Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
- Pycha. - Nie za dużo pora?
Skądże. Tak dobre, jak kiedyś we Florencji.
- Nie żartuj sobie. - Skądże znowu.
I jak przesłuchanie? Babsztyl zachowywał się grzecznie?
Ma całą sekcję za nic. Chyba coś jej powiem.
Bez dwóch zdań. Nie można dusić tego w sobie.
- Gotowa na szyfonadę? - Tak, proszę.
- Ale skoro położy występ... - To nie takie oczywiste.
Schubert idzie nam całkiem nieźle.
- Chodzi o morale. - Morale wpływa na jakość.
Bóg jeden wie, jak Howard musi stawać na głowie,
- by zadowolić pracowników. - To prawda.
- Zasłużyłaś na medal. - Bez przesady.
- Marynata sojowo-imbirowa? - Znalazłam fajny przepis na cytrynową,
- więc postanowiłam ją wypróbować. - Tak czy inaczej, jesteś wspaniała.
Z góry za niego przepraszam.
To specyficzny facet.
- Nie może być aż taki straszny. - Ustalmy jakiś znak.
- Ten od Carol Burnett. - Kiedy pociąga za opuszek?
Tak, ten. Zrobisz tak, a powiem, że mam pracę
- i go spławimy. - Jak chcesz.
A wiesz, skąd się wziął ten gest? Ciekawa historia.
To sygnał dla jej babci, która ją wychowała...
Poważnie? Przyjechał wcześniej.
Wyglądasz bosko.
- Kurtka na wacie, co za miejscówa. - Jimmy, fajnie, że jesteś.
Dawaj tu.
Żeby przypomnieć dom.
Całe miasto przetrzepałem, by je zdobyć.
- Nie zdążyłem zapakować. - Dzięki.
- Dobrze jest. - Ano.
Szukam mieszkania. Zatrzymałem się w Ramadzie.
Dzięki w ogóle za pomoc. Znalazłem kilka fajnych.
W jednym z budynków mają nawet basen.
A skoro klan McGillów jest bielszy od dupy albinosa,
czas strzaskać się na mahoń. Poważnie to rozważam.
Używaj kremu, jesteśmy 1500 metrów nad poziomem morza, usmażysz się.
Świetna rada. Krem do opalania... Załatwione.
Skrzypaczka, tak?
Jeśli wierzyć Chuckowi, szalenie utalentowana.
Cholercia...
- Chuck jest bardzo uprzejmy. - Skromna jest.
Rebecca cieszy się dużym szacunkiem wśród muzyków.
Yo-Yo Ma był na naszym ślubie. - To...
rewelka.
A skoro o ślubie mowa,
- chciałem przeprosić. Przykro mi, że... - Nie ma za co.
Opowiedz o pierwszym tygodniu pracy w Hamlin, Hamlin, McGill.
Świetna sprawa. Pracuję w sortowni,
ale od czegoś trza zacząć. Nauczyłem się obsługi Xeroxa,
który jest zaskakująco skomplikowany. Wciskasz przycisk i wypluwa kartkę?
Już nie. To w zasadzie komputer.
Są jak cholerny prom kosmiczny.
Umie drukować z obu stron, zszywać arkusze...
Poznałem też miłych chłopaków i dziewczyny.
W sumie jedną dziewczynę.
Znam imiona wszystkich i lizałem z milion znaczków.
Mój język zamienił się w mięso na hamburgera, serio.
Ścierpł jak diabli.
Potem okazało się, że mamy do tego specjalna łopatkę.
- Błąd nowicjusza. - Bardzo produktywny tydzień.
Naprawdę fajny.
Słuchajcie...
Chcę podziękować za zaproszenie.
Lekko od dzięsięciu lat nie jadłem nic lepszego.
Ryba jest idealna, a...
- Risotto. - Risotto.
- Dziękuje, bardzo mi miło. - Jesteś świetną kucharką, wiesz?
Poza byciem superutalentowaną...
Trafił ci się skarb. Farciarz jakich mało.
I za to wypijmy.
Przepraszam.
No dobra.
Czym różni się odkurzacz od prawnika na motocyklu?
Odkurzacz wozi śmieci w środku.
- Prawnicze żarty. - Pracuję w sortowni ledwie tydzień,
a słyszałem chyba setkę. Oczywiście opowiadane z czułością.
