Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
LEKTOR TV:Zrywa się ogromna wrzawa. To już państwo znają.
Trójka sędziów węgierskich wyprowadza na boisko, obydwa zespoły.
I ten charakterystyczny obrazek, zmieszali się z tłumem reporterów.
Sypią się papierki z trybun. [w tle wrzawa tłumu na stadionie]
I za chwilę hymny.
"Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy.
Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy.
Marsz, marsz, Dąbrowski, z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem złączym się z narodem.
Marsz, marsz, Dąbrowski, z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem złączym się z narodem."
Teraz cisza dziewczyny! Cisza ma być w domu!
Dobra. Chodź mamo! [w tle relacja z meczu]
Walendziak, nie śmiej się!
Nie oszukiwać tam z tyłu!
Co to jest Makowska?
Do góry, do góry, do góry, trzymać te nogi. Proszę bardzo!
Lubisz zbierać dwóje? To trzymaj te nogi.
Wracasz tam z powrotem. I wisisz.
Proszę bardzo. 15 sekund.
Trzymamy to!
I... 10,9,8...
- Gadaj! Całowałaś się z nim? - Nie!
- Jesteście głupie! - A może robiłaś coś jeszcze?
Dajcie mi spokój!
Odczepcie się ode mnie. Krowy!
[spokojna muzyka]
LEKTOR: Jessica, popatrz na mnie!
- Czego chcesz? Wszyscy wiedzieli. - To nieprawda.
Ten Jake to niczego sobie. W moim typie.
- Chciałabym znać amerykański język. - Po co ci?
Przestańcie oglądać to amerykańskie badziewie.
Nie ma takiego świata i nie będzie. Nikt tak nie mieszka.
Przepraszam cię, ale ludzie tak żyją właśnie. Wyobraź sobie.
- Kto? - Zenkowie.
A właśnie, dzwonił. Zaprasza nas na sobotę.
- Sku rwysyn! - Mamo!
Jest granica, co się wpychasz na moją połowę?
- Moja jest mniejsza. - Ale ja jestem większa. Won!
Boże, Kaśka! Babciu, ona trzyma kiełbasę pod poduszką!
To śmierdzi!
- Kaśka, ty masz kiełbasę w łóżku? - Już nie mam.
Boże, Babciu, jak ja jej nienawidzę.
- Po co wy do tych Zenków jedziecie? - Bo tam jest fajnie.
- Pozdrowić wujka od babci? - Tak, niech mnie w dupę pocałuje.
Zaraz, gdzie schowałyście grzebień?
- Kurcze! Siadać mi. Która? - Kaśka!
- Nie! - Ty siadasz pierwsza!
- Dobrze. Cicho! - Babciu, to boli!
- Niczego nie dotykać! - Ja pierwsza! - Ja chcę!
My oczywiście z gębą na pączki. Nawet butelki nie wziąłeś.
A jaką miałem kupić, żeby mu zaimponować?
- Tadek, pilnuj się! Dziewczyny! - Niczego nie będę pił, obiecałem ci.
Kasia, Marta, chodźcie, szybciutko!
- Cześć! Jacy eleganccy! Chodźcie! - Jak wy urosłyście!
Nie przez próg!
- Buty! - Nie ściągaj butów!
- Absolutnie nie ściągajcie! - Nie ma mowy.
Rozbierajcie się, rozbierajcie się!
- Cześć ciociu! - Buzi dajcie!
- A kto wujkowi da buziaka? - Ale wujek drapie.
- Ja drapię? Powiedz czy ja drapię? - Oj, będziesz opowiadał! Cap stary.
Paczka do was przyszła.
Wujek z Chicago przysłał. Nie znał waszego adresu.
Co to się stało, że sobie przypomniał?
- A gdzie Dorotka i Justynka? - Na prywatkę poszły. Późno wrócą.
A możemy iść do ich pokoju się pobawić?
Idźcie dziewczynki. Tylko niczego nie ruszajcie.
- Proszę kochani, zapraszamy! - U was widzę, po staremu!
Ważne, żeby na łeb nie kapało. Chodźcie!
Chodźcie, chodźcie!
- Jak ty się narobiłaś, dziewczyno! - To tak na szybko.
- Ale masz tutaj tych skarbów, wiesz. - Nie przesadzaj. Co my tam mamy.
To co? Może koniaczku? Ze Złotych Piasków przywieźliśmy.
- Aaa! - Zawsze to samo.
A wy co, też koniaczek? Czy, Lucyna, ten niebieski zajzajer?
- Który? Ten? - A co to?
To jest taki jakby likier.
Jest bardzo słodki, ale naprawdę, jest ciekawy w smaku.
- Ja uwielbiam. Spróbuj sobie. - To nalej.
Ja dosłownie tak symbolicznie. Wiesz, ja nie piję, także.
- To co? Ile myśmy się nie widzieli? - No właśnie?
No... Nie wiem...
- To za spotkanie. - Za spotkanie.
[w tle romatyczna muzyka]
- Nie, nie najgorsze. - No, właśnie.
Czuć to bułgarskie słoneczko, co?
- Ja bym jeszcze... - A widzisz. Ja też.
LUCYNA: To oby nam się!
No więc, goździki idą całkiem nieźle. Troszeczkę na handel jeździmy.
- Teraz auto będę zmieniał. - Japończyka bierzemy.
- Widzisz? - Co?
Ucz się! A co to jest?
To? Krewetki. Nie znasz?
Musicie spróbować. Niebo w gębie. Poza tym, to jest afrodyzjak.
A. No.
Przecież ty z ogonem zjadłeś! No co ty, Tadek! Tego się nie je!
- Ogon zjadłeś. - Nie mój smak, powiem wam.
No, co wy tak? Jedzcie kochani!
- Jest anchois na przykład. - Nie, jakoś pełna jestem.
- To jest anchois? - Tak. Spróbuj.
Kawior macie. Naprawdę, zajadajcie.
No, zobacz! Nie zjadł patyczka.
Bardzo fajne, wiesz, spróbowałem.
LUCYNA: Fajne nie? Fajne, bo takie inne.
Tylko potem trzeba, wiesz, popić czymś.
LUCYNA: Tak, to się pić chce po tym. Nie będziemy oszukiwać. Pić się chce.
Z: Po anchois tak. L: Ale Boże, nie samą wódkę przecież.
[Lucyna śmieje się]
L: Poszło? - Wiesz co? Naprawdę dobre.
A co wy tu dziewczynki wyprawiacie? O co ja prosiłam? Jedna z drugą.
Marta, proszę mi to zdjąć! Nie spodziewałam się po was.
Tutaj macie kanapeczki, ręczniczki. Wykąpiecie się,
bo moje dzisiaj nie wracają, to macie cały pokój dla siebie.
- Przepraszam? - Znaczy, szkoda, że nie wracają.
No właśnie.
Zenek, weź mi coś nalej mocniejszego, bo już mi jest niedobrze od tego.
I to mi się podoba. Proszę.
A jak mama?
No, wzięli byście ją do siebie.
Taki dom macie, u nas w jednym pokoju z dwiema dziewczynkami.
I na tapczan-półce. No, ale co? - Ela!
Znów zaczynasz? Jutro ją mogę zabrać. To nie moja wina, że ona nie chce.
Sprzedałeś jej mieszkanie. Ja miałam też do niego prawo.
- Sama mi je przepisała! - Chyba żartujesz!?
- Przepisała. - Koniec tematu.
- Elka, przecież ty się zrzekłaś! - Bo honor mam, człowieku!
Ela, błagam cię. Nie kłóćcie się.
- To są chyba... - Kaśka!
- To umywalka? Taka mała? - Właśnie się zastanawiam.
Nie. Zaczekaj!
Nie, nie wyszła. Mama się zawsze ładnie maluje.
Podziwiam cię, braciszku. Zawsze z prądem. Honoru nie masz!
Daj mi tę legitymację partyjną. Pokaż mi ją!
Chcesz zobaczyć legitymację? Poczekaj! Chcesz?
- Bardzo cię proszę! - Ja ci pokażę.
