All language subtitles for Jaroslav.Tysjachu.let.nazad.2010.x264.BDRip

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

T艂umaczenie: JENOVA64

Pocz膮tek XI wieku. Min臋艂o ju偶 20 lat odk膮d

Wielki ksi膮偶臋 W艂adimir Swiatos艂awicz ochrzci艂 Ru艣.

Ru艣 z艂o偶ona by艂a z ziem, kt贸re by艂y

skupione wok贸艂 wielkiego ksi臋cia.

Sam W艂adimir sta艂 na czele Ksi臋stwa Kijowskiego.

A z podleg艂ych mu ziem pobiera艂 danin臋.

Dzi臋ki kt贸rej utrzymywa艂 siln膮 armi臋,

kt贸ra broni艂a podleg艂e mu ziemie przed naje藕d藕cami.

Na s艂u偶bie ksi臋cia znajduje si臋 wiele najemnych woj贸w.

Z kt贸rych najs艂ynniejsi s膮 Normanowie, kt贸rych na

Zachodzie zwano Wikingami, a na Rusi Waregami.

Najbardziej oddalone od Kijowa jest Ksi臋stwo Rostowskie.

Gdzie zamieszkuj膮 s艂owia艅skie i fi艅skie

plemiona: Krywicz贸w, Veps贸w, Mari i Slowen贸w.

Jako w艂adce tych teren贸w, ustanowiony by艂 m艂ody syn W艂odzimierza.

Jaros艂aw.

Od tego czasu min臋艂y lata.

Ksi膮偶臋 Jaros艂aw przy艂膮czy艂 do Rostowa nowe ziemie.

Ale to nie by艂o 艂atwe.

W lasach grasowa艂y zbrojne grupy bandyt贸w.

Rabusie uprowadzaj膮 ludzi z wiosek i zniewalaj膮.

Transportuj膮 ich rzek膮 Wo艂g膮 i sprzedaj膮.

Opu艣ciwszy Rostow wraz ze swoj膮 dru偶yn膮,

Jaros艂aw zastaje zdewastowane i spustoszone wsie S艂owian i Mari.

Wok贸艂 miasta Rostowa panuje bezprawie.

Przywr贸ci膰 porz膮dek mo偶e tylko silny w艂adca.

Ksi膮偶臋, t臋dy.

W艂a艣nie co... dwadzie艣cia os贸b zosta艂o uprowadzonych.

Dogonimy ich, za mn膮!

Poczekajmy na posi艂ki. Nie ma czasu!

Wspania艂y towar.

Co to ma by膰?

Zaczekaj! - Czekaj, czekaj...

- Towar jest najlepszej jako艣ci.

Ksi膮偶臋, co zrobi膰 z wi臋藕niami? - Uwolni膰 ich.

Za mn膮.

- Ksi膮偶臋, sp贸jrz, to ob贸z.

Przeszuka膰 wszystko.

Sprawd藕 to.

.

Naprz贸d!

Formowa膰 szyk!

Chroni膰 ksi臋cia!

Wycofujemy si臋!

Gdzie jeste艣my?

- W Nied藕wiedzim rogu, poga艅skim miejscu kultu.

Zr贸b to.

Wycofa膰 si臋!

Wycofujemy si臋.

.

Szybko, szybko.

.

- Czyja ta kaplica... By艂a? - Plemienia nied藕wiedzia.

A on to Veles - poga艅ski g艂贸wny b贸g.

Takie pi臋kne miejsce, skalane. Wybacz Panie.

Taka u nich wiara.

Ich wioska znajduje si臋 po drugiej stronie rzeki.

A co z nich za ludzie pomagaj膮 bandytom?

Lud Velesa to lud odizolowany oni pomagaj膮 tylko swoim.

Wszystko zosta艂o spalone, a bandyci uszli rzek膮.

Ju偶 tu nie wr贸c膮. - Wr贸c膮!

Z powodu po艂o偶enia miasta. Wszystkie szlaki handlowe t臋dy przechodz膮.

Musz臋 wybudowa膰 fort.

Z czego, ksi膮偶臋?

Nie mo偶emy zebra膰 daniny. Za jakie pieni膮dze wybudujemy fort?

Je艣li nie utrzymamy Rogu Nied藕wiedzia, nigdy nie pokonamy rabusi贸w.

Z fortec膮 wszystkie rzeki b臋d膮 nasze. - Masz na my艣li tutaj?

Zabierzcie bro艅. Ty i ty, za mn膮.

Czego si臋 boisz? Spalonego drewna?

Zjedz, ksi膮偶臋! Musisz by膰 silny.

Znale藕li艣my j膮 u rozb贸jnik贸w.

Jaka zdobycz.

Niewierna.

Kim jeste艣? Rozwi膮偶 j膮.

Usi膮d藕! Daj jej troch臋 jedzenia.

No, jedz!

No we藕, nie b贸j si臋.

Ksi膮偶臋... - Co boisz si臋 kobiety?

Pu艣膰 j膮.

Nie b贸j si臋. Nikt ci臋 nie dotknie.

Tato!

Pu艣膰 mnie.

