Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
KAŻDEMU NIESZCZĘŚNIKOWI
BÓG ZSYŁA PSA
DOGMAN
Do wszystkich jednostek.
Podejrzany jest biały, koło 30, może mieć broń.
Dobry wieczór, prawo jazdy i dowód rejestracyjny.
Wyszłam w pośpiechu i niczego ze sobą nie wzięłam.
Proszę wysiąść, przeszukamy pojazd.
Nie radzę tego robić.
Ręce na widoku!
Nie skrzywdzą pana, póki nic mi pan nie zrobi.
Proszę położyć ręce na desce rozdzielczej!
Czy pani mnie słyszy?
Ma pan ogień?
Halo?
Co takiego?
Jest druga w nocy.
- Wiem, ale to pilne. - Dobra.
Mamo? Muszę iść.
Co się dzieje?
Mają kogoś w areszcie.
- Czemu zawsze ty? - Biorę, co dają.
- Słucham? - Ja do tego nowego podejrzanego.
Tam?
- W różowej sukience. - Jasne.
- Proszę. - Dziękuję.
Zapraszam.
Na wszelki wypadek będę za drzwiami.
Dziękuję.
Dzięki.
Jestem doktor Evelyn Decker.
A pani?
Nie dość że palenie jest niezdrowe,
to jeszcze przypominam, że tu nie wolno palić.
Przeszkadza pani?
Raczej nie.
Dziękuję.
Przykro mi, ale marnuje pani czas.
Nie jestem chory, tylko zmęczony.
Jestem psychiatrą.
Wezwano mnie, bo moi koledzy nie radzą sobie z panią.
Nie wiedzą, jak z panią postępować.
- Chcą wiedzieć, kim pani jest. - Nie dziwię się.
Zawsze lubiłem przebieranki.
Tak robisz, gdy nie wiesz, kim naprawdę jesteś.
Wymyślasz sobie przeszłość, żeby zapomnieć.
Czy to znaczy, że sam siebie okłamuję?
Zależy. Zwykle się przebieramy, żeby ukryć coś niechcianego.
Ciekawe.
Myślałem, że w ten sposób stajemy się kimś innym.
Miło jest, gdy można na chwilę zapomnieć.
Choć wiemy, że to tylko iluzja.
- W porządku? - Tak.
Zastanawiam się.
Kocha pani życie?
Tak, choć różnie z nim bywa.
Moja rodzina niewiele miała, ale rodzice dobrze mi życzyli.
Poszłam na studia. Jak dotąd wykorzystałam swoją szansę.
Znalazła pani miłość?
Tak. Mam małego syna.
- Ma dziewięć miesięcy. - Gratuluję.
Mężatka?
Rozwódka.
Życie to niespokojna rzeka, co?
Tak. Odpowiedziałam już na pana pytania, więc zadam swoje.
Jasne, proszę wybaczyć. Jak brzmi?
- Wystarczy imię. - Doug. Skrót od Douglas.
Dawno nikt mnie tak nie nazywał.
- Masz dzieci? - Setki.
- Mówisz o psach? - Tak, to moje maleństwa.
Ich miłość ratowała mnie tysiące razy.
Zawdzięczam im życie.
- Kochasz psy bardziej niż ludzi? - Oczywiście.
Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham psy.
Co mają takiego, czego ludzie nie mają?
Psy są piękne, ale nie próżne, odważne, ale nie agresywne.
Mają wszystkie ludzkie zalety, ale bez wad.
Wiem, że mają tylko jedną wadę.
Jaką?
Ufają ludziom.
Miałem dziewięć lat, gdy to zrozumiałem.
Obserwowałem brata z okna mojego pokoju.
Wymachiwał mięsem przed nosami psów ojca.
Obaj głodzili psy.
Na kilka dni przed walką. Tak ojciec zarabiał.
Organizował walki psów.
Myślisz, że je kochał na swój sposób?
Nie, ojciec nie był zdolny do miłości.
Znał tylko przemoc.
Ile razy mówiłem, żeby nie karmić psów?!
A ty?
Ja?
Zaznałem jego agresji jak inni.
Zwróciłam uwagę na twój spokój.
Próbowałeś się bronić, albo przynajmniej narzekać?
Narzekania to modlitwy do diabła.
Pamiętasz jakieś szczęśliwe chwile?
Jasne, kiedy byłem mały...
Mama urzędowała w kuchni.
Najbardziej lubiła płyty z europejską muzyką.
Uwielbiała je puszczać, gdy gotowała.
Ale kiedyś ojciec wrócił...
I zabawa się skończyła.
Miałeś kogoś jeszcze? Dziadka, ciotkę, wujka...
Kogoś, kto umiałby okazywać jakieś uczucia?
Tak.
Dziecko przyjmie każdą miłość.
Pewnego wieczoru, przy kolacji...
brat wydał ojcu moją tajemnicę.
Chowa jedzenie po kieszeniach, żeby karmić psy.
Nie. To kłamstwo.
Przysięgam na Boga.
Kochasz psy?
Tak.
Proszę, nie przy stole.
Bardziej niż własną rodzinę?
