Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Wygląda jak z 1967, ale chyba się nada.
Chwileczkę.
Doskonale. Doceniam ostrożność.
- Musimy dostać się na strych. - Po co?
- Żeby podłączyć. - Nie trzeba. Szkoda zachodu.
To zajmie 20 minut.
Inaczej nie będzie można go używać.
Nie szkodzi. Nie zamierzamy...
Gdy skończycie, przyniesiecie z garażu więcej lamp?
Dzięki.
Mamy telefon.
Trawnik ogarnięty.
Gniazdka i cała reszta na tip top.
Sprawdzę dla pewności.
- Już prawie gotowe. - Dobrze.
Co sądzisz? Z czy bez?
Bez.
Masz rację. Bez.
Na pewno to właściwe podejście?
Z doświadczenia wiem,
że im większe kłamstwo, tym ciężej to potem odkręcić.
Nie będę martwił się na zapas.
Lampy już gotowe, panowie.
Pomożecie mi z telefonem? Gracias.
Otwarte!
Rebecca.
- Chuck. - Wyglądasz uroczo.
- Miło cię widzieć. - Wzajemnie.
O co chodzi z tymi świecami? Dlaczego siedzisz po ciemku?
- O tym samym pomyślałam. - Ale miałem popołudnie.
Dwie godziny temu wyciągnąłem labraksa.
Przygotowałem go i odłożyłem, aż tu nagle... wysiadło zasilanie.
Złapałem za telefon.
W skrócie:
te niedorajdy z PNM pomyliły rachunki.
Nierób z San Cristobal 512 nie płacił za prąd.
A ja...
- 215. - Dokładnie.
Powiedzieli, że do jutra włączą.
Pożyczyłem od sąsiadów sprzęt kempingowy.
Stąd te wiejskie oświetlenie.
Rany.
Co robimy? Idziemy do restauracji?
Możemy skoczyć do Seasons. Ty stawiasz.
Możemy.
Ale kolacja już prawie gotowa. Musiałbym wyrzucić dobrą rybę.
Wystarczy ją wrzucić na patelnię.
Może przecierpimy?
Pasuje ci to?
Dlaczego nie? Będzie wesoło.
Wykwintna kuchnia na biwaku.
Świetnie, postanowione. Zabiorę to.
- Dziękuję. - Daj mi to.
Boże drogi.
Więcej nie dam rady.
Za "Galloping Gourmet".
- Calvados jest doskonały. - Zawsze go lubiłaś.
Proszę.
- Zabiorę to. - Nie.
- Nie musisz. - Mogę przynajmniej posprzątać.
- Dziękuję. - Dzięki, Jimmy.
Wyszło lepiej, niż myślałem.
- Przepraszam za światła. - Jest miło. Klimatycznie.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że Jimmy jest prawnikiem.
Ja też nie.
Ma własną wizytówkę i całą resztę.
Odpowiedzialny obywatel. Kto by pomyślał?
Tu nic się nie zmieniło.
Myślałam, że będziesz chciał...
drobnej odmiany. Poprzestawiasz coś.
Masz świetny gust. Jeśli coś działa...
- Jak twoja trasa? - Dobrze.
Jesienią Daleki Wschód.
Chiny, Korea Południowa i Wietnam.
Będzie wesoło.
A po wizycie w Santa Fe w tym tygodniu
- wracamy do Europy Środkowej. - To dobrze?
Sporo hoteli.
W Budapeszcie widziałam tylko wnętrze sali koncertowej i Marriotta.
Ale nie powinnam narzekać.
Nie narzekasz. Obserwujesz.
Zobaczyłaś w końcu Salzburg?
Jeszcze nie. Za miesiąc, po Wiedniu.
Pamiętasz, jak chcieliśmy pojechać do Salzburga?
I ta walnięta staruszka na skuterze...
- Tak! - Przegoniła nas z dworca.
A potem...
poszliśmy na...
malinowy tort z Linzu w Innsbrucku?
Na poprawę humoru.
Powiedziałaś, że nie zjemy tego.
I zjedliśmy.
A co po Azji? Jakaś trasa w kraju?
Może w przyszłym roku.
A może stały pobyt. Byłoby miło.
Lubię autokary, pociągi i samoloty, ale...
brakuje mi stałego miejsca, do którego mogę wracać.
Boże!
Przepraszam. Nienawidzę tego.
Czuję się jak na smyczy.
Przepraszam.
To mój dyrygent. Muszę odebrać.
Cześć, Andre.
Jestem na kolacji. Co się dzieje?
Mogę zrobić to na próbie. Żaden problem.
Nie, wiem, że się spóźniają.
Jasne.
Dopilnuję, by...
