Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W barakowozie mieszkał koleś. Nikt nie pamiętał, skąd się tu wziął.
W każdym razie nie był stąd.
Nikt nie znał jego prawdziwego nazwiska.
Nazywano go Bryndza.
Mieszkał w chatce razem z dwójką dzieci.
Chłopak miał 12 łat, dziewczynka mniej.
Siostrą opiekował się chłopiec.
Tato, ja przepraszam. Nie...
Ty cholerny gówniarzu!
Tato, przepraszam cię!
Mówiłem ci!
Tato, proszę! Już nie będę!
Jak się teraz nie nauczysz, to się nigdy nie nauczysz.
Tatusiu, proszę, nie!
Tato...
Wracaj! Wracaj!
Cholera jasna!
Wracaj! Psia krew!
Cholera.
Chłopak już nie wrócił.
Syf. To bajka dla dzieci. Miał być krwawy horror z trupami.
A to jakiś łzawy syf.
To prawdziwa historia. Tata mi opowiadał.
Narka, fajfusie. A ty, nie posikaj się ze strachu.
- Zjesz loda, chłopie? - Zeros kasos, amigo.
Zeros kasos.
Ojciec już idzie.
- Jak robota? - E... tam.
E... tam.
- Tato, nie boisz się tu chodzić? - Czego mam się bać?
Duchów.
Bać się można tyko ludzi. A tu ich nie ma.
- Ludzi? - Złych ludzi.
- Ja się czasem boję. - Nie ma czego.
Wolę tu chodzić z tobą.
Musisz nauczyć się sam.
Wolę z tobą. Chyba, że miałbym psa.
Tato, płaczesz?
Musisz nauczyć się i przejść tę drogę sam.
Musisz.
Jak przejdziesz, dostaniesz psa.
- Spróbujesz? - Spróbuję.
Ale strasznie tu pusto.
Ale kiedyś było inaczej.
Opowiedz.
Już ci opowiadałem tysiąc zylionów razy.
Tylko sto zylionów razy.
Kiedyś był tu wielki zakład.
Tam było mnóstwo domów, w których mieszkali ludzie.
Wszystko się kręciło. Była praca, ludzie mieli pieniądze.
Pięknie, mordują dzieciaki. Teraz się zacznie.
Nikt nie powiedział, że mordują. Po prostu nie wróciła do domu.
Jasne. Siedmiolatka zabalowała i zapomniała, że ma wrócić do domu.
Zgwałcona i zabita. Albo na odwrót.
Ojciec mi opowiadał, że kiedyś ludzie łapali dzieciaki i zabierali im krew.
- To się nazywało „czarna wołga”. - To bajka dla takich debili jak ty.
Nie wiem, czy to wołga, czy inne gówno,
ale jeździ po naszym miasteczku wóz. Czarny i nikt nie wie, jaka to marka.
- Podobno to karawan. - Co?
Samochód do przewożenia trupów, idioto.
Słyszałem, że raz czarna limuzyna zatrzymała się koło baru.
Bar był zamknięty, ale stał tam Cepiel.
Z limuzyny wyszedł człowiek ubrany cały na czarno.
Miał nawet czarny kapelusz. I zapytał Cepiela o godzinę.
Cepiel odpowiedział: "Dwunasta".
- I co? - I na następny dzień umarł.
Cepiel był chory. W każdej chwili mógł się przekręcić.
Ale ciało znikło.
- Niby czemu? - Bo to był diabeł.
- Dlatego nie noszę zegarka. - Ja też nie noszę. Tak na wszelki.
- Aty? - Ja mam zegarek.
To se go schowaj, jeśli nie chcesz, by twoje zwłoki zniknęły.
Raz, dwa, trzy, cztery...
Tato, nie boję się.
Aleś mnie przestraszył, synek!
Weżniesz ten list do ojca, ja?
Nie chce mi się tam jeździć. Pompa mi coraz słabiej piko.
- Kiero jest godzina? - Nie mam zegarka.
To na kopalni.
- Ojciec jest? - Idź do domu.
- Przyszedłem po tatę. - Idź do domu!
Tato!
Tato!
Ciała nie odnaleziono.
A gdyby nawet, to...
