Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
MARKIZ de SADE
Przeszłość dodaje mi odwagi,
teraźniejszość podnieca, obawiam się trochę przyszłości.
Paryż, rok 1794.
Więzienie w Saint Lazare.
Pamiętasz o moim balwierzu?
Później obywatelu, na każdego przyjdzie kolej.
- Jaka jest pogoda na zewnątrz? - Chłodno, ale jest słońce.
To koniec. Czy mógłby pan pomodlić się z nami?
Och, wybaczcie mi, ale nie wierzę w te zabobony.
Nie rozmawiaj z nim!
Ma ładną twarz.
Powiedzieć, że tak mało zrobił w życiu.
Pan nie ma szacunku do niczego?
Respektuję życie.
Ale tu rządzi śmierć.
Nie, rozejrzyj się, życie jest wszędzie...
nawet w więziennym robaku.
Obywatelu Sade!
Oskarża się mnie o bycie szlachcicem, to nieprawda.
Masz własność w Prowansji.
Mam trochę ziemi, zanotuj to obywatelu.
Moi przodkowie zawsze wykonywali zaszczytny zawód rolnika.
Masz dzieci, które wyemigrowały.
Widziałem je ostatni raz kiedy miały 6 i 4 lata.
Jeśli wyemigrowały, to je zwymiotuję i wydam na zbezczeszczenie publiczne.
Tym bardziej, że w to nie wierzę.
Spędziłem piętnaście lat w więzieniu,
jako ofiara królewskiego despotyzmu.
Z jakiego powodu tam byłeś?
Bezprawia, które rządziło wtedy we Francji,
uderzając ślepo we wszystkich miłujących wolność,
ale wiem, że twój czas jest cenny, obywatelu,
czytałeś mój list z 18 Ventose.
Byłem vice prezydentem Sekcji Pik.
Mówiłem w jego imieniu w Konwencie.
Redagowałem mowę Marata i Peletier'a
Dużo mówisz i piszesz. Jesteś literatem, mówisz.
Znasz tą książkę?
"Rozpustnik jest jeszcze bardziej gwałtowny.
Otwiera szafę gdzie znajduje się wiele pejczy i wyjmuje z niej jeden...
z żelaznym czubkiem, który powoduje moje drżenie"
Nie.
Trybunał wymierzył już sprawiedliwość jej wydawcy.
Został zgilotynowany.
Znasz go.
Nie.
To pochwała zbrodni, najbardziej zwierzęcej rozwiązłości, ateizmu.
Kto ci się wydaje bardziej winny, ten co wydał, czy ten co napisał?
Są pogłoski, że ty jesteś autorem.
Obywatelu, odwołuję się do twojego rozsądku.
Czy wierzysz naprawdę, że ten sam człowiek, mógłby pochwalać...
cnoty tych wielkich mężów i wady tego z powieści?
Nikt nie mógłby się tak rozdwoić nie popadając w obłęd.
Zabierzcie go.
Mało.
A gdzie braterstwo, obywatelu?
Wchodź.
Panie, jestem zmieszany, każą nam dzielić ten sam powóz...
i być może ten sam los.
Czy możecie państwo mi powiedzieć dokąd jedziemy?
Nie wiecie?
Do obywatela Coignard w Picpus.
Dom, do którego, domyślam się, nie ma się klucza.
Rodzaj kliniki.
Gdzie leczy się jakie dolegliwości?
Dolegliwości, których się można nabawić w dzisiejszych czasach.
Istnieje towarzystwo, w którym chce się być chorym.
To czasy są chore, nie my.
Vice hrabia de Lancris. W końcu tak mnie kiedyś nazywano.
Moja żona.
I moja córka Emilia.
Sade.
Trzeba będzie powiedzieć, że woźnica pił.
- Nie rozmawiajcie z tym mężczyzną. - Dlaczego?
Powiem wam.
Oto obywatel Coignard, który kieruje zakładem Picpus.
Zajmie się waszym pobytem.
Raporty protokolantów dotyczące więźniów.
Wrócę pod koniec dekady.
Obywatele, oto moja żona obywatelka Coignard.
Wy jesteście vice hrabią de Lancris?
Wasz zarządca jest już tutaj.
Panie vice hrabio.
Pozwoliłem sobie już przelać wysokość pańskiego utrzymania.
Czy dobrze zrobiłem?
Pokażemy państwu wasze apartamenty.
Wierzę, że uznacie je za dostatecznie obszerne. Wychodzą na park.
Lancris mój przyjacielu!
Och! Domyślałem się najgorszego. Wreszcie jesteście!
Za jaką cenę!
Ach, Luizo, oczekiwałam was nie wiedząc o tym, ach, ach!
Dzień dobry Emilio.
Biedne dziecko, ma taką młodość.
Czy wiecie, że księżna de Viillars Brancas jest tutaj?
- Nie. - To niemożliwe!
Po pojawieniu się gilotyny wydawało się, że ten gatunek już wyginął.
- Chcielibyście żeby ją zgładzono? - Tak jak powiedziała.
Gdybyście wiedzieli ile głów uratowałem w Sekcji Pik.
- Więc pan tam był? - Czemu nie?
Jest pewne piękno w tym co się teraz dzieje.
Chodź, Emilio!
- Zabroniono mi rozmawiać z panem. - Będę mówił za nas dwoje!
- Sade. - Wiem.
Jestem wzruszony waszym gorącym przyjęciem, ale...
Twój przypadek jest inny.
Posiłki są podawane we wspólnej sali w południe i o 7 godzinie.
Wieczorem zezwala się jeść kolację w pokojach,
ale to nie jest wliczone, więc trzeba opłacić dostawcę.
To wysoko.
Naliczyłem 72 stopnie.
Wasz jest w głębi.
Obywatelu Coignard,
musi mnie pan wysłuchać.
Pani, powiedziałem pani mężowi jak jest. Nocleg i wikt nie są za darmo.
Poczekajcie jeszcze trochę. Możemy wziąć skromniejsze mieszkanie.
Wiem, obywatelu, że nie jesteście nieczuli na nieszczęście.
Reguły są jednakowe dla wszystkich,
ich naruszenie będzie zaniedbaniem mojej pracy.
Ładna kobieta, co? Jej łzy wydają mi się szczere.
Jest aktorką, która grała tragedię na prowincji.
Powinna pięknie krzyczeć.
Nie byłeś poruszony przez ten wydobywający się ból.
Nie praktykuję praw feudalnych.
- Powinieneś. - Nie żartujcie z tego, obywatelu.
Wasz pokój.
Cela mniszki, co?
Jesteś tutaj w dawnym klasztorze.
Mieszkały tu jak nietoperze na suficie.
Czego się spodziewałeś? Wolisz wrócić do Saint-Lazare?
Powiesz mi co ja tu robię?
