Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Adrian. Obudź się.
- Śniadanie było pyszne. - To prawda.
Cieszę się, że ci smakowało.
Zbieraj się. Musimy iść.
- Pomożesz mi? - Tak.
- Podcast to nasza tajna broń. - Nigdy tego nie robiliśmy.
- Spróbujmy. - Wyprodukujesz je?
Możemy je zrobić szybko, tanio i skutecznie.
Kto będzie chciał tego słuchać? To produkt do włosów.
Grupą docelową są kobiety w wieku 20-40 lat.
Marissa, pokażesz badania?
Powiedz im, jakie kanały subskrybuje nasza grupa docelowa.
Okej. Dowiedzieliśmy się, że nasza grupa docelowa
ogląda materiały o fitnessie, zdrowiu i kosmetykach.
- Łapię. - Dobrze.
Dobra robota. Adrian, mogę cię prosić?
Musi się jeszcze dużo nauczyć, ale da radę.
- Dobrze. Co do tych podcastów... - Nie podoba ci się pomysł?
Nie, jest świetny.
Na pewno poradzisz sobie z dodatkową pracą?
Wyślesz mi pełen zarys pod koniec miesiąca?
Oczywiście.
Świetnie. Spotkam się z Hobbsem i zobaczę, czy się zgodzi.
Mógłbym usiąść na następnym spotkaniu obok nich?
Nie tak szybko. Dostaniesz swoją szansę. Okej?
Wiem, że przez długi czas byłeś hydraulikiem.
- Tak. - Dlaczego wróciłeś do sztuki?
Zawsze chciałem to robić. Być artystą i malarzem.
Zajmowałem się hydrauliką z przymusu. Miałem rachunki do zapłaty.
Musiałem zadbać o dziewczynę,
a teraz jestem tutaj.
- Tak. Dobrze ci idzie. - Staram się.
Opowiedz mi o podróży do Kolumbii.
Do Kolumbii.
Pojechałem tam tego lata
z moją dziewczyną.
Ciężko mi o tym mówić,
bo nie jesteśmy już razem.
Dziękuję.
Siedem.
Osiem.
- Zrób to. - Co?
- Wiesz, o czym mówię. - Nie wiem.
- Mówisz o naszej rocznicy? - Powiedz swoim rodzicom.
- Zrób to dla mnie. - Sebas, nie teraz.
Nie wkurzaj mnie.
- Nie. - Tak.
Nie teraz.
Proszę. Dobrze?
Tato...
Mamo...
Nie.
- Najpierw powiedz. - Co?
- Śmiało. - Dobrze.
- Tato... - Tak?
Mamo...
- Jestem w ciąży! - Nie!
Urodzę bliźniaki!
Naprawdę.
Poczuj je.
- Mówię poważnie. - Wiesz co? Zgłodniałem.
- Powiedz. Proszę. - Jestem głodny.
Wstawię pizzę do piekarnika.
Serio?
- Pięknie wyglądasz, mamo. - Dziękuję, skarbie.
- Baw się dobrze. Kocham cię. - Dobrze. Muszę iść.
- Pa. - Kocham cię.
- Zgadnij, kogo widziałem. - Nie mam pojęcia.
Amandę.
- Oglądałeś wczoraj mecz? - Zadzwoń do niej.
Nie ma chłopaka.
Zawsze ją lubiłem. Pasowałaby do ciebie.
To moja decyzja, prawda? Zresztą to było 10 lat temu.
Dobrze.
- Przemyślałeś naszą propozycję? - Nie bardzo.
- Chcemy, żebyś prowadził firmę. - Mogę robić to stąd.
Potrzebujemy cię tutaj.
Wybacz, że przeszkadzam. Możemy chwilę porozmawiać?
Mogę to dokończyć?
Będę się streszczać. Obiecuję.
- Co się stało? - W skrócie?
Twój wniosek o wizę pracowniczą nie został zatwierdzony.
Przykro mi, ale niczego ci nie obiecywaliśmy.
Możesz zostać do końca płatnego urlopu.
Możesz mi jakoś pomóc?
Mogę rozesłać maile do kolegów.
Zobaczę, czy kogoś szukają.
Wiedz, że doceniam twoją pracę i wiem, że znajdziesz coś dobrego.
Co byś zrobił na moim miejscu?
Nie chcę wracać do tej dziury.
Szczerze mówiąc, to kiepska pora, żeby powiedzieć rodzicom prawdę.
Nie możesz ignorować tego problemu.
Będę ich okłamywał wiecznie.
To będzie dla nich trudne i mogłoby...
"Mogłoby ich zranić".
