All language subtitles for Krakonosovo tajemstvi.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Poczta!

[pogodna muzyka]

Panie rządco, poczta.

Proszę.

[wrzask z oddali]

[jęki]

[muzyka cichnie]

[wrzask]

[pompatyczna muzyka]

[wrzask z oddali]

NAJPIĘKNIEJSZE BAŚNIE: SEKRET WŁADCY GÓR

JĄKAJĄC SIĘ: Miał takie rogi i gonił mnie!

Zabronił nam tam chodzić! Nie dziwota, że cię przegnał!

Co się gapicie? Dziś zamknięte!

ZAMKNIĘTE

Co się stało?

Karkonosz przyłapał aptekarza na kradzieży ziół z ogrodu.

Zmienił się w jelenia z takimi rogami... i przepędził go w dolinę.

[śmiech mieszkańców]

Chciałaś czegoś, Liduszko?

Maści dla mamy. Bolą ją plecy, bo garbi się przy szyciu.

Przyszłaś na próżno. Bóg wie, kiedy otworzą.

APTEKARZ, JĄKAJĄC SIĘ: Miał takie rogi!

[drwiny mieszkańców]

Karkonosz tam mieszka!

Oczywiście. Jest Duchem Gór.

Nie mieszaj mu w głowie, panienko!

To nie średniowiecze. W oświeconym XIX wieku każdy wie...

- Kto to? - Niejaki Jiraczek. Zbiera legendy.

Jest z Pragi.

Wszystkie te tajemnicze zjawiska...

Zaczekaj, pójdę po nici.

Nowoczesna nauka etnografii dowodzi, że Karkonosz..

...nie istnieje.

Zapamiętaj to!

I powtarzaj innym.

Liduszko, przecież to nieprawda. Co plótł o Karkonoszu.

Nie tak głośno, nie lubi, gdy o nim mówimy.

Karkonosz? Więc istnieje!

I wygląda jak jeleń z rogami?

Przybiera różne postacie.

Karkonoszu!

[ćwierkanie]

Co ci mówiłam?!

Że mnie nie złapiesz!

[rytmiczna muzyka]

Spójrz.

Biedaczka.

Wpadła w pułapkę i nie może wyjść.

Mogę ją pogłaskać?

Lepiej nie.

Mama jej nie zechce, jeśli poczuje ludzki zapach. A tak, wróci po nią.

Nie wróci.

Też wpadła w sidła. Zabrał ją kłusownik.

Więc co będzie z sarenką?

Spokojnie, zajmę się nią.

I kłusownikiem też.

Chodź.

Nie bój się.

Widzisz? Trzeba cię nakarmić

Liduszko, ja też jestem głodny.

Możemy temu zaradzić. Mieszkam niedaleko.

Wasz tata wypalał w lesie węgiel?

Umarł rok temu.

Musi być wam ciężko.

Radzimy sobie. Mama szyje, a ja jej pomagam i dbam o ogródek.

Zdziwilibyście się, co u nas rośnie.

Wiosną mamy śnieżyczki, wawrzynki i sasanki,

a latem słoneczniki, fiołki i naparstnice.

Chciałbym je zobaczyć.

Pospieszyłeś się ptaszku, zaczekaj.

Mogę też popatrzeć?

Pewnie, Honziku.

Nie widzę żadnych ptaszków.

Tylko człowieka, który wspina się na wzgórze. Spójrz.

To oberżysta.

Myśli, że może wziąć cudzą własność.

Ale się przeliczy.

Muszę iść.

My też.

Liduszko...

Daj tę maść mamie. Pomoże jej.

Ucieszy się. Dziękuję.

Drobiazg.

Wierzę, że się nie rozczarujesz. To piękny zamek, choć podupadły.

Stryj nie dbał o niego. Dobrze, że umarł, zanim się rozsypał.

Kto? Stryj czy zamek?

Zamek.

Kiedy go odnowimy, odzyska blask.

Odnowimy?

Zamek przypadł mnie, jako starszemu. Z tobą mam same wydatki.

Nie pamiętam, żebyś coś mi dał.

Żywię cię i zapewniam dach nad głową. To za mało?

Gdy zamek będzie gotów, weźmiemy ślub.

[okrzyk Blanki]

Szczepanie, mój szal!

Stój!

Blanko, naprawdę go chcesz? Wiesz, jak cię kocham.

Nie dbasz nawet o siebie. Jak zadbasz o mnie?

[żwawa muzyka smyczkowa]

Boże...

Proszę.

Adamie?

Przesiądź się.

Zamknij.

Woźnico, jedź!

WOŹNICA: Wio!

Myślisz, że ten leśnik znał tatę?

Może.

Szkoda, że go nie spytałem.

Ja też chciałabym go o coś spytać.

O co?

Skąd wiedział, że mamę coś boli. Nie wspomniałam o tym.

Może był to Karkonosz.

[pogodna muzyka]

Przestań. Pewnie znał ich oboje.

Biegnijmy.

Szybciej! Już niedaleko!

[okrzyk]

Co robisz?! Stój!

Jedź, spieszymy się.

Na pewno nic im nie jest.

Stój!

Dobrze, niech ci będzie.

Ale nie myśl, że będziemy czekać!

Ruszaj.

Nic wam nie jest?

Chyba nie.

Czekaj, pomogę ci.

Gdzie mieszkacie?

Pod lasem.

Honziku, biegnij powiedzieć mamie, że już idę.

Chwyć się mnie.

Wybacz, spieszyliśmy się na zamek i woźnica popędził konie.

Na zamek? Jesteście nowym panem?

Nie ja, mój brat, Szczepan.

Ja jestem biedakiem, więc śmiało, chwyć się.

- Noga już mnie nie boli. - Nie szkodzi.

Nie wyglądacie na biedaka.

Nie? Zobacz.

Zszyję go wam, nie będzie śladu.

Jaki jest nowy pan zamku?

No wiesz, jak starszy brat.

Byle był dobry dla ludzi. I miły, tak jak wy.

Ja — miły?

Nie jestem miły.

Jestem nieszczęśliwy, ale nie wiem, dlaczego ci to mówię.

