Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Poprzednio…
- Wróciłeś do służby? - Zrezygnowałem.
Ale mundur należy do mnie.
Służy do zastraszania.
Chroni mnie, proszę pani.
To nie ze mną się kochałeś.
Tak samo ty nie kochałaś się ze mną.
Nie.
Claire!
Jak, na Boga, przeżyłeś?
Nie chcę wam przerywać, ale twój syn wkrótce wróci do domu.
Syn?
Twoje imię z chrztu to James.
To jedyne imię, które mogłem nadać.
- Wiedziałeś, prawda? - Tam jest.
Jeszcze krok, a on zginie.
Bezpieczni będziemy dopiero poza miastem. Za daleko dla patroli.
Co takiego zrobiłeś, że żołnierze cię ścigają?
Lepiej, żebyś nie wiedział.
Żołnierze sprawdzali przyjezdnych. Papiery miałem w porządku.
Chyba nie spodobałem się jakiemuś cepowi i chciał mnie przeszukać.
A dlaczego to był problem?
Bo miałem przy sobie coś, co chciałem ukryć.
Że też dałeś się zapędzić w kozi róg,
pomimo swoich instynktów.
Każde ostrze się tępi.
Dlaczego nie uciekałeś na skraj miasta, tylko do mojego domu?
Przez moją żonę.
Dowiedziałem się, że Euterpe zatonął.
Claire na pewno się martwiła, więc musiałem ją uspokoić.
Chodź. Zdobędziemy jakieś konie.
Gdyby ktoś pytał, zmusiłem cię do pójścia ze mną.
Rozumiemy się?
Tak.
Dziękuję.
Nie było na to czasu wcześniej. Jestem ci wdzięczny.
Za zajęcie się Claire.
Claire?
Tak.
Bardzo mi przykro,
że William poznał nasz sekret.
Znajdziemy go.
Wyjaśnimy mu to.
Oczywiście.
Wszystko w porządku? Jesteś trochę blady.
Poznałem cieleśnie twoją żonę.
Dlaczego?
Dlaczego? Powiedziałeś „dlaczego?”.
Tak.
Ja…
chcę poznać odpowiedź.
Co masz na myśli, mówiąc „dlaczego”?
Myślałem, że nie żyjesz. Tak samo twoja żona.
Masz pojęcie, co wieść o twojej śmierci z nią zrobiła?
Sugerujesz, że wiadomość o mojej śmierci tak ją zdenerwowała,
że straciła rozsądek i zaciągnęła cię do łóżka?
Chyba że zostałem wprowadzony w błąd co do twojej natury.
A może się mylę?
Znasz mnie. Ale się mylisz.
Poszedłeś do niej, pełen żądzy, a ona pozwoliła…
Nie wierzę w to.
Myśleliśmy, że nie żyjesz, ty cholerny dupku. Oboje.
Jednego wieczoru za dużo wypiliśmy i…
Niech cię szlag. Żadne z nas nie kochało się z drugim,
bo oboje rżnęliśmy ciebie.
Zaśpiewaj mi pieśń
O dziewczęciu, którego już nie ma
Czy tym dziewczęciem
Mogę być ja?
Wesoła dusza
Pożeglowała pewnego dnia
Przez morza
Do Skye
Bałwany i bryza
Wyspy i morza
Góry deszczu i słońca
Wszystko, co było dobre
Wszystko, co sprawiedliwe
Wszystko, co moje
Przeminęło
Zaśpiewaj mi pieśń
O dziewczęciu, którego już nie ma
Czy tym dziewczęciem
Mogę być ja?
Wesoła dusza
Pożeglowała pewnego dnia
Przez morza
Do Skye
Zaśpiewaj mi pieśń
O dziewczęciu, którego już nie ma
Czy
Tym dziewczęciem
Mogę być ja?
Mogę wejść?
Chcę porozmawiać.
Z pewnością. Proszę.
Chcesz trochę brandy? Pomaga na szok.
Nie.
