Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NAGRODA DLA DARLENE EDWARDS
ZA NADZWYCZAJNY DAR NAUCZANIA - WDZIĘCZNI UCZNIOWIE
Cześć, Sam. Wejdź.
-To tutaj? -Tak jest.
Mogę powiesić torbę?
-Na oparciu. -Dobrze.
Mam nuty i taśmę.
Pięknie. Połóż je tutaj.
Dobrze.
Najpierw pośpiewamy.
Wybierz coś, co lubisz.
Tak z głowy?
Tak.
Dobrze. To może...
Ukochaną piosenkę.
Może coś dzieciństwa?
"O króliczku Piotrusiu"?
Coś, co śpiewałaś z rodziną.
Albo o miłości?
Dobrze.
-Lubię tę. -Dobrze.
-Jest tutaj. -Tutaj.
I tak dalej.
Śpiewaj.
Proszę.
To było piękne.
Dziękuję.
Mam ciarki, jak wtedy, gdy cię usłyszałam...
Och, Sam. Pamiętasz, jak śpiewałaś
kolędy z licealnym chórem?
Tak.
Twój głos brzmiał tak głęboko dorośle.
To rzadkość w tym wieku.
Sam.
Co przyniosłaś?
Przebojową "Ave Marię" Schuberta.
Cóż...
Moja ulubiona.
Zdecydowanie wolę Schuberta od Gounoda.
Otóż to.
Mam ją zaśpiewać na ślubie przyjaciela,
ale to nie mój styl...
-Klasyczny? -Tak. Mam za ciężki głos.
Nie radzę sobie z wysokimi
i szybkimi tonami.
Wiemy, na czym się skupić.
Dojdziemy do tego.
A zaczniemy od oddechu.
-Dobrze, -Dobrze.
Idealnie.
Rozluźnij kolana i ramiona.
Moi drodzy...
Hej.
Hej. Jak było?
W porządku. Na razie ćwiczymy oddech, ale jest nieźle.
-Dobrze. -Cześć.
Cześć.
Co za niespodzianka.
Tak.
Daj czadu.
Dzięki.
-Boże... -To był SLS! St. Louis Sushi!
Tak. Szybko Lecący Stolec.
Strasznie Luźna Sraka.
To też do śmieci?
Jak wszystko.
Ja to zrobię.
Dobrze.
Pomóc ci?
Nie.
Możemy posłać nim Freda do ołtarza.
Świetny pomysł.
Kim jest Fred? Żeni się?
To nasz przyjaciel.
Żeni się z Susan.
Kto robi im wystrój?
A wiesz, że nie pytałam?
Wiesz, jakie kolory wybrali?
-Chyba czarny. -To nie jest kolor.
Skontaktujesz mnie z nimi?
Po co?
Trish Upon a Star może im pomóc.
Mam dla nich z dziesięć różnych zestawów,
które ich oczarują.
To mi się przyda do portfolio.
Trish Upon a Star to urocza nazwa.
Dziękuję.
Dlaczego nic o tym nie wiem?
-I ja? -Mówiłam ci.
-Pamięć mi siada. -Wiem i boleję.
Proszę cię, Sam.
Błagam. Jest mi to
bardzo potrzebne.
Kiepski pomysł.
Źle znosisz integrację z moimi znajomymi.
-Nic podobnego. -I winisz za to mnie!
Nie dramatyzuj.
-Proszę. -Jestem na nie.
-Joel? Pomóż. -Joel?
Spotkanie nie zaszkodzi.
-Spotkanie. -Tak!
Ładna mi pomoc.
To kiedy?
-Mogę do nich napisać. -Nie dostaniesz numeru.
Dzięki, Joel!
Dzięki, Joel.
Tricia zajmuje się eventami?
Nie zajmuje się. Chcę to obejrzeć.
Wybacz.
Jaka krótka spódniczka.
Prześpi się z nim? Nie powinna.
