Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Tłumaczenie: Oin, Rarehare, Witcher
Korekta: Igloo666, neo1989
Dopasowanie: Bilu
HOBBIT
/Mój drogi Frodo.
/Zapytałeś mnie kiedyś, czy opowiedziałem ci /wszystko o swoich przygodach.
/I choć szczerze przyznam, /że mówiłem prawdę,
/to część mogłem pominąć.
/Jestem już stary, Frodo.
/Nie jestem tym samym hobbitem /co niegdyś.
/Chyba już czas, byś dowiedział się, /co naprawdę się wydarzyło.
/Wszystko zaczęło się dawno temu
/w krainie daleko na wschodzie, /jakiej próżno szukać w dzisiejszym świecie.
/Było tam miasto Dal. /Jego targi znane na całym świecie.
/Pełne nieprzebranych płodów ziemi. /Spokojne i bogate.
/Gdyż miasto to leżało u bram /najwspanialszego królestwa Śródziemia:
/Ereboru.
/Twierdzy Throra, /Króla pod Górą.
/Najpotężniejszego /z krasnoludzkich władców.
/Thror rządził pewną ręką, /nie wątpiąc, czy jego ród przetrwa,
/gdyż gwarantowali to /jego syn oraz wnuk.
/Ach, Frodo... Erebor.
/Piękno wykutej w czeluściach góry twierdzy /było legendarne.
/Jej bogactwo kryło się w ziemi, /w cennych klejnotach wyrywanych skałom
/i olbrzymich pokładach złota, /płynących pośród skał niczym rzeki.
/Krasnoludy nie miały /sobie równych w rzemiośle,
/które kształtowało /przepiękne rzeczy
/z diamentów, szmaragdów, /rubinów i szafirów.
/Sięgały coraz głębiej /i głębiej w ciemność.
/I tam go znalazły.
/Serce Góry.
/Arcyklejnot.
/Thror nazwał go /"Królewskim Klejnotem".
/Uznał to za znak, /że jego władza pochodzi od bogów.
/Wszyscy składali mu hołd. /Nawet wielki król elfów, Thranduil.
/Choć ogromne /bogactwa krasnoludów rosły,
/ich życzliwość malała.
/Nikt nie wie dokładnie, /co zapoczątkowało rozłam.
/Elfy powiadają, że krasnoludy /ukradły ich skarb.
/Te zaś twierdzą co innego.
/Mówią, że król elfów odmówił /należnej im zapłaty.
/To smutne, Frodo, /jak stare sojusze mogą zostać rozbite.
/Jak przyjaźń pomiędzy ludami /może zostać utracona.
I po co?
/Dni powoli wypełniły się goryczą, /a noce czuwaniem.
/Miłość Throra do złota /stała się zbyt silna.
/Zaczęła go toczyć choroba.
/Choroba umysłu.
/A gdzie rozwija się choroba, /tam następują złe rzeczy.
/Wpierw usłyszeli odgłos jakby huraganu /nadchodzący z Północy.
/Sosny na górze skrzypiały i trzeszczały /w gorącym, suchym wietrze.
Balinie, bij na alarm.
- Natychmiast wezwij straże! - Co się dzieje?
Smok.
Smok!
/Był to ognisty smok z Północy.
/Przybył Smaug.
/Rozsiewał tego dnia /bezsensowną śmierć,
/gdyż miasto ludzi /było dla niego niczym.
/Miał na oku inny kąsek.
/Żądza złota wśród smoków /jest mroczna i dzika.
Nie ustępować!
Nie!
Chodź.
/Erebor został stracony.
/Smok strzec będzie swego łupu /tak długo, jak żyje.
Ratuj się, kto może!
Pomóżcie nam!
/Thranduil nie chciał ryzykować życiem rodaków /przeciw smoczemu gniewowi.
/Elfy nie pomogły tamtego dnia /ani żadnego innego później.
/Pozbawione ojczyzny krasnoludy z Ereboru /błąkały się pośród dziczy.
/Niegdyś potężny lud, /teraz poniżony.
/Młody książę podejmował pracę tam, /gdzie mógł ją znaleźć,
/pośród wiosek ludzi.
/Lecz zawsze pamiętał /górę dymiącą w świetle księżyca
/i drzewa płonące jasno jak pochodnie.
/Gdyż widział smoczy ogień na niebie /i miasto zamienione w popiół.
/Nigdy nie wybaczył /ani nie zapomniał.
/Daleko, w innym zakątku świata,
/- smoki były jedynie iluzją. - Lecą!
/Sztuczką wykonywaną przez czarodziejów /na przyjęciach w noc przesilenia letniego.
/Nie bardziej przerażającą /niż pył wróżek.
Bilbo!
/Tutaj, mój drogi Frodo, /pojawiam się ja.
/Był to początek /niezwykłej przyjaźni,
/która trwała /przez całe moje życie.
/Jednak nie jest to /początek mojej opowieści.
/Zaczęło się... /No, tak jak można się spodziewać.
/W pewnej norze ziemnej /mieszkał sobie pewien hobbit.
/Nie była to szkaradna, brudna, wilgotna nora, /rojąca się od robaków i cuchnąca błotem.
/Była to nora hobbita.
/A to oznacza dobre jedzenie, /ciepłe palenisko i wszelkie wygody domu.
Dziękuję.
Co to?
Coś osobistego. Zabieraj lepkie łapska.
Jeszcze nie jest gotowa.
- Gotowa do czego? - Do czytania.
- A cóż to, u licha? - Odpowiedzi na zaproszenia na przyjęcie.
- O rety, to już dziś? - Wszyscy przyjdą.
Prócz Bagginsów z Sackville, którzy żądają zaproszenia ich osobiście.
Doprawdy? Po moim trupie.
Mogliby się na to zgodzić. Uważają, że posiadasz tunele
- wypełnione złotem. - Jeden kufer, niezbyt pełen.
I wciąż cuchnie trollem.
Co ty wyprawiasz?
Środki ostrożności.
Kiedyś przyłapałem ją, jak próbowała zwinąć sztućce.
- Kogo? - Lobelię Sackville-Baggins.
Miała w kieszeni wszystkie moje łyżki!
Okropna kobieta. Miej ją na oku, kiedy ja...
Kiedy... Kiedy...
Kiedy co?
Już nic.
Wielu zaczyna się zastanawiać, wujku.
- Uważają, że stajesz się dziwny. - Dziwny?
- Nietowarzyski. - Ja nietowarzyski? Nonsens.
Bądź tak miły i przybij to do furtki.
/Nie wchodzić. Nie dotyczy spraw /związanych z przyjęciem urodzinowym.
- Myślisz, że się zjawi? - Kto?
Gandalf.
Nie przegapiłby okazji, żeby puścić swoje fajerwerki.
Urządzi niezłe przedstawienie.
- No to idę. - Dokąd?
Do Wschodniej Ćwiartki. Zaskoczę go.
Zatem idź. Nie chcesz się spóźnić.
/Nie lubi tego.
/Nie, żebym ja /kiedyś się spóźnił.
/W tamtych czasach /zawsze byłem na czas.
/Byłem szanowany.
/I nigdy nie wydarzyło się /nic nieoczekiwanego.
NIEOCZEKIWANA PODRÓŻ
60 LAT WCZEŚNIEJ...
- Dzień dobry. - Co masz na myśli?
Życzysz mi dobrego dnia,
a może jest to dobry dzień, czy mi się to podoba, czy nie?
Albo chcesz powiedzieć, że czujesz się dobrze tego konkretnego dnia?
Lub zwyczajnie stwierdzasz, że to dzień, w którym należy być dobrym?
Sądzę, że to wszystko naraz.
- Mogę w czymś pomóc? - To się jeszcze okaże.
Szukam kogoś, z kim dzieliłbym przygodę.
Przygodę?
Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek na zachód od Bree był zainteresowany przygodami.
Paskudne, niepokojące, uciążliwe rzeczy.
Można się spóźnić na kolację.
Miłego dnia.
Pomyśleć, że dożyłem czasów, gdy jestem witany
przez syna Belladonny Tuk jak gdybym był sprzedawcą guzików.
Słucham?
Zmieniłeś się i to niezupełnie na lepsze, Bilbo Bagginsie.
Przepraszam, czy ja cię znam?
Cóż, znasz me imię, choć nie pamiętasz, by było moje.
Jestem Gandalf. A Gandalf oznacza...
mnie.
Nie ten wędrowny czarodziej, który robił wspaniałe fajerwerki?
Stary Tuk puszczał je w noc przesilenia letniego.
Nie wiedziałem, że nadal się tym zajmujesz.
A co niby miałbym robić?
Cieszę się, że coś o mnie pamiętasz, choćby to były jedynie fajerwerki.
Zatem postanowione.
Dobrze ci to zrobi, a mnie dostarczy rozrywki.
Powiadomię innych.
Znaczy kogo? Co? Nie, nie, nie. Chwila.
Nie chcemy tu żadnych przygód, dziękuję. Nie dziś. Nie...
Spróbuj za Pagórkiem albo po drugiej stronie Wody.
Miłego dnia.
Dzień dobry!
Dwanaście. Proszę bardzo. Życzę miłego dnia.
Witam, panie Bilbo. Proszę.
Niech pan dotknie moich bulw. Ładne i twarde.
- Prosto z Zachodniej Ćwiartki. - Bardzo imponujące, panie Worrywort.
Czy widział pan może czającego się w pobliżu czarodzieja?
Wysoki.
Długa, siwa broda. Szpiczasty kapelusz.
Nie widziałem.
Dwalin, do usług.
Bilbo Baggins, nawzajem.
- Znamy się? - Nie.
- Którędy dalej, chłopcze? To tutaj? - Co gdzie?
Kolacja. Powiedział, że będzie mnóstwo jedzenia.
On? Kto taki?
- Bardzo dobre. Masz więcej? - Co? Tak.
Częstuj się.
Po prostu nie spodziewałem się towarzystwa.
Ktoś przyszedł.
Balin, do usług.
