All language subtitles for Laska.Je.Laska.2012.720p.WEBRip.x264.AAC-[YTS.MX]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

::Project HAVEN:: ::Prezentuje:: TŁumacznie:Goldilox

{y:b}TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ

"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu" - Mały Książe.

/Oto mój świat.

/Miałam zaledwie 10 lat, /kiedy całkiem straciłam wzrok.

/Nie zdążyłam się nawet /porządnie rozejrzeć.

/Z trudem przyszłam na świat. /Ja się urodziłam...

/a moja mama zmarła.

/Na akcie urodzenia w rubryce "ojciec" /mam wpisane "nieznany".

/Dziadek mówi, że życie to walka /i należy ją toczyć...

/do ostatniej kropli.

/Bo nigdy nie wiadomo, /kiedy nas spotka największe szczęście.

Timi?

Tutaj jesteś.

Masz tu Gejlę. Chcesz do niej? Podstawię ci krzesło.

No chodź tu, chodź.

Moi kochankowie. Masz go, bawcie się.

No dalej, spróbuj strzelić! Doskonale, chłopcy.

No jazda.

Jasna cholera...

Co robisz?

- Timi! Cześć. - No cześć!

Timi!

Fuj, Gejlo, fuj! Timi, idziemy.

Gol!

Prowokujesz mnie?

Wiesz, jak nie znoszę, gdy się liże z tą suką Kalátów.

- Wiesz, ile jest bakterii w ślinie? - Wiem, dlatego się nie całujemy.

Nie bądź niesmaczny. Ostrzegam cię.

Jeszcze raz podstawisz mu krzesło, to każę to zamurować.

Słuchasz mnie?

Umiesz się tylko gapić na piłkę nożną.

To ten. Nie, ten.

Wyczyścisz to, zanim wrócimy.

/I sprzątnij po sobie ten chlew!

Pan Karel znowu dostał ochrzan. Może mu zagrasz coś wesołego.

- Cześć! - Dzień dobry.

- Dzień dobry. - Cześć!

Wciąż powtarzam Honzie, że ma czas na dziewczyny.

No pewnie, przede wszystkim szkoła.

Dokąd ma się śpieszyć.

Chwileczkę, zaczekaj. Zaraz do ciebie oddzwonię.

- Honzo! - Kto to?

Honzíku, co tam robisz?

Co to...

Po prostu tak czuję.

Co czujesz?

Co niby czujesz?

Przecież nie jesteś ciotą.

Jesteś normalnym, zdrowym chłopcem. Rozumiesz?

W naszej rodzinie nikogo faceci nie pociągali.

- Z tego co wiem, to nie. - Ty się nie mieszaj.

Wybacz, ale to trochę i mój syn, nie?

- No i widzisz, co z tego wyszło. - No wiesz...

/On ją namiętnie całuje.

Bierze pieczątkę...

/Obiecywałem ci, /że dostaniesz na goły tyłek.

Co teraz robią?

Ona się odwraca...

on jej podciąga spódnicę...

i przystawia pieczątkę od tyłu uda.

- To jej się podoba. - Od tyłu uda?

- Dlaczego? - No wiesz...

To takie miłosne igraszki.

- Kolejną pieczątkę przystawia wyżej. - Gdzie wyżej?

No wyżej, czyli na tyłek.

Ona na to chucha, żeby się lepiej odcisnęło.

Ale galoty.

- Jakie galoty? - No do cholery!

- Co się stało, dziadku? - Straciliśmy obraz.

Musimy kupić nowy telewizor.

Pamiętasz, jak mi ją w dzieciństwie zabierałeś i napełniałeś wodą?

Już ci się nie podoba?

Chyba nie.

Teraz takie bobry już niemodne.

Ale to nadal niezła sztuka.

Ja bym nie pogardził. A ty nie?

Coś ci powiem. Jesteś moim synem.

I zawsze będziesz.

Rozumiesz?

Leci finał pucharu Węgier.

Brakowało mu męskiego wzorca. Dlatego to się stało.

- Więc to moja wina? - No a czyja?

Zabierz to temu biedakowi. To jest niesmaczne.

Timi! Timi, fuj! To jest fuj!

Ja go z tego uleczę.

/Miał niebieskie oczy /i jasne włosy.

A gdy topniała mu w objęciach, wzbudziła w nim ogromne pożądanie.

/Czuła w nim płomień żądzy, /w którym się sama rozpływa.

/Pozbyła się wszelkich zahamowań.

/Poczuła jego...

/Ach, gdyby nie był teraz czuły, /to byłoby okrutne,

/bo była całkiem bezradna.

/Miała wrażenie, że jest morzem, /czuła mroczne fale,

/które wznosiły się w jej wnętrzu, /opadając z dala od niej.

/Poczuła, że została trafiona, /dotarła do mety.

/Narodziła się...

/kobieta.

- Co z tobą? - Nic.

- Nie kręć! - Nie kręcę.

Jak mi nie powiesz, wytłukę to z ciebie laską.

Mama odkryła, że jestem...

- Że co jesteś? - No że jestem...

Gejem?

- Ty o tym wiesz? - Honzo, jestem ślepa, nie głupia.

- Mówiłaś komuś? - Nie.