Oportunisto pierdolony! Korzystasz z tego!?
- Jestem dumny, że jestem w partii.
Oportunistą jesteś! Zostaw mnie Tadek!
- To moja legitymacja! Zadowolona? - Aaa!
- Elżbieta proszę, ty się uspokój. - Kurwa mać.
Działaj sobie w "Solidarności" jak taka odważna jesteś! Bronię ci?
Nie, ty jesteś tchórzem! Zawsze byłeś i będziesz!
L: Znowu się przez rok nie zobaczymy.
Nie przeszkadza ci, że twój mąż jest komuchem?
Jakim komuchem? Nie przesadzaj.
Giętki kręgosłup! Tak mama go nazywa i ma rację!
- Idziemy stąd! Tadek! - Tak, tak idziemy już.
L: A paczka? - W dupie ją mam. Gdzie dzieci są?
[energiczna muzyka]
ZENEK: Ej! Ej!
- Zenek! - Do domu Tadek!
- Paczka! - Petarda nie kobieta.
- Zostaw to! - Co?
Zostaw to! Do domu!
- Kutas złamany! - Elka, Elka, daj spokój.
A to jest dzieci - szynka!
- Delikatnie, dziewczynki delikatnie. - Nie pachnie!
- Pachnie tak trochę zagranicą. - Mama patrzy.
A może byśmy to otworzyli, spróbowali?
Nie, zostaw to. Zostaw, nie teraz.
O, gumy balonowe dla dziewczynek!
- Łał! - Łał!
- Kawa... dla mamy. - Dla mnie.
A to? Patrz co to jest?
[pogodna muzyka]
- Dolary włożył. - Ja go zawsze najbardziej lubiłam.
Rozbieg, wybijasz się, lądujesz, cecha. Proszę bardzo.
[dziewczyny śmieją się]
Ja wam się pośmieję. Zobaczymy zaraz, kto będzie śmiał się na koniec roku.
Proszę bardzo. Kto najdłużej ustoi, dodatkowe punkty. Proszę bardzo.
[głosny gwizdek]
No i na końcu cecha. Proszę, dobrze, czwórka.
Jedziemy! [gwizdek]
Tak jest, trzeba dłużej ustać.
Czwórka z plusem.
- Makowska! Biegniesz! - Ja się boję!
Ale czego się boisz? Rozpędzasz się, wybijasz, odbijasz i lądujesz i tyle.
Proszę! [gwizdek]
Jesteś beznadziejna. Po prostu ręce opadają.
Dwója. Schodź z kozła, bo blokujesz ruch.
I przechodzisz tam na koniec!
Proszę bardzo, jedziemy dalej. [gwizdek]
[spokojna muzyka]
- To co? Pójdziesz ze mną? - Tata by mnie chyba zabił.
- No, ale dobra. - Bije cię?
No, najgorzej jak się napije. Wtedy wali jak popadnie.
Mój tata jak się napije to idzie spać.
- Gdzie twój tata pracuje? - W ZOMO.
- Co to ZOMO? - Takie trochę wojsko.
- A mój tata buduje Warszawę. - Jest murarzem?
Nie, robi projekty. Inni budują.
KAŚKA: Marta! Do domu!
- Co ty tu robisz? - Babcia kazała mi cię odszukać.
- Czemu za mną łazisz? - Nie łażę, chodź!
- Tylko nikomu nic nie mów. - Zależy jak mi się będzie chciało.
- Powiedź babci, że przyjdę później. - Ale mam wrócić z tobą!
Ale nie wrócisz.
Co wy dziewczynki tak same w piwnicy siedzicie, jak szczury.
- Domu nie macie? - Fioletowe bąbelki chcę zrobić.
A...
- Jak tam w szkole? - Dwóję dostałam z WF-u.
Bo przez kozła nie umiem przeskoczyć.
I za to dostałaś dwóję?
Pan się na mnie uwziął, i powiedział, że jestem beznadziejna.
Co? To powiesz tacie gdzie mieszka ten pan,
to pójdę i powybijam mu wszystkie szyby w oknach.
I wsadzę mu tego kozła do dupy.
- Tato, weź! - Tak wsadzę mu tego kozła do dupy.
[dziewczynki chichoczą] Podaj kwasek.
Zaraz, a co to takiego pięknego jest? Skąd to macie?
- Znalazłam. - Śliczne.
- Tato? A Marta ma chłopaka! - Nie mam, głupia krowo.
Kasia, jak Marta będzie chciała to nam sama powie
- Ale ja nie mam żadnego chłopaka. - Posuń się.
Ale ładne. Nastawię w nim wiśnióweczki.
- Co robisz? - Te bąbelki fioletowe.
No, wsypuj.
[pogodna muzyka]
Ale fajnie.
Świetne!
[piosenka Lady Punk: "Zamki na pisaku"]
"Idziesz ulicą. Uśmiechasz się.
Skonstruowałeś bombę. Skondensowaną śmierć.
Znasz datę i godzinę. Gdy świat się zacznie bać.
Policja wszystkich krajów. Rysopis twój chce znać.
Zamki na piasku. Gdy pełno w szkle.
Poranna witaj zmiano. To życie twe.
Zamki na piasku. Gdy pełno w szkle.
Poranna witaj zmiano. To życie twe."
- Wreszcie mamy swoje zwierzątka. KAŚKA: No, nasze piękne.
No, co? Cały dzień macie zamiar tutaj siedzieć?
- Karmimy je. - Nasze piękne.
- Szykujcie koszulę na śmierć. - Co?
Babciu, nie możesz ich zabijać. To Zenek i Gucio.
- Jaki Zenek i Gucio? To karpie są. - Nie! Babciu!
- Cicho! - Nie, nie!- Nie, nie!
- Cicho mówię! - Nie!- Nie!
Babciu, zostaw je! Puść go! On nie chce tego!
- To zapytaj go czy chce, czy nie? - Nie chce!
- Babciu, zostaw go! - Cicho!
- Babciu, oddaj go! - Nie! Babciu!
Ten się jeszcze rusza.
I... ciach! Panie Święty!
- Babciu, je to boli! - Boli, nie boli. Taki karpi los.
Tak to już Pan Bóg wymyślił.
Pomarańcze rzucili!
Tylko nie ruszać mi, na święta mają być.
Gdzieś ty była do tej pory?
- Mamo, babcia zabiła Zenka i Gucia. - Kogo?
- Zenka i Gucia. - Co ja mam na tej głowie?
- To płyn do naczyń? - Tak, jeszcze złapałam "Ludwika".
Śliskie to.
Czemu kuchnia jak rzeźnia wygląda? Niech mama coś z tym zrobi!
Przecież jak ktoś tu przyjdzie, to zejdzie na zawał.
A ty lekcje Kasi odrobiłaś?
- Nie odrobiła. - A ona sama nie może?
Tobie szybko pójdzie, a ta się będzie guzdrać.
- Mam coś dla was jeszcze. - Co?
[romatyczna muzyka]
- Ja chcę! - Ja też!
Szampon bananowy. Amerykański. Od koleżanki dostałam.
- Mogę powąchać? - Proszę.
- Daj, ja też chcę, daj! - Zaraz, Jezu, zaraz, spokojnie. Już!
- Proszę. - Ale zapach!
[nadal romatyczna muzyka]
- O Boże! - Pięknie pachnie.
Pokaż co masz zadane, głąbie.
To z matematyki i jeszcze z polskiego.
Nie umiesz napisać, dlaczego lubisz swoją ulubioną porę roku?
No, ale ty lepiej napisz.
[nadal romatyczna muzyka]
Oho! Ojciec wraca!
Ciekawe czy trafi? Chodźcie dzieci zobaczyć, proszę.
Zobaczcie tatusia.
- Gdzie wypłata? - Proszę bardzo.
Pojutrze wigilia, nic nie zrobione, nic nie kupione.
Może byś tak stanął za mięsem, a nie się urżnąć jak zwykle.
- Kartki! - Tadam!
Kartki mi daj! Co puu?
- No zgubiłem. - Gdzie... Co?
