All language subtitles for Czerwone.Maki.Polish-WWW.MY-SUBS.CO

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional) Download
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian Download
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese Download
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wykorzystaj darmowy kod JOINNOW na stronie www.playships.eu

Heh.

Przysięgam, widziałem tu kogoś.

Myślisz, że naziści w końcu tu dotarli?

Heh.

Alarm!

- Alarm! - Stój, bo strzelam!

Stój, bo strzelam!

Schowaj się!

Stój! Nie ruszaj się!

Patrz, jak ucieka!

Złodziej!

Niewierny!

- To biały?! - Złodziej! Uciąć mu rękę!

Szpital okradł!

Złodziej!

Łapać złodzieja!

- Uciąć mu rękę! - Puszczaj!

- Puszczaj mnie! Dzieciobójcy! - Mamy ptaszka!

- Dzieciobójcy! - Co zrobił?

- Ukarać go! - Starym obyczajem rękę mu uciąć!

- Puszczaj! - To dzieciak, tak nie wolno.

- Stój, do cholery, to Polak. - Złodziej, nie Polak, dawać go!

- Co żeś ukradł? - Leki dla siostry.

Okradł nasz magazyn z lekami.

Czy brytyjskie prawo każe kradzież obcinaniem ręki?

Oczywiście, że nie. Na terenie Iranu obowiązuje prawo brytyjskie.

Przejmujemy go!

Ej! On jest pod opieką polskiej armii w Iranie!

Osądzimy go!

- Prześlijcie protokół strat! - Wypierdalaj!

Zabieramy chłopaka, OK?

- Nie zgadzam się! - Zabieramy chłopaka!

Wyprowadzaj!

Wyprowadzaj! Szybko, szybko!

Precz z Brytyjczykami!

- Jedziemy! - Brytyjczycy, do domu!

Ola! Ola!

- Pani inspektor. - Panie generale. Dzień dobry.

Widzisz, wszystko ci się ładnie goi.

- Jak masz na imię? - Alicja.

Proszę, to dla ciebie.

- Co mu jest? - On marzy o orzełku.

A…

A tam?

Tam są trzymane z zakaźnymi.

Uspokój się, gówniarzu! Gdybym nie chciał ci pomóc…!

Zrobię, co moje, a potem możecie mi ucinać, co chcecie.

Jędrek! Tam nie wolno!

Pola. Jestem tu.

Mam leki.

Przeżyjesz. Rozumiesz?

Przeżyjesz.

Panie generale, gówniarz nabroił trochę u Anglików.

Buchnął im leki dla siostry.

Ale Zahorski nie ma siostry.

8 Armia otrzymała zadanie otwarcia drogi do Rzymu.

Musimy zdobyć wzgórza wokół Monte Cassino,

potem przejąć drogi prowadzące do przeprawy przez rzekę Rapido

na południe od klasztoru.

Postanowiłem powierzyć zadanie zdobycia klasztoru

i otaczających go wzgórz 2 Korpusowi Polskiemu.

To niezwykle ważne i bardzo trudne zadanie.

Jeśli generał nie zechce się go podjąć, powierzę tę misję innemu korpusowi.

Dam panu dziesięć minut do namysłu. Po ich upływie musi pan zadecydować.

Panie generale.

Rotmistrz Stanisław Zahorski z wojsk pancernych, weteran z września.

Pod Maczkiem?

Jordanowo, panie generale.

Krzyż Walecznych…

i Maczek pozbywa się tak doświadczonego oficera?

Rodzeństwa szukam, panie generale.

Byli w Sowietach.

Zahorski…

Gdzieś już słyszałem to nazwisko.

Czegoś ty się, Baśka, nażarła na boku, co?

Przyjedzie pan doktor, to ci lewatywę zrobi. Wiesz o tym?

Jak się masz? Mmm?

Jeszcze parę wiader, Wojtek.

Czekaj, Wojtek.

Spokojnie.

Co teraz będzie?

Dawaj, dawaj.

Jakby pan zszedł, to by było o wiele prościej.

O wiele prościej, synku, by było, jakbyś pomógł.

No?

Wojtek, spokojnie. Pokaż to.

Masz jakieś narzędzia?

Nie wiem, cholera. Motor w bezdech wpadł.

Podaj.

Chłopcy, cholera, możecie się pospieszyć?

O, jaki arogancik.

- Powinno działać. - Mhm.

Spróbuj teraz.

Co jest?

Pan łaskawy nie taki zły. Nie pogryzł cię, Wojtek?

No, z powinszowaniem. Heh. Możemy się jakoś zrewanżować?

Możecie na mnie zaczekać.

- Urodziny mam. - Z powinszowaniem.

Nie moje, ale Bóg zapłać. Na razie.

I pamiętajcie, kierowcom sanitarek tłuc do głów:

nie szybciej niż pięć mil na godzinę.

Wy dwaj bierzcie te nosze. Panie doktorze, pan koordynuje.

- Pola, Zosia, wiecie, co robić. - Z powinszowaniem urodzin.

To dla ciebie. Tu się nakręca, i z tego leci muzyka.

Trochę się zacina, ale ci to naprawię. Halo, Pola?

Skąd to masz? Znowu komuś podwędziłeś? Narobisz sobie chryi, Jędrek.

Nie będzie żadnej chryi. To trofiejne.

Fajno, żeś pamiętał, ale teraz idź.

Mamy od groma roboty.

Dasz mi ten prezent następnym razem, dobra?

