Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
.:: GrupaHatak.pl ::. Facebook.com/GrupaHatak
Better Call Saul 2x04 /Gloves Off
Tłumaczenie: józek i michnik
/Oszczędzaliśmy z mężem /od wielu lat.
/Chcieliśmy mieć oszczędności, /by na starość nie być ciężarem dla rodziny.
/Po śmierci Ronalda wyprowadziłam się /do domu spokojnej starości.
/To miłe miejsce. /Obiecali zapewnić mi wszystko,
/ale nagle okazało się, /że nie mam już pieniędzy.
/Jak do tego doszło? /Gdzie one zniknęły?
/Jeśli jesteś mieszkańcem /placówki Sandpiper Crossing lub innych...
To twój głos?
To dla oszczędności. Pełne koszta...
- A weź. /- ...konsultacje w Davis & Main.
/pod numerem 505-242-7700. /Dzwoń pod numer 505-242-7700.
Produkcja kosztowała 647 dolarów.
Jedna emisja to 700, więc jak za darmo.
Wydaje ci się, że tu chodzi o pieniądze?
Udzielam wam wyczerpujących informacji.
Ta reklama była eksperymentem.
- I mimo wszystko sukcesem. - Ględzisz o tym eksperymencie,
- jakbyś był jednym z braci Wright. - Kiedy chciałeś nam o nim powiedzieć?
Dzisiaj. Dziś rano. Przyznaję, że wybiegłem przed orkiestrę,
i bardzo was za to przepraszam, ale najważniejsze jest, chyba,
że po tej jednej emisji mieliśmy 200 telefonów.
Cliff, od naszej wczorajszej rozmowy kolejne 72.
Słyszycie to? Tak brzmi zwycięstwo.
- Jimmy, skończ tę pokazówkę. - I nie udawaj, że nie widzisz problemu.
- Bo nie widzę. - Odstawiłeś samowolkę.
Nie porozumiałeś się z nami.
- Nie ma na to wytłumaczenia. - Cliff.
Kontakty z klientami to moja działka. Od początku mi to powtarzasz.
Jimmy, gdybyś odpowiadał za płace, dałbyś każdemu milionową premię?
Przecież rozmawialiśmy o reklamie.
Hipotetycznie, w 30 sekund, kiedy wychodziłem z pracy.
Dostrzegłem w tym entuzjazm, więc przejąłem nieco inicjatywy.
Nieco?
Jesteśmy drużyną w Davis & Main. Mamy tu podejście zespołowe.
Przyszedłeś tu jako solista, wiedziałem, że trochę zajmie ci nauka,
ale ty po prostu nie umiesz działać w zespole.
Potrafię.
Przecież mam pomóc wam i HHM wygrać z Sandpiper.
- O to przecież chodzi. - Sandpiper to nie nasza najważniejsza sprawa.
Nasi klienci nie chcą być kojarzeni z tym czymś.
Nasz wizerunek i reputację budowaliśmy wiele lat.
To coś ważniejszego od jednej sprawy.
Takie działania mogły nam zaszkodzić.
Dużo straciłeś w naszych oczach.
Po głosowaniu dwa głosy były za zwolnieniem cię,
jednak wierzę w drugą szansę. Na trzecią nie licz.
Od teraz będziesz czujniej obserwowany.
Odbierz, no.
/Poczta głosowa Kim Wexler.
/Zostaw wiadomość, a oddzwonię /najszybciej, jak to możliwe.
Zadzwoń do mnie jak najprędzej. To dosyć paląca sprawa, więc...
/Mogłem...
/Zadzwoń, nim porozmawiasz /z Howardem, dobra? Pa.
/Proste pytanie, Kim. /Wiedziałaś o tej reklamie czy nie?
Tak, pokazał mi ją.
- Pokazał ci ją? - Tak, kilka dni temu.
- I nikomu nic nie powiedziałaś? - Nie.
- Uznałaś, że nie muszę wiedzieć. - Nie sądziłam...
Wtedy myślałam, że to nieistotne.
