Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Poprzednio…
Powiedz mi, co się stało.
Dalej, zabij mnie.
To był triaż. Tamuje się krwawienie. Inaczej pacjent umrze.
Zrobił to, obarczając mnie swym żalem.
Co z nim zrobiłeś?
Jestem pod wrażeniem pańskiej przebiegłości.
Mianuję pana generałem brygady.
Dziękuję panu.
Rachel, wybieram ciebie. Liczę, że też to zrobisz.
Też cię kocham.
Jeremiah MacKenzie zniknął bez śladu.
Co to ma wspólnego z twoim synem?
Znajdziemy kotlarza, znajdziemy ojca. A może wtedy i Jemmy'ego.
- Gdzie mój syn? - Nie w przeszłości.
Przekonasz go, żeby zaprowadził mnie do złota.
SZKOCJA, ROK 1739
Według mnie powinniśmy wrócić wzdłuż strumienia do Port na Craig.
Ktoś na pewno widział twojego ojca. I oby malca wraz z nim.
Miałem rację,
mówiąc to twojej żonie.
Nic się tu nie zmieniło.
Tamte góry nie postarzały się o dzień.
„Tamte góry”.
Boże, masz rację.
Port na Craig.
W moim czasie to przy Pitlochry.
To nie jest rzeka Garry, ani Tummel, jest za mała.
To może być Errochty Water.
Jeśli Pitlochry jest tam,
to także tama Errochty.
Raczej będzie.
W twoim czasie stalibyśmy teraz pod wodą.
Brianna mówiła,
że w tunelach pod tamą poczuła portal.
Ale tama powstanie w latach 50., wiele lat po zniknięciu mojego ojca.
Jeśli przed budową tamy były tam kamienie…
Prawdopodobnie są tutaj teraz.
Pewnie tamtędy przeszedł ojciec.
Może pójdziemy jak on.
Ty jebana suko.
Gdzie mój syn?
Gadaj, gnoju.
Odpowiadaj.
Albo cię, kurwa, zabiję, klnę się na Boga.
Wtedy nigdy nie zobaczysz już synka.
Zastanów się.
Jest zupełnie sam. Wystraszony.
Głodny.
Im dłużej tam będzie, tym gorzej dla niego.
Lepiej, żebyś kłamał.
Dla własnego dobra.
Gdzie jest Jemmy?
Chodź do mnie, kochanie.
Skoro nie wezwiemy policji, pojedziemy tam.
Mandy, czy teraz czujesz Jema?
Nie.
Nie szkodzi. Chodźmy.
Mamo?
Tato?
Ktokolwiek?
Ratunku!
Na pomoc!
Zaśpiewaj mi pieśń
O dziewczęciu, którego już nie ma
Czy tym dziewczęciem
Mogę być ja?
Wesoła dusza
Pożeglowała pewnego dnia
Przez morza
Do Skye
Bałwany i bryza
Wyspy i morza
Góry deszczu i słońca
Wszystko, co było dobre
Wszystko, co sprawiedliwe
Wszystko, co moje
Przeminęło
Zaśpiewaj mi pieśń
O dziewczęciu, którego już nie ma
Czy tym dziewczęciem
Mogę być ja?
Wesoła dusza
Pożeglowała pewnego dnia
Przez morza
Do Skye
Zaśpiewaj mi pieśń
O dziewczęciu, którego już nie ma
Czy tym dziewczęciem
Mogę być ja?
Już nie jesteś taki młody jak kiedyś.
Nikt z nas nie jest, siostrzeńcze.
Ułożyłem tobie kopiec.
Wiem.
I cała ciężka praca na nic.
Ale nie wyobrażam sobie lepszego powodu, by wynurzyć się z głębin morza
niż obecność na ślubie siostrzeńca.
Cieszę się, że jesteś,
skoro…
moi rodzice nie mogą.
Ojciec chciał tego dla ciebie.
A mama
cieszyła się z tego, że jesteś szczęśliwy.
Oby Denzell otrzymał twój list.
Jego obecność wiele by dla Rachel znaczyła.
Chciała wziąć ślub wśród przyjaciół.
Przyjadą Bartramowie, ale jej brat jest jej jedyną rodziną.
Denzell tu będzie.
Ale…
denerwujesz się?
Nie.
