Afrikaans
Akan
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Jest i Johnny! Wiedziałem, że przyjdziesz.
Jesteś jak plaster miodu na obolałe serce. Nieźle wyglądasz.
Jimmy.
Wybacz, że musiałeś jechać taki szmat drogi. Szmat drogi, co?
- Szmat. - No, sorka.
Wiem tylko dwie rzeczy na temat Albuquerque:
Wspominali o nim w "Króliku Bugsie"
i choćbym sto razy próbował, nie dam rady przeliterować tej nazwy.
Jak widzisz, jestem w tarapatach.
Najwyraźniej.
Zapomnij o uszkodzeniu własności i zarzutach napaści.
Zostaniesz uznany gwałcicielem.
A to będzie się za tobą ciągnęło do końca życia.
To jakiś obłęd.
Zwykłe sranie w banię.
- No weź. - I z tym mam iść do sędziego?
"Zwykłe sranie w banię"?
Nie ja tu jestem prawnikiem. To najzwyklejsza w świecie ściema.
Napaść na tle seksualnym? To nawet nie...
Omówmy plan działania. Bez twojej magii się nie obejdzie.
Musisz sprawić, że wszystko zniknie.
Masz plan ataku?
Wiem, że ci nie ułatwiam, ale to ty jesteś szychą.
Znasz milion kruczków prawnych, między którymi możemy lawirować.
Sprytne technikalia. Zestaw kwestii budzących wątpliwości.
Ile się nie widzieliśmy? Pięć lat?
Prawie się nie odzywałeś.
Nawet siedząc po uszy w bagnie, nie zadzwoniłeś.
- Załatwiałeś to przez mamę. - Mama sama na to wpadła.
Ja tylko powiedziałem jej, gdzie jestem.
- I nie płakałeś do słuchawki? - Co? W życiu!
Nie płakałeś i nie błagałeś o pomoc?
Co? Jezu. Usłyszała to, co chciała.
Płakałbym do słuchawki na więziennym korytarzu?
Możemy obmyślić strategię?
Wiem, że kiepski ze mnie brat.
W dodatku zjeb na maksa. Gdybym był lepszym człowiekiem,
nie tylko nie zawiódłbym ciebie, ale i siebie.
I najwyższy czas, żebym zaczął przynosić dumę nam obu.
Mam rację?
- Strażnik. - Poczekaj.
Nie zostawiaj mnie.
Jak się nie wyplączę, już po mnie.
Zrozumiałeś to?
Jeśli się tym zajmę... nie rób ze mnie durnia.
- Obiecuję. - Koniec z twoimi wyczynami.
Powiedz, co mam robić. Zrobię wszystko.
Tylko powiedz. Proszę, pomóż.
.:: GrupaHatak.pl ::.
Better Call Saul 1x03 /Nacho
Tłumaczyli: Józek i Igloo666
/To ja.
Jimmy, co...? Która godzina?
Według zegarka 2 w nocy.
Ale może działać według strefy czasowej Ho Chi Minh.
/Co się dzieje? /Chuck cały?
Chuck jest cały.
Wszystko gra. Chciałem zadzwonić.
Co porabiasz?
Jimmy, nie będę świntuszyć do słuchawki.
/Co?
Myślisz, że tylko dlatego dzwonię do ciebie o tej porze?
Możesz obdarzyć mnie odrobiną zaufania?
I ty nie świntusz.
/- Nara. - Wiedziałem.
/Żartuję tylko. Dzwonię do ciebie dziś w nocy
w sprawie dozwolonej od lat 13.
Z ręką na sercu.
Ale jeśli się rozłączysz i przyjedziesz tutaj szybko,
/gwarantuję darmowy pedicure /i mycie stóp.
Serio? Może następnym razem.
Więcej dla mnie.
I tak pewnie jesteś zawalona robotą.
Wypasioną sprawą, która spadła ci na kolana.
- Którą? /- Nie wiem.
/Jakiś urzędniczyna. /Piszą w gazetach.
- Craig Kettleman. - Właśnie!
Pierwszorzędny klient, którego zakosił mi twój dupowaty szef.
Nikt nikogo nie ukradł. Kettlemanowie sami zadecydowali.
Jak ci z klasy ekonomicznej, co ich zestrzelili nad Ukrainą.
/Hamlin nie jest taki zły.
Będę jego pomocnikiem, jeśli dojdzie do procesu...
- Ciesz się moim fartem. - Ile kasy podprowadził?