Ale spotkamy się później?

- Potrzebuję czystych bandaży. - Tak.

To pierwszy raz, kiedy ewakuujemy rannych z otwartymi ranami brzucha,

podczas nieprzyjacielskiego ostrzału.

- Dziękuję. - Pięknie.

- Pola jest już umówiona! - Ej, ej!

- Nie umawialiśmy się, Jędrek! - Ej.

- Sieniawski, 3 Pułk Piechoty Kresowej. - Zahorski. Ja robię przy mułach.

- Pola, idziemy. - Jędrek!

Ej, ona najwyraźniej nie ma ochoty na pańskie towarzystwo.

- Ona jest zajęta! - Jakieś problemy?

Dobrze. Pójdziemy razem, tak?

Polu…

Jesteś tego pewna?

- Zaczepia państwa? - Nie.

Weźmiemy go na dołek, to ochłonie.

Zabierz go do piwnicy, to ochłonie!

Odpuść.

Zahorski! Widzenie macie.

Jędrek…

- Nie poznajesz mnie? Jędruś! - Staszek!

Cześć!

O, Boziu. Już myślałem, że…

Wszystko dobrze. A co z Helcią?

Gdzie ona?

Co z Helcią?

Zdrowa? Żyje?

Żyje.

Jest tu?

Ją z innymi babami… Do kirgiskiej, że tam ciepło.

I zostawiłeś ją?

W Sowietach wielu ludzi zostało niezdatnych do armii.

Oficera pobiłeś.

- Poszło… - O co?

Nieważne. O gram machorki.

Powodzi ci się.

Oficerem jesteś.

Dobrze cię widzieć.

Za to ty, zamiast w linii, wolisz dekować przy mułach, tak?

Munduru nie szanujesz.

Chuliganisz.

A to?

Komu podwędziłeś?

Matka nas twardo chowała,

ojciec zginął w Katyniu.

A ty?

Kapralu!

Rotmistrz Zahorski?

Bellissimo. Zabiorę się z panem, za pozwoleniem.

- Amerykańskie. - Dziękuję.

- Szkoda. Cukier krzepi. - Skąd pan mnie zna, redaktorze?

Najpierw poznałem pańskiego brata, rotmistrzu. Jak spotkanie po latach?

Nie znajdzie pan tu tematu na krzepiący reportaż.

Brat siedzi. I, zdaje się, czeka go proces.

- A on jest pełnoletni? - W listopadzie skończy 18.

To szkoda go na areszty.

- Bystry chłopak, z charakterem. - Za późno go odnalazłem.

Poznałem przed wojną jednego kryminalistę,

który zabłysnął w pace talentem literackim.

Czytał pan Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy?

Jeżeli nie, to polecam.

W każdym razie kryminalista ten odzyskał wolność.

Tak mi się skojarzyło z pańskim bratem od niedźwiedzi.

- Chyba od mułów. - Zostanę przy swoim, jeśli pan pozwoli.

Panie redaktorze, gdyby mógł pan jakoś pomóc…

Nie obiecuję.

Szeregowy!

Drelicharz.

Witamy w pancernych.

Gotowi do inspekcji.

Uszanowanie.

Jędrek…

Jędrek…

Helcia?

Helcia…

Głodna jestem.

Ryczy za tobą. Na kompanii nie mogą dać z nim sobie rady.

Łał! Ooo!

Brawo! Brawo, Wojtek!

Fajnie, że się pokazałaś.

Masę pracy mam teraz w szpitalu. Co dzień uczę się czegoś nowego.

A ty jak?

Udało się uratować tych z pootwieranymi bebechami?

Tak, wszystkich sześciu przeżyło.

Doktor Mazanowski mówi, że nikomu się to dotąd nie udało.

Jędrek…

Adam…

To jest porucznik Sieniawski, nie wniósł skargi na ciebie.

Kto?

Przyszłaś tylko po to, żeby mi to powiedzieć?

Jędrek, ja tu jeszcze przyjdę.

Mam nadzieję, że niedługo cię wypuszczą.

Bywaj.

Zahorski! Umyć się i za kwadrans do raportu.

Jeszcze autograf, panie redaktorze.

Zobowiązanie, że dopilnujecie, żeby wracał na noc.

To raczej oczywiste, przecież nie będę go nocować z tym niedźwiedziem.

- Ale wolnego, o co chodzi? - Idziesz pod kuratelę do pana redaktora.

To jest ustalone z twoim starszym bratem jako ustawowym opiekunem.

Ty jeszcze jesteś nieletni. No, chyba, że wolisz tutaj dalej gnić.

Zostajesz, Wojtuś.

Nie rycz, no. Musisz zostać. Wieczorem przyniosę ci jakieś żarcie.

- W środku miał zostać. - A zrobił ci coś, że musi być w klatce?

To sam sobie go zaprowadź.

O, wsiadaj.

Ja?

A kto? Infułat trocki?

Chyba, że nie umiesz.

Trzymałeś kiedyś w ręku aparat fotograficzny?

- Nie, ani trochę. - Dobrze. Nie popsujesz.

Kapeczkę taką…

O już, już. Dziękuję.

Przenieś.

Rozumiem, audiencja dla prasy jest zakończona.

Zbieramy się.

Jeżeli atakować bezpośrednio wzgórze klasztorne,

wzgórza 569, 575, 593,

„Widmo” i „San Angelo” staną się samodzielnymi fortecami.

Wykończą nas,

tak, jak wykończyły wszystkie wcześniejsze natarcia.

