będzie.
Ale nie wiem. Nie obiecuję.
Najpierw pieprzony ślub
i pieprzona Ave Maria.
-Dzień dobry. -Cześć.
Wstałaś o pierwszym brzasku?
Tak, jestem tu od szóstej.
Mam co robić.
Co to będzie?
Wygląda jak tęcza z Kansas.
To łuk miłości.
Okazja wydaje się odpowiednia.
-Jest śliczny. -Tak sądzisz?
Wspaniały.
Mam twój strój.
Przebierzesz się tutaj?
Nie, wpadnę do domu.
Dobrze.
I tam się wyszykuję.
Ten tam. Idź za mną.
Przy okazji, pogodziłam się z Joelem.
-Tak? -Tak.
Łał!
Co "łał"?
Nie zawsze
dajesz drugą szansę komuś, kto cię wkurzył.
-Jemu dałam, w porządku? -Tak.
On i jego facet
zawiozą mnie na ślub.
Rozumiem.
I to ci odpowiada?
Tak.
Świetnie. Wiem, że nie lubisz się wywnętrzniać.
-Już dojrzewam. -Ja również.
A co z Holly?
Nadal jesteś na nią zła?
Joelowi i mnie wybaczyłaś.
Chciała ci powiedzieć, gdy poczuje się lepiej.
-Ale... -Się nie poczuła.
Tak.
Jest git.
-Teraz krzesła? -Tak.
-Po pięć na stolik. -Świetnie.
Wystroiłaś się.
Tak. Idę na ślub.
-Będzie open bar. -Uwielbiam open bary.
Wzięłabym cię ze sobą, ale byłby problem.
Racja.
-Miłej zabawy. -Dzięki.
Powysyłam selfiki kuratorowi.
-Cześć. -Cześć, Sam.
Świetnie wyglądasz.
Dziękuję.
Masz dłuższe nogi. Usiądę z tyłu.
-Na pewno? -Tak.
Co?
Widzieliśmy wszystko.
Będę ci kibicował.
Jedźmy, bo uzna, że go obgaduję.
I słusznie.
Jest słodki.
Grzmociłbyś?
-Grzmociłbym. -Boże.
Jedźmy na ten ślub.
-Cześć. -Hej.
-Jak się macie? -Dobrze. Znasz Brada?
-Nie! -Cześć.
-Miło mi. -Nawzajem, Tricia.
-Cześć. -Cześć.
-Świetny klimat. -Serio!
-Dzięki. -Chcesz się rozejrzeć?
-Tak. -Śmiało.
Tylko niczego nie dotykajcie.
Dobrze.
Tak to się nosi?
-Tak. -Dobrze.
-Jest w porządku? Dzięki. -Tak.
To katering. Późno w chuj.
-Zaraz wrócę. -Pomóc ci?
Ogarniam.
Dzień dobry.
Szponder i kurczak?
Proszę postawić tam,
po prawej, na końcu.
W prawo.
To moja partnerka. Jen.
Jak miło.
Znasz Irmę?
Cześć, Irmo. Mówiła o tobie.
Kurczak, szponder, biszkopty, chleb kukurydziany, fasola!
Sprawdzę, czy nic tu nie zostało.
Fred?
-Cześć. -Hej. Wszystko gra?
-Tak. -Tak, w porządku.
-To dobrze. -A u ciebie?
Tak.
Na pewno?
Tak.
-Możesz się jeszcze wycofać. -Nie.
Podpisała intercyzę?
Nie, to ja musiałem podpisać.
Nie chcę cię poganiać,
ale już czas. Pójdziemy?
-Tak. -Nie ma się czego bać.
-Zróbmy to. -Teraz?
-Tak. Teraz. -No, kurwa, raczej.
-Chodź. -Ale się wystroiłeś.
-Jak tu pięknie. -Przecudnie.
Pokaż ludziom ten piękny gajer.
Najlepiej od tyłu.
-Chodź. -Wszyscy go już widzieli.
Racja.
-Właśnie tam. -Wszyscy twoi znajomi.
-Dobrze. Stań tutaj. -Wezmę nuty
-i jedziemy. -Dobrze.
Boże. Ona już tu jest?
Jak wyglądam?
-Szykownie. -Świetnie.
Dobrze.
Spóźnia się, tak?
Za tobą.
Mój Boże.
O mój Boże.
Jest piękna.
Kiedy Fred poprosił mnie o przemowę,
byłem przerażony.
Otaczają nas piękne pola.
Rok temu porastała je kukurydza.
W tym roku soja.
Fred wyjaśnił mi, że ten płodozmian
czyni ziemię żyzną i płodną,
dzięki czemu co roku rodzi nowe życie.
Z rozmów z Fredem i Susan wiem,
jak cieszy ich wizja wspólnej podróży.
Bywa, że zmianie towarzyszy lęk
i niepewność.