Jak 艣miesz? - Ucieka艂a, ksi臋偶e. Z艂apa艂em j膮.

M贸wi艂em ci, 偶eby艣 zosta艂a przy ognisku. Nikt by ci臋 tam nie dotkn膮艂.

Nienawidz臋 was wszystkich.

Rano pojedziemy do twojej wioski. Poka偶esz nam drog臋.

Wszyscy, opr贸cz stra偶nik贸w, spa膰.

Narobili艣my sobie wrog贸w. B贸stwo spalone, teraz ta dziewczyna.

Jeste艣 stary, Wiszata.

Wracaj do Rostowa. Ja sam odwioz臋 j膮 do jej plemienia.

O czym ty m贸wisz, ksi膮偶臋. Wypu艣膰 dziewczyn臋 i po sprawie.

Plemi臋 nie p艂aci mi daniny. Musz臋 si臋 z nimi rozm贸wi膰.

Jak chcesz si臋 rozm贸wi膰 bez dru偶yny, ksi膮偶臋?

Ze mn膮 Harald p贸jdzie.

Przemy艣l to, ksi膮偶臋! - Nie pouczaj mnie, staruszku!

Nie jestem ju偶 dzieckiem, kt贸rego uczy艂e艣.

Teraz jestem ksi臋ciem, a ty jeste艣 moim bojarem.

Zabierz wszystko do Rostowa i wr贸膰 z dru偶yn膮.

A ty zacznij przygotowania. Kiedy wr贸c臋, zaczniemy budowa膰.

MIASTO ROSTOW.

Budaj, czy to tata przyjecha艂? - Tak, tw贸j tata.

A czemu ty siedzisz na koniu jak kobieta? - Inaczej nie potrafi.

Wariatka.

Co tak stoisz! Dalej, szybciej!

Dok膮d prowadzisz tych bandyt贸w, Budimir? - witaj Swetozar, robot臋 ci przywioz艂em.

Gdzie Jaros艂aw? - Dziadku Wiszata, gdzie jest m贸j tata?

Ksi膮偶臋 uda艂 si臋 do wioski nied藕wiedzi. - Dlaczego?

Z艂apali艣my jednego bezbo偶nego i poszed艂 go zwr贸ci膰.

Wszyscy wojewodzi do mnie. - Pojecha艂 z Haraldem, nie jest sam.

Jak mog艂e艣 go zostawi膰 samego? - A kim ja jestem... Sam tak zdecydowa艂!

Kaza艂 mi przygotowa膰 wszystko na budow臋 fortu na Rogu Nied藕wiedzia.

Swetozarze, co robi膰? - Dosta艂e艣 rozkazy - wi臋c wykonaj!

Odzyskali艣my wszystko, co zabrali bandyci.

Nikt nie wiedzia艂, dok膮d zmierza dru偶yna,

a rabusie wiedzieli, gdzie zosta艂 zebrany podatek.

Sk膮d?

Rozej艣膰 si臋.

Wiszata, przygotuj ludzi do budowy.

Za co ty nas tak nienawidzisz. Uratowali艣my ci臋

przed z艂odziejami, nakarmili艣my, napoili艣my...

A ty co. Dzicy wy ludzie.

My jeste艣my dzicy?

A tw贸j cz艂owiek kt贸ry na mnie napad艂 nie dziki!?

Jak ci, kt贸rzy przegnali nas z naszej ziemi?

Kto was przegna艂? - Tacy, jak wy!

Przez kt贸rych ukrywamy si臋, jak zwierz臋ta.

To mogli by膰 Waregowie.

Anarchia tutaj panuje i ka偶dy robi to, co chce.

Ojcze!

Kiedy wr贸c膮 ksi膮偶臋 i Harald? - Nied艂ugo wr贸c膮, 偶ywi i zdrowi.

Nic si臋 z Jaros艂awem nie stanie.

Lepszej, od ciebie 偶ony ksi膮偶臋 nie znajdzie.

Jeste艣 bardzo pi臋kna, a i jego syn ci臋 lubi.

Nie obchodzi mnie tw贸j, Ksi膮偶臋! - O Haraldzie zapomnij!

Nie dla ciebie on.

To Wareg, za pieni膮dze walczy. A najemnicy nie 偶yj膮 d艂ugo.

Dzi艣 偶yw, jutro ju偶 nie.

WIOSKA NIED殴WIEDZIA

Dlaczego sama posz艂a艣 do kaplicy?

A gdyby Wend ci臋 nie uratowa艂? - Nie wyjd臋 za tego twojego Wenda!

Rozumiem, 偶e nie mo偶esz zapomnie膰 o m臋偶u.

Ale Welimir nie 偶yje i nie wr贸ci.

Nie jestem wieczny, c贸rko. A po mnie Wend b臋dzie przyw贸dc膮 plemienia.

Ojcze, nie kocham go.

Ludzie nie pokochaj膮 go tak jak ciebie, b臋d膮 si臋 tylko go bali.

A kiedy pojawi si臋 niebezpiecze艅stwo, wszyscy jeste艣my straceni.

