Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
SZEŚĆ LAT WCZEŚNIEJ
Chcesz ognia?
Mam zapalniczkę.
Jest.
Mogę ci coś powiedzieć?
Tylko nie gadaj bzdur.
I nie chcę znać twojego zdania.
Rozwodzę się z twoją matką.
- Co? - Zostawiam ją.
- Dlaczego? - Małżeństwo to męka.
To głupi pomysł, tato.
Nie zrozumiałeś, że nie chcę znać twojego zdania?
Będzie ci lepiej samemu?
- Czemu samemu? - Masz babkę?
Nie, ale zostało mi jeszcze 30 lat życia.
- Ile? - 25.
- Będziesz miał 110 lat. - Kobiety uważają mnie za przystojnego.
Zabawnego. Zajmującego.
To być może moja ostatnia szansa, żeby znaleźć miłość.
- A mama? - A ja, Peter?
Nikogo nie obchodzi moje szczęście?
Nie nosisz obrączki.
- Gdzie jest? - W szufladzie.
Zaczekaj z tym jeszcze.
Zrozumiesz, jaki to ogromny błąd.
Dobrze to przemyślałem.
I szczerze mówiąc, należą mi się słowa uznania.
- To odważny krok. - Odważny?
- Zgadza się. - Nie dają za to orderów.
To nie pole walki.
Tato.
- Nie rób tego. - Jakoś to zniesiesz.
Łatwiejsza byłaby podwójna eutanazja.
Sam się jej poddaj.
Jesteś przemiły.
BYLI MĘŻOWIE
SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ
- Cześć, Peter. - Cześć, M.
Przejrzałeś to?
Tak. Przeglądam, a raczej zleciłem przejrzenie.
Wolę szybko zerwać ten plaster.
Po 35 latach ten plaster przyrósł do mojego ciała.
Podpiszmy już tę ugodę, żeby nie płacić adwokatom.
Możemy się spotkać i to obgadać?
Pogadaj z adwokatką, Peter.
Czekam na uwagi Heather,
ale byłoby miło, a nawet cywilizowanie, gdybyśmy się spotkali
i jeszcze raz to obgadali.
To zły pomysł, Peter.
- Zły? - Sam pomyśl, czego chcesz.
Ludzie nie rozstają się wspólnie.
Wyjeżdżam na weekend.
Zdążę to przejrzeć.
Dziękuję.
Nick, przepraszam. Sprawdzałam, czy czegoś nie zapomniałam.
Spoko. Ten jest do piwnicy,
a ten do magazynu.
- Napisałeś tacie o kolacji? - Napiszę.
- Skończą o szóstej. - Napiszę.
- Bo myśli, że przyjdziemy. - Dam mu znać.
Tylko że tata ostatnio się czepia.
I pracuję nad listem.
- Kocham cię. - A ja ciebie.
- Nick! - Co jest?
Zastąpisz mnie w sobotę?
W weekend jadę do Meksyku na swój wieczór kawalerski.
- To już? - Tak. Następnym razem.
Na wiosnę chcę jechać na konferencję do Oslo, więc wtedy.
Jeśli Steve nie zmieni muzyki, do wiosny palnę sobie w łeb.
- Jest didżejem. - I tak nie lubię jego muzyki.
Na razie.
- Co dla was? - Kanapkę firmową.
Coś do picia?
- Macie mrożoną herbatę? - Tak.
Dla mnie Arnold Palmer.
- Jaki jest quiche? - Bardzo dobry.
Z jarmużem i kozim serem.
Myślę o nim lub o terrinie.
Oba dania są smaczne. I bardzo różne.
- Wezmę falafel. - Dobrze.
Jak najszerzej. Dobrze.
Sunish, zapomniałem, jak ma na imię twoja żona.
Pamiętam, że to ładne imię.
Pięć, cztery, trzy...
Tato.
Jak się czujesz?
Przyniosłem coś na ścianę.
Następnym razem przyniosę młotek i gwóźdź. Na razie...
może stać tutaj.
Co sądzisz?
Uwielbiasz ten film.
Stale go cytowałeś.
Nie można mieć ciastka i go zastrzelić”.
A więc nazywają mnie Koncentracyjnym Ehrhardtem?”.
Tunf.
- Lunf. - Aha, Tulum. Tak, jadę tam w weekend.
Zabrałbym cię, gdybym mógł.
Wiesz, co pomyślałem?
Może znowu powinieneś ją nosić.
Mama patrzy już na nas z góry.
Dużo by to dla niej znaczyło.
Jem kolację z chłopakami.
Niech wejdzie.
- Wejdź! - Tato.
- Jak leci? - Dobrze.
- Świetne mieszkanie. - Dzięki.
- Dobrze wyglądasz. - Nie, ty. Ćwiczysz?
- Trochę. - Masz większą klatę i barki.
Dzięki. Mam prezent.
Dziękuję.
- Wspaniale. - Podoba mi się.
I ładnie pachnie. Dziękuję.
- Nick jest niedaleko? - Przyjdzie z Theą.
Zapewne.
- Jak praca? - Dobrze.
Lubisz szefową?
Tak. Wymagająca, ale sprawiedliwa.
