Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Grupa na fb: Turecka Serialomania
Tłumaczenie: Arduc Vallah Napisy: Liliana i Ela F.
Miłość moja Alabora
- Problemy z końmi można rozwiązać.. Ale jeśli dziecko odejdzie, to nigdy nie wróci! - Zamknij się, milcz!
- Nie dotykaj mojego ojca, zabiję ciebie! - Zulfikar!
- Jeśli Gokhan usłyszy, co wtedy zrobisz?
- No to patrz, Zulfikar! Co ja zrobię? Spójrz uważnie!
- No już, szybciej!
- Czy policzkując kobietę i przystawiając jej pistolet do głowy, czujesz się silny? Szkoda mi ciebie. Przeklęty zniknie, proszę pana.
- Wyprowadźcie ją na zewnątrz. Zulfikar, idziesz ze mną. Porozmawiamy. - Tato!
- Tato, dopóki ciebie nie zabiorę, nie pójdę. - Idź już teraz.
- Rusz rozumem. Pomyśl o swoim ojcu.
- Właśnie taki był wasz cel? Milcząc tak, jesteście żałośni.
- Co wie Zulfikar o bracie? - Co on możesz wiedzieć, kochana? Nic.
- Więc znaczy tak? Zufikar. A więc tak, Zulfikar? - Jeśli ty tkniesz moją córkę, ja tknę twojego syna.
- To znaczy powiesz: „Ali Hikmet nie jest twoim prawdziwym ojcem?”, doprawdy? - Moja córka..
- Jeśli kochasz swoją córkę, Zulfikar, to nie otworzysz ust. Zamkniesz się! Niczego nikomu nie powiesz! - Dobrze.
- Twoja córka przez długi czas robiła, co jej się podobało. Teraz twoim zadaniem jest ją przeszkolić. Będzie siedzieć cicho na swoim miejscu i milczeć. A nawet później będę mieć ciebie na oku, Zufikar.
Moje oczy zawsze będą ciebie śledzić. Gdzie jest list?
- Jaki list?
- Ten, o którym powiedziałeś, że jest wyjaśnieniem. - Proszę pana, to jest wyjaśnienie dla mnie
- List. List. List, w którym od 22 lat kryje się twoje ciężkie brzemię. - Zniszczyłem go, proszę pana.
- A ja uwierzyłem. - Mogłeś zabić moją córkę. Byłem w rozpaczy, napisałem. Ale później zniszczyłem. Czy mógłbym go zachować? Ten list zniszczy i moją córkę i mnie.
- Zniszczy czy nie, ale powiem ci jedno, Zufikar. Jeśli Gokhan usłyszy o tym, że nie jestem jego prawdziwym ojcem.. Zniszczę ciebie! Kamień za kamieniem będzie lecieć w twoją stronę.
Rozumiesz? Wynoś się z moich oczu.
- Aj, aj, aj! Jak mi serce bije. - Niech ta noc zmieni się w dobrą. Gulizar, idź, a ja zobaczę, jak dziewczyna.
- Zwariowałaś, siostro Fatmo? - Co w środku nocy będzie robić ta dziewczyna sama?
- Nic się z nią nie stanie. Jest jak kamień. O tej porze już na pewno dawno wyjechała. Zulfikar. Zulfikar. Zulfikar, co się stało? O czym rozmawialiście? Co powiedział pan Ali Hikmet? Powiedz no!
- Zeynep poszła? Znaleźliście ją? Nie odbiera. - Zeynep już dawno poszła. Pani nedret wysłała jej śladem samochód, żeby ją odwieźć, gdzie trzeba. Czyż nie, siostro Fatmo?
- Wysłała, wysłała. - Ale nie odbiera.
- Nie słyszy. Mówię przecież, że Nedret wysłała samochód zaraz za nią. Przyrzekam.
- No dobrze, ja też pójdę, siostro Fatmo. Dobranoc.
- Nie ma u nas miejsca, żeby ją chronić. Na boga, nie ma. W ogóle nie mogliśmy pomóc dziewczynie.
- Synku! Synku, stój. Selcuk, pytam się, gdzie jedziesz? Selcuk, nigdzie nie pojedziesz. Co ty mówisz, mój syneczku?
- A wy co robicie? Zostaw mnie. Róbcie, co chcecie! - Selcuk..
- Namyk. Weź to. Ta dziewczyna więcej nie wróci w to miejsce. Rozumiesz? - Jak pan każe, proszę pana.
- I nie spuszczaj jej ojca z oczu. Ptaszyna nie przeleci! - Dobrze, proszę pana. Nie lekka ta sprawa, nie lekka.
- Jakieś wieści o koniach? - Niedobre wieści, proszę pana.
- Jak to? - Pasza, Uysuz, Metro.. - Karamfil?
- Karamfila też nie ma, proszę pana. Pan nie wie, ale istoty na wolności skaczą, gdzie wzrok ich niesie.
- Zastrzeliłbym tę dziewczynę, ale.. nieważne. - Proszę pana, jeśli nie ma żadnych innych rozkazów..
- Idź
- Co powiedział? - Wszystko załatwiłem, nie martw się.
- A jeśli powie? - Nie powie. Wie, co jemu grozi.
- Nie, ja się boję. Spójrz, jeśli Gokhan się dowie, nie wybaczy nam obojgu.
- Spójrz na tego Zulfikara. I jego córka pojawiła się tutaj z wysokim mniemaniem o sobie. Spójrz, jeśli nasz syn się dowie..
- Co się stało? Kto się dowie?
- Pospieszcie się, oni jadą! Znaleziono konie! Znaleziono! Znaleziono! Konie jadą!
- Otwórz!
- Dzięki Bogu. Dzięki Bogu.
- Zamknijcie drzwi. Zamknijcie.
- Wszystkie znalazłem, tato. Nie ma problemu. - Zuch, mój lew!
- Chodź, pocałuję. Lwie mój, synku. Wszystkie problemy rozwiązane. - Jak to się stało, tato? Jak wydostały się na wolność? Mogłeś się dowiedzieć?
- To przez Zeynep! Zeynep! To ona zrobiła. - Tak.
- Przez Zeynep? Skąd taki pomysł? - Synku, sama widziałam.
- Dlaczego miałaby to zrobić? - Wyjechała, chciała sprawić nam problemy, a niby po co jeszcze?
- Zeynep nie robi takich rzeczy. Tato, to przecież konie, czy to możliwe? - Synku, sama widziałam.
- Dorosła kobieta ma kłamać czy co? - Synku, cały ten czas dziewczyna próbowała wbić nam nóż w plecy.
- Nie, tato. Ta sprawa to coś innego. Zeynep nie robi takich rzeczy. Gdzie Zeynep? Pójdę z nią porozmawiać.
- Brat ją wygnał. Wyjechała.
- Gokhan, synku. Chodź tutaj. Na to już za późno.
- O czym rozmawialiście? Co to skrywasz? - Milcz, kobieto. Milcz! Telefon był tam.
- Przecież ci mówiłam, pani Nedret wysłała za nią ludzi. Powiedziała, żeby się nią zajęli. Daję słowo. Przyrzekam. Siostra Fatma sama potwierdziła. Dziękujmy pani Nedret, dobra kobieta
No już, zobaczę, co z tobą. Czekaj, czekaj. Zdejmę to na trochę. Zulfikar.. Powiedz mi, co ty powiedziałeś zanim pistolet był wycelowany w głowę twojej córki?
- Żeby nie zabijał mojej córki. Powiedziałem pierwsze, co mi przyszło do głowy.
- Zeynep! - Selcuk, jak ty mnie nastraszyłeś.
- Martwiłem się o ciebie. - Na Boga, zostaw mnie.
- Zeynep. Spójrz, czy ja też nie dostałem od Ali Hikmeta? Wiesz, jak on ze mną postąpił. - Po tym co zaszło, nie mamy o czym rozmawiać.