I tu się grubo mylisz. Zaliczyliśmy wtopę przed naszymi partnerami,
co nie wpłynie dobrze na wizerunek HHM.
Ani twój.
To wszystko. Możesz odejść.
I co zrobisz?
I co ty na to?
Stąd masz dobry widok, a i ze środka nikt cię nie dojrzy.
Bywamy tu często z Tuco. Zawsze siedzi twarzą do wejścia,
co wygląda po gangstersku, ale to dlatego, że chce widzieć swoją brykę.
Co wtorek się tu rozliczamy. Diler wchodzi i płaci.
Tuco lubi spotkania twarzą w twarz.
Wierzy, że w oczach wypisane jest wszystko.
Gapi się, jakby chciał zajrzeć w głąb.
Potrafi tak siedzieć przez dziesięć minut.
I po co to robi?
Nazywa to wykrywaczem kłamstw. Dlatego to zajmuje cały dzień.
I tylko wy dwaj? Żadnej ochrony?
Nie potrzebujemy ich, sami ogarniamy temat. A więc to trwa cały dzień.
Zbiera kasę, liczy, wykrywacz kłamstw.
Jeden gość na raz. Transakcja i następny.
Po wszystkim każdy z nas wsiada w swój samochód.
Trach, każdy jedzie w swoją mańkę. I wtedy wkraczasz ty.
Widzisz go i podjeżdżasz.
Podbijasz obok niego. Bum. W głowę.
Zawijasz się, prościzna.
Wjazd na autostradę jest osiem przecznic stąd.
Znikniesz, nim ktokolwiek się zorientuje.
A co najlepsze... Wszyscy ci dilerzy
dobrze wiedzą, gdzie się rozliczamy, więc wersja jest taka,
że ktoś połasił się na stanowisko Tuco.
To może być każdy z nich.
A w te czwartki... Zwijacie się w dzień czy w nocy?
- Za dnia. - Czyli korki i biały dzień.
Niby jak mają mnie nie zobaczyć?
Prawo Murphy'ego podpowiada mi, że ktoś zapamięta blachy.
Jedź na złom i znajdź se grata. Będziesz w środku.
Nikt cię nie zobaczy, a nawet jeśli, to co?
Dlatego jesteś do tego idealny. Jesteś nikim, nie masz powiązań.
Jesteś duchem.
Czyli podjeżdżam obok... Zakładając, że będzie gdzie.
Nasi parkują obok.
- Ostatni odjedzie, droga wolna. - A jak ktoś z tyłu mnie zablokuje?
- A niby kto stanie za tobą? - Jakiś miłośnik taco.
Co wtedy? Gdzie mój wyjazd?
Nie wiem. Wysiadasz i pryskasz z buta?
- Mam kłopot z kolanami. - Płacę ci za plan.
Jak masz lepszy, chętnie go wysłucham.
Zamieniam się w słuch.
Na pewno tego chcesz?
Zabicie partnera...
Nie ma po tym odwrotu.
Widzisz to? Wiesz, skąd to mam?
W latach '96, '97 razem z Tuco
pracowaliśmy z gangiem motocyklowym z Riverside County.
Handlowali beznadziejną metą. Gówno jakich mało.
Ale tanie, więc szło jak woda.
Tuco w niej zasmakował.
Niestety, to gówno wydobywa z ludzi najgorsze cechy.
Naszym łącznikiem był Dawg Paulson.
Któregoś dnia Tuco się z nim umówił.
Chciał go poddać testowi. Dawg mu na to: "Ki czort?".
Tuco wpatrywał się w niego, po czym całkiem zamilkł.
"Masz mnie za idiotę, Dawg?". Ubzdurał sobie, że zaopatruje konkurencję
i chce wygryźć Tuco. Dawg zaprzeczył.
"Nie ma szans. To nie ja".
Tuco nie podniósł nawet głosu, ale nagle wziął obrzyna
i wypalił w łeb Dawga. Siedziałem za gościem.
Nic bardziej chorego dotąd nie widziałem. A to?
Kawałek czaszki Dawga. Mały jej kawałek pod skórą.
Próbowałem go wydłubać, ale siedzi zbyt głęboko.
