All language subtitles for Pretty Woman daring

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Niezależnie od tego, co mówią, zawsze chodzi o pieniądze.

Wyobraźmy sobie, drogie panie, że są panie krupierami. Spójrzcie.

Raz, dwa, trzy. Widzicie?

Pani ma wszystkie, my żadnego.

Pani ma wszystkie cztery. Proszę spojrzeć.

Ale nie zaufałbym pani z prawdziwym złotem.

Dlatego ta jest warta grosze.

Jeśli się zastanawiacie gdzie się podziała reszta, spójrzcie.

Moneta z ucha. Ile za resztę?

- Widziałeś Edwarda? - Nie widziałem. Świetne przyjęcie, Philip.

Moja żona wpadła w kłopoty. Zatrudniła firmę kateringową.

Wybacz, Ann. Howard, jak się masz?

Philip. Dobrze. Rozumiem, że Edward przejmuje Morse Industries.

- Tak, wiesz, nie przyjechał tu się poopalać. - Mogę w to wejść?

- Tak. Zadzwoń. - Kiedy?

Po prostu zadzwoń.

- Witam. Philip Stuckey, adwokat Edwarda Lewisa. - Gdzie gość honorowy?

Pewnie urwał się i zaszył gdzieś w rogu, czarując jakąś ładną panią.

Jak się masz?

Powiedziałem sekretarce, żeby ustaliła spotkania. Dzwoniła?

Dzwoniła. Więcej rozmawiam z twoją sekretarką niż z tobą.

- Rozumiem. - Ja też mam swoje życie, Edward.

To dla mnie bardzo ważny tydzień Potrzebuję cię tu.

Ale nigdy mnie nie powiadamiasz. Po prostu myślisz, że jestem na każde skinienie i telefon.

Wcale nie myślę, że jesteś na każde skinienie i telefon.

Sprawiasz, że tak zawsze się czuję. Może po prostu powinnam się wyprowadzić?

Jeśli tego chcesz, tak.

W porządku, jak wrócisz do Nowego Jorku, omówimy to.

- To równie dobry moment, jak każdy inny. - Mnie to pasuje, Edward. Do widzenia.

Do widzenia, Jessica.

- Phil zasugerował, że może powinienem wziąć pra... - Phil jest tylko moim prawnikiem, tak. - Tak jest.

Jakie było otwarcie akcji Morse'a w Nikkei? - Nie wiem.

Nie wiesz? Tokijską otworzyli z 1.5 godziny temu.

- Takie sprawy trzymaj na wierzchu. Dobrze? - Zrobione.

- Witam, panie Lewis. - Jak się pani miewa?

Chcę mieć tą sprawę zapiętą jak najszybciej. Przed niedzielą muszę być w Nowym Jorku.

- Mam bilety do opery. - Tak, proszę pana.

- Pana płaszcz, panie Lewis. - Dziękuję.

- Edward! - Susan!

Cześć.

- Przykro mi z powodu Cartera. - A, tak. Dzięki.

- Słyszałem, że wyszłaś za mąż.

Tak. Na ciebie nie mogłam przecież czekać.

- Susan, powiedz mi coś. - Tak.

Kiedy się spotykaliśmy,

rozmawiałaś z moją sekretarką więcej niż ze mna?

Była jedną z moich druhen.

Twój mąż to szczęściarz.

- Pa. - Dzięki, pa.

- Czy pani...? - Jak najbardziej. - Wspaniale.

Wychodzi. Edward wychodzi.

- Przepraszam. - Oczywiście.

- Czy to samochód pana Stackey'a?

Edward, dokąd idziesz?

- Masz kluczyki do swojego samochodu? - Po co? Co z limuzyną?

Limuzyna jest zastawiona tam z tyłu. Darryl jej nie wyprowadzi.

Proszę, daj mi kluczyki.

Posłuchaj, myślę, że nie powinieneś prowadzić. Jesteś trochę pobudzony. Nie jedź moim wozem.

Daj mi coś z tym zrobić. Chłopaki, co to za system?

Możesz odjechać tymi samochodami?

- Umiesz się posługiwać ręczną skrzynią biegów? - Tak. - Prowadziłeś taki samochód?

- Bądź delikatny. To nowy wóz.

- Tylko go... - Ok, potrafię.

Edward! Przestań, proszę!

- Podoba mi się to auto. - Mnie też. Posłuchaj, nawet nie wiesz dokąd jedziesz.

Zgubisz się po ciemku!

Beverly Hills to na dół!

Cholera!

- Co mówisz, blondi? - Cześć, kochany. Chcesz się zabawić?

- Hej, dziecino. Szukasz randki? - Tak, złociutka, szukamy randki.

- No to jestem. - Jestem Al, a to mój kumpel, Bill. Wskakuj.

Chwileczkę, chyba pani nie rozumie.

To moja praca. Pod koniec miesiąca zbieram od wszystkich czynsz.

Płaci pani albo stąd wylatuje.

Witamy w Hollywood!

Wszyscy przychodzą do Hollywood po marzenie.

Jakie jest pana marzenie? O czym pan marzy?

Proszę pana, o czy pan marzy?

Baw się dobrze.

- Co się stało? - Jakaś panienka. Kupiła to tam.

Detektyw Albertson. Co pan wie o tej dziewczynie?

Mówię ci, człowieku. Nie wiem z kim się trzymała.

Właśnie wyciągnęliśmy ją ze śmietnika na zapleczu. Kto był jej alfonsem?

Kokaina była jej alfonsem. To truskawka.

Stała na ulicach dzień w dzień i sprzedawała swoje żałosne ciało za towar.

- A co ty robisz? - Ja - cool. - Pewnie.

- Przepraszam. Skąd jesteście, z prasy? - Nie, z Orlando.

Nie wierzę. Mam turystów fotografujących ciało, Al.

Carlos sprzedał mi jakieś gówno. Było przyjęcie. Byłam hostessą.

Nie wierzę, że kupiłaś prochy za nasz czynsz. Co się z tobą dzieje, Kit?

Musiałam trochę podładować baterie.

- Potrzebujemy pieniędzy na czynsz! - Uspokój się, panienko.

- Mnie jest winna kolejne 200. - Carlos!

- Jeszcze 200 dolarów? - To było dawno.

Zgadza się, dwieście, Vivian. Ale jeśli chcesz odpracować jej pieniądze ze mną,

możemy coś wymyślić.

To bardzo słodka oferta, Carlos, ale nie teraz.

- Chodź, Viv. Chodźmy na dół. - Odpracować? Co odpracować? Co masz odpracować?

Naprawdę ci się podoba, Carlos?

Wzięłaś je, kiedy spałam?

Byłaś niedostępna do konsultacji. Chodź, idziemy.

Jeść! Jeść!

- Poza tym, to moje mieszkanie. - Tak, ale ja też tam muszę mieszkać, Kit.

Słuchaj, przyjechałaś tu, dałam ci pieniądze, dach nad głową

i zawodową radę.

Wisiałam mu. Musiałam mu coś dać. Więc mnie nie denerwuj.

- To nie bufet, Kit. - Nie denerwuj?

Właśnie widziałam dziewczynę wrzuconą do śmietnika.

Wiem, koścista Marie. To był chodzący trup. Ćpunka.

Dominic od miesięcy próbował ją wyprostować.

Nie chcesz się stąd wyrwać?

Gdzie wyrwać? Gdzie, do cholery, chcesz iść?

Przepraszam.

- Może mi pan powiedzieć jak się dostać do Beverly Hills? - Jest pan na miejscu!

To dom Sylvestra Stallone, o, tam.

- Dziękuję. - Proszę.

- Hej, Rachel. - Co?

- Widzisz gwiazdy na chodniku, dziecino? - Tak.

Vivian i ja pracujemy dla Boba Hope'a, Ritz Brothers,

Freda Astaire, dla wszystkich aż do Elli Fitzgerald.

To nasz rewir. Mamy pierwszeństwo. Lepiej zejdź z naszego rogu.

Wybaczcie. Tylko tu odpoczywałam. Poza tym, ona jest nowa.

Tak, ale ja stara, więc idź odpoczywać przy Monty Hall albo Esther Wilson.

- Williams. - Esther Williams, gdzie twoje miejsce.

Odpuść sobie, Kit. Wiesz co, naprawdę stajesz się zrzędą.

- Naprawdę jestem zrzędą? - Tak.

Czasami.

To dlatego, że jestem głodna. Muszę załatwić coś do jedzenia.

- Hej, dziewczyny! - Hej, yo, baby!

Może za darmo? Dziś mam urodziny.

W marzeniach!

Mały dziś ruch.

Może powinnyśmy mieć alfonsa, wiesz? Carlos cię pogrąża.

I będzie nam układał życie, i zabierał pieniądze? Nie.

Masz rację. My mówimy z kim, kiedy i za ile.

- Myślisz, że wyglądam jak Carol Channing? - Nie. Uwielbiam twój wygląd.

Bardzo olśniewający. Olśniewający wybór.

Spójrz na to.

Chwila, to Lotus Esprit.

Nie, to czynsz.

Musisz iść do niego. Wyglądasz dziś szałowo.

Nie bierz mniej niż stówę. Zadzwoń, gdy będzie po wszystkim. Trzymaj się.

Też się trzymaj.

Pracuj, pracuj, mała. Pracuj!

Pracuj. Masz to.

Poradzisz sobie.

Jedynka jest gdzieś tutaj.

Cukiereczku, szukasz randki?

Nie, chcę znaleźć Beverly Hills. Wskażesz mi drogę?

Jasne. Pięć dolców.

- Śmieszna. - Cena właśnie wzrosła do dziesięciu.

Nie możesz mnie skasować za wskazanie drogi.

Mogę robić, co mi się podoba, maleńki. To nie ja się zgubiłam.

No dobrze.

W porządku. Ty wygrałaś, ja przegrałem. Masz wydać z 20?

