Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Powiem jasno. Aby w pełni zrozumieć walkę człowieka o władzę,
musimy wrócić do prehistorycznego morza,
do tej mrocznej i bezlitosnej pustki.
Minęły eony, nim najsilniejsi z nas wypełzli z błota,
by odkryć, że zasady mroku obowiązują też na lądzie.
Bezsens.
Mozół.
Rzesze ludzi całe życie wypruwają sobie żyły,
jednak prawdziwą nieśmiertelność daje czysta i potężna wola.
Bo historii nie piszą słabe masy,
niedojdy, komuchy, pedzie i baby.
Piszą ją i zmieniają żołnierze pod sztandarem królów.
To właśnie znaczy być silnym.
To znaczy być Amerykaninem.
To znaczy...
być Nixonem.
GASLIT
STYCZEŃ 1972 R. 5 MIESIĘCY PRZED WŁAMANIEM
Poznali ją państwo jako zdeklarowaną konserwatystkę
i gościa programów telewizyjnych.
Panie i panowie, żona prokuratora generalnego,
nazywana „Ustami Południa”, Martha Mitchell.
MÓWIĆ PRAWDĘ
Witam. Jest pani gotowa mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę?
Jeśli mam zeznawać, poproszę o adwokata.
Chodzą plotki, że pani mąż pokieruje Komitetem Reelekcji Prezydenta.
A ja jestem jego tajną bronią.
Rany, co za obciach. Martha Mitchell, wystrojona jak choinka.
Uśmiecha się ładnie. Uśmiech może być.
Orangutan.
To idiotka. I pijaczka.
Dlaczego tak szybko idziesz? Zostań.
Moglibyśmy obejrzeć „Hasło” i zrobić to... jeszcze raz.
Brzmi fajnie, niestety mój szef
nie jest zwolennikiem przeciągania przerw na lunch.
Kto jest twoim szefem?
Informacja zastrzeżona.
Dziękuję, to fascynujące.
Czekaj. Pracujesz dla Nixona? Jesteś kimś ważnym. Wiedziałam.
Jak tylko zobaczyłam tę chatę, pomyślałam: „To na pewno ważniak”.
– Ekspertka. – Komu podlegasz?
Kto jest twoim szefem w Białym Domu? Haldeman? Ehrlichman? Hess? Colson?
– Atwater? Buchanan? Chapin? Fleming? – Znasz dużo ludzi.
Moja praca to budowanie kontaktów. Między innymi.
Przynajmniej jesteś w Owalnym, nie w CREEP.
– To Komitet Reelekcji... – Prezydenta. Znam ten skrót.
Często tam bywam.
Pracowałem u gościa, który miał być szefem kampanii.
U Johna? Boże, pozdrów go od Franceski.
Znasz Johna Mitchella?
To przyjaciel. Oby wytrzymał te wiosenne porządki.
Czekaj. Wiosenne porządki?
– Myślisz, że będą zwalniać? – Tego nie mówię. I nie zaprzeczam.
Jesteś potrzebny. Niezbędny. Nie można cię zwolnić.
52 dolary? Do kogo Martha dzwoniła do Los Angeles o 2 w nocy?
Może do L. Shearera z „Parade”? To wywrotowy lewak.
– Zasraniec. – Tego nie wiem,
ale mogę ściągnąć jego akta.
Powiedziałem jej wyraźnie:
Żadnych wywiadów na własną rękę przed wyborami.
Udało się złapać moją żonę?
Nie wróciła jeszcze z nagrania. Ale jest John Dean do pana.
Dawaj gnojka.
– Siadaj, cwaniaczku. – Miło cię widzieć.
– Sir. – Dean.
Dobrze pan wygląda.
No więc... Powiedziano mi, że ma pan sprawę do mnie.
Jak wiesz, szykujemy się do wyczerpującej kampanii wyborczej
i obecnie dokonujemy ponownej oceny części personelu.
Ponowna ocena. Rozumiem.
Gdzie byś widział siebie za rok?
Za rok... Dobre pytanie.
Zacznę od tego,
że cenię sobie możliwość pomocy przy wdrażaniu wizji prezydenta.
Proszę mieć na uwadze moją lojalność,
rozpatrując moją dalszą służbę w jakimkolwiek charakterze
podczas jej kontynuacji w przyszłości.
O co mu chodzi, do cholery?
Chyba zrozumiał, że robimy wiosenne porządki.
Nie zamierzacie mnie zwolnić?
Nie. Poprosiliśmy cię, bo mamy dla ciebie zadanie specjalne.