Nie ślubem.
Może tym, co będzie potem.
Ja sypiałem już z kobietami.
Ale Rachel tego nie zna.
Ciocia Claire była już wcześniej zamężna, kiedy ją poślubiłem.
Dlatego w naszą noc poślubną to mnie rozdziewiczono.
Wcześniej dostawałem wiele rad od mojego wuja Dougala,
Ruperta i Angusa.
Przydały się?
Boże uchowaj.
Sam chyba wiesz, że powinieneś być delikatny.
Jedyną przydatną rzeczą było to, co moja żona powiedziała mi w nocy.
„Działaj powoli, obserwuj uważnie”.
A na pewno się nie pogubisz.
Ona była delikatna?
Ani trochę.
Macie mnie za prostą, bo nie chcę kwiatów i ozdób.
Wyglądasz pięknie.
Ta sukienka może być pożyczona, ale nosisz ją jak własną.
Najważniejsze jest to, czego ty chcesz.
Jest idealna. Dziękuję ci za poprawki.
A tobie za zorganizowanie ślubu w swoim domu.
Oczywiście, moja droga.
Żałuję tylko, że tak szybko wyjeżdżacie.
Nie możecie zostać trochę dłużej?
Chcielibyśmy, ale Jamie i Ian mają swoje rozkazy.
Ale mamy kilka dni.
Czy oglądanie ukochanego idącego do boju
staje się łatwiejsze?
Nie. Ale nauczysz się z tym żyć.
To przypomina, by cieszyć się wspólnymi chwilami.
Twoja miłość staje się tarczą.
Twoją zbroją.
Budzisz się każdego ranka, przywdziewasz ją i także walczysz.
A teraz…
Niech tylko Ian cię ujrzy.
Obym wiedziała, co mam powiedzieć.
Oby Duch natchnął mnie odpowiednimi słowami.
Małżeństwa nie zawiera się w rytuale ani w słowach,
ale w przeżywaniu go każdego dnia.
Czy jesteście razem, czy osobno.
A teraz…
Zabierasz krzesła czy je ustawiasz?
Denzell. Zdążyłeś na ostatnią chwilę.
Dzięki Bogu.
Byłem pewien, że nie zdążę. Trudno było wyjechać.
Ale siostra by mi tego nie wybaczyła.
To prawda.
Henry. Cieszy mnie twoje zdrowie.
Ale czy powinieneś nosić ciężkie rzeczy?
Mój stan bardzo się polepszył.
Ale pani Fraser mówi, że odzyskam siły, ćwicząc ciało.
- Z nią nie będę się kłócił. - Nie.
Nie zostanę tu dłużej, ale bardzo dobrze się mną opiekowano.
Mercy jest wspaniała i prawie każdego dnia spacerujemy.
Oczywiście po ogrodzie.
Powiadomię twoją siostrę, że jesteś. Będzie przeszczęśliwa.
Chętnie zobaczę też Johna Graya. Czy wrócił?
Nie.
Zakładam, że po przejęciu miasta udał się na północ.
Skąd wiesz, że go nie było? Wróciłeś do Valley Forge, gdy ja…
- Spotkałeś go? - Tak.
W obozie pułkownika Smitha miałem zająć się jeńcem.
Nie mogłem uwierzyć, że to był John.
Był ciężko ranny.
Był dość mocno poturbowany.
Krew i siniaki, ze złamanym oczodołem.
Ostatni raz, kiedy go widziałem, pokłóciliśmy się.
Powiedział mi.
Ale wiem, jak głęboką darzysz go przyjaźnią. Więc ci powiem.
Miałem go uzdrowić,
bo chcieli, by mógł stanąć na szubienicy.
- Chcą go powiesić? - Tak, chcieli.
Ale nie mógłbym ze sobą żyć,
dlatego przy kolacji podrzuciłem mu nóż, a on uciekł w nocy.
Myślałem, że wyśle ci wiadomość.
Nie.
Nie zrobił tego.
Ale John potrafi o siebie zadbać.
Dziękuję, że mi powiedziałeś i że pomogłeś mu w potrzebie.
Panna młoda chciałaby cię powitać.
Duch najwyraźniej powiedział jej, że czas najwyższy.
Dziękuję wszystkim za przybycie.
