All language subtitles for Peasants2023.zPOL25

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Patrz Kuba.

Odlatują.

Hanka! Chodź tu do nas!

Pan Bóg wam dał chyba latem urodzaj na kartofle, co?

A juści!

I ślepia te same, bure i kaprawe.

Kropla w kroplę nikt jeńszy jeno Boryna!

Nie!

Nie jedna młódka za nim by poszła!

I nie było dla niej miejsca ani w sieni, ani w chlewie!

Zupełnie jak moje! No!

Ścierwa zapowietrzone! Własne dzieci!

Ziomb idzie. Przyjdź Magda po ten wełniak po matuli.

Juści. Dyć ojciec wszystko trzyma i nawet szmaty oddać nie chce.

Chodź Jaguś!

Jaka wystrojona. Cóż to za naszyjnik?

\To tylko gałązki olszyny, \co znalazłam, pocięłam...

Piękna i zdolna do tego!

Taką to by można za bogatego wdowca wydać.

Dziecków cudzych kolebała nie będę!

Nie ma się co martwić, jego już odchowane.

Mnie tam dobrze, gdzie jestem.

Dobrze czy nie, kiedyś z domu iść trzeba.

Jakiego męża dostaniesz, taką i gospodarkę.

I taką se panią będziesz.

- Ja tam o to nie stoję. - Nie pleć Jaguś!

Młoda jeszcze to i plecie, co jej ślina na język przyniesie.

I nie miarkuj sobie, że możesz do gospody lecieć!

Chyba, że chcesz bata poczuć!

Ale co mama!

A ty... nie dość mam zmartwień przez ciebie?

- A cóż ja takiego zrobiłam? - Wójtowej odpyskujesz.

- Chcesz, żeby o tobie źle gadali? - Przecie nie chciałam jej obrazić.

Tyle, że mi z wami najlepiej.

Dziecko kochane...

A cóż tam sie u Boryny dzieje?

Na ten pochówek dzwonić nie będę,

zadzwonita w garnek sami.

Tatulu! Graniasta zdycha!

Jambroży puszczali jej krew i nic...

i wosk topiony lali jej w gardziel i nic...

Najlepsza krowa, ażeby was pokręciło, kiej tak pilnujecie!

Do miski to ścierwów aż gęsto, a przypilnować nie ma komu!

Przecie ja od połednia samego byłam przy kopaniu!

A bo ty co widzisz!

Ścierwy, zmarnowali mi bydlę...

No i co? Jeno płakać potrafisz, a pożytku z ciebie żadnego!

Ostaw ją! Żonę mi straszysz.

Tyś nie lepszy! Stoisz ty kiedy o tę gospodarkę?

A co ja? Parób twój? Harujem jak wół za nic.

- Słowa nawet dobrego nie usłyszym! - Zawrzyj gębę pókim dobry.

]Żyjesz na moim i moje jesz. ]Mój chleb cię, widzę, rozpiera!

Nie wytykaj mi chleba, co mi się z dziada, pradziada należy.

Przekazany tobie, tak jak tyś mi go powinien przekazać.

Podwoiłem te grunty własnymi rękami.

Póki nimi dalej robię, ziemia jest moja.

Jak ci nie pasuje, szukaj se czego lepszego!

Na Hańczynych trzech morgach będziesz se bułki jadł.

Będę żarł ziemniaki, ale mi ich niktój nie wymówi.

Ociec mowi, żebyś krowę oporządził.

Ja nie rzeźnik.

Po co warczysz na niego ciągle? Dyć to twój ojciec.

Dla nas, dla naszych dzieci, powinieneś zgodę z nim trzymać.

No chodź, Antoś.

Trzymaj z nim, jeśli chcesz.

Ale nie mów mi, co mam robić.

Juści, bez gospodyni w domu...

to leci... jak przez sito.

Ożenić się trzeba i tyle.

Toście wymyślili... nieboszczka jeszcze dobrze nie ostygła...

dopiero by we wsi wydziwiali.

No! Jedzcie, jedzcie!

Słuchajcie Boryna...

W Lipcach jest tyle dziewuch,

że jak się idzie między chałupami,

to bucha kiej z pieca.

Zośka, na ten przykład...

Co? Śmigła, zaradna i wiano niezgorsze...

Mamrot i złośnica, i jedno biedro ma grubsze!

A na co mu wiano?

Nie jest on pierwszy gospodarz we wsi?

To może Stachowa Weronka?

Zmówiona.

Wczoraj Adam od Rochów posyłał z wódką.

Jagna Dominikowa?

Sielna dziewucha...

- Jagna? - No.

A to powiedają o niej, że łasa na chłopaków.

No ale! Był kto przy tym?

Wiadomo... ludziska pletą, byle ino pleść!

Weź.

Wrócę. Nie martw się.

Pani Organiścino...

Pan Jasio już do szkół odjeżdża?

On wróci niebawem, nic takiego.

Do seminarium idzie. Na księdza.

Ziółka widzę przyniosłaś?

Dziękuję! Błogosławieństwo Boże dla matuli od nas przekaż.

Tyleż to dobrodziej wciąż o niej opowiada.

Jaka to mądra z niej kobieta. Zaraz ci coś dla niej podam.

Matula mówi, że nic nie trzeba...

Ależ skąd! Poczekaj dziecko.

Chudziaczek! Skrzydło ma załamane!

Weźmiesz go Jaguś?

Ja nie mogę, tatula go wyrzuci, jak nic.

Weźcie Boćka!

Ja go do wiosny wyleczę.

Będę go karmił i wszystko przy nim zrobię, weźcie!

Jaguś, weź go do siebie.

No może i by się dało go u nas gdzieś w stodole położyć...

Zamysł tu jakiś widzę macie!

Jantoś! Tylko tatulowi nie gadaj...

