Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
movie info: XVID 576x320 25.0fps 699.8 MB|/SubEdit b.3943 (http://subedit.prv.pl)/
|hskowron@wp.pl
|kmsg.no-ip.info
¯ONA WYRZUTKA
-Co jest?|-To bez sensu tañczyæ z w³asn¹ siostr¹.
Mówi³em jej, ¿e nie powinnimy tego robiæ.
Wasz tata cudownie tañczy³.
To by³o dawno temu.
Panno Florido.
-Poproszê dwa tañce.|-Szeæ.
Szeæ tañców.
Przysz³am tu, ¿eby pilnowaæ swoich|dzieci tak jak wszystkie inne matki.
Twój m¹¿ mia³ przynajmniej tyle przyzwoitoci,|¿eby umrzeæ po tym co zrobilicie.
Moglicie sprowadziæ|nieszczêcie na ca³e miasto.
Chcê tam tylko spokojnie usi¹æ.
Wiêc stanê tutaj i|bêdê witaæ siê z wszystkimi.
-Zaczekaj, panienko.|-Jestem Flo. Flo Picou.
-Wiem, kim jeste.|-Nadszed³ czas, ¿eby pokazaæ ludziom jak siê tañczy.
Trzy nastêpne tañce poproszê.
Nawet ty tak nie tañczy³a|jak by³a m³oda.
Uwa¿am, ¿e tañczy piêknie.
-Trzeba mieæ bilet.|-Nie wolno wnosiæ trunków, proszê ksiêdza.
Chcesz przeszukaæ mi kieszenie?
-Proszê ksiêdza.|-Dobry wieczór paniom.
Mogê do³¹czyæ?
Mój syn przynosi mi wstyd|tañcz¹c z t¹ kobiet¹.
Ponowne ma³¿eñstwo z dobrym|katolikiem mo¿e jej pomóc.
Przerwaæ tañce.|Przestañcie graæ.
Wszyscy siê zatrzymajcie.|Przestañcie tañczyæ.
Wszyscy cisza!
Spokój!
Elton, podkrêæ radio.
Zaatakowano amerykañsk¹ bazê wojskow¹|w Pearl Harbour na Hawajach.
Dwa pancerniki: USS Arizona i USS Virginia zosta³y zbombardowane.
S¹ ciê¿ko uszkodzone.
Liczba rannych i zabitych|nie jest jeszcze znana,
ale mamy doniesienia o kilkuset ofiarach.
Powtarzamy: Baza amerykañskiej marynarki|w Pearl Harbour na Hawajach
zosta³a wczenie rano zaatakowana|przez wrogie lotnictwo.
Flota Pacyfiku ponios³a ciê¿kie straty.
Prezydent zwo³a³ nadzwyczajne posiedzenie|rz¹du w celu zg³oszenia wniosku
do Kongresu o wypowiedzenie wojny.
Powtarzamy: Japoñskie lotnictwo zaatakowa³o|amerykañsk¹ bazê w Pearl Harbour na Hawajach.
Atak nast¹pi³ we wczesnych|godzinach rannych bez ostrze¿enia.
Flota Pacyfiku ponios³a ciê¿kie straty.
Szeæ miesiêcy póniej...
Hitlerowskie U-Booty zatapiaj¹|20 statków tygodniowo
w pobli¿u amerykañskich wybrze¿y|Atlantyku i Zatoki Meksykañskiej.
"Marsh Hen" zbli¿a siê do punktu kontroli.
-Widzielicie co?
Dajcie mi lornetkê, a zostanê|dzisiaj wypatrywaæ ³odzi podwodnych.
Mylisz, ¿e za pomoc¹ lornetki|powstrzymasz U-Booty?
Sondowanie naszych pojemników|z paliwem te¿ nie pomo¿e wygraæ wojny.
Dobra, zobaczymy co macie.
Zajrzyjcie do luku silnikowego, sprawdcie ³adunek.|Przeszukajcie wszystko a¿ do dna.
Tak jest.
Moja praca nie polega tylko|na sondowaniu paliwa.
Moim zadaniem jest ³apanie tych rybaków,|którzy za parê dolców sprzedaj¹ je wrogowi.
Za ma³o mam roboty, ¿eby jeszcze|zajmowaæ siê jakim uchodc¹?
Zawiozê go do domu.
-Tak, zawie go wzd³u¿ kana³u.|-Tak jest.
£ajdacy zatopili nastêpny statek.
Tym razem niedaleko.
-Mamo, na pewno jestemy bezpieczni?|-Chyba tak, skarbie.
Wracaj do ³ó¿ka.
Chod, mamo.
S¹dz¹c po tym jak siê pali|to chyba tankowiec.
Na Szlaku Whisky.
Nie spodziewa³em siê,|¿e wojna bêdzie tak blisko.
Przepraszam, ¿e przeszkadzamy, ale nasz dom|stoi ni¿ej, wiêc st¹d jest lepszy widok.
Nie ma sprawy.
Co pana sprowadza do tego miasta?
Nazywam siê Lenz.|Jestem nowym lekarzem.
Od dawna nie by³o lekarza w Cut Off.
Podczas wojny jest|na nich za du¿e zapotrzebowanie.
Sk¹d pan jest?
Z Europy.
Czy wszystkie domy nad kana³em|nie zosta³y wyposa¿one w zas³ony?
Jest zaciemnienie.
Tak... Przepraszam.|Ten dom jest taki wielki...
Mi³o by³o pani¹ poznaæ.|Dobranoc.
Nigdy ci siê nie znudzi gapienie|na te samoloty zwiadowcze?
Rozbitkowie w wodzie, trzy mile|South South East. Podj¹æ natychmiast.
-Masz go?|-Tak.
Jest wych³odzony. Zarzuæ to na niego.|Szybko.
-Macie pozycjê storpedowanego tankowca?|-Tu¿ przy Szlaku Whisky.
-To kolejne dwa statki w tym miejscu. Rozumie pan?|-Tak, sir, rozumiem.
To daje trzynacie statków handlowych|zatopionych w tej okolicy.