Wend nie umie si臋 dogadywa膰.

Zosta艅 jego 偶on膮, zr贸b z niego prawdziwego przyw贸dc臋.

Obiecaj, 偶e nie zdradzisz naszych ludzi.

Dobrze, obiecuj臋.

Znaczy to 偶e艣my si臋 dogadali.

Niech tak b臋dzie... A kiedy?

Wyjd藕.

Spalili nasz modlitewnik. - Odkryj, kim s膮 i ilu ich jest.

- Wykona膰!

Mo偶e chcia艂by艣 si臋 napi膰?

Pij.

Dlaczego spali艂e艣 modlitewnik? - Rozb贸jnicy go spalili.

Uratowa艂em wasz膮 dziewczyn臋 przed nimi.

Zwracam ci j膮 i przychodz臋 do was w pokoju.

Ci, kt贸rzy przychodzili do nas w pokoju, zabijali nas.

Nie wiem, kto do was przychodzi艂.

Jestem Ksi膮偶臋 Rostowski - Jaros艂aw.

Przyby艂em spotka膰 si臋 z waszym przyw贸dc膮.

Obetn臋 ci nogi

i posadz臋 cie na mrowisku.

Wend! Milej ci臋 szuka.

Kto decyduje, na co i kiedy zaatakujesz?

Powiem ci wszystko. Aldan o wszystkim decyduje.

A w jaki spos贸b Aldan dowiedzia艂 si臋, 偶e w wiosce zostanie z艂o偶ona danina?

Nie wiem nic wi臋cej. Oszcz臋d藕 mnie.

Aldan ma swojego cz艂owieka w Rostowie.

W Rostowie powiadasz. Kogo? - Tylko Aldan wie.

Znaczny cz艂owiek.

Jak ma na imi臋? - Nazywaj膮 go Fillin.

Co si臋 sta艂o, Wend?

On jest ksi臋ciem. Zabij臋 go, i nikt nam wi臋cej tu nie przylezie.

Przesta艅, Wend! Trzeba si臋 dok艂adnie zastanowi膰.

No to zastan贸w si臋. I zdaje si臋, 偶e ju偶 zdecydowa艂e艣?

Poprosisz wroga o pok贸j.

Przez ciebie po艂owa plemienia zgin臋艂a. - Nie, Wend!

Po艂owa plemienia prze偶y艂a, wszyscy mogli zgin膮膰.

Moja rodzina zgin臋艂a przez ciebie! Ty stary, tch贸rzliwy...

Tw贸j ojciec by艂 moim przyjacielem, Wend.

OBOZOWISKO ROZB脫JNIK脫W

Pi臋kna.

Przyby艂 Aldan, wys艂annik Fillina.

Plemi臋 Nied藕wiedzia pojma艂o ksi臋cia Rostowa.

Fillin przykaza艂 spali膰 wiosk臋 a Jaros艂awa zabi膰.

Przykaza艂... A za moich ludzi na

Nied藕wiedzim Rogu rozliczy膰 si臋 nie chce?

Tego nie wiem. Ale nale偶y to zrobi膰 natychmiast.

Kird, pozw贸l mi przej艣膰. - Nie dam.

Mnie?

Uwa偶aj na g艂ow臋.

Przysz艂a艣 mnie otru膰?

Po twoje 偶ycie i tak du偶o ch臋tnych. Pij!

Pij, polepszy ci si臋.

Musz臋 zmieni膰 banda偶.

Nie uciekniesz je艣li ci臋 rozwi膮偶e?

Kird!

T臋dy.

B贸g Veles zes艂a艂 nam na pomoc nied藕wiedzia.

Sp贸jrzcie, wymkn膮艂 si臋 podziemnym tunelem.

Zwi膮偶 go i odwr贸膰 do g贸ry nogami.

Aldan, co mam przekaza膰 Fillinowi?

Dop贸ki nie sp艂aci wszystkiego, niech si臋 nie pokazuje.

Uwaga!

Popatrz ilu ludzi tu zagnali.

Twierdze buduj膮.

Nie zatonie, Po艣piesz si臋!

Czy to rabusie? - A kto jeszcze m贸g艂by?

- Wiszata obieca艂 za wszystkich nagrod臋.

Sta膰!

St贸j! Bierz go!

Wojewodo, pojmali艣my tych bandyt贸w nad rzek膮.

Daruj nam, wojewodo! Aldan zmusi艂 nas wszystkich.

Ledwie uda艂o nam si臋 uj艣膰 podczas ataku na nied藕wiedzi膮 wiosk臋.

Dlaczego Aldan zaatakowa艂 nied藕wiedzi膮 wiosk臋?

- Chce pojma膰 ksi臋cia.

Co? - Chce pojma膰 ksi臋cia!

Kt贸rego ksi臋cia? - Ksi臋cia Rostowa, Jaros艂awa.

Czy rabusie schwytali ksi臋cia?

- Nie, on jest w wiosce plemienia nied藕wiedzi.

To nasza dziewczynka, a to jest, a jak my艣lisz, ksi膮偶臋 Rostowski?