Nie jestem po to żeby ci odpowiadać. Jesteś tolerowany w tych murach...
dzięki protekcji, której nie mogę odmówić Republice.
Republika może być poinformowana co ty tu rezerwujesz swoim pensjonariuszom.
Uważaj, obywatelu.
Poparcie można cofnąć tak, jak się je daje.
Mimo pozorów, jesteśmy tu w więzieniu,
nie tolerujemy tutaj impertynentów.
To są cytryny?
- Tak! - Miałem je u siebie w Prowansji.
Czy wiesz, że trzeba je przycinać dwa razy do roku?
Niezbędne okaleczenie.
Połóż to tutaj.
Pościel jest odpowiednia.
Prześcieradła, tak, są tutaj. Emilio, zajmiesz pokój obok.
Mój Boże, nie będzie nam tu źle.
Widzę w tym tylko pułapkę, która się zamyka.
Proszę, jest nawet szpinet.
Emilio, co robisz?
Dalej, skończ ładnie.
Nie jestem głodny, jestem śpiący.
Dobranoc, mój mały.
Dobranoc.
Mogę go położyć?
Tak.
Dobranoc mamo.
Następnym razem zostaw go u siebie.
Nie mam go z kim zostawić.
Jesteś pewna, że on nie jest po twoim markizie.
Ależ nie, mówiłam ci, że go znam dopiero od trzech lat.
Czy on szczęśliwie dojechał do Picpus?
Bądź spokojna, zwierzę jest na łące.
Dziękuję.
Przyrzekłem ci to.
Jesteś brutalny.
Przepraszam cię.
On ma prawie dwa razy więcej lat niż ty.
Czy to przyzwyczajenie, czy litość?
- Był dobry dla mnie i dziecka. - Do licha.
Miał pokojówkę w domu i w swoim łóżku.
Wiesz, że jego reputacja podąża za nim jak zaraza.
On teraz zmądrzał.
Podobno pisze.
Co on pisze?
Nic nie czytałam. Powieści, sztuki teatralne.
Taki zapomniany talent!
Nie rozmawiajmy już o nim jeżeli cię to złości.
Czy możesz rozpiąć koszulę?
Nie słuchałem co mówią.
Wiesz dlaczego?
Nie.
Zgadnij.
Ponieważ wiedziałem, że mnie tu oczekujesz.
- Czy dobrze się uczysz w szkole? - Tak, tato.
Nie możesz mi zaprzeczyć.
Zmienili cały system arytmetyczny.
Trzeba było również wyeliminować te wszystkie starocie.
To trudno zrozumieć.
Och, to są poszukiwania nowej pedagogiki.
Chodźmy zobaczyć tego bączka.
Obserwuj ten fenomen fizyczny.
Trzeba wprawić przedmiot w szybki ruch, żeby utrzymał się na czubku.
Teraz ty, kręć szybko.
Dobrze. Rób tak dalej.
Mój Olbach!
Przyniosłam ci również papier i pióra.
Czy są przycięte?
O tak, dobrze.
Cztery pióra, przyniosłaś mi cztery książki i dzisiaj jest czwarty.
Czy zostanę tu cztery dni czy cztery lata?
Ciągle ta twoja mania cyfr.
Liczb, nie cyfr.
Przygotowałem tu listę rzeczy, które są mi potrzebne.
Kremy waniliowe, nugat, owoce smażone w cukrze.
Wódka z Mayence, najlepsza.
Kotlety cielęce.
Prześcieradła z alpagi, mięsiste, tutejsze ocierają mi skórę.
- Ale gdzie ja to wszystko znajdę? - Znajdziesz.
Czy uwierzysz, jeśli ci powiem, że jestem tu bardzo szczęśliwy?
Wyborowe towarzystwo miłych pań.
Oczywiście traktują mnie trochę z góry, ale to zmienię.
Powiedz, będziesz przychodziła codziennie?
Nie pozwolą mi.
Widać twoje piersi.
To skandal, rozpalać tak biedny świat.
Czy również przychodzisz zobaczyć się z członkiem Konwentu Fournier'em?
Jest bardziej czy mniej zazdrosny niż ja?
To delikatny temat.
Dziecko.
Panienko, panienko de Lancris!
Czy moglibyście zaopiekować się dzieckiem przez kilka minut?
Jest bardzo grzeczny, przyślę go wam!
Idź, w ogrodzie znajdziesz młodą dziewczynę,
dostatecznie piękną aby posłużyć za model. W pastorałce.
Jeśli ten obraz jeszcze istnieje.
Dzień dobry! Jak się nazywasz?
- Charles. - Chodź.
Czy zgodzi się pani na moje towarzystwo?
Dobry wieczór, vice hrabio.
Pańska żona została w pokoju?
Tak, jest trochę cierpiąca.
Znowu jesteśmy sąsiadami.
Dziękuję za opiekę nad dzieckiem.
Zrobiłam to dla niego.
Powiedzmy, że zrobiliście to przez miłość do ludzkości!
Dzień dobry obywatelu.
Łączysz więc funkcje ogrodnika i służącego.
Tak.
- Jak się nazywasz? - Augustyn.
Obywatele, przed rozpoczęciem naszego posiłku...
poinformuję was o dwóch ważnych wiadomościach z Konwentu.
Na północnych granicach mężne armie Republiki,
przekroczyły linię austro - pruską...
przesuwając granice do Flandrii...
i tropiąc czujnie wrogów wewnętrznych.
Obywatel Robespierre zadeklarował wojnę ateizmowi.
Zatwierdził przez Konwent dekret ustanawiający istnienie...
Istoty Najwyższej i nieśmiertelność duszy.
Wielkie święto jest przewidziane na Polach Marsowych dla celebracji kultu.
A teraz spróbujmy smacznej zupy z ziół z ogrodu.
Tak, ale brakuje jej soli.
Dziękuję.
Istota Najwyższa, co to jest? Z jakiej materii jest zrobiona?
Stałej czy gazowej? Trzeba spytać Robespierre'a.
Wydaje mi się, że oklaskiwałem Panią w teatrze.
Być może. Grałam pod nazwiskiem Panna Saint - Prix.
Byłam Sabiną w Horacym I Zaire u Woltera w Lyonie.
To w roli Zaire! Widział Pan to, Panie Lancris?
Jeśli widziałem, przypomnę sobie.
Pani ma postawę, której nie zapomina się.
Ja sam jestem autorem. Czy znacie państwo sztukę Oxtiern?
To historia wielkiego pana, złego człowieka, w Szwecji.
Była grana w Teatrze Moliera, ale upadła z powodu intrygi.
Rzeczywiście, macie dużo wrogów.
To prawda, ale jest mi to obojętne.
Jeśli inni mają dziwny sposób myślenia, niech pozostaną w swojej ciemnocie.
