All language subtitles for A.Writers.Odyssey.2021.1080p.BluRay.x264.AAC-[YTS.MX]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional) Download
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese Download
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

Tatusiu!

Tato!

Mandarynko!

Tatusiu!

Mandarynko!

Nic się nie zmieniło.

Jak tylko zamknę oczy, śnię o Mandarynce.

I o tym mieście.

Jest coraz wyraźniejsze.

W mieście...

był...

był...

Trzymaj się.

Yu Changhai!

Stój!

Wystarczy.

Zabijesz go. Powstrzymaj się.

Spójrz.

Patrz!

Sześć lat temu.

W Liaoyuan.

Porwałeś ją.

Gdzie ona jest? Mów.

Gdzie?

Odpowiadaj!

Spadamy.

Yu Changhai.

Mandarynko.

Mandarynko... Nie.

To nie ona. Mandarynko!

Mandarynko.

To też nie ona.

Nie ma jej.

- Zatrzymać go! - Uwolnijcie dzieci!

ODYSEJA POWIEŚCIOPISARZA

Zgłasza się dwójka.

Potwierdzamy zatrzymanie porywacza. Odbiór.

Mała Mandarynko

Moja mała Mandarynko

Wkrótce urośniesz

Mała Mandarynko

Moja mała Mandarynko

Urosnę, jak wszystko zjem

Dajcie mi żeberka, Które zrobiła mamusia

Dawajcie je!

Mniam, mniam, wszystkie zjedzone

Xiaoyu. Mandarynko.

Tatusiu!

Mandarynko!

Wu, wracacie na komendę?

- Zostawić ci obiad? - Jasne.

Wieziemy podejrzanego.

Dorwaliśmy niezłą gnidę.

Co zrobił?

Przewoził sześcioro dzieci.

- Cholerni handlarze żywym towarem. - Dorwiemy ich wszystkich!

- Sukinsyny! - Do zobaczenia.

Oddawaj zdjęcie.

Spokój!

- Oddaj! - Puszczaj.

Co robisz?

- Oddaj zdjęcie! - Wariat!

Oddawaj!

Siadaj.

Puszczaj.

Draniu!

- Otwieraj. - Siadaj.

Wu!

Nie waż się.

Otwieraj.

Wu.

Zamek.

Ucieka!

Złamał kluczyk.

Stać!

Stój!

Nie myśl o tym. Nie znasz mnie.

Jesteś dla nas ważnym partnerem biznesowym.

Mylisz mnie z kimś.

Nazywasz się Guan Ning. Jesteś z Liaoyuan.

Pracowałeś w banku. Twoja córka zaginęła sześć lat temu.

Nadal jej szukasz. Sprzedałeś dom.

Rozwiodłeś się.

Sześć lat. Godne podziwu.

Inni dawno by się poddali.

Źle sypiasz, prawda?

Nie twoja sprawa.

Nie masz odwagi zasnąć. Boisz się koszmarów.

Śnisz o córce i o ogromnym mieście.

To ty.

Zatrzymaj się.

Stój!

Zgadza się.

- Szuka cię policja. - To sam się wydam.

Wszystko można wyjaśnić.

Możesz próbować oczyścić imię, ale ze mną odnajdziesz córkę.

Twoja decyzja.

Co powiedziałaś?

Zostawcie go!

Idź na zachód. Ratuj się!

Siostro.

Dobry chłopiec. Leć.

Siostro.

- Siostro. - Zachód.

Uciekaj...

Siostro.

Siostrzyczko.

Idź.

Szybko.

Rób, co mówię.

Na rozkaz Czerwonowłosego Lorda

stracicie głowy.

Umarli nie mogą zmartwychwstać.

Moje kondolencje, dzieciaku.

To boli...

Podejdź.

Odetnij jej głowę i zabierz mnie do lekarza.

Umrzesz godnie.

Nie możesz mnie zabić.

Noszę znamię Czerwonowłosego Lorda...

Siostro.

Uciekaliśmy latami.

Powinienem dalej uciekać?

Posłuchaj siostry, dziecko.

Zobaczmy, jak daleko zajdziesz.

Hej!

Gdy Czerwonowłosy Lord zażąda twego życia, jesteś chodzącym trupem.

Zawiśniesz przed cytadelą.

Odgrzebią dziewczynę i powieszą obok ciebie.

Będziecie obijać się o siebie na wietrze.

Dwie kule mięsa.

Nawet o tym nie myśl.

On jest jak bóg!

Nie masz szans.

Nie mogę iść na zachód, siostro.

Muszę cię pomścić.

Krew tego starca niemiłosiernie cuchnie.

Uśpił mnie na 40 lat!

Ty nie jesteś taki.

Chcesz mi wydłubać oko? Nawet o tym nie myśl.

Jesteś niezłym kąskiem.

Taki soczysty i delikatny.

Zwykły śmiertelnik,

który chce zgładzić boga.

Fascynujące!

Zabierz mnie ze sobą.

Uwielbiam zabawę.

Widzisz?

Tam jest Czerwonowłosy.

Idź po swoją zemstę.

No już.

Siedem lat temu

przemierzyłem całe miasto,

żeby zjeść pierożki z mięsem kraba.

Po dwugodzinnej podróży, odstałem swoje w kolejce.

