Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Pani Landry, urocza jak zawsze.
Jimmy McGill! Co tu robisz?
Byłem w okolicy i pomyślałem...
Ciekawe, co porabia moja ulubiona była klientka?
- I mam ciastka. - Jesteś uroczy.
Zapraszam!
Gdy je zrobiłem, spojrzałem na nie i pomyślałem:
"Wyglądają jak twój Felix".
Owszem!
- Miło z twojej strony. - Bałem się, że cię nie zastanę.
Uznałem, że za kasę z ugody przeniosłaś się w lepsze miejsce.
- To znaczy? - Ugoda.
Proces z Sandpiper?
- Chyba już po wszystkim, co? - A, to. Do końca jeszcze wiele lat.
- Wciąż nie zawarliście ugody? - Nie znam szczegółów, ale Erin...
Erin Brill z Davis & Main. Znasz ją?
Urocza dziewczyna. Przypomina młodą Mary Martin.
Tak, poznałem ją.
Cudowna, młoda dama.
Ona się tym zajmuje.
Powiedziała, że przed nami długa droga.
Ale dostałaś ofertę? Coś na piśmie?
Coś więcej niż pogawędki z Erin?
Pewnie jest gdzieś w tym pudle.
Nic z tego nie rozumiem, ale możesz zerknąć.
- Na pewno? - Oczywiście. To przecież ty.
Muszę przyznać...
Nie dziwię się, że gubisz się w tym.
Te wszystkie pisma... Nikt ich nie rozumie.
Ja kończyłem prawo, a czasami nie potrafię...
Nie potrafię...
Nie...
przyjęliście tego?
Erin mówi, że mamy zaczekać.
Ale...
Erin się nie liczy, prawda? Ty jesteś przedstawicielką grupy.
To nie byle co.
Ty i tylko ty podejmujesz decyzję.
Występujesz w imieniu przyjaciół i sąsiadów.
Czy ja wiem, Jimmy?
- Zostawiam to profesjonalistom. - Pewnie.
Prawnicy wiedzą najlepiej.
Przepraszam.
Gdybyś wygrała na loterii, wypłaciłabyś całą sumę, prawda?
Lepiej mieć teraz niż później.
- Wróbel w garści! - Chyba tak.
Więcej czasu na wydawanie.
Powinieneś porozmawiać z Erin. Ona się w tym orientuje.
Jasne.
Erin wszystko wie.
Chętnie pogadam z Erin...
Zastanawiam się tylko, czy wzięła pod uwagę wszystkie...
Całkiem zapomniałam.
Idę na jogę na krześle. Przepraszam.
Nie szkodzi. Na mnie już czas.
Mam sporo pracy.
Joga działa cuda, co? Wyglądacie 10 lat młodziej.
- Ale nam słodzisz. - Szybko.
- Za pięć minut się zaczyna. - Idziesz z nami?
Zapraszamy. Możemy mieć gości.
Chętnie, ale jestem źle ubrany.
Innym razem.
Na pewno.
Dziękuję za ciastka.
- Pa, Jimmy! - Pa!
To niemożliwe. Niemożliwe.
W sumie 17,4.
33% to fundusz wspólny.
Jedna piętnasta...
15 na 17...
Przenoszę dwa...
Milion i 160...
Milion i 160 tysięcy!
Ja pierdzielę!
.:: GrupaHatak.pl ::. przedstawia:
Better Call Saul [3x09] Fall
Napisy: michnik
- Pan Ehrmantraut? - Tak.
Przepraszam za zwłokę. Zapraszam.
Coś do picia? Herbaty, wody, espresso?
Nie trzeba. Dziękuję.
Pani Rodarte-Quayle?
- Mam kolejnego... - Tak, dziękuję.
Panie Ehrmantraut, Lydia Rodarte-Quayle.
- Mike. - Dzięki, Justin.
Usiądź.
Dział HR przysłał dokumenty. I-9, W-2. Standard.