Z tym nie chodzi się do lekarza.
Problem w tym, że Tuco naprawdę lubił Dawga.
Po wszystkim czuł się nieswojo. Ale kiedy bierze, odbija mu.
A teraz ładuje jeszcze mocniejszy towar.
Kryształki to o wiele mocniejszy kop.
Więc jak mówiłeś.
Jeśli Tuco dowie się o mojej fusze na boku,
akcja z Dawgiem się powtórzy. On albo ja.
Tutaj.
Człowiek ze strzelbą snajperską ma czysty strzał.
Jeden strzał i znikam, nim ktokolwiek się zorientuje.
Żadnych świadków. Czysto.
Dosyć daleko.
Podołasz?
Czyli zrobisz to?
- 50 kawałków? - 50 kawałków.
Przemyślę to.
- Nie ma tu już pańskiego brata. - Wiem.
Wysłał mnie po suszkę. To zajmie chwilę.
Ostrożnie, podłoga jest śliska.
Dziękuję, Gesualdo.
Przepraszam, że brudzę.
Nie.
- Szuka pan pani Wexler? - Spóźniłem się?
- Nie, jeszcze tu jest. - Gdzie?
Kim.
Tak mi przykro.
- Powinienem był ci to powiedzieć. - Serio?
Naprawdę myślałem, że dam radę to naprawić.
Myślałem, że zrozumieją, gdy tylko zobaczą cyferki.
Wiedziałem, że to wypali. I wypaliło.
Howard nie może cię zesłać na przeglądanie dokumentacji,
bo ja nawaliłem. No i jestem z innej kancelarii.
- Gdzie w tym, kurna, sens?! - Mówiłam ci, jak to się skończy.
- Nie może cię za to karać. - Ostrzegałam, że może.
- Pogadam z Howardem. - I znowu nazwiesz go świniojebem?
Faktycznie mi pomożesz.
Nawaliłem i dobrze o tym wiem.
Ale to już jakiś absurd.
- Jeszcze dziś z nim pogadam. - To tylko pogorszy sprawę.
- Wyjaśnię mu wszystko. - Nie.
Nie proszę cię... Każę ci.
Jak pójdziesz do Howarda, z nami koniec.
A póki co nie?
Potrzebuję tej pracy.
W dodatku jestem 40 godzin do tyłu, więc idź już sobie, proszę.
Wybacz.
/No weź.
/Ani mi się śni odejść.
/Sam się o to prosiłeś.
/Wchodzę.
Chuck?
Chuck?
Słyszysz mnie? Porozmawiamy?
- Zabrać cię do szpitala? - Żadnych szpitali.
Nic mi nie będzie.
Daj mi wody.
Dodatkowa ochrona.
Albo wiesz co? Usiądź.
Dasz radę? Dobra.
Teraz dobrze. Masz.
A to Armalite AR-50.
Najnowsza technologia, ma zasięg do 2400 metrów.
Ma lunetę Leupold 4, ale mogę zmienić na Schmidt & Bender.
Jednostrzałowa, zamek czterotaktowy.
Prosta, niezawodna i efektywna.
Strzela BMG kaliber .50.
Świetna do celów miękkich za słabą osłoną - małe drzewa, samochody.
Numery seryjne jak zawsze spiłowane.
Jak potraktować je kwasem, i tak wyjdą na jaw.
Zrobiłem jeszcze odcisk pod prasą. Ukryłem gęstość metalu.
Rentgenografia i inne supermetody raczej nie zdziałają.
Nie ma rzeczy idealnych, jasne, ale tej już blisko.
Wygląda dosyć nieporęcznie.
15 kilo bez dwójnogu.
- Jak dla mnie za duża. - Do większości zadań na pewno.
Karabin wyborowy SR-25. Projekt Eugene Stoner, pół automat.
Waży 5 kilo.
Nie ma zasięgu ani siły AR-50,
ale ma celownik kolimatorowy,
- więc spokojnie trafi z 1000 metrów. - Ponoć często się zacina.
