Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
A ty?
Kim ty jesteś?
Co?
Nie powiesz...
Weź odpal muzę.
Dzień dobry. Otwarte?
Jeszcze nie.
Siadaj.
Przy barowym.
Skąd przyjechałeś?
Stamtąd.
To daleko.
Dzięki.
Szakszuka. Orientalna, prawdziwa.
Ostra. Właśnie sobie zrobiłam. Jest gorąca. Chcesz?
Mickiewicza ulica daleko?
A co ja Googlemaps? Sprawdź sobie w telefonie.
Ale oldscool.
Znajomym pokażę.
Grasz w wężyka?
Tylko koleżanki nie mogą ci nudesów przesyłać.
Smuteczek.
Dobra, Mickiewicza...
Jesteśmy tutaj. Musisz iść tamtędy, kilometr, może dwa.
Kapliczka. Przy trzepaku. Na przestrzał.
Jednak fajny ten internet w telefonie. Nie?
Fajny.
Ale Nokia działa nawet, jak przywalisz nią komuś w łeb.
O ilu smartfonach możesz to powiedzieć?
Nie wiem.
Ale patrząc po twoim oczku, to oblatany jesteś w te Nokie.
Smacznego.
Dobra, spierdalaj.
08.32. Niebieskie BMW.
Rejestracja DJ2137P. Pierwszy raz dzisiaj.
Do szefa?
Nie, kurwa, na wrotki.
Daj mu pięć.
Zachlał, czy laczka ubiera?
- A masz szluga? - Mam.
Daj.
Kurwa... ja pierdolę.
Czacha, no...
- Game Over. - Kurwa, no. Rekord biję.
- Czyj? - Twojej mamy.
- Ile ty masz lat? - Więcej niż ty.
No?
Kwity od wszystkich pizdą karmionych i dilerów.
A motory?
Ociągają.
No to załatw to!
Czacha!
A dlaczego ty jeszcze nie znalazłeś Prostego?
No, szefie, szukamy.
Co tak mruczysz, kurwa, pod nosem?
Nie garb się, kurwa. Wyprostuj się. Stań na nogach, kurwa, tak.
I głośno, wyraźnie, kurwa, do przodu, no.
Kawał chłopa, kurwa, jesteś a co?
Autoprezentacji ci, kurwa, brakuje.
Jeszcze nigdzie nie wypłynął.
Jeszcze.
A kiedy, łaskawie, myślisz, że wypłynie?
Mam ci przypomnieć, co skurwiel o nas wie.
Szukamy po całej Jeleniej. W okolicach też. Zniknął.
A z nim nasza kasa. I kto ją teraz Czechom zwróci? Ty, kurwa?
Może za granicę się zawinął. Ja by zrobił tak na jego miejscu.
Jest tu. Czuje to. Tylko trzeba umieć szukać.
Wiedzieć, gdzie się zakręcić, o jakiej porze.
Ja mam cię wszystkiego uczyć? Ile ty u mnie robisz na stricie?
To łaskawie wypierdalaj do roboty i znajdź Prostego.
Kazik...
A może powiadomimy Czechów?
To już lepiej dać im te sto tysięcy euro.
Ty, kurwa, kto?
- Gdzie jest Prosty? - Tu go nie ma.
Łał! Szelki.
Nie wstawaj.
Nie wstawaj.
Przepraszam. Założyłem, że stoi tutaj mężczyzna.
Silniejszy, większy. Przepraszam bardzo.
Proszę wstać.
Ma pani coś do odkażania?
W kuchni.
Powiem pani co mi się przytrafiło.
Przyjechałam dzisiaj do mojego przyjaciela.
Ale zastałem tylko puste, zdemolowane mieszkanie.
A po chwili w tym mieszkaniu pojawiło się dwóch bandytów.
Skąd tak szybko się tam znaleźli?
Tylko pani widziała, że wchodzę do środka.
A ja nie wiem...
Nie wie pani? Przecież to pani do nich dzwoniła.
