Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Naprzód.
W lewo.
Proszę iść na tył ciężarówki.
Masz.
.:: GrupaHatak.pl ::.
Better Call Saul 2x08 /FIFI
Tłumaczyli: józek & michnik
Miałem cię zabrać do szlachetniejszego przybytku.
Sprawa wymaga stosownej oprawy, więc ten raz się nie liczy.
Idealnie.
Poza tym musimy liczyć się z każdym groszem.
Jak zaczniemy zarabiać regularnie, będziemy jeździć do Geronimo co wieczór.
- Do tego czasu... - Tak zróbmy.
Oto plan.
Napisz rezygnację.
- Najlepiej dziś. - Dziś?
Najpierw dokończ hot doga, ale...
Złóż ją w biurze Howarda jeszcze dziś.
Jest u niego, czyli to oficjalne. A jutro rano,
kiedy będzie się pocił na korcie,
dzwonisz do Mesa Verde i innych, i ściągasz do nas.
- Zrobisz to przed nim. - Nie.
Musisz zadziałać teraz. Zrobisz to "po grzecznemu",
poczekasz, by powiedzieć mu to prosto w twarz,
zapuści swoje parszywe macki wokół Mesa Verde,
nim wydusisz z siebie "Odchodzę".
Jimmy, doceniam twoją radę, ale plan był taki,
że każde z nas trzyma się własnych metod.
Muszę znaleźć sposób, by zrobić to po swojemu.
Kim, byle szybko, co? Jestem zawalony pracą.
Jasne, dzięki za spotkanie. To nie potrwa dłużej.
Super, w czym rzecz?
Howard, możemy omówić to w gabinecie?
Proszę?
- Jeszcze raz dzięki. - Dobra, nie owijaj w bawełnę.
Dobrze wiem, po co tutaj jesteś.
Przechodzisz do Schweikart & Cokely.
- Słucham? - Obiło mi się o uszy.
Nie przechodzę do innej kancelarii. Otwieram własną.
Pomyślałam, że spróbuję swoich sił.
Zrozumiałam, że na tym mi zależało.
Decydujesz się odejść w chwilę po wyrzuceniu Jimmy'ego z Davis & Main?
To nie może być przypadek.
Bo nie jest. Podzielimy się wydatkami.
Jedno biuro, ale dwie kancelarie.
Dosyć mądrze.
Howardzie...
Chcę, żebyś wiedział, że dobrze mi tu było.
Jestem wdzięczna za wszystko, co zrobiłeś dla mnie ty i firma,
a szczególnie za sfinansowanie mojej nauki,
i jestem gotowa zwrócić koszta. Niech księgowość poda sumę.
Nie ma potrzeby. To prezent od firmy.
Nie wiem, co mam powiedzieć.
- Dziękuję. - Zasłużyłaś.
- Trochę ci nawet zazdroszczę. - Serio? Czego?
Świeżego startu.
Dawno temu, zaraz po studiach,
- sam chciałem założyć kancelarię. - Serio?
Byłem gotów podbić świat.
Ojciec mnie od tego odwiódł.
Chciał, żebym tu pracował, dorzucił kolejne "H" do logo.
Chyba skończyło się tak, jak powinno.
Kim, chcę tylko, byś wiedziała, że zawsze naciskałem,
bo wiedziałem, że mogę oczekiwać od ciebie więcej.
Powodzenia.
Dziękuję.
/Łącz mnie z Kevinem Wachtellem /z Mesa Verde.
/- I odwołaj wszystko, co zaplanowałem na rano. - Już.
Przepraszam. Przepraszam.
/Cześć, Paige. Tu Kim. /Hej.
Sprawdzam, czy lunch w poniedziałek nadal aktualny.
Kevin też? Super.
Zanim się spotkamy, muszę ci sprzedać newsa.
Nie jestem bezpieczną opcją.
Najbezpieczniejszą jest HHM.
Ale wierzę, że jestem... właściwym wyborem.
Bo?
Ten garnitur kupiłeś w sklepie?
Tylko nie mów, że tak wygląda.
Inaczej po co bym pytała?
No to po co ci ręcznie szyte garnitury?
Bo pasują tylko na ciebie.
Bo każdy szew powstał z myślą o tobie.
