Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NAJPIĘKNIEJSZE BAŚNIE KLUCZ ŚWIĘTEGO PIOTRA
Jadą! prędko!
Moja córeczko! Wróciłaś!
Ale się stęskniłem!
Nie widzieliśmy się trzy lata.
- Racja. - Po co ci ten szalik? Jest ciepło.
Kanclerz mi go dał, abym się nie przeziębił.
Dba o mnie.
Spójrz.
Jaśnie panie!
Cicho...
Witamy, wasza wysokość.
Jak ci tam było?
Jak w klasztorze; z dala od domu. Niezłą szkołę mi wybraliście.
Ma świetną opinię. Najlepsza dla młodych szlachcianek.
Jaki przedmiot lubiłaś najbardziej?
Były tam tylko dwa: taniec i haftowanie.
Ale sama uczyłam się jeszcze historii, literatury, prawa,
matematyki i księgowości.
Przyszłej królowej na pewno się to przyda.
Tak się cieszę!
Wy też się cieszycie?
Wszyscy się cieszymy.
ŚPIEW: Słuchajcie, panowie, słuchajcie panie,
opowiem wam, jak złe jest kłamanie.
Oszust nie zdaje sobie sprawy,
że kiedyś go tajemnica spokoju i przyjaźni pozbawi.
Słuchajcie, dziewczyny, słuchajcie, chłopaki, lepiej nie kraść,
lecz wziąć się do pracy.
Kto kłamie i kradnie, może być bogaty,
dopóki nieszczęście nie da mu się we znaki.
Pięknie.
Dziękuję!
Czekaj, pomogę ci.
Doberek! Długo tu pana nie było.
Dużo pracy.
[gwiżdże]
MĘŻCZYZNA: Płacę!
Dziękuję. Zapraszamy.
Uważaj, cwaniaku.
Najmocniej przepraszam.
Precelka?
Nie, dziękuję.
Panowie żołnierze...
Widzieliście tego człowieka, który właśnie wyszedł?
Proszę.
Znamy się?
Zbrojni w karczmie widzieli, jak kradniesz.
Nie kradłem!
Na jedno słówko!
Czyli nie musisz się bać, gdy cię przeszukają.
Na pewno zajrzą do tego worka.
Myślisz, że im uciekniesz?
Masz lepszy pomysł?
Zaczekam za rogiem.
Podobno chcesz zostać żołnierzem króla?
Jedna panienka mówiła, że wstydzisz się zgłosić.
To jakaś pomyłka.
Przyjdź, jeśli się zdecydujesz. Nie musisz się nas bać.
[śmiech]
Nas boją się tylko złodzieje i łotrzy. Idziemy.
Oż ty!
Ej, ty! Oszustko!
Stój!
Zatrzymaj się!
Stój!
No, stój!
Dziękuję. Zapraszam ponownie.
Chętnie.
Klucz...
Proszę.
Gdzie masz oczy?
Czekaj, pomogę ci.
Z drogi.
Czekaj! Nie wzięłaś czegoś!
Mój klucz! Łotrzy! Złodziejska banda! Stójcie!
Spotkamy się jeszcze!
[pomrukują]
To Karel.
Aha.
[szczekanie psa]
Co się tak na nią gapisz?
Bo jest piękna.
Księżniczka i wodnik? Razem? To w ogóle możliwe?
Dziękuję. Miły jesteś.
Stój!
Zostaw mnie!
Oddawaj worek!
Nie oddam ci, złodzieju!
Dawaj!
Nie dam!
Pomocy!
Na pomoc!
Łapcie za rękę!
Kiedy ci ludzie nauczą się pływać?
Znalazłem się w beznadziejnej sytuacji.
Królewska roszada to kiepski pomysł. Teraz król jest zagrożony.
Proszę o wybaczenie. Mam dokument do podpisania.
Co to jest?
Brawo. Co to jest?
Rozporządzenie w sprawie naprawy północno-zachodniego traktu.
Mogę?
Zbudowaliśmy go w zeszłym roku. Jest nowy!
Właśnie dlatego trzeba go naprawić.
Ale ta naprawa kosztuje więcej niż budowa nowego!
Wybacz, wasza miłość. Wiesz, ile kosztuje kamień? Piasek?
Wiesz, pani, ile ich potrzeba? Ile ludzi, wozów, koni?
Wiem. Ale pan chyba nie.
Co za umysł!
Brawo.
Połóżcie gdzieś ten dokument.
Skończymy grać i Violka przyjrzy się mu na spokojnie.
Przyszło mi do głowy, że księżniczka jest już dorosła.
Ma dwadzieścia jeden lat.
Oczko bierze.
Pora wyjść za mąż.
Ślub księżniczki leży w interesie całego królestwa. Po co go odkładać?
Racja, córeczko.