Tylko pani mogła widzieć, jak do niego wchodzę.
Oni mi kazali.
Oni mogą zrobić krzywdę mojej rodzinie. Przecież dobrze wiedzą,
gdzie mieszka moja córka i do której szkoły chodzi mój wnuk.
Dlaczego szukają Prostego?
Marcina?
Nie wiem. Ale to jest bardzo dobry człowiek.
Chodzi do pracy, nie pije. Sam wychowuje córeczkę.
Bo jej matka, lafirynda jedna, zostawiła ich i wyjechała z Polski.
Jeszcze ta straszna choroba.
Co to pan nie wie?
Dawno się nie widzieliśmy.
Ja nie wiem proszę pana, co Marcin zrobił
tym ludziom i dlaczego oni go szukają.
Ale on jest sam z tym dzieckiem.
Duch Gór.
Tak się nazywa ten tartak i on im wozi deski do Berlina.
I jak on teraz wrócił stamtąd,
to ja wiedziałam, że stało się coś bardzo złego.
Z przeprosinami.
Na drzwi.
Ale pan pomoże Marcinowi, znaczy Prostemu tak, jak pan mówił?
No niech pan zadzwoni na policję.
Ja nie mogę, bo mnie tu wszyscy znają, ale pan jest nietutejszy.
Duch Gór, tak?
Tak. Tartak Duch Gór.
Niech pani teraz zadzwoni i powie im, że znowu tu byłem.
Tylko nic, że rozmawialiśmy.
Pomoże mi pani. Prostemu też pani pomoże.
Panie...
Musiałeś pan wziąść taksówkę, żeby se odsapnąć?
Mówi się wziąć, nie wziąść.
A jak ja powiedziałem?
Pojedziemy za tym BMW.
Panie...
igrasz pan z losem.
Tylko nie za blisko, jakieś dwa, trzy samochody.
Synek, nie ucz ojca dzieci robić, dobra?
A to wrotkarnia?
Niby dla dzieciaków, ale stare zgredy też przyłażą,
pogapić się na laseczki.
A tu co?
Też wrotkarnia, ale od strony dupy.
Czyje to?
A co? Pan z policji?
Tak.
FBI.
Jelenia Góra.
Panie, kiedy ja naprawdę w sumie nic nie wiem, proszę mi wierzyć.
Taksówkarze wiedzą wszystko.
Aleś pan upierdliwy.
Mój przyjaciel ma kłopoty. Myślę, że przez tych ludzi.
Ja za te pańskie złotówki nie będę dupy nadstawiać. Masz pan to.
A swoją drogą pański przyjaciel ma, za przeproszeniem, przechlapane.
Pan zaczeka.
Załatwił was dwóch?
Niby, kurwa, jak?
- Ja się ciebie pytam, jak? - Znienacka.
Faktyczne. Refleks ci, kurwa, szwankuję, Czacha.
Ja się ciebie pytam co ci, kurwa, jest?
Szefie, kurwa, no wielki był gość.
W barach sterydami porobiony, jak jakiś pojeb.
Kazik, z gnatem nas przydybał. W czoło celował jak przed egzekucją.
Ta wrotkarnia jest pana Kazika.
- Kazika? Niech się pan nie odwraca. - Ja się nie odwracam. Ja...
Jak pracował w policji to miał ksywę Faja.
I teraz tak już nikt do niego nie mówi.
- Bo? - Ten, co ostatnio tak powiedział,
później nie mógł się doliczyć wszystkich zębów.
- Czym się pan Kazik zajmuje teraz? - Co?
- Czym się ten Kazik zajmuje? - Ja się nie odwracam.
On wszystkim się zajmuje. Domówki mu płacą. Burdele mu płacą.
Nawet na nas, taksówkarzy, ma jakieś kwity. Na wszystkich ma kwity.
W szkole sprzedaje narkotyki. I te... podpalacze sprzedaje.
Ale wszyscy mają na niego, znaczy, jeżeli ktokolwiek
ma jakieś kłopoty z prawem to musi do niego pójść
bo on ma wszystkich w kieszeni.