To nie mów nikomu. Mamę by szlag trafił,

- jakby sąsiedzi się dowiedzieli. - Powinieneś się jej postawić.

Miałbym się postawić mamie? Chyba oszalałaś.

/Już kilka razy wam to mówiłem.

/Dwa lata temu wykupiłem /dziecięce ubezpieczenie wypadkowe.

/Był wypadek i nic nie dostaliśmy.

Chcę rozwiązania, które to załatwi.

/Niech pan się uspokoi, /panie Knap.

- Zrobimy, co w naszej mocy. - Pozwolicie? Coś usłyszałam.

- Dyrektor prowincjalny OVB, Fuksová. - Knap, miło mi.

- Brakuje panu strategii. - Strategii? - Tak, proszę usiąść.

Jest pan typowym przykładem człowieka bez strategii.

Ale nie jest pan sam. Takich osób jest więcej.

Świat to skomplikowane, niespokojne i niebezpieczne miejsce.

A bez odpowiedniej strategii można się w nim całkiem zagubić.

Ale bez obaw, my panu wytyczymy taką strategię,

taki plan finansowy, że nic już pana nie zaskoczy.

Jaruško, proszę zatroszczyć się o klienta.

Tak? Milošku, jesteś skarbem.

Moment, już zapisuję.

Jak? Rohlík? A, Frohlík.

Frolík.

Radek Frolík.

/- Zaczekaj! - Naprzód!

Wyobraź sobie, że w weekend będzie w domu sam.

Myślisz, że mam? Wiesz, o czym myślę...

- To na razie. - Cześć.

Naprzód!

Naprzód!

Panie Boże, proszę, daj mi chłopaka.

Przecież nie jestem gorsza od Marty. Proszę.

I zrób to natychmiast. Dziękuję.

Gejlo!

- To są stringi? - Tak, białe.

- To wezmę je. - Nie będzie ci w nich zimno?

- Dziadku... - To raptem trzy sznurki na krzyż.

- To się teraz nosi, dziadku. - Naprawdę?

- Pani też to nosi? - Tak.

A to wygodne?

Nie za bardzo. Tak myślałem.

Widzisz, Maruško, pani sprzedawczyni nie jest w nich przyjemnie.

- Tego nie mówiłam. - Dziadku,

- chciałabym te majteczki. - No to je weźmiemy.

- Ile kosztują te sznurówki? - 299 koron.

Chryste Panie!

Jedna sznurówka za 100.

- Ale jak mi się w nich przeziębisz... - Nie przeziębię się.

Szczegółowość obrazu wprawi was w zdumienie.

Do tego idealny przestrzenny dźwięk,

- który wciąga w akcję. - Kupimy go, dziadku?

- Może pan włączyć dźwięk? - Oczywiście.

/- Nie wolno wam tam. /- Z drogi!

/To mój teren prywatny! /Mogę tu sobie hodować, co chcę.

/To są zioła, /tam bazylia.

/Jakie "zakazane"? /Nikt mi nie może zakazać żyć.

/To zioła lecznicze. /Dokąd to?

- Panie kryminalisto... - Detektywie.

- Wolno tu palić? - Nie.

Czaję.

- Pan nie pali? - Nie.

I słusznie.

Co mi pani powie?

Powiedziano mi, że mam Alzheimera.

Za jakiś czas nikogo nie poznam, ani nie trafię stąd do domu.

Od tego zaczęłam się jąkać, zakładać ubranie na lewą stronę.

Mało mnie nie wpakowali do tego...

Do hospicjum.

No i widzi mnie pan?

- Widzę. - Widzi pan.

A wie pan, dlaczego mnie widzi?

Dzięki tym roślinkom, które mi zabraliście.

Gdybym ich nie... w niedużej ilości,

to siedziałby pan z nogami na stole, dłubał sobie w nosie,

a nie przesłuchiwał starą babę, która już dawno miałaby demencję.

Pani Nová, tylko że pani nie hoduje tego wyłącznie na własne potrzeby.

Handluje tym pani po domach starców.

Chcę im pomóc.

Powinien pan też... No tak, pan nie pali.

- To naprawdę pomaga. - Pomaga? - Tak.

Ale do nas potem dzwonią pielęgniarki,

że im po domu latają upalone babcie.

Wie pani, że jest najstarszym dilerem w Czechach?

Naprawdę?

Zajebiście.

Bez porównania z tym starym. Co za dźwięk!

- Bardzo dziękujemy. Super. - Nie ma za co.

- To cześć, dziadku. - Cześć.

- Odbiorę cię jak zawsze. - Do widzenia.

- Dzień dobry. O co chodzi? - Dzień dobry.

- Dzień dobry. - Witam.

- Czy tu mieszka pan Radek Frolík? - Owszem, mieszka.

Radku? Masz gościa.

- Tato, masz gościa! - Ano mam...

Dzień dobry.

Dzień dobry. Ja z ogłoszenia.

Tak...

Na miejsce asystentki na waszym wydziale.

Tak...

Może pójdziemy na kawę?

No pewnie.

Tylko wezmę coś na siebie i już idę.

- Dzień dobry. - Cześć.

- Pomogę ci. Chcesz? - Gejlo, na miejsce. Leżeć.

Nie śpij, młody! Tu nie noclegownia!

Jak chcesz pochrapać, to idź na dworzec główny.