Za 20 pokażę ci osobiście. Pokażę ci nawet gdzie mieszkają gwiazdy.

- W porządku. Już byłem u Stallone'a. - Świetnie, w dół.

Światła. Światła by się przydały.

Czadowy samochód!

Trochę z charakterkiem.

Twój?

- Nie, nie mój. - Kradziony?

Niezupełnie. Jak masz na imię?

A jak mam mieć?

Vivian. Mam na imię Vivian.

- W jakim hotelu się zatrzymałeś? - Regent Beverly Wilshire.

W prawo, w najbliższą przecznicę.

To cacko musi skręcać, jak by było na szynach!

Słucham.

Nie podnieca cię to? Ma tylko cztery cylindry.

Znasz się na samochodach. Skąd ta wiedza?

Road and Track. Chłopcy, z którymi dorastałam,

interesowali się prawdziwie amerykańską stalą: Mustangi, Corvette'y.

Kupowali je za grosze i naprawiali. Ja się przyglądałam.

Jak to jest, że ty wiesz tak mało o samochodach?

Moim pierwszym samochodem była limuzyna.

Więc gdzie jest ten stalowy dom?

Millage Ville, Georgia.

Wiesz, chyba zgubiłeś skrzynię.

Źle zmieniasz biegi. To standardowe H.

Standardowe H. Jakbym wiedział, co to znaczy.

Prowadziłaś kiedyś Lotusa?

- Nie. - To poprowadzisz.

- Żartujesz. - Nie. To jedyny sposób, żebym zdjął płaszcz.

Zapnij pasy. Zabieram cię na przejażdżkę życia.

- Pokażę ci, co to auto naprawdę potrafi. Gotowy? - Gotowy.

Trzymaj się. Jedziemy.

Ma pedały jak samochód wyścigowy. Są blisko siebie.

Więc kobietom pewnie łatwiej jest prowadzić, bo mają małe stopy.

Nie licząc mnie. Ja noszę dziewiątkę.

Wiesz, że długość stopy jest taka, jak ramienia, od łokcia do nadgarstka?

- Wiedziałeś o tym? - Nie, nie wiedziałem. - To trochę banalne.

Powiedz, jakie... Jakie pieniądze zarabiają teraz dziewczyny?

Orientacyjnie.

Nie mniej niż stówę.

- Sto dolarów za noc? - Za godzinę.

Za godzinę?

Zarabiasz 100 dolarów na godzinę i masz agrafkę przytrzymującą zamek w butach?

Chyba żartujesz.

- Nigdy nie żartuję w sprawie pieniędzy. - Ja też nie.

100 dolców na godzinę.

Dosyć twardo.

Nie. Ale są perspektywy.

Dobry wieczór, panie Lewis.

- Będzie pan jeszcze dzisiaj potrzebował samochód? - Mam nadzieję, że nie.

- Jesteśmy. - Tak.

Poradzisz sobie?

Tak, wezmę taksówkę. Mam dwadzieścia dolców.

- Wracasz do biura? - Tak.

Do biura.

Dzięki za przejażdżkę.

- Do zobaczenia. - Do widzenia.

Nie ma taksówek?

Nie, lubię autobus.

Tak sobie myślałem... Naprawdę powiedziałaś 100 dolarów za godzinę?

- Tak. - Tak.

Jeśli nie masz żadnych ważnych spotkań,

byłbym bardzo rad, gdybyś towarzyszyła mi do hotelu.

Załatwione.

Jak masz na imię?

- Edward. - Edward. To moje ulubione imię. - Nie.

Mówię ci, to przeznaczenie, Edward. Tylko to.

- Dlaczego tak się ubrałaś? - Bo co?

Ten hotel to nie establishment, który wypożycza pokoje na godziny.

W porządku.

- Jasna cholera. - Poradzisz sobie.

Chodź ze mną. I przestań podrygiwać.

- Dobry wieczór, panie Lewis. - Witam. Jakieś wiadomości?

- Tak, kilkanaście. - Dziękuję.

- Proszę przysłać szampana i truskawki na górę. - Naturalnie.

Obsługa dla pana Lewisa.

O, kochanie,

Wiesz, co się stało? Leci mi oczko w rajstopach.

Przecież nie mam rajstop.

Niech skonam! W środku jest łóżko dla dwojga!

Pierwszy raz w windzie.

Zamknij usta, mój drogi.

Przepraszam. Nie mogłam się powstrzymać.

Spróbuj.

- Penthouse. - Penthouse!

Na lewo.

Tęsknię za kluczami.

Pod wrażeniem?

Żartujesz? Ciągle tu przychodzę.

- Jeśli chodzi o ścisłość, wynajmują ten pokój na godziny. - Jasne, że wynajmują.

Wow, świetny widok! Założę się, że widać stąd ocean.

Wierzę na słowo. Nie wychodzę tam.

Dlaczego nie wychodzisz?

- Mam lęk wysokości. - Naprawdę?

Więc dlaczego wynająłeś Penthouse?

Jest najlepszy. Wszędzie szukałem Penthouse'a na pierwszym piętrze,

ale nie mogłem znaleźć.

Teraz, gdy już tu jestem, co chcesz ze mną robić?

- Wiesz co, nie mam pomysłu. - Nie?

Nie zaplanowałem tego.

Wszystko planujesz?

- Zawsze - Tak, ja też.

Właściwie nie... Nie, nie planuję. Nie mogę powiedzieć o sobie, żebym planowała.

Powiedziałabym raczej, że jestem z tych, które nie grzeją długo miejsca.

Wiesz, raz za razem gdzie indziej. To ja. Tak.

Wiesz co, mógłbyś mi zapłacić. To mogłoby przełamać lody.

A, tak, przepraszam. Zakładam, że przyjmujesz gotówkę.

Jak najbardziej, tak.

Siedzisz na faksie.

Na tym jeszcze nie siedziałam.

Ślicznie, bardzo ładnie. Dziękuję.

Dobra, jedziemy.

Wybieraj. Mam czerwoną, zieloną, żółtą.

Nie mam purpurowej, ale została mi jedna złota moneta.

Prezerwatywa mistrzów. Jedyna w swoim rodzaju. Nic przez nią nie przejdzie.

- Co ty na to? - Wachlarz bezpieczeństwa.

Jestem bezpieczną dziewczyną.

- No dobra, załóżmy jedną. - Nie.

Porozmawiajmy chwilę, dobrze.

Rozmawiać. Tak. Ok.

Edward, przyjechałeś do miasta w interesach czy dla przyjemności?

- W interesach, tak myślę. - Tak myślisz.

Niech zgadnę.

Pewnie jesteś prawnikiem.

Prawnikiem?

Dlaczego sądzisz, że jestem prawnikiem?

Masz ten ostry i bezużyteczny uniform.

Założę się, że znałaś wielu prawników.

Wiem dużo o wszystkich.

Co to?

Szampan.

Równie dobrze ja mogę się przydać.

Zdejmij ciężar.

- Dobry wieczór. - Witam.

- Gdzie mam postawić? - Gdzie ma postawić?

Tam, przy barku.

- Przepraszam. - Dopiszemy do rachunku, panie Lewis.

Dziękuję.

Na co się gapisz?

- Na co on się gapi? - Proszę. Dziękuję bardzo.

Dziękuję panu bardzo. Przyjemnego wieczoru.

Napiwek. O tym nie pomyślałam.

Nie przejmuj się.

- Mogę zdjąć buty? - Jak najbardziej.

- Masz żonę? Dziewczynę? - Mam obie.

Gdzie one są? Robią zakupy we dwie?

Moja była żona jest teraz na Long Island w moim byłym domu

z moim byłym psem.

Proszę.

Moja była dziewczyna, Jessica, jest w Nowym Jorku,

wyprowadza się z mojego mieszkania, gdy rozmawiamy.

Spróbuj truskawkę.

- Po co? - Nadaje smak szampanowi.

O, fajnie.

Całkiem niezłe.

- Nie pijesz? - Nie.

Słuchaj, doceniam tą lekcję wychowawczą, która przerabiasz,

ale, pozwól, że dam ci wskazówkę, jestem uświadomiona.

Mam stawkę godzinową. Możemy przejść dalej?

Wyczuwam, że czas jest dla ciebie ważną sprawą.

Przejdźmy przez to.

- Świetnie, zaczynajmy. - Ile za całą noc?

Mam tu zostać?

- Nie stać cię. - Wypróbuj mnie.

300 dolarów.

Załatwione. Dziękuję. Teraz możemy się rozluźnić.

Za minutę wychodzę. Szampan trochę mnie ściął.

Nie słyszałem. Co powiedziałaś?

Powiedziałam, że wychodzę za minutkę.

Co to? Co masz w ręce?

- Co tam chowasz? - Nic.

Nie chcę tu żadnych narkotyków.

Nie chcę tu nic takiego. Zabieraj swoje rzeczy i pieniądze i wyjdź, proszę.

Nie zażywam narkotyków, wiesz. Przestałam, kiedy miałam 14 lat.

Co to jest?

- To nitka dentystyczna. - Tak. I co z tego?

Miałam ziarenka truskawek między zębami. Nie można zaniedbywać dziąseł.

Przepraszam. Proszę, kontynuuj.

Dziękuję.

- Masz zamiar się przyglądać? - Nie, idę.

Dziękuję.

Po prostu bardzo niewielu ludzi mnie zaskakuje.

Masz szczęście. Mnie większość szokuje.

- Patrzysz. - Idę.

To może być prawda, Vance.

Tak, wiem, ale nadal potrzebne mi są liczby w Morse Industries.

Mam je z Londynu, teraz potrzebuję z Tokio.

Zadzwonię i wezmę, gdy ich będę potrzebował. Dziękuję ci bardzo.

Mam tu mały piknik dywanowy. Na pewno nie chcesz drinka?

Wiodę dostatnie życie. Nie widać?

Wiesz, nigdy nie widziałam tego odcinka.

Co chcesz?

A co robisz?

