All language subtitles for Cult.Massacre.One.Day.in.Jonestown.S01E01.1080p.polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian Download
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Niniejszy program zawiera drastyczne treści,

w tym sceny morderstw i wymuszonej kontroli.

Oglądać z rozwagą.

Dziękuję.

Cudownie.

Niektórzy uważają mnie za przedstawiciela

Najwyższego, Jehowy.

Widzą w moim ciele cząstkę Boga.

Widzą we mnie Chrystusa, nadzieję na chwałę.

Jim Jones przewodził „Świątyni Ludu”,

kościołowi z tysiącami wyznawców

Tata jest płomiennym mówcą.

Musimy zjednoczyć się przeciwko wspólnemu wrogowi.

Niesamowity głos.

I wspaniałe przesłanie…

które trafia do niemal każdego.

Chciał stworzyć nowe społeczeństwo

W 1974 roku Jim Jones postanowił zbudować Jonestown w dżungli w Ameryce Południowej

Setki z nas tutaj są bardzo szczęśliwe.

Muszę powiedzieć, po prostu muszę to zrobić,

że nic z tego nie byłoby możliwe, gdyby nie Jim Jones.

Ale cztery lata później

jego 912 zwolenników znaleziono martwych

Przylecieliśmy helikopterem,

a z powietrza wyglądało to jak konfetti.

Ale każdy z tych kawałków konfetti

był koszulą lub sukienką zmarłej osoby.

Co niesamowite, okres poprzedzający te wydarzenia sfilmowano

WITAJCIE Projekt Rolniczy Świątyni Ludu

Teraz całą historię mogą opowiedzieć ci,

którzy tam byli

i przeżyli

Jones mówił,

że to będzie jak wystrzał słyszany na całym świecie.

I że będzie tego zapis.

I że świat o tym nie zapomni.

MASAKRA W JONESTOWN

To był czas w Ameryce, kiedy ludzie wyobrażali sobie,

czym może być społeczeństwo.

Mieliśmy ruch Czarnych Panter.

Doświadczyliśmy też Hare Kryszny.

Pojawiały się nowe kościoły.

BYŁA CZŁONKINI ŚWIĄTYNI LUDU

Ale najbardziej zainteresował mnie Jim Jones i Świątynia Ludu.

ŚWIĄTYNIA LUDU UCZNIOWIE CHRYSTUSA

Wielebny Jones, jak wytłumaczysz tak zagorzałych wyznawców?

Jestem wierny zasadom i oddany moim ludziom,

a oni są zaangażowani w chrześcijańską etykę,

judeochrześcijańską etykę służby.

Wspólnie dorośliśmy.

To kościół wykonywał dobre uczynki w społeczności…

Dziękuję. Z Bogiem.

…z bardzo charyzmatycznym kaznodzieją.

Czy każdy z was pokocha swojego sąsiada?

SYN JIMA JONESA

Ludzie nie spisali się, pokazując,

co było pociągające w moim ojcu.

Nie jestem tu po to, by chronić jego pamięć.

Ale przez to, co pokazują o nim media,

które nie doświadczyły Świątyni, zastanawiam się:

„Czemu ktokolwiek podążyłby za kimś takim?

Z tymi ludźmi od początku musiało być coś nie tak”.

Tata bywał dynamiczny.

W trakcie nabożeństwa

nagle zeskakiwał z ambony

i przytulał afroamerykańską kobietę.

Okazywał jej miłość i całował ją, a moje serce topniało.

Jej członkowie.

Uwielbiałem wielu ludzi w Świątyni,

byli wśród nich najlepsi ludzie, jakich znałem.

Gdy pierwszy raz tam trafiłam,

przywitała mnie tęczowa koalicja ludzi.

Pierwszy raz poczułam taką atmosferę.

Jeden kościół,

wielorasowy i wielopokoleniowy.

A potem usłyszałam Jima Jonesa.