Wystarczy uliczny zator i przepadają dwie godziny.

Czas jest taki cenny.

Czas...

ostatni problem ludzkości.

Aladdin Group chce dać wam więcej czasu.

Aplikacja Lamp pozwala nam opłacać rachunki,

grać w gry, czatować, robić zakupy.

Można umówić się do lekarza

czy zgłosić przestępstwo.

Nie wspominając o zjedzeniu pierożków.

Dawniej potrzebowaliśmy dwóch godzin na załatwienie jednej rzeczy.

Teraz w dwie godziny

możemy załatwić dziesięć,

bo przekształcamy czas.

Potrafi wciskać kit.

Co z moją córką?

Jestem dyrektorką do spraw informatyki.

Tu Ling.

Dość tego pieprzenia. Miałaś pomóc mi ją odnaleźć.

Znaleźliśmy ją.

No może nie do końca.

Ale zawęziliśmy możliwości.

Jedna z tych pięciu dziewczynek to twoja córka.

Rozpoznajesz ją?

Nie.

Nie potrafię rozpoznać własnego dziecka.

To nie twoja wina. Minęły lata.

Spokojnie.

Wszystkiego dowiemy się po testach DNA.

Kiedy je zrobicie?

Ile to będzie kosztować?

W samą porę.

Witam wszystkich.

Kontynuujmy tam, gdzie skończyliśmy.

- Siostra trzyma miecz... - To jest na żywo.

- ...podpierając się wykończona. - Tak.

- Spojrzała na Kongwena. - Powieść jest transmitowana na żywo.

Zmusiła się do uśmiechu.

„Uciekaj. Idź na zachód, szybko...”

Została powalona na ziemię, zanim dokończyła zdanie.

To był stary mnich.

Wbił jej w plecy czarny miecz, który dzierżył w prawej dłoni.

Powoli uciekało z niej życie.

Kilkaset kilometrów dalej, na oczach Kongwena,

rozbłysło światło.

Spojrzał w jego kierunku i okazało mu się...

Miasto?

...miasto.

Słońce prześwitujące przez chmury, które okalają miasto,

ogromną, starożytną cytadelę.

Oto ona —

stolica królestwa Ranliang, Miasto Chmur.

Twój sen.

W tym momencie na wzgórzu, we wnętrzu pałacu,

Czerwonowłosy coś poczuł.

Aplikacja Lamp to lepsze życie.

Czas i odległość nie są już problemem.

Oczy młodzieńca, głęboko wpatrzone...

Aladdin jest po waszej stronie.

- Ja także. - ...dłoń zaciśnięta na rękojeści.

Czerwonowłosy poczuł przeszywający ból głowy.

Jakimś sposobem otworzyła się jego stara rana.

Jego ciałem owładnął silny ból, zwalając go z nóg.

Prezes Aladdin Group, Li Mu, nagle zemdlał podczas przemówienia.

Z małej firmy zajmującej się naukami biologicznymi,

stworzył międzynarodowy konglomerat, którym zarządzał od wielu lat.

Proszę pana.

O czym teraz pisze?

Młody mężczyzna, Kongwen, postanowił wyruszyć do stolicy.

Czerwonowłosy to wyczuł przez doskwierającą starą ranę.

To na pewno on?

To mój jedyny ratunek.

Nie wstydzi się utraty dziecka.

Tu Ling,

to rodzice cię porzucili, nie Guan Ning.

Nie mieszaj życia osobistego z pracą.

Tak jest.

Co mam zrobić?

A co zrobiłbyś, aby odzyskać córkę?

- Wszystko. - Dobrze.

Dobrze.

Musisz kogoś zabić.

- Zabić? - Wystarczy uderzyć.

Użyć swoich mocy.

Sprawdziliśmy cię.

Nie jesteś jedyny.

Niektórzy nie czują bólu, inni mogą wytwarzać prąd.

A ty ciskasz kamieniami z niezwykłą siłą i precyzją.

Spójrz.

Potrafisz nawet zmieniać tor lotu.

Zabójstwo nie powinno być dla ciebie problemem.

Szpiegowaliście mnie.

Codziennie szukamy czegoś przydatnego w morzu informacji.

Zastanów się.

Jak udało nam się odnaleźć twoją córkę?

Kogo chcecie dorwać?

Pisarza.

Powieść, której słuchałeś, nosi tytuł „Pogromca boga”.

Autorem jest Lu Kongwen.

Mój szef uważa, że wpływa ona na jego zdrowie.

- Jak to? - Występuje w niej Czerwonowłosy.

Kiedy tylko zachoruje bądź zostaje ranny,

szef mdleje, jak dzisiaj. To już trzeci raz.

Staraliśmy się w legalny sposób odwieść go od pisania, ale na marne.

Pisarz ogłosił, że za trzy dni skończy powieść.

Patrząc na rozwój fabuły...

Czerwonowłosy zginie.

Jesteście stuknięci.

Szef boi się, że zginie przez powieść?

- Trudno w to uwierzyć. - A ty wierzysz?

Ważne, że szef wierzy.

Nie było tematu.

Możesz odejść, jeśli nie jesteś zainteresowany.

Gdzie jest ten pisarz?

W Liangjiang.