Możesz chwilę zaczekać? Wezmę tylko długopis.
Tak. Nie...
Momencik.
Dam radę. Co tylko trzeba.
Mów.
Nic mi nie jest.
Mam przesłuchać wiolonczelistów?
To nie on. To cała sekcja.
Nie.
Nie szkodzi.
Co jest, Chuck?!
Andre?
Oddzwonię do ciebie. Przepraszam.
Z czym masz problem?
Powiedz coś.
Odbieranie telefonu w towarzystwie jest niezwykle niegrzeczne.
- Bardzo. - Przepraszam.
Nie wiedziałam, że tak myślisz.
Nie chciałam cię obrazić.
Mogłem przesadzić.
- To było obcesowe. - Nie.
Rozumiem.
Robi się późno.
Dziękuję za uroczą kolację, ale powinnam wracać do hotelu.
Daj mi chwilę i możemy...
Nie. Wezwę taksówkę. Nie chcę się bardziej narzucać.
- Proszę. - Nie trzeba.
Tak będzie najłatwiej.
Musisz coś zrobić. Nie pozwól jej wyjść.
- Powiedz jej, co się dzieje. - Nie.
Zrozumie to.
Wolisz, by miała cię za wściekłą gnidę,
niż poznała prawdę?
Nie.
Jeśli nie ty, ja jej to powiem.
Nie!
Nic jej nie powiesz.
Nie powiesz jej.
W porządku.
Cześć, Andre. Przepraszam.
Upuściłam telefon.
.:: GrupaHatak.pl ::. przedstawia:
Better Call Saul [3x05] Chicanery
Napisy: michnik
Jezu. Co ty robisz?
Tam prawie nie ma tlenu.
- Dusisz ją! - "Ją"?
Brak dyndającej kuśki nie znaczy, że nie odróżniam chłopca od dziewczynki.
Czaję.
Teraz widzę szminkę.
To żywe stworzenie. Nie element wystroju.
Potem zabierz ją do domu,
umieść w dużym akwarium.
Wstaw urządzenie napowietrzające, może dorzuć jakiegoś glonojada.
I nie przesadzaj z karmieniem.
Ludzie tyją.
Ryby topią się w resztkach.
Wyluzuj, Jacques Cousteau. Zrozumiałem.
Dobrze.
Zakładam, że nasz znajomy nie skierował cię do mnie
po poradę w kwestii ryb?
Szukam kogoś o magicznym dotyku.
I nie chodzi mi o gnojka, który kradnie korbacze na stacjach.
Potrzebuję kogoś doświadczonego, z wyższej półki i dyskretnego.
Prawdziwego zawodowca.
Musi się wcisnąć w wąskie szpary?
Nie sądzę.
Zatem mam kogoś odpowiedniego.
Dlatego uważam, że golf to sport kontaktowy.
Świetna robota, panno Wexler. To było orzeźwiające.
Cieszymy się, że mamy to z głowy.
- My cieszymy się bardziej. - Raz jeszcze, świetna robota.
Dziękuję.
Panie, stawiam kolację.
Wiedziałam, że jesteś dobra, ale nie aż tak.
Miło mi.
Bez ciebie nie dalibyśmy rady.
Wiesz, że to oznacza dużo więcej pracy?
Świetnie.
Nie widać tego po tobie.
Nie chcę psuć humorów,
ale musicie coś wiedzieć, zanim pójdziemy dalej.
Chodzi o waszego byłego prawnika, Charlesa McGilla.
Co z nim?
Charles wystosował nieprzyjemne oskarżenia
przeciwko swemu bratu, Jimmy'emu, z którym dzielę biuro.
Jakie oskarżenia?
Charles uważa, że Jimmy przechwycił wasze dokumenty,
gdy ten pracował nad nimi w domu.
Uważa, że Jimmy zamienił miejscami numer w adresie.
Zamienił miejscami? Jak miałby to zrobić?
Charles utrzymuje, że Jimmy zabrał dokumenty,
a gdy ten był niedysponowany, skserował je i przerobił.
To dopiero historia.
Najważniejsze, że może to narobić hałasu.
Już wkrótce.
Chciałam was uprzedzić.
Lepiej, byście usłyszeli o tym ode mnie.
Jeśli macie jakieś zastrzeżenia lub nie chcecie ze mną zostać,
możemy omówić różne opcje.
Nie toleruję tyko jednego.
Ludzi, którzy nie potrafią przyznać się do błędu.
Cokolwiek McGill planuje, lepiej żeby nie pozbawił mnie
najlepszej zewnętrznej prawniczki.
To...
Miło mi to słyszeć.
Dziękujemy za ostrzeżenie, ale możesz spać spokojnie.
A teraz ważniejsze sprawy. Kolacja.