Jego tam nie ma.
Cicho bądź!
Nie ma go tam.
Hej!
Wal się.
Widziałem pod naszym domem Araka.
- Tak? - Patrzył się w nasze okno.
Gapił się w nasze okno.
Gapił się w okno!
Lepiej?
...jeden a, dwuna, trzy na, czterna...
...dwa trzy, dwa cztery, dwa pięć i już.
Tato, proszę, wróć do nas.
Ale nie w nocy.
Tato!
- Widziałem tatę. - Śniło ci się. Do łóżka!
Gówno.
Widziałem.
Wiecie, że koło Martwego Pola kręci się hycel?
- Kto? - Hycel. Taki, co zabija psy.
Ja nic nie widziałem.
Zabija psy i obcina im uszy. Za jedno dostaje 50 groszy.
- Za jedno co? - Ucho.
- A za drugie? - Też. 50 groszy. Razem zeta od łba.
Uwaga!
Chodźcie tu, coś wam powiem.
Chodźcie!
- Chcę tylko pogadać. Szkoda taty. - Puszczaj!
- Puść go! - Zostaw go, pojebańcu!
Dobry chłop był.
Co za psie gówno.
Takie ścierwo se bezkarnie łazi. Jak dorosnę, to go zabiję.
Niedawno z ZOO uciekła hiena. Słyszałem w telewizji.
Hieny jedzą tylko padlinę. Ale ta zabija i zakopuje,
żeby mięso trochę zgniło i nadawało się do zjedzenia.
A Ta hiena uciekła z ZOO i dlatego jest nienormalna. Poluje na ludzi.
Dalej nie idziemy.
- Co jest? - Nic.
- Wskakuj, podwiozę cię. - Nie chcę.
Twoja sprawa.
Idź już!
Jakby było mało, to ja...
Bożenka!
Dlaczego idziesz za mną?
- Zginął ci ojciec, tak? - Nie zginął.
- Po prostu go nie znaleźli. - Mój ojciec też zginął w kopalni.
- Przecież mówię, że nie zginął. - Możesz iść ze mną, jak chcesz.
- Tu mieszkał kiedyś bardzo zły człowiek. - Wiem.
- Skąd? - Mama mi mówiła.
Bryndza kochał swoją córkę.
Ludzie mówili, że stał się trochę lepszy.
To znaczy, nie był już taki zły.
Którejś zimowej nocy...
I Bryndza wpadł do dołu razem z trupem córki.
I dobrze. Koniec z nim. Krzyżyk na drogę.
- Nie wiecie jeszcze, co było później. - Nie chcemy wiedzieć.
To nie horror, to bajka, a my nie jesteśmy dziećmi.
Jakiś psychopata morduje w Żernikach, a ty zasuwasz ©O jakimś pijaczku.
- Przecież jeszcze nikogo nie zamordowanp. - Naiwny.
Czego tu? Wynocha!
Wiedziałem, że żywa z tego nie wyjdzie. Zgwałcona i zabita.
- Może to zwykły wypadek. - Przestań marzyć.
Wczoraj wieczorem poszedłem posłuchać jak wyje.
Usłyszałem krzyk, a później śmiech. Mało nie zwariowałem ze strachu.
To znaczy, że hiena zgwałciła?
To facet, który przemienia się w hienę.
Jest nieźle popieprzony.
Oglądałem program o facecie, który zamieniał się w wilka.
- Duży, chodź do mnie, pokażę ci coś. - Co?
- Wykopałem stary nabój. - Leje na niego.
- Wrzucimy go do ognia. - Zawracanie dupy.
- Możemy podrażnić gliniarza. - Nie ma głupich.
- Ja cię odprowadziłem. - Boś głupi.
Raz, dwa, trzy...
Co tu robisz?
Mieszkam.
- Gdzie? - W Kolonii.
- Jak masz na imię? - Mały.
Nie widziałeś mnie. Kapujesz?
Nie ma mnie tu! Rozumiesz?
Nie boi się pan hieny?
- Co za jeden? - Zwierzę.
Hiena...
Będziesz mi przynosił żarcie. Tutaj.
A ja cię ochronię przed hieną.
Ale ja nie mogę rozmawiać z obcymi.