Mogę prosić prawo jazdy i kartę ubezpieczenia?
- Po co? - Mój asystent musi zrobić kopie.
Na czym dokładnie to polega? Opowiedz mi krok po kroku.
Będziesz otrzymywał wypłatę od Madrigal
w kwocie 10 000 tygodniowo.
W tym tempie
twoja należność zostanie wypłacona w ciągu 20 tygodni.
Pan Fring pokryje podatek federalny, ubezpieczenie...
wszystkie należności. Zakładam, że ci to pasuje?
Dobrze. W papierach widniejesz jako konsultant ds. logistyki.
Co to takiego?
Osoba, która konsultuje sprawy logistyczne.
Czy to ważne?
Nie znam się na logistyce.
Konsultant ds. bezpieczeństwa brzmi lepiej.
Byłem gliną.
To będzie lepiej wyglądać w historii zatrudnienia
niż obecny pracodawca, SMQ Parking.
Bierzecie moją kasę,
przepuszczacie przez ten lokal i wychodzi czysta?
- Zgadza się? - Tak.
Kto wie o tej operacji? Ty... Ktoś jeszcze?
- Nie. - Na pewno?
Mogę zapytać, czego się obawiasz?
Obawiam się, co będzie, gdy umieścisz moje nazwisko w księgach.
Madrigal to niemiecka firma.
O Niemcach wiem jedno. Uwielbiają porządne audyty.
Nadzoruję osiem terminali w Teksasie i na południowym zachodzie.
Koszty operacyjne wahają się między 800 000 a milionem tygodniowo.
Z całym szacunkiem, ale twoje pieniądze
to margines błędu.
Jeśli urząd podatkowy zechce to zbadać,
jesteś wykonawcą w międzynarodowej korporacji,
która zatrudnia 114 000 osób.
Jesteś jak każda inna osoba w tym budynku.
Ty też?
Myślisz, że nie widnieję w księgach? Widnieję. Pod własnym nazwiskiem.
- Zajmowałaś się tym wcześniej? - Ale czym?
Kasą. Innych ludzi Fringa.
Innych ludzi?
Robię to po raz pierwszy...
dla kogokolwiek.
Nie wiem, czym się zajmujesz...
ale pan Fring musi uważać, że jesteś w tym dobry.
20 tygodni?
Im szybciej znikniesz, tym lepiej.
Justin?
Możesz zrobić kopie? Dziękuję.
Co?
- Ładne biuro. - Dziękuję.
Sporo ryzykujesz dla dilera narkotyków.
Dilera narkotyków?
Jeśli myślisz, że tym właśnie jest...
wówczas w ogóle nie znasz Gustavo Fringa.
Czy ja dobrze rozumiem?
Chcecie podwoić składki naszych wszystkich prawników?
Wiemy, że to nagłe, ale pojawiły się nowe fakty.
Nowe fakty?
Chodzi wam o zeznania pana McGilla?
Między innymi.
Po 25 latach płacenia pełnych składek
na palcach jednej ręki mogę policzyć roszczenia.
To decyzja asekuracyjna. Nic więcej.
Nie traktujcie tego osobiście.
W wyjątkowych okolicznościach zdarza się nam dodawać aneks.
Jaki aneks?
Starszy partner nadzorujący pracę Charlesa,
stawiający się w sądzie i na spotkaniach z klientami,
przeglądający papiery.
Stosujemy takie rozwiązanie jako zabezpieczenie
przy klientach z problemami zdrowotnymi.
Z każdą sprawą Charlesa ma być związany drugi partner,
- za którego nie możemy policzyć? - To niedorzeczne.
Przemysł ubezpieczeniowy ma mnóstwo regulacji.
A ja widzę tu co najmniej kilkanaście naruszeń.
Liczycie, że znajdziemy inne towarzystwo ubezpieczeniowe
albo wypiszemy wam spory czek.