Mówił o tym, jak bardzo szanował ruch praw obywatelskich

i jak ważne było, byśmy nadal spełniali

marzenie dr. Martina Luthera Kinga.

Dla mnie było to ekscytujące.

BYŁA CZŁONKINI ŚWIĄTYNI LUDU

Przez sześć lat należałam do Świątyni Ludu.

Sądziłam, że mam w życiu większy cel.

Na początku i tak zrobiłabym wszystko dla Jima Jonesa.

Ale z czasem Jim zaczął dziwnie się zachowywać.

Pewnej nocy poszłam na spotkanie po nabożeństwie.

Powiedziano nam, żeby nie zasypiać.

Była wtedy trzecia nad ranem.

Pamiętam, że zasnęłam.

Miałam przy czole broń,

z której mierzył Jim Jones. Powiedział, że mnie kocha,

ale zabije mnie, jeśli zasnę.

Jim Jones

dużo mówił o sprawach, na których ludziom zależało.

Musicie zrozumieć, że to był okres wielkich zmian.

Wojna w Wietnamie właśnie się skończyła.

MAM GDZIEŚ WUJA SAMA

Trwały protesty.

Podziały rasowe w naszym kraju.

I napięcia między ludźmi.

BYŁY CZŁONEK ŚWIĄTYNI LUDU

Jim Jones zaprzyjaźniał się z popularnymi politykami,

którzy przychodzili do kościoła, by mówić przed nami.

Takimi jak Angela Davis.

AKTYWISTKA SPOŁECZNA

POLITYK

Harvey Milk.

BURMISTRZ SAN FRANCISCO

Moscone.

I nie wiedzieli, że po tym, jak odeszli,

Jim Jones przekręcał i przedstawiał na nowo ich słowa,

by pokazać, jak złe staje się społeczeństwo.

Bieda, która cuchnie u naszych drzwi w każdym mieście.

Tłumaczył, że musimy…

udać się gdzieś i rozwinąć własne społeczeństwo.

Gdzie moglibyśmy…

zbudować miejsce, w którym wszyscy byliby równi.

W 1974 roku Jim Jones stworzył radykalny plan

Zaczął przenosić Świątynię Ludu do Gujany w Ameryce Południowej

Finalnie ponad tysiąc osób osiedliło się w jego społeczności.

Nazwał ją Jonestown

Moje początki tam były fantastyczne.

To jak Mowgli w Księdze Dżungli.

Zobaczyć te wszystkie piękne i dzikie ptaki.

Ary, papugi, które rzadko widuje się w życiu,

bogatą dziką przyrodę.

Wydawało się, że wszyscy byli szczęśliwi i nieprzywiązani

do otaczającego nas świata.

Podoba mi się tu, jest fajnie i nie chcę iść spać,

bo tu jest tak super i jest tyle do zrobienia.

Zapewniali elektryczność.

Budowali piękne domy, za które nie trzeba było płacić czynszu.

Mieliśmy jedzenie,

dbali o nasze zdrowie.

To było coś niesamowitego.

Byliśmy otoczeni opieką i bezpieczni.

Wielka utopia, lepsze życie.

Pomagaliśmy sobie jak w jednej wielkiej rodzinie.

Budujemy sprzęt i robimy rzeczy,

by założyć małe miasto, prawdziwą społeczność,

własny kraj, w którym możemy żyć tak,

jak lubimy, z własnym stylem życia.

Bez ingerencji ludzi ze świata zewnętrznego.

Opuściłam Świątynię Ludu, ale wciąż miałam bliskich,

którzy przenieśli się do Jonestown.

Słyszałam, że ludzie byli źle traktowani.

Ludzie byli tam wbrew swojej woli.

To, co im mówiono,

i to, co się działo, to dwie różne rzeczy.

Sprawiał, że ich życie było koszmarem.

Ja i inni krewni skontaktowaliśmy się z kongresmenem Leo Ryanem.

W Jonestown było wielu jego wyborców.

Zgodził się nam pomóc.

