Afrikaans
Akan
Albanian
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zareklamuj swój produkt lub firmę. Skontaktuj się z www.OpenSubtitles.org
GRACZE
Trzy mozzarelle.
Doniosę.
- Spadł mi. - Już.
Nie wydam tego, zaparz nową.
Zapłacę.
W ubikacji nie ma papieru.
Czekam na szóstkę.
Trzy arancini dla szóstki!
- Jak wyglądamy? - Kończę.
Powtórz.
Ma być średnio, a nie na wiór.
Proszę.
Dzień dobry. Dwie osoby?
Kładę tutaj.
Co pan tu robi? Zamknięte.
Ja z ogłoszenia. Uwaga.
Nie tu. Sama to zrobię.
Miła restauracja. Podoba mi się.
Rodzinny nastrój. Nie jak w tych molochach.
- Znasz Meurice? - Tak...
Pracowałem tam cztery lata.
Ale brak mu tego uroku.
Tutaj czuje się miłość.
Pracował pan w Meurice? W tym hotelu?
Tak. Pracowałem wszędzie:
w piwiarniach, barach, hotelach, trochę w klubach.
Ma pan CV?
Zmywak też mi niestraszny.
Wezmę numer, zadzwonię do pana.
Zróbmy próbę od razu.
Najwyżej mnie wyrzucisz.
Szkoda czasu.
Abel.
Słucham?
Ella.
Moja babcia też uwielbiała jazz.
Jedyne, co lubiła.
Paliliśmy i puszczaliśmy płyty.
Nie rozmawialiśmy. Ale było fajnie.
Od czternastki do jedenastki.
Mamy dziś urodziny, duży stół, stali bywalcy.
Podajemy talerze, tu napoje, menu na tablicach.
Dziś tylko karta. Abel, na próbę.
O menu pytasz Simona.
To ja.
Pieczywo, przyprawy, sosy.
Od dziesiątki do dwójki plus as.
Masz rewir od asa do piątki.
Piwa, inne napoje, wina przy deserach.
Robiłeś creme brulée?
Mój ojciec.
Dzień dobry.
Przepraszam.
Potrzebowałeś kogoś od zaraz.
Na przyszłość proszę się postarać. Przyjść w koszuli.
Zapamiętam.
Kasa na kod?
To moja działka.
- A zamówienia? - Do kuchni, rachunki załatwiam ja.
Dasz radę, tu nie Meurice.
Dwie kawy.
Można?
- Czeka pan na kogoś? - Już jedzie.
Wszystko dobrze?
- Perrier? - Dla mnie.
Dziękujemy! Miłego wieczoru.
Mogę prosić o to samo?
Cheverny?
Dlaczego ta z piątki jest smutna?
Która?
W czerwonym, ze ściągniętymi ustami.
Z dwójki, piątka jest tu.
Siedzi z przyjacielem.
Opowiada jej o swoich laskach,
nawet nie zauważył, że zmieniła fryzurę.
Dlatego jest smutna.
Znasz ich?
A ci tam? Czemu się kłócą? Pachnie mi sporem o spadek.
Nie wyobrażasz sobie życia ludzi?
- Tort gotowy. - Już idę.
Gdzie Elias?
Stolik dla dwojga?
Ella, jak żyjesz?
Bywa gorzej. A wy?
Spoko. Miłego wieczoru.
Nawzajem.
Uczyłem się pływać w górach,
trzeba się ruszać, żeby uniknąć skurczu...
Nie bierzesz?
Napiwki są dla pracowników.
Jesteś właścicielką?
Mnie też wuj urabiał, żebym przejął jego warsztat.
Wymógł na mnie nawet pójście na profil techniczny.
Nie próbuj.
Czego?
Zgadnąć w pół minuty, jak żyję.
Idź, zwieje ci ostatnie metro. Jutro też masz wieczór.
Więc jesteś zadowolona?
- Nie będę narzekać. - Dlaczego?
Postawisz piwo?
- Ale potem wychodzimy. - Ktoś na ciebie czeka?
Słyszałaś, że mamy trzynasty gwiazdozbiór?