Jak mam się do ciebie zwracać
w zaistniałych okolicznościach?
Mam nadzieję, że nasze relacje nie uległy zmianie.
W końcu, tak czy inaczej…
jestem twoją macochą, niezależnie od sytuacji.
Zakładam, że wiedziałaś.
Tak.
Jamie…
opowiedział mi o twoich narodzinach
kilka lat temu.
Powiedz mi.
- Twoja matka… - Była lekkomyślna.
Wszyscy tak mówili.
Czy to był…
Chyba tylko to chcę wiedzieć.
Czy to był gwałt?
- Nie. - Na pewno cię nie okłamał?
Na pewno.
Dobrze.
Czy sądzisz…
Czy on powiedział…
Czy oni się kochali?
Myślę, że na tyle, na ile mogli.
Dana im była tylko jedna noc.
Rozumiem.
Nie. Urodziłem się
prawie dokładnie dziewięć miesięcy po ich ślubie.
Oszukali mężczyznę, którego miała poślubić,
czy może zabawiła się ze swoim stajennym po ślubie?
- To chyba za ostre słowa. - Wcale nie.
Więc jak było?
Jamie nigdy nie oszukałby innego mężczyzny.
Mój ojciec…
Znaczy, lord John.
Cały czas wiedział?
Tak.
Isobel także.
Ale chcieli dla ciebie jak najlepiej.
- Jak najlepiej. - Taka jest prawda.
Prawda jest taka, że wszyscy mnie okłamali.
Całe moje życie to kłamstwo.
- Williamie. - Ani słowa więcej.
Do cholery!
Powiedz mi dokładnie, co się stało, brudny zboczeńcu.
Wszystko.
Nie. Dalej, zabij mnie.
Panowie.
Coś za jeden?
Pułkownik James Fraser. Strzelcy Morgana.
A wy?
Kapral Jethro Woodbind, Zwiadowcy Dunninga.
Kim jest jeniec?
Lord John Grey. Jeśli to wasza sprawa.
Nie nosi pan munduru. Jest pan żołnierzem?
Nic nam do pana, jeśli nie.
Ale jeśli pułkownik pana pojmał,
to musiał mieć jakiś powód.
Jest żołnierzem. Pamiętam go.
Widziałem go w Filadelfii,
siedzącego na ganku przed domem w swoim mundurze.
- On nie jest żołnierzem. - Wyraźnie go widziałem.
Miał srebrne sznurki. Jest oficerem.
Ma pan coś na swą obronę, panie Grey?
Lordzie John!
I tak, byłem żołnierzem, ale moja nominacja wygasła
kilka lat temu.
Czy to wystarczy? A może mam wyznać, co jadłem na śniadanie?
Nie jest żołnierzem. Pojmałem go, bo chciałem go przesłuchać.
W jakiej kwestii?
Osobistej.
To nie pańska sprawa, panie Woodbind.
Ja zdecyduję, co jest moją sprawą.
Skąd mamy wiedzieć, że mówisz prawdę?
Też nie nosisz munduru.
Czy ktoś z was go zna?
- Nie. - Nie.
Skoro nie możesz niczego dowieść,
weźmiemy jeńca i sami go przesłuchamy.
Może powinniśmy i ciebie.
Bierzcie go. Mam inne sprawy na głowie.
Jeszcze nie skończyliśmy, lordzie.
Nie. Nie skończyliśmy.
I wcale nie jest mi przykro.
Ponoć jesteś lord John Grey.
Tak. Zwracając się do mnie,
możesz mówić „milordzie”, jeśli chcesz.
Czego chcesz?
Przeszukać go.
Chcemy wiedzieć, czy generał Charles Grey to krewny?
To mój jakiś kuzyn.
Mówiłeś,
że obecnie nie pełnisz czynnej służby w Armii Jego Królewskiej Mości.
Zgadza się.
Więc zechcesz wyjaśnić ten dokument, milordzie?
Dopiero to dostałem i nie miałem czasu przeczytać.
