All language subtitles for salamanca

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

/Nie musisz szukać Bóg wie gdzie /świetnego prezentu.

/Rękodzieło według tradycji /starożytnych...

/- Ch-ch-ch-chia! /- Nowe zwierzątka Chia!

/Chia Słonik, Chia Krówka /i Chia Lwiątko.

/To proste, zanurz je na noc, /obsiej ziarenkami...

/Odczytanie listy.

/Pan Okaka.

/...mieszkańcem Sandpiper Crossing /lub podobnej placówki,

/być może należy /ci się odszkodowanie.

/Mieszkańcy Sandpiper Crossing /lub podobnych placówek

/mogą przepłacać /za usługi i dobra.

/We współpracy /z Hamlin, Hamlin & McGill,

/kancelaria Davis & Main /pragnie pomóc osobom,

/które mogły przepłacać /w domach spokojnej starości.

/Darmowa konsultacja kancelarii /Davis & Main pod 505-242-7700.

/505-242-770...

.::GrupaHatak.pl::. facebook.com/GrupaHatak

Better Call Saul 2x06 /Bali Ha'i

Tłumaczenie: józek i michnik

/Poczta głosowa Kim Wexler. /Zostaw wiadomość.

/No i dobra, finito. /Mamy z bani tydzień z "South Pacific".

/Ależ nie ma sprawy. /Jutro zaczynamy podbój

dyskografii The Carpenters. Jestem otwarty na życzenia.

Wystarczy do mnie dryndnąć.

Spoko? No to pa. Zadzwoń.

Trochę taktu, pani Nguyen.

Co pan tu robisz? Już stracił tę pracę?

- Bardzo bym chciał. - Nie lubi swojej pracy?

Biedaczynka. Niektórzy pracują, by mieć na chleb.

Nikt nie daje nam darmowych samochodów.

- Co pan tutaj robi? - Zapłaciłem za to miejsce.

Wciąż jestem najemcą. I tyle pani wystarczy.

- Czuję kawę? - A co?

- Mogę prosić? - Stać pana na kawę.

Im szybciej dostanę kawę, tym szybciej się stąd zwinę.

A to skur...

Jeszcze nierozpakowana? Kevin i Paige już są.

Jasne.

Nie wiem, co powiedział ci Chuck, ale musisz wiedzieć,

że nie prosiłam go, by się za mną wstawił.

- Przepraszamy, że czekaliście. - Nie ma sprawy.

Miło was znowu widzieć.

Jak miło was widzieć.

- Siadajcie. - Dzięki.

- Kevin, jak wnuczek? - Poza wszelką kontrolą.

Owinął nas sobie wokół palca.

Czym mogę służyć?

Wie pan, po co tutaj jestem.

Chce znać odpowiedź.

Z całym szacunkiem, ale muszę odmówić.

- Jest pan pewien? - Tak.

Wysoki Sądzie, obrona prosi powodów

o przedstawienie własnej historii medycznej

lub podpisanego zezwolenia, byśmy mogli zapoznać się z nią sami.

Wysoki Sądzie, historia medyczna nie ma znaczenia dla sprawy.

Właśnie że ma, gdyż obawiamy się, że nie są

w odpowiednim stanie zdrowotnym, by składać pozew zbiorowy.

Przecież to jawna próba zastraszenia.

- Nic więcej. - Jak to?

Wielu naszych klientów w historii medycznej

ma informacje, które woli zachować w tajemnicy.

Obawiają się, jak każdy zresztą, że banda obcych

zacznie grzebać w ich aktach. Zmuszając ich do udostępnienia tych informacji,

obrona liczy na ich wycofanie się z tego pozwu.

Wysoki Sądzie, chodzi tylko o spełnienie wymogów.

Jeśli wymienieni powodowie cierpią na demencję czy inne deficyty umysłowe...

- To są niekompetentni? - Mówię tylko, że mamy prawo

sprawdzić ich kompetencje do złożenia pozwu zbiorowego.

Wysoki Sądzie, obrona najwyraźniej gra na dwa fronty.

Jeśli nasi klienci cierpią na demencję, kontrakty podpisane z Sandpiper

- nie były zawarte świadomie. - Nie to chcemy...

Obrona chce udowodnić, że są kompetentni do podpisania umów,

ale do pozwu już nie? Co to ma być?

Wielu rezydentów podpisało kontrakty lata temu, kiedy byli kompetentni.

To jednak mogło ulec zmianie. Mówimy o osobach w podeszłym wieku.