Kiedy si臋 ockn膮艂em, ksi臋cia nie by艂o, a dru偶yna zosta艂a rozbita.

A co z ksi臋ciem? - Nie wiem.

Kto ci臋 zaatakowa艂? - Nie wiem, to by艂a zasadzka.

Gdzie to by艂o.

- Tu jest Nied藕wiedzi R贸g, pojechali艣my t臋dy.

Zasadzili si臋 gdzie艣 w tym miejscu. Czekali tam na nas.

To z pewno艣ci膮 rabusie. Ci, kt贸rzy was zaatakowali.

Co powiesz Wielkiemu Ksi臋ciu,

kiedy zapyta o swojego syna Jaros艂awa?

Je艣li ksi膮偶臋 偶yje, b臋dziemy musieli go wykupi膰.

A je艣li nie

wtedy wszyscy jeste艣my sko艅czeni.

Ksi膮偶臋 zosta艂 uwi臋ziony we wsi Nied藕wiedzia.

Bandyci pr贸bowali go odbi膰,

ale zawiedli.

Jak si臋 dowiedzia艂e艣? - Od dw贸ch zbieg艂ych bandyt贸w.

A po co nasz ksi膮偶臋 by艂 potrzebny bandytom? - A sk膮d mam wiedzie膰?

Jedna dru偶yna nie wystarczy.

Wszyscy musimy si臋 zebra膰, aby uratowa膰 ksi臋cia!

Budimir!

Przygotuj woj贸w! - M贸wi艂em ci, 偶e byli rozb贸jnikami!

Przyszed艂em do was w pokoju! - I w pokoju odejdziesz.

M贸w.

- Ci, kt贸rzy zaatakowali was dzi艣 wieczorem,

nie uznaj膮 ani waszych bog贸w, ani Chrystusa.

Zrozumcie, 偶e wszystko wok贸艂 was zosta艂o zniszczone.

Pal膮 i spustosz膮 osady,

ze zdrowych i silnych robi膮 niewolnik贸w, a s艂abych zabijaj膮.

K艂amiesz, psie! Nie trzeba nam Rostowa!

Tylko ja i moja dru偶yna mo偶emy pokona膰 takiego wroga.

I wszyscy b臋dziemy 偶y膰 wolni na naszej ziemi.

Wi臋c teraz... S艂yszysz g艂os ludu?

Po艣wi臋膰 go! Ofiarowa膰 go bogom!

Po艣wi臋ci膰 go Velesowi.

Panie, przebacz im i ocal ich dusze.

Rodimie, zmiana przysz艂a. - Wreszcie.

Gdzie by艂e艣 co?

Chc膮 zabi膰 ksi臋cia Rostowa. Chcia艂em popatrze膰.

Chcesz? - Nie, trzymaj!

Czy wszystko jest w porz膮dku? - Tak, w porz膮dku!

Co tak stoisz, zakrywaj.

Wszechmocny Valesie!

Przynosimy ci tego nieznajomego. Daj nam si艂臋 i ukarz naszych wrog贸w!

Oferujemy ksi臋cia jako ofiar臋. Jego 艣mier膰 sprawi rado艣膰 Velesowi.

艢mier膰! 艢mier膰!

Veles! Veles!

O wielki Velesie, zmi艂uj si臋 nad nami.

Zabi艂 Pana! Zabi膰 go! - Przesta艅cie!

Veles pokaza艂 swoj膮 wol臋!

Darowa艂 ksi臋ciu 偶ycie. Taka jest jego wola.

Niech Ciurilo si臋 nim zajmie.

Ojciec dowiedzia艂 si臋 o nas.

I co powiedzia艂?

呕e mam o tobie zapomnie膰...

Dlaczego?

Dlatego 偶e jeste艣 najemnikiem. I obcym.

Dlaczego milczysz, Harald?

Mo偶e ojciec ma racj臋?

Mo偶e mog臋 zosta膰 ksi臋偶niczk膮? Mo偶e powinnam wyj艣膰 za ksi臋cia.

Co mi doradzisz? - Oczekujesz ode mnie porady?

Je艣li to mo偶liwe. - W takim razie doradz臋 ci.

B膮d藕 pos艂uszn膮 c贸rk膮 i s艂uchaj swojego ojca.

Zaczekaj, Harald!

Bardzo mnie przestraszy艂e艣...

Dlaczego poszed艂e艣 do wioski nied藕wiedzi? Mogli ci臋 zabi膰.

Dlaczego nie spytasz mojego ojca?

Popro艣 o moj膮 r臋k臋. Dlaczego, boisz si臋... Czy mnie nie lubisz?

Porozmawiam ze Swetozarem, kiedy wr贸c臋.

Zostawisz mnie sam膮?

Podaruje ci n贸偶.

Jest zaczarowany. Sam zabija swoich wrog贸w.

A co b臋d臋 z nim robi膰? - Broni膰 si臋.

Nie l臋kaj si臋 nikogo.

Nie boj臋 si臋 nikogo, kiedy jeste艣 obok mnie.

A wi臋c, Newzor i Kuri艂o?

Gdzie oni s膮?