No jasne.
Co wyjdzie ze szkrzyżowania prawnika z Ojcem Chrzestnym?
- Propozycja nie do zrozumienia. - Sprytne.
- Nie znałem tego. - I uwierzcie,
darzę waszą profesję ogromnym szacunkiem.
To fundament... Dlaczego prawników chowają sześć metrów pod ziemią?
Bo w głębi to bardzo dobrzy ludzie.
Jak nazwać prawnika z IQ równym 60?
"Wysoki sądzie". Czym różni się kleszcz od prawnika?
Kleszcz odpada, kiedy umrzesz.
Uwielbiam go. Podobał ci się? To tylko żarty.
Tak naprawdę poważnie traktuję swoją pracę.
I jestem wdzięczny za...
Ilu prawników trzeba, by wymienić żarówkę? Poleciałem klasykiem.
Trzech. Jeden wchodzi na drabinę, drugi nią trzęsie,
a trzeci pozywa producenta drabiny.
- Normalnie kabaret. - Nigdzie mi się nie spieszy!
- Jeszcze. - Dobrze.
Może deser?
Mamy ciasto jagodowe z kruszonką i lodami waniliowymi.
Jagodowe z kruszonką... Pychota. Uwielbiam owocowe...
- Ja też jakiś znam. - No to dawaj.
Co łączy prawnika i spermę?
- Ale... - 3 miliony...
Jeden na trzy miliony...
- ma szansę stać się człowiekiem. - ma szansę stać się człowiekiem.
Rewelacja.
- Było fajnie, co? - Jasne, jeszcze raz dzięki.
Nie wiem, czym się tak martwisz. Jimmy to fajny facet.
Tak. Nie, jest...
No.
Co robisz jutro?
Gernstetter składa zeznania o 10:00.
Po lunchu spotkanie z partnerami. Nie powinno długo trwać.
I co zrobisz z tym babsztylem? Chodzi i o twoją reputację.
W poniedziałek zaczynamy Czajkowskiego. Zobaczę, w jakim będzie nastroju.
Sprytne.
Jak nazywa się 25 prawników zanurzonych po brody w cemencie?
- Za mało cementu. - Co?
.::GrupaHatak.pl::. facebook.com/GrupaHatak
Better Call Saul 2x05 /Rebecca
Tłumaczył: józek Korekta: michnik
/Dodzwoniłeś się do Kim Wexler. /Zostaw wiadomość,
/- a na pewno oddzwonię. - To znowu ja.
Znalazłem coś, co pomoże ci się stamtąd wydostać.
Wyprostuję to. Zadzwoń, dobrze?
Nie chciałam cię wystraszyć.
- Myślałem, że nikogo już nie ma. - Nie.
Zazwyczaj zostaję do późna.
Tak w ogóle zauważyłam, że wyrzuciłeś w biurze puszkę po napoju.
Grzebiesz w moich śmieciach?
Podrzucałam papiery na biurko po obiedzie
i zauważyłam ją w koszu. Wyciągnęłam, więc wszystko gra.
Te kosze są tylko na papier.
W kuchni jest pojemnik na plastik, szkło i aluminium.
- Ekologię traktujemy tu bardzo poważnie. - Więc do wielkiego pojemnika
mam wrzucać puste butelki po szkockiej?
Jasne, rozumiem. Ekologia górą!
- Znalazłaś tam coś jeszcze? - Jedna rzecz.
Mam tu twój raport dla Cliffa...
Ten o wniosku obrony. Dodałam kilka dopisków.
Są dosyć oczywiste, ale lepiej przejrzyjmy je wspólnie.
- Chryste, to Cliffa? - Nie, moje.
Jeśli można, zajmijmy się nimi teraz. To tylko tak strasznie wygląda.
- Musimy trzymać się tutejszego stylu. - Bez urazy,
ale jesteś tutaj drugorocznym adwokatem, prawda?
- A ja czwartorocznym. - Zgadza się.
Dlaczego drugoroczniak robi wykład czwartoroczniakowi?
Jak wspomniałam, to kwestia tutejszego stylu.
- Cliff kazał ci mnie niańczyć? - Nie.
Jeden adwokat pomaga drugiemu i tyle.
Na przykład cyfry rzymskie zapisujemy wielką literą.
