Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dzień dobry. Nazywam się Mól Książkowy.
Jestem słynnym pożeraczem historyjek obrazkowych.
Pozwolę sobie jeszcze przylecieć, jak będzie koniec. Miłego seansu.
- Kolacja! - Idę, mamo!
Mamo! Tato!
Auć! Rozciągniesz je jeszcze bardziej!
- Coś ty sobie myślał! - Odlot!
Odlot?! Życie to nie jakaś bajka. Życie to… ten…
Tam jest przerażająco!
- A byłaś? - Nie, ale słyszałam, że koszmar.
Dziadek ma rację.
Życie… powinno być jak ten… wał.
- Szare i nudne? - Skąd! Proste. Niewymyślne i bezpieczne.
Zostaniesz tutaj z nami, aż dorośniesz.
Albo i dłużej, jak nasi wspaniali przodkowie!
Tutaj mamy wszystko, czego nam trzeba.
Bezpieczeństwo, naturę, świeże powietrze, przyjaciół…
- Ale co z przygodami? - Jeszcze czego!
Dodek, jesteś jeszcze dzieckiem.
W tym miejscu żyjemy od pokoleń. Ma swoje wady, ale… jesteśmy tu razem.
A ja bym wolał każde inne miejsce!
Synu, wyruszając w nieznane, naruszyłbyś porządek rzeczy!
Wolałbym być sam! I samemu decydować!
Wedle życzenia! Do pokoju! Marsz!
- Tak? Halo? - Co tam u mojego ulubionego artysty?
- A świetnie. Wszystko… - To otwórz drzwi.
Okej…
Jaka urocza pracownia.
Tadek, każdy wielki artysta potrzebuje wielkiego wydawcy,
więc kiedy mogę się spodziewać od ciebie czegoś, co nadaje się do wydania?
Nie mogę przecież czekać wiecznie.
Właśnie, pracuję teraz nad kilkoma rzeczami, więc…
Tadek, proszę, tylko nie te twoje komiksy.
Magia? Niezbyt słodkie.
Szaleni naukowcy? To zdecydowanie nie jest słodkie. A to jest co?
A, no tak, właśnie… Od dzieciństwa mam takie marzenie.
Zawsze chciałem zrobić komiks o dinozaurach i…
Błagam.
Fu.
Tadek, jesteś prawdziwym artystą.
Co więcej, masz talent.
- Dziękuję. - To przestań go marnować!
Naprawdę chcesz dotrzeć tą swoją sztuką do milionów ludzi?
- Tak. - To rób dokładnie, co ci mówię.
Odpalamy nową gazetkę dla dzieciaków
i potrzebuję super, megasłodkiej postaci na rano.
Coś w stylu…
- Coś w tym stylu! - Och!
Miau!
Wiem, tylko że moje komiksy…
Tadeusz, nie bądź dzieckiem. Nie można mieć wszystkiego.
Dobrze, dobrze.
Chwila, chwila, nie tak szybko.
Czasami, żeby zrobić miejsce na coś nowego,
musimy odciąć się od przeszłości.
- Ciach, ciach. - Ciach, ciach…
Te gady, one nam stoją na drodze do sukcesu.
Wymaż je i zrób miejsce na coś nowego i słodkiego.
- Tak, ale nie wiem, czy słodkie to jest… - Tadek!
Niech stracę. Dobrze. Proszę, na wzór.
Słodka postać jutro rano na dziewiątą. Miau!
Ciach, ciach.
Dziadek, słyszysz?
Tak, słuchałem. Chcesz mieć przygody.
- To dobrze, dobrze, tak! - Tak, tak, ale…
Mały, młody diplodok chodzi: dwie nogi! Wielkie przygody!
Leć, leć!
No nie słyszysz?
Tak, słuchałem. Stary diplodok - cztery nogi - małe przygody.
Bardzo, bardzo stary diplodok - już nic z przygody.
Mogliby się odczepić! Trzymają mnie tu jak w klatce.
Spokojnie. To tylko gęsta mgła.
- Co się dzieje? - Nie!
Uciekaj, syneczku.
Mamo?
Mamo?
Jesteście tam?
Przepraszam stary. Gdyby tylko można było inaczej.
Nie chcę tutaj być, nie chcę tutaj być!
Pomocy! Nie chcę tutaj być!
Ja nie chcę tutaj być!
I oto nasz skromny, lokalny konkurs czarodziejów na Planecie Strachu
nareszcie dobiega końca.
- Dajesz. Czary-mary, nie ma sprawy… - Ostatni uczestnik to jak zwykle…
…Hokus Pokus.
Chwilunia! Przemocny lord Hokus Pokus.
Przemocny?
Przemocny.
Uwaga! Już za chwilę przed waszymi oczami fantastyczny pokaz pod tytułem:
„Fantastyczny pokaz”.
Podziwiajcie niezwykły cud transformacji!
Znów to samo?!
Co to za dziecinne sztuczki dla amatorów z przedszkola!
Brawo!
- Co?! Śmie pan atakować jury?! - Dyskwalifikacja!
Co?! Ja?! Zdyskfa…? Zdyskfalafaka…
Ja tu jeszcze wrócę!
To ty, Jaszczurze!
- Gdzie ja jestem? - To nie wiesz? Planeta Strachu.
Moja… rodzina zniknęła. I to przeze mnie.