Astrologowie od wieków próbują uprościć sprawę
do 12 miesięcy i 12 znaków zodiaku,
a okazało się, że jednego brakowało i wszystko się sypie.
Co robisz?
W wieku 30 lat dowiaduję się, że jestem Panną, a nie Lwem!
Przestań!
Miałaś jedną szansę na dwie!
Oddaj pieniądze.
To przeznaczenie.
Ostrzegam cię, zacznę krzyczeć.
Dawaj.
Zrobię to.
Wiesz co? Tak sobie myślę o tym zodiaku.
To znaczy, że ludzie całe życie czytają niewłaściwe horoskopy.
Puszczaj.
Mają się za kogoś innego.
Rozumiesz?
Dokąd idziemy?
Proponuję układ.
Chodź ze mną. Dzielimy się po połowie.
Co?
Możesz stąd wynieść trzy razy więcej, niż ci zabrałem.
Lekko licząc.
Jaja sobie robisz? Oddasz mi pieniądze.
To, co się dzieje między nami, to znak.
Pieprzenie.
Jeśli ze mną zostaniesz, wszystko się uda. Bez obawy.
Nie boję się.
- Julio, jak leci? - Dobrze, a tobie?
A pani karta?
Jestem z nim.
Wstęp tylko dla członków.
Powiedz jej.
- Znasz panią? - Pierwszy raz widzę.
Wpisowe to 80 euro rocznie.
Nie mam.
Więc proszę wyjść.
Proszę.
Dowodu tożsamości też pani nie ma?
Nie wiem, która z was kosztuje mnie więcej.
Nie! To z kradzieży!
520.
Mają to gdzieś. Weź tego byka, Hulka.
W poniedziałek przegrywa, w czwartek wraca z kasą.
Dzięki, szefie.
Skąd bierze, jak myślisz?
Marbella Paris, 30 tysięcy.
Mam w nosie twoje opowieści.
Rozmień.
40, 50 i 5 do stu.
Grasz na punto albo na banco. Podwajasz lub przegrywasz.
Bank potrąca 5 procent. Punto - bierzesz całość.
'- Ja?
- Nie umiem. - Co tu umieć?
Ufam ci.
Ale musisz wierzyć.
Teraz.
Punto: 9. Banco: 7.
Podwoiłaś.
Dla was.
Jeszcze raz.
Punto: zero. Banco: 4. Punto: 8.
Punto: 3. Banco: 6. Punto: 5. Bank wygrywa.
Co teraz?
Jak wygląda remis?
Rzadka rzecz. Jeśli wygrasz, bierzesz osiem razy więcej.
Układ, w którym punto i banco mają tyle samo.
Ryzykowne.
Punto: 8. Banco: 8, remis.
Ma dziewczyna fart.
Debiut?
Tak widać?
Trzy wódki.
Mój pierwszy raz był w kasynie w Ostendzie.
Jeszcze przed euro.
Wchodząc, miałem 50 franków, a wyniosłem 6200.
Kupiłem buty rodzinie.
Potem tam wróciłem.
A ty?
Ja czasem, dla zabawy.
Nie tak jak on.
Wypij. Spuścimy im łomot.
6500...
B...
9000...
9450. Jak dzielimy?
Pół na pół.
Zjemy coś?
Umieram z głodu.
Muszę wracać. Żeby ojciec nie zobaczył kasy.
Nie znasz "Forresta Gumpa"?
Nie. Co to?
Nie oglądałaś? Z Hanksem.
- Film? - Tak.
O facecie, totalnym bezmózgu,
który zostaje amerykańskim bohaterem.
Przebiega całe Stany, gra w ping-ponga...
To podpucha?
Tak się nie robi. Wykończysz mnie.
Nie rozumiem. To chciałeś być Forrestem
czy kierowcą wyścigowym? Decyduj się.
Mistrzem. Po prostu. Dziedzina nieważna.
Ping-pong, kosz wędkarstwo, bule.
Z samochodami było najłatwiej. W warsztacie mieliśmy wszystko.
Kuzyn picował fury, a ja jeździłem.
Rządziliśmy.
Musisz to zobaczyć.
Nie wiem. Ja i samochody...