Zabiję go, dla córki.

Masz trzy dni.

To twoja ostatnia szansa na odzyskanie córki.

Przyślij mi opisy twoich snów.

Nie zawiedź nas.

Młody Kongwen zeszedł ze szczytu Świętego Drzewa

i poszedł na północ do Miasta Chmur.

Pierwsze dwieście kilometrów dało mu się we znaki.

Podróżował pieszo.

Po dotarciu do portu na rzece Luoshui,

wsiadł na frachtowca zmierzającego do stolicy.

Osobliwe fale i morskie bestie przeraziły Kongwena.

Na szczęście uniknął choroby morskiej.

Nie wiedział, co przyniesie los.

Co do jednego miał pewność — jeśli nie będzie szukał Czerwonowłosego,

to nie ma po co żyć.

Czerwonowłosy był jedyną osobą wyczekującą Kongwena.

Wyczuwał jego obecność.

Pamiętał ojca Kongwena.

Niegdyś przyjaciela.

Jedynego człowieka, którego kiedykolwiek się bał.

„Bardzo dobrze”,

pomyślał Czerwonowłosy.

Zbyt długo był samotny.

Niech to szlag.

Jak leci, Kongwen?

Cholerny dzieciak.

Jak on to zrobił? Co sobie myślałeś? Jesteś głupi?

Co to ma być?

Idź grać z innymi dorosłymi.

Podaj.

Do mnie!

Kongwen, pora na obiad.

Codziennie przychodzi po jedzenie. Nie mogę na niego patrzeć.

Ma prawie trzydzieści lat.

Nie ma pracy ani pieniędzy.

Prawdziwy pasożyt.

Co się gapisz?

Czemu mnie śledzisz?

Co?

Obserwowałeś mnie, kiedy jadłem

i grałem w piłkę.

Czemu mnie śledzisz?

Jestem fanem.

Fanem?

Moim?

Dlatego za mną chodzisz?

Skąd jesteś?

Z Liaoyuan.

Przejechałeś taki kawał dla mnie?

Nie bądź głupi.

- Słucham? - Jak się tu dostałeś?

- Samolotem? Pociągiem? - Statkiem.

Jesteś żonaty?

- Rozwiedziony. - Statkiem długo się płynie.

Którą powieść lubisz najbardziej?

„Pogromca boga”.

Naprawdę?

Kto jest twoim ulubionym bohaterem?

Oczywiście, że młody Kongwen.

Więc bardziej podoba ci się historia Kongwena.

Wygląda na to, że ten z Baihan Fang nie jest wystarczająco interesujący.

Co?

Co to „Beihanfeng”?

Rozwijam nową postać.

Ślepca, nie widzącego prawdy.

Ale jeszcze nie wiem, jak to napisać.

Czerwonowłosy wyczuwał obecność Kongwena.

Halo.

Nie rozmawiaj z nim, tylko rób swoje.

Podsłuchujecie?

- Dziwi cię to? - Oczywiście!

- Wykonaj zadanie. - Nie rozkazuj mi.

O co chodzi z „Beihanfeng”?

W powieści tego nie było.

Nie pokazaliście mi wszystkiego?

Pomagam wam kogoś zabić, a wy coś przede mną ukrywacie?

Co to zmieni?

Sam go zapytam.

Kto dzwoni?

Mój fanie.

Zapomniałem zapytać o imię.

Guan Ning.

Jak się masz?

Wspomniałeś o „Beihanfeng”.

- W powieści. - Baihan Fang.

Kto to?

Żyjesz?

Prawie mnie zabiłeś.

Przepraszam, przysypiałem.

- Wszystko dobrze? - Goń się!

Przepraszam. Wezwałem policję.

Zaraz tu będą. Zaczekajcie.

Guan Ning?

Ostatnio nie śniłem o córce, co mnie dziwi.

Ale byłem w tym mieście.

Było ogromne.

Spotkałem uzbrojonych mężczyzn.

Coś karmazynowego oplotło moją głowę.

Nie widząc nic, biegłem przed siebie.

Ktoś mnie gonił.

Ale nie wiem kto.

Stolica.

Co za miasto.

To jakiś karnawał?

Wkrótce się dowiesz.

Dzieciaku.

- Nic ci nie jest? - Dziadku.

Widzę, że jesteś dobrze oporządzony.

Proszę pana, co jest przed nami?

Czemu wszyscy tam idą?

Uczcić Czerwonowłosego Lorda.

DYSTRYKT SMOKA, MIASTO CHMUR

Czerwonowłosy Lordzie!

Czerwonowłosy Lordzie!

- Uklęknij. - Pobłogosław wszystkie żywe istoty!

Pobłogosław wszystkie żywe istoty!

Tam, gdzie szybuje smok!

Tam, gdzie szybuje smok!

Wszyscy wrogowie polegną!

Wszyscy wrogowie polegną!

Czerwonowłosy Lordzie!

Kto to?

Czerwonowłosy.

Nie jest śmiertelnikiem.

Tam, gdzie szybuje smok!

Wszyscy wrogowie polegną!

Wszyscy wrogowie polegną!

Kiedy smok wzlatuje, Baihan umiera!

Bierzcie obrazy, zgarnijcie jedwab!

- To nie karnawał. - Jasne, że nie!