- Tato, proszę, naucz mnie magii? - Hokusie Pokusie, nie jesteś gotowy…
Auć! Dobra.
Pierwsze zaklęcie to zamiana czegoś w mysz.
- Podnosisz różdżkę i… - O tak?
- Nie! - Co się stało?
- Tatuś zamienił się w mysz! - Jak?
O tak.
Nie!
Znikanie rodziny to nieprzyjemna sprawa.
Zrujnowałeś mi występ, wiesz? Kto cię przysłał?
Nie wiem tego. Chyba sam się przysłałem.
Ta, jasne.
Byłem zły na rodziców i chciałem, żeby się odczepili.
A potem powiedziałem, że chcę być gdzie indziej.
Proszę mi nie bujać! Uciekłeś z jakiegoś zoo, czyż nie?
Nie, nie bujam, jak kocham mojego dziadka pterodaktyla!
Czyżby? To pokaż mi, jak to robisz, gadzie jeden!
Nie chcę tutaj być!
Co?! Co się stało… Gdzie my…
To magia!
Światy należą do nas!
Szybko! Jeszcze zdążę wygrać konkurs czarodziejów!
- Wróćmy na Planetę Strachu! - Jak?
- Ej, w jakim sensie „jak”? - Nie wiem, jak to działa.
Zasłaniam sobie oczy uszami, mówię: „nie chcę tutaj być!”,
wtedy znikam, a potem… ląduję nie wiadomo gdzie.
Zaraz, zaraz.
Przecież ja was…
Co wy tu robicie?
Ta mgła… Ona ściga mnie.
To też twoja robota? Nieźle, młody. Może mi kiedyś dorównasz, kto wie…
Dystans! Dystans! To znaczy… dystans, odejdź!
Entomologio! Misja się powiodła!
Złapaliśmy dwie anomalie czasoprzestrzenne!
Czy wy nie wiecie, kim ja jestem?! Ja jestem mistrzem czarnej magii!
Tak czarnej jak moja szata.
To wielki zaszczyt dla państwa mnie poznać.
Diplodocus Longus sprzed 300 milionów lat.
Skąd się tu wziąłeś?
Ta mgła… zabrała mi rodziców.
Chyba raczej „wielka biel”. Pochłonęła wielu.
Ale nareszcie jest szansa pobrać próbkę!
O nie… To naukowiec.
Entomologio! Podleć, jak najbliżej się tylko da.
- Bliżej. - Nie, nie. To niebezpieczne.
Tak, tak, tak.
Tak, tak.
Tak!
Trzymać się!
Rety! Czy wszyscy są cali?
Oczywiście! Cali, cali… No i mamy próbkę!
Co?! Fiolet?!
O! Pozwól, że wezmę. To moje.
Profesor Nerwosolek.
Tak, tak. Jeden jedyny lord Hokus Pokus.
Ja jestem Entomologia. Bardzo mi miło.
A ja Diplodok. Gdzie ja jestem?
Witaj w Nerwosolkowie.
O właśnie! Przybyliśmy w samą porę na kolację.
Halo?
- Sprawdzam, jak nam idzie. - A tak, świetnie, świetnie!
Bardzo dobrze!
- Właśnie kończę wymazywać… wszystkie… - Co?
Sprawdzam, jak nam idzie projektowanie słodkiej postaci.
- Czas ucieka. - Wiem, ale mam teraz taki pomysł,
żeby narysować taki słodki, uśmiechnięty…
…czajniczek.
- No nie wiem. Pamiętaj, dziewiąta… - Tak, tak, pamiętam, dziewiąta.
Dziewiąta wieczorem?
- Rano! - No właśnie rano. Dobra, to…
Proszę! Proszę! Muszę iść do laboratorium!
- Nie, nie, nie teraz. - Fiolet.
Najpierw ochłoniemy przy kawałku ciasta.
Fiolet.
Co to w ogóle za kolor… fiolet?
Dziwne. Tak nietypowych uszu to jeszcze nie widziałem.
Rodzice wyciągali mnie za nie z kłopotów.
Doprawdy?
Wybacz mu. Teorie spiskowe i anomalie to konik profesora.
- Ta, anomalie. - Och, tak, tak. Anomalie.
- Ta… mgła chyba chodzi za mną. - Raczej „wielka biel”.
I niekoniecznie tak jest. Widziałem ją, zanim cię poznałem.
- Serio? - Och, tak. Badam ją przez całe życie.
Ten fenomen to bezpośrednie zagrożenie dla naszej cywilizacji!
Wielka biel niszczy wszystko. Zostawia pustkę. Kompletną nicość…
Czyli… moi rodzice…
No już, Diplodoku.
Nie wiemy, co tak naprawdę się z nimi stało.
Ale wiesz, w przyrodzie nic nie ginie.
Gdy zerwę pomidory, wyrastają nowe.
Tak, tak. Świat jest bardzo, bardzo skomplikowany!
Oj, dobra tam. Straciłeś rodziców, ta?
Trudno, zdarza się.
- Ruszamy, smoku. Dawaj! - Nie jestem smokiem.
A co to dokładnie ta wielka biel?
Za mną.
Bez sensu.
Tak. Nie każdemu zrozumienie przychodzi z łatwością.
Wszechświat to tajemnica:
czarne dziury, dziury w serze, dziury w skarpetach…
- Nuda. - E tam…
Zacznijmy od mechaniki macierzowej.
