Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W ROLACH GŁÓWNYCH
W POZOSTAŁYCH ROLACH
GOŚCINNIE WYSTĘPUJĄ
ZDJĘCIA
SCENARIUSZ
REŻYSERIA
Przez stulecia wyobraźnia prowadzała człowieka
na szczyty artystycznej doskonałości.
Genialne ruchy pędzla,
bogactwo formy
i dobór barw na malarskim arcydziele
podkreślają wartość twórczych osiągnięć ludzkości.
Te przeżycia mogą być teraz również waszym udziałem
za sprawą papieru toaletowego Big Softy.
Podobnie jak Rembrandt, naukowcy z Big Softy
posłużyli się wyobraźnią, by połączyć miękkość
z wytrzymałością i wielowarstwowością.
Wypróbujcie więc papier Big Softy.
Czy nie zasługujecie na Rembrandta?
I jak?
Co to za pieprzenie o Rembrandcie?
Mamy reklamować papier toaletowy - nie dzieła sztuki.
Przyrównałem tylko geniusz Rembrandta
do innowacji w higienie osobistej.
Ludzi nie obchodzi Rembrandt.
Odwalił kitę bez grosza przy duszy.
Rembrandt był fenomenalnym artystą.
Był skończonym idiotą.
Z takim talentem byłbym milionerem.
Powinni dać ci Nobla.
Rzecz w tym, że sprzedaż spada.
Kampanie oparte na kreacji już się przejadły.
Klientów interesują konkrety.
Tym razem przesadziłeś.
Powinieneś odpocząć.
Do roboty, kolego.
Woda z Iodem i popielniczki dla moich przyjaciół.
I za to cię lubię.
Jesteś równie hojny jak skromny.
Dzięki.
Zostaw butelkę.
Podkręć.
Zrób głośniej.
Na Manhattanie aresztowano kolejnego finansistę z Wall Street.
Jest nim Brendan Collins...
To Brendan Collins!
Błyskotliwa uwaga - - przecież właśnie to powiedzieli.
Chodzi mi o to, że go znam.
Studiowaliśmy w tej samej akademii ekonomicznej.
W końcu złapali cwanego sukinsyna.
Tu jest portfel.
I patrz na to:
Prawdziwy Rolex!
Garnitur od Pierre Cardin.
Będzie mi dobrze w prążkach?
Bez dwóch zdań.
Skórzane podeszwy.
Może Gucci?
Nie.
Otacza nas dżungla.
Wracamy z imprezki?
Wesołego Hanukka!
Ale zabalował.
Co się stało?
Prawda, sprawiedliwość, amerykański styl życia.
Przez całe życie starałem się
zachować strzępy artystycznej spójności.
Ale nikogo to nie obchodzi.
Moja muzyka nie była dość komercyjna.
A teraz nie dość komercyjne są moje reklamy!
Nie przekonam do siebie tej publiczności.
Wróć do muzyki.
Daj spokój.
Praca w reklamie miała być tylko tymczasowa.
Miałeś dzięki niej zarobić pieniądze na to,
co lubisz robić.
Przerabialiśmy to z milion razy.
W branży muzycznej nie mam szans.
To było tylko naiwne marzenie nastolatka.
Morrisie Codmanie, ta postawa jest defetystyczna.
Nie będę jej tolerować.
Swój twórczy geniusz
marnowałeś na jakieś gówna.
Świat kręci się wokół gówna, skarbie.
Musisz się w nim pławić, żeby zarobić jakiś grosz.
Przyprawiasz mnie o mdłości.
Zacznij się przyzwyczajać,
ponieważ poznasz nowego Morrisa Codmana.
Włączę się do ich gry i będę grał tak cholernie dobrze,
że udławią się własnym gównem.
Jeśli taki ma być nowy Morris Codman,
nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
Słucham?
Wracaj!
Miewałem lepsze dni.
Policja użyła pałek do rozpędzenia
dwutysięcznej demonstracji
na największym placu Pragi.
Morris!
Nie będę czekał cały dzień. Obudź się!
Kim jesteś?
Może spróbuj... zgadnąć.
Wyglądasz jak mój stary łacinnik z Andover.
Jestem twoim Panem. , głąbie.
Bogiem?
Skąd się wziąłeś w moim telewizorze?
Nakład płonących krzewów już się wyczerpał.
Teraz muszę walczyć o oglądalność w prime timie.
Ja chyba śnię.
Mój bekhend jest coraz lepszy.
Nadaję piłce rotację
trochę jak lvan Lendl.
Całkiem nieźle jak na istotę boską, prawda?
Spójrz.
O co chodzi?
Nie zrobiłem nic złego.
Nie umarłem.
Wypiłem tylko za dużo whisky.
Nie o to chodzi. Tym zajmiemy się później.
Jako starszy kolega z Ligi Bluszczowej
udzielę ci pewnej rady.
To bardzo uprzejme.
Co mam zrobić z moim życiem?
Powinieneś założyć firmę.
Własną firmę?
To dobry pomysł?
Czy dobry?
Oczywiście!
Jestem Panem przez wielkie "P"
i przez wielkie "J" w Jego w środku zdania.
Własną firmę?
Z osobowością prawną.
Zgodnie z Kodeksem Spółek Handlowych.
Ta forma jest bardziej korzystna fiskalne.
Po co płacić duże podatki?
Tak, to ma sens.
Pewnie. Że ma. ,
Zapominasz, że jestem Panem.
Nie jestem jakimś księgowym na państwowym stołku.
I jeszcze jedno:
Żadnych wspólników.
Nie widzisz żadnych przy mnie, prawda?
Dobrze. Żadnych wspólników.
Jaki rodzaj działalności?
Jestem spóźniony na mecz
z dyrektorem generalnym General Motors.
Jasne.
Dziękuję.
Naprawdę bardzo dziękuję.
Przyjaciele!
WIELEBNY BILLY BOB MCLERO Y
Bóg jest dobry.
Co najważniejsze, o czym wszyscy wiemy,
pochodzi z Południa.
Jest białym Południowcem
i republikaninem.
Chcę, byście chwalili Pana,
trzymając się za ręce.
Zróbcie to teraz.
Chwyćcie za ręce siedzących obok was,
zamknijcie oczy
i z całego serca
chwalcie wszechmogącego Boga!
Wszyscy razem!
Moi drodzy widzowie,
otwórzcie swoje dusze,
i otwórzcie swoje serca
otwórzcie swoje portfele.
I przyślijcie swojemu wielebnemu McLeroyowi
czeki na 25 dolarów.
25 dolarów na moją działalność polityczną.
Zapamiętajcie:
Honorujemy większość kart kredytowych.
Dzień dobry, panie Codman. Jak się pan miewa?
Dobrze, a pan?
W porządku.
Czym mogę panu służyć?
Po pierwsze chciałbym sprawdzić saldo konta osobistego.
A po drugie - otworzyć konto gospodarcze
i przelać na nie fundusze z mojego konta inwestycyjnego.
Potrzebuję najważniejszych danych.
Nazwa przedsiębiorstwa?
"Religia, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością."
Osobliwa nazwa.
Wytwarzają państwo dewocjonalia?