Jesteście mili, bo mi pomagacie.

[pogodna muzyka]

Jak tu pięknie.

Tyle kwiatów.

To zasługa Liduszki. Ja sadziłabym same ziemniaki.

Nieprawda, też lubisz kwiaty.

Gotowe.

Naprawdę nie ma śladu. Dziękuję.

A to...

...za twoją pracę. Nie mam więcej.

Nic nie chcę. Schowajcie to.

No to z Bogiem.

Do widzenia.

Z Bogiem.

A moja maść?

Zapomniałaś?

Skądże.

Proszę bardzo.

Muszę podlać ogródek.

Skoro musisz, to idź.

[intrygująca muzyka]

MATKA: Liduszko! Ta maść jest cudowna!

Wszystko odmalować, wyczyścić meble, wytrzepać dywany!

I chcę zobaczyć rachunki! Nie myśl, że schowasz coś dla siebie.

Tak, panie. To znaczy, nie, panie.

A to co takiego?

Służą do jeżdżenia po śniegu. Jeszcze się nie przyjęły.

Nie dziwota. Dwie deski? Kto to wymyślił?

Nie wiadomo.

Ale to może się przydać...

[okrzyk Blanki; huk wystrzału]

Mysz!

Tam!

Nie cierpię myszy!

Jako rządca dopilnujesz, żeby od jutra nie było tu żadnych myszy!

Wyrzućcie to.

A co jest tam?

Biblioteka.

Nic ciekawego.

BLANKA: Co za gąszcz,

SZCZEPAN: Powiedz ogrodnikowi, że go zwolnię,

jeśli nie zrobi z tym porządku.

MĘŻCZYZNA: Podano herbatę.

SZCZEPAN: Wspaniale.

RZĄDCA: No to już po mnie.

Dzień dobry.

Adam, brat Szczepana.

Co się stało?

Mam dopilnować, żeby w zamku nie było myszy. Jak?

I jak pan może zwolnić ogrodnika, jeżeli go nie mamy?

Gdzie go tak szybko znajdę?

Na myszy polecam kota.

Widziałem gdzieś jednego.

A co do ogrodnika...

Znam pewną ogrodniczkę.

[pogodna muzyka]

Jesteś tu dopiero kilka dni... a już zrobiło się ładniej.

Jeszcze wam nie podziękowałam, że wstawiliście się za mną.

Nie ma o czym mówić.

Miłe miejsce na ławkę.

Ale samotnemu...

trochę smutno.

Blanko? Posiedzisz ze mną?

Zapomniałeś? Szczepan zaprosił na obiad ludzi z miasta.

Tylko chwilkę.

Innym razem. Muszę do nich dołączyć, i ty również.

Będzie strasznie nudno, ale co robić?

Z tobą nie będzie.

BLANKA: Naprawdę?

Pospiesz się, bo Szczepan będzie zły.

Ciesz się, że nie wiesz, jak to jest...

cierpieć z miłości.

[melancholijna muzyka]

Wróciła!

W podziękowaniu za sarenkę. Liduszka będzie wiedziała.

To miło z waszej strony, ale Liduszki nie ma. Poszła na zamek.

Na zamek? Kiedy wróci?

Raczej nieprędko. Pracuje tam. Za wikt i mieszkanie.

Spodziewamy jej się jesienią.

Jesienią...

Proszę. Wybaczcie.

Bardzo dziwna wizyta.

Znasz go?

STAROSTA: I powiał taki wiatr, że uciekła koza Pecolda.

Aptekarz jeszcze nie wydobrzał.

Spotkał Karkonosza.

Ma takie rogi!

[śmiechy]

Jakiś Karkonosz uwiódł mu żonę?

Nie!

Przyłapał go w lesie na kłusowaniu.

NAUCZYCIEL: Co ty pleciesz? Przyłapał na kłusowaniu oberżystę. Za karę...

PÓŁSZEPTEM: Odebrał mu władzę w nogach.

Nie zrobi teraz kroku bez pomocy!

Protestuję!

Oberżysta zapadł na dziwną chorobę,

ale jej przyczyna z pewnością jest naturalna. A aptekarz ma zwidy.

Pewnie za dużo pije. Może piją obaj.

To przykre, ale w tu wszyscy wierzą w istnienie czarta Karkonosza.

RAZEM: Ciii...

Znacie mój artykuł "O obyczajach i obrzędach karkonoskiego ludu"?

Ukazał się w "Biuletynie Etnograficznym".

Nie lubię czytać.

Szkoda.

Piszę teraz książkę o tym zacofanym regionie.

Badając archiwa, trafia się na ciekawe rzeczy.

Mówi wam coś imię Jan z Górki?

Nie wiecie?

Był pierwszym panem tego zamku. To naprawdę niezwykła historia.

Otóż Jan haniebnie się zadłużył, po czym tajemniczo zniknął.

Wtedy zjawił się sąsiad Jana z olbrzymim ametystem.

Spłacił długi i zamek przeszedł na niego i na jego potomków.

Było to trzysta lat temu, ale śmiem twierdzić...

że to on. Wasz przodek.

Niesamowite.

Co? Podobieństwo?

Mam na myśli ametyst.

Jak mogłem go nie zauważyć? Skąd się wziął?

Ponoć te góry są pełne ukrytych skarbów.

Wspominały o nich wołoskie książki.

Ma na myśli włoskie.

Ktoś cię pytał? Mów dalej.

Wołosi szukali tu drogich kamieni,

a za pomocą tajnych znaków notowali w książkach, jak do nich trafić.

Ten ametyst jest naprawdę piękny.

Gdzie są te książki?

Zaginęły.

Prosty lud mówi, że ukrył je Karkonosz...

RAZEM: Ciii...

...aby nikt nie mógł odebrać górom ich bogactw, ale to zwykłe bajdy.

Nie obchodzi mnie Karkonosz. Za to skarby, owszem.

[muzyka dworska]

Jeśli udało się jakimś cudzoziemcom, uda się i nam.

Znalezienie skarbu nie może być trudne.

