Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
- Howard. - Dobry, dostawa dla McGilla.
- Co ty tutaj robisz? - Kopę lat, co?
Pomyślałem, że wpadnę. Czyżbym słyszał muzykę?
Nie, ja tylko... Wezmę to od ciebie.
- Miło cię widzieć, Howard. - Wzajemnie.
Cholernie za tobą tęsknimy. Nie odbierz tylko tego jako nacisk.
Myślę o tym, by w następnym tygodniu wpaść do was na godzinkę lub dwie.
Ale to jeszcze nic pewnego.
Jeśli masz na to ochotę.
Z przyjemnością cię przyjmiemy, nawet na te kilka chwil.
Określę się dokładniej, a Ernesto przekaże szczegóły.
Bajerancko.
- Jak sprawuje się Ernie? - Ogólnie dobrze.
- No i fajnie. - Wszystko gra w sprawie Sandpiper?
Powoli do przodu.
Davis & Main są pomocni.
W końcu to złożona sprawa.
Na pewno to nie sprawa dla dwóch osób.
Jakieś wieści od Jimmy'ego?
Tak, rozmawialiśmy.
- I co u niego? - Dobrze.
Radzi sobie.
A skoro o tym mowa... Mam wieści.
Pracuje dla Davis & Main.
Ale jako kto?
Jako adwokat?
Clifford Main zatrudnił Jimmy'ego?
Mówiąc szczerze, miał wątpliwości, ale postanowił dać mu szansę.
Jego ludzie kontaktowali się z innymi ludźmi,
ale ilekroć trafili na mieszkańca Sandpiper,
chcieli tylko Jimmy'ego.
- Staruszkowie... - Go kochają.
Dokładnie, plus Cliff uznał, że to dobry pomysł,
by sprawa zachowała... ciągłość.
- Jimmy ma podejście do ludzi. - Fakt.
Mają świadomość jego przeszłości?
- Edukacji? - Rozmawialiśmy przed podjęciem decyzji.
Niczego nie ukrywałem. Starałem się być obiektywny.
- Ale też nie zniechęcałem. - Jasne.
Bo niby czemu.
Prawdę powiedziawszy...
to Kim Wexler mocno na nich naciskała. A ja nie przeszkadzałem.
- Ma szanse na partnerstwo? - Raczej...
Chyba tak.
I świetnie.
- Dobra jego. - Charlie Cwaniak, co?
Dobra, dłużej nie przeszkadzam.
- Dodać coś do listy Erniego? - Nie, wszystko jest jak trzeba.
- Dzięki za wizytę. - Nie ma za co, tęsknimy.
Ale bez ciśnienia.
.::GrupaHatak.pl::. facebook.com/GrupaHatak
Better Call Saul 2x02 /Cobbler
Tłumaczenie: józek i michnik
/Przegląd dokumentów /to działka HHM.
Zwróciliśmy się do Sandpiper z prośbą o następujące dokumenty:
Jeden - umowy najmu; teraźniejsze i przeszłe,
ze wszystkich ośrodków. Dwa - dokumentację transakcji
wszystkich dostawców Sandpiper. Trzy - lista przeszłych i teraźniejszych
dostawców Sandpiper. Cztery - wszystkie umowy i kontrakty
zawarte między Sandpiper a dostawcami.
Pięć - zaświadczenia wypłat z ubezpieczeń społecznych.
Sześć - rachunki z zasiłków.
Siedem - rachunki nie związane z...
Niezły wygląd. Jak w Santa Fe?
Powiem ci, że...
A nie mówiłam?
A jak mieszkanie?
Najlepsze służbowe, jakie można wymarzyć.
Muszę je zobaczyć.
Może odejdę z HHM? Załapię się na ten wypasiony pociąg D&M.
Bo taki jest.
Niesamowite.
Jimmy...
Cieszę się twoim szczęściem.
Dzięki. Nieźle mi się wiedzie.
Myślę nawet o tym, żeby zacząć rozglądać się
za domem do kupienia.