Zrobiła to tydzień temu. Facet to zawodowiec.
Tak sobie myślę...
Myślisz, że ceremonia będzie sakralna?
Zapytaj, czego chcą.
Dobra.
A co,
jeśli powiedzą, że będzie?
Przepraszam. Złoszczę cię?
Spauzowałam. Możemy rozmawiać.
Skończyłem. Oglądamy.
-Na pewno? -Tak.
Bo będą się...
Będą?
Tak.
To puszczaj.
Dotychczas wiało nudą.
Teraz jest dobrze.
Pięć gwiazdek za męską goliznę.
Odwróć się.
Mamy zwycięzcę.
Myślałem, że będzie tylko tyłek.
Magia abonamentu.
Tak wygląda seks hetero?
Jak masz farta.
No nie?
Za bardzo się zmuszam.
Kręć głową w lewo.
W prawo. Jak leniwa rzeka.
Kręć, kręć.
I
wdech z przepony...
Umiem jedno...
I drugie...
Ale nie jednocześnie.
Spróbujemy z jakąś piosenką.
Poradzisz sobie.
Śpiewaj niżej i wolniej.
-Dobrze? -Dobrze.
-Wdech. -Nie utrzymam tonu.
Dasz radę. Jeszcze raz.
Głęboki wdech.
Motorowe wargi.
Jak silnik po tuningu. Ładnie i równo.
Tak dobrze. Teraz gama.
-Tak jest! -Nie było tak źle.
Jest bardzo dobrze.
Wiele pracy przed nami, ale czuję postępy.
Dlaczego tak mówisz?
Powiedział to pani w liceum.
Że mam ciężki głos i czeka nas wiele pracy.
Sam, twój głos jest bogaty i głęboki.
Nie ciężki.
Ciężka praca czeka każdego bez względu na talent.
Jesteś tu teraz.
Zacznijmy od początku.
Dobrze.
Nowy początek.
Coś w tym jest.
Przepraszam. Nie chciałem przeszkadzać.
Byłeś zamyślony.
Nieszczególnie.
Mogę się przysiąść?
Jasne.
BETANIA - KOŚCIÓŁ LUTERAŃSKI
Ma korę jak dąb, a liście jak klon.
Ja poznaję po liściach. Nie mam oka do kory.
-Na razie. -Pa.
-Cześć. -Cześć.
Jak było?
-Dobrze. -To dobrze.
Gawędziłeś z panem Sushi?
On do mnie zagadał.
W porządku.
Stanął ci?
Nie!
Wygląda na to, że tak.
To tylko fałdy.
NA ZAWSZE RAZEM
Cześć. Dziękuję, że przyszliście.
Cześć, Tricio. Wiele o tobie słyszałem.
-I nawzajem. -To Susan, a ja jestem Fred.
Tak!
-Możemy wejść? -Naturalnie. Proszę.
Jak tu pachnie. Zdjąć buty?
Nie trzeba.
To bardziej ogrodowy styl.
Nie wszędzie pasuje.
A to... Wszystko w porządku, Sam?
-Tak. -Dobrze.
Łatwo się tłuką.
Wybacz.
To jeden z moich ulubionych.
"Dżins i diamenty".
Podoba mi się ten talerz.
Dziewczyno, mnie też.
Jest uroczy, prawda, kochanie?
-Tak. -Serwetka ma naszyjnik.
Ekscytujące.
Bawcie się.
Możemy dowolnie mieszać style...
Nie ma presji. Zgodziłam się, bo prosiłą.
Jest świetnie. Susan się podoba.
Jej wybór.
Jak ci idzie piosenka?
-Nieźle. -Tak?
Całkiem nieźle.
-Czujesz ją? -Tak.
Jak tyłek tej małpy.
Ona ma dobre oko.
Jakie to miłe. Milutka jest!
Dlatego się z nią żenię.
Przygotuję wam kilka wersji
z różnym budżetem. Omówicie sprawę
i dacie mi znać.
