Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Wybaczcie, kochani. To zajmie chwilkę.
Masz pięć minut.
Siemaneczko! Czy Alma May Urbano jest w autobusie?
Bajera. Witaj, kochanieńka.
Miło cię poznać. Jestem Jimmy.
Próbowałem odwiedzić cię w Sandpiper, ale mi nie pozwolili.
Ale to już bez znaczenia.
Bus wam nawalił, a ty w środku. Ale mam farta!
Mam się do ciebie zwracać pani Urbano, Alma May czy starczy Alma?
Mam na nazwisko McGill, ale mów mi Jimmy.
Witajcie, jestem Jimmy McGill, adwokat, ale...
Nie zwracajcie na mnie uwagi. Pogadajcie sobie.
Almo May, pamięta pani odpowiedź na pismo z mojej kancelarii
Davis & Main z Santa Fe w Nowym Meksyku?
- Nie wiem. - Chcemy pomóc mieszkańcom Sandpiper,
którym naliczono za duże sumy za elementarne dobra i usługi.
- Mówi to pani coś? - Chyba. W żółtej kopercie?
Kanarkowa żółć. Sam wybierałem!
Jestem tu po to, by odzyskać pani pieniądze.
O czym pan mówisz? Kto odebrał pieniądze Almie May?
Dobre pytanie. Dziękuję, że padło, panie...
- Amos. Amos Lydecker. - Panie Lydecker, Jimmy McGill.
Nikt nie zabrał tych pieniędzy bezpośrednio.
To nie tak, że ludzie z Sandpiper wpadli do Almy w maskach i okradli ją.
Wyrzućcie to wyobrażenie z głów.
Bardziej pasuje tu zwrot "niezgodność".
To drobiazg, prawie niewinny, ale musimy to naprawić. Nadąża pani?
Ujmę to inaczej.
Almo May, powiedzmy, że jest pani na randce z chłopakiem.
Bo ma pani faceta, nie? Nie? Bez jaj.
Alma May robi mnie w balona.
- A siostrzeńca? - Tak, Steve'a.
- Równy z niego chłop? - Bardzo.
No dobra, to wychodzi pani ze Steve'em na obiad do Birdie's.
Tam dziś jedziecie, prawda?
A więc zjedliście przepyszny posiłek.
Smażony kurczak, zielona fasolka. Niebo w gębie.
A potem przynoszą rachunek.
"Hej, chwilunia, 24 dolary za kawałek biszkoptu?".
- Nieuczciwe, prawda? - Jasne.
Brzmi to tak, jakby ktoś się pomylił w rachunkach.
Wysyłasz więc Steve'a, żeby porozmawiał z kierownikiem.
Kierownik oczywiście poprawia błąd, a co więcej, daje wam talon
na darmowy posiłek następnym razem. Co wy na to?!
Podobnie robi Sandpiper Crossing.
A nic nie smuci mnie bardziej, niż widok ludzi najlepszego pokolenia,
ludzi takich jak moja babcia i dziadek, naciąganych przez wielkie firmy.
Nawet, jeśli to wypadek przy pracy.
Wiem, że dobrzy ludzie z Sandpiper wreszcie to naprawią.
Ale wie pani co? Czasem prościej pozwolić Steve'owi się tym zająć.
I tak powinna pani myśleć o mnie.
Georgiana. Siemka, Georgie. Dzięki.
Mam tu wszystko, dzięki. Smacznego!
Alma May. A jednak. Bardzo dziękuję.
Dzięki, Henry. Dzięki, Sue.
Świetna kaligrafia. Zapomniana sztuka...
.::GrupaHatak.pl::. facebook.com/GrupaHatak
Better Call Saul 2x03 /Amarillo
Tłumaczył: józek & michnik Korekta: michnik
Schweikart & Cokely stosują agresywną strategię, ale z tym sędzią szans nie mają.
W podobnych sprawach zawsze ustanawia wyrok na korzyść powoda.
Dołączyłam notkę na ten temat do waszych materiałów.
Dzięki, Erin. A jak stoimy w sprawie kontaktu z klientami?
Jimmy? Jesteś?
Wybawię cię od przechwalania się.