Miasto Chmur miało 18 dystryktów.

Pozostał tylko Smoka i Baihan.

- Jak to? - Czerwonowłosy kazał im walczyć,

dopóki się nie wybiją.

DYSTRYKT BAIHAN

To prawdziwa wojna.

Czemu są tacy szczęśliwi?

To świat chaosu i szaleństwa.

Wszystko przez Czerwonowłosego.

Ale...

naprawdę myślisz, że go zabijesz?

Zgarnijcie jedwab!

Kiedy smok wzlatuje, Baihan umiera!

Bierzcie obrazy, zgarnijcie jedwab!

Łucznicy naprzód!

Łucznicy naprzód.

Strzelać!

Shuan Zi!

Strzelać!

Zabić ich!

Zabić!

Zabić wszystkich!

Smoki!

Strzelać!

To gorąca smoła!

Płońcie!

Spalić ich.

Czerwonowłosy Lordzie!

Pobłogosław wszystkie żywe istoty!

Tam, gdzie szybuje smok, wszyscy wrogowie polegną!

Nie!

Uciekasz?

- Ani mi się śni! - Puszczaj.

Nadchodzące nieszczęście przyniesie spękane wargi i suchość w gardle,

ale w dzisiejszej radości wszystko jest piękne.

Jak lato ustępuje zimie,

tak obraz Baihan będzie blaknąć.

To nie może być prawda.

Boisz się.

Co jest z tym miastem?

Na rozkaz Czerwonowłosego Lorda stracicie głowy.

- Szybko! Ściemnia się! - Cisza nocna!

Ten samochód wczoraj to twoja sprawka?

Zachowałeś się fatalnie.

Chyba nie chcesz już znaleźć córki.

Ona pewnie nie chce widzieć ciebie.

Gówno prawda!

Nic nie wiesz o stracie dziecka.

Wyciągnij go.

Tu Ling.

Znajdź mnie, tatusiu!

Dasz radę, spróbuj, bo inaczej dorwie mnie potwór.

Tatuś go pokona

i cię uratuje.

Wyciągnij go!

Twardy jesteś.

Nie umrę.

Odzyskam Mandarynkę.

Ona na mnie czeka.

Dzień dobry, dzwonię z recepcji.

Szuka pana pan Lu.

Zaraz zejdę.

Wypadło ci.

Znalazłem cię po karcie hotelowej.

Oprowadzisz mnie? Z dala od tłumów.

Czytałeś?

- Co? - „Pogromcę boga”.

Wczorajszą aktualizację.

Nie ładuje się.

Twój telefon to złom.

Miałem przypływ weny.

Zainspirował mnie twój notes.

- Dzięki. - Nie ma za co.

Mój notes... Chwila.

Czemu go przeczytałeś?

Wiem, powinienem był zapytać,

ale utknąłem w rutynie, co doprowadzało mnie do szaleństwa.

Twoje pomysły... Jak na to wpadłeś?

Nie twoja sprawa.

Przyśniły mi się.

Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować.

Dawniej

nie byłem taką ofermą.

Wychodziłem do ludzi. Nawet miałem dziewczynę.

Ale pewnego razu...

przeczytałem powieść

wypożyczoną z biblioteki.

Miała tytuł „Huśtawka”.

Naprawdę mnie poruszyła.

Tak zakochałem się w powieściach.

Kiedy zacząłem pisać, nic innego się nie liczyło.

Zupełnie nic.

Wystarczy tych cegieł. Chodź.

Pisałem i pisałem...

i zanim się zorientowałem,

nie miałem dziewczyny,

zawaliłem studia

i nie mogłem znaleźć pracy.

Ale było mi z tym dobrze, bo pisałem swoją powieść.

Choć szkoda mi było matki.

Piszę od sześciu lat.

Sześciu?

Tak, i nie jest to opłacalne.

Matka mnie utrzymuje.

Sześć lat i wciąż ci się nie udało.

Może...

przestań pisać.

To beznadziejne.

Nieważne, co mówią o mnie ludzie.

Od zawsze wierzę,

że mi się uda.

Tak długo, jak będę pisał,

moje istnienie ma sens.

Słyszałeś?

Nie?

Na opustoszałej ulicy

Kongwen bezmyślnie ścigał karmazynowych kawalerzystów.

Mówiąca zbroja od jakiegoś czasu milczała.

Może zasnęła.

No dalej, chodź do domu.

Jesteś taki ciężki.

Odejdź.

Idź stąd.

Nie żyje.

Jest już zimny.

- To twój brat? - Można tak powiedzieć.

Wyjęte z ust zmarłych. Można je wymienić na jedzenie.

Kim byli ci kawalerzyści?

Dlaczego wszyscy uciekli, gdy zaczęli trąbić?

Nie jesteś stąd?

Wszystko jasne.

To oddziały Czerwonowłosego.

Gdy nikt nie walczy, trwa cisza nocna.

Pojawiają się i dmą w rogi przed zachodem słońca.

Nikt nie może wychodzić po zmroku.

A jeśli wyjdzie?

Zginie.

Gdyby nie ty, zginęłabym już po dziesięciokroć.

„Ten karmazynowy materiał...”

Nic nie widzę.

Mała dziewczynka.

Co jest?

