Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W rolach głównych
MARZYCIELE
zdjęcia
scenariusz
reżyseria
Gdy po raz pierwszy oglądałem film w Filmotece Francuskiej, pomyślałem,
że tylko Francuzi...
tylko Francuzi mogliby umieścić kino w pałacu.
Oglądałem "Shock Corridor'' Sama Fullera.
Był tak sugestywny, że nieomal mnie zahipnotyzował.
Miałem 20 lat. Było to pod koniec lat 60.
Przyjechałem na rok do Paryża, żeby uczyć się francuskiego.
A nauczyłem się życia.
Zostałem członkiem czegoś, co można by nazwać masonerią,
masonerią kinomanów.
Nazywaliśmy się "miłośnikami kina".
Należałem do tych najbardziej nienasyconych,
tych, którzy siadają najbliżej ekranu.
Dlaczego siadaliśmy tak blisko?
Może dlatego, że chcieliśmy jako pierwsi zobaczyć obrazy,
jeszcze dziewicze i świeże,
zanim przeskoczą płotki kolejnych rzędów.
Potem, niczym sztafeta przekazywane z rzędu do rzędu,
od widza do widza,
aż w końcu wytarte i zużyte, wielkości pocztowego znaczka,
wracają do kabiny projekcyjnej.
Doktorze, nie jestem wariatem! Pracuję dla gazety!
Być może ekran kinowy był dla nas parawanem,
który chronił nas przed światem.
Pewnego wieczoru,
wiosną 1968 roku,
świat w końcu przebił się przez nasz ekran.
Posłuszny mrocznej koalicji niejasnych interesów,
minister Malraux,
wyrzucił Henry'ego Langloisa z Filmoteki Francuskiej.
W Chaillot mieliście okazję zobaczyć, prawdziwe oblicze
kultury filmowej.
Pod biurokratycznym pretekstem, najzagorzalsi wrogowie kultury
zdobyli bastion wolności.
Nie pozwólmy na to!
- Wolności się nie dostaje! - Trzeba ją wywalczyć!
- Wszyscy miłośnicy kina we Francji... - I na całym świecie...
- Popierają was. - I Henri'ego Langloisa!
Henri Langlois stworzył Filmotekę Francuską.
Uważał, że filmy trzeba pokazywać,
a nie chować, by gniły w magazynach.
Pokazywał wszystkie filmy, dobre i złe, stare i nowe,
filmy nieme, westerny i kryminały.
'Przychodzili tu filmowcy Nowej Fali, by uczyć się swojego fachu.
To miejsce narodzin nowoczesnego kina.
Stoi za tym...
...policja!
Langlois został wywalony przez rząd.
Nie było w Paryżu miłośnika kina, który nie wyszedłby protestować.
To była nasza własna rewolucja kulturalna.
Przepraszam...
Możesz go wyjąć?
- Przykleił mi się do ust. - Co?
Proszę cię, żebyś mi wyjął z ust papierosa. Przykleił się.
Dobrze, dobrze.
Oczywiście.
Przepraszam.
- Jesteś Anglikiem? - Nie, Amerykaninem.
Możesz go zgasić.
- Jak masz na imię? - Matthew.
Często tu bywasz. Ale z nikim nie rozmawiasz.
- Czemu zawsze jesteś sam? - Nikogo nie znam.
- Dlaczego przykułaś się do bramy? - Nie przykułam się.
- Jesteś strasznie czysty. - Słucham?
Jak na kinomana.
- Znasz Jacquesa? - Jacquesa?
Gdyby gówno się zesrało, to śmierdziałoby jak Jacques.
Mój brat poszedł z nim pogadać. Jak wróci, poczujesz smród Jacquesa.
Jakbyś był w chlewie.
- Dobrze mówisz po angielsku. - Co?
- Dobrze mówisz po angielsku. - Mam mamę Angielkę.
Idzie Theo. Jak was przedstawię, to go powąchaj.
Truffaut, Godard, Chabrol, Rivette
i Renoir, poza tym Jean Rouch, Rohmer,
Signoret, Jean Marais i jeszcze... Nie pamiętam...
- Jeszcze Marcel Carne. - Co on tam robi?
A my co robimy? Idziemy czy zostajemy?
Nie wiem.
Theo. To jest Matthew.
Miałeś rację, to Amerykanin.
Widziałem cię. Byłeś na wszystkich pokazach Nicholasa Ray'a.
Tak, podobają mi się jego filmy.
"Oni żyją w nocy?"
Nie, raczej...
"Johnny Guitar" i "Buntownik bez powodu".
Wiesz, co napisał o nim Godard?
- Co? - "Nicholas Ray to kino".
- Co z tobą? - Ze mną?
Chodź! Szybko!
Faszyści!
- Bydlaki! - Dupki!
Tak poznałem Theo i Isabelle.
Słyszałem bicie swego serca.
Nie wiem, czy waliło tak, bo goniła mnie policja,
czy też była to oznaka miłości do moich nowych przyjaciół.
Włóczyliśmy się i gadaliśmy
o polityce i filmach,
o tym, dlaczego we Francji nie ma dobrej rockowej kapeli.
- Umieram z głodu. - Zapomniałam kanapek.
Marzyłem, by ta noc nie miała końca.
Dzięki.
Nic nie masz?
Nie. Ale jedzcie, nie przejmujcie się mną.
Naprawdę, nie jestem głodny.
Już podzieliłam.
- To miło z twojej strony, ale... - Bierz, jak dają.