LOTNISKO JFK

14 LISTOPADA 1978

CZTERY DNI DO MASAKRY

Ja i pozostali krewni, dziennikarze, ekipa telewizyjna,

kongresmen Ryan i jego asystentka spotkaliśmy się na lotnisku JFK.

KONGRESMEN USA

Mogę sprawdzić jego bilet?

ASYSTENTKA KONGRESMENA RYANA

Martwiłam się wyprawą.

Oczywiście moja mama powiedziała: „Nie.

Nie powinnaś lecieć”.

To był rok 1978.

W Kongresie nie było wówczas wielu kobiet

na wysokich stanowiskach.

Pomyślałam, że jeśli nie polecę, to cofnie starania kobiet

o równe traktowanie.

I dlatego poleciałam.

Mieliśmy obowiązek chronić amerykańskich obywateli,

wyborców kongresmena Ryana.

DZIENNIKARZ

W 1978 roku miałem 31 lat.

Przez sześć lat pracowałem dla Washington Post.

Zadzwonił do mnie naczelny

i powiedział, że w Gujanie mieszkają Amerykanie.

Dodał, że leci tam kongresmen

i że będzie z tego duża historia.

Chcieli, żebym poleciał z nimi.

Pomyślałem sobie, że to mogła być historia o stylu,

coś w rodzaju fabuły o Amerykanach, którzy opuścili Stany Zjednoczone,

by żyć w bardzo odległej części świata.

To była historia na długie miesiące.

REPORTER, INSPEKTOR Z SAN FRANCISCO

Spisałem wiele historii o Świątyni Ludu.

Jeden człowiek powiedział, że uciekł z Jonestown.

Ludzie opisywali to jako obóz pracy,

prawdziwe piekło.

W moim reportażu była jedna istotna luka.

Mianowicie nie byłem dotąd w Jonestown.

Myślałem, że najgorsze, co może mnie spotkać,

REPORTER, INSPEKTOR Z SAN FRANCISCO

to zakaz wjazdu do Jonestown,

bo byłem wrogiem kościoła i mnie nie wpuszczą.

BYŁA CZŁONKINI ŚWIĄTYNI LUDU

Zatroskani krewni, którzy polecieli, byli oczywiście wdzięczni,

że kongresmen Ryan wkroczył,

by pomóc nam zobaczyć bliskich.

Ale jednocześnie wiedziałam, że to bardzo niebezpieczne.

Ostrzegałam kongresmena Ryana.

Powiedział: „Grace, dlaczego ciągle to powtarzasz?”.

Odparłam: „Przez sześć lat zdążyłam zauważyć,

do czego ta osoba jest zdolna”.

Ja to wiedziałam

i chciałam, żeby inni też mieli tę świadomość.

Wszystkim o tym przypominałam.

Chciałam, by pamiętali,

że mogą tam stracić życie.

Pamiętam, jak członek ekipy NBC kazał mi się zamknąć.

Powiedziałam: „Skończyłam”.

Ostrzegałam was raz, dwa razy. Powiedziałam: „Mam dość”.

Słyszałem od zatroskanych krewnych

historie, które wydawały się niesamowite.

Torturowano ludzi.

Ludzie umierali z głodu.

To był rodzaj gułagu w dżungli.

To mogła być prawda,

ale brzmiało to niemal tak, jakby trochę przesadzali.

Wtedy nie wydawało mi się, że może być aż tak źle.

GEORGETOWN, GUJANA 225 KILOMETRÓW OD JONESTOWN

Dotarliśmy do Georgetown w Gujanie

i sytuacja była bardzo napięta,

bo nie mieliśmy zaproszenia od Jima Jonesa

na podróż do Jonestown.

Gdy przylecieliśmy, natychmiast dostaliśmy wiadomość

ze Świątyni Ludu: „Nie zbliżajcie się”.

Rano dostaliśmy petycję,

która ewidentnie mówi: „Jankesi, wynocha do domu”.

To było…

nieco wrogie nastawienie Świątyni Ludu.