Zwłaszcza że mamy eksperta, prawda, Jiraczku? Wyjaśnij im wszystko.

Jestem ekspertem od mitów i legend, nie od skarbów.

Ale to prawda, bardzo wiele legend zawiera wzmianki o skarbach.

Na przykład...

Słyszycie? Bardzo wiele. Niemożliwe, żebyśmy nic nie znaleźli.

MĘŻCZYZNA: Umarła mi ciotka.

Mógłbym zostać w domu?

Co będziesz robił w domu z martwą ciotką?

Mogłeś powiedzieć, że jest chora.

Źle się czuję.

Głośniej!

Źle się czuję!

Wspaniale! Poczujesz się jeszcze gorzej, jeśli będziesz się wykręcał!

Idziemy!

A wy przestańcie się gapić i zajmijcie się czymś pożytecznym!

Adamie!

SZCZEPAN: Mówię też do ciebie!

[dworska muzyka rozbrzmiewa głośniej]

Już kończymy, rozchmurzcie się.

Wybacz. Jestem w złym nastroju.

Szczepan zabronił mi iść z nimi. W zamian mam odkurzać książki.

Cieszę się, że nie poszliście. Kto wie, co by was spotkało.

Przestań. Może znalazłbym wielki klejnot i byłbym bogaty.

Bogactwo nie daje szczęścia.

Mnie by dało.

Mógłbym ci więcej płacić.

I wziąłbym ślub z Blanką.

[figlarna muzyka]

Dziwne.

Coś tu jest.

Pokaż.

[tajemnicza muzyka]

Gdzie są klucze?

[stukot obcasów]

Adamie?

Wrócił Szczepan.

Już idę.

Ja też pójdę.

Dziękuję za pomoc.

SZCZEPAN: W miejscu, gdzie miał być skarb, nie było nic. Zupełnie nic!

Z punktu widzenia nauki nie jest to zaskakujące.

Wiesz, gdzie mam twoją naukę?! A potem zaczął padać śnieg.

W lecie?

SZCZEPAN: Czy to moja wina?!

I wtedy wszyscy...

...uciekli! Zostawili nas, tchórze! Gdy się zjawią, zamknę ich w lochu!

Ledwo udało nam się wrócić.

Więc nie macie klejnotów?

Musimy porozmawiać. W cztery oczy.

To bez wątpienia ona. Odkrycie stulecia, wołoska książka.

- Naprawdę? - Jestem pewien.

Wołoska książka i mam ją w rękach!

Myślicie, że wskazuje drogę do skarbu?

Nie myślę, wiem. To oczywiste.

Widzicie te znaki?

Wyruszymy jutro. Tylko wy i ja. Nikomu ani słowa.

Jutro? Trzeba najpierw rozszyfrować te symbole.

A uda wam się?

Możemy zaczekać dzień czy dwa.

Dzień czy dwa? Drogi panie! To praca na lata!

Co jest pracą na lata? O czym mówicie?

O niczym.

Co tam masz?

Nic.

Znalazłem pewną książkę. Są w niej dziwne rysunki i Jiraczek mówi,

że ich rozszyfrowanie potrwa lata.

Daj mi ją.

Jest stara. I te znaki...

Czy to nie włoska książka o skarbach, o której mówiłeś?

Spójrz uważnie.

Wołoska?

Być może.

Może.

Nie umiesz rozpoznać włoskiej książki?!

Ile potrwa jej odczytanie?

Jak mówiłem - lata.

Bzdura! Chodź do mojego gabinetu.

Za godzinę przyjdę zobaczyć, jak ci idzie.

[figlarna muzyka]

Nic Szczepanowi po tej książce.

Jiraczek przez tydzień nie odczytał pierwszej strony.

Wasz Duch Gór nie musi bać się o swoje skarby.

Lepiej uważajcie. Dajcie Karkonoszowi spokój.

Gniewasz się na mnie?

Czy nie mówiłaś, że nie lubi, gdy wzywa się jego imię?

Karkonoszu!

Karkonoszu!

Idę do ogrodu. Krzyczcie sobie, ile chcecie.

[stukot kopyt]

Przepraszam?

Szukacie kogoś?

Pana zamku.

Nazywam się Montagna, Giovanni Montagna.

Chodźcie.

[intrygująca muzyka]

SZCZEPAN: Więc... słyszeliście o tej książce.

Ja nic nikomu...

I przychodzicie z dziwną propozycją.

Dziwną? Mnie zależy na książce, wam na skarbie.

Kiedy was do niego zaprowadzę, książka będzie moja.

Co wam wtedy po niej?

Właśnie! Zupełnie nic!

Należała do moich przodków i chciałbym ją mieć.

Znacie tutejsze góry?

Lepiej niż ktokolwiek, wierzcie mi.

A co ze skarbem? Jak się nim podzielimy?

Wystarczy mi...

jeden drogi kamień.

Tylko jeden?

Największy, jaki znajdziemy. Resztę oddam wam.

Dobrze. Największy kamień będzie twój.

Więc zgoda. Do jutra.

[intrygująca muzyka]

[łomot]

[hałas w oddali]

Co tu robisz?

SZCZEPAN: Ja?

Co ty tu robisz?

Usłyszałem hałas!

Na co ci pistolet?

Nie wierzę temu cudzoziemcowi za grosz.

Zachowuje się dziwnie i kto wie, co nam szykuje.

Nam?

Mogę pójść z tobą?

W kupie bezpieczniej, a nic nam po tutejszych tchórzach.

Więc pójdziesz ze mną.

- I posprzątaj tu. - Tak jest.

Miał tu być o ósmej!

Jeszcze pięć minut.

Spójrzcie na te rysunki. Muszę się dowiedzieć, co znaczą.

Daj mi spokój. Pilnuj tylko książki, to twoje zadanie!

Blanko, dam ci tyle klejnotów, że wszyscy umrą z zazdrości.

Oby tak było. Jesteś moim bohaterem.

Masz moją chusteczkę, żebyś trafił do mnie z powrotem.

Dziękuję.

Dam wam swoją. Haftowaną. Uważajcie na siebie.