Tak.
Kochasz psy, ty mały śmieciu?!
Moje łzy uznał za przyznanie się do winy.
Od tej pory nie mogłem już wejść do domu ojca.
Zamknął mnie w klatce.
To teraz twoja rodzina!
- A matka? - Zrobiła tylko to, co mogła.
To dla ciebie.
Zakop je. Jeśli ojciec je znajdzie, wpadnie w szał.
Nie pamiętam jej słów, była czerwona i płakała...
i przepraszała.
Kocham cię.
To było miłe.
- Była w ciąży? - W siódmym miesiącu.
Chciała zapewnić dziecku lepsze życie niż to, które mieliśmy.
Próbowałeś uciec?
Dokąd?
Klatka dzieliła jedną ścianę z szopą,
w której było mnóstwo rzeczy. Pewnego dnia...
zrobiłem w ścianie dziurę i włożyłem tam rękę.
Znalazłem tam magazyny, które ukryła moja matka.
To było okno, przez które wreszcie ujrzałem świat.
Całą edukację zawdzięczam...
pismom Modern Woman i The American Magazine.
Wiedziałeś, że twoje życie nie było normalne?
Tak.
Ile czasu spędziłeś w tej klatce?
Trudno powiedzieć.
- Miałeś żal do matki? - Nie.
Była słaba. To była jej wada i jednocześnie ratunek.
W naturze najsłabsi są eliminowani, pożerani przez resztę.
U ludzi słabi i tchórzliwi zawsze znajdują sposób, żeby przeżyć.
Przynajmniej przez jakiś czas.
Bo Bóg i tak zrobi, co zechce.
Jedna za mamusię.
Smakuje?
Jeszcze jedna.
Jak w pracy?
Ciężko.
Widziałam dziś w okolicy tatusia.
- Nie powinien być na odwyku? - Powinien.
Sąd zakazał mu się zbliżać.
Wiem.
Jest agresywny.
Wiem o tym, mamo.
Jak twój ojciec.
To też wiem.
Nie zostawię cię, kochanie.
Przez ciebie mama nas zostawiła.
Nie zniosła tego, co zrobiłeś ojcu.
Jesteś tak cholernie uparty.
Widziałeś tylko zło.
Jesteś zagubioną owieczką.
Ale z bożą pomocą ojciec wskaże ci właściwą drogę.
Módl się, poganinie.
Bo zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska to życie w Chrystusie.
Kapujesz?
W IMIĘ BOGA
Cześć. Przyszedłem do Dogmana.
Proszę.
Tutaj, młody człowieku.
Nie bój się, nic ci nie zrobią.
Wybacz, zbliża się czas karmienia.
Są podenerwowane.
Wyglądasz znajomo. Znamy się?
Tak. Byłem tu kilka miesięcy temu...
z kuzynem Pablo.
- Robiliśmy elektrykę. - Juan, prawda?
Tak.
Proszę, siadaj. Coś do picia?
Dziękuję, nie trzeba.
Co cię tu sprowadza, Juan?
Martha.
Przynosi mi czasem pranie.
- Wspaniała kobieta. - Tak.
Znalazła małego psa na ulicy i pomyślała, że...
- Boże! - Uznała, że będzie mu lepiej tutaj.
- Z tobą. - Serio?
Jest cudowny.
To australijski labradoodle.
Sprowadzają je nielegalnie.
A te, których nie sprzedadzą, zabijają albo wyrzucają za okno.
Jego też to spotkało. Ma złamaną nogę.
Biedaku.
Nie martw się, trafiłeś w dobre miejsce.
Nazwę cię Piękny.
Podziękuj Marcie. Jeśli będzie potrzebowała pomocy,
wystarczy słowo.
Ma niewielki problem.
Mów.
W mieście jest gang, którego szefem jest El Verdugo.
Egzekutor.
Otworzył bar przy Trzeciej Ulicy, prawda?
Zgadza się.
Co z nim?
Od kilku miesięcy wymusza na właścicielach sklepów
pieniądze za ochronę.
Płacimy jak wszyscy. Ale on wpada co tydzień.
Marthy na to nie stać.
Musiała sprzedać meble, które odziedziczyła po rodzicach.
- Przekaż, że postaram się pomóc. - Dziękuję.
Pan El Verdugo? Pan wybaczy, ale tylko takie imię znam.
- Kto mówi? - Nie jestem z policji,
nie jestem też wrogiem, raczej jedynym przyjacielem.
Dla zdrowia radzę siedzieć spokojnie.
To może zagrażać pana zdrowiu, gdyby chciałby pan mieć dzieci.
Halo?
Tak?
Wysłucha mnie pan?
- Tak. - Jak się pan nazywa?
- Morales. - A jak ma pan na imię?
Diego.
Diego?
- Lubisz dzieci? - Tak.
Wiesz, że mój pies może cię ich pozbawić?
Tak.
Oto umowa.
Pozwolę ci mieć dzieci, jeśli Martha spokojnie będzie wychowywać swoje.
Kim jest Martha?
Ma pralnię przy Szóstej Ulicy.