Masz odpowiedni wiek. Tatusiowi to by bardzo pomogło.
Musiałby to być ktoś, kogo bym kochała i szanowała.
Oczywiście!
Zaprosimy wielu szlachetnie urodzonych kawalerów.
Na pewno któryś cię zainteresuje.
Zajmiemy się wszystkim.
Co się stało?
Wspaniała nowina! Księżniczka wychodzi za mąż!
- Za kogo? - No właśnie!
Wybacz!
[okrzyki radości]
Wiecie, że jesteśmy przed Bramą Niebios?
Gdzie?
Co za robota!
Zapraszam.
Zapraszam.
Proszę.
Dla waszej trójki nie muszę zaglądać do Księgi Grzechu.
Gdzie mój klucz?
Jaki klucz?
Nie wstyd ci?
Śpiewasz o uczciwości, a sam kradniesz!
Myślałem, że jesteś porządnym człowiekiem. Dałem ci nawet grosik.
Milcz!
Wiesz, jak to jest otwierać Bramę Niebios wytrychem?
Przepraszam, ale to łom.
Gdyby pan chciał, mogę panu zrobić wytrych.
Nie chcę wytrychu!
Jeśli mi nie oddacie klucza, pójdziecie do piekła!
Skąd mamy go wziąć?
Gdybym wiedział, sam bym go znalazł.
Ale na świecie jest tylko jeden Wszechwiedzący.
A może przymknie pan oko i nas wpuści?
Nie!
Daję wam trzy razy po trzy dni.
Odroczenie kończy się w południe.
Wiecie, co was czeka, jeśli klucz się nie znajdzie?
Marsz po niego!
Znowu żyjemy!
[śmiech]
Cicho! Ryby mi płoszycie!
Czekajcie, musimy znaleźć klucz.
Ostatnio ty go miałeś...
Położyłem go na brzegu.
Nie mógł wpaść do wody.
Wędkarz!
Co?
Też tu wtedy siedział.
Wędkarzu!
Cicho!
Szukamy klucza. Gdzieś go tu zgubiliśmy.
Ludwik znalazł jakiś klucz.
Możemy z nim pogadać? Gdzie mieszka?
W zamku. Ale niewiele wam powie. To pies króla.
Co chcesz robić?
Spytam, czy mogę poszukać klucza.
Strażnicy nie wpuszczą cię do zamku.
- Nie będą chcieli z tobą gadać. - Okaże się.
Nie chcieli rozmawiać.
A co myślałeś? Nie martwią się o nędzarzy.
Mimo że umarliśmy, bardzo mi to smakuje.
Skąd wziąłeś pieniądze?
Miałem tu gdzieś... Może zostawiłem w karecie?
Tu nie ma.
Ukradłeś? No to nie.
Nie będę jadł kradzionego.
Nie ubędzie mu.
Jak Święty Piotr mógł cię nie wpuścić?
Nie boicie się? Płomienie widzieliście?
Nie pójdziemy do piekła, jeśli przyniesiemy klucz.
Obyście się nie zdziwili.
Do usług, dobry panie.
Życzę szczęścia w konkurach. Wierzę, że zdobędzie pan rękę księżniczki.
Panie karczmarzu, co się dzieje?
Chyba przybywacie z daleka. Nasza księżniczka wychodzi za mąż.
Do zamku zjeżdżają zalotnicy.
Gdybyśmy wyglądali jak zalotnicy, to by nas wpuścili do zamku.
Na piękne ubrania powinno starczyć.
Kradzione.
Znasz inny sposób?
Ale to już ostatni raz. Potem działamy uczciwie.
Nie dotykaj!
Jak myślisz? Mam to po jednym księciu.
Chcesz się w tym zalecać do księżniczki?
A ten?
Gdzie zamieszkacie?
U mnie! Nie mogę w zamku!
Może ten?
Da radę żyć pod wodą? Jak będzie oddychała?
Coś się wymyśli!
Ale jak?
Muszę uciekać.
Pewnie wyląduje w garnuszku na półce.
Miłego dnia, panowie!
Widzisz? Uczciwego wyrzucili, a złodziejowi się kłaniają.
Panowie w konkury?
Madame...
Zostaw. Co mówiliśmy?
Za darmo dają.
Tam jest!
Proszę!
Za nim!
[szczekanie]
Dobrze, że mnie macie.
Ludwiczku, jedzonko.
Jazda.
Dobry Ludwiczek.
Idziemy do nieba!
O, nie!
Mięsko, Ludwiczku!
[szczekanie]
Czekaj, Vilem!
Głupek!
Oprzyj się o mnie, miłościwy panie.
Nie trzeba.
Zaraz dojdziemy, wasza wysokość.
Wiecie, że już mi lepiej?
Na tym polega ta choroba.
Przez chwilę, panie, czujesz się lepiej, a potem gorzej.