Nic z tych rzeczy. Zajmujemy się raczej usługami.
Jakimi dokładnie?
Tworzę własną religię;
"Religia sp. Z o.o." będzie spółką nadrzędną holdingu.
Rozumiem.
Właśnie tak.
Przemówił do mnie Bóg.
Polecił mi założyć firmę
o osobowości prawnej.
Ach tak, Bóg polecił panu założyć firmę...
Tak.
Bardzo uprzejmy gość. Zna się na interesach.
Zabronił mi brania wspólników,
co da mi wolną rękę w podejmowaniu decyzji.
Pan też to tak rozumie?
Ależ oczywiście.
Przepraszam na chwilę.
To może wydać się dziwnie, ale wiem, co robię.
Nie wątpię.
Zaraz wrócę.
O co chodzi?
Potrzebuję pańskiego potwierdzenia na to konto firmowe.
Jakiś problem?
To Morris Codman, nasz dobry klient.
Wiem, proszę pana.
To do czego jestem panu potrzebny?
Pan Codman jest chyba po jakichś przejściach.
Naprawdę?
Chce otworzyć konto gospodarcze dla nowej firmy...
Co w tym dziwnego?
Zapytałem go o profil działalności.
To ma być spółka matka dla tworzonej przez niego religii.
Robi to z polecenia Boga.
I to Bóg jest, jak zrozumiałem, jego doradcą podatkowym.
To zaskakujące.
Jaki jest początkowy kapitał zakładowy?
Ponad ćwierć miliona dolarów.
No to w czym problem?
Z taką kwotą otworzyłbym konto nawet podającemu się za Chrystusa.
Mam to zrobić?
No pewnie!
Ludzie z agencji reklamowych to świry.
Ale kto wie?
Może jego religia się przyjmie?
Proszę złożyć wzór podpisu.
I wypełnić wniosek.
- To wszystko. - Dziękuję.
Jaka to będzie religia?
Jeszcze nie wiem.
Zacznę od zbadania rynku.
Poznamy oczekiwania wyznawców większości religii
i jakie pomysły chwycą najlepiej.
A później - jak zwykle - opracuję odpowiednią strategię.
To bardzo interesujące.
Jako bank będziemy z ciekawością śledzić pańskie działania.
Zapiszę was na moją listę adresową.
Dziękuję.
Debby!
Cześć!
Musimy porozmawiać. Zjedzmy lunch.
Za godzinę muszę być w sądzie.
Bronisz kolejnego gwałciciela?
To nie jest zabawne.
Przepraszam. Masz rację.
Przepraszam za ostatni wieczór.
Poważnie?
Czyny znaczą więcej niż słowa.
Skończyłem z reklamą.
Wylali cię?
Powiedzmy, że biuro nie mieściło tylu indywidualności.
Nie daj się prosić.
Możesz powtórzyć?
Religia.
Wiem, że to brzmi absurdalnie,
ale po tym jak wyszłaś, doznałem objawienia.
Rozmawiałem z Bogiem.
Powiedział, co mam robić.
Jeśli to kolejny głupi żart, to osiągnąłeś zupełne dno.
Mówię serio.
Możesz mi pomóc.
Będę potrzebował pomocy prawnej.
Jak się masz, chłopie?
A co u ciebie?
Pierwszorzędnie. Brakuje nam ciebie w agencji.
Nic dziwnego.
Przestaję cię rozumieć.
Chcesz się zrehabilitować w oczach społeczeństwa.
Daruj sobie te psychologiczne wycieczki.
Twój idealny partner powinien prowadzić samotną krucjatę
przeciwko systemowi. Ja już tego nie robię.
Posłuchaj.
Jestem konformistą.
Dam ludziom to, czego chcą:
Natychmiastową satysfakcję.
Cóż za wspaniały wkład w rozwój ludzkości.
A bycie obrońcą z urzędu to szczyt wrażliwości?
Przynajmniej bronię biednych i pokrzywdzonych.
Raczej obleśnych świntuchów.
Ale z ciebie palant.
Debby!
Kobiety.
Czasami wolelibyśmy mieć jedno żebro więcej.
Proszę położyć to tam.
Wszystkie meble kładziemy tam, aż skończy się malowanie.
Odbierz!
Mam wpuścić następnego kandydata, panie Codman?
Tak.
Możesz mi mówić po imieniu.
POTENCJALNI PRZYWÓDC Y RELIGIJNI
Następny proszę!
Kretyn,
kretyn,
ładny,
kretyn...
Nazwisko?
Bink Harrison.
Doświadczenie?
Prowadziłem program "Sprzedaj swoją godność".
"Sprzedaj swoją godność"?
Taki teleturniej.
Jego uczestnicy przebierają się za
i zachowują jak zwierzęta
na oczach zupełnie obcych ludzi,
żeby wygrać nagrody pieniężne i sprzęt AGD.
Dziękuję.
Może pan poprosić następną osobę?
Jestem bardzo wszechstronny.
Potrzebuję tej pracy.
Potrafię parodiować.
"Wiem, że jesteś dziwką, ale gdzie jest mój kapelusz?"
"Gdzie on się podział?"
"Na podłodze."
"Nie wkurza cię to?"
To już koniec.
Nikogo więcej?
- Ilu ich było? - 37.
Żaden się nie nadaje.
Zadzwoń do agencji. Niech przyślą jutro kolejną partię.
Dobrze.
Mogę zapytać,
kogo dokładnie szukasz?
Kogoś z odrobiną charyzmy.
Kogoś, kto potrafiłby odegrać rolę przywódcy religijnego.
Powiedziałeś, że stać cię na opłacanie mnie przez pół roku?
Myślisz, że jestem irracjonalny.
Nigdy bym cię o to nie posądziła.
Mamy ze sobą pracować: Bądźmy szczerzy.
Myślisz, że jestem irracjonalny, prawda?
Nie irracjonalny.
A jaki? Głupi?
Nie.
Opętany?
Nie.
Nieobliczalny.
Nie.
Szalony.
Właśnie.
Tak myślałem,
ale uwierz mi: Jestem przy zdrowych zmysłach,
jak przewodniczący rady nadzorczej General Motors.
Przekonasz się o tym.
Jak napisano na stronie 24,
udzielono 89% odpowiedzi twierdzących.
Co nawet przy sięgającym plus-minus 4/ marginesie błędu
wskazuje na przewagę zamożności.
Moje dane są zbieżne.
- Dane? - Tak.
Zatem zestawiając odpowiedzi na pytania moralno-etyczne
z ustaleniami dotyczącymi potrzeb i oczekiwań,
ponad elementarną moralność statystyczny Amerykanin
stawia jedynie bogactwo, sukces i władzę?
Podświadomie.
Oczywiście.
To bardzo ciekawe wyniki.
A konkurencja?
Dane źródłowe są na stronach 68-91.
- Dane? - Tak.
Ma pan bardzo silną konkurencję,
co nie może dziwić, zważając na fakt,
że większość z tych religii rozwija się od wieków.
Co z tego wynika?
Dla większości ludzi najważniejsze jest bogactwo i władza.
I po to wydałeś 12 tysięcy? Mogłeś zapytać mnie.