- Zeynep, wsiadaj do samochodu. Odwiozę ciebie do jakiegoś hotelu. Twój ojciec bardzo się będzie denerwować.
- Dobrze z nim? - Dobrze. Nie martw się o niego. Chodź. Zeynep. Spójrz, ja tez jestem bardzo zły. Jeśliby to nie zaszło..
- Jeśliby...
- Co ty robisz?
- Zeynep!
- Wszystko dobrze? - Wystarczy już. Wystarczy! Oboje zostawcie mnie w spokoju!
- Zeynep, dokąd pójdziesz w środku nocy? - Co ci do tego?
- Zachowujesz się jak dziecko. No już, wsiadaj do samochodu. - Nie wsiądę.
- Zeynep, jest już późna noc. - Nie pójdę tam, nie wrócę do tamtego miejsca.
- Dobrze, więc tam nie pojedziemy. Odwiozę ciebie do domku letniego. Spędzisz tę noc tam. Jutro zrobisz, co chcesz, Zeynep. Umowa stoi?
Zeynep. Proszę. Posłuchaj, nie będziemy się obrażać w środku nocy. No już, Zeynep. No już. A ty kuzynie jedź do domu. Do zobaczenia.
- Gdzie jest Secuk? - Nie wiem. Może jest w stajni.
- Jego nigdzie nie widać. - Nie wiem, gdzie on jest, bracie. Może porozmawiacie jutro? Nie męcz go w środku nocy.
- Szybko go wezwij, niech zaraz tu przyjdzie. - Bracie, proszę cię. Co było, już przeszło.
- O czym ty mówisz, Nedret? Dzisiaj wróciliśmy z tego świata, jesteś tego świadoma? A jeśli konie by uciekły? Jeszcze trochę i bylibyśmy zrujnowani, zrujnowani!
Musisz to zrozumieć bardziej niż wszystko inne, Nedret, zrozumieć! Mam na głowie napisane ‘bezmózgi’ czy co?
- Niech Najwyższy wybaczy, bracie. - Jedną sumę pieniędzy straciłem, a to mam zapić szklanką chłodnej wody, tak?
- Przecież ukradli, dziecko powiedziało.
- Nie daruję tego kłamstwa. Te pieniądze wrócą do tego domu i kropka! Spójrz, Nedret, to ostatni raz. Jeśli jeszcze raz stanie się coś podobnego, nie spojrzę na twoje łzy i wygonię was oboje za drzwi.
- Bracie, co ty takiego mówisz? Złość na Zulfikara wyładowujesz na mnie? - Co ty mówisz? Co? Skąd taki pomysł?
- Przez to że przystawiłeś pistolet do głowy dziewczyny, Zulfikar sam powiedział. Niedługo wyjdą wszystkie skrywane sekrety. - O jakim sekrecie ty mówisz?
- O jakim sekrecie mogę mówić, skoro o żadnym nie wiem, bracie? Będąc złym na niego, krzyczysz na mnie. To mówię.
- Jestem zły na twojego syna złodzieja! Jeszcze raz coś takiego się stanie i sam go utopię! - Nie mów tak o moim synu!
- Czy to jest kłamstwo? Złodziej! I syn i ojciec! Czy to on nie był winny utraty mojego syna? - Bracie, ty sam wiesz. To był nieszczęśliwy wypadek. Czy Ismail mógł zamierzenie zabić Ahmeta?
- Wystarczy, nie przeciągaj! Mojego syna już nie ma, Nedret! Nie rozumiesz? Mojego syna nie ma! - I mojego męża też nie ma, bracie. Ojca mojego syna nie ma!
- Zulfikar, chodź przewiążę ci plecy.. - Nie, nie chcę. Ze mną wszystko dobrze.
- Więc wstań i kładź się spać, no już. - Tej nocy sen będzie dla mnie grzechem.
- O tej porze.. Daj Boże coś dobrego. Idę.
- Pani Sevinc? - Gdzie on? W środku?
- Zulfikar? Oczywiście, kochana, w domu. - Wyjdź na zewnątrz.
- Powiedziałam wyjdź, Gulizar! Wyjdź!
- Co ty wyprawiasz? Straciłeś rozum, szanowny Zulfikarze? - Pani Sevinc..
- Milcz! Ja mówię! Ufaliśmy tobie tyle lat. Mój mąż powierzył ci tajemnice, prawda? - Prawda.
- Powierzyliśmy tobie nasz sekret, prawda? - Prawda.
- Więc co ty wyprawiasz? Będziesz nas szantażować, nieszczęśniku? - Winili moją córkę. Co byś wtedy czuła? A ja jestem ojcem..
- Jeśli jesteś ojcem, to wiedz, co to znaczy nim być! Masz znać swoje miejsce! - To nie ona wypuściła te konie.
- Kto wypuścił? - Nie wiem, ale nie ona wypuściła. Ona nie robi takich rzeczy.
- Rzecz nie w tym. Będziesz trzymać język za zębami, a my wyjdziemy ci na spotkanie. Będziesz chroniony, chroniony.
- Ali Hikmet też mnie chroni. Albo ochroni albo zakopie. To sprawa pana Ali Hikmeta, pani Sevinc. Nie zawracaj sobie tym głowy.
- Sama zdecyduję, czym zawracać sobie głowę. Znaj swoje miejsce!
- O Boże! Żeby to dziecko jeszcze czegoś nie zmajstrowało.
- Co ty za sprawy tworzysz, pani szwagierko?
- Wchodź.
- Nie wiem, jak wygląda w środku. Długi czas tu nie przyjeżdżałem. Ale ciocia Fatma doprowadzi wszystko do porządku.
- Na długo tu nie zostanę.
- Wiem. Powiem ‘zostań’, ale ty i tak nie zostaniesz. Zeynep, tej nocy nie będziemy się więcej obrażać. Niech ta noc będzie inna. Wejdziemy przez te drzwi z innymi myślami.
- Jak? - Nie będziemy myśleć o przeszłości; o tym, co będzie jutro. Jakby niczego innego nie było. Zeynep, spójrz.. po tych złych rzeczach, tej nocy nie opuścimy siebie nawzajem.
- Żeby móc to wspominać?
- Nie masz rozumu! Głowa ci w ogóle nie pracuje! Żona znamienitego pana Ali Hikmeta przyszła do naszej szopki i to jeszcze tak, obgryzając paznokcie!
- Podsłuchiwałaś nas, prawda?
- Jeśli znasz tajemnicę pana Ali Hikmeta, to dlaczego tyle lat ten człowiek na nęka? A? Dlaczego tego nie wykorzystasz? Czy ta twoja głowa nie pracuje? A? Ale nie!
To wszystko potwierdza ‘szanowny pan’, jak na skinienie. Niech i ciebie wybiorą na pana!
- Podsłuchiwałaś, prawda? - Podsłuchiwałam! Tak! I co takiego? Podsłuchiwałam!
- Skoro wszystko słyszałaś, to po co się mieszasz? - Spójrz na mnie. Uważasz mnie za idiotkę? Dla kobiety ziemia zniknęła spod nóg, ziemia! Kto wie, co ty wiesz! I twoja córka ciebie ochrania!
- Moja córka patrzy im w oczy! Co się z nimi nie stanie, moja córka wie. A ja niczego o nich nie. To znaczy wiem nie zwracaj uwagi, o czym mówiłem. Głowa mnie rozbolała, no już!
- Skoro pojawi się zapach tego wszystkiego! Ha! O tutaj to piszę!
- Zeynep, może usiądziesz? Dlaczego stoisz na nogach? - Gokhan, daj mi telefon. Chcę usłyszeć głos ojca.
- Zeynep.. Masz ręce chłodne jak lód. Na pewno zmarzłaś. - Nie. Nie bardzo.
- Kominek?
- Kominek? A, tak.. Tak, ja pójdę po drzewo. Zaraz rozpalę, ogrzejesz się. Dobrze?
- Gokhan? Pojedziesz? - Zeynep, proszę nie proś, żebym pojechał. Nie zostawię ciebie tutaj samej.