Karkonosz nie lubi, kiedy ktoś kradnie mu skarby.

Najpierw musimy je znaleźć. A cudzoziemca nadal nie ma.

Jestem.

O ósmej. Jak uzgodniliśmy.

[bicie dzwonów]

Wspaniale! Ruszajmy, panowie!

[przejmująca muzyka]

[intrygująca muzyka]

A to? Ta dłoń?

Co oznacza?

Kciuk wskazuje kierunek. Północ.

A te trzy krzyżyki?

Idziemy dobrze. Już niedaleko.

Niedaleko? Oby.

Przepraszam...

Macie ogromną wiedzę.

Ale czy znacie teorię, że Karkonosza wymyślili Wołosi,

aby zniechęcić ludzi do szukania skarbu?

Pierwsze słyszę.

Bardzo ciekawe. Wierzycie w to?

Nie.

Ja też nie wierzę. To typowy przesąd miejscowego ludu,

który z braku wiedzy szuka cudownych wyjaśnień dla naturalnych zjawisk.

[okrzyk]

Okulary! Spadły mi!

Pospiesz się!

Bez nich nic nie widzę.

[trzask]

To one!

To były okulary Jiraczka.

Na przyszłość uważaj. Proszę.

A on? Gdzie jest?!

Wiedziałem! Oszukał nas.

Jest tam!

Co?!

Daleko jeszcze?

To tutaj.

Ciągle to mówi i ciągle nic!

Oprzyj się o mnie.

Ten symbol znaczy, że wejście do jaskini jest już blisko.

Szkoda, że go nie widzę.

Chodź.

I gdzie to wejście?

Tam, gdzie ten kamień, znajdziecie, czego szukacie.

Kamień?

Ten kamień?!

Nie odsunęlibyśmy go w dziesięciu!

Miałeś zaprowadzić nas do skarbu, a nie możemy wejść do środka!

Wejście jest tu.

W rzeczy samej...

Zaraz, zaraz! Ja pierwszy!

Może jednak ty.

Mogę?

Chodźcie.

Chodźmy.

[niepokojąca muzyka]

SZCZEPAN: Ślisko tu.

Chodź.

Dziękuję.

Uważaj, depczesz mi po palcach.

Ostrożnie!

Ile skarbów.

Gdzie?

Same kamienie i skały. Dałem się nabrać jak ostatni dureń!

SZCZEPAN: To tylko kwarc.

Tak myślicie?

Nie myślę, widzę.

Bierzcie, co chcecie.

To jest... prawdziwy skarb.

[wzniosła muzyka]

Adamie, chodź tu!

Daj mi sakwę.

Widzicie coś? Ja nie.

Cuda natury.

[niepokojąca muzyka]

Popatrz jeszcze tam!

Zadowoleni?

Liczyłem na więcej, ale lepszy rydz niż nic.

Teraz moja kolej. Dajcie mi książkę... i największy kamień.

[brzęk kamieni]

Nie mamy większego.

Nie podoba ci się? Jest ogromny.

Mieliśmy umowę: największy kamień, jaki znajdziecie.

Jest największy.

Kłamiesz.

Jak śmiesz?

Słyszałeś: nie mamy większego.

Zatrzymamy też książkę... i wszystkie kamienie.

Zmykaj!

[budująca napięcie muzyka]

Tak właśnie myślałem.

Ludzie z waszego rodu nigdy się nie zmienią.

Kłamcy i złodzieje zdolni do najgorszego.

Tak dzisiaj, jak trzysta lat temu.

Co to za bzdury? Mam tego dość!

[huk]

[dramatyczna muzyka]

Karkonosz.

Najprawdziwszy Karkonosz.

Muszę zmienić treść książki.

Napisz w niej, jak kończą ci, którzy chcą mieć wszystko.

[dynamiczna muzyka]

Zostają z niczym.

[krakanie]

[muzyka cichnie]

Zatrzymaj kamień, który masz w kieszeni.

Zobaczymy, co ci z niego przyjdzie.

[głuche huki w oddali]

Karkonosz jest zły.

Zostaniemy dziś w domu.

[dramatyczna muzyka]

Anno, zamknij okno! Natychmiast!

[kichnięcie]

[grzmot]

[muzyka subtelnieje]

Podać do stołu, łaskawa pani?

Nie zamierzam umrzeć z głodu.

[szum deszczu cichnie]

[posępna muzyka smyczkowa]

Jiraczku! Nareszcie! Gdzie jest... gdzie są wszyscy?

- Wiesz, kto to był? - Kto?

Ten cudzoziemiec! Montagna!

To Karkonosz! Wyleciał z jaskini jako nietoperz!

A łaskawy pan? Jako kruk!

Przeczytasz o wszystkim w mojej nowej książce! Zmienił się w kruka!

Kto się zmienił?

Chciał go zastrzelić! Coś takiego! Szczepan!

A Adam?

Był w jaskini. Jeszcze nie wrócił?

Zobaczymy jutro.

Panie rządco!

Co tu robisz? Powinnaś być w ogrodzie.

Czy pan Adam wrócił?

Jeszcze nie, ani pan Szczepan. Oby nic im się nie stało...

Potrzebny mi wolny dzień. Puścicie mnie?

Wolne? Nawet o tym nie myśl!

O czym ma nie myśleć?

Muszę mieć wolny dzień. Proszę.

Niech idzie, panie rządco.

I może już nie wracać.

Na boga, łaskawa pani. Nigdzie nie pójdzie. Prawda, Liduszko?

Pójdę.

No proszę, jaka bezczelna. Nie chcę cię tu więcej widzieć.

[subtelna muzyka]

Halo! Jest tu kto?

Panie oberżysto.

Szukam pana Jiraczka. Tego, co zbiera legendy.

Na górze. Pierwsze drzwi z prawej.

Naprawdę nie chcesz?

Nie jestem głodna.

Racja. Kto by chciał codziennie jeść zupę.

Jak trafić do jaskini?

Nie wiem nawet, jak stamtąd wróciłem.

Dobrze, że mam drugie okulary.

Zapytam Karkonosza.

[głośne kichnięcie]

Naprawdę?

