Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
- Nazwisko? - James McGill.
Masz swoją kartę?
Podpisz tu.
- Mogę chociaż przeczytać? - To tylko zrzeczenie się.
Nie odpowiadamy, jeśli coś sobie zrobisz.
Dzień dobry. Saul Goodman Productions.
Zgadza się.
Robimy wszystko. Piszemy, kręcimy
i wrzucamy na antenę w niskiej cenie.
Mogę zapytać, jaki interes pan prowadzi?
Naprawy komputerowe?
Doskonały biznes do zareklamowania. Komputery to nasza przyszłość.
Tak, nasze stawki...
Przepraszam. To nasza ciężarówka.
Kręcimy dziś w plenerze. Spora produkcja.
Zwykła stawka to jedna reklama i jedna emisja
za 850 dolarów, ale ma pan fart.
Mamy dziś promocję. Pakiet Elite.
Siedem reklam, siedem emisji
za cztery...
4600 dolarów.
Dokładnie. 4600.
Możemy... Halo?
Halo?
Nie, bo ciągle mnie przełączacie.
Moja sytuacja... Halo?
Moja sytuacja jest następująca.
Dwa miesiące temu zapłaciłem za cały rok,
jednak z powodu nieprzewidzianych okoliczności
nie będę prawnikiem przez kolejne 12 miesięcy.
Tak, zawieszony.
Nie praktykuję, więc nie potrzebuję ubezpieczenia od zaniedbań
i chciałbym porozmawiać z kimś odnośnie zwrotu pieniędzy.
To mogę rozmawiać z kimś, kto może podjąć taką decyzję?
Nie, nie przełączajcie mnie.
Halo?
Moment. Wpisałeś 30 minut.
Siedzimy tu od czterech godzin.
Rozmawiałeś przez telefon. Znałeś zasady.
Ale zebrałem najwięcej śmieci.
Muszę prowadzić interes, by zarobić na życie.
- Nie. - Co to znaczy?
Traktuj prace społeczne jak odsiadkę w więzieniu.
Tam telefony są zakazane.
Moment, koleżko. Za kogo ty się masz?
Myślisz, że możesz nas tak traktować?
Służymy tu wspaniałemu miastu Albuquerque, nie tobie.
Nie jesteś panem i władcą.
Nie będziesz decydował, kto jest godzien, a kto nie.
Dobrze mówię?
Ziomuś, wsiadasz czy nie?
Bez jaj, 30 minut? To nie w porządku.
Stać cię na więcej.
Może być zero.
.:: GrupaHatak.pl ::. przedstawia:
Better Call Saul [3x07] Expenses
Napisy: michnik
Dalej.
Dawaj, kotku.
Tak!
Wpadnij do Duke City Recliners i wywal się nogami do góry!
Wspomnij o reklamie, a dostaniesz 10% zniżki na pierwszy zakup.
Cięcie.
Świetnie! Jak było?
- Obraz jest. - Dźwięk też.
- Dziękuję. To było świetne. - Moment.
- Powtórzmy to. - Coś nie tak?
Było świetnie, ale...
Chcę, byś nawiązał kontakt z publicznością.
Rozmawiaj jak z przyjacielem.
Spójrz w obiektyw i zobacz przyjaciela.
Dasz radę? Myśl o kimś konkretnym.
- Widzisz go? - Tak.
Któż to taki?
- Mój przyjaciel Ron. - Bomba.
Spójrz w obiektyw i zobacz Rona.
Dwóch kolesi gawędzi o fotelach.
Nie myśl o tym. Po prostu mów.
Ostatnie poprawki. Dźwięk.
Jest.
- Kamera? - Gotowa.
Rozmowa z przyjacielem Ronem. Dwóch kolesi gada ze sobą.
Masz ekscytujące wieści odnośnie foteli
i chcesz się nimi podzielić.
Akcja.
Wpadnij do Duke City Recliners i wywal się nogami do góry!
Wspomnij o reklamie, a dostaniesz 10% zniżki na pierwszy zakup.