Dobrze, sprawiedliwość jest najważniejsza.
Ujawniłeś się kolegom?
Nie. Tylko Mirandzie, która się we mnie buja.
Mogła się pomylić. Nie jesteś babski.
- Są babscy geje? - Rozumiesz.
To nie było fajne.
Długo tu pomieszkasz?
Zależy, jak wyjdzie z mamą.
Przecież się rozwodzicie.
Ja wolałbym pracować nad małżeństwem.
Nick pisze, że nie przyjdzie.
Mam sprawy do załatwienia”.
- Czemu pisze do ciebie? - Nie wiem.
- Pisze się do gospodarza. - Na pewno napisze.
- Co zrobię z tym jedzeniem? - Zabiorę i zjem jutro.
- Gdzie łazienka? - W sypialni.
Wiadomość głosowa do Nicholasa Pearce'a. Mógłbyś poinformować mnie bezpośrednio.
Mam mnóstwo jedzenia i chciałem was zobaczyć.
I daruj, że wpadłem bez uprzedzenia do restauracji.
Byłem w okolicy. I wybacz, że znowu wypominałem ci układ osób na weselu.
Ale chętnie usiadłbym obok mamy.
Kocham cię.
Wyślij.
- Dokąd jedziesz? - Co?
- Dokąd jedziesz? - Do Tulum.
Trochę słońca nie zaszkodzi.
Chyba nie w ten weekend?
To jakiś problem?
My tam jedziemy. Na wieczór kawalerski Nicka.
- Skąd miałem wiedzieć? - Bo ci mówiłem.
W ogóle nie pamiętam, Mickey.
- Co? - Czemu Tulum?
To pomysł taty.
Dziadek nie mówi od ponad roku.
- Co chcesz powiedzieć? - Jest warzywem.
Muszę się wyrwać z miasta.
Odpocząć od zgiełku, rozwodu, pracy.
Nick się wkurzy.
- Nie wiedziałem o wieczorze. - Nie pasuje mu termin waszego rozwodu.
Nie miałem na to wpływu.
- Ale wpadać na jego wieczór kawalerski? - Nie zrobię tego.
- A co będziesz robił? - To mój wypad.
- Trudno uwierzyć. - Jak mam to udowodnić?
Nie odbierz tego źle, ale w twojej sytuacji
chyba domagasz się uwagi.
Ciekawe. Nie uważam tak.
Jeżeli tam będziesz, nawet w pobliżu,
to ty staniesz się głównym punktem wieczoru, a nie Nick.
- Odwołam wyjazd. - Przełóż na inny weekend.
Powiem ci, gdzie zjeść, znaleźć striptizerki i kokę.
Odwołam. Ale mówię ci,
nie spędzę reszty życia w fotelu.
- Nikt tego nie chce. - I dobrze.
Też mam życie.
Pracownik połączy się z tobą za 32 minuty.
Chcę zmienić datę lotu.
Czy ma pan numer rezerwacji?
Nie, rezerwowałem przez Orbitz.
W takim razie musi pan skontaktować się z nimi.
W przypadku rezygnacji i tak zapłaci pan sto procent.
- Nie mogę zmienić daty? - Nie.
- A jak zrezygnuję, nie dostanę zwrotu? - Tak.
- To jaki sens rezygnować? - Nie musi pan.
- To już wiem. - Mogę pomóc w czymś jeszcze?
- Nie. - Proszę zaczekać na ankietę.
W dupie mam ankietę.
Panie Pearce, właścicielka nieruchomości
chętnie przesunie datę bez dodatkowych opłat.
Panie Pearce?
Mógłbyś poinformować mnie bezpośrednio.
Mam mnóstwo jedzenia i chciałem was zobaczyć.
- Jak się masz? - Dobrze. Chętnie wszystkich zobaczę.
Tata się obraził, że nie przyszedłem.
Chciał ci pokazać nowe mieszkanie.
- Jak w pracy? - Dobrze.
- Chciałbym zobaczyć cię w akcji. - Wpadaj.
- Co jest grane? - Nie wiem.
- To jakiś kawał? - Nie, nie powinno go tu być.
Bo nie jestem w nastroju.
- Nie wiedziałeś, że leci? - Mówił, że ma bilet.
Że nie wiedział, że tam będziemy.
I że dziadek go namówił.
- Dziadek nie mówi. - Nie zabijaj posłańca.
- Mógł przebukować. - Obiecał, że tak zrobi.
- Myślisz, że tego chcę? - Gdzie się zatrzyma?
Nie z nami.
Po wylądowaniu szybko wyjdźmy.
Proszę pana.
Nawet mnie nie zauważysz.
- To jakiś test. - To znaczy?
Jestem poddawany próbie.
Jak przez bogów?
Tak.
Nie wszystko musi wzbudzać egzystencjalną panikę, Nick.
Czasem cygaro to tylko cygaro.
Uważajcie na siebie.
Miłej zabawy. Widzimy się w domu.
Aaron i Chris są na cle.
Arroyo zauważył, że ma nieważny paszport,
ale żona dowiozła mu chilijski, tylko wyleciał później.