Zamiast ją straszyć, oddaj jej swoje pranie. Potrafi czynić cuda.
Co ty na to?
Nie rozumiem.
Podsumuję.
Odczep się od niej, bo mój pies odgryzie ci klejnoty.
- Zrozumiałeś? - Tak.
- Mamy umowę? - Tak.
Złamanie umowy będzie oznaczało złamanie zasad, jasne?
Doskonale. Oddaj telefon Mickey.
Co tak stoicie?
Sprowadźcie go żywego!
Melvin, to sąd zakazuje ci widywać syna, nie ja.
Masz się do nas nie zbliżać.
Przestań, straszysz moją matkę.
Nie przyprowadzę go do parku, to nie jest dobry pomysł.
Musisz się najpierw zająć sobą.
Melvin?
Szlag!
Tu nie wolno stawać.
Przepraszam, tu nie wolno parkować.
W porządku.
- Iść z panią? - Dzięki.
- Dziękuję. - Proszę.
Wpuszczono mnie do twojego domu po rzeczy, o które prosiłeś.
Dziękuję.
Panował tam okropny bałagan.
Zwykle mam porządek.
- Pomóc? - Nie trzeba, dziękuję.
- Karmelowe latte z bitą śmietaną? - Tak, dziękuję.
Nie powinienem, cukier mi szkodzi.
Ale nie można rezygnować ze wszystkich przyjemności.
Wykończona? Krótko pani spała.
Wystarczy mi kawa.
Twoja historia jest fascynująca.
Nie wiem, kiedy cię stąd przeniosą, więc...
Chętnie zadam więcej pytań o dzieciństwo, jeśli pozwolisz.
Trochę na to za późno, nie sądzi pani?
- Czyli? - Trening zaczyna się w młodości.
Na rehabilitację jestem chyba za stary.
Rozmowy o dzieciństwie są dla ciebie dziwne albo nieprzyjemne?
Nie, ale nie przywykłem do nich.
Właściwie czuję, że dobrze mi robią.
Nie istniejemy bez przeszłości.
To korzenie, z których wyrasta drzewo.
Są niewidoczne, więc po co je wykopywać?
- Bo dobrze ci robią. - Touché.
Co pani chce wiedzieć?
Jak wyszedłeś z klatki?
Widzę je!
Coś takiego!
Nie!
Zobaczymy, co ojciec z nimi zrobi, gdy się dowie.
- Może żarcie dla psów. - Richie, proszę.
- Nie mów mu. - Bo co?
Proszę.
Richie znów mnie zdradził. Powiedział o wszystkim ojcu.
Ojciec był chory, nienawidził wszystkiego, łącznie z sobą.
Nie kochał życia, wciąż je niszczył.
- Tato, nie, proszę. - Z drogi.
- Zajmę się nimi. - Odsuń się.
Odsuń się, bo zarobisz kulkę!
- Będę je karmił. - Z drogi! Otwórz to wreszcie!
Odsuń się!
- Z drogi! - Nie mogę!
Masz się odsunąć!
Zastrzelę was wszystkich!
Przyszedł z bronią, by udowodnić swoją rację.
Postawiłem się i straciłem palec.
Tato, czekaj. Zostaw.
Zajmę się tym, idź do domu.
Nic nie zrobiłeś, to nie twoja wina.
Tato! Posłuchaj mnie. Idź do domu.
Zajmę się tym, to nie twoja wina.
Widzisz? Nie chciałeś zrozumieć.
Popełniasz błędy i zachowujesz się jak zwierzę!
Nie zasługujesz na boską miłość.
Najwyżej na litość.
Moby, spójrz na to.
Auto.
Masz ich znaleźć.
I dać im to.
Policja. Rozumiesz?
Stoją za domem. Idź do nich, Moby.
Bezczelny kundel!
Co jest, mały?
- Coś nam pokazuje. - To twój informator?
Zabawne.
Centrala? Przyślijcie wsparcie.
Wchodzimy, osłaniaj mnie na schodach.
Na górę!
Chryste!
Karetka i opieka społeczna.
Ma broń!
Odłóż broń! Nie ruszaj się!
To mógł być najlepszy dzień w moim życiu,
gdyby kula nie odbiła się od ściany i nie trafiła mnie w kręgosłup.
Byłem wolny, ale Bóg pozbawił mnie nóg, by cieszyć się wolnością.
Wierzę w Boga.
Ale na tym etapie życia zadaję sobie pytanie, czy Bóg wierzy we mnie.
Widzę, że nosisz szyny.
- Możesz chodzić? - Trochę.
Mogę zrobić kilka kroków.
Kula utknęła we wrażliwym miejscu.
Lekarze uznali więc, że nie warto ryzykować wyjmując ją.
Każdy krok może sprawić, że mój szpik się wyleje,
co jest niewskazane.
Mogę chodzić...
ale tylko do śmierci.
Bardzo szekspirowskie, czyż nie?
Brat i ojciec ile lat dostali?
Ojciec 20. Zabił się dwa tygodnie po aresztowaniu.
Nie polubił życia w klatce jak ja.