- Ani niczego nie przyjąłem. - Mówiłem, że jest żołnierzem.
Mało tego, jest też szpiegiem.
Chodzi sobie bez munduru.
Moglibyśmy go powiesić od razu!
- Tak! - Powieśmy go.
Zabieramy go do obozu. Co nam da powieszenie go tutaj?
Jednego mniej? Mnie to odpowiada.
Słyszeliście, co mówił.
Generał Grey to jego krewniak.
Pułkownik Smith zrobi z tego w obozie widowisko.
- Pamięć o Paoli! - Pamięć o Paoli!
Czym, u licha, jest Paoli?
Cholerny bękart!
Bękart!
Kto jest bękartem?
- Ja. - Naprawdę?
Wiesz, mam słabość do bękartów.
Jakim ty jesteś?
Nikczemnym?
Złym?
Żałosnym.
Wejdź. Wyglądasz na kogoś, komu przydałby się jeden głębszy.
Zacznij od zrzucenia płaszcza, bo się w nim udusisz.
Ja pójdę po napitek, dobrze?
A ty się umyj.
Ty cholerny kłamco.
Jeszcze chwila. Odejdź, proszę.
Naleję ci drinka. A ty możesz mi wszystko opowiedzieć.
Chodziło mi o zranioną rękę, nie o fiuta.
Ale jesteś prawdziwym dżentelmenem.
- Nie jestem. - Czy cię tym uraziłam?
Ty bydlaku!
- Ned! - Przepraszam! Nie chciałem…
Do diabła.
Wynoś się! Ale już!
Do pułkownika Morgana. Jestem pułkownik James Fraser.
- Pułkowniku Fraser. - Pułkowniku Morgan.
- Wybiera się pan na ślub? - Co?
A, to. Mój dowódca pilnuje odpowiedniego ubioru.
Mam coś, co może zainteresować dowództwo,
od przyjaciół we Francji.
Ma pan wolny kwadrans? Chcę, by kogoś pan poznał.
Proszę spojrzeć, generale.
To pułkownik Fraser, o którym wspominałem.
Jerzy Waszyngton. Miło mi.
James Fraser.
Pański najpokorniejszy sługa.
Czy już kiedyś miałem zaszczyt pana poznać?
Tak.
Poznaliśmy się w teatrze w Wilmington.
Byłem gościem gubernatora.
Ta koszmarna sztuka, do której oglądania zmusiła mnie żona.
Nie wybaczyłem jej tego.
Pułkownik Fraser niedawno powrócił ze Szkocji
i przywiózł nam korespondencję.
Miałem okazję być we Francji.
Pomyślałem, że ucieszy pana wiadomość
o hojnych datkach na rzecz naszej sprawy.
Zdumiewające.
- Zrobił to pan z własnej woli? - Tak.
Proszę usiąść, pułkowniku.
Wie pan, że Clinton zamierza wycofać się z Filadelfii?
Ponoć ewakuacja już trwa.
Jestem pod wrażeniem przebiegłości w zabezpieczeniu dokumentów.
Przyjął pan przysługę lojalistów i zmienił ją w dar dla nas.
Pułkownik Morgan wychwalał pańską odwagę na polu bitwy pod Saratogą.
Czy uczyni mi pan ten zaszczyt i przyjmie dowództwo nad batalionem?
Ja…
byłbym niezmiernie zaszczycony.
Dobrze więc.
Zostaje pan mianowany generałem brygady.
Dziękuję panu.
Chociaż Kongres będzie musiał zatwierdzić nominację.
Nie ma żadnej gwarancji,
co zrobią te swarliwe sukinsyny.
Moje gratulacje, generale Fraser.
Spójrz, to William.
Williamie.
Panna Hunter.
Co za spotkanie.
Pan Murray.
Źle wyglądasz.
Pomagam w ewakuacji lojalistycznych cywilów z miasta.
Skąd podążacie?
Byliśmy u kwakrów
w Valley Forge, by spytać, czy zorganizują u siebie ślub.
Niestety nie zgodzili się.