To dowodzi, że ludzie porzucą moralność, by się wzbogacić.
I to ma być odkrycie?
Czy ty żyjesz pod ziemią?
Nic nie rozumiesz.
To badanie wskazuje także, jaki przekaz skierować do ludzi,
by przeciągnąć ich na moją stronę.
No i co?
To, że ktoś z zacięciem socjo-technicznym,
na przykład ja,
wykorzystując odpowiednie narzędzia marketingowe,
może wykorzystać te emocje, by zapisać się w historii.
Co będzie głosić ta nowa religia?
Przekaz będzie prosty:
Egoizm jest dobry.
Powinniście zdobywać władzę i bogactwo, ponieważ egoizm
leży w interesie publicznym.
Pięknie!
To połączenie "niewidzialnej ręki rynku" Adama Smitha
z "naturalnym porządkiem rzeczy" Newtona.
Co takiego?
Jakby najgorsze cechy kapitalizmu
połączyć z najlepszymi aspektami chrześcijaństwa.
Ponieważ będąc samolubnym,
tak naprawdę pomagasz swoim bliźnim.
Cud genetyczny.
Stworzymy nowy kod moralności, dzięki któremu statystyczny człowiek
będzie mógł uspokoić swoje sumienie.
Dla mnie to raczej jakiś dziwoląg.
Jak nazwiesz to monstrum?
Niech pomyślę.
Protestanci wywodzą swoją nazwę
od oprotestowania wiodącej religii swoich czasów.
Zatem poprzez analogię...
Ponieważ nasza religia nie głosi protestów,
lecz raczej preferencje...
Nazwiemy ją "Kościołem preferencyjnym".
"Kościół preferencyjny". Genialne!
Ta nazwa nie jest zastrzeżona.
Nic pan nie słyszał, prawda?
Prawda.
Mam nadzieję, że moje czeki mają pokrycie.
Wybrałeś dziś kogoś?
Niestety nie.
Skorzystaliśmy już z niemal wszystkich agencji w Nowym Jorku.
Może swojego "duchowego przywódcy" szukasz w niewłaściwym miejscu?
Pomyślałeś o Wall Street?
Bardzo śmieszne.
Idę. Do jutra!
Możesz zgasić światło?
W ciemnościach lepiej mi się myśli.
Jak chcesz.
Zupełnie mu odbija.
Daj mi starą religię,
Daj mi starą religię,
Ona podobała się mi.
Módlmy się do Afrodyty,
Módlmy się do Afrodyty,
Ma na sobie przeźroczystą nocną koszulę,
a to podoba się mi.
Daj mi starą religię,
Daj mi starą religię,
Daj mi starą religię,
Ona podobała się mi.
Nieźle!
Nie miałem pojęcia, że ktoś tu jeszcze jest.
Czy pański gabinet mam posprzątać później?
Nie, proszę wejść.
- Jak się pan nazywa? - Jan.
- A dalej? - Jan Jasny.
A ja - Morris Codman.
Miło mi.
W porządku.
Mogę panu w czymś pomóc,
czy po prostu fascynują pana ludzie żyjący
na niższym poziomie socjo-ekonomicznym?
Skończył pan studia?
Studia?
Cholera,
zrobiłem doktorat z filozofii
na Uniwersytecie Nowojorskim.
Żartuje pan?
To dlaczego sprząta pan biura?
To długa historia.
Powiedzmy, że należałem do naiwnych idealistów,
wchodzili w życie w latach '60.
Kiedy nastały lata '70, nie potrafiłem się zmienić.
I żeby nie stać się chciwym konformistą,
wolał się pan odsunąć na bok.
Raczej upaść.
I jak się to panu podoba?
Szczerze?
Trudno obnosić się i z godnością i z miotłą.
Bycie ubogim i skromnym nie daje
takiego spokoju ducha, jak wcześniej sądziłem.
Wygląda pan dystyngowanie.
Można by powiedzieć, że jest pan obdarzony pewną...
charyzmą.
Ciekawe, jak wyglądałby pan bez brody.
Jest pan pedziem?
Nie.
Może lepiej wszystko wyjaśnię.
Szukam kogoś do pracy.
Nie znalazłem jeszcze odpowiedniego kandydata,
a pan jest najbliższy moim oczekiwaniom.
Do pracy?
Lepszej od wyrzucania śmieci i odkurzania biur?
Myślę, że tak.
Tworzę własną religię
i szukam dla niej duchowego przywódcy.
Własną religię?
To najgłupszy pomysł, o jakim kiedykolwiek słyszałem.
50.000 dolarów rocznie.
Wielu ludzi nazywano głupcami w ich czasach.
Co miałby robić ten duchowy "przywódca"?
Przemawiać,
udzielać wywiadów w TV,
występować w reklamach i mieć swój własny program.
Ale nudy!
Przywykłem do szybkiego życia w usługach porządkowych.
Urlop byłby płatny?
Jasne! Ale musiałby pan zgolić brodę.
To niewielkie wyrzeczenie.
Jakie poglądy miałbym głosić?
Mówiące, że bycie egoistą jest dobre,
a dążenie do bogactwa, prestiżu i sławy
służy w istocie dobru publicznemu.
To brzmi jak leseferyzm.
Ta religia jest dla białych.
Nie wiem, czy pan zauważył, ale ja jestem czarny.
I o to chodzi.
Gdyby te bzdury głosił biały,
zniechęciłby do nich wszystkie mniejszości.
Ale pan będzie pasował.
Chodzi mi głównie o białych, ale kto wie,
jakie rynki zawojuję z pańską pomocą.
Jest pan szalony.
Ale za 50 kawałków
na jakiś czas zrobię z siebie idiotę.
Jesteś kierownikiem niższego szczebla w dużej korporacji.
Wporze lunchu zauważasz na biurku kolegi
prawie skończoną notatkę na temat genialnego sposobu
zwiększenia sprzedaży.
Kradniesz ten pomysł i podsuwasz szefowi jako własny.
Teraz czujesz się winna.
Ale nie powinnaś.
Działając we własnym interesie,
pomagasz w istocie swojemu koledze.
Jak?
Dowiedz się, zamawiając książkę
"101 sposobów na awans",
która mówi, jak podnieść swój status i zwiększyć dochody
na 101 sposobów.
Wyjaśnia także, dlaczego twój rozwój
leży w interesie społecznym.
Wyślij tylko $7,95 na adres:
"Wydawnictwo Kościoła Preferencyjnego",
skrytka pocztowa nr 5000,
Nowy Jork.
Kościół Preferencyjny: Czas zająć się sobą.
- I jak? - Wymaga poprawek.
- Kto to napisał? - Ty, Morris.
Ma więc olbrzymi potencjał.
Następnym razem weźcie panienkę z większymi cyckami
i niech jej aparat ma bardziej falliczny kształt.
Ten spot musi mieć podtekst.
Jasne, a jakie media?
Wszystkie telewizje w trzech okolicznych stanach.
Prime time i wiadomości - znasz profil demograficzny targetu.
A co z wystąpieniem Jana?