Jeli w dalszym ci¹gu bêdziemy traciæ tankowce,|to nie wygramy tej wojny.
Sir, nie rozumiem dlaczego|to mia³aby byæ moja wina.
Nie wiem, dlaczego to ja jestem odpowiedzialny|za ca³¹ niemieck¹ marynarkê.
Wszyscy rozbitkowie maj¹ byæ natychmiast|dostarczani do sztabu, zrozumiano?
Tak jest, zrozumiano.|Jasne jak s³oñce.
-I ¿adnych b³êdów.|-Tak jest, osobicie...
...dostarczê panu ka¿dego rozbitka|od razu jak tu trafi.
-Camille, co ty wyrabiasz?|-P³yñ dalej.
P³yñ dalej.
-Macie natychmiast siê zatrzymaæ.|-Nie zatrzymuj siê.
Przycumujcie tu natychmiast. Cholera!
Za mn¹.
Zawsze siê zatrzymuj do kontroli!
-Pomo¿e mi pan z tym cz³owiekiem?|-Moi ludzie s³uchaj¹ tylko moich rozkazów!
Wsadcie ich do mojego samochodu.
Ci ludzie nie znios¹ podró¿y.|Trzeba ich opatrzyæ.
-Dopiero co wy³owilimy ich z wody.|-Nic im nie bêdzie.
Niech spojrzê.
O Jezu...|Williams, chod tu!
Przyprowadcie lekarza.
-Niech pani przyprowadzi lekarza.|-Trzymam go, mamo.
-Wszystko bêdzie dobrze, moja mama wszystkim siê zajmie.|-Gdzie ich znalelicie?
-W Zatoce, piêæ mil wzd³u¿ Szlaku Whisky.|-Mówi³ co? S³yszysz mnie?
-Chyba jest w szoku.|-S³yszysz mnie?
Mamy dwóch ludzi: g³êbokie rany,|poparzenia, prawdopodobne z³amania.
Zabierzcie ich do szpitala.
Panie doktorze.|Panie doktorze!
Szpital jest za daleko.
-Nie jestem gotowy.|-Pomo¿emy siê panu przygotowaæ.
-Musicie iæ, proszê.|-Czego pan potrzebuje?
Uciek³em od wojny na koniec wiata.|Nie mo¿ecie mnie prosiæ...
Nie specjalizujê siê w tego typu ranach.
-Wprowadcie ich.|-Dlaczego to tyle trwa³o?
-On s³abo rozumie po angielsku.|-Wszystko bêdzie dobrze.
Wprowadcie ich.
Potrzebujecie pomocy? Co siê sta³o?
-Zna siê pani na medycynie?|-Wychowa³am dwoje dzieci.
Bêdzie pani mi asystowaæ.
Jeszcze kawa³ek. Idziemy.
Kiedy trafisz do szpitala, popro ich,|¿eby to zbadali.
To bardzo wa¿ne.|Rozumiesz?
-Dobrze siê spisa³am?|-Doskonale.
Doskona³a robota.
Z pewnoci¹ jest pani bardzo|przydatna w miasteczku.
Robiê to dla ciebie.|Jeli tego nie rozumiesz to nie mamy o czym mówiæ.
Nie robisz tego dla mnie.|Jeste po prostu samolubny!
Mówi, ¿e chce siê zaci¹gn¹æ.
-Bo Hitler urz¹dza eksplozje pod naszym domem!|-Dzi uratowa³e dwóch ludzi, Bleu!
Wracaj do domu.
Jeli siê zaci¹gnê, to mo¿e ludzie|wreszcie przestan¹ nami gardziæ.
/Zamkniête, bo siê zaci¹gn¹³em!
Dbaj o siebie.
Szybko wracaj.
-Bardzo ciê kocham.|-Czeæ, trzymaj siê, synu.
/Telegram
...jej syn...
Pracujcie dalej.
Mia³a syna na morzu.
Jest kolejka.|Minie godzina nim do nas dojdzie.
Pilnuj kutra. Ja pójdê do domu.
-Lepiej siê pan czuje?|-Tak, proszê pani. Dziêkujê pani.
Nie cierpiê ostatniej pos³ugi.
Powiedz mi...|Co s¹dzisz o nowym doktorze?
Syn Europy jak ja.
Mówi¹, ¿e jest Niemcem,|ale on nie chce mówiæ po niemiecku.
Mylê, ¿e to ¯yd.
Kogo chcesz ocaliæ?!
Nie! Nie!
Jeli nas z³api¹ to nas zamkn¹,|a dzieci dadz¹ do sierociñca.
Kogo chcesz ocaliæ, Camille?
Ich czy nasze dzieci?
Nie!
Przekroczylicie granicê wód terytorialnych.|Zaczniemy strzelaæ jeli siê nie zatrzymacie.
Bardzo mi pani wczoraj pomog³a.
Czy wed³ug pana 50% to dobry rezultat?
Leczenie obra¿eñ wewnêtrznych jest bardzo|trudne bez odpowiedniego sprzêtu.
Wiele pani w ¿yciu wycierpia³a.
Widzê to.|Ale to daje pani si³ê.
Niemieckie ³odzie podwodne daj¹ nam|w koæ w Zatoce
i na wschodnim wybrze¿u.
W Atlantic City na oczach ludzi|sp³on¹³ nasz tankowiec.
-Nic takiego nie ma prawa staæ siê na moim terenie.|-Oczywicie, ¿e nie.
Tydzieñ temu U-Boot wysadzi³ oddzia³|¿o³nierzy w Nowym Jorku. Zostali ujêci.
Dwa dni temu nastêpny U-Boot|i nastêpny oddzia³ na Florydzie.
Jeli my bêdziemy nastêpni...|to pan stanowi pierwsz¹ liniê obrony.
-Sir, gdybym móg³ przynajmniej...|-Doæ tego, Burwell.
Dobry Bóg po to da³ ci rozum, ¿eby go u¿ywa³.
Wstyd, synu.
Na twoj¹ pla¿ê morze wyrzuca hitlerowski z³om.