- Halo. - Tatusiu.
- Zeynep? Gdzie ty jesteś? Zwariuję od zamartwiania się. Powiedzieli, że pani Nedret wysłała za tobą samochód.
- Gokhan przywiózł mnie do letniego domku. Tato, nie martw się. Wszystko dobrze. Ale jak ty się czujesz? Ten szaleniec niczego tobie nie zrobił, prawda?
- Nie, nie. Ze mną dobrze, nie martw się. - Tato, powiedz prawdę. Posłuchaj, twój głos w ogóle mi się nie podoba.
- To przez ciebie, córko. - Nie smuć się, tatusiu. Nie martw się. Jutro ciebie zabiorę. Dobrze?
- Dobrze, córko. Teraz już dobrze. Po tym wszystkim co zrobił tobie Ali Hikmet, niech ktokolwiek przyjdzie, ja tutaj nie zostanę. No już, życzę ci spokojnej nocy. Pan Gokhan tam zostanie?
- Tak, tato. Nie martw się o mnie, dobrze? - Dobrze, córko. No już, dobranoc. - Dobranoc.
- Dziękuję, Gokhan. - Jak z wujkiem?
- A jak ma być.. Tak zawsze się dzieje. Wszystko to mi się przytrafia.. Co ja zrobiłam, Gokhan? Nie rozumiem. Naprawdę nie rozumiem.
- Ciepło Ci?
- Co mój ojciec ci zrobił? - Bardziej interesuje mnie, co ja jemu zrobiłam.
- Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wiem tylko jedno – nie jesteś niczemu winna. - Poza tobą nikt nie uważa nas za ludzi, Gokhan.
- Zeynep.. - My tego nawet nie oczekiwaliśmy..
- Proszę ciebie o wybaczenie za wszystkich i za wszystko. - Nie wiem, czy po tym wszystkim, mogę zapomnieć.
- Więc nie zapominaj. Nie musisz niczego zapominać. Ale możesz wybaczyć. - Po co?
- Ponieważ życie z nienawiścią w sercu jest bardzo ciężkie, Zeynep. - I kogo to obchodzi?
- Mnie.
- Toaleta jest na górze? - Tak.
- Zeynep, mogę kontynuować? Proszę.
- Śpiewaj głośniej.
- Twój tata zawsze śpiewał. Z waszego domu wynosił się jego głos, słuchałem.
- Tak, mamo? - Gdzie ty jesteś, synku?
- Jadę. - Tylko wejdź do pokoju tak, żeby wujek ciebie nie zobaczył.
- Dlaczego? - Jakbyś nie wiedział.
- Mam mu coś do powiedzenia. - Co? O czym ty mówisz? - Zaraz zobaczysz.
- Dziękuję, Gulizar. - Dzień dobry
- Dzień dobry.
- Widzę, że wasze ploteczki z Gulizar są nieaktualne, Sevinc? - Co to ma znaczyć?
- Przyrzekam, jeszcze nie wiem, ale ty na pewno nie poszłaś do nich wieczorem do domu po to, żeby powiedzieć ‘szybkiego powrotu do zdrowia’.
- Czy ty mnie śledzisz, siostro? - Nawet nie chciałam się zaśmiać. Dlaczego mam ciebie śledzić? Tak i nie zmieniaj tematu.
- Nie mam się zamiaru przed tobą spowiadać. Nie śledź mnie, a swojego synka. To byłoby ciebie lepsze zajęcie, prawda?
- Dzień dobry.
-Gdzie Gokhan? - Zaraz przyjdzie.
- Jest w letnim domku. Razem z Zeynep. - Jak to?
- Zawiózł Zeynep do letniego domku. Razem spędzili tam noc.
- Jeszcze czego! Selcuk, ty też nigdzie nie odchodź! Mamy do pogadania! Namik!
- Jak mogłam tak zasnąć.. - Dzień dobry.
- Dzień dobry. Na pewno bardzo się zmęczyłam. - Lepiej ci?
- Lepiej. Jakbym przespała cały rok. A tobie? - Wydaje mi się, że wczorajszej nocy widzieliśmy wspaniały sen.
- Tak. Sen.
- Jesteś głodna? - Głodna.
- Ja też. Jak wilk. Pani Zeynep, teraz pojadę i przywiozę pani najlepsze tosty i sok pomarańczowy. I jak?
- Wspaniale. - Więc jadę.
- Dobrze. - Dobrze.
- Tak, to był sen. A co ty myślałaś, Zeynep? To przecież nie mogła być realność.
- Ma rację. To było tak piękne, że po prostu nie może być prawdą.
- Ale dla mnie na zawsze pozostanie realnością.
- Co to ma być? Tata? Przeklęte!
- Spalę ciebie! Tym razem dosłownie spalę!
- Tato! - Tu jesteśmy! Nie martw się, z nim wszystko dobrze.
- Synku.. - Tato, wszystko dobrze. Nie martw się. Teraz zawiozę ciebie do szpitala. Zeynep, pomóż mi.
- Już ciebie nie poznaję. Nie zostało nic poza kłamstwem. I jeszcze bez sumienia wypuściłeś te wszystkie konie. Czy byłeś takim dzieckiem, które robiło takie rzeczy?
- Teraz się taki stałem. - Do wszystkiego jakaś złość, jakaś nienawiść.
- Nie do wszystkiego czuję nienawiść. Czuję nienawiść względem wujka. Dosłownie jak niewolnik. Czy przez popełnienie tak małego błędu, można tak poniżać człowieka?
- Więc nie dawaj powodów. Gdzie byłeś całą noc? - Chcesz usłyszeć prawdę?
- Nie strasz mnie, synku. Powiedz prawdę. - Byłem w letnim domku. Byłem u drzwi.
- Do rana? - Do rana. I kiedy Zeynep płakała u Gokhana na kolanach, też tam byłem. I kiedy zasnęła u niego w ramionach.
- Selcuk.. czy ty? - Mamo, ja kocham tę dziewczynę. Zawsze kochałem. Nie myślałem o niczym, po prostu kochałem. Ale Gokhan jakoś..
- Boże, żeby on niczego nie narobił.
- Chce pani kawy, pani Sevinc? - Nie, niczego nie chcę.
- Mamo. - Gokhan, synku to ty? Synku, coś ty narobił? Co zrobiłeś?
- Mamo, posłuchaj. - Czego mam słuchać? Co? Wiesz w jakim stanie twój ojciec wyszedł z domu? Tracę głowę!
- Mamo, posłuchaj! - Nie! Nie będę słuchać! Najwyższa pora wziąć się w garść, Gokhan. Wystarczy!
- Mamo, wystarczy! Posłuchaj! Tata miał wypadek! Ale teraz z nim porządku, nie martw się. Jedziemy właśnie do szpitala.
- Co? Jaki wypadek? Jak to się stało? - Po prostu rozbił samochód. Ale naprawdę z nim dobrze. Teraz jedziemy do szpitala.
- Dobrze, więc daj mu telefon. Porozmawiam z nim. - Teraz nie może rozmawiać, mamo.
- Jak to nie może rozmawiać? Mówisz przecież, że z nim w porządku. Coś ukrywasz! Powiedz prawdę, Gokhan!
- Mamo, z nim w porządku tylko nie jest przytomny. Właśnie dojeżdżam do szpitala. Rozłączam się. Przyjedzcie do szpitala, dobrze?
- Gokhan! Synku! Wiedziałam, że coś się stanie! Wiedziałam! Fatma! Fatma, szybko sprowadź mi Namika! W tej chwili! Siostro! Siostro, szybciej! Nie mogę w to uwierzyć.
- Sevinc, co się dzieje? - Ciociu, co się stało?
- Ali Hikmet miał wypadek. - Siostro, stój. Stój. Oni właśnie wiozą go do szpitala. Siadaj, siadaj. Przynieś wody.
- Gdzie był ten wypadek? - Nie wiem. Gokhan powiedział, że z nim wszystko w porządku i wiozą go do szpitala.