Zainteresowanie wyraziły dotąd tylko dwie organizacje:
Młodzi Republikanie
i północna sekcja Ku Klux Klanu.
Ci ostatni mogą być dla Jana nieco nieprzyjaźni.
Spróbujmy z republikanami.
Wyglądasz naprawdę nieźle.
Czuję się jak oszust.
Na pewno ich zawojujesz.
Nie taką przemową.
To gówno brzmi jaj cytat z Encyklopedii Britannica.
Daj z siebie wszystko.
Pamiętaj, że może ci się to opłacić.
To inspirujące.
Gotów?
Proszę o uwagę.
Szanowni państwo,
Kościół Preferencyjny ma zaszczyt przedstawić państwu
naszego duchowego przywódcę
doktora Jana Jasnego.
Dziękuję.
Bardzo dziękuję.
Jak państwo słyszeli,
nazywam się Jan Jasny.
Chcę państwu opowiedzieć
o nowej religii, zwanej "Kościołem Preferencyjnym",
szerzącym poglądy,
które mogą państwu odpowiadać.
Śmiało!
Utworzyliśmy Kościół Preferencyjny,
ponieważ dostrzegliśmy otchłań dzielącą
przekonania religijne od ich stosowania w życiu.
Uważamy, że Kościół Preferencyjny wypełnił tę przepaść.
Wierzymy, że jeśli ktoś
zachowuje się egoistycznie,
będzie on tworzyć coś,
co będzie miało wartość dla innych.
Spokojnie.
Działanie to będzie korzystne dla interesu publicznego.
Posłuchajcie.
Przez długie lata przyjmowałem za dogmat,
że religia nie idzie w parze z biznesem.
Z naszymi partnerami mamy grać fair,
uczciwie i serdecznie;
rezygnować z części zysku dla ładu i harmonii.
Ja nie rezygnuję z niczego.
Religia musi opierać się
na istocie biznesu.
Zmienił treść.
Przerwiemy mu?
Nie. Dobrze kombinuje.
Wierzymy, że chciwość i dbałość o własne interesy są zaletami.
Kiedy byłem małym chłopcem,
pastor polecił mi, bym dzielił się z innymi.
To miało zbliżać mnie do Boga.
Ale bzdura!
Prawda jest taka, że jesteśmy samolubni!
Ja jestem egoistą
i wy nimi jesteście!
Taką mam naturę.
Przestańmy ją zwalczać
i traktujmy ją jak przyjaciela.
Dzięki niej możemy wpłynąć pozytywnie na nasze społeczeństwo.
Im więcej egoizmu, tym lepsze wyniki.
Im lepiej będziemy się czuć, tym lepiej poczują się nasi bliźni.
Bądźcie zatem egoistami.
To jest dobre.
Dobre dla was
i dla waszych bliźnich!
Nasze państwo stało się mocarstwem,
ponieważ ludzie tacy jak Vanderbilt i Gould,
łupieżcy naszych złotych lat,
dbali o własne korzyści
kosztem najsłabszych.
W tej bezpardonowej walce
zdobyli bogactwo dla siebie
i dla Ameryki.
Osiągnęli tak wiele,
ponieważ nie mieli sumienia.
Sumienie, moi drodzy,
jest grzechem kapitalizmu.
Grzechem dla naszych wyznawców.
Sumienie jest sztucznym pojęciem,
stworzonym przez panujące religie
dla sprawowania władzy nad ludźmi.
Ja mówię,
że nadszedł czas,
by zerwać kajdany tradycyjnych religii
i wierzyć w coś, co się sprawdza.
Przyłączcie się do mnie!
Nie musicie być wierni Bogu.
Wstąpcie do Kościoła Preferencyjnego
i bądźcie wierni
samym sobie!
Czym jest ten modlitewnik?
To zbiór 365 myśli na każdy dzień roku.
Pobożny członek kościoła czyta jedną dziennie.
Każda z nich jest cytatem z jednego z naszych proroków.
Kogo na przykład?
Johna Rockefellera, J. P. Morgana,
Adama Smitha, Napoleona, Ronalda Reagana...
Wspaniale!
Oto jedna z myśli: Stare, angielskie przysłowie.
"Głupiec szybko trwoni pieniądze."
Biorę!
Ile płacę?
$ 13,95.
Dziękuję.
Za roczną składkę w wysokości $1.200
przedstawiciel Kościoła Preferencyjnego
odwiedzi państwa firmę raz w miesiącu
i wygłosi kazanie dla państwa pracowników
o wcześniej uzgodnionej treści.
Na wstępie powiem, że choć promujemy pewne modele współpracy,
nie będę tolerował ich w naszej organizacji.
Postępowanie zgodne z głoszonymi poglądami
oznacza zwolnienie.
Otóż to.
Takie spotkania będą się odbywać co tydzień.
Musimy być na bieżąco.
Zaczynamy.
Zaczniemy od finansów. Tom?
Dochody brutto jak zwykle stale rosną,
sprzedaż książek wzrosła o 30/ w ciągu tygodnia.
Wartość składek utrzymuje się jednak na stałym poziomie
ze względu na mniejszą liczbę promocji.
To się zmieni, jak zwiększymy liczbę imprez.
Dziękuję. Teraz wydawnictwo. Dave?
Jak powiedział Tom,
interes kwitnie i szykujemy dodruki.
Jakie są stany magazynowe?
Nakład "101 sposobów na awans" prawie się wyczerpał.
Zostało 10 tysięcy "Przewodnika po związkach pozamałżeńskich".
Nie mamy już ani jednej sztuki "Jak zarabiać na nędzarzach".
Natychmiast to dodrukujcie.
Sprzedaż wesprzemy znów reklamą telewizyjną.
Puśćcie reklamy "Awansu" i dodrukujcie tę pozycję.
I kontynuujcie kampanię "Związków" do wyczerpania nakładu.
Sam, jak wygląda promocja?
Bardzo dobrze.
Przemówienie Jana w Izbie Gospodarczej relacjonowała telewizja.
W tym tygodniu ukażą się artykuły w "Timesie",
a za tydzień w "Journalu".
Urabiam też naczelnego "People Magazine".
- Jak ma pani na imię? - Gladys.
Do jakiego kościoła pani należy?
Byłam chrześcijanką.
- Teraz jest pani preferentką. - Zgadza się.
Dlaczego zmieniła pani wyznanie?
Miałam wysokie ciśnienie i słabe serce.
Kiedy chodziłam, dostawałam zadyszki.
Lekarz powiedział, że jestem bardzo poważnie chora.
Ale cały czas działałam w miejscowej organizacji charytatywnej,
próbując pomagać innym ludziom.
I co się wtedy stało?
Zaczęłam zwracać uwagę na moje własne potrzeby.
Okradałam tę organizację.
Dobrze!
Oszukiwałam męża.
Dalej!
Kupczyłam własnym ciałem.
Bardzo dobrze!
Oplułam niewidomego.
Świetnie!
Widzę, że stała się pani prawdziwą preferentką.
Jak się pani czuje teraz?
Wspaniale!
Lekarz powiedział, że się wyleczyłam.
On też jest preferentem.
A wszystko zawdzięczam panu, doktorze Jasny.