- W Santa Fe? - Jeszcze nie wiem.
Może coś bliżej Albuquerque, skoro tak często podróżuję.
W połowie drogi.
- Tak, myślałem o... - Co powiesz na Corrales?
Mały bungalow albo niekoniecznie mały.
- Mało ścian. - Żeby nie zaburzały mojego chi.
Ale na pewno chcę dużo przestrzeni. Potrzebuję kontaktu z naturą.
Konie. Powinieneś je kupić.
- To byłoby niesamowite. - Za drogo. Jedzą owies, nie?
- Nieustannie jedzą owies. No i podkowy. - Ale warto.
Musisz skołować im podkowy i przybijać młotem.
I tak warto. Długa przejażdżka,
a potem kielich wina na patio o zachodzie słońca.
No i trzeba kupić grilla. Całe dnie byśmy przy nim siedzieli.
Na bank trzeba kupić grilla.
No dobra...
Zbieram się do salonu. Dostarczyli mój służbowy wóz.
- Mówisz serio? - No co?
"A gdzie moja złota fura?
- Nie, nie ten. To tamten". - Zazdrośnica.
A jak.
Zapomniałabym. Mam prezent.
Pięknie zapakowany. Aż żal otwierać.
To prezent, okaż wdzięczność.
/Drugi prawnik na świecie! - Żeby była jasność.
Daj spokój, drugi to i tak nieźle.
Spoko.
Dzięki. Do wieczora?
Może. Jeśli dobrze to rozegrasz.
Siema, piękna.
I co wy na to, panie?
Prawda? W środku skóra,
ogrzewane siedzenia na mroźne pustynne poranki.
Tak musi być w niebie.
Przytulas na pożegnanie?
Nie? No dobra. Pies z łzami i "do następnego".
Pewno metryczny.
Co ty tutaj robisz?
Pracuję tu.
Jaki ten świat mały.
To parking policyjny?
- Tak. - A zwracają koszt postoju?
Zajedź tu z boku, mamy do pogadania.
Po co tu przyjechałeś?
- Mam sprawę do policji. - I jakaż to sprawa?
Skoro chcesz wiedzieć, to mnie okradziono.
Ktoś włamał się do mnie i ukradł moje rzeczy.
- Narkotyki. - Ale tego glinom nie powiedziałem.
- Nie jestem głupi. - Rozmawiałeś już z nimi?
Dwóch z nich było u mnie w domu.
Ale mam gdzieś narkotyki.
Znaczy może trochę. Chcę odzyskać moje karty z baseballistami.
- Karty? - No.
Mam cenną kolekcję kart z baseballistami,
- którą ktoś ukradł. - Nie powinienem ci tego mówić,
ale to kiepski pomysł,
by gadać z policją, będąc przestępcą.
Nie jestem tu w charakterze przestępcy.
Jestem ofiarą kradzieży. A że okazyjnie sprzedałem kilka farmaceutyków,
to nie należy mi się ochrona przez przestępstwem?
Byłem ostrożny podczas rozmowy z nimi.
Nie mają pojęcia o mojej innej aktywności.
- Skoro spisali raport, co tu robisz? - Wezwali mnie.
Mają jakieś pytania. Bardzo chcą ująć złodzieja.
Jesteś świeżak, zatem dam ci radę.
- Zaprosili cię na połów. - A co to takiego?
Nie mają interesu w tym, by pomóc ci odzyskać karty.
Najwyraźniej jesteś podejrzanym.
Ale przecież nic nie mogli tam znaleźć.
Wracam do naszej wcześniejszej rozmowy
o tym oczojebnym wozie krzyczącym "wożę dilera".
Podejrzewają cię. Udając twoich przyjaciół,
wzbudzą w tobie poczucie bezpieczeństwa,
a wtedy dobiorą się do ciebie.
- I pękniesz. - Nie...
- Nie zgadzam się. - Bez dyskusji. Jedź do domu.
- Ale jestem umówiony. - Olej to.
Jak będą dzwonili, nie odbieraj telefonu.