Stworzono ją i rozwinięto jeszcze przed odkryciem mechaniki falowej.
Jest rzeczą naturalną rozpatrywać zbiór wszystkich rozwiązań
liniowego równania różniczkowego…
Bo ich abstrakcyjny szkielet jest jednakowy - liniowa przestrzeń wektorowa.
Reasumując, po latach doszedłem do tego, że…
Po latach doszedłem do tego, że wszystkie te anomalie, te dziwne fenomeny to wynik…
- Hej! Znam to miejsce! Byłem tam! - Naprawdę? Byłeś?
To Prostokąt Bermudzki, mocno tajemnicze miejsce…
Na tej mapie zgromadziłem wszystkie tajemnicze miejsca,
- w których dochodziło do zniknięć. - Innych zniknięć?
Och, tak, tak. Zniknięć spowodowanych bielą.
Po latach wiem, że są one wynikiem działania jakiejś nieznanej wielkiej mocy.
Mocy…
I ta moc wie, co się stało z moją rodziną?
Może uda nam się rozwikłać tajemnicę ich zniknięcia,
jeśli dowiemy się, gdzie ta moc jest.
- Dobrze mówię, profesorze? - Mówisz w punkt! A teraz popatrzcie!
A więc… Zawsze gdy nie wiem, gdzie jest druga skarpeta, tę co mam, wrzucam tu.
A maszyna drukuje współrzędne geograficzne tej zgubionej!
- Widzisz? Widzisz? Widzisz? - No powala mnie ta twoja magia…
- To naprawdę niesamowite. - Tak! Oj, tak!
A teraz, używszy próbki bieli, zamiast skarpety,
otrzymamy mapę do miejsca, w którym ta moc jest!
O ile nie okaże się mapą do kolejnej skarpety…
Mapa do mamy.
Tak jest.
Dawaj to, dawaj to!
I weź tu zaufaj nauce!
- Co to może znaczyć? - Że nie ma tuszu w drukarce?
Och, nie, nie! Tuszu nie zabrakło. To jest nasza mapa!
- Sprawdzę drukarkę. - Nic na niej nie ma.
Nie ma! Absolutnie nic! Zero! Nie no, genialne!
Zero-zero?
Komputer obliczył współrzędne geograficzne: zero-zero!
Co tam jest?
- Co tam jest? - No nic! Zero! Wszystko nabiera sensu!
To ruszajmy!
Autopilot włączony!
Dziadek mi mówił, że sporo podróżował. Pewnie widział to wszystko…
Co? Oj, przysnąłem z całej tej nudy. Musimy się tak wlec? Użyj swojej mocy!
Nie! Skoczyłbym nie wiadomo gdzie i mogłaby nam się stać krzywda.
- Tak! To się nazywa „przygoda”. - Może da się lecieć szybciej.
- Entomologio, da się… - Wołałeś, Diplodoku?
Wolno lecieć mniej wolno?
Rakieta nazywa się Kupa Złomu siedem-dwa-trzy.
Jej działanie jest zawodne, ale ma za to znakomity lakier.
Tak, pięćdziesiątki przekraczać nie wolno.
Ale…
Niczego nie wolno! A najlepiej to się nigdzie nie ruszać.
Tylko siedzieć w domu i bla, bla, bla, bla…
Zostaw to! Zostaw…
Tak! Jedziesz!
Powariowaliście?! Dawać to!
Zderzenie wykonane.
Mam to w nosie!
- Tak! - Dobrze się bawisz?
Ej, no przyznaj. Musiało cię to troszkę rozbawić.
- Nie mam czasu na poczucie humoru. - Gdzie jest źródło tej bieli?
O! Spytajmy tamtych dżentelmenów!
Tak. Są źli z powodu nosa.
Naprawdę rozumiesz, co oni mówią?
Miałam w liceum trochę języków starożytnych.
- Coś nad nami… - To zbyt proste, moje dziecko.
Kto żyje tak długo jak ja, ten rozumie, że odpowiedzi nie spadają z nieba.
- Skoro tak mówisz… - Ano mówię.
Ci starożytni mędrcy pokazują nam symbol miejsca, w które mamy się udać.
Genialne!
No to hop! Póki dysze jeszcze dyszą!
Śpiące cebule.
Może dam radę je jakoś dosłodzić.
Dzię-kuję.
Miejmy nadzieję, że to miejsce przyniesie nam szczęście.
- Nadzieja jest matką głupich. - Ale podobno głupi ma zawsze szczęście.
Profesorze? Czemu starożytni Egipcjanie wysłali nas tutaj?
Niech zgadnę.
Naukowcy zabrali nas w kolejne miejsce, które jest pozbawione sensu.
Jak z ciebie taki wielki czarodziej, to sam wyczaruj rozwiązanie!
Właśnie. No!
Przepraszam…
- Ej ty! Śpiąca królewno! - Przestań!
Poszukuję wielkiej mocy, która ponoć tu mieszka!
Nie!
Wielka biel!
Ten poranek jest przecudowny
Spałam tak dobrze i długo
Wielka biel je wytarła. Po czym… stworzyła nowe.
Och, to niesamowite!
Gdzieś w pobliżu jest wielka moc!
Znowu jakaś śpiewanina!
To ja przepraszam!
Pojawiła się ot tak!
Fascynujące!
Zerknęłabyś, proszę, na tę mapę? Szukamy tego miejsca.
- Coś jest nie tak! - To pułapka!