- Dobry wieczór. - Owszem, dobry.
Choć później może padać.
- Spóźniłem się? - Na co?
Dobry wieczór, bracie.
Na mą brodę, jesteś niższy i szerszy niż ostatnio.
Tylko szerszy. I bystry za nas obu.
Przepraszam? Nie chciałbym przeszkadzać.
Ale nie jestem pewien, czy jesteście we właściwym domu.
Jadłeś już?
Nie, żebym nie lubił gości. Lubię ich jak każdy hobbit.
Tylko lubię ich znać, zanim przyjdą z wizytą.
- Co to? - Nie wiem.
- Chyba zsiniały ser. - Cały spleśniały.
Nie znam żadnego z was. Wcale a wcale.
Nie chcę być nieuprzejmy, ale muszę powiedzieć, co myślę.
- Przepraszam. - Myślisz...
Przeprosiny przyjęte. Polej, bracie, tylko nie skąp.
- Chcesz utknąć w drzwiach? - Mogę jeszcze zjeść, jeśli nalegasz.
- Fili. - I Kili.
- Do usług. - Do usług.
- Zapewne pan Boggins. - Nie możecie wejść.
- To nie ten dom. - Co?
- Wszystko odwołano? - Nikt nam nie powiedział.
- Niczego nie odwołano. - Co za ulga.
Ostrożnie z nimi. Dopiero je naostrzyłem.
Ładne mieszkanie.
- Sam je zbudowałeś? - Co? Nie, jest w rodzinie od lat.
To skrzynia posagowa mojej mamy. Mógłbyś tego nie robić?
Fili, Kili. Chodźcie nam pomóc.
Pan Dwalin.
Przesuńmy to do przedpokoju. Inaczej wszyscy się nie zmieszczą.
"Wszyscy"? Ilu was jeszcze jest?
- Gdzie to postawić? - O nie.
- Jest naprawdę ciężki. - Nie. Nikogo nie ma w domu!
Idź się naprzykrzać komu innemu.
W mojej jadalni jest stanowczo zbyt wielu krasnoludów.
Jeśli to ma być żart jakiegoś pacana, to jest w bardzo złym guście.
Złaź ze mnie, klucho!
Gandalf.
To moje!
Przepraszam, to mój kurczak.
Jeśli... Jeśli nie... To moje wino. Przepraszam!
To stara rana.
Co on ma w głowie?
W grobie? Wszak jeszcze zipie.
Odłóż je.
Odłóż to.
Nie dżem, proszę. Przepraszam...
Nie przesadzasz troszkę? Masz nóż do sera?
Nóż do sera? Zjada je w całości.
Nie, to krzesło babci Mungo. Nie, to też. Odłóżcie je, proszę.
- Nie słyszę, co mówisz. - To antyk. Nie służy do siedzenia.
To książka, nie taca. I odłóżcie tę mapę.
- Przepraszam, panie Gandalfie? - Tak?
Skuszę pana filiżanką rumianku?
Nie, dziękuję, Dori. Ale poproszę czerwonego wina.
Fili, Kili.
Oin, Gloin.
Dwalin, Balin, Bifur, Bofur, Bombur...
- Dori, Nori. Ori! - Nie. Nie moich laureatów nagród, dziękuję.
Masz rację, Bifurze. Brakuje jednego krasnoluda.
Po prostu się spóźnia. Wyruszył na północ na spotkanie naszych rodaków. Przyjdzie.
Panie Gandalfie? Kieliszeczek czerwonego wina wedle życzenia.
- Ma owocowy bukiet. - Na zdrowie.
Bombur wcina już drugi udziec jagnięcy.
Nie ma mowy. Nie stamtąd.
Założymy się? Bomburze, łap!
Pomogę ci z tym.
Och, ty wielka kupo sadła!
- Komu piwa? Proszę bardzo. - Tutaj, bracie.
Napijmy się jeszcze. Proszę bardzo.
Na trzy! Raz, dwa...
Wiedziałem, że dasz radę!
- Przepraszam, to serwetka, nie ścierka. - Ale jest dziurawa.
Ma tak wyglądać. To robótka szydełkowa.
I wspaniała zabawa, jeśli ma się jaja.
- Same kłopoty z tymi krasnoludami! - Mój drogi Bilbo, o co chodzi?
O co chodzi? Jestem otoczony przez krasnoludy.
Co one tu robią?
To całkiem wesoła gromadka, gdy już się przyzwyczaisz.
Nie chcę się przyzwyczajać.
Obejrzyj moją kuchnię. Nanieśli mi błota na dywan.
Splądrowali moją spiżarnię. Nie powiem, co zrobili w łazience.
Kanalizacja jest zniszczona. Nie rozumiem, co robią w moim domu!
Przepraszam, że przeszkadzam, ale co mam zrobić z talerzem?
Ori, daj go mnie.
Oddaj go. Przepraszam.
To ceramika mojej mamy z Zachodniej Ćwiartki.
Ma ponad 100 lat!
Możecie przestać? Stępicie je.
Słyszycie, chłopaki? Mówi, że stępimy noże.
/Tłuczmy szklanki, spodki, miski, /Niech gospodarz żyje nasz!
/A choć Bilbo płaczu bliski, /Niechaj drzazgi lecą z flasz!
/Obrus w strzępy, dzbanek mleka /O podłogę! Trzask i huk!
/Kości wkoło porozwlekać, /Butlę wina prask o próg!
/Buch czerepy w garnek śmiało, /Szkło na drobny tłuczmy piach -
/A co jeszcze pozostało, /O podłogę bęc i trach!
/Baczność! /Bilbo płaczu bliski!
Przybył.
Gandalfie.
Mówiłeś, że łatwo będzie znaleźć to miejsce.
Zgubiłem się dwukrotnie.
Wcale bym go nie odnalazł, gdyby nie znak na drzwiach.
Znak? Nie ma żadnego znaku. Były malowane tydzień temu.
Jest. Sam go tam umieściłem.
Bilbo Bagginsie, pozwól, że przedstawię ci dowódcę naszej kompanii:
Thorina Dębową Tarczę.
Zatem... to jest ten hobbit.
Powiedz, panie Baggins, sporo walczyłeś?
- Słucham? - Topór czy miecz?
Ulubiona broń?
Jestem niezły w zbijaniu kasztanów, jeśli już musisz wiedzieć,
ale nie widzę związku.
Tak myślałem.
Bardziej przypomina sklepikarza niż włamywacza.
Jakie wieści ze spotkania w Ered Luin? Czy wszyscy przybyli?
Posłowie wszystkich siedmiu królestw.
Co powiedziały krasnoludy z Żelaznych Wzgórz?
Dain jest z nami?
Nie przyjdą.
Misja należy do nas i tylko do nas.
Wyruszacie na misję?
Bilbo, mój drogi, przyświeć nam nieco.
Daleko na wschodzie, za pastwiskami i rzekami,
za lasami i pustkowiami, leży pojedynczy, samotny szczyt.
"Samotna Góra".
Tak, Oin odczytał znaki, a one mówią, że już czas.
Kruki wracają do Góry, jak zostało przepowiedziane.
"Gdy ptaki z dawnych czasów powrócą do Ereboru,
rządy bestii zakończą się".
- Jakiej bestii? - To odniesienie do Smauga Okropnego,
największego nieszczęścia naszych czasów.
Latający i zionący ogniem.
Kły ostre jak brzytwy, szpony jak haki rzeźnickie.
- Z upodobaniem do cennych metali. - Wiem, czym jest smok.
Nie boję się. Idę z wami.
Dam mu posmakować krasnoludzkiego żelaza!
- Świetnie, Ori! - Siadaj.
Zadanie byłoby wystarczająco trudne, gdybyśmy mieli armię,
a jest nas ledwie 13.
I to nie 13 najlepszych ani najbystrzejszych.
- Kogo nazywasz tępym? - Przepraszam, co powiedział?
Może i nie jest nas wielu,
ale wszyscy co do ostatniego krasnoluda jesteśmy wojownikami.
I zapominasz, że jest z nami czarodziej. Gandalf niegdyś zabił setki smoków.
Cóż, nie powiedziałbym...
- Zatem ile? - Co?
Ile smoków zgładziłeś?
No, podaj liczbę.
Proszę...
Cisza! /(Shazara!)
Myślicie, że skoro odczytaliśmy znaki, to innym się to nie udało?
Plotki zaczną się rozchodzić. Smauga nie widziano od 60 lat.
Wielu spogląda na wschód, na Górę, zastanawiając się i ważąc ryzyko.
Możliwe, że nieprzebrane bogactwa naszego ludu spoczywają niechronione.
Będziemy siedzieć, gdy inni zabiorą, co prawnie należy do nas?
Czy też wykorzystamy szansę, by odzyskać Erebor?
Do broni! /(Du Bekâr!)
Zapominasz, że przednia brama jest zapieczętowana.
Do Góry nie prowadzi żadna droga.
To nie do końca prawda, mój drogi Balinie.
Skąd go masz?
Otrzymałem go na przechowanie od twego ojca, Thráina.
Teraz należy do ciebie.
Skoro jest klucz... muszą też być drzwi.
Te runy mówią o ukrytym przejściu do Niższych Sal.
Jest inne wejście.
O ile potrafimy je znaleźć, a zamknięte krasnoludzkie drzwi są niewidoczne.
Odpowiedź jest ukryta gdzieś na tej mapie,
a mnie brak umiejętności, by ją odnaleźć.
Jednak w Śródziemiu są inni, którzy to potrafią.
Zadanie, o którym myślę, będzie wymagało mnóstwa ostrożności
i nie mniej odwagi.
Ale jeśli będziemy uważni i sprytni, uważam, że da się je wykonać.
Dlatego potrzebujemy włamywacza.
I to dobrego. Powiedziałbym, że eksperta.
Jesteś nim?
Kim?
Powiedział, że jest ekspertem.
Ja? Nie. Nie jestem włamywaczem. W życiu niczego nie ukradłem.
Obawiam się, że muszę zgodzić się z panem Bagginsem.
