Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Kochanie, wszystko dobrze?
Tak. Świetnie, dziękuję.
Coś jest nie tak z Laszlo.
I to od kilku tygodni.
Przesiaduje w bibliotece, wpatrując się w nicość.
Nigdy go takiego nie widziałem.
Laszlo, czytam właśnie książkę
o bitwie w zatoce Quiberon.
Mógłbyś mi wyjaśnić różnicę między fregatą klasy Endymion
a brygantyną?
Tak. Świetnie, dziękuję.
Boję się, że to moja wina.
Laszlo tak bardzo martwi się urokiem, który rujnuje mi życie wieczne,
że jest wyczerpany emocjonalnie.
Obawiam się, że załamał się przez to,
że tak dobrze mi się wiedzie.
Ostatnio ciągle mam sny, w których jestem małym dzieckiem,
a Laszlo to mój tatuś.
Bo tak było, Colinie Robinson.
Myślę, że pamiętałbym, jak Laszlo podciera mi tyłek.
Bo to zrobił.
Chociaż, żeby być uczciwym, to właśnie działo się we śnie.
Proszę, przestań!
Laszlo?
To przeze mnie.
Próbował dociec, czemu nie jestem jeszcze w pełni wampirem
A nienawidzi porażek,
więc myślę, że to rozwaliło mu mózg.
Chcę tylko, żebyś wiedział, że to nic. Zrobiłeś, co mogłeś.
Gizmo?
Tak, jestem przy tobie.
Tak. Świetnie, dziękuję.
Nawet jego libido oszalało.
Spadło nam do 16 razy w tygodniu.
A nam do trzech.
Nie udało mi się go ani trochę wyprowadzić z równowagi, by go poddrenować.
O dobry Panie!
Ograniczona gwarancja obejmuje przewód zasilający
czy samą jednostkę główną?
Ależ mocno waliłam w ten wielki gwóźdź.
Oczywiście, z przyjemnością zaczekam.
- Wal, wal! - Patrzcie, co znalazłem.
Wielkie pudło ze statkami i pornografią.
Tak. Świetnie, dziękuję.
CO ROBIMY W UKRYCIU
JAK OPCIESZYĆ LAZSLO
Macie coś?
Pamiętajcie, nie ma głupich pomysłów, są tylko głupi ludzie.
Co wiemy o Laszlo?
Guillermo, ty przez większość życia jesteś bardzo nieszczęśliwy i smutny.
Masz jakieś pomysły?
- Dobra... - Mogę coś zaproponować?
A może pojedziemy trochę po Laszlo?
Co wy na to? Wszyscy wygłosimy o nim śmieszne przemówienia,
trochę go podrażnimy.
To z jakiegoś powodu sprawia mu przyjemność.
Cicho! Mam pomysł!
Tak?
Już nic, uciekło mi.
A może... Posłuchajcie.
A może pojedziemy trochę po Laszlo?
- Świetny pomysł! - I to mi się podoba!
- Ja to zaproponowałam. - Jak na to wpadłeś?
- Głośno mówiłam. - Nieźle, Colin.
Wampirza Rezydencja
Bez podglądania.
Niespodzianka!
Panie i panowie,
witamy na oficjalnym pojeździe
po Lesliem "Laszlo" Cravensworcie!
Tak, Laszlo, ten wieczór jest twój.
Tylko spójrz na ten tłum.
Zebraliśmy tu wszystkich,
którzy cię kochają.
A kiedy zobaczyliśmy te puste krzesła,
wciągnęliśmy tu trochę ludu z ulicy, żeby tak nie świeciły.
Mamy tu dziś wielu znamienitych gości.
Jest też Colin Robinson!
Ale mi dowalił. Ale boli.
Jest też nasz sąsiad Sean!
Hejo!
Nie martw się, zahipnotyzowaliśmy go,
więc jutro nic nie będzie pamiętał.
- Seany. - Seany!
Widzę, że jest tu z nami również wielki baron Afanas!
Znów w doskonałej formie, na szczęście.
Przez kilka lat baron wyglądał wypisz wymaluj
jak dziecko George'a Hamiltona ze skórkami wieprzowymi.
Widzę, że Przewodniczka też tu jest.
Więc proszę, przyłączcie się do mnie i wznieśmy toast za gwiazdę wieczoru,
jedynego w swoim rodzaju Laszlo Cravenswortha.
Znamy się tak wiele, wiele lat.
Praktycznie moglibyśmy walić za siebie konia.
Tak. Świetnie, dziękuję.
Dopiero zaczynamy. Dziś po tobie jedziemy. Raz, dwa, trzy, cztery...
