Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Nie! A niech to szlag!
No weź.
Słyszy mnie ktoś?
/Wyjście tylko ewakuacyjne. Otwarcie drzwi /aktywuje alarm i powiadamia policję.
/SG TU BYŁ.
.:: GrupaHatak.pl ::. facebook.com/GrupaHatak
Better Call Saul 2x01 /Switch
Tłumaczenie: józek & michnik
- O, jest. - Super.
- Jimmy, w samą porę. Miło widzieć. - Cześć, Howard. Witajcie.
- James McGill, Clifford Main. - Starczy Jimmy. Miło cię poznać, Clifford.
Wzajemnie. Słyszeliśmy o twojej pracy nad Sandpiper.
To wspólne starania. Ekipa z HHM
- nadała sprawie bieg. - Ale bez ciebie tej sprawy by nie było.
Dokładnie tak. Jak tylko do was dołączy,
- zrozumiecie jego ksywkę "Charlie Cwaniak". - Jimmy, moi wspólnicy...
Brian Archuleta i Erin Brill.
- Miło was poznać. - Wzajemnie.
To niegrzeczne, ale czy mógłbym porwać na chwilę panią Wexler?
- Wybaczycie? - Przepraszam.
- Co się dzieje? - Po prostu...
Posłuchaj, jeśli wezmę tę posadę, to oznacza, że my dwoje...
Znaczy... Czy to znaczy...
Co to ma być?
Jeśli zgodzę się pracować dla Davis & Main, czy to oznacza, że my...
Czy coś między nami będzie?
Jimmy...
Jedna rzecz nie ma nic wspólnego z drugą.
- Ani trochę? - Nie.
No jasne, że nie, bo niby dlaczego?
Super.
Wybaczcie, proszę. Chcę wam szczerze podziękować
za zainteresowanie mną. To prawdziwy zaszczyt.
Jednak w tej chwili muszę się wycofać.
Dziękuję. Tobie również, Howardzie.
Szybko poszło. Bez opłaty.
Wyjaśnij mi coś. Czy mi się śniło,
że na biurku miałem 1,6 miliona w gotówce?
Nikt na świecie nie wiedział, że je mieliśmy.
Mogliśmy podzielić je 50/50 i wrócić do domu bogatsi o 800 tysięcy
wolne od podatku!
- Do czego zmierzasz? - Czemu tego nie zrobiliśmy?
Pamiętam, że mówiłeś coś o postępowaniu właściwie.
Chcesz wiedzieć, dlaczego nie wziąłem tej forsy?
- O to pytasz? - Dokładnie.
Zatrudniłeś mnie do konkretnego zadania.
Wykonałem je i na tym koniec pieśni.
Wiem, co mnie powstrzymało.
Ale powiem ci, że więcej mnie to nie powstrzyma.
Pani Nguyen, mamy piękny dzień. Powinna pani czasem stąd wyjść.
- Porzucać frisbee, zabawić się. - Prowadzę interes.
Nie, to on prowadzi panią.
Proszę posłuchać mojej rady. Podziękuje pani później.
Woda z ogórkami tylko dla klientów.
KANCELARIA PRAWNICZA
To ja!
To ja. Mam nową brykę.
- Podoba się? - Nie pojedziemy tym na spotkanie.
To jak się tam dostaniemy?
Poprowadzę. Moim wozem.
- Dlaczego? - W tym biznesie liczy się umiar.
A to jego przeciwieństwo.
Ale mi się podoba. Jestem z niego dumny.
I dobrze, zatem bądź dalej, ale nie przy mnie.
Nie wsiądę.
No to nie wsiadaj.
Szczerze mówiąc, to i tak nic nie robisz.
Płacę ci jak za trzech tylko za to, że za mną stoisz.
A ostatnie kilka transakcji... Ten cały Nacho przyjeżdża sam.
Skoro on nie potrzebuje obstawy, to po co mi ty?
Powinienem jechać sam. To wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Wyrzucanie ich do śmietnika.