Chrystus powiedział: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani, tam jestem i ja”.
Zbieramy się i słuchamy,
tak jedni drugich, jak i wewnętrznego światła.
Skąd będą wiedzieli, kiedy przemówić?
Czekają, aż natchnie ich Duch.
Tyle wiem. A jeśli Duch ich nie natchnie?
Wtedy będziemy tu siedzieć bardzo długo.
Jamie, nie musisz szeptać.
Widzę, że ty zostałeś już natchniony. Proszę, mów śmiało.
Oczywiście.
Cóż.
Kiedy Ian był dzieckiem, trzymałem go w zgięciu ramienia.
Gdy spojrzałem na siostrzeńca, czułem, że go znałem
i dokładnie wiedziałem, kim się stanie.
Ale nie mogłem przewidzieć tego,
kim jest dzisiaj i kim wciąż się staje.
Z dumą jestem twym wujem.
A Rachel będzie miała szczęście, mając ciebie za męża,
jeśli Duch ją do tego natchnie.
Dziękuję, wujku. Nie wiem, co powiedzieć.
Ja chyba wiem.
Wykluczono mnie ze zgromadzenia za chęć dołączenia do Armii.
Moja siostra poszła za mną z poczucia obowiązku.
Dla przyjaciół wykluczenie jest bardzo bolesne.
Bo tam toczy się nasze życie.
Pozbawiłem swoją siostrę tej zgody i wsparcia.
Słuchałeś swego sumienia,
a gdybym uznała, że nie masz racji, nie poszłabym.
Moim obowiązkiem było opiekować się tobą
i chyba tego nie uczyniłem.
Opiekowałeś się mną.
Czy brakowało mi strawy?
Albo ubrań?
Zobowiązałem cię do pójścia za mną w przemoc, do armii brutalnych ludzi.
Zakładam, że mówisz o mnie.
Nie. Nie to miałem na myśli.
Powinienem powiedzieć, że to moja wina?
- Wybacz mi, Ian. - Jeśli Duch cię natchnie.
Ale radziłabym tobie i Duchowi się nie mieszać.
Chciałem tylko rzec, że te wyrzuty sumienia zatruły moje serce.
Ale teraz, gdy widzę cię z Ianem,
wiem, że bałem się zbędnie.
Gdyż tylko Duch mógł do tego doprowadzić.
Przy Ianie
odnalazłaś miłość.
A zatem i dom.
To prawda, że poznałem mrok.
Ale…
ty dałaś mi światło.
Pokazałaś radość, której mogłem już nie zaznać.
Stoję tu dziś przed tobą wolny.
Znów mogę komuś ofiarować swe serce.
Obym zawsze dawał je tobie.
W obecności Pana i przed nimi, naszymi przyjaciółmi…
biorę sobie ciebie, Ianie, za męża.
Z Bożą pomocą obiecuję być dla ciebie
kochającą i wierną żoną,
póki śmierć nas nie rozłączy.
Na pomoc.
„Wstawaj, żołnierzu”.
Jak rzekłaby babcia.
Ratunku!
Pomocy!
Było zupełnie ciemno i nic nie widziałam.
Ale wtedy znalazłam przełączniki i wszystkie je włączyłam.
Jemmy!
- Jemmy. - Czujesz go, kochanie?
Mamusiu, czuję go.
Mandy,
zagrajmy w ciepło, zimno.
Dobrze.
Jesteśmy blisko? Ciepło czy zimno?
Letnio.
Zimniej.
Cieplej.
Potem tunel się rozdwoił.
Na szczęście znałam rozkład tuneli,
więc wiedziałam, dokąd iść. Poszłam w prawo.
Gorąco.
Chryste.
Znaleźliśmy je.
Tu jest coś schowane.
To zestaw przetrwania.
Jerry!
Jeremiah!
Jeremiah MacKenzie!
Jeremiah!
Tata?
- Jeremiah MacKenzie! - Halo?
Tato!
Tato!
Zniknął.
Czy to chłopiec?
- Nie czujesz go? - Nie.
Co tu się dzieje?
Rob, ty cholerny bydlaku.
DROGA DOJAZDOWA
JEZIORO ERROCHTY ELEKTROWNIA I TAMA
Gorąco, mamusiu. I to bardzo.