Jaki piękny!
Proszę nam pokazać, że jest pani okazem zdrowia.
Proszę się dla nas przebiec.
Śmiało, naprzód!
Teraz numer z rakiem.
A pan jak ma na imię?
Mam na imię Joseph.
Jakiego jest pan wyznania?
Byłem prezbiterianinem.
A teraz jest pan preferentem. Dlaczego?
Lekarz powiedział mi, że mam raka
i nie pożyję długo.
Co wpędziło pana w chorobę?
Jak przed chwilą słyszeliśmy, nie dbałem o siebie.
Jestem maklerem giełdowym
i zawsze proponowałem moim klientom najlepsze opcje.
Co zmienił pan w swoim życiu?
Zacząłem działać we własnym interesie.
Kiedy dzwonił klient i chciał kupić tysiąc określonych akcji,
namawiałem innego klienta, żeby sprzedał takie akcje.
Jeden kupował, drugi sprzedawał;
obaj tracili, a ja zarabiałem podwójną prowizję.
Cóż za podnosząca na duchu historia!
Wyzdrowiałeś?
Rak właśnie ustępuje.
Prawdziwy cud!
Kiedy dwa tygodnie temu przyjechałem do Nowego Jorku,
żeby jeździć na taksówce, nie mówiłem po angielsku.
Klienci ciągle mnie oszukiwali.
I wtedy rzuciłem hinduizm dla Kościoła Preferencyjnego.
Dzięki niemu opanowałem angielski:
"Gówno", "pieprzyć", "skurwysyn".
Mam zieloną kartę, bo nauczono mnie
dawania łapówek urzędnikom.
Zarabiam więcej,
bo umiem przekręcać taksometr.
Teraz ja mogę oszukiwać klientów.
Czuję się jak prawdziwy Amerykanin,
dzięki Kościołowi Preferencyjnemu.
Dziękujemy panu.
Nie znam was dobrze,
ale czuję w was moc własnej korzyści.
Ci ludzie zostali uleczeni,
ponieważ uwierzyli w cud życia dla własnej korzyści.
Tworzą oni Kościół Preferencyjny.
Utopijny świat, w którym nie pomaga się bliźnim
i nie daje pieniędzy na działalność charytatywną,
chyba że można odliczyć je od podatku.
Zapamiętajcie: Droga do utopii
jest wybrukowana złymi intencjami.
A teraz, jeśli wierzycie, zróbcie, co wam powiem.
Podnieście ręce wysoko!
Wszyscy!
A teraz lewą ręką
sięgnijcie do kieszeni, wyjmijcie portfele
i trzymajcie je przed sobą.
A teraz wezmę tę święconą wodę
i podejdę do każdego z was
i pobłogosławię każdy portfel z osobna.
Ale najpierw lewą ręką wyjmijcie z portfeli
po dziesięć dolarów.
Musicie poświęcić te 10 dolarów,
by udowodnić, że wierzycie w siebie.
Właśnie tak. Dziękuję.
To było niesamowite.
Nic ci nie jest?
Musisz się przebadać.
To nic poważnego. Mam to...
Mam to od dziecka.
Whipple, do mnie!
Słucham.
To firma Morrisa Codmana?
Zgadza się.
A ty nie chciałeś otworzyć mu konta!
Właśnie dlatego nigdy nie zrobisz kariery.
Dzwoń do Codmana.
Chcę wszystko.
Nie sądzisz, że istnieją wartości,
którym można poświęcić swoje życie?
Wartości? Tak mam na drugie.
Jesteś słodki.
Morris!
Poświntusz trochę.
Spóźnisz się na lunch.
Cholera!
Nie ma pan nic przeciwko knajpom?
Tu czuję się swobodniej.
Nie ma sprawy. Ja też lubię knajpy.
- Czołem, co słychać? - W porządeczku, a u ciebie?
Spoko. Chcesz się uchlać?
To jest mój bankier, Joe French.
Najmocniej przepraszam.
Co pijemy?
Piwko.
O czym mamy pogadać?
Słyszałem, że rozkręcił pan niezły biznes.
Sprzedaż rośnie.
Trzeba uważać na piankę.
Piwne wąsy są źle widziane w biurze.
W porządku?
- Walnąć pana w plecy? - Nie.
A więc sprzedaż rośnie?
Sprawdzałem pański rachunek:
Dzienne salda stale rosną.
Wystarczy dobry pomysł i ambicje, by go realizować.
To Ameryka.
Ameryka...
Na to wygląda.
Chciałbym dowiedzieć czegoś więcej o tej "Religii sp. Z o.o.".
Zaczęliśmy wdrażać biznes plan.
Na razie działamy lokalnie,
ale jeśli uzyskamy finansowanie,
otworzymy się na cały kraj.
Coś złego? Masz zadowoloną minę.
Wezwij do mnie Toma i resztę działu finansowego.
Bank da nam kupę siana.
Zaczynamy działalność ogólnokrajową!
Kościół Preferencyjny
tchnie nowe życie w amerykańskie firmy.
Wierzymy, że kapitalizm i religia
mogą wspólnie
odnowić amerykańskie marzenie.
Więc wypił pan butelkę whisky
i zobaczył pan Boga.
Mnie też się to zdarza, tyle że ja piję zwykle Amaretto.
Ja wolę whisky.
A więc zobaczyłem Boga.
Takim, jakim zawsze go sobie wyobrażałem.
Z rakietą tenisową, trzymaną do bekhendu.
RELIGIA TO PIEKŁO
BIZNESMEN CZY PROROK?
ZYSK DAJE WIARĘ
Jaką rolę pełni doktor Jasny?
Jest przywódcą duchowym.
Zajmuje trzecie miejsce na liście
najbardziej popularnych osób w Ameryce.
Warto się reklamować.
Tylko trzecie?
Pierwszy jest Sylvester Stallone,
drugi - papież, a trzeci doktor Jasny.
Stallone jest świetnym aktorem,
a papież ma bardzo skuteczną strategię public relations.
Wstąpcie do Kościoła Preferencyjnego,
rozwijajcie się z nami.
Religia sp. Z o.o., dzień dobry!
Proszę z Morrisem Codmanem.
Proszę się przedstawić.
Proszę mu powiedzieć,
że były wspólnik od ciemnych interesów.
Będzie wiedział, o kogo chodzi.
Brendan! Cześć, sukinkocie!
Co słychać?
To ty mi powiedz. Czytałem, że wsadzili cię
za niedozwolone transakcje.
Dla Brendana Collinsa było to tylko drobne potknięcie.
Drobne potknięcie?
Myślałem, że cała Wall Street zacznie się zwijać w popłochu.
Podkablowałem paru kumpli i szybko mnie wypuścili.
Kilku przez to przymknęli.
I tak byli gówno warci.
Jesteś zepsuty do cna.
Bardzo dziękuję.
Ale tobie nieźle się wiedzie.
Można tak powiedzieć.
Posłuchaj, znamy się jeszcze z ogólniaka.
Tak, to szmat czasu.
Co zrobisz z tą swoją nową religią?
To znaczy?
Wejdź z nią na giełdę.
Wyemituj akcje.
Niech będzie notowana.