– OK. – Wiesz o komórce wywiadu
utworzonej w Owalnym po wpadce z Pantagon Papers.
– Hydraulicy. – Tak.
Kieruje nimi niejaki Howard Hunt odrzucony przez CIA.
Rozwijają swoją działalność, żeby nie tylko eliminować wycieki,
ale też sabotować Demokratów.
Teraz potrzebujemy podobnej operacji w kontekście wyborczym.
Chcecie utworzyć w Komitecie Reelekcji
komórkę szpiegowania Demokratów?
Skąd! Nie ma mowy o szpiegowaniu. To duże słowo.
Chodzi o zwykłe pozyskiwanie informacji.
Rozumiem. Nixon ma 19 punktów przewagi nad Demokratami.
Praktycznie już wygrał. Po co nam takie ryzyko?
Gdyby tacy jak my pytali „Po co?”, nie mielibyśmy piramid.
Nabrzmiałe wilgotne waginy.
Jesteśmy dobrymi ludźmi. Uczciwymi.
Ale wyszliśmy z nabrzmiałych wilgotnych wagin naszych matek
pełni wad.
I nadchodzi czas,
kiedy musimy wykorzystać te wady do pokonania wroga.
Musimy się stać wężami.
Rozumiem...
Słuchajcie...
Nie wiem, czy to byłoby rozsądne z mojej strony,
żebym teraz przyjął dla was poniekąd sposób zachowania węża.
Zwłaszcza w tym konkretnym momencie.
Cholera. Dobra, powiem prezydentowi.
– Prezydentowi? – A kto o ciebie prosił?
Sam prezydent Nixon?
On nigdy by nie zrobił nic nielegalnego, ale tak.
Cholerna szkoda. Myśleliśmy, że jesteś jednym z nas.
Możesz już iść.
Diana, łącz z Bobem Haldemanem.
Chyba bym sobie poradził z zaklinaniem węży. Znam kogoś.
– Znasz? – Tak.
To człowiek Buda Krogha. Gordon... jakiś tam.
Byłby idealny do takiego zbierania informacji.
Spec od logistyki. Inteligencja geniusza.
– Pasowałby. – Liddy! Gordon Liddy.
Gdybyście go zatrudnili jako - powiedzmy – doradcę...
mógłbym go wdrożyć, pokazać mu co i jak.
I mógłbym mu też
wyjaśniać wszelkie wątpliwości związane z procedurą wyborczą.
Dobry jest, prawda? Mówiłem.
Złapałam pańską żonę. Mówi, że zaraz zaczyna wywiad.
Dobra, spadajcie. Co tu jeszcze robicie?
Dziękuję panu.
Martha, cukiereczku, co to znowu za wywiad?
Dean, zaczekaj. Jeszcze jedno. Byłoby dobrze,
gdyby ten twój Liddy przygotował prezentację dla zespołu.
Niech po prostu nakreśli możliwości zbierania informacji.
Rozumiesz, cele wywiadowcze. Może być przyszły czwartek?
– Czwartek? – Wiem, mało czasu.
Ale Mitchell jest taki podenerwowany żoną.
Prosiłem: żadnych wywiadów bez wiedzy sztabu kampanii.
– Czwartek? – Nie ma sprawy.
Świetnie, Dean. Cudownie.
Martha?
Martha!
Właśnie... tak.
Dziękuję. Podasz też martini dla pani McLendon?
Dziękuję, nie piję podczas wywiadów.
Pan McCord też nie pije w pracy. Za grosz mu nie ufam.
Z cytrynką. Dziękuję.
Na czym stanęłyśmy?
– Chciałam... – Pokazałam pani moje chińskie wazy?
Tak. Pytałam, czy pani dobre kontakty z prasą
mącą relacje z prezydentem.
Złośliwe plotki. To ja przedstawiłam Dicka mężowi.
Nie odsuwa pani Nixona w cień?
Nie jestem starym dębem. Kissingera też pani o to zapyta?
Z całym szacunkiem, Kissinger nie ma 76% rozpoznawalności w USA.
Pani to powie Pat Nixon.
Specjalnie organizuje imprezy w tym samym dniu co ja.
Musiałam przełożyć galę,
żeby to ona mogła być gwiazdą wieczoru.
Chciałbym teraz mieć w kadrze wazę i portret.
Nie pierwszy raz będę błyszczała pod mężem.
Jestem z magazynu dla kobiet, to jednak prawdziwy wywiad.