- A moje karty? - Wrzuć je w koszta.
Nie! Odzyskam je i koniec!
- Zaryzykuję. - Nie.
Bo wtedy i ja będę w niebezpieczeństwie.
Ale muszę!
Te karty...
Niektóre należały do mojego ojca.
Odzyskam je i basta.
Znajdę te twoje karty.
Zrobiłbyś to?
Aleś ty hojny.
To będzie kosztować.
Finansowy aspekt sprawy omówimy, kiedy...
No dobra. Jezu.
- Wskakuj. - Nie chcę przeszkadzać.
Nie przeszkadzasz. Spuszczam trochę pary.
- Nieźle grasz. - Dzięki.
- To oczyszcza głowę. Grasz na czymś? - Próbowałem w liceum,
ale uznałem, że są łatwiejsze sposoby na podryw.
Mam nadzieję, że masz swoje sposoby na luz. Każdy musi mieć.
- Jak ci tu? - Świetnie.
To niezły awans.
Fajnie mieć cię wśród nas.
Daj znać, jeśli czegoś ci brak.
Dzięki, Cliff. Świetnie mi u was.
Super.
- Dobra, wracam do pracy. - Ja też.
Chyba coś znalazłem w otrzymanych dokumentach.
Schweikart i Cokely odnoszą się
do "opcjonalnego programu zasiłków", ale sprawdziłem kontrakty mieszkańców
i nikt z tego nie zrezygnował, więc to chyba opcja obowiązkowa.
Myślisz, że to podpada pod zatajenie informacji?
Powtarzają, że to opcjonalne, czyli dobrowolne. Możemy założyć,
że podstawowym warunkiem przyjęcia jest optowanie za,
więc ich twierdzenie, że to dobrowolne nie trzyma się kupy.
To może być coś.
Nieźle, Jimmy.
- Witam, w czym pomóc? - Chciałem dokonać wyceny.
Mi samochód. Mi coche. Robicie to?
Tak, samochody. Todo el tiempo.
Chciałbym odnowić tapicerkę.
Rzucisz pan okiem?
Myślę o odnowieniu. Chcę dać starej pani nową miłość.
Fajnie, że szykuje się robota, ale lepiej by kupił se nowy.
Powiedział, że powinien pan oszczędzić i kupić se nowy.
Ten ma wartość sentymentalną.
Klasyczna bryka.
Jaki chce?
- Jaki materiał? - Skóra.
Może aligator.
Za dużo kasy.
Już mówiłem, że ma wartość sentymentalną.
Egzotyczna skóra gryzłaby się z wozem.
Może coś, co bardziej pasuje do wozu.
Przekonaj go.
Skóra aligatora będzie wyglądała tandetnie.
Taniej będzie lepiej.
To co by pan wybrał?
Przepraszam.
Mój syn panu pomoże.
Pomóż mu.
I postaraj się go nie wkurzyć.
Jak mnie znalazłeś?
- Czego tu chcesz? - Kart z graczami.
Myślę se tak. Zobaczyłeś wóz symbolizujący kryzys wieku
i postanowiłeś odciąć więzy z człowiekiem.
Nie dziwię się, bo zrobiłem to samo. A potem go okradłeś.
Te karty to na pewno sposób, by dorobić na boku
i dać durniowi nauczkę.
Nie wziąłeś jednak pod uwagę, z jak wielkim durniem masz do czynienia.
Wprost przeciwnie.
Więc nie doceniłeś więzi, jaką ten człowiek ma z kartami.
A jest taka, że wezwał policję i zgłosił kradzież.
Teraz gliny węszą.
No to masz problem.
Raczej mamy.
Ja jednak zaryzykuję.
- Ale powodzenia. - Myślałem, że dostrzeżesz dylemat
i zrobisz, co trzeba. Widzę jednak, że mamy do czynienia
z zasadą kija i marchewki.
Tak? I to jest ten kij?
Przychodzisz tu i grozisz mojej rodzinie?
Potrzebny ci większy kij, starcze.