/Niewinny, póki nie udowodnią /mu winy.
Wybacz, ale jestem podatnikiem tego hrabstwa.
Mam prawo wiedzieć. Poza tym nie jestem jego prawnikiem.
Muszę iść spać. Ty też. Rano będziesz w sądzie.
Buchnął milion? Milion sześćset?
/Nie będę zdradzała ci /szczegółów sprawy.
Gdzie schować taki hajs?
Poza zakupem tej debilnej łodzi. Witajcie, jestem winny.
Rozłączam się.
/Ten gość może być celem. /Ktoś może mieć bardzo złe zamiary.
/Jeśli nie będzie /uważał z tą kasą,
/cała rodzina może być /w niebezpieczeństwie.
Co masz na myśli? /Jimmy, dlaczego tak mówisz?
Co?
/Powiedziałeś, że rodzina może być /w niebezpieczeństwie.
Powiedziałem tak?
Jestem pijany. /Po prostu głośno myślę.
/Rzucam myśli.
- Na pewno? - Tak.
Widzimy się rano w kichach sądu.
- Dobrej nocy, Kim. /- Dobranoc, Jimmy.
Żaden ze mnie bohater.
/Dodzwoniłeś się do ekipy Kettlemanów!
/Zostaw wiadomość dla Craiga,
/- Betsy, /- Warrena
/I Jo Jo. /Po sygnale.
/Dodzwoniłeś się do ekipy Kettlemanów!
/Zostaw wiado...
Kettlemanowie, grozi wam niebezpieczeństwo.
- Słucham? Że co? - Craig, kto to?
Nie wiem. Czekaj. Proszę powtórzyć.
/Wiedzą o pieniądzach. /Pilnujcie się.
O czym pan mówi?
To ostrzeżenie. Grozi wam niebezpieczeństwo.
/Przyjdą po pieniądze.
Mówi ktoś życzliwy. Grozi wam niebezpieczeństwo.
- Wiedzą o pieniądzach. - Strasznie słabo pana słychać.
/Ostrzegam was. /Wiedzą o pieniądzach, uważajcie.
Może pan oddzwonić z lepszej linii?
Jesteście w niebezpieczeństwie. Przyjdą po wasze pieniądze.
Co mówił? Że jesteśmy...
W niebezpieczeństwie. Nadchodzą.
Kto...
Kto nadchodzi?
No dobra... Odsiadka plus nadzór.
- Nie da rady. - To pierwsze wykroczenie.
- Nie ma szans, McGill. - Pomożesz mi?
- Przecież słucham, prawda? - Trochę z przymusu.
Coś ty jadł? Całą bestię z rożna?
Śmieszne.
Posłuchaj.
Odsiedział już 30, a zostało 60, plus dodatkowe 60 dni.
Nie ma szans.
Pół roku plus czas, który już odsiedział.
Zwolnienie w połowie za dobre zachowanie, czyli 90 dni.
- To ostateczna propozycja. - Nie ma opcji.
Jaja se robisz? Lepszych warunków nie dostaniesz.
Nie ma szans.
Koleś po pijaku wjechał do galerii i zabił trzy osoby.
Czekaj, galeria? Desmond Rojas?
Napad z bronią w ręku, monopolowy.
Napadł na sprzedawcę z butelką Kahlaas.
Myślałem, że to Daryl Redwood.
Dobra, moja wina. Desmond Rojas. Leć.
Od nowa.
Ani mi się śni. Urabiam się po jajca za marne siedem stów,
wdycham twoje śmierdzące pierdy z czeluści piekieł,
a ty nie odróżniasz jednego przestępcy od drugiego?
90 dni za dobre zachowanie i koniec.
- Powiedz: "Akceptuję układ". - Akceptuję układ.
Dzień dobry.
Jak to co mam na myśli?
Mówiłem ci już, że byłem na gazie.
Kim, dlaczego o to pytasz?
Cholera.
Śpieszę się. Nie mam czasu na weryfikację.
Jasne, dziewięć dolców.
Nie mam. Mam piątkę, proszę.
Zna pan zasady. Kasa albo weryfikacja.
To naprawdę pilna sprawa. Muszę wyjechać.
Przysięgam na dusze moich przodków,
że jak wrócę, pójdę po nalepki. Odpalę ci coś, jeśli mnie puścisz.
Dobra, zmuszasz mnie do pójścia po naklejki.
Wrócę i pójdę.
Do niczego pana nie zmuszam. Przepisy są jasne.