Ustawiasz je akapitowo, co jest zgodne z zasadami,
ale Cliff woli, jak są wyśrodkowane. I jeszcze nim zapomnę,
po kropce robimy dwie spacje.
Wiem, brzmi jak detal, ale strona wygląda przejrzyściej.
Przesadziłeś też z cytatami.
Dobrze, że cytujesz osoby trzecie,
ale kiedy jest tego za dużo, zakłóca to ciąg argumentacji,
i sprawia wrażenie, że sam nie umiesz jej podjąć.
Jestem pewna, że potrafisz, ale...
Zbyt często używasz słów "jasno" i "jak wiadomo".
Wiadomo, kwestia indywidualnego podejścia...
Jestem ci wdzięczny, Erin, ale właśnie miałem wychodzić.
Gdybyśmy mogli omówić to jutro rano...
Myślałam, że uporamy się z tym dzisiaj. Nie ma co odkładać.
No dobra, to czas zawinąć rękawy i do roboty.
- Super. - Skoczę po ulubione pióro
- i zaraz dołączę. - Ekstra.
- Pani Wexler? - Mów mi Kim.
Kim, za 20 minut północ.
Pytasz mnie, czy możecie już iść?
Nie jestem waszym szefem. Nie zwracajcie na mnie uwagi.
A ty nie idziesz?
Zaraz, został mi ostatni.
Jeszcze raz dziękuję.
Gesualdo, możesz odpuścić sobie dziś odkurzanie?
Poświęć mi pięć minut. Oto, jak obejdziemy tę kpinę z prawa.
Wexler kontra Hamlin, Hamlin, McGill. Mam pozwać własną firmę?
Wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
To nie moja specjalizacja, więc w pierwszej kolejności
potrzebujemy prawnika od prawa pracy. Pokażemy im, że to nie żarty.
No weź. Tylko na siebie spójrz.
Siedzisz o północy w tej chwalebnej celi
i tyrasz... A po co? To nie ma nic wspólnego z wynikami.
Traktują cię niesprawiedliwie. Chuck karze cię za mnie.
To najzwyklejsze wymuszenie.
Nie, to Howard, który musi dbać o wizerunek.
To samo zrobił po fiasku z Kettlemanami, a Chucka wtedy nie było.
- Mówię ci, Chuck za tym stoi. - Nie, ty za tym stoisz.
Mówiłam ci, że tak się to skończy i teraz płacę ze to cenę.
Powinnam wiedzieć lepiej. Dlatego pokornie przez to przechodzę.
I na pewno nie pozwę HHM.
Nawet jak wygram, kto mnie zatrudni?
- To samobój. - Dobra.
- Odejdę z Davis & Main. - I co tym wskórasz?
Tylko tak wyciągnę cię z tej piwnicy,
bo tu naprawdę idzie o Chucka.
Wierz mi lub nie, ale jak dam mu to, czego chce, odczepi się od ciebie.
Mój rycerz w lśniącej zbroi. To dopiero poświęcenie...
Porzucenie pracy, którą i tak starasz się stracić od pierwszego dnia.
- Nieprawda. - Sama się stąd wygrzebię.
Rób swoje, Jimmy.
Udowodnij, że umiesz przepracować tydzień, kurna, jeden dzień,
nie łamiąc przepisów rady adwokackiej stanu Nowy Meksyk,
czy nie wkurzając szefa. I nie obrażaj mojej inteligencji gadką,
że zrobisz to dla mnie. Nie uratujesz mnie.
Sama się uratuję.
A teraz już idź.
Jest już Erin?
Cholerna Pixie Ninja!
Jestem ci winien przeprosiny.
Cierpię na pewną przypadłość...
Refluks przełyku.
Skomplikowany termin, nie? Dotyka dolnego zwieracza przełyku.
Wziąłem wczoraj do obiadu trochę cebuli i...
- Działamy czy nie? - No ba.
/Jerry, mówi Kim Wexler. /Co tam w grupie alumnów?
/Top 50? Naprzód, UNM!
Nie wiesz może, czy Santa Fe nie szuka przypadkiem zewnętrznego konsultanta?
Powinni pomyśleć o Hamlin, Hamlin, McGill.
/To pewnie jakaś plotka. Ustawmy się na drinka.
No, ty też, cześć.
/Czy dobrze pamiętam, że twój brat pracuje w dziale prawnym Intela?