Ma na nich kwity i wszyscy muszą płacić.
Za ochro...
Za ochronę musi płacić...
bo on 20 lat pracował w policji i wszystkie kwity ma.
To nikt stąd.
Pierwszy raz go widziałem.
Jak wyglądał?
Normalnie.
Spodnie miał, T shirt miał.
- Z metr osiemdziesiąt... - Przystojny był.
Kryste, pacanie.
O znaki szczególne pytam. Kurwa. Parchy na ryju.
Odstające uszy, krzywy ryj, cokolwiek.
Pizdę miał pod okiem.
- Limo miał z lewej strony. - Z prawej strony.
Z lewej. Zajebał mi to widziałem, że z lewej.
Tak jak teraz pokazujesz, to masz odbicie lustrzane...
Kurwa, spokój!
Który mu przypierdolił?
On to już chyba miał jak przyszliśmy.
Wypierdalać mi stąd!
I znajdźcie mi go!
O! Gościu z Nokią znowu głodny?
- Co tam? Kurczak do której? - Do drugiej.
Szukam kawiarenki internetowej.
To nie u nas. Wprawdzie wiocha, ale nie aż tak.
A ile za godzinę brali w takiej kafejce internetowej?
Z piątaka.
Teraz może dychę.
Dychę? Wchodzę w to.
Tylko płatne z góry.
Dzięki.
Tylko zdjęć nie oglądaj, prywatne są.
...że pan Kazimierz Bednarz, właściciel tartaku Duch Gór
kupuje kolejne hektary i wycina je w pień!
Ludzie obudźcie się!
Duch Gór? Nie taniej było zapytać?
Jadę z dostawami na miasto. Podrzucę cię, przejeżdżam obok.
Skałka Piec to jedna z największych atrakcji w Rudawach Janowickich,
ale od dzisiaj to również miejsce, związane z tragedią...
Nie wierzę, że mój mąż spadł ze skały.
Był wytrawnym turystą i znał to miejsce. Na tej skale
jest barierka i on by nigdy sam za nią nie przeszedł.
Polaka mnie uczyła w podstawówce.
Fajna babka.
To żona zmarłego Dariusza Gawełka. Pani Joanna Gawełek.
Jedziesz?
Nie, spoko, później oddasz. Spieszę się.
- Kurwa, nie wytrzymie tego dłużej. - Ale taki jest Kazik.
Skurwiel pierdolony, kozak.
Ale przyjdzie czas na niego, ja poczekam.
Mordo! Muszę jechać do apteki po jakieś lekarstwa.
Tak mnie to napierdala, że nie wytrzymam.
- Co? - No zajebał mi, boli mnie.
Dobra, jesteśmy w tym razem.
Dariusz Gawełek, znana postać w mieście?
Protesty organizował.
Przypinał się do drzew i telewizje ściągał.
A później go znaleźli.
Trupa.
Dzień dobry. Otrzymaliśmy zgłoszenie o zaginięciu pana Gawełka.
Prowadziliśmy intensywne poszukiwania.
Niestety para turystów znalazła ciało.
Prowadzimy śledztwo. Więcej nie mogę panu powiedzieć.
Mówi się, że to był wypadek, ale czy na pewno?
Nasze czynności nie potwierdzają udziału osób trzecich.
Nic więcej nie mogę powiedzieć. Dziękuję bardzo.
Jego żona twierdzi, że to nie był wypadek.
Rozpacza to gada, co gada.
Ponoć zaszyła się w Podgórkach
i nawet na emeryturę ze szkoły poszła.
A te Podgórki, to gdzie?
A te Podgórki to taka wiocha niedaleko stąd.
Dzięki.
- Mój dług się powiększa. - Nie świruj.
Podwózka w gratisie.
Ale za obiad pięć dych mi wisisz.
Dzień dobry.
- A pan? - Dzień dobry.
Ja byłem umówiony na rozmowę o pracę.