Co ci jest, Ludwiczku?
Martwi się o ciebie, panie, i prosi, abyś odpoczął.
Troskliwy piesek.
Lekarstwo.
Cuchnie jak ryba utopiona w gnojówce.
Nie pachnie, ale jest zdrowe.
- Naprawdę? - Tak.
Spróbuj, będziesz jeszcze zdrowszy.
- Ja? - Tak.
Dobrze.
Widzę, że to naprawdę bardzo zdrowe.
A kandydaci?
Chciałem z nimi pomówić. Poznać ich...
My się tym zajmiemy. Dokładnie ich przepytamy.
Zaufaj nam, panie.
Zawsze was chwalę.
Nie macie pojęcia, jak się cieszę, że was mam.
Ludwiczku, pilnuj mnie.
Dobrze to załatwiliśmy.
Król nie będzie nam przeszkadzał.
W czym?
W tym, jak go leczymy.
Dobrze, że tu jesteś.
Trzeba bardzo uważać na króla.
Boimy się, że w ciągu godziny jego stan znacząco się pogorszy.
- Pogorszy? - Znacząco.
Co z tobą, Ludwiczku?
Tato, jak się czujesz?
Podobno nie najlepiej.
Mówią, że jeśli poleżę i będę brał lekarstwo,
to nic złego mi się nie stanie.
Posiedzę z tobą tę godzinę.
Kochana jesteś, córeczko.
Gdy księżniczkę wydamy za mąż gdzieś daleko, to poradzimy sobie z królem.
Gdybyś okazał się tym szczęśliwcem,
to gdzie byś zamieszkał z księżniczką?
Chciałbym się osiedlić tutaj, blisko swoich poddanych.
Gdzie byście zamieszkali?
Oczywiście tutaj. Wasz zamek jest najpiękniejszy.
Gdybym został królem, zamieszkałbym w zamku królewskim. Znaczy tutaj.
Jeszcze czego. Żeby nam się mieszał do rządzenia.
Gdy stary umrze, ty zostaniesz królem.
Nie królem.
Zostanę tyranem.
Już minęła godzina?
Nawet półtorej. I nie pogorszyło ci się.
Skoro tak mówisz. Korona! Mam koronę? Nie!
Prędko. Kandydaci czekają.
Tak szybko nie dam rady.
- Co tu robicie? - My...
Baron Tobiasz przyjechał starać się o rękę księżniczki.
Ja jestem hrabianka Emilia, jego siostra.
To nasz sługa.
Gdzie jesteśmy, tumanie?
Proszę za mną.
Jestem zalotnikiem?
Chwilowo, póki nie wydostaniemy się z zamku.
Z kim mam przyjemność?
Jestem wodnikiem z tutejszego jeziora.
Wodnik z jeziora nie może starać się o rękę księżniczki.
Dlaczego nie?
Nie dyskryminujemy nikogo.
Pan też by chciał mieszkać z księżniczką w zamku?
Nie mogę. Za sucho.
Czyli księżniczka mieszkałaby u pana?
Od dawna kocham księżniczkę.
Wspaniale.
Niestety w naszym królestwie panuje wiele przesądów w kwestii wodników.
Nikomu ani słowa. Nawet księżniczce. To będzie nasza tajemnica.
A jeśli ktoś spyta?
To jest pan wojewodą Neptunem.
Wojewoda Neptun - ładnie!
Uwaga! W imieniu jego królewskiej mości ogłaszam,
że o rękę księżniczki Violi ubiegał się będzie
wojewoda Neptun.
Pozostałym dziękujemy. Do widzenia.
Szczęśliwej drogi.
Kto to?
Jeszcze jeden kandydat. Baron Tobiasz.
Przykro nam. Już za późno.
O wiele za późno.
Trudno. No to idziemy.
Do widzenia.
Wasze wysokości, przedstawiam wam wojewodę Neptuna.
Księżniczka Viola, miło mi poznać. I pana też.
Panie...
Tobiasz.
Baron Tobiasz von...
I jego siostra, hrabianka Emilia von...
Wychodziliśmy właśnie...
My się znamy?
Nie sądzę.
Skądś was znam, ale to niemożliwe...
Skoro tak...
Ludwiczku, zostaw pana barona.
Czyli mamy tylko dwóch kandydatów. A pozostali?
O innych nie ma co mówić, księżniczko.
Jeden się pytał, ile pieniędzy jest w skarbcu, a drugi twierdził,
że prawo jest dla głupców, a trzeciemu chodziło tylko o tron.
Wsadź se gdzieś tę księżniczkę! Razem z królestwem!
Słyszysz sama.
Myślę, że wojewoda będzie najlepszy.
A baron? Musisz zdecydować.
To ty wychodzisz za mąż, nie ja.
Ale nie znam żadnego z nich.