Ojciec ogląda wyścigi co niedzielę, mnie to nudzi.
Ja mówię o prawdziwym wyścigu.
Te w telewizji są jak poker, jak nudna kolacja.
Demolition Derby to bakarat. Błysk.
Gryziesz albo gryzą ciebie.
Poproś, to cię zabiorę.
Ja ciebie? Sam to zrób, jak zapraszasz.
Najpierw wyjmij kukurydzę z zębów.
Czary.
Jest w solniczce.
Powinien występować. W niedziele, dla dzieci.
Widzicie? Zniknie i wróci.
Podobno pracował pan w Meurice?
Tak.
Ciężko było?
Można przywyknąć.
- Kiedy? - Siedem lat temu.
- Więc znał pan Lancerre'a. - Nie pamiętam wszystkich.
Maitre d'hótel, trudno zapomnieć.
Mają tam duże zespoły.
Bylem pionkiem. Odbierałem pranie na nockach.
Pracowaliśmy pod panią Plisson. Ją zapamiętałem.
- "Podaj mi kurczaka". - Chcesz?
Cześć.
Miłego wieczoru.
- Co? - Nie.
Debiutant ma fart raz.
To nie tylko kwestia szczęścia. Parę rzeczy trzeba wiedzieć.
Nauczę cię, jeśli chcesz.
Muszę się przespać, jadę do domu.
Skoro to takie łatwe, czemu jesteś spłukany?
Myślisz, że gra się dla szmalu?
A o co chodzi w hazardzie?
Uważasz, że wczoraj, ci Chińczycy, przyszli tam dla kasy?
Za każdym razem rzucają na stół swoje życie.
Sklep, czynsz, jedzenie dla dzieciaków.
Przegrywają i przychodzą znowu.
Im bardziej umoczysz,
tym mocniej chcesz się odkuć, tym większego czujesz kopa.
Też to wczoraj czułaś.
Widziałem
Szukasz gościa, któremu nie idzie.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto przegrywa, ale gra dalej.
Wystarczy go obserwować i obstawiać na odwrót.
Będzie grał do oporu. Musi sięgnąć dna, żeby się ocknąć.
Poza tym mamy cykle.
Pięć razy banco, raz punto,
siedem razy banco, dwa punto i tak dalej.
Chinki wszystko zapisują, wierzą w statystyki.
Ale najpewniejsza rzecz to kasa krupiera.
Jeśli jest pełna, wygrywa stół. Trzeba obstawiać przeciwnie.
Puste przegródki oznaczają, że bank przegrywa.
Krupier prosi o sztony,
jego szef idzie do bankiera.
Kluby mają swoich bankierów, tym się różnią od kasyn.
Co rano stoły idą na sprzedaż.
Aukcje są teoretycznie otwarte, ale kupuje zawsze jedna osoba.
Grasz przeciwko niej, nie przeciw klubowi.
To istota przekrętu.
Stowarzyszenie non-profit.
Bez pieniędzy, zysków, podatków. Spotkania w kręgu członków.
Policja przymyka oko,
a ochrona od czasu do czasu przypomina, czyja to własność.
Im większy przytup, tym lepiej.
Najczęściej to ustawki. Gość kasuje parę groszy i znika.
Największe zagrożenie stanowi kto inny:
smoczyce, czyli Ilchwiarki.
Muszą znać dłużnika, bo jeśli ich nie spłaci,
ściągają dług z jego rodziny.
Są też naganiacze.
Pomagają spłukanym, proponując inne szulernie,
których tu nie brakuje.
A jak zapomnisz zapłacić, odwiedzi cię Diako,
najgorszy windykator w Paryżu.
Przyniosę kartę i kawę.
Gdzie się podziewasz?
Przepraszam.
Pomożesz mi?
Nie gniewajcie się.
Odbiór!
A Abel?
- Co? - Jak to co?
Skąd mam wiedzieć? Płacimy?
Która?
Pewnie siódma trzy, trzy minuty temu była siódma.
Dublin?
Tak.
Piwo, dudy, deszcz. Dla mnie raj.
Serio.
Gdybym uciekała, pojechałabym dalej.