Zgubiłem.
Jak można być takim idiotą, żeby kartki zgubić przed świętami?
Ja z tobą naprawdę się rozwiodę. Gdzieś ty się człowieku tak doprawił?
Elka, po prostu poszliśmy z kolegami i no tam...
jeden dosłownie, symbolicznie.
- Dzień dobry Tadziku! - Dzień dobry mamo!
Jaką piękną choinkę kupiłeś.
- Ostatnia była. - Najgorszy drapak.
Jak to w ogóle ubrać.
Jeszcze ta musi zawsze coś dorzucić od siebie.
Przepraszam kochanie. Strasznie cię przepraszam.
Nie dotykaj mnie śmierdziuchu, nie dotykaj mnie.
- Nie podchodź do mnie, idioto jeden. - Przepraszam.
Rozwiodę się z tobą, wiesz? Idź mi! Nie chuchaj na mnie.
Przepraszam.
[w tle "Dzisiaj w Betlejem"]
Kochany. Kochany!
Jeden baran.
Dwa barany.
- Cztery barany. - O trzecim babcia zapomniała.
Sześć... baran...
KAŚKA: Siku mi się chce. - To sikaj do nocnika.
- Ale to jednak może być kupa. - Nie kłam. Idziesz spać do nich.
Boże, ludzie podróżują po świecie, a...
Ty nawet talonu na samochód nie załatwisz, człowieku.
Informuję cię, że nigdy nie byłem i nie będę oszustem.
- Wyłącz ten telewizor. - Co ty robisz dziecko?
Chciałam zobaczyć choinkę.
- Ale do łóżka wracaj. - Mała bardzo.
[TV gra nadal]
Chyba mam gorączkę.
Chodź tu. Aha! Zdrowa jak koń. Wracaj do łóżka.
- Ale gdzie się tu ładujesz, dziecko? - Nie, nie, nie, Kasia! Już. O jejku!
- Cholera jasna. - Jasne, wyrzućcie mnie stąd.
[w tle gra radio]
Mamo, a od ilu lat można zajść w ciążę?
Co to za naprawdę durnowate pytania? Jak okres dostaniesz pogadamy.
Suszy co?
Wiesz co kochanie?
Zjadłbym jajeczniczkę na kiełbasce.
Co ty nie powiesz?
W takim razie, zjem dziś w pracy.
Mam nadzieję, że na takiego idiotę nie trafisz.
Całkowicie podpiwniczony.
Cześć. Przepraszam za spóźnienie.
- Cześć Tadzik. - Cześć.
- O widzę, że pite było wczoraj. - Daj spokój.
- Co się stało? - Nic mi nie mów.
- Krysiu, kochana, zrobisz kawkę? - Co jeszcze?
- Jakąś kanapeczkę. - Co mi za to dasz?
- Daj spokój. - No wiesz, mamy swoje porachunki.
Kryśka, proszę cię.
Słuchajcie,
wiecie co się wczoraj stało?
- Zgubiłem kartki. - Jezus, jak to kartki zgubiłeś?
Zgubiłem wszystkie kartki, na wódkę, cukier, mięso, wszystkie.
- Ale teraz? Przed świętami? - Krysia, teraz, przed świętami.
Boże, to straszne.
- W jakim humorze jest kadrowa? - Jak zwykle - złym.
KOBIETA: Proszę!
Dzień dobry pani Kaziu.
Boże, jak pani pięknie dzisiaj wygląda.
Wczoraj, nie będę ukrywał, razem z kolegami, prawda, trochę wypiliśmy.
No zdarza się.
I w wyniku upojenia, zgubiłem kartki.
Akurat, ja mam w to uwierzyć?
Przysięgam pani, naprawdę. Pani Kazimiero, naprawdę.
Ja w domu mam piekło. Jestem osaczony kobietami.
Żona, teściowa, dwie córki i wszystkie mięsożerne.
- Mięsożerne? - Tak.
Wiesz, że będziemy się budować na wiosnę?
Jak żeś to załatwił?
Grażynka dostała przydział na działkę z zakładu.
- Gdzie? - Jeszcze nie wiadomo.
Gdzieś na Tarchominie, czy gdzieś.
- Ale fajnie. - No.
Patrz, a Tadzik niby architekt, ale nic nie załatwi.
A co u ciebie w szpitalu? Dalej działasz w tej "Solidarności"?
Tak. Nawet przewodniczącą zostałam.
- To ty szycha jesteś. - A tam.
- Warto się tak narażać? - Miecio, ty byś się zapisał.
No, trzeba walczyć. Kiedyś ryzykować.
- O! Cześć Tadziu. - Cześć.
A co to za pogaduszki na klatce?
- Tak sobie rozmawiamy. - Chodź do domu.
Zaraz będę.
Ja też się czasem boję.
Idziesz?
To cześć, Mieciu.
MIETEK: Ela, pomyślę!
SZEPTEM: Co ty wyprawiasz, co? Goła na klatce? Wysiadujesz?
Gzisz się z tym Mietkiem jak mnie nie ma?
- Co ty wygadujesz? - Co wygaduję?
Rozgogolona, cycki na wierzchu, a ludzie was przez judasza oglądają.
- Lepsze niż serial. - Ty nienormalny jesteś!
Może nienormalny! Może nienormalny! Nienormalny!
Mama dobrze mówiła, żebym się z tobą nie zadawała.
Ty i twoja mamusia. Wy wiecie co ja z wami mam?
Zawsze przeciwko mnie! To jest piekło, nie życie. Piekło!
Proszę bardzo, masz kartki. Na mięso, na cukier. Proszę, udław się nimi.
Udław się!
- Gdzie jest obiad? - W dupie.
[smutna muzyka]
Słyszysz co do ciebie mówię? Gdzie jest obiad?
Już obrażona! Królowa.
Czemu ty płaczesz, co? No, czego ty płaczesz, no?
Przepraszam.
- Przepraszam, uniosłem się, tak? - Cham.
[muzyka zmienia się na ponurą]
Po co mi to wszystko było?
[energiczna, romatyczna muzyka]
- Zostaw to, zostaw poduszkę moją. - Połóżę, położę.
Dziękuję.
Cham jesteś.
Nienawidzę cię.
[zza ściany odgłosy radosnych igraszek]
Mówimy dziewczynki.
Pod twoją obronę uciekamy się święta Boża rodzicielko,
naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ale
RAZEM: od wszelakich złych przygód - Racz nas zawsze wybawiać!
Panno Chwalebna i Błogosławiona. O Pani nasza,
ZASYPIAJĄC: Orędowniczko nasza, Pośredniczko nasza,
Pocieszycielko nasza. Z Synem swoim nas pojednaj,
Synowi swojemu nas polecaj.
Babciu, a co to takiego jest?
- A skąd w ogóle to masz? - Było w książkach u taty.
To są takie... baloniki dla dorosłych.
Zresztą zapytaj taty. Ja naprawdę nie wiem.
- Baloniki...? - Mhm.
- Pokaż co tam masz? - Co to jest?
To jest... ta...
- Myy..., oranżadka. - Dla dorosłych?
Tak właśnie, to jest dla dorosłych oranżadka w proszku.
Bo ja to przekuwam i nic nie leci.
- Oranżadkę przekuwasz? - No tak.
- A czym przekuwasz? - Igłą.
A słyszałaś co robili rodzice?
Czy to znaczy, że będziemy mieć braciszka takiego jak Artek?
- Nie zniosłabym tego. - Ja też. Nigdy w życiu.
Byśmy musiały się z nim wszystkim dzielić.
A tak w ogóle, to... jak się robi dzieci? Jak myślisz?
Czytałam w książce z Maćkiem, że to musi być stosunek.
- Jaki stosunek? - No...
No kobieta i mężczyzna się całują i przytulają. To jest obleśne.
Ale ja też tak do końca nie wiem.
Chyba, że to jest stosunek przerywany.
- Jak to przerwany? - No przerwany.
[spokojna, pogodna muzyka]
- Chcesz trochę? - Tak.
To zaczekaj.