Jeśli przez to zaśniesz spokojniej.
Jeb się, łajzo!
Jimmy, co cię sprowadza?
Mnie?
Policyjna częstotliwość. Słyszałem o zwiększonej aktywności.
Nie ma tu dla ciebie pracy, więc może następnym razem.
Co to było? Włamanie? Kettlemanowie cali?
Nie wiemy. Sąsiad wyprowadzał psa i zobaczył drzwi otwarte na oścież.
Dom był splądrowany. Ani śladu rodziny.
Żadnego listu, więc się zastanawiamy.
- Wracam. - Jasne, powodzenia.
- Co tu robisz? - Wspieram przyjaciółkę w potrzebie.
- To wyjaśnij wczorajszą gadkę. - Strzelałem.
Jak z tym, że potrzebują prawnika.
Mają tyle kasy, więc logiczne, że ktoś się o nią pokusi.
I znikają tej samej nocy, kiedy się o nich martwisz?
Szalone, nie?
Nie chodzi tylko o Craiga i Betsy, ale też o dwójkę ich dzieci.
Powiedz, jeśli możesz, gdzie ich szukać.
Ale ja nie wiem, co ich spotkało.
Poważnie.
Im dłużej tu będziesz, tym gęściej będę się tłumaczyła Hamlinowi.
Zadzwonię.
Powiedz, jeśli mogę jakoś pomóc.
Wszystko będzie dobrze. Sprawy się ułożą.
Będzie dobrze.
/Nacho. Dajesz.
A więc tak...
Niedawno ze mną rozmawiałeś.
Naprawdę chcę pomóc uspokoić nieco sytuację. Prawnie i nie tylko.
Zadzwoń, proszę, pod 146-8729 najszybciej, jak się da.
Byle szybko.
/Nacho. Dajesz.
Cześć, Nacho.
Żeby było jasne, o niczym nie wiem.
Z nikim nie gadałem, a w ogródku nie ma kretów.
Ale dla dobra wszystkich zamieszanych chciałbym nawiązać dialog.
A więc 146-8729. Zadzwoń, kiedy odsłuchasz.
/Jeśli o tym nie mówiłem, czas ma duże znaczenie.
Rozłączę się zatem, bo może właśnie dzwonisz.
Nie ma połączeń oczekujących. 146-8729.
Próbuj, czekam.
Mogę zgasić ten pożar, o ile wybuchł.
Mam ogromną nadzieję, że to zwykłe nieporozumienie.
146-8729.
Idę. Po prostu idę.
Zwykła przechadzka.
- Bogu dzięki! Pomocy! - Gleba! Ręce na widoku!
- Na glebę! - Policja? Mam chore kolano.
Panowie policjanci, to pomyłka. Jestem James McGill. Adwokat.
Spokojnie!
- To jego prawnik. - Czyj?
- Na pewno o mnie prosił? - Wchodzisz czy nie?
Prosiłeś o mnie i oto jestem.
Powiem ci tylko, że to był mądry ruch.
Bardzo mądry, bo jestem tu, by pomóc wszystkim.
Ale głównie tobie.
Ci dwaj detektywi wprowadzili mnie w sprawę.
To, co usłyszałem, może być problematyczne.
Zrelacjonuję ci sprawę, żebyśmy mieli zgodność.
Sąsiadka widziała podejrzanego vana
zaparkowanego naprzeciwko domu Kettlemanów dwie noce z rzędu.
Spisała tablice rejestracyjne. Samochód był na ciebie.
Gliny namierzyły vana i ciebie, przetrzepali go i znaleźli krew.
I tak to wygląda.
Przekazują to FBI, więc sprawa jest federalna.
Kiepska sprawa, Nacho.
Ale jeśli powiesz, gdzie jest rodzina... Jeśli zrobisz to w tej chwili,
podejmując pełną współpracę i okazując głęboką skruchę,
jestem pewien, że wytarguję ci 18 lat.
Chęć współpracy traktują bardzo poważnie, więc zacznij od tego.
Powiedz, że rodzina jest cała. Zwłaszcza dzieciaki.
Powiesz mi wreszcie cokolwiek? Jesteś w stanie pójść na taki układ?
Żałosny kutafonie!
- Wrobiłeś mnie. - Co?
Przekazałeś sprawę innej ekipie, a mnie wrabiasz.
Że co? Gliny cię pobiły? Bo gadasz, jakbyś doznał urazu głowy.