Oj Józka, co mam gadać?

Wracaj do domu, ociec cię szuka.

A ty naprawdę chcesz wziąć to ptaszysko?

Naprawdę chcę.

A wiesz Jaguś?

Dziedzic wszystkich, co na Wilczej Dolinie pasali, wypędza!

Tyle grontu ma jucha!

Jeszcze nam naszego prawa do wypasu żałuje!

Mówią, że zięć wasz skargę na was chce zrobić.

Ścierwo jedne ten Kowal.

Wściekli się wszyscy i tylko urwać próbują, co moje.

A może by i przestali, jakbyście se sami żonę wzięli...

Pierwszej z brzegu nie wezmę.

Zróbcie ino zapis, a i najpierwsze się nie sprzeciwią.

Dla zapisu! Kiej te świnie do koryta!

A chłopy to co, za wianem nie węszą jak te psy, co?

Dopiero...

Mówią, że dziedzic Wilczą Dolinę chce sprzedać.

A może se chcieć!

Ino Lipce tam do wypasu i do ścinki prawa mają!

Do sądu go podać, innej rady nie ma.

Jedź tu na sądy, kiej roboty jeszcze tyla przed zimą!

Prawda to, święta prawda gospodarzu!

Ziemniaki! Tanio ziemniaki!

Trzy kopiejki.

Sznurowane trzewiki, czerwone, czarne,

do smarowania topionym sadłem.

Z miejska teraz wyglądacie!

Ile to?

Trzy papierki.

Wezmę.

Piękny byłby z ciebie parobeczek.

Albo i nie!

Ale! Wnet by cię godziły do siebie.

- Inom ja za droga do służby. - Jak komu.

Mnie byś tam za droga nie była.

I w polu też bym nie robiła.

Robiłbym ja za ciebie, Jaguś...

Jaguś!

Weź. Dla ciebie kupiłem.

Czysto jedwabna...

- Nie mogę! - Weź Jaguś.

A jak ta któren będzie przepijał do ciebie, nie odpijaj.

Na co się spieszyć...

Powiedziałem siedem!

Sześć i pół daję. Pszenica ze śniedzią.

Cię lunę przez pysk to ci zasniedzieje. Pszenica jak złoto.

Ludzie mi radzą, żeby was do sądu podać...

To podaj!

Przepiszcie ziemię, co się Magdzie po pierwszyźnie należy.

Do grobu ze sobą nie zabierę, ale na razie,

póki jeszcze kulasami ruszam, ni morga nie popuszczę.

To choć spłatę dajcie za te dwa morgi.

Dość!

Za następną kobitą się oglądają, to im na to i pieniędzy trzeba!

Ta, pewnie!

Spodoba mi się, to się i ożenię.

- Zabronisz? - Zabronić nie zabronię...

Jak zechcę, poślę z wódką choćby jutro.

A ślijcie, a bo ja wam przeciwny?

Dajcie chociaż tego cielaka, co się wam po graniastej ostał,

to i wam pomogę.

Juści! Pomożesz... Jambroży!

Chodźcie no tu, wypijcie z nami!

O czym tak rozmyślasz, Jaguś?

A nic takiego.

Bociek zdrowieje?

Zdrowieje, dziękuję wam.

Jakby tak można się było tych chmur uwiesić

i we świat za nimi polecieć.

Poleciałbym z tobą.

Chciałabyś?

Sowa na gaju siada i słucha, kto z kim gada,

Tu dzień, dzień, tu noc, noc, tu bida, tu choc, choc

I słucha, kto z kim gada.

Było tam dwoje ludzi...

...oboje byli młodzi

Tu dzień, dzień, tu noc, noc, tu bida, tu choc, choc

Oboje byli młodzi.

I tak sobie radzili, że dziecię...

Cicho bądź!

Głupia wrzeszczy kiejby ją kto ze skóry obdzierał!

...że dziecię będą mieli,

Tu dzień, dzień, tu noc, noc, tu bida, tu choc, choc

Że dziecię będą mieli.

A wiecie to, że Walek śle jutro z wódką do Ali Pociotkowej?

A ma to ona już lata?

Ali morgów ma tyla, że się chłopaki śpieszą.

Będą się i do ciebie śpieszyły, Józia, będą...

Jak się tatuś z nową nie ożenią i posag się ostanie!

Co wam też w głowie, a tyć dopiero na wiosnę matkę pochowali!

Co ta chłopu szkodzi.

Kużden jeden, jak ten wieprzak, żeby nie wiem, jak był nachlany,

to ryj do nowego koryta wrazi.

Chodźże Jagna, bo już mnie do koszuli przejęło!

Spotkacie Antka, to powiedzcie, żeby pośpieszył!

Zdrowaś Maryjo łaskiś pełna, Pan z tobą...

Jeszcze troszkę!

No malutki! No weź! Dalej!

Dalej!

Dyć to jucha jedna!

Jaguś!

Nie trzeba było tyle kłaść na jednego konia!

A dyć w taką pogodę dwa razy będę jeździł?

To pchamy! Na trzy!

Raz, dwa, trzy!

Dalej! Jeszcze trochę!

Dasz już radę dalej, Szymek!

Dzięki Antek! Bóg z tobą! Jaguś?

Jedzże już!

Hanka was wypatruje.

Do młyna cię odprowadzę, Jaguś, bo tam w drodze woda wyrwę zrobiła.

To dopiero ciemnica, co?

Boisz się?

Gdzie tam bym się bała.

Przyjdziesz do nas jutro na obieranie?

Idźcie już... czekają na was...

A przyjdziesz?

Przyjdę.

Ej no, co? Paszoł! Już!

Ala i Waluś dali wczoraj na zaręczyny!

Piękna z niej będzie młoda.

Widziałam, jakie wstążki wybrała na jarmarku.

