All language subtitles for amanecer

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

.:: GrupaHatak.pl ::. facebook.com/GrupaHatak

Better Call Saul 2x09 /Nailed

Tłumaczenie: józek & michnik

/Dobra, gotowe.

Dzięki za cierpliwość.

Nie mówiłeś przypadkiem, że to przesłuchanie to formalność?

Najcięższa robota już za nami.

Spokojnie dam sobie radę.

- Kevin i Paige nie potrzebują nas obu. - To pewnie prawda,

ale chcemy wysłać konkretny przekaz, nie?

- Martwię się o ciebie. - Zwyciężanie zapewnia mi komfort.

Świetna robota.

Dzień dobry, rozpoczynamy spotkanie komisji bankowej stanu Nowy Meksyk.

Jest z nami Mesa Verde reprezentowane przez Charlesa McGilla.

- Cieszymy się, że wróciłeś, Charles. - Dzięki. Świetnie wrócić.

Jestem z kolegą, Howardem Hamlinem. Przedstawiam Kevina Wachtella,

prezesa Mesa Verde Holdings,

oraz panią Paige Novick, starszego doradcę Mesa Verde.

Witamy. Nasza kadra uznała, że wniosek państwa

spełnia podstawowe wymagania. Mam rację?

Za pozwoleniem, pan Wachtell chciałby dodać kilka słów

do złożonego wniosku.

Komisarzu, panie i panowie z komisji.

To zaszczyt występować dziś przed wami.

Wierzymy, że proponowana ekspansja jest w interesie Arizony i naszego stanu.

Od 46 lat ludzie tworzący Mesa Verde Bank & Trust

szczycili się poziomem obsługi

i niepowtarzalną dbałością o szczegóły.

Mesa Verde utrzymuje wskaźnik MOE na poziomie

- 11,2% i czujemy... - Chwila.

Panie Wachtell, momencik.

- Co się dzieje? - Dowiedzmy się.

Panie komisarzu, możemy coś uściślić?

Tak, poprosimy o adres proponowanego oddziału w Scottsdale.

Oczywiście. 1216 Rosella Drive, Scottsdale, Arizona, 85262.

1-2-1-6? Rozumiem, bo aplikacja, którą mam teraz przed sobą,

podaje adres 1216.

- 1216. Dokładnie tak. - A w oryginale wniosku

widzimy 1261 Rosella Drive.

- To 1261. - 1261.

Jeśli sprawdzą to państwo dokładnie, znajdą 1216.

Najwyraźniej mamy tu dwa różne adresy.

Panie komisarzu, mam tu kopię naszego listu intencyjnego,

publikowaną w prasie w Arizonie i Nowym Meksyku.

Wyraźnie widać tu adres 1261 Rosella Drive.

- Panie komisarzu, jeśli mogę... - 1-2-6-1 Rosella Drive.

Tak, mam tu także kopię listu intencyjnego,

ale na aktualnym wniosku widnieje adres 1-2-1-6.

Czyli... który to adres?

- Panie komisarzu, mogę poradzić się klienta? - Oczywiście, proszę.

Na bank 1261.

Pomyliliście się, i z całym szacunkiem, ale teraz mieszacie.

Mieszamy? Proszę spojrzeć.

Tutaj.

- Najwyraźniej to błąd. - To 1261.

- Wiem, gdzie stoi mój bank. - Powściągnijmy emocje.

- Na pewno to wyprostujemy. - Wyremontowałem budynek przy 1261 Rosella.

- Nie wiem, gdzie jest to 1216. - Ale nie rozumiem... 1261.

1261.

- Czy to jakiś problem? - Na pewno nie.

Panie komisarzu, najmocniej przepraszam.

Najwyraźniej nastąpiła...

- rozbieżność w naszych wnioskach. - Poprawny adres to ten,

- który widnieje na liście? - Najwyraźniej tak.

Chcielibyśmy prosić o kilka minut przerwy, by nanieść właściwy adres.

Mogę dać wam chwilę przerwy, ale...

Dziś już się nie spotkamy.

To na kiedy moglibyśmy się umówić?

Personel podpowiada mi, że zrobiono rozeznanie co do 1216 Rosella Drive.

- Będziemy musieli wrócić pod nowy adres. - Jeśli mogę...