- Uważasz się za zabawnego? - Czyli co, nie miałeś z tym nic wspólnego?
To był twój van. Nie było cię tam?
Byłem. Obczajałem całą miejscówę.
Sprawdzałem, jak wejść i wyjść, o której chodzą spać i tak dalej.
Nic im nie było, gdy stamtąd odjeżdżałem.
- Nie miałeś z tym nic wspólnego? - Ani razu nie wszedłem do ich domu.
A co z krwią w vanie?
Jeśli zrobią badanie DNA, wykryją krew twoich rudych bliźniaków,
a także twoje szczyny i srojdę, które ci pociekły podczas podróży.
- Od tamtej pory nikogo tam nie było. - Nie rozumiem.
Już mówię, co ja rozumiem. Zdradziłem swój plan tylko jednej osobie.
Tylko jednej. Tobie.
A teraz zostałem aresztowany. Posklejaj to sobie do kupy.
Nie wiem nic o wrobieniu cię czy o innej ekipie.
W sumie mam to gdzieś. Gliniarze prześwietlają moje interesy.
Jeśli odkryją coś prawdziwego o mnie albo o moich wspólnikach,
bardzo źle się to dla ciebie skończy.
Źle czyli...?
Albo mnie stąd dziś wydostaniesz, albo jesteś już trupem.
Pytałam cię, czy coś wiesz.
A ty nie wspomniałeś, że reprezentujesz głównego podejrzanego.
- Wtedy o tym nie wiedziałem. - Przyznał się do czegoś?
- Że co? - Powiedział, gdzie jest rodzina?
- Nie wie. - Jak to nie wie?
- Przekazał ich komuś? - Nie wie, bo jest niewinny.
- Nawet nie żartuj. - Dacie nam chwilę?
Ta rodzina znalazła się w prawdziwym niebezpieczeństwie.
- Nie chowaj się za tajemnicą adwokacką. - Nie chowam się.
Ci ludzie mogą być gdzieś pogrzebani, walcząc o ostatnie oddechy.
I smuci mnie taka perspektywa, ale mój klient tego nie zrobił.
- Skąd ta pewność? - Już wiem, co zrobicie.
Zbierzcie najlepszych techników i sprawdźcie krew w vanie.
Gwarantuję, że nie jest to krew nikogo z rodziny Kettlemanów.
- Więc do kogo? - Po prostu nie ich.
Po prostu ją zbadajcie.
Zajmie to tygodnie, nawet gdybyśmy mieli próbki do porównania.
Czy to nie wygodne?
Macie tutaj niewinnego człowieka! Żądam wypuszczenia go i przeprosin!
Nie mamy innych podejrzanych. Żadnych dowodów wskazujących na innych.
Więc chcę zobaczyć miejsce przestępstwa, bo widać coś przeoczyliście.
- A wal się, koleś. - Myślę, że to dobry pomysł.
- Dobry pomysł? - Tak.
Powinniśmy umożliwić panu McGillowi obejrzenie domu.
- Dlaczego? - Właśnie?
Co takiego przeoczyliśmy?
To pokój syna, Warrena. Ma 12 lat.
Pokój Jo Jo. Siedem lat.
Chciałaś, bym się załamał? Udało ci się.
Ale mój klient tego nie zrobił.
Wiemy, że był na zewnątrz w noc zniknięcia rodziny.
Broń sobie go do woli, ale gdy już ich odnajdziemy.
A póki co nam pomóż.
- Gdzie lalka? - Co?
Są buciki, ciuszki, stoliczek, krzesła i szczoteczka,
ale gdzie lalka?
Na każdym zdjęciu dziewczynka trzyma tę samą lalkę.
- Gdzie ona się podziała? - A jakie to ma znaczenie?
Zniknęła lalka i jej właścicielka, więc pewnie są teraz razem.
- A to oznacza... - Nie wiem, co to ma oznaczać.
Że dzieciaka nie wyciągnięto siłą z domu.
- Ipso facto. - Co sugerujesz?
Może Kettlemanowie upozorowali własne porwanie.
- Kończymy z tą szopką. - To całkiem logiczne.
- Dlaczego mieliby to robić? - Zajumali milion z hakiem, prawda?
Jak się z czegoś takiego wywinąć? Ucieczka odpada.
Wyjdziesz wtedy na winnego.
Ale jeśli zostaniesz porwany, stajesz się ofiarą, prawda?
Upozorowali to. Szukacie w niewłaściwym miejscu.