Wiesz jak to jest, kiedy oglądasz film eksperymentalny
i po 30 minutach wciąż nic się nie dzieje,
nie ma żadnej zagadki i myślisz:
Kurde, tak będzie do końca”?
Tak.
Jestem w tym punkcie życia.
Kurde, tak będzie do końca”.
Żenisz się. To się samo przez się rozumie.
Mówiłem ci o swojej podwójnej depresji?
Wspominałeś.
Nie wiem, czy to rozumiem, ale nie brzmi dobrze.
- Można mieć potrójną? - Chyba.
- Poczwórną? - Ja mogę.
- Przepraszam. - Jak leci?
Miło cię widzieć.
Na co czekamy?
Proszę.
Śniadanie w cenie?
Można zamówić do pokoju albo zejść do restauracji przed 10:00.
- Przepraszam za zamieszanie. - Cieszymy się, że pan przyjechał.
Doktor Pearce? Dobrze, że pan tu jest.
- Russell? - Ukruszyłem sobie ząb na krabie.
- Obejrzy pan? - Nie mam narzędzi.
Żartuję sobie z pana!
Nabrałem się.
- Zatrzymał się pan tutaj? - Tak, a ty?
Nie, tylko tu jem.
Jadę na jedną z budów. Pojedzie pan ze mną?
- Nie rozpakowałem się. - Zaraz wrócimy.
I będzie pan mógł narzucać się nowożeńcom.
Dobrze. Zamelduję się.
- A ja podjadę. - Zaraz wyjdę.
Krab, co?
To było dobre.
- Drzewo wyrasta z tarasu. - Obłęd.
Gdzie cerveza ?
- Spoko? - Spoko.
Denerwowałem się.
- Dzięki, Mickey. - Nie ma za co.
Chodź no tu.
Dzięki, że przyjechałeś.
Chłopaki, zbierzcie się tu.
O co chodzi, Lowry?
- Nick! - Idę.
Nick, chcę ci dać drobny prezent na pamiątkę naszej przyjaźni.
Nazywa się upokarzacz”.
Stajesz na czworaka, przypinasz go do worka,
a jak wstajesz, to coś urywa ci jaja!
To prawda, że oświadczyłeś się Thei na czworaka?
Tak, i miałem założony upokarzacz.
Składa się z zapięcia na jądra,
przymocowanego pośrodku pręta,
umieszczonego na dole pośladków.
Nie bawi was to?
Bawi, bawi. Lekka przesada, ale dzięki.
Przebiorę się i pójdę na plażę.
- Nie oddaje się swoich prezentów. - Że jak?
Co jest?
Co to?
Chyba wodorosty.
W pobliżu jest jakaś zatoczka.
Może tam jest ich mniej.
Ostatni w wodzie to frajer!
I wskoczył.
Zróbmy sobie margarity.
- Przyjechał pan tu sam? - Tak.
Robimy sobie z żoną wolne od siebie.
Jukatan pomaga odświeżyć umysł. Tu jest wszystko -
przyroda, plaże, jaskinie, dżungla, świetne jedzenie,
a w Playa del Carmen jest kino.
Naprawdę?
Ja też nie jestem już z Kathie.
Nie wiedziałem. Przykro mi.
- To nic takiego. - Co się stało?
Kathie ma problemy ze zdrowiem,
a mnie nie uśmiechała się opieka. Stać ją na profesjonalną.
- Umawia się pan? - Jeszcze nie.
Znam ekskluzywny serwis randkowy.
Czemu ekskluzywny?
Na początku szefowa czy kim tam jest pokazała mi zdjęcia kobiet.
Takie portfolio.
Na widok jednej z kobiet mówię: Ona. Ta mi się podoba”.
Odparła, że to zdjęcie przykładowe, żeby znać mój gust.
A ja na to: Jak jesteście ekskluzywni, znajdziecie ją”.
I ta ekskluzywna łowczyni głów czy swatka
namierzyła tę kobietę i byliśmy już na kilku randkach.
- Bez jaj. - To może być ta jedyna.
- Podoba się panu? - Pewnie.
Stawiam jeszcze ekskluzywny klub nad morzem.
Najtańsza działka to dwa i pół.
- Miliona? - Za samą ziemię.
- Nowojorski dentysta tyle wyciąga? - Nie.
Zwłaszcza po rozwodzie.
Słyszał pan o 90-latkach, którzy się rozwodzili?
Adwokat pyta ich:
Macie ponad 90 lat. Po co rozwód?”.
A oni na to: Czekaliśmy, aż dzieci umrą”.
- Mogę o coś spytać? - Jasne.
Znalazłeś nowego dentystę?
Znajomy mi polecił.
Facet daje mi słuchawki, oglądam serial, a on czyści zęby.
- Brakuje mi cię. - Wpadnę kiedyś.
Zapraszam.
- Tato. - Co jest? Jak dom?
Rewelacja. A hotel?
Bardzo ładny, dziękuję.
Co porabiasz?
Siedzę na plaży.
Masz tam dużo wodorostów?
Nie, nie jest źle.
Możecie wpaść, jeśli chcecie.
- Chcesz zjeść z nami kolację? - Co?
Wieczorem?
To bardzo miłe, Nick, naprawdę.
Ale nie musisz czuć się zobowiązany.