Nie bądźmy ofiarami myślenia innych.
Czy zastanawiał się pan, co się w nim nie podoba, żeby to zmienić?
Nie, nigdy.
Jestem jaki jestem i nie zmienię się.
Co Republika może zarzucić kobiecie, która grała tylko w wielkim repertuarze.
Niestety, mój mąż był finansistą i oczywiście zarzucono mu defraudację.
Ach, ta nieszczęsna sprawa asygnat.
On był nieco... niezręczny.
Wszystko mu zabrali. Nie chce nawet przyjść jeść.
Przez oszczędność, wszyscy jesteśmy na tym samym okręcie.
Koszty tutaj przekraczają rozsądek.
Czy pozwoli pani zaproponować jej mojego dostawcę?
Patrzcie, ta stara mumia umizguje się do uroczego młodego mężczyzny.
Ależ to jego chrześniak.
Wasza naiwność jest odświeżająca.
Wy myślicie, że...
natura dąży gdzie chce.
Ale on jest stary i brzydki.
Jeśli szuka się opiekuna, rzadko kiedy trafia się na Adonisa.
- Proszę nas uwolnić od tego embriona. - Pan nie lubi psów?
Nie, lubię tylko brytanów, które liżą i gryzą.
Czy wiecie, czy gdzieś tu są książki?
Nie wiem.
Powinniście czytać, panienko, macie po temu dosyć rozumu.
Nie, jestem niepiśmienną.
Z pewnością macie ładny charakter pisma.
Moglibyście mi pomóc uporządkować papiery lub przepisać kilka stron.
W Saint - Lazare nabawiłem się alergii, która męczy mi oczy.
Pan prosi o wiele usług.
Żałuję, ale nie będę umiała panu pomóc.
Mamo, lepiej się czujesz?
Chodź...
modlić się ze mną,
Gdzie twój ojciec?
Został na dole prowadzić konwersację.
Kochaj swojego ojca, Emilio.
Może wydaje się czasami powierzchowny i frywolny, ale to dzięki...
jego delikatności i majątkowi zawdzięczamy to odroczenie.
Nie oczekuj niczego od życia, moje biedne dziecko.
To ja.
Jeśli to wy, wchodźcie.
Wchodźcie, nie jesteście w domu rozpusty.
Wiem.
Mimo tego co o mnie opowiadają.
Wszystko to prawda, ale nie tak jak oni to rozumieją.
To wszystko napisaliście.
Tak, ale pracuję od trzech godzin, zostawmy to.
A wasza alergia?
Leczyłem ją kompresami z gorącej wody.
Czy to jest o pańskim życiu?
Nie.
Usiądźcie, Emilio.
Pozwólcie mi na was patrzeć.
Nie.
Mam więc mówić do was odwrócony plecami.
W ten sposób?
Poza tym jesteście zbyt ładną, ja wolę niedoskonałości u kobiet.
Co chciałabyś wiedzieć?
Tak, byłem rozwiązły,
wszystko co można wymyślić w tej dziedzinie robiłem.
Ale nie jestem mordercą.
Nigdy nie robiłem dostatecznej różnicy, między głową a ciałem.
Między tu,
i tu.
Nie ma myśli bez ciała i ciała bez myśli.
Zanudzam was moją filozofią.
Wolicie owoce kandyzowane?
Nie, mówcie dalej.
Wszystkie moje nieszczęścia były stąd.
Chodziłem na skróty, kiedy chciano mi nakazać gościńce.
Reszta to karczemne plotki, zazdrości z burdelu,
zaciekłość mojej teściowej,
parweniuszki, w zmowie z całą policją poprzedniego reżimu.
Matki nie są klasą dla mnie.
One wam się odwzajemniają. Moja widzi w Panu diabła.
Odnajduję w tych kobietach pewien instynkt, wspólny ze zwierzętami.
Jak się nazywa ta kobieta, która przyjechała wczoraj, matka dziecka?
Która?
Pani Quesnet.
Jest dość ładna.
Również tak myślę.
Pani Quesnet jest najuczciwszą, najczulszą z kobiet.
Skądinąd, nazywam ją Sensible.
Więc przyjechała, żeby was pocieszyć.
Po czym? Żale nie leżą w naturze.
W pańskiej, być może.
Czy nie ma oschłości w tym rozumowaniu? Można w tym zobaczyć pewien pogląd.
Masz niezły rozumek.
Nie, nigdy się nie zgodzimy w tym względzie.
Więc pomóżcie mi was zrozumieć.
Może więcej zrozumiem z tego.
Nie, powiedziałem nie.
Dlaczego?
- To nie jest lektura dla was. - Jestem za głupia?
Nie, zbyt zielona.
Ponadto, biorąc tak przypadkowo kartki, nic z tego nie zrozumiecie.
Przecież to wy sami proponowaliście mi przepisywanie stron.
Jest to co się mówi, to co się robi i to co się pisze.
Ale jednak wszystko się trzyma, głowa i ciało.
To was przerasta.
Jest tak nudne?
Czy dlatego nie wystawia się waszych sztuk, nie wydaje waszych książek?
To zuchwałość!
No dobrze, czytajcie.
Czytajcie więc!
Śpisz?
Naprawdę śpisz?
Musisz zostać tu i mieszkać ze mną.
Chcę cię tu uwięzić i posłać markiza na gilotynę.
Co cię ugryzło?
Trzeba zakończyć z tą sytuacją.
Jesteś uważana za łatwą kobietę, żyjesz krętactwami.
Chcę się z tobą ożenić i adoptować twojego syna.
Nie proszę cię o to.
Gdyby Robespierre wiedział by o tym, gardził by mną.
Musisz to zrozumieć.
Kiedy przechodzę przez ogrody Tuleries mówią:
"To Fournier, przyjaciel Robespierre'a"
Nie poślubię cię.
Codziennie posyłam przed Trybunał ludzi,
którzy nie zrobili nawet części tego, co ja robię dla ciebie!
Nie ma miłości w naszych czasach.
W jakich wspaniałych czasach ona istniała?
Tych królów i markizów?
Trzeba być starym i zepsutym, żeby ci się podobać?
Przegniłym aż do szpiku?
Pisać świństwa!
Moje życie jest związane z jego.
Proszę, przyznajesz się! Kochasz tego, który cię prostytuuje!
Nie tobie się na to skarżyć!
Tego potrzebujesz? To cię wprawia w dobry nastrój?
Nigdy ci tego nie przebaczę.
Teraz wiem, czytałem jego nikczemną książkę.
Co czytałeś? To nie on napisał!
Przestań kłamać! Wszyscy wiedzą, że to on!
Kłamiesz żeby go osłonić!
Tego chcesz?
Chcesz, żebym cię przywiązał do łóżka, co?
On nigdy mnie nie uderzył, nigdy!