Dzięki.
Theo. Nie masz czegoś dla Matthew?
- To wystarczy. - Dałam mu 1/3 mojej.
Nie przyszedłem tu wyjadać wam kanapki.
- Nie chce. - Owszem, chce.
- Jest zbyt uprzejmy, żeby prosić. - Dzięki.
- Konkretnie, skąd jesteś? - Z San Diego.
A wy? Oboje urodziliście się w Paryżu?
Przyszłam na świat na Champs-Elysees w 1959.
Na chodniku Champs-Elysees.
A wiesz jakie były moje pierwsze słowa?
Jakie?
"New York Herald Tribune"!
"New York Herald Tribune"!
"New York Herald Tribune"!
Pojedziesz ze mną do Rzymu?
Tutaj, tutaj!
Nie, tam!
- Dobranoc, Matthew. - Dobranoc.
Kochana mamo,
Mam dla ciebie ważną wiadomość.
Właśnie poznałem pierwszych francuskich przyjaciół.
Halo?
Matthew?
Kto mówi?
- Co jesteś taki podejrzliwy? To ja. - Theo?
Obudziłem?
- Nie, dawno jestem na nogach. - Masz zaspany głos.
Zawsze rano mam taki głos.
Dzwonię wcześnie, bo mam o 9. zajęcia.
Chcesz jutro zjeść z nami kolację?
Masz na myśli kolację w restauracji?
Nie w restauracji. U nas w domu.
Tak, chętnie.
Tak? Dobra...
Skończ rozmawiać, jest 9:00.
Najpierw możemy wypić drinka w Respite, o 6:00.
Wiesz, gdzie to jest?
- Boulevard Saint-Germain? - O 6:00.
- Trzecie piętro! - Trzecie?
Jest miejsce dla wszystkich.
Theo i ja jesteśmy zaraźliwi.
- Słucham? - Jesteśmy bardzo zaraźliwi.
Zaraźliwi?
Uważaj, możesz się nami zarazić!
- Pięknie tu. - Tak uważasz?
- Mamy szczęście. - Lubisz stare domy?
Cześć, mamo.
Co tu robicie?
- Przyszliśmy na kolację. - Co?
Z Matthew.
- Isabelle nie powiedziała ci? - Jaki Matthew?
Taki Matthew.
Nowy przyjaciel.
Moja mama.
- Miło mi cię poznać. - Mnie również.
Jesteś Amerykaninem?
Tak, z Kalifornii.
Mieszka w ohydnym hotelu przy Rue Malebranche.
Zaprosiliśmy go na kolację.
- O co chodzi? - Jak to o co?
Gotuję dla dwójki, a ty mi mówisz, że będzie pięcioro.
- Theo ci nie powiedział? - Nic nie mówił. Ty też nie.
Ale jesteś głupi! Masz sieczkę zamiast mózgu!
- To ty miałaś powiedzieć! - Zgłupiałeś?
Zołza, jędza, suka...
Na litość boską, zamknijcie się!
Przepraszam za zachowanie moich dzieci.
To ja powinienem przeprosić.
Proszę się nie fatygować z mojego powodu.
To miło z twojej strony, ale jesteś niewinny.
Niech ci się przyjrzę.
Chcę, żebyś wywarł dobre wrażenie na tacie.
Tato, to ja.
Przyszliśmy na kolację.
- A Filmoteka? - Zamknięta do odwołania.
Tato, nie widzisz, że mamy gościa? To jest Matthew.
Matthew zje z nami kolację.
Młody człowieku. Natchnienie jest jak dziecko.
Przychodzi na świat niespodziewanie.
Zupełnie nie liczy się z biednym poetą.
Lecz kiedy już przyjdzie...
Kiedy łaskawie pojawi się, to wiesz...
Młody człowieku...
Mówiłem do ciebie. Miałem nadzieję, że słuchasz.
Słuchałem. Przepraszam.
Tak?
Nie, nic. Ja tylko...
Wydajesz się być zahipnotyzowany tą zapalniczką. Dlaczego?
Słucham.
Daj spokój, Matthew jest gościem.
Jestem naprawdę ciekaw. Chciałbym wiedzieć dlaczego.
Bawiłem się zapalniczką Isabelle...
Nie zdawałem sobie sprawy... Pomyślałem, że to niegrzeczne...
...i odłożyłem ją.
Położyłem ją w poprzek jednego z kwadratów. Widzi pan?
Pokażę.
Zauważyłem, że długość zapalniczki jest równa długości przekątnej.
Więc położyłem ją
wzdłuż jednego boku.
I też jest równa.
Tu też pasuje.
Pasuje w ten sposób.
I w ten.
Również w ten.
Założę się, że gdyby ją otworzyć...
...to też będzie gdzieś pasować.
Wszędzie się mieści.
Widzi pan?
Zauważyłem, że im bardziej człowiek się wszystkiemu przygląda,
stołowi, przedmiotom na stole, lodówce, wnętrzu...
pańskiemu nosowi, światu...
To nagle...
człowiek zdaje sobie sprawę, że istnieje kosmiczna harmonia
kształtów i wymiarów.
Zastanawiam się, dlaczego?
Dlaczego tak jest?
Wiem, że tak jest.
Wasz przyjaciel jest bardzo interesujący.
Bardziej niż wam się zdaje.
Co widzimy, gdy rozglądamy się wokół?
Chaos.
Kompletny chaos.
Jednak patrząc na świat z góry, tak jakby go widział Bóg,
widzimy, że wszystko pasuje.
