All language subtitles for rodrigo

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

/Jak tam zamiatanie, Jimmy?

Wybornie, tatku.

/- Co słychać? /- Witam.

/Czy mógłby mi pan pomóc?

/Właśnie przyjechałem do miasta. /Zazwyczaj jeżdżę pociągiem,

/ale spieszyłem się po lekarstwa /dla mojego syna Freddiego.

/Choruje na padaczkę. /Rano miał napad.

/Wytrącił żonie z ręki lekarstwo.

- To była duża butelka. - Straszne.

Przechodząc do sedna, przyjechałem tu z ostatnimi pieniędzmi po nowe lekarstwo,

- ale padł mi samochód. - Boże, to...

No właśnie. Jak się sypie, to po całości.

Próbowałem zapalić i nic.

Teraz boję się, że Freddie będzie miał kolejny napad, nim wrócę z lekarstwem.

Gdyby mógł mi pan pomóc, byłbym dozgonnie wdzięczny.

Mogę sprawdzić pański samochód. Może to tylko świeca zapłonowa.

- Mam nowe w magazynie. - Dzięki, jestem wdzięczny,

ale gdyby dał mi pan piątaka, mógłbym wrócić do domu taksówką.

- Pięć dolarów? - Jeśli pan może.

Jasne.

Podejdź tu, tato. No chodź.

Gość ściemnia. Jak ten menel tydzień temu.

Każdy kanciarz wie, że tu można łatwo zarobić.

- Kanciarz? Gdzie usłyszałeś takie słowo? - Jego historia to bajeczka.

Pewnie nawet nie ma syna. Oszukuje cię.

A jeśli się mylisz?

Wiecie co? Przepraszam za kłopot.

- Już sobie pójdę. - Nie.

- Tato. - Żaden kłopot.

Dziesięć dolarów dla pana.

- Jest pan bardzo hojny. - Pójdę do magazynu po świecę

i zaraz uruchomimy pański samochód. Jimmy, stań za kasą.

Ja zaraz wrócę.

- Ile za wagon Koolsów? - Cztery dolce.

Daj mi jeden.

Najpierw kasa.

Daj dwa wagony.

/Jeszcze momencik.

No już.

Na świecie żyją wilki i owce.

Wilki i owce. Zdecyduj, kim chcesz być.

Znalazłem...

Wyszedł?

Dopiero co?

Proszę pana!

.::GrupaHatak.pl::. facebook. com/GrupaHatak

Better Call Saul 2x07 /Inflatable

Tłumaczenie: michnik

Nie przerywaj sobie.

- Przepraszam. Gotowy? - Miejmy to za sobą.

Dziękujemy za spotkanie. Nie chcemy zabierać dużo czasu,

więc od razu przejdę do sedna.

Z żalem informuję, że po przeanalizowaniu faktów

pan Ehrmantraut chciałby zmienić odrobinkę swoje zeznanie.

- Odrobinkę? - Maleńką.

Uznał, że nie może upierać się, iż znaleziona broń należała do Tuco Salamanki.

- Do kogo zatem należała? - Któż to może wiedzieć?

Wie pani, ile broni jest w Albuquerque? Niemal tyle co grzechotników i piasku.

- Dużo. - To była pańska broń?

- Tego nie powiedział. - Możemy to usłyszeć od niego?

Broń nie należała do Salamanki. Tyle mogę powiedzieć.

Powiedział pan, że należała. Salamanca ją wyciągnął i wycelował w pana.

- Nie zrobił tego. - Skąd ta zmiana wersji?

- Jest porządnym obywatelem. - Na broni były tylko odciski Salamanki.

- Jakim cudem, skoro to nie jego broń? - Mój klient nie jest w stanie tego stwierdzić.

Nie jest technikiem.

Może upuścił ją przelatujący ptak,

a pan Salamanca ją złapał i próbował odrzucić.

- Możliwości jest cała masa. - Salamanca panu groził?