Tak czy siak wygrywacie.
Zapewniam was, że tak nie będzie.
Rozwiążemy to inaczej.
Postąpicie słusznie
albo was do tego zmusimy.
- Co to znaczy? - Dobrze wiecie.
Jeśli grozi pan procesem, spotkanie uznajemy za zakończone.
Zatem jest zakończone.
Dziękujemy za wasz czas.
Panie Hamlin, panie McGill.
Od czego zaczniemy?
Francis powinien przyjrzeć się regulacjom.
Nie mam pod ręką kodeksu.
Zbierzmy współpracowników,
by zbadali zabezpieczenie roszczeń pod każdym kątem.
Jeszcze przed zamknięciem udamy się do Santa Rosa z żądaniami,
od których zakręci im się w głowie.
Duże szanse, że przed końcem tygodnia znów się tu z nimi spotkamy.
A jeśli nie...
Cóż, nigdy nie stroniliśmy od walki.
- Chuck, pamiętasz Ala McConnella? - Jasne, świetny oskarżyciel.
- Przeszedł na emeryturę, prawda? - Jest profesorem na UNM.
Napisał świetną książkę o Sądzie Najwyższym.
Fascynująca lektura.
Rozmawiałem z nim i chciałby, abyś przemówił do jego studentów.
Możesz nawet odwiedzać ich regularnie.
O czym ty mówisz?
Może...
już pora dać sobie spokój.
Zostać emerytowanym partnerem.
Firmie zostawić nazwisko i skupić się na dziedzictwie.
Zawsze chciałeś zająć się klauzulą handlową.
Możesz napisać książkę.
I przestać praktykować prawo.
Życie to coś więcej.
Ten dzień jeszcze długo nie nadejdzie. I nie podoba mi się twoja sugestia.
- A jeśli to nie sugestia? - To znaczy?
Jeśli wszyscy wokół mówią ci, że jesteś pijany,
może pora usiąść.
Mam przejść na emeryturę z powodu ubezpieczenia?
Nie chodzi tylko o to.
Ubezpieczenie przeważyło szalę.
Chodzi o moją przypadłość.
Spójrz!
Spójrz!
Widzisz?
Widzisz?
Już mi lepiej!
Nic mi nie jest!
Nie wygląda na to.
Nie znałem lepszego prawniczego umysłu.
Bez dwóch zdań.
Ale twoje decyzje stały się... nieprzewidywalne.
Nie mogę mieć partnera, któremu nie ufam.
To granica między Teksasem a Nowym Meksykiem.
Wszystkie odwierty są po stronie Teksasu.
Gdy negocjowałem prawa wydobycia i własności,
geodeci powiedzieli, że kolejne złoże sięga...
tego miejsca.
Jasne.
A po rozpoczęciu wydobycia zachodnia ściana solna pękła
i otworzyła kolejne złoże, które wychodzi 90 metrów za granicę.
Mniej więcej.
I teraz musi pan użerać się z właścicielami z Nowego Meksyku.
Nie odmawiam im zysków,
ale teraz dwa stany ściągają ze mnie podatek za każdą baryłkę.
- Sprzęt nie przekracza granicy? - Nie.
Nie ma niczego pod ziemią? Żadnych świdrów wiertniczych?
Używamy pomp żerdziowych, ale niczego tam nie ma.
Tylko po stronie Teksasu.
Mimo to Nowy Meksyk próbuje ze mnie zdzierać.
Mówiła pani przez telefon, że ma rozwiązanie.
Proszę nie negocjować umowy z właścicielami.
- Proszę zapłacić im odszkodowanie. - Odszkodowanie?
Za uszczuplenie ich zasobów.
Znaczny odsetek wartości złóż po stronie Nowego Meksyku,
- ale bez płacenia za prawa. - Coś jak łapówka.
- I podatki ma pan z głowy. - Takie coś przejdzie?
Gdyby ktoś zwrócił się do mnie z taką ofertą...