Moje dzieci uważają, że te demonstracje,
protesty,
happeningi...
Wierzą, że mają one moc sprawczą,
że nie tylko prowokują społeczeństwo, ale mogą je zmienić.
Do czego zmierzasz? Mamy nic nie robić w sprawie Langloisa?
W sprawie deportowanych, imigrantów,
bitych studentów - mamy nic nie robić?
Odrobina zdrowego rozsądku by wam nie zaszkodziła.
Wszyscy się mylą z wyjątkiem ciebie?
We Francji, Włoszech, Niemczech, Ameryce...
Posłuchaj, Theo. Zanim zaczniesz zmieniać świat,
musisz uświadomić sobie, że jesteś jego częścią.
Nie możesz przyglądać się z zewnątrz.
To ty stoisz na zewnątrz.
To ty odmówiłeś podpisania petycji przeciwko wojnie w Wietnamie.
Poeci nie podpisują petycji, tylko wiersze.
Petycja to wiersz.
Tak. A wiersz to petycja.
Jeszcze nie zwariowałem. Nie musisz mi przypominać, tego, co wymyśliłem.
Racja.
- Petycja to wiersz, a wiersz to petycja. - Tak.
To twoje najsłynniejsze słowa.
Spójrz, kim się stałeś.
- Obym nigdy nie stał się taki, jak on. - Theo.
Powinniśmy się pożegnać, mój drogi. Przed nami ciężki dzień.
George?
Przepraszam, co mówiłaś?
Że powinniśmy iść spać.
Miałeś coś powiedzieć dzieciom.
Oczywiście.
Przepraszam.
Na kominku zostawiłem czeki.
Realizujcie je dopiero, gdy zajdzie potrzeba.
Dobranoc.
Dobranoc, tato. Udanej podróży.
Dobranoc, skarbie.
Theo?
- Dobranoc, Matthew. - Miło mi było pana poznać.
- Cieszę się, że cię poznałam. - Dziękuję za kolację.
Nie ma za co. Może Matthew zostanie na noc?
Już sama nazwa "Hotel Malebranche" jest nieprzyjemna.
Czemu wcześniej nie poraziłeś nas swoimi filozoficznymi wywodami?
Nie wiedziałem, że zabrzmiało to filozoficznie.
- Tata był pod wrażeniem. - Tata to palant.
Macie szczęście.
Chciałbym mieć tak fajnych rodziców.
Cudzy rodzice zawsze są fajniejsi od własnych.
A co ciekawe, właśni dziadkowie są zawsze fajniejsi od cudzych.
To prawda. Masz całkowitą rację.
Nigdy o tym nie myślałem,
ale to prawda.
Matthew, jesteś słodki.
To jest podwójna długość...
Idę do łóżka.
Zostajesz?
- Nic się nie stało? - Nie.
Dobranoc.
Każdy ma ojca.
Tak.
Ale to, że Bóg nie istnieje,
nie oznacza, że on może zajmować Jego miejsce.
W porządku?
- Tak. - Dobranoc.
- Do zobaczenia rano. - Na razie. Dzięki.
Dzień dobry.
Co robisz?
Zlizuję sen z twych powiek.
Theo pozwala mi to robić co rano.
- Masz dziwne upodobania. - Nie podoba ci się?
- A miało? - Oczywiście.
- Na co czekasz? - Jestem rozebrany.
Co robisz?
Co robisz?
"Uczę się tego pokoju na pamięć."
"W przyszłości, w mojej pamięci
często będę przebywać w tym pokoju".
"Królowa Krystyna" - Greta Garbo żegna się z pokojem, w którym
spędziła noc z Johnem Gilbertem.
- Brawo! - Uwielbiam tę scenę.
Całe skrzydło do naszej dyspozycji. Łazienka na końcu korytarza.
Jak nie pojawisz się za minutę, przyjdziemy po ciebie.
Proszę.
- Cześć. - Cześć.
Idziesz do kościoła?
Chcesz moją szczoteczkę do zębów?
- Nie. - Na pewno?
Umyję palcem.
- Dobrze spałeś? - Tak.
W porządku.
Matthew...
Masz najcudowniejsze usta pod słońcem.
Mogę dotknąć?
Chcesz dotknąć moich ust?
Dobrze.
Są czerwone, dojrzałe...
i soczyste.
Ponure, brutalne.
- Zobaczmy, jak wyglądasz ze szminką. - Muszę iść.
Byłbyś śliczną dziewczyną.
Nie przejmuj się nią. Zabiera cały tlen z okolicy.
Naprawdę muszę już wracać do hotelu.
Czemu?
Chcieliśmy cię poprosić, żebyś został.
- Serio? - Jasne.
Rodzice wyjechali na miesiąc do Trouville.
Może chciałbyś się do nas przeprowadzić?
- Naprawdę? - Jasne.
Ale spotkaliśmy się 2 dni temu. Ledwo mnie znacie.
To się poznamy. Nie musisz mieszkać w hotelu?
Nie.
To pojedziemy moim skuterem po twoje rzeczy.
Zgódź się.
A ty?
To był mój pomysł.
Wpadnę do Filmoteki, sprawdzę co nowego.
- Dobra. - Nie siedź za długo.
Nie martw się. Mam mało rzeczy.
U nas niewiele potrzebujesz.
Nie zapomnij szczoteczki!
Dobra.
Kochana mamo. Pewnie dziwisz się, że po tak krótkim czasie
znowu do ciebie piszę.