Kilka miesięcy temu wypowiedziała się pani przeciwko wojnie.
Czy pani mąż lub prezydent...
Rozpieszczasz mnie. Dziękuję. Bardzo proszę.
Dziękuję.
Winnie... Mogę po imieniu?
Oczywiście.
Wiesz, czemu skrytykowałam wojnę?
Bo mój syn Jay walczy w tej chwili o życie w dżungli na końcu świata,
otoczony ludźmi, którzy próbują go zabić.
Wiesz, jakie to uczucie? Ciągła obawa, że może nie wrócić.
Och, moja droga, kogo tam masz?
Młodszego brata.
Rozumiem.
Jesteśmy istotami empatycznymi. Niektórzy uważają to za słabość.
Ale ja dawno postanowiłam mówić, co czuję.
Jeśli to się nie zgadza z linią prezydenta, trudno.
Nie muszę latać Air Force One.
– Ma pani zakaz wstępu na pokład? – Dobra jesteś.
To ciekawe. Ale wróćmy do pytań...
Martha? Gdzie jesteś?
W salonie, skarbie.
McCord! Gdzie McCord?
Jestem.
Bądź uprzejmy wyprowadzić tych ludzi z mojego domu.
Bardzo mi przykro.
– Dziękuję, że państwo przyszli. – Dziękuję.
Oszalałeś?
Mówiłem ci: żadnych wywiadów.
To magazyn dla pań. Pytali mnie o zasłony.
Dobrze wiem, co robisz. Chcesz ukraść show Pat Nixon.
W życiu. Zostaw to.
Serio myślisz,
że specjalnie zaplanowała koncert w dniu twojej gali?
Gali, na której zbieram pieniądze na kampanię jej męża.
Tak, zrobiła to celowo.
To nieporozumienie.
Zatoka Świń była nieporozumieniem, a to jest napad.
Daj spokój.
Musiałam przeorganizować catering, kwiaty, wszystko.
Bo ty nie potrafiłeś się postawić żonie szefa.
Pat Nixon przynajmniej wspiera męża.
Słyszałam coś innego.
Zamiast knuć za moimi plecami, mogłaby lepiej wykorzystać usta.
Sugerujesz, że First Lady za rzadko robi loda mężowi?
Co?
Nie!
Jesteś wstrętny.
Nie wiedziałaby od czego zacząć.
Ale ja wiem.
Dobrze wiem, od czego...
Przestań.
Prawda?
Przestań, Martha. Naprawdę jestem zły.
Przepraszam.
Jak mogę ci to wynagrodzić?
Jesteś wolny na dziś.
Tak, proszę pana.
Myślałam, że już nigdy nie pójdzie.
Witaj w domu.
Na pewno zaraz skończy rozmowę, panie Liddy. Może coś do picia?
Nie, dziękuję.
Jak pani na imię?
Linda.
Gordon, przepraszam, że czekałeś.
Miło się spotkać osobiście. Jesteś gotowy? Chodźmy.
Zawsze się denerwuję przed prezentacją. A ty?
Ludzkie nerwice są mi obce.
Raczej odżywam w takich chwilach.
Jest w nich dzika, maniakalna energia. Zwierzęca.
Co ci się stało?
Rekrutowałem ludzi do pracy operacyjnej.
Kubańczyków.
Musiałem pokazać, że jestem tym, co Hiszpanie nazywają macho.
Więc przyłożyłem dłoń do płomienia świecy
i trzymałem tak długo, aż każdy poczuł swąd spalenizny.
Dopiero wtedy byli skłonni uznać mnie za szefa.
Panowie, naszego prezydenta czeka trudna kampania.
Dlatego opracowałem plan operacji pod przykryciem,
jakiej nie widział nasz system wyborczy.
Przedstawiam panom...
operację „Kamień szlachetny”.
Kamień szlachetny.
Olśniewający,
roziskrzony,
nieprzenikniony.
Przygotowałem zintegrowaną strategię,
która ma funkcjonować na terytorium wroga.
Faza pierwsza:
Operacja „Kwarc”.
– Skryta... – Kwarc jest minerałem.
Słucham?
Kwarc to minerał, nie kamień szlachetny.
Miałem geologię na Williamsie.
Ale kocham skały, proszę mówić dalej.
Operacja „Kwarc”.
Skryta manipulacja otoczenia Demokratów.
Przerzucimy najradykalniejszych aktywistów
do lokali operacyjnych w głębi Meksyku.
Każdy taki przerzut zetnie jednego węża z głowy Meduzy.