- przyjęłabym ją. - Szkoda, że nie zadzwoniłem wcześniej.
Robią tyle hałasu,
że jeśli nie rozwiążę tego przed końcem kwartału,
- urząd podatkowy mnie rozniesie. - To za dwa tygodnie?
- Dam radę. - Poważnie?
Jeśli zbierzemy wszystkich właścicieli, mogę przedstawić im propozycję.
Jeśli są bystrzy, pójdą na to.
A niech mnie.
Kevin mówił, że dokonuje pani cudów, ale nie wierzyłem mu.
Już zaczynam.
Najpierw popracuję nad tym cudem, a potem pogadamy.
Zna pani drogę?
Muszę sprawdzić jedno wiertło przy północnym szybie.
Dam sobie radę.
W razie czego proszę dzwonić.
Jasne.
Notatki po spotkaniu z Gatwoodem. Skontaktować się z Gatwood Oil.
Zebrać nazwiska i numery właścicieli z Nowego Meksyku...
Szlag!
Nie!
Nie! Cholera!
Ciąg dalszy notatek.
Skontaktować się z właścicielami, zaplanować spotkania.
- Co tu robisz, Jimmy? - Mamy sprawę do omówienia.
- Chodzi o Chucka? - Kogo?
Jeśli masz jakąś sprawę, dzwoń do mojej sekretarki.
Dzwoniłem. Spławiła mnie, jak pewnie wiesz.
Sandpiper.
- Co z nimi? - Pora iść na ugodę.
Widziałem ofertę.
Klienci odzyskają straconą kasę i jeszcze dostaną coś ekstra.
To nie twoja sprawa,
ale przewidujemy, że oferta końcowa będzie znacznie wyższa od obecnej.
Łapię. Przetrzymacie ich,
może wyciśniecie po tysiaku więcej dla każdego.
A HHM skasuje kilka milionów.
Oszukujecie klientów dla własnego zysku.
Nagle martwisz się o klientów?
- To słuszne rozwiązanie. - Proszę cię.
Chodzi ci wyłącznie o twoją działkę.
To jak rozmowa z Gollumem.
Jesteś przejrzysty. I żałosny.
Chcesz kasy?
Proszę.
Następnym razem...
przyjdź z metalową puszką. Przynajmniej byłbyś szczery.
Posłuchaj mnie. Idźcie na ugodę.
Tak będzie najlepiej dla wszystkich.
W sensie dla ciebie.
Co zrobisz w przeciwnym wypadku?
Pójdziesz z tym do powodów? Przekażesz informacje Schweikartowi?
Wątpię. Wiem, że cię na to stać,
ale jesteś zbyt chciwy.
Jeśli to zrobisz, narazisz swoją wypłatę.
Dostaniesz swoją cholerną kasę. Musisz tylko na nią zaczekać.
Co jest takie ważne?
Rozmawiałem z naszym przyjacielem przy basenie.
Cieszą go postępy.
Łączona metoda transportu działa.
Działa tak dobrze,
że od teraz będziemy stosować tylko tę metodę.
Oczywiście twój teren zawsze będzie twoim.
Ale ten system nas nie naraża. Mniejsze ryzyko.
Wszystko przechodzi przez Chilijczyka.
Słyszałeś?
Słyszałem.
Don Hector...
Nie prosiłem o to. Nie chcę tego.
Pierdolę Eladia.
Pierdolę Bolsę.
I pierdolę ciebie.
Witam, panie.
Dzień dobry.
Cześć, Jimmy!
Idźcie, dziewczyny. Dogonię was.
Drugi raz na ciebie wpadam. Ale mam fart.
Też maszerujesz po galeriach?
- Nie wiedziałam. - Ja? Na całego.
To pomaga na krążenie, ścięgna podkolanowe, pośladki.
Uwielbiam maszerować.
Na jakiś czas wypadłem z gry.