Zrobisz, jak zechcesz, ale radzę ci jechać z kimś,
- kto będzie cię osłaniał. - Musisz tak gadać.
Nie chcesz stracić łatwej pracy.
Sorki, ale to pociąg z łatwą forsą, który właśnie odjeżdża.
Ostatnia szansa. Wszyscy na pokład.
To naprawdę ostatnia szansa. Liczę do dziesięciu, a potem...
Skoro tak, panu już podziękujemy.
Bez dziadka? Złamał biodro czy jak?
Nie, my... Rozstaliśmy się. Różnica poglądów.
Bywa, nie?
Ciekawy.
- Podoba ci się? - Mogę się przyjrzeć?
No jasne, wskakuj.
- Imponujące. - Wskakuj i poczuj skórę.
To H2. Prosto z taśmy.
Chudszy od H1, ale dłuższy i wyższy.
Istne cudo. V-8, 325 koni, trzystrefowa klima.
Możesz zabrać niunię w bikini, a drugą w parce,
i obu będzie przyjemnie.
Byłoby ci przyjemnie wozić się z dwiema lalami w SUVie?
No jasne.
- Szybko przeliczę. - Rób swoje, sprawdź, czy się zgadza.
Spoko loko. Gra.
Tak samo jak wcześniej. Fabrycznie zapakowane.
Zachęcam do przeliczenia.
- Ufam ci. - Super, dzięki.
Do następnego.
Słucham? Tak.
Nie, przykro mi.
Ale... Tak, to ja, James McGill, tyle że już nie prawnik...
Dokładnie, nie jestem prawnikiem.
Więc to tak wygląda kryzys wieku średniego?
Żaden kryzys. Raczej klarowność.
- Klarowność wieku średniego. - Klarowność?
Wytłumacz mi zatem klarownie, dlaczego olałeś największą okazję swego życia.
- Wskakuj do basenu, a wyjaśnię. - Do basenu?
Tak, wskakuj.
Leć do sklepiku po strój... Jednoczęściowy, bez przesadyzmu.
Woda jest idealna. 28 stopni.
Zamów sobie drineczka, ten dip krabowy też jest super.
- Dlaczego tak się zachowujesz? - Ale o co ci chodzi?
W końcu zdecydowałem, że będę sobą.
Wszystko gra, panie Cumpston? Jeszcze jednego drinka?
Na razie dzięki.
Panie Cumpston, jeśli chcesz pan pogadać, czekam w barze.
Nie za długo.
Rolando. Rachunek.
Jak to "rzucasz prawo"?
- Tak po prostu. - Dzięki za wyjaśnienie.
- Teraz wszystko rozumiem. - Koleżko.
- To jakaś literówka? Chyba tak? - Zafiro Anejo?
- Proszę wierzyć lub nie, ale nie. - Kurde felek, pięć dych za kielona tequili?
- To tyle warte? - Najwyraźniej. To osobisty wybór.
Muszę spróbować shota tequili za 50 dolców, zatem... Dwa.
- Proszę obciążyć pokój... - Nie możemy.
- Ja płacę. - On walnie kielona waszego trunku,
- a ja proszę o kielich czerwonego wina. - Cabernet, Pinot czy Syrah?
- Cokolwiek, byle z alkoholem. - Nie ma sprawy.
- Jimmy, coś się stało w Cicero? - A czemu musiało się coś stać?
Bo kiedy wcześniej gadaliśmy o Davis & Main, chciałeś brać tę robotę.
Potem wracasz i kończysz z prawem, naciągasz hotele na drogie alkohole
i nosisz dziwny sygnet. Działasz w mafii?
Pytasz, czy mamy szansę.
Skąd to wszystko?
Nie wiem, po prostu... Cicero nie ma z tym nic wspólnego.
Chodzi o całe moje życie. Odkąd Chuck ściągnął mnie do Albuquerque.
Odkąd tu jestem, tylko uszczęśliwiałem Chucka.