Zdarza się na polu walki, ale nie ma półautomatu, który się nie zacina.
W takim razie zostałbym przy czterotaktowcach.
Trzeba naprawdę się postarać, by zaciąć czterotaktowca.
I tak doszliśmy do M-40.
Testowana w bojach.
Ta sama, której używają snajperzy marynarki od 1966.
Lekka, poręczna, idealna do miękkich celów
z zasięgiem od 800 do 1200 metrów.
Najwyraźniej się znacie.
Można tak powiedzieć.
To model A1.
Niewiele różni się od oryginału.
Zmieniono łoże. Drewno zamieniono na włókno szklane.
Chyba od 1970.
I dobrze, bo drewno się odkształcało.
Jak zmokło, a potem dostało słońca... Lipa.
Ktoś powinien był to sprawdzić, nim wysłali nas z nimi do dżungli.
No raczej.
Jeśli nie widzisz nic interesującego, mogę zaproponować inne.
Nie, rozmyśliłem się.
Dziękuję, tym razem niczego nie potrzebuję.
- Za fatygę. - Żadna fatyga.
Żyję z powracających do mnie klientów.
W razie potrzeby, wie pan, gdzie mnie znaleźć.
- Jeszcze tutaj? - No.
- Spałeś? - Trochę.
Wystarczająco. Jak samopoczucie?
Napiłbym się herbaty.
Dzięki.
- Przestraszyłeś mnie wczoraj. - Zdarza się.
Wystarczy to przeczekać i mija.
Wycieczki do biura dają ci się we znaki, co?
Gdy zostaję tam zbyt długo.
Weź i nie zostań, kiedy czeka tyle ważnych spraw.
Na przykład odgrywanie się na Kim Wexler.
Co ja takiego zrobiłem Kim Wexler?
- Wróciła do czarnej roboty. - Nie mam z tym nic wspólnego.
Byłem tam, to prawda, ale zarządzanie personelem...
Takie decyzje podejmuje Howard.
Dobre sobie. No to powiedz, czy podejmując te decyzje,
siedzi na twoich kolanach z twoją ręką w dupie?
Odzywa się, kiedy pijesz wodę?
Teraz to przesadzasz. Gdyby Howard był moją kukiełką,
na pewno nie rekomendowałby cię w Davis & Main.
Jestem pewien, że to Kim Wexler go do tego namówiła. Stąd gniew.
Nie musisz karać Kim.
Jak wściekasz się na mnie, to i na mnie się wyżyj.
Wiem, że lubisz myśleć, iż ten świat kręci się wokół ciebie,
ale nie tym razem. Kim odpowiada przed HHM.
Powinna mieć na uwadze dobro kancelarii.
- Nie mówiąc, co knujesz, popełniła błąd. - No tak.
Ale nie możecie się za to na nią wkurzać.
Przecież nie wkurzam. To Howard. I niby dlaczego nie powinien?
Bo ona nic o tym nie wiedziała.
Nie wiedziała, że puszczę te reklamę.
Nie wiedziała, że nie dostałem pozwolenia. Po prostu nie wiedziała.
- Rozumiem. - Zatem nie wiedziała,
że powinna powiedzieć o tym Howardowi.
Z tego co wiedziała, Cliff Main wyraził zgodę.
- Powiedziałeś, że wyraził? - Zasugerowałem.
Dlatego to nie jej wina.
Nic nam o tym nie powiedziała.
Po prostu nie chciała mnie oczerniać.
Sam przyznaj, że to wskazuje na brak rozsądku.
Dobrze cię zna, powinna wiedzieć.
- Ale z ciebie kutafon. - Dlaczego?
Bo powiedziałem, że jej jedynym błędem była wiara w ciebie?
Na Boga, możemy złapać trochę dystansu?
To prosta mała reklamówka. Poleciała tylko raz.
Przypominam, że spełniła swoje zadanie doskonale.
I w tym problem, Jimmy. Dla ciebie efekt usprawiedliwia działania.
A potem zawsze się dziwisz, kiedy odbija ci się to czkawką.
I co ja takiego złego zrobiłem?