Już o tym myślałem.
Umówmy się na lunch i pogadajmy o tym.
Dobrze.
Muszę kończyć.
Zdzwonimy się w przyszłym tygodniu.
Kanalia.
Frajer.
Na konferencjach prasowych
rzadko ogłasza się emisję akcji,
ale uznaliśmy, że skoro "Religia" jest pierwszą spółką
z tego sektora rynku, która wchodzi na giełdę,
mogą Państwo chcieć
dowiedzieć się czegoś z pierwszej ręki.
Jaka będzie cena emisyjna?
Trzy dolary za jedną akcję,
co powinno zapewnić pięciokrotny zysk.
Panie Collins, jaka jest pańska rola w tej transakcji?
Jestem jedynie doradcą finansowym kościoła.
Chciałbym powiedzieć jedną rzecz:
Dopóki nie przeczytałem o Kościele Preferencyjnym,
nie byłem osobą religijną.
Teraz w coś wierzę.
Skoro ja mogłem się nawrócić, może zrobić to każdy.
Zamierza pan kupić akcje kościoła?
A co o mnie piszecie?
Potrafię wyczuć dobrą okazję.
Doktorze Jasny, czy łączenie religii i biznesu
nie jest niebezpieczne?
W moim przekonaniu religia jest biznesem.
Podobnie jak inne firmy, wykonujemy usługi,
które zaspokajają oczekiwania klientów.
Odpowiadamy na rosnące od lat potrzeby rynku.
Inaczej nie odnieślibyśmy takiego sukcesu.
Dzień dobry, panie Codman.
Dzień dobry, panie Codman.
Jak się pan dziś czuje?
Cześć!
Żadnych wizyt, żadnych rozmów.
Debby Cosgrove.
Cześć, to ja.
Cześć.
Tylko tyle? Nie rozmawialiśmy od miesięcy.
Czego się spodziewałeś?
Na początek na przykład gratulacji.
Nie wiem, czy czytasz gazety.
Stałem się znany.
Wiem. Widziałem cię w "Business Week".
Kiepskie zdjęcie, prawda?
Mnie wydało się niezłe.
Wyglądasz na nim jak palant.
Zazdrość to ślepa uliczka.
Mimo wszystko, sądziłam, że jest w tobie
jeszcze trochę przyzwoitości, :
Iskierka nadziei na powrót do normalności.
Teraz zaczynam w to wątpić.
Strasznie kręci cię żerowanie na biedakach,
którzy są zbyt naiwni, by w ogóle coś pojąć.
Nie rozumiesz, że mógłbyś wykorzystać swój intelekt
do uświadamiania ludziom przyczyn ich dramatów,
zamiast zbijać na nich fortunę?
Daj mi spokój. Nie od razu Rzym zbudowano.
Jesteś okropny.
Nie dzwoń do mnie więcej.
Wykluczasz więc kolację w Plaza?
Bingo!
Naprawdę mnie kocha.
Ma ksiądz do omówienia nowe informacje?
Tak, Wasza Ekscelencjo.
Liczba praktykujących
obniżyła się drastycznie w ciągu ostatniego miesiąca.
Następuje to po gwałtownym spadku sprzed miesiąca.
Co z tego wynika?
Coraz mniej ludzi chodzi do kościoła.
Inne badanie wskazuje, że w ciągu roku w USA
ubyło katolików.
Różnica jest duża.
Z jakiej przyczyny?
Ze statystyk wynika,
że jedyną religią o rosnącej liczbie wyznawców
jest ta nowa sekta: "Kościół Preferencyjny".
Ci heretycy.
I co tu robić?
Tak gwałtownie traci wyznawców nie tylko katolicyzm.
Skontaktowałem się z rabinem Bernsteinem
i biskupem Chauncy.
Są zdania, że powinniśmy zorganizować w tej sprawie
spotkanie przedstawicieli religii tradycyjnych.
Szukałeś mnie?
Tak, pastorze.
Czym mogę służyć?
- Chodzi o wzajemną pomoc. - Jaką?
Wartość ofiar na parafię znacznie spadła.
Skąd ta pewność?
Mam swoje źródła, ale to nieważne.
Ważne jest to,
że Kościół Preferencyjny odbiera wam wiernych.
Ten tandeciarz Jan Czysty nie ma pojęcia o Bogu.
Chodzi o to, że gdyby Kościół Preferencyjny spotkało coś złego,
moglibyśmy obaj dużo zarobić.
Dlaczego miałoby się tak stać?
Sądziłem, że sporo pan w niego zainwestował.
To prawda, powinienem na tym zarobić trochę grosza.
Ale gdybym wiedział, że szykuje cię coś złego,
sprzedałbym wszystkie akcje i zarobilibyśmy górę pieniędzy.
Dlaczego potrzebujesz mnie?
Mógłbym wejść na giełdę ze swoim figurantem,
ale gdyby wyczaiła to Komisja Papierów Wartościowych,
mógłbym mieć kłopoty.
Poszedłbym znów siedzieć, a wolałbym tego uniknąć.
A gdybym zrobił to bez ciebie?
Zrobiłbym z ciebie gwiazdę.
Serio.
- Piwko? - Dzięki.
- Muszę to przemyśleć. - Dobrze.
Księże biskupie, przemówił do mnie Bóg.
Polecił mi zbudować nowy Kościół.
Nie wiem, czy podołam.
Czołem, pastorze!
Gdzie się podziewałeś? Miałeś tu być godzinę temu.
Przepraszam. Stałem w korku...
- Zamknij się. - Samochód...
Zamknij się i posłuchaj.
Mam kłopot z tym Czystym i jego nowym Kościołem.
Ten koleś mnie wkurza.
Trzeba go zniszczyć.
Powinieneś wystąpić z nim w TV i zgnieść go na miazgę.
Znajdź coś na niego.
Możesz coś wymyślić.
On chyba za bardzo podlizuje się białym.
Spokojna głowa.
Lukas!
Zrób zdjęcia.
Pociągniemy go za jaja, aż zaśpiewa sopranem.
Dobrze jest być sławnym.
Może się przewrócić w głowie.
Już za późno.
Doktor Czysty, prawda?
Owszem.
Dziękuję panu za duchowe przywództwo.
Uczynił pan moje życie szczęśliwym i spełnionym.
Proszę pobłogosławić mój portfel!
Cholera!
Nie powinniśmy iść po Wall Street bez dodatkowej ochrony.
Pomyśl tylko.
Nie tak dawno czyściłem ich gabinety,
a teraz wyczyszczam ich portfele.
Są wśród was jakieś religijne?
O rety, doktor Czysty!
Krótko mówiąc, działalność religijna w rozumieniu marketingowym
jest kwalifikowana jako "dojrzała".
Oznacza to, że ma ona znikome szanse na zdobywanie rynku.
Jedynym sposobem na pozyskiwanie klientów
jest podbieranie ich konkurencji.
Właśnie tak postąpił z wami Kościół Preferencyjny
za pomocą niezwykle przebojowego marketingu.
My musimy postąpić z nimi tak samo.
Kardynał McCarthy słusznie zauważył, że powinnyśmy walczyć z nimi razem.