- Sevinc, powiedz prawdę. Co się stało z moim bratem? - Dlaczego mam kłamać? Wystarczy mi problemów. Wypij łyk.
- Zadzwonię do Gokhana. - Gdzie? Gdzie jest Namik? Szybko przynieście torebkę!
- Miał wypadek. Wygląda na to, że stracił panowanie nad samochodem. - Jak się nazywa poszkodowany?
- Ali Hikmet Baszat. - Panie Ali Hikmet, wszystko dobrze? Panie Ali Hikmet?
- Nie, znowu nie odbiera. Chodźcie, jedziemy. No już. - Siostro, a ty dokąd w takim stanie?
- Ja też pojadę! Muszę zobaczyć mojego brata. - Dziękuję Gulizar.
- Chodźcie, jedziemy. - A ty gdzie się podziewałeś Namik? Gdzie cały czas się szlajasz? Szybko! Szybko mówię! No już. Szybko.
- On nie odbiera. Nie odbiera. I ja tu siedzę i się złoszczę. - Jeśli dłużej spędzisz z takim nastawieniem, będziesz się dużo złościć.
- Przynajmniej będę mogła powiedzieć, że zrobiłem wszystko, co tylko mogłam. Poza tym Gokhan nie może tak łatwo ze mnie zrezygnować.
- Banu. Przecież nie jesteś dzieckiem. Czy ty nie widzisz? Gokhan nie jest z tobą, żeby miał z ciebie rezygnować.
- Ale jest do mnie przywiązany. Wiem to. I ciocia Sevinc powiedziała, że pomoże. - Pani Sevinc?
- Tak.
- Córko, otwórz czy. Jesteś przyczyną, dla której Gokhan miałby tu zostać. Zostaliśmy przecież partnerami, a jeśli się pobierzecie, ona uważa, że wszystko się ułoży.
- I co w tym złego?
- To nie jest złe. Dla ciebie to nawet wspaniałe. Ale jest jeden mały problem. Gokhan. Mówię ci, że Gokhan nie chce się żenić. Najpierw powinnaś to zaakceptować. Zaakceptować, a dopiero później decydować.
- Dziękuję, mamo. Jak zawsze mi pomogłaś. Ale jeśli chcesz, powiem ci jedną rzecz. Gokhan w końcu się ze mną ożeni. Zobaczysz!
- On przejechał obok mnie tak szybko! Wiedziałem, że to się stanie. Jeśli mógłbym tylko.. - Nie ma w tym twojej winy. To był wypadek.
- Tak. Tylko że, jeślibym go dogonił, może to nie miałoby miejsca. - Bracie!
- Jak z nim? - Nie zauważyłem żadnych niepokojących obrażeń.
- Dobrze, a reszta? - Kilka ran spowodowanych przez uderzenie, później pana o wszystkim powiadomię.
- Dobrze. Możemy go zobaczyć?
- Musimy zrobić jeszcze kilka badań, a później damy wam znać. To zajmie trochę czasu, dlatego możecie poczekać na końcu korytarza.
- Dobrze. Dziękuję. - Nie ma za co. Wszystkiego dobrego.
- Nie martw się, poczuje się lepiej.
- Proszę bardzo, proszę pana. Pańskie dokumenty. A to akt urodzenia. Od teraz Gokhan to twój syn. - Zufikar, posłuchaj mnie. To sekret.
- Pański sekret – mój honor. Nikt się nie dowie, że pan Gokhan jest pańskim synem. Do samej śmierci.
- Wyjedziemy stąd z moją córkę. Chciałem, żebyś wiedział. Dobrze. O której? Nie byłoby lepiej wcześniej? Ale co pan.. Dobrze, przyjdę.
- Proszę. Smacznego. - Panie Hakan.
- Co takiego? - Ali Hikmet miał wypadek.
- Zginął? - Nie wiem, panie Hakan. Jest teraz w szpitalu. Ale dzieciaki się dowiedzą.
- Nie przychodź bez odpowiedzi. - To się nie powtórzy.
- Idź. - Od razu się dowiem.
- Nie umrzesz, Ali Hikmet. Nie umrzesz. Dopóki nie zapłacisz za wszystko, nie umrzesz. Najpierw ty, a później i twoja córka.
- Może prosić o dwie filiżanki herbaty? Zeynep, idź i usiądź. Przyniosę je. - Dobrze.
- Gokhan, synku. - Mamo, uspokój się.
- Nie mogliśmy go zobaczyć. Powiedzieli nam, że przez badania. Jakie jeszcze badania? - Lekarz powiedział, że poczuje się lepiej. Z tatą wszystko w porządku, nie martwcie się. Dobrze?
- Nie dali nam go zobaczyć, synku. Bardzo się martwimy. - Ciociu, powiedzieli że zrobią wszystkie badania, a później nam dadzą znać. Dobrze? Nie martwcie się, nie mamy innego wyjścia poza czekaniem.
- Wszystkiego dobrego, kuzynie. - Dziękuję. Chodźcie i usiądźcie.
- Ah synku, synku! Czego zapomniałeś w letnim domku? Po tym jak przyjechała ta dziewczyna, tyle nam się tego zwaliło na głowę. Czy ty nie widzisz?
- Co miałem zorbić? Martwili się, gdzie jesteś. - Martwiliśmy się, synku. Brat się o ciebie pytał.
- Porozmawiamy o tym z tobą później Gokhan. Później. - Nie, mamusiu. Porozmawiajmy teraz. Co, miałem zostawić dziewczynę w środku nocy na ulicy?
- No zostawić! Co ci do tego, synku? Co ci do tego? Zostawić, oczywiście! - Sevinc, wstyd. Ciszej. Wszyscy na nas patrzą. - A co ja robię?
- Zeynep?
- Co ona tutaj robi? - Mamo! - Co ty tutaj robisz, a? Co ty tutaj robisz?
- Mamo, dobrze, wystarczy już! - Sevinc, co ty robisz? Robimy sobie wstyd przed wszystkimi.
- Ja znalazłam pana Ali Hikmeta. Razem go tu przywieźliśmy. - I winna i silna!
- Nie jestem winna! I to nie ja wypuściłam konie. Lepiej znajdźcie swojego prawdziwego wroga, a nie obwiniajcie mnie.
- Kłamiesz! - Mamo, wystarczy! Mówisz głupoty! Wystarczy już!
- Zeynep. - Pójdę już.
- Zeynep, uwierz mi, ja też jestem już zmęczony. Przepraszam za swoją mamę, za to że nie mogę ciebie przez tym wszystkim uchronić. Jestem tym zmęczony.
- Nie było takiej potrzeby. Nie powinna była tutaj przyjeżdżać. - Nie. Ty zrobiłaś to, co było trzeba.
- Nieważne. Prawidłowo czy nie.. idę już. - Zeynep, proszę. I tak nie wiem, co jest z tatą. Nie każ mi martwić się o ciebie. Poczekaj na mnie, zaraz przyjdę.
- Ale ja.. - Zeynep. Weź klucze od samochodu i poczekaj na mnie. Proszę.
- Gulizar! Gulizar!
- Zulfikar? Co ty robisz?
- Byłaś w domu? Szukam leków. - One są tutaj. Odejdź, będę oglądać program. Dopiero co wróciłam, a ty gdzie się podziewałeś? Nie było ciebie.
- Wyszedłem na zewnątrz. Znudziło mi się ciągłe leżenie. I Zeynep nie dzwoniła. Nie wiem gdzie i co robi moja dziewczynka
- Zdaje się, że nie jesteś na bieżąco. - A co takiego?
- Ali Hikmet miał poważny wypadek. Tak mówili. - I jak z nim? - Tego nie wiem.
- Nie ma się o co martwić, wszystko w końcu przeszło. Z nim jest bardzo dobrze. - Dzięki Bogu!
- Dzięki Bogu, Sevinc kochana. - Niech tylko teraz trochę odpocznie i dba o siebie.