Właśnie wyprowadziłem się z hotelu do mieszkania
słynnego francuskiego pisarza,
którego dzieci są w moim wieku i mają te same zainteresowania.
Wiem, że będziesz zadowolona, wiedząc że przebywam z odpowiednimi ludźmi.
Pozdrów tatę. Mam nadzieję, że nie jest już na mnie zły.
Posłuchaj.
"Różnica między Keatonem i Chaplinem
jest taka, jak między prozą i poezją,
arystokratą i włóczęgą,
ekscentrycznością i mistycyzmem,
człowiekiem jako maszyną i człowiekiem jako aniołem."
Fajne, co?
Niezłe. Ale dla mnie nie ma żadnego porównania.
Dlaczego? Bo Chaplin jest bezkonkurencyjny?
Nie.
Bo Keaton jest bezkonkurencyjny.
Uważasz, że Keaton jest większy od Chaplina?
- Zdecydowanie. - Nie mówisz poważnie?
- Oczywiście, że tak. - Odbiło ci.
Keaton jest śmieszniejszy od Chaplina.
Żarty!
Nie uważasz, że Keaton jest śmieszniejszy od Chaplina?
- Nie ma śmieszniejszych od Chaplina. - Keaton! Nawet, jak nic nie robi!
- Wygląda jak Godard! - Keaton jest prawdziwym filmowcem.
Chaplina interesuje tylko jego rola, własne ego!
- Bzdura. - Wcale nie!
Wy, Amerykanie gówno wiecie o swojej własnej kulturze.
- Nie poznaliście się na Jerrym Lewisie! - Tylko nie zaczynaj o nim!
Posłuchaj. Jak Chaplinowi zależało na dobrym ujęciu, wiedział jak to zrobić.
Lepiej niż Keaton, lepiej niż ktokolwiek inny.
Pamiętasz ostatnie ujęcie ze "Świateł wielkiego miasta"?
Patrzy na dziewczynę z kwiatami, ona patrzy na niego,
nie zapominaj, że była niewidoma i widzi go pierwszy raz.
Jej oczami, również i my patrzymy na niego jakby pierwszy raz.
Charlie Chaplin, najsłynniejszy człowiek na świecie.
Tak jakbyśmy go nigdy przedtem nie widzieli.
Isa, jeśli jeszcze raz puścisz tę pieprzoną płytę
- połamię ją. - Przecież lubisz Janis Joplin.
Wyłącz to.
Powiedziałem: wyłącz to!
Przestań!
Matthew, podaj tytuł filmu!
Tytuł filmu!
W którym stepowanie doprowadza kogoś do wściekłości!
Kara za brak odpowiedzi. Szybko!
"Panowie w cylindrach"!
Fred Astaire tańczy nad głową Ginger Rogers.
A ona się wścieka, bo ją obudził.
Mam rację.
- Jest dobry. - Myślisz o tym, co ja?
O czym?
- "Amatorski gang". - Racja.
Czemu tak na mnie patrzycie?
Wiesz, mój mały Matthew...
Jest coś, co od dawna chcieliśmy z Theo zrobić,
ale czekaliśmy na odpowiednią osobę.
- Tą osobą jesteś ty! - Co chcecie zrobić?
Pobić rekord z "Amatorskiego gangu".
Rekord?
Widziałeś ten film? Pamiętasz scenę, jak we trójkę ścigają się w Luwrze?
Nie bardzo.
Chcą pobić światowy rekord 9 minut i 45 sekund.
Pamiętam!
Zamierzamy pobić ich rekord.
Co?
O co chodzi?
O nic.
- Chyba się nie boisz? - Nie, nie boję się.
To co jest?
Dla was to łatwe. Ale ja jestem Amerykaninem. Obcym.
I co?
Jak mnie złapią, to deportują.
- Nie martw się, nie damy się złapać. - Nie wiadomo.
W "Amatorskim gangu" ich nie złapano. Nas też nie złapią.
To był film!
Idź po stoper.
To fajny pomysł, ale...
To jest egzamin.
Chcesz go zdać, czy oblać?
Uważaj. Wiele zależy od twojej odpowiedzi.
9 minut i 28 sekund.
Pobiliśmy rekord o 17 sekund!
Mój mały Matthew, byłeś wspaniały!
"Przyjmujemy go. Jest jednym z nas".
"Przyjmujemy go. Jest jednym z nas".
Przyjmujemy go. Jest jednym z nas.
"Przyjmujemy go. Jest jednym z nas".
To mama.
Jestem zbyt mokra, żeby odebrać.
Isa jest bystra, ale nie umie postępować z rodzicami.
To znaczy?
Nie wystarczy ich ignorować.
Powinni zostać aresztowani,
oddani pod sąd,
zmuszeni do przyznania się do winy,
i wysłani na wieś, by złożyć samokrytykę i przejść reedukację!
Sami wysłali się na wieś.
Nad morze. To nie to samo.
Szkoda.
Moi rodzice nigdzie nie wyjeżdżają.
Przynajmniej macie dom dla siebie.
Dokąd idziesz?
Muszę wyskoczyć z tych ciuchów.
W twoim pokoju jest zimno. Chodź do mnie.
Dobra.
Załóż to.
Dzięki.
- Idę po colę. Chcesz? - Dobra.
- Otwórz drzwi. Mam zajęte ręce. - Chwileczkę.
Czemu nie otworzyłeś drzwi?
Ubierałem się.
Jaki film?