Gdzie?
Do Meksyku?
Co byś tam robiła?
Idealne miejsce, żeby zniknąć.
Dlaczego chcesz znikać? Nie zgadzam się.
Nic z tego.
A tobie wolno?
- Wróciłbym - Akurat!
Pocałuj mnie.
Drań.
Widzisz tego małego? Czarnego?
Ostatnio załatwiłem go tak, że utykał.
Ile wzięłaś?
Trzymaj.
Ruszaj się, jedziesz piątką.
- Na Piątkę - Co?
Postaw całość na mnie. Nie zawiedź, potrzebuję tego.
Dobra.
Nie spuszczaj mnie z oczu.
Obiecujesz?
Nie słychać was!
Abel, nie piłuj!
Zostań tu.
Co tak patrzysz?
Nie ma na co. Po wszystkim.
Nieważne, że przegrałeś.
Nie?
Mam to gdzieś.
To znaczy, że nie wierzyłaś.
Nie szkodzi, odkujemy się.
My? Nas już nie ma.
Wracaj do domu.
Na co czekasz?
Masz pracę, swoje życie.
Po co się mnie trzymasz jak psiak?
Spływaj. Idź sobie.
Daj jej spokój.
Podoba ci się?
Chcesz ją posunąć?
Mnie to nie przeszkadza.
- Pokaż mu, co mi robisz. - Odbiło ci?
Wciąż jej mało.
Przestań!
Zjeżdżaj!
Dobra.
W Porządku? Ulżyło ci?
Ty fiucie.
Co to?
Z zakładu?
Jakiego zakładu?
Nie widziałaś, gdzie byliśmy? "Postaw wszystko"?
Podpuścił cię.
Nie było zakładów...
Dlaczego to zrobiłeś?
Przegrałeś specjalnie dla 300 euro?
Mam iść, żebyś je zgarnął za moimi plecami?
Jeśli potrzebujesz, mów, dam ci pieniądze.
Poproś.
Dostaniesz.
Jeśli nie chcecie, ja wezmę.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Zostanie pani na śniadanie?
Nie, pójdę już.
Dam pani kawy. Zaparzyłem, to nie kłopot.
Nie, dzięki.
Nie?
Proszę, pójdę po syna.
Poznaliście się w Internecie?
Namówiłem go, żeby się zapisał.
Gdyby nie to, całymi dniami siedziałby tu przy robocie.
Miło mi było poznać. Proszę nas odwiedzać.
Proszę czuć się jak w domu.
W porządku?
Odwieźć cię?
Nie.
Nie.
Z dedykacją. Amsterdam, 57 rok.
Marzenie kolekcjonera.
Oddam za połowę, za 250.
Pani się obróci.
Ile za płaszczyk?
EJ} ty, pobudka!
Budź się!
Abel mówił, że mogę.
- Gówno mnie to obchodzi! - Zapłaciłem mu.
Nie on tu mieszka!
Zjeżdżaj stąd!
Postawiłem trzy stówy, przegrałem, zostało mi 85.
Za mało na żeton.
Siadłem do pokera. Dobiłem do setki, wymieniłem i...
- Odegrałeś się. - Tysiąc 400 na plusie!
Widziałaś mojego synka? Patrz, jakie oczy.
Rozczochrany, ale i tak śliczny. Tęsknię za nim.
Abel, dość tego.
Byłem u niego.
- Fajna buźka. - Przystojniak!
Bez nerwów, nie wiedziałem, że boisz się psów.
Chciałem mu pomóc.
Hamza?
- Postawiłeś na Ryzykanta? - Jasne.
Mam dobre przeczucie.
Posłuchaj mnie. Wyrzucą nas z mieszkania.
Przyślą komornika i co zrobię?
Jesteśmy dobrzy. Odegrałem się wczoraj.
Niedługo jedziemy do Meksyku.
Grzej!
Mogłeś powiedzieć.
Gonitwę wygrywa Ryzykant...
Mówiłem.
Tu się odegram.
Deauville jest za małe.
Podać ci coś?
Znikam.
Idź.
- Odchodzę. - Może wreszcie wygram.