Wszystko.

Ale nie całuję w usta.

Ja też nie.

- Dzień dobry panom. - Dzień dobry, panie Thompson.

- Dzień dobry, dzień dobry. - Dzień dobry panu.

- Dzień dobry, panie Thompson. - Dzień dobry, Marjorie.

Oczywiście, że Morse będzie walczył. Tego należy się spodziewać.

Prowadzi swoją firmę od bardzo dawna. Nie wydaje mi się, żeby był gotowy na usunięcie jego nazwiska z szyldu.

Chce się z tobą spotkać twarzą w twarz.

- Nie robiłbym tego. - Pewnie, że nie, ale i tak to zrób.

Dzisiaj. Kolacja. Załatw to.

Edward, posłuchaj. To naprawdę nie najlepszy pomysł, byś się z nim spotkał.

A już na pewno nie sam. Wiesz, to zadziorny pryk.

Jak coś źle powiemy, możemy wylądować w sądzie.

Zawsze jest możliwość, że coś pójdzie nie tak. Dlatego tak bardzo to lubię.

Przy okazji, Phil, twój samochód...

- O, Boże. Co? - Skręca jak po szynach.

Co? Co to znaczy? Edward. Edward!

Cześć.

Dzień dobry.

Rude.

Lepsze.

Nie obudziłeś mnie. Widzę, że jesteś naprawdę zajęty.

- Zaraz mnie nie będzie.. - Nie, nie ma pośpiechu.

Jesteś głodna? Musisz być.

Usiądź i zjedz coś.

Pozwoliłem sobie zamówić wszystko z menu.

Nie wiedziałem, co byś chciała.

- Dzięki. - W porządku? Dobrze.

- Dobrze spałaś? - Tak, za dobrze.

- Zapomniałam, gdzie jestem. - Ryzyko zawodowe?

Tak. Spałeś?

Tak, trochę, na kanapie.

Pracowałem w nocy.

Nie śpisz, nie ćpasz,

nie pijesz, niewiele jesz.

Co robisz, Edward? Wiem, że nie jesteś prawnikiem.

To prawda.

Są tu cztery krzesła.

- Zatem czym się zajmujesz? - Kupuję firmy.

Jakie firmy?

Kupuję firmy, które mają problemy finansowe.

Skoro mają kłopoty, musisz je kupować okazyjnie, co?

Tę, którą kupuję w tym tygodniu, biorę za okazyjną cenę jednego miliarda.

- Miliarda dolarów? - Tak.

Wow. Musisz być naprawdę łebski, co?

Ja przeszłam tylko przez ogólniak.

Jak daleko zaszedłeś w szkole?

Doszedłem do końca.

Rodzice muszą być dumni, co?

Ale tak naprawdę nie masz miliarda dolarów, nie?

Nie, część biorę z banków, od inwestorów.

To nie łatwe.

- I niczego nie tworzysz, niczego nie budujesz. - Nie.

- Więc co robisz z firmami, gdy już je kupisz? - Sprzedaję.

Daj mi to zrobić. Sprzedajesz.

Nie sprzedaję całej firmy. Dzielę ją na części

i wówczas odsprzedaję. Są warte więcej niż całość.

To tak jak kraść samochody i potem sprzedawać na części, tak?

Coś w tym stylu. Tylko legalne.

Proszę. Widzisz? Idealnie.

Nieźle. Zupełnie nieźle. Gdzie się tego nauczyłaś?

Wkręciłam się do kółka dyskusyjnego w ogólniaku.

Miałam dziadka. Był dla mnie miły. Lubił być pod krawatem w niedzielę.

Mogę popływać w wannie, zanim pójdę?

Jasne, tylko trzymaj się płytkiego brzegu.

- Halo. - Edward, tu Phil. Posłuchaj, właśnie wychodzę.

Chciałem ci tylko powiedzieć, że kolacja jest załatwiona.

- To dobrze. - Przyjdzie ze swoim wnukiem.

Chce, by ten przejął interes.

A, tak. Bardzo żywiołowy młody człowiek o imieniu David. Gra w polo.

Posłuchaj, muszę powiedzieć to jeszcze raz. Nie podoba mi się, że idziesz sam.

Wydaje mi się, że byłoby lepiej, gdybyś poszedł z dziewczyną.

Wiesz, żeby było towarzysko.

- Edward. Słyszysz mnie? - Tak. Jestem.

Co to?

Sprzątaczka śpiewa.

- Edward, znam wiele miłych dziewczyn. - Nie znasz.

Poza tym, już mam dziewczynę.

Skup się nad dowiedzeniem, co knuje Morse. Już jadę.

- Nie lubisz Prince'a? - Ponad życie.

Nigdy nie pukasz?

Vivian, mam dla ciebie propozycję interesu.

- Co chcesz? - Jestem w mieście do niedzieli.

Chciałbym, żebyś spędziła ze mną tydzień.

- Naprawdę? - Tak.

Tak, chciałbym zatrudnić cię jako pracownika.

Zgodzisz się spędzić cały tydzień ze mną?

Zapłacę ci, żebyś była na każde moje skinienie i telefon.

Chciałabym być twoją dziewczyną na skinienie,

ale jesteś bogatym, przystojnym facetem, mógłbyś mieć miliony dziewczyn za darmo.

Chcę zawodowca.

Nie potrzebuję romantycznego zawracania głowy w tym tygodniu.

Jeśli mówisz o 24 godzinach na dobę, to cię będzie kosztować.

A, tak, oczywiście.

No dobra.

Podaj mi orientacyjną sumę. Ile?

Sześć nocy i dni.

Cztery tysiące.

Sześć nocy po 300 to 1 800.

- Miało być też w dzień. - Dwa tysiące.

- Trzy tysiące. - Załatwione.

Jasna cholera.

Czy to znaczy "tak"?

Tak. Tak!

Nie będzie mnie przez większość dnia. Chciałbym, żebyś kupiła sobie ubrania.

- Powinieneś pomyśleć o czekach podróżnych, naprawdę. - Możemy wychodzić wieczorami.

- Będziesz potrzebować coś do ubrania. - Jak co, na przykład?

Nic krzykliwego, nic seksownego.

- Konserwatywnie. Rozumiesz? - Nuda.

Elegancko. Jakieś pytania?

- Mogę mówić ci Eddy? - Nie, jeśli spodziewasz się odpowiedzi.

Zgodziłabym się za 2 000.

Zapłaciłbym cztery. Do zobaczenia wieczorem.

Kotku, będę dla ciebie tak miła, że nie będziesz chciał mi pozwolić odejść.

Trzy tysiące za sześć dni. I, Vivian, dam ci odejść.

Ale teraz jestem.

Trzy tysiące dolarów!

Halo.

Dzwoniłam i dzwoniłam. Gdzie byłaś wczoraj?

- Mama? - Tu Viv.

O, cześć. Musiałam poimprezować. Gdzie jesteś?

Rany! Przygotuj się. Ten facet. Lotus.

Jestem w pokoju jego hotelu w Beverly Hills.

W Penthouse'ie. Jego łazienka jest większa niż Blue Banana!

Muszę tego słuchać?

Kit, on chce, żebym została cały tydzień. Wiesz, ile chce mi dać?

Zgadnij. W życiu nie zgadniesz.

- Trzy tysiące dolarów. - Pieprzysz!

Przysięgam na Boga. I dodatkowo na ciuchy.

Rany! Jestem rąbnięta! Oddałam ci tego faceta!

Trzy tysiące? Naprawdę? Jest jakiś pokręcony?

- Nie. - Brzydki? - Przystojny!

- To co z nim nie tak? - Nic.

- Dał ci już pieniądze? - Na koniec tygodnia. - To z nim nie tak.

Dał mi 300 za noc. I, Kit,

zostawię ci trochę w recepcji. Odbierz je.

Jestem w Regent Beverly Wilshire. Zapisz sobie.

Piszesz? Zapomnisz. Zapisz.

Reg... Bev... Wil.

Jeszcze jedno. Dokąd iść na zakupy? Dobre ciuchy, na jego koszt.

- W Beverly Hills? - Tak.

Rodeo Drive, malutka.

- Cześć. - Mogę w czymś pomóc?

Tak, zostawię to dla Kit De Luca. Ona to odbierze.

- Proszę nie otwierać. - Nie, proszę pani.

Pani Wilson, zna pani tę panią?

Nie, proszę pana.

- Pomóc w czymś? - Tylko sprawdzam.

Szuka pani czegoś konkretnego?

Nie. Właściwie tak. Czegoś konserwatywnego.

Tak.

- Macie niezły towar. - Dziękujemy.

- Ile to kosztuje? - Nie sądzę, żeby na panią pasowało.

Nie pytam, czy by pasowało, tylko ile kosztuje.

Ile to kosztuje, Marie?

Jest bardzo drogie.

- Jest bardzo drogie. - Mam pieniądze do wydania tutaj.

Nie sądzę, żebyśmy miały coś dla pani.

Najwyraźniej jest pani w niewłaściwym miejscu.

Proszę wyjść.

- Przepraszam panią. Mogę w czymś pomóc? - Idę do pokoju.

- Ma pani klucz? - O, zapomniałam karty.

- Mieszkam na ostatnim piętrze. - Jest pani gościem?

- Jestem ze znajomym. - A kto to jest?

- Edward. - Edward?

- On mnie zna. - Dennis.

Dennis, zszedłeś właśnie z nocnej zmiany?

- Tak, proszę pana. - Znasz tę młodą damę?

- Jest z panem Lewis'em. - Panem Lewis'em.

Tak jest. Edward Lewis! Dzięki, Dennis.

- Najwyraźniej zaprosił ją wczoraj wieczorem. - Dziękuję.

O, Boże! Co znowu? Co?

- Co dziś wszystkich ugryzło? - Nie, nie, w porządku. Proszę pójść ze mną.

- Utniemy sobie małą pogawędkę. Dziękuję, Dennis, dziękuję. - Ide.