Albo Sandpiper żerował na osobach niekompetentnych

- i wyślizgał je z pieniędzy. - Pani Wexler.

Ja tylko bronię klientów przed nękaniem obrony.

Wysoki Sądzie, jak wynika z podania, to zwykła prośba,

normalna w tego typu sprawach. Żadne nękanie.

Pozwolenie na pogwałcenie prywatności jeszcze bardziej krzywdzi klientów.

Proszę o odrzucenie wniosku obrony.

Przychylam się do zatwierdzenia wniosku, ale jeszcze raz przejrzę streszczenia.

Jak najszybciej ogłoszę decyzję. Zamykam posiedzenie.

Spotkamy się w biurze.

Panno Wexler.

Chciałem pogratulować wystąpienia.

Dziękuję, choć jestem pewna, że przegrałam.

To oczywiste. Batalia była nie do wygrania.

Dlatego pani szef się tu nie pofatygował.

Pani jednak walczyła, za co szczerze podziwiam.

- Dziękuję. - Jakie plany na lunch?

Pewnie kupię coś z automatu.

Zaszalejmy.

- Miło pana widzieć. - Co u ciebie, Sean?

Podać coś do picia? Tradycyjnie Moscow Mule?

No jasne, a pani? Najlepszy Moscow Mule w mieście.

Świeży imbir, prawdziwy miedziany kubek.

To bardzo vintage, ale dzięki. Mrożoną herbatę poproszę.

- Na pewno? - Zatem będę jedynym degeneratem,

który pije w środku dnia. To też bardzo vintage.

Już się robi.

Ile to już lat jest pani w HHM? 10?

- Tak, w sierpniu minie. - Zaczynała pani w sortowni?

Tak, spędziłam tam sześć lat. Skąd pan to wie?

Popytałem tu i tam. To małe miasto.

Zasłużyła pani na awans.

Miałam dużo szczęścia. HHM zapewniło mi studia w czasie pracy.

Cieszy, że umieją wesprzeć talent.

A czesne spłaca pani w ramach pracy?

Z przyjemnością. To dosyć częsty układ.

Powiem szczerze, że obserwowanie pani na sali przywołało stare wspomnienia.

A szczególnie jedno.

Rok po studiach pracowałem w jednej z firm w Bostonie.

Wreszcie miałem pierwszą wielką sprawę.

Dyskryminacja w miejscu pracy. 10 lat przynosiła firmie zyski.

Dostaliśmy ten prezent, a ja mam zasiąść na ławie

obok jednego z partnerów na rozprawie wstępnej.

Pomyślałem tylko: "To jest to!

To zdefiniuje resztę mojej kariery".

Przesłuchanie się zbliżało. Kupiłem sobie nawet za drogi garniak.

Trzema kartami kredytowymi za niego płaciłem.

Pewnie do dziś go spłacam. Wstaję więc rano, wkładam garnitur,

przygotowuję się, po czym wchodzi strona przeciwna.

Było ich czterech. Starszy partner

i trzech wspólników. Procesowali się dłużej niż żyłem.

Pomyślałem, że będzie dobrze, bo dołączy do mnie szef.

Siedziałem sobie sam przy tamtym stole

i czekałem na szefa. Długo to trwało.

Rozpoczęli rozprawę, a ja pojąłem, że nikt z firmy nie przyjdzie.

Będę sam. Uznałem, że to ten moment.

Wstałem i procesowałem się, jakby moje życie od tego zależało.

Pociłem się, cytując treści ustaw.

Szło mi nieźle, tyle że byłem jak kapiszonowiec przy strzelbach.

Oczywiście przegrywam. To było nieuniknione.

Potem jednak dotarło do mnie, że mój szef nie miał zamiaru przychodzić.

Potem się z tego śmiali. Klepali po plecach mówiąc, że to był chrzest,

a ja śmiałem się razem z nimi,

ale nigdy się z tym nie pogodziłem.

Chcesz poczuć ich wsparcie.

Ostatecznie nie chodziło o to, żebym się sprawdził.

Mój szef był umówiony na golfika z kumplami.

Długo tam nie zabawiłem.

Mogę zapytać, po co to wszystko?

Od jakiegoś czasu mam panią na oku. Od akcji z Kettlemanem.

Wywalczyła mu pani świetny układ.

Zastanawiam się, dlaczego ktoś,

kto umie załatwić taki układ,

walczy w przegranej sprawie bez żadnego wsparcia?

- Nie narzekam na HHM. - I dobrze.