Nie przyszedłem tu, by grozić twojej rodzinie.
A kij nazywa się Tuco Salamanca.
Jeśli nie będziesz współpracował, Tuco dowie się o interesie na boku.
Taki kij może być?
Ja jednak wolałbym marchewkę. Ty chyba też.
A dokładnie?
Oddasz mi karty,
10 tysięcy w gotówce,
a zarobisz na czysto jakieś 60 koła.
I jak to miałoby wyglądać?
/Ernesto?
- Wybiera się pan gdzieś? - A i owszem.
Na zakrętach trochę ją ponosi.
I musi latać na wysokooktanowej.
Brzmi jak przekręt, ale różnica jest odczuwalna.
No i myłbym ją co najmniej raz w tygodniu. Nie żałujcie też wosku.
To zawsze dodatkowa warstwa ochronna.
Zasługuje na najlepsze.
Dopilnuję, by chłopaki w dziupli obeszli się z nią delikatnie.
Dlaczego? Nie...
Myślisz, że będę tym jeździł?
Wygląda jak autobus dla sześcioletnich alfonsów.
Jedziemy z tym koksem?
Aaron...
Jest też Jeter.
- Mantle! Jest! - Wszystko gra?
Tak, chyba są wszyscy. Mam komplet.
A teraz ta druga rzecz.
Na tym kończymy wspólne interesy.
Sądzę, że powinien mnie jeszcze przeprosić.
To znowu policja.
Sandpiper nie odpowiedział na nasze prośby.
Zakopali nas w papierach, ale nie ma tam niczego istotnego.
Żadna niespodzianka. Będziemy musieli zdobyć ich wyciągi bankowe.
- Jimmy, a co z klientami? - Czekając na te wyciągi,
powinniśmy wypytać też o to samych klientów.
Większość z nich ma jeszcze papiery z czasów Eisenhowera.
Choć biorąc pod uwagę ich brak organizacji,
będzie z tym trochę roboty.
- Przepraszam, że przeszkadzam. - Ta jedna kobieta...
Słodka, ale głucha jak pień, trzyma wszystkie dokumenty w...
- Trzyma je... - Przepraszam cię.
Poproszę wszystkie telefony i urządzenia elektroniczne.
Witaj, Chuck. Usiądź.
Nie zwracajcie na mnie uwagi. Witam wszystkich.
Przepraszam, że przerwałem. Udawajcie, że mnie tu nie ma.
Fajnie, że wpadłeś.
Na czym stanęliśmy?
Mówiłem...
Wyciągnięcie dokumentów od niektórych klientów...
Mamy tam kilku zbieraczy. Niech ich Bóg błogosławi.
Odwiedzałem panią Gusdorff z Santa Fe,
spędziłem całe popołudnie, przeglądając stos przepisów
i kuponów z loterii. Ale teraz mamy kopie
jej miesięcznych wydatków od marca 1997 roku.
Może to być nieco wyczerpujące, ale klienci zawsze będą najlepszym źródłem.
A do tego mają słodycze.
Halo?
- Co ty tu robisz? - Moje nazwisko widnieje na budynku.
Dobrze, że wpadłeś. W razie czego jestem u siebie.
Dlaczego tu jesteś?
By być świadkiem.
James McGill.
Tu Ehrmantraut.
Kompas moralny wciąż nawala?
Jeśli tak, mogę mieć robotę.
Gdzie i kiedy?
Proszę usiąść.
Dziękujemy, że pan przyszedł, panie Wormald.
- Oczywiście. - Przyglądaliśmy się raportowi policyjnemu.
Mamy kilka pytań.
Przepraszamy za zawracanie głowy. To standardowe rzeczy, prawnik jest zbędny.
Jestem tu bardziej w roli doradcy.
Dan chciał mieć przy sobie jakąś przyjazną twarz.
Wszyscy jesteśmy przyjaźni.
No proszę! Czwórka przyjaciół.
Chcemy tylko wyjaśnić pewne kwestie, by pomóc panu w odzyskaniu mienia.