Jestem adwokatem w Hamlin, Hamlin, McGill. Nie wiesz może,
czy Intel jest zadowolony z ich prawnego reprezentanta?
Pochlebia mi to, ale aktualnie kogoś mam...
Wiesz co? Dzwoń pod główny numer, na pewno mnie znajdą.
Nie, wypiliśmy kilka drinków parę dni temu.
Ponoć masz przyjaciół, którzy... /A, już mają.
Podobno skończyłeś na Harvardzie.
Tak, mieszkałyśmy razem.
Jestem adwokatem w Hamlin, Hamlin, McGill.
Akurat pracujemy z inną kancelarią nad dużą sprawą.
Schweikart? /Tak, znam, spora firma.
/Poznaliśmy się na /zeszłorocznym ABA.
Tak, shoty Bourbona. To byłam ja.
Gratuluję kontraktu Honeywell. /Od groma roboty.
/Tobie też.
- I jak lunch? - Pycha.
- Co jadłaś? - Wrapa z indykiem.
/- Jak podoba się mieszkanie? /- Świetne.
/Bezpieczne, ciche. /Można nawet mieć psa.
/Więcej mi nie potrzeba.
Kaylee nie chce wychodzić z basenu.
Wieczorem jest cała pomarszczona.
/- Fajnie, że się jej podoba. - Idę robić obiad.
/- Idźcie do restauracji. - Nie, to za drogo.
/- Tym się nie martw, idźcie. - Dzięki, Mike.
Tęskni za tobą. /Dasz radę przyjechać później?
Jeszcze nie.
Nie chcę, by mnie oglądała w takim stanie.
/Jak bardzo jest źle?
Następny wózek na pewno kupię z poduszkami.
Zapraszamy, kiedy już wydobrzejesz.
To tylko tak strasznie wygląda.
- Ucałuj Kaylee. /- Jasne.
Dobra, to pa, słonko.
A co ci się stało?
A, czaję, pierwsza zasada fight clubu. Poznajcie się.
To moja niania, Erin.
Erin, to mój dziadzio, Mike.
Miło mi poznać.
- Dzięki, Tim. - Miło cię widzieć, Jimmy.
Posłuchaj, znam tę babkę od lat. Nawet się lubimy.
- Lubi być czarowana, więc zostaw to mnie. - Jasne.
Niespodzianka! Na pewno nie spodziewałaś się mnie tu spotkać.
Mam tu sprawę Michaelis Bray v. O'Connell, i liczę na poniedziałek o 10:00, nim...
- Nie mam. - Czwartek w południe?
Czwartek o 14:00 i to moje ostatnie...
Aleś ty śliczna. Zostaniesz moją nową mamusią?
Co ty wyrabiasz?
- No co? - To przekupstwo.
Nie, prezent. Tak to działa. Nie smarujesz, nie jedziesz.
- Daj mi to... - To tak nie działa.
Składasz papiery, ustalasz datę i kropka.
Nie pojmujesz znaczenia słowa "oczarować"?
Przepraszam za koleżankę. Jest świeża.
Jest cień szansy, że załapiemy się na czwartek?
14:30 w czwartek.
- Czternastego. - To za miesiąc.
Bierzemy.
To pójdzie do ubeckiego raportu?
Nie chcę cię wpędzać w kłopoty, wręcz przeciwnie.
Idę do klopa. Męskiego.
I co tam, Bill?
- U mnie? Mów lepiej, co u ciebie. - Jakoś sobie radzę.
Chodzą słuchy, że zaczepiłeś się w Davis & Main.
- Fartowny skurczybyku. - Wiesz, taniec z diabłem.
- Jak się sprawy mają u prokuratora...? - Davis & Main!
Musi być nieźle. Dali ci brykę?
- Na bank. - No dali.
- Jaką? - To...
Nie, nie mów. Nie chcę wiedzieć.
- Na bank niemiecka. - Tak.
- Dziurka na kubek... - Masz wypasione biuro?
- Na pewno tak. - Obłędne.
- Z małym kominkiem. - Kominkiem?
Zabiłbym za to własną matkę. Kurwa, zabiłbym nawet za okno.
I asystentkę ci dali, co? Nie mów... Kawał dupy?
- Niezła sztunia? - To gorący towar o imieniu Omar.
- Omar... - Masz coś na...
To rzygi... Znowu. Najgorsze.