Damy im po trzy zadania i okaże się, który jest lepszy.
My wymyślimy te zadania.
Odpocznijcie, panowie, a wieczorem spotkamy się na uroczystej kolacji.
Król wychodzi.
Nie mogę starać się o księżniczkę i przygotowywać zadania.
Nie masz wyjścia, dałeś sobie ukraść klucz.
Panowie, powiedzcie mi o swoich ziemiach.
Są tam lasy, łąki, kwiaty...?
U mnie jest dużo wody.
Trochę roślin też się znajdzie. Preferuję lilie wodne.
A pan, baronie? Skąd pan jest?
Nie uwierzyłabyś pani.
To nic ciekawego.
[szczekanie]
Za młodu przez trzy lata byłem w szkole dla szlachty.
Ty, panie, pewnie też chodziłeś do szkoły dla młodych szlachciców...
Tam chodzili wszyscy z okolicy. Biedni i bogaci.
To była jedyna szkoła.
My też mamy mało szkół. To musi się zmienić, tato.
- Potrzeba na to dużo pieniędzy. - Morze.
Zaczniemy od kontroli państwowej kasy.
Cieszycie się?
Im szybciej, tym lepiej.
Tobiasz, kroisz serwetkę.
Nawet nie myśl o księżniczce. Jesteś duchem.
Wiem.
Ludwiku, na razie nic nie mam, ale zaraz ci przyniosę.
Kontrola państwowej kasy? Co teraz?
Gdybyś nie kupowała tylu bibelocików, klejnocików, bucików, sukieneczek...
Ja? A ty?
Co ja?
Co roku nowy powóz. Najdroższe wina!
Może masz rację. Nie kłóćmy się.
Gdzie znajdziemy tyle pieniędzy?
Nie chcemy skończyć w lochu o chlebie i wodzie...
Co tu robisz? Jak ci się to udało?
Słyszysz? Co tu robisz? Jak ci się to udało?
Tym czymś.
Tym czymś.
Klucz!
Chcesz nam wmówić, że tym wielkim kluczem otworzyłeś mały zamek?
Tym olbrzymem?
Ten klucz jest zaczarowany.
Pokaż.
Chyba mu nie wierzysz!
Widziałeś?
To było... Czekaj!
[okrzyki radości]
Mogę?
Kto jeszcze o tym wie?
Nikt.
I niech tak zostanie. Bo skończysz w lochu.
Z panem Bogiem.
Dam radę. Dziękuję.
Wspaniały jest ten klucz!
Oskubiemy wszystkich do ostatniego złotego.
Co?
Uciekamy!
No nie!
- Ratunku! Zginęły pieniądze! - Okradli nas!
Cudnie! Tyle złota!
Szkoda, że musimy je oddać do królewskiego skarbca.
O, nie!
Schowamy w naszym.
A co z królewskim?
Jutro wyjdziemy znowu.
Już nic nie zostało. Okradliśmy wszystkich.
Wiem, jakie będzie pierwsze zadanie dla zalotników.
Jakie?
Co teraz zrobię? Już nic nie mam!
Ukradli mi pieniądze!
Okradli mnie! Wszystko zniknęło!
Dlaczego nie pilnujecie pieniędzy?
- Były zamknięte! - Moje też!
W kufrze!
Jeśli nie złapiecie złodzieja, pójdziemy do króla! Do króla!
Naprawdę oni go mają?
Niestety.
Mogłeś go zabrać kuchcikowi. Teraz będzie trudniej.
Drodzy kandydaci, waszym pierwszym zadaniem będzie
przyniesienie jak najwięcej złota i skarbów w ciągu jednego dnia.
To dziwne zadanie.
Pełna kasa królewska jest ważna dla wszystkich potrzebujących.
Racja. Wszyscy jesteśmy potrzebujący.
Tato, my mamy wystarczająco dużo. To inni są w potrzebie.
Wasza wysokość, księżniczka ma rację. Naprawdę są inni.
A w ten sposób kandydaci udowodnią,
że umieją dbać o rodzinę i o królestwo.
Czas ucieka.
Zadanie dla złodzieja. Świetnie.
Nie możemy kraść!
Pamiętajcie, że mamy ważniejszą sprawę od tego zadania.
Zamiast złota, trzeba ukraść klucz.
Ej wy!
Co się stało?
Wiecie, kto ma mój klucz?
VILEM: Wiemy.
Niebieski klucz pomaga złodziejom!
Wstyd!
Złodziejom?
Kanclerzom! Dzięki niemu wszystkich okradają.
Przez was!
Zastanawiamy się, co robić.
Zabierzemy klucz i idziemy do nieba.
Ty akurat nie bądź taki pewny.
Jazda!
Mówił pan, że gdy przyniesiemy klucz...
Niebo nie jest dla złodzieja i oszustów.
Nie wystarczy znaleźć klucz.