Sir, uwa¿am, ¿e robiê tyle|ile siê da w tych okolicznociach.
-Zwa¿ywszy jakich mam wspó³pracowników...|-Jeste pewien?
Czy jeste o tym przekonany?
A mo¿e kto w okolicy|handluje z wrogiem pod twoim nosem?
Nikt nie dostarcza im paliwa,|nie przekazuje informacji?
-Jak dot¹d nie ma dowodów...|-Jak dot¹d!
Przeprowad dochodzenie. Poci¹gnij za jêzyki,|przycinij do muru. Rób co do ciebie nale¿y, synu.
Na pewno wiesz,|kto z miejscowych jest podejrzany.
Dziêkujê, sir.
Zatrzymaj, Blue! Nie chcê spaliæ silnika.
W tym miejscu nigdy nie by³o problemów.
Sieæ musia³a siê zaczepiæ|o jeden z tych zatopionych statków.
Odetnij j¹.
Mamo, to nasza jedyna sieæ!
Nie maj¹c sieci nie bêdziemy|mogli ³owiæ krewetek.
Po prostu musimy kupiæ now¹.
Nikt nam nie da kredytu.
Zdobêdê pieni¹dze.
Skoro wszyscy poszli na wojnê|nawet mnie kto zatrudni.
Mylisz, ¿e mi siê to podoba?
Mylisz, ¿e takie ¿ycie bym dla nas wybra³a?
Nie znoszê ³owiæ ryb,|nie znoszê ryb i nie znoszê krabów.
A najbardziej nie znoszê krewetek.
Szeæ, prawda?
Ciesz siê, ¿e ciê zatrudnilimy.
Tylko nie zrób przedstawienia,|bo mam sprawê urzêdow¹.
Chod, przejdziemy siê.
Znasz wszystkie kutry w tej okolicy.
Czy kto zapuszcza siê na Zatoce|dalej ni¿ by siê spodziewa³a?
Dalej ni¿ powinien jeli|chcia³by tylko ³owiæ krewetki?
My zawsze ³owimy samotnie.
Nie chc¹ waszego towarzystwa, co?
Czy kto wydaje wiêcej pieniêdzy|ni¿ powinien mieæ?
-Nic o tym nie wiem.|-A czego siê domylasz?
-Pilnujê w³asnego nosa.|-W to nie w¹tpiê.
Jak d³ugo musisz pracowaæ|na dwadziecia dolarów?
Bêd¹ twoje jeli mi troszkê pomo¿esz.
To nie pieni¹dze Stra¿y Przybrze¿nej, tylko moje.
¯adnych kwitów, sprawa pozostaje miêdzy nami.
Wiem, ¿e potrzebujesz nowej sieci.
A jedynym powodem, dla którego|kto w twojej sytuacji
odrzuci³by mo¿liwoæ ³atwego|zarobienia dwudziestu dolarów
mog³oby byæ to, ¿e spodziewa siê|dostaæ wiêcej od kogo innego.
Moja rodzina i ja jestemy|tak samo lojalni jak wszyscy,
-a gdyby mój syn by³ pe³noletni zaci¹gn¹³by siê...|-Ciekawe, co dosta³bym od twojej córki za dwadziecia dolarów.
Doktorku, wyci¹gniesz ten haczyk czy nie?
Witam! Jak siê pani miewa?
Proszê, doktorze, to nie pañska sprawa.|Proszê wracaæ do rodka, doktorze.
A tak, do rodka, proszê.|Mamy robotê.
A, rozumiem, malutka konspiracyjka?
Nie, to moja nowa gospodyni,|która przysz³a posprz¹taæ
-w moim nowym domu.|-A wiêc pewnie opowiedzia³a panu wszystko o sobie?
Mo¿na wiedzieæ, czy opowiada³a|o swoim g³upim wiêtej pamiêci mê¿u?
-Widzê, ¿e trzeba wyjaniæ tu pewne sprawy.|-Przestañ.
Mylê, ¿e doktor powinien o tym wiedzieæ.
Wie pan, kiedy prohibicja zosta³a zniesiona
i nie da³o ju¿ siê zarobiæ na przemycie alkoholu,|ona i Neg...
W czasach desperacji pope³niamy|desperackie czyny.
Nie takie jak oni.|Mówi siê, ¿e zostali piratami.
Inni twierdz¹, ¿e zaczêli|szmuglowaæ nielegalnych imigrantów.
I proszê zgadn¹æ co zrobili pewnej nocy?
Sp³awili za burtê tuzin Chiñczyków.
By³o wielkie dochodzenie,
federalni wszêdzie wêszyli,
ale có¿... dowody zatonê³y, prawda, Camille!?
Przyby³ pan do innego kraju, doktorze.
Proszê siê nauczyæ szacunku dla munduru.
Dobrze siê pani czuje?
Jestem pod wra¿eniem.
Dziêkujê.
Nie uwierzy³em kadetowi.
Jeli pan popyta po miasteczku|us³yszy pan gorsze rzeczy.
Wiêc szuka pan gospodyni?
Za siedem dolarów tygodniowo bêdê przychodziæ,|sprz¹taæ, praæ i gotowaæ dla pana.
-Pracowa³aby pani dla... Jak mnie pani wczoraj nazwa³a?|-Za szeæ dolarów.
Ale ja nie potrzebujê gospodyni.
Rozumiem.
Nie, nie rozumie pani.
Dla pani dzieci.
Moje dzieci maj¹ co jeæ.
Nie umiem wyjaniæ|co siê sta³o z moim mê¿em,
ale on tak bardzo kocha³ nasze dzieci,|a one kocha³y jego.
Pan ma rodzinê?
Moi pacjenci czêsto przynosz¹|ró¿ne towary ¿eby uregulowaæ rachunek.
Jeden przyniós³ to, ale kaza³em mu przynieæ|jeszcze jedn¹, ¿ebymy byli kwita.
Widzi pan? Jestem panu potrzebna,|bo ja kaza³abym mu przynieæ jeszcze trzy.
-Ocygani³ pana.|-Co zrobi³?
