All language subtitles for Somebody Somewhere.S02E04

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Już wstałeś!

-Dzieńdoberek. -Doberek.

Od dawna nie śpisz?

Od kilku godzin. Zrobiłem ci kawę.

I co nieco na drogę.

Nie jem z rana.

Co tam jest, nicponiu?

Boże. Babeczka, ciacho

i pasztecik. Chodź do mnie, skarbie.

Jakie pyszne.

Bo jeszcze pomyślę, że ci na mnie zależy.

Chcę choć trochę umilić ci dzień.

Dam radę.

Ale czy ty przeżyjesz beze mnie?

Mam dom do sprzedania i takie tam.

I chciałbym pobiegać.

Proszę?

Joel, proszę, nie! Spędzę ten dzień w samochodzie

i zostanę w tyle.

To wejdę do wózka sklepowego

i każę się wozić cały dzień.

Nie zrobię ani kroku.

Dobrze.

Świetnie.

Skończyć za ciebie?

Tak.

Powinienem sam,

ale nie łapię tego.

Zajrzymy na ostatnią stronę. Trzeba ruszyć głową.

Tam są odpowiedzi?

Bułka z masłem.

Kiedy dostaniemy nasze rzeczy?

Jak to?

Te dupki je zwiną.

Nie, mamo.

Jutro tu wrócę.

Dziękuję.

Nie wie, że jedzie do Wichita?

Nie. O tym informuje rodzina.

Kurwa.

Przejebane.

Nie.

Ja jej powiem.

-Tak po prostu? -Tak.

Mamo, nie jedziesz do domu tylko do Wichita.

Jesteś nieznośna, więc zmieniają ci dawkę.

Tak? Więc...

-Jestem pod wrażeniem. -Nie mam czasu. Trzymaj.

-Ja prowadzę? -Tak.

-Nie znosisz tego! -Jedź!

Tylko nie docinaj.

Co ja robię?

Co ja wyprawiam? Nie.

Nie byłam w Wichita od czasu wypadów na basen.

Jak się nazywała

ta knajpa z okrą?

-Domowe Jadło Olpe? -Tak.

Boże, uwielbiam ją.

Jest świetna.

Stań. Muszę zapalić.

Nie ma mowy.

Nie jesteś moją matką.

Mąż cię zostawił.

A ty nawet nie wiesz, co to jest mąż.

I tak nie staniemy na papierosa.

Mieszka tam,

więc zajrzałem do niej w drodze do kościoła.

to było straszne.

Nigdy nie widziałem takiej reakcji alergicznej.

Przykro mi, że Sheili nie było z nami.

Miło was widzieć.

Trzymajcie się.

Joel.

O Boże. Hej!

Widziałem, jak siedzisz w swoim LeSabre.

Bo...

Ktoś zadzwonił,

a nie chciałem rozpraszać cię w trakcie jazdy,

więc zatrzymałem się tutaj i napisałem wiadomość.

Załatwiam dziś sprawy.

Ja też nie piszę w czasie jazdy.

-Tak. -To dobrze.

Tak.

-Chcesz... -Mów dalej.

...napić się kawy?

Mam kawę.

A ciastko? Są dla wszystkich.

W porządku.

Może gumę?

Pewnie.

Boże. Wrigley's. Dostawałem je na Święta w skarpecie.

Lata temu.

-Tak? -Dziękuję.

Proszę bardzo.

Możemy...

Klasyka się nie starzeje.

Chcesz się przejść?

Pogoda jest piękna.

-Pewnie. -Tak?

Tak.

Wyłączasz go?

Nie naliczy ci kroków.

Mrowi mnie od niego ramię.

Tak.

Boże, jaki to nudny stan.

-Nie zgodzę się. -Na co tu patrzeć.

Przecież uwielbiasz Kansas.

Od kiedy?

Uwielbiam Nowy Jork.

Nigdy tam nie byłaś.

-Tego nie wiesz. -Nie cierpisz miast.

Tego nie wiesz.

Zaraz skręcę na czołowe z ciężarówką.

-Jedziesz za szybko. -Boże, mamo.

-Zwolnij! -Możesz...

-O 30 kilometrów za szybko. -Proszę.

Wszystko gra.

Chcesz dostać mandat?

I punkty karne?

Mam to gdzieś.

Chcę już być na miejscu.