Ale nie wiesz tego na pewno.
- Wiesz, co powiedzieć? - To samo, co ostatnio.
Pokaż im, jak ciężko pracowałeś, żeby się tu dostać.
- Dobrze. - Idealnie.
To twój dzień.
- A jeśli nie? - Nie mów tak.
Pokaż się. Wyglądasz niesamowicie, skarbie.
- Co to Vias Saludables? - Organizacja pomagająca biednym.
- Miałem tam staż. - Co dla nich robiłeś?
Organizowałem wydarzenia i uczyłem dzieci angielskiego.
Wolisz to czy dziennikarstwo?
- Oczywiście dziennikarstwo. - Posłuchaj.
Jesteś tu, bo twoja szefowa to moja przyjaciółka
i masz świetne CV, ale martwi mnie twój status imigracyjny.
Co z nim zrobimy?
Jeśli chodzi o opłaty i formalności,
to mogę pokryć koszty.
To bardziej skomplikowane.
Nasza firma zazwyczaj się tym nie zajmuje.
Bardzo chcę tu być i potrzebuję pańskiej pomocy.
Naprawdę cię rozumiem, ale to nie takie proste.
Tak, wiem.
Chodzi o to, że nie mogę wrócić.
Rodzina mnie porzuciła i mieszkałem w małym garażu w Bogocie.
Przekażę twoje CV dalej. I szepnę dobre słowo.
Ale nie mogę niczego obiecać.
Dobrze. Przepraszam.
- Dziękuję. - Powodzenia.
- Masz chwilę? - O co chodzi?
Słucham?
Czy wakat pisarski został obsadzony?
Tak. A co?
- Ale masz jeszcze jedno miejsce? - Słucham?
Znam chłopaka, który właśnie skończył studia
i nadawałby się do naszego zespołu.
Podoba mi się, że chcesz pomóc przyjacielowi.
Też to robiłam i wiem, o co chodzi,
ale najpierw skupmy się na twojej sytuacji.
To wyuczona formułka, prawda?
- Daj mu szansę. - Co ze skryptami video?
- Możesz z nim porozmawiać? - Jak idą?
Idą.
Marissa nad nimi pracuje.
- Przydałaby się pomoc. - Tak. Ale ty jesteś odpowiedzialny.
Muszę mieć coś na przyszły tydzień.
- Słucham? - Będziesz mieć.
Dziękuję.
- Miałeś ostatnio rozmowy o pracę? - Nie.
A jeśli znajdzie pracę, dzięki której przedłuży wizę?
Jego wizy nie można bardziej przedłużyć.
Potrzebuje pracy związanej ze swoim wykształceniem.
Nie chcą już imigrantów pracujących jako dozorcy.
Jest ich na pęczki.
Biorąc ślub mógłby dostać zieloną kartę.
Pomogłoby, gdyby poślubił imigranta z wizą?
Twoja wygasa za 10 miesięcy.
Dlaczego zawsze każecie mi grać w przeciwnej drużynie?
Znam odpowiedź. Bo grasz do dupy.
Fernando.
To był dobry mecz. Steph, dobrze że przyszłaś.
Wiem, dawno mnie nie było. Byłam bardzo zajęta.
Masz dla mnie jakieś modelki do sprawdzenia?
Panie Fernando, ostatnio robię zdjęcia biznesowe,
ale może następnym razem ktoś się trafi.
- Jebać. - Jebać. Już się znudził.
Zdradź nam tajemnicę. Jak dostałeś tę pracę?
Musiałeś kogoś przelecieć?
- Jesteś obleśny. - Spoko.
Twojego brata. Chcesz wiedzieć, jakiego ma?
Wal się.
Dupek.
- Co jest z Sebasem? - Zwolnili go.
Wyjeżdża?
Nie chce.
- Pamiętacie Karla Kurtza? - Tak. To ten Niemiec, prawda?
Był na moich zajęciach z marketingu.
Wziął ślub z Amerykanką i dostał zieloną kartę, prawda?
Tak, ale...
Oboje byli zdesperowani. Idealnie się dobrali.
- Znasz jeszcze jakiś desperatów? - Nie wiedziałem, że lubisz trójkąty.
Nie.
- Adrian, chyba nie mówisz poważnie. - Tylko pytam.
Oni żyją razem ze sobą.
Uważam, że nie powinno się tego robić z obcą osobą.
Dlaczego ty go nie poślubisz?
Bo nie mam odpowiedniej wizy,
nie jestem Amerykaninem i nie mam zielonej karty.
Ale chyba nie myślicie o tym na serio, prawda?
Daj spokój, Marky. Niech się zabawi.