Moi współpracownicy i ja sugerujemy by grupę tę
nazwać "Sojuszem Religii".
A hasło, wyznaczające kierunek naszej kampanii
będzie brzmiało tak:
"Sojusz Religii - - bowiem Bóg wie, co robi".
A Allach?
Na pewnych rynkach niszowych "Boga" zastąpimy "Allachem".
W "sektorze dojrzałym"
niezwykle istotna jest promocja,
przyciągająca potencjalnych klientów.
Oto "Małe wesołe danie" Big Burgera.
Jest sprzedawane w restauracjach tej sieci jako danie dla dzieci.
Prowadzimy negocjacje z zarządem koncernu
w sprawie zmiany nazwy na "Święte danie".
To są talony obiadowe,
które będą rozdawane w każdym kościele w kraju
i podbijane za każde uczestnictwo w nabożeństwie.
Sześć opieczętowanych talonów
uprawni każdego wiernego lub wierną
do otrzymania w każdej restauracji Big Burgera
darmowego "Świętego dania".
Z czego się ono składa?
Jest koszerne?
Tak.
Inne promocje obejmą darmowe pielgrzymki
do Rzymu lub Jeruzalem.
Do wozu, dziewczyny. Teraz wasza kolej.
Czołem, pastorze!
Miałem się zameldować.
Nie, wróciłem do hotelu. On urządza tu balangę.
Nie ma czego fotografować.
Chlanie, prochy i dupy.
Nic nietypowego jak na pastora.
Zadzwonię, gdyby działo się coś złego.
Liż, mała, liż.
Cześć, jestem Jose Torres.
Jako były mistrz świata wagi półciężkiej
zwaliłem z nóg kilku mocnych klientów.
Zadając każdy cios,
modliłem się do Boga.
Tak, po prostu się modliłem.
I nie wstydzę się tego.
Wy też możecie się modlić do Boga
z takim samym skutkiem.
Pójdźcie do jednego z kościołów "Sojuszu Religii"
i proście o wybaczenie wam wszystkich grzechów.
Przy okazji możecie wygrać
pełne pudełko soli trzeźwiących
z moim autografem - - Jose Torresa.
"Sojusz Religii - - bowiem Bóg wie, co robi".
Wywarliśmy na społeczeństwo większy wpływ, niż sądziłem.
Może zbyt duży.
Dobrze się czujesz?
Tak, dobrze.
Dziękuję.
NIECH WASZE ŻYCIE STANIE SIĘ CZYSTYM
Co panu jest?
To nie wyrostek, prawda?
Nie z tej strony.
A więc co to może być?
Moim zdaniem
nic panu nie dolega.
Proszę?
Fizycznie nie dzieje się nic złego.
W jaki sposób zwiększamy zyski?
Od niedawna po każdym kazaniu organizujemy koktajle,
co okazało się strzałem w dziesiątkę.
Pastor rozmawia z gośćmi,
a my bierzemy cztery dolary za drinka.
Doskonale.
Największe dochody osiąga wciąż zgromadzenie w Beverly Hills?
Tak, ale dogania je Greenwich w Connecticut.
Jestem zajęty, o co chodzi?
- Masz gościa. - Przecież jestem zajęty.
- To twoja matka. - Kto?!
Mama?
Wyglądasz... inaczej.
To wiek.
Najbardziej zauważa się to, jeśli rzadko odwiedza się matkę.
Dlaczego nie powiedziałeś mi, że występujesz w telewizji?
Dowiedziałam się od pani Bentley.
Wiesz, jak mi było wstyd?
Możecie zostawić nas samych?
Dokończymy później.
Jechałaś 500 mil, żeby mi to powiedzieć?
Chciałam zobaczyć, co porabiasz.
Jak widzisz, idzie mi całkiem nieźle.
Tak uważasz? Kto ci to urządził?
Fatalny gust.
- Gdzie się zatrzymasz? - U ciebie. To oczywiste.
To kiepski pomysł.
Nie będę mógł dotrzymać ci towarzystwa.
Nie dopuszczam innej możliwości.
Witam, panie Washington.
Debby Cosgrove, pańska adwokat z urzędu.
Nie potrzebuję żadnej gówniary z urzędu.
Oczywiście.
Postawiono panu bardzo poważne zarzuty.
Jestem niewinny, kochanie.
Wyjdę do wieczora. Moje dziwki zapłacą kaucję.
Nie ma kaucji.
To trzecie przestępstwo.
Stręczenie klientów dla dwóch prostytutek.
- A w pańskim Cadillacu... - Mam Lincolna!
Nieważne. W pańskim Lincolnie znaleziono dwie uncje kokainy.
Odpowie pan za posiadanie i handel narkotykami.
W tym stanie to poważne przestępstwo.
Nie strasz mnie, mamusiu.
Proszę sobie nie żartować.
Możemy podważyć oskarżenie o posiadanie narkotyków,
wskazując na bezprawne przeszukanie
lub podważyć oskarżenie o handel narkotykami,
wykazując, że dwie uncje były na własny użytek.
Czy udowodnimy jednak, że nie jest pan sutenerem?
Jestem tylko ich menedżerem.
Nazwa nie jest ważna.
Sędzia uzna pana za sutenera,
więc musimy udowodnić, że tak nie jest.
Ten sędzia mnie wypuści.
I uściśnie mi dłoń.
Cieszy mnie pańska pewność siebie.
Dlatego że jestem głęboko wierzący.
Tak jak sędzia.
Znasz brata Jana Czystego?
To mój najlepszy klient.
Proszę?
Brat Jan mówi, że nie jestem alfonsem.
Co najwyżej prawdziwym preferentem.
Prawdziwym preferentem.
A sędzia nie skaże nikogo,
kto wyznaje tę samą religię.
Wiesz dlaczego?
Bo religia daje wolność.
Dlatego do Stanów przyjeżdża tylu ludzi.
To właśnie taki kraj.
A ty dokąd?
Sad wyznaczy panu innego obrońcę.
Nic z tego - chcę ciebie!
Dobrze wyglądasz.
To znaczy: Masz talent.
Mogę być twoim menedżerem. Zarobilibyśmy kupę pieniędzy.
Będziemy pomagać ludziom.
Nie mogę u pana pracować; konflikt interesów.
Chcesz konfliktu, suko?!
Leroyowi Washingtonowi się nie odmawia.
Popełniasz błąd.
Mam wielu kumpli, którzy się tobą zajmą.
Nie wściekaj się, tylko wyluzuj.
Daj mi piątaka. Jestem chory.
Daj mi spokój. Jestem chory.
Tak? Mam żonę,
pięcioro dzieci, kochankę, długi z gier...
Puszczaj!
Jestem twoim bratem bliźniakiem.
Jestem kolcem w twoim boku.
Mów dalej, mądralo.
Wiesz, co mi dolega?
Jestem szpetną stroną prawdy.
Tę, której nie chcesz pamiętać.
Ale patrzę na ciebie. Musisz mnie wysłuchać.
Jaka jest prawda, proroku?
W każdym z nas jest bogacz i żebrak,
co zapewnia duszy równowagę.
Nie naruszaj jej.