Kiepski materiał na włamywacza.
Dzikie Kraje to nie miejsce dla delikatnych osób,
które nie potrafią walczyć ani radzić sobie samemu.
Dosyć!
Kiedy mówię, że Bilbo Baggins jest włamywaczem, to jest.
Hobbici są niesamowicie zwinni.
Mogą pozostać niezauważeni, jeśli tego pragną.
Podczas gdy smok jest przyzwyczajony do zapachu krasnoludów,
hobbity pozostają mu nieznane, co daje nam wyraźną przewagę.
Prosiłeś mnie o znalezienie 14 członka kompanii i wybrałem pana Bagginsa.
Kryje się w nim więcej, niż sugeruje wygląd.
I ma do zaoferowania więcej, niż zdajecie sobie sprawę.
Sam tego nie wie.
Musicie mi zaufać.
W porządku.
- Zrobimy to po twojemu. - Nie.
- Dajcie mu kontrakt. - Podpisujemy i w drogę.
To co zwykle. Podsumowanie bieżących wydatków,
godziny pracy, wynagrodzenie, plan pogrzebu i inne.
Plan pogrzebu?
- Nie gwarantuję jego bezpieczeństwa. - Rozumiem.
Ani nie odpowiadam za jego los.
Zgoda.
"Warunki: płatność gotówką,
nieprzekraczająca 14-stej części całkowitego zysku, jeśli jakiś będzie".
Brzmi uczciwie.
"Towarzysze nie będą odpowiedzialni
za rany zadane lub otrzymane w wyniku niniejszych,
lecz nie ograniczonych do: ran szarpanych...
wypatroszeń...
spaleń"?
Tak. Stopi ciało do kości w mgnieniu oka.
- W porządku, chłopcze? - Tak.
Trochę mi słabo.
- Wyobraź sobie piec ze skrzydłami. - Potrzebuję powietrza.
Błysk światła, piekący ból i puf. Jesteś kupką popiołu.
Nie.
Bardzo pomocne, Bofurze.
Nic mi nie będzie. Pozwólcie mi chwilę posiedzieć w spokoju.
Siedzisz cicho zdecydowanie za długo.
Powiedz, kiedy to serwetki i talerze matki
stały się dla ciebie tak ważne?
Przypominam sobie młodego hobbita, który biegał do lasu w poszukiwaniu elfów.
Który wychodził i wracał do domu późno, po zmroku,
zostawiając za sobą błoto, gałązki i świetliki.
Młodego hobbita, który niczego tak nie pragnął,
jak dowiedzieć się, co leży poza granicami Shire.
Świata nie odnajdziesz w książkach i mapach.
Jest tam, na zewnątrz.
Nie mogę tak po prostu uciec w siną dal.
- Jestem Bagginsem z Bag End. - Jesteś także Tukiem.
Czy wiedziałeś, że twój stryjeczny praprapradziad, Bullroarer Tuk,
był tak duży, że mógł jeździć na koniu?
- Tak. - No bo mógł.
W Bitwie na Zielonych Polach zaszarżował na szeregi goblinów.
Uderzył maczugą tak mocno, że urwał królowi goblinów głowę,
która poszybowała 100 jardów i zniknęła w króliczej norze.
I tak wygrano bitwę. Oraz wynaleziono grę w golfa.
Chyba to zmyśliłeś.
Wszystkie dobre historie zasługują na upiększenie.
Sam będziesz miał jedną czy dwie do opowiedzenia, kiedy wrócisz.
Obiecujesz mi, że wrócę?
Nie.
Jednak gdy wrócisz, nie będziesz taki sam.
Tak myślałem.
Wybacz, Gandalfie. Nie mogę tego podpisać.
Nie jestem właściwym hobbitem.
Chyba straciliśmy naszego włamywacza.
Tak będzie najlepiej. Szanse i tak były niskie.
Bo kimże jesteśmy?
Kupcami, górnikami, druciarzami, wytwórcami zabawek.
- Kiepski materiał na legendę. - Jest wśród nas paru wojowników.
Starych wojowników.
Wolę dowolnego z tych krasnoludów od armii z Żelaznych Wzgórz.
Gdyż odpowiedzieli na wezwanie.
Lojalność, honor i ochocze serca.
Nie mógłbym pragnąć więcej.
Nie musisz tego robić.
Masz wybór. Postąpiłeś honorowo wobec swego ludu.
Obdarzyłeś nasz lud nowym życiem w Górach Błękitnych.
Życiem pokoju i dostatku.
Życiem wartym więcej niż całe złoto Ereboru.
Z dziada na mego ojca, a teraz przypadł on mnie.
Śnili o dniu, gdy krasnoludy z Ereboru odzyskają swą ojczyznę.
Nie ma żadnego wyboru, Balinie.
Nie dla mnie.
Zatem jesteśmy z tobą, chłopcze.
Dokonamy tego.
/Ponad gór omglony szczyt
/Lećmy, zanim wstanie świt,
/By jaskiniom, lochom, grotom
/Zapomniane wydrzeć złoto!
/Nagle sosen słychać szum,
/Wichrów nocą zawył tłum
/I czerwonym, żywym ogniem
/Drzewa płoną jak pochodnie.
Halo?
/Podpisał: Thorin, syn Thráina /Poświadczył: Balin, syn Fundina
/Włamywacz:
Panie Bilbo, dokąd się pan wybiera?
- Nie teraz, już jestem spóźniony! - Na co?
Zamierzam przeżyć przygodę!
A nie mówiłem? Przybycie tutaj było stratą czasu.
Raczej się zgodzę.
Głupi pomysł. Hobbit? Niziołek?
- Kto na to wpadł? /- Zaczekajcie!
Stójcie!
Podpisałem.
Chyba wszystko w porządku.
Witamy, mistrzu Bagginsie, w kompanii Thorina Dębowej Tarczy.
- Dajcie mu kucyka. - Nie, to nie będzie konieczne.
Dziękuję. Z pewnością dotrzymam wam kroku.
Już się w życiu nachodziłem. Kiedyś doszedłem aż do Frogmorton.
Dalej, Nori. Płać.
- Jeszcze jeden. - Dzięki.
- O co chodzi? - Zakładali się, czy się pojawisz.
Większość stawiała, że nie.
- A co ty myślałeś? - Cóż...
Mój drogi, ani przez chwilę w ciebie nie wątpiłem.
To końska sierść. Mam uczulenie.
Nie, stójcie!
Stać! Musimy zawrócić.
- Co się stało, u licha? - Zapomniałem chusteczki.
Proszę.
Użyj tego.
Jedziemy.
/Będziesz musiał sobie radzić /bez chusteczek do nosa
/i wielu innych rzeczy, Bilbo Bagginsie, /zanim nasza podróż się skończy.
/Urodziłeś się pośród pagórków /i małych rzek Shire'u.
/Ale dom leży teraz za tobą, /a przed sobą masz świat.
Cześć, maleńka. Jesteś grzeczna?
To nasza mała tajemnica, Myrtle. Nikomu nie mów.
Co to było?
Orkowie.
Orkowie?
Mordercy. Będzie ich tam mnóstwo.
Pustkowia aż się od nich roją.
Uderzają przed świtem, gdy wszyscy śpią.
Szybko i cicho, żadnych krzyków. Tylko dużo krwi.
Myślicie, że to zabawne?
Że nocny atak orków to dobry kawał?
- Nie o to nam chodziło. - Dokładnie.
Nic nie wiecie o świecie.
Nie przejmuj się nim, chłopcze.
Thorin ma więcej powodów niż większość, by nienawidzić orków.
Po tym, jak smok zajął Samotną Górę,
król Thror próbował odzyskać pradawne królestwo Morii.
/Ale nasz wróg /dotarł tam pierwszy.
/Moria została zajęta /przez legiony orków,
/prowadzone przez /najbardziej nikczemnego ze swej rasy:
/Azoga Plugawca.
/Ogromny ork z Gundabadu poprzysiągł zniszczyć ród Durina.
Zaczął od ścięcia króla.
Nie!
Thráin, ojciec Thorina, oszalał z żalu.
Zaginął. Został wzięty do niewoli czy zginął,
tego nie wiemy. Nie mieliśmy przywódcy.
/Wisiało nad nami /widmo klęski i zagłady.
Wtedy go ujrzałem.
Młodego księcia krasnoludów /stawiającego czoła Blademu Orkowi.
/Stanął sam przeciwko /straszliwemu przeciwnikowi.
/Z rozdartą zbroją,
/nie mając za tarczę nic /prócz dębowego konara.
/Azog Plugawiec /nauczył się tego dnia,
że linii Durina nie można tak łatwo przerwać.
Do broni! /(Du Bekâr!)
/Odzyskaliśmy siły /i odparliśmy orków.
/Nasz wróg został pokonany.
Lecz nie ucztowano /ani nie śpiewano tej nocy,
/gdyż straty były /nie do odżałowania.
/Przeżyliśmy jako nieliczni.
/Pomyślałem sobie wtedy,
/że jest jedna osoba, /za którą bym podążył.
Jedna, którą nazwałbym królem.
A Blady Ork?
- Co się z nim stało? - Umknął do dziury, z której wylazł.
Drań skonał od ran dawno temu.
Poślijcie wiadomość do pana.
Znaleźliśmy krasnoludzkie ścierwa.
Panie Gandalfie, nie możesz niczego zrobić z tą ulewą?
Pada, panie krasnoludzie, i będzie padać, aż skończy.
Jeśli pragniesz zmieniać pogodę, powinieneś poszukać innego czarodzieja.
- A są jacyś? - Co?
- Inni czarodzieje. - Jest nas pięciu.
Największym z naszego zakonu jest Saruman Biały.
Dalej jest dwóch Błękitnych...
Całkiem zapomniałem ich imion.
- A kto jest piąty? - To będzie Radagast Bury.
Jest wielkim czarodziejem, czy bardziej przypomina ciebie?
Myślę, że na swój sposób jest wielki.
To łagodna dusza, która woli towarzystwo zwierząt niż ludzi.