- A jeśli to wypali? - Właśnie.
Ludzie bez przerwy biorą śluby z obcymi, których nie kochają.
Uświadamiają to sobie, kiedy jest już za późno.
- Nie zachęcaj go. - Uspokój się. Jesteśmy dorośli.
Znasz kogoś, kto może nam pomóc?
Nie wiedziałam, że ma dużego.
Zdrowie!
- A Sam? - Ile miał?
Sam miał dużego.
- Nie chcę rozmawiać o dużych kutasach. - Ja też nie.
Nie, proszę.
Zazdrościsz!
Nie chcę, żeby Sebastian to słyszał.
Kurwa, głowa mi pęka.
Wiedziałem, że to będzie ciężki poranek.
Skąd?
- Domyśl się. - Nie wiem.
Zrobię ci zupę, żebyś mógł pracować.
Tak? To do dzieła.
Umieram.
Uważaj, gorąca.
Dobra?
Już mi lepiej.
Nie możesz w to uwierzyć.
- Robiłaś to już? - Ustawiałam wiele osób.
- Jakich? - Każdego sprawdzam.
- Kiedy chcecie ten ślub? - Za miesiąc. - Tak.
Za miesiąc? Żartujecie, prawda?
Dlaczego?
Musicie przygotować dużo rzeczy, żeby to wyglądało prawdziwie.
- Możesz to zrobić? - Czy wy możecie to zrobić?
Przed wami dużo pracy, żeby oficer w to uwierzył.
- A do ślubu i tak daleka droga. - Czego od nas potrzebujesz?
Po uzgodnieniu warunków znajdę kogoś sprawdzonego.
Potem przygotujemy ślub i znikam.
Sprawy imigracyjne to wasza działka.
Kiedy będzie mógł ubiegać się o zieloną kartę?
Za kilka miesięcy.
A cena?
20 tysięcy. Połowa z góry, połowa po wszystkim.
- Powiedzieli nam, że 10. - Muszę zapłacić osobie, która cię poślubi.
Inaczej tego nie robią albo wzywają imigracyjnych.
Ja też nie pracuję za darmo.
Do tego chcecie załatwić to w bardzo krótkim czasie.
- Dobrze. To może 12 tysięcy? - Nie ma targowania.
To nielegalne, prawda? Nie boisz się wsypania?
Co ty robisz?
Nie ty pierwszy mi grozisz.
A nadal tu jestem. Oni nie.
20 tysięcy.
- Myślałeś o tym? - O czym?
To najlepszy sposób na zieloną kartę.
Po kilku latach rozwód.
Będziesz kontynuował karierę i zostaniemy razem.
- A te 20 tysięcy? - Moi rodzice pomogą.
- Nie mają kłopotów finansowych? - Ciągle mówią to samo.
To nielegalne, skarbie.
Wiele osób wzięło taki ślub i radzą sobie.
Nie każdy.
- Jedźmy do Kartegeny. - Nie.
- Ona nic nie zrobi. - Ostatnio mówiłeś to samo.
To potrwa 5-10 lat. Chcesz tyle czekać?
Nie.
To najlepsza opcja. Będziesz pracował i żył ze mną
- w Nowym Jorku. - Dobrze.
- Ale mam warunek. - Jaki?
- To musi być Stephanie. - Potrzebujemy więcej opcji.
Czyj to ślub?
- Zróbmy to po mojemu. - Dobrze.
Nie patrzcie na nie. Przechodźcie.
Boże. Nie widziałem go wcześniej.
- Nie? - Nie, ale podoba mi się.
Mnie też.
Wygląda jak piórko pod wodą.
Kipi z niej energia. Z czego się śmiejesz?
Wszystkie wyglądają jak piórka pod wodą.
- Jestem z ciebie dumny. - Mnie się tamto podoba.
- Które? - To.
- Wygląda na bardzo silną. - Tak, jest ładne.
Nie mówmy już o tym. Chcecie wina i sera?
- Tak. - To dobrze.
- Rodzice wracają do miasta? - Nie.
Cholera.
Przepraszam, że nie mówię do ciebie,
ale chciałam spędzić więcej czasu z Sebasem.
Filmy, nachosy.
- Lody. - Lody i popcorn.
Lekcje salsy.
- Jest świetnym nauczycielem. - Wiem o tym.
Bierzcie.
- Wypijmy za to. Nie za dużo? - Nie, jest idealnie.
Zdrowie.
Dobre?
- Steph? - Tak?
Znasz moją sytuację, prawda?
Pewnie. Co jest?
Pamiętasz Karla Kurtza?