Pułapka?!
Tam! Rakieta!
- Diplodok! Hokus Pokus! - Diplodok! Hokus Pokus!
Pomocy! Hej!
Tam!
Ja nie chcę ginąć! Nikt się już nie pozna na mojej wielkości!
Tak bardzo nie chcę tu być!
- Co się stało?! - Nie jestem pewien.
Przepadli… tak jak rodzice Diplodoka.
Entomologio?
Och, to przez te wszystkie cebule.
- Czy to… była wielka moc? - Nie. To coś innego.
Wiesz, mam jeden pomysł.
Skup się, Diplodoku!
- Co?! - Uważaj, gdzie lecisz!
Czekaj, nie powiedziałeś, że nie chcesz tutaj być!
Pomyślałem!
A nie dałoby się jakoś sterować tym lotem?!
Próbuję!
- To nie tutaj. - Co nie tutaj?
- Że co? - O! Gadający osioł.
- Gadający dinozaur. - Co ten osioł tu robi?
Sam się nad tym zastanawiam.
Czasami czuję się jak bohater książki, której autor nigdy nie skończył pisać.
- Porzucony, zamrożony w czasie i miejscu. - No właśnie, miejscu.
Słyszałeś o takim? Szukaliśmy wszędzie.
Po co szukać wszędzie czegoś, co jest wszędzie?
Jest wszędzie?
W tych rzadkich momentach, gdy udaje się uciec z więzienia cielesności
poprzez medytację lub sen,
jesteśmy skłonni przyznać, że to, co widzimy, nie jest tylko snem,
i rozważamy nawet akt kreowania tej rzeczywistości,
czy to przez jakąś istotę posiadającą własną tożsamość,
czy raczej bezosobowy absolut, będący częścią rzeczywistości.
Nie no, to jakiś filozof.
Jesteśmy okrążeni!
Dajesz sobie radę!
No dajesz sobie radę!
Robisz się coraz lepszy w te klocki!
- Serio? - A co, nieprawda?
Bez ciebie już dawno byłoby po nas!
Do czegoś jednak długie uszy się przydają!
Umiem sterować lotem!
Prawie!
Nie było tak źle.
- Muszę trochę poćwiczyć. - Popatrz, popatrz…
Wyglądasz dokładnie jak mój żyjący 300 milionów lat temu
pra-pra-pra-pra…
…pra-pra-pra… kuzyn!
To… fajnie, „kuzynie”.
A wiesz może coś na temat tego miejsca?
- Mam tam się spotkać z moją rodziną. - Oczywiście.
Znam pewne tajne przejście. Tylko dla odważnych.
- W twojej paszczy? - Owszem, aż do końca.
Skoro tak mówisz.
Chodź! Zachowaj zimną krew!
Gady mają zimną krew z natury, więc łatwo ci mówić.
- A jemu jakoś nie ufam. - To rodzina.
Tym bardziej! Ej! Nie zostawiaj mnie!
Dziwne.
Nie widać tego tajnego przejścia, o którym mówił.
O, co ty nie powiesz. Kto by pomyślał…
Co się dzieje?!
No kiszki mu marsza grają i rozpoczyna się proces trawienia!
Naprawdę myślisz, że… nie ma żadnego tajnego przejścia?
Nigdy nie znajdę rodziny, jak będę się słuchał dorosłych!
Dokładnie! Nie ufaj im, a mnie.
Co?!
- To tutaj? Znalazłeś? - Nie.
Tutaj był mój dom.
Nie smuć się.
Przynajmniej wiadomo, że nie masz dokąd pójść.
I teraz, skoro już wiesz, jak skakać tam, gdzie chcesz,
możemy mieć porządne przygody, nie?
Na przykład… na Planecie Strachu!
Nie. Teraz, skoro już wiem, jak skakać tam, gdzie chcę,
wracamy do naszych przyjaciół.
Co my tu robimy, profesorze? No ja nie rozumiem.
No wiesz, Diplodok wspominał coś o tym, że zna to miejsce, pamiętasz?
Tak.
Pokazywał rysunek tego miejsca w laboratorium!
- Tak. - Pomyślałem, że może teraz tu wrócił.
- Tak… wybacz… co to za miejsce? - No to jest Prostokąt Bermudzki.
- Dosyć przerażające miejsce… - Nie, nie, a Bermudzki to nie trójkąt?
Trójkąt też. Dzyń! Tak, tak. Nikt nie powrócił z Trójkąta,
ale do jeszcze większej liczby zniknięć doszło w Prostokącie!
Oj, to muszę uważać na portfel.
Te rury to legendarne syreny, niosące żeglarzom zgubę
- swoim anielskim śpiewem. - Znowu śpiewanie?!
Oj, niechcący…
- Profesorze! - Niechcący…
Trzęsienie wody!
I co? Ktoś jeszcze wątpi w moje moce magiczne?
Moje kalkulacje się sprawdziły!
- Wiedziałem, że spotkamy tu Diplodoka. - A w ogóle to jak wy…?
Też nie do końca to rozumiem, ale potrafię skakać między światami.
- Nie… to niemożliwe. - Powiedział… pan naukowiec.
Cóż, cokolwiek przeżyliście, cieszę się, że przeżyliście.
Proszę o uwagę!
Bądźmy szczerzy. Nie udało nam się odczytać mapy
wskazującej miejsce źródła tej pozaziemskiej mocy.