A brat?
12,ale dzięki Bogu i dobremu sprawowaniu odsiedział 8.
Widziałeś go potem?
Tak.
Kiedy go wypuścili.
Weź dokumenty i spadaj stąd.
Wypuścili go rano.
Moja suka Polly czekała na niego.
- Twoje psy go zabiły? - Nie.
Bóg w swej mądrości...
zakończył jego cierpienie.
Przepraszam.
Dzięki.
- Pozwoli pani, że zjem? - Proszę.
Dobrze.
Nie jest smaczne, ale apetyt mi wrócił.
To może mieć związek z pani obecnością.
To dobrze.
Ale muszę cię poinformować, że nasze rozmowy są nagrywane.
Na suficie jest kamera. A raczej dwie.
Wiem. Ma pani ochotę?
Nie, dziękuję.
Zauważyłam, że gdy cię wypisano ze szpitala...
trafiłeś do rodziny zastępczej. A raczej kilku.
Pamiętasz coś?
Zamieniłem jedno więzienie na drugie.
Wygodniejsze, ale bez moich psów czułem się o wiele gorzej.
- Miałeś przyjaciół? - Nie.
Psy są jak rodzina, nawet gdy są różnej rasy.
Tworzą spójną i trwałą społeczność.
Dzieciaki były pokaleczone i niezdolne do tworzenia więzi.
Słuchały tylko instynktu przetrwania.
Psy kochają przyjaciół i gryzą wrogów.
A ludzie mieszają miłość i nienawiść.
Byłeś kiedyś w jakimś związku?
Niezupełnie.
Był ktoś.
Salma.
Cześć.
Douglas?
Salma. Bibliotekarka mówi, że lubisz czytać.
Czytałeś to?
Znasz Szekspira?
Boże! Odmienię twoje życie!
Szekspir to największy pisarz na świecie!
Wszyscy ci pisarze zainspirowali się jego twórczością,
stworzoną 400 lat temu. Moim zdaniem najlepszy jest "Makbet".
Prowadziła lekcje o teatrze. I była piękna jak promyk słońca.
Umiała mówić o Szekspirze jak nikt inny.
Nauczyła mnie jak się malować.
Mówiła - jeśli nie lubisz swojego odbicia w lustrze, zmień je.
Nie ma dowodów, że to my jesteśmy prawdziwi, a nie nasze odbicie.
A może odbicie jest prawdziwe, a my je naśladujemy.
Nigdy nie poznałem kogoś takiego.
Już! Twoja kolej.
Wąsy.
- Nie mogę. - Oczywiście, że możesz!
Możesz być każdym. Królem, księciem...
Żebrakiem albo kwiatkiem.
Wybieraj.
Dobrze.
Mówiła, że teatr jest jak religia.
Wierny ma wierzyć, że to co przeżywa, jest prawdziwe.
Pamiętaj...
Jeśli umiesz zagrać Szekspira, zagrasz wszystko.
Powiedz, kto pomógł ci znaleźć to miejsce?
Miłość mnie tu przywiodła. Ona mi dała siły, a ja jej oczy.
Jeszcze me ucho stu słów nie wypiło, a dźwięk już ich mi znany.
Czy to ty jesteś, Romeo? Jesteś Monteki?
Żadnym z nich, święta, jeśli wstręt twój budzą.
Najdroższa, wieczorem Duncan tu przybędzie.
- A kiedy odjedzie? - Pragnie odjechać rankiem.
Nigdy nie ujrzy słońce tego jutra.
Co się stało, matko?
Hamlecie, ojca twego obraziłeś.
O matko, ojca mego obraziłaś.
Możesz tak mówić, bo jest to ręka, którą serce oddałam.
Rozrzutna ręka, dawniej serca dawały rękę.
Teraz godła to ręce, nie serca.
Me imię, święta, jest mi nienawistne, gdyż jest twym wrogiem.
- Spisane podarłbym to słowo. - Romeo.
Niech ci, którzy mnie miłują, pójdą za mną!
Wreszcie żyłem.
Mogłem się pokazać, także moje ciało.
Byłem tym, kim chciałem być. Bariery padły dzięki makijażowi.
Gdy prawdziwy świat wciąż mnie odrzucał...
ten wymyślony otworzył swe ramiona i mnie przyjął, całego.
W nowym królestwie Salma była moją księżniczką.
- Kochałeś ją? - Do szaleństwa.
Wyznałeś jej to?
Szykowałem się do tego, ale odeszła.
Teatr z Bostonu ją zatrudnił.
To dobrze, bo marnowała się w domu dla młodocianych przestępców.
Tak myślę.
- Straciliście kontakt? - Śledziłem każdy jej krok.
Na początku różnie się jej układało.
Ale miała talent i miłość, więc musiała odnieść sukces.
Wkrótce pracowała w coraz lepszych miejscach,
a po kilku latach trafiła na Broadway.
W końcu zebrałem się na odwagę i poszedłem do niej.
Była piękna.
Poprosiłem ochroniarza, żeby mnie wpuścił i wszedłem za kulisy.