Chuck to, Chuck tamto. Mam dość.
Rezygnacja z prawa też zadowoli Chucka.
Kogo to obchodzi? Idzie o mnie.
Zająłem się prawem ze złych pobudek.
Ufam swojemu instynktowi. Ufam, że spożytkuję go lepiej.
Jak? Pływając w czyimś basenie?
Jimmy, jesteś świetnym prawnikiem. Po co z tego rezygnować?
Nie mówię, że nie miałem sukcesów,
ale to, co w prawie lubiłem... przekonywanie ludzi...
Nie trzeba być prawnikiem, żeby to robić.
Poza tym ludzie mówią, jak mnie widzą,
- i rzadko pada słowo prawnik. - No i proszę.
- Dziękuję. - Dajcie znać, jak będę potrzebny.
/Bobby, co tam, brachu?
Wydupcaj.
Wywalaj w cholerę. Te udziały są gówno warte.
To jak cyrk bez klauna. A to jeszcze gorzej. Skąd to wiesz?
Zrób coś dla mnie. Weź poduchę, przyłóż udziałom do twarzy i ciśnij,
- aż wydadzą z siebie przedśmiertny jęk. - No więc...
Skoro nie prawnik, to kto?
Będziesz się obijał do czasu, aż spłynie twoja dola z Sandpiper?
- To może trwać lata. - Sandpiper nie ma nic do rzeczy.
No to jaki masz plan?
- Otwarcie na Wszechświat. - Czyli zero planu.
Chcesz po prostu się szwendać jak Jules na końcu "Pulp Fiction"?
Cokolwiek podsunie mi Wszechświat, wezmę to.
Cokolwiek? A Davis & Main to nie okazja?
To wielka okazja, którą lekceważysz.
Zanim odmówisz, powinieneś przynajmniej spróbować.
Mam marnotrawić swój czas i czas innych?
Kim, doceniam twoją troskę, ale to nie dla mnie.
- Nie chce tego. - Pamiętasz, jak długo uczyłeś się do egzaminu?
Jak ciężko na to pracowałeś? A teraz chcesz to zmarnotrawić?
- Koszta nie do odzyskania. - Że co?
Maksyma graczy. Tak robią hazardziści.
Stawiają ostatnią kasę w nadziei, że los się odwróci.
"Straciłem już tyle czasu i kasy... A co mi tam, prę dalej!".
Tyle że na końcu tej gry nie ma nagrody.
Popełniasz błąd.
- Wiem, że to poważny błąd. - Od tylu lat postępuję "właściwie"
- i dokąd mnie to zaprowadziło? Donikąd. - Wybacz, nie wiem...
- Po prostu nie rozumiem. - To jest dobre dla mnie.
/Sranie w banię.
/Wall Street jest dla ciołków. Po co to komu?
Jak Oracle tam nie siedzi, to tym bardziej ja nie muszę.
/Mogę zarobić milion dzięki lapkowi, siedząc na klopie.
Jak Midas srać złotem na tronie.
Dlatego Speigelman i Deitch tak mnie chcą.
/Jestem złotym cielcem.
/Jasne, że pamiętam. /Kto zapomina takie rzeczy?
/Pierd niósł gniew uciemiężonej mniejszości. /Jak komuś tak przywalisz,
/możesz mu zerwać powieki na wieczność.
/Fajna gadka. /Do następnego, wariacie.
- Chodź ze mną. - Co?
Chodźmy, zaufaj mi.
- Co zamierzasz? - Chcesz zrozumieć, o czym mówiłem?
Chodź ze mną.
Stary, mógłbyś rozstrzygnąć nasz zakładzik?
- Że jak? - Nie myśl, że podsłuchiwałem,
po prostu słyszałem, jak mówisz o udziałach.
- Nom. - Więc mam pytanie,
czy pomógłbyś rozstrzygnąć spór między mną a siostrą?
- Nie powinniśmy zawracać panu głowy... - Nie robiłbym tego,
ale potrzebujemy eksperta, a facet najwyraźniej się na tym zna.