Piękna przez chwilę! Póki jej warkoczy nie łobetną na oczepinach.

To się chłop zdziwi dopiero!

Jagustynka to nikomu dobrego słowa nie da.

Dyć prawdę mówię!

Każdą z nas to czeka!

No dawaj, dawaj, dawaj!

Kolorowo w izbie, jakby od kwiatów!

Wystroiły się jak na wesele panny.

Chyba z kapustą chcą się zaślubić?

Słyszałyście to, że Mateusz wrócił?

Mówią, że sam w sześć miesięcy dom sołtysa zbudował.

Kurnik nam nowy w jeden dzień postawił. Sprawny z niego majster.

Sprawny, sprawny.

Pewno za 9 miesięcy coś nowego w Lipcach przez niego powstanie!

Łukasz! Zagrajcie!

No, moje panie!

Przy takiej robocie, musicie być spragnione!

Jagusia, chleb z mięsiwem.

Dla was i dla was.

Smaku gorzałki nie lubię.

I dla was, Jagustynko.

No, to zdrowie!

Zdrowie!

Brawo!

Brawo muzykanty!

Dziękuję wam za gościnę, ale trza mi już lecieć.

Dyć nic nie zjadłaś nawet.

Matula mnie wyczekuje. Z Bogiem.

Z Bogiem!

Ten, to ja!

Pierwszy ze wszystkich poleciał.

Nie...Ten całkiem jak ty.

Ino by wpierw z nieba nie spadł.

I jakiejś pięknej... dziewczyny nie przygniótł.

A toś ty.

Jam jest dla ciebie jak ten brud?

Nie...

tyś jest dla mnie jak ta ziemia święta,

co wszystko do życia budzi.

Tak tyś mnie do życia obudziła.

Tak? Proszę!

Pochwalony.

Pochwalony.

Miarkujcie se ino, jaka figura do was przyszła i z czym...

Słucham.

Mądraście kobieta, to i to wiecie, że prędzej czy później,

Jagna z domu iść musi.

Od pierwszego gospodarza do was z tym przychodzę.

Chyba kapkę przepijemy, matko?

Pijcie z Bogiem, aleście jeszcze nie rzekli, kto taki?

A kto?

A sam Boryna!

Stary wdowiec!

Stary, a sąd miał jeszcze niedawno o dziecko!

Prawda...

ino, że to nie jego było!

Przecie, że nie jego!

Gospodarz taki i z pierwszą lepszą miałby się zadawać?

Napijmy się matko, no napijmy się.

Wypić bym wypiła, tyle że staremu prędzej do Abramka na piwo.

A co potem? Dzieci macochę wyrzucą... e tam, to nie dla nas.

Zapis Maciej przyobiecał dla Jagny.

Ja... wójt wam to mówię!

No...

Pomyślimy.

Napij się, Jaguś.

Napij.

Chłopa ci raimy... kiej dąb!

Będziesz se panią... na wieś całą.

Napij się!

Przepij.

Pij Jaguś!

- Jagna! - Ostawcie ją matko.

- Mówiłam ci już Mateusz! - No mówiłaś, mówiłaś...

A co mówiłaś?

Żebyś mnie poniechał.

Pomówić z tobą chciałem.

Mów szybko, bo do roboty mi trza wracać.

Matula chce cię sprzedać.

Jak jałówkę na jarmarku!

Ze starym pójdziesz?

Jak mi każe, to pójdę, mam co innego do gadania?

Ano masz. Ino powiedz jej czego ty chcesz!

A juści, dyć tobie łatwo przychodzi ino gadać.

Jaguś...

- Wróciłeś już ze świata? - Wróciłem, matko...

Suka ci była matką, nie ja! Po coś przyszedł?

Do Jagusi przyszedłem, nie do was.

Wara ci od Jagusi, słyszysz!

Żeby ją potem na ozorach obnosili po wsi!

Zapiszę jej te trzy morgi koło Michałowych.

Na Jagusię, po ojcu wypadnie pięć! I z morga lasu...

Zapiszcie i wy sześć.

Jakże...

Najlepiej te przy drodze, gdzieście to kartofle mieli.

Toż to najlepsze pole moje!

A Jaguś to nie najlepsza we wsi?

No przeciech, że tak!

Bójcie się Boga, sześć morgów to jest kawał pola!

Tego gruntu, póki żyjecie, nikt wam nie weźmie.

A pamiętajcie, że co jest Jagusine, po ojcu, to już wasze.

Możecie se już obsiewać!

Dziękuję wam ludzie kochani!

Na zdrowie!

Hej, muzykanty! Zagrajcie!

Jagusia!

Nie bój się, Jaguś!

Dobrze ci będzie u mnie!

Jak u matuli nie było lepiej!

Z ojcem trzymasz.

Ja jeno za porządkiem jestem.

Dobrze ci za niego zapłacił?

Jeśli zapłacił, to nie z twojej kieszeni.

A z mojej, psiachmać, z mojej!

Tyś dosyć już wziął, to ci niepilno, co?

A ten cielak, co ci go dał niedawno, to nic?

Mogłeś i ty brać.

Inom ja nie złodziej!

A ja jestem złodziej?

Urzędnik jestem, miarkuj się Antek, byś nie żałował!

Pijanica jesteście, judasz i przeniewierca!

I dobrzeście za to wzięli, że tak za nim stajecie!

Widzi mi się Antek,

że ci nie tyla o ten grunt idzie...

- Ino o co? - Latałeś za Jagną,

to ci teraz i markotno...

Puść! Antek!

Puść!

A drugiego dnia, kiej wszystkie ludzie poodchodzili,

że już ani Panienki Najświętszej, ni apostołów świętych nie było,

to ostał ino Burek.

I siadł i wył...

Czy ty zamykasz kiedy tą jadaczkę?