Czuwa nad rozległymi lasami /na wschodzie. Dobrze czyni.
/Gdyż zło zawsze będzie /szukało oparcia na tym świecie.
Niedobrze. Całkiem niedobrze.
O nie. Sebastianie.
Wielkie nieba.
Odsuńcie się! Dajcie mu powietrza, na miłość boską.
Nie rozumiem, dlaczego to nie działa.
Przecież to nie czary.
Czary.
Ależ tak.
Mroczna i potężna magia.
Uwolnij to zwierzę od klątwy. /(Lerya laman naiquentallo.)
Usłysz mój głos. /(Sí a hlare ómaquettar.)
Niechaj powróci do niego życie. /(Na coilerya en-vinyanta.)
Usłysz mój głos. /(Sí a hlare ómaquettar.)
Niechaj powróci do niego życie. /(Na coilerya en-vinyanta.)
U licha, skąd się tu wzięły te obrzydliwe stworzenia?
Stara twierdza?
Pokaż mi.
Rozbijemy tu obóz na noc.
Fili, Kili, zajmijcie się kucykami. Nie spuszczajcie z nich oka.
Kiedyś żył tu rolnik z rodziną.
- Oin, Gloin, rozpalcie ogień. - Robi się.
Mądrzej byłoby jechać dalej.
Moglibyśmy udać się do Ukrytej Doliny.
Już ci mówiłem, że nie zbliżę się do niej.
Dlaczego? Elfy nam pomogą. Dadzą nam strawę, wypoczynek, radę.
Nie potrzebuję ich rad.
Mamy mapę, której nie umiemy odczytać. Lord Elrond może nam pomóc.
Pomóc?
Gdzie były elfy, gdy smok zaatakował Erebor?
Gdy orkowie zaatakowali Morię, bezczeszcząc nasze święte sale?
Elfy przyglądały się temu bezczynnie.
Chciałbyś, bym prosił o pomoc tych, którzy zdradzili mojego dziadka.
- I ojca. - Nie jesteś żadnym z nich.
Nie dałem ci mapy i klucza, byś rozpamiętywał przeszłość.
Nie wiedziałem, że miałeś prawo je posiadać.
Wszystko w porządku? Dokąd idziesz, Gandalfie?
Poszukać towarzystwa jedynej osoby, która myśli tu trzeźwo.
- Czyli kogo? - Mnie, panie Baggins.
Na dziś mam powyżej uszu krasnoludów.
Pośpiesz się, Bomburze. Jesteśmy głodni.
Czy on wróci?
Długo nie wraca.
- Kto? - Gandalf.
To czarodziej. Robi, co chce.
Zrób coś dla nas. Zanieś to chłopakom.
Przestań. Już dość zjadłeś.
/Całkiem niezły gulasz, Bomburze. /Jadałem gorsze.
/- Może wtedy Dori gotował. /- Przezabawne.
O co chodzi?
- Mieliśmy doglądać kucyków. - Napotkaliśmy jednak mały problem.
- Mieliśmy ich szesnaście. - A teraz jest czternaście.
- Brakuje Daisy i Bungo. - To niedobrze.
A to już jest bardzo niedobrze. Powiemy Thorinowi?
Nie, nie zaprzątajmy mu głowy.
Uznaliśmy, że przyjrzysz się temu jako nasz oficjalny włamywacz.
- Coś wielkiego powaliło drzewa. - Tak też pomyśleliśmy.
To coś jest bardzo duże i raczej dość niebezpieczne.
Światło. Chodźcie.
Trzymajcie głowy nisko.
- Co to? - Trolle.
Porwał Myrtle i Minty.
Chyba zamierzają je zjeść. Musimy coś zrobić.
Ty powinieneś coś zrobić.
Górskie trolle są powolne i głupie, a ty na tyle mały, że cię nie zobaczą.
To całkowicie bezpieczne. Będziemy tuż za tobą.
Jeśli wpadniesz w tarapaty, huknij dwa razy jak sowa i raz jak puszczyk.
Dwa razy jak sowa, raz jak puszczyk...
To na pewno dobry pomysł?
/Baranina wczoraj, /baranina dzisiaj.
/Niech mnie diabli, jeśli jutro /znowu nie będzie baraniny.
/Przestań biadolić.
To nie owce. Mamy dziś świeże chabety.
Nie lubię koniny. Nigdy nie lubiłem. Nie jest dość tłusta.
Lepsze to niż łykowaty rolnik.
Sama skóra i kości z niego. Nadal wydłubuję resztki z zębów.
Cudownie. Gluty.
Może poprawią smak.
- Mam ich więcej. - Ani się waż.
Siadaj!
Mam nadzieję, że wypatroszysz te chabety.
Nie cierpię ich śmierdzących części.
- Kazałem ci siąść. - Umieram z głodu!
Jemy dziś tę koninę czy nie?
Zamknij paszczę. Zjesz to, co ci dam.
Dlaczego ty gotujesz? Wszystko smakuje tak samo.
Wszystko smakuje jak kurczak.
- Oprócz kurczaka. - Który trąci rybą!
Miło byłoby zostać trochę docenionym.
"Bardzo dziękuję, Bert". "Pyszny gulasz, Bert".
Czy to takie trudne?
Jeszcze tylko szczypta odchodów wiewiórki.
To mój grog!
Wybacz.
Cudownie wyważony.
Otwórz ten roześmiany ryj.
Dobre, nie?
Dlatego ja gotuję.
Kiszki marsza mi grają. Muszę coś skubnąć.
Potrzebuję mięsa!
A niech mnie! Patrz, co wypadło mi z kinola.
- Ma ręce, nogi i całą resztę. - Co to jest?
Nie wiem. Ale nie podoba mi się, jak się wije.
Więc czym jesteś? Przerośniętą wiewiórką?
Jestem włamy... hobbitem.
Włamyhobbitem?
- Możemy go ugotować? - Możemy spróbować.
Będzie z niego niewiele ponad kęs.
Nie po oskórowaniu i wykrojeniu kości.
Może pałęta się tu więcej włamyhobbitów.
Może wystarczy ich na pasztet.
- Łap go! - Jest za szybki.
Chodź no tu, ty mały...
Mam cię!
Kryje się tu gdzieś więcej takich małych koleżków?
- Nie. - Kłamie.
- Wcale nie! - Przytrzymaj mu stopy nad ogniem.
Niech wrzeszczy!
- Puść go! - Że co?
Kazałem ci go puścić!
Dajcie worki! Do worków z nimi!
Wstawaj!
- Bilbo! - Nie!
Odłóżcie broń albo go rozerwiemy.
- Parzy! To parzy! - Odpuśćmy gotowanie ich.
Usiądźmy na nich i zgniećmy na galaretkę.
Powinno się ich podsmażyć ze szczyptą szałwii.
- To naprawdę konieczne? - Brzmi całkiem nieźle.
- Niech mnie pan rozwiąże. - Zjedzcie kogoś swojego rozmiaru.
Odpuśćmy sobie przyprawy. Nie mamy całej nocy.
Niedługo będzie świtać. Pośpieszmy się.
Przemiana w kamień wcale mi się nie uśmiecha.
Zaczekajcie! Popełniacie straszliwy błąd.
Nie przemówisz im do rozumu. To półgłówki.
Półgłówki? To kim my jesteśmy?
- Mówiłem o przyprawach. - Co z nimi?
Wąchaliście ich?
Potrzeba wam czegoś mocniejszego od szałwii, by ich przyrządzić.
- Zdrajca! - Znasz się na gotowaniu krasnoludów?
Cisza. Niech włamyhobbit mówi.
Sekretem w gotowaniu krasnoluda jest...
Tak? Wyjaw go nam.
Już mówię. Sekretem jest... by wpierw obedrzeć ich ze skóry.
- Że co? Obedrzeć ze skóry? - Tom, podaj nóż do filetowania.
- Już ja cię oskóruję, ty mały...! - Nie zapomnę tego.
To stek bzdur. Jadłem już niejednego ze skórą.
Zjedzmy ich ze wszystkim, co mają.
Racja.
Nie ma nic złego w surowym krasnoludzie.
Pyszny i chrupiący.
Nie tego. Jest chory.
- Że co? - Ma robaki w trzewiach.
Wszyscy je mają. Żerują na nich pasożyty.
Coś okropnego. Ja bym nie ryzykował.
Czy on powiedział "pasożyty"?
Nie mamy pasożytów! Sam je masz!
Co ty wygadujesz, chłopcze?
Mam pasożyty wielkie jak ramię.
Ja mam największe. Prawdziwe olbrzymy.
- Przeżarły nas na wskroś. - Wzdłuż i wszerz.
Więc co powinniśmy zrobić? Mamy ich wypuścić?
Dobrze wiem, do czego zmierzasz.
Kurduplasta fretka ma nas za głupców.
- Fretka? - Głupców?
Świt pochłonie was wszystkich!
- A to kto? - Nie wiem.
Jego też zjemy?
Zabieraj stopę z moich pleców.
- Gdzie byłeś, jeśli wolno spytać? - Rozejrzeć się.
- Dlaczego wróciłeś? - Zabezpieczyć tyły.
Paskudna przygoda. Ale jesteście cali.
Nie dzięki twojemu włamywaczowi.
Miał dość rozsądku, by grać na czas.
Reszta na to nie wpadła.
Musieli przyjść tu aż z Wrzosowisk Etten.
Od kiedy górskie trolle zapuszczają się tak daleko na południe?
Ostatnio zapuściły się wiek temu.
Były tu, gdy mroczniejsze moce władały tymi ziemiami.
Nie mogły podróżować w ciągu dnia.
Gdzieś tu musi być ich jaskinia.
- Co to za odór? - To skarbiec trolli.
Uważajcie, czego dotykacie.
Szkoda, by to wszystko walało się po ziemi.
- Ktoś mógłby sobie to wziąć. - Zgadza się.
- Nori. - Tak?
Idź po łopatę.
Tych mieczy nie wykuł żaden troll.