Złamałeś zasady. Wmieszałeś w to Kim.
Ośmieszyłeś Howarda, który, Boże, miej go w opiece,
wstawił się za tobą w Cliff & Main.
Przez ciebie Cliff i partnerzy wyszli na patafianów!
Wymieniać dalej? Jestem w szoku, że jeszcze cię nie wylali.
Dystansu mu się zachciało.
No to masz dystans. Jesteś moim bratem i cię kocham,
ale przypominasz alkoholika, który zaprzecza, że ma problem.
Teraz ktoś dał ci kluczyki do autobusu szkolnego,
a ja nie pozwolę, by spadł z klifu.
Wróćmy do sedna, dobra? Co mam zrobić, by Kim wróciła na stanowisko?
Mam odejść z Davis & Main? Jasne.
- Nawet nie chciałem tam pracować. - Jak grochem o ścianę
Życie to nie teleturniej "Zawrzyjmy układ".
No jak nie? To ja, Monty Hall! Co za bramką numer dwa?
Co mam zrobić, rzucić karierę prawnika?
Jestem małpą z maszynówką. To ja, prawda?
Co ty na to? Pomóż Kim, a rzucę prawo.
- Umowa stoi? - Tego nie powiedziałem.
Ale tego chcesz, prawda?
Dlatego wbiłeś szpilę w Kim. Żeby mnie pogrążyć.
- Nie powiedziałem tak i nigdy nie powiem. - Dlaczego?
Gdybym utrudniał karierę mojego pracownika,
żeby wymusić na tobie coś, na co nie masz ochoty,
to byłoby zwykłe wymuszenie.
Jak w mordę strzelił. A zatem?
Wymusisz to na mnie, Chuck?
Ujdzie ci to płazem. Nikomu nie powiem.
Sprawa jest prosta, otwórz tylko drogę Kim.
Przywróć ją do starego biura...
Wszystko wróci do normy, a rzucę prawo.
Jimmy McGill wyparuje...
Jakby nigdy go nie było.
Ale chcę usłyszeć to od ciebie. Jesteś człowiekiem honorowym.
- Na miłość boską... - No dalej, Chuck.
No wymuś to. Powiedz "odejdź", a to zrobię,
ale muszę usłyszeć to od ciebie.
Każesz mi popełnić przestępstwo. To twoje metody, nie?
Chcesz uwierzyć, że w głębi duszy jestem hipokrytą.
Przekonajmy się. No dalej.
Potarzajmy się razem w brudzie. Spełnią się twoje marzenia.
Na co czekasz?
To nie ja jestem tym złym. Nie chcesz być prawnikiem,
to już sprawa między tobą, a palestrą Nowego Meksyku.
Chcesz odejść z Davis & Main? Proszę bardzo.
Nie potrzebujesz mojej pomocy, by zrujnować swoją karierę.
Sam robisz to doskonale.
A skoro o tym mowa, Santa Fe jest godzinę drogi stąd.
Nawet jak wyjedziesz teraz, spóźnisz się 20 minut.
Kolejna podpadziocha w Clifford & Main.
No i?
Nie zrobię tego.
- Zachciało się negocjacji? - To nie będzie dobry pomysł za żadną kasę.
- Dla ciebie. - Posłuchaj.
- Powiedziałem ci... - To złe posunięcie,
- bo nie rozwiąże twojego prawdziwego problemu. - A co nim niby jest?
Nie Tuco. Raczej twój sekret.
Martwy Tuco ściągnie tu inne Salamanki. Kartel zacznie przyglądać się interesom,
zacznie węszyć, kto go odstrzelił. Dasz radę zachować swoją tajemnicę?
Kto nie ryzykuje...
Z tobą czy bez, to nieważne. Coś i tak się wydarzy.
Sam to powiedziałeś.
Nie chcesz, żeby był martwy. Chcesz, żeby zniknął.
Mam zakapować?
Jeśli wsypię Tuco, kartel od razu się połapie.
A jeśli zadzwonię na psy, też mnie zawiną.
Jestem "znanym współpracownikiem". I będę zamknięty z Tuco,
który szuka tego, co go wsypał.