Misja wzięła w łeb.
Nie byliśmy ci w stanie pomóc Diplodoku,
- ale wszystko się kiedyś kończy - nawet smutek.
I po każdej burzy znowu wychodzi słońce.
Wierzę w to, że pewnego dnia zaświeci specjalnie dla ciebie.
Słońce.
Mapa wskazuje słońce! Też jest prostokątne!
Nie wiem, to jakieś takie zbyt banalne.
Słońce owszem jest prostokątne, wiadoma rzecz, ale…
Pamiętasz?! Osioł mówił, że to jest wszędzie!
Ja nie ufam mądrym osłom.
Wszystkie światy, w których byliśmy, łączy jedna rzecz - słońce!
Ono jest wszędzie! I Egipcjanie pokazywali w górę.
Jasne, starożytni Egipcjanie czcili słońce, ale to o niczym nie świadczy.
Tak. Bardzo chcesz w to wierzyć, bo tęsknisz za rodziną.
- Zmęczony je… - Wcale nie jestem!
Skoro mi nie wierzycie, to skoczę do środka słońca sam.
Co to, to nie! Nie wiem, jak robisz te swoje „skoki”,
ale ani chybi spłoniesz, teleportując się do kostki gazowej
o temperaturze pięciu i pół tysiąca stopni.
Czyli całkiem duża moc! Byliście tam?
- Nie da się tam bezpiecznie dotrzeć? - Może dolecielibyśmy rakietą?
Dobra, ugotujmy się… Znaczy, gotujmy się.
Jednak najpierw zabezpieczmy się przed zabójczym promieniowaniem!
Czy to już koniec?
Och, przepraszam… Chyba jestem trochę za wcześnie.
Wybaczcie. Do zobaczenia.
Zjadłoby się coś…
Podziwiaj widoki, Entomologio. To jest kosmos.
Nuda! Widziałam to już w telewizji i w filmach science fiction.
Przez was wszystkich najwspanialszy na świecie czarodziej sczeźnie!
- Możecie świętować! - To dziwne…
Jesteśmy w słońcu, ale cieplej się nie zrobiło.
Zapchałeś mi skrzynkę jakimiś bazgrołami cebul! Odbiło ci?
- Myślałem, że… - Dość!
Nikogo nie interesują twoje myśli ani twoje pomysły.
Mówiłam o słodkim kotku.
Nawet ci go zostawiłam w pracowni, żebyś go po prostu skopiował.
Kotki się sprzedają!
Chcę słodkiego kotka na dziewiątą rano. Rób, co ci każę, albo wylatujesz!
Czy wszyscy cali?
- Tak, dzięki. - Ty nie!
Chwileczkę, to chyba… to chyba jest papier!
To tutaj!
- Mamo! Tato! Dziadku! - Nie!
Nie, stój! Niczego nie dotykaj!
Chcesz słodkie?
Będzie słodkie.
To jest słodkie.
Słodkie, słodkie, słodkie.
Będzie słodkie.
Będzie słodkie.
Będzie słodkie.
Ale to… to jakiś olbrzym.
- Czy on widzi moi? - Nie.
Przypuszczam, że on widzi tylko ten mały skrawek papieru.
Tyle, na ile pozwala mu tamto okno.
Mam to…
Tak, jest!
Udało się! Udało mi się! Tak!
Co to ma być?!
- Jakie rażące kolory! - Moje oczy!
Ta wielka moc to… to Autor!
A my… to rysunki…
Wypraszam sobie, nie jestem żadnym rysunkiem!
Ja jestem wielkim czarodzie…
Czyli ten wielki autor wymazał moją rodzinę i stworzył to?!
Podsadźcie mnie! Powiem mu, że ma to wszystko naprawić!
Śmiało! Na co czekacie?
Hej! Pomóżcie!
Zróbcie coś!
- Co żeś narobił! - Właśnie, co żeś narobił!
Chcę być taki sam jak on!
Musi mi oddać rodzinę! Odczaruj go!
Troszkę później… teraz muszę coś załatwić!
Uwaga, kot!
Tą metodą nie odeślemy Autora do jego świata.
Ma być wysłany na zewnątrz i stamtąd kontrolować to co tutaj!
- To twoje? Mogę przechować. - Autor nie jest tu bezpieczny.
Jeśli cokolwiek mu się przytrafi, jesteśmy zgubieni…
Muszę do laboratorium, przeprowadzić badania…
- Ale jak? - Ruszamy?
Puszczaj!
Puść to, mówię!
Najpierw sam tworzysz takiego kota, a potem musisz przed nim wiać!
Fascynujące. Jakie bogactwo stylistyczne!
Spektakularne! Czyż nie?
Wszystko, co kiedykolwiek narysował Autor, jest tutaj, w tych oto prostokątach.
- To wszystko twoje dzieło? - Ile tu różnych światów!
Lepiej bym narysował.
Spójrzcie na te! Musiał je rysować bardzo dawno.
Dlaczego wymazałeś mój świat?
Technika lądowania się kłania!
Nie wiedziałem, że będę skakał z tłumem ludzi!
Czy mógłbyś mi, proszę, oddać… narysować moich rodziców?
Ale chwila, moment! Co z moim nosem?!
Bierz.
- To… niemożliwe… - Różdżka Autora!
Ile można…
Oddaj ołówek Autorowi! Żeby narysował moją rodzinę!