Pojazd po Laszlo.
- Po Laszlo... - Pojazd!
- Po Laszlo... - Pojazd!
Niedługo wracamy.
Jeśli myślisz, że pozycja misjonarska polega na leżeniu na misjonarce,
to możesz być Laszlo Cravensworthem!
Jeśli pierwszą rzeczą, której szukasz w kobiecie jest twój kutas,
możesz być Laszlo Cravensworthem!
Jeśli myślisz, że wytrysk na poduszkę liczy się jako
"gotowanie obiadu dla żony",
- możesz być... - Laszlo Cravensworthem!
Kobiety jednak mogą być zabawne!
Niektórzy opisują Laszlo
jako człowieka sztuki i literatury.
Ja bym raczej rzekł, że literek.
"H" i "W"...
Nie, nie "CH", "W"...
Przepraszam, miało być "H" i...
Lepiej po prostu opowiem historię.
To historia zatytułowana "Arystokraci".
Szlag. Miałem zdradzić tytuł dopiero na końcu.
Zapomnijcie o tytule.
W każdym razie ojciec, matka, syn
i córka wchodzą do biura łowcy talentów,
a ojciec mówi: "Chłopcze, mam dla ciebie prawdziwe show!".
A agent mówi: "Cóż, zobaczmy to".
No i jest tam pies.
Pies tej rodziny. Warto o tym wspomnieć.
A teraz człowiek, który zna się lepiej na pojazdach
niż na jeździe do jego ukochanego Arby's.
Kiedy ten facet zaczyna dopiekać wampirowi,
to lepiej przynieś bułkę i trochę ketchupu.
Nie rozumiem.
Szepnęłam baronowi, że to Guillermo otworzył drzwi,
wpuścił słońce i spalił jego ciało
te kilka lat temu.
Bo nie zrozumiał żartu.
Chciałam mu pomóc, bo słabo być jedyną osobą, która nie rozumie żartu.
Proszę więc o brawa dla mistrza, który każdemu zajdzie za skórę,
- a może raczej... - Okej. Dobra.
Napomknęłam też, że Guillermo jest potomkiem Van Helsinga.
Wymsknęło mi się.
Zebraliśmy się tu, by uhonorować Laszlo Cravenswortha.
Cravenswortha? Raczej Cravensłotra.
Czy mogę powiedzieć słówko lub dwa?
Oczywiście, baronie.
Proszę zwolnić mikrofon baronowi.
Powitajcie, proszę, człowieka, który wie całkiem sporo o paleniu się ze wstydu.
Baron Afanas.
Cóż za zacne zgromadzenie.
Jesteśmy tutaj wszyscy razem, czerpiemy uciechę z drwin, żartów
i facecji.
Chyba pozostaje do powiedzenia jedno...
Co tu się odpierdala?
Bardzo... Tak.
Nazywacie siebie wampirami? Rany!
Cały ten wieczór jest tylko rewią
bezsensownych bzdur.
Tak!
Celebrujecie tutaj swą przeciętną frywolność.
To dęty taniec błazna. A kto się śmieje?
Wampiry powinny urządzać krwawe orgie i rzeź niewiniątek.
Wszyscy zmiękliście.
Zaprosiliście nawet na tę farsę ludzi!
Ale Sean jest spoko. To równy kolega. Cofam to.
Ale cała reszta przynosi hańbę samemu słowu "wampir"!
Baronie, próbowaliśmy tylko trochę rozweselić Laszlo.
Po prostu ostatnio nie był sobą.
Wampiry nie potrzebują pocieszenia!
My, wampiry, nie jesteśmy wesołymi stworzeniami.
Siedzimy i rozmyślamy posępnie przez wieki,
knując upadek naszych wrogów i niewinnych osobników!
Dobra, chyba inaczej to postrzegaliśmy.
A co jest najgorsze?
Dopiero dziś wieczorem dowiedziałem się,
że mieliście przede mną tajemnicę.
Czyż nie?
Przez lata. Ale teraz wiem,
że ukrywaliście
zabójcę wampirów
pod własnym dachem?
Który próbował mnie zabić?
Co? Jaki zabójca...
Nie obrażaj mojej inteligencji!
Więc, zabójco wampirów...
Czy masz coś do powiedzenia na swoją obronę?
No...
Nieważne, co masz do powiedzenia!
- Pojmać go! - Uciekaj!
Baronie, okaż mu miłosierdzie!
Możemy to w prosty sposób wyjaśnić!
- Guillermo. - Guillermo!
Czy ty...
Za tobą!
Baronie!