Ty co się do niej rzucasz?

Zdrowie!

Zdrowie!

Zapisaliście Jagnie całe sześć morgów!

Bom tak chciał, a zechcę, to w ten mig zapiszę wszystko!

Jak wszystko będzie wasze, to zapiszecie!

A czyje to jest?

Czyje, pytam?

- Nasze. - Głupiś! Grunt jest mój.

I zrobię z nim, co mi się spodoba!

- A ukrzywdzić się nie damy! - A ty czego?

Trzy morgi piachu wniesła i będzie tu pysk wywierała?

Jak wam krzywda, to poszukajcie se czego lepszego!

Nie pójdziem szukać, bo tu jest nasze!

Chcecie, to i jej dajcie, ale to, co ostało, dzieciom odpiszcie.

Na Antka, Magdę i Józkę.

Widzisz ją, mojem będzie się tu dzieliła!

Sprawiedliwości ino chcemy...

Jak wezmę kija, to wam dam sprawiedliwość.

A spróbujcie ją ino tknąć, a pewnikiem wesela nie doczekacie!

Całe sześć morgów zapisali...

a te szmaty po matce... te paciorki... to wszystko...

i dla kogo to?

Dla kogo? Dla tej świni?

Coś powiedziała?

Że to łakudra, że wywłoka, to i cała wieś wie!

Cały świat nawet!

Wara ci od niej, bo ci ten pysk o ścianę rozbiję!

I ja to powtórzę, że ta twoja Jagusia to zwykła suka!

Słyszysz? A spał z nią, kto chciał!

Gospodarzu zaprzestańcie!

Bójta się Boga chopy! Stój! Stój!

Antek, dość!

Zwykła suka!

Ino, tyś stary głupcze drożej za nią zapłacił niż inni!

Wynoś się! Do świtania ma cię już tu nie być!

Coś taka ponura?

Ino bacz, by z Boryną nie tak, a dobrocią, a miętko.

Może ci więcej gruntu przepisze albo gotowy grosz za pazuchę wrazi!

Nie stoję tam o to.

Dyć musi być coś ważniejszego niż te grosze.

Boga się nie boisz... Osz głupia...

Patrz.

Patrz!Twój zapis od Boryny na sześć morgów czystej ziemi.

Dobrze by ci to było bez tej świętej ziemi?

Nie do biedowania cię Pan Bóg stworzył, nie!

Miłość przychodzi i odchodzi, a ziemia zostaje.

Rozczesała, rozpuściła...

złote włosy.

Rozczesała, rozpuściła

złote włosy.

Nie dajże mnie,

moja mamo...

...od siebie.

Nie dajże mnie,

moja mamo...

...od siebie.

Ostaw mnie!

Jakże ja cię moja córko

ni mom dać.

Jakże ja cię moja córko

ni mom dać.

Najechali,

dobre ludzie,

chcą cię brać!

Najechali,

dobre ludzie,

chcą cię brać...

chcą cię brać.

W imię ojca i syna i ducha świętego. Amen.

Patrzcie ją, dziedziczkę!

Pierwszą gospodynią w Lipcach została, a siedzi kiej ten mruk.

Przejęta jest!

Ale trzeba przyznać, że urodę to ma...

A to nie ma urodna być, kiej ino żre i wysypia się?

Dyć nie tylko. Jeszcze się łacha po krzakach z tym i owym...

W imię matki przenajświętszej, Zosiu cóż ty! Takie plotki przypowtarzać!

Ja tam liczę Jagnie do wiosny, aż jej stary obrzydnie

i zacznie za parobkami ganiać. Jej matka taka sama była.

- Jagustynko! - A co, a nie?

Dyć tera to się do obrazu modli,

bo pomarszczona jak ten ziemniak po zimie,

a dawniej to dla czego inszego na kolana padała.

Zaraz się tam rozsiędzie.

Będzie grzebać w maminych skrzyniach.

Zdrowie!

Upomnimy się o nasze.

Zobacz mamusia, nasza Jagusia taka piękna!

Żywiej!

Dziś jest wasze wesele, jakiego w Lipcach nie było

i pewnie długo nie będzie, Macieju!

Ach, Jagusia, śliczności moje!

Do gości mi trzeba wracać...

Ach ty gospodyni moja!

Napij się, młoda!

Zdrowie pani!

Dalej! Dalej za mno!

A wiesz to, że u młynarza do roboty szukają?

Mówiłem ci przecie. Na wyrobek do chłopów nie pójdę!

To może... ja bym się tam zatrudnił?

Nie pleć tatulu!

Jantoś, żyjemy jeno ziemniakami ze solą.

W Lipcach robił nie będę!

Już przeszło trzy tygodnie jak żaden tu gęby do mnie nie otworzył.

Z ojcem żeś się pobił...

Mało to we wsi chłopów z ojcami się bije?

Może i nie mało. Ale tyś jeden masz Borynę za ojca.

Niech plują na mnie. Tego chcesz?

Dyć nie o to idzie, czego ja chcę, ino czego nam potrza...

A stary sam jej warzy: a to mleko,

to herbatę i do pierzyny jej nosi!

Może se i skakać koło niej,

a i tak Jagusia wróci do starych zwyczajów...

Słyszałem, że do pasierba jej pilno.

Nie, gdzie tam...

Co powiadali, że się z Jagusią dobrze znali, to nieprawda.

Dyć słyszałem, jak skamlał u jej drzwi,

że aż go mietłą musiała odganiać.

Nie raz żaliła na niego.

Bo to raz byłem u niej?

Nie ty pierwszy i nie ostatni!

Łżesz!

Coś powiedział?

Łżesz, ścierwo!

Ej, chłopaki! Przestańcie!

Antek!

Jezusie! Pod młyn prosto poleciał!