Ale gdzie go znajdę?

Wiesz co? Spytaj aptekarza.

Poszedłbym z tobą, ale źle się czuję.

Dziękuję.

Kiedy wrócisz, opowiesz, jak ci poszło. Napiszę o tym.

Uważaj na siebie!

Wiem, gdzie to jest, ale za nic już tam nie pójdę.

Kiedy ja muszę. Muszę porozmawiać z Karkonoszem.

No skoro musisz. Ale bądź ostrożna. Powiem ci, jak tam trafić,

ale w zamian przyniesiesz mi rosiczkę i wiązówkę. Pokażę ci, jak wyglądają.

Wiem. Widziałam je w górach.

Te zwyczajne nie mają takiej mocy.

Przyniosę, jeśli Karkonosz mi pozwoli. Nie będę kraść jak wy.

Widać masz więcej rozumu.

Uważaj!

Ścieżka zaczyna się tutaj.

Dojdziesz nią do rozstajów, gdzie są trzy wielkie mrowiska.

Skręcisz w prawo i za Różową Górą dotrzesz do następnych rozstajów,

gdzie rośnie krzak głogu. Tam skręcisz w lewo.

I jeśli będziesz miała więcej szczęścia niż ja, zobaczysz jego dom.

O tutaj.

[pogodna muzyka]

Czy ktoś tu jest?

Liduszko.

A więc to wy.

Nie gniewajcie się, ja tylko...

Wiem, że nie zrobiłaś nic złego.

Cieszę się, że cię widzę.

Czego ci trzeba?

Chciałam was prosić, żebyście wskazali mi drogę do jaskini.

Ty też szukasz skarbów?

Skądże. Ale Adam stamtąd nie wrócił.

Adam? Cóż z tego?

Mogło mu się coś stać i potrzebuje pomocy.

Nie zasłużył na twoją pomoc. To kłamca! Myśli tylko o bogactwie!

Ma dobre serce! Jeżeli zrobił coś złego, to z miłości!

Do ciebie?

Kocha hrabiankę Blankę. To dla niej chce się wzbogacić.

Dobrze wybrał. Pasują do siebie.

Pomożecie mi? Proszę.

Dobrze, wyprowadzę go. Sama byś tam nie trafiła.

Dziękuję.

- Ale mam warunek. - Zrobię wszystko.

[spokojna muzyka]

Zostaniesz tutaj...

jako moja gospodyni.

Mam tu zostać?

Będzie ci u mnie lepiej niż na zamku. To źli ludzie.

Zajmiesz się ogrodem.

To mój warunek.

Więc jak, Liduszko?

Zostanę.

[pisk]

[subtelna, rytmiczna muzyka]

Nie wracaj w góry, jeśli ci życie miłe!

[budująca napięcie muzyka]

Co mi radzisz?

Czekać.

Nie masz innego pomysłu?

- Mam. - Jaki?

Zebrać ludzi, którzy nie boją się Karkonosza, i szukać łaskawego pana.

Więc ich zbierz, szybko.

- To niemożliwe. - Dlaczego?

Wszyscy miejscowi boją się Karkonosza.

Więc co mamy robić?

RZĄDCA: Czekać.

Adam! Nareszcie! Gdzie Szczepan?!

W powietrzu.

W powietrzu?

Biedak zmienił się w kruka.

Mnie ocaliła mysz.

Musimy...

pozbyć się kota.

Panie, powinniście odpocząć. Chodźcie, odprowadzę was do komnaty.

A ten Montagna? Gdzie jest?

Nie mówiłem?

To był Karkonosz.

Oczywiście.

Chodźcie.

RZĄDCA: Cieszcie się, że żyjecie. Nikt nie ma szans z Karkonoszem.

[chrząknięcie]

Blanko!

Nie śpisz już?

Wybacz, zasnąłem. Przyszłaś do mnie?

Czy Szczepan naprawdę...

Gdzieś tam sobie fruwa.

Mój starszy brat. To okropne.

Biedaczek.

[krakanie]

Jego dusza poleciała do nieba.

A ty jesteś nowym panem Górki.

[narastająca rytmiczna muzyka]

Masz rację.

Górka jest moja.

Wymienimy meble!

- Na jakie? - Nowe.

Poślij po krawca. Potrzebuję ubrań.

I zamów powóz na przejażdżkę po włościach.

Tak jest.

Piękny zapach.

Placki ziemniaczane. Moje ulubione.

Już przynoszę.

Ja też coś przyniosłem. Spójrz.

To młoda sójka. Jastrząb uszkodził jej skrzydło.

Do środka.

Zostanie u nas, póki nie wydobrzeje.

Nie będziesz taka samotna.

Biedactwo.

Dziękuję, Liduszko.

A ty?

Już jadłam.

Brak ci czegoś? Powiedz, dam ci, co zechcesz.

Jesteście mili, ale mam wszystko, czego mi trzeba.

Po prostu tęsknię.

Tęsknisz?

Za mamą i za Honzikiem.

Możesz ich zobaczyć.

Kiedy?

Zaraz.

Proszę.

Hej, Hej!

Bułeczki!

Zaczekaj, aż ostygną.

Ale potem zjem pięć! Albo sześć!

Rozboli cię brzuch.

[spokojna muzyka]

Widzisz? Niczego im nie brakuje. Tak jak nam.

Hrabia Aichelburg, hrabia Harrach.

Ktoś jeszcze?

Dziedzic Trautenberk.

Tak jest! Jak mogłem zapomnieć?

Blanko!

I co powiesz? Piękna, prawda?

Nie mam słów.

To miłe. Co robicie?

Układamy listę gości na nasz ślub.

Więc będę jeszcze potrzebować sukni ślubnej.

Liduszko, skoro tak tęsknisz, odprowadzę cię do doliny.

Odwiedzisz rodzinę.

Nigdzie nie pójdę. Zostanę tu.

Dobrze.

Te placki są naprawdę pyszne.

Chyba o czymś zapomniałeś.

O czym, najdroższa?

O prezencie ślubnym. Nie zasługuję na niego?

Jak najbardziej, Blanko. Na najpiękniejszy.