Albo ty wchodzisz w marynarkę...
albo ona dopasowuje się do ciebie.
A gdybym chciał cały magazyn garniturów?
To sporo szycia. Jeden krawiec nie da rady.
Dobrze znam potrzeby twego banku.
Gdy Mesa Verde zostanie moim klientem, poświęcę jej całą uwagę.
Gdybym nie była w stanie, nie zawracałabym sobie głowy.
Nie traciłabym waszego czasu,
ani swojego.
/Kim, tu jesteśmy.
W samą porę. Właśnie zwiedzałem.
- Steve jest agentem. - Miło poznać.
Wszystko gra?
- I co ty na to? - To chyba gabinet dentysty.
Dwa gabinety dla dwóch dentystów.
Ten sam rozmiar, ale z lustrzanym rozkładem.
Drugi jest zaraz obok. Mają jeden korytarz.
Wspólna recepcja, egalitarnie jak cholera.
No i wydajnie.
A także...
Dźwiękoszczelne ściany, nie słychać krzyku bólu.
Do tego lokacja. Kurteczka.
Idealne miejsce.
Kim?
Tak, super. Dźwiękoszczelne.
- Steve, możemy chwilę...? - A, jasne.
Wyjdę i podzwonię. Nie spieszcie się.
Kiepski lunch? Mesa Verde odmówiło?
Odbieram sprzeczne sygnały. Czy to dobre...
Jimmy, mam ich.
- Masz Mesa Verde? - Tak!
Nie mam tego na piśmie, ale lunch poszedł zajebiście.
Przyznam, że przez moment byłam trochę niepewna,
ale Paige naprawdę mnie wsparła.
A jak te drzwi się uchylą...
Piona. Fantastycznie.
Miałam odpowiedź na każde pytanie, każdą wątpliwość,
a przy tym nie objechałam HHM.
Za to pokazałam im entuzjazm,
a do tego osobiste oddanie, a to musi coś znaczyć.
- No kurde! - Dokładnie, no bo po co poszli do HHM?
Dla mnie. Więc wyszliśmy z restauracji,
a kiedy Kevin nie patrzył, Paige pokazała mi kciuka.
I to nie jednego. Dwa!
- Dwa? - No. Bum, bum. O tak.
- Wiedziałem, że dasz radę. - To było...
Boże, idealnie.
Co?
Uwielbiam cię taką.
Zatrzymamy te krzesła?
Czyli gabinet się podoba?
- Zróbmy to. - No jasne!
Do dzieła.
Ernesto, drzwi są otwarte...
Jak zawsze.
- Ernesto? - To ja, Chuck.
- Cześć, Howard. Ernesto jest z tobą? - Nie, jestem sam.
Spodziewałem się dokumentów godzinę temu.
- Wiesz, że trzeba je złożyć. - Wiem, Chuck.
Bardzo możliwe...
że stracimy Mesa Verde.
Stracimy? Dopiero ich pozyskaliśmy.
- Dlaczego chcą odejść? - Odchodzą do Kim Wexler.
- Odeszła z firmy. - Kim odeszła?
Howard.
Dokąd odeszła?
To sprawka Richa Schweikarta? A może Reeves & Green?
Żadna z kancelarii. Zakłada własną.
Co? To całkowicie...
Jak to zakłada własną?
- Dlaczego? - Powód to jedno.
Łączy siły z Jimmym.
Kim i mój brat założą kancelarię?
To Svengali. Istny Svengali.
Wróćmy do Mesa Verde.
Spróbuję po raz ostatni.
- Chuck? Mesa Verde. - Słucham.
Udało mi się umówić z Kevinem Wachtellem. Przyjdzie w popołudniu.
To jednak nie moja bajka.
Jeśli masz jakieś argumenty, podrzuć mi je teraz,
bo za godzinę muszę wracać.
Chuck? Naprawdę musisz mi pomóc.
Chuck?
- Wszystko gra? - Jadę na to spotkanie.
- Chuck, to kiepski pomysł. - Dam radę.
- Siła woli. Jest ze mną coraz lepiej. - Wiem to, ale...
- komunikat, który chcemy wysłać. - Dokładnie wiem.
Że jesteśmy profesjonalistami, a nie wariatami!
