All language subtitles for Sitiados - 1x4

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Zareklamuj swój produkt lub firmę. Skontaktuj się z www.OpenSubtitles.org

Poprzednio w serialu...

Co robisz w tych stronach, Inalef?

Szukam człowieka z takim piętnem.

Zaakceptuj swój los, Isabel.

Ale to mój syn.

Twój ojciec więzi moją matkę. Muszę iść po nią.

Ty masz tego ducha.

Po stokroć zwyciężymy!

Nie zabił ani jednego Huinci.

Jak może cieszyć mnie taki toqui?

Nehuén, obiecaj, że nie zabijesz mego ojca.

Obiecuję.

- Więc dlaczego się nie budzi? - Tylko Añihual mogłaby ją przywrócić.

Señora potrzebuje twojej pomocy.

Isabel.

Wróć!

Tylko dzięki Juanie jeszcze żyjemy.

Jeśli to prawda, to jak tylko ją dostaną - zrównają nas z ziemią.

Nie, jeśli uda mi się zawrzeć z nimi układ.

Jaki układ?

Wymianę Juany na Rocío.

Nie pozwolę ci odejść, Rocío.

Nie pozwolę, by jeszcze ktoś zginął przeze mnie.

Wypełniłem swą część umowy, Huinca! Teraz oddaj mi moją matkę!

I będziecie żałować, że dziś nie umarliście.

Nigdy nie opuścicie tej osady!

Wszyscy tu umrzecie!

Miłość to najpotężniejsza siła we wszechświecie.

Przed nią rozstępują się morza.

Jest w stanie rozkruszyć skałę.

Nie martw się.

Nigdy nie zdołasz go uratować.

Ale kupcy mawiają, że istnieje siła potężniejsza, niż miłość.

Siła zdolna zaszachować nawet najmądrzejszego z ludzi...

Martin?

Co robisz?

- Burczy mi w brzuchu... - Chodź do mnie.

...i pokonać najpotężniejszego wojownika.

Jest nią głód.

Tłumaczenie: nkate

OBLĘŻENI odcinek czwarty

Jej duch jest gotowy, by rozpocząć podróż do innego życia.

Stamtąd będzie się nami opiekować, razem z naszymi przodkami.

Uspokój się.

Byłbym spokojny, dziadku,

gdyby umarła ze starości w swojej chacie,

a nie zginęła z rąk Huinci.

Nehuén...

Ty sam przerwałeś walkę.

Dlatego ten Huinca wciąż żyje.

Dotrzymałem słowa, dziadku.

Czyż ludzie mogliby polegać na toquim, który...

łamie swe słowo?

- Po ile ryba? - Pięć monet.

Co? Jedna ryba w cenie trzech?

Płaci pani, albo odchodzi.

Co dostanę za dwie monety?

Kawałek kurczaka i kromkę chleba.

- Muszę nakarmić troje dzieci. - A ja czworo!

Taka cena. Czeka wiele osób.

Jak się nie podoba, to do widzenia! Następny!

30 żołnierzy, 7 koni, 25 arkebuzów, i dwie beczki prochu.

- Armaty pozostały nietknięte. - Wszystko rozgrabili...

Sprowadźcie tuzin niewolników, niech odbudowują fort.

Uciekli podczas ataku. Niewolnicy i indiańscy słudzy.

- Wszyscy? - Większość.

Za wyjątkiem siedmiu, czy ośmiu chorych.

A ludzie?

O ile wiemy, uciekli Delgado Ramirez, Miele z rodzinami.

- Zostało gdzieś 50, ale nie ma pewności. - Więc się dowiedz, sierżancie Sanchez.

Potrzebuję dokładnych danych.

Chcę wiedzieć, ilu nie żyje, ilu żołnierzy, ilu mieszkańców.

Chcę wiedzieć, ilu nieszczęśników pozostało w osadzie.

Tak jest.

Znajdź Gonzáleza, i powiedz, by natychmiast stawił się u mnie.

Nikt go nie widział po ataku.

Niektórzy twierdzą, że zdezerterował.

Dopilnuj, by zebrano trupy i pochowano we wspólnym grobie.

Nie chcę widzieć już żadnego trupa.

Komendancie, co z nami będzie? Kiedy nadejdą posiłki?

Komendancie, straciłem dom, nie mam gdzie ulokować rodzinę.

Spokojnie, panowie. Podjęte są działania.

Żołnierze!

To wszystko, co może im pan powiedzieć?

Proszę zmienić ton, señora.

Niech pan ich przynajmniej wysłucha! Nie widzi pan?

Są w rozpaczy! Nie wiedzą nawet, gdzie spędzić noc!

Sytuacja jest wystarczająco napięta,

brakuje tylko, by pani na każdym rogu wygłaszała swe zdanie!