Mogą pochodzić od dwóch różnych oskarżonych.
Łachudry. To wszystko łajzy.
Boże, gdzie mieszkasz? Dali ci coś?
- Mieszkanie korporacyjne, takie tam... - Nie mów nic.
Chryste, muszę lecieć.
Muszę udupić jakiegoś obwiesia, co chciał obrobić bibliotekę.
Fajnie było spotkać. Udanego dnia.
Fuksiarz jebany.
Witam, tu Kim Wexler.
Zostawiłam wiadomość i...
Dobrze, najmocniej przepraszam.
Mówi Kim Wexler. Czy pani Carolyn Lipitz?
Nie, nie jego sekretarka. Jeden z adwokatów.
Tak, mam ten numer od Chrisa.
Jasne, powiadomię ich. Dobra, jasne.
Rozumiem doskonale. Mówi Kim Wexler z Hamlin, Hamlin, McGill.
Czy mogę...
Może pani przekazać, że czekam na telefon?
Proszę dać znać, kiedy będzie odpowiednia pora.
Jasne.
Dziękuję.
Cześć, Claudia. Mówi Kim Wexler. Dam mu znać.
/Mówi Kim Wexler. /Dodzwoniłam się do Jillian Kogan?
/Poznaliśmy się na zeszłorocznej ABA.
Mam lęk wysokości. Jestem tam w każde lato.
Dobra, czekam na telefon.
Kim Wexler. Dzwoniłam wczoraj?
Jasne, rozumiem.
Kim Wexler. Jak leci, Paige?
Serio?
To świetnie. Tak myślałam, że się dogadałyśmy.
Serio?
Cholernie się cieszę.
Znaczy firma i ja.
Już im mówię. Na pewno znajdzie się czas jutro,
najpóźniej pojutrze.
Dzięki, Paige.
Ja też, pa.
Tak!
- Oto i ona. - Paige, miło widzieć.
Wzajemnie. To Kevin Wachtell, dyrektor generalny.
- Miło poznać. - Mnie również.
Paige, Kevin, oto Howard Hamlin, starszy partner.
- Przyjemność. - Wzajemnie.
Cieszymy się, że jesteście. Kevin, to prawdziwa historia - w wieku 7 lat
moje pierwsze konto miałem w Mesa Verde.
To tak jak ja, kiedy mój tata prowadził bank.
Pamiętam okładkę książeczki bankowej. Z sylwetką...
- Kowboja. - Na koniu, obok kaktusa.
- Uwielbiałem kowboja. - A ja zbierałem na konia.
Bo na co innego potrzebna forsa w wieku 7 lat?
Przygotowaliśmy prezentację w pokoju konferencyjnym. Z przekąskami
- i latte z mlekiem sojowym. - No patrzcie.
- Idziemy? - Do dzieła.
- Lepiej być nie mogło. - Sama przyjemność, do zobaczenia.
Dzięki za wszystko, do zobaczenia.
Miło było poznać, Paige.
- Gratulacje. - Dla ciebie.
Zacznę obmyślać strategię specjalnie pod Paige.
Może stworzę listę pracowników do tego.
Zlecę to Francisowi.
I bez tego masz sporo pracy w sekcji dokumentów.
Idę.
- Nie w porę? - Skądże znowu, wchodź.
Coś tam się obija. Czyżby było co świętować?
No jasne.
- Co oblewamy? - Mam dla ciebie coś specjalnego.
- Mesa Verde? - Stała obsługa.
Lepiej być nie może.
Gratulacje. Podbój z pola golfowego?
Kim Wexler ich sprowadziła.
Czwartoroczniak sprowadza nam klienta za ćwierć bańki?
Sama pewnie to ostro opija.
Czyli wychodzi z budy?
Zobaczymy.
Międzystanowa ekspansja. Sporo roboty.
Czekają nas dwie, może trzy komisje.
Miesiące, może lata pracy dla HHM.
- Witaj, Rudolpho. - Witam, panie McGill.
Wybacz.
Nie wiedziałam, że ktoś tu jeszcze jest.
- Przyniosłam dokumenty z Sandpiper. - Wcześnie przyszłaś.
Raczej zostałam do późna.
Niezależnie od godziny, miło cię widzieć.
Wypróbowuję nowy sposób. Przychodzę rano i pracuję do 9:00.
Łatwiej to robić, kiedy nikt jeszcze nie pracuje.