Więc nie ma innego wyjścia jak manewr oskrzydlający

pozbawiający klasztor wsparcia ogniowego.

Hmm.

A gdyby uderzyć od północy, na Passo Corno?

Wtedy odcinamy za jednym zamachem Monte Cassino.

W Passo Corno przecinają się niemieckie siły obronne.

Musielibyśmy mieć przynajmniej jedną brygadę więcej,

atakując tak szeroko.

A traktując atak na Passo Corno oddzielnie,

oddalamy się zbytnio od angielskiego 13 Korpusu.

Tak. I pozbawiamy się wsparcia artylerii.

Dokładnie.

A przybliżyć nie ma jak.

Dolina Rapido - obstawiona niemieckim ogniem z Cifalco.

„Dolina Śmierci”.

Atak na 706, 575, „San Angelo”?

Wtedy w pierwszej fazie oszczędzamy sobie ognia z Albanety i 593.

No ale wystawiamy się na silny ogień z Passo Corno.

Nie wiem, co gorsze.

Nie ma innej rady. Musimy najpierw zdobyć 575, „San Angelo”,

potem 593, 569

i dopiero uderzyć na klasztor.

W sam środek.

Czy Naczelny Wódz zaakceptował ten plan?

Generał Sosnkowski jest teraz w Londynie.

To my musimy podjąć decyzję.

Karpacka uderzy na 593 i na klasztor.

Kresowa na 575, „San Angelo” i „Widmo”.

To stary zdecydował, nawet z Londynem nie uzgadniał.

Sugerujecie, że możemy wobec tej niesubordynacji sami sobie pozwolić?

Nie w tym rzecz.

Nikt do tej pory nie dał rady tej górze: Francuzi, Anglicy, Amerykanie…

Maorysi, Hindusi i Marokańczycy. Kolej na nas.

Czołgami pod górę na bunkry? Dla pancernych to pewna śmierć.

Brat będzie miał gorąco.

Idzie ruski szpieg przez Berlin i się zastanawia,

dlaczego ludzie się na niego dziwnie patrzą.

I myśli sobie, czy to przez czapkę uszatkę?

Czy to przez odór samogonu?

Czy przez ciągnący się za nim spadochron?

Długo tak będziemy stać?

Się pytaj mnie, a ja ciebie.

- Wodę możemy uzupełnić? - Proszę.

- Leć. - Do chłodnicy się przyda.

Wystarczy.

Drugiej nie.

Ten fagas pozwolił tylko jedną na głowę.

Woda ci się przyda, młody.

Byś, Kazek, bardziej użyty był.

A ty mnie, Szapira, służby nie ucz ani obowiązków.

- Coś pan taki sufragan? - Co?

- To co? Szerokiej drogi, redaktorze. - Ech…

Tu, tu, tu, tu!

To zabieraj graty i idziemy.

Na co czekasz?

- Przejdziemy?! - Kryj się.

Moździerz. Granat. Ładunek jeden. 1500.

- Dozór prawo, trzy. - 1500…

Dozór, prawo, trzy. Ładuj!

- Jedynka jest. - Ognia!

Mięso armatnie nieopierzone. Zrób tak!

Student, pokaż mu.

Kurwa.

Kąt trzeba zmienić. Jedziesz teraz!

Moździerz. Granat. Ładunek jeden. 1400.

Na trzy!

Raz!

- Prawo, cztery. - Dwa!

Trzy!

Szybko!

Snajper, skurwysyn.

Uszanowanie dla pana redaktora. Reportaż, wywiadzik?

A, tak wpadłem po drodze.

Zobaczyć, jak idzie „szczurom pustyni”.

A, ciężej, bo gorzej się tu wgryźć.

A, za to w nas się pchły wgryzają. Jak wrócicie, musicie koniecznie…

Zdjąłem jebańca!

580 czysta!

Ale czasem los się do nas uśmiecha, co, Aniele?

Nie.

Suszy jak kac po starszej kuzynce.

Może wody byś, aniele, przyniósł?

A my w międzyczasie z panem redaktorem…

Teraz możesz ruszać śmiało. Śmiało, śmiało.

A jak będziesz wracać, uszy na poziomie dupy!

Podjazd pod „Gardziel” to stromizna 40 stopni.

Do tego dochodzą bunkry po obu stronach.

Najeżone pepancami. I miny.

A jakaś dobra wiadomość?

Miny, jak zwykle, uda się rozbroić saperom,

w otwartym terenie, pod szwabskim ogniem.

Módlcie się o żołnierski fart saperów.

To wszystko, dziękuję.

Czterdzieści stopni pod górę, naprzeciw niemieckim bunkrom.

Niewykonalne.

Dostaniemy wsparcie artylerii.

Sami też nie będziemy stać z założonymi rękoma.

- Osłonimy piechotę. - Szaleństwo.

Jak cała idea zdobywania tego klasztoru.

Pan rotmistrz Zahorski?

Tak. A panienka?

Przepraszam, panna…

Pola, tak?

Myśmy z Jędrkiem z Sybiru przez Iran aż tu.

Byliście z Jędrkiem blisko?

Jak to dzieciaki, rotmistrzu. Niedola nas zbliżyła.

A tu ja zapisałam się na kursy pomocy,

a on, sam pan widzi, plącze się z jednej kabały w drugą.

Ale pan się za niego weźmie, prawda?

Jak tylko będzie po wszystkim.