Pasuje ci o 19?
- Jasne. - Świetnie.
Omówimy strategię.
Najpierw Colorado czy Utah?
Do zobaczenia o 19.
Ta sprawa z McGillem nie będzie problemem?
Nie.
Mesa Verde nie jest w to zamieszane w żaden sposób.
Dobrze.
Do zobaczenia wieczorem.
Super. Do zobaczenia.
To tutaj.
Poradzimy sobie bez światła i mikrofonów.
Zbierzemy telefony
i przetrzymamy je podczas pańskich zeznań.
Czy stanowisko protokolanta można przesunąć od miejsca dla świadka?
Możemy ustawić je w głębi sali.
Przykro mi, ale znaki kierujące do wyjścia zostaną.
Przepisy.
Doceniam starania. Dziękuję.
Panie Alley, możemy zostać sami?
Chcę coś omówić.
Żaden problem. Będę na zewnątrz.
Jak się czujesz?
- Poradzę sobie. - Bo to ogromna prośba.
Jeśli nie czujesz się na siłach... Tak tylko to powiem.
- Może nie musisz zeznawać. - Muszę.
Tylko ja mogę wyjaśnić kontekst tej taśmy.
- Inaczej obrona ją pogrąży. - Sprawa i bez tego jest mocna.
Mamy oświadczenie Jimmy'ego.
Do tego zeznania moje oraz prywatnego detektywa.
Może nie musimy tak cię męczyć.
Nie chodzi o mnie ani o moje zdrowie.
Chodzi o PR.
Straciliśmy klienta.
Doszło do tego, bo gdy byłeś... niedysponowany,
twój brat przejął dokumenty, które powinny znajdować się w HHM.
Jimmy postąpił skandalicznie.
Ale moim obowiązkiem jest ochrona reputacji firmy.
To nie czas, by martwić się o postrzeganie nas.
Chodzi o to, co jest słuszne, a co nie.
Nie zaryzykuję, że Jimmy dostanie rok lub dwa lata zawieszenia.
Zasługuje na pozbawienie uprawnień, a nie na klapsa.
Jest tylko jedna droga.
Sprawiedliwości musi stać się zadość.
Przepraszam za zwłokę.
Dzień dobry. Jestem Robert Alley z Izby Adwokackiej.
W sprawie Jamesa M. McGilla
Izba zamierza dowieść następujących naruszeń
kodeksu etyki:
16-102,
zaangażowanie w działania przestępcze.
Pan McGill wiedział, że wyważanie drzwi u brata
jest takim działaniem.
16-804,
popełnianie czynu, który odzwierciedla
uczciwość i prawdomówność jako prawnika.
Każda rozsądna osoba zgodzi się,
że napaść na innego prawnika w jego domu
źle rokuje dla pana McGilla jako prawnika.
16-304,
bezprawne fałszowanie, niszczenie
lub ukrywanie materiałów o wartości dowodowej.
Pan McGill włamał się do domu brata
i zniszczył kasetę zawierającą rozmowę
między nim a jego bratem, Charlesem McGillem.
Wykażemy, że to nagranie było dowodem
w trwającej sprawie.
Izba Adwokacka uważa, że po przedstawieniu faktów
komisja zgodzi się, iż James McGill zasłużył na pozbawienie uprawnień.
Dziękuję bardzo.
Dziękujemy, panie Alley.
Panno Wexler?
Dziękuję, panie przewodniczący.
Dzień dobry.
Jestem Kim Wexler, współobrońca Jamesa McGilla.
Czytali państwo oświadczenie pana McGilla.
Zgadzamy się, że włamał się do domu brata,
czego żałuje...
Bardzo.
Ale ta historia ma też drugą stronę.
Nie chodzi w niej o wyrachowanie czy złe zamiary,
a o dwóch braci,
których napięte stosunki w końcu się rozpadły.
Gdy przedstawimy pełen obraz sytuacji,
zrozumieją państwo, że James McGill jest atutem prawniczej społeczności.
I powinien nadal być jej pełnoprawnym członkiem.
Dziękuję.
Dziękujemy, panno Wexler.
Jeśli wszyscy są gotowi do wysłuchania zeznań...
Panie Alley, proszę wezwać świadka.
Wyważył drzwi.
Był pobudzony. Krzyczał.
Domagał się, by Charles oddał
- posiadany dowód. - Sprzeciw.
Nie ustaliliśmy, że taśma jest dowodem.
Obrona przyjęła, że to własność osobista.
Powiem inaczej.
Jimmy domagał się kasety, którą Charles miał w posiadaniu.
Zdobył ją
z pomocą żelaznego pogrzebacza, którym otworzył biurko Charlesa.