Jesteś tu. Chłopcy chętnie cię zobaczą.
A ja ich.
- Pierwszy raz w Quintana Roo? - Tak.
- Słyszałem, że dużo się tu zmieniło. - Tak, dużo.
Ceny jak w Nowym Jorku?
Tak, ale plaże są pełne sargasów.
- To takie glony? - Tak.
Rok temu widziałem je z żoną na Antidze.
Jedzie pan do żony?
Nie. To męski wypad.
- Sami chłopcy. - Właśnie.
- Kumple. - Tak!
Aaron. Zaprosiłem wujka Petera.
- Chętnie się z nim zobaczę. Dzięki. - Żeby nie był sam w hotelu.
Jesteś coraz przystojniejszy!
Dzięki. Darujcie, że zapomniałem o paszporcie.
Napij się.
- Mickey. - Co jest, Arroyo?
- Jesteś dorosły. - Prawie.
- Napijesz się? - Tego, co ty.
- Dzięki, że przyjechaliście, chłopaki. - Jeden za wszystkich.
Przepraszam. Pan od Nicka?
- Nie. - Przepraszam.
- Nie szkodzi. - Mogę tu zaczekać?
- Proszę. - Dziękuję.
Syn ma tu wieczór kawalerski z kolegami w pańskim wieku.
Fajnie, że pana zabrali.
Tak.
- A co pan tu robi? - Żenię się jutro.
- Dziś wybieramy dania. - Gratuluję.
Wieczór kawalerski miałem w Nowym Orleanie.
Odpowiednie miejsce. Kiedyś, w młodości...
- Ile ma pan lat? - 30.
Byłem młodszy. Miałem może 20 lat
i nie myślałem rozsądnie, tak jak młodzi dzisiaj.
- Zna pan Fatsa Domino? - Oczywiście.
- A więc poszedłem... - Kochanie.
- Jak się masz? - Dobrze. Przysiądź się.
Rozmawiam z tym panem o jego pobycie w Nowym Orleanie.
- Pani jest panną młodą? - Przyjaciółką.
- Myślał, że nie znam Fatsa Domino. - No, nie.
Dobrze, że ktoś wciąż słucha Grubasa.
Opowie pan to czy nie?
Poszedłem na koncert Fatsa Domino.
Miałem dwadzieścia parę lat i wziąłem dwa paski kwasu.
Pamiętam, że miałem odlot przy solówce saksofonisty.
Pomyślałem: Boże, to wygląda rewelacyjnie”.
A potem: Zaraz. Umiem tak robić”.
- Gra pan na czymś? - Ani w ząb.
Podszedłem do sceny, myśląc:
Spodoba mu się udział kogoś z publiczności
i pozwoli mi zagrać”.
Ale zamiast poczekać, aż da mi saksofon, chwyciłem go.
A saksofon jest zawieszony na taśmie na szyi.
I kiedy go tak ciągnąłem, saksofonista uderzył mnie w usta.
Oberwał pan od Herba Hardesty?
Tak.
- Przynajmniej od legendy. - Dziękuję.
- Widziałam go z Tomem Waitsem. - Tak?
- W trasie. - Weszłaś na scenę?
Wyjęłam Waitsowi papieros z ust.
Herb na pewno wolałby widzieć panią.
- Jestem Peter. - Otto.
- Eileen. - Pokażę państwu stolik.
Gratuluję ślubu.
Dzięki. Gratuluję ślubu syna.
Dziękuję.
- Wujek Pete. - Mickey.
Nick. Yates. Dzięki za zaproszenie.
Chris. Wypiłem już margaritę.
- W porządku, Nick? - Tak.
Rodzice cię pozdrawiają.
- Skąd wiedzą, że tu jestem? - Napisałem im.
Zdziwiliśmy się na wieść o tobie i Marii.
Może teoretycznie nie jesteśmy już spokrewnieni,
ale zawsze będziesz dla mnie wujkiem.
Dzięki, Aaron.
Nie wstanę, ale chcę wznieść toast.
- Wstań. - Czemu nie?
Chcę tylko wypić zdrowie Nicka i Thei.
Kocham was i bardzo się cieszę.
I dzięki za przyjazd.
Do diabła z nieważnymi paszportami i połamanymi nogami.
Na zdrowie.
Chciałbym coś powiedzieć.
Niełatwo ci dopiec, Nick, żebyś nie uciekł jak oparzony.
Ale jedno powiem. Nie znoszę tego, jak krytykujesz
filmy, książki, telewizję i piosenki.
Co jeszcze? Ludzi, miejsca, przedmioty...
- Coś pominąłem? - Docinki, toasty, garnitury.
Ale chcę powiedzieć, że potem
okazuje się, że robię tak samo.
Używam twoich argumentów,
bo wiem, że pierwszy dobiegasz do mety i czekasz tam na nas.
Obyś traktował małżeństwo pobłażliwiej niż wszystko inne.
Życzę tobie i Thei dozgonnego szczęścia.
- Wasze zdrowie. - Za Nicka i Theę.
- Nie chcę płakać. - Dzięki.
- Mogę, Nick? - Przyda się piwo.
Dzięki, że mnie zaprosiłeś. Nie musiałeś.