Chcemy go zamknąć na długo. Broń jest tu decydująca.

- Pozwoli pan się prześladować? - Zapomnijcie o broni.

Broń nie należała do Salamanki. Jeśli przedstawicie jakiś dowód,

pan Ehrmantraut będzie do waszej dyspozycji

i naprostuje fakty. Bezapelacyjnie i jednoznacznie.

Groził panu czy zapłacił?

Wystarczy. Wychodzimy.

Postępujesz słusznie. Ten Salamanca to maniak.

Też miałem z nim...

Spotkanie.

Nie chciałem tego wcześniej mówić ze względu na konflikt interesów,

ale to wariat.

Wywiózł mnie związanego na pustynię i przystawił pistolet do głowy.

Połamał dwóm gościom nogi na moich oczach.

Gdybym go nie uspokoił, pewnie by mnie...

Oszczędzę ci szczegółów, ale było blisko.

Takich rzeczy się nie zapomina.

I dlaczego mi o tym mówisz?

Nie zadręczaj się.

Jak to mówią. Jest odwaga i jest głupota.

Zrobiłbym to samo.

Dziś ja stawiam. Nie policzę ci tego.

Jedziesz następną.

I wystaw mi rachunek.

Niewdzięcznik.

/- Cześć, Jimmy. - Powiedziałaś już Howardowi?

/- Nie mogę teraz rozmawiać. - Nie powiedziałaś.

Nie i nie powiem, dopóki nie dostanę oferty na piśmie.

/- A kiedy się jej spodziewasz? - W przyszły czwartek?

- Po rozmowie ze wspólnikami. - To tylko formalność, nie?

/W zasadzie. Mam nadzieję.

/Co ci zaoferują? Konkretnie.

/Może nie będzie tak wystawnie /jak w Davis & Main,

/ale za dwa lata będę wspólnikiem. /W HHM za pięć lat albo nigdy.

- Całkiem nieźle. /- No i spłacą moje studia.

Ile to będzie? Kilka tysięcy?

Chciałabym. Płaciłam za studia, pracując w sortowni.

- Zostało jeszcze z 15 tysięcy. - Schweikartowi mocno na tobie zależy.

/- Dzwonisz w konkretnej sprawie? - Nie, tak tylko.

- Widzimy się później? /- Jeśli dobrze to rozegrasz. Pa.

Omar, gdzie jesteś?

Będziesz tak miły i napiszesz coś dla mnie?

Najdroższy Cliffordzie.

Nie, to zbyt wiele.

Drogi Cliffie. Co sądzisz?

- Clifford czy Cliff? - Ja nie... Zależy od listu.

W porządku, zdaję się na ciebie. Drogi ktokolwiek.

Serce mi ciąży... To brzmi, jakbym był chory.

Może: "Piszę to z ciężkim sercem".

Piszę to z ciężkim sercem, ale składam rezygnację w Davis & Main.

- To brzmi lepiej niż wypowiedzenie. - Rezygnację?

Tak jest.

Składam i tak dalej.

To były jedne z najbardziej satysfakcjonujących dni w mojej karierze...

Coś nie tak? Za bardzo?

Nie.

Nie wiedziałem, że jesteś tu aż tak nieszczęśliwy.

Nie jestem nieszczęśliwy. Bardziej niezbyt szczęśliwy.

- Nie miałem pojęcia. - To nie twoja wina.

Ty jesteś w dechę. Na czym stanęliśmy?

Ale tak ciężko pracowałeś, by się tu dostać.

Rezygnujesz z czegoś dużego. Same dodatki...

Mieszkanie jest... No i samochód.

- Pod wieloma względami wóz jest bez zarzutu. - No i ta premia.

Premia to zamknięta sprawa. Już dali mi czek, zatrzymam premię.

Nie, jeśli odejdziesz.

Jeśli nie przepracowałeś roku, musisz zwrócić pieniądze.

Tak, to chyba tutaj.

Omar, ta cała...

sprawa z rezygnacją... To nie było na serio.