Trzeba jeszcze się poprawić.
Spieszcie się, bo inaczej...
Musi pan to ciągle pokazywać?
To motywacja. Do pracy!
Jeśli mamy kraść, to lepiej zaczekać do nocy.
Kraść?
To znaczy: szukać.
Jazda!
Czemu tak się wysilamy, skoro i tak pójdziemy do piekła?
No idź.
Możecie się poprawić.
Dasz radę otworzyć?
Przydałby się drut, ale nie mam.
Musimy tam wejść.
Nie powinienem już kraść.
To co innego.
Też złodziejstwo.
Nie poślą cię za to do piekła.
A jeśli tak, to pójdziemy razem.
No prędko.
[chrapanie]
I co? Jest klucz?
A gdzie by go schowali? Ale bogactwo!
Bierz cały worek i w nogi.
Mam ukraść worek złota?
Nie. Wezmę tylko klucz.
To już było ukradzione. Bierz!
Pewnie jest pod spodem.
Ratunku! Złodzieje! Pomocy!
Złodzieje!
Pomocy!
Co się stało?
Złodzieje!
Łap ich!
Zniknęło całe uczciwie ukradzione złoto!
Tak się namęczyliśmy.
- Poznałaś ich? - Po ciemku?
Do mnie!
Jak pilnujecie? Okradli nas!
Co ukradli?
Nic.
Jak to?
Nic nie zginęło.
Nikogo tu nie było.
Wszystko w porządku?
Oczywiście.
Przyśniło nam się.
W tył zwrot!
[okrzyki]
Okradli nas! Chcemy swoje pieniądze!
Co jest?
Ciągle kradniemy i oszukujemy. To się źle skończy.
A co ze złotem, skoro tam nie było klucza?
Dzięki temu możemy tu zostać.
Proszę o spokój.
Nachodzi najjaśniejszy pan ze swoją córką Violą.
Widzę, panowie, że się postaraliście.
Jaki piękny klejnot.
Dokładnie taki miał mój stryj Ferdynand,
który się utopił w naszym jeziorze.
No, to...
Stare dzieje. Byłem jeszcze mały.
Co za cudeńka!
Przystąpimy teraz do ważenia.
Patrzcie, jerzyk! Tam leci!
Wygląda na to, że wygrał...
Nikt nie wygrał. Jest po równo.
Mamy remis.
Obmyślę kolejne zadania, a złoto każę zanieść do skarbca.
Miłościwy panie! A może te pieniądze rozdamy okradzionym ludziom?
Tak! Też chciałem to powiedzieć!
Vilem!
Sługo!
Pomysł doskonały!
Brawo! Hańba złodziejom!
Mnie też to nie przeszkadza.
To nie... nienajgorszy pomysł.
Wspaniale.
Zrobimy tak, jak powiedział baron Tobiasz.
To będzie królowa, która zadba o swój lud. Prawda, kanclerzu?
Oczywiście. Teraz też dba.
Król wychodzi!
Dwa złote.
Piekarka, dwa złote.
Następny!
Kowal, trzy złote.
Kowal...
Tego barona bym najchętniej...
Jeśli on zostanie królem...
To będzie katastrofa.
Następny!
Karczmarz, dziesięć złotych.
O, nie, ty oszuście. Ciebie przecież nie...
Żona zaświadczy. Dziesięć złotych.
Karczmarz, dziesięć złotych.
Ukradli mi jeszcze szynkę.
Jedenaście.
Bardzo dużą szynkę.
Dwanaście złotych.
Widzisz, spełniliśmy dobry uczynek.
Raczej.
Ich komnaty są puste. Chodźcie.
Tobiasz, mogę cię prosić?
Jasne.
Wiesz, że to związek bez przyszłości?
Oczywiście.
Obyś nie złamał jej serca. To wielki grzech.
Cieszę się, że myślisz o innych.
Przesada.
Jesteś dobrym człowiekiem.
To zależy.
Nie bądź taki skromny.
Lubisz psy?
Nie.
Lubię wszystkie zwierzęta.
Ja też.
Podobasz mu się.
Muszę iść.
Nie do wiary! Najlepsza oszustka wszech czasów
i całkiem dobry złodziej dali się wykiwać tej dwójce.
Złodziejski mistrz!
Były.
Nic.
Wymyśliliśmy to tak dobrze, a teraz znów musimy kraść.
Przez kilka dni nie możemy. Będą się pilnowali.
Nie mamy kilku dni! Państwowa kasa jest wciąż pusta!
Nie martw się.
Już wiem, jakie zadanie wyznaczę kandydatom.
Zdziwisz się.
Masz pomysł?
[śmiech]
Dla wojewody to będzie łatwizna,
a my napełnimy państwową kasę. Naszą kasę!
Nie dorastamy im nawet do pięt.