Cięcie!
Świetnie! To było to!
- I jak się czujesz?! - Chyba dobrze. Co pan sądzi?
Bardzo dobrze!
Bardzo, bardzo...
- Po prostu ekstra! - Bardzo fajnie.
Wymiatasz, przyjacielu.
Powinniśmy kuć żelazo, póki gorące.
Pamiętasz o naszej ofercie?
Więcej reklam po niższej cenie?
Mam tu całą ekipę. Możemy machnąć siedem
i twoja marka zapisze się w pamięci.
- Co ty na to? - Panie Goodman...
Podoba mi się ten pomysł, ale nie dam rady.
- Żona nie zgodziła się nawet na tę. - Wiesz co?
Jak to mówią: musisz wydać, by zarobić.
Coś ci powiem. Dajemy ci okazję,
byś zyskał setki... kurka, tysiące nowych klientów,
którzy nigdy nie słyszeli o Duke City Recliners.
- Co ty na to? - Jasne.
Ale... jak mówiłem...
Stać mnie tylko na tę jedną.
Wiesz co? Lubię cię i chcę pomóc.
Rozmawialiśmy o cenie promocyjnej 545 dolarów za reklamę,
ale jeśli wykupisz pakiet Elite...
To siedem reklam.
Zejdziemy do...
500 od reklamy.
W sumie 3500 dolarów. Okazja życia.
Czy ja wiem?
Dacie mi to na kredyt?
Na kredyt?
Nie. Nie da rady.
- Przykro mi. - Może innym razem.
Pójdę po pieniądze.
Ułatw sobie sprawę i podziel na cztery.
Ciebie podzielę na cztery.
- Nie uczyli cię o kapitalizmie? - Tylko mówię. Mamy wydatki.
Nie macie wydatków! Ja mam wydatki! Widzisz to?
To kasa, którą wydałem na emisję tej reklamy.
445 dolarów. Ile mi zostaje?
- Sto. - 104,95.
Za pisanie, reżyserowanie, produkcję, szukanie klientów,
- sprzedaż... wszystko! - Czaję.
Wracaj do montażowni, dokończ tę reklamę
i nie chcę słyszeć ani słowa więcej o wydatkach.
Prąd.
Zapłaciłam w tym miesiącu. Coś jeszcze?
- Kupiłem papier do drukarki. - Papier.
162.
W tym miesiącu wydałam więcej o...
3172 dolary.
- To ile jestem ci winien? - Podzielić na dwa.
1586.
Tysiąc...
pięćset...
Pan Kasiasty!
Ta akcja z reklamami przynosi zyski?
To telewizja. Jak może nie być zysków?
Chyba nie wyczyściłeś konta do zera, co?
Co? Nie wyczyściłem.
To chińszczyzna. Zamówiłem nam.
- Pracujesz do późna, nie? - Tak. Dzięki.
- Zaczekaj. Trzymaj. - Nie trzeba.
- Cześć. - 24 dolary.
Masz. Zatrzymaj resztę.
Dolara?
Może być zero.
Rany. Ki diabeł?!
Jak tu wlazłeś?
Wyluzuj. Chcę pogadać.
Pogadać?
W sensie przeprosić?
Bo tylko tyle chcę od ciebie usłyszeć.
Chcę zrobić z tobą interes. Jak wcześniej.
Interes?
To jakiś kryptonim dla kradzieży moich kart?
Nie przyszedłem po twoje karty.
Przyszedłem po to.
Możesz zdobyć tego więcej?
Mam to ukraść?
Zdobądź receptę i idź do apteki.
- Wyjdzie taniej. - Potrzebuję pustych kapsułek.
Zanim zostaną napełnione.
Z identycznymi oznaczeniami.
Miejsce, w którym pracuje, nie robi takich,
ale...
Ale co?
Pewnie mógłbym zamówić próbki do badań.
- Zrób to. - Dlaczego? Po co?
Potrzebuję ich.