Kto jeszcze będzie nastawał na Jagnę, zrobię mu tak samo.

Mateusz! Żyje?

O! Żyje! Żyje!

- Piękne! - A gdzie tam!

Witek, piec już gorący?

Więcej drewna przyniesę!

Zawrzyj drzwi! Zimno idzie!

Pan Jasio! Pochwalony Jezus Chrystus.

Na wieki wieków. Opłatek przynoszę.

Witaj Jasiu!

Pan Jaś ze szkół już przyjechał?

W niedzielę, trzy dni temu. A coż tam u was słychać?

Po maluśku, zwyczajnie, jak w chłopskim stanie.

Zwyczajnie? Dyć wasze wesele było!

A taka zabawa, że przez całe trzy dni tańcowali!

Patrzcie ino na Jagusi wycinanki.

Bardzo piękne!

Naprawdę!

Antka minąłem... Wychudł bardzo. Utrudzony widać.

Ano utrudzony, utrudzony!

Wielce się utrudził...

jak Mateuszowi boki wyłamywał.

Dziękuję za gościnę i Wesołych Świąt!

Do widzenia Jasiu!

A niech ci Pan Bóg Jasiu, błogosławi!

Czemuż to? O co się pobili?

No o co, o ciebie.

Jak psy o sukę się zagryzają.

- Cyganisz kiej ten pies! - A juści, prawdę mówię!

Mateusz przed chłopami gadał, że u ciebie w komorze siaduje, no.

To i Antek go mało nie zakatrupił.

No nie martw się, kochana, nie martw.

Już Antek o ciebie z całym światem wojnę zawiedzie.

Widzieliście Macieju cośmy was posłali przez parobka?

A tak, piękna robota Michale, dziękuję.

Widzę Jagusiu, że wam mamusi czapka służy.

Do twarzy wam.

Idziemy.

Jaguś, przyjdź którego dnia na rozlewiska.

- Męża mam. - Tak, masz. Ojca mojego.

Odwrócisz to?

Dyć z tym słowem zgody przychodzę!

Owstydziłeś mnie przed światem,

obiłeś tak, że już mi księdza wołali,

ale gniewu do ciebie nie mam.

A to coś pyskował przed chłopami to nieprawda?

Przez złość gadałem jeno, tak sobie...

Gdzieżbym ja zaś tam do Jagusi!

O, witajcie gospodarzu!

Witajcie!

Witajcie. Pochwalony.

W alkierzu siedzą? Chodź Jaguś. Tędy.

Dajże temu spokój, póki czas.

Mogę to?

Kiej to takim ogniem po kościach chodzi.

Abo to nie wiem?

Abom to sam za Jagną nie latał?

Ale tyś był jej milszy.

Dziedzic praw nie miał!

A naszą porębę w Wilczej Dolinie sprzedał,

a Lipce tam zawsze miały prawa!

Las jest jego.

Ale ugody będziem szukać.

Ugody? Kiej? Juże las sprzedany.

Cechują i rąbać wnet będą.

Niech se cechują, wyciąć nie pozwolim.

Nie pozwolim!

- Co dnia wyczekuję... - A mogę to wyjść? Pilnują mnie.

Wolewolta, chłopacy!

A ostro!

Ja tylko...

Ja tylko tańczyłam...

Będzie to jeszcze płakał...

Ja tylko tańczyłam!

Ruszajże prędzej!

Głupia,

chałupę przystrajasz, brudu nie widzisz!

Nie widzę, bo czysto. Dyć wam ta choroba na oczy poszła.

Jak wstanę przysięgam, pożałujesz!

Cicho, Jagna!

Idźże, obacz, kiej Józce pomocy nie potrza.

Nie jej wina przecie.

A czyja?

Dyć ostawiliście ją samą i poszli pić do alkierza.

Muzyka grała, bawiły się wszystkie,

tańcowały, to i cóż?

No miała jak ten Samson w kącie stać?

Smarujcie jeno bym wyzdrowiał rychło, a nie uczcie mnie rozumu.

Sam dobrze wiem jak było.

Hanka? Hanka!

Na miłość boską, Hanka!

Prr...

Zajrzyj do mnie którego dnia, choćby jutro.

Wygnaliście nas, to gdziebym zaś miała przyjść na wasze.

Nie dam tobie i dzieciom mrzeć głodem.

Wio!

Chodziła dziewcyna po wiśniowym sadku,

Chodziła dziewcyna po wiśniowym sadku,

Chodziła, sukała swojego upadku.

Zapustnicy! Zapustnicy przyszli!

Ogień. Ogień!

Gore.

Gore! Gore!

Ludzie! Gore!

Jagusina zapaska!

Dawaj! Dawaj! Grzebta, grzebta dalej!

Mówią, że sam Boryna ich złapał w brogu i tyle,

co rozegnał, a tu ogień zaraz buchnął.

Dyć widno, że Antek przez złość podpalił.

A widziałaś? Widziałaś, że podpalił?

Czego jadaczką kłapiesz, byle ino kłapać?

A stary pono tak zbił Jagnę, że chora leży.

Musiało się na tym skończyć!

Już dość, baby, dość, cisza!

Byłaś, widzę, po proszonym...

Kiej zeszłam na dziadówkę, to i z litości ludzkiej żyć muszę.

Wstydu nie masz.

Ojcowe?

Przykazywałem ci, byś do ojca nie chodziła!

Sam mnie przyzwał, z głodu mrzeć nie będę,

ni dzieciom nie dam, kiej ty o to nie stoisz!

- Nie potrza mi nic od niego. - Ale me potrza. I dzieciom!

Odnieś mu to! Albo sam mu odniesę i w gardziel wrażę!

Niech się udławi swoją dobrocią!

Spróbuj ano, tknij choćby, a obaczysz!

Tanio cię kupił, glonkiem chleba,

jak tego psa.