- A możemy wejść? - Tak, oczywiście.
- Bardzo dziękujemy, doktorze. - Idziemy, Gokhan. Z twoim ojcem wszystko dobrze.
- Panie Ali Hikmet! Dobrze się czujesz? - Dobrze, Sevinc, dobrze. Nie martw się.
- Bracie.. Bardzo nas przestraszyłeś, bracie. - Nie bój się, Nedret. Z takimi jak ja nic się nie stanie. Nie martwcie się.
- Ale więcej już tak nie ryzykuj, tato. - Mój syn mnie uratował.
- Dzięki Bogu. - Szybkiego powrotu do zdrowia.
- Ty.. Jak to się stało? Co się stało? Powiedz mi, bracie.
- No jak się stało? Miałem wypadek i tyle. Straciłem panowanie nad kierownicą, straciłem kontrolę. Stało się tak, że straciłem przytomność.
- Nie pamiętam, jak wydostałem się z samochodu.
- Kiedy przyjechałem, ty byłeś daleko od samochodu. Była tam Zeynep. Dobrze, jeśli nie wydostałbyś się z samochodu.. - Spaliłbym się, prawda?
- Aa, samochód spłonął? - Tak.
- Oj, mój boże! Dobrze, że się uratowałeś! Sevinc, trzeba złożyć ofiary. - Dobrze, nie utrudniajcie wszystkiego. Było, minęło.
- Nie masz żadnej pracy? - O boże! Nie mam prawa posiedzieć? I tak wszyscy są teraz w szpitalu.
- Dobrze, dobrze. Nie to miałem na myśli. Gulizar. Nie mam siły, zrobisz mi ajran (tur. napój z jogurtu i wody)?
- Doprawdy Zulfikar, dziękuję ci za to, że mogłam obejrzeć program.
- Wygodnie ci? - Dobrze, dobrze. Dobrze.
- Proszę pana, ma pan jakieś życzenie? - Dziękuję, Namik. Dziękuję.
- Słucham. A, Szukru! To ty? Dobrze. Nieszczęśliwy wypadek. Było, minęło, co zrobić.
Słucham. A, Szukru! To ty? Dobrze. Nieszczęśliwy wypadek. Było, minęło, co zrobić.
- Szukru, poproszę ciebie jeszcze o kilka dnia. Wiem, że i dla ciebie źle się stało, ale załatwię to. Będziesz dalej robić swoje, daję ci słowo. No już, dziękuję. Z pozdrowieniami.
- Nie skończyłeś sprawy! I patrzysz mi prosto w twarz!
- Bracie, nie mów tak.. - Ale to koniec! Koniec! Wystarczy! Odtąd firma jest dla ciebie zabroniona. Pojedziesz na plantację i będziesz zbierać pomarańcze.
- Namik! Przyprowadź do mnie ludzi, którzy są zainteresowani końmi. - Dobrze, panie Gokhan.
- Synku! To konie, one są dla ciebie wszystkim. Co teraz będziesz robić? - Sprzedam je, tato. Zacznę od początku.
- Synku, jak zrezygnujesz z tych koni? Nie możesz bez nich żyć! - To wszystko przez ciebie!
- To przecież wypadek, tato. To moja decyzja. Wszystkie problemy trzeba rozwiązać, prawda? Proszę, zamknijmy ten temat.
- Tak, ja też tak myślę. Zamknijmy. To znaczy wy idźcie, doktor powiedział, żeby go nie męczyć. Gokhan, synku. No już, ty też.
- Wybacz, Zeynep. Kazałem na siebie długo czekać, prawda? - Nie wiem, na co czekam. Jak twój ojciec.
- Dobrze, będzie jeszcze lepiej. - Daj Bóg, że z moim ojciec też.
- Oczywiście, że tak. Wsiadaj, odwiozę ciebie do ojca. Zeynep. Nie wiem, o czym myślisz. Ale uważam że nie trzeba okazywać dumy. Tym bardziej, że wszyscy są w szpitalu, nikogo nie ma w domu.
- Daję ci słowo, pojedziemy razem i razem wyjedziemy. No już.
- Wyszłaś, kiedy usłyszałaś dźwięki? - Nie rozumiem?
- Mówię o wypadku. - Tak, było słychać.
- Zeynep, uratowałaś ojca, prawda? - Jaka to różnica? To nieważne.
- To wszystko zmienia. Posłuchaj, Zeynep, jeśli tata się dowie.. - Wybaczy mi? Nie zrobiłam niczego, żeby miałby mi wybaczyć.
- Wiem, Zeynep. Nie to miałem na myśli. - A co miałeś? Nie zrobiłam twojemu ojcu niczego.
- Zeynep! - Proszę, zamknijmy już ten temat.
- Przyniosłam ci świeży pomarańczowy sok. - Sevinc. Usiądź tu obok.
- Co się stało? - Ty tą.. dziewczynę Zeynep.. Jesteś pewna, że ją widziałaś, kiedy wypuścili konie?
- Dlaczego teraz o tym myślisz? - Zapytałem, czy jesteś pewna.
- Tak. To znaczy widziałam swoimi oczami. Tak i jeśli pomyśleć, to kto miałby to robić, jak nie ona? - Coś jest tu nie tak, ale..
- Co może być nie tak, Ali Hikmet? Wszystko tak! Wszystko widać. Dlaczego o tym myślisz? Przecież Gokhan pojechał i zebrał wszystkie konie. Powinieneś odpoczywać! Proszę, weź to.
- Tę dziewczynę.. jak widziałaś, kiedy widziałaś, powiedz wszystko! - Wieczorem poszłam wziąć mleko, a później..
- Kobieto, ja mówię o dziewczynie! To jest bardzo.. Jak ty ją widziałaś?!
- Poczekaj, zaraz ci powiem. Nalewałam mleka, później usłyszałam dźwięki koni. Wybiegłam na zewnątrz i zobaczyłam, że wtedy, kiedy konie wybiegały, Zeynep weszła do domu przez tylne drzwi.
- Nieważne. No już, wypij.
- Będę zbierać pomarańcze! Jak on może mnie zwolnić? - On jest teraz zły. Wszystko spadło w jednej chwili.
- Pomińmy to, mamo. Pomińmy. - I ty teraz nie jesteś spokojny..
- Te pieniądze ukradli, mamo! Nie kłamię! - A po co wypuściłeś konie? Jaki masz problem?
- Dlatego że zwariowałem. Nazwali mnie kłamcą! Wszystko było tak, jak powiedziałem. - I dobrze! I Sevinc wie o wszystkim. Ta kobieta wie o wszystkim.
- Co robić, mamo? Co? - Wiesz, co będzie, jeśli twój wuj się o tym dowie?
- Co będzie? Wygoni nas? I to wszystko? Co jeszcze? Nie ma nic do czynienia z siostrą i siostrzeńcem! Liczy się tylko jego syn!
- W tym domu ja też mam prawa! Co ja robię? Czekam! Kiedyś ty będziesz rozporządzał posiadłością. - Dopóki jest Gokhan to niemożliwe.
- Gokhanowi nic do takich spraw. Mówię ci, on wyjedzie. - Mamo, czy ja jestem dzieckiem? Jestem dzieckiem?
- Dzieckiem! Tak, dzieckiem! Nie zmieniasz się! Czego ja u ciebie nie widziałam! Wyjedzie Gokhan i ty staniesz się szefem! Przyjdzie dzień i wszystko dostaną to, na co zasługują.
- Powiem siostrze Fatmie, niech coś przygotuje. - Dobrze, ja pójdę do taty.
- Spotkamy się tutaj. - Dobrze.
- Tato! - Córeczko! - Wszystko z tobą dobrze?
- Dobrze, córko. Martwiłem się o ciebie. - Zdarzył się wypadek, wiesz o tym?
- Jak z gospodarzem? - Dobrze. Ale nie będziemy mówić o tym człowieku, dobrze?