Widziałeś go! Nie potrafił go udźwignąć!
To odczaruj go!
Obudź się.
Dosyć! Psujecie mi mój widok!
Nasz Autor stał się własnym dziełem, co nie ma sensu,
i przez to i nasz świat też traci jakikolwiek sens!
O rety…
- No proszę. Mamy punkt zwrotny. - Nie mogę. Znowu ten filozof!
- Ołówek przebił kartkę. - Do innej historyjki?
Też przeżyłem szok.
Zabawne, że jestem po waszej stronie, choć tak naprawdę to jestem na innej.
Czyli my żyjemy w komiksie!
- W sumie lubię komiksy. - To bez znaczenia.
Wolę określenie „powieść graficzna”.
To smutne, że w dzisiejszych czasach nadal musimy przekonywać ludzi,
że powieść grafi…
To nie zabawka! Dość już nabroiłeś!
Nasz świat jest w niebezpieczeństwie, kiedy Autor jest tutaj.
Dokąd ty lecisz?! Co ty robisz?! Wracaj tu!
Świat był o tyle prostszy przed tą absurdalną wyprawą.
Poczęstowałabym cię moją chatką z piernika,
ale trzymam ją dla Jasia i Małgosi.
Wiem. Jak mógł cię zamienić w mysz…
Zaklęcie bardzo w stylu Hokusa.
Wredne i niestety nieodwracalnie głupie jak on.
W szkole był klasowym błaznem. Nikt a nikt go nie szanował.
Czarodziej jednej sztuczki.
Dorobię herbaty.
O! Kot!
Nie widziałeś brodatej myszy z czapeczką na głowie?
Najpierw przywrócimy porządek rzeczy!
A moi rodzice? W końcu to ja znalazłem Autora, jak i ołówek!
Bez ołówka nie uda się nam go odesłać!
- Ale po co go odsyłać?! - Słuchaj, dziecko!
Nie rozumiesz, to nie zawracaj głowy.
Mam ważne rzeczy do zrobienia! Ołówek, jak i mysz, zostają ze mną!
…katapulty. I potem obliczyć szybko stałą Plancka…
Chodź tu.
No to już chyba koniec. Profesorek odeśle Autora,
a ty nigdy nie zobaczysz rodziców.
Jedna chwila. Gdzieś tutaj leżała taka kaseta
z filmem instruktażowym o podróżach metodą armatnią.
To odczaruj go szybko! Żeby narysował mi moich rodziców!
Co? Nie!
Nie, to by było zbyt trywialne!
- Ale mam lepszy pomysł! - Jaki pomysł?
No, udało mi się narysować sobie nos, prawda?
To mogę i narysować tobie rodziców.
- Chyba… - Tak. I znów zobaczycie swoje twarze!
Taka chwila wymaga odpowiedniej oprawy, co?
O! Już wiem! Skoczmy do mojego świata, na Planetę Strachu!
Narysuję twoją rodzinę podczas konkursu czarodziejów!
- Konkursu? - Ja będę lepszym autorem niż on!
Narysuję przygody, które spodobają się wszystkim.
I nigdy nie będę niczego wymazywał.
Musimy tylko ten… ukraść magiczny ołówek.
- W jakim sensie ukraść? - A powiedziałem „ukraść”? „Pożyczyć”.
Znaczy „pożyczyć na momencik”.
Dosyć wygłupów!
- Czysto! - No nie mogę pracować!
Wielka moc jest moja!
Znalazła się moja zguba!
Rzadki przykład, że ze sztuki może być jakiś pożytek.
Co to za hałas? Co się tutaj dzieje?
A to…? Gdzie oni są?
Dobry wieczór. Wszystko w porządku? No to zaczynamy!
Kolejny uczestnik walczący o tytuł najlepszego czarodzieja na świecie!
- Przepraszam. - To ja przepraszam.
Przepraszam.
Nuda!
To dla ochrony autora.
Te żałosne sztuczki nie mogą się równać z tym!
Ja pojmałem największego maga! Wyzwoliłem was spod tyranii.
Od teraz los całego wszechświata jest w moich…
jest w moich rękach!
Widzicie tę jaszczurkę?!
Tak, o tobie mówię, bestio.
Wejdź tutaj. Jak ci na imię?
Twoi rodzice nie nauczyli cię, jak być grzecznym?
Rodzice… Tak.
Ten tyran odebrał ci ich, prawda?
- Tak. - To opisz mi swoich rodziców,
a ja przywrócę te straszliwe bestie do życia.
Profeso…
Jego różdżka… złamana!
- Nie wolno się poddawać. - Wszystko stracone! Nic się nie liczy!
- No ale jak to „nic”? - No nic.
Oj…
- Twoja matka… była ogromna, tak? - Tak.
I gdy kładłem się spać, zawsze przykrywała mnie wielkim liściem
i całowała w uszko na dobranoc.
Tak, tak, mniejsza z tym.
A te ostre zębiska, którymi rozszarpywała zdobycz?
Jemy glony.
Dobra, dalej… Ojciec.
- Budził trwogę, tak czy nie? - Trochę tak.
Grał takiego surowego, ale miał wielkie serce.
W sumie to…
rodzice nie byli tacy źli.
Moi rodzice nie byli tacy źli!
O co chodzi?! Narysowałem, co chciałeś!
Dawać mi to! Wygrałem!
Nic ci nie jest, młodzieńcze?