Jeszcześ taniej nas i siebie sprzedał, bo za Jagniną kieckę!

No już, biegnij do swojej suki!

Lipce muszą walczyć.

Dzisiaj nasz las wzięli!

Jak się bronić nie będziemy

jutro pazury wyciągną po ziemię naszą,

chałupy, dobytek cały.

U dziedzica w niewoli, czy u Boryny, co to za różnica?

Bój sie Boga, Jaguś, co ty pleciesz?

No to, że pomstuje teraz na ciebie, to nie dziwota.

Dyć to chłop jest z krwi i kości, żywy,

nie z papieru jak wycinanki twoje.

I mężem twoim jest.

Ja go nie wybrałam.

Miłujesz to mnie?

Bo raz ci to powiadałam?

Bo nie wychodzę do cię, kiej jeno chcesz?

Miłujesz mnie, juści!

Kiej tego psa złego, któren ugryźć może

i przed którym ognać się trudno!

Trza mi już lecieć!

Jeślim na takie psy zeszedł, to i przez ciebie,

przez to, żem cię miłował, rozumiesz?

Ty mnie miłujesz? Dyć jeno wyrzekasz na mnie!

A co? Co? Innego ci już potrza?

Myślisz, żem jam cię chciała kiedy?

Boryny parobka?

Ludzie! Krzywda nam się wszystkim stała!

Krzywda jakiej ni ścierpieć, ni podarować!

Mamy prawa w Wilczej Dolinie!

Las jest nasz, a dwór go tnie!

Jeździlim ze skargą - na darmo.

Podawalim dziedzica do sądu... kto mu co zrobi!

Ale miarka się przebrała!

Tną nasz bór! Pozwolim na to?

- Nie! - Sami musimy swojego dobra bronić!

- Ludzie jakieś idą całą gromadą! - Sprowadź jeźców.

Nie bójta sie niczego ludzie!

Nasze prawo to i nasza wola i sprawiedliwość nasza!

Gromadą trza nam iść!

Za mną ludzie! Na las!

Co tak stoicie? Na nich!

Jagustynka weź baby, rozwalta im budy!

Jeźdźcy!

Uważajta, chłopy!

Za mną chłopy! Kupą! Nie dawać się!

Żeby skapiał, psiakrew!

Bierzcie konie! Bierzcie!

Boryna!

O Jezu!

Martwy?

Ociec!

Pokażcie mnie, gdzie Anton Boryna!

Sołdaty.

Ociec!

Tyżeś tu, synu?

Ty żeś...

Prawo za nami!

Wszystkie aresztowany!

Ociec!

Wstań, mówię. Idziesz ze mną.

Myślałam, że o tej porze to na nogach są tylko chłopi.

Tacy jak wy nie potrzebują o świcie wstawać.

Kiej ojciec chory, a Antek i reszta chłopów w więzieniu,

pomyślałem, że sprawdzę, czy wam czego nie potrzeba...

A dziękuję. Już ja pilnuję wszystkiego, jak ojciec przykazał.

Czworo oczu zobaczy więcej, niż dwoje.

- Poczekam, aż Jagna się zbudzi. - A czekajcie sobie.

Wynoś się Hanka!

Ciszej, bo chory tu leży! Ino ty na niego nie baczysz!

Mógłby z głodu zdychać, a ty byś nawet palcem nie kiwnęła,

dziedziczko jedna!

Mój mąż, to moja sprawa.

Cała gospodarka by upadła, jakbyś ty tu miała zarzadzać.

Dlatego ociec w moje ręce to oddał.

I nakarm wreszcie te swoją jęczącą krowę.

Nie gadał czego ojciec?

O Jezu. Michał!

Przepraszam Jaguś, nie chciałem cie wystraszyć!

Przyszedłem zobaczyć, co z ojcem.

Mówił coś?

Nie.

Organista wygadał się przede mną, że ojciec ma sporo gotowego grosza.

Pewno schował w komorze.

Podzielimy pieniądz sprawiedliwie, nim Hanka wszystko wykradnie.

Tylko klucz przynieś Jaguś...

Hanka teraz trzyma klucze.

Nie obracaj się na mnie plecami jak do ciebie mówię!

Sprawunki robisz Jaguś?

Pewnikiem by było ci lepiej,

kiejby Antka wypuścili, co?

Mogę co ugadać.

Mam wpływy.

Chodź...

usiądź ze mną, to coś ugadamy.

Jak macie takie wpływy, to czemu wszystkie lipieckie chłopy

w więzieniu siedzą? Ino za to że za swoim stawali?

Nie dąsaj się Jaguś,

przecie ja po twojej stronie jestem.

I z Antkiem pomogę!

No kręćże, kręćże.

A! Hanka!

- Czego wrzeszczysz? - Powiesiłaś to nad moim łóżkiem!

Tylko tu było miejsce.

Co ci nie pasuje? Jak zgłodniejesz to se urżniesz kawałek.

Dyć i tak bierzesz, co inni za ciebie zrobili.

A puśćcie ją skoro bić się chce!

Popróbuj ino suko, to ci tak tę cacaną gębusię sprawię,

że cię rodzona matka nie pozna!

Hanka!

Hanka...

Wyrzuć ich...

Ociec! Mój Boże! Boli ojca co?

Wyrzuć wszystkich!

W komorze we zbożu, w słomianej beczce...

znajdziesz nieco grosza...

Schowaj, żeby ci nie wydarli...

Antka broń...

Nie daj... twoje...

Twoje...

Mówiliście, że Antkowi pomóc możecie.

Wszystko na spokojnie obmyślimy.

Chodź Jaguś, chodź.

- Patrzcie! - Nie ma co patrzeć.

Chodź tu Jaguś, no chodź...

Przepraszam cię Jaguś, poniosło mnie.