Możemy zawrzeć przecież tymczasową umowę dzisiaj,

- aby pozwolić na otwarcie filii. - Nie. Z całym szacunkiem,

ale waszym obowiązkiem jest mieć porządek w papierach.

Może następnym razem sprawdźcie wszystko dokładniej.

Najbliższy termin, w którym możemy wrócić do sprawy,

- to za sześć tygodni. - Nie możemy czekać tak długo.

Panie komisarzu, Mesa Verde włożyła wiele starań i pieniędzy,

by ten oddział otworzono jak najszybciej.

Choć to niezwykłe, tymczasowa zgoda

byłaby mile widziana. Czas to pieniądz.

Wybacz, Charles. Widzimy się za sześć tygodni.

Na dziś koniec. Proszę zanotować, że Mesa Verde wróci za sześć tygodni,

by ponownie rozpatrzyć to podanie.

Niemożliwe! Niemożliwe!

1261. Nie!

- Chuck. - Nie rozumiem.

Było 1216. Sam sprawdzałem.

- Dwa razy! - Zdarza się.

Liżemy rany i idziemy dalej.

To nie świadczy tylko o tobie. Wszyscy to przeoczyli.

- Ja też. - Przysięgam, że było 1216.

Każdy popełnia błędy.

To nie był błąd.

Stawiam wszystkim.

Słuchajcie, ten pan stawia wszystkim kolejkę.

- Ciągnij z kolan. - Co to w ogóle znaczy?

Nie wiem, tak gadają spoceni. 1, 2, 3.

- Masz to? - Prawie.

- Masz? - Dobra, jest.

- Wszystko gra? - Kilka lat fizjoterapii i będzie git.

Dobra, pchaj.

Wolno, wolno. Róg.

Weź tam.

Cześć, Paige. Co u ciebie?

Nie, wszystko gra.

Co?

No jasne.

Dobra, rozumiem.

Byłoby świetnie. To do zobaczenia.

Słuchaj, Paige, dziękuję.

Dziękuję.

Co jest?

Odzyskałam Mesa Verde.

- Poważnie? - No.

- Nie do wiary. - Tak.

- A co z HHM? - Paige nie podała szczegółów.

Powiedziała, że wniosek nie przeszedł. Spotykamy się po południu.

A nie mówiłem?

Czasem dobro wygrywa.

Jakieś problemy regulacyjne.

- Kevin boi się, że jeden prawnik to za mało. - Dasz radę.

Wezmę dwóch asystentów i im zapłacę.

Nie no, dziel na dwoje.

Potrzebny mi terminal Westlaw.

- Do kogo zadzwonić? - Tu trzeba fachowców.

Ale to masa pracy. Bo to porządna sprawa.

Kim, dasz radę. Wyluzuj.

Oddech.

- Wiesz co? Masz rację. - No raczej.

To Ernie.

Co jest?

Nie, Paige właśnie dzwoniła.

Chuck powiedział, dlaczego...

Czyli kiedy?

Jasne, nie ma co zwlekać.

Dzięki.

Akta Mesa Verde...

Chuck chce mi je przekazać.

Szybko.

Przebiorę się i jadę.

- Pomóc ci? - Zależy.

Ponosisz pudła czy jedziesz się chełpić?

Trochę tego, trochę tamtego.

- Uziemienie. - Że co?

Dotknij tego.

Ale ki czort? Wcale nie....

Zamek się zaciął.

Pan McGill wszystkie wymienił.

/Ale po co?

Chuck, dlaczego zmieniłeś wszystkie zamki?

Ernesto, dziękuję ci. Na pewno jesteś potrzebny w biurze.

- No to się zbieram. - Dzięki.

O co chodzi z tymi zamkami?

Kim, miałem nadzieję, że porozmawiamy sami.

Jednak...

czas oczyścić atmosferę raz na zawsze.

Ale w jakiej kwestii?

- Sabotuje mnie. - Ale o czym ty...

Daruj sobie.

Obaj dobrze wiemy, o czym mówię.

- A ja nie. - Wczoraj przeżyłem największe upokorzenie.

Jedna literówka kosztowała klienta czas i pieniądze,

i zrujnowała moją reputację. A potem zrozumiałem, że to nie błąd.

Ni chu chu.

Tydzień temu leżałem na tym łóżku, ledwie świadom,

i zjawił się Jimmy.