- Tak jakby musiał. - Nie. Dlatego dziękuję.
Mickey, tobie dziękuję, że nas tu zgromadziłeś.
Możemy się bawić? To nie urodziny córki!
Lowry, możesz się, kurwa, zamknąć?
- Już, już... - Dzięki.
Młody Nicholas, zwany Słoneczko...
stanowił wyzwanie dla rodziców. Był mądrzejszy od mamy i mnie.
Od chwili narodzin.
Przedszkolanka wezwała nas na rozmowę i powiedziała,
że jest za inteligentny na przedszkole.
Poszedł więc do pierwszej klasy, gdzie odbyliśmy taką samą rozmowę.
Rodzice mogą się przerazić,
kiedy nauczyciele dziecka stale mówią, że jest geniuszem.
Nie chcieliśmy cię powstrzymywać,
ale martwiliśmy się, że nie będziesz miał towarzystwa.
Ale patrząc na twoich kolegów, Nick,
nie sądzę, że ucierpiałeś pod tym względem.
Masz porządny zastęp kumpli.
Poza Lowrym, którego nigdy nie rozumiałem.
Taki obleśny, dziwny typ.
Też cię kocham.
Ale tak serio...
Kiedy się postarzejecie i spoważniejecie,
będziecie musieli bardziej się starać, żeby znaleźć dla siebie czas.
Ale wysiłek się opłaci.
Bo w moim wieku bardzo chce się mieć przyjaciół.
Cieszę się, że wkraczasz na tę drogę.
Kocham cię, Nick.
- Peter. - Otto. Jak kolacja?
- Świetna, a twoja? - Bardzo dobra.
- To moja narzeczona, Hewette. - Chwilkę.
Dziękuję, nie.
Peter Pearce, miło mi.
- I gratuluję. - Dziękuję.
Peter to ten od historii z saksofonem.
Otto opowiedział ją przy kolacji.
- Jak mu poszło? - Tobie lepiej.
Idziemy potem do baru. Chcesz się przyłączyć?
Dzięki, ale wrócę do hotelu i popracuję.
A co robicie jutro?
Nie mamy planów. Chyba będę sam.
- Chcesz zobaczyć rano cenotes ? - Jutro?
- Podwodne jaskinie. - Widziałem zdjęcia.
- O której chcesz jechać? - Masz auto?
- Wynajmę. - Chcesz jechać?
Nie jutro.
Podjedziesz po mnie do Dune o ósmej?
- Jasne. - Doskonale.
Chodźmy do środka zrobić sobie zdjęcia.
- Do jutra. Wracaj bezpiecznie. - Wy też.
- Dune o ósmej. - Zgadza się.
Nick, o co chodzi?
Thea i ja zrywamy ze sobą.
Chciałem powiedzieć po wycieczce. Wiem, jak długo to planowałeś.
Ale nie potrafię udawać, że dobrze się bawię.
Przykro mi, Nick.
Coś się stało?
Jestem bankrutem.
Psychicznie jestem wrakiem.
Kelneruję w wieku 35 lat.
Palę jak pieprzony idiota.
Dogadacie się?
Myślę nad treścią listu do gości, informującego, że ślub odwołany.
Ale nawet to mi nie wychodzi.
Pomóc ci?
Granat wybuchł w szambie.
Nie mów na razie nikomu.
Nie można mieć ciastka i go zastrzelić.
Panie Pearce, jest już siódma.
Dziękuję.
Peter. Poznaliśmy się wczoraj.
- Co tu robisz? - Przyjechałem po Ottona.
Pojedziemy oglądać cenotes. Prosił, żebym go zabrał.
Miał tu czekać.
Mogę zadzwonić do pokoju.
- To nie kłopot? - Skądże.
- Dziękuję. - Nie ma za co.
I przepraszam.
Cały Otto.
Jak się masz?
- A ty? - Dobrze.
Nick odstawił leki?
Nie wiem.
A ty coś bierzesz?
Inhibitory na stany lękowe.
- A ty? - To samo.
Nie miałem stanów lękowych, ale uznałem,
że niebranie leków w XXI wieku jest jak celowe nieużywanie iPhone'a.
Bałem się, że spadnie mi popęd albo że nie będzie mi stawał.
- No i? - Żadnych problemów.
Umawiasz się?
Próbuję...
Niedawno się ujawniłem.
Słyszałem. To wielki krok, winszuję.
Dzięki.
- Zawsze wiedziałeś, że jesteś gejem? - Jakoś od 10 roku życia.
Każdy się po cichu zastanawiał,
więc od małego chciałem udowodnić, że się mylą.
A ty zawsze wiedziałeś, że jesteś hetero?
Osoby hetero nie muszą o tym myśleć.
Po prostu wchodzisz w życie, które wydaje się zwyczajne.
Ale należałem do męskiego seksklubu w 1. klasie.
Co to za klub?
Wchodziliśmy w pięciu do domku w klasie.
Udawaliśmy, że to kółko czytelnicze. Wchodziliśmy z książkami.
I robiliśmy sobie nawzajem laskę.
Wychodziłem stamtąd na przerwę z pulsującym wzwodem.
Czemu pulsującym?