- Karla? - Wysoki chłopak z kręconymi włosami.
Tak. Byłam na jego ślubie,
zanim przenieśli się do LA. Miły chłopak.
- Tak dostał zieloną kartę. - I?
Myśleliśmy i to jedyna szansa, żeby Sebas mógł tu zostać.
Steph.
Potrzebujemy twojej pomocy.
Naprawdę chcecie to zrobić?
Tak.
Tak.
Więc życzę wam jak najlepiej.
- Chyba żartujecie. - Steph.
A może pomożesz nam znaleźć kogoś innego?
Kogoś innego? Serio?
Okej, zapomnij o tym. Wszystko w porządku.
Przepraszam.
Pomóc ci w kuchni?
Pij.
Chyba to zrobię. Muszę się napić.
Nie rób tak.
- Naprawdę myślałeś o kimś innym? - Tak.
- Co się dzieje? - Ustaliliśmy coś innego.
Mieliśmy znaleźć rozwiązanie. Porozmawiajmy o tym później.
- Co myślisz? - Eleganckie. Wyglądasz pięknie.
Ładne, prawda?
Tata będzie zazdrosny o absztyfikantów.
- Mam nadzieję. - Mamo!
- Pozwól mi być niegrzeczną. - Nie, zabraniam.
- Mamo. - Co?
Otwieracie sklepy w Villavicencio i Ubaté?
Staramy się. Oby się udało.
Mógłbym porozmawiać z tatą?
Może moglibyście zacząć znów przysyłać mi pieniądze.
A co z pracą?
Ciężko. Wszystko jest drogie. Jest coraz gorzej.
- Doceniłbym waszą pomoc. - Wszystkim jest ciężko.
Aż tak wam źle?
Wiem, o co chodzi.
Chcecie mnie zmusić do powrotu do Kolumbii.
Nie mów tak do mnie. Okaż trochę szacunku.
Przepraszam.
Nie chciałem cię zranić.
Nie szkodzi.
Szukacie jeszcze recepcjonisty?
Dobrze.
Mogę prosić o adres?
Cztery, pięć.
Dziewięć. W porządku.
Dobrze. Dziękuję.
Miłego wieczoru. Dzięki.
Cześć.
Mam nowiny.
Masz pracę.
- Serio? - Tak.
Zaczynasz jutro.
Będziesz wypełniał dokumenty i porządkował harmonogram lekarza.
To, co już robiłeś.
- Dziękuję, skarbie. - Za co?
Zrobiłbyś dla mnie to samo.
- Co jeszcze byś dla mnie zrobił? - Dużo rzeczy.
Tak?
- Przed nami wiele wspólnych chwil, prawda? - Dużo.
Na przykład będziesz prowadził własną firmę.
A ty...
będziesz świetnym dziennikarzem.
Będziesz też miał organizację charytatywną dla dzieci.
- W Kolumbii. - Albo gdzieś indziej na świecie.
Będziemy podróżować?
Oczywiście.
Pamiętasz jak powiedziałeś mi, że pojedziemy do Grecji?
Tak.
Ale wolałbym do Australii.
- Do Australii? - Tak.
- Ale najpierw do Grecji. - Australia to też wyspa.
Kontynent, który jest wyspą.
Potrzebuję tego.
Najpierw zrób plan na przyszły tydzień.
Potem podziel akta pacjentów na podstawie wizyt i recept.
Poukładaj to wszystko. Zrozumiałeś?
Lekarz właśnie przyszedł.
Daj mi chwilę i możesz poprosić pacjenta.
Pani Maria Parker.
Poproszę numer ubezpieczenia.
- Możesz to odłożyć? - Oczywiście.
Do ubezpieczonych pacjentów.
- Ubezpieczonych? - Trzecia szafka.
- Widzimy się jutro? - Tak.
O 8 rano.
- Nie miało być 50 dolarów? - Spóźniłeś się.
Dobrze.
- Bądź jutro punktualnie. - Przyjdę wcześniej.
- Dziękuję. - Do jutra.
Miałabym wziąć tylko ślub?
Nie, jest też kilka rozmów z urzędnikami imigracyjnymi.
Rozmów?
Trzeba udowodnić jak i kiedy się poznaliście,
pokazać zdjęcia ze ślubu i takie tam.
- Jak długo bylibyśmy małżeństwem? - Dopóki nie dostanie zielonej karty.
- Czyli ile? - Kilka lat.
Hej.
Hej. Muszę zrobić kilka zdjęć dla terapeuty dziecięcego w Queens.
Chcesz iść ze mną?
- Pewnie. - Tak?