- Kurde, skwarek, do roboty! - Jestem Marek.

Jasne, Marek skwarek.

Skwarku, czytałem dziś w gazecie

o tych twoich opalonych kumplach, co wyjechali do Anglii.

Ponoć mają tam jak w raju. Powinieneś się pośpieszyć,

póki mają jeszcze miejsce. Mogę ci przynieść tę gazetę.

O ile w ogóle umiesz czytać.

Cieszę się, że się rozumiemy, panie asystencie.

Choćby z powodu pana żony.

Rodzina to podstawa państwa, nie?

I nie wspomni pan memu synowi, że do pana przyszłam.

Na wydziale by się nie cieszyli, że molestuje pan studentów.

Nie wiesz, gdzie mieszka.

Františku, chciałem zapytać,

czy pamiętasz Libuškę Horáčkovą ze szkoły?

Piękna dziewczyna z długimi włosami. Nie pamiętasz.

A mnie pamiętasz? Kalát.

Też nie.

No to nie wiesz, z kim teraz rozmawiałeś, co?

Ale przynajmniej sobie pogadałeś. Uważaj na siebie, chłopie.

Jezus Maria, ale to szybko następuje.

Nic nie wie.

Mogę rozmawiać z Milošem?

Przepraszam, nie wiedziałem. Rok temu.

Wyrazy współczucia. Chodziliśmy razem do szkoły.

Vlasta Kalát. Do widzenia.

- Bardzo dziękuję. - Nie ma za co.

Już tu jestem.

- Cześć, dziadku. - Cześć.

- Dobrze ci się dziś grało? - Tak, choć było gorąco.

/Moja lady, /ciebie dziś wybrałem,

/bo jesteś super babka, /piękna, głupia i sexy.

/Cipa już na pierwszy rzut oka.

Ej, to jest muzyka, rap. No chodź, lady.

Nic nie widzę.

Kurde!

- "Idealna, piękna babka". - Jezu, jak tu ciemno.

/Zapalę, lady, /Będzie jasno, baby.

Kurde! Žanet!

Stary, chujek z ciebie. Co znowu odwalasz?

Sorry. Próbowałem być ślepy.

I tak nie umiała rapować.

- Dałem ci pieniądze na prąd, nie? - Po drodze mnie okradli.

Mamy dużo świeczek.

Ale lipa.

Radku...

Honzo, skoczymy na piwko?

- Dobra. - No to chodź.

- Bardzo dziękujemy. - Proszę.

To na zdrowie.

Napij się, to cię ochłodzi.

Wybacz, nie o to mi chodziło.

- Dzień dobry, panie Jehličko. - Dzień dobry.

- Chciałem tylko zapytać... - To niech pan pyta.

- Pan zna wielu ludzi, prawda? - Owszem, znam.

- Jak panu idzie z panią Bílkovą? - No idzie, idzie.

Pierze, prasuje, gotuje, zagniata.

- Czyli dobrze? - Dobrze.

Też dobrze.

Teraz czeka ją rozprawa. To taka moja pierwsza miłość.

Znam jedną sędzinę, która jest kumata.

Dużo wie i ma rozeznanie.

- I myśli pan, że...? - Oczywiście.

- Proszę sobie usiąść. - Nie, dziękuję. Lubimy postać.

- Popsuje pani sobie oczy. - Grunt, żeby pan sobie nie popsuł.

Ja już mam popsute.

- Przepraszam. - Proszę.

Chyba ją rzucę.

- Kogo? - Tę Bílkovą.

- Dlaczego? - Jej to już nie bawi,

a mnie tego potrzeba.

Przepraszam, panie Jehličko, ale pan jeszcze nadal...

No a jak.

Codziennie rano i wieczorem płuczę go sobie zimną wodą.

Żeby się ładnie ukrwił. Rozumie pan?

Już dawno pogodziłem się z tym, że nie zostaniesz piłkarzem.

Może gdybym miał wnuka, to on...

- mógłby zostać, rozumiesz... - Wybacz.

- Wybacz, tato. - No co ty, nie wygłupiaj się.

Nie masz za co przepraszać.

- Jezu... - Nie kocham jej. - Wiem.

Ale nie możesz tak mówić. To twoja mama.

- Kurde! - No jasne.

- Wiesz, czego nie kumam? - Czego? - Po co się z nią żeniłeś?

- Wybacz. - Spoko.

Dzięki.

Jezus Maria! Chryste Panie!

Niech to szlag...

Ale się zabawiają, Gejlo. Zazdrościsz, co?

Ja też. To jest nas dwoje. Chodźmy spać.

- Mamo, jestem ciepły! - Ja też jestem ciepły!

- Ja cieplejszy! - Ja jestem jak kaloryfer!

Honzo! Cicho! Chodźcie na górę!

- Cicho bądźcie! - Mamo, jestem...

Ładnieś go załatwił. Włazić, Chryste Panie...

- Mamo, jestem cieplutki. - Potrzebny ci zimny prysznic.

Idź. Uważaj!

- Lepiej być ciepłym niż z tobą. - To się wyprowadź.

/Rozbieraj się!

/Mówię ci, żebyś się rozebrał! /Mnie się nie wstydź, jestem twoją mamą.

/- Honzíku, nie rzygaj tu! - Co ona ci daje, biedaku?