- Pozwoli艂em im odej艣膰, dlaczego mia艂bym ich trzyma膰?

A oni ze strachu poszli do rozb贸jnik贸w.

Sta艂o si臋. - Tak, sta艂o.

Prawda.

A ta twierdza, powiedzia艂em mu, 偶e nie jest potrzebna.

Wys艂ali艣my ludzi do budowy bez pozwolenia Wielkiego Ksi臋cia.

Daniny nie zbieramy, ale budujemy twierdz臋.

Wszystko przez up贸r Jaros艂awa.

Twierdzisz, 偶e forteca jest niepotrzebna?

Wielki Ksi膮偶臋 b臋dzie niezadowolony.

W艂adimirem si臋 zas艂aniasz?

Wynocha!

I rozb贸jnik贸w wypu艣ci艂e艣.

G艂upcem si臋 stajesz.

Fillinie.

A co masz na sobie? Amulet?

Nie, to jest znak Chrystusa.

Ka偶dy chrze艣cijanin go nosi. Wzmacnia dusz臋 i chroni przed chorob膮.

Wszystko jasne.

Zosta艂em ochrzczony jako dziecko. I tego si臋 trzymam.

I dlaczego ten tw贸j B贸g tak ci pomaga? - Pomaga wszystkim.

On kocha wszystkich. - Naprawd臋.

Sp贸jrz, ksi膮偶臋.

Listek.

Proste pi臋kno...

I ka偶dy listek niepodobny do drugiego.

Ale rosn膮 na jednej ga艂臋zi.

Masz odpowied藕 na wszystko.

Zobacz grzyby.

Ten jest bia艂y.

A ten jest piegowaty. Wszystkie s膮 inne.

Ludzie te偶 si臋 r贸偶ni膮. Dlaczego walczy膰 z natur膮?

Poniewa偶 w przeciwnym razie byliby艣my jak zwierz臋ta.

Bogowie decyduj膮 o tym.

.

Nic nie jest dobre dla wszystkich i jednakowe dla wszystkich.

A u bog贸w je艣li wszystkie li艣cie s膮 r贸偶ne, kochaj膮 je - r贸偶ne.

Je艣li chcesz dobrze, zrobisz to samo.

Czyta艂e艣 Bibli臋, staruszku?

Co tam jest napisane? O twoim grzesznym bogu?

Dobre na r贸偶ne dolegliwo艣ci.

We藕 to, wypij!

Opowiedzia艂by艣 mi.

O tym twoim bogu.

Dlaczego opuszczasz miasto, Swetozarze? - Nie b贸j si臋, nie zosta艂o bez obrony.

Oddajecie kobiety i dzieci na pastw臋 bandyt贸w.

Czy nie boisz si臋 Boga?

Kiedy ostatni raz by艂e艣 u spowiedzi pami臋tasz?

Nie pami臋tasz.

Wiszata jest w wi臋zieniu. Upewnij si臋, 偶e nie umiera.

Lepiej p贸jd臋 z tob膮. Je艣li o艣wiec臋 s艂owem Bo偶ym

dzikich, nie b臋dzie trzeba przelewa膰 krwi.

O艣wie膰 wszystkich, kt贸rzy prze偶yj膮. Pob艂ogos艂aw, ojcze Fiodorze.

Mo偶e zostawi膰 cz臋艣膰 Wareg贸w, 偶eby strzec miasta i twojej c贸rki?

My艣l o walce, a nie o kobietach.

Id藕cie z Bogiem!

Tato.

Tato.

Przysz艂am ci podzi臋kowa膰.

Zabi艂 wszechmocnego. Jak on 艣mia艂?

Ciurilo daj nam porozmawia膰.

Oni ci tego nie daruj膮.

- Milej, powiedzia艂, 偶e sam Veles mnie uratowa艂.

Tak powiedzia艂 Milej.

A Wend i inni szukaj膮 twojej 艣mierci za zabicie nied藕wiedzia.

Pomog臋 ci uciec dzi艣 wieczorem.

I nigdy tu nie wracaj.

Nigdzie si臋 nie wybieram, dop贸ki nie dogadam si臋 z Milejem.

W艂a艣nie dlatego przyby艂em.

Oni ci臋 zabij膮. - Je艣li taka jest wola Bo偶a.

Poza tym...

Jeszcze nie wyleczy艂a艣 mojej rany.

To nie... oczywi艣cie, siedz臋...

I pracuj臋... Popatrz.

呕eby poprawi膰 klej. - Gdzie jest Rajda?

A co ty taki.

A ksi膮偶臋 jest taki, 偶e nie mo偶e naprawi膰 jednego ogrodzenia.

Klapa, p艂ot... Ogrodzenie...

Zosta艅, starcze.

Co ty tutaj robisz?

Przynios艂am mu lekarstwo.

On udaje chorego, aby uciec. - Nigdzie nie p贸jdzie.

Chce porozmawia膰 z Milejem. Zapytaj go. - Komu ty wierzysz?

Nie id藕 do niego. Nie id藕!

Zdj膮膰 to. Zdj膮膰 to!