- Ale znajdziemy miejsce. - Ślub?
Ian i ja jesteśmy zaręczeni.
Naprawdę?
W takim razie muszę życzyć wam wszelkiego szczęścia.
- Miłego dnia. - Czekaj, chcemy…
Williamie Ransom! Cóż, u diabła, miało to znaczyć?
Proszę mi wybaczyć. To było karygodne.
Zostawię was. Panno Hunter.
Williamie, o co chodzi? Czyżbym coś zrobiła?
Nic nie zrobiłaś. Nigdy nie mogłabyś zrobić czegoś, co…
Ale ty…
Ty sukinsynu. Ty też mnie okłamałeś. Kuzynie.
- Wiesz? - Tak, do diabła, wiem.
- Mogłeś mi powiedzieć. - Co wiesz?
Nie waż się jej mówić.
Oczywiście, że mi powie. Chyba że chciałbyś zrobić to sam.
To żadna hańba.
Tak sądzisz?
Odkryć, że jestem dzieckiem szkockiego przestępcy?
Że jestem bękartem?
Nie tylko przestępcy.
Każdy może być dumny, będąc synem Jamesa Frasera.
To.
Co to, do diabła, znaczyło?
Nie było to dla mnie zaskoczeniem.
Przyglądając się, widzę podobieństwo.
Dla mnie było. I do diabła z podobieństwem.
Ian.
Przestań!
Obaj przestańcie!
William!
Brać go! Jesteś aresztowany za napaść na oficera.
Jak śmiesz?
To nie twoja sprawa. Brać go.
Jesteś tchórzem i brutalem.
- Co cię opętało… - Co opętało twego narzeczonego?
- Zaatakowałem go? Nie. - Owszem.
Uderzyłeś go bez żadnej prowokacji.
A on mnie z zaskoczenia.
- Jeśli ktoś jest tchórzem… - Nie waż się go tak zwać.
Będę go zwał, jak zechcę, kim naprawdę jest.
- Jak jego przeklęty wuj… - Twój ojciec.
Nie nazywaj go moim ojcem.
Jeśli ty tego nie cofniesz, ja to zrobię.
I co zrobisz? Jesteś kwakrem. Nie wierzysz w przemoc.
Nie możesz, a przynajmniej nie uderzysz mnie.
Jak na razie zgubiłeś swego krewnego, obraziłeś ojca
i zmusiłeś mnie do zdrady moich zasad. Co jeszcze uczynisz?
Do diabła.
Poinformuję lorda. Dziękuję, poruczniku.
Szkoda, że żyrandol został zniszczony.
Nie wiedziałam, że mój William ma taki temperament.
Jabłko pada niedaleko od jabłoni.
Lustro też należy wymienić.
Postaram się, milady.
Przepraszam. Pani Fraser.
Ale cudem będzie znalezienie kogoś, kto je naprawi.
Ludzie uciekają z miasta.
Mówią, że żołnierze odchodzą, a rebelianci wkrótce tu będą.
Nie martwmy się na zapas.
Już mamy się czym martwić.
Właśnie był tu po lorda żołnierz. Ponoć we wczorajszym liście
generał Clinton kazał mu niezwłocznie się stawić,
i pyta, dlaczego nie przybył.
Dlaczego generał Clinton jest ciekawy miejsca pobytu lorda Johna?
Przecież nie służy w armii.
Najwyraźniej służy.
Generał zawiadomił o tym w liście.
Lorda ponownie powołano do służby.
Jeniec, pułkowniku.
Dobra robota, kapralu. Możecie odejść.
Pułkowniku.
Nie będę dręczyć pana pytaniami, bo wiem, że pan i tak nie odpowie,
ale w interesie cywilizowanej rozmowy,
gdyby chciał pan o cokolwiek zapytać mnie,
nie mam nic przeciwko.
To bardzo uprzejme z pana strony. Chce pan usprawiedliwić obecną lojalność?