Niedobrze. Słońce.

Co?

Zasiedziałam się.

Spokojnie.

Biegnij.

Szybko.

Tędy.

Tutaj.

Ślepy zaułek!

Na dach!

Wskakuj.

Chodź.

Spowalniam cię.

Tu.

Tutaj. Pośpiesz się.

Zaczekaj!

Uciekaj.

Biegniemy.

Słyszysz?

Znowu to samo.

Guan Ning.

Guan Ning.

Pomóż mi!

Mała Mandarynko.

Moja mała Mandarynko.

Wkrótce urośniesz.

Mała Mandarynko.

Moja mała Mandarynko.

Wkrótce urośniesz

Mała Mandarynko

Moja mała Mandarynko

Aby urosnąć, musisz dużo jeść

Mała Mandarynko

Moja mała Mandarynko

Wkrótce urośniesz

Hi, hi, to ja, urocza, mała Mandarynka

Dla taty jestem najpiękniejsza w świecie

Ale mój tata jest głupcem

Proszę, wybacz mu, mamusiu

Kto cię nauczył tej piosenki?

Gdzie ją słyszałeś?

Mów!

Gdzie się jej nauczyłeś?

Gadaj! Gdzie?

Yu Changhai!

Łapać go.

Brać go!

Sukinsyn!

Przestań!

Gdzie jest moja córka?

Gdzie ona jest?

Mandarynka?

Mała Mandarynka?

Tak.

Mandarynka.

Mała Mandarynka.

- Gdzie jest? - Człowieku...

Wysłuchaj mnie. Nie zrobiłem tego celowo.

Wsadziłem ją do wora i zamknąłem w bagażniku.

Bałem się, że będzie krzyczeć, więc ją odurzyłem.

To był mój pierwszy raz.

Byłem amatorem, nie wiedziałem...

jaką dać dawkę.

I przesadziłem.

Kiedy później sprawdziłem,

była...

nieprzytomna.

Widzisz to?

To jest deszcz.

Pada.

Jeszcze nie bawiłaś się w deszczu. Chcesz?

Naprawdę nie chciałem.

Mam pieniądze. Mogę zapłacić.

Zapłacę ci.

- Wracaj do hotelu. - Zabiję go.

- Słyszałeś? - Z drogi!

- Obudził się. - Zajmij się Guan Ningiem.

Potrzebujemy go.

Yu Changhai powiedział,

że moja córka nie żyje.

Mylił się.

- Albo kłamie. - Więcej pewności.

Musisz go uspokoić.

Czy któraś z tych dziewczynek

jest moją córką?

Nie ma już nadziei.

Nigdy nie było.

Jesteś w złym stanie.

Poproszę kogoś innego, żeby to zrobił.

Wycofaj się.

Co ty mówisz?

Nie możemy go wypuścić.

Musi zabić Lu Kongwena!

- Gdzie jest Yu Changhai? - Mamy go.

Wydam go policji.

Dostanie karę, na którą zasługuje.

Karę...

Oddaj go mnie, nie policji.

Życie za życie.

Taka była umowa. Nie ma odwrotu.

Życie Lu Kongwena za Yu Changhaia.

Mam czas do jutra.

Czekaj na mój telefon.

Akurat teraz chciałaś go wypuścić.

Żadna z tych dziewczynek nie jest jego córką, prawda?

No jasne.

Guan Ning szuka jej od sześciu lat,

- jak ja miałbym ją odnaleźć? - Wykorzystałeś jego zmarłe dziecko.

Szkoda ci go.

Guan Ning jest taki sam jak twoi rodzice.

Porzucił swoją córkę jak śmiecia.

Ciebie też tak potraktowano.

A mimo to ci go szkoda.

- Dlaczego on musi zabić Kongwena? - Po prostu.

To kluczowe.

Chodźmy.

Dawno temu

cesarz miał dwóch ulubionych generałów.

Jeden nazywał się Czerwonowłosy, drugi Jiutian.

Byli zaprzysiężonymi braćmi.

Cesarz przez długi czas nie pokazywał się na dworze.

O ważnych sprawach decydował Czerwonowłosy.

Ludzie mówili, że cesarz nie żyje.

Czerwonowłosy kazał ich złapać i ściąć.

Gdy Jiutian to usłyszał, wrócił, by zobaczyć się z cesarzem.

Czerwonowłosy rzekł do niego:

„Bracie, wracaj do domu.

Bądź mi posłuszny, a uczynię cię ministrem.

Jiutian odmówił i rozpoczął walkę z Czerwonowłosym.

Co się później stało?

Jiutian zginął i został uznany za zdrajcę.

Wymordowano jego ród.

Czerwonowłosy żywił urazę do tych, którzy pomagali Jiutianowi.

Więc nastawił wszystkie dystrykty przeciwko sobie.

Mijały lata, rozpętała się wojna.

Gdy zaczynają się walki, Czerwonowłosy odpala fajerwerki.

Chyba lubi wojnę.

Tato.

Mamo.

Wróciłam.

Kilka lat temu

moi rodzice wyszli po jedzenie i przegapili ciszę nocną.

Nigdy nie wrócili.

Tata go namalował. To mama w czasach dzieciństwa.

Piękny.

Sztuka to najcenniejszy skarb Baihan.