Ponad 200 nowych klientów Sandpiper sprowadziłeś nam w ciągu trzech tygodni.
- Świetna robota, Jimmy. - Dzięki.
Jesteśmy właśnie w trakcie sporządzania mapy południowego zachodu,
skupiając się na największych placówkach Sandpiper.
Phoenix, Colorado Springs, Fort Worth, Provo.
To dopiero początki. Mój cel to kolejne 200 osób do końca miesiąca.
Z taką liczbą mamy szanse na wielu powodów w każdym z regionów.
Rewelacja. Czekamy niecierpliwie na kolejny raport.
Czas na większy problem, czyli koordynację działań.
Zanim pójdziemy dalej, chciałbym wrócić do pozyskiwania powodów.
Patrząc pod kątem liczb, niebywałe osiągnięcie. Serio.
Z Amarillo wróciłeś z dwudziestoma dwoma klientami.
- Dwudziestoma czterema. - Serio? Zawstydzasz mnie.
Ilu z nich odpowiedziało na nasz list?
- Jedna osoba. - A, no tak.
Pani Alma May Urbano.
Po tej jednej odpowiedzi zrobiło się 24 nowych klientów?
To po prostu...
Nie ma sprawy, ale w czym problem?
Na przykład obrońcy pozwanych mogą widzieć to inaczej i dojść do wniosku,
że doszło do nagabywania.
- Nic takiego nie robiłem. - Zastanawiam się nad źródłem tego sukcesu.
Bo to na pewno zwróci uwagę Schweikart & Cokely.
Wybaczcie, ale tak będzie. Szczególnie przy sprawie z seniorami,
dla których stworzono przepisy odnośnie nagabywania.
Chuck, jestem pewien...
Jimmy, wyjaśnij to, proszę.
Pojechałem do Amarillo na spotkanie z klientką,
i aby upewnić się, że mamy solidną podstawę sprawy.
Zdajecie sobie sprawę, że odwiedziłem sporo domów spokojnej starości.
To bardzo zżyte społeczności. Słowo szybko się tam niesie.
Kiedy Dorothy spod dwójki dostaje nowy wózek, to wielkie wydarzenie.
Czyli pozostałych 23 klientów przyszło do ciebie z własnej woli.
Wiedzieli, co się święci, nim przekroczyłem granicę stanu.
Nie musiałem chodzić od drzwi do drzwi.
Czy to aż takie dziwne, że chcieli pogadać z kimś,
kto może pomóc odzyskać ich pieniądze?
Mówiąc szczerze, i tak powinienem wrócić z wyższą liczbą.
To ma sens. Howard?
Chuck?
Możemy kontynuować?
Ale masz rację, Chuck, to ważne, by dopiąć wszystko na ostatni guzik.
- Wieczna czujność jest ceną doskonałości. - W rzeczy samej.
Skończyliśmy na koordynacji.
Dokładnie tak. Brian, to twoja działka, zaczynaj.
Jasne. Biorąc pod uwagę rozmiary tych spraw,
rozpatrując je indywidualnie i wspólnie,
rozsądnym wydaje się wyznaczenie kogoś do planowania.
Proponuję powołanie w D&M małego zespołu tylko ds. planowania
wszystkich elementów indywidualnych działań.
- HMM uwzględnimy, kiedy... - Brian, wybacz, że przerywam.
Chcę tylko dodać, że rozumiem punkt widzenia Chucka.
Niczym żona Cezara, musimy być poza podejrzeniami.
Nie może być nawet cienia podejrzeń o nagabywanie, więc wycofam się z tego.
Dosyć nasiadówek w placówkach Sandpiper.
Znajdę inny sposób.
Zostawiamy to tobie. Ty odpowiadasz za kontakty z klientami.
Na czym skończyłem? Aha, wiem.
Mając lepiej skoordynowane centrum tutaj, w Nowym Meksyku...
Kim, gdzie dostanę kopię zeznań Neidermana?
Ja mam, Jimmy. Możesz wziąć moją.
- Dzięki, Erin. - Spoko.
- Kurka, gdzie ja ją wsadziłam? - Nie ma sprawy...
Co ten Chuck odstawia. Chryste, nagabywanie?