- Proszę. - Wybacz, że przeszkadzam.
Jest tu twój największy fan. Zna cię i chce się przywitać.
Jasne.
Bałem się, że nie będzie mnie pamiętać.
Ale poznała mnie natychmiast.
Boże! Douglas!
Ale urosłeś! Nie wierzę! Co za strój! Wyglądasz jak książę!
Chciałem ci je rzucić na scenę, ale byłem za daleko.
Piękne. Włóżmy je do wazonu.
Niezwykłe. Dopiero co się zastanawiałam, co u ciebie.
Opowiadaj ze szczegółami.
Wciąż czytam, bo to wychodzi mi najlepiej.
Zdałem mnóstwo egzaminów. Skończyłem studia.
Pewno masz wielu przyjaciół.
Nie, to był kurs on-line.
Kampus był za daleko od domu.
Jeździłem tam raz w miesiącu na egzaminy.
Skończyłem podstawy biologii.
Tak? To wspaniałe!
- O czym pisałeś pracę? - O psach.
Mogłam zgadnąć. Wciąż o nich mówiłeś.
- Spójrz, są piękne. - Nie tak jak ty.
Jak miło! A realizujesz się aktorsko?
Trochę.
- Ale bez ciebie to nie to samo. - Mam nadzieję.
Śledziłem twoją karierę od początku.
- Naprawdę? - Spójrz.
Wyciąłem każdy artykuł, od pierwszej produkcji w Bostonie.
- Ty to zrobiłeś? - Dla ciebie.
Podoba ci się?
To najpiękniejszy podarunek, jaki dostałam.
Była naprawdę szczęśliwa,
że przyszedłem.
Aż nagle...
- Wejdź. - Co za występ!
- Dzięki. - Zachwyciłaś.
Douglas, to Bradley, reżyser.
Jest też moim mężem.
Cześć, wiele o tobie słyszałem.
- Super. - Jest też ojcem mojego dziecka.
Moje gratulacje. Jak długo...?
Dwa tygodnie.
Serio? Szybko. I już jesteś w ciąży?
Pytasz o niego?
Poznaliśmy się trzy lata temu, a pobraliśmy się zeszłej zimy.
Dziecko to nowość. Dowiedziałeś się pierwszy.
Nie powiedziałam rodzinie.
Czuję się zaszczycony.
Super.
Patrz, Doug zrobił to dla mnie.
Wkleił artykuły o mnie, odkąd zaczęłam grać.
- Czy to nie cudowne? - Wspaniałe.
Prawdziwe dzieło sztuki.
Należysz do klanu?
- Rodzina artystów, showbiznes? - Nie.
Dog-biznes.
Wróciłem do schroniska, w którym pracowałem od pięciu lat.
Czułem się tak...
głupio.
Była starsza...
piękna...
i odniosła sukces.
A ja? Ja byłem tylko...
jakimś facetem na wózku inwalidzkim.
Nawet gdybym mógł chodzić, nie wiedziałbym dokąd iść.
Jak mogłem pomyśleć, że ona czuje do mnie coś więcej niż litość?
Ich miłość do mnie była szczera,
prawdziwa i bezwarunkowa.
Psy nie kłamią, gdy mówią o miłości.
Co było potem?
Zmiana.
Kolejna.
Nie rozumiem, chcecie zamknąć schronisko?
Kasa stanowa świeci pustkami,
wprowadzono więc drastyczne cięcia.
Wstrzymano finansowanie schroniska.
Od trzech lat co roku obcinano mi finansowanie o połowę.
Dzięki dotacjom i sprzedażom psów, kosztujemy stan grosze.
Wykonał pan wspaniałą pracę, doceniamy to,
ale otrzymaliśmy wiele skarg z różnych powodów.
- Czyżby? Jakich? - Na przykład zapachy.
Ratusz postanowił sprzedać ten teren deweloperowi.
Czyli pieniądze.
- My tylko wykonujemy polecenia. - Wiem.
A co z psami? Wypuścimy je, żeby wróciły do swoich rodzin?
Zostaną przeniesione do innego ośrodka.
Wiem, jak to jest.
Zmiany i brak możliwości ułożenia sobie życia.
Wiele pan osiągnął.
Z pewnością szybko znajdą panu odpowiednie stanowisko.
Kiedy to ma być?
Teoretycznie w poniedziałek o 6 rano.
Możemy poprosić o przedłużenie tego terminu.
Nie, dziękuję.
Do poniedziałku.
Dobrze, do poniedziałku.
Dzień dobry.
Najpierw wyniesiemy zarządcę, jest na wózku.
- To dziwak. Potem psy. - Zrozumiałem.
SCHRONISKO DLA PSÓW
Co jest?
Dokąd poszedł?
Będzie nam tu dobrze.
Polly, zawiadom resztę.
Biorę cię za słowo. Zwąc mnie Miłością,
ochrzcisz mnie na nowo I nikt już nie nazwie mnie Romeo.
Kim jesteś, że tak nocą osłonięty Wdzierasz się w moją samotność?
Kim jestem, tego nie umiem określić imieniem.