- Jak się pani nazywa? - A jak byś chciał?

- Nie baw się ze mną, młoda damo. - Vivian.

Dziękuję. Vivian. Panno Vivian,

rzeczy, które mają miejsce w innych hotelach, nie zdarzają się Regent Beverly Wilshire.

Pan Lewis, jednakże, jest bardzo szczególnym klientem,

a my lubimy myśleć o takich jak o naszych przyjaciołach.

Spodziewamy się, że, jako klient, pan Lewis zamelduje każdego dodatkowego gościa,

ale, jak dla przyjaciela, jesteśmy chętni to przeoczyć.

Zakładam, że jest pani...

- Krewną? - Tak.

Tak myślałem. Musi pani być jego...

- Siostrzenicą. - Oczywiście.

Naturalnie, gdy pan Lewis wyjedzie, więcej nie zobaczę pani w tym hotelu.

Zakładam, że nie ma pani tu więcej wujków.

Dobrze! Zatem rozumiemy się. Zachęcałbym panią także,

by ubierała się pani bardziej stosownie. To by było wszystko.

Nie, to nie wszystko. To właśnie próbowałam zrobić.

Chciałam kupić sukienkę na Rodeo Drive, a sprzedawczynie nie chciały mnie obsłużyć.

Tu mam pieniądze i jestem bez sukienki.

Nie, żebym oczekiwała, że mi pan pomoże, ale mam tu wszystko.

Muszę kupić sukienkę na dzisiejszą kolację,

a nikt nie chce mi pomóc.

Człowieku, jeśli dzwonisz po gliny...

Tak, zadzwoń po gliny. Świetnie. Powiedz, że ich pozdrawiam.

Z odzieżą damską.

Z Bridget, poproszę.

Bridget, cześć. Tu Barnard Thompson z Regent Beverly Wil...

Dziękuję. Tak, ale czy możesz wyświadczyć mi przysługę?

Przyślę ci kogoś. Ma na imię Vivian.

Jest gościem specjalnym.

Jest siostrzenicą bardzo specjalnego gościa.

To jest kamień w koronie Morse'a:

klasyczna przemysłowa posiadłość okalająca porty Long Beach i Los Angeles.

Rzeczywiste możliwości majątkowe są nieograniczone, ale większość terenu wyrównamy.

Właśnie dostaliśmy informacje, panie Stuckey.

Edward, właśnie otrzymaliśmy uaktualnione dane Morse'a. Don, możesz zatrzymać projekcję?

Co? Mów.

Staruszek Morse właśnie wszedł na szlak kontraktem za 350 milionów.

Ma budować niszczyciele dla marynarki wojennej.

Kontrakt dla marynarki. Nie wierzę!

- Myślałem, że mówiłeś, że nie mają z tym nic wspólnego. - Sądziłem, że nie mają.

Wiecie co, jeśli to prawda, to może kosztować znacznie więcej.

Akcje pójdą tak w górę, że wylecą przez dach.

- Naprawdę? Nie gadaj, Sherlocku. - Może mamy szczęście, że dostaliśmy te dane.

- Ciągle możemy się wycofać. - Wycofać?

Zapomnij o tym, koleś. Włożyliśmy w to tysiące godzin pracy!

- Nikt się z niczego nie wycofuje! - Philip, myślę, że on ma rację.

Panowie, spokój. Spokój.

Kogo znamy w Senackim Komitecie Asygnowanych?

Senatora Adamsa.

Senatora Adamsa. Dowiedz się, gdzie jest.

Marynarka nie wyda 350 milionów bez zgody Asygnowanych.

Nie rozumiem, co się tu dzisiaj dzieje, panowie.

Po to cię zatrudniłem, Phil, żebyś się za mnie martwił.

Będę w twoim biurze. Bob, chcesz przysłać geologów?

- Nie ma problemu. - Dziękuję.

Edward, wszystko gotowe na dzisiejsze spotkanie?

Kim jest ta dziewczyna, z którą idziesz?

Nikt, kogo znasz.

- Proszę się nie martwić, pani Rainey, zadzwonię jak tylko przyjdzie. - Dziękuję.

- Miłego dnia. - Dziękuję.

Witam. Na pewno pani Vivian. Mam na imię Bridget.

- Cześć. Barney powiedział, że będziesz dla mnie miła. - Jest słodki.

Co planujesz podczas pobytu w mieście?

- Idziemy na kolację. - Nie siadaj tu!

Wychodzisz? Na kolację?

W takim razie potrzebna ci sukienka koktajlowa. Chodź ze mną.

Jestem pewna, że znajdziemy tu coś, co wujowi się spodoba.

- Masz rozmiar 6, prawda? - Tak. Skąd wiedziałaś?

- To moja praca. - Bridg, on nie jest moim wujem.

Nigdy nie są, moja droga.

Barney! Przepraszam pana.

Mam sukienkę!

Miałem nadzieję, że będzie ją pani nosić.

Nie, nie chcę jej pognieść! Mam też buty. Chcesz zobaczyć?

Nie, to nie będzie konieczne. Z pewnością są śliczne. Dziękuję.

No dobra. Posłuchaj, nie chcę ci przeszkadzać, ale Bridget była świetna.

Chciałam tylko podziękować. Jesteś w porządku.

Nie ma za co, pani Vivian.

Halo.

Nigdy, przenigdy nie odbieraj telefonu.

- To po co do mnie dzwonisz? - Kupiłaś ubrania?

- Mam sukienkę. Koktailową. - To dobrze.

Będę w lobby hotelowym punktualnie o 19:45

Co? Nie przyjdziesz po mnie na górę?

To nie randka, to interes.

Dokąd mnie zabierasz?

Zabiorę cię do restauracji pod nazwą Voltaire.

- Bardzo elegancka. - No dobrze.

Spotkamy się w holu, ale tylko dlatego, że mi płacisz.

Dziękuję bardzo.

Proszę jeszcze raz połączyć.

- Pan Stuckey chce się z panem widzieć. - Proszę mu powiedzieć, że mam ważny telefon.

- Halo. - Miałaś nie odbierać telefonu. - To przestań dzwonić.

Wariat.

Barney.

Nie pasuje.

Nie, nie. Mam problem.

W porządku, panno Vivian, jeszcze raz.

- Serwetka. - Serwetkę delikatnie na kolanach.

Dobrze. Łokcie ze stołu, nie garbić się.

Widelec do krewetek,

do sałatki, do drugiego.

Pamiętam widelec do sałatki,

reszta zastawy trochę mi się myli.

Jeśli się pani denerwuje, proszę liczyć zęby.

4 zęby - widelec do drugiego,

Czasami są trzy w widelcu do sałatki, a czasami...

Przepraszam, panie Lewis. Nazywam się Thompson. Jestem menadżerem hotelu.

- Przepraszam, chciałbym wykonać jeden telefon. - Tak, proszę pana.

- Mam dla pana wiadomość. - Od kogo?

Od pana siostrzenicy.

- Kogo? - Młodej dziewczyny, która przebywa w pańskim pokoju.

- Chyba obaj wiemy, że nie jest moją siostrzenicą. - Oczywiście.

Wiem to, ponieważ jestem jedynakiem.

Jaka to wiadomość?

Czeka na pana w holu.

Intrygująca młoda dziewczyna, panna Vivian.

- Intrygująca. - Miłego wieczoru, proszę pana.

- Dziękuję, panie... - Thompson. Jestem menadżerem. Menadżerem hotelu.

Spóźniłeś się.

Jesteś oszołamiająca.

Wybaczam ci.

Chodźmy na kolację.

- Tędy, panie Lewis. Państwa towarzystwo czeka. - Przestań podrygiwać.

- Pan Morse. - Pan Lewis. Jestem Jim Morse.

Ta kula ognia to mój wnuk, David.

Nic nie wiem o części z kulą ognia, ale wnuk - z pewnością.

Miło mi poznać was obu. To jest moja znajoma, Vivian Ward.

Witam. Cieszę się, że mogę poznać.

Proszę siadać.

Przepraszam.

- Dokąd idziesz? - Do ubikacji.

- Po schodach i na prawo. - Przepraszam.

- Zamówić za ciebie? - Tak.

Proszę, zrób to. Dziękuję.

Zamówię.

Panie Lewis, mój dziadek uważa, że człowiek, który stworzył firmę, powinien mieć wpływ na jej przyszłość.

Gdzie sałatka?

Sałatka będzie na koniec posiłku.

Tylko do niej znam widelec.

Ujmę to inaczej.

Pomiędzy pana oficjalnymi oświadczeniami a pogłoskami krążącymi wokoło,

bardzo ciężko jest odgadnąć jakie są pana rzeczywiste zamiary.

Nie wiem jak pani, ale ja nigdy nie wiedziałem który do czego.

Był okres, kiedy budowaliśmy statki wielkości miasta.

- Ludzie, jak mój dziad, zbudowali ten kraj. - Kto to zamówił?

Ten pan, proszę pani. Smacznego.

To escargot. Ślimaki - po francusku. Frykasy, spróbuj.

- David. - Panie Lewis, jeśli przejmie pan, nie sądzę, ale jeśli,

co zamierza pan zrobić z firmą?

Podzielić i sprzedać te części.

Z pewnością zrozumie pan, że nie jestem zachwycony pomysłem

zamiany 40 lat mojej pracy w wyprzedaż garażową.

Za cenę, jaką płacę za akcje, panie Morse, będzie pan bardzo bogatym człowiekiem.

Jestem wystarczająco bogaty. Po prostu chcę prowadzić moją stocznię.

Trochę śliski skubaniec.

Ciągle się to zdarza.

Poznałem pana ojca. Jak ma na imię?

- Carter. - Tak. Carter. Carter Lewis.

Wcale nie jest takim draniem, o którym wszyscy mówią, że jest.

- Nie, mam na to jego zezwolenie. - Czy to dla niego powód do dumy?