Kto wie, jak daleko już zajechali od meksykańskiej lub kanadyjskiej granicy.
Musicie wszcząć poszukiwania. No dajcie spokój.
- Nie uważacie, że to możliwe? - Możliwe, ale mało prawdopodobne.
- Mało prawdopodobne? - Nie zabrali żadnego auta.
Nie zamówili taksówki ani nie wynajęli samochodu.
Nie kupili biletu lotniczego, autobusowego czy pociągowego.
- I sprawdziliście to wszystko? - Tak. I zauważyliśmy brak lalki.
- Więc gdzie jest? - Dziewczynka była przerażona i ryczała.
Sprawca pozwolił jej zabrać lalkę.
No co? Nie uważasz, że to możliwe?
Musimy pogadać na osobności.
Muszę ci coś wyznać w tajemnicy, ale obiecaj, że się nie pogniewasz.
- Nie mogę tego obiecać. - Zadzwoniłem do Kettlemanów.
- Ostrzegłem ich po rozmowie z tobą. - Ostrzegłeś?
Bałem się, że Varga zechce ich skroić. Co zresztą zamierzał.
Kapnąłem się po rozmowie z nim.
Stał się moim klientem, więc obowiązywała mnie poufność.
Mimo tego ostrzegłem ich poprzez anonimowy telefon.
Anonimowy?
O rany, nie wczułeś się znowu w pornorobota?
Owszem, z tubką i całą otoczką, co pewnie srogo ich wystraszyło
i pchnęło do ucieczki, co nigdy nie było moim zamiarem.
Teraz mi wierzysz, prawda?
Świetnie. Teraz musimy ich znaleźć.
Albo namówić gliniarzy na wypuszczenie Vargi,
bo znalazłem się na granicy życia i śmierci.
- A dlaczego tobie ma coś grozić? - Nach Varga ich nie porwał.
Ale nie zmienia to faktu, że straszny z niego bandzior.
Gliny mogą coś odkryć, a wtedy Nacho zwali winę na mnie.
Następnym krokiem będę ja w drodze na przemiał.
- Opowiedz wszystko policji. - Nie mogę go zakablować.
Nigdy nie będę już bezpieczny. Muszę przekabacić gliniarzy,
żeby dali sobie spokój z Nachem i złapali Kettlemanów.
- A jeśli nigdy ich nie odnajdą? - Kettlemanów?
Przecież sama ich poznałaś. Żadni z nich geniusze.
Wpadną, jeśli gliny będą ich szukać, więc im to doradzisz, dobrze?
- Podobno FBI też się za to bierze. - I dlaczego mieliby mnie posłuchać?
Miejscowa policja posłucha Hamlina. Zagadaj z Howardem.
Wyjaśnij mu wszystko. Gość ma u nich szeroki posłuch.
- Odmawiasz czy co? - Hamlin na to nie pójdzie.
Kattlemanowie to nasi klienci, a coś takiego by ich obciążyło.
- Dlatego ludzie nienawidzą prawników. - Decyzja należy do Hamlina.
A on nigdy na to nie pójdzie.
A nawet gdyby zależało to ode mnie, to wiesz, że też bym nie mogła.
- Przepraszam, ale... - Rozumiem.
- Dokąd się wybierasz? - Pogadać z Nacho.
Zobaczę, czy uda mi się przemówić mu do rozsądku.
Będę go błagał!
No dalej.
Zachowałem się jak dupek. Zapłacę wszystko, co ci jestem winny.
Dorzucę nawet coś gratis, jeśli mnie przepuścisz.
Niech pan znajdzie sobie inne miejsce do parkowania.
- Niby gdzie? - To już nie moje zmartwienie.
Wydaje mi się, że to twoja praca, więc i twoje zmartwienie.
Uruchom z powrotem maszynę i podnieś ten głupi szlaban.
Nie mam na to czasu.
W porząsiu!
- Zaparkuję sobie tutaj. - Stanowczo odradzam.
A co takiego zrobisz? Rzucisz we mnie pieluchą?
Zażujesz mnie na śmierć jak tę gumę, pajacu?
Stawką jest życie całej rodziny. Mamy, ojca i dwójki dzieci.
Prawnik wydumał sobie, że upozorowali porwanie i nawiali z kasą.
- Kojarzy pan tę aferę? - Tak, czytałem o tym skarbniku.
Mamy tego zbira w garści. Problemem jednak jest pański kolega.
Musi nam pomóc w nakłonieniu bandziora do gadania.