Ani jedno słowo.

Jestem taki zestresowany.

Normalnie po same poślady.

Nie spodziewałem się, że ta praca będzie aż tak wymagająca.

- Nie powtarzaj nikomu moich słów. - Wiedziałem, że coś musi być nie tak.

I to tak na poważnie. Przecież lubisz to miejsce.

Jest w pytę. Nazwijmy to chwilową utratą rozsądku.

Przewińmy taśmę i zapomnijmy o wszystkim.

- Nie ma sprawy. - Już czuję się lepiej.

Czasami trzeba coś powiedzieć na głos, by usłyszeć, że to szaleństwo.

Dziękuję.

Cześć, Jimmy McGill.

To Al Newman ze Stowarzyszenia Pogrzebowego.

- Miło cię poznać. - Fajny krawat.

- Dzięki. - Zaczynajmy.

- Co ty robisz? - Cześć, Doug.

- Kupiłem sokowirówkę do biura. - Jest dość głośna.

- Wchodź, Brian. - Mamy klientów.

No pewnie. Już podaję.

Czasami się zacina. Trzeba mocniej popchnąć.

Kurna.

Ale się porobiło. Ubrudziłem cię?

- Teraz już tak. - Chryste.

Tylko w tył. Solo do tyłu.

Inaczej nie ciągnie. To la fizyka.

Don Clifford lubi czyste podłogi.

- Stary, jestem z Michigan. - Czyli nie zrozumiałeś ani słowa?

Dobranoc. Teraz ty. Do tyłu.

Przepraszam, mogę prosić o uwagę? Czy wszyscy mnie słyszą?

Nie sądziłem, że taka rozmowa będzie miała kiedykolwiek miejsce,

ale zwrócono mi uwagę na pewną sytuację w łazience.

Ktoś nie spłukuje wody. Raz to wypadek, dwa może też,

- ale trzy to już celowe działanie. - I nie mówimy o numerze jeden.

Dziękuję, Erin. Nie chcę nikogo zawstydzać,

nie chcę nawet znać winnego, ale...

- To byłem ja. - Mówiłem, że nie chcę wiedzieć.

Potrzebujemy wody.

Czytałem, że poziom wody w zalewie spadł o dwa cale w tym roku.

Przy każdym naciśnięciu spłuczki marnujemy pięć litrów wody.

Pięć litrów! Czy jest coś ważniejszego?

To toalety o niskim przepływie. Od teraz spłukuj.

Niski przepływ. Sprytnie.

Co to jest?

Co tam się dzieje?

Słychać to za drzwiami? Nie wiedziałem.

Co ty wyprawiasz?

Skorzystałem z twojej rady. Odreagowuję.

- Odreagowujesz? - Jak ty ze swoją gitarą.

Miałeś rację. To pomaga na stres.

Na razie nie brzmi to wybitnie, ale dopiero się uczę.

Najważniejsze, by powietrze nie uszło z worka.

Wystarczy. Przestań. Chcę cię widzieć w moim biurze.

Wygrałeś.

- Co takiego? - Zwalniam cię.

- Co? Jeśli chodzi o dudy... - Nie chodzi o dudy.

Oczywiście, że o dudy, o spłuczkę, o tę optyczną migrenę, którą nazywasz garniturem.

Chodzi o...

Chodzi o to, byś zachował premię, prawda?

Przestudiowałeś umowę, co? Widać, że chcesz stąd odejść.

Ale nie możesz rzucić pracy z zachowaniem premii.

Gdybym zwolnił cię z jakiegoś powodu, co powinienem zrobić po reklamie,

też nie byłoby premii. Ale jeśli zwolnię cię za bycie dupkiem,

- możesz sobie zaklaskać. - Jeśli sądzisz, że doszło do nadużycia...

Daruj sobie. Mógłbym z tobą walczyć, ale szkoda mojego czasu.

Wolę, byś stąd zniknął.