Nie pójdziemy z nimi do piekła. Jestem zła, ale przy nich...
Nie wydajesz mi się zła.
Ty mnie też nie.
Drodzy zalotnicy, waszym następnym zadaniem będzie przyniesienie
w ciągu jednego dnia i jednej nocy...
złotej rybki!
Tej, która spełnia życzenia?
Tę właśnie mam na myśli.
Czy te zadania nie miały nam pokazać, jaki kto jest?
To zadanie pokaże, który zalotnik najlepiej potrafi pomóc
wszystkim potrzebującym: biedakom, dzieciom...
Jesteście pewni, że coś
tak magicznego istnieje naprawdę?
Wybacz, wasza wysokość, ale skoro istnieją wodnicy...
Złota rybka to żaden problem.
Nieźle to wymyśliliśmy!
Masz głowę. Mogłabyś być mną!
Wojewoda naprawdę wie, gdzie jej szukać?
Na to wygląda.
Ale musimy śledzić tych dwoje.
Jeśli złota rybka naprawdę spełnia życzenia, to załatwi nam klucz.
- Miłego dnia! - Dzięki!
Co on robi?
Spójrzcie!
Złapał ją naprawdę!
Czekaj. To prawdziwy wodnik?
A skąd by się tu wziął?
WODNIK: Ale gorąco!
RYBKA: Wypuść mnie.
Ale wtedy nie zdobędę księżniczki.
Jeszcze? Znowu wodę?
- Dziękuję. - Płacę.
Jabłka! Kupcie jabłuszka, panie.
Zjeżdżaj, natręcie!
Przepraszam! Racz mi wybaczyć. Do widzenia.
Płacę!
Za wodę?
Jeden złoty.
Będziecie się tłumaczyć.
RYBKA: Wypuśćcie mnie. Proszę.
Ona mówi!
Nie bój się. Już niedługo.
Gdzie ten staw?
Tu, przy kuźni. Zaraz będziemy mieli klucz.
Pali się! Tam są ludzie! Pomóżcie!
Wody! Dawajcie wody!
Tam jest kowal z całą rodziną!
Tu są wiadra! Bierzcie!
Wody! Przynieście wodę!
Vilem!
Odciągnijmy go!
Wody!
Wody!
Ryba.
Nie da się im pomóc!
Ryba.
Da się pomóc!
A co z kluczem?
Zdobędziemy go inaczej. Bez czarów.
Spełnimy znowu dobry uczynek.
Nie pozwolimy, by się spalili.
Racja.
Chodź.
Rybko, uratuj ich wszystkich.
RYBKA: Dziękuję.
KOBIETA: Cud!
MĘŻCZYZNA: Co się stało?
[okrzyki radości]
Żyją!
KOWAL: Nie rozumiem. Gdzie ogień?
Tamtych troje cię ocaliło.
Mnie też.
Czekajcie, czy złota rybka nie spełnia trzech życzeń?
Nie przyszło mi to do głowy.
Mogłeś spytać, nim ją wypuściłeś.
Też tu byliście.
Paliło się!
A ty ją wypuściłeś!
- Zgodziliście się! - Pod przymusem.
Czekajcie!
Dziękuję wam stokrotnie!
W razie potrzeby, przyjdźcie.
Ponieważ wojewoda i baron nie wykonali zadania...
I nie przynieśli złotej rybki... Wielka szkoda!
Ogromna. O wszystkim zdecyduje ostatnia próba.
Jutro ogłosimy trzecie, rozstrzygające zadanie.
Nie!
Ludwiczku!
Zostaw!
Przepraszam!
Dokąd?
Wracaj! Pieseczku, dostaniesz szyneczkę!
Ludwiku, zostaw!
Trzymaj go!
Oddawaj to, potworze!
Ostrożnie!
Oddawaj, to nie twoje!
[okrzyki]
Patyczek!
Nie, patyczek!
Mamy jeszcze trzecie zadanie i pana wojewodę!
Racja.
Mam nadzieję, baronie, że umie pan pływać.
Choć myślę, że jutrzejsze zadanie będzie ponad pańskie siły.
[śmiech]
Narozrabiałeś!
Dziękuję.
Podobno w miasteczku był pożar. Wszyscy cali?
Tak. Wie panienka, dzięki komu?
Pomógł im baron Tobiasz.
Tak?
Miał złotą rybkę i... Puff! Czary!
Baron miał rybkę? I wypuścił, by uratować ludzi?
Tak, panienko.
Nikt z nas nie umie pływać.
W jeziorze jest wodnik.
A jutro jest ostatni dzień.
Pójdziemy do piekła.
A tak się starałem.
Mam pomysł.
Ładne. Ale po co?
Kowal mówił, że zrobi dla nas wszystko.
Nie rozumiem.
Ja też nie, a jestem z was najbystrzejsza.