Co powiedziałeś?
Romain ma rację, przynosisz mi pecha.
- Ja tobie? - To przez ciebie.
Przeze mnie?
- Jak czarny kot - Milcz.
- Nie truj. - Zajmij się synkiem!
Rozdawaj.
Karty.
Rozdaj.
- Spokojnie, proszę. - Jestem spokojna.
Usiądź.
Jesteś z nią czy z kelnerką, która wtyka ci sztony?
Puszczajcie mnie! Co, teraz ze mną rozmawiasz?
Puść.
Pozwalasz im na to?
Już wychodzę.
Proszę obstawiać.
Banco.
Nie wiem, co powiedzieć.
Dokąd pójdziesz? Do ojca?
Nie twoja sprawa.
Ella, przysięgam...
To koniec.
Proszę, posłuchaj...
Nie.
Tym razem poważnie.
Wyjedziemy, dokąd zechcesz, do Meksyku. Kończę z tym.
Wypieprzaj.
Przykro mi, ma pan zakaz.
Proszę jeszcze sprawdzić.
Jest pan na liście, nic nie poradzę.
I co?
Proszę jej powiedzieć, że ją kocham.
Kocha panią.
Kocham cię.
Nigdy nie czułem się taki wolny!
Wszystko dzięki niej.
Co dzięki mnie?
Wyrwałem się.
Sam to zrobił.
Teraz wytrzymaj.
- 15 euro. - Ja płacę.
Coś ty. Z tego, co ci pożyczyłem?
- Mam nowinę. - Jaką?
- Będziesz naszym świadkiem. - Nie świruj!
Poważnie. Ożenię się z tobą.
Może przedtem się oświadczysz?
Wstań.
Robię to pierwszy raz, potwierdź.
Będę o ciebie dbał, pracował, nawet za minimum socjalne.
Będziemy mieć dom, ogród,
wielką kuchnię...
dzieci.
Byle nie psa.
Naprawdę?
Tak.
Żenię się
Gratulacje -tak się chyba mówi?
Dziękuję
Odpocznijmy.
Nie! Idę do przodu! Prosto przed siebie.
Naprzód! Do przodu iw tył.
Co to?
Zabierz łapę, bo coś ci się stanie. Nie ze mną się żenisz.
Jesteś moją miłością.
Wal się.
Ogłaszam was...
pan mer ogłasza was mężem i żoną, wariaci!
Chrzanię was!
Co jest? Zamkniecie się wreszcie?
On się żeni. Żeni się, a ja jestem merem.
Stul ryj! Wynocha!
Wszyscy spadamy bez spadochronu.
Zalałaś się. Daj tę butelkę.
Przepraszam, jest zalany.
Wcale nie.
Co jest? Nie podoba się?
Przestań!
Diako, on jest spoza! Spłacę cię!
Dość.
Dwa dni, proszę!
Oddam wszystko, przysięgam!
Proszę.
Twoja dziewczyna?
Ella, tak?
Jutro, słowo. Wszystko ci zwrócę.
Co to było?
Co to miało być?
Usiądź.
Cześć, tato.
Przyszłam po swoją część.
Po pieniądze mamy, które poszły na restaurację.
Mam prawo do połowy.
Abel cię poprosił?
To dla mnie. Nie odejdę bez nich.
Ella?
Nie rób tego. Zostaw czeki.
Jeszcze nie jest za późno.
Powiedz coś.
Zamknij się!
Pozwolisz jej? To cię zabija!
Trzy czeki, tak?
Tak.
Po dwa tysiące na każdy. Pierwszy zamienisz na sztony.
Podejdziesz z nimi do baru i będziesz czekać.
Czekaj, tak?
To samo z drugim: wymieniasz na sztony,
idziesz zapalić czy co tam chcesz, tylko nie wolno ci grać.
To samo z trzecim.
Kiedy będziesz miała już wszystko, chowasz sztony i wychodzisz.
Słuchasz mnie?
Czeki-sztony-gotówka. Tak?
Czeki-sztony-gotówka.
Ja tylko po dziewczynę. Proszę.
Przepuść klientów, Abel.