/Musisz wziąć zimny prysznic.

Mamusiu...

Co? Niedobrze ci?

- Mamusiu... - Już dobrze, Honzíku? Zobaczysz.

/Zrób mi dobrze!

Nie zrobię.

Powiedział mi, że na pierwszym miejscu stawia rodzinę.

Wolałbym dziś nie widzieć tego idiotycznego świata.

- To zamknij oczy, poprowadzę cię. - Dobra.

Pan w sprawie gazomierza? Już załatwione.

Jezu, Kalát...

Nie widziałem cię 46 lat. Dopiero teraz w telewizji.

- Wciąż jesteś piękną kobietą. - Ja tak, ale ty się zestarzałeś.

- I nadal niezmiennie szczera? - Będę się przeprowadzać do paki.

To będę miał mniej przesiadek.

Żeby mi się to nie przypaliło!

Chodź zobaczyć, Vlastíku!

Mini zestaw ratunkowy. MZR.

Ci młodzi policjanci chyba nie oglądają telewizji.

- Poczęstujesz się? - Wystarczy mi kubek kawy.

Zaparzę to sobie.

- Ale ciastka zjesz? - Też są z tym? - No pewnie.

Trochę się przypaliły. Ale to nie szkodzi.

To daje kopa.

Kto to? Policja?

/To ja, babuniu!

Jeżeli mają psa...

- Cześć, babuniu. - Cześć.

- Witam. - To mój wnuczek, Pět'a. - Pítros.

To mój kolega z gimnazjum.

- Wypas. - Kalát.

Każdy kumpel babuni to i mój kumpel, kocurze.

Chodź, siadaj. Siadajcie, daj to.

Pět'a to mój lekarz. On mi zalecił to leczenie.

Bierz, to zdrowe. Poważnie.

- Chcesz do tego... to białe. - Co?

- Od krowy. Jak to się... - Czy chce pan do tego mleko.

- No. - Trochę, tak.

To ja przyniosę.

Pierdolone psy.

Ale nie bój się, babuniu, /ja ten towar załatwię.

/Będzie towar.

/Nie pozwolę babci zgłupieć.

Niezły typek.

Pan prezydent.

- Wypas. - Nie, Klaus.

Serio?

Václav.

/Jestem królem raperów. /I wcale... i wcale...

/nie wciskam bajerów.

/Jak cię znajdę, lady, to ci zrobię baby, /albo raczej dwa lub trzy.

- On nie rapuje? - Nie, jest inny, ale dobry.

Dorastaliśmy razem w domu dziecka.

/Skwarek! Skwarek, cholera!

Nie pracujesz przypadkiem w kuchni?

"Piękna jesteś". Od kogo to?

Nie wiem.

Możemy?

Pytanie nr 6. Proszę mówić.

/KOCHAM CIĘ

Jezus Maria, nie dręcz się z powodu żałosnego chłopa.

Świat jest pełen wspaniałych dziewcząt!

- Chodź, mówię ci, wstawaj! - Mamo, proszę cię...

Chodź, mama wie, jak temu zaradzić!

Nie bój się.

Tu przychodzą sami celebryci.

Podoba ci się któraś?

Ta wielkooka wygląda jak kuzynka Sonička.

Ona ci się zawsze podobała.

Jestem tu z synem. Nie macie kogoś...?

Heduš!

- Masz tu bobaska. - Weź sobie szlafrok.

- Zdejmiesz ten szlafrok sam? - Pani Hedviko...

- Niezły dzikus. - Tak?

To mój syn.

- Mogę coś pani postawić? - Czemu nie.

Wiedziałam, że nie jesteś pedałem. To ten facet cię omotał.

On wykorzystał twoją naiwność. Tak się cieszę, że jesteś normalny.

Teraz ci znajdziemy dziewczynę.

Teraz nie jesteś już gejem.

Posmaruj się.

- Po co z nią poszedłeś? - Nie wiem.

Myślałem, że może coś się we mnie ruszy.

- I ruszyło? - Ani o centymetr.

Mało się nie zadusiłem między tymi wielkimi cyckami.

- Na szczęście jej to wyjaśniłem. - A mama?

Jej tego nie wyjaśnię.

Już jest mężatką. No to słabo.

Wybacz, proszę. Oczywiście...

- Czegoś potrzeba, pani dyrektor? - Życz jej ode mnie dużo szczęścia.

Jaruško, masz chłopaka?

- Tak. - No to wracaj do pracy.

Ona ma dopiero 14 lat? Chryste Panie...

Jeszcze tego by nam brakowało.

Proszę to wyłączyć!

- Szto? Da, da, da... - Czekaj... Wyłączcie!

Urodę ma pewnie po tobie.

Bardziej się wdała w tatusia.

Chryste Panie...

Osiemnaście?

I chce studiować prawo? Květo, moje gratulacje.

Wszystkim nam bardzo gratuluję.

- Nie wydłub mi oka. - Nie bój się, nie jestem ślepa.

- Nie ruszaj się! - Wybacz.

Podaj do niego! No podaj! Dobrze.

No biegnij.

Ale jazda, sam to zrobił. Widziałeś?

/- Cześć. - Mama!

- Wylej do kwiatków! /- Chłopaki!

- Cześć. - No cześć.

Co porabiacie?