Wiecie, nie szkodzi. Nie ma potrzeby...
To standardowa procedura.
Policjanci nie zawsze spisują w raportach wszystkie informacje.
Chcemy znaleźć gości, którzy ukradli panu karty.
Ale to...
Mój wujek miał kartę Ty'a Cobba. Trzymał ją za grubym szkłem.
- Jakby to była Mona Lisa. - Ty Cobb?
Niech uważa ze światłem.
Nawet sztuczne oświetlenie ma pewną dawkę promieniowania ultrafioletowego,
która może... Po długim czasie...
Może nam pan przypomnieć, gdzie trzymał pan karty?
Jak usiłowałem już powiedzieć, sprawa jest nieaktualna.
Znalazłem je.
- Znalazł pan karty? - Tak.
- Chciałem powiedzieć wam o tym osobiście. - Znalazł je pan?
- Gdzie? W domu? - Nie, zatrudniłem prywatnego detektywa.
Wyśledził je.
Serio? I gdzie były?
Sprawa zamknięta. Naprawdę.
Nie chcę zawracać panom głowy. Zmarnowaliście na to dość czasu.
Nic nie szkodzi. To nasza praca.
Chcemy tylko znać wszystkie fakty, by móc zamknąć sprawę.
Już po wszystkim. Sprawa zamknięta.
Wiem, ile macie roboty.
- Mordercy, rabusie, gangi... - Może wyjdziesz na powietrze?
Napij się kawy, a ja tu skończę.
Przejdźmy do rzeczy.
Koledzy w mundurach znaleźli skrytkę pana Wormalda,
dlatego tak bardzo chcecie mu "pomóc". Rozumiem to.
Skrytka za listwą podłogową? Każdy byłby podejrzliwy.
Zapewniam jednak, że nie dzieje się tu nic nielegalnego.
- To dlaczego tak się denerwuje? - To trochę podejrzane.
Wszyscy mamy swoje tajemnice, czyż nie? Kto z nas jest bez grzechu?
Jednak nie wszystkie grzechy to przestępstwa. A już na pewno nie te pana Wormalda.
- Są jednak sprawą prywatną. - Prywatną jak handel narkotykami?
Nie. Wykręca się od odpowiedzi, bo to wrażliwy temat.
Delikatna sprawa, która nie powinna panów interesować.
Chcielibyśmy uwierzyć panu na słowo, ale to nam nie wystarczy.
Wszystko sprowadza się do nieporozumienia między panem Wormaldem
i jego mecenasem sztuki.
- Mecenasem sztuki? - Dokładnie.
Mój klient ma umowę z zamożnym jegomościem,
któremu to pan Wormald dostarcza sztukę
w zamian za hojny... Nazwijmy to patronat.
- Sztukę w sensie obrazy? - Bardziej media cyfrowe.
- Cyfrowe? - Nagrywa dla niego filmy.
- Jakiego rodzaju filmy? - Prywatne. Artystyczne.
To było w skrytce. Do tego ona służy.
Ten mecenas sztuki ukradł nagrania i karty?
To było nieporozumienie.
Nazwijmy to różnicą zdań. Artyści to niestabilne istoty.
Wszystko sprowadza się do kłótni kochanków.
Dwóch dorosłych mężczyzn pokłóciło się. Normalka.
Mecenas ukradł nagrania i karty, by dać nauczkę.
Najważniejsze, że wszystko zostało już rozwiązane.
Pogodzili się i pan Wormald nie zamierza wnosić zarzutów.
Co było na tych nagraniach?
- Były prywatne. - Już pan to mówił.
Były to nagrania łechtające zmysły.
- Czyli pornosy? - Nie...
Nie do końca.
Prędzej filmy dla fetyszystów. Ale to nic nielegalnego.
Jedynie mężczyzna w ubraniu, sam na sam ze sobą.
Pan Wormald w ubraniu.
Pan Wormald w ubraniu? Sam?
- I co robił? - No właśnie.
Przysiad w cieście.