Wyrzuć mnie i jedź się zabawić.

Tak.

Bawię się świetnie.

-Trish, a ty? -Ubaw po pachy.

Nie pozwalacie mi

wrócić do domu.

O czym ty mówisz?

To nie nasza wina.

Ani taty. Tylko twoja.

Miałaś nie pić, a piłaś

i dostałaś udaru, tak jak mówił lekarz.

-Sam. -To prawda!

A teraz traktujesz podle wszystkich dookoła.

Zwłaszcza tego, kto cię toleruje.

I zakazujesz go wpuszczać?

Złamałaś mu serce...

Wic milcz i daj mi prowadzić.

Marzę, byt cię tam zostawić.

A ty wyłącz ten jebany telefon.

-Serio. -Dobra!

-Kiedyś... -Boże.

Powtarzam dzieciom, że robiąc to, co je uszczęśliwia, nie mogą przegrać.

Uwielbiam uczyć i robić w drewnie.

Ale...

Najbardziej lubię śpiewać.

Z początku było mi głupio,

a potem uznałem,

że nawet w tym wieku nie zaszkodzą mi lekcje śpiewu,

więc odezwałem się do Darlene i od tamtej pory do niej chodzę.

Czyli od kiedy?

Od pięciu lat.

Jesteś bardzo dobry.

Nie jestem.

Nie.

No to żarliwy.

To prawda.

Bardzo się angażuję, ale nie śpiewam za dobrze.

-Nie szkodzi. Uwielbiam to. -Tak.

A dzieciom podoba się śpiewający dziadek.

I dobrze, że to widzą.

Poza tym...

Jestem ulubieńcem Darlene.

Jeśli komukolwiek o tym powiesz, zaprzeczę.

W porządku.

To będzie nasza tajemnica.

Dobrze.

Czy

mamy z nią wejść do środka?

Jak wolicie.

Mamy wszystkie papiery.

Czasem łatwiej pożegnać się tutaj.

Ale, wiecie.

W porządku. Kocham cię, mamo.

Wszystko będzie dobrze.

Kochamy cię.

Dbajcie o nią.

Jasne. Gotowa, Mary Jo?

Pa, mamo.

Tata chciałby tu być,

ale bardzo by cierpiał.

Czy to, co w niej najlepsze, jeszcze powróci?

Nie.

Tu Joel. Zostaw wiadomość.

Nie wiem, gdzie jesteś, ale odwołuję

dzień trzeźwości. Zadzwoń.

Hej.

Co ty... Co robisz?

-I po co? -Nie wiem.

Dbam o zdrowe serce.

Dobra.

Jesteś na Bumble?

-Co to? -Nie.

I nie martw się tym.

Gdybyś nie chciała,

żebym się martwiła, wyłączyłabyś ten pieprzony dzwonek.

Ale już mnie zaciekawiłaś, więc mów.

O co chodzi?

Boże. Zrobiłaś ją sama?

Tak.

Sprzedajesz poduszki z "Zakłamaną Pizdą"?

-Jakoś tak wyszło. -Tricia!

Kiedy się dowiedziałam

o romansie Ricka z Charity, zrobiłam pierwszą

i w gniewie wrzuciłam jej zdjęcie na Finsta.

Ktoś znany podał je dalej,

a teraz nie nadążam z zamówieniami.

Boże. Dałaś jej jedną?

Nie, tylko wrzuciłam na witrynę, żeby widziała.

O cholera.

Masz nawet Finsta.

To z syp na mój gniew, wiesz?

Tak.

Tak myślę, mogłabyś zarobić na nich górę forsy.

Siedzisz na żyle złota.

Co robić?

Jak to? Przecież robisz.

-Ale to nie wypada. -Robisz to, Tricio!

Oczywiście!

To nie jest biznes, tylko pornografia.

Jestem zażenowana.

Przecież sama

ją stworzyłaś i jest przecudna.

Poduszka z "Zakłamaną Pizdą".

Cholera.

Dlaczego ja na to nie wpadłam?

Chcę być poważną kobietą biznesu.

I szanowaną.

Mam organizować imprezy.

wesela i lunche.

A o tym w kościele nie powiesz.

-To nie mów. -Ale ja chcę.

-To mów. -Nie mogę!

Dlaczego?

Po prostu.

Bo długo pracowałam na coś, co nie wypaliło i po czym nie został ślad.