Następnie zniszczył kasetę i skonfrontował się z bratem.
Co stało się po zniszczeniu kasety?
Pan Brightbill i ja...
Prywatny detektyw zatrudniony przez Charlesa?
Zgadza się.
Obawialiśmy się, że Jimmy może uderzyć brata.
Wtedy wkroczyliśmy.
- Dziękuję, panie Hamlin. - Oczywiście.
- Nie mam więcej pytań. - Panno Wexler?
Dziękuję.
Zeznałeś, że znasz mojego klienta od jakiegoś czasu.
- Jak długo dokładnie? - Prawie 10 lat.
Jak go poznałeś?
Jego brat poprosił mnie, bym zatrudnił go w dziale pocztowym.
- I zrobiłeś to. - Tak.
Co o nim wtedy sądziłeś?
Pomyślałem...
że ma sporo zapału.
Ciężko pracował.
Nadałeś mu nawet przezwisko.
"Charlie Zamęt".
"Charlie Zamęt".
Co czułeś, gdy dowiedziałeś się, że został prawnikiem?
Byłem zaskoczony.
Ukończył szkołę prawniczą
i podszedł do egzaminów bez informowania partnerów.
Nawet Charlesa.
Zdobył tytuł, pracując w dziale pocztowym.
Rozważaliście zatrudnienie go jako współpracownika?
Owszem.
Przez moment.
Nie zatrudniliście go. Dlaczego?
Mimo takiego zapału.
Partnerzy chcieli w ten sposób uniknąć posądzenia o nepotyzm.
Zatrudnienie Jimmy'ego mogłoby wpłynąć na morale.
Nepotyzm.
Wasza firma nazywa się Hamlin, Hamlin & McGill, prawda?
Kim jest drugi Hamlin?
To mój ojciec.
Który z partnerów najbardziej obawiał się nepotyzmu?
Charles McGill.
- Własny brat zablokował Jimmy'ego. - Sprzeciw.
Co ma do rzeczy polityka zatrudnienia w Hamlin, Hamlin & McGill?
To istotne dla zrozumienia relacji między braćmi.
Dam pani nieco swobody, ale proszę nie przesadzać.
Charles McGill nie jest obiektem przesłuchania.
Dziękuję.
Czy Jimmy wiedział, że to jego brat
- zabronił go zatrudniać? - Nie wiedział.
Ostatecznie wylądował w firmie Davis & Main.
Chętnie o tym opowiem, jeśli chcesz.
Nie. Dziękuję.
Gdy Charles zachorował, to Jimmy się nim zajął, prawda?
Tak sądzę.
Jimmy starał się założyć prywatną praktykę,
a mimo to każdego dnia przywoził bratu jedzenie, zakupy,
a nawet ulubione gazety. Zgadza się?
Owszem.
Możesz powiedzieć nam o nieobecności Charlesa?
Wiesz, że nie mogę.
Był na zwolnieniu. Cała reszta jest poufna.
Ale przyczyną była choroba psychiczna?
Sprzeciw! Zdrowie Charlesa McGilla nie ma nic do rzeczy.
Obrona chce oczernić kolejnego świadka.
To nie przesłuchanie odnośnie kompetencji.
Pan Hamlin nie jest psychiatrą.
Ma pani pytania związane z jego doświadczeniem?
Nie.
Nie mam więcej pytań.
Świadek jest wolny.
Chcielibyśmy dołączyć dowód numer pięć
do materiału dowodowego.
Prosimy o odsłuchanie nagrania Charlesa McGilla.
Ponownie wnoszę sprzeciw.
Ewentualna wartość dowodowa nie przewyższa jego szkodliwości.
Z całym szacunkiem,
ale uważamy, że jest on kluczowy.
Nie chcemy pozostawiać wątpliwości co do zamiarów obu stron.
Decyzja została podjęta, gdy odrzuciliśmy pani wniosek.
Dodam, że pomijając karygodne zachowanie pani klienta,
musimy ustalić, czy jeden z prawników
usiłował manipulować dowodami drugiego.
Chodź tu.
Co tu jeszcze robisz?
- Lot jest opóźniony. - O ile?
O 40 minut.
Szlag. Informuj mnie na bieżąco.
Dziękuję za cierpliwość.
Jesteśmy gotowi.
Przepraszam.
Obrona prosi o chwilę na naradę.
W porządku.
- Zaczekamy. - Dziękuję.
- Co robimy? - Gramy na zwłokę.
Tak.
Mój brat ma wiele godnych podziwu cech.
Można powiedzieć, że go podziwiam.
Zbyt ozięble.
Kocham swojego brata.
Ale brat Teda Kaczynskiego również go kochał.
I chciał pomóc.
Zbyt świętoszkowate.