Ani żaden kowal pośród ludzi.
Zostały wykute w Gondolinie przez Elfy Wysokiego Rodu w Pierwszej Erze.
Te ostrza nie mają sobie równych.
- Włóż do środka. - Bardzo dobrze.
W porządku. Raz raz.
- Zakładamy lokatę długoterminową. - Wynośmy się z tego ohydnego miejsca.
Bofur, Gloin, Nori.
Bilbo.
Proszę. Coś twoich rozmiarów.
- Nie mogę go przyjąć. - Wykuły go elfy,
co oznacza, że rozjarzy się błękitem, gdy w pobliżu znajdą się orkowie bądź gobliny.
- Nigdy nie używałem miecza. - I obyś nigdy nie musiał.
Ale jeśli do tego dojdzie, pamiętaj:
prawdziwą odwagą jest wiedzieć nie kiedy odebrać życie, lecz kiedy je oszczędzić.
Coś się zbliża!
- Gandalfie. - Trzymajcie się razem!
Szybko! Do broni!
Złodzieje! Ogień! Morderstwo!
Radagast.
To Radagast Bury.
- Co ty tu robisz? - Szukałem cię, Gandalfie.
Coś jest nie tak. Okropnie nie tak.
Tak?
Daj mi chwilkę.
Myśl mi umknęła. Miałem ją na końcu języka.
To nie myśl. To głupiutki patyczak.
Zielony Las jest chory, Gandalfie.
Pochłonęła go ciemność. Nic nie rośnie.
A przynajmniej nic dobrego. Powietrze cuchnie rozkładem.
- Ale gorsze są pajęczyny. - Jakie pajęczyny?
Wielkie pająki, Gandalfie.
Jakieś pomioty Ungolianty albo nie jestem czarodziejem.
Podążyłem ich śladem. Przybyły z Dol Guldur.
Dol Guldur?
Przecież stara twierdza jest opuszczona.
Nie, Gandalfie. Wcale nie jest.
/Kryje się tam mroczna moc, /jakiej jeszcze nigdy nie czułem.
/Cień pradawnej trwogi.
/Ten, który potrafi /przyzywać dusze umarłych.
/Ujrzałem go, Gandalfie.
/Z ciemności wyłonił się /Nekromanta.
/Radagaście.
Prędko!
Zaczekajcie na mnie!
- Wybacz. - Skosztuj Starego Toby'ego.
Pomoże ci się uspokoić.
Teraz wypuść.
Jesteś pewien, że to był Nekromanta?
To nie pochodzi ze świata żywych.
- To wilk? Są tutaj wilki? - To nie wilk.
Kili! Chwytaj za łuk!
Zwiadowcy wargów.
- Niedaleko jest grupa orków. - Grupa orków?
Komu prócz rodziny powiedziałeś o wyprawie?
- Nikomu. - Komu powiedziałeś?!
Nikomu! Przysięgam.
- Co tu się wyprawia, na Durina? - Polują na was.
- Musimy uciekać. - Nie mamy jak. Nie mamy kucyków.
- Uciekły. - Odciągnę ich.
To wargowie z Gundabadu. Dościgną cię.
To króliki z Rhosgobel.
Chętnie zobaczę, jak próbują.
No dalej!
Złapcie mnie!
Chodźcie.
- Trzymajcie się razem. - Biegiem.
Ori, nie! Wracamy.
Szybko, ruszajcie się!
Dokąd nas prowadzisz?
Tam są te krasnoludzkie ścierwa!
Brać ich!
Uciekajcie! Szybko!
Tam są!
Tędy! Prędko!
Nadciąga ich więcej!
Kili! Strzelaj!
Otoczyli nas!
- Gdzie Gandalf? - Opuścił nas!
Trzymać pozycje!
Tędy, głupcy!
Chodźcie!
Szybko!
Dalej!
Ruchy!
Osiem, dziewięć, dziesięć...
Kili! Uciekaj!
Elfy.
Nie widzę, dokąd prowadzi ścieżka. Podążamy nią czy nie?
Oczywiście, że podążamy.
Myślę, że tak byłoby mądrze.
Dalej, bracie.
Gandalfie.
Gdzie jesteśmy?
- Czujesz to? - Tak. To jak...
- No, jak magia. - Dokładnie tak.
To bardzo potężna magia.
/Z przodu widać światło.
Dolina Imladris.
We wspólnej mowie znana jest pod innym mianem.
Rivendell.
To Ostatni Przyjazny Dom na Wschód od Morza.
Od początku to planowałeś.
Szukać schronienia u naszego wroga.
Nie masz tu wrogów, Thorinie Dębowa Tarczo.
Jedyne zło, jakie można odnaleźć w tej dolinie, przynosi się samemu.
Uważasz, że elfy pobłogosławią naszą misję?
- Spróbują nas powstrzymać. - Oczywiście.
Jednak mamy pytania, które potrzebują odpowiedzi.
Jeśli mamy odnieść sukces, trzeba do tego podejść z taktem.
I szacunkiem. Oraz pewną dozą wdzięku.
/Dlatego rozmowy zostawicie mnie.
Mithrandirze.
Lindirze.
Bądźcie czujni.
Słyszeliśmy, że zszedłeś do doliny. /(Lastannem i athrannedh i Vruinen.)
- Muszę pomówić z lordem Elrondem. - Nie ma go tutaj.
Nie ma?
A gdzie jest?
Gotuj broń! /(Ifridî bekâr!)
Zewrzeć szyk!
- Gandalfie. - Lordzie Elrondzie.
Przyjacielu! Gdzie byłeś? /(Mellonnen! Mo evínedh?)
Polowaliśmy na orków, którzy nadeszli z południa. /(Farannem 'lamhoth i udul o charad.)
Zabiliśmy część pod Ukrytą Przełęczą. /(Dagannem rim na Iant Vedui.)
Dziwne, że orkowie podchodzą tak blisko naszych granic.
- Coś lub ktoś ich tu przyciągnął. - Możliwe, że byliśmy to my.
Witaj, Thorinie, synu Thráina.
- Nigdy się nie spotkaliśmy. - Przypominasz mi twego dziadka.
Znałem Throra, gdy był Królem pod Górą.
Naprawdę? Nie wspominał o tobie.
Rozpalcie ogień i przynieście wino. /(Nartho i noer, toltho i viruvor.)
Musimy nakarmić naszych gości. /(Boe i annam vann a nethail vin.)
Co on mówi? Obraża nas?
Nie, mistrzu Gloinie. Zaoferował wam jadło.
Cóż, w takim razie prowadź.
- Spróbuj choć kęs. - Nie lubię zieleniny.
A gdzie mięcho?
Mają smażone ziemniaki?
Miło, że nas zaprosiliście. Choć to kiepski strój do kolacji.
Innego nie masz.
Niezbyt podobają mi się te elfie służące, są za chude.
Wysokie kości policzkowe i kremowa skóra.
Za mało zarostu. Ale tamta jest niezła.
To nie jest elfia służąca.
Zabawne.
To Orkrist, Pogromca Goblinów.
Sławne ostrze,
wykute przez Elfy Wysokiego Rodu z Zachodu, moich krewnych.
Oby dobrze ci służył.
A to Glamdring.
Młot na Wroga. Miecz króla Gondolinu.
Zostały wykute do wojny z goblinami w czasie Pierwszej Ery...
Nie kłopocz się, chłopcze.
Miecze zyskują miana po wielkich czynach na wojnach.
Moim mieczem nikt nie walczył?
Właściwie nie jestem pewien, czy to miecz.
Raczej nóż do otwierania listów.
Skąd je macie?
Znaleźliśmy je w jaskini trolli przy Wielkim Gościńcu Wschodnim,
zanim wpadliśmy w zasadzkę orków.
A co tam robiliście?
Wybaczcie.
Trzynastu krasnoludów i niziołek.
Osobliwi towarzysze podróży, Gandalfie.
To potomkowie rodu Durina. Szlachetny, miły lud.
I zadziwiająco kulturalny.
- Kochają sztukę. - Możesz zagrać coś innego?
- Czuję się, jakbym był na pogrzebie. - Ktoś umarł?
Dobra, chłopaki. Możemy zrobić tylko jedno.
/Jest taka...
/Knajpa. Jest taka knajpa /(Powiem gdzie, gdy ktoś mnie pięknie zapyta) -
/Taki w niej warzą piwny lek, /Że raz z Księżyca
/Spadł tam Człek, /By sobie popić do syta.
/W tej knajpie żył pijany kot, /Co grał jak szatan na skrzypkach.
/Z rozmachem smyka ciągnął włos /To piszcząc piii,
/To burcząc w głos -
/To z wolna grając, to z szybka.
/Więc zagrał kot ti - dudli - da, /Że ożyłby duch w nieboszczyku,
/I smykiem w struny siekł i siekł, /Lecz ani drgnął z Księżyca Człek -
/"Już trzecia, wstawaj no, pryku".
/Elfy nie powinny /interesować się naszymi sprawami.
/Na bogów, Thorinie, pokaż mu mapę.
To scheda mego ludu. Muszę strzec jej oraz jego tajemnic.
Oszczędź mi krasnoludzkiego uporu. Duma doprowadzi cię do upadku.
To jedna z niewielu osób w Śródziemiu, która może odczytać tę mapę.
Pokaż ją lordowi Elrondowi.
Thorinie, nie rób tego.
Erebor.
Dlaczego interesuje was ta mapa?
Głównie ciekawość.
Jak wiesz, tego rodzaju artefakty czasem zawierają ukryte treści.
Nadal potrafisz odczytać starokrasnoludzki?
- Cirth Ithil. - Runy księżycowe.
Oczywiście.
- Łatwo je przeoczyć. - W tym wypadku to prawda.
Runy księżycowe można odczytać tylko w świetle księżyca
w tej samej kwadrze i porze roku, kiedy zostały zapisane.
Potrafisz je odczytać?
Te zapisano w czasie przesilenia letniego w świetle półksiężyca blisko 200 lat temu.
Chyba pisane było wam przybycie do Rivendell.