Odkąd tu przybyłam, słyszę tylko pańskie rozkazy.

Ale nigdy nie widziałam, by pan coś zrobił dla tych ludzi.

Nie obchodziło to pani, gdy miała możliwość wyjechać.

- Wtedy wszystko było inaczej. - Dlaczego?

Gdyż martwiło panią tylko bezpieczeństwo syna?

- Jak każdą matkę! - Dokładnie!

Ale zamiast słuchać mych rad, wolała pani wyjechać.

I oto rezultat.

Proszę więcej nie popełniać tego samego błędu.

Proszę zostać w domu i czekać na me instrukcje.

I moje szczere kondolencje.

Był bardzo dobrym chłopcem.

Jedz.

Jaka z ciebie rozpieszczona dziewucha.

Myślisz tylko o sobie.

Zabawiasz się z Indiańcem, jak jakaś lafirynda.

Zobacz, co się z nami stało, z twojej winy.

Jeśli nie będziesz jeść po dobremu,

trzeba będzie karmić cię siłą.

To, że rozkładasz nogi przed mym ojcem nie czyni cię mą matką, señora.

Kapitanie...

proszę usiąść przy stole.

Jedzenie zdobywam polując i łowiąc ryby,

nie jem cudzego.

Więc niech się pan postara o więcej dziczyzny.

Kupcy narzucili wygórowane ceny, a komendanta zdaje się to nie obchodzić.

Miałaby pani mniejsze wydatki, gdyby nie karmiła cudzych dzieci.

Nie ma cudzych dzieci, kapitanie.

A głód jest taki sam dla wszystkich.

Proszę się nie upierać i usiąść przy stole.

Señora...

Wie pani, że gdy zaatakowano konwój,

zrobiłem, co tylko możliwe, by obronić chłopca.

Nie wypada rozmawiać z pełnymi ustami, kapitanie.

Żwawo, bo wam krew w żyłach zakrzepnie, jak u nich.

A pan kiedyś podnosił martwe ciało, señor?

Gdy krew krzepnie, ciało staje się jak kamień.

Dosyć stękania!

Lepiej by pan wezwał swoich ludzi,

z ich pomocą byłoby szybciej.

Wycofujemy się!

Wracamy do fortu!

Szybko!

Mówili mi: jedź do Nowego Świata.

Zdobędziesz złoto, ziemię.

Rozczarowanie i rzeź - oto, co dostałem.

Nie trać z oczu najważniejszego, Quiroga.

Co ty wygadujesz, Alonso!

Popatrz, co zostało z mego domu!

Ten idiota Juan de Salas, zrujnował nasze życie.

Teraz pewnie siedzi w komendanturze, nie wiedząc, co powiedzieć.

Tak. Ale ludzie nie są głupcami.

Jak tylko się dowiedzą, że mogli spokojnie stąd odejść,

gdyby wypełnił umowę,

powstaną przeciwko niemu.

Jedynym wyjściem, Alonso, jest ucieczka z tego piekła.

Indianie nas otoczyli.

Nie wyjdziemy stąd, dopóki się z nimi nie dogadamy.

Dogadamy?

Co możemy im zaoferować, Alonso?

Mają wystarczająco złota.

Niewolników w obfitości.

Nie mamy im nic do zaoferowania.

Twój pesymizm cię zgubi, Quiroga.

Ty w ogóle rozumiesz, co oznacza słowo "oblężenie"?

Umrzemy z głodu, Alonso.

A ty myślisz tylko o władzy!

Jeszcze o czymś warto pomyśleć.

A głód... będzie naszym sojusznikiem.

To moja ryba, señora, właśnie ją kupiłam.

Tak? Zapłacę dwa razy więcej, niż ona.

Jest pani.

Ale pan już sprzedał ją mnie!

Niech się pani nie pcha, ryba jest moja.

Moja! I ją zabiorę!

Chwila!

To pani część. A to - pani.

Jak pan śmie sprzedawać to, co już sprzedane?

Kto więcej płaci, ten dostaje.

Tak zamierzacie przetrwać? Walcząc ze sobą?

Kto da więcej, kto silniejszy - ten wygrywa?

A czego by pani chciała? Byśmy oddawali towar za darmo?

Indianie spalili wszystkie łodzie.

A te ochłapy musiałem łowić z brzegu.

Niech pani sama złowi,

i wtedy nam powie, za ile sprzeda.

Jeśli się zorganizujemy, poradzimy sobie z sytuacją!

Racjonując żywność, dzieląc się mięsem.

W takim razie może się pani rozbierze?

Wtedy ocenimy, czym może się pani podzielić.

Jak pan śmie!

Ostrożnie, señora, łatwo się skaleczyć.

Poderżnę ci gardło, jeśli będziesz mnie obrażał!