Skradziono wszystkie obrazy.

Wkrótce będzie jasno.

Przyjdą po obrazy mamy.

A mnie zabiją.

Ucieknij ze mną.

Nie ma dokąd. Świat należy do Czerwonowłosego.

Zabić wszystkich!

Zgładzić ich!

- Zamknięte. - Przez płot!

Otworzyć bramę!

Tędy.

Szukajcie obrazów.

Nic tutaj nie ma.

Ktoś nas uprzedził.

Zabijmy tych dwoje i ruszajmy dalej.

Nie zetniecie mi głowy!

Poważnie?

Tak zginiesz?

Ale nuda.

Halo.

Tu Guan Ning. Gdzie jesteś?

Miałeś wczoraj rację.

Przez tyle lat...

tylko pisałem.

Bez efektu.

Żyłem na garnuszku u mamy.

Byłem lekkomyślny.

Wczoraj jakiś wariat rzucał we mnie kamieniami.

Myślałem, że umrę.

Słyszałem, jak serce mi łomocze.

Bardzo wyraźnie.

Przez chwilę pomyślałem,

że prościej...

będzie umrzeć.

Byłbym spokojny.

Taki spokojny.

Rozumiem.

Ciągle żyjemy nadzieją,

ale ona...

nigdy nie nadchodzi.

Weźmy na przykład mojego ojca.

Jednego dnia miał się dobrze, a następnego zmarł.

Gdyby ktoś mnie teraz popchnął,

wszystko by się rozwiązało.

Szczerze podziękowałbym tej osobie.

Niestety nadal nie skończyłem pisać o twojej postaci.

Co masz na myśli?

Mówiłem ci.

Twój notatnik.

Wojownik.

Z czymś karmazynowym na głowie.

„Nic nie widzę”.

To było świetne.

Dodałem cię do powieści.

Wczoraj.

W pośpiechu zapisałem to w twoim notesie.

Właściwie to nie ciebie opisałem.

Bardziej karmazynowego wojownika,

który powstał z ciebie.

Biegnij.

Rana na czole wojownika

jest identyczna jak twoja.

Z tego, co napisałeś,

wojownik nie ściga Kongwena,

tylko dziewczynkę.

Myślę, że chodzi mu o flet.

Flet?

Nie wiem.

Wojownik był oczarowany grą Mandarynki.

Mandarynki?

Kto to?

Dziesięcioletnia dziewczynka z powieści.

Z Baihan Fang.

Straciła rodziców.

Kiedy Czerwonowłosy zachoruje bądź zostaje ranny,

szef mdleje.

To już trzeci raz.

Uznałem, że ten z Baihan nie jest na tyle interesujący,

więc dodałem twoją postać.

Przez twoje sny szef uznał, że to ty.

- Uważa to za przeznaczenie. - Sprowadź Mandarynkę do domu.

Znajdź mnie, tatusiu!

Dasz radę, spróbuj, bo inaczej dorwie mnie potwór.

Znajdź mnie, tatusiu!

Dasz radę, spróbuj, bo inaczej dorwie mnie potwór.

Twoja powieść...

może zmienić rzeczywistość?

Dziwne pytanie.

Powieść, która zmienia rzeczywistość.

Nie wiem,

ale wierzę, że świat i ludzie z niej istnieją.

Gdzieś...

Są tacy jak my.

Żyjący

naprawdę.

Mimo iż uniknęli karmazynowego wojownika,

Kongwen i Mandarynka zostali otoczeni przez tłum.

Jak uciekną?

Przecież ty to piszesz.

Możesz wybrać co się stanie.

Po czyjej stronie jest mówiąca zbroja?

Zbroja żywi się krwią Kongwena, więc łączy ich...

dziwna symbioza.

To jasne.

Mam!

Zabiją Mandarynkę

i zabiorą obrazy rodziców.

Twoje serce wali jak oszalałe.

Zabiję każdego, kto dotknie małej.

Tak, smak krwi.

Zabić ich i zawiesić głowy na drzewie!

Karaluchy...

chodźcie.

Pozwólcie się zgładzić.

Uciekaj, Mandarynko!

Kulo mięsa!

Stój!

Wystarczy!

Uciekaj!

No już!

To ty.

Nie.

Nie.

Niemożliwe.

Jak to... Dlaczego?

Wstawaj.

Jesteś cała?

Skończyłeś? Mam dość.

Na co wzdychasz? Naprawdę...

Nie! Proszę!

Nie sądziłem,

że będziesz taki...

podły.

- Czego jeszcze chcesz? - Uklęknij.

Nigdy!

Od czterystu lat

nie kontrolował mnie

żaden śmiertelnik.

Wypiłeś zbyt dużo mojej krwi.

No i? Jest wyśmienita!

- Powstrzymywałem się... - Wracaj.

Gnojek.

Łajdak.

Ty draniu!

Tu Ling, wiem, że mnie słyszysz.

Rezygnuję.

Nie pozwolę wam zabić Kongwena.

Jak skończy pisać, oddam się w ręce policji.

Mandarynko, gdziekolwiek jesteś,

nawet jeśli istniejesz tylko w powieści, sprawię, że będziesz żyła.

Kim ty jesteś?

Przybyłem zabić Czerwonowłosego.