Los ci sprzyja, Thorinie Dębowa Tarczo.
Ten sam księżyc świeci dziś nad nami.
"Stań na szarym głazie, kiedy drozd dziobem zastuka,
a zachodzące słońce ostatnim promieniem dnia Durina
- wskaże ci dziurkę od klucza". - Dnia Durina?
To początek krasnoludzkiego nowego roku, gdy ostatni księżyc jesieni
i pierwsze słońce zimy pojawiają się razem na niebie.
To złe wieści.
Lato się kończy. Wkrótce nadejdzie dzień Durina.
Wciąż mamy czas.
- Czas? Na co? - Na znalezienie wejścia.
Musimy się znaleźć w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie.
Wtedy i tylko wtedy można otworzyć wrota.
Zatem waszym celem jest wkroczenie do Góry?
No i co z tego?
Niektórzy nie uznaliby tego za rozsądne.
Kogo masz na myśli?
Nie jesteś jedynym strażnikiem, który czuwa nad Śródziemiem.
Krasnoludy, panie... /(Khozdayin, Dorguz...)
Zgubiliśmy je. /(Zuranimid.)
Zaskoczyły nas elfie ścierwa... /(Shugi golgai gelnakhanishim...)
Nie chcę usprawiedliwień. /(Sha nargiz ob-hakhtil.)
Przynieś mi głowę króla krasnoludów! /(Nargiz khobdi Rani Khozdil!)
Mieli przewagę liczebną... /(Murganish dum...)
Nie mogliśmy nic zrobić. /(Turim hag shad.)
Sam ledwo uszedłem z życiem. /(Zorzor go-kairaz obguraniz.)
Lepiej by było, gdybyś nim zapłacił. /(Ki go-kairag baganig.)
Krasnoludzkie ścierwa wkrótce się tu pokażą. /(Khozd-shrakhun gud sha kilyash-zag.)
Ogłoście, że jest nagroda za ich głowy! /(Zidgar obod tung nash ru khobdud!)
- Nie jesteś ze swymi towarzyszami? - Nie, nie będzie im mnie brakować.
Tak po prawdzie to większość z nich uważa, że nie powinienem brać udziału w tej wyprawie.
Naprawdę?
Słyszałem, że hobbity są bardzo wytrzymałe.
Tak?
Słyszałem też, że cenią sobie wygody domu.
Ja słyszałem, że niemądrze jest szukać rady u elfów.
Że odpowiadać będą jedynie "tak" i "nie".
Jesteś tu mile widziany, jeśli zapragniesz zostać.
Kuchnia jest pod ogromnym obciążeniem, prawie skończyło nam się wino.
- Jak długo tutaj będą? - Jeszcze nie postanowiono.
Nie, zrobiłeś to samo.
- Nie wymigasz się. - Dori! Weź to.
Bomburze!
/Oczywiście, że zamierzałem ci powiedzieć. /Czekałem na tę właśnie okazję.
/I naprawdę mógłbyś uwierzyć, /że wiem, co robię.
/A wiesz? Ten smok spał przez 60 lat.
Co się stanie, jeśli twój plan zawiedzie?
- Jeśli obudzisz tę bestię? - A jeśli nam się powiedzie?
Jeśli krasnoludy odzyskają Górę,
nasze siły na wschodzie zostaną umocnione.
- To niebezpieczny ruch, Gandalfie. - Niebezpieczna jest także bezczynność.
Tron Ereboru należy się Thorinowi. Czego się obawiasz?
Czyżbyś zapomniał? W tym rodzie tkwi obłęd.
Jego dziadek postradał zmysły. Jego ojciec uległ tej samej chorobie.
Możesz przysiąc, że Thorina to nie dotknie?
Gandalfie, te decyzje nie spoczywają jedynie na naszych barkach.
Nie nam decydować o nowym kształcie map Śródziemia.
Z naszą pomocą czy bez, te krasnoludy pomaszerują do Góry.
Są zdeterminowani, by odzyskać swą ojczyznę.
Thorin Dębowa Tarcza chyba uważa, że nie odpowiada przed nikim.
Ja również.
To nie przede mną musisz się tłumaczyć.
- Pani Galadrielo. - Mithrandirze.
Minęło wiele czasu.
Może po mnie widać wiek, /(Nae nin gwistant infanneth,)
lecz nie po tobie, pani Lórien. /(mal ú-eichia i Chíril Lórien.)
Nie wiedziałem, że lord Elrond posłał po ciebie.
/Nie posłał. /Ja to zrobiłem.
Sarumanie.
Byłeś ostatnio zajęty, przyjacielu.
Powiedz, Gandalfie,
uważałeś, że te twoje plany i intrygi pozostaną niezauważone?
Niezauważone?
Nie. Czynię jedynie to, co uważam za słuszne.
Smok od dawna zaprzątał twój umysł.
To prawda, moja pani.
Smaug nikomu nie jest winny posłuszeństwa.
Lecz gdyby sprzymierzył się z wrogiem,
skutki mogłyby być okropne.
Jakim wrogiem?
Wróg został pokonany, Gandalfie.
Sauron przepadł. Nigdy nie odzyska pełni sił.
Nie martwi cię, że ostatni z pierścieni krasnoludów
po prostu zniknie wraz ze swym właścicielem?
Z siedmiu pierścieni krasnoludów cztery zostały pożarte przez smoki,
a dwa zabrane przez Saurona, zanim poległ w Mordorze.
Los ostatniego pierścienia krasnoludów pozostaje nieznany.
- Pierścienia noszonego przez Thráina. - Bez głównego Pierścienia Władzy
siedem nie ma dla wroga żadnej wartości.
Potrzebuje Jedynego, by kontrolować pozostałe.
A ten zagubił się dawno, dawno temu. Popłynął do morza wodami Anduiny.
Gandalfie, od 400 lat żyjemy w pokoju.
Wywalczonym z trudem, pełnym czujności pokoju.
Czyżby? Panuje pokój?
Trolle zeszły z gór. Napadają na wioski i niszczą farmy.
- Orkowie napadli nas na drodze. - To raczej nie zapowiedź wojny.
Zawsze musisz się wtrącać.
Szukać kłopotów tam, gdzie ich nie ma.
Niech mówi.
Działają tu siły inne niż niegodziwość Smauga.
Znacznie potężniejsze.
Możemy pozostać na nie ślepi, lecz one nas nie zignorują, mogę wam to obiecać.
Choroba toczy Zielony Las.
Jego mieszkańcy zwą go Mroczną Puszczą.
I powiadają...
Tak? Nie przerywaj. Powiedz, co mówią mieszkańcy.
Opowiadają o Nekromancie, mieszkającym w Dol Guldur.
Czarnoksiężniku, który potrafi przyzywać umarłych.
To absurd.
Nikt na świecie nie ma takiej władzy.
Ten Nekromanta to zwykły śmiertelnik.
Sztukmistrz bawiący się czarną magią.
Ja też tak myślałem.
- Ale Radagast widział... - Radagast?
Nie wspominaj mi o Radagaście Burym.
To głupiec.
Cóż, jest dziwny, to przyznam. Wiedzie samotny żywot.
Nie chodzi o to, tylko o nadmierne spożycie grzybów.
Przyćmiły mu umysł i pożółkły mu od nich zęby.
Ostrzegałem go.
Jednemu z Istarich nie przystoi błąkać się po lasach...
/Masz coś przy sobie.
/Dał ci to Radagast. /Znalazł to w Dol Guldur.
/Tak.
/Pokaż mi.
Posłuchaj mnie.
Miałem wrażenie, że gadam do siebie, tak bardzo uważał.
Proszę bardzo...
Co to?
Relikt Mordoru.
Ostrze Morgulu.
Wykute dla Czarnoksiężnika z Angmaru.
I pogrzebane wraz z nim.
Gdy Angmar upadł,
ludzie Północy zabrali jego ciało i wszelką własność
i zapieczętowali pośród wzgórz Rhudauru.
Pochowali go głęboko pośród skał, w grobowcu tak mrocznym,
- by nigdy nie został odkryty. - To niemożliwe.
Te grobowce są obłożone potężnym zaklęciem.
Nie można ich otworzyć.
Jaki mamy dowód, że ta broń pochodzi z angmarskiego grobu?
- Żadnego. - Ponieważ żadnego nie ma.
Podsumujmy naszą wiedzę.
Grupa orków ośmieliła się przekroczyć Bruinen.
Odnaleziony został sztylet z minionej epoki.
I ludzki czarnoksiężnik, zwący się "Nekromantą",
zamieszkał w zniszczonej twierdzy. Ostatecznie to bardzo niewiele.
Jednakże wysoce niepokoi mnie kwestia krasnoludzkiej kompanii.
Nie jestem przekonany, Gandalfie.
Chyba nie mogę zgodzić się na tę misję.
Gdyby przyszli do mnie, mógłbym oszczędzić im rozczarowania.
Nie udaję, że rozumiem twe powody wzbudzenia w nich nadziei...
/Odchodzą.
/Tak.
/Wiedziałeś.
Obawiam się, że nic więcej za tym nie przemawia.
Lordzie Elrondzie. Krasnoludy zniknęły.
Miejcie się na baczności.
Za chwilę przekroczymy granicę Dzikich Krajów.
Balinie, znasz te ścieżki. Prowadź.
Tak jest.
Mistrzu Bagginsie... Radzę nie zostawać w tyle.
- Podążysz za nimi. - Tak.
Słusznie pomagasz Thorinowi Dębowej Tarczy.
Lecz obawiam się, że ta misja obudziła siły, których jeszcze nie rozumiemy.
Zagadka ostrza Morgulu musi zostać rozwiązana.
Coś przemyka niepostrzeżenie pośród cieni, ukryte przed naszym wzrokiem.
Póki co nie chce się ujawnić. Ale z każdym dniem rośnie w siłę.
Musisz być ostrożny.
Mithrandirze?
Dlaczego niziołek?
Nie wiem.