Co byś chciała?

Coś niezwykłego. Szkoda, że wasza wyprawa po skarby spełzła na niczym.

Zaraz wracam!

Rządco!

Panie rządco!

Panie?

- Gdzie moja kurtka? - Wasza kurtka?

Byłem w niej w jaskini!

- Poszła dla biednych. - Jak to, poszła?!

Jest teraz w rzeczach dla biednych.

Przynieście mi ją.

[posępna muzyka]

No!

Dajcie mi ją!

- Szukacie czegoś? - Tak.

Tego.

I co powiecie?

Jest piękny.

Gdzie jest Liduszka? Dawno jej nie widziałem.

Odeszła z zamku.

Szkoda.

Wielka szkoda.

Dziękuję.

Prawdziwy rubin! Nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego.

Gdzie go znalazłeś?

W jaskini, gdzie był skarb,

Skarb? Naprawdę istniał?

Tak.

Co się z nim stało? Pewnie zabrał go ten Montagna!

Nie. Został tam.

Musisz po niego wrócić. Przynieść wszystko!

Wiesz, jak kończą ci, którzy chcą mieć wszystko?

Zostają z niczym.

- Kto tak twierdzi? - Karkonosz.

Skończ już z tym Karkonoszem.

Przyniesiesz mi skarb, nim znajdzie go ktoś inny.

Omówimy to jutro. Dobranoc.

Dobranoc.

Jiraczku?

Co tu robisz?

Szukam Liduszki. Ciekawym, jak jej poszło z Karkonoszem.

Ale skoro żyjecie, wszystko się udało.

Co się udało?

Uratowała was. Jak inaczej wyszlibyście z jaskini?

Uratowała mnie mysz.

Mysz?

Mała myszka. Wskazała mi drogę.

Mówiła coś?

Tylko dziwnie patrzyła.

Więc to nie Liduszka.

Raczej nie.

- To był Karkonosz! - Co?

Potrafi w mgnieniu oka przybrać dowolną postać. Tak mówią legendy!

Przeczytacie o tym w mojej książce.

Po co miałby mnie ratować?

Zostawił mnie tam celowo.

To prawda. Z powodu tego klejnotu.

Wzięliście go i skłamaliście, że nie.

Owszem.

Zły pomysł. Karkonosz nie cierpi kłamstwa. Wspomnę o tym w książce.

Już nigdy go nie okłamię.

Wszystko jasne. Liduszka poprosiła Karkonosza, żeby wam wybaczył.

Skąd wiesz?

Po to do niego poszła. Sama wam powie. Gdzie jest?

Zaraz się dowiem.

Panie rządco!

Do usług.

Dlaczego Liduszka odeszła?

- Odprawiłam ją. - Co?

To prawda.

Nie płacimy jej za to, żeby biegała Bóg wie gdzie i jeszcze pyskowała.

Nie "Bóg wie gdzie", tylko do Karkonosza.

Poszła do niego dla mnie. A ty ją odprawiłaś?

Co jeden to większy dureń. Karkonosz nie istnieje.

Przyślę wam moją książkę, przekonacie się.

Muszę podziękować Liduszce. Pewnie jest w domu.

Pójdę tam.

Pójdę z wami.

Jeśli była u Karkonosza, może odpowie mi na kilka pytań.

Na przykład, czy jako byt nadprzyrodzony musi jeść?

Liduszka jest u Karkonosza.

Co takiego?

To prawda.

I nie możemy jej odwiedzać! Ale... przysłała nam złote listki!

Znaleźliśmy je razem z listem. Mamy się nie martwić, pracuje tam.

Mogę je zobaczyć? Te listki?

To dla mnie ważny dowód naukowy.

Proszę.

Widzicie?

Karkonosz potrafi zmieniać liście w złoto.

Nie udało się to najsłynniejszym alchemikom, a jemu tak.

Mógłbym wziąć jeden, do zielnika?

Tylko jeden. Pewnie nie.

[brzęk]

Kiedy wróci? Nie napisała?

Nie. Boję się, że Karkonosz jej nie puści.

Po co do niego poszła?

Wiem.

Do widzenia.

Z Bogiem.

Pani nie zejdzie na kolację. Zje u siebie.

Trudno, zjemy sami.

Trzyma Liduszkę wbrew jej woli.

Czy ja wiem? Może lepiej jej u niego niż tutaj.

Bzdura.

Poza tym, nie wolno wam wrócić w góry.

Po co wziąłem ten rubin? Nie chcę już oglądać drogich kamieni.

Rządco, wynieście ten obraz na strych albo do piwnicy.

Pomogę wam.

Bylebym go nie widział.

Chodźmy.

Czekajcie!

Zostawcie go.

Pani prosi, żebyście przyszli do niej.

Powiedz jej, że nie przyjdę.

Czy to możliwe? Spójrz, Jiraczku.

Jan z Górki, pierwszy pan tego zamku. Obraz ma trzysta lat, ale...

Mogłem się domyślić.

Czego?

Giovanni Montagna to po włosku nasz Jan z Górki!

Co znaczy, że Jan z Górki jest...

...Karkonoszem. Jak to możliwe?

Stare źródła mówią, że Karkonosz był kiedyś człowiekiem.

Pani mówi, że schodzi na dół.

Powiedz jej, że wychodzimy!

A kolacja?

Myślisz teraz o jedzeniu?

Tak. Jestem głodny.

[figlarna muzyka]

Co właściwie wiesz o tym Janie?

To, co przeczytałem w książce. W starej kronice, mam ją tutaj.

Mógłbyś tu zrobić porządek.

Wstańcie!

Trochę grzeczniej.

- Siedzicie na niej. - Przepraszam.

Zaraz to znajdę.

Tak, tutaj.

"Przyszła wtedy tak sroga zima, że wszystko pomarzło

i nie było co jeść. Wtedy Jan, pan na Górce, dobry człowiek,

nakupił jadła i rozdawał je poddanym, coby nie pomarli z głodu.

Lecz popadł przez to w długi i zastawił włości.