A jeśli ich nie zdobędę? Co wtedy?
Będziesz mi grozić? Połamiesz mi kulasy?
Zdobądź piguły,
a zapłacę ci 20 000.
Zdobądź je.
Tato.
Jak idzie?
Powoli do przodu.
- Mam tu ochotników do pomocy. - Dzięki, ale dam sobie radę.
Nie możesz robić wszystkiego samemu.
Tym bardziej, że zapłaciłeś za wszystko.
Kościół zwróci ci pieniądze.
- To był datek. - Daj spokój.
Masz niedoświadczonych, ale chętnych pracowników.
Pozwól nam coś zrobić.
Wskaż palcem i powiedz, co mamy zrobić.
No dobrze...
Wysyp zawartość tego worka do taczki.
Ty napełnij to wiadro wodą.
A następnie powoli wylewaj, kiedy on będzie mieszał.
Jasne.
Jestem gotowa. Co mogę zrobić?
- Stanowiska obsadzone. - Żartujesz sobie?
Nie ma wiele do roboty.
Dobrze robię?
Może lepiej użyj tego.
- Słucham? - To ma być chodnik.
Spójrz.
Dzięki takiej teksturze nie będzie śliski, kiedy zamoknie.
- W ten sposób? - Dokładnie.
Powoli i delikatnie.
- Jesteś dziadkiem Kaylee? - Tak.
Bardzo dumnym dziadkiem.
- Anita. - Mike.
- Miło cię poznać. - Wzajemnie.
I dzięki za pomoc.
Dzięki, że nie próbujesz robić tego samodzielnie.
Carl?
Możesz jeszcze chwilę stać na warcie?
Jasne.
Jesteś tu.
To według ciebie niewidoczność?
Nigdy nie mówiłem, że jestem w tym dobry.
Choć raz się zgadzamy.
Wiem, dlatego tu jestem. Chcę cię znów zatrudnić.
Że jak?
Zatrudnić, byś był moim wsparciem.
Na tych samych warunkach.
Nie chcę drugi raz popełnić takiego błędu.
Jeśli nie chcesz popełniać błędu,
nie pakuj się w to, w co zamierzasz się wpakować.
Ale... już się wpakowałem.
A ja nie.
To Nacho Varga.
- Co z nim? - Włamał się do mojego domu.
Był w środku. Czekał na mnie.
Jakoś obszedł mój system alarmowy.
Nie mam pojęcia jak!
Wystarczyło odłączyć linię telefoniczną.
I tyle?
- Czego chciał? - Pigułek. No, nie do końca.
Pustych kapsułek od Lydristelu.
- Lydristelu? - To coś jak nitrogliceryna.
Zaproponował mi kasę. Mnóstwo kasy.
Dużo więcej, niż są warte.
Ale...
Boję się, że jeśli tego nie zrobię albo nawet jak zrobię...
Nie wiem...
- Powiedz, że nie dasz rady. - Już je zamówiłem.
Dostawa będzie za dwa dni. On o tym wie.
Znajdź wymówkę.
W porządku. 3000.
- Dam ci 3000. - Nie jestem zainteresowany.
- I wyplącz się z tego. - Ale...
Nie jestem zainteresowany!
Żeby była jasność.
Gdy powiedziałaś nam o przesłuchaniu przed komisją,
przyznaję, miałam obawy.
Musiałam być dokładna. Przeczytałam transkrypcję.
Całą.
To było niesamowite.
Jak urządziliście Charlesa... Doskonale go wystawiliście.
Zniszczyliście go. Boże.
Nie mogłam w to uwierzyć.
"Nie jestem wariatem. Tam było 1216,
rok po Karcie Swobód".
Karcie Swobód? Doskonałe.
"Myślicie, że to matactwo jest złe?".
Kto tak mówi?
Na stronie piątej rozpisałam
współczynnik kredytów do lokat według hrabstw i jak widzisz,
jeśli Mesa Verde chce wywiązać się z ustępu 109,
musicie zwiększyć liczbę kredytów.