- Widzimy się na Jamaica? - Daj mi chwilę.
Pewnie.
To mi się nie podoba.
To jest super.
Dzięki.
Lepiej niż w przychodni?
Powiedz jakieś słowo.
- Słowo? - Tak.
- Banan. - Banan?
Narysuj go.
Banan.
Kiedy uczyłem dzieci w Kolumbii,
każdego dnia dawałem im nowe słówko do nauczenia.
Rysowały to, co skojarzyły z tym słowem.
Kiedy przychodzili rodzice, cieszyły się,
że mogą pokazać im rysunki.
Moi rodzice byliby podekscytowani rysunkiem.
Nie myśleliście, żeby wrócić do Kolumbii?
- Mógłbyś pomagać tam dzieciom. - To nie takie proste.
Prostsze niż siedzenie w przychodni?
Nie mogę zrobić tego Adrianowi.
Wiem, że jest dla ciebie dobry,
ale nie jesteś mu nic winien. Może wyjdzie wam to na dobre.
Gdzie je opublikują?
To on okłamuje rodziców. Ty nie masz nic do ukrycia.
Kto je wyda?
Rozumiem cię, ale może teraz powinieneś pomyśleć o sobie.
- Ten plan... - Nie chcę o tym mówić.
Ten plan nie wypali. Wyrzuciłam to z siebie.
- Uważam, że wszystko stracisz. - Już straciłem.
Nie chcę, żeby przechodził przez co, przez co ja przechodziłem z moim ojcem.
Nie podniósłby się po tym.
- Halo? - Cześć, Xime.
Kto mówi?
- Sebas. - Cześć.
- Co słychać? - Dobrze cię słyszeć.
Musimy nadrobić zaległości.
- Jesteś w Kartagenie? - Tak.
Cześć.
Cześć.
- Ktoś miał dobry dzień. - Tak. A ty?
Nie bardzo. Muszę pracować za innych.
Napijmy się.
- Co chcesz? - To, co ty.
Poprosimy dwa kieliszki Cabernet Savigion.
- Oczywiście. - Dziękuję.
Co słychać w przychodni?
Skarbie, trzymajmy się tego. I wiesz co?
Nakłonię Megan do ślubu. Jest nam sporo winna.
- Dobrze. Wiesz co? - Co?
- Zgadnij, z nim dziś rozmawiałem. - Z kim?
- Z Alexem. - Z jakim Alex?
- Enano. - Enano?
- I wiesz co? - Co?
- Bierze ślub. - Ślub?
Tak. Dobrze mu się wiedzie jako prawnik w Medellin.
- Super. - Powiedział,
że jego klient szuka kierownika do spraw marketingu.
I że szukając ludzi...
- Jesteście gotowi zamówić? - Jeszcze nie. Dziękuję.
- Chciałbym... - Co ty robisz?
Pomyślałem, że moglibyśmy rozważyć Medellin albo Kartagenę.
Przecież mieszkamy tutaj.
- Jesteśmy tu bezpieczni. - Ale ja nie będę mógł zostać.
Nie mów tak, mamy plan. Musimy się go trzymać.
Proszę.
Obiecaj, że porzucisz ten pomysł.
Obiecaj.
Co?
- Wszystko w porządku? - Tak.
Na pewno?
Tak.
Dziwnie się zachowujesz.
- Co to jest, Marissa? - Nie o to prosiłeś?
Pierwsze dwa odcinki miały być o czyszczeniu włosów, prawda?
Więc co tu jest nie tak?
- Efekty pojawiają się za późno? - I są krótkotrwałe.
Naprawię to.
- Dobrze. - Posłuchaj.
Wiem, że ciągle o to proszę,
ale czy mógłbyś mi pomóc?
Chciałbym, ale mam dużo roboty.
Poradzisz sobie.
- Co to? - To się nie uda.
- Więc napraw. - Ona nie nadaje się do tego.
Pomóż jej.
Mam dużo pracy przed prezentacją.
- Ja też mam projekty na głowie. - Potrzebny mi ktoś inny.
Poproś Richarda, Charlotte albo Daniela.
Potrzebny nam prawdziwy pisarz, a takiego nie mamy.
Nie zaczynaj, Adrian. Nie zatrudniam ludzi ot tak.
Pomógłby nam z projektem. Powinniśmy spróbować.
Nie masz co robić?
Idę na spotkanie.
Przyszedłem.
Gdzie jesteś?
Nie rozmawialiśmy cały dzień. Martwię się.
Jak leci?
- Podobasz mu się. - Komu? Hej.
- Wybacz. - Spoko. Napijesz się?
- Nie zaczynaj. - Mówię serio.