Będziesz ze mną chodzić?
Ale będziemy musieli wziąć ślub w kościele.
W kościele? Po co?
Wierzysz w Boga? Bo ja wierzę.
My tam do kościoła nie chodzimy.
Czyli świąt też nie obchodzicie?
Nie no, święta to tak. Przecież to taka tradycja.
[nadal spokojna, pogodna muzyka]
A ile chcesz mieć dzieci?
- Jedynkę? - A ja bym chciała mieć parkę.
A jak byś nazwał dziewczynkę?
Bo ja dziewczynkę Dorota, a chłopca Krzysiek.
Mogę cię pocałować?
Tu nie, bo nas jeszcze ktoś zobaczy.
[muzyka cichnie]
A co to? Przecież możesz kolegę do domu zaprosić,
a nie go w piwnicy ze szczurami, przyjmujesz.
Ale on już idzie.
- Jak się nazywasz? - Mm... Maciek.
Mm... Maciek. Bardzo ładnie.
Następnym razem przychodź do domu, nie do piwnicy.
Tylko tyle chleba zostało?
A gdzie reszta? No dobrze.
Usmażę wam placki kartoflane.
Polski masz mi odrobić. Zapomniałam, że mam zadane.
Nie, kablu jeden. I tak będziesz matołem.
- Ty jesteś matołem. - Dziewczyny, co wy się tak kłócicie?
Mamo, a Marta mi nie odrobiła polskiego.
Dlaczego muszę za nią wszystko odrabiać?
A co masz innego do roboty? Za chłopakami się uganiać?
- To my na tym śpimy? - Co tu jest napisane?
Nie musicie wiedzieć.
OBIE DZIEWCZYNKI: Jaruzelski musi odejść.
- Na strajk idę. - Nie, nie idź!
Żeby ci ta polityka bokiem nie wyszła.
Przyjdą, zamkną i tyle matki będzie.
Nic mama nie rozumie, mama nie ma pojęcia co się dzieje.
Ja już wszystko wiem.
- Kolejna wojna będzie. - Jak to wojna?
- Taka jak kiedyś? - Jeszcze gorsza. Atomowa.
Mamo, a co to jest ZOMO?
- Czemu pytasz? - No bo, jestem ciekawa.
Taka milicja co pałuje ludzi na strajkach.
- Milicja? - Aha, ale dzisiaj im się nie uda.
A tym razem, co to za manifestacja?
Mamo no, rocznica śmierci Grześka Przemyka.
Zawsze taka była, zawsze. Pierwsza do boju.
[piosenka: "Zamki Na Piasku"]
"Zamki na piasku. Gdy pełno w szkle.
Poranna witaj zmiano. To życie twe.
Solidarność!
Zamki na piasku. Gdy pełno w szkle.
Poranna witaj zmiano. To życie twe."
[piosenka urywa się]
Chodź do kuchni, przemyjemy to.
- Kto ci to zrobił mamo? - No, kto?
- Mamo, przepraszam. - A za co ty mnie przepraszasz?
- Chodź do kuchni! - Już idę mamo! Już.
[smutna muzyka]
Ja wiem, że boli. Ja wiem, że szczypie.
Czemu wy beczycie? To ja dostałam.
Marta! Marta!
[nadal smutna muzyka]
[z podwórka] MACIEK: Marta!
Długo jeszcze masz zamiar tak rozpaczać?
Nigdy już się nie zakocham.
- No. Jeszcze nie raz się zakochasz. - Nieprawda.
Moje kochanie...
[muzyka zmienia się w nostalgiczną]
Kochanie.
Zobaczysz. Nie ma powodu tak rozpaczać.
Dam ci na kino, chcesz? Chcesz iść do kina?
MACIEK: Cześć Marta.
Maciek, chodź.
- Co się stało? - Chodź.
[nadal nostalgiczna muzyka]
- Nie możemy już ze sobą chodzić. - Dlaczego?
Bo ZOMO pobiło moją mamę.
No i w tych osobach może być twój tata.
Ale to przecież nie moja wina. Marta!
Marta!
[muzyka cichnie]
- Co chcemy? - To i to.
Mhm, to i to. A dla mnie... to i to.
- Co, zadowolona? - Świetne są.
Dziewczyny będą ci zazdrościć.
- One mnie nie lubią. - Czemu tak myślisz?
Mamo, a po czym poznać, że to prawdziwa miłość.
Że tęsknisz za kimś bardzo.
Że masz takie motyle w brzuchu. Nie możesz jeść, nie możesz spać.
Ty się zakochałaś?
Ale to już skończone, ale nie mogę przestać o nim myśleć.
Ale nam się udało.
- O! To widzę na poważnie. - Oj mamo, no.
No dobra. Nie chcesz to nie mów.
Ale my już ze sobą nie chodzimy, bo jego tata jest w ZOMO.
Co ty do mnie mówisz dziecko?
Wiedziałam, że tak zareagujesz. Winda nie działa.
- Opuściłaś się. - Jestem najlepsza z klasy.
Ale teraz co innego ci w głowie. Syn ZOMO-wca, wyobraź sobie.
- Jaki syn Zomowca? - Wypisuje po klatkach, że ją kocha.
Nienawidzę was. Co ja wam takiego zrobiłam?
No, zaczyna się.
No, jedź póki gorące.
[gwizd]
- Cześć Marta. Dzień dobry! - Dzień dobry.
Kaśka, zamieńmy się miejscami. Nie chcę już leżeć na korku.
- Przestań. - Dziewczyny, wychodzimy.
W tej wodzie się jeszcze tata, babcia i ja musimy wykąpać.
Ja nie chcę się już z nią kąpać.
Oczywiście, wodę będziemy marnować, bo ty się nie chcesz z siostrą kapać.
- Bo ja chcę sama. - Mhm.
- Pachy umyte? Stopy umyte? - Wszystko.
- I tu i tam? - Tak.
[energiczna muzyka]
Marta!
Proszę!
Wypoczynki rzucili!
Ja mam listę, czekaj pan!
Chodź, chodź!
Pan tu nie stał. Pan z dzieckiem poproszę.
- Jakie są te wypoczynki? - Edyta czy Bosfor.
- Jak? - Edyta, Bosfor.
- Ale my mamy wypoczynek. - Zrobimy mamie niespodziankę.
- Poproszę Edytę. - Edytę. To będzie 22.000.
- Dobrze, już. - Cisza! 22.000.
Proszę się nie pchać.
- Jak się nazywasz? - Marta Makowska.
- Pani sprawdza. - Makowscy, jak wół jest.
- Nie mam czasu. - Z tamtej strony proszę.
- Dla mnie Edyta. - Nie ma Edyty.
- Jak to nie ma? - Nie ma Edyty. - Poszła Edyta!
- 2 fotele są. Brązowy i zielony. - Brązowy dla mnie.
- Piękny ten wypoczynek, co? - Jak w tym serialu.
Mama będzie zachwycona. Ale żeśmy interes zrobili, córeczko!
- Świętujemy. Idziemy do Hortexu. - Tak!
- Dzień dobry. - Dobry.
Wypoczynek kupiłem, chciałbym do domu zawieźć.
- A gdzie? - Grenadierów 20.
Wniesie pan sobie sam?
Sam to nie, ale ściągnę posiłki i jakoś się wniesie.
- No to, dzisiaj wieczorem, pasuje? - Pasuje. A ile by to kosztowało?
Dogadamy się.
To dziękuję ci bardzo Zenek. Bardzo. To, czekam. Cześć, cześć.
[ponura muzyka]
Jeszcze nie ma tych lodów?
Zadzwoniłem do wujka Zenka. Będzie. Poprosimy Mietka i razem damy radę.
Przepraszam bardzo, gdzie ta nasza melba?
KLENERKA: Melba, melba! Nie rozerwę się.
Halina?
- Tadeusz? - Cześć.
Tadziu! 100 lat. Cześć, co u ciebie?
Wiesz co, nic specjalnego. Jakoś się żyje.
Słyszałam, że pracujesz w biurze rozbudowy Warszawy. Gratulacje.