Bo gdy spotkaliśmy się w Londynie
w salonie mojej szwagierki przy kanapkach z ogórkiem,
był pan kapitanem Królewskiego Pułku Kentu,
a nie tej zdradzieckiej bandy.
Nie miałem takiej intencji.
Zatem przepraszam.
Nie, sądziłem raczej, że będzie pan ciekaw, co zamierzam z panem uczynić.
A, to. Zupełnie zapomniałem o zaskoczeniu na pański widok.
Woodbind uważa, że powinienem zostać powieszony
zarówno pod zarzutem szpiegostwa,
jak i poważniejszym, pokrewieństwa z generałem Charlesem Greyem.
Domyślam się, że popełnił jakąś okropność w miejscu zwanym Paoli.
Grey i jego żołnierze
podkradli się do obozu generała Wayne'a.
Grey nie chciał ryzykować przypadkowego wystrzału, który by ich zdradził,
więc wydał rozkaz wyciągnięcia krzemieni z karabinów i założenia bagnetów.
Zaatakowali Amerykanów i zabili 100 mężczyzn w ich łóżkach,
z zimną krwią.
- A Paoli? - Nazwa pobliskiej tawerny.
Zwą to Masakrą w Paoli.
Zaprzecza pan, że jest szpiegiem?
Nie bądź śmieszny, Smith.
Co takiego miałbym szpiegować w odludnym lesie?
Nie mam tajnych dokumentów, żadnych dowodów na szpiegostwo.
Z pewnością zapamiętał pan wszystkie zdobyte informacje.
Jak pamiętam, ma pan znakomitą pamięć.
Spotkał się pan z Fraserem, żeby przekazać informacje,
czy to on przekazywał je panu?
Może pan też ma zdradzieckie skłonności.
Z pewnością nie. To spotkanie miało…
czysto osobisty charakter.
Generał Wayne pana powiesi. Z powodu Paoli.
Nonsens. Cokolwiek można myśleć o amerykańskim dowództwie,
wątpię, by składało się ono wyłącznie z głupców.
Moja egzekucja nic wam nie da.
Podczas gdy moja współpraca może być cenna.
Mój brat ma niewielkie wpływy w parlamencie.
Doskonały argument, lordzie John.
I na pewno znajdzie uznanie u generała Waszyngtona.
Powiadomię go.
A teraz zabierzmy pana do namiotu medycznego.
Kapralu.
Ruszaj się.
Jamie? Myślałam…
Później to wyjaśnię.
Ale co się stało z Ianem? Dokąd go zabierają?
Ty. Chodź ze mną.
Ale już!
Co ty tu robisz?
Słuchaj, bo powiem ci, co masz robić.
Nie będziesz mi niczego mówić!
Właśnie, że tak! Znajdziesz ludzi przy Ianie i każesz im go wypuścić.
Jeśli nie, pojadę do obozu,
powiem kapitanowi, kim jesteś, i wyjaśnię powód bójki.
Czy wyrażam się jasno?
Mam wieczorem wrócić do Filadelfii.
Po uwolnieniu Iana.
Tak! Zrobię to.
Dajesz słowo?
Masz moje słowo.
Niech cię szlag.
Obyś gnił w piekle.
Bez wątpienia.
John Grey?
Doktor Hunter.
Pułkownik kazał mi się panem zająć.
Może pan spojrzeć w górę?
A teraz w dół.
Oko jest mocno opuchnięte.
Został pan bardzo mocno uderzony.
Jak silny jest ból?
Czuję ból wszędzie, od czubka czaszki po brodę.
Na powierzchni oka widzę krew.
Gałka oka jest karmazynowa.
Jak i nabłonek powieki.
Wygląda to dość dramatycznie.
Kiedy to minie?
Od tygodnia do miesiąca.
Potrzebna będzie opaska na oko. Mogę ją zrobić.
Martwi mnie niemożność poruszania okiem.
Obawiam się, że ma pan złamanie kości oczodołu,
które zatrzymuje mięsień gałki ocznej.
Chciałbym, by była tu pańska żona.