Czymże jest imię? To co zwiemy różą,
pod inną nazwą równie by pachniało.
Także i Romeo, choćby nie nosił tego imienia,
zachowałby swą doskonałość i bez niego.
Odrzuć więc swe imię, Romeo,
A za imię, które nie jest tobą, zabierz mnie całą.
Biorę cię za słowo.
Zwąc mnie Miłością, ochrzcisz mnie na nowo
I nikt mnie odtąd nie nazwie Romeo.
- Widziałeś znów Salmę? - Nie.
Urodziła dwoje dzieci, rzuciła scenę, a jej mąż zaczął pić.
Nawet gwiazdy szybko bledną.
Twoje mieszkanie było dobrze wyposażone.
- Skąd? - Ludzie sobie wzajemnie pomagają.
To musiało sporo kosztować.
Tak, było ciężko, musiałem poszukać pracy.
Był z tym kłopot.
Dyplom z biologii nie otwierał drzwi nawet do pracy w barze.
Czemu wąchasz kwiaty?
Zapłaciłem za nie.
Niestety nie ma nic wolnego.
- Dobra robota. - Pięknie, Annie.
Dzięki, Annie.
Wchodzisz po niej i przed magikiem.
I tak wolę ciebie.
Rodney?
- Tak? - Ja w sprawie ogłoszenia.
Do baru już kogoś mamy, wybacz. Zapomniałem zdjąć ogłoszenie.
Miłego dnia.
Myślałem o innym zajęciu.
- Też jestem artystą. - Chcesz wystąpić?
Znam Szekspira na pamięć.
- Pomyłka, to występy drag queens. - Rozumiem.
Jeśli umiesz grać Szekspira, zagrasz wszystko.
Znam też stare piosenki.
To też mam do zaoferowania.
Na pewno umiesz grać, ale zrozum...
Ludzie przychodzą się zabawić, a nie oglądać gościa na wózku.
Mogę stać.
Przez jedną piosenkę.
Rodney!
Daj mu szansę!
- Wstał. - Rodney, proszę.
- Dla mnie. - On stoi.
Tylko raz.
Wielkie odkrycie.
Dziewczyny, dziś jest spokojnie.
Wnieście tam trochę energii.
Cher?
- Możesz się przymknąć? - Niegrzeczna.
Douglas, wchodzisz za 2 minuty.
- Pięknie wyglądasz. - Dziękuję.
- Myślałam, że bez tego nie chodzisz. - Owszem.
Ale mogę stać przez chwilę.
Na pewno?
Tak.
Ale nie zostawcie mnie tam samego.
Ależ skąd.
Jak tylko piosenka się skończy, musisz mnie zabrać.
- Obiecaj. - Będę tam.
Podziękujmy naszemu magikowi. Czyż nie był cudowny?
Nasz magik zrobi sobie krótką przerwę.
W kuchni doszło do niewielkiego wypadku.
Gotowy?
Dobra. Oprzyj się na nas.
Czekamy tu.
Proszę o uwagę!
Powitajmy francuską diwę we własnej osobie!
Pannę Edith Piaf!
Da radę.
Wspaniale.
Pięknie!
Kurtyna! Zasuwaj!
Już, siadaj!
W porządku?
Chodźmy szybko.
- Był przebój? - Nie przesadzajmy.
Udało mi się przekonać szefa, żeby mnie zatrudnił w piątki.
Nie mogłem się doczekać piątków.
Tylko wtedy moje odbicie w lustrze pomagało mi zapomnieć o wyglądzie.
Występy były twoim jedynym źródłem utrzymania?
Nie, byłem swatką.
Sprawdzałem klienta i podsuwałem mu kogoś podobnego.
Zwykle umieszczałeś psy u ludzi,
- którzy byli samotni? - Zwykle tak.
Co to znaczy?
Oferowałem też ochronę.
Jak dużo miejsca zajmowała ta działalność w biznes planie?
Ludzie chcą być kochani i chronieni.
O to się modlą cały dzień.
Zgaduję, że to wciąż za mało.
Potrzeba kasy na życie i psy.
- Odpowiedź dały mi psy. - Jak? Co to znaczy?
Są nie tylko przyjaciółmi, najwierniejszymi towarzyszami,
ale też wszystko rozumieją.
Absolutnie wszystko, co mówię.
Zwykła mąka.
Dziękuję.
250 gr niesolonego masła.
Dzięki.
Dwa duże jajka.
Mickey...
Przynieś mi trochę cukru.
Dzięki ci, Boże.
Upiekę wspaniałe ciasto.
Wierzę w redystrybucję dóbr.
Stu bogaczy ma więcej niż miliard biedaków.
To okropne, co nie znaczy, że nie działałeś wbrew prawu.
Prawo piszą bogaci, by kontrolować biednych, a powinno być odwrotnie.
Tak, ale nie tobie ferować wyroki.
Ma pani rację. Przyznaję się do winy.
Zarabiałeś, więc po co te kradzieże?
- Dla zabawy? - Ależ skąd.
Gdy społeczeństwo odrzuca dziecko,
to dziecko odbiera to, czego nie dostało i wyrównuje rachunki.