Była tu.
Przepędziłem ją.
Ale może wrócić.
Lepiej nie.
Lepiej nie.
Przysięgnij, że nie powiesz.
- Przysięgaj. - Przysięgam.
Wróć tu jutro.
Mamo... Słyszałaś o tej hienie, co żyje na Martwym Polu?
Nie.
Ona zabija ludzi. Jest zła.
- To ludzie są źli. - Tak mówił tato.
Tato mówił, że mógłbym mieć psa. Wtedy bym się nikogo nie bał.
Hieny też.
Nie ma żadnej hieny.
Co to jest?
- Upadłem. - Chodziłeś do kopalni?
Kłamiesz! Mówiłam, żebyś mnie nie kłamał!
- Nie byłem w kopalni. - Ojcu byś nie pyskował!
- Nie. - Wynoś się stąd!
Kradniemy państwową cegłę, obywatelu?
Czepiamy się ludzi, panie dzielnicowy?
My tu nie lubimy obcych.
Pan też nie stąd.
Często cię tu widzę.
Ja tu mieszkam.
Gdzie dokładnie?
Tu i tam.
Widziałeś tu coś nienormalnego?
Wszystko.
- Co na przykład? - Na co nie spojrzeć.
Znaleziono tu trupa. Dziewczynkę.
Widziałeś kogoś podejrzanego?
Tylko tacy się tu kręcą. Pana też tu widuję.
Nie żartuj sobie, gnoju!
Słyszałem, że jesteś z Warszawy?
Tak. Tak mam w dowodzie.
- Byłeś kimś. - Sie było.
Wyjedź stąd. Nic tu po tobie.
Ale mnie się tu strasznie podoba.
Jeszcze raz cię zobaczę na Kolonii...
Nie właź mi w drogę.
Nie właź!
...szesnaście, piętnaście...
Tato, tylko mnie nie strasz.
Jak chcesz, to cię odprowadzę. Ojciec was zostawił - to źle.
- Gówno ci do tego! - Co u mamy? Powiedz, że przyjdę do was.
Po moim trupie, świnio!
Przyjdę do was.
- Nie powiedziałeś nikomu? - Nie.
- Matce? - Nie, proszę pana.
Dobrze.
- Mogę już iść? - Nie.
Tato będzie mnie szukał.
Nie masz ojca.
Talizman.
- To przed hieną? - Tak.
Tego ci nie dam.
Czy hiena tu jest?
Przychodzi nocą.
Po co?
Trzeba ją karmić.
- Czy ona zabija ludzi? - Jak jej nie upilnować, tak.
Czemu pan jej nie zabije?
To pożyteczne zwierzę. Zabija tylko słabszych.
Jak ktoś jest chory albo słaby, albo coś.
- A złych ludzi? - Tych jest za dużo.
Arak jest słaby i chory.
Co ci zrobił?
Mógłby pana wyśledzić. Nikt nie żałowałby, żeby go hiena...
Nie wiesz, o czym mówisz. Idź!
Mamo...
Tak?
- Mamo... - No?
A nie będziesz się gniewać?
Nie.
Nie spotykaj się z Arakiem.
Umyj ręce.
Nienawidzę go.
Umyj ręce.
- Nie powinien tutaj przychodzić. - Umyj ręce!
Kto tam?
-Ej,ty! Brudasie! - Dźwiga wódę dla starej.
Trafię we flaszkę.
Z czego rżycie?
Szkoda ci jej? Może to twoja dziewczyna?
Uważaj.
Ludzie mówią, że Arak kręci się koło waszego domu.
Pewnie szuka żony.
Ludzie gadają, że twój stary sam się zabił! Nikogo nie ratował.
Ty pewnie jesteś tak samo jebnięty jak on!
- Trzymaj język za zębami. - Gówno, będę mówił co mi się podoba.
Uważaj, bo znam kogoś kto cię załatwi.
Możesz mnie pocałować.
- Widziałem hienę. - Jednak jesteś jebnięty.
Mogę jej kazać zabić.
Mogę iść na Martwe Pole choćby w nocy. Nic mi nie zrobi.
- Tak? - Tak.
Prędko, za mną!