Coś nie tak. W Arizonie wszystko grało.
Tak, ale wymagania w Utah są zupełnie inne.
96%? Naprawdę tak wysoko?
- W Arizonie było tylko 79%. - Owszem, było.
W Utah są wyższe współczynniki.
Będziemy musieli to sprawdzić. Ta liczba wydaje się błędna.
Wszystko się zgadza. Możesz sprawdzić wytyczne.
Proszę.
Sprawdzisz je czy idziemy dalej?
Nie.
Skoro jest 96%, to musi tak być. Zwiększymy liczbę kredytów.
Oczywiście.
Możemy przejrzeć kredyty hipoteczne o stałej stopie?
Zdecydowanie musimy skupić się na tym...
Paige, to było...
nieprofesjonalne.
Nie chciałam odezwać się takim tonem.
Bez obaw. To żaden problem.
Przepraszam. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Wiem, jak ciężko pracowałaś nad tym.
Już o tym zapomniałam. Ty też powinnaś.
Moim zdaniem....
tylko zniszczyliśmy chorego człowieka.
Kredyty o stałej stopie. Chyba są na stronie trzeciej.
Tak.
Na górze jest porównanie. Jeśli chcesz...
Wsiadać!
Raz, dwa!
Żwawo!
- Wsiadać! - Usiłuję.
To nie brzmi dobrze.
- Zalewasz go. - Nie zalewam!
- Za mocno dociskasz. - Nie wiesz, o czym mówisz!
Czy ruszymy, czy nie, i tak dostaniemy kasę.
- Może chodźmy na autobus. - No dalej!
Zapali.
- Bankowo zalałeś. - Wyczerpałeś akumulator.
Nie mówcie o czymś, o czym nie macie pojęcia.
Stąd jedzie autobus.
Muszę się zastanowić!
Jedziemy autobusem.
Ekipa filmowa! Zatrzymać autobus!
Widzisz to?
Fender Stratocaster podpisany przez Ritchiego Blackmore'a.
- Wiesz, kto to? - Ktoś, o kim nikt nie słyszał?
Dobre.
Oby rodzice lubili utrzymywać cię do końca życia.
Ritchie Blackmore. Deep Purple.
"Another Brick in the Wall".
Płaczę na myśl o przyszłości.
Panie McGill, mamy problem.
Ich.
Chłopaki, gotowi?
Wszystko gotowe do pierwszego ujęcia. Opowiedzieć wam krok po kroku?
- Niechętnie to mówimy, ale... - Mamy wątpliwości.
Rozumiem, to przez nerwy. Lęk sceniczny.
Mamy plansze z tekstem, a po magicznym montażu
wypadniecie jak James Garner i Mariette Hartley.
Nie o to chodzi.
- To sporo pieniędzy... - I małe szanse, że się zwrócą.
I tu się mylicie, przyjaciele. Chodzi o świadomość marki.
Od teraz, gdy ludzie pomyślą o gitarze,
przed oczami stanie im ABQ In Tune.
Gdy pomyślą o fortepianie... ABQ In Tune.
Perkusja, ksylofony za mniejsze pieniądze niż tak piękność Ritchiego Blackmore'a...
Całe miasto będzie myśleć o ABQ In Tune.
- Ale o jakiej godzinie? - Powtórki "Napisała: Morderstwo"?
Bez jaj.
Babcie uwielbiają kupować instrumenty
dla małego Johnny'ego, Sally i Skipa.
Mamy sezon przedstawień szkolnych. Skąd te dzieciaki wezmą flety?
- Nie sprzedajemy fletów. - To syntezatory. Sęk w tym,
że muszą gdzieś wydawać swoje emerytury.
Tak się składa, że tylko dziś
mogę zaoferować wam ten sam pakiet
za 50% ceny.
Posłuchaj...
Przykro nam, ale nie. Nie dziś.
Nie róbcie tego. Panowie.
Wiem, że tego chcecie. 50% zniżki!