Znowu piłka nożna.

Strzelili już gola?

- Tak, samobójczego. - Tak?

W wakacje jedziemy do Lipna.

- Co? - Znajoma nas zaprosiła.

Super.

- Bez obaw, ty nie pojedziesz. - Dziękuję.

Schody. Schody.

Tak.

Stój!

Naprzód!

Stój!

Naprzód! Wolno.

Czego chcecie?

Zostawcie ją!

Nic pani nie jest? Wszystko w porządku?

Naprawdę nic pani nie jest?

- Proszę. - Dziękuję. Gejlo.

Maruško!

- Co się stało? - Napadli ją.

Usiądź sobie.

Siadaj.

Napadli tę niewidomą, co gra na pianinie. Ukradli jej portmonetkę!

Ponoć widzieli jakichś ciemnych typków.

Co to za ludzie?

No jacy? Zgadnij.

- Maruško. - Dziadku!

Moja dziewczynko.

/- Zadzwońcie do mnie. /- Jak tylko coś ustalimy.

- Dzięki. - Do widzenia.

- Dziadku, zaczekasz chwilę? - Naturalnie.

- Co to jest? - Chyba do ciebie.

Jaroslav Šimůnek i Irenka Zemanová.

Dobrego powrotu do domu, zwłaszcza tym spoza Pragi.

Życzę wspaniałych wakacji.

- Mam same szóstki. - Ja jedną piątkę, ale nie szkodzi.

- Miłych wakacji. - Wzajemnie.

Czemu niewidome dzieci lubią rogaliki z makiem?

- Czemu? - Bo na każdym jest inna bajka.

Panie Boże, czemu mi to robi?

Najpierw mi pisze, że jestem piękna, a potem nawet się nie pokaże.

Cześć.

Kto tu jest?

Jestem Marek.

Marek?

A ja Maruška.

- Cześć. - Cześć.

Mogę cię dotknąć?

Żeby sprawdzić, czy jesteś prawdziwy.

- Mogę? - Tak.

Ładnie pachniesz. To "Światło księżyca".

Kupiłam je dziadkowi na Gwiazdkę.

Masz jasne włosy?

Owszem.

I niebieskie oczy?

Tak.

Gejlo!

Mam coś dla ciebie.

/Na początku myślałam, /że to anioł.

Ale to miły, normalny chłopak.

- Miły chłopak, tak? - No, miły.

Czy ty nam się, dziewczyno, czasem nie zakochałaś?

Nie, nie zakochałam się.

Świetny jest. Lubi muzykę,

studiuje hotelarstwo i ma cudowny głos.

Ty wciąż myślisz, że to anioł.

Myślę, że zesłała mi go mama z nieba, by mnie chronił.

Po tym, co zaszło.

Wiesz, że "Wełtawa" to jedna z moich najulubieńszych kompozycji?

Znam ją calutką.

Ale zawsze mnie ciekawiło, jak brzmi u źródeł.

Możemy tam pojechać.

Tak? A kiedy?

Nie wiem. Może od razu.

Za młoda jesteś, by wyjeżdżać z jakimś chłopakiem.

- Dziadku, mam 18 lat! - Już powiedziałem, nie.

Wszystkie inne 18-latki jeżdżą z kolegami na weekendy.

- Wszystkie inne nie są ślepe. - No.

Więc z powodu ślepoty nie mogę żyć jak inni?

/- Przebudzisz się zdezorientowana - Maruško...

/Jak gwiazda w morzu gwiazd schowana

/Miłość otwiera schronienie

/Świta, myślą, że śpisz

/I już nic nie czujesz

/Wiesz, że to doskonały poranek

/Nagle wita wszystko wokół nas

/Mnóstwo złości i mnóstwo piękna

/Nagle stał się cud

/Że zbliżyliśmy się

- Pojedziemy? - Dokąd?

No do tych źródeł Wełtawy.

Kláro...

- W mordę! - Co jest?

Ukradli mi furę, Kláro! Moją bawarską brykę.

- A gdzie była? - No tutaj!

/Tak, dziadku, obiecuję, /będę na siebie uważać.

Będę dzwonić regularnie, rano i wieczorem.

I nie zapomnij jeść. Masz jeszcze jakieś pieniądze?

Dziadku, jestem już dużą dziewczynką.

To na razie. Kocham cię, pa.

- Co znowu? - No sam pan wie, nie?

- Dziś tu jest jak koło Kolína. - Kolína?

Sama równina.

- Z wnuczkami są kłopoty. - No.

Niech pan sobie wyobrazi, co mi wczoraj wnuk powiedział.

- Że jestem premer. - Premer?

Takim normalnym pracującym emerytem.

Teraz lepiej, nie?

- Nie przeżyłbym bez tej pracy. - W lecie jest tu przyjemnie.

Gejlo! Gejlo!

Idziemy się umyć?

Dobra.

Trzymam cię.

Teraz się zatrzymaj. Jesteś już nad wodą.

Chodź do wody!

Co?

- Chodź! - Marku,

ja nie umiem pływać.

Tak, i ręce do siebie. Potem od siebie wkoło...

Do siebie...

Cały czas tak samo. Powtarzasz to.

- Tak? - Dokładnie.

A nogi naśladują ręce.

Dobrze?