- Jak mi to pomoże? - Nie musisz gadać z glinami,
nie będziesz siedział, nikogo nie zabijesz,
a problem z Tuco zniknie.
Wszystko jest.
Daj mu policzyć.
Gra.
Do następnego?
Idź.
Do zobaczenia za tydzień.
Nara, Domingo.
Nieźle mu idzie. Kombinuje.
A co ty sądzisz?
Solidny?
Chciałbym zgłosić bójkę w restauracji El Michoacano
przy Isleta Boulevard.
Jeden mężczyzna grozi drugiemu bronią. To jakieś gangsterskie porachunki.
Przepraszam, ja tylko przechodziłem. Nie chcę się w to mieszać.
Ki chuj? Widziałeś to?
- Co takiego? - Ten staruch walnął w mój samochód.
Niech pomyślę.
Daj mi numer cztery z kurczakiem. Na wynos.
- Tak jest. - Te!
Dziadku.
- Uderzyłeś w mój samochód. - Do mnie mówisz?
Patrz no na pana Magoo.
Tak, widzi pan ten samochód, obok którego zaparkował pan swojego złoma?
Należy do mnie. Uderzył pan w niego.
- Nie wydaje mi się. - Nazywasz mnie kłamcą?
Nie.
Ja też to widziałem. Dalej będziesz się wypierał?
Boże, nie wiem, co powiedzieć. Nie zdawałem sobie sprawy.
Przepraszam.
6,33 dolara.
- Reszty nie trzeba. - Dziękuję.
Przepraszam.
- Nie odchodź. - Dziadek, lepiej go posłuchaj.
Dajcie spokój. Rozwiążmy to po przyjacielsku.
Nie jesteśmy przyjaciółmi. Patrz!
- Widzisz? Ty to zrobiłeś. - Przestań, wyklepie się.
Naprawisz to. Inaczej stąd nie odjedziesz.
- Dobra, masz długopis? - Że co?
Długopis. Wymienimy się informacjami. Mam dobre ubezpieczenie, pokryje to.
Nie bawię się w ubezpieczenia. Gotówka.
Posłuchaj, biorę za to odpowiedzialność, ale mam przy sobie ze 30 dolarów.
A teraz mnie okłamujesz. Widziałem twój portfel.
Masz tam całkiem sporo. Wyciągaj.
Sprawdźmy. Odświeżymy ci pamięć.
Słyszałeś go. Wyciągaj portfel.
Właśnie wypłaciłem zasiłek. Muszę za to przeżyć do końca miesiąca.
Nie oddam ci tego.
- Nie? - Chciałem załatwić to właściwie,
ale skoro ci nie pasuje, nie mogę ci pomóc.
No weźcie.
Uproszczę ci sprawę. Dawaj portfel, a może wyjdziesz cało.
Gówno ode mnie dostaniesz.
- Dawaj portfel. - Spokojnie.
A widzisz, żebym się wkurzał, dziwko? Portfel!
No już.
Portfel.
Tu są ze cztery stówy.
Coś ci się posrało. Twoje życie jest warte cztery stówy?
- Pora zawijać. - Idź.
Masz szczęście, dziadu.
Puść mnie. Puść!
Puszczaj!
Puszczaj!
- Ręce na widoku! - Do góry!
- Tylko na tyle cię stać? - Na ziemię!
Spójrz na siebie.
Będziesz musiał zeznawać?
Gliniarze nakryli go w trakcie przestępstwa. Mój portfel w jego kieszeni.
Do tego broń. Dostanie 5 do 10.
25 koła. Zdecydowanie zasłużyłeś.
Ale mogłeś mieć dwa razy tyle bez tego całego zachodu.
Wyświadczyłbyś światu przysługę, nie wyglądałbyś jak po zderzeniu ze słupem,
a kiedy Tuco wyjdzie, może cię szukać.
- Do rzeczy. - Bardzo ci zależało, żeby nie pociągać za spust.
Dlaczego?
W El Michoacano stołował się: józek Z Tuco klepał się: michnik
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.