Kiedy budowaliśmy tę sprawę, ganiałem 89-latki w galeriach.
To było nagabywanie. Obruszał się tym?
- Skądże! - Co się działo w Teksasie?
Nic, robiłem swoje.
Bez śpiewów i tańców w świetlicy seniorów?
Nie w świetlicy.
Wiesz, że przez nagabywanie możesz stracić uprawnienia. To ważne.
Powiem ci, co moim zdaniem ważne.
24 seniorów ma reprezentanta.
Póki się tam nie zjawiłem, nie wiedzieli nawet, że są dojeni.
Teraz mają nas po swojej stronie. To nie wygrana?
Powiedziałeś, że znajdziesz inny sposób.
- Poważnie? - A jak!
Słuchaj...
Musisz zrozumieć pewną rzecz.
Dajesz.
Głową ręczyłam za ciebie.
Myślałem, że to dlatego, że mam podejście do starszych.
A kto ich do tego przekonał?
- Zrobiłaś mi łaskę? - Nie, dupku.
Wierzę w ciebie, przecież wiesz.
A potem powiedziałam to im. Teraz każde twoje działanie odbija się na mnie.
I na Howardzie, bo to ja namówiłam go, by się za tobą wstawił.
Rozumiesz to? To moje słowo, osąd.
Oboje wiemy, że nadajesz się do tej pracy.
Proszę tylko, abyś działał zgodnie z zasadami.
Najpierw trzeba właściwie ułożyć baterie.
Inaczej nie będzie działał. Zamykamy.
I teraz...
chyba zacznie działać, młoda damo.
Ściśnij mu łapkę.
Ale śmieszny.
Kochanie.
Nazwę cię...
Pan Snuggles.
Powinno wystarczyć na następny miesiąc.
Mike, dziękuję.
- Nie czuj się jednak zmuszony... - Za późno.
Coś nie tak?
- Widzę przecież. - Po prostu źle sypiam.
- Głowa mi... - Przepraszam.
Powiedz, że to nie moja sprawa, a się zamknę.
- Nie chcę cię martwić. - To nie w moim stylu.
W ostatnie dwie noce słyszałam strzały.
Ostatniej nocy przecznicę, może dwie dalej. Obudziły mnie.
Najpierw pomyślałam, że to petardy.
Wczoraj nabrałam pewności, że to trzy krótkie strzały.
Puk, puk, puk.
Jakby przed domem.
- Wezwałaś policję? - Przyjechali po godzinie.
Kręcili się tu dwie minuty, ale wtedy nie było już czego oglądać.
- Zostanę tu na noc. - Nie, to niepotrzebne.
Żaden kłopot, położę się na kanapie.
Pytałeś, więc odpowiedziałam. Nie chcę żałować, że to zrobiłam.
Kaylee, chodź na obiadek.
A co z Colorado Springs?
283 mieszkańców. Wysłaliśmy 283 listy.
- Ile wróciło? - Zero.
Do kaduka!
- Dana, Toni, miłego. - Wzajemnie, panie Main.
Cliff, masz chwilkę?
- Co jest? - Ja w sprawie listów do Sandpiper.
Spodziewamy się odpowiedzi od 12 do 15%.
Odpisuje ledwie jeden. Z Colorado Springs nikt.
- Dlaczego? - Stawiam na personel.
Wywalają pocztę, nim trafi do adresatów.
Może kierownictwo Sandpiper im to nakazało.
- Dałoby się to zaskarżyć. - Gdyby dało się to udowodnić.
Potrzebowalibyśmy do tego mnóstwa ludzi.
Póki co, skupmy się na powiększeniu liczby klientów.
Wymyśl coś innego.
Chyba wymyśliłem. Reklama w telewizji, ściśle targetowana.
W Sandpiper wszystko jest planowane z zegarkiem w ręku.
Mussolini byłby dumny. Każdy odwiedzany dom miał ten sam rozkład.
10:00 rano - aerobik wodny. 14:00 - taniec.
I tak dalej. Od 15:00 do 16:00 czas wolny.
Czemu? Serial "Murder, She Wrote."