- Wchodzę w to. - Naprawdę?
W życiu.
- To zbyt skomplikowane. - Tylko na jakiś czas.
Planuję stąd zwiać.
Pamiętasz jak wywalili cię z mieszkania?
Tak.
Jak długo u nas siedziałaś? Za darmo.
To to samo.
- Co się stało? - Wiedziałbyś, gdybyś poszedł.
Źle się czułem.
- Dzwoniłem wiele razy. - Przepraszam.
Kto cię wkurzył?
Pierdolona Megan.
Wiedziałem.
Mógłbyś czasem pomóc.
Hobbs i jego ludzie będą z nami pracować.
Jestem dumna w waszego zespołu. Gratulacje.
Co się stało z komponentem multimedialnym?
- Słucham? - Wszystko jest na filmie.
- A podcast? - Nie pasował im.
Chcesz coś powiedzieć, Adrian?
- Potrzebny nam prawdziwy pisarz. - Adrian.
- Mówiłem ci... - Przyjdź do mnie po spotkaniu.
W każdym razie,
naszym następnym krokiem będą terminy. Dobrze?
- Co to było? - Wyrzuciliśmy dobry pomysł.
Może nie był dobry.
Wracaj do pracy.
Przepraszam.
Idź już, Adrian.
Halo?
Dzwonił Enano.
- Enano? - Alex.
- Naprawdę? To dziwne. - Też tak pomyślałem.
Powiedział mi o pracy w Medellin. Masz jutro rozmowę na Skype?
- Dlaczego odbierasz mój telefon? - Obiecałeś mi coś.
- Szukałem innego rozwiązania. - Mamy rozwiązanie.
- Które może się nie udać. - Nie możemy się wycofać, to ryzykowne.
- Serio? - Dbam o nas obu.
O nas obu?
- Więc im powiedz. - Co?
- Twoim rodzicom o nas. - Nie zaczynaj od nowa.
Jesteśmy tu razem. To nasz dom.
Cześć, skarbie. Co się dzieje?
- Cześć, mamo. - Wiesz, która godzina?
- Tak. - Co się dzieje, skarbie?
- Obudziłem cię? - Oczywiście.
- Nie mogę spać. - O co chodzi?
Adrian.
Dobrze się czujesz?
- Co u taty? - Dobrze. Obudzić go?
Nie.
Powiedz, co się dzieje.
Powiedz.
- Skarbie? - Chcę o czymś porozmawiać.
Oczywiście. O czym tylko chcesz.
Synku.
Niepokoisz mnie.
- Co się stało? - Nic.
- Masz kłopoty? - Nie.
To czemu dzwonisz o tej porze?
- Wracaj spać. - Nie rób tak.
Zadzwonię później. Ja też muszę odpocząć.
- Obudzę tatę. - Nie.
Sebas.
Zawsze to samo.
- Nie mogę im teraz powiedzieć. - Nigdy tego nie zrobisz.
Nie w ten sposób.
- Co słychać? - Dobrze, a u ciebie?
Też.
- Jesteś zajęta? - Nie.
Chcesz wejść?
- To z waszego wspólnego wyjścia? - Tak. Sebastian ci powiedział?
O nie. Nie patrz.
- Mnie się podoba. Co sądzisz? - Ładne.
- Rozmawiałaś z nim? - Tak.
Posłuchaj. Wiem, że odmówiłaś.
Rozumiem, że masz swoje życie i cele,
ale będzie mógł zostać tylko kiedy go poślubisz.
- Mogę cię o coś zapytać? - Pewnie.
Czyj to był pomysł, żeby do mnie przyjść?
Nasz wspólny.
Dobrze, bo myślałam, że przyszedł za twoją namową.
- To było... - Nie namówiłeś go?
Co za różnica? Do czego zmierzasz?
Nie uważasz, że Sebastianowi zależy?
Pomożesz nam?
Adrian...
Nie chodzi o pomaganie.
Nie uważasz, że byłoby dobrym pomysłem, gdybyś choć raz go posłuchał?
Dobra, masz rację. To był mój pomysł.
Tak.
Przyprowadziłem go tu i od tamtej pory go nie zawiodłem.
Więc powiedz to.
Przyznaj,
że przyszedłeś, bo był gotów zrezygnować ze wszystkiego.
Wybacz, że to mówię, ale...
Ile chcesz?
- Słucham? - Ile chcesz?
Dość pieprzenia, do rzeczy. Ile chcesz?
Nie rozumiesz, Adrian.
Nie mogę wam pomóc. Nie w ten sposób.
Cześć, chłopaki.