Dosłownie nic.

To koniec.

Ludzie patrzą na mnie i czują politowanie.

-Nieprawda. -Prawda.

Nie. A jeśli tak, to cymbały.

To palanci.

Jebać ich.

No nie? Jebać.

Myślę,

że mogłabyś zacząć się produkować na Instagramie.

Czemu nie ty? Prawda?

Rzuciłabyś etat.

Co?

Wylali mnie.

Ze spożywczaka?

Tak. I to przez ciebie.

-Jak to? -Bo piłam w ciągu dnia,

czego mi nie wolno.

Boże.

Zwolnili cię, bo przyszłaś nawalona?

-To nie jest śmieszne. -Ty urwisie.

-Nie śmiej się. -To trochę śmieszne.

-To straszne. -Wybacz, ale spożywczak?

Do wyższych celów cię stworzono.

A ja mogę ci pomóc.

Możesz zrobić: "Księżniczkę Piczkę"

i: "Śliczną Brochę".

-Co się dzieje? -"Bombę Brombę", "Świnkę Pipę".

"Płytką Cipę", "Disującą Cipę". Mój Boże.

-Sam! Za głośno. -I "Soczystą Pizdę". Tricia!

Musisz mi taką zrobić.

Soczysta Pizda

Czy jesteście gotowi Na wielką soczystą pizdę?

Kraju, czy jesteś gotowy Na wielkie, soczyste rowy?

Podoba wam się?

To duża, soczysta pizda Cipa, cipa

Przepraszam. Jestem jej siostrą.

-Prosiła mnie o to. -Nie!

Soczysta mi się nie mieści.

-Za duża? -I taka soczysta,

że zjeżdża z fotela.

Dobra.

Gdzie te okry?

HAGERTY CONSTRUCTION MY - GOŚCIE

Bywasz na wiosennym festiwalu rękodzieła?

Uwielbiam je. Jak nic innego.

Kupiłem tam bransoletkę.

Widziałem je.

Rzuciła mi się w oczy nazwa twojego kościoła.

A kiedy Sam przestała przychodzić, nie wiedziałem, czy cię jeszcze zobaczę.

Więc.

To nie przypadek, że się spotkaliśmy.

Czyli piszesz w czasie jazdy?

Nigdy w życiu.

To dobrze.

Cóż.

Miło mieć "stalkera"...

Choć to zbyt negatywne słowo.

Tak?

Chciałem cię jeszcze zobaczyć.

Miałem iść po to na mszę.

Tam cię spotkać.

Ale ostatnio nie bywam w kościele.

Sam już nie wiem, w co wierzyć.

Nie wiem.

Przechodzę kryzys,

bo przyjaciel poprosił mnie o prowadzenie ślubu.

Przecież to ktoś mi bliski,

a ceremonia jest świecka.

I nie chce kazania, ale...

Ja czuję...

Nie pytałeś o to.

Chyba o nic nie pytałem.

Ale dziękuję, że mi mówisz.

Naprawdę.

Myślę, że po to są kościoły,

by pomagać w chwilach zagubienia.

Nie trzeba nic robić.

Wystarczy być.

Ale nie trzeba.

-Rozumiesz? -Tak.

Jeśli chcesz, wezmę cię na mszę.

Możesz mnie wziąć.

Błogosławiłeś kiedyś zwierzę?

Nie. A ty?

Tak. Kozę.

Błogosławiłeś kozę?

Fajnie.

Ale nie wypada się chwalić.

Uwiniemy się szybko. Karmimy kury i wracamy.

-Chcę wysiąść. -Tak, Tricia.

Dostałyśmy list od taty.

Czytaj.

O, tak.

"Nie wiem, do której z was to wysłać, więc wysyłam

do domu. Na pewno do was trafi.

Cieszę się, że mnie namówiłyście

i świetnie się czuję.

Bawimy się z bratem jak małe dzieci.

Wiem, że mama nie chce

mnie widzieć, ale kocham ją i wciąż o niej myślę.

Kocham was. Tata. P.S. Pozdrówcie Freda.

Na pewno pomoże wam na farmie".

Narysował też krowę.

-Słodka. -Takiej długiej

jeszcze nie widziałaś.

Z czterema wymionami. Dwoma długimi, dwoma krótkimi.

Krzyżówka z jamnikiem?