Dobrze mu tak. Pokarało bydlaka.
Pewno spadł ze ściany i łeb rozwalił.
- Akurat! - A co?
To Hiena.
Hiena.
- To Hiena? - Co?
- Zabiła? - Kogo?
Przecież pan wie. Araka.
Może.
To był słaby człowiek. Pracował kiedyś z moim tatą.
Ja też miałem ojca. Mieszkał w tej chacie.
Bryndza?
Tak.
Gdzieś tu jest.
- Gdzie?
On nie żyje?
Tak.
A siostra?
Też nie żyje?
Tata opowiadał, że umarła.
Widział pan ścianę Araka?
- Mogę zobaczyć hienę? - Nie.
Musi się oswoić.
Ona mnie widzi?
Tak.
Jak już się oswoi, to będzie mnie słuchać?
Arak się utopił.
Widziałem, jak wyłowili trupa.
Był już cały zgniły.
Nie chce mi się jeść.
Ciekawe, kto będzie następną padliną dla hieny?
Pewnie Mały. Chodzi przez Martwe Pole.
- Nie boisz się? - To ona się mnie boi.
Czemu nie chciałeś wleźć sam na Martwe Pole?
- Ja nie chciałem”?! - To idź tam.
Dobra.
Masz wleźć tak daleko, żebyśmy cię nie widzieli.
I stać tam pięć minut. Idź.
Widzimy! Widzimy!
Dalej!
Szukałem pana.
Nie łaź tu. Utopisz się i cię nie znajdą.
Już nie będę. Przyszedłem pokazać ścianę.
- Co? - Pokażę.
Wyłaź już! Wyłaż!
Już po nim.
Niech tam siedzi. Jakby co, to nic nie wiemy.
Najgorzej, że znów trzeba przejść przez ten syf.
Właził pan tam?.
- No. - Na sam szczyt?
- Tak. - Ja nie mogę.
- Czemu? - Bo się boję.
- Jak tam wejdziesz, to ci przejdzie. - Jak to?
Trzeba się zmusić. Wtedy już nie będziesz się bał.
Tata mówi, że ktoś kupi ten teren i ludzie wrócą, bo będą mieli pracę.
- Może. - Tak pan myśli?
Trzeba w coś wierzyć.
- Co tutaj robisz? - Idę do domu.
Nie łaż tutaj sam.
Można tu zginąć na amen.
Dobra.
Podwieźć cię do domu?
Wskakuj.
Nie.
Chodź.
W samo pora, synek.
Musiałbych do wos pedałować.
- Trzeba go spakować. - Jemu się już nie spieszy.
- Zamordowali go. - Miał słabe serce.
Przechodzą badania okresowe. Jak kto chory, to na rentę.
Wykończyła go hiena.
Pewnie, że tak. Za dużo ludzi umiera ostatnio.
Był stary. Coraz słabiej pedałował. Serce mu strzeliło.
Hiena ma małe i teraz musi zdobywać więcej mięsa.
- Był chory. Mówił, że ledwo ciągnie. - Nie bądź głupi. To hiena i bękarty.
- Co jest? - Nic.
Wiesz, co to jest?
Kości mojego ojca.
Trzeba go pochować na cmentarzu.
Zginął listonosz.
Ja już pójdę, proszę pana.
Hiena, tak?
To od papierosa Bryndzy spalił się barakowóz.
On się uratował, ale spalił sobie pół gęby.
Rana zaczęła się powiększać.
I w końcu zajęła całą twarz.
JĘKI
IBryndza umarł.
Ludzie wrzucili trupa Bryndzy gdzieś do dołu.
Jego zły duch chodzi po Martwym Polu.
Hiena to jego pies. Często chodzą razem.
Bryndza z gnijącą twarzą i wiecznie głodna hiena.
Jeśli człowiek umiera w złości jego duch wraca na ziemię mścić się.
- Skąd znasz tę historię? - Tata ci powiedział?
Nie. Taki jeden.
Nie martw się. Pomogę wam.
- Pomogę wam. - Spieprzaj!
Wszystko będzie dobrze.
- Polowanie na brudasów! - Ty padlino!
- Umyjże się! - Nie uciekaj!
Jest! Trafiłem!