Kocham swojego brata.
Jest dobrą osobą. Drzemie w nim dobro.
Ale prawo jest zbyt ważne.
Już idę!
Prawo jest zbyt ważne.
Inaczej bym tego nie mówił.
Ale to wszystko prawda.
Posunąłeś się do takich rzeczy, by mnie upokorzyć?
Zrobiłem to dla Kim!
Zapieprzała jak osioł, by pozyskać Mesa Verde,
a ty i Howard sączyliście sobie łyskacza.
Hamlin, Hamlin, McGill. Prędzej Scrooge i Marley!
Kim zasłużyła na Mesa Verde. Nie ty, nie HHM.
Zasłużyła na to i tego jej potrzeba.
Zrobiłem to, by jej pomóc, ale nie sądziłem, że tym samym zranię ciebie.
Spodziewałem się prędzej reakcji: "Cholera, dałem ciała".
I zostawiłbyś to za sobą jak normalny człowiek, ale nie.
Pobożne życzenie!
Czyli co, mogę powiedzieć Howardowi,
że nie odchodzisz, nie przechodzisz na emeryturę?
I mogę pozrywać to gówno ze ścian?
- Dzwonię do Howarda. - Jimmy.
Ale wiesz, że przyznałeś się właśnie do popełnienia przestępstwa?
Jasne, ale teraz ci lepiej, nie?
Poza tym to tylko twoje słowo przeciwko mojemu.
W porządku,
musimy się przygotować na kolejnego świadka,
- zgadza się? - Tak, panie przewodniczący.
Dobrze.
Jeśli ktoś nie wie, musimy przygotować pomieszczenie.
Urzędnik zbierze telefony, zegarki, piloty i inne urządzenia elektryczne.
Jeśli państwo wolą, zabezpieczcie te przedmioty
poza tą salą. Dziękuję za wyrozumiałość.
- Pański telefon? - Został w samochodzie.
Przepraszam.
- To pańskie. - Dzięki.
Proszę podnieść prawą dłoń.
Czy przysięga pan mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę?
Przysięgam.
- Proszę podać nazwisko. - Charles L. McGill.
Jestem starszym partnerem w firmie Hamlin, Hamlin & McGill.
- Czy protokolantka mnie słyszy? - Tak. Bez zarzutu.
Panie McGill, będę się streszczał.
Nie musimy rozwodzić się nad włamaniem i napaścią.
Dziękuję. Doceniam to.
Chciałbym posłuchać o tej taśmie.
Co skłoniło pana do nagrania jej?
Podejrzewałem, że mój brat manipulował dokumentami
- dotyczącymi mojej sprawy. - Dlaczego miałby to robić?
Nie brzmi to zbyt bratersko.
Żywił nadzieję, iż sfabrykowane dokumenty
sprawią, iż klient będzie zawiedziony moją reprezentacją
i powróci do poprzedniego prawnika, panny Wexler.
Chcę zaznaczyć, że dokładnie tak się stało.
Sprzeciw.
Nie mówię, że panna Wexler wiedziała, co robi Jimmy,
lub była w to zamieszana. Stwierdzam jedynie, co zaszło.
Miał pan jakieś dowody na potwierdzenie tej teorii?
Nie. Mój brat,
co by o nim nie mówić, potrafi być przebiegły.
Świetnie zatarł za sobą ślady.
Sprzeciw. Świadek przyznał, że nie było dowodów,
iż takie coś miało miejsce.
Chcę usłyszeć, co ma do powiedzenia.
Kontynuujmy.
Pani również zapewnimy swobodę podczas przesłuchania.
Proszę mówić dalej.
Nie mając fizycznych dowodów, uznałem, że nagrane wyznanie
daje mi największe szanse.
Sama taśma niewiele by znaczyła, ale zawsze to jakiś początek.
Fundament pod solidniejszą sprawę.
Jimmy musiał uznać,
że taśma jest wystarczającym dowodem.
Inaczej nie włamywałby się, by ją zniszczyć.
Sprzeciw. Kolejne spekulacje.
Skąd wie, o czym myślał Jimmy?
Podtrzymuję. Chcemy usłyszeć, co zaszło.
Przepraszam.
Nagrałem brata, by mieć jakieś podstawy.
Czy w tamtej chwili był pan w pełni władz umysłowych?
Z całym szacunkiem,
- ale brzmi pan jak wytrącony z równowagi. - Tak, doskonale to rozumiem.
Ale to był spektakl. Przestawienie, odgrywanie roli.
Wyolbrzymiłem objawy choroby, by wyciągnąć prawdę.
Możemy porozmawiać o pańskiej chorobie?
Chcę, by wszyscy byli w temacie.
Oczywiście.