Wątpię. Teraz to nie ma znaczenia. Nie żyje.

Nie wiedziałem. Przykro mi.

Mnie też jest przykro.

Panie Morse, pan prosił o to spotkanie. Co mogę dla pana zrobić?

- Zostawić moją firmę w spokoju. - Nie mogę. Jestem posiadaczem dziesięciu milionów akcji.

- Odkupię pana pakiet. - Nie ma pan pieniędzy.

Będziemy mieli. Załatwiamy kontrakt na budowę 10 niszczycieli.

Nie będzie kontraktu. Kontrakt utknął w Komitecie Asygnowanych i tam pozostanie.

A jak, do diabła, wyciągnął pan coś takiego?

Ma pan skorumpowanych polityków w kieszeni, czy co?

Spokojnie, uspokój się, David.

- Pan Lewis zagrał trudną piłkę. - Tak zagrałem.

Usłyszałem dość. Vivian, to była ogromna przyjemność cię poznać.

Przepraszam, dziadku. Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza. Panie Lewis.

Lepiej dołączę do wnuka. Życzę smacznego.

Powodzenia, proszę pani.

Uważaj, Lewis, rozerwę cię na strzępy.

Nie mogę się doczekać.

Edward.

Edward, mówiłeś, że nigdy tu nie wychodzisz.

Jestem z samego brzegu.

Nie mówiłeś za dużo w samochodzie po drodze do domu.

Myślisz o kolacji? Ja szalałam.

To znaczy, układ był dobry, tak mi się wydaje.

On ma kłopoty. Ty chcesz jego firmę.

On nie chce jej oddać.

Dzięki za streszczenie.

Problem w tym, że, wydaje mi się, polubiłeś pana Morse'a.

Polubiłbym ciebie, gdybyś zeszła stamtąd. To wzbudza mój niepokój.

To cię niepokoi? A gdybym wychyliła się jeszcze bardziej, na przykład tak?

Uratowałbyś mnie, gdybym spadła?

Vivian, mówię poważnie. Ze... Nie patrzę.

Tu jest naprawdę wysoko. Spójrz, bez trzymanki. No dobra, przepraszam.

Prawda jest taka, że to jest naprawdę bez znaczenia, czy lubię tego człowieka, czy nie.

Nie pozwolę sobie zaangażować się emocjonalnie w interesy.

Wiem. Kit zawsze mi powtarza

"nie angażuj się, gdy robisz numery".

Dlatego bez całowania, to zbyt osobiste.

Tak, jak mówisz, jesteś drętwy, nie angażujesz się.

Gdy jestem z facetem, jestem jak robot. Po prostu to robię.

To znaczy, z wyjątkiem ciebie.

Oczywiście, nie ze mną.

Ty i ja jesteśmy tacy podobni do siebie, Vivian.

Oboje nakręcamy ludzi za pieniądze.

Było mi przykro z powodu twojego taty.

- Kiedy umarł? - W zeszłym miesiącu.

Tęsknisz za nim?

Nie rozmawiałem z nim przez czternaście i pół roku.

Nie było mnie, kiedy odszedł.

- Chcesz o tym pogadać? - Nie.

Coś ci powiem. Mam pomysł.

Pooglądajmy całą noc stare filmy.

Walniemy się przed telewizorem.

- Walniemy się? - Tak, będziemy jak warzywa. Położymy jak brokuły.

Coś ci powiem. Niedługo wrócę. Brokuły zrobimy jutro.

- Dokąd idziesz? - Na dół na chwilę.

Witam, jestem w Penthouse'ie. Facet, który tu był,

pan Lewis, widział go pan gdzieś tam na dole?

Dziękuję. Dziękuję bardzo.

Nie wiedziałam, że grasz.

Gram tylko dla nieznajomych.

Poczułam się samotna na górze.

Panowie, moglibyśmy zostać sami?

Dziękuję.

Ludzie zawsze robią to, co im mówisz?

Chyba tak.

Pobudka. Czas na zakupy.

Jeśli będą jakieś problemy z tą kartą, niech zadzwonią do hotelu.

Jeszcze zakupy?

Dziwię się, że nie kupiłaś wczoraj więcej niż jednej sukienki.

- Nie było tak zabawnie, jak myślałam, że będzie. - Dlaczego?

Były niekulturalne w stosunku do mnie.

Niekulturalne?

Ludzie się na mnie patrzą.

Nie patrzą się na ciebie. Patrzą na mnie.

Sklepy nie są miłe dla ludzi. Nie podoba mi się to.

Sklepy nigdy nie są miłe dla ludzi. Są miłe dla kart kredytowych.

Przestań podrygiwać. Pozbądź się gumy.

Nie wierzę, że to zrobiłaś.

Jestem Hollister, menadżer. W czym mogę pomóc?

Edward Lewis.

- Widzi pan tę panią? - Tak.

- Ma pan w sklepie coś równie pięknego? - O, tak.

O, nie! Nie, nie. Mówię tylko, że mamy w sklepie wiele rzeczy tak pięknych, jak pani by chciała, by były.

Do tego zmierzałem. I sądzę, że wszyscy się co do tego zgodzimy.

- Dlatego państwo weszli... - Przepraszam, będziemy potrzebować jeszcze paru ludzi do obsługi.

Coś panu powiem. Zamierzamy wydać tu nieprzyzwoitą sumę pieniędzy.

Zatem więcej osób powinno nas obskakiwać.

Takie coś nam się podoba. Pan to rozumie.

Są państwo we właściwym sklepie i we właściwym mieście.

Wszystko, co pani widzi w katalogu, możemy dobrać. Proszę się przygotować na dobrą zabawę.

Mary Pat, Mary Kate, Mary Francis, Tovah, do roboty!

- No już, przynoście, dziewczyny. - Ta jest po prostu boska.

Przepraszam pana, o jakiej dokładnie kwocie pieniędzy mówimy?

Po prostu bluźniercza, czy może naprawdę obraźliwa?

- Naprawdę obraźliwa. - Uwielbiam tego faceta!

Panie Lewis, jak to wygląda do tej pory? Wydaje mi się, że całkiem nieźle.

A mnie, że trzeba nas jeszcze dopieścić.

Jest pan nie tylko przystojnym, ale i bardzo wpływowym człowiekiem.

Widziałem pana w chwili, gdy wszedł pan do sklepu. Sprawił pan wrażenie kogoś, z kim trzeba się liczyć.

- Hollister. - Tak, sir.

Nie mnie. Ją.

Przepraszam pana. Przepraszam.

Jak idzie, drogie panie?

Edward, Edward. Gdzie, do cholery, jesteś?

Po ulicach krąży plota. Morse chce podnieść ofertę, kolego.

Stawia się? Twardy zawodnik.

Wie, że kontrakt z marynarką utknął w martwym punkcie. Skąd weźmie pieniądze?

Nie wiem. Myślę, że wprowadza pracowników.

Ciągle potrzebuje kogoś do podpisania papierów.

- Dowiedz się, kto to jest. - Dobrze, załatwione.

Zostajesz sama. Muszę wracać do pracy. Wyglądasz świetnie.

- Ona ma moją kartę. - A ja pomogę jej użyć, proszę pana.

- Edwardowi spodobałby się ten krawat. - Proszę zdjąć krawat.

- Krawat? - Zdejmij krawat. Daj pani krawat.

- On chce to zrobić. - Oszaleje z radości.

Kto zamawiał pizzę?

- Mogę pomóc? - Nie, dziękuję. Witam.

- Dzień dobry. - Pamięta mnie pani?

- Nie, przykro mi. - Byłam tu wczoraj. Nie chciała mnie pani obsłużyć.

Pracuje pani na prowizji, prawda?

Tak.

Duży błąd. Duży. Ogromny.

Muszę iść na zakupy.

Panowie.

Koledzy, skończmy to dzisiaj.

Jake, zamów coś u Blair. Koło 14:00 - 14:30 byłoby świetnie.

Miałeś rację co do Morse'a. Zastawił wszystko, co posiada, łącznie z bielizną, by pokryć pożyczkę z banku.

A to nie jakiś tam bank. Plymouth Trust.

Nie trzeba mówić, że twój interes znaczy dla nich o wiele więcej niż nasz przyjaciel, pan Morse.

Wszystko, co musisz zrobic, to zadzwonić do banku.

Ta.

Edward, wybacz, że to mówię, ale co się z tobą, do cholery, dzieje w tym tygodniu?

Dajesz Morse'owi szansę uciec?

Wiesz, co uwielbiałem, kiedy byłem dzieckiem, Phil?

- Co? - Klocki.

Budowanie z klocków. Zestawy do budowania.

Ja lubiłem Monopol. Boardwalk, Park Place. W czym rzecz?

Niczego nie budujemy, Phil. Niczego nie tworzymy.

Robimy pieniądze, Edward.

Pracowaliśmy rok nad tą transakcją. Mówiłeś, że tego chciałeś.

Wręczam ci ją.

Jaguar Morse'a się odkrył.

Czas zadać cios. Zakończmy to.

Zadzwoń do banku.

Jak minął dzień, kochany?

Ładny krawat.

Kupiłam dla ciebie.

Moja mama była nauczycielką muzyki.

Wyszła za ojca, którego rodzina była niesamowicie zamożna.

Potem on rozwiódł się z mamą, by być z inną kobietą.

Pieniądze zabrał ze sobą.

Wówczas zmarła.

Byłem na niego bardzo zły.

Kosztowało mnie to terapię za dziesięć tysięcy, żeby wypowiedzieć to zdanie.

Byłem na niego bardzo zły!

Idzie mi to całkiem nieźle, prawda? Powiem to jeszcze raz: byłem na niego bardzo zły.

Dzień dobry, nazywam się Lewis. Jestem bardzo zły na ojca.

Ja byłabym zła za te 10,000 dolarów.

Ojciec był prezesem trzeciej firmy, którą przejąłem.

Kupiłem ją. Odsprzedałem kawałek po kawałku.