Odesłał Ernesto.

Braciszek chciał się mną zaopiekować.

W nocy przejrzał moje pliki Mesa Verde.

- Nie musimy tego słuchać. - Ona musi.

Posłuchaj. Dla własnego dobra.

W tym pudle jest 13 dokumentów

zawierających adres nowej placówki Mesa Verde.

1261 Rosella Drive, Scottsdale, Arizona.

Jimmy wyciągnął wszystkie,

po czym zostawił mnie tu spoconego i roztrzęsionego,

a sam poszedł je przerobić.

Do tego potrzeba kopiarki.

Poszedłeś do całodobowego punktu ksero?

Wycinając i wklejając, stworzył duplikaty,

identyczne jak oryginały, z tą różnicą,

że 1261 Rosella Drive zamienił na 1216 Rosella Drive.

- Sporo roboty. - Nikt nie zarzuca ci lenistwa.

Wszystko inne, ale nie to. Jeśli zastanawia cię,

czy Jimmy już tak kombinował, musisz wiedzieć, że w liceum

produkował fałszywe dowody osobiste, żeby kumple mogli kupować browar.

- Cofasz się aż do liceum? - Ty i Mozart, co?

Obaj zaczęliście młodo.

Wrócił tu i włożył do teczek nowe wersje.

Potem siedział przy mnie do rana.

Wiedział dobrze, że złożę te dokumenty

przed komisją stanową.

Więc pisałem przez cały czas "1216" zamiast "1261".

Pamiętam, że pomyślałem: "1216 Rosella Drive.

Rok po 1215, kiedy podpisano Magna Carta".

Chuck, ale z ciebie fantasta.

Czyli mówisz, że jak sprawdzimy, adresy będą złe?

Przecież to jasne, że nie zostawisz śladów przestępstwa.

Wczoraj rano czekałeś tylko na mój wyjazd,

otworzyłeś drzwi swoim kluczem i podmieniłeś dokumenty.

- Bez przykrywki nie ma przestępstwa. - No i po co to robiłem?

Robił to dla ciebie.

Na pewno nic o tym nie wiesz.

Zrobił to sam jako pokrętnie romantyczny gest.

Chuck, legnij se z mokrym ręcznikiem na czółku, co?

Skoro już wiesz, nie masz wyboru.

Chodzi o klienta. Klienta, który został okradziony.

Jako urzędnik sądowy, jako prawnik Mesa Verde,

musisz iść do Kevina Wachtella

- i wszystko wyjawić. - To całe przedstawienie służy tylko

- odzyskaniu klienta. - Nic takiego.

- Jeśli po tym zechcą... - Wkurzasz się, że wybrali ją.

Wkurza mnie to, że mój brat wbił mi nóż w plecy.

- Wkurza, ze zrujnowałeś tę kobietę. - Zrujnowałem?

Mamy jakiś 1840? O czym ty gadasz? Jaka ruina?

Jimmy.

Jeśli to prawda, Jimmy zostanie oskarżony o fałszerstwo, oszustwo,

fałszowanie dowodów, włamanie.

Nie daje mi to spokoju, ale takie są fakty.

Masz na to dowody?

Dowody? Znam go całe życie.

A ja myślę, że jest prostsze wyjaśnienie.

- Pomyliłeś się. - Nie.

Pracujesz przy lampie. Pisząc dziesiątką całymi godzinami,

przez omyłkę wpisałeś 1261 jako 1216

i to całkiem normalne. Może się zdarzyć.

Nie popełniłem żadnego błędu!

- A ja myślę, że tak. - Rozumiem, że jesteś zadurzona w Jimmym,

jak wielu zresztą, ale przejrzyj wreszcie na oczy.

Popełniłeś błąd i zamiast się z tym pogodzić,

oskarżasz brata o spisek przeciwko tobie.

- Wymyślasz dziwne teorie. - Jest do tego zdolny!

- Dobrze to wiesz. - Wiem, że to nie ideał.

I wiem, że chadza na skróty. Ale to przez ciebie.

Jesteś jego idolem. Akceptuje cię.

Zajmuje się tobą.

Jedyne, czego od zawsze pragnie, to twoja miłość i akceptacja,

ale ty tylko go osądzasz.

Nigdy w niego nie wierzyłeś. Nigdy nie chciałeś, by odniósł sukces.