Czy to wyjaśnienie to nie puste słowa?
- Przestępca to przestępca. - Nikt się nim nie rodzi.
Stajesz się nim przez okoliczności.
Mogłem być pianistą albo lekarzem. Czemu Bóg tego nie wybrał?
Opieka nad psami to dobry zawód, po co te kradzieże?
Przestałem.
- Kilka miesięcy temu. - Z jakiego powodu?
Przypadku.
- Ackerman, ubezpieczenia. - Zapraszam.
Dzień dobry. Ackerman.
Likwidator szkód.
- Dziękuję za spotkanie. - Proszę usiąść.
Co pan chce wiedzieć?
Proszę mi wszystko opowiedzieć.
Wróciliśmy z gali ONZ...
koło pierwszej w nocy.
Zdjęłam naszyjnik i położyłam go na toaletce jak zwykle.
Nie do sejfu?
Bo mają państwo sejf, prawda?
Byłam zbyt zmęczona, by tu zejść.
Rozumiem. A służba?
- Wszyscy wyszli? - Dużo wcześniej.
Sama zamknęłam drzwi.
A psy? Nie szczekały w nocy?
Wcale.
Mam lekki sen, słyszałabym je.
- Okno było otwarte? - Wszystkie są zamknięte.
Oprócz tego w łazience, ale jest małe, nikt nie wejdzie.
Rozumiem.
O której zauważyła pani brak naszyjnika?
Po przebudzeniu, o siódmej rano.
Podsumujmy to:
Naszyjnik zniknął między pierwszą a siódmą,
- z panią w zamkniętym domu? - Zgadza się.
Jeśli uważa pan, że to wymyśliłam, żeby dostać ubezpieczenie...
Nie sugeruję tego, pani reputacja mówi za siebie, ale...
musi pani przyznać, że to twardy orzech do zgryzienia.
Nie po to pan tu jest?
Owszem.
Jak pan prosił, to nagrania z kamer.
Wokół domu jest 12 kamer.
- Żadnych w środku? - Nie.
Cenimy sobie prywatność.
Dla ciebie też mam.
Pierwsza cztery rano. Wracają do domu.
Nic do siódmej, gdy przychodzi służba.
Cofnij trochę.
Jeszcze.
Co one robią? Witają kogoś?
Co to?
Obcy pies wchodzi na teren.
Bawią się przez 5 minut i wychodzi.
Do przodu.
Klatka po klatce.
Do przodu.
Tam.
Pies. Widzisz?
Pies ma naszyjnik.
Trudno rozpoznać, może to obroża.
Masz nagrania sprzed miesiąca z Virginia Street?
Tak.
- Przynieś je. - Jasne.
Tam. Cofnij. Jeszcze.
Widzisz? Mówiłem.
Pies. Jest tam pies.
Trudno rozpoznać, może to lis. Mają tam kurnik.
Tak myślisz, Jerry? Przynieś taśmy z podobnych spraw.
Teraz.
Tam. Widzisz to?
Widzisz? Przewijaj.
Cholera!
Widzisz?
To, przyjacielu, jest dziełem artysty.
Dobra robota.
Byłaś świetna.
Wyglądałaś pięknie, jestem dumna.
Dziewczęta, można?
Marleen, masz gościa.
- Ma fanów. - Witam.
Chciałbym pani pogratulować.
- To było wspaniałe. Jestem fanem. - Dziękuję.
Mogę? Przepraszam.
Rodzina matki jest z Niemiec. Znam te piosenki na pamięć.
Dlatego umiem docenić to, czego pani tam dokonała.
Doceniam komplement od znawcy.
- Występ co wieczór? - Raz w tygodniu.
Dobry wybór. Im coś rzadsze, tym wartościowsze.
To prawda.
- Który to wieczór? - Piątkowy.
Wiem, gdzie będę co piątek.
Może jestem trochę bezczelny, ale...
Da się pani zaprosić na kolację?
Chciałbym panią lepiej poznać.
Znasz moją najlepszą stronę, reszta to strata czasu.
Jesteś zbyt skromna, jak każda prawdziwa artystka.
Nie wiem, czym się zajmujesz, ale umiesz się sprzedać.
Siedzę w ubezpieczeniach.
Pasuje, oni są najgorsi.
Masz całkowitą rację.
Ale pod garniturem jest mężczyzna. Warto go poznać.
- Na pewno. - Albo zjeść z nim kolację.
Proszę, chodźmy na kolację.
Wiem, że chcesz.
To bardzo miłe. Doceniam propozycję.
Ale muszę wracać do domu, nakarmić dzieci.
Przepraszam, jeśli za bardzo nalegałem.
- Nie ma za co. - Do zobaczenia w piątek.
Z przyjemnością.
Uszczęśliwiła mnie pani.
Co to było?
- Boże! Są prawdziwe? - Tak.
- Jak często spotyka cię coś takiego? - Dość często.
- To na pewno dobry adres? - To skrót.
Muszę się przejść. Pomoże mi pan z wózkiem?
- Jasne. - Dziękuję.