A ja tutaj wylądowałam. Widzisz.
Ale pięknie wyglądasz. Nie, naprawę. Nic się nie zmieniłaś.
Ale mów, mów co u ciebie?
Sama jestem. Tak się życie ułożyło.
[muzyka zmienia się na energiczną]
- Wracamy do domu, mama czeka. - Już, już.
- Ja też muszę do klientów. - Ale spotkanie niesamowite.
- Chodźmy tato! - Już. A pamiętasz Nowy Sącz?
A! No pewnie.
- Niesamowite. - Musimy się jeszcze spotkać.
- Niesamowite spotkanie. - Wracamy, tato!
- Wiesz gdzie mnie szukać. - My kupiliśmy wypoczynek dzisiaj.
- Serio? - Tak.
Pół roku chodzę za wypoczynkiem.
- Coś ty? - Tak.
Jejku, to niesamowite. Słuchaj, a...
Niesamowite. Naprawdę.
Co ty robisz? Co ty robisz? Marta, proszę cię.
Przepraszam cię. Ona w trudny wiek wchodzi teraz.
Przepraszam.
- Co się tak patrzysz? - Nie patrzę.
Co, nie można koleżanki już spotkać?
- Czy ja coś mówię? - No, mówisz no. No mówisz no.
Ale wiesz co? Nie mów mamie, co? Będzie się niepotrzebnie denerwować.
I tak będzie się denerwować.
- Ale czemu ty taka jesteś? - Jaka?
No taka...
Trudna.
Mama jest 100 razy ładniejsza.
[ponura muzyka]
[muzyka cichnie]
- Idziemy, idziemy, idziemy. - Tato, winda nie działa.
- Jak to nie działa? - Nie działa.
Co ty mówisz? Jak nie działa? Cholera.
- To my to musimy rozebrać. - Ale Zenek, no co rozebrać?
Potem nie złożymy tego. Jak rozebrać?
Chłopaki, co to jest IV piętro?
Dawaj, ten fotel odsuń. Powoli. Dobra. No proszę, i...!
[energiczna muzyka]
Dawaj. Dobra. Poczekajcie. Dobra, jestem. Wchodzimy.
ZENEK: Powoli, bo my cały ciężar na siebie bierzemy.
Oj, wiesz co. Jestem na górze.
Marta, pilnuj żeby nie ukradli.
Do góry jeszcze trochę. Poczekajcie. Ja trochę zarzucę.
Uważaj tam z oparciem!
I teraz narzucamy. Dobra. Uważaj na oparcie!
ZENEK: Widzę, no! - Na oparcie! Co to ma być?!
Ela, wypoczynki rzucili. Grzech było nie brać.
- Mówiłam, że to idiota. - Przecież mamy wypoczynek, idioto!
Dzień dobry mamo.
No co, mama całe życie będzie udawać, że mnie nie zna?!
Po moim trupie ty to do mieszkania zatargasz.
To co Tadziu? Z powrotem?
[muzyka cichnie]
Jak można być takim głąbem, żeby wypoczynek kupić,
jak tu się szpilki nie da wcisnąć, człowieku!
Kuchnię miałeś kupić! Gdzie to postawić?! Gdzie?!
- Przecież można to sprzedać. - Tato, ja tam czekam.
Wiesz ile ludzi chce taki wypoczynek? Dwie tylko Edyty były!
Z twoją smykałką do interesów to chyba oddasz to!
Niespodziankę chciałem ci zrobić, no!
To mi zrobiłeś! Marta, nie mogłaś ojca powstrzymać?!
Wiesz jak na niego kolejki działają.
Czołg by kupił, jakby mógł sobie za nim postać.
- Tato, ta pani z Hortexu chciała. - Co? Jaka pani?
- Żadna pani. - Jaka pani?
- Żadna pani, znajoma. - Znajoma? Gdzie ją spotkaliście?
W Hortexie! Spotkałem ją w Hortexie. Poszedłem z dzieckiem na lody.
A z kim to ty się umówiłeś w tym Hortexie?
Z nikim się nie umówiłem. Po prostu, spotkałem koleżankę ze studiów.
- Halinę? - Tak, Halinę. Wyobraź sobie. Halinę.
Dziewczyna po architekturze. Nie ma rodziny. Jest sama!
Wiesz co? Rozwiedźmy się. Co? Rozwiedźmy się.
Wypoczynek sobie weź, na nową drogę życia. Proszę bardzo!
Przyda się!
[trzaśnięcie drzwiami]
Widzisz co narobiłaś?
[trzaśnięcie drzwiami]
Nie ma szans. Żadnych.
[ponura muzyka]
- Elegancko. Patrz. - Przecież to nieustawne jest.
- Strogonowa mi zrób. - Daj ty mi spokój z tym strogonowem.
Słuchaj, patrz! I co?
Ha, ha, ha!
- Proszę, wszystko się zmieściło. - No, Edyta!
Edyta! Jest kącik do czytania. Będziesz tu mogła książkę poczytać.
Proszę bardzo, do rozmowy. Proszę. Jest gdzie zjeść.
- I jak? - Potwornie niewygodnie.
Jest wszystko proszę ciebie. Zobacz, jest gdzie potańczyć.
Tam będziemy sobie jedli.
Chcesz zobaczyć telewizor, prawda. Tutaj sobie odstawiasz foteliki.
Aha.
No.
- A mamo, Zenków też zaprosiłam. - No to trudno.
Co mama robi? Kroi ogórka z podłogi?
- Krótko leżał. - Niechże go mama wyrzuci.
Jeszcze co! Nie ma mowy. Zresztą jeszcze zdrowszy będzie.
- U mnie się z podłogi nie je. - To znaczy ja jestem u ciebie?
- Za to wszystko co dla ciebie robię? - To niech mama nie robi!
- Dziękuje ci bardzo! - Taka królowa!
A, krój sobie sama! Z tymi Zenkami, cholernymi!
- Chodź! - Chodź Ela. - Biegnę no, ludzie!
A Zenki, w ogóle przyjdą?
Spóźnią się. Musimy czekać.
- To co? Śpiewamy, co? - Toast?
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!
- Tadek, przyszli! - No.
Tadek! Już, już!
- Ela, tylko ja cię proszę... - Dobra, już. Otwieraj.
- Aaa! Cześć! - Cześć Tadziu.
Świetnie wyglądasz, naprawdę! Cześć Tadziu.
Cześć. Dzień dobry.
- A tutaj niespodzianka. - A co to takiego?
- Kot. - Podoba się? Z Egiptu!
- Nie kot. To sfinks. - A Sfinks.
Rozbierajcie się.
- Yyy... Kapcie? - Nie, spoko.
- O! Cześć Mieciu! MIETEK: Chodź. Wódka stygnie.
Proszę, proszę.
- Cześć. - Mietek, ile myśmy się nie widzieli?
- Proszę co dostałam. - Cześć Grażyna.
- Tadek, to jest ten wypoczynek? - Tak, to jest ten! Zobacz.
- To tak od ręki było dostępne? - 2 wypoczynki były. Wyrwałem.
Jezus, strogonow!
ZENEK: Powiem wam, jestem wielkim fanem galarety.
- Wiemy co dobre! - Zdrowie Eli!
- A! - Zdrowie!
- Elunia, jaki pyszny ten strogonow. - Tak?
- Ty robiłaś czy mama? - Ja, przecież ten za mną łaził.
- Grażynka, kochanie, nie jedz tyle. - Będę jadła ile będę chciała!
Co ty się czepiasz? Daj kobicie smakuje.
[piosenka: "Rysunek na szkle" Krzysztof Krawczyk]
Można prosić solenizantkę?
"Jeszcze sam się uczę siebie...
- AArtek gdzie? - Położyliśmy go z dziewczynkami.
Ale w jednym łóżku?
Kto by nie chciał?
Ale powiem ci, naprawdę pięknie wyglądasz.
Naprawdę?
- W ogóle schudłaś. - Ty sobie żartujesz.
- Tak, pięknie. - Odbijany! Odbijany!