-Ocygani³, wykiwa³, oszuka³.|-Tak, wiem, co to znaczy.
Zatrudniê pani¹ jako gospodyniê|za cztery dolary tygodniowo.
Zacznie pani od przyrz¹dzenia tego.
Czyje to?
Piorê dla kogo.
Nie znamy nikogo kto nosi|takie dobre koszule.
Jack Burwell!
-Mogê mu j¹ zanieæ?|-Nic ci do Jacka Burwella.
Ale mamo, zawsze mówi³a,|¿e chcesz ¿ebym z³apa³a jak¹ grub¹ rybê.
Ale nie barakudê.
Kiedy ja siê za niego wezmê|bêdzie ³agodny jak baranek.
/Buduj statki, które wygraj¹ wojnê!|-A to zabawne!
Nowoorleañskie stocznie zatrudniaj¹ teraz dziewczyny!
Bo¿e! Popatrz na ubrania,|jakie ka¿¹ im nosiæ!
Ciekawe, czy mnie by zatrudnili?
Nie spuszczê ciê z oka,|bo zaraz by siê zaci¹gn¹³.
Mog³aby przestaæ tañcowaæ z koszul¹ doktora?
Pierzemy dla doktora?
Czy on nie jest Niemcem?
Florido Marie, id wybraæ jajka.
Nie, ja s³ysza³em, ¿e on jest|niemieckim szpiegiem.
Ludzie opowiadaj¹ wiele wstrêtnych plotek,|ale ty powiniene wiedzieæ, ¿e one nie zawsze s¹ prawd¹.
A od kogo mia³bym dowiedzieæ siê prawdy?|Od ciebie?
Id¹ Niemcy!
A co oni tu robi¹?
Nie ma tu ¿adnego obozu jenieckiego,|wiêc bêd¹ pracowaæ na plantacji trzciny cukrowej.
Jack!|Jack, obiecaj, ¿e nas obronisz.
Wskakuj.
Florido Marie, zejd z tego konia!
Z³a stamt¹d!
Szybciej!
-Wemiesz mnie znowu na przeja¿d¿kê, Jack?|-To zale¿y.
Dobranoc.
Dobranoc.
Mamo, nie chcê teraz wyje¿d¿aæ.
Wylij Bleu! Wylij go, on chce jechaæ.
Jego wylij do pracy w Nowym Orleanie.|On pojedzie.
Chcesz, ¿ebym skoñczy³a tak jak ty.
Samotna.
Przeka¿ cioci, ¿e jestemy jej bardzo wdziêczni|za to, ¿e ciê bierze do siebie.
Mamo.
Kocham ciê.
Panowie, mogê prosiæ o pomoc?
Uwa¿aj na siebie.|Do widzenia!
Co by powiedzia³ na pracê dla wojska?
-On ju¿ ma pracê.|-W Stra¿y Przybrze¿nej?
Prawie.
Powiedz mi...
-Umiesz u¿ywaæ strzelby?|-Tak, proszê pana.
Wracajcie do roboty!
Powiedzia³em schnell!
Jeszcze raz powtarzam:|zostawcie zwierzaki w spokoju.
Ten stwór prawie mnie ugryz³.
Drobne ugryzienie nie by³oby takie z³e.
W drodze do lekarza mo¿na by uciec.
Wy dwaj! Wracaæ na pole!
Jeste bardzo silna.|A teraz we g³êboki oddech.
Masz serce jak dzwon.
Nic jej nie bêdzie. To tylko gor¹czka,|ale zostawiê wam trochê lekarstw.
Dzielna dziewczynka.
Doktorowi nie wypada siê tak zachowywaæ?
Pan siê mnie pyta co wypada?
Do dzi myla³em, ¿e wszyscy Indianie
¿yj¹ jak na westernach,
ale teraz widzê,|¿e ci ludzie te¿ maj¹ wspania³e ¿ycie.
Wêdruj¹ po bagnach w rytm pór roku.
kiedy by³am ma³a lubi³am z nimi wêdrowaæ,
ale cieszy³am siê, ¿e mam dom,|do którego mogê wróciæ.
Ty mia³a dom, oni mieli wolnoæ.
Moja ukochana ¿ona...
Jeste Niemcem?
-Próbuje pan przekazaæ jakie informacje?|-On nic nie przekazuje.
Masz obowi¹zek pomóc rodakowi w ucieczce.
Cisza.
Nie!
Spokój!
-Przyprowad doktora z powrotem.|-Pomaga³am mu. Dam radê.
"Meine geliebte Frau"...
To kobieta?
Ju¿ nie mówiê tym jêzykiem.
Czy ona jest w Niemczech?
Z kim innym?
Mia³em konia...
To by³ dobry koñ.
Stary, ale dobry.
Bardzo powoli ci¹gn¹³ wóz pod górê,
wiêc wychodzilimy i pchalimy.
On robi³... z ogonem...
-Macha³.|-Tak, on macha³ z ogonem.
Ale ja nie mówi³am o koniu.
Macie tyle jedzenia i wszyscy picie w ³ó¿kach.
I wy Amerykanie... czujecie siê tacy bezpieczni.
Mylisz, ¿e z³e rzeczy dziej¹ siê tylko w Europie?
Tak straszne, ¿e nie potrafisz|o nich nawet opowiedzieæ?
Nie musisz mi nic wyjaniaæ,|ale nie opowiadaj mi historyjek o koniu.
Ten koñ by³ dla nas wszystkim.
Przez niego zostalimy z ty³u za innymi.
Dlatego ¿o³nierze nas znaleli.
Ucieklimy, porzucilimy konia i wóz.
I... bieglimy najszybciej jak siê da...
Moja ¿ona...
...by³a...
...i nie mog³em...
...nasz syn...
Wiêc kiedy s³ucham o tych utopionych...
Wiem, ¿e nie skrzywdzi³aby nikogo.
"W moim kuflu jest dziura,"
"W moim kuflu jest dziura,"
"Wiêc ubywa z niego piwa."
"Mo¿esz sobie pukaæ, ale nie wejdziesz."