- Laszlo. - Laszlo!
Świetnie, dziękuję.
Baronie, przestań! To nieporozumienie!
Kurka wodna!
Nie mieszaj się!
- Nie nagrywaj tego! - Dobrze.
- Cześć wam. - Nie teraz.
Chciałam tylko przeprosić za to, że powiedziałam baronowi,
że to Guillermo spalił go na popiół.
- Nie teraz. - To moja wina.
- Skończyłaś? - Przepraszam.
Nandor, tę akcję odpuśćmy.
Niech to załatwią między sobą.
Zapominasz, że Guillermo jest zabójcą wampirów.
Może zabić barona.
Jesteśmy bezpośrednimi potomkami wampirzego rodu barona,
więc wszyscy zginiemy.
Może nasza śmierć to nie aż taka tragedia.
Dobrze się czujesz?
Tak. Ale ostatnio sporo się dzieje.
Więc dobrze, jeśli chcemy żyć, to tak, mam plan.
Guillermo!
Nadja, masz coś?
Nie. Ani śladu Gizmo ani barona.
Czekajcie.
Hej, chodź tu, ty mały gnojku!
Mały gnojku?
Mam go! Spotkajmy się na zewnątrz!
Ona go ma? Idę!
Masz Guillermo?
Nie, barona.
Chcesz mi powiedzieć, że baron Afanas nie umie wydostać się z worka?
Jest kontuzjowany. Mieliśmy tam niezłą bójkę.
Jak bardzo jest ranny?
- Tu jesteś! - Bo jeśli umrze...
Tak, wiemy!
Guillermo, pomóż mi!
Te imbecyle próbują mnie zabić.
W sumie jeśli pomożesz baronowi, może ci wybaczy.
Tak.
Dobra, baronie, chcę ci pomóc, ale obiecaj, że mnie nie skrzywdzisz.
Tak, obiecuję.
- Proszę. - To zabiorę cię stąd.
Będziesz bezpieczny i...
- Załatwione. - I co teraz?
Juhu! Baronie!
Mamy tego małego skurwysyna, baronie!
Zręczna robota.
A teraz zostawcie go mnie.
Baronie, prosimy o okazanie Guillermo łaski...
Co to ma znaczyć?
- Przepraszam. - Bardzo.
Więc, baronie...
Rozumiesz, że gdy Guillermo otworzył drzwi
i usmażył cię słońcem,
nie wiedział, że byłeś wtedy w środku?
Rozumiem.
Świetnie. A ty, Guillermo, rozumiesz, mimo że to był tylko wypadek,
baron ma pełne prawo być bardzo wściekły za to,
że usmażył się na słońcu?
Rozumiem.
Przyjmę twoje przeprosiny,
jeśli zaakceptujesz fakt, że mimo to cię zabiję.
Co? Nie!
Baron próbuje iść na kompromis.
On chyba nie chce rozwiązać problemu... w taki sposób, że go zabiję.
Chcę go rozwiązać, ale...
Wiecie co? Zróbmy pięć minut przerwy.
Guillermo, poproszę karafkę najlepszej krwi.
No tak, jasne.
Przyniosę.
- Baronie Afanas? - Tak, żmijo?
Nie mam wpływu na to, że łowca wampirów to mój przodek,
ale chcę, żebyś wiedział, że się go wyrzekłem.
Niby jak?
Guillermo, to niebezpieczny temat.
Zostałem przemieniony w wampira.
Ty... jesteś... wampirem?
Guillermo jest wampirem? Wszyscy inni o tym wiedzieli?
Pysznie!
Cóż za ekstrawagancka, perwersyjna zdrada własnej rasy.
Coś wspaniałego.
I brawo dla Nandora.
Zmienić Van Helsinga, zabójcę wampirów, w wampira?
To ci dopiero.
Muszę mu pogratulować, kiedy wróci.
W tym problem. To nie Nandor mnie przemienił.
- Co? - To był wampir o imieniu Derek.
Jak mogłeś zrobić coś takiego?
Czekałem strasznie długo. To trochę śliska sytuacja, ale...
"Śliska"?
Chyba to coś nieco bardziej poważnego.
To łajdactwo. Pogwałcenie.
Upokorzenie.
Hańba, z której ani ty, ani Nandor się nie otrząśniecie.
Wiem, i właśnie dlatego mu nie powiedziałem.
I byłbym wdzięczny, gdybyście wy też niczego mu nie mówili.
Znasz mnie. Jestem jak grób.
Ja nikomu nic nie powiem.
W sumie bardzo bym chciał
zostać wykluczony z tej awantury.
Ja też. Powinienem już iść.