"Do zamkniętych pukam drzwi
Byle serce nieść
I choć nic się nie powtórzy
Jeszcze raz myślą sięgam wstecz
- Mama gdzie? - No, śpi z dziewczynami tam.
O! Jest gdzieś niebo jak len
O, o, o! Noc za krótka na sen [radosne krzyki]
Tadek, i ty kurna!?
MIETEK: Ela, Ela!
- Weź te łapy, dotykasz mnie. - Przecież ja tylko leżę.
Ode mnie też się odsuń, bo powiem babci, że mnie macasz.
- Nie leż na mnie. - Posuń się.
No posuń się!
Babciu, on mi ściąga spodnie!
- Artek, chodź spać do mnie. - Ale mi tu dobrze.
Co to za pomysł, żeby kłaść chłopaka do łóżka z dziewczynkami?
- Artek, idziesz do mnie! - Ale ja nie chcę, ja się pani boję!
Zapraszam!
[w tle gwar rozmów z drugiego pokoju]
No!
Grażynka, a wy jeździcie? Jeździcie na handel?
- Pewnie. Teraz lisie kitki na fali. - Co?
Lisie kitki. Łapka, łapka...
a pomiędzy... ogonek.
Węgierki i Czeszki to uwielbiają. Noszą jako szalik. To szalenie modne.
No dobra, to tam są jakieś bazary? Gdzie wy to sprzedajecie?
Coś ty? Przecież już na dworcu stoją i pytają: "Mitke le la lim?!"
- Jak? Mitke le la..?
No, to najczęściej od razu wszystko schodzi, nie trzeba nigdzie iść.
[bucząca muzyka]
[muzyka cichnie]
SZEPTEM: Artek, wstawaj! Idziemy do domu!
Przepraszam panią bardzo, myślałam, że Artek śpi z dziewczynkami.
Wolałby, ale miał kosmate myśli.
Artek, do domu. No już. Wstawaj łobuzie jeden.
Tylko cichutko, cichutko, żeby dziewczynek nie pobudzić.
No i co? Zadowolona z balangi?
Żebym ja musiała do 3. w nocy z tym grubasem z piekła rodem.
A kto to w ogóle wszystko posprząta?
Mamo, ja nie mam siły się wykłócać teraz, naprawdę.
A gdzie cię teraz niesie?
Idziemy z Mietkami na bazar. Mają nam pokazać co na handel kupić.
Wy się akurat do handlu nadajecie.
KOBIETA: Pyzy, gorące pyzy!
Boże, ile tutaj tego.
Pyzy, gorące pyzy!
- Grażynka, ty prowadź. - Chodźcie, chodźcie, chodźcie.
MIETEK: Parasolki. - O zobacz Grażynka, to chyba króle?
Ale nie patrz na to. To jest barachło.
- O! Dzień dobry pani Natalko. - Dzień dobry.
A ma pani ten towar, który w zeszłym tygodniu od pani brałam?
Bo mi wszystko w Bukareszcie zeszło.
- Jutro będę miała. - To jutro przyjdę.
- I co brać? - Nie, fajans.
- No, dzień dobry. - Rączki całuję pani Leokadio.
- Dzień dobry. - Królowa lisich kitek.
- Dzień dobry. - No, one najlepiej schodzą.
Możecie kupić futro, ale to jest poważna masa.
Bierzcie lisie kitki i kolczyki, bo Węgierki się uwielbiają stroić.
- Po ile te kitki? - Hm!
- Weźmie pani 50, dogadamy się. - Jezu, 50? Grażyna?
GRAŻYNA: Bierzcie, nie stracicie.
- No dobrze. MIETEK: Ostatnio w 3 godziny zeszły.
- Takie przyjemne w dotyku. Bardzo. - No to, wyciągaj portfel.
MIETEK: No i proszę. - I kolczyki, wszystkie.
- Tadziu zobacz! - Proszę.
- Piękne. - Tak, pięknie.
Bierzemy? [pogodna muzyka]
- Może tego lisa białego też? - Tego białego lisa. Bierzemy.
To jeszcze rudy do pary, no.
Odliczone?
A ciebie Ela wypuszczą, jak ty taka działaczka?
- Czekam, podanie złożyłam. - Dziękuję.
- Krzychu! Zaczekaj chwilę. - Ela.
Dlaczego mi tego urlopu nie dałeś? No przecież...
Dzień dobry panie dyrektorze.
- Cześć Ela. - Dzień dobry Basiu.
Mam bilety kupione do Budapesztu. Co mam zrobić?
Ela, gdyby to ode mnie zależało, naprawdę.
Tyle razy ci dupę ratowałam. Nie pamiętasz tego?
Po co ci były te demonstracje?
Chodziłaś jak wyrzut sumienia z podbitym okiem.
- Po co? - To mnie zwolnij!
- To pojadę sam z dziewczynkami. - A jak sobie dasz radę beze mnie?
To co? Mamy wszyscy nie jechać?
Ja do powstania poszłam w sandałach.
[ponura muzyka]
- Ręce do góry, o tak, dobra. - Tato, to mnie kuje.
- Mnie też. - Obróć się.
Nic nie kuje, nic nie kuje.
Jak będziecie grzeczne i przejdziemy przez granicę
to wam kupię prezent węgierski.
- Ja będę mieć swój, a Marta swój? - Tak.
Tato, to mnie ciśnie.
Nic nie ciśnie. Trzeba pocierpieć.
- Gryzie. Nie mogę oddychać. - Na to spodnie przyjdą.
- Spadło. - Nieważne. Tadek, przynieś spodnie.
Dobra już idę. Bardzo pięknie. Zobacz.
- Trzyma się, trzyma. - Mamo, w tym się nie da chodzić.
Nigdzie nie będziecie chodzić.
Jak przekroczycie granicę, to wam to tatuś zdejmie.
Dziewczyny, pilnujcie taty!
[dynamiczna muzyka]
[Stewardessa mówi po węgiersku]
Pani pyta, czy napije się pan czegoś, piwa, wody, coli?
Piwa!
- Tutaj colę. - Cola.
[rozmawiają po węgiersku]
- Dziękuję. - To pana pierwszy raz?
Nie, do Budapesztu pierwszy, normalnie to latam po prostu często.
- Tato, kuje mnie tu i swędzi. - Mnie też i chce mi się kupę.
Uspokójcie się. Nie możemy pójść teraz do toalety.
- Ja chcę to zdjąć. - Rozpadnie się konstrukcja.
Ale ja nie wytrzymam. Muszę kupę.
- Kasia! - Tato!
[z głośników: pilot mówi po węgiersku]
Lądujemy.
No, lądujemy.
[nadal pilot po węgiersku]
- Tato! - Co się dzieje?
Ciii! No, już dziewczynki.
Zdrowaś Mario, łaski pełna.
[z głośników komunikaty po węgiersku]
- Zapnij się. - Nie wytrzymam, proszę.
- Proszę cię, zapnij się. - Tato, błagam.
Dobra, ja z nią pójdę, przecież nie da rady
sama zdjąć tej konstrukcji, a inaczej zesra się w gacie.
To jest jakiś argument. Idźcie. Wracajcie szybko. Nie zgubcie drogi!
Szybko, ja tu czekam na was!
[celniczka po węgiersku]
Moje córeczki poszły do toalety. Kasia i Marta.
[celniczka zirytowana, pogania po węgiersku]
Czekam na dzieci. Przepraszam panią bardzo.
Przepraszam, bo ja właśnie na dzieci czekam.
[ponura muzyka]
[celnik po węgiersku]
[celnik po węgiersku]
Bratanki, kurwa!
Gdzie on poszedł?
- A jak nas zostawił? - Nie zostawił.
- A jak go porwali? - Nie porwali.
[pani mówi łagodnie po węgiersku]
- Ma... Marta. - Marta?
- Marta. ENG: Mhm. Zgubiłyście się?
Father...
- Father... - Dziewczynki!
Już. Chodźcie. Wystraszyłyście się pewnie trochę?
Chodźcie.
Siadajcie.
Gdzie byłeś?!