Bo¿e b³ogos³aw temu domowi.
Bez wzglêdu na to,|czy Camille odwiedza Twój.
Ksi¹dz bierze udzia³ w czarnym rynku.
Ten cukier powinien pójæ|do naszych ch³opców w okopach.
Czy wspomina³em ci, ¿e w czasie|pierwszej wojny sam by³em w okopach?
-Dwa.|-Dobra.
Gotówka? Mia³em nadziejê na wymianê.
Flo przysy³a trochê pieniêdzy.
Nie chce zdradziæ gdzie pracuje.
Podobno to tajemnica wojskowa.
Zbieram kosz gotówki co niedziela.
Znacznie wola³bym ostrygi.
Zbierz parê worków i sama zjedz resztê.
Ostrygi bêd¹ lepsze za parê miesiêcy.
Doprawdy?
Dostanie ksi¹dz ostrygi.
Wydamy twoj¹ matkê za dobrego katolika.
W moim kociele.|Oczywicie po solidnej spowiedzi.
Mama nigdy nie wyjdzie powtórnie za m¹¿.
Jest paru, którzy byliby sk³onni to rozwa¿yæ.|Niewielu.
I dlatego musisz dopilnowaæ,|¿eby jad³a
jak najwiêcej ostryg.
Ju¿ w staro¿ytnym Rzymie ostrygi|s³ynê³y jako afrodyzjak.
Jeli twoja matka bêdzie jad³a|wystarczaj¹co du¿o ostryg,
to nie pozwoli ¿eby nic,|nawet lub kocielny nie stanê³o pomiêdzy ni¹ a...
Ojcze Antoine!
Nie zgrywaj niewini¹tka przede mn¹.|Jestem twoim spowiednikiem.
To tylko ja!
Dziêkujê.
Lubi pan ostrygi?
S³ucham?
Mogê panu przynieæ trochê ostryg.
Pamiêtam, ¿e bardzo lubi³em ostrygi.
To co ludzie o mnie mówi¹...|O czym wczoraj rozmawialimy...
Te¿ mam tajemnice.
Te beczki paliwa tam by³y,|a potem zniknê³y.
Chcesz mi wmówiæ, ¿e te beczki
po prostu rozp³ynê³y siê we mgle?
Masz mnie za g³upca?
Sprawdzam ka¿d¹ beczkê,|która siê przewija przez port.
Po co komu paliwo, z którego|nie umia³by siê rozliczyæ?
Chyba, ¿e mia³by zamiar sprzedaæ je wrogom?
Kto móg³by zrobiæ co takiego?
Mo¿e potrzebujesz trochê czasu,|¿eby zastanowiæ siê, kto móg³ to zrobiæ.
Trochê czasu, ¿eby zrozumieæ jak wa¿na|bêdzie twoja pomoc w moim dochodzeniu.
Daj mi cokolwiek, Camille!
Wejæ!
-Na kogo ci potrzebna podwójna stra¿?|-Bleu!
Bleu, trzymaj siê z dala od wiênia!|Siadaæ!
-Czy naprawdê musisz...|-Siadaj.
Dlaczego pan aresztowa³ pani¹ Picou?
Przeszed³ pan taki kawa³ po nocy tylko po to,|¿eby siê spytaæ o gospodyniê?
A pan co? Bawi siê w wojsko?|W³adza uderzy³a panu do g³owy!
Niech pan mnie nie poucza!|Gdyby mia³ pan jakie poczucie obowi¹zku,
-zosta³by pan w Niemczech, ¿eby walczyæ.|-Camille!
Dlaczego tak siê pan ni¹ przejmuje?
Zejd mi z drogi!
-Camille!|-Zostañ na miejscu!
Bleu! Chod tutaj!
-Zostawcie go!|-Zabezpiecz broñ!
Nie odejdê dopóki ciê nie wypuszcz¹!
-Zostaw go! Co robisz?|-Nie zróbcie mu krzywdy!
Zostawcie go!|Bleu!
Nie zastraszycie mnie.
-Camille! Nie opuszczê ciê!|-Dla wszystkich bêdzie lepiej jeli wrócisz do domu.
-Tak!|-Bêdê na ciebie czeka³!
Dalej! Odejd!
Musia³em siê dowiedzieæ,|czy mogê ci ufaæ.
Teraz mo¿esz wracaæ do domu.
W Niemczech jest wielu|m³odzieñców takich jak ty.
Kim ty dla niej jeste!?
Dzieñ dobry! Jak siê macie?
...gdy tymczasem tu, na amerykañskiej|ziemi schwytano ostatnio
nazistowskich szpiegów|w Nowym Jorku i na Florydzie.
Panie kadecie!
-To nie dotyczy religii.|-Wszystko dotyczy religii.
Doprawdy, kupno odrobiny|czarnorynkowego cukru nie mo¿e byæ...
A kto tu mówi o cukrze?|W grê mo¿e wchodziæ zdrada.
Wróæmy do doktora.
Poprzedniej nocy zanios³a mu do domu pranie.
Jak d³ugo zosta³a?
Nie wiem.|Nie patrzy³am na zegar.
-O czym rozmawialicie?|-Nie mówilimy za wiele.
To bardzo skryty cz³owiek.
Tak... Zauwa¿y³em dzi w nocy.
Herr doktorze!
Obaj jestemy obcy w tym kraju.
Jeli dalej bêd¹ podejrzewaæ Camille,|pan nie ma siê czego obawiaæ.
Nie zosta³o mi nic|o co móg³bym siê obawiaæ.
Mówi³em ju¿ panu, ¿e urodzi³em siê w Alzacji?
W kraju pogranicza francusko-niemieckiego.
Nie potrafilimy powiedzieæ|czy jestemy szkopami czy ¿abojadami,
ale nauczylimy siê wyczuwaæ|z której strony wieje wiatr.
£ód, która p³ynie zawsze|z wiatrem nigdy nie wróci do portu.
Ja jestem doskona³ym ¿eglarzem.|To pan prosi siê o k³opoty.