Widzicie, że dobrze było wyjść. Powietrze wam dobrze zrobi.
- Chodźmy tędy. - Nie, spacer mnie męczy. Wracam.
- Czy chcecie żebym..? - Nie, chcę żebyś została.
Myślę, że twoja matka nie powinna wychodzić.
Ale wyszła.
Sądzisz, że muszę pójść ją zobaczyć?
Ty musisz zdecydować.
Masz rację, idę.
Czy chcecie jeden z moich kwiatów?
Teraz wy, kawalerze. Nie śpijcie.
Siadajcie, pani.
Gdzie jest pan Lanckis?
- Kiedy skończycie? - Kiedy się zakończy.
Czy macie aż tyle pieniędzy do przegrania?
Pieniądze, pieniądze..
12, ależ dobrze, to 12.
Dwanaście uderzeń o północy!
Co widzą wszyscy w tym gadule prowincjonalnym?
Kim jest ta dama w żałobie?
Ach, to księżna de Villars - Brancas.
Nie porzuciła czerni od czasu śmierci Ludwika XVI. Uśmiechacie się?
Nie, myślę o biednym Ludwiku, któremu wszystko będzie wybaczone, poza żoną.
Nie żeńcie się nigdy. A jeżeli to w teatrze!
Ale ja przekonuję przekonanego, nieprawdaż?
Ta gra jest nudna.
Gdyby się było bogatym można by się było chociaż zrujnować, a tak!
Pozostają nam gry plenerowe.
Przeszkody lub ciuciubabka.
Mam lepszy pomysł, o którym myślę od przyjazdu.
Scena jest waszym królestwem. Wszyscy jesteście, aby błyszczeć.
Macie autora! Wystawmy sztukę. Mam ich dużo w moich teczkach!
Nie pozwolą nam grać.
Dlaczego? Obywatel Coignard jest z pewnością przyjacielem Sztuki.
Myślę o komedii obyczajowej, Być może "Uwodziciel",
którą pamiętam z teatru włoskiego.
Mamy wielką uwodzicielkę, amanta. Brakuje nam naiwnej.
Zabierają ich.
Chodźcie szybko.
Odsuńcie się, nie stójcie w oknach.
Jesteśmy tu przecież pod ochroną, dlaczego ich zabierają, mój Boże.
Kto to jest?
Adwokat Fayet z żoną. Mieli pokój na drugim piętrze.
Jutro czyja będzie kolej . Szafot, oto co nas czeka wszystkich!
Nikt nie jest chroniony, co za nieszczęście!
Nie patrzcie na to!
Nie oddalajcie się.
Macie wygląd poruszonego. Pozostańcie sobą, panie markizie.
To co czytaliście nie ma nic wspólnego z tym okrucieństwem.
Mord podyktowany przez prawo budzi we mnie wstręt,
jest tylko wyrazem abstrakcyjnych zasad.
Kiedyś w Sekcji Pik kazali mi głosować, za okropnością, porzuciłem stanowisko.
W swojej dzielnicy dysponował pan życiem ludzi?
Moich znienawidzonych teściów wpisano na listę oczyszczającą.
Wystarczyłoby, żebym powiedział jedno słowo i... Nie zrobiłem nic.
Oto jak się mszczę.
Ale wierzycie w to wszystko?
Ponieważ widzę w rewolucji rewanż słabych nad silnymi.
Każdy ma swoją kolej, nie?
Za wyjątkiem przestępców przybyłych znikąd,
którzy spalili mój zamek de Lacoste.
Ale wszystko się znowu odwróci. Rządy ludźmi powinny być zmienne,
jak oni sami.
Wyjdźmy.
Brama jest słabo strzeżona.
Można przekupić straże, lub uśpić narkotykiem,
lub nawet zabić.
Dokąd pójdziemy?
Świat jest wielki, nikt nigdy nie myśli z niego zbiec.
Wolność jest słowem, które długo kochałem.
Już nie?
Być może.
Ale dla mnie czy dla innych?
Nie wiem.
Mówię do was jak stary filozof, zapominając o waszym wieku i płci...
Musieliście być nieszczęśliwi, żeby stać się tym, kim jesteście.
Ach, kobiety i ich sentymentalność.
Paul jej powiedział:
"Zieleń pokrywa skały, wszystkie ptaki śpiewają kiedy cię widzą,
wszystko się weseli wokół ciebie, ty tylko jesteś smutna"
i próbował ją ożywić obejmując, ale Virginie odwróciła głowę.
Paul nie rozumiał tych kaprysów, tak nowych i niezrozumiałych.
Zło nie przychodzi nigdy samo.
Czy chcecie naprawdę, żebym czytał dalej?
Zło nie przychodzi nigdy samo.
Wchodźcie, jesteśmy sami.
Emilio, ty śpisz?
"Każdy lud ma swoje prawa, kulturę, przymioty...
które ich sąsiedzi ośmielają się obrzucać obelgami.
Niszczymy wasze obyczaje, potępiamy wasze maniery.
Nasze wydają wam się absurdalne i dzikie".
Pan się z pewnością poprawi.
Pomożecie mu, co?
- To będzie trudne. - On jest na pani usługi.
Szyjcie, szyjcie! Brakuje nam jeszcze turbanów.
- Nie mamy materiału! - Wytnijcie ze swoich starych sukien!
Aktor i malarz, macie wszystkie talenty!
To wy mnie kusiliście!
Macie pośladki delikatne jak lilie.
Zastanawiam się, co ja tu robię.
Przeznaczyłem dla was ważną rolę, ogromną - Wielkiego Eunucha.
Jego niezgrabność fizyczna czyni go złym i wyrachowanym,
ale jego wpływy polityczne są ogromne!
A więc przypatrujemy się.
Szkoda, rola młodej branki pasowała by wam, jak rękawiczka.
Nie umiałabym.
Gdybym chciał was zmuszać, zbyt przypominał bym tego,
jakim się mnie widzi.
Spójrzcie na tego kawalera, wszystkie gesty są pełne wdzięku.
Nie uważacie, że jest uroczy?
Widzę go, ale go nie czuję.
To prawda, nie zrobi wam wielkiej krzywdy.
Czy nikt się wam tu nie podoba?
Siebie nie biorę pod uwagę, jestem jak stary galeon zagrożony utonięciem.
Ale jest wiosna, wszystko rośnie. Nie mizerniejcie tak,
bo staniecie się suchą jak mniszka.
Wolicie wigor Augustyna? Musi go mieć jak koń, co?
Obywatelu!
Co ja znowu powiedziałem? Jak zawsze, tylko coś miłego.
Och, nareszcie, byłem zaniepokojony, Czekałem od wtorku.
- Dzień dobry, mój mały. - Dzień dobry, tato.
Kazałam zanieść do pokoju to o co mnie prosiłeś. Nie znalazłam...