Jesteś najlepsza.
Dziękujemy.
-Wypuszczę was. -Pa, Sammy.
Pa.
Na pewno się dobrze bawiłaś.
Ale ubaw.
Co ty?
Przepraszam, że traktuję śluby poważnie.
-Oni też. -Serio?
Nie chcesz - nie pomagaj.
Pewnie, że chcę!
Jezu!
Idziesz ze mną.
Miodowy Puszku.
UNIWERSYTET STANU KANSAS
AULA SHELLENBERGERA ZBOŻA I PRZEMYSŁ
DR FRED ROCOCO
A niech mnie! Kogo ja widzę?
Jeśli masz studentów, zadzwonię później.
-Nie. Wejdź. -Dobrze.
Wolę ciebie od studentów.
Nie łącz ze mną.
Uwielbiam to mówić, choć nie mam sekretarki.
Co cię sprowadza?
Cóż. Jestem...
Dalej. Możesz mi powiedzieć.
Dawno nie byłem w kościele,
a ślub
to święty obrządek.
Zmagam się z tym, że stanę
przed obliczem Boga po raz pierwszy, odkąd skłamałem.
Za bardzo to analizujesz.
Nie chodzi o ciebie ani o Boga,
tylko o mnie i o Susan, i o nas dwóch.
Jesteś dla mnie ważny i chcę, żebyś tam był.
Bogiem zajmiemy się później.
-Masz całkowitą rację. -Tak.
Tak mi przykro.
Nie martw się.
Susan nie wie, czy przyjdą jej rodzice.
Chcę, żeby ten dzień był
wspaniałym początkiem rodzinnej tradycji.
Tak.
To przyjdziesz?
Przyjdę.
Na pewno?
-Zdecydowanie. -To świetnie.
Znakomicie.
Do Mary Jo Miller.
O ile nie jesteśmy na czarnej liście.
Sprawdzę.
Nowe cukierki.
Przyszły córki Mary Jo.
Dobrze.
Pani Lindgren zaraz przyjdzie.
O kurwa.
Co zrobiliście, żeby ją uspokoić?
Interweniował personel?
-Co wszyscy... -Doszło do drugiego incydentu,
zanim zdążyliśmy zareagować.
Dla mnie to jeden incydent,
tylko rozciągnięty w czasie.
Nie dwa.
-Możemy tak na to spojrzeć. -Dobrze.
Ale to nie pierwszy przypadek. Ona od dawna sprawiała problemy.
Poruszyłam ten temat z waszym tatą.
Nie jesteśmy w stanie zapewnić Mary Jo stosownej opieki.
Może po zmianie leków,
ale to nie nasza decyzja.
Zalecamy u mieszczenie jej w St. Michael's w Wichita.
Choćby na kilka tygodni.
Akceptują Medicare. Będzie w dobrych rękach.
Jak to w Wichita?
To nie jest kłótnia ani negocjacje,
tylko warunek jej pozostania u nas.
Jeśli to nie wchodzi w grę, pomożemy znaleźć inną placówkę,
która ją przyjmie, ale...
Nikt jej nie przyjmie.
To dylemat. Wiem.
I przepraszam. Przyszłyście ją odwiedzić,
ale nadal ma was na czarnej liście.
Świetnie.
Nic nie szkodzi.
Chodźmy stąd.
Dziękuję.
Dzięki.
Przepraszam za nią... My...
Chodź.
Nie do wiary.
-Za kogo ona się ma? -Jest taka samolubna.
Chcesz się napić?
Tak. Chcę.
Mam butelkę gorącego chardonnay.
Nieprawda.
A jednak.
Po co ci w aucie korkociąg?
Na takie okazje.
Masz kubki?
Nie.
O Boże.
Z butelki lepiej smakuje. Zdrówko.
Wal z gwinta.
Boże.
No proszę.
Mam się odezwać do taty?
Nie zawracaj mu głowy.
Ona niedługo wróci.