- No dobra. - Oto pytanie.
Czy jest jakiś limit sumy, ile może zainwestować człowiek na giełdzie?
Limit? Nie, nie ma.
Wiedziałem. Nawet, jeśli chodzi o spadek?
- Wie pan, podatek od spadku i takie tam. - Nie ma.
Fantastycznie. Dzięki, kolego.
Widzisz? Mówiłem ci, że możemy zainwestować całość.
W dodatku to sprytne posunięcie. Po co kisić wszystko w banku?
Tak, możecie zainwestować wszystko,
- ale pamiętajcie o różnicowaniu. - Różnicowanie.
To znaczy... Musisz...
- Co to jest różnicowanie? - Różnicowanie...
Znacie powiedzenie: "Nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę"?
- Ta sama zasada. - Fakt, to ma sens.
Gdybym wiedział, o jakiej kwocie mówimy, mógłbym podać kilka przykładów
mądrego różnicowania.
Wujek od strony ojca niedawno zmarł.
Zostawił nam jakieś 1,4 miliona.
Nie chodzi o chciwość, ale gdybyśmy mądrze teraz je zainwestowali,
tę liczbę można by pomnożyć przez dwa, trzy, a nawet cztery.
Chcesz znać moje zdanie? Fortuna sprzyja odważnym.
Jeśli przyłączycie się na drinka, mogę udzielić wam darmowej konsultacji.
Poradzimy sobie jakoś. Jest tyle domów maklerskich online.
Zagramy klasycznie.
- Jak to zwą? Bezpieczne akcje. - Możecie tak postąpić.
Pewnie, że możecie postawić pieniądze na Hindenburg,
Andreę Dorię, czy "Corky'ego Romano".
Wydają się dosyć bezpieczną opcją, ale...
- Nie do końca. - Dokładnie.
- A jak to przewidzieć? - Przydaje się ktoś taki jak ja.
Jestem sprawdzonym doradcą. Podejmuję kalkulowane i agresywne ryzyko,
bo chcę dorwać błyskawicę. I udaje mi się to.
Praktycznie jestem maszynką do drukowania kasy.
A to niezłe. Maszyna do drukowania pieniędzy.
Tam jest boks. Zapewni trochę prywatności. Pogadamy bez zobowiązań.
Po prostu chwilę o tym pogadamy.
Czemu nie. Co ty na to, siostrzyczko?
Możemy pogadać?
Piękny ślizg. Pogadajmy. Jestem Ken.
- Viktor przez K. - Czad.
A ta piękna dama?
- Giselle Saint Claire. - Ślicznie.
Siadaj. Nie gryzę.
Viktor przez K i Giselle. Egzotyczne imiona.
- Holenderskie. - A dokładnie burskie.
Rodzina od strony ojca pochodzi z Afryki Południowej.
- Tam właśnie zmarł wujek Humphrey. - Afryka Południowa. Pięknie tam dojrzewają.
Charlize Theron. Ty.
Nigdy tam nie byłam, ale liczę, że kiedyś polecę.
Kiedy z wami skończę, będziecie mieli własny odrzutowiec.
- Nieźle. - Przepraszam.
Teraz siedzimy tu. Poprosimy listę win.
- Lubisz tequilę? - Tak.
- Masz ochotę? - A próbowałeś Zafiro Anejo?
Nie, ale nie mam nic przeciwko. Trzy razy to, co powiedziała.
Jasne.
Giełda. Świetna inwestycja. Wybraliście odpowiedni moment.
Z pozdrowieniami od barmanki. Uznała, że zechcecie pamiątkę.
- Czy wypiliśmy całą butelkę? - Ma się rozumieć.
- Zdrówko! - Poprosimy rachunek.
To rozsądne wyjście.
Żebyśmy dobrze zrozumieli. Zabierasz pieniądze z naszego konta
- i inwestujesz je? - Zróżnicowanie.