Z kim?
Z kimś decyzyjnym. Z szefem. Z właścicielem.
Ta firma to chyba raczej taka nieduża, co?
Duża, duża. Ze sprzątaczkami jakieś piętnaście osób.
Mogę? Pan cię szuka.
Dzień dobry, kolega mówił, że pracę...
Jaki kolega?
Marcin Wysocki.
- A, to nie znam. - Może Prosty?
Jacek Kolos, wiceprezes i szef działu tego... HR.
Pan wejdzie.
Nordka mi tu daj na zicher.
Dobrze.
Kolega...
- Mój kolega powiedział, że... - Prosty.
Prosty powiedział, że można nieźle zarobić tutaj u pana.
Przy drewnie albo przy transportach drewna do Niemiec.
Ja mam wszystkie prawa jazdy. Na autobusy też.
Naprawdę wszystkie?
A kiedy mówił?
Jakoś miesiąc temu.
Czyli od miesiąca go pan nie widział?
Sądziłem, że tu go spotkam.
Prosty... Wie pan, nie, to...
Jednak nie kojarzę.
- Piętnaście osób tu pracuje. - Myślisz, że ja tu wszystkich znam?
Może do lasu wyjechał, druidem zostać.
Może dziewczynę poznał, może tymczasowo tu był?
Oczywiście zatroszczymy się o pana. Jak tylko będzie jakiś wakat,
to ten, to jak to się mówi, zadzwonimy do pana.
Tylko CV niech pan zostawi na recepcji.
Amerykański. Na niedźwiedzie.
I co? Jak będziesz teraz te auta prowadził wszystkie, co?
Postaw go.
Gdzie jest Prosty?
Nie wiem.
Ale wiesz, że ci ściemniał.
Że tu nie ma żadnej, dobrze płatnej pracy.
Chyba... że jednak go spotkasz.
I opowiesz nam o tym.
To wtedy zapłacimy.
Nawet bardzo dobrze zapłacimy. Rozumiemy się?
Idź se umyj gały. Tam jest ściek.
Tylko tym najpierw. Żebyś do końca nie oślepł.
Wyciągnij go.
Wyciągnij go. Słyszysz?
Wyciągnij go!
...potrzebujemy pomocy.
Apteczka!
Apteczka. Schowaj to.
Schowaj to, idź po apteczkę.
Szybciej!
Rozkuj mnie.
Noga.
Raz, dwa.
Coś do pisania.
Która godzina?
Szósta trzydzieści siedem.
Trzymaj tu. Uciskaj.
Wiesz co robić?
Ja się stąd oddalę, rozumiesz?
Trzymaj. Przeżyje.
Numer na który dzwonisz, jest niedostępny.
Poinformujemy cię o jego dostępności bezpłatną wiadomością.
Dzięki.
Już?
Szukam noclegu. Tanio.
Tanio? To na dworcu.
Wziąłem to pod uwagę.
I widzisz, przydałby ci się smartfon.
Znalazłbyś coś na Airbnb albo na Bookingu.
Co mi tam. Mam wolną kanapę.
Bardzo wygodna.
W promce... osiem dych za nockę.
To jak?
Daleko?
W Jelonce jest wszędzie daleko, nie?
O której masz jutro pociąg? Rano?
Bo boję się, że się nie wyśpisz.
Tak, rano.
5:13 do Wrocka czy 7:16 do Zielonej?
- Znasz cały rozkład? - PKS też. Potrzebujesz?
Nie, nie potrzebuję.
Muzyka.
O nie.
Jednak nie mam wolnej kanapy.
Ale jestem przekonana, że rano jeszcze tu była.
I co my teraz zrobimy?
Chyba będziemy musieli spać razem.
Miau.
To jakiś problem?
Ale najpierw się umyjesz.
A ja zrobię szamkę.
I może do ciebie dołączę.
Tego szukasz?
A ja chciałem się tylko przespać na twojej kanapie.
Kilka godzin za osiem dych.
Monia ma u nas duże zniżki.