Znasz mnie, widzisz? Tylko ją zawołam.
Zawołam i wyjdzie. Dobra?
Nie świruj.
Coś się nie podoba?
Chcesz grać? To idź.
Z szacunkiem.
Wpuść mnie!
Tylko ją zabiorę!
Przestań. Sam się wpisałeś na listę.
Idziemy.
Abel, chodź.
Zaczekaj.
Nie ma mowy.
Sama widziałaś, są niebezpieczni!
Wchodzę z tobą.
W środku mi nie pomożesz, potrzebuję cię tutaj.
Tak?
Jeśli przez godzinę nie wyjdę, wezwij gliny.
Szulernia ich zainteresuje.
Dlaczego godzina? Zapłać i wracaj.
Z nimi nigdy nie wiadomo.
Wyjdę, jak tylko się da.
Jak tylko się da.
Kobiet nie wpuszczamy.
Ja po Abla. Chcę go zobaczyć.
Wiem, że tu jest!
Nie tykasz kasy, ja wprowadzam zamówienia.
Podajesz karty, sprzątasz, kroisz pieczywo.
Dobrze.
Dziękuję
Idziemy?
Można?
Mam dość. Jestem wykończona.
Chłopak.
Myśli pan? Dlaczego?
Masz. Ja obsłużę.
Espresso?
Miłego dnia.
Nie ma go, przysięgam. Nie wiem, gdzie jest.
Zniknął.
Zostawił mnie.
Więc mi go znajdź.
Gdzie Abel? A znam cię?
- Gdzie jest? - Nie wiem. Nie tutaj.
- Zna pan Abla? - Nie.
- Tak, pan Abel. - Nie ma go. Nie wiem.
Widzieliście go?
Mów.
Musisz mi pomóc.
Szukałam wszędzie. Widziałeś go?
Nie ty jedna.
Zawsze tylko on...
Jest tu?
Dajcie mi spokój.
Jest?
Wyjdź stąd.
- Nacim... - Wyjdź
Przegrałem... mieszkanie, samochód...
sprzedałem meble.
Nie wiem, co robić, potrzebuję pomocy.
Po to przyszedłem. Nie wiem już, co robić.
W południe siedzę w kawiarni, gram, przegrywam.
I to trwa.
Nie ma końca. Wstyd mi.
Wstydzę się, że tak zabrnąłem.
Że nic już nie mam.
U nas jest przysłowie, które mówi, że kiedy klęska,
katastrofa jest ostateczna, łatwiej ją znieść.
To mnie właściwie pociesza.
Świadomość, że inni przeżywają to, co ja.
Dziękuję ci bardzo, Rafiku.
Mamy dziś nową osobę. Przedstawisz się?
Nazywam się Camille.
Jestem uzależniona.
Od tygodnia jestem czysta.
Dzień dobry, Camille, brawo.
Jak się czujesz?
Samotnie.
Kto teraz?
Jane, znacie mnie. Abstynentka od pięciu lat.
Chcę ci pocałować.
Zaczekaj.
Przyjemnie tu u ciebie.
Remoncik?
Naprawdę mi przykro.
Chodź.
Patrz uważnie.
Przepraszam...
I co, Franck? Pójdziemy znowu do żony?
To już nic nie da.
Miejmy nadzieję, że zmieni zdanie.
Przeszukajcie go, zabrać wszystko.
Odtąd dzwonię na ten numer.
Myślałam, że to koniec.
Bierz. Ja decyduję, kiedy skończymy.
Skarbie?
Powiedz, że zamknięte.
Restauracja "Fiodor", słucham?
Halo?
Znalazłam Abla.
Gdzie jest?
Powiem, ale to będzie koniec.
Umówiliśmy się. Chcę mieć pańskie słowo.
Nadasz mi swojego faceta?
Nienawidzę go tak jak pan.
Mam Abla gdzieś. Robota jak każda.
Dla mnie też. Ostatnia.
To ja.
Jak ci się tu podoba?
Myślałam, że jesteś daleko. Gdzieś za granicą.
Gdziekolwiek, nie tutaj.
Nie wyjechałbym sam.