Guillermo, między nami jest dobrze.
Macie tu o wiele poważniejsze sprawy do przedyskutowania
i nie chcę być w pobliżu, gdy...
Przyniosłem szklanice! Krew dla wampirów.
Baronie.
I rozgazowana pepsi dla Guillermo.
Dziękuję.
Co mnie ominęło?
Guillermo i ja zawarliśmy rozejm.
Rozejm? Więc go nie zabijesz?
Cóż...
Ja nie odbiorę dziś życia temu chowańcowi.
To wspaniale! Miło słyszeć.
Tak miło, że proponuję toast.
Za barona i Guillermo. Za to, co dziś osiągnęliśmy.
Zdrowie!
To słodkie.
Czy mógłbym zostać sam na sam z Guillermo?
Sam?
Pewnie, proszę.
- Dziękuję, Nandor. - Tak. Dziękuję, baronie.
Powiem ci jak wampir wampirowi,
że taka tajemnica nie pozostanie tajemnicą na zawsze.
Najlepiej będzie, jeśli Nandor usłyszy to od ciebie.
Wiem.
Ale jak myślisz, co wtedy zrobi?
Zapewne cię zabije.
Potem siebie.
Ja bym tak postąpił.
Jasne.
Wiesz, to zabawne,
zrobiłem to wszystko, bo chciałem być wampirem, wielkim wampirem.
Jak Nandor, jak ty.
Twoje serce jest we właściwym miejscu, mój chłopcze.
I wiedz, że ci kibicuję.
Nie daj się zabić.
- Dziękuję. - Ale takie rzeczy się zdarzają.
Oby nie. Nie chciałbym, żeby doszło do kolejnego wypadku.
Nie!
Wszystko niemal wróciło na dobre tory,
ale się wykoleiło.
Gdy tylko zajdzie słońce i baron się przebudzi,
będzie tropił Guillermo, dopóki ten nie...
- Cóż... - Nie zginie.
- Zamknij się. - Będzie bezpieczny.
I martwy.
Zbliża się zachód słońca.
Wydaje mi się, czy wygląda jak skurczona moszna?
Laszlo? Jakieś pomysły?
Tak. Świetnie, dziękuję.
Dobry wieczór!
Baronie, Guillermo jest...
Na czym skończyłem? Tak, miałem zabić Guillermo!
Baronie, błagam o litość.
Wiem, że Guillermo popełnił błędy.
Dwukrotnie prawie cię zabił.
Zmasakrował nawet cały teatr wampirów.
Że co?
Zrobił to jednak w obronie swego pana.
Być może Guillermo nie jest bez wad,
ale zawsze był mi wierny.
- Czyżby? - Tak, baronie.
Ależ czyżby?
Tak, baronie.
Jesteś pewien?
Tak, jestem.
Cóż, powiedziałbym, że to skomplikowane,
ale porozmawiajmy po tym, jak go zabiję, dobrze?
A teraz pomyślmy. Dokąd mógł zbiec?
Będę potrzebował zapachu Guillermo.
Baronie, jeśli szukasz Gizmo, nie ma go tutaj.
Znajdziesz go w szopie na narzędzia. Tam się ukrywa i masturbuje.
Dziękuję.
Dlaczego to powiedziałeś?
Po co opóźniać to, co nieuniknione?
Poza tym miałem dość słuchania, jak się kłócicie.
Przepraszam.
Guillermo.
Przynajmniej umarł, robiąc to, co kochał.
Heblując w szopie narzędziowej.
Nie.
Dobra, teraz zaczynam czuć się trochę źle,
ale przecież był tylko chowańcem.
Nie był tylko chowańcem! Był moim ochroniarzem.
Był drużbą na moim ślubie.
Był moim przyjacielem.
Tak, to bardzo smutne, ale myślę, że powinniśmy
zakopać go, zanim zacznie śmierdzieć.
Laszlo, możesz przyjść i pomóc mi go przenieść?
- To nie Gizmo. - W jakim sensie?
W takim, że to nie jest Gizmo.
- Co robisz? - Odsuń się.
- Co ty robisz? - Laszlo, chyba nie musimy go jeść.
Przestań!
- Gizmo ma skrzela? - Masz na myśli płuca?
Mam na myśli skrzela, do oddychania pod wodą.
- Czy posiada kokon jajowy? - Może.
Nigdy nie mówił. Nigdy nie pytałem.
Ubierał się na cebulkę.
Kto wie, co się pod tym wszystkim kryło.
- Dlaczego jego oczy tak wyglądają? - To nie Gizmo.