Widziałaś?
Bawią się jak szaleni.
Widzę.
Tak bardzo bym chciał, żebyś również grała.
Wiesz, znałam bardziej kulisy niż scenę.
Co masz tutaj?
Nic, to Charles otworzył okno zbyt gwałtownie.
- To nie twój mały jakobin. - Ależ nie.
Zniszczę go.
Nie widzę jak.
Obywatelka Quesnet, Obywatelka Lancris.
Pani również uczestniczy w tej zabawie?
- Oserwuję spektakl. - Tak, obserwuje i osądza!
Co to za zgiełk? Wywracacie cały Picpus do góry nogami!
To sanatorium, miejsce spokoju, nie zgromadzenie komediantów!
- Ależ obywatelu powiedziałeś mi... - Zmieniłem zdanie.
To zabawa całkiem niewinna. Mogę ci przedłożyć tekst.
Nie popieramy już tych dziecinad z poprzednich rządów. Gdyby się o tym
dowiedziano, skrytykowano by mojego obywatelskiego ducha.
Wydajesz się być usatysfakcjonowany wprowadzeniem w te przyjemności,
do których niesprawiedliwość społeczna cię nie dopuszczała.
Co?
Wszyscy tutaj uznają cię za człowieka światłego.
Nie znam się na tych sztuczkach. Sztuka nie będzie u mnie grana.
Zaczekaj. On nie może iść tak szybko.
Spotkasz Robespierre'a.
Zrozumiesz wreszcie moje życie. Będziesz poruszona.
Twoi przyjaciele wytoczyli dużo krwi.
Trzeba ciąć w żywym ciele, żeby zlikwidować ból.
Pomyśl o tym, co zbudowaliśmy w kilka miesięcy.
Będzie tutaj 1 00 dziewczynek takich jak ta.
I tyle samo chłopców i starców. Wszyscy będą śpiewać hymny.
- Chcesz posłuchać? - Później.
Ogromna czapka frygijska ozdobi centralną kopułę pałacu.
Robotnicy pracują przy budowie amfiteatru.
Zejdziesz po schodach niosąc bukiet chabrów, kłosów zboża i polnych maków.
Tak, chciałbym żeby każdy członek Konwentu niósł taki bukiet.
Manekin będzie przedstawiał Ateizm. Podadzą ci pochodnię i go podpalisz.
Nad tym pojawi się Statua Mądrości.
Następnie pochód uda się w kierunku Pola Marsowego,
będziesz szedł 1 0 kroków przed posłami.
Dlaczego sam? Będziemy szli razem.
Ale ty przewodzisz Konwentowi.
Dzień dobry Etienne.
Maksymilianie, czy mogę ci przedstawić moją towarzyszkę, obywatelkę Quesnet?
Czy to twój syn?
Tak, obywatelu.
Znalazłaś w Fournier dobrego republikanina.
Człowieka, który nie zadrży przed wykonaniem zadania.
Czy przyjdziesz na święto Istoty Najwyższej, obywatelko?
Przyjdzie.
Nigdy nie było podobnego święta. To będzie śmiertelny cios dla ateizmu.
Poczekajcie, nie ogłaszajcie jeszcze zwycięstwa.
Ateizm jest błędem myślowym, stworzonym przez arystokrację,
który zatruwa jeszcze ciągle świadomość.
W tym dniu, obywatelko, przynieście tylko bukiet kwiatów.
To będzie twój dar dla Narodu.
Bóg nie chciał uratować króla, dlaczego chcecie, żeby nas uratował?
Zamilknijcie, przyniesiecie nam nieszczęście.
Myślicie, że to są sprawy do poruszania przy dziecku?
Ale gilotyna jest teraz tutaj, pod naszym oknem.
Podobno w Paryżu ludzie się skarżą na zapach.
Ponadto wstańcie. Nie opuszczacie łóżka z powodu urojonej choroby!
Nie podoba wam się to. Zostawiam wam wolną rękę.
Zabawiajcie się, korzystajcie, dopóki to jeszcze możliwe.
Panie Coignard, co to za prawo z 22 Prairial?
Podobno eliminuje adwokata w procesie oskarżycielskim.
Gdzie jest więc obrona?
To prawo, które zapewnia szybkie Ukaranie konspiratorów. Nic więcej.
Opowiedzcie nam!
Prawdziwie niewinni nie mają się czego obawiać.
Czy może nam pan zapewnić bezpieczeństwo?
Płacimy panu za to!
A święto Istoty Najwyższej, czy pogodzi naród?
To maskarada! Robespiere puszy się jak arcykapłan.
Nie dość mu być panem, musi jeszcze grać Ojca Wiekuistego!
Podobno statua Mądrości pojawiła się cała czarna, pokryta sadzą.
Dzień dobry.
Byłam w pańskim pokoju.
W moim pokoju?
Przepraszam za strój, ale... Przy tym strasznym upale...
Co pan robi?
Usiłuję zrobić trochę porządku.
Poczciwy Coignard zezwolił na naszą turecczyznę...
pod warunkiem, że będzie niema. Jesteśmy zakneblowani po raz kolejny!
Ale nieważne, przybierzemy pozy, zrobimy żywy obraz.
Widzieliście, są rekwizyty.
Jesteście pewni, że nie chcecie grać?
Czy nie wiecie, w jakiej chwili żyjemy?
Wiem.
Czy ścina się głowy dwa kroki stąd, czy na Placu Rewolucji,
strach nie jest ani mniej, ani bardziej wielki.
Co się stało?
Nic, musiałam się z panem zobaczyć, rozmawiać z panem.
Nie odmawiam pani rozmowy.
Nie chodzi o rozmowę. Wijecie się jak piskorz.
Gniew.
O co chodzi? Uważacie, że jestem nie dość pocieszający?
Ja nie wstydzę się przyznać do strachu.
Czy jest coś silniejszego niż strach, Emilio? Zastanów się.
Ten impuls, który pochodzi z głębi nas, i którego nikt nam nie może odebrać.
Wy płoniecie.
Czy uważa pan, że jestem ładna?
Szukacie opieki?
Róbcie co mówię, a nie będziecie się więcej bać.
Idźcie.
Dalej.
Nie bądżcie sztywną.
Odwróćcie się.
Wyprostujcie się.
Zamknijcie oczy.
Otwórzcie usta.
Szerzej usta, chcę przez nie zajrzeć w głąb.
Dotknijcie tego.
Co, moja mała?
Myślisz, że jestem już na złom.
Twoim dramatem jest to, że jesteś dziewicą jednocześnie tu i tu.
Jesteście dużo mniej zdolną niż panienki,
które można znaleźć w moich powieściach.
To prawda, że piszę z własnym członkiem w ręku.
Do widzenia, Lancris. Nie bierz tego za złe.