- Utrzymasz się sama? - Nie wiem.

- Spróbujemy? - Dobrze.

Tak.

- Ja płynę! - Płyniesz!

Marku, ja płynę!

W porządku?

Jesteśmy na brzegu.

Wiesz, że jesteś moim aniołem stróżem?

Mogę i ja cię pocałować?

Możesz.

To my ze sobą chodzimy?

Chyba tak.

Całuj mnie jeszcze.

/Ujrzałem Kometę ze złotym warkoczem

/Zaśpiewać jej chciałem, /lecz znikła mi z oczu

/Raz jeszcze błysnęła tam /w drzewach, a potem

/zostały mi w oczach /monety dwie złote

/Monety ukryłem pod dębem /w szczelinie

/Nim znowu nadleci, /nasz czas dawno minie

/Nas już tu nie będzie, /gdy ona powróci

/A chciałem komecie piosenkę zanucić

/O lesie, o trawie, o wodzie

/O śmierci, z którą nam /mierzyć się przychodzi

/O zdradzie, miłości, o świecie

/O wszystkich ludziach, co tu, /na tej żyli planecie.

Nauczysz mnie prowadzić samochód?

Co takiego?

- Tą nogą pomału dodawaj gazu. - Tutaj?

Tak. A drugą popuszczaj sprzęgło.

/W lewo... /W lewo, Maruško!

/- Prowadzę! /- Wolniej i płynniej!

/Właśnie tak! /Świetnie!

/- Sprzęgło! /- Ja chcę na jezdnię.

/Skręcaj w lewo! /Ostrożnie!

Wyrównaj.

- W prawo! - Co się stało? - Traktor.

- Teraz hamuj! - Ale ja nie mam...

Mówiłem ci. Trzymaj kierownicę.

/I w lewo.

/Teraz w prawo...

Co za nogi, nie? Takie miał stryjek z Telča.

- Już się tym nie martw. - Łatwo ci mówić.

Nawet nie wiem, co to za chłopak.

A Maruška jest łatwowierna. Całkiem jak jej mama.

Patrz.

Zobacz to, czegoś takiego nie widziałeś.

Ale byłoby okropnie, gdyby wszyscy wyglądali jak ja.

Ciągle bym spotykał siebie.

Vlastíku, gdzie jesteśmy?

Już dobrze, Libuško?

Pamiętasz naszego matematyka?

- Jak się nazywał? - Heřta.

- No, Heřta. Głupie nazwisko. - Nie przepadał za mną.

A za mną!

Mówił, że mam trociny w głowie.

Wiesz, jakie mam wrażenie?

Że miał rację.

Wcale nie.

- Chcesz mnie poderwać? - Nie. A ty mnie?

- Dobrze, że się rozumiemy. - Ano.

Błogi spokój. No nie, dzieci?

Gejlo, chodź!

Witaj, Wełtawo!

Cześć!

Siemasz!

Stryjek z Telča!

Pani też jest z Telča?

Ona nie jest z Telča.

Ta nie z Telča. Ten jest z Telča.

/Raduje mnie trawka zielona.

/Trawusia zielona, to mój ratunek.

- Zielona trawa! - Nie będziemy śpiewać.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

- Pić mi się chce! - Piękna piosenka.

- No. - Pan Fuks to ligowy piłkarz.

- Mistrz futbolowy. - Były.

- Teraz jestem mistrzem od trawy. - Co takiego?

- No od trawy. - Ty w tym robisz?

- I jak ci idzie? - Kupili mi nową kosiarkę.

Ja cię, nową kosiarkę!

- Dobrej zabawy. - Kurde... kosiarkę...

- To się pośmialiśmy. - Vlastíku!

Szacuneczek, kosiarz z pana, jestem zaskoczony!

- To koleżanka z klasy. - Ja to dobrze rozumiem.

Idźcie się zabawić.

No i jak?

Jak cieknąca woda. Ale miło.

Proszę. Poślijmy list do morza.

Trzy, dwa, jeden, już!

- Zaraz zmokniemy, co? - No, ostrożnie.

Gejlo, naprzód!

- Teraz w lewo. - Gejlo!

I już masz gotowe.

A robotnicy nie będą źli, że im to zjedliśmy?

- Nie będą. - Nie?

Jakby to było, gdybyśmy zostali razem?

Gdybyś mnie wtedy nie zdradziła z Hrabošem...

- Z jakim Hrabošem? - No Hraboš, Barták.

Dawał ci korki z matmy.

- Ten chudy blondyn? - Hraboš był grubym rudzielcem.

On dawał mi korki z matmy.

Nic między nami nie było.

Zawsze marzyłam, żebyś był moim pierwszym.

To już nam się chyba nie uda, Libuško.

Ale mógłbyś być ostatnim.

Wezmę prysznic.

/- Pavlínko! - Chodź.

- Dziękuję. - Proszę.

Po cichu...

Bez obaw, Květo.

Honzík jej pomoże z egzaminem wstępnym.

Pavlínka dostanie się na prawo.

Wybacz.

Uda się.

Uważaj, tu już jest Wełtawa.

Jezu, jaka zimna.

Uważaj na schodek.

Usiądź tu sobie.

- A gdzie to źródło? - Tutaj pod tobą.

Mam nowe odkrycie. Totalna seksualna bomba.