Znam drogę do jego pałacu.

Zaprowadzę cię.

Masz tyle pomysłów.

Wyświadcz mi przysługę i pomóż dokończyć powieść.

Pierwszy ją przeczytasz.

Kto to?

Mój ojciec.

- Ten obok. - Jego przyjaciel.

To...

Tak.

Li Mu.

Studiowali razem medycynę.

Ojciec założył z nim firmę.

Jakiś czas temu mieli wypadek, w którym tata zginął.

Zrób przerwę. Znajdźmy ustronne miejsce.

Cały czas znałeś Lu Kongwena.

Czemu ukryłeś, że to syn twojego wspólnika?

Jak zginął jego ojciec?

Co jeszcze przede mną ukrywasz?

Nie mówiłem ci dla twojego dobra.

Ta powieść naprawdę ci zagraża czy chcesz wybić jego rodzinę?

Wierzę w karmę.

Jestem następna po Lu Kongwenie i Guan Ningu?

Odchodzę.

Pańskie ostatnie wyniki są dobre.

Dzisiaj było kilka odchyleń, ale nadal w bezpiecznym zakresie.

Jeśli nadal coś pana niepokoi, proszę przyjechać,

ponowimy badania.

To pani samochód?

Proszę nie blokować strefy rozładunku.

Niezłe, co? W środku jest bateria o bardzo dużym natężeniu.

- Chcesz spróbować? - Myślałem, że sam wytwarzasz prąd.

Naoglądałeś się filmów sci-fi.

Jestem po prostu odporniejszy na porażenia.

Jako dziecko dotykałem gniazdek elektrycznych,

aby się naładować

i razić dziewczyny w szkole. Dobre czasy!

Przepraszam, że znowu zawracam ci głowę.

Nie szkodzi.

Możesz korzystać, kiedy zechcesz.

- Zatrzymaj klucz. - Dobrze.

Z jakiegoś powodu

ścieżka nie była patrolowana przez straż Czerwonowłosego.

Mandarynka i Kongwen bez trudu dotarli do pałacu.

Nie ryzykuj, wracaj do domu.

Słyszałam, że wielu zaginionych skończyło w pałacu

jako uczniowie Czerwonowłosego.

Moi rodzice mogą tam być. Muszę ich odnaleźć.

Kongwen.

Wracaj.

Kongwen.

Wiem, czemu Czerwonowłosy wprowadził ciszę nocną.

W nocy jego armia się nie rusza.

Nie chciał, żeby ludzie się o tym dowiedzieli.

Przewietrzę się. Zaraz wrócę.

Tutaj.

Gdzie on jest?

No gdzie?

Rozdzielmy się.

Wciąż robisz postępy?

Musisz pragnąć śmierci.

Pomóż mi zemścić się na Czerwonowłosym, a wtedy cię wypuszczę.

Nie rób ze mnie głupca.

To ja zabiłem twoją siostrę.

Moim wrogiem jest Czerwonowłosy.

Już raz cię zabiłem.

Nie czuję do ciebie nienawiści.

Przez cały czas traktowałem cię jak kompana.

Dawaj jeszcze raz!

Szukaj. Kończą się?

Szukaj dobrze.

Podkręcę napięcie.

Nic nie poczujesz.

Zaufaj mi, to przyjemne.

Dalej, spróbuj.

Gumowa rękawiczka. Drewniana podłoga.

Izolacja.

Jak możesz być tak podły?

Coraz bardziej słychać bębnienie.

Ale nie widać bębniarzy.

Jak wygląda Czerwonowłosy?

Nikt go nigdy nie widział.

Zawróć.

- Czerwonowłosy, ukaż się! - Przerażasz mnie.

Nazywam się Kongwen!

- Przybyłem cię zgładzić! - Nikogo nie ma.

Posłuchaj mnie i wyjdź.

To nie bębnienie.

To nie bębny, tylko jego serce.

Czerwonowłosy.

Cholerny głupcze.

Wystarczy.

Poddaj się. Lepiej jedź do szpitala.

Poznaję tę twarz.

Bez wątpienia. Ta sama rasa.

O czym ty mówisz?

Naprawdę nie wiesz?

Byłem przy twoich narodzinach.

Nazywasz się Kongwen.

Jesteś synem Jiutiana,

mojego zaprzysiężonego brata.

Już dawno powinienem był zabić ciebie i twoją siostrę.

To prawdziwa karma!

Ale to nic.

Zbyt długo

byłem sam.

Ten Jiutian, o którym mówisz...

mój ojciec...

jego też zabiłeś?

Zabiorę cię do niego.

Nie uciekaj.

I tak nie zdołasz.

Widziałeś? Pomiędzy brwiami

miał wbity miecz.

Wygląda na to, że Czerwonowłosy nie jest niepokonany.

Zrób to.

Będę cię osłaniał.

Twój ojciec jest tutaj.

Zginął pod tym drzewem.

I tutaj został spalony.

Zanim zostałem bogiem,

był moim najlepszym przyjacielem.

Walczyliśmy razem.

Piliśmy.

Rozmawialiśmy.

Naprawdę mi go brakuje.

Zabiłeś go.

Tak.

Niestety śmiertelnicy nie mogą uniknąć śmierci.