I wiesz co?

Żal mi go.

Jak i ciebie.

Jezu, co...

Kim. Co?

Jedź.

Wracamy do klas!

Znajdźcie swoich partnerów!

Idziemy.

Szybko.

- Rozstaw się. - Tu?

Tutaj.

Na tej wysokości. Niech będzie heroicznie.

- Heroicznie? I co jeszcze? - Obejmij mnie.

Zajmij się też szyją. To ujęcie pod niskim kątem.

- Pokaż. - To tylko podkład.

Umieram na suchoty?

W tym wieku nie chcesz wyglądać czerwono.

- Wyjdzie, że masz trądzik. - A po co to...

Chcę sprawić, że będziesz miał linię szczęki.

Przecież mam.

Stań tu za mnie.

Pochyl się.

W lewo. W drugie lewo.

Jeszcze. Jeszcze!

O to chodziło.

- Musi być prostszy sposób. - Nie za darmo.

Chcesz być filmowcem, pokaż jaja.

Lecimy.

Do dzieła.

Ostatnie spojrzenie.

Rabarbar na godzinie 9.

Przepraszam.

- Pani tu rządzi? - Tak. To teren szkoły.

Właśnie z panią chciałem rozmawiać.

Pomogłoby, gdyby uciszyła pani nieco dzieciaki w budynku.

Dajcie im jakieś zadania.

Dwie, trzy minuty. Chodzi o dźwięk.

To teren szkoły. Nie ma tu wstępu bez pozwolenia.

Oczywiście.

- Nie rozmawiały panie z Annette? - Annette?

- Z kuratorium. - Znasz jakąś Annette?

Nie sądzę.

Przepraszam za nieporozumienie.

Kręcimy ujęcie wprowadzające. Góra pięć minut.

Nic nie nakręcicie, dopóki nie dowiem się, o co chodzi.

Kręcimy dokument.

To...

Powiedziano mi, że jest tu jakaś wystawa czy tablica pamiątkowa.

- Gdzie to może być? - Po co nam tablica pamiątkowa?

No a kto tu chodził do szkoły?

Kto?

Rupert Holmes.

To o nim ten dokument.

- Przepraszam. Kto? - Rupert Holmes.

Wiecie... Rupert Holmes, piosenkarz i autor tekstów.

Ten od "The Pina Colada Song".

Na pewno słyszałyście...

Proszę spojrzeć na jej twarz.

- Rupert Holmes. - Chodził tu do szkoły?

Tak. Rocznik '64. Wciąż o tym opowiada.

Ale szkołę zbudowano w '71.

Uczył się w dawnym budynku, który kiedyś tu stał.

Pozwoliliśmy sobie na nieco...

Artystycznej wolności.

A Rupert Holmes nie był Anglikiem?

To doskonała ciekawostka,

bo lata młodzieńcze spędził w Albuquerque.

Zadzwońcie do Annette z kuratorium.

Zaczekamy tu na oficjalne potwierdzenie.

- Możecie zaczekać? - Oczywiście.

- Nie chcemy łamać zasad. - To nie potrwa długo.

I niczego nie obiecuję, ale spróbuję uciszyć dzieci.

To by bardzo pomogło.

Raz, dwa. Czarujemy.

Dalej.

Żadnych poprawek. Flaga.

Pamiętaj. Heroicznie.

Jesteś bohaterem.

- Wielkim bohaterem. - Powaga.

Jazda.

Wózek.

Nieźle.

Elegancko.

- Cześć, Mike. - Cześć, Fran.

Podajecie jeszcze śniadania?

Dla ciebie zawsze. To co zwykle?

Pewnie.

Dzięki.

Coś ciekawego w gazetach?

Nie.

A czy kiedykolwiek było coś ciekawego?

Niezbyt często.

Muszę zapytać.

- Pada tu czasami śnieg? - Pewnie.

- Pierwsza zima w Albuquerque? - Tak, przyjechałem z Filadelfii.

To zależy od roku.

Jeśli zostaniesz dostatecznie długo, w końcu sobie poodśnieżasz.

To mi pasuje.

Mieszkam w Cedar Crest. Mamy sporo śniegu.

Możesz też się zająć moim podjazdem.

Tylko powiedz.

Mogę prosić rachunek?

/Musimy pogadać.

Muszę coś wiedzieć.