Bez liderów szeregi zwolenników ulegną przerzedzeniu.
Przerzut oznacza porwanie?
Powiedzmy „przymusowy transport”.
Następny krok...
Operacja „Rubin”.
Krwawoczerwony kamień obłudnej kobiety.
Demokraci są słabi.
Ich kobiety – zimne.
Nasz statek rozkoszy wyposażony w technikę audio i wideo
popłynie na konwencję Demokratów, gdzie nagramy ich liderów
w towarzystwie najlepszych w kraju kobiet biegłych w sztuce miłości.
Chcesz sfilmować...
czołowych Demokratów...
na statku z dziwkami?
Nazwijmy to grą namiętności w celu nacisku na opozycję.
Tak z ciekawości,
ile kamieni szlachetnych dziś poznamy?
11 i 4 cząstkowe.
Ile to wszystko ma kosztować?
Mówimy o 50-100 tysiącach za każdy.
Szybko licząc, to znacznie przekracza nasz budżet.
Z tym nie będzie problemu.
Świetnie.
Liczę, panowie, że macie świeżo w pamięci Drugi List do Koryntian,
bo to moment, kiedy zabawimy się w Boga.
Mój plan jest zbyt ambitny?!
Za kogo ten Mitchell się uważa?
Widziałeś, jak spojrzał, kiedy skończyłem?
Nie.
Jak na szczura. Jakby miał zwymiotować.
Tak na mnie spojrzał!
Ci faceci bywają mało delikatni. Nie bierz tego do siebie.
A Magruder... co za gnojek!
„Kwarc jest minerałem”.
Ma szczęście, że mu na miejscu nie skręciłem karku.
A ty co myślisz? O mojej prezentacji?
Mów otwarcie. Wszystko zniosę.
Co myślę? Podobała mi się.
Wiedziałem! Widziałem po twoim języku ciała,
że ci się podoba. Co najbardziej?
Najbardziej? Kurczę, dużo tego było.
Podobała mi się ta radosna czcionka. Bardzo ciekawa.
To moja czcionka. Autorska.
Tak. Słuchaj...
Też mam pewien plan.
Może się tak umówimy, że nigdy więcej nie będziemy o tym rozmawiać?
Dobrze, druhu.
Wystarczy słów.
Tak, bardzo ładny.
Szalejemy dziś?
Ty.
Zawsze tak ma, kiedy włoży frak.
Naprawdę. We fraku dostajesz małpiego rozumu.
Czas na taniec z tatą.
Zapnij mi suwak, Fredzie Astaire.
Tak jest. Zajmiemy się teraz mamą.
Zapinamy.
Gotowe. Co za szyja!
Masz tam haftkę.
Co za szyja! Taką szyję chcę całować.
– Kocham cię. – Kocham cię.
Pat celowo nas tu posadziła. Nic nie widzę.
Kochanie, wiesz, że to nie przypadek.
Panie i panowie,
prezydent Nixon z małżonką przedstawiają Ray Conniff Singers.
DOŚĆ ZABIJANIA
Panie prezydencie, dość bombardowań ludzi, zwierząt i przyrody.
Modli się pan do Jezusa. Gdyby On dziś tu był,
nie zrzuciłby pan już ani jednej bomby.
Chwała Berriganom i Ellsbergowi!
Zejdź ze sceny!
Przepraszam, panie prezydencie. Chyba ktoś tu musi wrócić do szkoły.
Kontynuujmy. Proszę.
Maureen? John Dean. Przepraszam za spóźnienie.
– To nic. – Nie powinienem na pierwszej randce.
Właściwie jestem Mo.
Biuro matrymonialne zasugerowało „Maureen”.
– Z powodu Stooges. – Mo! Jak ten ze Stooges.
– Wybacz. – Naśladujesz Stooges. Nie szkodzi.
W porządku. Stooges.
Dobry wieczór. To kluczyki od musztardowego porsche.
Nie ma ani jednej rysy i niech tak zostanie.
Potrafię się odwdzięczyć. Dzięki.
Stolik czeka.
Dziękuję.
Mele Kalikimaka. Tak się mówi po hawajsku.
Cały we krwi, przykuty do drzwi lokalnego hycla wrzeszczałem:
„Żadne zwierzę nie musi umierać”.
20 minut później okazało się, że mam zły adres.
– Przykułem się do dentysty. – Nie!
Cóż byłem młody i miałem swoje ideały.
Żenada.
Przeciwnie, to słodkie.