- Na pewno? - Gorąco.
Bardzo gorąco. Mamusiu, stój!
Czekaj!
Czekaj.
Jemmy! Nic ci nie jest?
Nie, mamo.
Boże!
Boże, tak mi przykro.
- Przepraszam. Już jestem. - Zamknął mnie w tunelach.
Wyszedłem, bo pamiętałem twój sposób.
Jesteś taki mądry.
Boże.
Już jesteś bezpieczny. Już dobrze.
Czekaj! Nie skrzywdzimy cię.
Czekaj!
Puść mnie!
- Puszczaj. Nic nie zrobiłem. - To dlaczego uciekałeś?
Bo mnie goniliście.
- To należy do mojego ojca. - To moje.
Znalazłeś to? Czy komuś zabrałeś?
Może dziwnie ubranemu mężczyźnie?
Po co miałbym mówić? Też jesteście dziwni.
Tak. I więksi od ciebie.
Zawrę z tobą układ.
Powiedz, co wiesz,
a nie skręcę ci karku, ty mała gnido.
Widziałem dziwnego człowieka
chodzącego wokół tych kamieni. Poszedłem za nim.
Pytał o drogę do wioski. W zamian dał mi to.
Powiedziałem o nim. Wygonili go z wioski.
To wszystko?
Wrócił wczoraj w nocy,
ukradł MacBirneyom jagnię i uciekł.
Ja pilnowałem, więc wiedziałem, że będę mieć kłopoty.
Doniosłeś na niego?
Moja skóra albo jego.
Pan MacBirney wciąż nie wie, co z nim zrobi, gdy go znajdzie.
A co może z nim zrobić?
Obciąć mu rękę. Albo nawet głowę.
Pan MacBirney nie toleruje kradzieży.
A dokąd uciekł ten człowiek?
Do tamtego lasu.
Obyś mówił prawdę.
Rozwiąż mnie, dobrze, mężu?
Chryste, masz słodką okrągłą pupcię.
Bluźnisz w naszą noc poślubną?
To nie bluźnierstwo.
A modlitwa dziękczynna.
Twoja jest ani mała, ani okrągła.
Ale nie mniej słodka.
Pomóc z twoimi paskami?
Masz tam tak gładką skórę. Niczym aksamit.
Lubię, gdy tak jęczysz.
Wcale nie jęczę.
Właśnie że tak.
A ja lubię, gdy ty tak jęczysz.
Ja to zrobię.
Mocniej.
Zęby.
Powiedziałeś „zęby”.
Przepraszam.
Nie chciałam cię skrzywdzić.
Nie chciałam być zbyt śmiała.
Ze mną nie zdołasz, dziewczyno.
A ja się staram być delikatny.
Myślałem, że będziesz się bała pierwszego razu, ale ty się nie boisz.
Jestem przerażona.
Może nie dokładnie.
To jest takie miłe, ale słyszałam, że za pierwszym razem to boli.
I tę część chciałabym mieć już z głowy.
Zatem…
jak sobie życzysz, kochanie.
Zrobię to delikatnie.
Myślisz o Johnie?
Tak.
I co się z nim stało.
- I co z nim robiłaś w tym pokoju. - Jamie.
Nie mam ci tego za złe. Po prostu trudno jest mi tutaj spać.
Jeśli nie masz tego za złe mnie,
to nie możesz też jemu.
Jemu mam to za złe.
Ale nie życzę mu śmierci.
Prawie go przeze mnie powiesili.
A William…
Bóg wie, gdzie jest.
Nigdy nie mogłem być dla niego ojcem, ale obiecałem wobec niego uczciwość.
I zawiodłem.
Wcale nie zawiodłeś.
Jest odważnym i honorowym młodzieńcem.
Dowiedział się, że nie jest hrabią,
a bękartem szkockiego Highlandera.
W życiu w kłamstwie nie ma nic honorowego.
Przez jakiś czas może być zły,
ale w końcu zrozumie,
że powodem ukrywania przed nim tego faktu
było to, jak bardzo obaj go kochacie.
Skąd ta pewność?
Bo widzę w nim bardzo wiele z ciebie.
A ty byś to zrozumiał.
Chryste, Angielko,
dobrze znów być przy tobie.
I do licha z tym pokojem.
Dziękuję.