Określa się to jako EMF.
Nadwrażliwość na pole elektromagnetyczne.
Opisuję to jako alergię na elektromagnetyzm.
- Nie jest to znana przypadłość? - Wiem, że brzmi to dziwnie.
Ale 30 lat temu nikt nie słyszał o uczuleniu na orzeszki.
Ale przyzna pan, że nikt...
żaden lekarz pana nie zdiagnozował.
AIDS nie było rozpoznawane do 1981 roku.
Przed 1983 nie wiedziano, że wirus HIV jest przyczyną.
Takie rzeczy wymagają czasu.
Powiedziałby pan, że choroba zaburza pański tok myślenia?
Nie. Wpływa na mnie fizycznie.
Wywołuje wielki ból, ale zachowuję trzeźwość umysłu.
Dziękuję.
Mam jeszcze jedno pytanie.
Nienawidzi pan brata?
Wykluczone.
Kocham mojego brata.
Nie ma w nim cienia złośliwości.
Robi okropne rzeczy z pobudek, które brzmią niemal szlachetnie.
Wiem jednak, że prawo jest zbyt ważne, by się z nim zabawiać.
To największe osiągnięcie ludzkości. Praworządność.
Koncept, że działania każdej osoby mają swoje konsekwencje.
A to, jak mój brat traktuje prawo...
łamie mi serce.
Dlatego tak postąpiłem. Nie chciałem go ranić.
Chciałem chronić coś, co jest dla mnie święte.
Dziękuję.
Nie mam więcej pytań.
Musimy przyhamować.
Przepraszam. Potrzebujemy chwili na naradę.
Byle szybko.
Oczywiście.
Będzie tu.
Panie przewodniczący.
Mogę przez chwilę odetchnąć?
Oczywiście, panie McGill.
Zarządzam 15 minut przerwy.
Niech każdy będzie gotowy na czas.
Miło cię widzieć.
Choć przyznaję, że jestem zaskoczony.
Jimmy cię wezwał?
Nie ma cię na liście świadków. Nie musisz zeznawać.
Nie, nie dlatego tu jestem.
W takim razie po co?
Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Nie wyobrażam sobie, przez co przechodziłeś.
Ile to już trwa?
Jesteś tu, by mi pomóc.
Bo to dla mnie zbyt stresujące.
- To powiedział ci Jimmy? - Martwi się o ciebie.
Mimo tego wszystkiego, co zaszło między wami,
- nadal mu zależy. - Co dokładnie powiedział?
Że jesteś chory. Alergia na elektryczność?
Przysłał mi zdjęcia domu. Mój Boże.
- Dlaczego nie powiedziałeś? - Nie chciałem cię niepokoić.
Niepotrzebnie martwić.
Ale teraz tu jesteś. I teraz już wiesz.
Przyleciałam, bo uznałam, że tak należy.
Pomyślałam, że tego chcesz.
Ale chyba ci przeszkadzam.
Będę w mieście przez kilka dni. Chętnie spędziłabym z tobą czas.
Ale teraz powinnam stąd iść.
Nie. Proszę. Chcę, byś została.
Naprawdę? Nie wyglądasz na zadowolonego.
Jestem zadowolony. Zaskoczyłaś mnie, ot co.
Proszę, zostań.
- Na pewno? - Tak.
Zostałaś oszukana, Rebecco.
Chcę, byś dostrzegła prawdę.
Jest inna, niż się spodziewałam.
- Tak? A czego się spodziewałaś? - Nie wiem.
Nie jej.
Wiesz, że znienawidzi cię po wszystkim.
W porządku, panie McGill. Przypominam, że obowiązuje pana przysięga.
Rozumiem.
Tym razem chciałabym przekazać przesłuchanie
Jamesowi McGillowi.
Było o to sporo zamieszania,
ale nie porozmawialiśmy dotąd o tej twojej taśmie.
Okazja na to przepadła,
gdy wpadłeś do mojego domu i ją zniszczyłeś.
W porządku.
To był mój błąd.
Ale chciałbym pociągnąć temat, dlaczego i jak ją nagrałeś.
Teraz powiesz, że taśma jest fałszywa?
- Że to nie twój głos? - Nie. Na taśmie jest mój głos.
Ale mam kilka pytań. Przykładowo magnetofon.
Dotykanie go musiało cię piekielnie boleć.
- Przyznaję, odczuwałem dyskomfort. - Gdzie go ukryłeś?
Dźwięk jest dość dobry, więc na pewno nie między poduszkami.
Przykryłem go folią. Poza zasięgiem wzroku.
Nie było szans, bym go zobaczył.
Nie w tym stanie.
- Zgadza się? - Zapewne.
Chciałbyś opisać całą scenę komisji?