To dobrze, bo widzi pan, on niewierzący,

a w Iranie modlił się tylko o jedno - żeby brat przeżył.

A siostra nasza, Helcia - poznałaś ją?

Nie. Wspomniał tylko o panu.

Ale myśmy się tak na serio w Buzułuku poznali.

A więc Helci nie było z nim już.

Nic…

Jędrek jest teraz pod kuratelą.

- Pytaj o redaktora, a znajdziesz Jędrka. - Rotmistrzu, a prędko ruszymy?

Macie niewiele czasu. Ja nie mam go już wcale.

Dawaj! Dawaj! Dawaj!

To dla tego z tą gębą i młodego.

- Koleżeński ten pański podopieczny. - Ta. Heh. Moja szkoła.

Ogień na npla!

Młody…

Młody, w porządku?

- Jędrek! Wszystko dobrze? - Redaktorze, czas do domu.

Biegnij, młody!

Macie wóz?

Mamy, na dole.

Spokojnie, Student. Patrz na mnie. Jest dobrze. Jest dobrze. Chodź.

- Chodź. Pomóż mi! - Jędrek, pomóż im! Pomóż im!

Pomóż mi!

- Sanitariusz! - Sanitariusz!

- Już. - Doktorze! Doktorze!

Bierz go.

- Doktorze! - Krew.

- Dasz radę. - Jaka krew?!

- B Rh+. - B Rh+ na cito!

Na stół z nim. Od razu na stół!

Tak sobie wykombinowałem, że jak…

wytrzymam bez jednego stęknięcia, to…

- umówisz się dziś ze mną na randkę. - Heh. Dzieciak jesteś.

- Jak boli, trzeba krzyczeć, to pomaga. - Dobra, dobra. Nie zmieniaj tematu.

Skończone. My tu od groma roboty mamy.

Doktor Dietrich kazał się pakować, WPO szykować. Widzisz, co się dzieje.

- To ten twój oficerek? O niego chodzi. - Jędrek.

Jeszcze jak tu płynęliśmy, to wszystko było w porządku.

- Byłaś. - Byliśmy dzieciakami, Jędrek.

Ja mało co ręki w Iranie nie postradałem, dla ciebie.

Co wy robicie? To nie czas i miejsce.

Pola do doktora Dehmela, potrzebuje asysty przy operacji.

Rozmawiałam z twoim bratem.

O Helcię pytał.

- I co mu powiedziałaś? - Nic.

Ale on powiedział, że jemu czasu już nie zostało.

Rączki w górę.

No?

W górę.

O…

Panie rotmistrz, to jakiś kret chyba.

Opuść, Lejtes.

To mój brat.

- Na pewno? - Zostawcie nas samych.

Co to jest?

Chciałeś mnie uziemić?

Czy wiesz, że gdyby na sypaniu cukru do paliwa złapał cię ktokolwiek inny,

to trafiłbyś pod ściankę za sabotaż?

Co się dzieje w twojej głowie, człowieku?!

A co ty taki mądry? Na tyle powinieneś znać się na wojsku, żeby wiedzieć,

co jest hazardem, a co samobójstwem.

To jest samobójstwo, Staszek.

Jesteś moim jedynym opiekunem.

I dla Helci.

To się skończy wnet.

A ja?

My potrzebujemy starszego brata.

Kogoś, kto się nami zajmie, żywego.

Za pół roku będziesz pełnoletni.

Nie wiesz, co to rozkaz w wojsku jest?!

W dupie mam ten cały rozkaz. Całe to Monte Cassino to samobójstwo.

I za co?

Za makaroniarzy?

Co się poddają każdemu, kto silniejszy?

Za tych kutafonów z Londynu, co już raz się na nas wypięli?

To nie jest nasza ziemia. Staszek, o co ty głowę nadstawiasz?

Heh.

Łeb ci rozwalę, to pojedziesz do lazaretu.

Tak?

Proszę.

Na co czekasz?

Jedź do redaktora, oddaj samochód, podziękuj za opiekę

i wracaj do paki.

Ty się tu nie uchowasz.

Bo może potrzebuję żywego brata, żeby się uchować.

Helcia… Żyje?

Żyje.

Przecież mówiłem.

To i ja przeżyję.

Dla ciebie nie warto.

Ale dla niej.

A teraz idź stąd.

Nie za ostro, pan kapitan?

Musiałem. Nie odczepiłby się.

Porucznik Wilkosz.

Dwa razy KW za Tobruk.

Strzelec Szapira -

urodzony Wiedeńczyk.

Dwa miesiące szedł piechotą z Magadanu

do naszej armii w Buzułuku.

Sanitariusz Brzeziński - chłop z Małopolski.

Pod Tobrukiem wyciągnął spod ognia 11 kompanów.

I Próchniewicz - Legia Cudzoziemska.

- Narwik, Tobruk. No, niezły kozak. - I co z tego, jak z taką gębą.

To wyobraź sobie, chłopcze,

że być może widzisz ich po raz ostatni. Wszyscy idą do boju.

Sami gieroje. Ja się do takich nie pcham.

Podobna do mojej najmłodszej córki.

Piękna, mądra,

tylko trochę głupia.

Głupia, bo się nie poznała na takim jednym kozaku od niedźwiedzi.

A pan się niby poznałeś?

Ach, synku…

ja w życiu poznałem tylu ludzi…

Od Mościckiego po Piaseckiego.

I uwierz mi, że…

ilość typów ludzkich jest skończona.

Naprawdę, Jędrek, kobiecych także.