W jakim filmie tancerki tak tańczą,
a śpiewaczka jest w futrze?
Znam go?
- Widzieliśmy go razem. - Tak?
- Daj wskazówkę. - Nie.
Nazwisko reżysera.
Liczbę słów w tytule.
- Nie! - Isabelle!
Pierwszą literę pierwszego słowa.
Jesteś żałosny.
Prawda, Matthew? Czyż nie jest żałosny?
- Ty pewnie wiesz. - Nie waż się mu pomagać.
Czy Sfinks dawał Edypowi wskazówki?
Spadaj.
Poddajesz się?
Tak.
"Blond Venus", Marlena Dietrich.
- 1932. - Wiem.
Kara.
Jeśli nalegasz.
Zrób teraz przed nami to,
co kiedyś robiłeś stojąc przed nią.
Przed kim?
- Nie wiem, o czym mówisz. - Jasne, że wiesz.
Kara.
Ale z ciebie suka.
Suka i sadystka.
Płacisz karę, czy nie?
Proszę bardzo.
Masz to zrobić tak, jak wtedy, gdy sądziłeś, że nikt nie widzi.
Chodźmy się napić. Spotkamy się na dole.
Matthew.
Tak?
Przyznaj, że to na ciebie podziałało.
Co?
Nie podnieciło cię?
- Co właściwie chcesz usłyszeć? - Nic.
Zadałem pytanie.
Wiesz kogo teraz przypominasz?
Isabelle.
Jest moją siostrą - bliźniaczką.
- Jesteście bliźniakami? - Tak. Byłaby mną, gdyby była chłopcem.
- Niemożliwe. Nie jesteście identyczni. - Jesteśmy.
Jesteśmy bliźniętami syjamskimi, zrośniętymi tym.
Dziwny jesteś.
Pół godziny temu patrzyłeś na nią, jakbyś chciał ją udusić.
Owszem.
- Nie rozumiem ciebie. - Nie masz rodzeństwa?
- Dwie starsze siostry. - Nigdy nie chciałeś ich udusić?
Jasne, że tak. Ale nigdy się przed nimi nie onanizowałem.
A one nigdy nie zmuszały mnie do czegoś, czego nie chcę.
Myślisz, że Isabelle mnie zmuszała?
W głębi duszy wiedziałem, że nie będzie już tak, jak wcześniej.
Stawka została podniesiona.
Ale na razie wydawało się, że Theo i Isabelle chwilowo zawarli rozejm.
Jednak pewnego wieczoru...
Theo!
Jaki to film?
Jaki film?
Tytuł filmu, w którym krzyż stoi na miejscu morderstwa.
Albo kara.
- Ty też, Matthew. - Ja?
A co ja zrobiłem?
Podaj tytuł, albo płać.
- Czas upłynął. - Nawet nie dałeś mi szansy!
Tytuł?
"Człowiek z blizną", Howard Hawks, 1932.
A kara?
No cóż...
Jak wiesz, nie jestem sadystą.
Chcę, by wszyscy bez wyjątku czuli się szczęśliwi.
Chciałbym, żebyś ty...
i Matthew...
Żebyście kochali się na moich oczach.
Ale nie tutaj. Nie mógłbym spać w czyjejś spermie.
- Bez obrazy, Matthew. - Gdzie?
W pokoju gościnnym - przed Delacroix.
Może jedna reprodukcja będzie inspiracją dla drugiej.
- Nie zgadzam się. - Nie?
- Ty byś tego nie zrobił. - Matthew nie jest w moim typie.
Dobra.
Idę do łazienki.
Matthew!
Matthew.
Tak.
To głupie. Wyłaź stamtąd.
Słuchaj, robisz mi krzywdę! Nie znoszę przemocy!
- Nie będę się bronił. Zobacz. - To się zamknij.
Wiesz co, Matthew. Nie jesteś zbyt szarmancki.
Czy perspektywa kochania się ze mną jest aż tak okropna?
Widziałem was.
Widziałem was razem w łóżku.
Nasz gość nas szpieguje.
Przyjaciele tak nie postępują.
Szczególnie, gdy korzystają z naszej gościnności.
Nie opieram się!
Miło z twojej strony,
że trzymasz moje zdjęcie przy sercu.
Przestań! Obudź się.
Obudź się!
Isabelle?
To ja, Theo.
Gdzie Isabelle?
Musisz mi pomóc.
Przepraszam.
Teraz było najlepiej.
A wczoraj?
W gabinecie ojca.
Uważasz, że wtedy było lepiej?
Proszę...
- O co? - Zostań w środku.
Matthew...
...moja miłość.
Moja pierwsza miłość.
Moja wielka miłość.
Mój wspaniały kochanek.
Mój Valentino.
Mój piękny Valentino.
Sądziłem, że miałaś wielu kochanków.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem cię w Filmotece, z Theo,
wyglądałaś bosko.
Z klasą.
Jak gwiazda filmowa.
Byłam nią.
Grałam rolę.
Jak to się stało,
że ty i Theo...
...jesteście ze sobą w taki sposób?
Theo i ja?
To była miłość od pierwszego wejrzenia.
Ale nigdy nie był w tobie, w środku?
On zawsze jest we mnie.
A co zrobicie...
...jeśli rodzice to odkryją?
To nie może się zdarzyć.
Wiem, ale...
...jeśli odkryją?
To nie może się zdarzyć, nigdy.
Rozumiem, ale powiedzmy, że tak się stanie.
Co byś...
Co byś zrobiła?