Ty wyjedziesz a j tu muszę żyć. Nie znam cię.
Mocno nas dzisiaj wkurwiłeś typie.
- Odłóż to. - Bo?
Piszczel!
Słonik stracił zęba.
Posklejali go, ale implanty są drogie.
Ktoś by musiał za to zapłacić, nie?
- Dawaj rączki. - To dajcie się ubrać chociaż.
Dawaj, kurwa, łapy.
O kurwa!
Oddaj to.
Ej. Monia, dokąd? Wracaj.
Dopadnę cię cwaniaku i zapierdolę...
Zamknij się!
- Podejdź. - Przepraszam. Musiałam.
Nie musiałaś.
Nie musiałaś mnie wystawiać, teraz mam do ciebie osobisty żal.
Chodź tu.
Zrobię wszystko.
- Wszystko? - Wszystko.
Wejdź do łazienki.
Przynieś mi moje rzeczy.
Ej! Czacha, tak? Nie ruszaj się.
- Bo? - Bo cię zabiję.
Myślałem, że na tyle już się dobrze poznaliśmy, że to wiesz.
I tak to zrobisz.
Może tak, może nie. Zawsze są co najmniej dwie możliwości.
Majtki.
Z plecaka.
Szybciej.
Chyba się nie wstydzisz?
Już.
Zapnij.
Buty.
Koszulka.
A teraz schowaj wszystko do plecaka.
A wy, panowie, ponieważ chcieliście mnie okraść wyskakujecie z kasy.
Słyszycie? Już. Szybciej.
Monia.
Ty też.
A, Czacha, kluczyki od bawarki.
- Nie... - Tak.
No już!
Jest w twoim samochodzie coś o czym powinienem wiedzieć?
- Może. - Jest?
Dobra, panowie, teraz będzie tak: Nie wiem, gdzie jest Prosty.
Miałem do niego sprawę, nie ma go, trudno.
Nie chcę się mieszać w wasze sprawy. W ogóle mnie to nie interesuje.
Wyjeżdżam z tego miasta.
A wy macie 10 minut. Macie tu zostać. Przez 10 minut.
A jeśli któryś wyjdzie wcześniej, przestrzelę mu kolano.
A to nie jest przyjemna, łatwa do zszycia rana
po której zostaje blizna na lans na Instagramie albo Tik Toku.
Nie? Piszczel?
Przestrzelone kolano się długo babra.
Zresztą wątpię, żeby w tutejszym szpitalu dobrze wam poskładali.
Dziesięć minut.
Tylko o to proszę.
Dziesięć minut!
Dziesięć minut. Tylko o to prosiłem.
Kazik, dwóch postrzelonych. Jeden w udo, drugi w kolano.
- Kto do nas strzela? - Ten facet z limą.
Jak to? Sam?
No sam, ale z giwerą. Nie było jak podejść.
Do Szatkowskiego ich zawieź.
Nie do szpitala tylko do jego willi.
Wiem, wiem.
A potem dajesz do mnie.
Ściśnij tu, kurwa.
Tatuś...
- Boli? - Nie.
Dzielna dziewczyna.
A puścisz mi jeszcze płytę z tymi piosenkami?
Oczka.
Pani życzenie jest dla mnie rozkazem.
Dobranoc.
Dobranoc.
Co z wami jest?
Jaja wam ktoś odessał, czy jak?
Czacha...
ja cię nie poznaje, kurwa.
Jesteś jak jakiś, ufoludek co to wylądował i nie ogarnia tej ziemi.
Tej ziemi.
Jak do tego doszło?
Ja się ciebie pytam - jak?
Najpierw wam wpierdolił jak poszliście w dwójkę.
I zabrał ci gnata, nie?
Potem wam wpierdolił, jak poszliście w czwórkę i znowu ci gnata zajebał.
To co ja mam teraz zrobić? W ósemkę was teraz, kurwa, posłać?
I jeszcze dodatkową klamkę, kurwa, dołożyć?