Tak, a wszystkie dywidendy, zyski i tak dalej wracają do nas.
Dokładnie. Dostaniecie szczegółowy wykaz, zobaczycie, jak fortuna się pomnaża.
Kolego, zróbmy to.
- Świetnie. Tu na dole. - To ekscytujące.
- Było nam miło. - Ja się tym zajmę.
- Nie pozwolę ci. - Moment.
- Jesteś w dechę. Dziękuję. - Nie ma sprawy.
- To będzie wasza najlepsza decyzja. - Wierzę.
Powinniśmy uciekać.
To dla was. Są tam namiary na mnie.
Dzwońcie o każdej porze.
Pa. Zadzwońcie.
Spróbuj nas powstrzymać.
Po prostu...
- To się zgadza? - Tak.
- Zafiro Anejo! - Bo jeszcze wyjdzie.
- Nie zauważyłem drobnego druczku. - Zaczekaj.
Cholercia.
- Mogę pożyczyć, jak już skończysz? - Nie. Ohyda.
Niby dlaczego? Nasze zarazki już się wymieszały.
To moja szczoteczka, to co innego.
- Dlaczego? - Bo tak.
Krwawienie dziąseł, opryszczka.
- Do tego resztki jedzenia... - Pokaż mi to.
- Nie! - Mnie to nie przeszkadza.
- Muszę umyć zęby! - Nie mam zapasowej, to twój problem.
Dobrze, zróbmy tak.
- Spoko, nie rusza mnie to. - Mnie też nie.
Zaraz zobaczysz, co posłuży za nić.
- To pamiątka. - Dziękuję, Viktorze przez K.
- A gdybyśmy robili to co wieczór? - Byłoby fajnie.
Ale nie możemy.
Wiem, ale gdybyśmy mogli, byłoby w dechę.
Szkoda, że nie możemy.
Kurde, nie mogę się dziś spóźnić.
Howard przydziela zadania. Kto się spóźnia, siedzi w archiwum.
Musisz gdzieś jechać?
Jasne. Gdzieś muszę.
Gotowy?
Jasne.
Daniel Wormald? Funkcjonariusz Baker i Saxton.
Proszę, wchodźcie.
Zapraszam, to tutaj.
Widzicie, co zrobili? Wszystkie zniknęły.
- Co takiego? - Miałem kolekcję kart baseballowych.
Ogromną kolekcję. Wszystkie zostały skradzione.
Przykro słyszeć. Wszyscy wiedzieli o tej kolekcji?
Niezbyt.
- Nie podejrzewa pan nikogo konkretnego? - Nie, nikogo.
- Jak weszli? - Tylnymi drzwiami.
Kiedy wróciłem na lunch, były otwarte.
To znaczy zamknięte, ale musieli majstrować przy zamku.
- O której to się mogło stać? - O 8:15 wyszedłem do pracy,
na lunch wróciłem o 12:30 i natychmiast was wezwałem.
- Coś jeszcze zabrali? - Gotówkę.
Ile?
Skupmy się na najważniejszym. Interesują mnie wyłącznie moje karty.
Miałem jedną z Mickeyem Mantle'em, która jest niezastąpiona.
W stanie idealnym. Mogę dalej wymieniać.
Wszystkie karty są w opakowaniach, ale jeśli ktoś je wyciągnie
i, broń Boże, zabrudzi, ich wartość drastycznie spadnie.
Rozumiem, że w takich śledztwach najważniejsze jest pierwsze 48 godzin,
a im więcej czasu upłynie, tym mniejsze szanse na odnalezienie.
Czas jest tu kluczowy.
- Pomożemy w miarę naszych możliwości. - Dobrze.
Zrobili tu niezły bajzel. Na pewno nie szukali niczego więcej?
- Niby czego? - Nie wiem. Może pan wie?
- Pewnie kolejnych kart. - Ma pan więcej kart?
Tak, z tyłu. Całe tysiące.
Ale to były klejnoty koronne. Wszystkie największe gwiazdy.