Idę na spotkanie i nie wyłączamy prądu.
Wszyscy mają mieć telefony. Wszystko zostaje, z braku innego słowa, normalnie.
Dam radę.
Są.
Witajcie, przepraszam za spóźnienie.
- Spokojnie, dopiero usiedliśmy. - Kevin Wachtell, Paige Novick,
- Charles McGill. - Chuck.
- Miło mi. Kevin. Paige. - Miło poznać.
Dziękuję za przybycie i spokojnie,
nie będę wychwalał HHM.
Zakładam, że wycierpieliście wiele
podczas natarcia Howarda.
Przecież to był entuzjazm. Poczęstowałem ich ciastkami.
- Były dobre, o ile pamiętam. - Chcę was uspokoić.
Kim Wexler jest dobrym wyborem dla Mesa Verde.
Oczywistym nawet. Młoda i błyskotliwa.
Bądźmy szczerzy, przyszłościowa. My, pierniki, jesteśmy przeszłością.
Smutna myśl.
Smutna, ale prawdziwa.
Prawo bankowe powinno być ekscytujące.
Nowe pokolenie musi dać mu kopa w zad.
Wyrwać je z letargu. Powiem wam, jaki ze mnie nudziarz.
Czytam FEC i raporty finansowe dla rozrywki.
- Fakt, potwierdzam. - Staram się być na bieżąco.
Zasady stale się zmieniają.
Po aferze z Enron i WorldCom, rząd jest czujny.
Dziś kary za najmniejszy błąd mogą być drastyczne.
Potrzeba wam do tego bystrego oka.
Kiedy specjalizujesz się w tym od dziesięcioleci,
masz tendencję do...
- Rutyny. - Tak jest.
Zapominasz o takich rzeczach jak na przykład
reinwestycja na cele społeczne. Każdy bank pokroju Mesa Verde,
chcąc otworzyć nowy oddział, musi pokazać zdrowe portfolio CRA.
Ale to jasne.
Na pewno macie to zabezpieczone.
Ustawa Riegla-Neala o bankowości i filiach...
Kolejna nudna rzecz, co?
Jak tego nie dopilnujecie, lata spędzicie w sądzie.
Jeśli miałoby to was spotkać bez nas,
jak już odejdziecie, a pewnie nie,
Howard ma wtyki u federalnych, które pomogą się z tym uporać.
- Jedna albo dwa. - I interpretacje SEC paragrafu 302 Sarbox.
Właściwe poruszanie się po tym terenie
może pomóc oszczędzić setki tysięcy dolarów.
Oni to wiedzą, Howardzie. Wybaczcie.
Gdy osiągamy złoty wiek, zaczynamy się rozwodzić
nad szczegółami.
Zmierzam do tego, że wasz bank jest we właściwych rękach.
Doskonale was rozumiem.
Muszę jednak powiedzieć, że całkowicie ufam pani Wexler.
Powinien pan. Pracowała u nas.
Uczyła się od nas. Lepszej od Kim Wexler pan nie znajdzie.
Ale bez względu na to, jak ktoś jest utalentowany,
potrzeby Mesa Verde są zbyt duże, by powierzać je jednej osobie.
Ja w pojedynkę nie zająłbym się waszą ekspansją.
Dlatego powinniście jeszcze raz poważnie rozważyć
zatrudnienie profesjonalistów.
- Miło było. - O każdej porze.
- Jesteśmy dla was dzień i noc. - Miło było poznać, Paige.
- Wzajemnie. - Do zgadania.
Chuck, to...
To było niesamowite. Byłeś fantastyczny.
- Zabierz mnie do domu. - Ernie! Trzymaj się.
Dziękujemy za ugoszczenie majora.
Żartuje pan? To zaszczyt. Dla bohatera wojennego można nagiąć zasady.
Jesteśmy wdzięczni. Wnuki majora Talbotta zostaną tu tylko dzień,
więc fajnie, że spędzą z nim trochę czasu.
Będziecie zadowoleni. Podjarani?
- Bardzo. - Pańscy synowie?
Nie, jestem adwokatem rodziny. Pomagam, kiedy mogę.
Zawsze chętnie pomogę.
Oto i on. Panowie, poznajcie FIFI,
ostatni latający egzemplarz B-29.