Zdejmijcie 艂a艅cuchy! - By艂em wierny przez tyle lat.

Patrzyli艣my 艣mierci w oczy, a teraz m贸wi膮, 偶e jestem zdrajc膮.

Chc膮 偶ebym przyzna艂, 偶e jestem zdrajc膮. - Wiem, 偶e jeste艣 niewinny.

Nie wybacz臋 mu! Nigdy nie wybacz臋!

Ilu ich tam jest?

Setki. - Jeste艣 pewien?

Na podej艣ciu do naszego lasu, Rostowcy rozbili ob贸z.

Je艣li tylko wejd膮 do naszego lasu, zabij臋 ci臋.

Pozosta艂o wam tylko jedno. Wypu艣cie mnie a walki nie b臋dzie.

Ja ci nie wierz臋. - Wy艣lij cz艂owieka do Rostowian.

Przeka偶 im, 偶e 偶yj臋 i 偶e nic mi nie grozi.

Ciurilo p贸jdzie.

Przeka偶 im: Ksi膮偶臋 偶yje i ma si臋 dobrze i ka偶e wam si臋 zatrzyma膰.

A co je艣li w to nie uwierz膮? - je艣li nie uwierz膮.

Powiedz im, 偶e je艣li zaatakuj膮, zostan臋 zabity.

Ciebie na pewno tak czy inaczej zabij膮, a mnie na staro艣膰 biega膰 po lasach.

Wreszcie, kto inny, je艣li nie Ciurilo!

Krewnych tutaj mi si臋 ju偶 nie osta艂o.

A co?

Ciurilo i ksi膮偶臋 Rostowski ocal膮 plemi臋, co?

Gotuj si臋 w drog臋! - Dobrze.

Ciebie zabij膮.

Mo偶e z rana.

Ale to b臋dzie dopiero jutro.

Co za dziewka upar艂a si臋 jecha膰 z nami, zamiast siedzie膰 w domu.

A ty dlaczego z nami pojecha艂e艣, siedzia艂by艣 w tym swoim Rostowie?

G艂upia. Ja bardzo mi艂uj臋 ksi臋cia. Nie b臋d臋 czeka艂 w opustosza艂ym mie艣cie

Przejrza艂em ci臋, wiem 偶e si臋 podkochujesz w ksi臋ciu.

- Na co mi tw贸j ksi膮偶臋?

Jak to na co, jeste艣 jak ka偶da kobieta.

M贸j drogi, zrobi臋 dla ciebie wszystko, zajm臋 si臋 twoim dzieckiem.

- A id藕 ty! - Uwa偶aj, chcesz dziecko ksi臋ciu zabi膰?

Hej, zastan贸w si臋, nie chcesz chyba i艣膰 pieszo?

Taka pi臋kna i niem膮dra!

Budaj, co ty chcesz od 呕elany?

呕elana, zaczekaj! On nie jest z艂ym cz艂owiekiem, po prostu za du偶o m贸wi.

Nie b贸j si臋 go. - I nie boj臋 si臋.

Chcesz, 偶ebym by艂 twoim obro艅c膮? - Chc臋.

- No to chod藕my. - Chod藕my.

Dobra ju偶, wsiadaj.

OBOZOWISKO ROSTOWIAN

呕elana, z艂ap mnie! - Nie odchod藕 za daleko.

Jaros艂aw powiedzia艂: "Ciurilo, id藕 i uratuj moich Rostowian."

W przeciwnym razie moja dru偶yna zostanie zniszczona

przez dzielnych woj贸w plemienia nied藕wiedzia.

Tak powiedzia艂? - W艂a艣nie tak.

Cokolwiek si臋 przydarzy, to Ciurilo zawsze pomo偶e.

Z bogami rozmawiam i ludzi ratuj臋.

I te偶 do pomocy mnie ksi臋ciu przydzielili,

no i tak w艂a艣nie by艂o.

A ja zaraz ka偶臋 ciebie w dyby zaku膰.

Prawd臋 powiesz.

Co to takiego te dyby? - Dowiesz si臋.

Wska偶esz kto ci臋 przys艂a艂 i co zrobili z ksi臋ciem.

Ukarz mnie najostrzejsz膮 ka藕ni膮,

tylko uwierz mi, bo inaczej

wiele niewinnej ludzkiej krwi zostanie przelane.

Mo偶e i samego Jaros艂awa.

Pojedziesz na negocjacje z plemieniem?

- By艂em z ksi臋ciem, kiedy go z艂apali, to i ja powinienem go uratowa膰.

- No to wspaniale, a ja ci臋 zabior臋 do wioski do samego Mileja.

Ojciec powiedzia艂, 偶e u nied藕wiedzi b臋dziesz?

- To nic takiego, wr贸c臋 dzi艣 wieczorem.

B臋d臋 na ciebie czeka艂a.

St贸jcie!

Dalej, twoja stra偶 nie b臋dzie ci potrzebna.

Waregowie zosta艅cie tutaj.

Poza obozem. Zaczekajcie na mnie i b膮d藕cie gotowi.

Zrozumiano!

Zatrzymaj si臋, musimy zej艣膰 z trasy.