Robię, co w mojej mocy,

by dać Jonesowi szansę, póki tu jesteśmy,

porozmawiać ze wszystkimi, zaczynając ode mnie.

Próbuję ustalić, jakie są fakty.

Będę naciskał, dopóki tu jestem.

Uwaga, uwaga.

Każdy członek społeczności

musi natychmiast przyjść do pawilonu.

CZŁONEK ŚWIĄTYNI LUDU

Pewnego wieczoru w Jonestown

Jim Jones wezwał wszystkich do pawilonu.

Ogłosił, że kongresmen Ryan się zbliża.

Czeka nas inwazja.

W ciągu najbliższych pięciu dni.

Przewodzi im faszystowski kongresmen Ryan.

Nikt nie wejdzie na nasz teren bez naszej zgody.

To oznacza, że każdy będzie musiał postawić się swoim bliskim.

Przyjdą ze swoimi ludźmi

i spróbują nam rozkazywać, zabrać nas jako więźniów.

Chcę wiedzieć, ilu z wam im się sprzeciwi.

Przepowiedział…

że Ryan nie dotrze do Jonestown,

bo widział, jak jego samolot

spada z nieba jak ptak.

LOTNISKO W GEORGETOWN

Utknęliśmy w Georgetown na trzy dni.

Negocjowaliśmy z prawnikami Jima Jonesa,

próbując w końcu dostać zaproszenie, by tam pojechać.

Gdy dotarliśmy do Georgetown,

przez pierwsze trzy dni nie było żadnych samolotów.

Po trzech dniach kongresmen Ryan zwrócił się do zatroskanych krewnych.

Powiedział, że jest dostępny samolot.

Że liczba miejsc jest ograniczona

i że część przypadnie ekipie mediów.

Brakuje miejsc i musicie zdecydować,

kto będzie mógł lecieć.

- Mogę? - Ja tu nie rządzę…

Ludzie zaczęli się kłócić o miejsca.

Odsunęłam się i powiedziałam, że nie będę o nie walczyła.

Kongresmen Ryan powiedział: „Grace, pozwól nam wejść.

Otworzymy drzwi, a potem może być

kolejna szansa, by ludzie mogli wejść”.

Chciałam zobaczyć syna. Chciałam móc go odwiedzić.

I być może go odzyskać.

28 GODZIN DO MASAKRY

Mieliśmy lecieć na lądowisko Port Kaituma.

To bardzo małe miasteczko niedaleko Jonestown.

Gdy zbliżyliśmy się do Port Kaituma, pilot powiedział, że Świątynia Ludu

zgłosiła im,

że pas startowy jest niezdatny do użytku.

Nie chciał, żebyśmy wylądowali.

Jednak pilot krążył w kółko i uznał, że da się bezpiecznie wylądować.

Tamtejsi urzędnicy powiedzieli,

że Świątynia Ludu odmawia nam wstępu.

Jestem kongresmen Ryan z rządu Stanów Zjednoczonych.

Chcemy zbadać zdrowie i dobrostan

amerykańskich obywateli, którzy tu są.

Żeby tam wejść, musiałbym dostać instrukcje.

- Od kogo? - Od głównego inspektora,

zanim wydam na to pozwolenie.

- Ale wykonuję tylko obowiązki. - Dobrze.

Tego będę się trzymał.

Nie mam zamiaru

pana krzywdzić ani powstrzymywać.

Chcę to zrobić z poszanowaniem waszego rządu

i zasad waszego kraju.

W końcu podstawili nam ciężarówkę.

Przejechanie nią pięciu kilometrów zajęło nam godzinę.

Było tak błotniście, że nie mogła jechać szybko.

Odizolowane miejsce.

Trudno wyjaśnić, jak odległe było Jonestown.

Cała sytuacja była bardzo dziwna.

Byliśmy w środku dżungli, na odludziu,

nie mając pojęcia, czego się spodziewać.

W końcu dotarliśmy do Jonestown.

Członkowie sekty nas oprowadzili.