Nabawiłem się zapalenia powięzi podeszwowej.
- Niesamowicie bolało. - Przykro mi to słyszeć.
Ale znalazłem lekarstwo.
Zawierają specjalny żel, amortyzatory i inne gadżety.
Jakbym chodził po poduszkach.
Wyglądają na wygodne.
Podobają ci się?
Całkiem stylowe.
Wiesz co?
Kupiłem parę dla dziewczyny, ale nie pasują.
A sklep nie przyjmuje zwrotów.
Jaki nosisz rozmiar?
Siedem i pół.
Mam.
I jak?
Już rozumiem.
Przyjemne i pasują idealnie.
Ale nie mogę wziąć ich za darmo.
Proszę cię.
- Możesz coś dla mnie zrobić. - Co takiego?
Nie mów innym, że ci je dałem.
Nie chcę, by myślały, że cię faworyzuję.
- Buzia na kłódkę. - Ciesz się nimi.
Popracuję nad swoim tętnem.
- Do zobaczenia. - Dziękuję bardzo!
Macie pytania. To zrozumiałe.
Prawda jest taka, że jeśli Irene przyjmie ugodę...
dostaniecie jakieś pieniądze.
Ale przecież ich nie potrzebujecie, prawda?
Z drugiej strony zerknąłem na ich ofertę.
Nie chcę rozsiewać plotek, ale...
Każdy jest w innej sytuacji.
Może Irene nie potrzebuje pieniędzy.
To nic pewnego,
ale gdy ktoś kupuje nowe rzeczy...
- Jak te buty. - Jak buty.
Musiały trochę kosztować.
Jeśli ją na nie stać, niczego jej nie brakuje.
I jeszcze jedno.
Prawnicy.
To część, którą dostają prawnicy.
A to wasza. Tylko tyle.
Jeśli Irene się wstrzyma, prawnicy dostaną o tyle więcej...
a wy o tyle.
Niewielka różnica.
Wiem, ale tak to działa.
Irene też to wie.
Prawnicy jej to wyjaśnili.
To szalone, ale wszystko zależy od niej.
- Ona jest przedstawicielką grupy. - To znaczy, że dostanie więcej?
Nie.
Ale w oczach sądu jest wyjątkowa.
Jest kimś w rodzaju waszego kongresmena lub ambasadora.
- Możemy coś zrobić? - Nie. Nic.
Ja też nic nie mogę.
Jedynie Irene.
Pewnie wie, co będzie najlepsze.
Na pewno wzięła pod uwagę wasze opinie.
Spójrzcie z szerszej perspektywy.
Komu potrzebne pieniądze, gdy ma moralną przewagę?
Panie?!
Panie!
Ignacio?
Cześć, tato.
Zasypiałem przed telewizorem.
Wiem.
Wszystko w porządku?
Tato...
Wkrótce do zakładu przyjdzie pewien człowiek.
Zły człowiek.
Co?
Będzie chciał kierować zakładem przez jakiś czas.
Musisz mu na to pozwolić.
Rozumiesz?
Co to za człowiek?
Hector Salamanca.
Salamanca?
Znów dla nich pracuję.
Wiem, co myślisz.
Możesz na mnie krzyczeć,
wyrzec się mnie,
nie odzywać się do mnie, ale cokolwiek się stanie,
musisz zrobić, co każe.
Wiem, co zamierzasz.
Ale nie możesz tego zrobić.
Nie możesz.
Zrób, co mówi, a za kilka tygodni będzie po wszystkim.
Jeśli się sprzeciwisz...
Przysięgam, wkrótce będzie po wszystkim.
Jak mogę ci wierzyć?
Obiecaj, że nie zrobisz niczego głupiego.
Obiecaj, tato.
Proszę.
Wynoś się z mojego domu.
Wciąż czekam na te wezwania.
Świetnie. Daj mi znać.
Dzięki, Francis.
- Julie, co tam? - Od Chucka.