Ale tak, jak w przypadku plonów,
pozwala ona na cudowny wzrost.
Dlatego, Fredzie i Susan, w tym wyjątkowym miejscu
kiełkowania nasion i ciężkiej pracy,
które poznało radość i smutek, grzmot burzy i muzykę,
ślubujemy wspierać was
w dalszej drodze
każdym naszym czynem.
Ale moim zadaniem jest zrobić to także słowami.
Jesteście kochani.
Kochamy was.
I waszą miłość.
Przejdźmy do sedna ceremonii.
Wydarzenie główne.
Fredzie i Susan...
Dodam to sobie do bransoletki z Watykanu.
-Z wisiorkiem? -Tak, z Watykanu.
Jak leci?
Witajcie.
Dobrze się bawicie?
Zanim zaczniemy,
powitajmy nowożeńców,
Freda i Susan.
-Gratulujemy. -Kochanie!
-Chodź do mnie. -Jeszcze jeden.
Dziękuję.
Dziękujemy.
Jesteśmy wzruszeni.
Dziękujemy. Jesteście kochani.
Chcieliśmy podziękować Tricii Murphy
za przepiękny wystrój.
Tricia!
I tobie, tato.
Doceniam, że przyszedłeś.
A teraz oddaję głos mojemu mężowi.
Czyli mnie.
Po raz pierwszy tak mnie nazwała. Stało się!
To moja żona.
Chciałem powiedzieć kilka słów o naszym nieobecnym gospodarzu.
Jakiś rok temu Sam poprosiła mnie o pomoc na farmie.
Gdy tylko się tu zjawiłem, poczułem ogromną więź
z Edem.
Podzielał moją miłość do ziemi.
Nie musiał mnie akceptować
ani być miłym.
Po prostu mnie przyjął.
To rzadkie podejście.
Gdyby mój przyjaciel Ed tu był, zostałby moim drużbą.
Wznieśmy kieliszki wysoko
i wypijmy zdrowie Eda.
Za Eda.
Za Eda.
Dziękuję.
W porządku, kto chce się zabawić?
Ktoś tu próbuje zaliczyć.
Uwielbiam, kiedy tak śpiewasz.
Zapomniałam, co wtedy czuję.
Dziękuję.
Pozamiatałaś.
-Wiesz co? Ty też. -Przestań.
Poważnie. Nie spodziewałam się czegoś takiego.
Miałam milion pomysłów.
Chciałam dać na stołach kwiaty w słoikach.
A na torcie pana młodego w garniturze.
W trzyczęściowym garniturze. Był uroczy.
Wiesz, co by się przydało?
Małpie tyłki do talerzy.
Wiedziałam, że ty go wzięłaś.
Wisi w toalecie.
Żebym nie zapomniała umyć.
Miało być prosto i subtelnie.
Myślę, że wyszło świetnie.
Bez dwóch zdań.
Widziałam, że wzruszyłaś się w trakcie ceremonii.
Śledzisz mnie?
Może.
Nic nie poradzę.
Kiedy ujrzałam Freda i Susan...
Miłość jest taka piękna.
To szaleństwo powtarza się
od tysięcy lat.
Czy ja wiem. Wczoraj w nią nie wierzyłaś.
Nie z Rickiem, ale w miłość wierzę.
Doprawdy?
Wszystkiego najlepszego.
Halo?
Halo.
Nazywam się Sam Miller. Przyjaźnię się z Fredem.
Gratuluję, Fred i Susan.
Dzięki za open bar. Został doceniony.
Fred poprosił o piosenkę, która go uszczęśliwi.
Tak też zrobimy.
Nie ćwiczyliśmy jej, ale chuj.
Nikt nam głowy nie urwie.
Dawaj.
Niektórzy z was mogą ją kojarzyć.
Mamy tu superfana.
Razem.
Chodź, Tricia.
Wskakuj.
Dziękuję wszystkim.
Tak.
Chcę mieć psa.
Uwielbiam psy.
Zaraz wrócę.
Cześć. Jak się czujesz?
Dobrze.
Świętuję swój triumf.
I słusznie.
Przyłączysz się do nas?
Nie, idź. To moja chwila dla siebie.
Wszystko będzie dobrze.
Wiesz...
Chwila dla mnie.
Miłej chwili dla siebie.
-Boże, jestem wykończony. -Świetnie się bawiłem.
Transport pod drzwi.
Dziękuję.
Miłej nocy.
Napiszcie, jak dojedziecie.
Dobrze.
Ty napisz, jak dojedziesz.
Jasne.
Mamy się zmywać.
Naprawdę poszedłeś spać?
Drew?
Napijmy się piwa.
Chodź na piwo.
No, kurwa, chodź, mówię.
Mówię, że...
No weź. Wstawaj!
Cholera!
Dziewczyno, ale masz łapę.
Muszę wziąć but.
Mój but.
Napisy: Dariusz Makulski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.