- Co robiłeś? Zebrałeś się? - Zeynep, muszę załatwić jeszcze parę spraw, a potem wyjedziemy.
- Co to za sprawy teraz, tato? - Muszę zadbać o jedną sprawę. Później ci wytłumaczę.
- Tato, ale później nie zatrzymamy się nawet na 2 minuty. Chcę stąd jak najszybciej wyjechać.
- Dla swojego taty. Wytrzymaj do wieczora. Chodźmy.
- Wszystkiego dobrego, Gokhan. Dzięki Bogu, że z Ali Hikmetem wszystko w porządku. - Dziękuję, siostro Fatmo. Zgłodniałem.
- Czy tak łatwo stać na nogach z pustym żołądkiem? - Nawet nie pytaj.
- Babciu! - Co takiego? Co? Obudziłeś się?
- Miałem bardzo straszny sen, babciu. Konie stąd uciekły! Za nimi był człowiek! - Na Boga!
- Kim był ten człowiek, Tadżi? - Tamtej nocy uciekły konie, a on twierdzi, że widział tam mężczyznę. Powiedziałam mu, że to niemożliwe.
- Tadżi, chodź tu do mnie. Opowiedz mi, co widziałeś. - Ktoś tam był.
- Jak wyglądał? - Jakiś człowiek, mężczyzna w granatowych spodniach. Bardzo się boję, bracie Gokhan!
- Panie Gokhan, to tylko dziecko. Wymyślił. - Nie wymyśliłem, babciu. Widziałem i bardzo się wystraszyłem!
- Tadżi, wiesz jaki jesteś przy mnie bezpieczny? - Wiem.
- Dobrze, w takim razie zwolnię go i więcej go nie zobaczysz. Dopóki tu jestem, nikt nie zrobi ci krzywdy, nie bój się. - Ale kiedy ciebie nie będzie..
- W takim razie zobaczymy, co zrobimy, Tadżi, dobrze? - Dziękuję, panie Gokhan. Dziękuję.
- I tobie dziękuję, siostro Fatmo.
- Tato, do wieczora załatwisz swoje sprawy? - Dobrze, córko. Załatwię, nie martw się. Synek przyszedł! Witaj!
- Może zrobimy tak? - Nie rozumiem.
- Tata ma jeszcze trochę spraw, wyjedziemy wieczorem. - Dobrze.
- Niech Bóg będzie z ciebie dumny, synku. Kiedy jesteś z moją córką, jestem spokojny. - Nic takiego, wujku.
- Chodź, jedziemy. Tato! Będę czekać na twój telefon, dobrze? Nie spóźnij się na autobus.
- Dobrze, córko. Skończę i zadzwonię do ciebie. - Dobrze.
- Dobrze, mamo. Jeśli będą zmiany zadzwonicie. Do zobaczenia. - Co się stało? Nie jedziesz do szpitala?
- Nie, nie ma takiej potrzeby. Z nim wszystko dobrze, poza tym śpi. - W takim razie zjemy?
- Nie mam nic przeciwko. - Idź, usiądź.
- Gokhan...
- Mogłeś zmarznąć.. Przygotowałam obiad, ale jeśli chcesz, możesz pospać. - Nie, nie chcę spać. Zjemy razem. To znaczy dopóki nie wyjechałaś.
- Ciociu Sevinc, wszystkiego dobrego. W takim razie do zobaczenia. Dobrze. Widzisz? Mówiłam, że coś się stało. Inaczej Gokhan odebrałby telefon.
- Dobrze, Banu. Dobrze. Przygotuj się, pojedziemy.
- Zeynep. Niczego nie zjadłaś. Musiałaś zgłodnieć. - Nie chcę.
- Zeynep, o czym ciągle myślisz? - Powiedziałam do taty, żeby wyjechał, ale czy na początku nie trzeba było załatwić spraw z domem?
- Zeynep. Nie myśl o tym, dobrze? Wszystko załatwię. Jeśli siostro Fatma by tu była, to co by powiedziała?
- Co by powiedziała?
- Jeśli jesteś głodna, trzeba zjeść. To znaczy, że nie można opuścić posiłku. No już. Słucham, mamo. Co? Nie poprawiło się z nim? A co powiedział lekarz? Dobrze, mamo. Jadę. Zeynep, musze pojechać do taty.
- Dobrze. - Potrzebujesz czegoś? - Nie.
- Dobrze, niedługo się zobaczymy. - Dobrze.
- Jeśli będą problemy z oddychaniem, to nie tracąc czasu przyjedźcie. - Niech się pan nie martwi.
- Odpowiedzialność spoczywa na was, - Co zrobić? Nie możemy się dogadać.
- Szybkiego powrotu do zdrowia. - Dziękuję, doktorze, dziękuję. Jedziemy, Gokhan.
- Co ty robisz? - Nic. - Co to?
- Znalazłem, przyniosłem do domu. Kto wie, może się przyda. - Na Boga, nie przynoś żadnych śmieci do domu.
- Wspaniale. To znaczy że się wypisał. - Jest coś jeszcze, panie Hakan.
- Mów. - Ktoś wypuścił wszystkie konie w nocy.
- Kto? - Niewiadomo, ale córka Zulfikara – Zeynep, zdrowo oberwała od Ali Hikmeta.
- I? - Zulfikar żeby go zatrzymać, zagroził Ali Hikmetowi.
- Czym mu zagroził? - Że wszystko powie.
- Co znaczy ‘wszystko’? - Nie wiem, panie Hakan. Niewadomo.
- Powiedz wszystko od początku. - Dziewczynę puścili, a Zulfikara wezwał i rozmawiali.
- Dobrze. No już, idź. Zulfikar. Idiota Zufikar. Igra z ogniem.
- Chodź, muszę ci coś powiedzieć.
- Nie przeciągaj. Mów, co chciałeś powiedzieć.
- Spójrz – dobrze czy źle, przeżyliśmy wspólnie 22 lata. Wszystko co teraz potrzebne – to spokój. - Do czego teraz zmierzasz?
- Wyjeżdżamy z Zeynep. - Co? Ja nigdzie nie jadę! Czy ja niby zwariowałam?
- Uspokój się, kobieto. - Nie zostawię swojego domu!
- Ale tu i tak nie zostało żadnego porządku czy spokoju.
- Do przyjazdu twojej córki był u mnie porządek i pokój. Wszystko co się z nami stało, wszystko przez przyjazd twojej nikczemnej córki.
- Milcz.
- Nawet nie odpisuje. A jeśli to byłby Gokhan, to szybciutko by odpisała? Ah, moja głupia głowa. Moja głupia głowa! Wszystko przez ciebie, Ali Hikmet! Wszystko przez ciebie!
Wszystko, co się ze mną stało! Wszystko przez ciebie! Ali Hikmet!
- Co ty robisz? Co z tobą? Zwariowałeś? Zamilknij albo ja zacznę krzyczeć! Po tym wszystkim nie pójdziesz nawet do toalety bez mojej wiedzy.
Jeśli chcesz tym wszystkim zarządzać bez mojej wiedzy nie zrobisz nawet kroku!
- Witaj, gospodarzu. - Witaj. Dziękuję. Ja nie chcę! Nie chcę! Wszystko ze mną dobrze!
- Witaj, bracie. Jak się masz? - Dobrze! Dobrze.
- Myślałem, że ciebie jeszcze nie wypiszą, ale.. - To nic poważnego, na szczęście.
- Gokhan, chodź tu ze mną. - Co jest z bratem? Dlaczego znów jest nerwowy?
- Nie wiem. Kiedy jechaliśmy, nie powiedział ani słowa. Nie mam pojęcia, co ma w głowie.
- No mów. Dlaczego zawiozłeś tę dziewczynę do letniego domku?
- Tato, dlatego że nie można zostawiać młodej dziewczyny na środku ulicy w nocy. Ty byś tak postąpił. - Ale nie postąpiłem. Jeśli zasłużyła, to bym zostawił!