Albo jesteś cwaniakiem,
albo coś wiesz.
Ż yję z dnia na dzień.
No to trafił ci się dobry.
Wsiadaj. Czuj się jak u siebie.
Pokaż mu miasto. Zawieź go, dokąd zechce.
Nie nazywają tego "informacją poufną"?
Głupi termin.
Zdjęcia.
Przyłapał sukinsyna na dawaniu pieniędzy żebrakowi.
Wyśmienicie. Puścimy go z torbami.
Tak myślisz?
Niech brat Billy pozwoli podziałać Brendanowi.
Brudna robotę odwalą za nas media.
Laleczko!
Leroy Washington kazał mi cię pozdrowić.
Chce, żebyś była z siebie zadowolona.
BYŁA ŻONA CODMANA NAPADNIĘTA PRZEZ PREFERENTA
Cześć.
Tak mi przykro.
Jak się czujesz?
Zrobił to jeden z twoich apostołów.
Wynoś się.
Wynocha!
Przepraszam.
Boże!
Słyszysz mnie?!
Kto mówi?
To ja, Morris Codman.
Mam kłopot. Musimy pogadać.
Masz dwie minuty.
Spróbuj zmieścić się w jednej.
Dziękuję.
Ta moja nowa działalność nie do końca wypaliła.
Wiem. , dostaję wiele skarg.
Założyłem nową religię, ale wymknęła mi się spod kontroli.
Powinieneś trzymać się z dala od tej branży.
Napytasz sobie biedy.
Patrz, co stało się ze mną.
Kazałeś mi to zrobić. Dawałeś mi znaki.
Znaki? Ja nie daję znaków.
Wierzący w to ludzie
wymyślają niestworzone historie.
To dość niepokojące i raczej podłe.
Jak powinienem skończyć?
Nie wiem, jak mógłbyś naprawić swój błąd.
Nie mam pojęcia.
Sami rozwiązujcie swoje problemy.
Idź już.
Cześć, Morris.
- Jak się czujesz? - Lepiej.
- Musimy pogadać. - Wiem.
Ten ból w boku to wyrzuty sumienia, prawda?
Skąd wiesz?
Zaczynam cierpieć na to samo, tyle że mnie boli głowa.
Ta lepsza połowa.
Na szczęście zostało w nas jeszcze coś dobrego.
Wstąpcie do Kościoła Preferencyjnego,
rozwijajcie się z nami.
Kościół Preferencyjny: Czas zająć się sobą.
Kto tam?
Sam, pani Codman.
Przyszłam do Morrisa.
Sam?
Ta miła dziewczyna z biura?
Nie za wcześnie zaczynasz pracę?
To wyjątkowa sytuacja.
Zrobić ci kawę?
Co to za krzyki? Co tu robisz, Sam?
- Co zrobisz? - Z czym?
To katastrofa.
Musimy wydać oświadczenie.
Jan i ja przewidzieliśmy to.
Zwołamy konferencję prasową.
JAŁMUŻNA CZYSTEGO
Piękny gest.
Jan od razu wydał mi się dobry.
Za dobry.
To jest złe?
Niedobre.
Od kiedy jałmużna jest grzechem?
Odkąd powiedziałem to w reklamie.
Jak Jan mógł dać pieniądze biedakowi?
Nie nasikałby nawet na płonącego żebraka.
Czas poznać nowego Jana Czystego.
I nowego Morrisa Codmana.
- Usiądź. - Spadaj.
Bułeczkę?
A cytrynkę?
Zostań!
Dziękuję za przybycie.
Dr Czysty miał być tu z nami,
ale na te zarzuty pan Codman wolał odpowiedzieć sam.
Na początek chciałby wygłosić krótkie oświadczenie.
Powinienem powiedzieć, że doktor Czysty
wspomógł żebraka wskutek chwilowego zaćmienia,
ale to nieprawda.
Jan Czysty uczynił to świadomie.
Jan i ja jesteśmy niczym sprzedawcy używanych samochodów.
Z zewnątrz taki wóz wygląda dobrze,
ale pod maską nie ma silnika.
Można nim jechać tylko z górki.
I tam właśnie wszyscy jedziemy: W dół.
Nasze społeczeństwo,
jakość naszego życia
została tak bardzo wypaczona przez potrzebę natychmiastowej korzyści,
że zaczęliśmy wierzyć w największe mistyfikacje
i działania z najniższych pobudek.
Przyślij mi dane na temat Kościoła Preferencyjnego.
Jak upadnie, rynek stanie przed nami otworem.
Znajdź ludzi od marketingu.
Za świeżo zarobioną kasę stworzymy własną religię.
Jarzysz?
Pikietują nas.
Najwyższa pora.
Szkoda, że z niewłaściwych powodów.
Czym się teraz zajmiesz?
Zastanawiam się... może...
Pozwolę recepcjonistce przespać się ze mnę z litości.
Myślisz jak menedżer. Sporo się nauczyłeś.
Dzięki tobie.
Miło mi.
A co zrobisz potem?
Spróbuję wykładać filozofię,
jeśli jakaś uczelnia zechce mnie zatrudnić.
A ty?
Znasz mnie: Myślę co najwyżej o jutrze.
Jest 12. 20. Tematem dnia jest Kościół Preferencyjny.
Głosili egoizm, a skończyli dawaniem jałmużny.
Następny słuchacz.
Co za idioci! Uczyli wszystkich egoizmu,
a sami dają pieniądze bezdomnym.
A co oni sobie niby za nie kupią?
Meble?
Najlepsze i najtańsze połączenia...
Salon jubilerski...
Kredyty hipoteczne...
Wykopaliśmy topór wojenny i walczymy z cenami...
Próbowaliście smaku truskawkowego?
Cholerne reklamy!
- Słucham. - Dzień dobry. Zastałem Debby?
Już tu nie mieszka.
- Dokąd się przeprowadziła? - Nie wiem.
Mówiła coś o zagranicy.
Pan Codman, założyciel Kościoła Preferencyjnego?
Tak.
Chcę oszukać właściciela na czynszu.
Ma pan jakieś rady?
Muszę iść.
- Nazwisko? - Morris Codman.
- Dla niepalących? - Tak jest.
Dziękuję.
Pasażerów lotu "Tropic Tours" nr 505
prosimy o przechodzenie do wyjścia numer 12.
Przepraszam.
Cześć.
Co tu robisz?
Po prostu chciałam polecieć jak najdalej stąd.
Niemożliwe. Kupiłem bilet na tę samą wycieczkę.
Kocham cię.
Przecież wiesz.
Przepraszam.
Czy wiecie, że macie problem z wizerunkiem?
Dlatego wasza religia się nie rozwija.
Mogę wam pomóc. Chodź.
Widzisz?
Wyglądasz jak głupiec. Potrzeba wam dobrego marketingu.
Masz rację. Wyglądam jak idiota.
Właśnie.
Nie powinienem pokazywać się publicznie.
Zaczekaj! Potrzebujesz mojej rady!
Skończyłeś?
Przepraszam.
WYSTĄPILI
>> Napisy pobrane z http://napisy.org >>>>>>>> nowa wizja napisów
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.