Moja brutalność była finezyjna.
Będziecie mi wdzięczną, że was oszczędziłem.
Powiedzcie Augustynowi, żeby wam zrobił dziecko.
Gilotyna oszczędza kobiety w ciąży.
Trzeba z nią najpierw trochę porozmawiać,
kobiety się podniecają przez uszy.
Nie będę nigdy czytać pańskich książek, ale być może zagram.
Dalej.
- Miejcie straszny wygląd, Lancris. - Spróbuję.
Wyżej, wyżej.
Moja rola jest taka mroczna, mroczna, mroczna...
Nie oszczędzajcie szminki. Chcę was widzieć z oczami orientalnej tancerki.
Bawicie się chociaż?
Bądżmy jak dzieci, bądżmy szaleni, bądżmy głupi.
Kiedy życie umyka, trzeba je łapać w locie.
Grajmy, grajmy.
W głębi haremu, gdzie nikt nie może wejść pod grożbą śmierci.
Angelica odkryła ponurą przyjemność bycia niewolnicą.
Czy jest rozkoszniejsze więzienie?
Zapominając o swoich obowiązkach, dla zaspokojenia swojej pasji...
potępianej u nas, ale która kwitnie na Wschodzie,
Wielki Eunuch wprowadzał młodego Astolpphe'a pod ciężkie woale hurys,
które zaludniają raj Mahometa.
W tym czasie faworyta pożerana zazdrością, ostrzy swój sztylet.
Diablica chce uderzyć.
Chce wyrwać serce Angeliki! Pod obłąkanym wzrokiem Wielkiego Turka.
Patrząc na ten przerażający spektakl, rozpustnik nie może dłużej ukryć emocji,
tak naturalnych.
Czytaj.
Jestem tutaj z rozkazu obywatela Avril, administratora Robót Publicznych.
Dół ma mieć 8 metrów długości, 5 szerokości i 7 głębokości.
Wetknijcie w ziemię słupy na jego końcach.
Poinformuję o tym Komitet Ocalenia Publicznego.
Dlaczego tutaj? Chcesz mnie zrujnować, obywatelu?
To jest mój park. Nikt nie może już tu wejść!
Jaka jest przydatność twojego parku dla Narodu?
Spacer kilku próżniaków?
Czytałeś zarządzenie, miejsce jest zarekwirowane.
To pilne i w interesie narodu.
Wozy z ciałami zgilotynowanych wjadą przez bramę, którą robotnicy tu otworzą.
Co wy robicie?
- Kim ty jesteś? - Ogrodnikiem.
Weż motykę i pomóż nam. Jak jesteś przebrany?
Czy mogę chociaż spodziewać się rekompensaty?
Żartujesz?
Co to za ludzie?
Chorzy.
Nie zbliżajcie się, wracajcie do pokoi!
Twoi chorzy są wariatami, żeby się tak przebrać?
Pozwalasz, obywatelu na taką maskaradę.
Chodżcie, chłopcy.
Nie rozstajesz się ze swoim atlasem.
Jest ciągle z nosem nad nim, lubi mapy.
- Musisz iść spać. - Jeszcze nie noc!
Dalszy ciąg jutro.
Dzisiaj jest najdłuższy dzień w roku.
Bądż grzeczny.
Śpij dobrze, mój mały, do jutra.
Jest ciepło, włóż inną koszulę, ta jest uprana.
Możemy umieścić jego łóżko na górze, jeśli chcesz.
Tak będzie lepiej.
Jesteś zmęczony.
Prawie nie spałem od tygodnia. Wracam tam jeszcze tej nocy.
Rebelianci wychodzą ze wszystkich szpar w podłodze,
nawet tchórze podnoszą głowy. Trzeba z nimi skończyć.
Muszę być z tobą szczery. Nie będę mógł go dłużej chronić.
- Dlaczego to mówisz? - Robespierre mówił o de Sade.
On wymiotuje ludźmi jego pokroju. Robimy teraz polowanie na rozpustników.
Czeka na mnie, zbyt go zaniedbałam.
Ogród de Picpus jest zajęty. Nie mają już prawa do wizyt,
nawet do gazet.
Uzyskasz dla mnie przepustkę.
I co mu powiesz?
Nie, to niemożliwe.
Nie chcę dłużej zdradzać moich przekonań.
Nie jest ci dobrze ze mną?
A tam. Nie zaprzeczysz.
Jeszcze trochę, a zapomniałabyś o nim.
Nie mogę, on jest jak moja rodzina.
Twoja rodzina?
Jeśli się bierze kobietę, to ona ma przeszłość, powiązania.
Nie może wszystkiego wyrzucić na śmietnik.
Rodzinę się kocha, szanuje. To coś świętego. Nie brukaj tego słowa.
On sam jest jak diabeł.
- Słuchaj, to o co proszę... - Wiem o co prosisz.
Wstydzę się. Możesz to zrozumieć?
Czego? Uratować życie? Ty nic nie zdradzasz.
Ten człowiek jest wrogiem.
Tylko dlatego, że z nim żyłam?
Już nie o to chodzi. On nie jest już rywalem.
Tacy jak on nie powinni już istnieć.
Jeśli go uratuję, czy przyrzekasz więcej go nie zobaczyć?
Nie.
Wahasz się, to już coś.
Pozwól mi jechać do Picpus.
Więc co trzeba zrobić? Wysłać go w ruiny jego pałacu,
albo lepiej na głuchą wieś.
Żeby gwałcił wieśniaczki,
żeby pisał swoje świństwa. I nie szkodzi, jeśli wszyscy zginiemy.
Rozbierzcie ich!
Buty, ubrania, zbierzcie tutaj. Pójdą do ubogich w szpitalach.
Nie patrz na to moje dziecko. To straszne.
Chcę widzieć.
Chowają ciała razem z obciętymi głowami.
Ten zapach. Ten straszny zapach.
- Nie przyjdzie dzisiaj? - Nie
Byłby do tego zdolny.
Gdzie byśmy byli bez niego?
- Chcę otworzyć okno. - Nie, będziemy mieli fetor.
Duszno!
Gorszy jest ten zapach ziółek!
Co pan liczy, umarłych?
Nie
To mój przesąd, mania. Kojarzę cyfry zasłyszane w ciągu dnia,
dodaję je, odejmuję, stają się znakiem, który tylko ja rozumiem.
Żeby widzieć przyszłość?
Trochę tak.
Przyszłość jest łatwa do przewidzenia.
Liczy się na dni, godziny.
Nic nie jest nigdy przesądzone.
Chodzą po całym domu, piętrach, korytarzach.
Jak dusze czyśćcowe.
To dziwne, nie?
Tutaj jest się wolnym ale więźniem.
Jakbyśmy byli martwi przed śmiercią.
Nie, to jeszcze życie, Emilio.