Rozumiemy, ale nie jesteśmy...
Przekonani.
Za darmo. Nakręcę reklamę za darmo.
- Za darmo? - Nakręcisz za darmo?
Nakręcę reklamę i puszczę w telewizji.
Ale gdy zaobserwujecie znacznie większy ruch...
a tak będzie...
wtedy wykupicie pozostałe reklamy po normalnych stawkach.
Dobra? Jak możecie odmówić?
- Gdy tak stawia sprawę... - Nie możemy.
Dobrze. To wasza najlepsza decyzja.
Najlepsza!
Idzie pan na autobus?
Nie.
Wracajcie do montażowni.
Ja muszę...
posiedzieć.
Panie McGill?
- Nie, nie mogę. - Nie szkodzi.
To twoje. Zarobiłaś.
Ale traci pan pieniądze.
Okaże się.
Będzie dobrze.
W końcu wzięłam się w garść.
Wyciągnęłam z szafy pudła Alana.
Zajęło mi to osiem lat.
Wyprałam jego ubrania, zanim przekazałam je na zbiórkę.
Płakałam.
Płakałam, gdy je prałam. Płakałam, gdy je składałam.
Płakałam, gdy je zostawiałam.
Ale gdy było po wszystkim...
Poczułam się dobrze, zostawiając je.
Choć zachowałam jego mundur. Nie mogłam go oddać.
Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.
Jedną rzecz można zatrzymać.
Inne ubrania mogą się komuś przydać, ale...
jaki pożytek ze starego munduru?
Nie pamiętam, bym w jej wieku miała tyle zadań domowych.
Jej to nie przeszkadza, ale...
Większość to zajęcia dodatkowe.
Rozmawialiśmy z radą i zgodzili się...
Już. Twoja kolej.
Ostrzegam, kawa jest kiepska.
Uznali, że skoro tyle przeżyliśmy,
- poradzimy sobie ze wszystkim. - Możliwe.
Muszę być silniejsza, niż mi się zdaje.
Jeśli mogę zapytać... Nie chcę być wścibski.
Niech zgadnę.
Potrzebujesz mojej pomocy przy kolejnej budowie?
Nie.
Ale będziesz pierwszą osobą, do której zadzwonię.
Pytaj.
Mówiłaś, że zachowałaś mundur męża.
- Robił w psiarni? - W psiarni?
Chodzi ci o policję. Nie.
Alan służył w marynarce.
Był już dawno po służbie, gdy odszedł.
Przepraszam.
Grupa wielokrotnie słyszała moją historię.
Od tego jesteśmy.
Alan uwielbiał wspinaczkę.
Otworzyliśmy nawet sklep kempingowy.
Pomagałam mu przy zamówieniach.
Aż kiedyś...
to było osiem lat temu...
Wybrał się do lasu Gila National i nigdy nie wrócił.
Znaleźli samochód, ale nie jego.
Nie wiem...
czy gdzieś spadł, czy miał zawał serca,
czy natknął się na niewłaściwą osobę...
Nie wiem.
I nawet po tylu latach
niewiedza, jak zginął i gdzie jest...
Chciałabym, by to było nieistotne. Ale tak nie jest.
Halo?
To ja.
Dobiłeś targu?
Nie. Jeszcze nie.
A co?
Wchodzę w to.
- Wyjdźmy stąd. - Co? Dokąd?
Mam masę roboty. Nie mogę.
- Chodź. Idziemy. - Nie mogę.
- Nie. - Jimmy...
Nie powstrzymasz tego.
Jedna sprawa. Musisz prowadzić.
Spójrz na tego gościa.
Alfred Hitchcock w wypożyczonym tupeciku.
Po co wypożyczać tupecik?
Wiesz, ze sklepu. By nie musieć o niego dbać.
W porządku. 7 and 7.
Oraz Old Fashioned.
Nie żałuj nam.
- I możesz zacząć obciążać tę kartę? - Jasna sprawa.
- Dziękuję. - Żaden problem.