Rozmawiałem... z panami.
Słuchajcie...
- Wracamy do Warszawy. - Czemu?
[smutna muzyka]
Nie nadajemy się do handlu.
Co oni ci tam robili?
Nic mi nie robili. Nic mi nie zrobili, rozumiesz? Nic.
Dobra, prezenty kupujemy tutaj.
Idziemy do toalety, ściągamy te wszystkie lisy i futra.
Nie będziemy się wygłupiać. Chodźcie dziewczynki, chodźcie.
[muzyka urywa się]
Dla bohatera, zupa nic.
A pod koniec były turbulencje i tata się zrzygał.
Coś takiego!
Jak wracaliśmy z Budapesztu, to się nie zarzygał.
Zuch!
[smutna, spokojna muzyka]
Dobrze, że wróciliście.
Bałam się o ciebie.
Naprawdę? Bałaś się?
Co my tylko zrobimy z tym towarem?
Razem musimy pojechać.
[muzyka cichnie]
Ela, ja się do tego nie nadaję.
- Dokąd państwo jadą? ELA I TADEK: Na Węgry.
- Na ile? ELA I TADEK: Na urlop.
- I to są wszystko państwa bagaże? - Nasze osobiste rzeczy.
Dobrze, to proszę otworzyć tę torbę.
[niepokojąca muzyka]
Takie osobiste rzeczy. Nic tam takiego nie ma.
Liski! No widzę, że się państwo szarpnęli.
- Ale bez rozumu. Pierwszy raz? - Tak.
Pan może wsiąść do autobusu, a panią poproszę ze mną, z bagażem.
- Dziękuję ci. - Zapraszam, zapraszam!
[niepokojąca muzyka przechodzi w szum autobusu]
Nie odzywaj się!
[ponura muzyka]
[muzyka cichnie]
Siostro Aniu, proszę wyjąć martwe narządy.
Proszę, jeszcze trzeba uśpić przed tym pacjentkę.
- 1, 2, 3. Panna Donia jest uśpita. - Uśpiona chyba.
Babciu, a ty przeżyłaś kiedyś taką wielką miłość?
Pewnie, kiedyś.
Miałam wtedy niewiele więcej lat niż ty teraz.
Ale moja wielka miłość zginęła w powstaniu.
Ela!
- Ela! - Co Ela? Co ty się wydzierasz?
- Zobacz. - Co to jest?
Dostałem w pracy talon na malucha.
[cieszą się głośno, pogodna muzyka]
Będziemy mieli maluszka!
Muszę do łazienki. Muszę do łazienki.
Tadek! No nareszcie!
Pojedziemy za granicę.
Nie wiem... dziewczyny nad Balaton zabierzemy.
- A jaki kolor? - Nie wiem. Będzie jaki będzie Ela.
Jezu!
MIETEK: Piękny. - Kawał bryki, nie?
- Tato, śliczny. - Wspaniały.
MIETEK: Jak dobrze przyciśniesz, to stówkę powinien pójść, nie?
- No. MIETEK: 24 konie.
Mietek, ale nie stukaj tak tutaj, proszę cię.
Powiem ci Tadziu, szczęściarz jesteś, to prawda.
Dla dyrektora był, ale zrezygnował.
KASIA: A czemu pomarańczowy? - Bo nie było wyboru.
I ile miejsca w środku, a na zewnątrz tak nie wygląda.
A te miodowe siedzenia!
Tylko mi nie utytłajcie. Muszę jakiś koc tam dać.
- Koniecznie! - Mogę się przejechać?
- Ale co mama mówi, proszę bardzo. - To co? Wieczorem opijamy?
No jak Ela się zgodzi? Mamo, ale mama zgasi to.
- Daj się przejechać! - Mamo! Mamo!
- Mamo! - Tadek zatrzymaj ją! Tadek!
Mamo!
- Tutaj, hamuje mama. - Co mama robi? Stop!
- Mamo, już, już, już. - Ale było, co?
- Mega! - Fajnie.
To mama umie jeździć?
Jak to? Przecież ja przed wojną w powstaniu już prowadziłam.
[gwar podwórka]
- Ale piękny, co? - No.
[spokojna muzyka]
- Kocham cię tato. - Ja też ciebie bardzo kocham.
- No jedź, no. Jedź. - Dosyć tego mam!
- Uspokój się. - Całe życie tak samo!
- Ela, błagam cię. - No jedź!
Przestań krzyczeć. Czemu ty krzyczysz?
- Dosyć mam tego, nie będę! - Proszę cię, Ela!
- Sam sobie pchaj! - Cholera jasna. Proszę cię. Już.
- No jedź! Trąbisz! Zasuwaj, no! - Zjedź na bok! Jezu!
Jezus Maria, ukradli! No ukradli!
- Tata się załamie. - Ja mu nie powiem.
Chryste Panie, ale żeby koła kraść? Gorzej jak za wojny. Ty mu powiedz.
Nie! Nieee!
To się nie dzieje naprawdę! Ja pierdolę! Nie wierzę, nie! Nie!
Tata już wszystko wie.
[ponura muzyka]
Po kiego grzyba był mi ten samochód?
Oddaję go. Pierdolę, nie będę się z nim bujał!
Ani się człowiek nie napije. Po cholerę mi ten złom, no?
Tadek, chodź do domu.
Myślisz, że jak będziesz tam stał, to ci te koła odrosną?
Jeszcze się ta uruchomiła. Drze mordę od rana. Pierdolę to.
Pierdolę to!
[muzyka cichnie]
Jezu, co siedzisz jak zbity pies? Pokombinuj!
Pokombinuj. Gdzie ja teraz nowe koła kupię i za co? Za wszy?
No to... W szpitalu porozmawiam, może ktoś ma na zbyciu.
Przestań, proszę cię. W szpitalu?
- A na Różyc pojedź. - Na Różycu dostanę, oczywiście.
Swoje!
Na koła.
[ponura muzyka]
Skąd mama ma takie pieniądze?
Odkładałam z emerytury na wypadek wojny.
MIETEK: Ile dałeś za te koła? - Weź, nie pytaj.
[muzyka cichnie]
- Mam nadzieję, że nie kradzione. - Na pewno.
- Cześć Mieciu, jak się masz? - Dobrze.
Tadziku, podwieziesz mnie na pocztę?
No tak, siada mama. Proszę. Siada mama.
- Ale po co mama to wiesza? - Święty Krzysztof dla ochrony.
[silnik żęzi ale nie zapala]
No dajesz Tadzik!
[silnik żęzi ale nie zapala]
No daję, ale Maluch!
[silnik nadal nie zapala]
- Cholera jasna. - Zalejesz gaźnik.
No i dupa blada. Na pych weźmiemy. Siada mama za kierwnicą. Popchniemy.
Dobra. Już, no. Dobra. I...
Jedynka! Jedziemy!
Nie, to bez sensu.
Może to jakiś wadliwy egzemplarz?
Mamo, one takie są. Każdy ma swój charakter. Jak człowiek.
- Zawory klękły. - Co?
- Temperatury dostały i się zesrały. - To ja jednak pójdę pieszo.
Bezpieczniej, i w sumie szybciej.
Mamo, dziękuję mamie za te pieniądze na koła.
- Trzeba wyregulować. - No dobra, no to co? Pchamy.
- Dobra. - Dobra.
[niepokojąca muzyka]
- Bliżej mojego. - Dobra. To kieruj. No, dobra.
- Powoli, powoli. Nie po lakierze. - Na szybę ty uważaj!
Słuchaj, przekręć, przekręć. O tak.
- Tylko tu weki, uważać mi z tym. - Mietek!
Co? Już, poczekaj, poczekaj kochana.
- Jedną zabawkę, powiedziałam. - Ale ja chcę mieć swoją.
Donia będzie wspólna! Koniec dyskusji!
- Ale nie! - Dawaj misia, dawaj!
- Nie! - Ja się nim zaopiekuję. Dawaj!
To pomiędzy dziewczynkami. Wsiadać.
- Nie mogę wejść, jak to jest tu. - Dobrze. No to wsiądź tu.