Bo w tym wieku nie można szczytować. To się kumuluje.
- To był edging. - Co?
Doprowadzasz kogoś na skraj orgazmu i...
Wiem, co to takiego.
Czemu klub się rozpadł?
Chcieliśmy wprowadzić dziewczynę, a ona nas wsypała.
Domek wyniesiono z klasy.
I już nigdy nie wątpiłeś w swoją orientację?
Nie.
Ale w liceum facet zrobił mi laskę.
Żona o tym wszystkim wie?
Tak. Wie.
Ładna pogoda.
Tak, idealna.
Otto przeprasza,
ale musi się przygotować i wyuczyć słów przysięgi.
Oczywiście.
Ale zaprasza cię wieczorem na wesele.
To bardzo miłe.
Głupio mi, że pomyślałem,
że będzie zwiedzał okolicę z nieznajomym w dzień ślubu.
Wczoraj piliśmy mocne drinki.
Na pewno.
- Daleko są te cenotes ? - Jedna jest 25 minut stąd.
- Skąd ich znasz? - Panna młoda to moja chrześnica.
- Dobrze znam jej ojca. - Gdzie mieszkacie?
- W Berkeley. - Marzyłem o życiu na zachodzie.
- A gdzie mieszkasz? - W Nowym Jorku.
Mam mieszkanie w centrum.
Zatrzymuję się czasem u przyjaciółki na Upper West.
Mieszkałem tam z byłą żoną.
Otto mówił, że przyjechałeś na wieczór kawalerski syna.
Niezupełnie. Jestem tu na własną rękę,
ale miło, że zaprosili mnie na kolację.
- Ile masz dzieci? - Dwóch synów.
- A ty? - Żadnych. Nigdy nie wyszłam za mąż.
I dobrze.
Cudownie.
Jeśli nie masz planów, przyjdź wieczorem na wesele.
Serio? Nie popsuję układu miejsc?
Nie ma ustalonego.
A ja prowadzę ceremonię, więc mogę kogoś zaprosić.
- Pamiętasz tekst? - Prawie.
- Chcesz przećwiczyć? - Zobaczmy.
Dobry wieczór, jestem Eileen Link.
Cześć.
- Lowry, jadłeś śniadanie? - A to co?
- Chłopaki. - Peter Pearce!
Jak nas znalazłeś?
Nick dał mi adres. Chcę pożyczyć garnitur.
- Nie różnimy się tak bardzo. - Doprawdy?
Jesteśmy frajerami.
- Mów za siebie. - Jesteś dziadowskim dentystą.
I mówisz to z takim uzębieniem?
- Wiem o zębach więcej niż ty. - Naskocz mi.
Z przyjemnością.
- Synu. - Powiedziałeś mu?
Nikomu.
Thea i ja nie pobieramy się.
Co mówisz?
Thea i ja... zrywamy ze sobą.
- Jak to? - Odwołała ślub.
- Dlaczego? - Nie wiedziałem, co robić.
Dostała pracę w Filadelfii.
Będzie kustoszką w muzeum sztuki.
Nie chciałem jechać. A zanim przejrzałem na oczy,
zrozumiała, że lepiej jej będzie beze mnie.
Kurde.
A po co ci garnitur?
Poznałem kobietę i zaprosiła mnie...
Nie wiedzieliście?
Spodziewałem się tego, ale...
Lepiej teraz niż za parę lat, kiedy mielibyście dzieci.
Tato, możesz pożyczyć jeden z moich garniturów.
- Musisz się napić. Maria wie? - Nie, zadzwonię do niej.
Mam nadzieję, że ty nie wciągasz.
- Nie. - Paskudny narkotyk.
Okropny.
Kokaina utrudnia zadanie lekom antydepresyjnym twojego brata.
Oboje zerwali czy tylko Nick?
Chyba oboje.
Możecie usiąść.
Dobry wieczór. Jestem Eileen Link.
Ale ważniejsze, że jestem matką chrzestną Hewette.
To dla mnie zaszczyt prowadzić tę ceremonię
zawarcia małżeństwa dwojga ludzi, których kocham i podziwiam.
Pamiętam, jak Otto zaczął przychodzić do domu Hewette...
Pocałujcie się.
Dobrze ci poszło.
- Poważnie? - Tak.
- Dziękuję. - To było wzruszające.
Czy twój syn ma huczne wesele?
Nie miało takie być.
Ale kazałem mu pozapraszać przyjaciół, kuzynów...
- Będzie w Nowym Jorku? - Tak.
Chcesz przyjechać?
Kiedy to jest?
We wrześniu.
Mam... Nie wiem, czy można to nazwać romansem,
czy partnerstwem. Mieszkamy osobno.
Jeździmy razem na wakacje, spotykamy się na święta.
Brzmi fajnie. Cudownie niekonwencjonalnie.
Którego września jest to wesele?
Dwudziestego ósmego.
A więc następne wesele.
Sprawdzę, co u chłopaków.
Jesteś miłym człowiekiem, Peter.
Dziękuję.
- Pogratuluj synowi. - Dzięki.
- Cześć, Nick. - Co słychać?
Chciałem pogadać, zanim się położę.
Co robisz?