W przeciwnym razie daleko nie zajdziesz.

Wymi艅 pu艂apk臋.

Rzu膰 bro艅.

Chod藕 za mn膮.

Harald, my艣la艂em, 偶e nie 偶yjesz.

Jak tam m贸j syn? - 呕yw i zdrowy, jak u ciebie?

Usi膮d藕my przy stole.

Ka偶dy pok贸j jest lepszy od niezgody.

Jeste艣my gotowi na pok贸j z Rostowem.

I na do艂膮czenie do twojego ksi臋stwa, je艣li nadal

b臋dziemy mogli 偶y膰 zgodnie z naszymi zwyczajami.

No c贸偶, jestem zadowolony z twojej m膮drej decyzji, Wodzu.

Nie zamierzam ingerowa膰 w zwyczaje waszego plemienia.

U艣ci艣nijmy sobie r臋ce.

Odt膮d Rostow b臋dzie waszym obro艅c膮.

Powiedz co艣, Wend.

Na pocz膮tek niech Rostowowcy wycofaj膮 swoje wojska.

- To b臋dzie dobry znak.

Zaczniemy rano.

- Do czasu wycofania wojska Jaros艂aw zostanie tutaj.

Harald, wr贸膰 i przeka偶 Swetozarowi, 偶eby wycofa艂 wojska.

Tutaj nic mi nie zagra偶a.

S艂owo ksi臋cia jest prawem. Wypijmy za pok贸j!

Nie, wyborne Ramejskie wino.

Za pok贸j!

Nie ma co traci膰 czasu, id藕! - Pu艣膰cie go.

Id藕 z Bogiem.

OBOZOWISKO WAREG脫W

Zobacz jaka dziewczyna.

Przysz艂a, 偶eby pocieszy膰 Haralda przed bitw膮.

- A mo偶e niech ona nas wszystkich pocieszy?

Milej, pozw贸l mi po艣lubi膰 twoj膮 c贸rk臋.

Rajda jest moja. - Siadaj, Wend.

Ja chc臋, 偶eby zosta艂a Rostowsk膮 ksi臋偶niczk膮.

Dzi臋kuj臋 za ten zaszczyt, ksi膮偶臋. Zastanowi臋 si臋 nad tym.

Dam ci odpowied藕, kiedy plemieniu przestanie zagra偶a膰 niebezpiecze艅stwo.

Gorazd, co si臋 sta艂o? - Chod藕 musimy porozmawia膰.

Cicho, obudzisz si臋 Iliusze. - Chod藕.

Cicho, cicho...

Ksi臋cia nie widzia艂em, on mo偶e ju偶 dawno nie 偶y膰.

Co ci powiedzia艂 w贸dz?

- 呕e mamy zap艂aci膰 okup wtedy ksi臋cia wypuszcz膮.

Zap艂a膰my im. A je艣li ksi膮偶臋 偶yje. Nie mo偶emy ryzykowa膰.

Je艣li boisz si臋 tych dzikus贸w?

Ja i moi Waregowie p贸jdziemy, sami ksi臋cia uwolnimy.

Uspok贸j si臋, Harald.

Zaczniemy o 艣wicie, szykujcie si臋 do bitwy.

Pos艂uchaj Swetozar, po艣lij najpierw mnie i

Wareg贸w, zapami臋ta艂em gdzie rozstawili pu艂apki.

Milej!

Zatrzymaj si臋! Zdrada. Otruli go. On umiera. Pom贸偶 nam, Wend.

Ciurilo, Rajda, wyjd藕cie! Musimy porozmawia膰.

Id藕cie.

Miecz.

Oddaj.

Musimy si臋 dogada膰, Wend.

Fillin! W ko艅cu jeste艣.

Wszystko w porz膮dku? - Cicho, Gorazd.

Na tw贸j znak, Waregowie zaatakuj膮 i rozbij膮 wojska Roztowc贸w i Nied藕wiedzi.

Nie martw si臋 oni sami si臋 pozarzynaj膮 nawzajem.

Ukry艂em ma艂ego ksi臋cia. Co mam z nim zrobi膰?

Powiemy, 偶e rozb贸jnicy go porwali i 偶膮daj膮 okupu.

On widzia艂 moj膮 twarz... Nie mo偶emy go zostawi膰 偶ywego.

Zabierzesz go i we藕miesz okup, a potem go zabijesz.

Znajd膮 go martwego i to nie b臋dzie moja wina.

呕elana!

Id藕 ju偶.

Boisz si臋?

Chod藕. Chod藕! Chod藕!

No co z tob膮? Dr偶ysz. Wszystko b臋dzie dobrze.

Wkr贸tce wszystko si臋 sko艅czy. - Co si臋 sko艅czy?

Gdzie Iliusza? - Iliusza?

Czemu tak to prze偶ywasz, 呕elana? Robi臋 to wszystko dla ciebie.

Dla nas dwojga. Czy pami臋tasz o czym marzyli艣my?

- Pami臋tasz.

Nie, pu艣膰 mnie.

Pu艣膰 mnie, chc臋 i艣膰! - Dlaczego?