Dziękuję, że spóźniłeś się na tamten statek.
Wychodź.
Skąd uciekłeś?
Ja…
Zakuł mnie w kajdany brytyjski oficer, który wziął mnie za szpiega.
A jak pańska godność?
Bertram Armstrong.
A czy mógłbym poznać pańskie nazwisko?
Jestem Wielebny Peleg Woodsworth z 16. pensylwańskiej.
A pan z której?
Jeszcze nie dołączyłem.
Właściwie byłem w drodze, by to zrobić,
ale wpadłem na brytyjski patrol i niedługo później
znalazłem się w takich tarapatach.
Cóż, panie Armstrong, chyba możemy pana z nich wybawić.
Gdybym uciekł wcześniej, tata nie musiałby iść przez kamienie.
Mogłem być odważniejszy.
To nie twoja wina.
Byłeś bardzo odważny. Tata też jest odważny. Sprowadzimy go.
Wejdę tam i przekażę pana Camerona policji.
Ty i siostra pójdziecie z panią Shaw.
Kto to jest?
To taka specjalna policjantka, która pracuje z dziećmi.
Upewni się, żeby nic wam nie było.
Wszystko w porządku?
Będę w środku.
Chodź, skarbie.
POLICJA
Panie Cameron? Mówi posterunkowy Kinley.
Otworzę drzwi,
a pan ma stać z rękoma na widoku.
Rozumie pan?
Panie Cameron?
Przysięgam, że on tam był.
Ktoś go musiał wypuścić. Ktoś mu pomaga.
Dwukrotnie przeszukaliśmy okolicę.
Ani śladu włamania, drzwi i okna zamknięte.
- Musi mieć dorobiony klucz. - Dała mu go pani?
Oczywiście, że nie.
Czy to jego sprawka? Ręka?
Nie, ja… To…
Przytrzasnęłam palce szufladą.
Byłam zła i wystraszona. Porwano mojego syna.
- Pracuje pani z panem Cameronem… - Przy tamie, tak.
Czy chciałaby pani powiedzieć nam coś jeszcze
o waszych relacjach?
Raczej nie.
Jestem jego szefową. Raz był tu na kolacji.
Ze mną i moim mężem.
Czy pan Cameron mówił, czego od was chciał?
Nie, on…
Nie, nic nie mówił.
A gdzie wtedy był pani mąż?
Mąż wyjechał w sprawach służbowych do Bostonu.
Może on zdoła rzucić światło na to,
dlaczego pan Cameron was zaatakował.
Możemy do niego zadzwonić?
Tak.
Zapisałam gdzieś numer. Muszę poszukać.
Zwykle czekam, aż on zadzwoni.
Pani MacKenzie,
wydaje mi się, że nie mówi nam pani istotnych szczegółów.
Być może pan Cameron przyszedł tu pod nieobecność męża.
Spędzaliście miło czas przy butelce wina, gdy coś poszło nie tak.
Jak pan śmie insynuować, że…
Mój syn został porwany.
Więc proszę nam pomóc to zrozumieć. Porozmawiajmy z mężem.
Rob przeciął linię telefoniczną!
Porozmawiajcie z siostrą Roba. Mamą Bobby'ego.
Nie twierdzę, że brała w tym udział, ale może coś wiedzieć.
Nie powinnam musieć mówić, co macie robić.
Po co ta histeria, pani MacKenzie?
Nie zna pan mojej histerii.
Ten gość ma klucze do mojego domu.
Powiedziałam wszystko, co wiem. Powinniście go szukać.
Bóg wie, co planuje tym razem.
Dobrze. Czy ma pani gdzie się zatrzymać
do czasu powrotu męża?
Jerry MacKenzie!
Wiesz, co mu powiesz, gdy go znajdziesz?
Nie.
Zniknął, gdy byłem dzieckiem.
Był dla mnie bardziej mitem niż człowiekiem. Rozumiesz?
Bohaterem historii, które mi o nim opowiadano.
Nawet teraz ledwo wierzę, że jest prawdziwą osobą.
Ciekawe, co ja bym rzekł ojcu.
Nigdy nie znałem tego, który mnie spłodził.
Ani mojej mamy.
Dorastałem w innym domu.
Naprawdę?
Twoja matka także umarła młodo, prawda?