Z nieukrywaną radością

zabiłbym go jeszcze kilka razy.

Mandarynko, nie podchodź.

- Jak z nim walczyć? - Atakuj stopy.

Dorwij go.

Uważaj!

Zwykły śmiertelnik odważył się zabić boga.

Nie zasługujesz na człowieczeństwo.

Jesteś demonem!

Bierz go.

Kiedy trzymałem twojego ojca w rękach,

szamotał się przez dłuższą chwilę.

Zastanawiam się,

jak długo ty wytrzymasz.

Co ty na to?

Puszczaj mnie.

Kulo mięsa!

Zabiję cię, powoli...

Dziewczynko, co to za melodia?

Tata mnie jej nauczył.

Powiedział,

że kiedy tylko ją zagram, przyjdzie mi na ratunek.

Okłamał cię.

Wystarczy!

Działa mi to na nerwy.

Mandarynko!

To moja wina.

Moja powieść...

Muszę ją dokończyć.

Zostanie pan na obserwacji.

Przepraszam za spóźnienie.

Wygląda na to, że Lu Kongwen z tego nie wyjdzie.

Początkowo planowałem, żeby policja myślała,

że się zabiłeś.

Odkryliby Mandarynkę w powieści.

To, że jest podobna do mojej córki.

Pamiętasz zapiski snów, które nam wysyłałeś?

Podrobiłem twoje pismo

i ożywiłem twoje sny.

To potwierdza moje przypuszczenia. Kongwen jest powiązany z Mandarynką,

dlatego chciałem go zabić.

Włamałeś mi się do telefonu,

- żebym nie czytał fragmentów o niej. - Co za zbieg okoliczności!

Twoja córka też nazywa się Mandarynka.

Dlatego wybrałeś mnie na kozła ofiarnego.

Gdybym umarł, sprawa byłaby zamknięta i nikt by cię nie podejrzewał.

Lepiej wyjdźcie.

Dostaniecie po pięć milionów.

Nie uda ci się zamieść tego pod dywan.

Śmierć ojca Kongwena wystarczy, by cię pogrążyć.

Nie lubisz przegrywać? Wezwij policję.

Jesteśmy wspólnikami.

Chcesz pójść na dno ze mną?

Po prostu żyj dalej.

Potrzebuję komputera.

- Guan Ning. - Milcz.

Muszę dokończyć powieść.

Żartujesz? Nie umiesz pisać.

Potrafisz tylko rzucać kamieniami.

Zrozumiałem, że nie miałem zabić Lu Kongwena.

Jestem tu, by pomóc mu dokończyć tę historię.

Miałam te sny, bo Mandarynka wołała mnie...

z tamtego świata.

Naprawdę się pogubił. Pogubiłeś się.

Nie przywrócisz jej do życia.

- Nie masz takiej mocy. - Mam.

Bo wierzę.

Oszalałeś.

Oddaj to.

Tu Ling.

Jestem ciekawa, czy ta powieść może cię zabić.

Jestem Mandarynka, Kocha mnie każdy, kto mnie ujrzy

Dla mamy jestem najpiękniejsza w świecie

Aby urosnąć, muszę jeść do syta

Wierzę...

że mogę to napisać.

Oddaj mi Mandarynkę!

Uparta dziewucha.

Mandarynko.

To bez sensu.

Nikt cię nie ocali.

Jakże próżne są nadzieje śmiertelników!

Mandarynko, tatuś przybył!

Przywitaj się z moim wielkim kumplem, małpo!

Tato, tutaj!

Ratuj!

Skopię ci tyłek!

Dobrze się bawisz? Kto teraz rządzi?

Mandarynko, twój ojciec naprawdę się zjawił.

Przeładuję.

Ukarzę cię w imię księżyca!

Ludzkie działo!

Ostrze na jego czole!

Żyjesz?

Tato!

Co robisz? Muszę mu pomóc.

Tato!

Mandarynko, tata jest przy tobie.

Nie możesz go wyciągnąć!

Oddaj ostrze mojego ojca!

Przestań!

Oddaj ostrze.

Nie chcę umrzeć.

Mam jeszcze tyle do zrobienia.

Potrzebuję więcej czasu.

Mogę pokonać każdego

i stać się prawdziwym bogiem.

Bogiem!

Tatusiu, pokonaj tego potwora!

Jak sobie życzysz!

Gdyby moi rodzice byli tacy jak ty, nie poznałabym Li Mu.

Lekarze przekazują, że stan Lu Kongwena jest stabilny.

Li Mu, gliny już jadą.

Guan Ning.

Mała Mandarynko

Moja mała Mandarynko

Wkrótce urośniesz

Mała Mandarynko

Moja mała Mandarynko

Aby urosnąć

Musisz wszystko zjeść

Jestem Mandarynka, Kocha mnie każdy, kto mnie ujrzy

Dla mamy jestem najpiękniejsza w świecie

Ale mój tata

Jest głupcem

Proszę, wybacz mu, mamusiu

Tato...

Co tak długo?

Tatuś...

Nie płacz.

Wracajmy do domu.

Wracajmy.

Tłumaczenie - PaulaU Korekta - Altair87

facebook.pl/AzjaFilm

facebook.pl/GrupaHatak

Już świta?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.