Nadawali go już za czasów dinozaurów. A kiedy się zaczyna,
działa na dziadków niczym lep na muchy.
Kiedy o 15:14 wchodzi pierwszy cliffhanger,
pierwsza reklama od Davis & Main - widownia gwarantowana.
- Sandpiper nic z tym nie zrobi. - Kiedyś juz próbowaliśmy reklamy.
Przy innej sprawie. To dla nas nowość.
Nie moja bajka, ale mówiąc ogólnie, jestem otwarty.
Pogadamy za tydzień.
Super, bezpiecznej podróży.
/Jeśli u ciebie /lub członka twojej rodziny
/wykryto międzybłoniaka /lub podobne przypadłości,
/może należeć ci się odszkodowanie.
/Międzybłoniak to rzadka choroba płuc, /występująca u osób narażonych
/na kontakt z azbestem, /znanym środkiem kancerogennym.
/Wdychanie włókien azbestu /może wywoływać poważne i śmiertelne choroby:
/złośliwego raka płuc, /międzybłoniaka i pylicę azbestową.
Długo się z tym męczyli.
- Ale z czym? - Tym wirem.
Miał być mglisty, ale nie za mocno.
Potem był problem z szybkością. Odbyli mnóstwo narad.
Na pewno.
/Dzwoń do Davis & Main /pod 505-242-7700.
- I Cliff to zatwierdził? - Partnerzy byli bardzo zadowoleni.
- Co myślisz? - Że to... A gdzie tu show?
Ej, tylko obczaj.
Ricola! Ricola!
Możecie się, głąby, choć przez chwilę zachowywać jak profesjonaliści?
- To bardzo cenny okaz. - Ta? A co to?
Alpejski Pasterz. Dla bratanka.
Idziemy, narada producentów.
Dobra, słuchajcie. Praca w grupie czyni cuda.
Razem możemy coś stworzyć. Brawura!
To wyjątkowa okazja, szczególnie dla was,
bo to zobaczy cały płd-zachód, i kto wie, do czego to doprowadzi.
- Prowadzi do stówki na łeb. - Ale pazerni.
- Zbieram na VX2000. - Szybki quiz...
Co łączy nas z wielkimi...
Welles, Fellini, Bergman... Legendami?
- No co? - Wszyscy trzej
pracowali w bardzo lukratywnym i kreatywnym przemyśle reklamowym.
Dziś do nich dołączymy. To nie przelewki.
No to słuchajta.
Na początek damy babcię na bujanym fotelu.
W tył, w przód, w tył... A wtedy bardzo spokojnie
zbliży się do niej kamera.
- Na wózku. - Dokładnie.
A widzisz go gdzieś?
- Nie przytargaliście go? - Nie.
Nie prosiłeś o to.
- Wózek za opłatą. - Dokładnie.
To bez wózka.
Będziemy improwizowali. Wczujcie się.
Buja się. Drży.
Trzyma potargany szal.
Te bezduszne kutafony odłączyli jej ogrzewanie.
Jest głodna i zziębnięta, samotna jak palec.
To łapie za serce.
Piękne czarno-białe ujęcie. Damy radę, nie?
I to tyle? Staruszka na fotelu?
To ma być ta twoja reklama?
Czy ktoś cię w ogóle lubi?
Jestem gotowa na zbliżenie, panie McGill.
Miłego.
Kochanie, co się stało?
Co się dzieje?
Co takiego?
- Gdzie Kaylee? - W szkole, nic jej nie jest.
- Nic o tym nie wie. - Nic ci nie jest?
Pokażę ci.
To jest tam.
Widzisz? O tam!
Widzisz? Poznajesz ten kształt?
- Widzisz to? - Tak.
O której usłyszałaś te strzały?
0 2:13 nad ranem. Spojrzałam na zegarek. Było ich trzech.
- Dokładnie jak ostatnim razem. - I nie wezwałaś policji?
Ale po co.
Biorę pod uwagę wszystko, ale może ci się to tylko śniło?
- Czasem tak bywa. - To nie sen, bo całą noc nie zmrużyłam oka.
To ślad po kuli.
Nie było go tu zeszłej nocy, przysięgam.
Nie było cię tu, a ja byłam.