- Ona o wiele lepiej rozumie… - Moja żona?
Claire nie jest już moją żoną.
Jamie Fraser żyje.
To on mnie uderzył.
Ale prosiłem się o to.
Doktorze.
I co pan na to? Można go przewozić?
To byłoby niebezpieczne. A dalszy wyciek krwi do mózgu…
Nie odpowiem za konsekwencje gwałtownych poruszeń.
Dobrze więc.
Skoro Mahomet nie może pójść do góry, to góra musi przyjść tutaj.
Wyślę generałowi wiadomość.
Proszę zadbać, by był komunikatywny.
Dlaczego?
Wykonać.
Chodź, Ellesmere. Stwórzmy kilka wspomnień,
które pomogą nam przetrwać długie noce na północy.
Dymaliście pannę w tyłek?
Mnie na to nie stać.
Potrzeba dziewczyny, która tego nie znosi.
Zaciska się, próbując się was pozbyć.
Ale nie może.
Potem bierzecie ją za rękę, żeby sięgnęła do tyłu i was poczuła.
Ależ one się wiją.
Wydoją cię do cna.
Ale to nie może być taka, która to zna. Ma być ciasna.
Ale zupełnie niedoświadczona też nie.
Lepiej, by wiedziała, co ją czeka.
Wezmę tę. Na całą noc.
Arabella jest moja.
Madge z pewnością znajdzie inną, która cię zaspokoi.
Byłem pierwszy.
To prawda, kapitanie. Już zaoferował zapłatę,
gdy pan nie mógł się zdecydować.
Ja ją wezmę.
Na całą noc.
Na całą noc.
Nie skrzywdzę cię.
- Ostatnio też nie chciałem. - Nie skrzywdziłeś.
Ale zepsułeś mi najlepszą kieckę i stłukłeś karafkę z winem.
Zbiła mnie i straciłam zarobek.
Wybacz mi. Na bicie niewiele zaradzę,
ale z pewnością zapłacę za suknię i wino.
Naprawdę mi przykro.
Mówiłeś, że masz na imię William?
Tak.
A ty masz na imię Arabella?
Nie.
Ale jestem wyszukanym towarem,
a Madge uważa, że takie powinny mieć imiona…
niczym damy.
Osobiście znam więcej niż jedną Arabellę.
Ale jedna z nich ma sześć lat, a druga 82.
Mam posłać po wino?
Tylko jeśli chcesz coś robić, myślę, żebyś lepiej nie pił.
Nie chcę wina. Ani nie…
To nieprawda.
Chcę.
I to bardzo.
Ale nie zamierzam.
Dlaczego nie?
Zapłaciłeś aż nadto za wszystko, co chciałbyś dziś zrobić.
Łącznie z sodomią.
Jeśli to lubisz.
Uratowałbym cię przed kapitanem po to, by zrobić to samemu?
Mężczyźni nie myślą o czymś, dopóki ktoś o tym nie wspomni,
a wtedy sami chcą spróbować.
Musisz mieć marne zdanie o dżentelmenach, pani.
- Ale rozumiem cię. - A to nowość.
Zwykle jest na odwrót.
Ojciec mi mówił, że znał panią,
która zapewniła go, że dobry sen to najlepszy prezent dla dziwki.
Będę spał tutaj.
To u was rodzinne? Odwiedzanie burdeli?
Ale ma rację.
Naprawdę masz zamiar pozwolić mi spać?
Możesz też śpiewać albo stać na głowie, jeśli wolisz.
Nie mam zamiaru cię molestować.
Poza tym reszta zależy wyłącznie od ciebie.
Arabello?
Co?
Jak masz na imię?
Jane.
Zatem dobranoc, Jane.
Wskakuj do łóżka, idioto.
O co chodzi?
Wijesz się, jakbyś miał w spodniach kijanki.
Nie.
Naprawdę nie będę się narzucać.
Jeśli zaczniesz, powiem ci, żebyś przestał. Co ty na to?