- Masz tam? Złapałeś? - Tak!
- Żebyś przez dwie przeprowadził. - Bo zostaniecie w domu!
[dynamiczna muzyka]
- Tato, ja chcę pić. KASIA: Ja też. I chcę siku.
Nie będzie siku, nie będzie pić. Nie będzie nic. Nie stanę!
Ale mi się też chce! To są dzieci. Ile, moment, co?
Nie wiem. Czy nie możecie przez jakiś czas nie sikać, nie pić?
Co godzina stajemy, pijemy. No, ludzie no?
[muzyka zmienia się w ponurą]
- Co ty robisz? Ela, co ty robisz? - Gdzie są paszporty?
Ty się mnie pytasz, gdzie są paszporty?
- Bo wkładałeś torebkę moją! - Ja nie wiem, no.
Zobacz u mnie, zobacz tu są dokumenty.
- A nie masz w kosmetyczce? - Nie wiem, gdzie mam!
- Są? - Jezu, ja zawału dostanę.
Zawału. Żeby na osobistą nie wzięli.
[wesoła muzyka]
[muzyka cichnie]
O, zobaczcie krowy. Od razu widać, że czeskie.
- Ale patrz jakie czyściutkie. - Śliczne.
[dziewczynki muczą]
Jakiś byk się zaplątał tutaj.
[wesoła muzyka]
[muzyka urywa się]
[niepokojąca muzyka]
Uśmiechać się. Wyprostować się i uśmiechać się.
- Tato, a dlaczego? - Uśmiechać się.
[celnik po węgiersku]
Uśmiechać się.
Ojcze nasz, któryś jest w niebie...
Cicho!
- Dlaczego ja? - Na ciebie wołał pan. Żona.
DZIEWCZYNY: Jako i w niebie, tak i na ziemi.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj...
Święty Krzysztofie, żeby tylko nie na osobistą.
Żeby tylko nie na osobistą.
- Ale nas zbaw ode złego. - Że już możemy jechać?
- Jedź, jedź. - Matko Boska, łaski pełna...
- Jedź! - Dziękuję.
- Jedź. - Zaraz.
[muzyka cichnie]
Nie pali. Czy ja mogę?
Na pych go wezmę, przepcham.
- I co? - Jedź!
Cicho. Dziękuję.
- O Boże, widzisz ich? Widzisz to? - Jezus Maria!
Jedź! Jedź!
[cisza]
[westchnienia zachwytu]
Z ROZKOSZĄ: O Jezu!
Pycha!
["Dziewczyna o perłowych włosach" w wykonaniu OMEGA po węgiersku]
[śpiewają wraz z piosenką z radia]
Proszę bardzo. Zawsze się przyda.
[w tle nadal węgierska piosenka]
Jezu, co ty mi dałeś? Złotówki mi dałeś, dawaj.
Mam, już lecę!
[w tle nadal węgierska piosenka]
[piosenka cichnie]
[delikatna, pogodna muzyka]
- Marta. - Peti.
Peti...
[muzyka cichnie]
- Pan bierze małe, czy bierze duże? [klient po węgiersku]
- Daj mi to. Idź po dzieci. - Już zaraz idę. Poczekaj. No!
- Ige ne! - Ige ne!
Już idę. Gdzieś tam biegają. Na pewno nie zginą.
- Mennyi? - Sto osiemdziesiąt forintów.
Weź to.
Dziękujemy. Trzymam! Idź już po dzieci!
- Souvenir. - Komu mam dać?
- Masz te souveniry, masz. Trzymaj. - Dzięki.
Kasia! Marta!
Proszę, jak pięknie.
- Souveniry daj. Souveniry daj! - Dam. Idź!
Kasia! Marta!
- Marta! Kasia! - Tato!
Jezus Maria, dziewczynki! Jak wy wyglądacie? Chodźcie.
- Idziemy na plażę. - Już skończyliście handlować?
- Tak, chodź. - Tato!
- Co? - Ja bym chciała zostać.
Proszę cię, chodź. Idziemy. Chodź szybciutko, Marta. Chodź.
- Jakie pyszne. Co to za chłopiec? - Peti.
- Peti? To Węgier? - Mhm.
Aha. Słuchajcie idziemy coś zjeść. Jakąś kolację, dobra?
- Dobrze. - Prawie wszystko sprzedaliśmy.
- Ale pyszne te brzoskwinie. Ekstra. - No, dobre są.
[kelner szybko po węgiersku, w tle nadal spokojna muzyka]]
- Palinka, palinka. KELNER: Mhm.
- Co to jest? - Taki napój.
[kelner nadal szybko po węgiersku]
- Jezu, weźmy gulasz, bo ja zwariuję. - Gulaszi.
- Tyle gulaszi. KELNER: Mhm.
- Tato, naleśniki! - To chcemy!
- Palacsinta? - Pocito...
[kelner po węgiersku] - Yyy pocito, yyy...
I, yyy...
I piwo. PIWO! PI... yyy...
Beer for my mother and father and cola for us me.
For you, OK.
OBIE: W ogóle tam były takie fajne króliki, czarne.
I biały z czerwonymi oczami.
- Skąd ty dziecko znasz angielski? - Babcia nam zapłaciła.
Tak, tylko, że ja nic nie rozumiem.
Jezu!
[kelner szybko po węgiersku]
- Palinka. - Egészségére.
Ile to będzie kosztowało?
Raz się żyje.
Proszę bardzo. Jest kapelutek. Proszę bardzo.
Buziaczek. Mmm.
KASIA: Ja też chcę.
O! Wow!
- Ślicznie. Rób jeszcze raz. - Super!
- Świetnie. - Brawo.
A tutaj proszę bardzo. Kto tutaj jest?
Słuchajcie, idziemy się uczyć pływać.
- Nauczysz mnie pływać? - No pewnie. Idziemy.
Aaa!!!
Tylko się nie utopcie!
Tata jest przy tobie. Chodź.
- Dobra. - A ja nie utopię się?
Nie, jestem z tobą. Spokojnie. No.
[pogodna muzyka]
- Chyba dam radę. - Dasz radę. Płyń sama!
- Płynę. - Super, super!
- Mamo, tato, ja płynę! - Marta płynie! Sama.
Płyń!
[pogodna muzyka cichnie]
[dynamiczna, pogodna piosenka]
"Może się wtedy miało mało
nie pozłacało się złota złotem
ale jak wtedy się kochało
to się kochało też potem
wyprawy, aż na Antypody
Szklarskie Poręby i Gdański Wrzeszcze
i zupy nic najsłodsza słodycz
i wiara w ludzi ijeszcze:
złości, radości, szczęścia i biedy
znaki na Ziemi, ślady na niebie
trzeba mieć w życiu swoje "wtedy"
do oglądania się za siebie
Widziało się pół świata z dachu
zimy zimniejsze, lata gorętsze
a jak się chciało Dziki Zachód
siadało się na półpiętrze
miało się w domu flakon z różą
i co innego się wtedy śniło
mieszkania były mniejsze dużo
ale się wszystko mieściło
złości, radości, szczęścia i biedy
znaki na Ziemi, ślady na niebie
trzeba mieć w życiu swoje "wtedy"
do oglądania się za siebie
la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la,
la, la, la, la, la, la, la,
Może się wtedy miało mało
ale się trochę wzruszeń uzbiera
a to co się zapamiętało
daje nadzieję na teraz
bo tak jak wtedy, można w lecie
patrzeć jak spieszą się motyle
teraz to takie, wtedy przecież
tyle, że jeszcze za chwilę
złości, radości, szczęścia i biedy
znaki na Ziemi, ślady na niebie
trzeba mieć w życiu swoje "wtedy"
do oglądania się za siebie
złości, radości, szczęścia i biedy
coś do stracenia, coś do zdobycia
trzeba mieć w życiu swoje "wtedy"
bez tego "wtedy"nie ma życia"
[piosenka kończy się]
[energiczna muzyka]
Napisy dla niesłyszących: Studio Sonoria
tekst: Dorota Suske
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.