Mogłeś znaleźć inną.
Pogubionych lasek nie brakuje.
Wystarczy takiej powiedzieć, że jest wyjątkowa.
Ale ty naprawdę jesteś.
Jeszcze nie rozumiesz?
Tracisz świeżość.
Jesteś jeszcze piękniejsza.
Czego chcesz?
Zobaczyć cię, porozmawiać.
Prosić o wybaczenie.
I co?
Myślisz, że wystarczy znów się pojawić?
Że pstrykniesz i będzie jak dawniej?
Dlaczego przyszłaś?
Żeby spytać, co czułeś.
Jak mogłeś mi to zrobić.
Walczyłem ze sobą, ale...
nie udało się. Przestraszyłem się.
Ty?
Przegrywam przez całe życie.
Najpierw dowiedziałem się, że facet, który odprowadza mnie do szkoły,
nie jest moim tatą.
Abel Massaoui nie istniał, był nikim.
Potem już poszło.
Wszystko odpadało ode mnie jak zeschła skóra, nic nie czułem.
Wygrać może każdy...
Ale przegrać...
większość nie podniesie się po przegranej.
Więc kiedy tobie się to udaje...
czujesz moc.
Ale po krótkim czasie wsiąkasz jak w prochy.
Im więcej przegrasz, tym bardziej się czujesz wolny.
I coraz mniej chce się człowiekowi wypływać na powierzchnię.
W końcu uwierzyłem, że jestem niezwyciężony.
Jak wybraniec, który przetrwa wszystko.
Ale ty mnie pokonałaś.
Z tobą mi się nie udaje.
I nie chcę, żeby się udało.
Wiem, że czekają na dole.
Nie ma innego sposobu, żeby to się skończyło.
Zejdziemy razem, a potem powrócisz do swojego życia.
Będzie dobrze.
Chodź!
Zawiadom szefa!
Co ty wyprawiasz?
- I co mi zrobisz? - Chora jesteś?
Stój!
Nic ci nie jest?
Idź do tyłu.
Abel?
Abel... nic ci nie jest?
Muszę tylko odpocząć.
Co to? Trzeba zawrócić, jechać do szpitala.
Zakład, że następny samochód będzie czarny?
Jeśli zadzwonisz, przyjadą gliny.
Nie mogą cię tu znaleźć.
Nie zostawię cię.
Zajrzyj do kieszeni.
Wybierz jakiś kolor.
Ja zostaję przy czerni.
Czerwień.
Abel...
Nie, oprzytomniej!
Ocknij się! Abel, zbudź się, proszę cię!
Nie zostawiaj mnie...
Przychodzi bez zapowiedzi.
Nadciąga z oddali,
kołacząc się od brzegu do brzegu...
Z krzywym uśmieszkiem.
Aż budzisz się pewnego ranka
i choć prawie go nie czujesz... już jest.
To senne mrowienie to on.
Ból istnienia...
Trzeba go przeżyć.
Jest tego wart.
Można go nosić przez ramię
albo jak pierścień na palcu...
Udało się nam!
Jak kwiat, w butonierce...
lub na nagiej piersi.
Daliśmy radę.
Nie musi być wielką biedą
na miarę dotkliwych klęsk,
lecz rodzi łzy pod powieką.
Gdy wstaje dzień i gdy umiera.
Jesteśmy nietykalni.
Czy jesteś z Rzymu, czy z Ameryki,
z Londynu czy z Pekinu,
czy z Egiptu, z Afryki,
czy z okolic bramy Saint-Martin...
Modlimy się o to samo
i pokonujemy tę samą drogę.
Jakaż ona długa, gdy musisz ją przebyć
z tym niepokojem w sercu.
Na próżno próbują to pojąć
ci, co przychodzą z gołymi rękami.
Już nie chcemy ich słuchać.
Dłużej się nie da, mamy dość.
Samotni, w ciszy nocy, która nie ma kresu,
czasem znienacka pomyślimy
o tych, którzy z niej nie powrócili..
Tekst: Grzegorz Shiller
Wspomóż nas i zostań członkiem VIP, by pozbyć się reklam z www.OpenSubtitles.org
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.