Szczerze mówiąc, na początku wieczoru
myślałam, że źle trafiłam.
Dlaczego?
Nie chcę być nietaktowna, ale pierwsze wrażenie
nie jest twoją mocną stroną.
– Serio? – Wydawałeś się strasznym gnojkiem.
Zabawne, bo ty się wydawałaś sztywna i szurnięta.
Wcale nie.
Racja. Od początku byłaś cudowna.
Co stewardesa z LA robi na randce w Waszyngtonie?
Zbieram materiały. Zamierzam pisać.
Chcesz być dziennikarką?
Ktoś tu nieuważnie czytał mój profil. Chcę pisać powieści.
Romanse.
Przestań. Nic świńskiego.
W porządku. Super.
Ale dlaczego Waszyngton? Tu każdy szuka głębi.
Naprawdę lubię to miasto.
Ludzie tu przyjeżdżają zmieniać świat. To miłe.
Nie jestem naiwna.
Jasne, że każdy musi się godzić na kompromisy.
Sam najlepiej o tym wiesz.
Co masz na myśli?
No wiesz...
Nie wiem.
Na pewno trudno pracować dla kogoś takiego.
– Jakiego? – Takiego jak Richard Nixon.
Trochę kłamie, nie sądzisz?
Jasne. Myślisz, że LBJ był harcerzykiem?
Jednak Nixon to inny kaliber.
Dlaczego?
– Weź kwestię zakończenia wojny. – Zmniejszył armię o 2/3.
I nasilił bombardowania.
Klepnął prawo równościowe i powołał Agencję Ochrony Środowiska.
Naprawdę sobie to wmówiłeś.
Co sobie wmówiłem?
Może to nie najlepszy temat. Nie musimy.
A co powiesz o sobie?
O co ci chodzi?
Przestań. Jesteś jak te twoje liberalne znajome.
Mówicie o ratowaniu świata,
a naprawdę szukacie tylko gościa, który zapłaci rachunek.
Macie miejsce na deser Baked Alaska?
Chyba byłem pijany, kiedy to powiedziałem.
A teraz Kissinger suszy głowę Dickowi.
Powinienem był odmówić, kiedy Dick mnie ciągnął do polityki.
Miałem swoją kancelarię w Nowym Jorku.
Został nam dom za miastem.
Pamiętasz jak piliśmy wino i patrzyliśmy na księżyc nad zatoką?
Brakuje mi tych wieczorów.
Mam pomysł. Polećmy dokądś. Do Chin, Indii, Nowego Jorku.
Dick mnie potrzebuje.
Jest emocjonalnym wrakiem. Beze mnie nie dotrwa do listopada.
Oczywiście. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy.
Halo?
Winnie, nie uwierzysz, co widziałam.
Protest na żałosnej imprezie First Lady.
– Jezu, która godzina? – Ściągnęli biedaczkę ze sceny.
– Skąd masz mój numer? – Cały wieczór siedziałam sama.
Bo mąż musiał łagodzić głupi spór prezydenta z Henrym.
Z Henrym? To znaczy...
Z Kissingerem?
Nie powinnam tego mówić.
Ojcze? Mogę?
Dlaczego nie śpisz?
Znowu miałem zły sen.
Wszystko dobrze?
Drobna wpadka w pracy.
Jaka wpadka?
Pamiętasz, jak na plastyce p. Grimmer
przyłapała cię na jedzeniu kleju i wszyscy się z ciebie śmiali?
Wszyscy się ze mnie śmiali, Raymond.
Czasem... kiedy chłopaki w szkole się ze mnie śmieją,
mama radzi mi się z nimi zakolegować. Mówi...
że jest jaźń,
jest też kaźń i bojaźń,
ale najlepsza jest przyjaźń.
Linda, poproś Harry'ego Welsha z Administracji Lotnictwa
o wszystkie informacje na temat stewardesy Maureen Kane.
I zaraz przyjdzie Liddy.
Przyszedł pół godziny temu.
Jest tutaj? Gdzie?
W gabinecie Mitchella. Mam go...?
Są tam?
O wilku mowa.
Dean, masz minę, jakby cię złapali na seksie z siostrą.
Nie mam siostry...
Coś świętujemy?
Bystrzak. Powiedz mu.
Spotkałem pana Mitchella w drodze do biura
i przedstawiłem parę pomysłów na prostsze operacje.
Tak, wprowadziliśmy pewne korekty.
To dzięki panu.
Pomógł mi na nowo zaplanować operację.
Ten człowiek zna się na rzeczy.