Tak że ty się nie wstydź.

Nie wstydź się pokazać jej, że…

interesuje cię coś jeszcze oprócz własnego nosa.

- Kto wie, może wtedy… - Pójdę już. Wojtka trzeba nakarmić.

- Panie redaktorze. - Ki diabeł?

Kapelan Studziński. Z czym Bóg prowadzi?

Panie redaktorze, msza.

Generał Anders prosi.

I co? Myśli pewnie, łysy lis,

że mnie będzie w kościele trzymał, z dala od bitwy.

- Natarcie na północ wyznaczone? - Sam biskup Gawlina pozdrawia.

- Jędrek! - Tak?

Tylko nie myślcie, że mnie w kościele zatrzymacie. Heh.

Ładuj aparat, jedziemy.

Heh.

Oto wielka tajemnica wiary.

Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu,

wyznajemy Twoje zmartwychwstanie

i oczekujemy Twego przyjścia w chwale.

Wspominając śmierć i zmartwychwstanie Twojego Syna,

ofiarujemy Tobie, Boże, Chleb życia i Kielich zbawienia.

I dziękujemy, że nas wybrałeś, abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli.

Pokornie błagamy, aby Duch Święty zjednoczył nas wszystkich,

przyjmujących Ciało i Krew Chrystusa.

Zdjąłeś wodza przed godziną „W”?

Nie wiem, czy wyszło. A co, nie powinienem?

„Nie powinienem”? Ty znasz takie słowa?

Trzymać maszyny pod parą, dzisiaj trochę pojeździmy.

O cholera. Zjedź, zjedź, zjedź.

To dupa. Dalej idziemy na pieszo.

- O żeż ty, kurde. - Mało było ci tych „pestek”?

Ja mogę nie wrócić, ale wystrzelam co do jednego, zakład?

Szapira, widziałeś? Manierka przestrzelona. Niech to szlag!

Ej!

Ej.

Dzięki.

Nie, nie dźwigaj tego.

Patrz. To powinno być wysunięte, i tutaj pstrykasz potem.

Tu naciągasz i znowu pstrykasz.

Proste.

A, nawet nocą możesz przy ogniu próbować -

powinno się naeksponować.

Tylko ostrożnie, bo to prezent dla mojej najstarszej córki.

Jak najwięcej gorącej wody potrzebuję. Szybko!

Łóżka na zewnątrz. Na zewnątrz, już!

Na zewnątrz przy ścianie poukładajcie ich. Już! Szybciej!

I jedno czyste pomieszczenie, dobra? Przygotujcie. Do środka, do środka!

Do środka.

Łóżka na zewnątrz. Tu.

Równolegle ustawiajcie łóżka jedno przy drugim. OK?

Skrzynki tam. Wodę. Gotujcie jak najwięcej.

Przecież musi się udać.

Zaraz będą mieli wszystko jak na dłoni.

Poruczniku, nacieramy?

Nacieramy?

Naprzód.

Naprzód!

- Do przodu! - Niżej!

- Jedziemy! - Dawaj!

Biegiem marsz! Biegiem marsz! Niżej przy ziemi!

Dawaj! Dawaj!

- Dawaj! - Biegiem marsz!

Dalej! Dalej!

Dawaj! Naprzód! Naprzód!

Naprzód!

- Do góry! - Uwaga!

Ognia!

Przytłumić ten ogień, na miłość boską!

- Ognia! Ognia! - Ogień ciągły! Dawaj!

Utrzymać ogień!

Ognia! Ognia!

Biegiem marsz!

Biegiem!

Tu czysto!

- Do góry! - Naprzód!

Do przodu!

Naprzód!

Strzelaj!

Tu czysto!

Naprzód!

Dawaj!

Dawaj, dawaj, dawaj!

Do przodu!

Naprzód!

Zagęścić 593 od strony 569.

- Dawaj! Naprzód! - Jedziemy!

Biegiem!

Porucznik Wołowicz padł. Kto prowadzi?

Jedziemy!

Dawaj!

Człowieku, z powrotem, w dół, schodzisz!

Schodzisz!

Przejmij go! Osłaniaj!

Osłaniaj mnie!

Osłaniaj!

Dawaj!

- Ilu was zostało? - Tylu, co widać.

Za mną! Za mną!

Co jest?! Co jest?!

Co jest?

Kurwa ich mać! Tyle magazynków nabrałem!

Aniele, zostaniesz! Nie mam ręki, będziesz mi zmieniał!

Mówię: nie ruszaj!

Nie ruszaj!

Osłaniaj!

Osłaniaj mnie!

Idę do ciebie.

Osłaniaj!

Na „trzy”.

Raz…

Dwa…

Trzy! Jazda!

Głowa! Głowa!

Pomóż… mi…

Będzie dobrze.

Przejmij go!

Ty… mi… pomóc.

- Wziąć swoich. - Tak jest.

- Chodź! - Brzeziński.

Wystarczy tych popisów. Schodzicie na WPO.

- Tam jeszcze zostali. - To rozkaz.

Pójdziecie jako goniec.

Zameldować, że się trzymamy…

…i że brak amunicji.

Poruczniku.

Tam jeszcze zostali.

- Chodź. - Jasne.

- Brzeziński! - Szybko!

Karpacka ustąpiła z 593 po sześciu niemieckich przeciwnatarciach.

Trafili nasz skład amunicji moździerzowej. Trzy tysiące sztuk w piździec.

Na „Widmie” nie ma Wileńskiej.