- Wchodzi pan w to? - Niech nam pan pomoże.
Jasne.
- Umawiamy się, że go napadłeś. - Bez jaj, ledwo go tknąłem.
- Ale pierwszy się na niego rzuciłeś. - Powoli do niego podszedłem.
Tak czy siak, to nadal napaść.
Ten pan nie wniesie zarzutów, jeśli nam pomożesz.
Musisz przekonać swojego klienta, aby powiedział, gdzie trzyma rodzinę.
Nawijam jak zepsuta płyta. Nacho jest niewinny, comprendo?
- Kettlemanowie upozorowali porwanie! - Gadaj tak dalej, a zaszkodzisz sobie.
- A rób, co tam chcesz. - Idziemy zarejestrować aresztowanie.
Nie ma sprawy. Idealny koniec idealnego dnia.
- Chwila, zmieniłem zdanie. - Co takiego?
- Nie wnoszę zarzutów. - Ustaliliśmy, że pan to zrobi.
- Jednak nie. - Myślałem, że jesteś z nami, kolego.
- Nic takiego nie mówiłem, kolego. - Mogłeś pomóc, a tchórzysz?
No tak. Moja strata.
Te, policyjne ideały. Gdy dostrzeżecie ogrom swej pomyłki,
chcę koszyk owoców z przeprosinami. Z przewagą ananasów.
- Dlaczego mi pomogłeś? - Wracam do pracy.
Wracaj do swoich spraw.
Na pewno nie dlatego, że w ciele masz coś łudząco podobnego do serca.
A ty za pięć sekund stracisz swoje prawdziwe.
- Dobra, wiem, dlaczego to zrobiłeś. - Niby dlaczego?
Bo mi wierzysz. Też uważasz, że upozorowali porwanie.
- Niech będzie, że ci wierzę. - Wiedziałem!
W końcu ktoś mi uwierzył! A właściwie dlaczego?
Poznałem szczegóły sprawy. Twoja teoria ma sens.
Oczywiście, że tak! Ale zabawię się w adwokata diabła.
Gliniarze mówili, że ich auta pozostały pod domem.
Nie zanotowano ich wyjazdu. Jak uciekli z kraju?
Nie uciekli. Pewnie nadal są w okolicy.
Co takiego?
Kiedy pracowałem w Filadelfii, trafiła nam się sprawa...
Zaraz, zaraz. Pracowałeś w policji?
Po meczu Super Bowl zaginął księgowy. The Cowboys kontra Steelers.
Zebrał 6 milionów na zakłady i nawiał, gdy sprawy przybrały zły obrót.
Każdy uznał, że byczy się na Bahamach albo leży martwy gdzieś w lesie,
ale nic z tych rzeczy.
Krył się dwa domy dalej w mieszkaniu, które zajęto w celach egzekucyjnych.
Siedział tam bite pół roku, a nikt niczego nie podejrzewał.
- Ale dlaczego nie uciekł? - Bo każdy tak zakłada.
Ludzie z natury chcą być blisko domu, a jeśli rodzinka miała tę możliwość,
tak właśnie postąpili. Nikt nie chce opuszczać domu.
/Wiem! /Niezła frajda!
To ja. Posłuchaj uważnie.
Słychać wyraźnie? Znalazłem waszych durnych klientów.
To długa historia. Zabieram ich do ich domu.
Spotkamy się na miejscu. Daj mi kilka godzin.
- Świetnie wam poszło. - Ostatnia piosenka przed snem?
- A musimy? - Nie wiem jak ty,
ale chętnie bym zaśpiewał "Johna Jacoba Jingleheimera Schmidta".
I z werwą, dobrze, drużyno?
Do dzieła!
Nadchodzi Johnny!
Czołem Warren, Jo Jo. Wybaczcie.
Jestem waszym wujem Jimmym. Rodzice zabiorą was z powrotem do domu.
Co wy na to?
- Pewnie, że tego chcą. - Panie McGill, możemy porozmawiać?
Nie możemy. Przygoda dobiegła końca.
Pakujcie się i wracamy. Cywilizacja już na was czeka.
W końcu.
- Możemy o tym pomówić? - Nic z tego.
Albo wrócicie po dobroci, albo gliniarze zaciągną was siłą.
Zwijamy się, szanowni państwo. Pora zakończyć wyprawę.
- Już po ptakach! - Wcale nie!
- Idziemy! - Nie!
.:: GrupaHatak.pl ::.
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.