Oskar¿ono j¹ nies³usznie!
Jeli Camille zostanie oczyszczona z zarzutów,
pan niepotrzebnie siê martwi.
Jeli nadal bêd¹ j¹ podejrzewaæ,|to nie pomo¿e jej fakt,
¿e na jej kutrze czai siê|tajemniczy cudzoziemiec.
"...I nie wód nas na pokuszenie."
Dziêkujê za podwiezienie.
Florido.
Twoja matka bardzo siê ucieszy na twój widok,
jak tylko kadet Burwell j¹ uwolni.
Przepraszam.
Mamo!
Na razie ciê wypuszczê.
A ty pomyl, kto móg³ ukraæ twoje paliwo.
Chcê nazwisk.
Mamo, jeste tam?
-Co ty zrobi³ mojej matce?|-Witaj, Flo.
Dobrze, zabierzcie to.
Powiesz mi co siê sta³o?
Jack Burwell to mierdz¹cy skurwysyn.
Têskni³am za tob¹.
-Moja córeczka wygl¹da jak gwiazda filmowa.|-Mamo, nie mog³am wytrzymaæ w tej stoczni,
wiêc zatrudni³am siê gdzie indziej.
Poznaj now¹ modelkê|domu towarowego Maison Belle.
W³anie j¹ wypuci³em.
A teraz z drogi.|Mama czeka na mnie z obiadem.
-Wracaæ!|-Idziemy na po³udnie, do Meksyku.
-Myla³em, ¿e na po³udniu jest ocean.|-Zatrzymaæ siê obaj!
Bêdê strzelaæ!
Staæ! Wracajcie!
Wracajcie!
Masz takie ³adne w³osy.
Dziêkujê.
Nauczy³a siê czego po¿ytecznego w domu towarowym?
Uczê siê prezentacji.
-I jestem w tym dobra.|-Wierzê.
Naprawdê jestem w tym dobra.
Kochanie, cieszê siê, ¿e robisz to co lubisz.
S³ysza³am, ¿e doktor bi³ siê na ulicy,|¿eby siê dostaæ do ciebie.
Ludzie w tym miecie s¹ naprawdê wcibscy.
Mamo, to by³o romantyczne.
Camille! Nag³e wezwanie!
We to i za³ó¿. Trzeba siê pospieszyæ.
-Dziêkujê, Camille.|-W³anie ich przywieziono.
Wszystkie informacje o tym|ataku s¹ cile tajne.
Bylimy u ujcia Mississippi,|kiedy U-Boot trafi³ w nas torped¹.
Tym ludziom potrzeba prawdziwego chirurga.
W drodze jest zespó³ medyczny,|ale dotarcie tu zajmie im 10-12 godzin.
Nie uczy³em siê leczyæ takich obra¿eñ.
Te¿ bym wola³ mieæ kogo innego,|ale na razie jest tylko pan.
Proszê uciskaæ tutaj.
-Zajmijcie siê t¹ ran¹.|-Proszê mi z nim pomóc.
Tego dajcie prosto na stó³ operacyjny.
Ostro¿nie!
Trzeba ich przewieæ do szpitala.
Camille, we tego!
Szpital jest przepe³niony.|Dwa inne statki posz³y na dno.
Szybko, opatrzcie te ranê!
Nie dam rady uratowaæ tych ludzi.
Wierzê, ¿e ci siê uda.
Nie znoszê ostatniej pos³ugi.
Trzymajcie siê w linii!
Miejcie oczy otwarte!|Oni mog¹ byæ wszêdzie!
Hej, chod têdy.
Psy ich wytropi¹.
Trzymajcie siê w linii.
Od³amek szrapnela!
Szrapnel!|Trzymaæ go mocno.Wiêcej wiat³a!
Trzymam nogê.
Wszystko bêdzie dobrze.
Doktorze, na zewn¹trz czeka cz³owiek|z rozerwanym ramieniem. Mocno krwawi.
Do dokonania amputacji potrzebny jest chirurg.
Miej na ni¹ oko.|Nadal uwa¿am, ¿e pomaga szwabom.
W tym domu nikomu nie wolno tak mówiæ!
Umyjcie go i zabierzcie do salonu.|Przyniecie nastêpnego!
Moje panie, allons-y!
Wecie go za nogi.
Doktorze, znalaz³am panu asystentkê do amputacji.
-Mo¿na powiedzieæ, ¿e ma dowiadczenie.|-¯ona rzenika?
Inspiruj¹ce. Dobrze, chodmy.
Niech to bêdzie ³adne, czyste ciêcie.
Tutaj! Jednego mam!
Dobry ch³opak, Bleu.|My siê nim zajmiemy.
Mam ju¿ doæ Niemców.
-Tak, we siê za niego, ch³opcze!|-Drañ.
To go oduczy zatapiania amerykañskich statków.
Doæ! Mamy go tylko odprowadziæ!
-To za mojego brata!|-Dobrze, tato!
-To za Hitlera.|-Przestañcie!
Zabijecie go!
Mo¿esz go sobie zanieæ.
Poszukajmy drugiego.
Pozwólmy doktorowi odpocz¹æ.
Zbyt dobrze znam strach,|który panuje w tym miasteczku.
Obiecaj mi uwa¿aæ na siebie, Camille.
Nie umar³ dzi ani jeden cz³owiek.
Moja matka by³a uzdrowicielk¹,|a ja jestem jej jedynym synem.
Tyle chcia³bym ci opowiedzieæ.
Nie jestem ¯ydem.
Tak naprawdê nie jestem lekarzem.
Wiêc kim jeste?
Cyganem.
Ratunku!
Proszê...
Uk¹si³ ciê w¹¿?
Kiedy przyby³e do tego kraju|dlaczego nadal udawa³e?
Niewielu pomo¿e ¯ydowi.|Nikt nie pomo¿e Cyganowi.
Dano mi po¿ywienie, dach nad g³ow¹, ubranie,
nauczono mnie angielskiego.
Od ¯ydowskiej Agencji Pomocy|dosta³em torbê lekarsk¹ i sprzêt.