Stacjonuje w Teksasie, ale wpadł z wizytą,
żeby podbudować morale. Załoga je lunch.
Szkoda, bo pokazałbym wam środek.
Piękna, nie, Krówka? Podobną latałeś.
- Krówka? - Major Theodore "Krówka" Talbott.
Mama przysyłała mu je w czasie wojny,
i dzielił się z kolegami. To ta historia.
- Tak. - Przywołała wspomnienia.
- Mówi, że zbyt wiele. - Powiem, majorze Talbott...
to przywilej. Dziękuję za służbę.
Mówi, że nie ma sprawy.
Zazdroszczę wam tych opowieści.
- Pamiętacie jakieś? - Same o bombardowaniu.
- Z wojny. - Latał nad Himalajami czy z Indii?
Wszystko gra? Może wody.
Tak jest! Psia mać, zapomniałem wody.
- Skoczę po wodę - Może pan?
Krówko, kapitan skoczy po wodę. Super.
- Bez pośpiechu, nic mu nie będzie. - Będę migiem.
W górę. A ty miałeś nic nie mówić.
Stań z przodu. Gdzie chcesz.
Skąd go wytrzasnąłeś? Nie było prawdziwych bohaterów?
Bo tacy rosną na drzewach. Gość wisi mi przysługę.
- Broniłem go, gdy był bez kasy. - Ale przed czym?
A co, chcesz być kiedyś prawnikiem? Ustaw...
Masturbacja w miejscu publicznym. Pierdolenie.
Trochę ciszej.
Nie masz prawa głosu. Dobra, szybko.
Ruchy. Łapy na biodra.
Masz wyglądać władczo i dumnie.
- Widzisz bombowiec? To cel. - Widzę, do cholery.
Nie można go ująć na tle flagi? Po co tu przyjeżdżać?
Wartość dodana. Szołmeństwo. Kręcisz?
- Kręcę. - No to jedziesz.
I akcja.
Jesteś częścią wspaniałego pokolenia.
Walczyłeś z nazistami.
- Z Japończykami. - Co?
Z Japończykami.
Ta maszyna walczyła nad Pacyfikiem, gdzie mieszkają Japończycy.
A może zamkniesz japę i nauczysz się słuchać wskazówek?
- Japończycy. - Niech będzie.
Walczyłeś ze wszystkimi państwami Osi.
Kompania braci walczyła ramię w ramię i ocaliliście świat.
Jesteś heroiczny. Nie tak.
Trochę szerzej. Bomba.
Patriotyzm masz we krwi! Spójrz w górę!
Wyobraź sobie orła! Kurna.
- Co? - Kręć dalej.
- Szeroko, ciasno, jakieś dobre kąty. - Od początku.
Od nowa. Krówka, patrz tutaj.
- Co tam, Ernie? /- Jestem u twojego brata. Źle z nim.
- Jak źle? - Źle. Trzęsie się.
Nie widziałem go takiego. Zabrania mi wezwać lekarza.
Niech zgadnę. Bywał w biurze.
/Ostatnio coraz częściej. /Miał dziś ważne spotkanie.
Oto, co zrobisz. Owiń go folią.
/- Już jest owinięty. - Owiń go drugą.
Zaparz herbaty albo podgrzej bulion.
/- Na małym ogniu. Nie zagotuj go. - I tyle? Żadnego lekarza?
Dokładnie. Musi to przecierpieć. Nic mu nie będzie.
Muszę lecieć.
Rabarbar. Idioci, to sygnał.
Na wózek z nim. Gdzie rurka? Wkładaj do nosa.
No już.
Nie ma problemu.
Możemy sobie zrobić zdjęcie? To by wiele dla nas znaczyło.
Jasne, uwielbia zdjęcia. Dajcie aparat.
- Woda dla pana. - Dziękuję bardzo.
Dziękuję. Podjedźmy bliżej.
- Zawrócimy. - Wszyscy ustawieni?
Uśmiech.
Gotowa? Podpisujemy.
Co?
Straciłam Mesa Verde.
- Co? - Miałam go.
- Tak mi się wydawało. - I co się stało?
Zostają z HHM.
Paige powiedziała, że byli tam dziś popołudniu z uprzejmości.