Młódki. Sześćdziesiątka full wypas.

Żebyś wiedział, jak daje czadu.

Niewiarygodny huragan.

- Ten zimny prysznic... - Co?

- Nie pomaga. - Nie?

- Ani trochę. Jeszcze pogarsza. - Poważnie?

Uwaga, Bílková.

Proszę ze mną. Szybko.

To panu pomoże na maksa.

- Potem się rozliczymy. - Dzięki.

"Lider erekcji". To znaczy najlepszy.

I to faktycznie...?

Květo, było nam tu cudownie. Wyślijcie nam pocztówkę z Chorwacji.

- Ależ naturalnie. - Upiekłam ci babkę.

- Dzięki. - Spoko.

Zrobimy im frajdę?

Piękna para, co?

Jak Pavlínka wróci znad morza, możecie jechać do nas na działkę.

Dziękujemy!

Tu jest lada, oprzyj się o nią.

I daj rękę.

- Tutaj masz spust. - Gdzie? - Pod prawą ręką.

I celujemy.

- Strzeliłam? - Nie wiem, chyba tak.

Zdolna.

Wyciągnij rękę.

- Sama ustrzeliłaś. - To kwiatek?

- Nie bój się. - Marku, lecimy!

No, razem lecimy.

- Pana ruch! - No to zagram tak.

- To ja wezmę skoczka. - Cofnijmy się.

Źle widziałem. Zabierz to, kapie na mnie!

- Tak słabo grał mój teść. - Sam mnie pan uczył.

- Nasz Honzík się zakochał. - Która to szczęściara? Pan gra.

- Zakochał się na twoje żądanie.

- Proszę grać. - No już.

- Jesteś żenujący. - Lepiej byś mu dała spokój.

To dopiero by było.

A to pańska Maruška. Wygląda, że i ona się zakochała.

- Jakiś opalony. - Pewnie jakiś Włoch.

Maruško! Natychmiast do domu!

Lepiej już pójdę. Cześć.

Pana ruch. Ma pan szach.

- Co się dzieje, Vlastíku? - Źle się czuję.

- Co panu jest? - Poddaje się pan, Vlastíku?

- Panie doktorze... - Miał zawał serca.

Jest stabilny i przytomny. Można go odwiedzić.

To jest cygan, Maruško.

Ależ nie.

Okłamał cię.

To oszust jak wszyscy cyganie.

Ale, dziadku...

Już zapomniałaś, co ci zrobili?

Okłamałeś mnie, Marku.

Kłamałeś.

Maruško, wybacz.

Bałem się, że kiedy...

Maruško?

- Chodź, zrobię ci dobre śniadanie. - Pewnie jest ci zimno.

- Maruško! - Chodźcie, dzieci!

Honzo, chodźcie do domu!

Proszę cię, odejdź, Marku.

Maruško.

Wybacz.

Chciałem być taki, o jakim marzyłaś.

Twoim aniołem.

Przecież anioły nie kłamią.

Chciałabyś mnie, gdybym powiedział ci, kim jestem?

Nie wiem.

Wiem tylko, że to zabiłoby mi dziadka.

Żegnaj.

- Honzíku, chodźcie już. - Idziemy.

- Zostaniesz tu ze mną? - No jasne.

/"Nowa wiadomość od Marka". /Przeczytać wiadomość?

/Kocham cię.

/Odpowiedzieć. Przekazać. /Usunąć.

/Usunąć wiadomość?

/Wiadomość usunięta.

/- Maruško! - Tak?

/- Jest tam Honzík? - Tak. Już go wołam.

Honzí! Mama.

- Mam dla ciebie złą wiadomość. - No?

Dzwoniła Květa. Pavlínka uciekła z jakimś chłopakiem do Hiszpanii.

Nie rozumiem tego. Po takiej nocy z tobą.

- To straszne. - Wiesz, kim jest? Kurwą.

- Jak ona mogła? - Nie smuć się tym.

Znajdziemy ci kogoś innego. Inną. Lepszą.

Dzięki.

- Ile pan za niego chce? - Nie wiem. Ile pan da?

Pięćset?

- Dziękuję. - Dzięki.

/Autobus regularnych linii /z Pragi do Londynu

/podstawiony jest przy stanowisku 22.

- Dzięki. - Proszę.

Kalát.

Pobudka.

Upiekłam ci ciastka.

Te zielone?

Nie bój się, te są z twarożkiem.

To miło.

Są jeszcze ciepłe. Zjesz?

Bylebyś tu nie paliła, Libuško.

- Nie potrzebujecie pomywacza? - Nie, przykro mi.

Przepraszam. Do mycia naczyń?

- Potrzebujecie pomywacza? - Zapytam szefa.

Bardzo za nim tęsknię.

Ja też.

/Może kiedyś się dowiesz, /ile piękna w miłości

/Dając więcej, niż bierzesz, /przełamujesz trudności

/Siłę ma to tak wielką, /że przytomność tracisz

/A gdy brak wzajemności /raną w sercu płacisz

/Na dwie połówki pęka /i trudno je składać

/Tak stało się z tobą, skarbie, /co ci będę gadać

/Już ty wiesz najlepiej, /czemu mnie odrzuciłaś

/I czemu sprzed oczu swych /tak mnie przepędziłaś

Panie Boże, proszę, niech on się pokaże.