O wspaniale. Też przyszedłeś się ze mnie pośmiać?
Hej, dzięki za próbę, ale nie za bardzo umiesz rysować.
A on tak. Ja myślę, że najwyższa pora oddać mu jego rzecz.
Nigdy! Wielkim czarodziejem jestem tylko dzięki niej!
- A moi rodzice? A ja? - „Ja, ja, ja”!
Nie obchodzą mnie twoi rodzice, twoje problemy ani ty!
Przecież obiecałeś…
Mama?
Mamo?
Nie wiem, gdzie jest mysz! Idź sobie!
No co ty… Weź, to nie zabawka!
Faktycznie trochę jedzie myszą.
Ej! Nie! Nie, nie!
Nie!
Chcesz, żebym się uśmiechnął, ale…
Hej!
Wszystko? To wszystko?
Ty… narysowałeś to wszystko?
Tak, rozumiem.
A, okej…
Ktoś inny mówi ci, co masz robić?
Znam to uczucie. Ciągle mówią mi, co mam robić.
Też jesteś spoko.
A gdyby tak zrobić coś, czego my chcemy?!
Entomologio… czy chcesz…
Po tylu latach zrobił mi pan herbatę.
Prawdziwy koniec świata, profesorze.
Żałuję, że robię ci herbatę, dopiero gdy wszystko osuwa się w mrok.
Nerwosolku…
Przecież w najciemniejszym mroku może rozbłysnąć gwiazda.
Obserwowałem najodleglejsze gwiazdy,
ale najjaśniejsza okazała się ta obok mnie…
Diplodok! Najpierw znikasz bez pytania, a potem…
- A potem pojawiasz się bez pytania! - Przepraszam!
- I bierzesz ołówek bez pytania! - Zrobiłem coś głupiego.
- Chyba wiem, jak to naprawić! - Naprawić?!
Świat się rozpadnie, bo Autor jest tu, a nie tam!
W tej chwili nikt nie tworzy naszej historii!
Dlatego sami powinniśmy napisać dalszy ciąg.
Ale jak? Jesteśmy tylko rysunkami!
I co z tego?! Jesteśmy z różnych historii,
ale dzięki mojej mocy skakania między nimi mieliśmy okazję się poznać!
- I nie zaplanował tego Autor. - Okej… czekaj…
- A oto mój plan… - Czekaj! Gdzie jest Hokus Pokus?
Że co zrobił?!
Pozwól. Punkt pierwszy: powstrzymujemy Hokusa i zabieramy ołówek.
I oddajemy właścicielowi.
Punkt drugi: Hokus Pokus ma odczarować Autora.
Drań połamał różdżkę, ale posklejałam taśmą.
Ostatni punkt: dzięki własnej mocy
przeniosę się z Autorem do jego świata, żeby tam narysował rodziców.
Nie, nie! Skakanie między różnymi historyjkami Autora
a skok do jego świata to dwie całkiem inne sprawy!
Zapomniałeś, co było z nosem Hokusa Pokusa?!
Ty nie należysz do świata Autora. Nie przetrwałbyś tam!
Tak, dobrze mówi. Jesteś częścią komiksu i musisz zostać w komiksie.
Tak, ale… Jak w takim razie odesłać Autora?
Chwila!
- Znacie ten film? - Co to film?
No film to… Mimo że jestem profesorem, to mam jakieś chyba minimum wiedzy.
Przygotowałem małą prezenta…
…cję.
„Le Voyage dans la Lune” to film edukacyjny
o podróży na księżyc z użyciem armaty.
My zamiast celować w księżyc, wystrzelimy z armaty w słońce.
A Autor będzie siedział w pocisku.
Jak wiecie, ołówek potrafi przebić kartkę i pokonać barierę między światami.
Dlatego z ołówka stworzymy iglicę pocisku, którym wbijemy się w słońce!
Wówczas Autor wydostanie się stąd, a ty nie będziesz narażał życia.
- Teraz to stworzyłeś? - Brawo, profesorze! Brawo.
Ratuj!
- Oto Planeta Strachu. - Pomocy!
- No dalej! Nie ma się czego bać! - Pomocy!
- Gdzie się nauczyłaś tak skakać? - Jak skakałam do kiosku po gazety.
Pomocy!
Ratunku!
Pomocy!
- O! Diplodok. Jak cudownie cię widzieć! - Przecież mówiłeś, że cię nie obchodzę.
Oj, wyczuwam hipokryzję. Też byś ją wyczuł, gdybyś miał nos.
No wiem no, to nie było w porządku.
Bardzo przepraszam was wszystkich, że zniszczyłem świat.
No dokładnie! Co to za figle-migle!
To nie ja, to kot narysował!
- Tamten słodki kot? - Gdzie jest ołówek?
Kot się nim pewnie bawi. Gdzieś tutaj.
Hej! Ściągnijcie mnie!
Dobra, macie rację: jestem złym czarodziejem, zawsze byłem…
tylko proszę, ściągnijcie mnie! Proszę! No już!
Mamy go!
Niezbyt słodkie!
Proszę, ja chcę na dół! Błagam, ściągnijcie mnie!
Uwolnijcie mnie, błagam!
Niezbyt słodkie!
Słodka postać? Ciach-ciach!
No nie wiem. Miau.
Nigdy więcej nie popełnię tego błędu.
Jeśli chcesz naprawić swój błąd, spraw, by Autor znów był człowiekiem!