Jak nasze nogi.

Moje długie, twoje krótkie.

Dziewczynki.

Elaine.

Cip, cip!

-Cześć. -Fred i Susan.

Wybaczcie, że znienacka. Fred chce pokazać mi farmę.

-Świetnie. -Karmimy kury.

Hej.

-Karmiłaś kiedyś kurę? -Nie.

-Chcesz spróbować? -To wielka frajda.

Spróbuję.

W porządku.

-To robaki. -Martwe.

-Jasne. -Tak.

-Chodź tu, Clea. -Cześć.

Kurko, kurko.

Robią, co chcą.

Idzie!

To magiczne miejsce. Fajnie się tu dorastało?

I tak, i nie.

Bywało różnie.

-Ale jest śliczna. -Tak.

A może chcecie

wziąć tu ślub?

Serio?

Mój tata będzie zachwycony.

-Skarbie. -To niesamowite.

To niesamowite.

-Mówisz poważnie? -Jeśli chcecie,

możecie o tym pomyśleć.

Ja bym chciała.

-Tu jest pięknie. -Doskonale.

Ze zniżką dla rodziny wyjdzie poniżej dychy.

-W porządku. -Do tego jeszcze wesele.

Kolejna dyszka.

Dobrze. W tym roku odłożyłem,

-a ona ma głowę do liczb. -Za dobrze ci płacą.

Damy radę.

Nie będziesz nam płacił.

-Jesteśmy u siebie. -Widok zachwyca.

-Tak. -Po prostu szok.

Widzicie te słoneczniki?

Akurat posprzątałyśmy stodołę.

-Ale traf. -Zrobimy w niej imprezę?

Tylko jeśli lubicie naturalne piękno.

-Uwielbiam. -Dlatego z nią jestem.

Co za gość.

-Tu jesteś. Dzwoniłam. -Hej.

Dostałaś wiadomość?

Nie wziąłem telefonu. Wybacz.

Co z piosenką?

Jaką piosenką?

-Klucze, telefon, forsa, dowodzik -Kluczyki, telefon

Nie wierzę. O niej też

-zapomniałem. -Joel!

-Ale wiesz co? -Co?

-Tak brzmi dziecięcy śmiech? -To coś lepszego.

O to nietrudno.

Dziękuję. Mini-tini.

Daj mamie buzi.

Sukces.

Dziękuję.

Co za dzień.

Opowiedz mi wszystko.

Najpierw się wstawię.

A jak twój dzień?

Co mnie ominęło?

Nic.

Wyglądasz jakoś lepiej.

-Serio? -Tak.

Robiłeś lewatywę?

-Nigdy w życiu. -Ja bym zrobiła.

Musiałabyś mnie namawiać.

Nie, po prostu...

Promienieję dumą

Po posprzątaniu kuchni.

Goście będą zachwyceni.

Szybko ci poszło!

Cóż.

Chcesz dolewkę?

Dziękuję.

Sprawy rodzinne.

Było łatwiej, gdy miałem je gdzieś.

Coś w tym jest, że lepiej się odciąć.

-Naprawdę? -Tak.

Przykro mi. Teraz masz mnie.

Obiecaj mi tylko, że jeśli pod koniec życia

zamienię się w moją matkę, skrócisz mi cierpienia.

Poduszka na twarz i pchasz.

Tak chciałabym odejść.

Bez ciebie byłabym wrakiem.

Chcesz jeszcze?

Jeśli uważasz, że zasługuję.

Dzięki!

Przynajmniej dobiję kilka kroków.

Co to ? Czysta?

Smakuje mi.

Z dodatkiem miłości.

Dziękuję.

Lubię, kiedy dolewasz wódki. Pierwszej nie zauważam

po dwóch czuję się

jak po trzech,

a po trzeciej nie piję więcej.

Dostaniemy mandat?

Nie.

-Szkoda. Chcę złamać prawo. -Joel.

-Wiesz, o czym marzę? -O czym?

O pączku do drinka. Jedźmy do Varsity Donuts.

Tak. I za to cię kocham!

Czy ja dobrze słyszę?

Nie! Przemawia przeze mnie alkohol!

-Boże! -Muszę przestać.

Powiedziałaś to i już możesz odwołać.

Ile dziś było tych tini?

Nie przejmuj się tym.

Napisy: Dariusz Makulski

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.