Jeśli jednak będzie pani rozważała zmianę miejsca zatrudnienia,

Schweikart & Cokely będą zachwyceni, mogąc wykorzystać pani talenty.

Na pewno będzie potrzebne spotkanie, by dogadać detale,

ale jesteśmy przekonani, że firma tylko na tym zyska.

Pochlebia mi to, ale byłby to konflikt interesów.

Oczywiście odsunęlibyśmy panią od sprawy Sandpiper.

No i nie interesują nas informacje o strategii HHM.

Jesteśmy dużą i zdywersyfikowaną kancelarią.

Proszę pomyśleć, ile może pani zdziałać z naszymi zasobami,

mogąc wreszcie rozwinąć skrzydła.

To...

- Wiele zawdzięczam HHM. - Spłata czesnego? Zajmiemy się tym.

Hojna oferta.

Proszę to przemyśleć i zadzwonić, a umówimy spotkanie

z resztą starszych partnerów.

I żeby było jasne... Mówię o szansie na partnerstwo.

Chryste, Sean, posłałeś po niego do Moskwy?

Najmocniej przepraszam, panie Schweikart. Mogę przyjąć zamówienie?

Leżeć!

- Jaka wiadomość? - Weź te 5000.

Trzeba dwóch gości, by mi to przekazać?

Mieliśmy cię wystraszyć, nic więcej.

Następnym razem bardziej się postarajcie. Wynocha.

Won!

Wejdź, Julie.

- Dokumenty Sandpiper. - Połóż je gdzieś.

Howard pyta, czy możesz rzucić na nie okiem.

Jest 13:15. Miałam iść na lunch.

Potrzebuje ich na 14:30.

Przyniosłam ulotkę. Mogę ci coś zamówić.

Księgowość zatwierdziła ten nowy bar sałatkowy.

Nie odpływaj za daleko.

Dziadku, rzuć piłkę.

Kiedy wrócimy do domu?

A co, nie podoba ci się tutaj?

- Może być. - Tylko tyle?

Masz tu basen, czego jeszcze chcieć?

- No chyba... - Chyba?

Chcesz wyjść z basenu?

- Nie, zostaję. - Zaraz tam po ciebie pójdę.

Nie możesz być w basenie, który tylko "może być".

Nie, jest super.

- Na pewno? - Tak.

- Kaylee, czas wyjść. - Jeszcze kilka minut.

Słuchaj dziadka. Wychodź, nim się cała pomarszczysz.

Tamten pan prosił przekazać, że stawia następnego drinka.

Proszę powiedzieć, kiedy mam go zrobić.

Już.

Nie wiedziałem, że to wypali.

Proszę nie mówić, że robi pan to pierwszy raz.

Czego pan oczekuje w zamian?

Niczego tak uroczego.

Tak w ogóle jestem Dale.

Giselle.

Sprawa numer 44. Co mamy?

Kontrakt Abigail Hildreth.

Abigail Hildreth.

- Jaka data? - 1 sierpnia, 1999.

1 sierpnia, 1999.

Mamy zeznania pani Hildreth?

Tak.

Słyszałaś kiedyś powiedzenie: "czekającemu czas się dłuży"?

- Tutaj. - Dziękuję. Widzisz?

Zapisane jako załącznik 12. Data zeznań: 15 września.

15 września. Września 15. dzień.

Dokładnie.

Dziękuję. Przechodzimy do numeru 45.

To moja babcia. Jest stara.

Zaraz wrócę.

/- Jak szybko możesz być w centrum? - W Santa Fe?

/- W Albuquerque. - Po co?

Jestem w barze w Forque. Mam ofiarę na haczyku.

Już jadę. Ile do ugrania?

- Viktor, tu jesteś. - Przepraszam za spóźnienie.

- Miałem kilka przystanków. - Nie szkodzi.

Mam nowego znajomego. Dale, to mój brat Viktor.

- Co słychać? - Miło cię poznać.

- Dzięki za dotrzymanie jej towarzystwa. - Sama przyjemność.

Potrzebujesz drinka. Załatwmy ci coś.

- Czym się zajmujesz? - Jestem inżynierem.

- Jak Casey Jones? Z czapką i w ogóle? - Nie, idioto. Prawdziwy inżynier.

- Dale buduje różne rzeczy. - Projektuję.

Głównie przelewy spływowe i przydomowe oczyszczalnie.

- Nie buduję ich. - Spoko.

Ale nosisz czapkę, nie? Nic cię nie powstrzyma.

- Mógłbym nosić. - Nie ma na to żadnych przepisów.

Zachowuj się. Skąd ten dobry humor?