Saruman sądzi, że jedynie wielka potęga
może trzymać w ryzach zło. Ale ja tak nie uważam.
Odkryłem, że to drobne sprawy i codzienne uczynki zwykłych osób
powstrzymują mrok. Proste uczynki dobroci i miłości.
Dlaczego Bilbo Baggins?
Może dlatego, że się lękam,
a on napełnia mnie odwagą.
Nie lękaj się, Mithrandirze.
Nie jesteś sam.
Gdybyś kiedyś potrzebował mej pomocy, przybędę. /(Ae boe i le eliathon, im tulithon.)
Trzymajcie się!
Bilbo!
Musimy się gdzieś schronić!
Uwaga!
Uważaj, bracie!
Trzymajcie się!
To nie burza z piorunami!
To bitwa!
Patrzcie!
A niech mnie. Legendy mówiły prawdę.
Olbrzymy! Kamienne olbrzymy!
Kryj się, głupcze!
Trzymajcie się!
- Co się dzieje? - Chwyć mą dłoń!
- Ruszać się! - Biegiem! Złaźcie!
- Chodu! - Uważajcie!
Uważajcie!
Skaczcie!
Dalej!
Trzymajcie się!
Nie!
Nie! Kili!
W porządku! Żyją!
Gdzie Bilbo? Gdzie jest hobbit?
Tam!
Wciągnij go!
- Chwyć mą dłoń! - Bilbo!
- Ori, uważaj! - Chwyć ją!
- Mam cię, chłopcze. - Chwyć się!
Dalej, wciągnij go.
No już, chłopie. I do góry.
Myślałem, że zgubiliśmy naszego włamywacza.
Jest zagubiony, odkąd opuścił swój dom.
Nigdy nie powinien był wyruszyć. Nie ma tu dla niego miejsca.
Dwalinie!
- Wygląda wystarczająco bezpiecznie. - Sprawdź głębiej.
Górskie jaskinie rzadko bywają niezamieszkane.
Niczego tu nie ma.
No dobrze. Rozpalmy ogień.
Żadnych ognisk. Nie tutaj.
Prześpijmy się. Wyruszamy o brzasku.
Mieliśmy zaczekać w górach, aż Gandalf do nas dołączy.
- Taki był plan. - Plany się zmieniają.
Bofurze, trzymaj pierwszą wartę.
Trop jest świeży.
Wybrali drogę przez górską przełęcz.
A ty dokąd?
Z powrotem do Rivendell.
Nie możesz teraz zawrócić.
Jesteś częścią kompanii. Jednym z nas.
Czyżby?
Thorin powiedział, że nigdy nie powinienem był wyruszać i miał rację.
Nie jestem Tukiem, tylko Bagginsem. Nie wiem, co sobie myślałem.
- Nie powinienem był nawet wyjść za próg. - Tęsknisz za domem. Rozumiem to.
Wcale nie. Żaden z was nie rozumie.
Jesteście krasnoludami. Jesteście przyzwyczajeni do takiego życia.
Ciągle w drodze, nigdy nie zostając w jednym miejscu, nie mając własnego domu!
Przepraszam. Nie chciałem...
Nie, masz rację.
Nie mamy własnego miejsca.
Życzę ci powodzenia.
Naprawdę.
Co to?
Zbudźcie się!
Uwaga!
Zostaw mnie!
Przebrzydła poczwara!
Zostaw mnie!
Zapłacicie za to!
Mam cię.
Dobra, dobra. Nie pchajcie.
Zabieraj łapska! Puszczaj!
Puszczaj!
Czuję nadchodzącą piosenkę.
/Klask, trzask, /Czarne łupnięcie
/Chwyt, ścisk, /Buchnięcie, zwinięcie
/Wal i tłucz,
/Niech jęczą i piszczą
/Łomot głęboko
/Pod ziemią
/W głębi Miasta Goblinów
/Świst i uderzenie, /Smagnięcie i trzask
/Wszyscy śpiewają, /Gdy są na moim łożu
/Łomot głęboko pod ziemią
/W głębi Miasta Goblinów
/Młot i szczypce, /Kołatki i gongi
/Nie wytrzymasz długo /Na końcu mojego szpikulca
/Szczęk, brzęk
/Ścisk i huk
/Trzask, prask, /Drżenie i wstrząs
/Możesz biadolić i skomleć, /Ale pomoc nie nadejdzie
/Łomot głęboko pod ziemią
/W głębi Miasta
/Goblinów
Tak!
Wpada w ucho, nie?
Jedna z moich własnych kompozycji.
To nie piosenka. To jakaś ohyda!
Ohyda. Mutacje. Dewiacje.
To wszystko, co tu znajdziecie.
Któż ośmielił się pojawić uzbrojony w moim królestwie?
Szpiedzy? Złodzieje? Zabójcy?
- Krasnoludy, Wasza Nieprawość. - Krasnoludy?
Znaleźliśmy ich we Frontowym Przedsionku.
Nie stójcie tak. Przeszukać ich!
Każdy zakamarek, każdą szczelinę.
Uważamy, Wasza Wielka Wypukłości, że są w zmowie z elfami!
"Wykuty w Rivendell".
Druga Era. Nie mogli się z nim rozstać.
- To tylko kilka pamiątek. - Co was tutaj sprowadza?
- Nie martwcie się, chłopaki. Zajmę się tym. - Co...? Co to?
Żadnych sztuczek. Chcę samej prawdy.
Musisz mówić głośniej.
- Rozpłaszczyli moją trąbkę. - Rozpłaszczę więcej niż tylko ją!
Jeśli chcesz więcej informacji, powinieneś pomówić ze mną.
Byliśmy na drodze. Właściwie to ścieżce.
Nawet nie tyle, jak się zastanowić. Bardziej szlaku.
Mniejsza z tym, byliśmy na tym drogo-ścieżko-szlaku.
A potem nie, co jest problemem,
- bo mieliśmy być w Dunlandzie w zeszły wtorek. - Zamknij się.
W odwiedzinach u dalekich krewnych.
- Chów wsobny ze strony matki. - Zamknij się!
Nie chcą gadać, będą wrzeszczeć!
Przynieście zgniatarkę! Przynieście łamacz kości!
- Zacznijcie od najmłodszego. - Zaczekaj!
No, no, no.
Kogo ja widzę?
Thorin, syn Thráina, syna Throra. Król pod Górą.
Ależ zapomniałem. Ty nie masz Góry.
Królem też nie jesteś, co czyni cię... nikim.
Znam kogoś, kto sporo zapłaciłby za twą głowę.
Tylko głowę. Bez dodatków.
Być może wiesz, kogo mam na myśli.
Twój stary wróg.
Blady Ork na białym wargu.
Azog Plugawiec został zabity.
Zginął w bitwie dawno temu.
Sądzisz więc, że jego plugawieniu już kres?
Wyślij wieść do Bladego Orka, że chcę odebrać nagrodę.
Tak!
Gollum! Gollum!
Wstrętne gobliny!
Lepsze niż stare kości, skarbie.
Lepsze niż nic.
/Za dużo kości, skarbie. /Za mało mięsa!
/Zamknij się! /Obedrzyj go ze skóry.
/Zacznij od głowy.
/Ziemia zmarznięta /Stopy nam pęta
/I rani ręce.
/Głazy jak gnaty, /Które przed laty
/Były czymś więcej.
/Nie dyszy pierś, /Zimny jak śmierć
/Smaczny jest wielce.
Co za szczęście, skarbie!
Smaczny kąsek widzimy.
Gollum! Gollum!
Nie zbliżaj się.
Ostrzegam, nie podchodź.
Ma elficki miecz. Ale nie jest elfem.
Nie jest elfem.
Cóż to, skarbie?
Cóż to?
Nazywam się Bilbo Baggins.
Baggins?
Co to jest Baggins, skarbie?
Jestem hobbitem z Shire.
Lubimy gobliny, nietoperze i ryby, ale hobbita jeszcze nie próbowaliśmy.
Jest miękki? Soczysty?
Nie zbliżaj się!
Użyję go, jeśli będzie trzeba.
Nie chcę problemów, rozumiesz?
Pokaż mi tylko drogę do wyjścia i zniknę.
Czemu? Zgubił się?
Tak. I chcę się odnaleźć jak najszybciej.
Znamy bezpieczne ścieżki dla hobbitów.
Bezpieczne ścieżki w mroku.
Zamknij się!
- Nic nie powiedziałem. - Nie mówiliśmy do ciebie.
Mówiliśmy, skarbie. Mówiliśmy.
Nie wiem, co to za gierka, ale...
Gierka?!
Kochamy gry, prawda, skarbie?
Lubi gry? Lubi? Chciałby zagrać?
Może.
Korzeni nie widziało niczyje oko, a przecież to coś sięga bardzo wysoko.
Od drzew wybujało wspanialej, chociaż nie rośnie wcale.
- Góra. - Tak, tak.
Jeszcze raz, dobrze?
Tak! Jeszcze raz, niech nas spyta.
Nie! Koniec zagadek!
Wykończ go!
Gollum! Gollum!
Nie. Bardzo chcę zagrać!
Chcę zagrać. Widzę...
że jesteś w tym bardzo dobry.
Może więc...
zagramy w zagadki.
- Tylko ty i ja. - Tylko my.
Tak.
Jeśli wygram... pokażesz mi drogę do wyjścia. Tak?
Tak.
A co, jeśli przegra?
Jeśli przegra, skarbie, zjemy go!
Jeśli Baggins przegra, zjemy go całego!
W porządku.
Baggins zaczyna.
W czerwonej stajni trzydzieści białych koni
kłapie, tupie, a czasem ze strachu dzwoni.
Zęby?
Zęby! Tak, mój skarbie!
Ale my mamy tylko dziewięć.
Nasza kolej.
Nie ma ust, a mamrocze. Nie ma skrzydeł, a trzepocze.
Nie ma zębów, a kąsa. Nie ma nóg, a pląsa.
Chwileczkę...
My wiemy! My wiemy!
Zamknij się!
Wiatr. Oczywiście, że wiatr.