Sir, jest pan pewien, że to rozsądne...
by w pańskim gabinecie omawiać nielegalne działania?
Belfer przyszedł. Koniec zabawy.
Gordo, świetna robota.
Pogadaj z Jebem. On się zajmie logistyką.
Dziękuję, sir.
Widzę, że go skutecznie przekonałeś, żeby przestał zgrywać Jamesa Bonda.
Po prostu mu pokazałem, co to jest gra zespołowa.
Coś ci powiem. Żona robi w sobotę zbiórkę pieniędzy na kampanię.
Może wpadniesz do nas? Za twoją ciężką pracę.
Będę zaszczycony.
– Przyprowadź jakąś ładną dziewczynę. – OK.
Co jest, do diabła? Idź.
Mo, nie uwierzysz, właśnie szedłem do odprawy
i tak myślałem, czy może spotkam Mo Kane.
I spotkałem. Obłęd.
Jak mnie znalazłeś?
– Zobaczyłem, że idziesz. – Gdzie masz bilet?
– Słucham? – Do odprawy potrzebny jest bilet.
Tak, bilet... Słusznie.
Kurczę, musiałem go wyrzucić z przekąską.
Kupię nowy. Znasz tę panią?
– Ty psycholu... – Co?
Dzwoniłeś do FAA?
Co? Nie. Dlaczego miałbym to robić?
Żeby dostać mój grafik
i niby przypadkiem mnie spotkać w płonnej nadziei na drugą randkę.
Zdarzało ci się to już?
Stara sztuczka pilotów. Ale nigdy nie wypadło to tak żałośnie.
Proszę, zaczekaj.
John, wydajesz się bardzo miły, ale szukam mężczyzny.
Nie mogę tracić czasu na chłopców.
Byłem gnojkiem, ale ci to wynagrodzę.
Jest gala, na której będzie całe miasto.
Mam iść na republikańską galę?
Miałabyś materiał do powieści. Zresztą możemy usiąść z boku,
– sączyć szkocką Johna Mitchella... – Mówisz o mężu Marthy Mitchell?
A co? Lubisz ją?
Uwielbiam. Jest obłędna.
Więc pójdziesz ze mną?
Zastanowię się. Sprawdzę, kiedy znowu mam lot do Waszyngtonu.
We czwartek.
Mam nadzieję, że wrócisz we czwartek, to byłby... idealny czas.
Jasny gwint!
– Masz mój numer? – Zostaw go w FAA.
Ahoj!
Co...?
Mitchell kazał ci przekazać, że akceptuje mój plan.
Ale nie rób w spodnie.
Możesz odetchnąć. Ściąłem budżet do ćwierć miliona.
Fantastyczna wiadomość. Super.
Sęk w tym...
że nie Mitchell tu zarządza finansami, tylko ja.
Musisz się zmieścić w 200 tysiącach. Więcej nie mamy.
Myślisz, że to żart?
Nie.
Do tej operacji muszę wziąć ludzi, których nikt nie namierzy.
Potrzebuję pięciu Kubańczyków.
Ile obecnie kosztują Kubańczycy?
Może wziąć tańszych Kubańczyków? Portorykańczyków?
Nie znasz smaku własnej krwi.
– Słucham? – Nie znasz.
To widać. Wiesz?
Nie rozumiesz, co to jest namiętność. Nic nie wiesz o krwi wolności.
A kto wie?
Ci wspaniali ludzie, z których się podśmiewasz.
Oni wiedzą.
Muszę ci powiedzieć, że nie podoba mi się twój ton.
– To bojownicy o wolność, gnoju! – Puść mnie, psychopato.
Wy, lalusie po drogich szkołach,
uważacie się za panów świata. Pomyłka. Normalny świat was odrzuca.
Teraz czujesz smak swojej krwi.
Centusiowski pedałek.
Zły dzień?
Nigdy bym nie pomyślał,
że tutaj będzie więcej żmij niż w FBI.
Tysiąc małych tyranów.
Jesteś z Biura?
Od pięciu lat. A ty?
CIA. Zawsze podziwiałem Hoovera. Dziś nie ma już takich ludzi.
Zgadza się.
Jim McCord.
Liddy, generalny doradca.
Liddy, facet, który sam się przypalał świecą, tak?
Gajusz Scewola byłby dumny.
Bohater Rzymu.
Żołnierz.
Żołnierz.
Cześć. Fajny T-shirt.
WYPIEPRZ DICKA
Mo, już jest!