Przyszło kurierem. Według instrukcji
nasz przeczytać jak najszybciej.
Zrób coś dla mnie.
Znajdź dobre miejsce na przyjęcie z okazji emerytury.
Coś z klasą. Staromodnego.
Może La Posada.
I zespół. Coś jazzowego.
Zorientuj się.
- Przygotujmy to. - Dobrze.
Psia mać, Chuck.
Pozywasz Hamlin, Hamlin, McGill?
Zapraszam.
- Włączyłeś światła. - Mówiłem. Wracam do normy.
I owszem, pozywam HHM za naruszenie kontraktu.
- Masz pojęcie, co robisz? - Tak sądzę.
Sprawdzam twoje karty.
To moja firma. Stworzyłem ją.
Twój ojciec pracował w małym biurze, gdy do niego dołączyłem.
Uczyłem cię do egzaminu. Nie wykopiesz mnie.
Skoro nie możesz mi ufać, niech tak będzie,
ale musisz wypłacić mi moje udziały.
Sądzę, że to około ośmiu milionów.
Obaj wiemy, że firma nie ma takich pieniędzy.
Wolisz zniszczyć HHM, niż przejść na emeryturę?
Myślisz, że jako partner sprawiam ci kłopoty?
Wyobraź sobie mnie jako wroga.
- Szkody, które wyrządzisz... - Jeśli chcesz to przedyskutować,
tak też się stanie. W sądzie.
Do tego czasu...
nie mam nic do dodania.
Niebieski garnek. Czerwone wino.
Czarny palnik.
Niebieski garnek. Czerwone wino.
Czarny palnik. Niebieski garnek. Czerwone wino. Czarny palnik.
Mam szczęśliwe ręce! Wiem, że to będzie ta!
B-9!
Jak wynik biopsji!
B-9.
Co dalej?
I-29.
Pamiętam, jak miałem 29 lat. Wy pewnie też.
I-29.
Teraz O-62.
O Boże.
Wywołałem już 62 numery?
Takie mam wrażenie. O-62.
A teraz B-2.
Dziś liczy się tylko bingo. Uwaga.
O-70. Ktokolwiek?
Nie ma chętnych.
G-55.
G-55.
Boże! Bingo!
Mam bingo!
Duży Paul, chodź tutaj.
Kelly, sprawdź to. Możemy mieć zwycięzcę.
I jak tam?
Mamy bingo!
Paul, zapraszamy do kręgu zwycięzców.
Nagrodźcie go brawami!
Niech was usłyszy.
Nowa gra, nowe karty.
Oto one.
Weźcie sobie nowe karty.
Możecie mieć jedną, dwie, a nawet i cztery.
Niebieska na szczęście dla ciebie.
Bierzcie karty i zaczynamy od nowa.
Proszę, masz kolejną.
Bierzcie karty.
- Irene, masz dziś szczęście? - Może.
To coś ode mnie...
specjalnie dla ciebie.
Sprzedałem duszę za B-I-N-G-O!
Wyczyśćmy tablicę.
Ładujemy.
Gotowe.
Zaczynamy nową grę.
Pierwsza liczba to...
N-31.
"N" jak "Nancy".
31 razy dała mi kosza.
N-31.
G-48.
"G" jak "Greatest Generation".
48 jak rok wygranej Trumana.
Teraz I-25.
I-25.
B-12, jak witamina.
O-67!
Ktokolwiek? Mam dobre przeczucia.
O-67!
Chyba... bingo!
Kto to?
Wstań.
Irene! Chodź tutaj!
Pokaż kartę Kelly. Musi ją sprawdzić.
Oto i ona.
Czy to...
Rany.
Mamy bingo!
Brawa dla Irene Landry!
Poprosimy oklaski!
Najszybsze bingo wieczoru!
Brawa dla Irene.
Dokąd idziesz?
Przejmij prowadzenie.
Pora na nową grę.
Rozdamy nowe karty.