Zabiłabym się.
Dokąd idziesz?
Do kuchni. Wezmę coś do jedzenia.
Powodzenia.
Theo.
- Chcesz trochę miodu? - Nie, dzięki.
- Dobry. - Nie.
- Spróbuj. - Nie.
- Tylko trochę... - Dziękuję.
Jestem ci wdzięczny.
Wdzięczny?
Pamiętasz, co mi powiedziałeś w kawiarni o sobie i Isabelle?
Miałeś rację.
Jesteście dla mnie jak dwie połówki tej samej osoby.
A ja teraz czuję się, jakbym był częścią was.
Was obojga.
Wyjaśnijmy sobie coś.
Jesteś miłym kumplem i bardzo cię lubię.
Ale wcale nie planowaliśmy, że będziemy we troje.
Powiedziałem ci coś jeszcze, pamiętasz?
Że jesteśmy bliźniętami syjamskimi.
To nie był żart.
Co to jest?
To jest, mój drogi bracie...
serowe fondue z brokułami i suszonymi śliwkami.
A to?
To ratatouille.
- Mam jeść to paskudztwo? - Miałam coś ugotować.
- Wolę umrzeć z głodu. - Proszę bardzo. Nie ma nic innego.
Matthew?
Mogę ci nałożyć?
Fondue czy ratatouille?
Które jest które?
To jest fondue, a to jest ratatouille.
Nie, to jest fondue, a to jest ratatouille.
Ratatouille.
Wystarczy.
Wyobraź sobie, że jesteś w jakimś egzotycznym kraju,
i częstują cię tradycyjnym daniem.
Jak film o rzyganiu oglądany od końca.
Okropne, prawda?
Przepraszam, wiem, że się starałaś.
Dziękuję, Matthew, że doceniłeś moje wysiłki.
Nie ma nic innego?
- Nic. - Zrealizowaliśmy wszystkie czeki?
- Tak. - Co teraz?
Zadzwonię do taty.
Telefon nie działa.
Co to jest?
Lunch.
Może polędwiczkę, Isabelle?
- Nie. - Nie?
A dla ciebie, Matthew? Rumsztyk?
Przestań! To ohydne!
Zobacz.
Może bananka?
Jeden banan na nas troje?
Tak.
Umieram z głodu.
Daj mi go.
- Po co? - Daj mi go.
Co robisz?
Zobaczysz.
Proszę.
Wciąż nas zaskakujesz.
- Jak leci? - W porządku.
- Nie było cię wczoraj. - Nie mogłem przyjść.
Rzadko cię widujemy. Nie można na ciebie liczyć.
- Nie denerwuj mnie. - Nie jesteś już z nami.
- Jestem, ale to dosyć skomplikowane. - Czemu?
Bo jest! Zejdź ze mnie. Nie mogę ci teraz tłumaczyć!
Dupek.
Theo!
Poczekaj!
Prezencik z Nepalu.
Dzięki.
Zadzwoń.
Jasne, chętnie.
Cześć.
Prawie nie wychodziliśmy z mieszkania.
Dzień zlewał się z nocą, było nam to obojętne.
Jakbyśmy dryfowali w głąb morza, oddalając się coraz bardziej od lądu
- Za mocny dla ciebie. - Nie, dobry.
- Dobry? Jeszcze raz? - Nie.
Clapton jest Bogiem.
Nie wierzę w Boga.
Gdybym wierzył, to byłby czarnym leworęcznym gitarzystą.
Nie Chaplin i Keaton. Ale Clapton i Hendrix.
Clapton na nowo odkrył gitarę elektryczną.
Wierz mi.
Podłącza ją...
Podłącza do prądu, ale gra jak na akustycznej.
Hendrix podłącza i gra zębami!
A żołnierze w Wietnamie?
Kogo słuchają?
Claptona? Nie. Oni słuchają Hendrixa.
Faceta, który mówi prawdę.
Wszystko jest popieprzone!
Mówisz o żołnierzach w Wietnamie?
A co oni tam robią?
- Są na wojnie. - I co robią?
- Walczą. - Mordują wieśniaków.
Sami też umierają!
Mordują dzieci! Palą pola!
Chcą tam być. Zabijać i umierać.
A ty nie powinieneś być w Wietnamie?
- Nie powinieneś teraz tam być? - Nie wierzę w przemoc.
- Nie powinieneś teraz tam być? - Mam szczęście, jestem studentem.
Mam znajomych, którzy nie studiują.
Ich się poświęca.
- Mam pieprzonego farta! - Wasz naród chce wojny!
Myślisz, że możesz zwrócić się do rządu:
"Jestem pacyfistą. Sprzeciwiam się wojnie".
Może we Francji. W Ameryce musisz iść.
- Jak nie, to lądujesz w więzieniu. - Wolałbym więzienie.
Niż zabijanie ludzi.
- Wolałbym więzienie. - Nie rozumiesz.
Przeczytałem w "Cahiers de Cinema",
że filmowiec jest jak podglądacz.
Jakby kamera była...
...dziurką od klucza do sypialni rodziców.
Podglądasz ich, czujesz wstręt,
czujesz się winny,
ale nie potrafisz...
odwrócić wzroku.
Film staje się przestępstwem,
a reżyser - kryminalistą.
Powinno być zakazane.
- To nie zostanę reżyserem. - Czemu?
Moi rodzice zawsze zostawiali otwarte drzwi od sypialni.
To musisz zostać reżyserem teatralnym, nie filmowym.