Ładnie tu pachnie. Ja też paliłem trawkę. Na studiach.
Cześć.
– Wyglądasz... – Dzięki.
Dla Marthy Mitchell wszystko.
Dobry wieczór. Jak leci?
Cześć, masz krew na rękach.
Widzisz ją?
Boże. Chodź się przywitać. Wygląda rewelacyjnie.
Zrobimy zdjęcie.
Pani pozwoli, John Dean.
– Pracuję u pani męża. – Tak, bardzo pana chwali.
– Przywitaj się, skarbie. – Dzień dobry.
Pracujemy nad głosem. Kim jest błękitna piękność?
Maureen Kane. To zaszczyt. Jestem wielką fanką.
Dziękuję. Stanowicie piękną parę.
– Właściwie nie... – To przemiłe. Dziękuję.
Proszę się odwrócić.
Zdjęcie.
Z nami? O, rety!
– Dziękuję. – Bawcie się. Miło było poznać.
– Nam również. – Dziękujemy.
Kim są ci przystrzyżeni?
Ten z prawej to szef personelu Białego Domu Bob Haldeman.
Z lewej John Ehrlichman. Strzegą dostępu do Nixona.
Mówi się na nich „mur berliński”.
„Mur berliński”?
Dokąd idziesz? Mo? Nie. Mo.
James Taylor i Barbra Streisand weszli do sztabu McGoverna.
Jakby wyborców mieli uwieść mało seksowni socjaliści.
Bardzo lubię Streisand. Co z nią nie tak?
Słucham?
Kim pani jest?
Mo Kane. Chyba znacie mojego towarzysza.
John Dean, sir.
Mam obcięte włosy.
Tak, oczywiście.
Przepraszam za tę opinię Johna o Streisand.
Boże. Przyjmuję te przeprosiny
jako jedna z mało seksownych socjalistek.
Gdzie ją znalazłeś, Dean? Ma pazurki.
Przy okazji chcę podziękować za wstawiennictwo.
Mitchell powiedział mi, że to sam prezydent prosił,
żebym dołączył do Komitetu Reelekcji.
Przykro mi, nie rozmawiałem o tobie z prezydentem ani z nikim innym.
Dam ci radę: Naucz się rozpoznawać węża.
John, obłędna impreza. Ehrlichman to faszysta.
Chce wybić całą Azję. Wszyscy tu są źli.
Świetnie się bawię. Co się stało?
Nic. Wracajmy.
– Tak szybko? – Wezmę płaszcze.
Kissinger od godziny dobija się do pana.
W jakiej sprawie?
Chyba pańska żona powiedziała coś o jego sporze z prezydentem.
Niech to szlag!
Martha?
Przysięgam, że ci zablokuję kartę, jeśli natychmiast nie otworzysz.
Czego chcesz? Łajać mnie przy gościach?
W mordę! Jezu!
Przepraszam.
– Wszystko dobrze? – Nie cierpię tej kiecki.
Mama mi ją zamówiła. Wyglądam jak pastereczka.
Chcesz... miętówkę?
Nie, dzięki.
Papierosa?
To tylko wywiad, nie koniec świata.
Musiałaś mówić o Kissingerze? Jakbym miał mało wrogów!
„Marta Mitchell obnaża wszystkich”.
Mścisz się za to, że nie rzuciłem wszystkiego i nie wyjechałem z tobą?
Zatem wiesz, że mam uczucia, tylko je ignorujesz.
Gdyby on zaproponował wakacje, w godzinę byłbyś gotowy.
To mój szef.
On jest twoim życiem. Służysz mu dzień i noc.
– Boże! – Co ty masz z tego poddaństwa?
– Wystarczy. – Czujesz się ważny? Albo potrzebny?
Wystarczy, Martha.
Twój fiutek musi się wydawać ogromny w jego małych rączkach.
Słuchaj... powinniśmy oboje trochę ochłonąć.
Sam sobie ochłoń. Mama mnie mocniej policzkowała.
Jesteś świnią. Bez przerwy. Spójrz na siebie.
Nikogo nie obchodzi, co myślisz!
Lubili się, zanim się tu przeprowadziliśmy.
Teraz zrobiło się po prostu strasznie.
Nie cierpię przyjęć i tych wszystkich ludzi.
– Ile masz lat? – 11 i pół.
Potrzebujesz strategii wyjścia.
Upełnoletnienie jest możliwe od 16 r.ż.
To chyba trochę skrajne rozwiązanie.
A to nie jest skrajne?
Masz wizytówkę?