Co się dzieje?
Nie rób tak.
Tusz ci się rozmaże.
Daj spokój. Co się stało?
Odwróciły się ode mnie.
- Kto? - Moje przyjaciółki.
Helen, Rose, Myrtle. Wszystkie!
- Co? Nie! - Tak!
Są oziębłe.
Gdy przechodzę obok, milkną.
Słyszę ich szepty,
gdy myślą, że mnie nie ma.
To takie...
Takie okrutne!
I nawet nie wiem dlaczego.
Sądzę...
że chyba ja wiem.
Tak?
Może chodzić o ugodę?
Może...
potrzebują pieniędzy, by lepiej żyć?
Nie miałam pojęcia, że brakuje im pieniędzy.
Nikt mi nic nie powiedział.
Może nie chodzi o same pieniądze.
To znaczy... Kto nie chciałby mieć pieniędzy?
Ale może chodzi o to,
że nie bierzesz ich pod uwagę?
- Nie myślisz o ich potrzebach? - Nie wiedziałam.
Nie chcę ich ranić. To moje przyjaciółki.
Żałuję, że poszłyśmy do sądu.
Chcę, by było jak dawniej.
Co mam zrobić?
Co ty byś zrobił?
Nie jestem teraz prawnikiem.
Proszę.
Powinnam iść na ugodę?
Powinnaś słuchać głosu serca.
- Czas? - Jeszcze dwie godziny.
- Kiedy miałam wyjść? - 20 minut temu.
- Mogę prosić jeszcze kawy? - Już.
- Tu brakuje historii pomiarów. - Już się tym zajmuję. Przepraszam.
Żaden problem.
Kto jest gotowy na życiową zmianę?
- Słyszałaś mnie? - Tak. Życiowa zmiana.
Przestańcie na chwilę. Mam ważne wieści.
Powiesz nam później.
- Jestem spóźniona i to mało zabawne. - Mesa Verde zaczeka.
- Kupiłem Zafiro. - To nie Mesa Verde.
To nowy klient, a jeśli zawalę, będzie byłym klientem.
Myślałem, że zajmujesz się tylko Mesa Verde.
Przepraszam.
- Mogę wyjaśnić ci to później? - Sandpiper idzie na ugodę.
- Co? - Za mnóstwo kasy.
To niemożliwe.
- Pozwy zbiorowe ciągną się latami. - Nie wnikaj w szczegóły!
Wierz mi. Idą na ugodę!
Świetnie.
Pora to oblać.
Widzę, że znów zarwałaś nockę.
Zatrzymaj się na moment, by powąchać róże.
Co ma dwa kciuki, butelkę Zafiro
i 20% funduszu wspólnego?!
Ten gość!
- Wiem. Cieszę się twoim szczęściem. - Ciesz się naszym szczęściem.
To rozwiązuje nasze problemy.
Francesca, wrzucisz to do samochodu?
Muszę lecieć.
Daj mi pięć minut.
- Nie mam tylu. - Jesteś już spóźniona.
Pięć minut cię zbawi? Dodasz na drodze więcej gazu.
- Jimmy! - Co?
Nie słuchasz mnie.
- To koniec naszych problemów! - Wychodzę.
Wrócę za kilka godzin.
Pomyśl, co chcesz powiedzieć, i powiedz mi to później.
Pa.
Ty. Lufy.
Lufy.
Świętujemy.
Zdrowie.
Niezłe.
Przy takich warunkach dostaniecie znaczne odszkodowanie.
Bez żadnego uszkodzenia własności poprzez wiercenie lub wydobycie.
Zamiast czekać latami, dostaniecie gotówkę już teraz.
Biorąc pod uwagę koszty, zobowiązania
i inne obciążenia,
uważamy, że to sprawiedliwa oferta.
Uważamy...
Uważamy, że to sprawiedliwa oferta.
Babcie w galerii nagabywał: michnik
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.