Powtarzam: na „Widmie” nie ma Wileńskiej.

Niech dowódcy wezmą się w garść.

Który zginął, ma być zastąpiony. Macie wsparcie czołgów.

Utrzymać dotychczasowe pozycje.

Z trzech moich kompanii zostało 30 ludzi.

A straty w sumie?

Mów, synu.

Będzie około pół tysiąca…

poległych.

Nie licząc rannych i zaginionych.

Jak atak? Udało się opanować 569?

Nie wiem, tam trwa jeszcze to wszystko.

- Dostaliśmy ogień w plecy. - A jakie straty?

Człowieku, nie męcz. Ach…

Boli.

- Co teraz? - Rób swoje.

Jeno odłamkiem oberwałem, a…

potem mnie jeszcze drapnęła kula nad okiem, ale…

głowa cała.

To naj… najważniejsze. Oczy.

Wyjdź stąd! I pan również! Wystarczy tego!

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Beznadziejny przypadek. Pod mur.

Pod mur.

- W imię Ojca i Syna… - Ten do szpitala.

Pod mur. Szpital.

Nawet nie miałem na czym nakreślić krzyżyka.

Nie ma gdzie.

Szczęść Boże.

Jakbym nie przeżył, to tu jest list.

Powiadomi ksiądz?

Kroszyn, powiat Baranowicze.

Ty już do domu nie wrócisz, Paszkiewicz.

W Baranowiczach Sowieci.

- Nie!!! - Stój!

- Co?! - Co ty robisz?!

Straciłem wszystkich!

Straciłem prawie wszystkich.

- Adam! - Straciłem…

- …prawie wszystkich. - Chodź tu.

Jeszcze w łeb chciał sobie strzelić idiota.

A ta druga.

Co z kompanią rotmistrza Zahorskiego? Słyszysz?!

A ty?

Oni tam są nadal.

Stachu!

Stachu!

Stachu!!!

Jędrek…

Jędruś.

Wszystko będzie dobrze. Jędrek.

Staszek… Ty żyjesz.

Jędruś.

Ty żyjesz…

Jędrek…

Głodna jestem.

Nie!!!

Nie!!!

Czy widzisz ten rząd białych krzyży?

Tam Polak z honorem brał ślub

Idź naprzód, im dalej, im wyżej

Tym więcej ich znajdziesz u stóp

Ta ziemia do Polski należy

Choć Polska daleko jest stąd

Bo wolność krzyżami się mierzy

Historia ten jeden ma błąd

Ale, aniele mój, jak to, że wolność krzyżami się mierzy?

Im więcej ludzi zginie, tym bardziej naród na wolność zasługuje.

- Dobrze mówię, panie Konarski? - A ten błąd, co historia ma?

- To o co chodzi z tym błędem? - Że tak nie powinno być,

że wolność każdy powinien mieć dobrowolnie, a nie płacić za nią krwią.

Uważacie?

No dobra, teraz refren.

To jeszcze nie koniec.

- Nie, rzuciłem. - Ja też.

Wie pan, że Niemcy nazywają nas turystami?

Że się tylko przemieszczamy, a nie walczymy.

Rosja, Iran, Palestyna, a my ciągle dajemy się podpuścić.

Jak taki młokos, co to chce iść na polowanie z dorosłymi,

więc nie śpi całą noc, żeby go nic nie ominęło.

Myślisz pan, że my nie wiemy, że aliantom się celowo tu nie spieszy?

Bo się boją wejść do Niemiec przed Sowietami.

Stąd te wszystkie…

„nieudane” natarcia.

To nasza racja stanu, aby jak najszybciej otworzyć drogę na Rzym.

I dalej.

Teraz to już nie może pan odpuścić.

Choćby ze względu na tych, co tu polegli.

Zresztą z polityką mamy tak samo, mamy beznadziejne rozdanie.

Jesteśmy w totalnym impasie.

Co dalej?

Biorę tę odpowiedzialność na siebie.

Całkowicie.

No idź, pogadaj z nim.

Coś się w tej głowie gotuje.

Ale nie wiem co.

- Dziękuję, że pan jest dla niego. - Ech…

Niech chociaż jeden z nas przeżyje, to zajmie się po wszystkim…

Helcią.

O ile ona się odnajdzie.

Będzie kolejne natarcie, uważa pan?

Niech pan odda Jędrkowi.

Helci…

nie ma już?

Zmarła w Buzułuku, nie dałem rady jej donieść żywej.

A nie powiem mu tego.

Dopiero po tym wszystkim.

A jak będzie za późno?

Skurwysyny niemieckie. Chcą nas łamać losami naszych dzieci.

Panowie, chciałem dać rozkaz powtórzenia natarcia natychmiast,

ale Anglikom też się nie powiodło.

Trzeba związać ogniem nieprzyjaciela z wszystkich utrzymanych pozycji.

Dać szansę 13 Korpusowi Brytyjskiemu na przegrupowanie.

Zaczekamy na Anglików.

Zalećcie żołnierzom cierpliwość.

To nasze medyczne na tyle ucierpiały, że wysyłają na linię płeć nadobną?

- Taki rozkaz, panie poruczniku. - Ej, aniele! A wodę pan porucznik ma!?

Poratowałby!

Kurwa ich mać! Uważaj tam!

Dzięki!

Osłaniać! Ogień na npla!

- Uciskaj, słyszysz? - Wstrzymać ogień!

- Muszę go ściągnąć. - Dasz radę?