To wybryk mojego nieudanego eksperymentu.
Gdzie jest prawdziwy Guillermo?
Nie wiem. Przepraszam, kochanie.
Wiecie co?
Odpuszczę mu.
Po tym wszystkim?
Ciągle gadałem, jacy to się staliście słabi.
A w głębi siebie...
to ja zmiękłem.
- Co? - Nie.
- Absurd. - Bądźmy szczerzy.
Mieszkam na przedmieściach New Jersey
w domu z dwoma sypialniami i kącikiem śniadaniowym.
Żaden z moich sąsiadów się mnie nie lęka.
SPRZEDANO
Mam psa.
Piekielnego ogara, ale rozumiem.
Grzeczny piesek.
Ale co z Panem?
Dwa starożytne, legendarne wampiry?
W tym momencie jesteśmy bardziej jak współlokatorzy
niż współlokatorzy, którzy wspólnie brutalnie mordują ludzi.
Ten amerykański sen bywa samotny.
Kurwa, co to jest?
- Laszlo! - Co znowu?
Ewidentnie jest w ciąży.
Trudno uwierzyć, że już nigdy nie zobaczę Guillermo.
Mam nadzieję, że się trzyma.
Jestem pewien, że kazałem mu tu odkurzyć.
Leć jak wiatr, mój mały przyjacielu.
Guillermo! To ty!
Uznałem, że baron nie będzie mnie tutaj szukał.
- Nadal szuka? - Nie, ale poczekaj.
Już dziś raz się pomyliliśmy.
Skąd mam wiedzieć, że jesteś prawdziwy?
Mistrzu, to ja.
Jak ma na nazwisko Guillermo?
De La Cruz. Ale wątpię, by nikt poza mną tego nie wiedział.
Zdziwiłbyś się, ale w porządku, to łatwe.
Jak Guillermo układa moje włosy na formalne okazje?
Połowa w górę, połowa w dół.
Fryzura zwana też...
Połowa w dół, połowa w górę?
Tak blisko.
Chodziło mi o upięcie z Saratogi.
- Powinienem był to wiedzieć. - Ostatnie.
Pierwszego dnia, gdy Guillermo został moim chowańcem, dał mi kartkę.
Co było na niej napisane?
Napisałem:
"Być wampirem to moje marzenie,
ale bycie twoim chowańcem będzie dla mnie zaszczytem.
Dziękuję ci za tę szansę".
Dość blisko. Dobra, jesteś prawdziwym Guillermo.
Przepraszam.
Nie wierzę, że to pamiętasz.
Łączy nas długa historia, Guillermo.
Wyobrażam sobie, że znam cię lepiej niż ktokolwiek inny.
Wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że ukrywasz przede mną mały sekret.
Czy jest coś, co chciałbyś mi powiedzieć?
Ja...
Pierdnąłeś w mojej trumnie, prawda?
Pierdnąłem w twojej trumnie.
Widzisz? Znam cię lepiej niż ktokolwiek inny.
Czyli wszystko dobrze się skończyło.
Tak jakby.
Szczerze mówiąc, gubię się już w tym, co się tutaj odpierdala.
Ale znalazłam nowy dom dla tych obrzydliwych ropuch Guillermo,
więc chociaż tyle.
Jak widać, wróciłem do domu
z czymś więcej niż tylko zwęglonym ciałem.
Wampir mówi: nie ruszać się!
Uroczy miot mutantów.
Pokażcie kły!
Nie powiedziałem: "wampir mówi".
Dzięki temu mamy z Panem dużo wspólnych zajęć.
I dzięki Guillermo po raz pierwszy od dłuższego czasu...
Cześć!
...znowu jestem przerażający.
Myślę, że w odpowiednim towarzystwie ta wieczna egzystencja
może stać się czymś pięknym.
Nie wszystkie przeżywają.
Chcę tylko, żebyś ze mną porozmawiał.
Tak. Świetnie, dziękuję.
Zrobiłam coś nie tak?
Przez ten urok, który na mnie ciąży,
stałam się w twoich oczach paskudą?
Tak! Otóż to.
- Co otóż to? - Pomimo częstych zakłóceń
siedziałem tu i zastanawiałem się, czy powinienem uporządkować swoje książki
alfabetycznie, według autora czy według tytułu.
Ale siedzisz tu od trzech tygodni.
To dobrze wykorzystany czas.
Zdecydowałem, co cię ucieszy, że uporządkuję według autora.
Pierwsza myśl to najlepsza myśl. Przegapiłem coś ciekawego?
Nie! Nie mogę z nim.
Napisy: Małgorzata Fularczyk
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.