Ale… już wam mówiłem…
Jestem złym czarodziejem.
Teraz nie czas na twój rachunek sumienia. Dobry czy zły - odczaruj go!
Nie… wy nie rozumiecie. Nie wiem, jak odwrócić zaklęcie.
Znam tylko jedno zaklęcie: zamianę czegoś w mysz.
I nic więcej…
No co?! Takiego mnie wymyśliłeś!
Myślałem, że gdy zostanę nowym autorem, przestanę być samotny,
że zyskam szacunek.
Ale ja cię szanuję. I lubię.
Tylko nie te twoje komiksy! Niezbyt słodkie! Ciach-ciach!
Zrób użytek z tego jednego zaklęcia!
No dobra…
Pięknie śpiewasz. Dlaczego wcześniej nie chciałaś?
Cóż, do tej pory nie wydawało mi się to konieczne.
Uważaj!
No nie wiem. Miau.
Komiksy.
A gdzie… gdzie Entomologia?
Co?
- Nie… - Przynajmniej to nie moja wina.
Miau!
Chwila, chwila. Nie tak szybko.
On ma teraz moc Autora!
Jeśli skoczę z Autorem do jego świata, to zostanie myszą na zawsze?
Niestety nie wiem. Nic w jego świecie nie jest takie samo jak w naszym.
- Przecież ty znikniesz jak mój nos! - Nie ma innego wyjścia.
Nie!
- Nie mogę wyskoczyć na zewnątrz! - Co?!
Nie mogę pokonać bariery!
Wymaż je. Ciach-ciach.
Niezbyt słodkie.
Jestem za młody, by stać się słodkim!
Trzeba chronić Autora za wszelką cenę!
Jeśli kot go dopadnie, to naprawdę będzie po nas!
Tylko ołówek może zrobić dziurę w kartce!
Kot musi rozedrzeć słońce! Chyba mam pomysł!
A to co?
Armata, którą mieliśmy wystrzelić Autora w słońce.
Jaka jesteś słodka!
Moja słodka ślicznotka!
Ciach-ciach! Wymaż je.
Niezbyt słodkie.
Nie rzucisz czaru z tak daleka! No co ty robisz?
Najlepszą sztuczkę w moim życiu.
Kryj się! Odciągnę jego uwagę!
Hej! Złap mnie, jeśli potrafisz! Jestem tłustą, smaczną myszką!
Zmierz się z równym sobie!
No czuwaj! A kysz!
Nie!
Ognia…
- To papa! Miłej podróży! - Papa!
No nie wiem.
Co za dziwny sen…
To ja?
Dip… Ale ty…
Udało ci się! Zobacz! Ja jestem człowiekiem znowu!
Diplodok… Ty znikasz!
Szybko! Wróć do komiksu!
W tym świecie to nie działa.
Chyba nie ode mnie zależy, czy jestem w twoim komiksie, czy nie.
To była super przygoda.
- Tak? - Dziewiąta! Czas minął!
- Gdzie mój słodki kotek? - Nigdzie. Nie chcę już tego robić.
Tak? To ja cię zwalniam!
I chciałabym, żebyś wiedział, że nigdy, w całej mojej karierze,
nie pracowałam z kimś, kto byłby tak niekompetentny i tak arogancki…
- Coś ty sobie myślał?! - Tata!
Znalazłem was!
My się stąd nie ruszali.
- Tam jest przerażająco! - Mama!
- Wydajesz się jakiś wyższy. - Zupełnie nic nie pamiętacie?!
- A mgła? - Hę?
Co?
Chcę wam przedstawić moich przyjaciół.
- Zabiorę was gdzieś. - Przyjaciół masz tutaj.
Chodźcie bliżej.
Muszę skoczyć piętnaście metrów dalej, żeby znów nie wylądować na dachu.
Ja się nigdzie nie wybieram…
Z zaprawy murarskiej można wyczarować wspaniałe rzeczy!
Lord pomaga mi w małym projekcie. Na wypadek ponownych odwiedzin Diplodoka.
Aby uniknąć uszkodzeń dachu, postanowiłem przesunąć dom o 15 metrów.
Genialne.
- Co to za jakieś kolorowe bagno? - Jak tu niesamowicie czysto!
Diplodoku, jak miło cię widzieć!
Synu, skąd wziąłeś te gadające zabawki?
Przepraszam za męża. On wyszedł z niezłego bagna.
To moja rodzina.
A to… moja.
Naprawdę miło was poznać! Tyle o was słyszeliśmy.
Dzień dobry! Niezła głowa!
Synu… ja…
Miałeś rację.
- Życie wcale nie musi być jak nasz wał. - Szare i nudne.
Dzięki za pokazanie nam, że świat potrafi być…
tak pięknym miejscem.
Och, tak.
Proszę bardzo.
Dzień dobry.
- Mam pytanie. - No?
Skąd Pan wziął te pomysły?
Tak naprawdę ja to wszystko przeżyłem jako mysz.
Zaczarowana mysz w moim komiksie.
A potem zapisałem wszystko tak dobrze, jak potrafiłem.
No, to do roboty!
Oryginalna barwa. I te nuty, bogaty bukiet.
Wyważone, wartkie.
Jest i słodycz.
Dobra!
Tym samym dałem początek ssakom na naszej planecie.
Prawdę mówiąc, nie ma się z czego cieszyć.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.