I to szybko.

Co takiego?

Zostaliśmy napadnięci.

Ciężarówka została obrobiona. Ktoś zawinął ćwierć miliona.

Hector wariuje i szuka winnego.

Rzecz w tym...

Sądzę, że to byłeś ty.

Zostawili kierowcę związanego. Cały i zdrowy.

Każdy jeden sprzątnąłby go bez zawahania.

Ale ten kierowca? Wciąż dyszy.

Pomyślałem sobie, kto skroiłby kilkaset tysięcy z prochów i zostawił świadka?

Kto nie pociągnąłby za spust?

Ty.

Nie chcę cię przyciskać.

Chcesz okradać kartel, to twoja sprawa.

Ale rzecz w tym,

że jadę po kierowcę na polecenie Hectora.

Sprawdzimy, co wie,

a jeśli cię zna, mamy przewalone.

Niech to cię nie martwi.

- Ale on w tym siedział? - Kierowca nie brał w tym udziału.

- To kto? - Tylko ja.

Zrobiłeś to bez pomocy kogoś wewnątrz?

Niemożliwe. Skąd wiedziałeś o ciężarówce?

- Skąd wiedziałeś o oponach? - Mogę powiedzieć tyle,

że wcale nie jesteście tacy cwani.

Czyli kierowca nic nie wie?

- Nic a nic. - Słyszał twój głos?

- Nie. - Hector przygląda się konkurencji,

ale jeśli dowie się, że zrobił to stary gringo...

Nie słyszał mnie. Widział gościa w masce, tyle.

Jesteś pewien?

Obyś miał rację.

Dlaczego nie pisali o tym w gazetach?

Co?

Napad na ciężarówkę. Gliny zataiły to przed prasą?

Gliny?

- Gliny gówno o tym wiedzą. - Jak to?

To o to chodziło?

Chciałeś nasłać na Hectora gliny? Dlaczego?

Jesteś dla niego nikim. Zapomniał już o tobie.

Ja nie zapomniałem o nim.

Wpakowałeś mnie po jaja w gówno, bo masz kosę z Hectorem Salamanką?

Nasyłając na niego gliny, nasyłasz je na mnie.

Napad dla kasy rozumiem, ale taki cyrk...

To szaleństwo.

Uspokój się

i wyciągnij tę rękę z kieszeni.

Dla twojej informacji

to już koniec.

Skończyłem z twoim szefem.

Jak chcesz.

Dlaczego gazety nic nie pisały?

Bo posprzątaliśmy to.

Jak to?

Mieliśmy farta.

Kiedy odjechałeś, zjawił się dobry Samarytanin.

Mówi: "O Boże, o Boże!".

Uwolnił kierowcę, ten zadzwonił po nas.

Przyjechaliśmy, zawinęliśmy ciężarówkę.

Nic się nie wydarzyło.

A dobry Samarytanin?

Hector strzelił mu w twarz.

Zakopaliśmy go na pustyni.

Jak mówiłem...

Posprzątaliśmy.

/- Jak minął dzień? /- Spotkałam się z Paige i Kevinem,

rozmowy rekrutacyjne...

No i to. A twój?

Skończyłem reklamę.

Nie chcę się chwalić, ale to może być

najlepsze 60 sekund w historii telewizji.

Jutro rano, gdzieś między 11:18 a 11:35,

rzuć wszystko i włącz "Diagnozę morderstwo".

Zapamiętam.

Chcesz o tym pogadać?

Ani teraz,

ani nigdy.

Powiem tylko,

że jesteś pisana Mesa Verde, a oni są pisani tobie.

Równowaga została przywrócona.

Dobranoc.

Dobranoc.

Twój brat jest mądrym prawnikiem.

Najmądrzejszym, jakiego znam. Bez urazy.

- Może być trudnym przeciwnikiem. - Lepiej w to uwierz.

Takim przeciwnikiem,

który znajdzie najmniejszą wadę w twojej linii obrony.

Stając z nim do walki, musisz się upewnić,

że dopilnowałeś każdego szczegółu.

Że nic nie znajdzie.

Co słychać?

Zaraz podejdę.

Pamiętasz mnie?

Nie.

Mam przeczucie, że pamiętasz, Lance.

Zabawna noc.

Nie wiedzieć czemu

czuję, że znam wszystkie odpowiedzi.