Wycieczka była imponująca.

Centrum opieki nad dziećmi, klinika medyczna.

Stworzyli tam sobie życie.

To robiło wrażenie.

Ale nie było śladu po Jimie Jonesie.

Później tego wieczoru urządzili występ w pawilonie.

Była kolacja, ludzie śpiewali i tańczyli.

Pod koniec występu poprosili kongresmena Ryana,

żeby przyszedł na scenę, co też uczynił.

Cieszę się, że tu jestem.

To śledztwo Kongresu. Chyba wiecie, że jestem tu,

by dowiedzieć się więcej

o prowadzonej przez was operacji.

Ale mogę powiedzieć,

że po kilku rozmowach, jakie odbyłem z różnymi osobami,

mogę wywnioskować, że są tu ludzie, którzy uważają,

że to najlepsza rzecz, jaka wydarzyła się w ich życiu.

ZAPOMNIAWSZY O PRZESZŁOŚCI, BĘDZIEMY JĄ POWTARZAĆ.

Ci ludzie siedzieli tam i klaskali.

To wtedy zacząłem czuć,

że to miejsce nie jest…

Wiecie, że coś tam się dzieje.

Było przedstawienie, kongresmen skończył przemawiać.

Nagle się pojawił.

Jim Jones siedział przy końcu stołu.

Kiedy się przedstawiłem, powiedział:

„Czytałem wiele pańskich artykułów.

Nie trzeba mnie zabijać.

Bo pana słowa…

mają taki efekt”.

Nie podobało mu się to, co napisałem.

Dziennikarze zaczęli zadawać pytania,

a Jones zachowywał się bez sensu.

Zaczynał odpowiadać na pytanie

i nagle mówił:

„Próbują nas skrzywdzić, robią to,

robią tamto, dlaczego to się dzieje?”.

A potem wracał do pytania

i jakby lawirował.

To było niepokojące.

Ewidentnie był osobą,

której brakowało logiki.

Jim Jones nie był już

tak charyzmatycznym przywódcą jak w Stanach Zjednoczonych.

Jego oczy, nawet w ciemnych okularach,

były jakby przykryte mgłą,

jakby nie czuł się dobrze.

Okazywał paranoję

wobec swoich…

licznych wrogów.

Powiedział, że byli członkowie chcą go zniszczyć.

Miałem wrażenie, jakby mieszkało tam nie tylko 900 osób,

ale jakby ci z nas, którzy odwiedzili Jonestown,

również byli w jego rękach.

Pierwsze, co zauważyłam, to że przefarbował włosy.

Pocił się, był pobudzony.

Po zakończeniu występu

Don Harris, reporter NBC,

spacerował na skraju pawilonu,

a dwóch członków Świątyni Ludu

przekazało mu swoje liściki.

Podszedł do nas pod koniec wieczoru

i dał nam te dwa liściki.

Serce mi zamarło.

Zyskaliśmy potwierdzenie,

że ludzie są tam przetrzymywani wbrew swojej woli.

Wszyscy odegraliśmy swoją rolę.

Byliśmy szczęśliwi.

Klaszczemy w dłonie i cieszymy się, że odwiedza nas kongresmen.

Tak nam polecono i odegraliśmy tę rolę dobrze,

w tym również ja.

Uśmiechałem się i klaskałem,

ale tak naprawdę miałem gdzieś, co działo się wokół.

Aż zobaczyłem, jak jedna kobieta przekazuje liścik

reporterowi przy domkach.

Wiedziałem, że to nic dobrego.

Głównie dlatego, że zabroniono nam

nawiązywać z nimi kontakt.

Poszedłem powiedzieć tacie o tym, co zobaczyłem.

Wiedział, co to znaczy.

To oznaczało problemy.

Kazał mi powiedzieć mamie, siostrom i wszystkim,

że musimy się spotkać.

Bo tak czy inaczej odejdziemy.

Jones nie chciał, żebyśmy nocowali w Jonestown.