Nie. To kwestia honoru.
Puść mojego…
Puść mnie, proszę.
Jestem bękartem,
rozumiesz to?
Jedyny honor, jaki mi pozostał, to moje słowo.
Muszę go dotrzymać.
Dlaczego zmusiłaś mnie do tego?
A pomyślałeś, że dziwka też ma poczucie honoru?
John.
Czuje się pan lepiej?
Przyniosłem trochę gulaszu. Może pan zjeść tyle, ile zechce.
Dziękuję.
Proszę, przyniosłem panu łyżkę.
Ostrożnie, gulasz jest gorący.
Musi pan uciekać.
Co? Dlaczego?
Pułkownik posłał po generała Wayne'a. Powieszą pana.
- Ale zapewnił mnie… - Nie.
Powiedział, że jest pan więcej warty martwy niż żywy.
Nie ma czasu. Musi pan uciekać. Dziś w nocy.
Proszę ukryć się w moim wozie. Jutro jadę po zapasy…
Nie mógłbym cię narażać.
- Pójdę pieszo. - Ale…
Główna droga leży na południowy zachód.
Sześć kilometrów stąd.
Z Bogiem.
Jesteś.
Gdzieś ty był?
Dobrze wyglądasz.
Za to ty nie.
Jak tu wszedłeś?
Pani Figg wpuściła mnie, gdy wychodziła.
Poszłaś do łóżka z Johnem?
- Nie nazwałabym tego tak. - Powiedział mi, że poszłaś.
Rzekł, że posiada o tobie wiedzę cielesną. Potem prosił o śmierć.
Po co miałby kłamać?
Przypuszczam, że „wiedza cielesna”
jest bardzo rozsądnym
opisem tego, co się stało.
Dokąd idziesz?
Jamie.
To było tutaj?
Tak. Ale nie poszliśmy do łóżka. Po pierwsze,
to, co się stało, o ile pamiętam, działo się na podłodze.
A po drugie, to określenie sugeruje,
że podjęliśmy jakąś decyzję,
by się ze sobą kochać, a tak się wcale nie stało.
Proszę, wróćmy na dół.
Więc co się stało?
Jeśli musisz wiedzieć.
Siedziałam tam
i piłam brandy,
próbując uzasadnić samobójstwo.
Brandy się skończyła.
Myślałam, czy powinnam pójść po więcej,
czy może wypić całą butelkę laudanum.
Wtedy przyszedł John.
Wspominał o alkoholu.
Tak. Było go sporo.
Zdawał się równie pijany jak ja…
ale wciąż trzymał się na nogach.
Wyglądał jak ktoś, kto chce skoczyć z klifu.
A potem powiedział:
„Nie będę opłakiwać go samemu”.
I?
I nie robił tego.
Nie mogłam znieść samotności oraz tego, że on był sam,
i ja…
Nie wiem dokładnie, co się stało, ale chyba go chwyciłam.
Ponieważ bardzo potrzebowałam kogoś, kto by mnie dotknął.
I wyświadczył ci tę przysługę.
Sodomistycznie?
Ty skończony bydlaku.
Nie zabiłeś go, prawda?
- A miałabyś coś przeciwko? - Tak!
I to jak cholera.
Nie zrobiłeś tego. Wiem, że nie mógłbyś.
Nie, tego nie wiesz. A miałbym do tego prawo.
Nie miałbyś.
Nie miałeś żadnych praw. Byłeś martwy.
Kocham cię, odkąd cię zobaczyłem. Zawsze będę cię kochał.
To bez znaczenia, czy spałabyś z całą brytyjską armią…
Nie, to miałoby znaczenie, ale i tak bym cię kochał.
Nie sądziłam, że miałoby.
Myślałem, że powiedział mi tylko dlatego, że był pewien, że ty to zrobisz.
Powiedziałabym. Ale mogłabym poczekać,
aż wrócisz do domu, umyjesz się i zjesz.
- Kiedy ostatnio jadłeś? - Nie zmieniaj tematu.