- Co powiedział psychiatra? - Że jestem zdrowy.

Zatem byłeś kwita. To musiało cię uszczęśliwić.

Wspominałam, że moje nogi mają 44 cale od biodra do dużego palca?

Zatem, w zasadzie, mówimy o 88 calach terapii,

zawiniętej wkoło ciebie za okazyjną sumę

trzech tysięcy dolarów.

Uważaj, gdzie stawiasz nogi,

bo jeśli w coś wdepniesz, nie wracamy do samochodu.

Nie za blisko drzewa. Nie lubię mrówek. Witam. Widzieliście gdzieś Edwarda?

- A jeśli ktoś mnie rozpozna? - Mało prawdopodobne. Oni nie szastają pieniędzmi na Hollywood Bullvard.

- Ty tak. - Chodź. Puść. Puść.

Wyglądasz świetnie. Wyglądasz jak dama.

Będziesz się świetnie bawić.

Nie podryguj i uśmiechnij się.

To Gwen i Gretchen, niesławne siostry Olsen,

które z małżeństwa zrobiły, cóż, formę sztuki.

- Edward. - Za sekundę wracam. Zaczekaj.

A zatem to ty jesteś smaczkiem miesiąca.

To smakoszka. Edward jest naszą najlepszą partią.

Każda próbuje go uziemić.

Ja nie próbuję go uziemić, ja z nim tylko sypiam.

- Ładne zagranie! - Ładne zagranie!

Powiedz mi jeszcze raz, po co tu jesteśmy.

- Business. - Business wśród ludzi?

Tak.

- Przepraszam. Edward! Edward. Tutaj. - Phil.

- Dobrze cię widzieć. - Ciebie też.

Poznaj moją nową znajomą, Vivian Ward.

Cześć. Philip Stuckey. To moja żona, Elizabeth.

Zawsze przyjemnie jest poznawać jedną z dziewczyn Edwarda.

O, Boże, to Tate Whitley Wallington.

Tate! To ja, Elizabeth, z Workout World.

Królowa aerobiku. Poczuj, jak się spala.

Przyniosę ci drinka. Vivian, zacznij od tego, dobrze. Za chwilę jestem.

Przy okazji, zauważyłeś, że senator Adams tu jest?

Poprosiłem go.

Oto, dlaczego przyrzekłem ci dozgonną miłość.

Szczery facet. Kto to?

Mój prawnik. Jest w porządku.

Można by mrozić lód na tyłku jego żony.

Spróbujemy tego później.

- Czy ci ludzie to twoi znajomi? - Spędzam z nimi czas, tak.

- Nic dziwnego. - Co, nic dziwnego?

Nic dziwnego, że szukałeś mnie.

Potrzebna państwa pomoc, panie i panowie.

Trzeba pomóc usuwać wyrwy w trawie.

Zatem wyjdźcie na murawę.

Słyszeli państwo. Zakopywanie wyrw.

To długa tradycja, panie i panowie.

Tak stara jak sama gra w polo. Królowie i królowe dawniej także to robiły.

Jest słodka, Edward.

Gdzieś ty ją znalazł?

976-BABE.

Mała rada: unikajcie gorących wyrw!

To wszystko część gry w polo.

Członek klubu czyści ci buty.

Chyba mam w samochodzie coś, co to zmyje.

Dziękuję.

- Vivian, cześć. David Morse. - Przepraszam.

- David. - Co słychać?

- W porządku. - Tak myślałem, że to ty. Ładny kapelusz.

- Nowy. - Tak? - Tak.

- Chodź, poznasz mojego konia, Vivian. - Edward na mnie czeka.

- Jest tu. - Ok, ale tylko na chwilę.

Nie wiedziałam, że dzisiaj grasz.

Pytałem o drogę, no i tam była.

Po prostu na nią wpadłeś? To super. Jezu!

Co robi? Pracuje?

- Robi w handlu. - Handlu? To wspaniale. Dobrze.

Co sprzedaje?

Dlaczego chcesz wiedzieć?

Wysłuchaj mnie. Znam cię od dawna.

Widzę pewne różnice w tobie w tym tygodniu; jak ten krawat i...

Zastanawiam się, czy ta dziewczyna nie jest różnicą,

zwłaszcza, kiedy widzę, jak rozmawia z Davidem Morsem.

Przedstawiłem ich sobie na kolacji wczoraj.

To znaczy, że teraz są przyjaciółmi? Ta dziewczyna pojawiła się znikąd.

Teraz rozmawia z facetem, którego firmę zamierzamy kupić. Dogodna sytuacja, nie uważasz?

Nie bądź śmieszny.

Skąd wiesz, że ta dziewczyna nie uczepiła się ciebie, ponieważ dostarcza informacji Morse'owi?

- To się zdarza! Szpiegostwo przemysłowe... - Phil, Phil, Phil!

- Posłuchaj mnie. - Co?

Nie jest szpiegiem. To prostytutka.

To prostytutka.

Zarwałem ją na Hollywood Boulevard.

W twoim samochodzie.

Tak, tak.

Jesteś jedynym znanym mi milionerem, który szuka okazji na ulicy, wiesz.

- Edward! - Żałuję, że ci powiedziałem.

Senatorze, senatorze Adams, Cieszę się, że zdołał pan przyjść.

Dziękuję. Mam nadzieję, że informacje, których panu udzieliłem, przydały się.

Jak najbardziej. I dziękuję za nie. Bez zmiany, prawda?

Nie, nadal tam leży.

- Dobrze się bawisz, Vivian? - Tak, świetnie się bawię.

To musi być odmiana po Hollywood Boulevard, co?

Co?

Edward mi powiedział.

Ale nie martw się. Twój sekret jest u mnie bezpieczny.

Słuchaj, może...

moglibyśmy się spotkać któregoś razu,

po wyjeździe Edwarda?

Jasne. Czemu nie?

Musimy to zrobić, co?

- Wszystko w porządku? - U mnie, tak.

"U mnie, tak". To dobre. Siedem razy "u mnie, tak", odkąd opuściliśmy mecz.

Proszę o inne słowa.

Dupek. Oto słowo.

Chyba bardziej podobało mi się "u mnie, tak".

Wiesz co? Wytłumacz mi jedno: dlaczego kazałeś mi się tak ubrać?

Z jednego powodu. Ubranie było odpowiednie.

Nie, mam na myśli to, że jeśli zamierzałeś powiedzieć wszystkim, że jestem prostytutką,

dlaczego nie pozwoliłeś mi nosić moich własnych ubrań?

We własnych ubraniach, kiedy facet jak Stuckey do mnie podchodzi,

umiem sobie poradzić, jestem przygotowana.

Bardzo mi przykro. Nie jestem zachwycony, że Stuckey mówi i robi coś takiego,

ale jest moim adwokatem. Znam go od dziesięciu lat.

Myślał, że jesteś jakimś szpiegiem przemysłowym. To paranoik.

Teraz jesteś moim alfonsem? Myślisz, że możesz mnie przekazywać swoim znajomym?

- Nie jestem zabawką! - Wiem, że nie jesteś zabawką.

Vivian, mówię do ciebie. Wróć tutaj.

Nie chcę wytykać rzeczy oczywistych, ale jesteś prostytutką.

- I pracujesz dla mnie. - Słuchaj, nie jestem twoją własnością. Ja decyduję, ok!

Ja mówię z kim, ja mówię kiedy, ja mówię...

Nie mam zamiaru spędzić następnych trzech dni kłócąc się z tobą. Powiedziałem "przepraszam". To było szczerze.

Koniec!

Żałuję, że cię w ogóle spotkałam.

Żałuję, że w ogóle wsiadłam do twojego głupiego samochodu.

Jakbyś miała wachlarz innych możliwości.

Nigdy nie miałam nikogo, kto sprawił, bym czuła się tak tania, jak ty dziś to zrobiłeś.

Jakoś trudno mi w to uwierzyć.

Dokąd idziesz?

Chcę swoje pieniądze. Chcę stąd iść.

Szybciej!

Przepraszam.

Nie byłem przygotowany do odpowiedzi na pytania o nas.

To było głupie i okrutne.

Nie chciałem.

Nie chcę, żebyś odeszła.

- Zostaniesz tydzień? - Po co?

Widziałem, jak rozmawiałaś z Davidem Morsem. Nie podobało mi się to.

Tylko rozmawialiśmy.

Nie podobało mi się to.

W dół?

Zraniłeś mnie.

Tak.

Nie rób tego więcej.

Pierwszy facet, którego kochałam, był totalnym zerem.

Drugi jeszcze gorszy.

Mama mówiła na mnie magnes na włóczęgi.

Jeśli pojawił się jakiś w promieniu 50 metrów, od razu mnie pociągał.

W ten sposób skończyłam tutaj. Poszłam za numerem trzy.

I oto ja: bez pieniędzy, bez znajomych, bez włóczęgi.

I wybrałaś to jako swój zawód?

Pracowałam w kilku barach.

Parkowałam samochody podczas zapasów.

Nie stać mnie było na wynajmowanie. Zbyt się wstydziłam, by wracać do domu.

Wtedy spotkałam Kit.

Była prostytutką i twierdziła, że to świetne.

Więc pewnego dnia to zrobiłam.

Płakałam cały czas.

Ale wtedy dostałam stałych i, wiesz...

To nie tak, że się to planuje. To nie dziecięce marzenie.

Mogłaś osiągnąć o wiele więcej.

Ludzie cenią cię na tyle nisko, że zaczynasz w to wierzyć.

Uważam, że jesteś bardzo bystrą, wyjątkową kobietą.

W złe rzeczy łatwiej jest uwierzyć.

Zauważyłeś to?

- Nie, powiedz mu, że zadzwonię w poniedziałek. - Dobrze.

- Dokąd idziesz? Podpisał je? - Nie, powiedział, że musi wyjść.

- Edward, nie możesz teraz zniknąć. Siedzimy w tym zbyt głęboko. - Nie panikuj, Philip.