Tak. Zginęła podczas nalotu na londyńskie metro.
Nie wiem, o czym mówisz.
Nie uciekaj.
Jesteś Jerry, prawda?
Chcemy ci pomóc.
- Coście za jedni? - Już dobrze. Chcemy pomóc.
Jesteś J.W. MacKenzie, prawda?
- To chyba należy do ciebie. - Kim jesteś?
Jestem jak ty.
Z innego czasu.
Więc to prawda. Nie oszalałem.
W twoim czasie
premierem jest Winston Churchill.
W moim kobieta o nazwisku Margaret Thatcher.
Kobieta?
Służy królowej Elżbiecie II, córce króla Jerzego.
Pochodzisz z przyszłości?
Który jest teraz rok?
1739.
To jakiś obłęd.
Może się tak wydawać.
Jesteś ranny.
Tak. Ludzie z wioski nie byli zbytnio…
życzliwi.
Mogę zerknąć?
Mogę zdezynfekować alkoholem.
Wolałbym go wypić.
Możemy i to, i to.
Musimy się spieszyć. Szukają cię.
Szukam swojego syna.
Ma tylko dziewięć lat.
Po to tu właściwie jestem.
Widziałeś go?
- Spotkałem pastucha. - Nie.
To nie on.
Mój jest blondynem.
Ma na imię Jeremiah, jak ty.
Nazywamy go Jem.
Liczyłem, że będzie z tobą.
Nie widziałem go.
Przykro mi z tego powodu.
Sam też mam syna.
Muszę do niego wrócić. To zaledwie dziecko.
W porządku.
Nic mu nie będzie.
Na pewno.
Jak tu trafiłeś?
Nie wiem.
Spadłem na wrzosowiska i poszedłem na wschód, szukając miasta.
Znalazłem rzekę, napiłem się.
Na brzegu był krąg kamieni.
Oparłem się o jeden z nich, chyba zasnąłem. A gdy się obudziłem…
byłem tutaj.
Nie zasnąłeś.
Tak to działa.
Ten kamienny krąg to portal z jednego czasu do innego.
Dotykasz go i bach, jesteś gdzieś indziej.
Mniej więcej.
Jesteś pilotem spitfire'a. Jakim cudem…
rozbiłeś się w Highlands?
Silnik się zepsuł podczas lotu testowego z aparatem.
Nie wiedziałem, że je miały.
Zwykle nie. Testowaliśmy je przed misją.
To tajne.
I tak nikomu nie powiem.
Miałem zbadać nazistowskie obozy w Polsce.
MI6 chciało, żebym zrobił zdjęcia z powietrza.
Ponoć to miało w czymś pomóc.
Ale teraz nie wiem, co się przydarzy.
Mnie…
Wszystkim.
Dlaczego mi pomagasz?
Psy.
- Tak. - Szybko!
Musimy uciekać.
Panie MacBirney! Tu są!
Szybko!
Chryste!
Możesz na nią stanąć?
Tak. Tyle wystarczy.
Jazda.
Co my tu robimy?
Odsyłamy cię przez kamienie. Do twojego czasu.
Proszę. Weź to.
Przechodząc, myśl o swojej żonie.
O Marjorie.
Przywołaj ją w myślach i dotknij kamienia w środku.
Skąd znasz imię mojej żony?
- To nie jest ważne. - Jest.
Musisz mi coś powiedzieć. Proszę.
Wygrywamy wojnę.
My…
- Wygrywamy? - Tak.
Dużo tracimy, ale wygrywamy.
Dzięki ludziom jak ty.
Szybko. Zbliżają się.
Tam!
Musisz iść.
Pamiętaj, myśl tylko o swojej żonie.
Kocham cię.
Usłyszał cię.
Usłyszał.
Chodźmy.
Dzień dobry, mężu.
Dzień dobry, żono.
Nie wystarczyła ci ostatnia noc?
Nigdy.
To dlaczego przestałeś?
Myślałem o słowach Denzella.
Nie przejmuj się tym.
On tylko chce mnie chronić.
Nie. Ma rację.
- Wciągnięto cię w tę całą przemoc… - Ian…
Wiem, że to twoja decyzja
i że nigdy byś nie zrobiła czegoś, czego nie chcesz.