Moi rodzice pieprzyli się tylko raz w życiu.
Dlatego jesteśmy bliźniakami. Nie chcieli tego robić dwa razy.
Nie bój się.
To dobra wiadomość.
To się zdarza tylko raz w miesiącu.
Kocham cię, Isabelle.
Ja ciebie też, Matthew.
Ale ja naprawdę cię kocham.
Ja też naprawdę cię kocham. Oboje cię kochamy, prawda?
O tak.
Nie to chciałem usłyszeć.
A co mieliśmy powiedzieć?
Że mnie kochacie.
- Powiedzieliśmy. - Powiedzieliście, że też kochacie.
Nie chcę słyszeć, że mnie też kochacie, tylko, że kochacie.
- Kochamy cię, kochamy cię, kochamy cię. - Też źle.
Musicie powiedzieć to pierwsi.
- Nie możemy. Ty byłeś pierwszy. - Czemu zawsze ja pierwszy to mówię?
Biedny Matthew.
Bardzo cię kochamy.
Nie chce być bardzo kochany. Chcę być kochany.
Tak naprawdę...
nie ma czegoś takiego, jak miłość. Są tylko dowody miłości.
Czy jesteś gotowy dać nam dowód swojej miłości?
Chcecie dowodu?
Dobrze.
Wyjdź z wanny.
Krem do golenia...
- Maszynka. - Dziękuję.
- Co robicie? - Jak sądzisz?
To żarty?
- Nie. - Nie obawiaj się.
- Już to robiłam. - Nie bój się, odrastają.
Odbiło wam!
- O co chodzi? - To ma być dowód miłości?
Robienie ze mnie świrusa? "Jest jednym z nas".
To zabawa.
- Tylko zabawa! - Zabawa?
Zastanówmy się.
Robicie to również sobie?
Golenie włosów łonowych? Mam być małym chłopcem?
Małym Theo przed pokwitaniem, z którym mogłabyś się pobawić?
W doktora?
"Ja ci pokażę, jak ty mi pokażesz!"
- Uspokój się. Nie krzycz. - Theo, pomyśl tylko.
Co noc śpicie razem w łóżku.
Razem się kąpiecie, razem sikacie.
I gracie w te swoje gierki.
Wyrwijcie się z tego. Spójrzcie na siebie z boku.
Czemu jesteś taki okrutny?
Bo was kocham.
- Masz dziwny sposób okazywania uczuć. - Naprawdę was kocham.
I podziwiam.
Patrzę na was, słucham was i dochodzę do wniosku,
że nigdy nie dorośniecie.
Nie w ten sposób.
Dopóki trzymacie się siebie tak kurczowo.
Spotykałaś się z jakimś chłopakiem?
- Z chłopakiem? - Na randkę.
- Jaką randkę? - Poszliście gdzieś razem?
- Chodzę z Theo. - Z kimś innym.
Chodziłaś kiedyś z chłopakiem, którego lubisz, ze szkoły?
Nie byłam na balu maturalnym, jeśli o to ci chodzi.
- We Francji tego nie ma. - Ale na randki się chodzi.
Spotykałaś się?
Przestań mnie o to pytać. Wiesz, że nie.
A chciałabyś?
- To propozycja? - Tak.
Chciałabyś się umówić ze mną na randkę?
Nie patrz na Theo.
Nie potrzebujesz jego pozwolenia.
Nie możemy siadać z przodu, tylko na końcu.
Pierwsze rzędy są dla samotnych.
Para na randce siada z tyłu.
Panie i panowie...
film, jaki zobaczycie opowiada historię muzyki.
Gram rolę agenta, Toma Millera.
drobnego agenta filmowego, który...
Zresztą, sami zobaczycie.
Zdjęcia do filmu
zrobiono w systemie szerokoformatowym.
Przepraszam.
Niestety nie mogę zostać, mam pociąg.
Wszystkiego najlepszego, Georgie.
Nie możesz znieść mojego śpiewu?
Wiesz, że nie o to chodzi.
Kiedy spojrzałem na ekran, przypomniała mi się bitwa o Filmotekę.
Tyle, że tym razem nie protestowali miłośnicy filmu,
ani nawet studenci.
Trudno było się zorientować, co się dzieje.
Wyglądało na to, że zamykane są sklepy, fabryki strajkują
i wszystko się rozprzestrzenia na cały Paryż.
Jesteśmy gotowi wysłuchać
wszystkich uzasadnionych postulatów.
Nie oglądamy z Theo telewizji.
Jesteśmy purystami. "Twardzi i czyści".
- Chodźmy. - Ale...
Jezu!
Co?
Nie moje.
Nie, nie. Do twojego.
Nie.
Jestem tu już tak długo, a dotąd nie widziałem twojego pokoju.
- Masz swój pokój? - No jasne.
Nie sądzisz, że zawsze mieszkam w chlewie Theo.
Dlaczego nigdy tam nie byliśmy?
Nie ma uprawiania miłości na moim łóżku.
Twój pokój jest częścią ciebie. Chcę go zobaczyć.
- Tylko dzisiaj. - Nie.
Nie i koniec.
Odkryłem nową twarz Isabelle, której dotąd nie znałem,
którą trzymała przede mną w tajemnicy.
Nagle pomyślałem o pokojach moich sióstr w San Diego.
Pomyślałem o naszym domu i podobnych domach w sąsiedztwie,
z trawnikami i spryskiwaczami
i autami kombi zaparkowanymi przed drzwiami garażu.