Ty brudasie!
Ale smrodek!
- Co uciekasz? - Czekaj padlino!
Hiena musi załatwić takich dwóch.
Nie. Nie ma żadnej hieny.
- Jest! - Nie ma hieny mordującej ludzi.
- Ale widziałem... - Nic nie widziałeś.
- A trupy? - To nie hiena.
- Miała mnie słuchać. - Spokój!
Hiena musi jej pomóc!
- Ty jej pomóż. - Komu?
- Co „komu”? - Skąd pan wie, komu pomóc?
- Bo powiedziałeś. - Musi jej pomóc.
- Nikt jej nie pomoże. - Czemu?
Bo słabym ludziom nikt nie pomaga. To ofiary.
Ofiary dla hieny?
DYSZY
Chodź ze mną.
Chodź!
- Tu przychodzi hiena. - Kto?
- Hiena. Ona zabija. - Wracajmy.
W chatce mieszka mężczyzna, który jej pilnuje. Syn Bryndzy.
To tylko taka historia.
- Teraz ich nie ma, ale wrócą tutaj. - Mama może zobaczyć, że mnie nie ma.
On wyjdzie i zobaczysz.
Hiena tam jest.
Musisz zostać w domu kilka dni. Potem ona sobie pójdzie.
Będzie dobrze.
Tato, pilnuj żebym nie spał.
Gówniana kawa.
Nie możesz tam iść.
- Słyszałam psa. - To nie pies, to hiena!
- Coś kiepsko z tobą. - Nie spałem.
Nie było tej twojej brudaski. Specjalnie sprawdzałem kogo nie ma.
Jest chora.
Lepiej uważaj na ukochaną. Jest wymarzoną ofiarą dla hieny.
- Raczej padliną. - Zamknij się, kretynie!
To wy jesteście następni!
- Wynoszę się. - Co?
- Już czas. - Nikomu o panu nie mówiłem.
Wiem.
A hiena?
Już ci mówiłem.
Co z hieną?
- Zabieram ją ze sobą. - Już tu nie wróci?
Pan też tu już nie wróci?
Pamiętaj.
Bożenka!
Już jej nie ma.
- Była chora. Gruźlica. - Nie.
Nie. Nie.
Hiena!
Hiena!
Wiem, kto zabija!
Co wiesz?
On zamienia się w hienę i zabija!
Tam! On ucieka!
On ucieka! Tam! Tam!
...według opinii świadków,
podejrzenie...
popełnienia samobójstwa.
Szczątki...
zostaną przekazane...
Chodź ze mną.
Mały, ty masz teraz dobrze. Nauczyciele cię nie męczą.
Słyszeliście, że w Nowym Dworze giną dzieciaki?
Nie zmyślaj, jak nie potrafisz.
- Przecież tego mordercy nie złapali. - Sam widziałem jak się palił.
A jak zobaczył ludzi z siekierami, co go zarąbać chcieli,
z rykiem cofnął się do ognia i tam spalił się na skwarek.
- Ale trupów policja nie znalazła. - Przecież on z hieną dzieciaki zjadał.
Ale hiena została. Może to ona w Nowym Dworze morduje?
Ten wasz gliniarz to wporzo gość.
Aresztowano by gnoja i wypuszczono. A tak, zimny trup.
Ciepły trup!
- A ty, co nic nie gadasz? - Zabił hienę, wporzo gość.
Proszę pana!
...czterna, pietna, szesna...
No, jestem.
- Ja nie chciałem. - Bałeś się?
- Tak. - Teraz też się boisz?
- Tak. - Mnie? Zrobiłem ci coś?
- Ja nie chcę umierać. - Nikt nie chce.
- Boję się. - Chodź ze mną.
- Tam jest hiena. - Chodź.
- Nie chcę. - Chodź!
Tato! Pomóż mi.
Zostań tu!
Uciekł.
Już nie wróci.
Pomogłeś mi. Chciałem ci podziękować.
Chodź, coś ci pokażę.
Nie chcę.
Nikomu nic...
Rozumiesz? Nikomu!
Zjesz loda, chłopie?
Uważaj na siebie.
Ty hieno!
Zakład żyje. Tato, zakład żyje.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.