Przykro mi, że tak uważasz.

Spakuję się.

Ale najpierw bądź tak miły i choć raz nie traktuj mnie jak głupka.

Powiedz, w którym momencie źle cię potraktowałem?

Co zrobiłem, by zasłużyć na takie zachowanie?

Daliśmy ci szansę, zachęcaliśmy do rozwoju.

Dostałeś samochód, mieszkanie, nawet biurko z kokobolo.

Widzisz tu takie biurko? Nawet nie dałeś temu szansy.

Dlaczego?

Chciałem, by się udało. Naprawdę.

- Ja tu nie pasuję. - Skoro to wiedziałeś, po co wziąłeś tę pracę?

Przepraszam.

- Ile kosztowało to biurko? - Siedem tysięcy.

Wypiszę ci czek.

A co to zmieni? Bierz biurko i wynoś się.

Jeśli to coś warte, porządny z ciebie facet.

Jeśli to coś warte, z ciebie jest dupek.

/Drogi panie Hamlin, z żalem informuję, /że ze skutkiem natychmiastowym...

/Informuję...

Otwarte.

- Możemy chwilę pogadać? - Howard wie, że tu jesteś?

Skąd. Zakradłem się.

- Jasne, ale szybko. - A możemy pogadać w sali konferencyjnej?

- Dlaczego? - Tak będzie stosownie.

Do 16 nikt z niej nie korzysta. Sprawdziłem.

Proszę, góra 10 minut.

Pani przodem.

Usiądź.

Co się dzieje? Mów.

Schweikart & Cokely spłacą twój dług i za dwa lata zrobią cię wspólnikiem, tak?

Na to wygląda.

Taka jest umowa. Dlaczego pytasz?

- Rozważysz lepszą ofertę? - Od kogo? HHM?

Ode mnie.

Zrobię cię wspólnikiem już jutro. A to niech posłuży za dowód.

Wexler McGill. Wspólnicy.

Ty i ja razem.

Ja również mogę spłacić twój dług. Z moją premią będziesz miała czyste konto.

Żadnych ograniczeń.

Jesteśmy dobraną parą. Dobrze o tym wiesz.

Co nas powstrzymuje? Wejdźmy w to na całego.

Będziemy sobie szefem. Stworzymy własną przyszłość.

Sami sobie szefem?

- A klienci? - Dopiero zdobyłaś Mesa Verde.

- Ciężko będzie ich stąd zabrać. - Pojawi się kolejne Mesa Verde.

To była wyłącznie twoja zasługa. Zrobiłaś to raz, zrobisz ponownie.

- Mówisz, jakby to było takie łatwe. - Nie.

Rozmawiasz z gościem, który mieszka na zapleczu salonu.

To będzie kosztować sporo krwi, potu i łez, przynajmniej na początku.

Ale ostatecznie będziemy mieć własną kancelarię.

Jeśli nam się nie uda, skończymy z niczym.

- Masz rację, to ruletka. - I to spora.

Ale stawiasz na siebie. I los ci sprzyja, jesteś niesamowitą prawniczką.

Masz szansę, by pokazać to światu.

Więc dlaczego mam nie iść do Schweikarta?

Zrobią mnie wspólniczką, a to solidna, szanowana firma.

- Nie zaprzeczysz. - Zasługujesz na coś więcej.

Schweikart to Howard Hamlin pod innym nazwiskiem.

Mówisz tylko o mnie. A co z tobą i Davis & Main?

To już skończone. Odszedłem stamtąd.

W sumie to mnie wylali.

- Co się stało? - To było obustronne,

zanosiło się od dawna. Ta praca nigdy nie była dla mnie.

Za to ta jest.

Jeśli mamy być wspólnikami, muszę wiedzieć jedno.

Jakim będziesz prawnikiem?

Nie chodzi mi o rodzaj prawa.

Będziesz grał uczciwie? Czy będziesz... kolorowy?

Będę grał uczciwie. Zgodnie z zasadami.