Dziennikarze wrócili do Port Kaituma,

pobliskiego miasteczka, które było jakby nocnym klubem na świeżym powietrzu.

Później tej nocy

szeryf powiedział nam, że doszło do incydentów,

w których ludzie z Jonestown próbowali uciec,

ale zostali zatrzymani i ściągnięci z powrotem.

Wszystko zaczęło się łączyć,

co było co najmniej niepokojące.

18 LISTOPADA 1978

GODZINA 10.00 LĄDOWISKO PORT KAITUMA

9 GODZIN DO MASAKRY

Czekaliśmy na przyjazd ciężarówki

drugiego dnia naszej wizyty.

Don Harris wiedział, że niektórzy członkowie Świątyni Ludu chcą odejść.

Nie wiedzieliśmy ilu.

Obawialiśmy się powrotu do Jonestown.

Byłem dźwiękowcem wiadomości NBC.

DŹWIĘKOWIEC TELEWIZJI NBC

Don Harris chciał wrócić.

Chciał się skonfrontować z Jonesem.

Chciał zbadać,

czy to prawda, że trzymają ich wbrew woli.

Zapytamy go o liściki.

REPORTER STACJI NBC

Jednej rzeczy trzeba się przyjrzeć.

- I to jest pytanie… - Wielu rzeczom trzeba.

Dobrym przykładem jest strach.

Wczoraj ktoś przyszedł do mnie i przekazał mi liścik.

Cóż, o tym właśnie mówimy. Chce zostawić tu syna.

Skoro to takie złe miejsce, dlaczego chce zostawić tu syna?

Nie martwi cię, że ten człowiek, z jakiegoś powodu,

- ktoś z twojej grupy… - To gierki, przyjacielu.

Oni kłamią. Co mam zrobić z kłamcami?

Zostawicie nas?

Błagam, zostawcie nas.

Nikomu nie będziemy przeszkadzać.

Każdy, kto chce stąd odejść, może stąd odejść.

Nie mamy z tym problemu. Ciągle przychodzą i odchodzą.

Nie wiem, co to za gra… Ludzie lubią rozgłos.

Niektórzy lubią. Ja nie.

Niektórzy lubią rozgłos.

Ale skoro jest tak źle, czemu zostawia tu swojego syna?

Podasz mi dobry powód?

Ja zabrałbym go ze sobą.

Gdy powiedział Jimowi Jonesowi,

że niektórzy chcą odejść,

czuć było napięcie

i konfrontację.

Jones był jedną z tych osób, które próbowały kontrować

każdy argument.

„A co z tym? Co z tamtym?”

To właśnie doprowadziło…

do tego, co się wydarzyło.

BYŁY CZŁONEK ŚWIĄTYNI LUDU

Byłem w Świątyni od około sześciu lat.

Gdy oglądałem wywiad Jima Jonesa z Donem Harrisem,

nie sądziłem, że sześć godzin później wszyscy będą martwi.

Kiedy dał mu liścik, coś się zmieniło.

Był w pułapce.

Chyba czuł się zdradzony.

Odejście każdej osoby traktował jako osobistą zdradę.

Widziałem, jak Jones stawał się coraz bardziej wściekły.

Dosłownie widziałem, jak jego zęby zaciskają się, a twarz robi się czerwona.

A potem znikąd pojawiła się burza.

Niebo zrobiło się czarne, zerwał się wiatr.

Lunęło jak z cebra.

Widoczność ledwo przekraczała metr.

Tak mocno padało.

Poczułem…

jak zło wpływa do Jonestown. To był zimny chłód.

Zaczynało robić się nieciekawie.

Cokolwiek miało się stać, to był początek.

SYN JIMA JONESA

Ludzie nie mogli odejść.

Tata był zlęknionym człowiekiem, który tworzył strach.

Nieustannie zmagał się z lękami. A miał ich wiele.

Myślę, że tata postrzegał siebie

wyłącznie przez pryzmat tego,

jak widzieli go inni ludzie.