Ale wiem też, jaką cenę płacisz za tę przemoc.
Nie zabiję nikogo, chyba że będę musiał.
Jestem tropicielem, więc nie powinienem musieć tego robić.
Ale bywa różnie. Wiem.
Podróż twojego życia wiedzie po własnej ścieżce.
Nie mogę jej z tobą dzielić,
ale mogę iść obok ciebie.
I tak zrobię.
Więc przysięgam, że zrobię wszystko, by wracać do ciebie każdej nocy.
W jednym kawałku?
Tego nie mogę obiecać.
Chciałbym zobaczyć, jak mnie łatasz.
Cóż,
jeśli obiecasz, że będziesz ostrożny, obiecuję, że zawsze będę cię łatała.
Podoba ci się?
Skłamałabym, mówiąc, że nie.
Wiesz, dlaczego to konieczne?
Odkąd odkryłam, że żyjesz, chciałam jedynie
zabrać cię do domu.
Ale tak,
rozumiem to.
Widziałaś wystarczająco dużo wojen. Wybacz, że wciągam cię w to z powrotem.
Cholerni mężczyźni. Wy obaj, ty i Denzell.
Zrozumcie, że nigdzie nas nie ciągniecie.
Nie mamy prawa martwić się o ciebie?
Mając do wyboru spanie obok ciebie
co noc na pryczy do końca mojego życia,
albo w prawdziwym łóżku samotnie,
wybieram ciebie. Zawsze.
I to jest moja decyzja, generale.
Tym razem jest we właściwym kolorze.
W porządku. Wujek Ernie i ciocia Fiona zajmą się wami, dobrze?
Dziękuję wam. Nie miałam do kogo zadzwonić.
Obraziłabym się, gdybyś wybrała kogoś innego.
- Przeciął linię telefoniczną? - Naprawią to w poniedziałek.
Dziewczynki są u babci, więc mamy dużo miejsca.
Mówiłam mu, że Roger jest w Bostonie.
Dziękuję.
To też weźmiesz? Na przechowanie.
Oczywiście. Skontaktowałaś się przynajmniej ze ślusarzem?
Tak. Wrócę i spotkam się z nim w domu.
- To na pewno bezpieczne? - Nie. Ale mam broń.
- Bree. - Co innego mogę zrobić?
Policja nic nie robi.
Muszę chronić rodzinę.
Roger na pewno wróci, gdy zrozumie, że Jemmy'ego tam nie ma.
Tego się boję, że nie zrozumie.
I znam Rogera.
Nie wróci do domu bez syna.
Nigdy.
Boże, uchowaj nas od złego.
Miałem nadzieję, że zaleją mnie wspomnienia o ojcu.
Jakby nagle stał się częścią mego życia.
Ale go tam nie ma.
Chyba nie zdołał wrócić.
Ale coś zobaczyłem.
Nie wiem, to był tylko…
obraz.
Chyba trzymał mnie w ramionach.
Nie wiem, czy to wspomnienie, a jeśli tak, to nowe czy stare.
Czy to ma znaczenie?
To wszystko,
ty i ja, tutaj,
to już się zdarzyło,
zanim się urodziliśmy, a ja nie miałem takich wspomnień.
Ani ty.
Dlatego nie zawierzałbym pamięci.
Nie u takich jak my.
Cóż,
on na pewno gdzieś trafił.
I…
mogę tylko wierzyć, że tam jest lepiej niż tu.
- Musiałem dać mu szansę. - Tak.
I dałeś mu ją.
Jest teraz w rękach Boga.
Wtedy w Craigh na Dun, gdy wróciliśmy,
byłem tak skupiony na Jemie.
Jak musiał być przerażony i samotny bez swojego taty.
A gdy dotknąłem kamienia, pomyślałem o swoim ojcu.
Jak samotny czułem się bez niego.
To zrozumiałe.
Myślę, że trafiliśmy tutaj, żebym uratował mu życie.
To zawsze 200 lat, mniej więcej.
Ale jeśli o kimś myślisz, można więcej.
Sam wybierasz, jak daleko się udać,
ale czasami kamienie mogą zdecydować za ciebie.
I tak sobie myślę, że skoro dlatego tu trafiliśmy…
to Jema może tu nie być.
Napisy: Grzegorz Marczyk
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.