- Chyba nie czyścisz kart? - Jasne, że nie.
Rozkładam punkty. Mam system.
Kretyn przyjął zakład.
Trzy punkty. Głupek.
Patrz na tego gościa.
Chce, by każdy wiedział, ile ma kasy.
Zabrałem mu każdego dolara.
Spotykamy się tu z gwiazdą, która wspomaga moją fundację.
Kevin Costner.
Stanę w tamtym rogu. Wskażesz na mnie...
- Spotykasz się z Kevinem Costnerem. - Co? Nie wyglądasz jak Costner.
Jestem identyczny.
Ludzie mówią mi, że byłem świetny w "Bykach z Durham".
Nie było takiej sytuacji.
- Zawsze! - Ani razu.
- Hej, ty! - Słucham?
- Co to jest? - Dirty Martini?
Nie, wymiociny za 14 dolarów.
Zmaż ten idiotyczny wyraz twarzy
i przynieś mi nowe.
- Ten gość. - Kto mówił o ginie?
- Jak go dopadniemy? - Chcę wódkę.
Mam to tak trzymać?
- Co sądzisz? - Leć do baru.
Sztuczka z monetą, o której mi mówiłeś.
Znam twojego szefa. Jestem inwestorem.
- Albo fałszywym banknotem. - Nie.
Gość to zawodowa gnida.
Musi iść na dno.
Oto, co zrobimy.
Sprzedamy mu bezwartościową kartę kredytową za 5000 dolarów.
Oto, co zrobisz. Nawiąż kontakt wzrokowy.
Wystarczy, by pomyślał, że jesteś zainteresowana.
Ja udam pijaczka. Weźmie mnie za frajera.
Spróbuje cię poderwać. Nie ustąpi.
Powiesz, że nie zostawisz mnie. Jeszcze nie teraz.
Daj mu do zrozumienia, że chcesz mnie wyrolować.
Też będzie chciał.
Pomoże ci mnie spić.
Weźmiesz mój portfel. Wyciągniesz kartę.
Nadążasz?
Chyba tego nie zrobimy?
Tylko tak gadamy?
Tylko gadamy.
Co?
Nic.
- Wcale nie nic. Co? - Zastanawiam się...
- czy nie było innego sposobu? - Innego sposobu?
Mówisz o Chucku?
Zapędził nas w kozi róg.
- Zrobiliśmy, co było konieczne. - Ale Rebecca...
To wszystko jego wina. Wszystko.
Zapomnij o nim. Nie warto o nim myśleć.
To koniec.
Co powiesz o tym?
Nakłonimy go,
by zainwestował w ziemie Giselle St. Claire w RPA.
Zdecydowanie.
Miałby prawa do wydobycia.
Serio?
Zadzwonił do mnie. Z oczywistych powodów.
Nie chcę go oskubać. Ma fanty, nie?
- Muszę wiedzieć, co planujesz. - A co ci do tego?
Wiem, że to dla Salamanki. Piguły z nitro.
Twój szef ma chore serce.
Skoro wszystko rozkminiłeś, to po co pytasz?
Jak dokonasz podmiany?
Hector trzyma piguły w kurtce.
Gdy ją powiesi, zrobię podmiankę.
Padnie. Co potem?
Serce mu wysiądzie. Tyle.
Salamancę obserwuje wiele osób.
Jak oddalisz od siebie podejrzenia?
Chcesz powiedzieć, bym tego nie robił?
Nic ci nie mówię.
Chcę mieć pewność, że wiesz, w co się pakujesz.
W nic się nie pakuję. Już w tym tkwię.
Nie mam wyboru.
Hector chce wykorzystać interes mojego taty.
Mój tato jest uczciwy. Nie zgodzi się
i pójdzie na policję, więc skończy martwy.
Nie pozwolę na to.
Jeśli cię złapią, będzie gorzej.
Sądzisz, że nie wiem, z kim mam do czynienia?
Nie. Nie wiesz.
Co robisz?