Powędrował więc w góry śladami Wołochów, by szukać skarbu,

spłacić długi i ocalić Górkę.

Niestety, w drodze musiała spotkać go śmierć, bo ku rozpaczy poddanych

nigdy nie wrócił".

Koniec. Bardzo smutna historia.

Owszem.

Wtedy zjawił się mój przodek z ametystem i odkupił Górkę.

Tak. Piszą tutaj:

"Był to człek chciwy i niedbający o poddanych. Przeciwnie..."

Nie będę czytał dalej.

Lepiej nie. Ale chciałbym wiedzieć, jak znalazł ametyst.

O tym nic nie ma. Piszą tylko, że był panem sąsiednich włości.

Więc się z Janem znali.

Bez wątpienia. Byli sąsiadami.

"Kłamcy i złodzieje zdolni do najgorszego.

Tak dzisiaj, jak trzysta lat temu".

Pamiętasz?

Całkiem wyszło mi z głowy.

Co miał na myśli?

To, co zwykle?

Kradzież?

Napaść?

Albo nawet...

...morderstwo?

Właśnie tak.

[budująca napięcie muzyka]

Tu jesteś!

Blanko, wychodzę.

Szukać skarbu? Nareszcie! Kiedy wrócisz, będziemy bardzo szczęśliwi.

Nie trzeba być bogatym, aby być szczęśliwym.

Nie rozumiem cię.

Właśnie.

Nigdy mnie nie rozumiałaś.

Nie czekaj na mnie, straciłabyś tylko czas.

Pewnie, że nie będę czekać! Przez myśl mi to nie przeszło!

Wszystko mi jedno, co się z tobą stanie!

Dzień dobry.

Naprawdę chcesz iść ze mną po Liduszkę? To może być niebezpieczne.

Wiem o Karkonoszu więcej, i nie przepuszczę okazji,

by zobaczyć, gdzie mieszka.

To się nazywa badania terenowe.

Dziękuję ci.

Poza tym nie wiecie, gdzie jej szukać.

Więc chodźmy najpierw do apteki.

Do apteki? Coś ci dolega?

Nie jestem biurem podróży!

Naprawdę musimy wiedzieć.

Co będę z tego miał?

Ta, co tu była przed wami, obiecała mi zioła i nic!

To była Liduszka. Właśnie jej szukamy!

Dokładnie wskazałem jej drogę do domu Karkonosza.

Nie moja wina, jeśli się zgubiła.

Nikt was nie obwinia.

Mam przez to nerwy w strzępach! Muszę jechać do wód!

Macie i jedźcie, gdzie chcecie, ale powiedzcie, jak tam trafić.

Widzę, że nie macie pojęcia, ile kosztuje dziś pobyt u wód.

Posłuchajcie.

Ścieżka zaczyna się tutaj.

Dojdziecie nią do rozstajów, gdzie zobaczycie trzy mrowiska.

Tam skręcicie w lewo i za Różową Górą dotrzecie do następnych rozstajów,

gdzie rośnie wielki krzak głogu. Tam skręćcie w prawo,

a potem idźcie prosto, aż dojdziecie do celu.

Zmykajcie, muszę się spakować.

Dziękujemy. Do widzenia.

Do widzenia!

Nie jestem pewien, czy na pierwszych rozstajach trzeba pójść w lewo,

a na drugich w prawo. Czy może odwrotnie?

[pomruk]

[dynamiczna muzyka]

Wkrótce będziemy na miejscu.

I co zrobimy?

Zakradniemy się do ogrodu i zabierzemy Liduszkę,

tak, żeby Karkonosz nas nie widział.

Długo nad tym nie myśleliście.

Jiraczku! Spójrz!

Nie krzyczcie! Jeśli Karkonosz coś usłyszy, znajdzie nas w trymiga.

Powiedział... w lewo.

Myślę, że to był...

Jest tu mnóstwo...

kruków.

[niespokojna muzyka]

Czyżby aptekarz źle nas pokierował?

Nie sądzę.

Chodźmy jeszcze kawałek.

PISKLIWIE: Na pomoc!

Cicho. Nie krzycz. Karkonosz cię usłyszy.

Ale ja tonę!

Odwróć się, pomogę ci! Daj mi rękę!

[pojękiwanie]

Chodź.

[jęki]

Już dobrze.

Zmyliliśmy drogę.

Wróćmy na rozstaje.

Tak będzie najlepiej.

Dziękuję.

Tędy.

[niespokojna muzyka]

Na drugich rozstajach w prawo. Jestem pewien.

[kichnięcie]

Wybaczcie.

A więc to ty.

[stuk]

To dalej, niż myślałem.

Dużo dalej.

Znów zabłądziliśmy?

Za chwilę mgła tak zgęstnieje, że zabłądzimy na pewno.

Nagłe zmiany pogody są normalne w górach.

Doświadczony badacz jest na nie przygotowany.

Au!

Jiraczku?!

Gdzieście?

Tutaj!

A ty?

Tutaj!

Halo!

Tutaj!

Jiraczku?!

Tutaj!

Co w takiej sytuacji zrobiłby doświadczony badacz?

Usiadłby i poczekał, aż mgła się rozwieje.

Coś się stało?

Widziałem kogoś, kogo nie powinno tu być.

Znowu kłusownik? Poradzicie z nim sobie.

Tak. Ale lepiej wejdź do domu.

Dlaczego?

Kto to był?

Nikt ważny.

Liduszko, chodź, szybko.

Może dalej będzie trochę lepiej.

Co?

Warto spróbować.

Więc chodźmy.

Daj mi rękę.

Dziękuję.

[dynamiczna muzyka]

[okrzyk]

Jiraczku, trzymaj mnie!

Trzymam!

- Nie puszczaj! - Nie puszczę!

[pojękiwanie]

I jak?

W porządku.

Dziękuję.

Uratowałeś mi życie.

Jak wy mnie na tamtym bagnie.

Niewiele brakowało.

Chodźmy stąd szybko.

Tylko ostrożnie!

Tak jest!

[melancholijna muzyka]

Jakby mgła była tylko wokół nas.

Cofnijmy się do drugich rozstajów.