-Dosta³em nowe ¿ycie!|-Jak ci siê udawa³o?
Jestem Cyganem.
Ale kiedy tu przyby³em nie by³em przygotowany.
A ty przyprowadzi³a tych rannych|i nie chcia³a odejæ.
Wiêc modli³em siê do prawdziwego|doktora Lenza, ¿eby prowadzi³ moj¹ rêkê.
Dzi by³o tak samo, powiedzia³em,|¿e oni potrzebuj¹ prawdziwego chirurga.
Ale co mia³em zrobiæ?|Staæ z boku i patrzeæ jak wykrwawiaj¹ siê na mieræ?
Tak jak patrzy³em na swojego syna?
Nie mo¿na zdecydowaæ, ¿e nie chce siê|byæ sob¹ i zostaæ kim innym.
Dlaczego nie?
Bo to nie jest takie proste.
Ale ja mogê byæ ka¿dym kim zechcesz.
Gdzie ten drugi?
Ciekawe, gdzie jest drugi.
Bleu!
Chyba by³a niez³a walka.
Zabierz go st¹d.
Muszê ju¿ jechaæ.
Dziêki.
Jedmy.
Do cholery, za³ó¿ koszulê.
-Widzielicie Bleu?|-Tak, proszê pani.
Dziêkujê.
Uk¹si³ go w¹¿.
-Twoja matka jest bardzo dobr¹ kobiet¹.|-Co ty o tym mo¿esz wiedzieæ?
Gdyby nie by³a pozwoli³by|umrzeæ temu ch³opcu.
Bleu!
Bleu, to ty?
-Ksiê¿e Antoine!|-Niech nas strze¿e Duch wiêty!
Myla³am ¿e to Bleu.|S³ysza³am g³osy.
Boski odbiór.
Czy kto wie, ¿e ksi¹dz to ma?
Niektórzy mogliby siê zdenerwowaæ,|¿e kupi³em to za pieni¹dze z tacy.
Marzê o kontakcie z ojczyzn¹, któr¹ opuci³em.
Zdrowie.
Mo¿e Bóg przebaczy nêdznikowi,|którym siê sta³em,
jeli zdo³am przekonaæ najwiêksz¹|grzesznicê w miasteczku,
¿eby wyzna³a swój najwiêkszy grzech.
Co ty na to, Camille?
Tej nocy ods³oñ sw¹ duszê.
Uratuj nas oboje przed wiecznym potêpieniem.
Nie sprzeda³am Niemcom paliwa
i nie wierzê, ¿eby zrobi³ to kto z okolicy.
Ale strach i ¿a³oba trzymaj¹ to miasto.
Potrzeba koz³a ofiarnego.
-Prawie ¿e nim zosta³a.|-I nadal mogê zostaæ.
Przez siedem lat szeptano o tobie,
a ty nigdy nie powiedzia³a|nic na swoj¹ obronê.
A jeli nie mam nic na swoj¹ obronê?
¯adne dziecko nie powinno s³uchaæ,|¿e jego rodzice s¹ mordercami.
A co ja mam zrobiæ?
Kupuj¹cy ostrygi, ¿eby przywieæ ciê|z powrotem do Kocio³a?
Co za idiota!
Mylisz, ¿e moje miejsce|jest na tym zapad³ym bagnie?
Cz³owiek o moim intelekcie|powinien byæ biskupem!
Jestem ¿eglarzem zagubionym na morzu.
Jak mam osi¹gn¹æ przebaczenie?
Nie wiem ojcze.|Mia³am ju¿ wystarczaj¹co okropny dzieñ.
Dlaczego chcia³a, ¿ebym siê zatrzyma³,|jeli nie chcesz siê ca³owaæ?
Tylko siê zastanawia³am:
-czy to mia³ byæ ca³us powitalny?|-Tak, dok³adnie - powitalny ca³us.
A mo¿e po prostu zbierasz informacje od córki...
-...szpiega?|-Chcê co uczciæ tym ca³usem.
Wreszcie dosta³em szansê|zrobienia czego na tej wojnie.
Niby jak? Aresztuj¹c moj¹ matkê?
S³uchaj, to... to by³o...|Wzi¹³em j¹ na przes³uchanie.
To standardowe ledztwo.
Wiêc mo¿esz og³osiæ teraz, ¿e aresztowanie|mojej matki by³o drobnym nieporozumieniem?
Nie mówmy o tym.
Dobrze?
Jack!
Nie kupuje siê butów bez mierzenia.
Po prostu siê po³ó¿.
Z³a!
-Cicho!|-Z³a ze mnie!
Co robisz mojej córce?!|Zostaw j¹!
Nic jej nie zrobi³em.
-Zastrzelê ciê!|-Nic jej nie jest!
Flo, nie skrzywdzi³em ciê!
Jeli piniecie komu o tym s³ówkiem,|to przysiêgam, ¿e mi za to zap³acicie!
Wzd³u¿ naszych wybrze¿y panuje|stan podwy¿szonej gotowoci.
Wszyscy obywatele powinni zwracaæ uwagê|na podejrzane osoby lub zdarzenia
i natychmiast je zg³aszaæ.
Przybrze¿ne spo³ecznoci musz¹ byæ czujne.
Szpieg! Szpieg!
Nie, sir, mylê, ¿e jeli dam jej woln¹ rêkê,|mylê, ¿e zaprowadzi nas do wspólników.
-Wiesz, ¿e ma wspólników?|-Tak, sir, jestem tego prawie pewien.
Chcê mieæ podejrzanego w moim|gabinecie przed up³ywem 24 godzin.
-Dwadziecia cztery godziny?|-Nie dasz rady?
Ale¿ sk¹d, wszystko w porz¹dku.
Dostarczê podejrzanego panu|do gabinetu w ci¹gu 24 godzin.
-Jeste pewien?|-Tak, gwarantujê.
Kaza³em ci je pomalowaæ.
Jutro powinnimy po prostu st¹d uciec.
Ten dom i kuter to ca³y|spadek po waszym ojcu.
-To wszystko co mam.|-Masz doktora.