Rozumiem.
Ale chcę…
muszę wiedzieć, co się stało.
- Rozumiesz? - Tak.
Myśleliście, że nie żyję.
Wiem, jaka jesteś, gdy jesteś pijana.
Jak śmiesz!
Nie ja tu jestem poszkodowany?
Nie.
Nie sugerowałem, że jesteś pijaczką. Tylko…
Myślisz ciałem, Claire. Zawsze tak robisz.
Teraz jestem dziwką?
Brałem cię do łoża przynajmniej tysiąc razy.
- Myślisz, że nie zwracałem uwagi? - Dwa albo trzy tysiące razy. I nie.
Gdy cię straciłem po Culloden,
wiedziałem, że żyjesz, co było jeszcze gorsze.
Opowiadałem ci o Mary MacNab. O tej jaskini.
Ale ja ciebie o to nie winiłam.
Ani nie pytałam o okropne szczegóły.
Może nie byłaś zazdrosna. Ja jestem.
Powiedziałbym ci, jak było, gdybyś chciała to wiedzieć.
Powiedziałbym, że to było delikatne. I smutne.
Oboje opłakiwaliśmy nasze straty.
To nie było delikatne.
Ani smutne.
Powinno, ale nie było.
Nie wiem, co to było.
Nie wydaje mi się, żebym była świadoma.
Więc co on ci dał?
Coś, w co mogłam tłuc.
- Przynajmniej na początku. - Uderzyłaś go?
Tak. Nie, ja…
biłam ciebie.
A potem wszystko się rozmyło. Nie wiem, co było dalej.
Powinno być jakieś słowo na to, co John mi dał,
ale jeszcze nie wiem, co to jest.
Ale…
przemoc była tego częścią.
Byłam odrętwiała.
Nie mogłam znieść tych uczuć.
Ale on mógł.
Miał więcej odwagi niż ja
i dał mi to odczuć. Dlatego go uderzyłam.
To był triaż.
To robi się najpierw, tamuje się krwawienie.
Bo inaczej pacjent umrze. I właśnie to on zrobił.
Zatamował je, obarczając mnie swym żalem ponad moim.
Niech go diabli.
Nic mu nie jest?
Tak. Z pewnością.
Gdzie on, do diabła, jest?
Posłał po niego generał Clinton. Ponownie go powołali.
Coś ty z nim zrobił?
Uderzyłem go. Kilkukrotnie.
Powiedział coś, a ja go uderzyłem.
Powiedział, że wy nie kochaliście się ze sobą.
- Bo nie robiliśmy tego, my… - Rżnęliście mnie, powiedział.
Taka jest prawda.
Jamie.
Rozmawiaj ze mną.
Gdy z mojej winy umarła Geneva…
czułem w swym sercu nóż. Potem William…
Dziecko rozcięło me ciało i wylało wnętrzności na moje ręce.
Ten cholerny Anglik mnie zabandażował…
swoją przyjaźnią.
Nie.
Nie zabiłem go. Ale nie wiem, czy się z tego cieszę, czy nie.
Ale ja tak.
Nie powiem, że jest dobrze, bo nie jest.
I że nie będę się o to wściekał, bo będę.
Ale nic na tym czy innym świecie
nie odbierze ciebie mi ani mnie tobie. Zgadzasz się z tym?
Tak.
To dobrze. Bo nic by ci to nie dało, gdybyś się nie zgadzała.
Jeszcze jedno pytanie.
Jesteś moją żoną?
A mogłabym nie być?
Zatem skończyłem mówić.
- Tutaj? - W domu nikogo nie ma.
Równie dobrze możemy to robić tutaj.
Czekaj.
Najpierw mnie pocałuj.
Masz możliwość stawiania żądań?
Oczywiście. Jestem twoją żoną.
Na Boga. Straże! Więzień uciekł.
Znaleźć go!
Szybciej!
Za nim!
Znalazłem trop!
Rozproszyć się.
Wracaj!
Napisy: Grzegorz Marczyk
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.