Powiedz im, jak wyglądał twój dom w momencie sporządzenia nagrania.
Sprzeciw. Jaki związek?
Okoliczności powstania nagrania mają ogromny związek.
Skąd mamy wiedzieć, co ta taśma oznacza,
jeśli nie wiemy, co się wtedy działo?
Oddalam. Świadek może odpowiedzieć na pytanie.
Zakryłem większość ścian folią Foil-Scrim-Kraft.
Dodatkowo rozwiesiłem folię izotermiczną Compact Mylar.
Chroni przed promieniowaniem elektromagnetycznym.
Błyszcząca folia na ścianach i suficie.
Jak we wnętrzu kuli dyskotekowej.
Do czego zmierzasz?
Jestem pod wrażeniem,
ile pracy włożyłeś w tę zasadzkę.
- Poszedłeś na całość. - To nie była zasadzka.
Sprowokowałem przyznanie się do winy. To zupełnie co innego.
Skąd wiedziałeś, że to zadziała?
To znaczy?
Skąd wiedziałeś, że ta prowokacja zadziała?
Skąd pomysł, że zacznę gadać na widok świecącej folii?
Czyż nie przypuszczałeś, że dokładnie takie coś
zmartwi mnie na tyle,
że powiem cokolwiek, by cię uspokoić?
- Sprzeciw. - Wycofuję pytanie.
Wróćmy do domu.
Cała powierzchnia pokryta folią.
Nie ma w tym niczego szalonego?
Jak już mówiłem, odgrywałem swoją rolę.
Zwykle jest to całkiem normalny dom.
Twój dom jest normalny?
Proszę spojrzeć na dowód numer dziewięć.
- To twój dom, prawda? - Tak.
Odsłonięte przewody.
Kuchenka turystyczna.
Lampa naftowa na stosie gazet.
To ma być normalne?
To przystosowanie się.
Profilaktyczne środki zaradcze na fizyczną dolegliwość.
Czy lekarz, którzy przyznał mi opiekę nad tobą,
- sądził, że to fizyczna przypadłość? - Sprzeciw.
Nie można tego dołączyć do dowodów.
Poza tym stwierdziliśmy,
że stan psychiczny pana McGilla nie ma tu nic do rzeczy.
Sami otworzyli mi furtkę,
gdy świadek zaczął mówić o rzekomym odgrywaniu roli.
Ja tylko podążam ich tropem.
Omawialiśmy alergię, nie chorobę psychiczną.
Jeden pies.
Wszystko sprowadza się do tego.
By zrozumieć, co sobie myślałem,
musicie spojrzeć na Chucka moimi oczami.
Musicie wiedzieć, czy wierzyłem, że ta taśma jest dowodem.
Bo moim zdaniem była dowodem jednego.
Mój brat mnie nienawidzi.
Twierdzi, że okłamał mnie, by wyciągnąć ze mnie prawdę.
A ja mówię wam,
że okłamałem brata, by poczuł się lepiej.
To, któremu z nas uwierzycie,
zależy od waszego zrozumienia umysłu Charlesa McGilla.
Obiecaliśmy obronie swobodę. Proszę kontynuować.
- Dziękuję. - Ale proszę uważać.
Chuck, cofnijmy się jeszcze bardziej.
Do czasu, kiedy pojawiły się objawy.
To było zaraz po rozwodzie, prawda?
Tak.
Sądzisz, że stres ściągnął na ciebie tę chorobę?
Wątpię. To było rozstanie w zgodzie.
Wciąż jestem z żoną w dobrych stosunkach.
Twoja była żona jest tu dziś z nami, prawda?
- Kiedy się ostatnio widzieliście? - Sprzeciw. To nie sąd rodzinny.
Nie jesteśmy tu w sprawie rozwodu świadka.
- Nie widzę, jaki to ma cel. - Ja widzę.
Powiem wam, dlaczego mój brat ściągnął tu moją byłą żonę.
Przeleciała 6400 kilometrów z troski o mnie.
Jimmy nawiązuje do naszego ostatniego spotkania,
kiedy ukryłem przed nią chorobę.
Cierpiałem na to od jakiegoś czasu,
ale zadałem sobie sporo trudu, by się nie dowiedziała.
Przepraszam, że cię oszukałem.
Nie chciałem, byś myślała o mnie źle.
Jimmy mnie zdemaskował. Wiesz dlaczego?
By mnie zdenerwować.
Wie, że wciąż żywię do byłej żony uczucia.
Liczy, że to mnie złamie.
Pęknę, niczym morderca w odcinku "Perry'ego Masona".
Przykro mi, że cię rozczarowałem.
Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje?
Masz coś jeszcze?
Owszem.