Piszę list do przyjaciół i krewnych.
- Jak wesele? - W porządku.
Chciałem, żeby było twoje, a ja siedziałbym obok mamy.
I tak sobie myślałem...
Filadelfia...
- Widziałeś ostatnio Rocky'ego”? - Ostatnio nie.
Mają tam jego pomnik.
Tak, w muzeum, które zatrudniło Theę.
Rocky dostaje cięgi. Niemiłosiernie obrywa.
Przegrywa tę absurdalnie ciężką walkę.
I postawili mu pomnik.
O co ci chodzi?
Po co mieszkać w Filadelfii?
Tak.
Przykro mi, tato.
Nie masz za co przepraszać.
Wiem, że tobie też jest ciężko.
Muszę skończyć ten list, przepraszam.
- Dobranoc, synu. - Dobranoc.
Obudzę Chrisa, bo ucieknie mu samolot.
Dasz sobie radę?
Dobrze, że posyłamy faceta z kulami.
Biedak.
Naprawdę nie byłeś zaskoczony?
Dziwię się, że Thea wytrzymała tak długo.
Czasami chciałbym wrócić do lat 50.
i kazać mu wziąć się w garść, rozumiesz?
Ale czasami po prostu widzimy, jak się sprawy mają.
Co jest?
Głowa mnie od tego boli.
- Co to? - Ugoda rozwodowa.
Możesz tego nie robić przy mnie?
Dobrze.
Przepraszam.
A więc ty i Arroyo...
Późno zasnęliście.
- Tak. - Tylko was dwóch?
Chcesz coś wiedzieć?
Doszło do czegoś?
Przespaliśmy się. Ale ma żonę.
I raczej nie podoba jej się, że kocha się z facetami.
To był seks homo?
Przecież nie hetero.
Lubisz go?
Tak, ale ma żonę. Jakie to ma znaczenie?
Sam nie wiem.
Czuję się wykorzystany.
Jakbym był dla niego przygodą.
Doszedłeś?
- Co? - Nie ma nic złego
w bliskości fizycznej co jakiś czas.
- Możesz nikomu nie mówić? - A komu miałbym powiedzieć?
- Przecież jestem twoim synem. - Wiem o tym.
Znamy te same osoby. Mógłbyś powiedzieć setkom ludzi.
Nikomu nie powiem, Mickey.
Dzięki.
Proszę.
Ale było fajnie?
- Tak. - To dobrze.
To najważniejsze.
Jak się masz, Peter?
Dobrze, a ty?
W porządku.
Jak było w Meksyku?
- Skąd wiesz, że tam byłem? - Od Mickeya. I Aarona.
Było świetnie. Dobrze jest...
- zażyć trochę słońca. - Witaj, Peter.
Eric.
Heather.
Słyszeliście o rozwodzących się 90-latkach?
Czekali, aż dzieci umrą.
Tato.
Tato?
Cześć, Peter.
- Cześć. - Umarł rano.
Przykro mi.
Nie mogliście się skontaktować?
Włączała się poczta głosowa.
Macie mój stary...
- A żona? Nie odbierała? - Nie.
Czy... Albo jak...
- Cierpiał? - Nie.
Nie wydawał się przerażony.
Dzwoni żona.
Tak, jestem.
Umarł.
Dziś rano.
Mój ojciec zmarł dziś rano.
Jestem sierotą.
- Zaraz. On tu jest? Jego ciało. - Tak.
- Mogę go zobaczyć? - Oczywiście.
Pójdę się z nim pożegnać.
Dobrze.
Tak, też cię kocham.
Sprawdzę tylko, czy go nie przeniesiono.
Chryste, Nick.
Nie ma z tobą kontaktu!
Daruj.
- Dziadek Simon umarł. - Kurde.
Miał udar.
Wejdę.
Czemu biegłeś?
Bo nie odbierałeś. Martwiliśmy się.
Czym?
Wszyscy się o ciebie martwią.
Że coś sobie zrobisz.
I tata prosi, żebyś wysłał ten list, żeby ludzie zdążyli odwołać loty.
Tata boi się, że się zabiję,
ale kazał ci przekazać, że jestem samolubny?
Tak.
Dostanę może kanapkę?
Zaczekaj, przyniosę.
Dzięki.
Cześć, Nick. Tu Thea.
Mam nadzieję, że dobrze bawiłeś się w Meksyku.
Że miło było pobyć z kolegami.
Musimy wysłać ten e-mail,
więc sama coś napisałam, bo nic nie dostałam od ciebie.
Wysłałam ci to, ale nie odpisałeś.
Napisałam: Kochani.
Postanowiliśmy z Nickiem odwołać ślub.
Wiemy, że wielu z was zarezerwowało loty i pokoje hotelowe, żeby z nami być.
Bardzo nam przykro, że was rozczarowaliśmy.
Mówiono mi, że nasza druga połowa powinna czynić nas lepszymi.
Nie rozumiałam tego, dopóki nie poznałam Nicka.
Nigdy nie zapomnę, jak na początku
Nick powiedział mi: »Staniemy się dzięki sobie lepsi«.
Po sześciu latach jestem pewna, że tak się stało.