To oznaczało, że zawsze musiał skupiać na sobie uwagę.

Dla taty Świątynia nie istniała poza nim.

Świat nie istniał poza nim.

To największe uzależnienie. Próżność.

GODZINA 14.30

Ludzie chcieli opuścić Jonestown.

Pojawiła się desperacja.

Myślałam o tym, co musimy zrobić,

żeby bezpiecznie wyjechać.

Powiedziałam, żeby poszli ze mną,

że złożą ustne zeznania i wyciągniemy ich stamtąd.

Byli dość cicho. Chcieli po prostu odejść.

- Jak ma na imię? - Tracy.

- Zabierzemy je. - Wszystko.

Zabierzemy wszystko.

Ale potrzebuję ustnych zeznań.

Dobrze, zaraz wrócę.

Będę potrzebowała waszych zeznań.

Jak rozumiem, wyrażacie wolę opuszczenia Jonestown dziś,

- 18 listopada 1978 roku? - Tak.

Nazywam się Jackie Speier i jestem prawniczką w sztabie

kongresmena Leo Ryana z rządu USA.

Czego byś chciała?

- Wrócić do domu. - A gdzie jest twój dom?

W Stanach.

W porządku.

Bali się.

Zrobili coś niezwykle odważnego.

Gdy poszłam do jednego z domków po jedną z dezerterek,

stał tam człowiek,

który wyglądał na strażnika.

Pilnował, by nie zabrała rzeczy i nie uciekła.

Ale nam udało się to zrobić. Wróciłyśmy do pawilonu.

A potem wieść się rozeszła.

I coraz więcej ludzi chciało odejść.

Przyprowadź tu dzieciaki!

Oddaj mi je!

Nie zabieraj moich dzieci!

Mamo!

Była tam pewna para. Jedno z nich chciało odejść,

a drugie chciało zostać.

Mieli dziecko między sobą, ciągnęli je za ramiona.

Atmosfera zrobiła się bardzo napięta.

Gdy rozmawiałam z tymi, którzy chcieli odejść,

Jim Jones był w pobliżu.

Zasadniczo mówił im:

„Macie tu dobre życie.

Chcecie zostać.

Nie uwierzę, że mnie zostawicie.

Jesteście całym moim światem”.

Słowa, które ich onieśmielały, a on próbował onieśmielać.

Starałam się ich chronić,

choć nie mogłam zrobić wiele.

Lecz jasno pokazałam, że ich z tego wyciągniemy.

Liczba osób, które wyjeżdżały, rosła w ciągu dnia.

Zapytałem Leo Ryana, ile osób zamierza odejść.

Powiedział, że ponad tuzin

chce skorzystać z okazji.

Skończyło się na 15.

Uznaliśmy, że w samolocie jest za mało miejsc,

więc zamówiliśmy drugi.

Kongresmen Ryan postanowił,

że zostanie,

bo odejść chciało więcej osób,

niż mieliśmy miejsc w samolocie.

Miał pomóc przy drugim wylocie.

Zaczynamy podróż.

Nagle usłyszeliśmy hałas.

Jakiś ryk

od strony pawilonu.

Don Harris zeskoczył z ciężarówki.

Pojawił się kongresmen Ryan w poplamionej krwią koszuli.

Ktoś próbował go zadźgać.

Jeden z członków Świątyni Ludu chwycił go

i przycisnął mu nóż do gardła.

Powiedział: „Zabiję cię”.

Ktoś inny złapał tę osobę,

a nóż, zamiast wbić się w kongresmena,

dźgnął gościa, który próbował go zabić.

Więc była to jego krew.

Na koszuli była krew zabójcy.

Było jasne,

że musimy uciekać, jak najszybciej się dało.

To sygnalizowało, że tam dzieje się więcej,

niż się spodziewałem.

To była traumatyczna chwila.

A fakt, że ktoś próbował zabić kongresmena…

był tylko wstępem

do tego, co miało się wydarzyć.

Napisy: Marcin Kędzierski

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.