-Mo¿e jechaæ z nami.|-Doktor nie jest tym, za kogo go mia³am.
Nikt nie jest.
Wracaj tam. Ja te¿ tam zaraz idê.
Nie pójdê. Nie po tym, co ci siê przytrafi³o...
Mamo, umiem o siebie zadbaæ.
Bleu te¿.
Id.
A dok³adnie kto w Niemczech tak pana przeszkoli³?
Kim pan jest ¿eby kwestionowaæ moje kwalifikacje?
Jeli nie pohamuje pan nieco|swoich pretensji to pana aresztujê.
Wiêc proszê mnie aresztowaæ,|ale zaaresztuje pan lekarza waszego miasta.
Musisz byæ bardzo cicho.
Mam nadziejê, ¿e znalelicie chocia¿ jakie lady.
Znalelimy jednego martwego Niemca|i trzy ¿ywe ¿ó³wie.
Gdzie je znalelicie?
Na bagnach! A jak mylisz,|gdzie do cholery bylimy ca³¹ noc?
Kto skoczy po co do picia?
Ocali³em swoje ¿ycie z jakiego powodu.
Mo¿e po to.
Kiedy przeczesywalimy bagno znalelimy jednego,|który mia³ pewien wypadek.
Doktor go ukrywa³!
Sk¹d tu siê wzi¹³ ten jeniec?
To ja mu pomog³em. Ja sam!
Przestañcie! To ja przyprowadzi³em jeñca!
Trzymaj go!
Mój brat wiedzia³ co bycie mu zrobili!
To samo co temu drugiemu.
Pilnowaæ go.
Ojcze, chcesz przebaczenia?
Oto twoja szansa. Powstrzymaj to!
Ta inkwizycja mo¿e sprowadziæ|jedynie hañbê na nasze miasto.
Ksi¹dz sprowadza hañbê na nasze miasto!
Swoim piciem.
Mylê, ¿e oni wszyscy brali w tym udzia³.|Panna Sza³owa Kiecka te¿.
Chyba odkry³em ca³e gniazdo szpiegów!
Moje dzieci nie zrobi³y nic z³ego!
A ja mam ci uwierzyæ na s³owo?|Podczas gdy to twoje beczki zniknê³y,
twój syn udzieli³ schronienia wrogowi,|a twoja córka...
Doæ!
Podczas gdy to ty utopi³a |tych Chiñczyków przed laty!
Tak. Utopilimy ich.|Neg i ja.
Nielegalnych chiñskich emigrantów, którzy|nam zap³acili, ¿eby ich przemyciæ przez granicê.
Wy dwoje ju¿ dawno temu|powinnicie byli us³yszeæ prawdê.
Us³yszeæ j¹ ode mnie.
Camille! Pos³uchaj, spójrz na mnie.
Zapomnij o przesz³oci.|To ju¿ za tob¹.
Wcale nie.
Wci¹¿ s³yszê ich krzyki.
Nie powstrzyma³am tego.|Próbowa³am, ale nie mog³am.
Proszê, doæ o historii staro¿ytnej.
Po³owa kutrów z przystani|dzia³a³a nielegalnie.
P³acili nam by robiæ to dla nich
ci, którzy przemycali whisky.
Ale to ja musia³am nosiæ hañbê.
Nie obchodzi mnie czy utopi³a tych|Chiñczyków czy upiek³a im ciasteczka.
Trwa wojna!
-Trzeba martwiæ siê tym co tu i teraz!|-Ale to dzieje siê tu i teraz.
Wtedy mia³am skrwawione rêce,|ale teraz nie mam.
Nie zamierzam ponosiæ kary za ca³e z³o,|które dzieje siê w tym miecie.
Ani ja, ani moja rodzina.
Nie odejdê st¹d dopóki nie aresztujê winnego!
Bez wzglêdu na to czy ktokolwiek jest winien?
-Bacznoæ. Przygotowaæ siê do aresztowania.|-We mnie i zakoñczmy to wszystko.
-Przestañ!|-Wszystko w swoim czasie.
Wiedzia³em, ¿e nie zdo³am ciê oszukaæ.
Wiêc dobrze.
-Poddajê siê.|-Proszê ksiêdza, niech siê ksi¹dz nie miesza.
To ja zwêdzi³em jej paliwo
i dostarczy³em wrogowi.
Widzê, do czego ksi¹dz zmierza.
Kadet Burwell musi znaleæ szpiega.
Kto nim mo¿e byæ
-jeli nie ja?|-Jak¿e on móg³ handlowaæ z wrogiem?
On nawet nie ma ³odzi!
Tak, ale ma to radio na krótkie fale.
Pewnie ca³ymi dniami gada³ z U-Bootami.
Co znaczy, ¿e przynajmniej mog³em|porozmawiaæ z kim inteligentnym.
Nikt tu nie uwierzy,|¿e ksi¹dz pracuje dla Niemców.
Wszyscy nie raz s³yszelimy jak|walczy³e w okopach pierwszej wojny!
Ale czy ktokolwiek spyta³
po której stronie?
Wiem, ¿e op³akujesz utraconego syna.
Bijcie mnie, jeli to przyniesie wam ulgê.
Ka¿dy z was!
Mam nadziejê, ¿e to widzisz.
Zabierzcie st¹d tych ludzi!
Nie zmienisz tego kim jeste.
Czemu nie?
Tak naprawdê nie jeste szpiegiem.
-W sztabie wyjdê na idiotê.|-Zupe³nego idiotê. Wsiadaj.
Podczas drugiej wojny wiatowej U-Booty zatopi³y|609 statków na amerykañskich wodach przybrze¿nych.
Z miasta Cut Off w Luizjanie|wygnano katolickiego ksiêdza.
Mimo plotek i dochodzeñ ¿adnemu rybakowi|nie udowodniono kontaktów z wrogiem.
|hskowron@wp.pl
|kmsg.no-ip.info
Dla u¿ytkowników serwisu:|
>> Napisy pobrane z http://napisy.org >>>>>> nowa wizja napisów
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.