Musisz martwić się nie tylko Salamancą.
Jeśli uda ci się to zrobić,
nie dostając kulki, i podmienisz te piguły,
podmień je potem ponownie.
Z powrotem? Dlaczego?
Jeśli ktoś skuma, że lek nie zadziałał,
przyjrzą się tym pigułom.
Zrobisz to...
a potem podmień je ponownie.
- Pozwolisz nam dobić targu? - A masz kasę?
Dobrze.
Zanim to zrobimy, potrzebuję jeszcze jednej rzeczy.
GRUPA UBEZPIECZENIOWA
Tak?
Pani Valco zaprasza.
Drugie drzwi.
Witam. Zapraszam.
Dzwoniłem kilka razy w pewnej naglącej sprawie.
- Ma pan numer polisy? - Nie.
Znajdzie pani po nazwisku? McGill?
Charles McGill z Hamlin, Hamlin, McGill?
Nie, to mój brat.
Jestem Jimmy. James McGill. Solowa praktyka.
Tu pan jest.
Ma pan opłacony cały rok.
Ja w tej sprawie.
Krótko mówiąc, w wyniku niefortunnych zdarzeń
- zawieszono mi licencję. - Tak, widzę.
Liczyłem na zwrot pieniędzy za okres, kiedy nie będę prawnikiem.
To chyba sprawiedliwe?
Przykro mi, ale to tak nie działa.
Nie zwracamy za niewykorzystane ubezpieczenie.
Ale to...
- sporo pieniędzy w błoto. - Rozumiem, że tak pan to postrzega,
ale jeśli któryś z klientów wniesie przeciwko panu pozew,
- nadal będzie pan chroniony. - W tym rzecz.
Moi klienci mnie uwielbiają.
Nigdy by mnie nie zaskarżyli.
- Jestem rozkoszny. - Widzę.
Ale to polityka firmy.
To może wstrzymamy to ubezpieczenie?
A gdy ktoś postanowi mnie pozwać...
co się nie stanie...
wtedy z powrotem je uruchomimy?
Rozumiem pańską sytuację.
Ale uniemożliwiają nam to przepisy.
I z przykrością informuję,
że gdy w przyszłym roku przywrócą panu licencję,
z powodu zawieszenia składki pójdą w górę.
Znacznie.
Jak znacznie?
O około... 150%.
Boże.
Panie McGill?
Przykro mi.
Chciałabym pomóc, ale nie mogę.
Przepraszam.
Jest mi ciężko.
Bardzo ciężko.
Mam ciężki okres.
Potrzebuję przerwy. Choć jednej.
Wiem, że nic pani nie może zrobić, ale...
Haruję na pracach społecznych,
tracę kasę na prawo i lewo,
samochód mi nie zapala.
Panna jest mną rozczarowana,
no i mój brat...
Mój brat jest chory!
I jest sam.
Latami opiekowałem się nim, a teraz mnie nienawidzi.
To moja jedyna rodzina i nienawidzi mnie.
- Do szpiku kości. - Pański brat Charles?
Udaję, że mi nie zależy, ale to mój brat.
Jak może mi nie zależeć? Jest chory psychicznie.
Zaszył się w domu bez prądu. Pracuje przy lampach naftowych.
Popełnia błędy z klientami. Miesza numerki w dokumentach.
Przeżył poważne załamanie podczas przesłuchania.
- Miał załamanie w sądzie? - Wszystko jest w transkrypcie.
Boże, tak się martwię...
Jeśli nawali z kolejnym, ważnym klientem...
to go zniszczy!
Proszę nie pisać...
Co pani pisze? Nie.
Nie chciałem tego powiedzieć.
Nie chcę, by miał kłopoty przeze mnie.
Przepraszam, ja już pójdę.
Nic nie zrobicie, prawda?
Nie martwiłabym się tym.
Proszę dbać o siebie.
Przepraszam.
Proszę o tym zapomnieć.
Śmieci pod mostem zbierał: michnik
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.