- A co to jest? - Przysiad w cieście, przecież wiecie.
- Nie wiem. - Ja też nie. Co to?
I wy jesteście z policji? Przysiad w cieście z Hoboken?
Księżycowe Oreo? Bostoński plusk śmietany?
Serio? Murzynek w rowie?
Dupna szarlota? Panowie!
- Czy ja mówię w obcym języku? - Co to, kurna, przysiad w cieście?
Kiedy mężczyzna siada w ciasto.
Siada w nie...
i potrząsa.
Może znacie to jako majonez Hellmann's,
ale on robi przysiady płaczu, więc dochodzą do tego łzy.
To już wyższa szkoła. Nie wszyscy z nich płaczą.
Powiem wam jedno.
Ten gość to prawdziwa Julianne Moore, kiedy już oczy mu zajdą łzami.
Ciasta? Że niby jabłecznik?
Nie ja to nagrywam. Ale chyba z bananowym kremem,
może z brzoskwinią?
No i dochodzi jeszcze kostium.
Chyba zalewasz.
Bo zmyśliłbym coś takiego?
Świat to zadziwiające miejsce.
Wierzcie mi, nie chcecie tego oglądać.
- I wszystko gra? - Tak.
Pozostała jeszcze tylko jedna kwestia.
- Jaka? - Musisz nagrać film.
Moment, to on siada w cieście, czy je zjada?
Jedno i drugie. Co tylko zechcesz.
- A co jest najpierw? - Ty decydujesz.
- To dlatego płacze? - Można tak założyć.
Jak ty na to wpadłeś? Za milion lat bym tego nie wymyśliła.
Muza przemawia przez moją osobę, jestem jedynie skromnym naczyniem.
- I kupili to? - Ano.
Słyszałam o różnych ściemach, ale to prawdziwa wisienka na torcie.
Kim!
Wisienka na cieście. Przepraszam.
- Powinnam teraz skoczyć z dachu. - Wstydź się.
Jezu, ty to bajki wymyślasz.
- Ale to nagranie przypieczętowało sprawę. - Jakie nagranie?
- Moment, nakręciliście film? - Pod koniec Dan się naprawdę wczuł.
Uwierzyłem w jego łzy.
To niewykorzystane rekwizyty.
Nie wiedziałem, ile będzie ujęć, więc kupiłem więcej.
Daję ci słowo, ludzki pośladek ich nie tykał.
- Sfabrykowałeś dowód? - Nakręciłem film.
- Żaden dowód. - Oczyściłeś nim klienta.
- Wykorzystałeś sfabrykowany dowód. - Dzielisz włos na czworo.
Nic nie dzielę.
A gdyby w Davis & Main się o tym dowiedzieli?
To nie był ich klient. To była mała sprawa pro bono.
- W swoim czasie. Moja sprawa. - Dlaczego?
Dlaczego ryzykujesz najlepszą pracę, jaką miałeś, dla sprawy pro bono?
- Wyświadczałem przyjacielowi przysługę. - Mogłeś stracić uprawnienia. Niezły przyjaciel.
Nic się nie stało. Udało się.
- W Davis & Main nic nie wiedzą. - Igrasz z ogniem.
Nie narzekałaś, kiedy Ken zapłacił nasz rachunek w barze.
To też było złamanie zasad, ale podobało ci się.
- Bardzo. - To zupełnie inna sprawa.
- Niby dlaczego? - Tamto nie miało związku z pracą.
Po prostu się wygłupialiśmy. Ty sfabrykowałeś dowód.
To ci może zaszkodzić. Gdyby się dowiedzieli albo cię przyłapali...
- Nigdy się nie dowiedzą. - Mówisz jak każdy kretyn z kartoteką.
Rób tak dalej, a się dowiedzą.
I po co to?
Jaki w tym sens?
Nie chcę słyszeć o takich rzeczach. Nigdy więcej.
Poważnie mówię.
Nie usłyszysz.
W cieście taplał się: józek Kamerę trzymał: michnik
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.