- Właśnie! Ona nie zasłużyła, tym na bardziej na pistolet przy głowie też nie. Tato, postępujesz lekkomyślnie. Zeynep nie jest winna.
- Ty wierzysz mamie czy tej dziewczynie?
- Wszystko jasne. Jeszcze zobaczysz, tato. Udowodnię to. Zeynep jest niewinna.. Jak wtedy, kiedy raz opuściła hacjendę, tak i teraz.
- No już, udowodnij, synku. Udowodnij. Zobaczymy rezultat.
- Czy pozwoliłem ci wejść? - To, gospodarzu.. co powiedział pan Gokhan.
- Co powiedział? - Przyszli ludzie, którzy kupią konie.
- Dobrze, Namik. Wyjdź, ja zaraz przyjdę.
- Powodzenia. - No szybciej! Szybciej!
- Co ty robisz? - Te konie nie są już twoje! Możemy robić, co chcemy!
- Ani ty ani twoi szefowie nie możecie tak się z nimi obchodź! Nawet jeśli zapłaciłeś, nie możesz tak robić! Ani tutaj, ani tam dokąd je zabierzesz, rozumiesz? Namik, zaprowadźcie konie. One same tego nie zrobią.
- Wejść.
- Selcuk nie jest tego godny, wiesz przecież - Nie robię tego dla Selcuka, wiesz o tym.
- Wszystkie je nazwałeś.. niektóre sam wychowałeś, niektóre sam przywiozłeś. - Uczyłem się od ciebie.
- To znaczy że uczeń przerósł mistrza? - Problem ojców i synów, czyż nie?
- Dokładnie, synku. Dokładnie. Tak bywa.. Spójrz..
- Tato, zostaw to i daj mi zrobić coś dla ciebie. To moja decyzja. Jeśli nasze położenie jest trudne i to jest jedyne wyjście, daj mi to zrobić po swojemu.
- Mamo. Przytulamy się we snach, takie szczęśliwe. Kiedy byłam mała, marzyłam, żebyś kiedyś do mnie przyszła. Tylko tyle. Mamo, wyjeżdżam. Nie wiem, kiedy wrócę..
Jeślibym nie wyjeżdżała.. zostałbym tu, ale nie mogę. Nie daję rady. Jak mogę ciebie zostawić i wyjechać, mamo? Jak wyjadę?
- Czego chcesz? - Ali Hikmet, słyszałem, że jesteś dłużny Nihatowi, jeszcze zrobiłeś dokumenty.
- Czego chcesz zapytałem! - Mówię, że ja mam dokumenty, tak żebyś wiedział.
- Zobaczymy, co teraz zrobisz, Ali Hikmet Baszat. O, pan Gokhan. W ogóle ciebie nie oczekiwałem. Proszę, siadaj. - Co ty robisz?
- Dlczego? A co robię? - Nie prowadź żadnych spraw za plecami. Powiedz mi prosto w twarz, czego chcesz.
- Jesteś zły, ze kupiłem twoje konie? Jeślibyś ich nie sprzedał, to bym ich nie kupił. No ale spójrz, jakie są piękne. Naprawdę są wspaniałe.
- Czego ty od nas chcesz? - To znaczy że ty niczego nie wiesz. Ojciec też ma rację, nie może powiedzieć.
- Co ty mówisz? Posłuchaj, powiedz jak mężczyzna, czego chcesz! Inaczej.. - Nic takiego, Gokhan. Teraz już za późno.
- Dobrze. Może być, ale dbaj dobrze o moje konie, zabiorę je wszystkie od ciebie z powrotem.
Zabieraj konie, szanowny Gokhanie. Bądź zdrów. Czekałem 22 lata, zabiorę wam wszystko co macie. Ali Hikmet Baszat odpowie przede mną za wszystko.
- Powiedział, że wyjechałam do Izmiru. - Telefon pana Nihata, wyjechał do Izmiru.
- Ah, wy bezduszni! Szef wyjechał do Izmiru i zostawił telefon w biurze?! - Tak, tak wyszło. Właśnie myśleliśmy, co mamy zrobić.
- Powiedz szefowi, że to jego koniec! Koniec!
- Namik! - Gospodarzu, możemy porozmawiać?
- Co? - Sami.
- Ty stój. Chodź. - Mów.
- Gospodarzu, błogosławieństwa. - Ty znowu o swoje, Zulfikar? Posłuchaj, jeszcze nie zacząłem. Siedź tam gdzie siedzisz!
- Nie chcę być daleko od córki, gospodarzu. Zabiorę ze sobą wszystkie sekrety i wyjadę..
- Zulfikar! Co ty wygadujesz? Posłuchaj mnie, zabiję ciebie! Zabiję! Co takiego?
-Później się z tobą rozliczę, Zulfikar, później.. Szybko! Szybko! Szybko!
- Błogosławię, chcesz czy nie, nie jestem już z tobą..
- Witajcie! - Mam nadzieję, że was nie niepokoimy.
- Cóż takiego, co to znaczy? Zawsze miło jest was widzieć. - Ciociu Sevinc, wszystkiego dobrego.
- Jakie piękne kwiaty, bardzo dziękuję. Proszę, siadajcie. Nie stójcie.
- Nie mogę uwierzyć, pani Sevinc. Pan Ali Hikmet stanął na nogi? Widziałyśmy go, kiedy jechałyśmy. Ale on nas nie zauważył.
- To przecież Ali Hikmet. Dla niego praca jest na pierwszy miejscu, ważniejsza od zdrowia. W tym wypadku uratował go Bóg.
- A gdzie jest Gokhan, ciociu Sevinc? - Gokhan zabrał Zeynep do letniego domku.
- Zeynep wyjechała, siostro. Skąd taki pomysł? - Nie, Fatma powiedziała.
- .. Zulfikar.. Co się dzieje z tym człowiekiem, siostro Fatmo? Zmęczył się życiem, czy jak? Ale co mi do tego.
- Gulizar, lepiej zajmij się sprawami. No już.
- Twój Banu przyszła cała taka.. A Gokhan i tak nie ma. Przyszła odwiedzić w gości, ale jego nie ma, siostro Fatmo.
- Gulizar, posłuchaj. Mówię ci, Zulfikar nigdzie nie wyjedzie z hacjendy. Nie, nie może wyjechać.
- Ale jeśli wyjedzie, to niech jedzie! Siostro Fatmo, ty to zostaw. No już odniesę chociaż to, oni czekają. To nie jest śmieszne, siostro Fatmo.
- Oczywiście my od razu pojechaliśmy do szpitala. Pobrali krew, zrobili testy, czekaliśmy na wyniki. Dzieki Bogu, wszystko wyszło dobrze. Czy Ali Hikmet by tam został? Od razu chciał pojechać domu, więc przyjechaliśmy.
- Szybkiego powrotu do zdrowia. Banu, kochana. My już pójdziemy. - Dokąd idziecie?
- Jak tak, kochana? Jeszcze wypijemy herbatę. Fatma! Zrobiły borek, zjemy razem przy herbacie. - Odwiedziliśmy chorego – to najważniejsze. Poza tym mam dużo spraw. Z waszym pozwoleniem.
- Nie, nie pozwolę, proszę. - Niech Ali Hikmet poczuje się lepiej. Jeszcze przyjedziemy.
- Zapraszam.
- Pojadę do letniego domku. Porozmawiam z tą dziewczyną. - O czym porozmawiasz?
- Niech odpowie? - Na co odpowie? Jak to odpowie?
- Mamo, nie mieszaj się. - Banu!
- Spójrz, muszę ustawić dziewczynę do pionu, nie mogę wytrzymać. Mam do powiedzenia parę słów tej wiejskiej piękności. Niech zrozumie z kim ma do czynienia.
- Najpierw odwieź mnie do sklepu, a później rób, co chcesz. Tylko później mnie nie męcz. Nie powiem już ani słowa więcej.