Choć rozchodzimy się w swoje strony,
cieszymy się ze wspólnie spędzonego czasu.
I nie sposób wyrazić słowami,
jak dużo znaczą dla nas krewni i przyjaciele.
Liczymy, że wkrótce się zobaczymy. I wybaczcie nam tę informację.
Nick i Thea”.
- Ładny list, Nick. - Też tak sądzę.
- Dzięki za podwózkę. - Nie ma sprawy.
Cholerny ojciec.
W testamencie zażyczył sobie kremacji.
A mamie bardzo zależało, żeby zostali pochowani razem.
Phil Silverman twierdzi, że mama się zgodziła,
ale chciała, żeby pochować chociaż rękę albo nogę.
- Ale kutas nic nie zostawił. - Poćwiartowałbyś go?
Musimy w takim razie jechać na cmentarz?
- Tak, może go tam złożę. - Wbrew jego woli.
Po prostu chcę tam pojechać. Dobrze?
Mamo, tata chce z tobą porozmawiać.
Mogę?
- Poważnie? - Tak.
- Możemy spocząć razem? - Peter.
W grobowcu taka myśl sama się nasuwa.
Tobie.
Umawiasz się? Chciałbym wiedzieć.
- To nie czas i miejsce. - Mówisz jak do pacjenta.
Byłem twoim mężem przez 35 lat.
- Byłam na kilku randkach. - Masz kogoś?
Przyszłam pomóc ci zdecydować w sprawie prochów Simona.
Nie chcę się kłócić przy dzieciach ani wałkować małżeństwa.
Pozwól mi się tylko zastanowić.
Palę tylko dla towarzystwa.
Na cmentarzach.
Kutas. Wmuruję go tu tak czy inaczej.
I liczę, że wy zrobicie tak ze mną i z matką.
- Ty też palisz? - Trochę się stresuję.
- Czym znowu? - Bo ja wiem? Rodzice się rozwodzą,
dziadek umarł, Nick odwołał ślub,
ja się ujawniłem, a mój pierwszy kochanek ma żonę
i nie zamierza jej opuszczać.
Pracuję w dziale sprzedaży Marriotta.
Wydałem wszystko na wieczór kawalerski Nicka
i nie wiem, co począć w przyszłości.
- To dużo, Mickey. - Arroyo się odezwał?
- Kurwa! - Jesteś z Arroyem?
Co ty robisz? Prosiłem, żebyś nikomu nie mówił!
- Wybacz, dałem plamę. - Masz coś z mózgiem?
- Cieszymy się. - Tu nie chodzi o was.
- Przepraszam. - Przekonałem się,
że najgorsze w życiu to mieć żyjących rodziców.
Może na moim pogrzebie wspomnisz z czułością, jakim byłem ciamajdą.
Znowu użalasz się nad sobą.
- Pieprz się! - Co zrobiłem?
Nie mogę się bronić?
Nie chcę kłótni na cmentarzu.
- Chrzańcie się wszyscy! - Mickey.
Co?
Chcę tylko powiedzieć, skoro jesteśmy tu razem,
żebyście nie myśleli, że zawsze było do dupy.
Cieszyliśmy się, wychowując was.
Jestem dumny z tej rodziny.
Mogę już iść?
Może pan nie hałasować?
Nie wolno wykonywać prac remontowych po 17:00.
Wieszam plakat, został mi jeden wkręt.
Może pan poczekać i zrobić to między 9:00 a 17:00?
Jasne.
Znalazłem wiersz. Pomyślałem, że przeczytam.
Kiedy umrę, rozdajcie to, co ze mnie zostanie
dzieciom i starcom czekającym na śmierć.
Chcę wam coś zostawić.
Coś lepszego niż słowa lub dźwięki.
Szukajcie mnie w tych, których znałam lub kochałam.
A jeżeli nie możecie mnie rozdać,
pozwólcie mi żyć w swoich oczach,
nie w umyśle.
Pokochacie mnie, pozwalając dłoniom dotykać dłoni,
ciałom dotykać ciał
i pozwalając dzieciom na wolność.
To nie miłość umiera, ale ludzie.
Kiedy więc zostanie po mnie tylko miłość,
rozdajcie mnie.
Dziękuję, Nick.
Był bardzo piękny.
- Chcesz to zrobić? - Może ja mam...
Dobrze.
Co jest w pudełku?
Poprosiłem, żeby przed kremacją odcięli mu dłoń,
żebym mógł ją pochować w krypcie obok mamy.
To potworne, tato.
Mam tu też zdjęcia rodzinne.
Mamy jechać z tobą na cmentarz?
- Nie. - Na pewno?
Tak.
Umówiłem się z Theą na kawę w sobotę.
Przyjeżdża po parę rzeczy.
Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
Mogę potem zjeść z tobą kolację.
Dzięki.
No, dobra. Zdzwonimy się.
- Kocham was. - My ciebie też.
Chłopcy.
Zamknie pan?
- Wsadziłeś tam jego dłoń? - Tak.
SCENARIUSZ I REŻYSERIA
ZDJĘCIA
MUZYKA
WYSTĄPILI
Wersja polska na zlecenie HBO Hiventy Poland
Tekst: Artur Wierzchowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.