Morse nigdzie nie ucieka. Wrócę tu rano.

- Przesłałaś bilety do hotelu? - Tak. - Dziękuję.

- Dokąd się wybierasz? - Mam randkę.

Z tą prostytutką?

Uważaj, Philip.

Dobrze wyglądam?

Czegoś brakuje.

Nic więcej nie będzie pasować do tej sukni, mówię ci.

Może coś z tego pudełka.

Nie podniecaj się za bardzo. To pożyczone.

Naprawdę pożyczają ci to u jubilera?

Jestem bardzo dobrym klientem.

Gdybyś chciał to kupić, ile by kosztowało?

Ćwierć miliona.

Ćwierć miliona dolarów?

Więc dokąd idziemy?

To niespodzianka.

Gdybym zapomniała ci powiedzieć później, to był niezapomniany wieczór.

Dziękuję.

Kiedy nie podrygujesz, wyglądasz bardzo pięknie.

I jesteś bardzo wysoka.

To powinien być całkiem spokojny lot, panie Lewis.

Pogoda jest ładna aż do San Francisco.

Powinniśmy dolecieć za około 50 minut.

- Spóźniliśmy się. - Nie, nic nie szkodzi.

- Wieczór otwierający nigdy nie jest o czasie. - Ok.

- Program? - Dziękuję.

Tędy, panie Lewis.

- Doris, jak miło cię widzieć. - Jak się masz?

- Chodź, musisz to zobaczyć. - W porządku, już to widziałem.

Jeśli masz lęk wysokości, dlaczego bierzesz te miejsca?

Bo są najlepsze.

- Czy coś jeszcze, proszę pana? - Nie, dziękuję.

- Lornetki są tu. Przyjemnego oglądania.

Mówiłeś, że to po włosku.

Więc jak zrozumiem, o czym śpiewają? Ta jest zepsuta.

- Moja jest zepsuta. - Nie, nie jest. Jest dobra.

Będziesz wiedzieć. Uwierz mi, zrozumiesz. Muzyka jest bardzo wymowna.

Tam jest orkiestra.

Reakcja ludzi na operę, kiedy widzą ją po raz pierwszy, jest bardzo gwałtowna.

Albo ją pokochają, albo znienawidzą.

Jeśli ją pokochają, to na zawsze,

jeśli nie, to mogą nauczyć się ją cenić,

ale nigdy nie stanie się częścią ich duszy.

- Podobała się pani opera, moja droga? - Była tak dobra, że mało nie zrobiłam w gacie.

Słucham?

Powiedziała, że ta była lepsza niż "Penzańscy piraci".

Ruszyłam królową. Lubię królową.

Nie możesz ruszyć królowej.

Naprawdę to zrobiłaś?

Skończmy to jutro. Jest naprawdę późno, a ja muszę popracować.

Dlaczego nie zrobisz sobie jutro wolnego?. Weź dzień wolny.

- Mam nie iść do pracy? - Tak.

Jestem właścicielem firmy.

Tu są raporty magazynowe, o które pan prosił. Dzwonił pan Lewis.

- Co powiedział? - Że bierze dzień wolny.

- Bierze dzień wolny? - Tak powiedział.

Umieram z głodu. Tam jest stragan z kanapkami. Masz jakieś pieniądze?

Mam pieniądze. Nie wiem, co to stragan z kanapkami, ale mam pieniądze.

Dam... Kupisz kanapkę i przycupniemy sobie gdzieś pod drzewem.

- Przy co? - Przycupniemy sobie.

Dobra, przeczytaj pierwsze dwie strony.

Rozmawiałem z kimś.

Śpi.

Kocham cię.

Co myślisz o mieszkaniu tu samemu?

O tym, że to będzie nasza ostatnia noc razem i wreszcie się mnie pozbędziesz?

Jesteś trudny do zniesienia.

Interes niemal zakończony, więc będę wracał do Nowego Jorku.

Chciałbym cię jeszcze kiedyś zobaczyć.

- Chciałbyś? - Tak.

Tak, chciałbym. Dlatego załatwiłem ci apartament, samochód,

cały szereg sklepów zagwarantował, że będą cię włazić w tyłek, ilekroć pójdziesz na zakupy.

- Wszystko załatwione. - Co jeszcze?

Masz zamiar zostawiać pieniądze przy łóżku, ilekroć będziesz przejeżdżać przez miasto?

Vivian, to nie tak.

A jak?

- Przede wszystkim zabrałbym cię z ulicy. - To tylko inne miejsce.

Vivian, czego ty chcesz?

Jak widzisz to, co się między nami dzieje?

Nie wiem.

Gdy byłam dziewczynką,

mama zamykała mnie na strychu, gdy byłam niegrzeczna, co zdarzało się dość często.

Udawałam, że jestem księżniczką

uwięzioną w wieży przez złą królową.

I nagle rycerz

na białym koniu, w powiewającym odzieniu pojawiał się i wyciągał swój miecz.

A ja machałam.

On wspinał się po wieży i mnie ratował.

Ale nigdy, przez cały czas,

gdy sobie o tym marzyłam, rycerz nie powiedział mi

"chodź, mała, zamieszkasz we wspaniałym zamku".

- Tak. - Musiałem zadzwonić.

Właśnie odłożyłem słuchawkę. To James Morse. Słuchaj tego.

- Chce się dziś spotkać. - W jakiej sprawie?

Nie chciał powiedzieć. Edward, myślę, że go mamy. Ma jaja w imadle.

Mamy go.

Słuchaj, jeśli rzeczywiście się ugina, chcę go zmusić, żeby przekazał wieczorem akcje.

Nie, nie tak. Jeśli rzeczywiście się ugina, nie chcę czekać do wieczora.

Niech się ze mną spotka w centrum jeszcze rano. Do widzenia.

Muszę iść,

ale chciałbym, żebyś zrozumiała,

że dotarło do mnie wszystko, co powiedziałaś.

To wszystko, co w tej chwili mogę.

To dla mnie duży krok.

Wiem. To naprawdę dobra oferta dla dziewczyny jak ja.

Nigdy nie traktowałem cię jak prostytutkę.

Właśnie to zrobiłeś.

To Barnard Thompson, pani Vivian.

Mogłaby pani zejść do recepcji? Jest tu ktoś, kto chciałby z panią rozmawiać.

Twierdzi, że nazywa się De Luca.

Ja z nią pogadam. Proszę pozwolić z nią pogadać.

Yo, Viv, malutka. Zejdziesz na dół? Strażnik dziewic nie chce mnie wpuścić.

- Już idzie. - Dobrze.

- Panie Thompson. - Tak.

Facet, który czyści okna, nie chce zejść.

Jest sobota. Proszę tu poczekać.

- Miej na nią oko. - Tak, proszę pana.

50 dolców, dziadku. Za 75 żona może popatrzeć.

Wydzwaniam do ciebie.

Tak, wiem. Powiedzieli mi w Banana, że mnie szukasz.

Miałaś przyjść do wtorku. Zostawiłam pieniądze w recepcji.

- Ukrywałam się przed Carlosem. - Jeśli byś odebrała pieniądze,

- nie musiałabyś się ukrywać. - Byłam zajęta. Sprali Nina.

Musieliśmy odwiedzić go w szpitalu. Aresztowali Rachel. Dużo się działo.

W każdym razie, mam pieniądze. Dzięki za uratowanie tyłka. Teraz Carlos może się odczepić.

Wiesz, że wczoraj mówił o tobie?

Wkurwiłby się, gdyby zobaczył cię w tym stroju.

Bałam się cię uściskać, żeby nie pognieść.

Naprawdę dobrze wyglądasz. Nie, coś w cieniu.

Ładnie się wybiłaś.

Patrząc na ciebie, nie pasujesz do Boulevard. Nie, żebyś nigdy nie pasowała.

Dzięki, ale łatwo się wybić, kiedy się ma pieniądze.

- Kiedy wyjeżdża? - Jutro.

- Zatrzymasz ubrania? - Tak.

Edward spytał, czy chciałabym jeszcze się z nim spotkać.

Ale sądzę, że zdecydowanie nie. To po prostu kolejny tydzień, prawda?

- Zdecydowanie nie. - Tak.

- O, nie. - Co?

- Znam tę załkaną twarz. - Oj, nie znasz!

- Zakochałaś się w nim. - Nie. Kit, proszę, przestań.

- Zakochałaś się w nim? - Kit!

- Całowałaś go? W usta? - Tak, całowałam.

- Całowałaś go w usta!? - Całowałam. To było miłe.

Zakochujesz się w nim, całujesz w usta. Niczego cię nie nauczyłam?

Nie jestem głupia. Nie zakochałam się w nim.

Lubię go.

Lubisz go.

- Tak. - Pewnie, że go lubisz.

Nie jest włóczęgą, jest bogaty, z klasą.

Który złamie mi serce, tak?

Przestań, tego nie wiesz. Poprosił cię, tak?

Może moglibyście zamieszkać razem?

Albo kupiłby ci diamenty i konia. Czy ja wiem?

Mogłoby się sprawdzić. To się zdarza.

Kiedy to się zdarza, Kit?

Kiedy to się naprawdę zdarza? Komu coś takiego się udaje?

Udało się kościstej Marie albo Rachel? Nie!

To były szczególne przypadki ćpunek.

Chciałabym wiedzieć, komu się to udało.

Daj mi przykład jednej osoby, którą znamy, której się to zdarzyło.

- Wymienić kogoś? - Tak, jedną osobę. - Mam podać jej imię?

O, Boże, presja imienia.

Pieprzona Cinderrella.

Panie Morse, mówił pan rano, że chce rozmawiać z panem Lewisem.

Pan Lewis słucha.

Ponownie przemyślałem swoje zapatrywania na pańską propozycję kupna.

Pod jednym warunkiem.

Nie skupiam się na sobie, ale na ludziach, którzy dla mnie pracują.