- Coś ty narobiła? Co chcesz osiągnąć? Dlaczego nie chcesz, żeby Gokhan i Banu byli razem? - Oni i tak nie są razem, Sevinc. Powiedziałam tak, żeby sprowadzić ciebie na ziemię.
- Tutaj tylko ty nie jesteś sobą. - On sam tego nie chce, Sevinc. Przez tą złość nie widzisz własnego dziecka.
- To twoje oczy nie widze. - Mów. No już, zobaczymy co powiesz, szwagierko.
- Wiesz, co mówię? Jeśli Ali Hikmet dowie się, że konie wypuścił Selcuk.. co on zrobi z Selcukiem?
- Też jesteś bardzo ciekawa.. Co zrobi, kiedy odkryje twoje kłamstwo, jak ty wiedząc o wszystkim, zrzuciłaś całą winę na Zeynep, a?
- Przyszłam otwarcie porozmawiać. - Na jaki temat?
- Ty.. myślisz, że możesz odebrać ode mnie Gokhana? - Nie widziałam, że Gokhan jest w twoich rękach. Ale wiem, że twoje sprawy sercowe mnie nie interesują.
- W rzeczywistości wszystko jest jasne. Dziewczynka zakochała się w synu gospodarza, ot taka sytuacja. Ale jest coś, o czymś zapomniałaś droga Zeynep – ja.
- Spójrz, Banu. Jesteś piękna, bogata i kiedyś odnajdziesz szczęście. Mogę powiedzieć ci tylko tyle.
- Też coś. Bezwstydna. Uczepiłaś się i zostałaś tutaj, tak?
- Zostanę albo wyjadę – to w ogóle ciebie nie dotyczy. Ale wybacz mi, nie pozwolę dalej być obrażaną.
- A co ja takiego powiedziałam?
- Nie będę tego słuchać. Jeśli łączą was relacje, które trzeba uratować, to idź i powiedz Gokhanowi o swoim problemie.
- Co ty tutaj robisz? - Powiedzieli mi, że Zeynep wyjedzie.
- Przyjechałaś po to, żeby się z nią pożegnać? - Nie, Gokhan. Przyjechałam, żeby porozmawiać z tobą. Dzwoniłam, ale nie odbierałeś.
- Oddzwoniłbym, gdybym miał czas, Banu. A teraz.. z twoim pozwoleniem. - Ja.. ja tylko..
- Nie powiedziała ci nic, co ciebie obraziło? - Ta dziewczyna nie może mnie urazić, Gokhan.
- Banu ma mętlik w głowie.. - Proszę, nie mów mi o tym. Poza tym to twoje życie osobiste.
- Zeynep, mówiłem ci już. U mnie i Banu nie ma osobistego życia. - Gokhan, nie mam na to czasu.
- Masz rację. Ja też nie. No już, idziemy. - Dokąd idziemy?
- Żadnych pytań.
- Myślałeś, że mnie przestraszysz? Moje imię to Baszat! Ali Hikmet Baszat!
- Wiem o twoim istnieniu, Ali Hikmet. Jaki jesteś na zewnątrz, w środku.. Udało mi się rozpocząć? Bardzo mi ciebie żal, Ali Hikmet. Sprawy nie wyglądają za dobrze.
- Wystarczy! Będzie bardzo źle, Hakan! Jeszcze się zdziwisz! - Nie masz pieniędzy, nie możesz rozliczyć się z długami, Ali Hikmet.
- Weź te pieniądze i oddaj dokumenty! - Sprzedałeś swoje konie, tak?
- Powiedziałem weź te pieniądze!
- Tymi pieniędzmi nie opłacisz nawet połowy dokumentów. - Chcesz mnie ze wszystkiego oskubać?
- Tak, zostawię bez spodni. Wszystko, co zrobili mi Baszty, ty otrzymasz w rozmiarze tysiąc razy większym, Ali Hikmet. - Co zrobili ci Baszaty?
- Czy ty zgrywasz sobie ze mnie, Ali Hikmet? Czy może straciłeś pamięć, Ali Hikmet? Oczywiście, kiedy człowiek ma ręce ubrudzone krwią, tak bywa. - Hakan, co ty mówisz?
- Mówię, że zabito mojego wuja, razem z moja ukochaną ciocią. Ukradziono wszystkie moje nieruchomości.. Przypomniałeś sobie czy mam kontynuować, Ali Hikmet?
- Jeślibyś był w tej maszynie z wujem i umarł, zbawiłbym się od ciebie!
- Jeszcze dużo razy powtórzysz „jeśliby”, Ali Hikmet. Do tego czasu, do kiedy będę się mścić na tobie i twojej córce, zniszczyliście mi życie, ale będzie już naprawdę za późno.
- Zniszczę ciebie! Nikt ciebie nie uratuje! No trzymaj! Strzelaj.
-No strzelaj! Strzelaj! No już! No strzelaj, Ali Hikmet!
Nie jesteś tego wart, Hakan.
Odejdź. Jedź do hacjendy.
- Pamiętasz? - Jak mogłabym zapomnieć? W dzieciństwie często tu przychodziliśmy.
- Jeśli byłbyś tutaj..
- Siostro!
- Banu! Przyszłam! Banu! No już, opowiadaj! Pojechałaś do tej dziewczyny?
Mamusiu, wiem, że kiedy przeczytasz ten list, będzie już za późno i nigdy mi nie wybaczysz.
Ale kocham Gokhan tak mocno, że nawet nie możesz sobie tego wyobrazić, mamo.
Dzisiaj jeszcze raz zrozumiałam, że go straciłam. Straciłam nadzieję, bez niego moje życie nie ma sensu. Nie mogę, nie chce żyć. Córka, która nie jest ciebie godna, Banu.
- Martwię się, Ali Hikmet. Wyszedłeś, pokłóciłeś się z Zulfikarem. - Mówiłem ci, żebyś się nie martwiła.
- Mówiłeś, ale nie czuję się spokojna wewnątrz. Odpraw Zulfikara, niech wyjedzie! - Mówiłem ci, żebyś nie wciskała nosa w nieswoje sprawy. Dlaczego mnie nie słuchasz?
- Dlaczego? Jestem u siebie w domu jak na szpilkach, gospodarzu! Na Boga, odpraw tego Zufikara! - Jest odwrotnie. Muszą być u nas na widoku, Sevinc. Rozumiesz?
- Dobrze. Niech zostanie. Za 2 dni weźmie Gokhana za rękę i powie: „Nie jesteś synem Ai Hikmeta”. Chcesz tego?
- Nie chce tu widzieć Zeynep, nie mogę jej tu dłużej trzymać. - Czy my na darmo z tobą rozmawialiśmy, Zulfikar? Czy ja tak po prostu ją wykształciłem?
- Panie Hakan, do tego dnia robiłem wszystko, co chcieliście. Tyle lat żyłem z dala od swojej córki, ale teraz już wystarczy! Gdzie córka tam i ja!
- To nie twoja córka, Zulfikar. - Moja córka, ja ją wychowałem. Po matce i tak nie ma śladu. Ty też musisz zrezygnować z tej miłości.
- Powiedziałeś o tym komuś? - O czym?
- O tym że Zeynep to wnuczka Ali Hikmeta, powiedziałeś komuś? - Nikomu nie powiedziałem, czy mógłbym? Nie rzucę Zeynep w ogień.
- Posłuchaj, powiedz prawdę. - Przysięgam, nie powiedziałem nikomu o Zeynep.
- A teraz na pewno nikomu nie powiesz..
- Zeynep? Wszystko dobrze?
- Dobrze.
Kiedy jesteś przy mnie, ja..
- Tak? - Będę bardzo tęsknić za tym miejscem.
- Jeślibyś nie wyjeżdżała, Zeynep. Zeynep.. nie chcę, żebyś wyjeżdżała.
- Powiem ci coś. - Mów.
- Chcę zostać.
Grupa na fb: Turecka Serialomania
Tłumaczenie: Arduc Vallah Napisy: Liliana i Ela F.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.