I grzecznie, żeby, kurwa, wam znowu zapierdolił.
To był dwa razy ten sam pistolet.
Dobra.
Przede wszystkim
musimy się wreszcie dowiedzieć kim jest ten pierdolec z limem.
- Limo. - Co?
To się nie odmienia.
A może być, kurwa, z limonką?
Nie, no, z limonka to się odmienia... może być, nie?
Mówię, kurwa...
Powinniśmy się dowiedzieć kim jest ten pierdolec, kurwa, z arbuzem, no.
Nie wiem.
Prosty był w kamaszach? Czy nie?
To jest, kurwa, zawodowiec jak nic.
Bije się, strzela, w głowę celuje, nie? Czacha?
Bronią się, kurwa, posługuje jak sztućcami.
W GROM-ie był! Mówię wam.
Albo w FORMOZ-ie, nie wiem.
JWK z Lublińca, może w Agat, kurwa.
Agat? Błagam cię.
Agata może? Z dużymi cycami?
W GROM-ie, kurwa. W sromie!
Prosty i wojsko.
Czacha! Ty go nam wpakowałeś.
No ma chorą córkę. Potrzebował kasy.
A, to pewnie, dlatego nas okradł, nie?
Żeby mieć kasę i za tę kasę, wynająć jakiegoś twardziela
żeby z nami zrobił porządek. Prosty jest prosty,
ale nie jest głupi, żeby myślał, że jeden gostek
pozamiata nas jak jakieś jebane włosy w zakładzie fryzjerskim.
Ale ty łysa pała jesteś, no to co ty możesz o tym wiedzieć, nie?
Ja się tak tylko zapytam.
A co będzie...
jak ten Prosty się nie znajdzie.
I pójdzie pośpiewać.
O mnie, o tobie. Tam, gdzie nie trzeba.
To co wtedy?
To może jednak, Kaziu, zawiadomimy Czechów?
Nie powiadomimy żadnych, kurwa, Czechów!
- Czacha, to jest świetny pomysł. - Spierdalaj.
- Ej! Jacuś, kurwa, co ty? - Póki szło dobrze, szło dobrze.
Ale zaczyna się pierdolić, bo tracisz panowanie nad sytuacją.
I przez ciebie pójdziemy pierdzieć w pasiak.
- Jacuś, proszę cię. - Kazik. Spójrz na to na chłodno.
Dziesięć, no piętnaście lat temu to może byłeś kot, przyznaję ci.
Nawet mi imponowałeś trochę.
Po za tym jestem ci wdzięczny. Rozkręciłeś mój interes.
Dzięki tobie mój proch idzie dużo lepiej.
Ciebie też mam odjebać razem z nim? Jesteś ze mną, dzwoń do Czechów.
Ja ustąpię, Jacuś. Będziesz tu szefem.
- To nic osobistego. - Kolos dzwonię do Czechów. Kolos!
No i co Jacuś? C'est la vie!
Dużo krwi!
Jacuś, dużo krwi.
Powiesz coś?
No powiedz coś! Taki wygadany byłeś. Co?
No i chuj.
Rachu ciachu i do piachu.
Gdzie jest Mirek? Dawaj go. Wypierdalaj po niego!
Do szefa.
Zadałem mu jedno proste pytanie.
Dlaczego nie przyszedł od razu, jak usłyszał strzał?
On, kurwa, nie potrafił odpowiedzieć.
Kurwa, Kazik.
Głuchy, kurwa, jakiś.
Biorą?
Mówią, że kierowca konwoju zasnął za kierownicą.
Położyli łapę na twoją sprawę. Sama góra.
Wiesz, że nie byłeś ich pupilkiem.
A teraz spierdoliłeś i znowu huczy wokół ciebie.
Puścili za tobą watahę najlepszych śledczych
i wąchaczy.
Zaszyj się gdzieś tam, w dziurze jakiejś.
Na samym końcu tęczy.
I błagam cię.
W nic się, kurwa, więcej nie wpierdol.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.