Będę cię reprezentował pro bono.
Zacząłbym natychmiast, ale mam trochę roboty u prezydenta.
Mama mówi, że Nixon to ścierwo.
Prawdę mówiąc, nie wiem. Nigdy go nie spotkałem.
Do widzenia.
Gotowa?
Tak.
Cholera, wybory są za osiem miesięcy.
Wystarczy, żebyś 8 miesięcy trzymała język za zębami,
i będzie dobrze.
Może znajdź sobie milczącą żonę
albo ożeń się z tym portretem, za który mi nigdy nie podziękowałeś.
Chcesz znać prawdę?
Nie ma żadnego spisku przeciwko tobie.
Żadnej potajemnej zmowy.
Ludzie po prostu cię nie lubią.
Dlatego nie możemy latać Air Force One.
Dziennikarze, do których wydzwaniasz po nocy,
nie są twoimi przyjaciółmi.
Zwyczajnie nie chcą przegapić sensacji.
Bob Haldeman co dzień dostaje ode mnie 6 notatek i mnie nie zna.
Ważni ludzie są ważni, bo my ich za takich uważamy.
Nie dawaj im tej władzy.
– Jesteś bardzo mądra. – Mówisz, jakbyś był zaskoczony.
Cholerni ludzie.
Dobrze, że ty nie jesteś jak oni. Jesteś lepszy.
– Ledwie mnie znasz. – To prawda.
Ale poznałam cię na tyle, by wiedzieć, że w głębi jesteś dobry.
Nawet jeśli nikt nie patrzy.
Wiem też, że sprawdziłeś w FAA mój grafik, co było wielkim minusem,
ale z drugiej strony wykazałeś inicjatywę.
I znam twoją wstydliwą tajemnicę.
W chwili, kiedy milkniesz, naprawdę umiesz słuchać.
– Umiem milczeć. – Przestań mówić.
Przestałem.
W którym mieszkasz?
Jedna młoda para przypomniała mi dzisiaj, jak dawno temu
stałam na progu czegoś nowego.
– Nie wiedziałem, że ktoś tu jest. – Nie szkodzi.
Ma pan papierosa?
Dziękuję.
Przepraszam za śmiałość, pani Mitchell,
ale czytałem ten wywiad w „Ladies' Home Journal”
W tym mieście zostało mało uczciwych osób.
Uważam, że jest pani jedną z nich.
Dziękuję.
Pan McCord, prawda?
Tak, James McCord.
Jestem panu wdzięczna, panie McCord.
Podasz mi, proszę, cukier?
Kalifornia?
Będziemy tam zbierać fundusze.
Miałabyś okazję założyć swój nowy kostium kąpielowy.
Ten z wycięciami?
Nie wiem, czy jest odpowiedni na publiczną plażę.
Może ty i ja...
znajdziemy coś nieco bardziej...
odludnego.
Chcę iść do szkoły z internatem.
Z CIĘŻKIM SERCEM...
wiesz, John, cokolwiek ci każą...
nie musisz tego robić.
Zawsze masz wybór.
SKŁADAM REZYGNACJĘ Z PRACY U PREZYDENTA.
Przykro mi, pana Mitchella dziś nie ma.
Ale może pan mu to zostawić na biurku.
TELEFONOWAŁ HALDEMAN.
NIXON CHCE SIĘ SPOTKAĆ Z JOHNEM DEANEM. BARDZO SIĘ CIESZY.
Panie Dean, mogę to wziąć
i przekazać panu Mitchellowi osobiście, kiedy wróci.
Proszę się nie przejmować. To był fałszywy alarm.
Imiona wielkich ludzi są wyryte w panteonie władzy:
Napoleon, Aleksander, Karol Wielki.
A kto opowie naszą historię?
Kto będzie opiewał nasze dzieje?
Nie każdy, kto zmienia świat, zostaje zapamiętany.
Większość ginie jak węgle w ogniu.
Niektórzy padają do stóp władzy, ulegając ludzkiej słabości.
Wiem, czego ci trzeba.
Inni, skazani na niepamięć,
sięgają po wielkość, której nie posiądą.
Oto ono, panowie. Nasze przeznaczenie.
Co to?
Watergate.
Ale nie popełnijcie błędu.
Wola tryumfu stawia nas w jednym szeregu
ze stworzeniami z prehistorycznego morza.
Dzięki niej możemy zmieniać bieg historii.
URZĄDZENIA PODSŁUCHOWE
wersja polska Platforma CANAL+ tekst Dariusz Rogalski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.