Wcześniej mówiłeś o innych chorobach.
Fizycznych przypadłościach.
Czy gdybyś miał...
raka płuc, powiedziałbyś Rebecce?
Gdyby tak było, niewykluczone.
- Czym to się różni? - Panie McGill, proszę przejść dalej.
Nie musisz odpowiadać. Przejdę do rzeczy.
Chcę, byś był bardzo dokładny.
Jak objawia się ta choroba? Wspominałeś przedtem o bólu.
Owszem.
Czuję kłucie w klatce piersiowej, mam problemy z oddychaniem.
Pojawia się palący ból. Rozprzestrzenia się wszędzie.
Brzmi okropnie. Czy teraz cię boli?
Zawsze odczuwam pewien dyskomfort.
Elektryczność nas otacza w nowoczesnym świecie.
Ale doceniam dzisiejsze udogodnienia ze strony komisji.
Daję sobie radę.
Przy wyłączonym świetle nic nie czujesz?
- Jeśli nie przepływa prąd. - Przykro mi z powodu znaków.
Nie mogli ich wyłączyć.
Nie pobierają dużo energii i są daleko.
Intensywność maleje wraz z odległością
zgodnie z prawem odwrotnych kwadratów.
Nie jestem fizykiem.
- Możesz wyłożyć jak krowie na rowie? - Im dalej źródło się znajduje,
tym silniejsze musi być, by mieć jakikolwiek wpływ.
Załapałem.
Zatem gdybym miał małą baterię z zegarka
i przyłożyłbym ci do skóry, wiedziałbyś o tym?
Poczułbym to.
Czujesz prąd dochodzący do ciebie z któregokolwiek kierunku?
Ze ściany za tobą,
stamtąd
lub od podłogi?
Możesz powiedzieć, gdzie znajduje się najbliższe źródło?
Jimmy, czy masz coś w kieszeni?
Owszem. Mam.
Telefon.
Z tej odległości powinieneś go wyczuć, prawda?
Miał pan zostawić urządzenia elektryczne na zewnątrz.
W porządku.
Mogę?
Tak jak myślałem. Nie ma w nim baterii.
Usunąłeś baterię.
Żałosna sztuczka.
Przyłapałeś mnie, Chuck. Wyciągnąłem baterię.
- Sprzeciw. - Podtrzymany.
Wykorzystał pan całą swobodę. Proszę to kończyć.
Boże, Jimmy.
Nadal nie wierzysz, że to prawda?
Czuję to.
To fizyczna reakcja. Nie żadne dziwactwo.
Co mam zrobić, by ci to udowodnić?
Nie wiem.
Możesz sięgnąć do kieszeni na piersi
i powiedzieć, co w niej jest?
Co znowu?
Możesz powiedzieć, co to było?
- Bateria. - Panie przewodniczący.
Rozpoznajesz człowieka z tyłu?
To Huell Babineaux. Jest na liście świadków.
Wpadłeś na niego w korytarzu.
Zezna, że podłożył ci naładowaną baterię
- ponad półtorej godziny temu. - Godzinę i 43 minuty.
Godzinę i 43 minuty temu. Dziękuję, panie Babineaux.
I nic nie poczułeś.
Nie.
- To jakaś sztuczka. - Dość tego.
Wnoszę, że choroba psychiczna pana McGilla nie gra roli.
Gdyby cierpiał na schizofrenię, nie zmieniałoby to faktu,
- że pozwany... - Nie jestem wariatem!
Nie jestem wariatem.
Wiem, że podmienił numery. Wiedziałem, że tam było 1216.
Rok po Karcie Swobód.
Nie popełniłbym takiego błędu! Nigdy!
Nie mogłem tego udowodnić. Zatarł za sobą ślady.
Ten kretyn z punktu ksero skłamał dla niego.
Panie McGill, proszę...
Myślicie, że to jest złe? To matactwo?
Robił gorsze rzeczy. Ten billboard!
Twierdzicie, że człowiek może tak spaść?
Nie. Zorganizował to!
Wypróżnił się przez szyberdach!
A ja go uratowałem, choć nie musiałem.
Zatrudniłem go. Co ja sobie myślałem?!
On nigdy się nie zmieni.
Odkąd skończył dziewięć lat, kradł forsę z kasy.
"Nie nasz Jimmy.
To nie mógł być Jimmy!".
Okradałeś ich!
I on ma być prawnikiem?! To jakiś chory żart!
Powinienem go powstrzymać, gdy miałem szansę!
Musicie go powstrzymać!
Przepraszam.
Zgubiłem wątek.
Poniosło mnie.
Masz coś jeszcze?
Nie.
Nie mam więcej pytań.
Baterię podrzucił: michnik
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.