Jak będę mogła wszystko przeżyć w tak krótkim czasie?
I choćby nawet przyszło najgorsze?
Zamienimy się ponownie w materię, której jesteśmy zrobieni.
Bez lęku, bez nadziei.
Będziemy martwi, ale świat będzie trwał nadal.
To natura.
Dzisiaj człowiek, jutro robak, pojutrze mucha.
Czy to nie istnieć wiecznie?
To wieczność bardziej pocieszająca niż kłamstwa Chrystusa.
My nie jesteśmy materią! To nieludzkie.
To co czujemy, co chcemy zrozumieć.
Ludzie z którymi żyjemy, pan, ja. Ich gesty, ich głosy, ich słowa,
które sprawiają nam przyjemność lub ból.
A ja, jeślibym teraz umarła...
to tak jakbym nigdy nie istniała!
Czy słyszałem pukanie?
Musisz przyjść. Natychmiast.
Idź za mną. Nie dyskutuj.
- Kopią nowy dół? - Pierwszy był już pełen.
- Ile? - Co najmniej 500.
To jest wyjątkowy przywilej.
Nie rozpowiadaj tego, to byłby twój koniec.
Nie ruszajcie się stąd. Przyjdę po ciebie.
- Nie przychodzisz więcej. - Zabroniono mi tego.
Nawet wcześniej nie przychodziłaś.
Jak się masz?
Straciłem ząb, to boli. Zastanawiam się, czy nie mam zakażenia.
Musisz stąd wyjść. Przyjechałam po to.
Jak?
Nie wiem.
Znajdę sposób. Pomogę ci uciec.
Dokąd?
Zobaczymy.
Jesteś zagrożony. Osobiście. Wiem to.
Napisałem znowu do Komitetu.
Żeby im co powiedzieć? Że nie jesteś szlachcicem,
że nigdy nie widziałeś swoich dzieci, że nie napisałeś Justine?
Wszystko to nie służy już niczemu. Trzeba uciekać.
Jestem dobrym republikaninem.
Masz dziwaczne pomysły, słuchaj, boli mnie ząb.
Jest 1 00 sposobów żeby zniknąć.
Chcesz się mnie pozbyć.
Jesteś niesprawiedliwy.
Przede wszystkim uciekaj stąd. Tu jest strasznie.
Raj ziemski zamienił się w trupiarnię.
Ciągła huśtawka, a jesteśmy tu, aby oddychać świeżym powietrzem.
Czy on wie, że jesteś tutaj?
Mieszkasz teraz u niego?
Możesz to powiedzieć, przecież to prawda.
Być może to lepiej dla ciebie.
Będziesz towarzyszką trybuna, to piękne.
To piękne, ale przedwczesne.
Tak, mieszkam u niego.
On jest uczciwy, myślę, że nam pomoże.
Piękna dusza, co?
On jest uczciwy na piramidzie trupów!
On nie jest krwiożerczy. To okoliczności.
"Głos ma obywatel Fournier!"
Jak ty go bronisz. Czy on robi postępy?
Jak to się odbywa? Od przodu, od tyłu, tak i tak?
Zamilcz.
Są mężczyżni, którzy mają powołanie prawiczka.
Czy wiesz, że pod twoją nieobecność, ja również miałem kilka sukcesów?
Ta młoda dziewczyna którą widziałam?
Ona jest wyborna, wyborna. I nie głupia. Płomienna natura.
Biedaczka, ma łono, które ją świerzbi.
Ale ja już nie mam ochoty na forsowanie dup. Postarzałem się.
Ja również.
Co mi dobrego przyniosłaś?
To co znalazłam. To niełatwe.
- Jest pasztet, owoce. - Nie lubię tej marki.
A Charles, mówisz mu o mnie, czy już nigdy?
Napisał coś do ciebie.
Przeczytam w pokoju.
Ale wiesz, nigdzie nie pójdę.
Ależ tak. Zaufaj mi. Wyjdziesz.
Mam pewien rodzaj ciekawości tego co się tutaj zdarzy.
Moim jedynym życzeniem jest, jeśli mi się coś wydarzy, żebyś zaopiekowała się
moimi rękopisami. Jest schowek, w kominku, w moim pokoju, na lewo.
Wszystko już tam jest. Łatwo znajdziesz.
Zrobisz to, nieprawdaż?
Tak.
Ile czasu żyliśmy razem?
Nie mam czasu dla ciebie.
Czy będziesz uczestniczyła w innych obradach?
Twój pan grozi, ale nie podaje nazwisk, dlaczego?
Czyżby lista wrogów była tak długa?
Poda ją w swoim czasie!
Zdrajca!
Chcesz pić?
- Nie mam czasu iść do bufetu. - Mam oranżadę. Jest tak gorąco.
Chciałbym żebyś wiedziała.
Widziałem nazwisko Sade'a na liście skazanych,
podpisanej przez Fourquier - Tinville.
Ma być stracony pojutrze, 8 - ego.
- Jest jedenasty. - Spowoduj usunięcie jego nazwiska.
Nie mam takiej władzy.
Jesteś gotowa?
"Porzucisz ojca swego i matkę swoją"
To nie ja mówię, to Biblia.
Kto tam?
To nic, śpij.
- Kawalerze... - Dobry wieczór, Nudzę się.
Nie było żadnego wozu dzisiaj.
Czy mogę iść z wami?
Nie dzisiaj. Spaceruję z panienką de Lancris.
Rzucają wapno do dołów, żeby je zapełnić.
Wyobrażacie sobie rozkład.
Nie czuję nawet zapachu.
Można się do wszystkiego przyzwyczaić, nawet do oczekiwania na śmierć.
Czy jesteś pewna, Emilio?
Podążam za panem.
Dobry wieczór, Augustin.
Kazałem przygotować małą wieczerzę, plądrując zapasy obywatela Coignard.
Ostatnia wieczerza.
Trochę wina?
To Chanturgues.
Jest świetne, trochę mocne.
- Naruszyłeś już butelkę. - Wypiłem tylko kieliszek.
Nawet gdybyś całą opróżnił, nigdy nie miej wyrzutów.
Nigdy.
Pij Emilio.
- Jest mocne. - Pozwól mu spływać do twojego gardła.
Spójrz na swoją księżniczkę. Po raz pierwszy pokaże ci się w nocy.
Zjemy póżniej.
Trzeba was rozruszać. Stoicie tu jak figurki z szopki.
Rozepnijcie się.
Taki upał.
Ty też, Emilio.
Za szybko?
Jeżeli się boisz, zakończę wszystko.
Zasłuż na ten przywilej lub znikaj.
Nie opuszczę was.
Zbliżcie się.
Wolno.
Bliżej.
Wolno.
Jeden krok.
Dwa kroki.
Jesteście dwoma ciałami.