Myślicie, że kowalowi uda się wykonać kopię?
To oszustwo.
Przestań.
Chcesz wykiwać świętego Piotra?
Nie. Wrzucę go do wody wojewodzie przed nosem.
A jeśli wojewoda naprawdę jest wodnikiem?
A ty znów z tym wodnikiem.
Drodzy kandydaci, musicie zanurkować
i wyłowić zgubiony klucz.
Kto pierwszy to zrobi, wygra.
Umiesz pływać?
Raz próbowałem.
O mnie nie musisz się bać. Ja świetnie pływam.
To zadanie jest najgorsze.
Chcemy sprawdzić, który z zalotników
nadaje się do mieszkania w zamku otoczonym wodą.
Ja też nie umiem pływać.
Wiemy.
Ja umiem.
Tylko jeszcze nigdy nie próbowałem w wodzie.
Nie martw się, księżniczko. Jeśli będzie źle, to mnie wyciągną.
- Dasz radę? - Tak.
Panowie, przygotujcie się... Start!
KANCLERZYNA: Wojewoda go znalazł!
Wspaniale. A to jest moje.
Brawo, wojewodo!
Tobiasz...
WODNIK: Wypłynął...
Nie szkodzi, że przegrałeś. Wybieram cię i tak.
Zaraz, wygrał ten, który wykonał zadania.
Wygrał lepszy. A baron Tobiasz jest lepszym człowiekiem.
Dba o innych. A teraz prawie utopił się dla mnie.
Nie mogę się z tobą ożenić.
To dlaczego starałeś się o moją rękę?
Przez pomyłkę.
Starałeś się o mnie przez pomyłkę?
Dlaczego?
Jakim ty jesteś człowiekiem?
Jestem biednym muzykantem. W dodatku nieżywym.
Oszust!
Złodziej i łgarz!
Nie chcę cię już nigdy widzieć!
Co się stało? Nie płacz, córeczko.
Nie ma powodu.
Księżniczko, kocham cię. Wyjdź za mnie.
Wygrał.
Z przyjemnością za pana wyjdę.
Znikajcie stąd!
Żegnam!
Szerokiej drogi!
No cóż.
Trzeba znaleźć prawdziwy klucz.
Masz?
Szukasz go od godziny!
Możesz mi pomóc.
A jeśli go nie znajdzie?
To mamy pecha.
Co robisz?
Brawo, Tobiasz!
Nie wątpiłem w ciebie!
Karel, co robisz?
Nie smuć się.
Pójdziemy do nieba.
Mam nadzieję.
Macie mój klucz?
Mamy.
Zdążyliście o godzinę wcześniej. Daj mi go.
Wojewoda to dobry człowiek. Księżniczka będzie z nim szczęśliwa.
Nie najgorszy. Ale nie człowiek.
To wodnik z tego jeziora. Nie wiedzieliście?
Wodnik?
Ciągle wam mówię, że nasze dusze były u niego!
Co?
A ty Piotrze nie wiedziałeś?
Jestem święty, a nie wszechwiedzący.
Oddajcie klucz, a wasz pobyt na ziemi się skończy.
Była poprawa, więc możecie iść do nieba.
Proszę o klucz.
Wybacz, ale jeszcze nie mogę.
Nie pozwolę, by księżniczkę poślubił wodnik.
Mamy jeszcze godzinę. Idę.
Nie możesz się z nią ożenić. Jesteś duchem!
Wiem, ale nie zostawię jej wodnikowi. Wiecie, co ją czeka!
Jeśli nie zdążymy, to nie moja wina.
Moja też nie!
Stójcie!
Woda wystarczy.
Twoje zdrowie, kochana córeczko.
Życzę, aby wasz związek się udał.
Szkoda, że mama tego nie dożyła.
Zobaczysz niedługo włości pana wojewody.
Tak.
A może popływamy...
po deserze łódką?
Świetny pomysł!
Uwielbialiśmy z mamą takie romantyczne przejażdżki po jeziorze.
Ja grałem na lutni, a mama wiosłowała.
Jasne. Czemu nie?
Cudownie! My będziemy wiosłowali.
Musimy się dostać do środka!
Chodzi o życie księżniczki!
Kanclerz wydał rozkaz.
Nie wiecie, że już nie mamy czasu?
Wynoście się!
Przygotujcie królewską łódź dla księżniczki.
Pani kanclerzyna wiosłuje, a ja steruję.
To będzie przygoda!
Bim, bom, bim, bim, bom, bom...
SŁUGA: Panie baronie, tam nie wolno!
Czego chcecie?
Gdzie księżniczka?
A co ci do tego?
Wojewoda to wodnik!
Coście znów wymyślili, bando oszustów?
Kanclerze to oszuści!
I złodzieje! Z pomocą tego klucza okradli całe miasteczko!
Co?