Te światła i dzwoniące telefony...
- Może kawy? - Nie, dziękuję.
A zrobisz mi? Wybacz.
Sam nie mogę. Przez elektryczność.
- Pewnie. - Bez cukru i z kroplą mleka sojowego.
Raczej mamy.
Kim, zrób dwie.
To prawda, co mówią...
Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. O ile chcesz coś dostać.
- Mogę cię o coś zapytać? - Jasne.
Czeka mnie tu jakaś przyszłość?
Dużo nas łączy.
Mój brat zostawił cię z kłopotami. Jeśli to cię pocieszy,
nie ty pierwsza to przechodzisz.
Stale powtarzałem ten sam błąd.
A teraz Howard... I obwinia ciebie.
Przeklęty bajzel.
Czy Jimmy opowiadał ci o naszym ojcu?
Raczej nie.
Mój ojciec... Nasz ojciec był...
wcieleniem dobra.
Nie wiem, czy widział zło w jakiejkolwiek formie.
Jakby urodził się bez tego genu.
W Cicero prowadził mały sklepik.
Papierosy za ladą, cukierki za pieniądze...
Nic wielkiego, ale dało się z tego utrzymać.
Cała okolica go uwielbiała.
Znał imiona wszystkich, wiedział, co się u nich dzieje.
Upiększał ten podły winkiel.
Dostałem imię po nim.
Wcześniej pracował dla innych i marzył o tym, by zostać własnym szefem.
Włożył w to miejsce wszystkie oszczędności.
Byłem na studiach, kiedy za ladą stanął Jimmy.
Jimmy dorastał w sklepie i obserwował ojca przy pracy.
Tata nie był jednak dobrym biznesmenem,
więc wpadł w kłopoty finansowe. Miałem wykształcenie urzędnicze,
ale kiedy przyjeżdżałem, pomagałem mu wyprowadzić księgi na prostą.
Sam nie jestem księgowym, ale zauważyłem brak 14 tysięcy.
Te pieniądze znikały przez lata.
Okazało się, że Jimmy powoli wszystkie je wyprowadził.
Ojciec nie chciał w to uwierzyć. Nie, nie jego Jimmy.
Ostatecznie musiał sprzedać sklep.
Pół roku później zmarł.
Na pogrzebie najgłośniej beczał Jimmy.
Mój brat nie jest złym człowiekiem.
Ma dobre serce.
Tyle że...
nie umie się kontrolować.
A potem każdy płaci za jego błędy.
Zostało trochę kawy? Sam zerknę.
Pogadam z Howardem i postaram się go udobruchać.
Marnujesz się tam na dole.
Świetna robota z Mesa Verde.
Mogę się przysiąść?
Witam, co podać?
- Kawę... Czarną. - Już się robi.
Nieźle pana załatwił.
My się znamy?
Młodzieniec, który tak pana urządził...
to mój bratanek. W gorącej wodzie kąpany.
Wydaje się gnojkowi, że jest bokserem.
Powinien był okazać panu szacunek. Przepraszam w imieniu mojej rodziny.
Przeprosiny przyjęte.
I wie pan co? Powinien iść siedzieć, to mu dobrze zrobi.
Nauczy się szacunku dla starszych.
Ale nie na osiem lat. Na znacznie mniej.
- Teraz pan rozumie? - Nie bardzo.
Zarzuty o posiadanie broni to osiem, dziesięć lat.
Napad, pistolet plus pański portfel.
Zgadza się.
Chciałbym, aby pan powiedział policji, że to był pański pistolet.
Doprawdy?
Obaj byliście zdenerwowani, kłócąc się o to, czy zarysował pan mu wóz.
Doszło do szarpaniny i chwycił za pana broń.
- Mój pistolet? - Chwycił za niego,
stąd odciski palców.
I tak oskarżą mnie o posiadanie broni?
Jest pan byłym gliną. Odpuszczą panu.
Jest pan jasnowidzem?
Wykręcę ucho Tuco, każę pana przeprosić.
Dostanie wyrok za napad.
Szukam najlepszego wyjścia.
A za fatygę zainkasuje pan 5000.
Proszę to przemyśleć.
Adwokacinę obrzygał: józek Latte z mlekiem sojowym parzył: michnik
.:: GrupaHatak.pl ::. facebook.com/GrupaHatak
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.