Co to za rzeźba?
Zawsze chciałem się kochać z Wenus z Milo.
Nie mogę cię powstrzymać.
Nie mam rąk.
Nie mogę cię powstrzymać.
Co?
Co ci jest?
Nie słuchaj tego.
Nie słuchaj tego. Nie płacz.
Proszę, zostaw mnie.
Proszę.
Odejdź!
Theo, otwórz!
Zrobisz sobie krzywdę!
Kim jesteś?!
Co robisz w moim pokoju?!
Wynoś się! Wynoś!
Rewolucja nie jest wytworną kolacją.
Nie można jej stworzyć, jak książki, rysunku czy gobelinu.
Nie rozwija się elegancko, spokojnie i finezyjnie,
ani delikatnie, przyjemnie i uprzejmie,
powściągliwie i wielkodusznie.
Rewolucja jest powstaniem,
aktem przemocy,
w którym jedna klasa obala inną.
Chateau Lafite, 1955.
Chateau Chasse Spleen, 1959
Grand vin, 1937.
100 lat, tato.
Jeszcze?
- Posłuchaj, Matthew... - Tak?
- Jesteś prawdziwym kinomanem, prawda? - Tak.
To wyobraź sobie Mao, jako wielkiego reżysera,
który realizuje film z wielomilionową obsadą.
Miliony członków Czerwonej Gwardii
maszeruje ramię w ramię ku przyszłości,
trzymając w ręku czerwone książeczki.
Książki, nie pistolety.
Kulturę, nie przemoc.
Czy widzisz, jaki wspaniały film mógłby z tego powstać?
Być może, ale...
Łatwo powiedzieć książki, nie pistolety.
Tylko, że to nieprawda. To nie "książki",
ale jedna, konkretna "książka".
Zamknij się. Gadasz zupełnie jak mój ojciec.
Członkowie Czerwonej Gwardii, którą tak podziwiasz,
noszą tę samą książkę,
śpiewają te same piosenki,
wykrzykują te same hasła.
Tak więc w tym wspaniałym filmie,
każdy jest statystą.
To mnie przeraża, przyprawia o gęsią skórkę.
Przykro mi,
ale dla mnie widać tu wyraźną sprzeczność.
Dlaczego?
Ponieważ...
Gdybyś naprawdę wierzył w to, co mówisz, to byłbyś razem z nimi.
- Z kim? - Z tymi na ulicach.
- Nie rozumiem. - Rozumiesz.
Coś się dzieje.
Coś, co może się okazać bardzo ważne.
Coś, co może wiele zmienić. Nawet ja to czuję.
Ale ciebie tam nie ma.
Siedzisz ze mną tutaj, sącząc drogie wino, rozmawiając o filmie
i maoizmie. Dlaczego?
- Wystarczy. - Powiedz, dlaczego.
Zadaj sobie pytanie.
Nie sądzę, żebyś w to naprawdę wierzył.
Kupiłeś lampę, powiesiłeś plakaty...
- Ale tak naprawdę... - Za dużo gadasz.
Theo, posłuchaj...
Myślę, że dla ciebie...
...dla ciebie...
...słowo "razem" oznacza
nie miliony,
ale dwoje.
Chłopcy!
Albo troje.
Isa, chodź do nas.
Nie dziękuję, mój drogi. Śmierdzi tu jak w burdelu.
Dziękuję.
Mam dla was niespodziankę. W salonie.
Wchodzę!
- Piękny. - Wskakuj.
Mama robiła go dla nas, jak byliśmy mali.
Wina?
Dziękuję.
Cuchnie ci z ust.
- Przepraszam. - Jesteś pijany.
Jestem pijany. A ty jesteś piękna.
Jutro rano będę trzeźwy,
a ty wciąż będziesz piękna.
Śpij, Matthew.
Pora spać?
Głuptasku...
...oczy ci się zamykają.
Dobranoc.
Theo.
Obudź się.
Co jest?
Posłuchaj mnie.
Czemu?
Kocham cię. Wiesz o tym, prawda?
Ja też cię kocham.
Też mnie kochasz? To zabawne.
Słuchasz mnie?
Tak będzie zawsze, prawda?
Co będzie zawsze?
My dwoje.
- Tak? - Tak.
Wiesz, co powiedział Matthew?
Co powiedział?
Że jesteśmy potworami, świrusami.
Powiedz mi tylko, że tak będzie zawsze...
...tak będzie zawsze.
Nic nie rozumiesz.
Pogadamy jutro.
Obiecuję.
Dobrze. Chodźmy już.
Już?
A co? Chciałbyś zjeść z nimi kolację?
Nie mogą nas usłyszeć.
Co się dzieje?
- Ulica weszła do domu! - Co?
To z ulicy!
- Co to za zapach? - Gaz łzawiący.
Na ulice! Na ulice!
Idźcie!
Na ulice!
Matthew?
Isabelle!
Nie ustąpimy! Póki nie zwyciężymy!
Podpalę i rzucę na prawo.
- Theo, tak nie można! - Można, trzeba!
- To jest przemoc! - To nie jest przemoc.
To pieprzony faszyzm w pieprzonej butelce!
Gliniarze to faszyści!
- Policja bije i pali ludzi. - Zamknij się!
Nie rozumiesz. Odejdź!
Posłuchaj mnie! To ich metody.
My posługujemy się tym!
I tym.
- I tym! - Przestań!
Isabelle?
Wystąpili:
TEKST: Martyna Łukomska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.