Dobrze dziś poszło? Powiedz, że tak.

- Poszło dobrze. - Bardzo dobrze?

Lepiej niż... Tak.

- Ile takich już wychyliła? - Dopiero się rozkręcam.

Zapamiętaj te twarze. Wkrótce będą na okładce Fortune.

- Przestań. - Dale jest w porządku.

- Zanudzasz go. - Skądże.

Dziękuję.

Idę do kibelka. Mówcie o mnie same miłe rzeczy.

Jest wyjątkowa.

Giselle mówiła, że rozkręcacie interes.

- A co dokładnie mówiła? - Nic konkretnego.

Coś o jakiejś stronie, gdzie ludzie mogą się poznawać przez Internet?

Pewnie fajny z ciebie gość, ale nie powinna o tym mówić.

Sprawa już dograna.

Jeszcze jeden inwestor i będziemy musieli to ogłosić,

a ja...

Nie możemy sobie pozwolić na kolejną osobę na pokładzie.

- Bez urazy. - Spoko.

Bez obaw.

Ręce wysoko.

- Ma podsłuch? - Nie.

Żadnego podsłuchu,

- ale ma broń. - Broń mnie nie obchodzi.

Jutro udasz się do prokuratora

i wyjaśnisz mu, że broń mojego bratanka należała do ciebie.

Zapyta cię, dlaczego wcześniej nic nie mówiłeś?

Powiesz, że zapomniałeś, byłeś roztrzęsiony, wymyślisz coś.

Koło pędzla mi to lata. Ale to twoja broń.

- Porozmawiajmy o wynagrodzeniu. - Ten czas już minął.

- Pięć tysięcy przepadło. - Cena wynosi 50.

- Nie wystarczy ci, że żyjesz? - To za mało.

Myślisz, że możesz negocjować?

Powiem słowo i moi bratankowie udadzą się do pewnego motelu,

złożą wizytę twojej synowej i twojej małej wnuczce.

Jak myślisz, co będzie potem? Ostrożnie przemyśl obecną sytuację.

Albo dostanę pieniądze, albo żaden z nas stąd nie wyjdzie.

Jesteś gotów za to umrzeć?

A może mi bardziej przydadzą się te pieniądze?

A nie mówiłem? Jaja ze stali.

Jakim cudem tyle przeżyłeś z taką niewyparzoną gębą?

50 tysięcy.

I broń należy do ciebie.

- Przysłał cię? - Sam się zgłosiłem.

Tylko tak możemy bezpiecznie pogadać.

Prawie przegiąłeś pałę.

Ta nasza akcja...

Jeśli się dowie, obaj idziemy do piachu.

Wiesz o tym?

Jaka nasza akcja?

- Co to jest? - 25 tysięcy.

- Za co? - Mieliśmy umowę.

Nie dotrzymałem swojej części.

Twój problem powróci szybciej, niż zakładałeś.

/STACJA ARKTYCZNA ZEBRA I WSPÓLNICY /10 TYSIĘCY DOLARÓW

Spieniężysz go? Znam kogoś, kto może ci pomóc.

Wolę zachować jako pamiątkę.

Myślałem, że rano będziesz... Odrobinę szczęśliwsza.

- Ociupinkę? - I jestem.

Szczęśliwa na maksa. Bo dlaczego nie?

- Dostałam propozycję pracy. - Poważnie?

- Skąd? - Schweikart & Cokely.

- Serio? - Są gotowi spłacić moje studia.

To świetnie. Chcę tam być, kiedy powiesz Howardowi.

Proszę?

To skąd ten smutny wzrok szczeniaka? Nie chcesz tej pracy?

Oczywiście, że chcę. Bo kto by nie chciał?

Ogromna firma. Uwolnisz się od Howarda.

Dokładnie. Poza tym HHM wygląda na ślepy zaułek.

No właśnie. Więc w czym problem?

Ja...

Sama nie wiem.

Ciągle myślę o tobie w tym basenie.

Wiedziałeś, czego chcesz, a ja stanęłam ci na drodze.

O czym ty mówisz?

- Wziąłeś pracę w Davis & Main przeze mnie. - To była słuszna decyzja.

Stała wypłata - jest.

Mieszkanie większe od kartonu - jest.

Samochód w jednym kolorze - zaorane! Jestem szczęśliwy. Mam, co chciałem.

Ty u Schweikarta możesz mieć to samo. Czego tu nie kochać?

No właśnie.

Do słuchawki śpiewał: józek Na Mike'a zasadzał się: michnik

.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.