Teraz w lewo.

[huk]

[budująca napięcie muzyka]

Tam! Spójrzcie!

Szybko!

[stukot]

Liduszko! Otwórz!

Liduszko, otwórz!

Nie krzyczcie tak.

Nie dbam o to, czy Karkonosz nas usłyszy!

Liduszko... przyszedłem po ciebie.

Puść ją!

Liduszko!

Wszystko dobrze?

Nic się nie stało.

Stało się! Przyszedłeś tu, zuchwalcze?!

Ostrzegałem cię! Nie posłuchałeś i zapłacisz za to!

Nie! Proszę!

Znów się za nim wstawiasz?

Za kłamcą, który myśli tylko o własnej korzyści!

Skłamałem i żałuję tego.

Dowiodę... że się mylicie.

[melancholijna muzyka]

"Tym dokumentem i własnoręcznym podpisem zaświadczam...

że włości i zamek Górka...

wracają do prawowitego właściciela, Jana z Górki".

[krakanie]

Nic mu nie będzie? Powiedzcie.

Naprawdę go kochasz.

Tak.

Wołoskie książki! Zebraliście je wszystkie.

W końcu mi się udało.

Może teraz ludzie przestaną szukać skarbu.

Nie byłbym pewien.

Co to za kolekcja?

Nie palę już fajki, ale lubię je rzeźbić.

Nareszcie! Minęło południe.

Gdzie Liduszka?

Posłałem ją do domu.

Ty też możesz iść.

Dawno stąd poszła?

Nie mogliście mnie zbudzić? A jeśli coś jej się stanie?

Nic się nie stanie. Zawsze będzie w górach bezpieczna, zadbam o to.

A ty zadbaj...

o resztę.

Przyrzekam.

Jiraczku, idziemy?

Chciałbym tu jeszcze chwilę zostać, mam mnóstwo pytań.

Muszę biec za Liduszką.

Biegnijcie, dogonię was.

Adamie.

Myliłem się.

Jesteś lepszy, niż sądziłem.

O co chciałeś mnie spytać?

Jestem ciekaw, z powodów czysto naukowych, co wtedy zaszło.

Skoro pytasz... z powodów naukowych, powiem ci.

Znalazłem w górach skarb, lecz wziąłem tylko jeden klejnot.

Wystarczyłby na spłatę długów.

Ale mój sąsiad ukradkiem mnie śledził. Ciężko mnie pobił i okradł.

[dramatyczna muzyka]

[jęk]

Sądził, że nie żyję.

Lecz ocaliły mnie duchy gór.

Pod warunkiem, że przejmę ich obowiązki i stanę się jednym z nich.

Od dawna pragnęły przekazać komuś to zadanie.

Jakie zadanie?

Aby strzec gór i ich skarbów. Na ziemi i pod ziemią.

A te dawne duchy gór? Co się z nimi stało?

Odeszły. Ich czas minął.

Ale to już inna historia.

Macie rację.

Nie komplikujmy tego.

Ale powiem wam... nie znalazłby się nikt lepszy.

Być może.

Ale między nami...

Nigdy nie żałowałem tak jak dzisiaj... że nie jestem już...

...zwykłym człowiekiem?

Panie Adamie!

Dzień dobry.

Znów macie pecha, Liduszki tu nie ma.

Jak to? Jeszcze nie wróciła?

Wróciła, ale jest na zamku.

Idźcie do niej.

Na zamek?

Nic tam po mnie, nie jest już mój.

Idźcie, Liduszka na was czeka.

Może Karkonosz zatrudni nas oboje. Idę. Z Bogiem!

Z Bogiem!

[żwawa muzyka]

Panie Adamie!

Szukam Liduszki! Wiecie, gdzie jest?

Przybył nowy pan, on wam powie!

Chodźcie!

Karkonosz nie zwlekał.

Radem, że nic wam nie jest.

Dziękuję. Wszystko się tu zmieni, ale już to wiecie.

Tak, wiem.

Nowy pan nie jest taki zły. Nie musicie się martwić.

Nie martwię się.

[pogodna muzyka smyczkowa]

Liduszka?

Co tu robisz?

Czekam na ciebie.

A gdzie Karkonosz? Co się stało?

Przeczytaj.

"Oddaję zamek Górka Liduszce jako...

wiano.

Wystarczą mi moje góry. Życzę wam szczęścia, Karkonosz".

Będziesz mnie chciała, kiedy nie mam nic... a ty masz wszystko?

Ty jesteś moim wszystkim.

[wzruszająca muzyka]

Poczta!

Poczta!

Dobrze, że was zastałem.

Proszę. List.

List? Do mnie?

Do rąk własnych. Jesteście Karkonoszem? Chyba tak.

Daj mi go.

Pójdę już.

Poczekaj. To za drogę.

Nie zgub jej, to nie jest zwykła szyszka.

Byłbym głupi, gdybym zgubił szyszkę od Karkonosza.

Kto wie, w co się zmieni?!

Byłbym zapomniał. Pan Jiraczek przysyła wam egzemplarz.

Egzemplarz? Czego?

Książki o was! Wszyscy ją czytamy.

"Jak spotkałem się z Karkonoszem". Napisał Prawosław Jiraczek.

Nie zapomnijcie o liście.

Tak.

Zobaczymy, kto do nas napisał?

Liduszka zaprasza mnie na ślub.

Jak się miewa?

[spokojna muzyka]

[radosne śmiechy]

[śmiechy]

Chyba dobrze.

Mam iść czy nie? Poradź.

[krakanie]

BLANKA: Ruszajcie się szybciej, parszywe lenie!

Jeśli będziecie się tak grzebać, nigdy nie znajdziemy skarbu!

Z życiem, z życiem!

Gdzie tam.

Obowiązek wzywa.

[wzniosła muzyka]

"Od zawsze strażnikami tych ziem i ich skarbów są duchy gór.

Najsłynniejszy i najmędrszy z nich, który jest z nami do dziś,

zwie się Karkonosz".

Napisy na podstawie tłumaczenia Zuzanny Naczyńskiej:

Kamil Kalbarczyk

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.