Ani razu nie wykroczę za linię...

To nie będzie miało sensu, jeśli nie mogę być sobą.

Kiedy próbuję coś robić według czyichś zasad,

kończy się tragicznie. Właśnie tak było w Davis & Main.

Zobacz, jak się skończyło. Prawie zakończyłem twoją karierę.

Wszystkich wkurzyłem.

Od dawna próbowałem być osobą, którą chcą widzieć inni.

Najpierw Chuck, potem ty. To nie twoja wina.

To był mój wybór. Ale jeśli mamy to zrobić,

muszę w to wejść jako ja.

Tak. Będę kolorowy. Co ty na to?

Nie wiem, dlaczego tak ci zależy, byśmy razem pracowali.

Przecież my już... Dlaczego mnie potrzebujesz?

Nie potrzebuję. Ja cię chcę.

I jestem przy tobie.

Ale nie jako wspólnik w firmie.

Muszę wracać do pracy.

- Dasz sobie radę? - Tak.

Nic mi nie będzie. Idź.

- Widzimy się później? - Jasne.

Można się wprowadzać. Odnowili wszystko trzy lata temu.

Nowe podłogi i kuchnia.

Jest też odpowiednia przestrzeń.

- Chyba nie jest za duży? - Nie. Ani trochę.

I spójrz na to podwórko. Zostawiają ten domek.

Czy to nie wspaniale? Kaylee oszaleje.

- Nigdy jej stamtąd nie wyciągniesz. - No właśnie.

Jest też dobra szkoła, a okolica jest rewelacyjna.

Dzwoniłam na tutejszy posterunek z pytaniem o statystyki przestępstw.

Jedne z najniższych w mieście. I wyczułam pozytywne wibracje od policjanta.

- Można na nich polegać. - Brzmi idealnie.

- Podoba ci się? - Jeśli jesteś zadowolona, ja też.

- Tobie się podoba? - Tak.

- Ale... - Co?

To dużo pieniędzy. Wiem, że się powtarzam.

O to się nie martw. Damy sobie radę.

Poważnie mówię. Nawet się nie zastanawiaj.

Jeśli chcesz, jest twój.

- I jaka decyzja? - Idealny.

- Zróbmy to. - Fantastycznie.

Ma pani godzinkę? Pojedziemy do biura i wypełnimy papiery.

Może być. Spotkamy się na miejscu.

Do zobaczenia.

- Czuję, że w końcu mogę oddychać. - Cieszę się.

- Pojedziemy razem? - Pojadę za tobą.

Samochód już cały. Nie ma nawet zadrapania.

Mój gość zna się na rzeczy.

Dziękuję. Za wszystko.

Jedź. Widzimy się na miejscu.

Tutaj.

- Prawie cię zgubiłem na światłach. - Żaden problem.

Uwaga na akwarium.

W lewo. Moje lewo.

I co sądzisz?

- Co mam z nim zrobić? - Wywal na poboczu.

Tam je znalazłem.

- Nie. - To i tak za mało.

To może drinka? Ja bym się napił.

- Stawiam. - Nie trzeba. Czeka mnie podróż.

- To może wodę z ogórków? - Dzięki. Muszę wracać do dzieci.

A co ty będziesz teraz robić?

Zaczynam od zera.

Dzięki, Omar. Jedź bezpiecznie.

Witam, dodzwoniłeś się do kancelarii Jamesa M. McGilla.

Zostaw...

Cześć, tu kancelaria Jimmy'ego McGilla. Zostaw wiadomość, a oddzwonię.

Dzięki.

Orzeczenia doraźne? Miałam takich sześć.

Jedno z ostatnich było nieco skomplikowane.

Spór był wynikiem nieprzyjemnego rozwodu. Moja klientka pozywała byłą firmę,

którą ona i jej były mąż podzielili podczas ugody.

Tygodniami się z tym męczyłam.

- Kto przewodził sprawie? - Sędzia Pittman.