- Ale byle nie widział go dziadek. /- Złość we mnie kipi,

/- Której zdusić nie umiem. - Dziadek to wszystko postrzega inaczej.

/- Czemu cię, głupi, kochałem... - Marek jest inny.

/- Już mam wszystkiego dość... - Wiem, że jest inny.

/Lecz jeszcze się nie poddałem...

- Jest inny. /- Kochanie, wybacz mi kłamstwo.

No, znowu w domu.

Ano.

Nawet nie wiesz, chłopcze, jaka to radość być w domu.

Honzíku,

chciałem ci przede wszystkim podziękować za Maruškę.

- Nie ma sprawy. - Nic nie mów.

Ci młodzi chłopcy dzisiaj...

Františku, wakacje już się skończyły!

Dziś przerobimy pytania maturalne z harmonii.

Líba wam rozda podręczniki.

Maruško, co jest?

Usiądź.

I co?

Jesteś w ciąży.

To niemożliwe, Marto. Dobrze widzisz?

Widzę to wyraźnie.

Myślałam, że anioły to istoty bezpłciowe.

Widać nie.

Urodzisz je?

Nie wiem.

/Ma trzy centymetry.

Panie doktorze,

mogę o coś zapytać?

Rozpozna pan, jaki kolor skóry będzie miało to dziecko?

Nie, tu wszyscy są czarno-biali.

Ja go nie mogę usunąć.

Słyszałam jego serduszko i to był najpiękniejszy dźwięk na świecie.

Serce dziadka nie wytrzyma, jak powiem, że to Marka.

To powiedz, że jest moje.

Twoje?

- Ale ty przecież... - Owszem, ale on o tym nie wie.

A zdaniem mamy jestem normalnym heteroseksualistą.

- Zgodziłbyś się na to? - No jasne.

Jesteś super.

- Uratowałeś dwa życia. - Trzy.

Swoje też.

/Jak do tego doszło?

- Normalnie. - Normalnie?

No, byliśmy smutni...

Byliście smutni, więc zrobiliście sobie dziecko?

No to super.

Nie mogłeś uważać?

Nie tego chciałaś?

Ale z ciebie głąb.

To dziecko naprawdę jest Honzíka? On jest jego ojcem?

- Nie tamten...? - Nie.

Na pewno?

Na pewno.

Myśmy ze sobą nie...

spali.

Maruško, nie okłamujesz mnie?

- Nie, dziadku. - No wiem.

Niemowlę.

No to będzie wesele, nie?

- Dziadku... - No?

- Nie możemy sobie darować? - Nic z tego.

Pytam was w obliczu kościoła i Boga.

Czy wasza decyzja jest dobrowolna i szczera?

Będą mieć piękne dzieci.

Przyrzekacie sobie miłość, szacunek i wierność na całe życie?

Tak.

Tak.

Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!

Niech Bóg pobłogosławi te obrączki, które sobie ofiarujecie

jako znak swej miłości i wierności. Amen.

- Nie widziałeś taty? - Nie wiem, gdzie jest.

Zaczekaj chwilę.

Karle!

Co tu robisz?

Palę zioło.

Nie starczy, że chlejesz, będziesz się i narkotyzować?

- Chcesz maszka? - Ja ci dam maszka!

Jazda do środka! Wstydu nie macie!

Na ślubie naszego syna!

Nie szczyp mnie!

Nie rób mi tu wiochy.

To przemoc domowa, to molestowanie seksualne!

Kto ty jesteś? Jesteś z naszej klasy?

- Hello... - Z Helą? Z którą Helą?

/Jestem jak huragan

/Chcę żyć nonstop

/Pięknie i nonstop

/A z tym, co nadejdzie

/mam chęć się prać

Karle!

Honzo!

- Babciu, my tu siedzimy! - Gdzieś ty była?

Chodźmy do domu.

To cześć, pa!

To chodź...

Honzí...

- Co jest? - Wezwij karetkę!

W porządku?

- Dzwonisz po karetkę? - Tak.

To było piękne,

Vlastíku.

Panie kierowco, szybciej, strasznie mi się śpieszy.

Przemy... Jeszcze przemy, mamusiu.

To chłopczyk. Całkiem zdrowy.

Jezu, jaki śliczny.

- Ładny? - I to bardzo.

To główka.

/Zmień mnie.

- Czas resuscytacji? - Dziadku? - 35 minut.

- Źrenice? - Dziadku!

- Nie reagują. - Dziadku...

Kończymy.

To jest ten nasz?

Oczywiście.

Jakiś ciemny.

- To nie twoje dziecko. - Mamo, przecież jestem gejem.

Ale uznałem go za swojego, więc jak chcesz, możesz być babcią.

Karle...

Nie bój się, zrobię z niego Maradonę.

Gdzie Vlastík?

Że też nie przyszedł.

- Pewnie zapomniał. - Chodź, babciu.

Już idziemy.

No to chodź.

Wyrazy współczucia.

No chodź.

Dobry z ciebie piesek, co?

/To jest mój świat.

/Lubię go.

/Piosenka "Kometa" Jaromira Nohavicy /w tłumaczeniu Andrzeja Ozgi

{y:b}Project Haven www.facebook.com/ProHaven

.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.