To klucz świętego Piotra.
Otwiera nie tylko bramę niebios, ale też wszystkie zamki.
Cudowny!
Gdzie jest księżniczka?
Straże! Straże!
[szczekanie]
Straż!
Proszę, księżniczko.
Dziękuję.
Oby księżniczka nie zmokła. To byłoby nieprzyjemne.
[szczekanie]
Już czas. Dajcie mi klucz.
Księżniczko! Nie!
Bierzcie ten klucz. Lecę ratować księżniczkę.
Gdy zegar wybije po raz ostatni, będzie koniec.
Niebo albo piekło.
Muszę ją ratować.
Czyli piekło.
Daj mi klucz.
Pomogę mu.
Ty też...
Daj mi go.
Też nie chcesz do nieba? Oddawaj!
Jeszcze nie!
Księżniczko! To wodnik!
Coś się stało?
Chciałbym ci coś pokazać.
Co?
Księżniczko!
Księżniczko!
Tobiasz?
Wojewodo, proszę nie przeciągać.
Wojewodo! Księżniczka jest twoja! Możesz ją zabrać do swojej domeny.
Do jakiej domeny?
Robię to tylko z miłości.
Stój! Nie możesz tego zrobić! Nie wolno ci!
Księżniczko! To wodnik!
Chcesz mnie utopić?
Przykro mi.
Jak to? Wojewodo?
Dokąd, wodny przybłędo?
Wszystko człowiek musi robić sam!
Puszczajcie! Ratunku! Zostawcie mnie! Pomocy!
Zostawcie! Tobiasz!
Córeczko! Ratujcie ją!
A masz!
Nie! Nie!
Tobiasz!
Tobiasz!
Księżniczko, trzymaj!
Prędko! Mamy was!
Uratował ją.
Dzielny młodzieniec.
[śmiech]
To wodnik.
Wiem.
To wodnik.
Wasza wysokość, najmocniej przepraszam.
Zaślepiła mnie miłość do księżniczki i nie przemyślałem tego.
Ważne, że wszystko skończyło się dobrze.
A Kanclerzowie?
Są u mnie.
Rzadko się zdarzają takie okazy.
Tato!
Córeczko! Nawet nie wiesz, jak się o ciebie bałem!
Życzę szczęścia, księżniczko. Nie złość się na mnie.
Dziękuję.
Oddajemy ci twój klucz.
Violko, kocham cię najbardziej na świecie.
Ja ciebie też.
Ale muszę odejść.
Dokąd?
Do piekła.
Bardzo mi przykro.
Niestety nie zmieściliście się w wyznaczonym czasie,
więc do nieba nie możecie iść.
Czyli do piekła?
Miejmy to za sobą.
To nie takie proste.
Była poprawa.
Do piekła też nie traficie.
To co z nami będzie?
Niech tu zostaną!
Da się?
To chyba najlepsze wyjście.
Doskonale to wykombinowałeś, święty Piotrze.
Dość kombinacji i kłamstw.
Tak.
Na moją duszę.
I kradzieży. Na moją duszę.
Cieszę się.
Gdy spotkamy się przy bramie niebios,
chciałbym was wpuścić do środka.
Będziemy się starali.
Tobiasz?
Zerknąłem do księgi grzechu.
Naprawdę?
Dlaczego nie mówiłeś, że jesteś niewinny?
Że nie ukradłeś klucza?
Próbowałem.
Trzeba było.
Dawno byś już był w niebie.
Ale wtedy nie spotkałbym Violki. Dziękuję!
Jutro pasują cię na rycerza.
Pojutrze ślub, a potem koronacja na króla i królową.
Nie mogę uwierzyć, że będę królem.
Nie wiem, czy dam radę.
Będziesz wspaniałym królem.
A ty wspaniałą królową.
Gdzie twój tata?
Na rybach z wodnikiem.
Ładnie. I dwa, i trzy.
Nogi jak u żaby.
- Wiesz, co do mnie dotarło? - Co?
Że będziemy musieli pracować.
Żaba!
Damy radę.
Wspólnie.
Żaba.
Ćwiczcie, a potem spróbujemy w wodzie.
A jak się mają kanclerze?
Wczoraj ich wsadziłem do jednego słoja, żeby byli razem,
ale wciąż się kłócą. Będę musiał ich rozdzielić.
Nie radzę. Pasują do siebie.
Powiedz im, że mnie tu ich wcale nie brakuje.
Chętnie.
Teraz muszę coś załatwić. Na razie!
Pięknie.
Też chcemy na górę.
Nie? Dlaczego? Tak nie wolno!
Czekaj, czekaj!
Jeszcze my!
- Wypuść nas! - Chociaż mnie.
Ani chwili tu nie zostanę!
Ja z tobą też nie!
Nie zostanę!
- Prostak! - Wychodzę stąd!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.