To nie problem. Zatroszczymy się o nich.

Panowie, moglibyśmy zagłębić się w kontrakty, które leżą przed nami?

- Jeśli spojrzycie na... - Przepraszam, Phil.

Panowie, chciałbym pomówić z panem Morsem samemu.

Dziękuję.

W porządku, panowie, słyszeliście. Proszę zaczekać na zewnątrz.

Ty też, Phil.

Co masz na myśli?

To, że chciałbym rozmawiać z panem Morsem w cztery oczy.

- Dlaczego on zostaje? - Proszę, proszę.

- Będę zaraz za drzwiami. - Dobrze.

- Tak lepiej? - W porządku.

- Napije się pan kawy? - Czarnej.

Panie Morse,

moje zainteresowania pańską firmą uległy zmianie.

Na co teraz pan poluje, panie Lewis?

Już nie chcę kupić pańskiej firmy i jej podzielić.

Nie chcę też, by zrobił to kto inny.

Jest ciągle narażona.

Jestem na nieznanym sobie terenie.

Chcę panu pomóc.

Dlaczego?

Panie Morse, myślę, że możemy zrobić coś wyjątkowego z pana firmą.

Co z kontraktami z marynarką?

Nie były zamrożone, tylko opóźnione. Trochę blefowałem.

- Jest pan w tym bardzo dobry. - Dziękuję bardzo. Taką mam pracę.

Myślę, że szczegóły możemy pozostawić innym.

Ciężko to powiedzieć, nie będąc protekcjonalnym, ale

jestem z pana dumny.

Dziękuję.

Chyba możemy zaprosić pozostałych.

Kontynuujmy spotkanie.

Wejdźcie, panowie. Usiądźcie.

Edward, proszę, o co tu chodzi?

Twoja działka, Phil. Zakończ to.

Zaczekaj. Zaczekaj. One nie są podpisane!

Czy ktoś mi powie, o co tu, do cholery, chodzi?

Pan Lewis i ja zamierzamy budować razem statki.

Wspaniałe, wielkie statki.

Chyba się przejdę. Poczekaj chwilę. Niedługo wracam.

Tak, panie Lewis.

No, no. Witam ponownie. Szukam Edwarda.

Edwarda tu nie ma. Myślałam, że jest z tobą.

Nie, Edward z pewnością nie jest ze mną.

Nie, gdyby Edward był ze mną...

Kiedy, właściwie to kiedy Edward był ze mną,

nie rozwalał miliardowych interesów.

Myślę, że Edward jest z tobą. Tak myślę.

- Masz coś przeciwko, jeśli się napiję? - Nie.

Nie, dziękuję.

Poczekam.

Edward wkrótce będzie. Powinien być w domu lada chwila.

Wiesz,

to nie jest dom.

To pokój hotelowy.

A ty nie jesteś małą kobietką.

Jesteś prostytutką.

Może bardzo dobrą prostytutką, wiesz.

Może, jeśli bym cię zaliczył, nie przykładałbym wagi, tracąc miliony dolarów.

Ponieważ, muszę być z tobą szczery,

teraz, Vivian, w tej chwili, naprawdę mi zależy. Naprawdę.

I teraz jestem naprawdę wkurzony, wiesz.

Teraz trochę głupieję.

Więc może, jeśli cię przewiercę, i zabiorę do opery, będę tak szczęśliwy jak Edward.

Zostaw mnie!

Zostaw mnie!

- Ile to? Dwadzieścia, trzydzieści dolców? - Zostaw mnie! Zostaw mnie!

- Pięćdziesiąt? Jesteś dziwką za 50, Vivian? - Co ty wyprawiasz?

- Wstawaj! - Przestań, nie chcę cię skrzywdzić!

Wynoś się! Wynoś się stąd!

Posłuchaj, to dziwka, człowieku. To cholerna...

- Chyba złamałeś mi nos. - Wyjdź stąd.

Co się z tobą dzieje? Daj spokój, Edward! Dałem ci dziesięć lat!

- Oddałem ci całe swoje życie! - Gówno prawda. To gówno prawda.

Kochasz zabijać, nie mnie!

Dzięki mnie stałeś się bardzo bogatym człowiekiem, robiąc to, co kochasz!

A teraz wynoś się stąd!

Wynoś się!

Dlaczego faceci zawsze wiedzą jak uderzyć kobietę? Prosto w policzek.

Plask i czujesz, że oko zaraz ci wyskoczy.

Co oni robią? Biorą was na bok w ogólniaku i pokazują jak to się robi?

Nie wszyscy biją.

Słyszałam, co zrobiłeś z Morsem.

- To była decyzja biznesowa. - Była dobra.

Dobrze się poczułem.

Chyba już dobrze.

Muszę iść.

Tak, zauważyłem, że się spakowałaś.

Dlaczego wyjeżdżasz?

Edward, zawsze znajdzie się facet, może nawet twój znajomy,

który będzie myślał, że może mnie traktować jak Stuckey.

Będzie myślał, że tak można.

Co zrobisz? Będziesz bił wszystkich?

Nie dlatego wyjeżdżasz.

Złożyłeś mi fajną propozycję.

I jeszcze kilka miesięcy temu, nie ma problemu.

Teraz wszystko jest inaczej, ty to zmieniłeś,

i nie możesz odmienić.

Chcę więcej.

Wiem coś o chceniu więcej.

Wynalazłem to pojęcie.

Pytanie, ile więcej?

Chcę bajki.

Związki niemożliwe.

Mój szczególny dar to związki niemożliwe.

- Dziękuję. - Proszę.

Jeśli kiedyś czegoś będziesz potrzebować, nitki dentystycznej, czegokolwiek, zadzwoń

Dobrze się bawiłam.

Ja też.

Zawołać boy'a?

- Nie, poradzę sobie. - Ja to poniosę.

Dzięki.

Zostań. Zostań ze mną na noc.

I nie dlatego, że ci płacę, ale dlatego, że chcesz.

Nie mogę.

Żegnaj.

Myślę, że masz wiele szczególnych darów.

- Nie zrobiłem tego, proszę pana. - Nie, nie powiedziałem tego.

Chcę, żebyś wezwał porządkowych, by się z tym uporali. Musisz delegować służbę.

- Tak, proszę pana. - Cześć, Barney.

Panna Vivian. Dziękuję.

Chciałam się pożegnać.

Odgaduję, że nie będzie pani towarzyszyć panu Lewis'owi do Nowego Jorku.

Daj spokój, Barney. Ty i ja żyjemy w prawdziwym świecie. Przeważnie.

Ma pani załatwiony transport?

- Zadzwonię po taksówkę. - Proszę mi pozwolić.

- Darryl. - Tak, proszę pana.

Proszę zabrać pannę Vivian, gdzie tylko sobie zażyczy.

Tak, sir.

To przyjemność, znać panią.

Proszę kiedyś nas jeszcze odwiedzić.

Zostań cool.

Czy to wszystko, proszę pana?

- Tak, to wszystko. - Spotkamy się na dole. - Dziękuję.

Wyglądamy głupkowato.

San Francisco wcale nie jest takie fajne, wiesz.

Mają zły klimat. Jest mglisto, nieprzewidywalnie.

Założę sweter.

Co tam będziesz robić?

Znajdę pracę. Skończę ogólniak.

Są rzeczy, które umiem robić. W ogólniaku miałam całkiem dobre oceny.

Tak, to było widać po tobie. Widziałam to.

Na pewno ze mną nie pojedziesz?

I zostawić to wszystko? Nie, nawet za milion.

Chodź tu.

Co to jest?

Część funduszu stypendialnego Edwarda Lewisa.

Uważamy, że tkwi w tobie duży potencjał, Kit De Luca.

Naprawdę? Myślicie, że mam potencjał.

Tak. Nie pozwól nikomu mówić, że jest inaczej, dobrze.

Dobrze.

Dbaj o siebie.

Nie, nie mogę. To twoja ulubiona.

O której masz autobus?

Za godzinę.

Muszę spływać, bo pożegnania doprowadzają mnie do szału. Trzymaj się.

Pan Lewis.

Nie ma pan żadnych wiadomości do mnie, prawda?

Nie, obawiam się, że nie.

Będzie mi potrzebny samochód na lotnisko.

Oczywiście. Darryl zawiezie pana, gdzie potrzeba.

- Darryl, limuzyna przed wejście. - Tak, proszę pana. - Dziękuję, Darryl.

Jeszcze jedna rzecz. Mógłby pan zwrócić to za mnie Fredowi?

Tak, oczywiście. Mogę?

Oczywiście, proszę.

Musi być trudno rozstać się z czymś tak pięknym.

Wie pan, Darryl wczoraj odwoził także pannę Vivian.

Zajmę się tym.

Dziękuję, panie Thompson.

Pański samolot odlatuje wg rozkładu. Powinien pan być w Nowym Jorku o czasie.

Muszę cię kasować trochę więcej niż Vivian,

bo zapisałam się na kurs makijażu, wiesz. Nie zamierzam sterczeć tam tyle.

Nie można robić numerów przez całe życie. Musisz mieć cel. Masz cel w życiu?

Zawsze chciałam być w Ice Capades.

- Pomóc, kochany? - Proszę. Dziękuję bardzo.

Masz dużo rzeczy do wnoszenia?

Nie, Carlos spalił większość moich rzeczy, kiedy powiedziałam, że się wyprowadzam.

Księżniczko Vivian! Zejdź na dół.

- To musiało być ostatnie piętro, prawda? - Jest najlepsze.

Dobra, idę na górę.

Co się stało, kiedy wspiął się na wieżę i ją uratował?

Też go uratowała.

Witamy w Hollywood. Jakie jest twoje marzenie?

Wszyscy tu przychodzą. To Hollywood, kraina marzeń.

Niektóre marzenia się spełniają, inne nie. Ale nie przestawajcie marzyć.

To Hollywood. Zawsze jest czas na marzenia, zatem nie przestawaj marzyć.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.