Też idę się napić. Miłego poranka.
Wzajemnie.
Świetnie.
Nie daj się prosić.
Zuch dziewczyna!
O, tak!
Co to za drewno?
Poszedłem na spacer nad jezioro
i zebrałem je z plaży dla uczniów.
Co z nim zrobią?
Nic.
Robię im z niego odznaki za frekwencję.
Czego uczysz?
WoS-u w ósmej klasie.
To miłe.
I fajne.
Zacznijmy od pogłębienia oddechu.
Dobrze.
Położę ci dłoń na piersi.
-Mogę? -Tak.
A druga dłoń tutaj.
-Dobrze? -W porządku.
Zamknij oczy. Powoli.
Próbuj poruszyć tą dłonią,
oddychając z przepony.
Dobrze.
Głęboki wdech.
I...
O to chodzi.
Nosem.
Wydech ustami.
Tak dobrze.
Jesteś tylko ty i ten oddech.
Głęboko.
Jeszcze głębiej.
O, tak!
O to chodziło.
Czujesz różnicę?
Tak.
Zapamiętaj to uczucie.
-Czyż nie jest cudowne? -Tak.
Jak pierwsza miłość.
W porządku.
-Dać ci chwilę? -Tak.
Dobrze, jeszcze raz.
Dobrze.
Poradzisz sobie.
Ładnie i głęboko.
Wypchnij tę dłoń.
Nie mogę.
Nie dam rady. Przepraszam.
Nic nie szkodzi.
Muszę już iść.
Chcę wyjść.
Sam? Wszystko gra?
AMY SEDARIS OZNACZYŁA CIĘ W POŚCIE
Kim jest Amy Sedaris?
NOWY KOMENTARZ
KŁAMLIWA CIPA
O rany! Co? Boziu!
Co?
Hej.
Cześć.
Chodź na spacer.
Nie mam nastroju na kroki.
Nie będziemy nabijać kroków,
tylko napawać się pięknem natury.
Wolę się gapić w ścianę.
Chodź na spacer
i na małe co nieco. Boże, Joel.
Wkurza mnie twój optymizm.
Powiesz, co się stało?
Sama nie wiem. Może.
Daj mi kilka lat.
To może być długi spacer.
Nie wiem.
Nie mam pojęcia, co się stało.
Ona po prostu...
Ćwiczyłam oddychanie,
jak wcześniej i...
Ale tym razem powiedziała,
że położy tu dłoń.
Zrobiła to i...
Kazała mi oddychać coraz głębiej.
Była...
Była tak cholernie cierpliwa.
I kiedy oddychałam, kazała mi zapamiętać to uczucie.
Kurwa! Znowu!
Powiedziała, że jest
jak pierwsza miłość.
To chyba dobrze, tak?
Nie wiem.
Serio, nie wiem.
Nigdy nie byłaś zakochana?
A po co to sobie robić?
Nie chcesz tego zmienić?
Nie.
Wolę osądzać tych, którzy wybrali miłość i polegli.
Możemy pochodzić po stronach randkowych.
W życiu. To odrażające.
Nie.
Jesteś jedyną osobą,
która zrobi dla mnie wszystko.
Na przykład
stanie na straży przy drodze,
-kiedy będę robić siusiu. -Rany!
Samantho Miller!
Uzbierało się.
Kazałeś mi dużo pić.
W końcu mnie posłuchałaś.
Dobra.
Co za ulga.
Nie podcierasz się?
Nie, samo wyschnie.
Zasłużyliśmy na lody?
Tak.
Zabiłabym za gałkę małego co nieco.
-Wiesz, że uwielbiam małe co nieco. -Ja też.
-Małe co nieco -Małe co nieco
-Małe co nieco -Małe co nieco
O Boże.
Nikomu ani słowa, dobrze?
-Dobra. -Bo ci chuja utnę.
Ile czułości.
Staram się.
Napisy: Dariusz Makulski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.