Wierzę ci.
Wierzę ci.
Dobra, dosyć tego. Zabieram was z tego domu.
Koniec historii.
- Zastanawiałeś się czasem nad tym? - Nad czym?
Nad tym. Jaką historię kryją?
- Kto wymyślił miskę kul. - Nie wiem, już tu były.
Bez kitu, są w każdym domu wynajmowanym przez korpo.
Jak Biblia Gideona.
Nie bądź zazdrosna o moją misę kul.
Czemu we wszystkich stoją puste wazony?
Tak każe prawo. No i to metafora.
Będzie mi brakowało wibrujących krzeseł z salonu masażu.
Jeśli chcesz, wprawię w wibrację każde krzesło w tym salonie.
Jesteś gotowa?
No dobra, to masz 86 lat.
Jesteś mieszkanką Sandpiper w Colorado Springs.
- Dojadłaś limonkową galaretkę. - Limonkową, okas.
W świetlicy oglądasz właśnie swój ulubiony program.
O czym? O kolejnym morderstwie w Cabot Cove?
- Nie. - Tak!
Szeryf znowu potrzebuje pomocy.
Jessica Fletcher musi odłożyć pisanie książki i pomóc stróżom prawa.
Szok! Morderca zostawił szyfrogram i... reklamy.
/Oszczędzaliśmy z mężem /od wielu lat.
/Chcieliśmy mieć oszczędności, /by na starość nie być ciężarem dla rodziny.
/Po śmierci Ronalda /wyprowadziłam się do domu spokojnej starości.
/To miłe miejsce. /Obiecali zapewnić mi wszystko,
/ale nagle okazało się, /że nie mam już pieniędzy.
/Jak do tego doszło? /Gdzie one zniknęły?
- To nieprawdziwa łza, nie? - Vizine.
/...jesteś mieszkańcem /placówki Sandpiper Crossing
/albo innego większego domu opieki, /masz szansę na odzyskanie pieniędzy.
/Zadzwoń po darmową poradę /do Davis & Main pod 505-242-7700.
No i?
Zrobiłeś to ze studentami filmówki?
- Byłem reżyserem. - Wygląda profesjonalnie.
- No i? - Gdybym była 86-letnią mieszkanką Sandpiper,
- dzwoniłabym. - Tak!
Zaorane. A wszystko zgodnie z zasadami
- Amerykańskiej Rady Adwokackiej. - Supcio.
Nie wierzę, że Davis & Main na to poszli.
W końcu zarządzam wydziałem kontaktów.
Ale że Cliff to przyklepał.
- A czemu miał nie przyklepać? - To fantastyczne.
Uczcijmy to. Wina?
No jasne.
/Davis & Main: /Kto ukradł moje oszczędności?
Colorado Springs, Kolorado.
Proszę o numer do KKTV, kanał 11.
Omar, muszę jak najszybciej wysłać paczkę.
Może mnie pani połączyć z waszym działem reklamy?
- Dzięki. - Dziąsła w porządku, żadnych cofnięć.
Język też. Oczy czyste.
Panienka jest w świetnym stanie. Może panie przytną jej pazurki?
Innym razem.
Co masz dla mnie?
Ochrona, 200 baksów.
- Co jeszcze? - To najlepsze, co mam.
Znam lichwiarza. Potrzebuje skutecznych egzekutorów.
Płaci nieźle. To stała fucha.
Najczęściej kończy się na zastraszaniu.
Najczęściej? Nie będę tłukł ludzi. Co jeszcze?
Już to omawialiśmy.
Chcesz lepszej płacy, musisz ubabrać se łapy.
Szanuję twoje zasady, ale tak to już jest.
Dobra.
Będzie potrzebowała zastrzyku DHPP.
Przyślę ci powiadomienie. Do następnego.
Biorę tę ochronę.
Za 200?
Dam ci znać, kiedy i gdzie.
- Wszyscy już wiedzą? - Tak.
Każdy numer zaczynający się od 7700 zostanie przekierowany tutaj i do ciebie.
Każdy z asystentów czeka w gotowości.
Jeśli będziesz rozmawiać, a zadzwoni kolejna osoba,
nie połączy się z pocztą, tak? To niezwykle ważne.