Cześć.
Miło było.
Dzieci, szykujcie się, mamy gościa.
Podziwiam pański upór, ale to zakrawa na molestowanie.
- Mógłbym pana pozwać. - Proszę.
Sąd się dowie, że psy kradną.
Są wolne i robią, co chcą, do niczego ich nie zmuszam.
Na nagraniach widać coś innego.
Złodzieje są w tym pokoju. Mam listę skradzionej biżuterii.
A pan te precjoza ma na sobie na scenie.
Nie kradnę, zajmuję się tylko redystrybucją dóbr.
- To coś innego. - Jasne.
Ale załatwimy to inaczej, zgoda?
- A więc chodzi o pieniądze. - Tak!
O pieniądze!
Kimkolwiek jesteś, to koniec.
Oddasz mi całą biżuterię, którą tu ukryłeś.
Nie mów, że jest w banku, bo nie masz konta, sprawdziłem.
Nie pogrywaj ze mną, oddawaj biżuterię!
Nie chcę postrzelić kaleki, ale to zrobię!
- 70,80,70. - Co? Co to za liczby?
To statystyki, a także kod do sejfu, który jest w szafie.
O tak!
Skoro jest już pan bogaty, zapraszam na kolację.
Proszę usiąść, za dwie minuty jemy.
Zjemy razem kolację?
Jasne.
Czemu nie?
Szczerze mówiąc, nieczęsto miewam gości.
Poza tym nie zależy mi na pieniądzach.
Te naszyjniki będą lepiej wyglądać na pięknych kobietach.
Jest pan szalony.
Dziękuję.
Proszę usiąść.
Lubi pan chili?
To zależy.
Mama wciąż je przygotowywała.
Uwielbiałem patrzeć, jak gotuje.
Szczerze mówiąc, zjadłbym konia z kopytami.
Świetnie, gotowe.
Wiesz, że mówimy tu o poważnym przestępstwie?
Pies zjadł psa.
Takie jest prawo natury.
Nasze rozmowy objęte są klauzulą poufności.
Jednak gdy jestem świadkiem, choćby pośrednim,
przestępstwa skutkującego śmiercią,
mam obowiązek powiadomić o tym odpowiednie władze.
- Będę się sam bronił. - Wiesz, jaka kara za to grozi?
Już umarłem i to kilka razy.
Ten może być ostatni.
Jeśli Bóg tak zechce.
- Jestem marionetką w Jego rękach. - Wcale nie.
W życiu na wiele rzeczy nie mamy wpływu, to prawda.
Liczy się to, jak na coś reagujemy.
Możesz być smutny, zdesperowany, walczyć albo się z tego śmiać.
To twoja decyzja, i tylko twoja.
To wolna wola. Bóg ją wynalazł.
Ile razy doszło do takiej sytuacji?
- Jakiej? - Do zabójstwa.
Do wczoraj nigdy.
Co się wczoraj stało?
Bóg zesłał anioły apokalipsy.
- Na pewno tu mieszka? - Tak, przysięgam!
Jest na końcu korytarza, z psami.
Dobra, wierzę ci.
Znajdźcie tego świra.
Nadszedł czas wojny!
Co jest?
- Pieprzony pies. - Sprawdź to.
Szlag!
Na około!
Dobra, ja tu, ty tam.
Pieprzony pies.
Jesteś cały?
Rico?!
Sprowadź artylerię.
- To koniec, mały. - Mieliśmy umowę.
Wierzyłem w nią!
Ale jak wiadomo sentymenty...
prowadzą jedynie do upadku.
Jesteś diabłem. Odeślę cię prosto do piekła.
Jeśli taka jest wola Pana.
Bóg nie jest dziś po twojej stronie.
Zdrowie.
Dziękuję.
Ładna zapalniczka.
- Chcesz ją? - Pewnie.
Dziękuję.
To twoje psy?
To moje dzieci.
Co oni z nimi zrobią?
Spokojnie, psy wiedzą, co robić.
Na dziś zadałam już dość pytań.
Potrzebuję czasu, by to przemyśleć.
Spróbuję wymyślić, jak...
jak mogę ci pomóc.
To bardzo miłe.
Właściwie to już mi pani pomogła.
Ma pani rację, muszę podjąć decyzję, co dalej.
Może zapłacę ostateczną cenę, by zasłużyć na życie wieczne.
Dziś niedziela, dzień Pana.
Odpowiedni dzień na takie pytanie.
Dziękuję, pani doktor.
Evelyn.
Dziękuję, Evelyn.
Ostatnie pytanie?
- Jasne. - Czemu mi się zwierzyłeś?
Coś nas łączy.
Co?
Cierpienie.
Dzięki.
Skończyłeś?
Tak.
Skończyłem.
Cześć!
Już czas.
Oto jestem.
Dla ciebie.
Stoję dla ciebie.
Stoję dla ciebie!
Jestem gotowy.
Gotowy.
Tłumaczenie dzieł Szekspira...
na podstawie przekładu Józefa Paszkowskiego
Tłumaczenie na zlecenie Monolith Films - Olga Krysiak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.