- To dopiero utrapienie. - Potrafi być nieustępliwy.

Ale orzekł na moją korzyść.

Wystarczy gadania o prawie. Wiemy, że jesteś dobra i znasz się na rzeczy.

Powiedz nam o Kim Wexler.

- Zaczynałaś w sortowni, tak? - Tak, to było 10 lat temu.

Sama wspięłaś się na szczyt. To mi się podoba.

Ukończyłaś prawo na UNM. Jesteś z Nowego Meksyku?

Nie.

Pochodzę z małej mieściny na środkowym zachodzie.

Na granicy Kansas i Nebraski. Nie słyszeliście o niej.

Co cię tu sprowadziło?

Chyba...

Pewnego dnia spojrzałam na swoje życie i uznałam, że jeśli będę podążać w tym kierunku...

To znaczy?

W najlepszym wypadku czekał mnie ślub z właścicielem stacji benzynowej.

- Może praca na kasie w Hinky Dinky. - Gdzie?

Hinky Dinky.

To lokalny supermarket.

- Chciałam czegoś innego. - Czego?

Czegoś więcej.

- Dzięki, że wpadłaś. - Miło było poznać osobiście.

Omówimy to, ale mogę śmiało założyć, że do jutra się do ciebie odezwiemy.

To... fantastycznie. Nie mogę się doczekać.

Lubiliśmy cię, zanim przyszłaś. Teraz lubimy cię bardziej.

Dziękuję za poświęcony czas.

Porozmawiamy wkrótce. Miło było poznać.

- Też było mi miło. - Howard.

- W sumie to Rich. - Boże, przepraszam.

Miło być pomylonym z Howardem. Przystojniak z niego.

Nie przejmuj się.

Odprowadzę cię.

- Przyszłam do Jimmy'ego. - Ma spotkanie.

- Spotkanie? - Usiądź.

Nigdy więcej nie chcę słyszeć słowa "zezwolenie".

To twój pogrzeb.

- Co ty tu robisz? - Byłam w okolicy.

Świetnie.

- I tym razem chcę wózek. - Jaki?

- Western? Hustler? Peewee? - Wyrażaj się przy damie.

Skąd mam wiedzieć? To wy jesteście nerdy.

Niech będzie tanio. Zmiatajcie stąd.

- Masz swój stary samochód? - Dawcy nerek go nie chcieli.

Przepraszam.

- W końcu masz biurko z kokobolo. - Nie inaczej.

- To dobrze wróży na przyszłość. - Czyli na co?

To. Solowa praktyka. Wyjście na swoje.

- Jak poszło ze Schweikartem? - Wyśmienicie.

- Jutro powinnam mieć ofertę. - Fantastycznie.

- Cieszę się. - Dzięki.

Powinniśmy to uczcić. Whataburger na mój koszt.

- Nie przyjmę tej pracy. - Dlaczego?

Miałeś rację. Pora wyjść na swoje.

Solowa praktyka.

To kiepski pomysł?

- Nie mów, że zmieniłeś zdanie. - Nie...

Jestem zaskoczony.

Sam mówiłem, że jesteś dla nich za dobra.

To będzie... Cholera.

- Bomba. - No i fajnie.

W takim razie mam dla ciebie propozycję.

Nie Wexler McGill, ale...

Wexler i McGill.

Znajdziemy biuro, podzielimy się kosztami najmu, rachunkami i resztą,

ale ja jestem Kim Wexler, adwokat, a ty jesteś Jimmy McGill, adwokat.

Dwie osobne praktyki.

- Oddzielne firmy pod jednym dachem? - Możemy jeździć jedną taksówką.

Ty robisz rzeczy po swojemu, a ja po mojemu.

Będziemy mieli swobodę, ale idziemy przez to razem.

Nie jako wspólnicy, a jako dwójka prawników razem.

Co sądzisz?

Nie wiem, co powiedzieć.

Zgódź się.

Biurko z kokobolo taszczył: michnik

.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.