Jak zaczniemy grać, chodu w dół.

Musisz mi pomóc.

W rannych nie będą strzelać.

Ogień na npla!

Ach!

E! Aniele.

Strzelajcie, skurwysyny!

No dalej!

Dalej!

Coś z tym twoim oficerkiem?

Nie.

A więc?

Znosiłam rannego.

Snajper niemiecki go zastrzelił. Na moich plecach, rozumiesz?

I ten jeden trup tak cię zabolał?

Zobacz, tu jest jedna wielka umieralnia. I za co?

Jedno wielkie frajerstwo! Najważniejsze jest to…

Nic już nie mów, gnojku jeden. Ty masz mi mówić, co jest najważniejsze?

Poza czubkiem swojego nosa mógłbyś chociaż uszanować tych ludzi dookoła,

a nie wytykać ich od frajerów.

Idź i nie pokazuj mi się na oczy więcej!

Ktoś ci musi to bohaterstwo wybić z głowy, rozumiesz to?! Zanim ciebie trafią!

Jejku, myślałam, że się czegoś tu nauczysz.

A ty zostałeś tym gówniarzem,

drobnym złodziejem z Magadanu.

Trzymaj się z daleka.

Od wojny i ode mnie.

Synu, podobno znasz się na mechanice.

Agregat wysiadł, nie mamy światła. Nie mam jak ludzi operować.

Panie generale,

za moją wierną służbę, o jedno proszę.

O zgodę na dołączenie do mojej macierzystej.

593?

Majorze?

Powinniśmy, prawda?

Polska daleko jest stąd, ale…

Tak, powinniśmy.

Dziękuję.

- Ku chwale. - Jędrek!

Przyjąłem.

Generale, zaczęło się.

Anglicy z 13 Korpusem przeszli przez Rapido.

Zwiążą wszystkie niemieckie rezerwy.

Nadać sygnał do ataku dla wszystkich.

Do wszystkich jednostek, powtarzam…

Jędrek, wystarczy! Daj!

Czemu pan nie robi z nimi wywiadów? Czemu pan z nimi nie rozmawia?

Zanim tu zginą. Przecież po to tu pan jest.

Czemu nikt im nie powie, że to głupota?

Ja po to tu jestem, synku, żeby właśnie nie dać o nich zapomnieć, rozumiesz?!

Rozejrzyj się dookoła!

Rozejrzyj się! Co tu się dzieje?!

Zastanów się, ty jeden masz rację, a oni wszyscy to głupcy?!

Może to, że tu wygrają, ma dla nich jednak jakieś znaczenie!

…do Polski należy

Choć Polska daleko jest stąd

Bo wolność krzyżami się mierzy

Historia ten jeden ma błąd

Panie doktorze, ja do sanitariusz Apolonii Swaniewicz.

Nie zawracaj teraz głowy, widzisz, co się tu dzieje.

Ja tylko minutę chciałem.

- Mam wiadomości o jej rodzinie. - Będziesz musiał zaczekać.

Sanitariusz Swaniewicz dołączyła do Karpatczyków na własną prośbę.

Idą na 593. Boże, miej ich w opiece.

Moja torba…

Zaczęło się.

Muszę…

iść.

Muszę…

Dziękuję.

Zaraz rozminują ścieżkę. I wtedy czołgi zajmą pozycje ogniowe.

Sapery wchodzą! Sapery wchodzą!

Lewa!

Trzeba ich osłonić.

Saperzy w rozsypce.

Piechota wejdzie od strony Albanety.

Jak czołgi nie wejdą na pozycje, nie rozwalą bunkrów, będzie rzeź.

Na Albanecie.

Niech czekają.

W ich pozycje wstrzeliwuje się artyleria.

- Mniejsze straty poniosą, czekając. - Wtedy nastąpi asynchron ataku.

Naprzód!

Naprzód! Naprzód, bracia!

Przymierz! Strzał!

Naprzód, bracia! Idź!

Do ataku!

Nie umieraj! Ej! Proszę cię!

Kurwa, proszę cię, nie umieraj!

Czy da się jakoś wesprzeć saperów?

Meldunek od dowódcy saperów: „Straty - połowa kompanii”.

Bez wsparcia ogniowego nie ma szans.

Wychodzę na pozycję. Osłonię ich.

Tu Drelicharz. Za duże ryzyko utraty czołgów.

Lejtes, wyjeżdżaj!

Naprzód!

Pola!

Pola!

Pola!

Ognia!

Pola!

Ruda?

Przeciwpancerny ładuj.

Cel na jedenastej.

Przeciwpancerny…

Ognia!

Czy saperzy mogą działać? Powtarzam: czy saperzy mogą kontynuować?

Można zaryzykować utratę czołgów, niech ruszają z rozminowaniem.

Skorpion 1, czy możecie kontynuować natarcie?

Nie. Pal licho ich miny.

Ale tam leży ze 20 naszych rannych. Nie rozjadę ich.

Trzeba dać ogień osłonowy, silniejszy ogień.

Duch, jak u was sytuacja?

Moi przygwożdżeni ogniem na 593, nie możemy ruszyć.

Łączcie z dowództwem Ósmej, natychmiast.

Skorpion 2,

Skorpion 3, wyjść na pozycje, ogień osłonowy z kaemów.

Kto żyw, z maszyn i wyciągamy rannych!

Od dowódcy 2 Korpusu Polskiego:

„Rozpocząć bombardowanie klasztoru”.

To decydujący moment. Potrzebujemy wsparcia. Ognia osłonowego.