- Starsze osoby nie chcą gadać z robotami. - Jeśli ktoś zadzwoni, a będę zajęty,
połączy się z Maidą. Następną rozmowę dostanie Iris,
potem Julian, Barbara, Yvonne i tak dalej...
Dobrze. To jest plan.
- Która godzina? - 15 po.
Powinna właśnie lecieć, nie?
Coś jeszcze?
Nie. Dzięki.
Będę u siebie.
Dalej.
Dalej.
Dalej, Colorado Springs.
/Dzień dobry, kancelaria Davis & Main. /W czym mogę pomóc?
/Tak, to niefortunne.
/Mogę prosić o numer kontaktowy /dla jednego z naszych prawników?
/Dzień dobry, kancelaria Davis & Main. /W czym mogę pomóc?
/- Zgadza się. /- Dzień dobry, kancelaria Davis & Main.
/Dzień dobry, kancelaria Davis & Main. /Gorąca linia Sandpiper.
/- W czym mogę pomóc? /- Oddzwonimy.
Tak, chętnie wyślemy pakiet informacyjny.
Jest pani mieszkanką placówki Sandpiper Crossing?
/Dzień dobry, kancelaria Davis & Main. /W czym mogę pomóc?
Bingo.
/Pojawiła się pewna fucha.
/Dobrze płatna.
/To nic pewnego, /biorąc pod uwagę twoją wybredność.
/- Co to za fucha? - Pytałem. Gość nie powiedział.
Cokolwiek by to nie było, kasa jest konkretna.
A gość wyraźnie prosił o ciebie.
Co to za gość?
/- Nie utrzymam kursu. /- Straciliśmy kontrolę.
/- Idziemy na dno. - "Idziemy na dno".
Patrz, to najlepsza część.
Wszyscy zginęli? Powiedz choć tyle.
Rock Hudson walnął w górę lodową?
Zagrał w tym przed czy po nakręceniu "McMillan & Wife"?
Zamknij się. Oglądaj.
Co to za fascynacja historiami o gościach na biegunie północnym?
"Ice Station Zebra" dzieje się na północnym. "Coś" dzieje się na południowym.
Nie da się ich pomylić.
Mój ojciec to uwielbiał.
On i Howard Hughes.
Co nie?
Dwie najważniejsze recenzje.
- To szef. - O tej porze?
Na gratulacje nigdy nie jest za późno.
- Cliff, ty ciągle w biurze? /- Wypuściłeś reklamę?
Tak. I wierz mi, reakcja była...
/Wypuściłeś reklamę bez pokazania mi jej,
bez konsultacji ze mną i partnerami. Myślałeś, że się nie dowiemy?
/- Planowałem powiedzieć ci rano. - Dzień po emisji?
/Puściłem ją raz. Zasięg był niewielki.
To był taki eksperyment. Cichaczem.
Poza tym sam powiedziałeś, że kontakt z klientem to moja broszka.
/Nie wciskaj mi kitu. /Zakładam, że padła tam nazwa firmy?
- Tak. - Jezu...
Howard mówił, że jesteś ekscentryczny. Ale nie powiedział, że jesteś sabotażystą!
Prawdę mówiąc, nie sądzę...
Przepraszam, jeśli źle oceniłem sytuację,
ale jest też pozytywna strona.
Zadzwoniły do nas 103 osoby.
Po reklamie za 700 dolarów.
Takiego zwrotu inwestycji nie osiągniesz...
/Jutro o 8:00 w moim biurze. Ze wszystkimi partnerami.
- Chcemy to zobaczyć. - Kiedy to obejrzysz, zrozumiesz...
Jasne.
Dziękuję. Ty też.
Do zobaczenia.
- Złoty chłopak. - To ja.
Co mnie ominęło? Coś wybuchło?
Jesteś przezorny?
Powiesz mi, co tu robimy?
- Mam problem. - W porządku.
Nie mogę go rozwiązać samemu.
Chodzi o kogoś czy o coś?
Jest pewien gość.
Musi zniknąć.
W reklamie wystąpił: józek Mike'owi robotę nagrał: michnik
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.