Jasne.
- Co? - Próbuję to zrozumieć.
A co tu do rozumienia? Sprawca szukał kolejnych kart.
A może się czegoś nafukał i poniosło go z wandalizmem.
To możliwe.
Niezły Hummer stoi na podjeździe. Pański?
Tak, mój.
W leasingu. Dostałem niezłą ofertę.
Elegancki.
Mówią, że istnienie Hummerów zawdzięczamy Arnoldowi Schwarzeneggerowi.
- Nie widzę związku, ale tak mówią. - Serio?
- Czym się pan zajmuje? - Jestem informatykiem.
W firmie farmaceutycznej.
Komputery? Mogłem też iść w ten biznes.
Miałbym takiego Hummera.
Cieszę się, że podoba się wam mój samochód, ale patrzymy na to od złej strony.
- Priorytetem są moje karty. - Oczywiście.
Mam szczegółową listę całej kolekcji. Zaznaczyłem te najbardziej wartościowe.
To jasne, które będą chcieli opylić w pierwszej kolejności.
Są bardzo cenne.
Dostarczcie tę listę do lombardów, kolekcjonerów,
przepytajcie osoby, które popełniły podobne przestępstwa.
Oczywistych podejrzanych.
- Dać wam tę listę? - Jasne, przyda się.
Wydrukuję wam.
Hank Aaron w stanie idealnym. Derek Jeter z autografem.
Willie Mays z O-Pee-Chee. Muszę oddychać.
No nie?
- Zostawili telewizor i komputer. - No właśnie.
Coś tu nie gra.
To ja. Spędzam kolejny dzień w raju. Pływam w basenie.
Zadzwoń.
- Cześć. - Przyniosłaś lunch, kotku?
Owszem.
Jesteś cały czerwony.
Mówiłam, żebyś się schował przed słońcem.
To znowu ja.
Patrzę właśnie na kolejny cel, nie dalej jak siedem metrów ode mnie.
Stary bogacz z młodą sikorką. Żywa reklama Gucciego.
Jakbym był przy wodopoju,
spasiony, najwolniejszy bawół odsłania przede mną szyję,
a ja jestem gotów do ataku niczym lwica.
Chodź, dołącz do mnie. Zapolujmy razem.
Porównałem się do lwicy, bo to samice polują.
Chciałem, żeby to było jasne. Nie ma to związku z moją płcią.
To ciekawostka z National Geographic.
Przyjedź tu. Pa.
Santa Fe w stanie Nowy Meksyk. Poproszę numer do kancelarii Davis & Main.
Możecie mnie połączyć.
Jest kilka opcji w kwestii służbowego samochodu.
- Możemy się umówić na jazdę próbną. - Służbowy samochód?
Dostarczą go panu, gdzie tylko sobie pan zażyczy.
Jeśli nie będzie pan zadowolony, można go będzie zmienić.
Całkiem...
To ciekawe.
Jeśli panu nie odpowiada, mamy kolekcję, z której może pan wybrać.
Mogę przygotować próbki.
- Ten mi się podoba. - Dobrze.
Jeśli ma pan jakieś inne prośby, jestem do dyspozycji.
Artykuły biurowe, posiłki. Zaopatrzyć lodówkę w coś konkretnego?
Może chce pan nawilżacz powietrza? Powietrze bywa tu strasznie suche.
- Nie mam żadnych wymagań. - Jasne.
Jeśli coś pan potrzebuje, jestem za drzwiami.
Świetnie. Jeśli coś mi przyjdzie do głowy.
Sądzisz... Tak patrzę na to...
- Możemy wybrać sobie biurko? - A o jakim pan myśli?
- Mogę dostać biurko z drewna kokobolo? - Biurko z kokobolo?
Oczywiście. Już się tym zajmuję.
/ZAWSZE POZOSTAWIAĆ WŁĄCZONE! /NIE WYŁĄCZAĆ!
W basenie pływał: józek Wodę z ogórów spijał: michnik
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.