A przynajmniej tak sądziła. I przekabacili Kevina.
- Howard? - Nie.
Chuck.
Muszę zapytać.
Wciąż się na to piszesz?
Na biuro?
Na to wszystko.
Może musimy...
zwolnić i poważnie...
- to przemyśleć. - Chwila. Nic się nie zmieniło.
Nic się nie zmieniło? Podpisujemy kosztowną umowę najmu,
a chwilę wcześniej oknem uleciał wielgachny czek.
Dlatego jesteśmy zespołem.
Kiedy coś takiego się dzieje, ty pomagasz mi, a ja tobie.
Będą inne Mesa Verde.
Wciąż tego chcesz?
Zrobiłem, jak mówiłeś,
- ale wcale mu się nie polepsza. - Spisałeś się.
- Dzięki. - Jedź do domu i się prześpij.
- Ja się nim zajmę. - Powiedział, żebym został.
Nie trzeba. Ja tu jestem.
A kiedy zobaczysz Howarda,
powiedz, że chcesz dużą podwyżkę.
Chuck? Jak się czujesz?
Co słychać? Potrzebuję nóż do papieru, drewnianą linijkę,
ryzę papieru Hammermill Premium i klej biurowy.
- I wskaż mi najlepszą kopiarkę. - Najlepszą?
No już. Raz dwa.
Powstał. Dzień dobry.
Już dzień?
Gdzie Ernesto? Miał ze mną zostać.
Nie złość się. Spędził prawie cały dzień,
patrząc, jak gnijesz na kanapie.
Wygoniłem go do domu.
Jesteś głodny? Masz ochotę na coś innego niż krakersy?
Nie trzeba.
Coś sobie przygotuję, kiedy żołądek mi się uspokoi.
Szkodzisz sobie, spędzając tyle czasu poza domem.
Musiałeś to zrobić, co?
Nie mogłeś zostawić Kim Mesa Verde. Musiałeś jej to zabrać.
Niczego nie zabrałem. Zatrzymaliśmy klienta.
Nigdy nie słyszeliście o Mesa Verde,
dopóki Kim nie podała ich wam na aksamitnej poduszce.
Muszę się wykąpać. I mam masę pracy.
Jeśli liczysz na kłótnię, nie mam teraz siły.
Dzięki, że zostałeś.
Wiem, że się nie zgadzamy, ale gdyby sytuacja była odwrotna,
też zrobiłbym to dla ciebie.
Świetnie ci idzie. Robiłaś to już kiedyś?
Nie,
- ale uczyliśmy się w szkole o ułamkach. - Tak? Jakich ułamkach?
1/2 cala, 1/4 cala, 1/8 cala, 1/16 cala.
Jesteś mądrzejsza niż ja w twoim wieku.
Może mam lepszych nauczycieli.
- Możliwe. - Mogę teraz wiercić?
Obiecałeś.
Rzeczywiście.
Wskakuj.
Musisz je założyć, jeśli masz operować takim sprzętem.
Dlaczego ty ich nie zakładasz?
Bo dziadek jest dorosły, a dorośli bywają głupi.
Zakładaj.
Przytrzymam to, bo jest ciężka.
Naciśniesz spust, kiedy ci powiem.
Chwyć dobrze. Trzymasz?
- Gotowa. - Przytrzymaj i naciśnij.
- Dobra robota. - Mogę jeszcze raz?
- Uszykuj wszystko. /- Halo?
Jesteśmy z tyłu.
Co to?
Robimy specjalnego węża.
Nie da się ukryć.
Zrobiłam znaki co 3/4 cala, dziadek podłożył pod spód drewno,
żeby nie zniszczyć stołu. Teraz wiercimy na wszystkich X.
Muszę nawadniać różaneczniki z tyłu.
Dziadek będzie musiał sam skończyć, bo na nas już pora.
- Ale nie skończyliśmy. - Sam dokończę.
Ale byłaś pomocna, młoda damo.
Przytul mnie.
Kocham cię.
- Ja ciebie też. - Dzięki. Piątek aktualny?
Jasne. Do tego czasu wymyślę kolejny projekt.
Ksero obsługiwał: józek Krówkę po lotnisku woził: michnik
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.