Pochowaj j膮.

Rostowcy! Przed wami znajduj膮 si臋 zdrajcy i niegodziwi ludzie.

Nie oszcz臋dzajcie nikogo. Dalej!

Nie zabijajcie! Wszystko wam powiem.

Nigdy nie zapomn臋 Wenda.

Aldan, zawracaj.

W Rostowie pe艂no woj贸w, to zasadzka.

No to nie藕le nas wykiwa艂e艣 Fillin.

Gadaj, gdzie oni s膮! M贸w!

To nie by艂em ja. To Harald j膮 zabi艂!

Harold.

Kop.

Nie zabi艂em Iliuszy. Dostarczy艂em go Haraldowi 偶ywego.

Gdzie jest m贸j syn? - On 偶yje, zwi膮zany w lesie.

To wszystko z winy Haralda.

Za co ty mnie tak karzesz?

Tato! Tato!

Zamknij si臋!

Te偶 straci艂em matk臋 i ojca. Nie pami臋tam ju偶 ich twarzy.

Zapami臋ta艂em tylko zapach... A twarzy zapomnia艂em.

Zapach krwi, zapami臋ta艂em.

Nie mog臋 tego zapomnie膰.

Przez ciebie nie uda艂o mi si臋

wyjecha膰 z kobiet膮, kt贸r膮 kocha艂em.

Wujku Haraldzie, ty mnie zabijesz?

A co boisz si臋?

Czy wiesz...

Ja tak偶e boj臋 si臋 艣mierci. Nie wierzysz mi?

Harald! - Chod藕my.

Tato! - Oddaj mojego syna!

Harald, uciekaj, nikt ci臋 nie tknie, obiecuj臋.

Zatrzyma膰 si臋 wszyscy, albo ober偶n臋 mu g艂ow臋!

Wszyscy do ty艂u!

Nie zbli偶aj si臋 do mnie.

Harald, oddaj mi mojego syna, prosz臋!

Czy nie boisz si臋 Boga?

Ty masz swojego Boga, a ja swojego.

Moim bogiem jest Odyn i pozwala mi zabija膰.

Odin jest bogiem woj贸w. Harald, sp贸jrz na siebie

Jakim ty jeste艣 wojem? Jeste艣 zab贸jc膮 i tch贸rzem.

Dalej, zobaczmy kto jest lepszym wojem. Zabijesz mnie, uratujesz swojego syna.

Powiedz swoim, 偶eby si臋 wycofali. - Wszyscy wycofa膰 si臋, szybko!

Cofn膮膰 si臋.

No dalej.

Odynie!

Nadchodz臋.

Tato!

Trzymaj膮c

miecz w r臋ku.

Otw贸rz rajskie wrota! Walhalli.

Tato, z lasu wychodz膮 ludzie.

Nied藕wiedzie, ksi膮偶臋.

Ciesz臋 si臋, 偶e przyszli艣cie.

Chc臋 powiedzie膰 偶e...

to bardzo dobrze, 偶e wszyscy jeste艣my teraz razem.

Bez was nie mogliby艣my za艂o偶y膰 fortecy.

Twierdza b臋dzie pocz膮tkiem przysz艂ego miasta.

Wszyscy jeste艣my r贸偶ni, jak li艣cie na drzewie.

Jest nas du偶o, ale B贸g jest jeden.

I on nas wszystkich kocha.

Je艣li b臋dziemy si臋 dzieli膰 na swoich i obcych, nie przetrwamy.

Zar贸wno cia艂a, jak i nasze nie艣miertelne dusze zostan膮 zgubione.

W jedno艣ci nasza si艂a. W jedno艣ci i mi艂o艣ci.

M膮dry... jak Ciurilo.

Po co przyszed艂e艣, Wiszata? Pragniesz przeprosin?

Wybacz mi, Wiszata.

Niech B贸g ci przebaczy, Swetozar. - B贸g mnie ukara艂.

Rajda.

M膮drze tam przemawia艂e艣. Li艣cie na drzewie s膮 r贸偶ne.

I nasze drogi s膮 r贸偶ne.

Jeste艣 Ksi臋ciem, czeka na ciebie wspania艂a przysz艂o艣膰.

I obieca艂am ojcu, 偶e zostan臋 z moim ludem.

Id藕, twoi ludzie czekaj膮 na ciebie! Id藕.

Ksi膮偶臋 a jak chcesz nazwa膰 fortec臋?

Jak twierdz臋 nazwa膰?

Niech ludzie zdecyduj膮 sami.

Wok贸艂 fortu wyros艂o miasto a ludzie nazywali je - Jaros艂aw.

Na znak szacunku dla ksi臋cia-za艂o偶yciela.

A pami臋膰 o ludzie kt贸ry tu 偶y艂 zachowa艂a si臋 r贸wnie偶 w herbie miasta:

nied藕wiedziu z siekier膮 na ramionach.

W historii Jaros艂aw zosta艂 zapami臋tany jako "M膮dry".

Pod jego rz膮dami Ru艣 prze偶ywa艂a wielki rozkwit.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.