Czuję się jak...

Jak Carnac.

Pamiętasz, jak Johnny Carson grał Carnaca?

Podawał odpowiedź przed usłyszeniem pytania.

Ed dawał mu kopertę,

a Johnny przykładał ją do czoła i udzielał odpowiedzi.

"Daj to bobrowi".

Potem otwierał kopertę, a tam pytanie:

"Co martwy szop napisał w testamencie?".

Kojarzysz?

Jesteś za młody?

Przejdźmy do sedna.

Gość, który tu przed chwilą był, nazywa się Ernie.

Zapewne pokazał ci moje zdjęcie i zapytał, czy byłem tu którejś nocy.

Teraz pojechał po swojego szefa, mojego brata,

a ten zada ci to samo pytanie.

"Czy widziałeś tu tego człowieka?".

Odpowiedź brzmi "nie".

Czaisz?

- Zabiłeś kogoś? - Nie.

- Skroiłeś bank? - Nie jestem aż tak zajebisty.

Czasami chodzę na dwójkę i nie spłuczę wody,

ale to sprawa między braćmi.

Obaj jesteśmy prawnikami.

To długa i nudna historia. Nie chcesz wiedzieć.

Będę miał problemy z glinami?

Mój brat może cię straszyć, ale nie.

To sprawa rodzinna.

Zatem czaję.

- Powiedz mi o kamerach. - Nagrywają na magnetowid z tyłu.

Lecą przez 12 godzin, a potem nagrywają nowy materiał.

Czyli teraz tam jestem?

Ciężko będzie to skasować?

Sam nie wiem.

To może być trudne...

I drogie.

Stówa da radę?

Bardziej dwie stówy.

Daleko zajdziesz, przyjacielu.

Dobry wieczór.

Lance, tak?

Jestem Charles McGill.

Mój współpracownik rozmawiał z tobą wcześniej

i pokazał ci to zdjęcie.

18-tego nad ranem ten człowiek był tutaj.

Zgadza się?

- Kiedy? - 18-tego, wczesnym rankiem.

Nie.

Mojemu współpracownikowi powiedziałeś, że tu był i kopiował coś.

Tak, ale przykro mi.

Nie.

Zuch chłopak.

Nocą, we wtorek 17-tego,

bądź też wczesną środą,

wczesne godziny w środę 18-tego.

Byłeś tu? Możemy to ustalić?

Tak, pracuję na nocne zmiany.

Trzymaj się, Lance.

Był tu ten człowiek?

- Jak już mówiłem, nie sądzę. - Wcześniej powiedziałeś, że był.

Teraz mówisz, że go nie było. To jak w końcu?

Kiedy on pokazał mi zdjęcie,

pomyślałem, że może i był, ale kiedy widzę je ponownie...

Przykro mi.

Co mam jeszcze powiedzieć?

Myliłem się.

Posłuchaj mnie uważnie.

Pracuję dla wymiaru sprawiedliwości. Badam przestępstwo.

- Jesteś gliną? - Nie, nie jestem.

Panie McGill, wracajmy może do domu.

Nie mów do mnie jak do dziecka. Nic mi nie jest.

Nie jestem policjantem. Jestem prawnikiem.

Mam moralny i prawny obowiązek, by dotrzeć do sedna tej sprawy.

- Jakiej sprawy? - Fałszerstwa, oszustwa, fałszowania dowodów...

Włamania.

- Nic mu nie jest? - Nic mi nie jest!

- Może zrobimy chwilę przerwy... - Zamknij się!

- Zastanów się nad swoim wyborem. - Powiedziałem, że go nie było.

- Co mam jeszcze powiedzieć? - Prawdę! Wiem, że tu był!

Wiem, co zrobił!

Powiedz to, co powiedziałeś jemu. Nie zmieniaj swojej wersji.

Przepraszam, jak zmienić na format 11x14?

To ja przepraszam! My tu rozmawiamy!

Przełączcie na czwórkę. Będzie łatwiej, jak sam wam pokażę.

Stary.

Nie chcę żadnych problemów.

Zabierz go stąd albo wezwę gliny.

Nie odchodź! Nie skończyliśmy!

Ja już z tobą skończyłem!

Dzwoń na pogotowie.

Dzwoń na pogotowie.

.:: GrupaHatak.pl ::.

.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.