Osłaniaj!

Pomóż mi!

Wodzu!

- Ksiądz chce jak drugi Skorupka? - A co, mam porzucić owieczki moje?

Nie możemy bombardować.

Nasza Brygada Grenadierów Gwardii jest na pozycjach 800 metrów od klasztoru.

Nasi żołnierze są bliżej, jakieś 400 metrów.

Każda minuta się liczy.

Czy Brytyjczycy nas wesprą, czy znów każą czekać?

Jedź dalej, zanim się wstrzelą!

I załatw tego gnoja.

A ci?

Jedź, synu, żeby to wszystko nie poszło na marne!

Czy mam to… otwartym tekstem?

Słowo w słowo.

Nasi żołnierze są bliżej, dzieli ich jakieś 400 metrów.

Liczy się każda minuta.

Czy Brytyjczycy nas wesprą, czy każą czekać?

Nie możemy użyć lotnictwa,

ale wesprzemy polski korpus ogniem artyleryjskim.

Generał Leese mówi, że za pięć minut nastąpi ostrzał ze wszystkiego, co mamy.

Dobre i to. Panowie, wszystko w naszych głowach.

Skorpion dwójka, Skorpion trójka.

Za mną, naprzód. Cel na drugiej. Odległość - jakieś 120 metrów.

Zrozumiałem.

Silny ogień na drugiej.

Nie ma rady! Trzeba wjechać na tę górę.

Nie da się, dowódco. Za ostra stromizna.

Dla Żyda nie ma rzeczy niemożliwych. Do Dobrej Księgi zajrzyj.

Moje oczy. Nic nie widzę.

Skorpion 2, nie damy rady.

Drelicharz, sytuacja?

Straciliśmy Skorpiona trójkę.

Co się dzieje? Odbiór!

Jedynka i dwójka kontynuują natarcie.

Tu dowódca. Ocena?

Wchodzą na stromiznę „Gardzieli” od wschodu.

Tam kilka mocnych punktów nieprzyjaciela.

Ale to piekielna stromizna jest.

Dwadzieścia pięć stopni zaledwie.

Da się, z impetem. Dziunek!

Próbuj po moich śladach, będzie łatwiej.

Lejtes, jak ci tam?

Dziunek, zdejmij tego pepanca. Ja oczyszczę skarpę.

Obracaj!

Cel na dziewiątej.

Przeciwpancerny.

Ognia!

Skarpa na „Gardzieli”, prawa flanka czysta.

Skorpion 1, potwierdź.

Skarpa na „Gardzieli”, prawa flanka czysta.

Tu dowódca, potwierdzam.

Generale Duch, wydaj pan rozkaz piechocie, dociskamy fryców.

Pola!

Młody, dawaj gnata.

Nie mam.

To spierdalaj.

Wypierdalaj, mówię, jak chcesz żyć.

Gdzie jesteś?! Wyłaź, do cholery!

Chodź tu! Pomocy!

- Gdzie jesteś?! - Tutaj. Szybko.

- Do piekła. - Granat!

Do ataku!

Osłaniaj!

- Jedziesz! - Za mną!

Atak!

Medyk, dawaj! No dawaj!

Bierz gnata. Bierz gnata.

Przeładuj.

- Osłaniaj. - Dawaj.

- Zaciął się. - Daj.

Dawaj!

Osłaniaj!

Dawaj! Medyk, dawaj.

Dawaj!

Nie! Nie!!!

Dawaj! Nie!

Idź… Idź dalej.

Żyje.

Jest dobrze, młody.

Dasz radę. Wytrzymasz.

Dawaj go.

Na stół z nim, szybko!

Dawać znieczulenie!

Dawać znieczulenie!

Wytrzymaj, synu, wszystko będzie dobrze, wytrzymaj.

Niemcy wycofali się z klasztoru.

Anglicy też potwierdzili.

Władek, skąd wiedziałeś?

Musieli Niemcy w końcu pęknąć.

Niech meldują o stratach.

Jędrek.

Jędrek, zbudź się.

Budź się.

Gdzie jest moje oko? Gdzie jest moje oko?

Gdzie jest moje oko? Gdzie jest moje oko?

Moje oko…

Czemu… wszyscy są jak na pogrzebie?

Straciłem… Straciłem oko, tak?

Jędrek, wybacz mi.

Sam Anders chce cię odznaczyć, tylko…

boją się twojej gęby niewyparzonej, Jędrek.

Podaj mi lusterko.

Najmniej ci zależało, a teraz…

wszyscy w Karpackiej mówią o tobie, Jędrek.

Mi zależało na tobie.

Podaj mi to lusterko.

Wyrąbaliśmy aliantom drogę na Rzym.

Zapomną.

O ile powiedzie się otwarcie frontu we Francji.

A więc było warto?

Żołnierze będą mieć poczucie wygranej pierwszy raz w tej wojnie.

Przynajmniej na parę miesięcy staną się bohaterami, zwycięzcami.

A pan nie ma takiego poczucia?

Wiem tylko, że trzeba było.

Niech pan tak napisze.

Musimy być lojalnym aliantem do końca.

Bez względu na wszystko.

Rzuciłem. Heh.

Ech…

Ani rusz.

Chcesz, to zrobię ci taką samą.

Razem pójdziemy pracować do cyrku, Wojtuś. Razem.

Proszę, oceń te napisy na www.osdb.link/p9jf7 Pomóż innym wybrać najlepsze napisy!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.