Tkniesz mnie jeszcze świnio, to całemu światu opowiem...

Opowiedz! Juże ci uwierzą!

Per eúndem Dóminum nostrum...

Amen!

Wesoły nam dzień dziś nastał,

Którego z nas każdy żądał.

Tego dnia Chrystus zmartwychwstał.

Alleluja, alleluja!

Król niebieski knam zawitał,

Jako śliczny kwiat zakwitał,

Po śmierci się nam pokazał.

Alleluja, alleluja!

Gospodarzu!

Czas już siać.

Trza już siać...

Czas już siać...

Boże, odpuszczenia dawco i ludzkiego zbawienia miłośniku,

prosimy miłosierdzia twego,

abyś Borynę, sługę swego,

za przyczyną Panny Maryi i wszystkich Świętych

przyjąć do siebie

i do wiecznego błogosławieństwa doprowadzić raczył,

przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, Amen.

Chodź do mnie.

Rzeknij co nowego, Hanka.

Dyć po staremu wszyćko, roboty pilne czekają.

Po staremu?

Ojcowe pieniądze wzięłaś!

Sam żeś gotów do złego, to se zamyślisz, że i drugie takie same?

Coś ukradła, to twoje.

Ale działy zrobim. Ja nie przepuszczę!

Ja tu jeno stróżuję mężowego dobra i stanowić o niczym nie mam prawa.

Skoro ociec pomarł, to Antek teraz gospodarz i jego głową wszyćko stoi.

W kreminale to on może i gospodarz,

ale tu uczciwi ludzie będą ustanawiać.

Patrzcie go! Uczciwiec się znalazł.

Dyć ty jeno kombinujesz, jak tu ogryźć te zagony!

Biedna sieroto...

Co trzyma sześć morgów naszej najlepszej ziemi!

Masz racje, Hanka,

dyć poczekajmy, niechaj Antek wróci.

On już rozliczy to pomietło!

Bodaj bym nogi połamała, nim do tego domu weszłam!

Przeciem cię nie przywiązywali za kulasy. Mogłaś se iść!

A tera nie pomstuj, bym ci swojej krzywdy nie ciepnęła w ślepia!

Cóżem to takiego zrobiła? Ukradłam? Zabiłam kogo?

Goniłaś za nim kiej ta rozciekana suka,

a wiedziałaś, że ma żonę i dzieci!

To ja za nim latałam? A na niego to już nie baczysz, co?

Jak skamlał, abym mu chocia trep swój pokazała!

To on mnie otumanił i robił z głupią, co chciał!

A tera powiem ci prawdę, jeno byś jej nie pożałowała.

Jak ja zechcę, to choćbyś mu nogi całowała,

kopnie cię, a za mną poleci we świat!

Wymiarkuj to sobie i się ze mną nie równaj!

Wynoś mi się zaraz z chałupy! Wynoś się!

Nie pozwól by się Antek znowa od nas obrócił...

O ten zapis ci chodzi? O te morgi?

To je weź sobie i udław się nimi choćby na śmierć!

Jagna!

Nie dotykaj mnie!

Miałeś mi coś powiedzieć, to rzeknij.

Nie bój się mnie, Jaguś...

Dyć cię całkiem nie poznaję!

Jakąś mnie ostawił, takusieńką i jestem.

Nigdym cię nie ostawił!

Myślałem o tobie dzień i noc.

Co innego miałaś już w głowie?

A miałam.

Wspominałam, jak żeś mnie sponiewierał.

Jam cię sponiewierał?

Może to ja ci kazałem ci zostać moją macochą?

Ja cię też pewnie niewoliłem, byś się z Wójtem tłukła, co?

Jaguś...

poszłabyś ze mną we świat?

Antek, nie!

Sowa na gaju siada

i słucha, kto z kim gada,

Tu dzień, dzień, tu noc, noc, tu bida, tu choc, choc

I słucha, kto z kim gada.

Ale suchość!

Zamartwialiśmy się tu o ciebie chopie.

Szczęście, że cię Hanka wykupiła.

Martwiłeś się, co?

A bo i nie?

Dyć gospodarzem tera jesteś.

Gospodyni, za dwa worki.

Hanka?

Letko wam ten spadeczek idzie, letko!

Teraz jeno wygonicie Józkę, a już wszystko będzie wasze.

O Jagusi już zamyślasz?

Ledwo co owdowiała!

Mówię ino, że Hanka nie miała prawa jej wyganiać.

Jagna na swoim siedziała!

Nie jej to było i sprawiedliwie wróciło do rodziny.

Takiś to pewny?

A wiesz, że stara dała skargę do sądu?

Tylko patrzeć jak sołtys z powrotem Jagnę na tę ziemię zaprowadzi.

Okaże się.

Jaguś...

ludzie we wsiteraz wydziwiają na ciebie...

A niech szczekają!

Upał pali, to się opili złością i pyskują.

A wiesz...

chłopaki czekają jeno, żeby słać do ciebie z wódką.

Niech se sami wychlają!

Dyć nie wszystkie chłopy takie same.

Może by ci to pomogło...

we wsi,

jakbyś poszła za kogo.

Języki by ludziom pokróciło.

Chłopów mi do pomocy nie trzeba.

Dosyć już od nich dostałam.

Jaguś? Dziecko!

Nie spałaś?

I czemuś to Mateusza odprawiła?

Co jak co, ale on jest dobrym cieślą.

Czy to nie było zajęcie Jezusa?

Owszem, ma swoją przeszłość, ale i ty masz swoją!

Nie chcę Mateusza. Żadnego nie chcę!

Nie mów tak!

Jaguś, ty musisz iść do spowiedzi.

Dostaniesz pokutę, ale z czasem ludzie ci wybaczą.

- Nie będę się spowiadać. - Bój się Boga dziecko!