Nie, dwiema rolami.
Branka i janczar. On wszedł do seraju.
Ona czeka przerażona, przerażona i niecierpliwa.
Do diabła z tym. To wy tu jesteście: Augustin i Emilia. Strych. Klasztor.
Chcecie tego, panienko?
Chcę.
Powiedziała ci!
A nawet gdyby nie chciała, wziąłbyś ją mimo wszystko.
Przesuń rękę.
Dotknij tutaj.
Zatrzymaj się, co robisz?
Czy mówiłem ci żebyś kontynuował?
Masz, bij mnie!
Mówię ci żebyś mnie bił!
Bijesz dobrze konia.
Bądż posłuszny!
Słuchaj mnie!
Zrób to.
Zatrzymaj się markizie!
Jesteś daleko.
Jesteś podniecony, to dobrze.
Przy okazji mnie wydupczysz.
Kiedy?
W innym życiu?
Masz szczęście, Emilio.
Jakiego sztywnego fjuta ma ten zuch.
Musi mieć tam spermę.
Wymów na początek to słowo:
- Sperma. - Dobrze.
Nie jesteś tym wszystkim przestraszona?
Tak, ale jestem tutaj.
Zapomnij się.
Lepiej kiedy nie pamiętamy.
Nie jesteś już sama w swoim pokoju, porwano cię.
Nie.
Zostanę z tobą.
Zbliż się. Jest twoja.
Na kolana.
Schwyć jej kostki.
Rozsuń, rozsuń je.
Nie drżyj.
Augustin nie jest potworem,
Spójrz w jego oczy.
Boże, zapomniałem, że świat był młody.
Niżej, dotknij ustami.
Och, sperma! Użyj języka.
Moja przyjaciółko,
chciałbym być na twoim miejscu dla tego, co odkrywasz.
Poczekaj.
Teraz ty.
Chodż!
Louis - Francois Lejeune, były żandarm.
Monfort, pierworodny, były szlachcic.
Pierre - Louis de Montcrif, były szlachcic.
Elisabeth de Bechett de Saint - Maur.
Mamo, ja nie chcę, mamo.
Donatien - Aldonze - Francois Sade.
Już go tu niema, nie ma go tu już od miesięcy.
Sade, nieobecny!
- Która godzina? - Masz jeszcze czas.
Jeszcze czas.
Nie spałaś wcale.
- Dziwi cię to? - Nie.
- Kiedy to się skończy wyjedziemy. - Dokąd?
Nie, nie, nigdzie nie pojedziemy.
Sade nie będzie dziś zatrzymany.
Kazałem powiedzieć, że jest w Saint - Lazare.
Jest taki bałagan w więzieniach. Czas na odtworzenie papierów,
zgubią jego ślad.
Zrobiłeś to, naprawdę?
Tak. Chciałaś tego.
Nie wiesz już.
Idę. Wszystko się tam rozegra.
Czekaj.
Złapcie Robespierre'a!
Na śmierć Robespierre'a!
Wasz dom pustoszeje, obywatelu Coignard.
- Ważne, że pozbyliśmy się tyrana. - Nawet jeśli to was zrujnuje?
Zawsze będą nieślubne dzieci i samotne matki, które zaludnią korytarze.
Wierzcie mi, trzeba przywrócić weksle.
To jedyny sposób na uruchomienie ekonomii.
Nie wiem ile czasu pozostanie mi tu gnić.
Zrozumcie moją niecierpliwość.
Nie widziałam wcale pani, moja droga. Myślałam, że nie żyjesz.
Ja również.
- Kiedy wyjeżdżacie? - Za kilka dni.
Mieszkam pod 1 2 przy ulicy Payenne.
Przyjdźcie jako przyjaciel.
Jesteście wielkim organizatorem, pomówcie w moim imieniu...
z kawalerem de Coubliers. Od trzech dni mnie ignoruje.
On zwodzi, że pana ignoruje. Taktyka, która dodaje mu tylko uroku.
- Mówiłam wam, że mi tu dobrze. - Ależ tak, wstańcie!
Nie ruszę się dopóki nie zostanie przywrócona monarchia.
- Celebruje się mszę, obywatelu? - Wezwano księdza żeby poświęcił doły.
A ty usiłowałeś temu przeszkodzić, oczywiście.
Dlaczego?
Poza ich przekonaniami mam szacunek do ich bólu.
Jesteśmy wszyscy troje.
Dlaczego płaczesz, mój mały?
Musisz wiedzieć, że Fournier nie żyje.
Czy możesz położyć skrzynię koło stangreta?
Nie.
Podziwiam w tobie twoją odwagę.
Ktoś do ciebie.
Idź!
Myślę, że ich ulga jest małoduszna.
To naprawdę koniec, koniec Terroru?
Na to wygląda. Trzeba powiedzieć uff,
oddychać, nie boczyć się, Emilio.
- To dla was łatwe. - Zwrócono wam waszą młodość.
Wiem o tym, ale tego nie czuję.
Wyjeżdżacie teraz.
Tak.
Nie zobaczymy się już.
Tak jak powiedzieliście.
Nasze drogi są zbyt sprzeczne.
Co wy wiecie o drodze, którą chcę iść, A ja, jak to będę wiedziała?
Wyjdziecie za mąż.
To jest wasza lekcja?
Nie poznaję was. Myślałam, że był tylko bat, krew i przyjemność.
Kiedy wam to powiedziałem?
Mówiliście to, robiliście to.
Tylko ocierając się o przekraczanie granic znajduje się wolność.
Rozmawiam z panem de Sade!
Jeśli wyjdziecie za mąż, kochajcie swego męża w ostateczności,
nie miejcie zbyt dużo dzieci albo wcale.
To deformuje ciało i dwadzieścia lat póżniej ma się przed sobą wroga.
Spóżniacie się przeze mnie.
Bolą pana jeszcze zęby?
Będę sama. Czy przeżyłam to na próżno?
Nie. Kierujcie się instynktem.
Natura.
Powtarzam się?
Widzicie, nie musicie mnie już więcej widzieć.
Co do tego, to wierzę w wewnętrzny głos.
Spotkaliśmy się wyjątkowo, zbliżyliśmy się, i niech tak zostanie.
Dzień dobry, panienko.
Dzień dobry Charles.
Chciałabym wam podziękować, że uprzyjemniliście uwięzienie
- naszego przyjaciela. - On rozświetlił moje.
Dbajcie o markiza.
Będąc jedynym w swoim rodzaju, jest nieuchronnie na drodze do wyginięcia.
Jak ci mówiłem, panienka de Lancris ma rozum.
Przygotowałam wcześniej moje zdanie.
Żegnaj.
Subtitle from www.napiszone.prv.pl
>> Napisy pobrane z http://napisy.org >>>>>>>> nowa wizja napisów
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.