Sprytny ten hobbit.
Bardzo sprytny.
Pudełko bez zawiasów, klucza ani wieka,
a przecież skarb złocisty w środku skryty czeka.
Pudełko.
Pudełko. Wieko i klucz.
- Więc? - Paskudna.
- Pudełko. Klucz. - Poddajesz się?
Daj nam szansę, skarbie! Daj nam szansę!
Jajka!
Mokre, chrupkie, małe jajka.
Babcia nauczyła nas je wysysać.
/Mamy dla ciebie kolejną.
/Coś, przed czym w świecie /nic nie uciecze,
/co gnie żelazo, /przegryza miecze,
/pożera ptaki, /zwierzęta, ziele,
/najtwardszy kamień /na mąkę miele.
/Niech odpowie.
Daj mi chwilę. Ja ci dałem sporą.
Ptaki, zwierzęta... Zwierzęta? Ziele.
Tej nie znam.
/Czy jest smaczny?
/Czy jest przepyszny?
Czy jest chrupiący?
Daj mi pomyśleć.
Utknął.
Baggins utknął.
Czas się skończył.
Czas. Odpowiedź to: czas.
Nie była taka trudna.
Ostatnia zagadka.
- Ostatnia szansa. - Dobrze.
Zapytaj nas.
- Zapytaj nas! - W porządku.
Co ja mam w kieszeni?
To niesprawiedliwe. Wbrew zasadom!
- Niech zada inną. - Nie, nie, nie.
Poprosiłeś o zagadkę. Oto ona.
Co ja mam w kieszeni?
Trzy szanse, skarbie. Musi się zgodzić!
Trzy szanse. W porządku, strzelaj.
- Ręce! - Źle, zgaduj dalej.
Rybie ości, zęby goblinów, mokre muszle, skrzydła nietoperza....
Nóż! Zamknij się!
Znowu źle. Ostatnia szansa.
Sznurek. Albo nic.
Dwa strzały. I oba mylne.
No to chodź.
A więc wygrałem. Obiecałeś pokazać mi drogę do wyjścia.
Tak obiecaliśmy, skarbie?
Tak obiecaliśmy?
- Co ma w kieszeni? - Nie twoja sprawa.
- Straciłeś szansę. - Straciliśmy?
Gdzie on jest?
Gdzie on jest?!
Nie!
Gdzie on jest?!
Nie! Nie!
Straciliśmy go!
Przekleństwo! Nieszczęście!
Mój skarb się zgubił!
- Co zgubiłeś? - Niech nas nie pyta! Nie jego sprawa!
Nie!
Gollum! Gollum!
Co ma...
w tej wstrętnej, małej kieszeni?
Ukradł go.
Ukradł go!
Ukradł go!
/Kości zmiażdżymy, /Karki skręcimy!
/Skończycie tu marnie, /Przejdziecie męczarnie!
/Zginiecie i nikt was nie znajdzie! /W głębi Miasta Goblinów!
Znam ten miecz! To Pogromca Goblinów!
Siekacz!
Ostrze, które podcięło tysiąc gardeł!
Posiekać ich! Zatłuc! Zabić!
Zabić ich wszystkich!
Utnijcie mu głowę!
Weźcie broń.
Walczcie.
Walczcie!
Dzierży Młot na Wroga! Zabijacz!
Lśniący niczym dzień!
Thorinie!
Za mną! Szybko!
Biegiem!
/Daj nam go!
Jest nasz.
Jest nasz!
Złodziej!
Baggins!
Szybko!
Szybciej!
Pal!
Naprzód!
Tnijcie liny!
Szybko!
- Ruszać się! - Bomburze!
Ruszać się!
Skaczcie!
Skaczcie!
Dalej!
Pchajcie!
Dalej!
Dalej!
/- Uważajcie! - Myśleliście, że mi uciekniecie.
Co zrobisz teraz, czarodzieju?
Wystarczy.
Mogło być gorzej.
- Rany! - To jakieś żarty!
Gandalfie!
Jest ich zbyt wielu. Nie możemy walczyć.
Jest tylko jeden ratunek, światło dzienne!
Szybko, wstawaj.
- Balinie. - Za mną!
Niech czeka! Mój ssskarbie. Niech czeka!
Gollum! Gollum!
Szybko!
Tędy.
Chodźcie, szybko.
Świetnie!
Baggins!
Złodziej!
Niech będzie przeklęty! Nienawidzimy go na zawsze!
Pięć, sześć, siedem, osiem.
Bifur. Bofur. To dziesięciu.
Fili, Kili! Już dwunastu.
I Bombur trzynasty.
Gdzie Bilbo?
Gdzie nasz hobbit?
Przeklęty niziołek! Teraz się zgubił?
Myślałem, że był z Dorim!
- Mnie nie wiń! - Gdzie go ostatnio widzieliście?
Chyba wymknął się, kiedy nas pojmali.
I co się stało?
- Mów! - Ja ci powiem.
Pan Baggins zwietrzył okazję i ją wykorzystał.
Myślał jedynie o miękkim łożu i ciepłym kominku,
odkąd wystawił stopę za próg.
Już go nie ujrzymy. Jest daleko stąd.
Nieprawda.
Bilbo Baggins.
Nigdy się tak nie cieszyłem na czyjś widok.
Bilbo, spisaliśmy cię na straty.
- Jakim cudem uniknąłeś goblinów? - Właśnie, jak?
Czy to ważne? Jest z nami.
Ważne. Chcę wiedzieć.
Dlaczego wróciłeś?
Wiem, że we mnie wątpicie i zawsze wątpiliście.
I masz rację, często myślę o Bag End.
Tęsknię za książkami.
Za fotelem i ogrodem.
Tam jest moje miejsce, mój dom.
Dlatego właśnie wróciłem. Wy nie macie własnego domu.
Odebrano go wam.
Ale jeśli dam radę, pomogę wam go odzyskać.
Na nich! Rozerwijcie ich na strzępy!
Z deszczu...
Prosto pod rynnę. Uciekajmy.
Uciekajmy!
Szybko!
Na drzewa!
Wspinajcie się! Bilbo, na górę!
Szybko!
Nadchodzą!
Trzymajcie się, bracia!
Azog.
Czujecie to? /(Nuzdigid?)
Woń strachu? /(Nuzdi gast?)
Twój ojciec nią cuchnął, /(Ganzilig-i unarug obod nauzdanish,)
Thorinie, synu Thráina. /(Torin undag Train-ob.)
To niemożliwe!
Ten jest mój... Innych zabijcie! /(Kod, Toragid biriz. Worori-da!)
Wypijcie ich krew! /(Sho gad adol!)
Spada!
Fili!
Tak!
Nie!
O nie.
Panie Gandalfie!
Nie, Dori!
Pomocy!
Nie!
Thorinie! Nie!
Przynieś mi głowę krasnoluda. /(Biriz torag khobdudol.)
Zabić go.
Thorinie!
Thorinie!
Thorinie.
- Niziołek? - W porządku.
Bilbo jest tutaj. Całkiem bezpieczny.
Ty!
Co ty wyprawiasz? Prawie zginąłeś!
Czy nie mówiłem, że będziesz ciężarem?
Że nie przetrwasz w Dzikich Krajach?
Że nie ma dla ciebie miejsca wśród nas?
Nigdy w życiu tak bardzo się nie myliłem.
- Wybacz, że w ciebie zwątpiłem. - Też bym zwątpił.
Żaden ze mnie bohater czy wojownik. Ani nawet włamywacz.
Czy to jest to, o czym myślę?
Erebor. Samotna Góra.
Ostatnie z wielkich królestw krasnoludów w Śródziemiu.
Nasz dom.
Kruk! Ptaki wracają na Górę.
To drozd, drogi Oinie.
Potraktujmy to jako znak.
- Dobry omen. - Racja.
Uważam, że najgorsze już za nami.
.:: GrupaHapak.pl ::.
/Wznoszące się w oddali Góry Mgliste
/Obserwujemy z wzniesienia
/Co było niegdyś,
/Widzimy raz jeszcze
/Czy blask naszego królestwa jest tak odległy?
/Płonąca góra w świetle księżyca
/Słowa niewypowiedziane: /Wkrótce tam będziemy
/Pieśń dla domu,
/Która rozbrzmiewa echem
/A wszyscy, którzy nas spotkają, /Poznają jej melodię
/Niektórych nigdy nie zapomnimy
/Innym nigdy nie wybaczymy
/Jeszcze nas nie złamano
/Będziemy walczyć, póki żyjemy
/Ze wzrokiem skupionym na ukrytych wrotach,
/Utkwionym w Samotnej Górze,
/Będziemy jechać w nadchodzącej burzy,
/Aż odzyskamy z dawna zapomniane złoto
/Przejęci chłodem Gór Mglistych,
/Pogrążeni w głębokim śnie
/Śnimy o złocie
/Musimy się przebudzić,
/Odzyskać życie
/Oto w mroku niesiemy pochodnię
/Z czasów dawnych, gdy płonęły latarnie
/Aż do tego dnia
/Serca nasze pragnęły,
/Czego los nieznany
/Arcyklejnot
/Co zostało skradzione,
/Musi zostać zwrócone
/Musimy się przebudzić
/I schwycić dzień,
/By odnaleźć pieśń dla serca i duszy
/Niektórych nigdy nie zapomnimy
/Innym nigdy nie wybaczymy
/Nie ujrzeliście jeszcze końca
/Będziemy walczyć, póki żyjemy
/Ze wzrokiem skupionym na ukrytych wrotach,
/Utkwionym w Samotnej Górze,
/Będziemy jechać w nadchodzącej burzy,
/Aż odzyskamy z dawna zapomniane złoto
/Z dala od chłodu Gór Mglistych
Wyprawą dowodził: Oin
Towarzyszyli mu: Rarehare, Witcher
Służyli radą: Igloo666, neo1989
Czas do Dnia Durina odmierzał: Bilu
/W niektórych fragmentach wykorzystano /przekład autorstwa Marii Skibniewskiej.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.