Niech będzie pochwalony.

Pochwalony, Hanka.

Do Częstochowy idę, to mi darujcie com przeciw wam zgrzeszyła.

Bóg zapłać za dobre słowo, ale co krzywda, to krzywda!

Ze szczerego serca was proszę, abyście mi odpuściły.

Złości już do was w sercu nie chowam.

Pomodlę się za ciebie.

Jagna?

Jakbyście mnie, Jaguś, nie poznali?

Co bym ta nie poznała!

Jeno pan Jaś taki tera galanty, taki inszy...

Widać, że z wielkiego świata przybywacie.

Teraz akurat z domu przybywam, żeby chwilę odpocząć.

- A Jagusia? - Tak sobie ino chodziłam...

Nabożna?

- Nie, o krajach dalekich i morzach. - Jezu! O morzach!

Zobaczcie.

Zobaczcie.

Widzicie tę piramidę?

Tak wysoka, że jakbyście 5 naszych kościołów na sobie postawili

to nie dosięgnęliby czubka!

To musi być góra!

A to co? Ździebko kiej moje wycinanki.

Ja widziałem, jakie potraficie robić piękne wycinanki,

jak byłem u was na Gody.

Na żadnym świątecznym targu w Warszawie takich pięknych...

A to pana Jasia szukają po całej wsi!

Pójdę już.

Pewnikiem przerwałam wam pacierze, co?

Do widzenia.

Juści, miejsce sposobne,

z dala od ludzkich oczów...

Żeby wam ten paskudny ozór pokręciło!

Tknęło mnie coś i tam poszłam szukać, lecę tam, rozglądam się...

Pani Organiścino, Jasiu książkę zgubił.

Patrzcie ją!

Wynoś się stąd i więcej tu nie pokazuj!

Ja nie będę przez ciebie płakała,

tak jak Hanka albo Wójtowa!

Już ja cię oduczę amorów!

Już ty mnie popamiętasz, tłumoku!

Do budy suko!

Mówią, że Jagna się teraz kręci wokół syna organisty.

Czas w więzieniu tak cię wygłodził, żeś się wziął za babskie plotki?

Powtarzam ino, co ludzie gadają.

Powiedz ino, kto to powiedział, a już wszystko wyprostuję.

Nie dam ni złotówki!

Ej!

W kasie gminy brakuje 5 tysięcy, wszystko im tera zabierają,

całą gospodarkę, a jak tego jeszcze będzie mało, Lipce muszą dopłacać.

A ja nie dam! Nie dam ni grosza!

Ludziska!

Jak to, to nie wiecie, na co wójt pieniądze wydawał?

Na Jagnę!

Dobrze prawi! Tak było!

Klituś bajduś, módl się za nami. Widziała organiścina?

A bo ja nie wiem?

Dyć mnie wstyd nie rozbiera, że mam rozpustnicę w rodzinie?

Zrób coś!

Opętała mojego.

Dla niej by wszystko kupił, czego zapragnęła.

Wszyscy widzieli. A skąd się tak ubiera?

Dyć Borynową żoną była!

Wszystkie szmaty od niego dostała.

A wam co do tego? Czemu po jej stronie stajecie?

Matko Przenajświętsza!

Nawet mojego Jasia zwieść chciała.

Chłopiec niewinny, to uciekł od niej i wszystko mi opowiedział!

Czy to nie zgroza, że ona nawet księdzu nie daje spokoju?

A paczcie na ten cały nieurodzaj...

To i widno, że taka ladacznica sprowadziła na wieś

karę boską.

Czas z tym skończyć!

Jedyna rada! Wypędzić!

A pewnie, że tak!

Tak musi być.

Wszystkie zgodziły się na jedno, że Jagusię trza wygnać ze wsi.

Rzeknij i ty swoje, Antoni.

No Antoni, wszystkie słuchają!

Skoro twój ojciec umarł, pierwszy w Lipcach gospodarz jesteś.

Bez ciebie nie można radzić.

W gromadzie żyję, to i z gromadą trzymam!

Chceta ją wypędzić, wypędźta,

a chceta se ją posadzić na ołtarzu, posadźta!

Zarówno mi jedno!

Antek!

Teraz trzeba tu przecie zaradzić!

Wiesz, co oni zrobią Jagusi?

Prawo za nimi!

Żeby ich mór z takim prawem!

O co ją winią, to nieprawda!

Sprzeciwisz się to całej gromadzie?

- Mówisz, jakbyś z nimi trzymał. - Z nikim nie trzymam,

ale i tyla mi do niej, co do tego kamienia.

Jezu...

żebyście się...

ważyli wypędzać człowieka, jak tego...

wściekłego psa...

Antek!

Dyć twoje słowo... coś znaczy.

Za późno...

Matulu! Cała wieś po nią idzie!

Chodź, zamykaj!

Schowaj się!

Ja się przed nikim nie chowam.

Bierz, bierz to!

I raz, dwa, trzy!

Jagna! Jagna!

Ludzie! Ludzie! Odsuń...

Co wy rob...

Zostawcie Jagnę!

Odsuń się, matko!

Mamuś!

Bierzcie ją! Bierzcie!

Chodż tu!

Zapłacisz za wszystko!

Oj, zapłacisz łakudro!

I co, wywłoko!

Już nie takaś piękna!

W tę buźkę malowaną!

Buzi dałaś? To się teraz wstydu najedz!

Do sałdatów! Nażryj się wstydu, jak myśmy się nażarły!

Oby cię święta ziemia wyrzuciła!

Zapracowała sobie, Suka!

Wynoś się ze wsi, wywłoko!

Do gnoju!

Na wóz z nią!

Zwiążcie ją!

Związać ją!

Starczy!

A jak wrócisz do wsi, to cie psami zaszczujemy.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.