- Mój człowiek. - Adrian.
- Jak leci? - Dobrze.
Przepraszam za to wcześniej.
Pogadamy później.
Strzelaj! Fernando, strzelaj!
Jestem tu!
- Co, do kurwy? - Uspokój się.
- Nie rozkazuj mi. - Wal się.
- Wynoszę się do Steph. - Dokąd?
Hej. Uspokój się.
- Tak, zapisz sobie. - Dzień dobry.
174, 197.
Zaczekaj, pacjent przyszedł.
- Szukam Sebastiana. - Kogo?
- Sebastiana Marcosa. - Już tu nie pracuje.
- Przykro mi. - Dziękuję.
Przyślij mi vicodin, 50 mg. W niebieskich opakowaniach.
- Hej, jak leci? - Dobrze.
Mogę z nim porozmawiać?
Cześć.
Dokąd jedziemy?
Zobaczysz.
- To nie przeze mnie zabłądziliśmy. - Nie? A kto powiedział,
że Borges jest lepszy niż Sabato? Siedzieliśmy pod jakimś drzewem
i rozmawialiśmy tak długo, że zapomnieliśmy dokąd iść.
- To nie było drzewo. - Nie?
Nie w tym rzecz. Błądziliśmy tak długo,
aż zacząłeś wrzeszczeć. Byłeś bardzo przerażony.
Kto znalazł drogę powrotną?
- Camilo i Ximena. - Racja, to byli oni.
Wtedy pierwszy raz rozmawialiśmy?
Myślałem, że byliśmy razem w grupie Garcii.
- Wtedy nie spełniałem twoich wymagań. - Gadasz głupoty.
Nawet na mnie nie spojrzałeś. Taka prawda.
Pamiętasz, jak pojechaliśmy na kemping i spaliśmy w namiocie Camila?
Wszystkie inne zalał deszcz. Wtedy byliśmy już parą.
Pamiętam, bo miałeś ten okropny sweter, który dałem ci na Gwiazdkę.
Przepraszam.
Porozmawiam z nimi.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wrócimy.
Ale jeśli nie, zostaniesz ze mną?
Idziemy?
Dzień dobry.
Jestem Sebastian Marcos.
Poznaliśmy się na urodzinach Adriana.
- Coś kojarzę. - Jak się pani miewa?
- Dobrze. Mogę wejść? - Tak, oczywiście.
Dziękuję.
Gdzie Adrian?
Chyba jeszcze śpi.
Właśnie robiłem kawę. Napije się pani?
Tak, dziękuję. Jest zimno.
Adrian.
Obudź się.
- Co ty tu robisz? - Chciałam ci zrobić niespodziankę.
I zrobiłaś.
Śpisz o tej porze? I w takim bałaganie?
Daj mi wstać. Zaraz to ogarnę.
Kim jest ten Sebastian?
Widziałaś go?
Przyjaciel. Odwiedza mnie. Dobrze, że już wstał.
- Nie słyszałem pukania. - Będziesz spał cały dzień?
Już wstaję.
Zaczekam w kuchni.
- Pościel łóżko. - Dobrze.
- Zaraz przyjdę. - Dobrze.
Spotykasz się z kimś?
Dobrze.
- Przepraszam, ja tylko... - Wszystko gra?
Nie miałeś planów na dziś?
Wiesz, jak tam trafić?
Prysznic jest tam. Mów, jeśli czegoś potrzebujesz.
- Dzięki. Przepraszam. - Trzymaj się.
- Jak leci? - Dobrze, skarbie.
Co u taty?
Ciężko pracuje. Jest jak maszyna.
- Miałaś pieniądze na przyjazd? - Udało nam się uzbierać.
- Nie dziwi mnie to. - Musiałam przyjechać.
- Co jest? - Okropna kawa.
Naprawdę? Tobie smakuje tylko własna.
Nie pamiętam tego chłopaka.
Ja z początku też nie.
Chodziliśmy razem do szkoły. Napisał do mnie.
Przyjechał do Nowego Jorku, więc zaproponowałem mu nocleg.
- Miło spotkać się po latach. - Wielu kolegów cię odwiedza?
Nie bardzo. Dobrze cię widzieć.
- Dużo czasu spędzasz samotnie? - Jak każdy w tym mieście.
- Odpowiada ci to? - Przyzwyczaiłem się.
Naprawdę mnie wtedy zmartwiłeś. Myślałam, że coś się stało.
- I dlatego przyjechałaś. - Taka już jestem.
Skarbie.
Jak to możliwe, że inteligentny i utalentowany młody człowiek
mieszka w tak okropnym miejscu? To żenujące.
- Mamo. - Niczego cię nie nauczyłam.
- Ty i Josefa rozpuściłyście mnie. - Nie bądź niegrzeczny.
- Taka prawda. - Przestań.
- Pomóż mi wytrzeć talerze. - Dobrze.
Posprzątam tu.
A masz!
Pamiętasz? Muszę cię pokropić.
Uważaj, jestem twoją matką.
- Wycieraj. - Dobrze.
- Prysznic cię nie zabije. - Dopiero co wstałem.
- Musisz zadbać o to miejsce. - Dobrze, że przyjechałaś.
Ja też się cieszę.
Dobrze cię widzieć. Martwiłam się.
Dawno mnie tak nie zaskoczyłaś.
- Jestem w tym ekspertką. - Wiem.
- Mogę na ciebie liczyć, prawda? - Oczywiście. Zawsze.
Myślę, że powinniśmy o czymś porozmawiać.
- Co się stało? - Dużo rzeczy.
Powiedz.
Nie wiem, od czego zacząć. Pamiętasz nocną rozmowę?
To przez nią tutaj jesteś. Nie chciałem cię martwić.
- Co się dzieje? - Już dawno chciałem ci powiedzieć.
Nie przejmuj się tym. Powiedz, o co chodzi.
- A jeśli to coś ważnego? - Oddzwonię potem.
- Odbierz teraz. - Adrian, zlituj się.
- Co? - Może zaczekać.
- A jeśli to tata? - Dobrze, odbierz.
A nie mówiłem?
- Cześć, tato. Co słychać? - Cześć, synu. Jak tam mama?
Jest tutaj. Chlapie mnie w kuchni.
- Bardzo chciała cię zobaczyć. - Cieszę się, że przyjechała.
Dam jej telefon. Pa, tato. Pogadamy potem.
Wycieraj naczynia.
- Halo? - Cześć.
- Jak ci minął lot? - Dobrze.
- Co u Adriana? - Chyba wszystko dobrze.
Mówiłem? To tylko rozpieszczony dzieciak, który pragnie uwagi.
Nic na to nie poradzimy.
Spotkam się z ludźmi z Zipaquiry i Raquiry.
Chcę, żebyś przy tym była. Halo? Jesteś tam?
Tak.
Co ty tam robisz? Słuchasz mnie?
- Coś się stało? - Nie.
Dobrze. Oboje są zainteresowani.
To może być dla nas szansa.
Kiedy wracasz?
Halo? Czemu nic nie mówisz?
- Gloria, odezwij się. - Oddzwonię.
- Dokąd idziesz? Zaczekaj. - Zostaw mnie w spokoju.
Możemy o tym pogadać?
Proszę.
Nie wiesz, jak to jest.
Proszę, nie idź.
Dobrze.
Dziękuję. Dobranoc.
- Na pewno go nie widziałaś? - Nie.
Dzięki, Steph. I wybacz, że cię niepokoję.
Skarbie, zadzwoń. Musimy porozmawiać, tęsknię.
- Dziękuję, doceniam to. - Świetnie.
- Jest jeszcze coś. - Tak?
Umieszczam cię w dziale badań.
Co się stało z zarządzaniem produktami?
Nie po to załatwiłaś mi wizę pracowniczą?
Twoje zachowanie z Hobbsami było...
- Chciałem jak najlepiej. - Wiem.
Cześć, mamo. Dostałem wizę pracowniczą.
Chciałem ci o tym powiedzieć. Zadzwoń, jak będziesz mogła.
Kocham cię. Pa.
- Fernando? Jak leci? - Co słychać?
Chciałem wiedzieć, co u ciebie. Dawno nie rozmawialiśmy.
To prawda, dawno.
- U mnie wszystko dobrze. - Miło słyszeć.
Co robisz w czasie świąt?
- Wyjeżdżam z kimś. - To dobrze.
- Wszystko w porządku? - Tak, wszystko gra.
Tak tylko dzwonię.
- To dobrze. - Miłej zabawy.
Pozdrów wszystkich.
Dzięki. Wesołych świąt.
Jak dobrze pana widzieć.
- Zapraszam. - Co słychać?
Wszystko dobrze.
- Jak się miewasz? - Dobrze. Ale pan urósł.
- Rodzice niedługo przyjdą. - Super. Jest coś do jedzenia?
- Tęskniłem za wami. - My też.
Muszę...
Muszę z wami porozmawiać. Ty już wiesz, o co chodzi.
Nie mówmy teraz o tym. Dopiero co przyjechałeś. Jedz.
- Byłoby dobrze... - Porozmawiamy o tym później.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.