Puść ją!

Śmiej się, Serafin! Też chcesz się wykąpać?

Może złowisz grubszą rybę!

- Słyszałeś? - Dość już!

Ktoś powinien ich powstrzymać!

Im mniej będzie towarów, tym będzie gorzej.

I co wtedy? Nikt nic nie zrobi? Nikt nie zainterweniuje?

- Pozwolimy, by biedniejsi pomarli? - Takie jest życie.

Może według pana!

O czym pani myślała porywając się na faceta dwa razy większego od siebie?

Poderżnęłabym mu gardło, gdyby pan się nie wmieszał.

Gdyby to się stało za zamkniętymi drzwiami,

zgwałcili by panią i wypruli kiszki.

Jesteśmy najgorszą hołotą przybyłą tu z Hiszpanii -

więźniowie, najemnicy.

Skazańcy, którzy zgodzili się udać na kraj świata, by uniknąć szubienicy.

Myśli pani, że zaszczepi im ducha solidarności?

Proszę się nie łudzić.

Do nich przemawia tylko siła i strach.

Więc niech mnie pan nauczy.

Jeśli potrzebna siła, proszę mnie nauczyć władać mieczem.

Pani go nawet nie podniesie.

Mój syn zmarł w moich ramionach.

Nie mogłam nic zrobić, by temu zapobiec.

Ani pan, ani żaden mężczyzna nie zrozumie, jak wielki jest mój ból.

Na tym brzegu zabiłam dwóch Mapuche,

gdy zaatakowali dzieci, które widział pan w moim domu.

Nie zdołałam ocalić syna, ale poprzysięgłam sobie,

że już ani jednego dziecka nie spotka taki los.

Proszę mi wierzyć.

Wiem, że wystarczy mi sił.

Proszę zebrać całą swoją złość i zaatakować.

Atak!

Nigdy nie pokona pani mężczyzny.

Proszę to zrozumieć.

Kapitanie González!

Komendant kazał pana wezwać.

Nie wiedziałem, że z ciebie nie tylko przydupas, ale też goniec, Malaspina.

Kazałem ci przeprosić.

Żołnierzu.

Powiedz memu ojcu, że więcej się do niego nie odezwę.

Pana córka prosiła, by panu przekazać,

że więcej się do pana nie odezwie.

Powiedz mej córce, że jeśli na mnie nie spojrzy -

powieszę ją na placu.

Powiedz ojcu,

by nie marnował czasu, i kazał przynieść linę.

Senior... pana córka mówi...

Słyszałem, do cholery!

Wynoście się stąd!

Wszyscy.

Dla ciebie ryzykowałem życie moich ludzi, i tak się odpłacasz?

Nie rozumiesz, że jestem jedynym, który nigdy cię nie zdradzi?

Myślisz, że to gra, Rocío?

Myślisz, że ten Indianin przyjdzie cię uratować, jak w bajce?

Po moim trupie. Albo twoim.

Moi żołnierze nie spuszczą cię z oka, ani w dzień, ani w nocy.

I jeśli ponownie spróbujesz uciec,

mają rozkaz poderżnąć ci gardło.

I gdzie teraz jest twój komendant? Nie raczył nawet się pokazać.

Muszę porozmawiać z ojcem Luisem.

Zginął podczas ataku.

Kościół jest pełen wystraszonych ludzi, ledwo sobie radzimy.

Mam w domu trzy sieroty.

Jedzenia nam starczy ledwie na tydzień.

Wszystkich nas czeka to samo.

Musimy coś zrobić.

Robimy wszystko, co możemy.

Połowa osady próbuje odbudować swoje domy.

Druga połowa kłóci się między sobą.

Trzeba się zorganizować.

To należy do komendanta.

Komendanta!

Ludzie - to ostatnia rzecz, jaka go obchodzi.

Señor Gomez stracił dom.

Możecie dać mu tu schronienie?

Niech przyjdzie do mnie.

Jest pusty dom na przedmieściach, ale karmić ich nie możemy.

Widziała pani, co było na rynku?

Samotna kobieta - to jedno,

ale co innego, jeśli się zjednoczymy.

Żaden handlarz nie odda swoich zapasów.

Potrzebują nas tak samo, jak my ich.

Jeśli nie kupimy, nie zdołają sprzedać.

Kupcy dostarczają żywność. Skąd ją weźmiemy?

Zdobędziemy ją. Ale do tego musimy się zjednoczyć.

Jesteśmy na progu buntu, señor.

Kupcy podnieśli ceny, a mieszkańcy żądają pańskiej interwencji.

Niech się zagryzają między sobą. Mniej gęb zostanie do wyżywienia.

Mimo wszystko...

Od kiedy pozwalasz sobie zadawać tyle pytań, sierżancie Malaspina?

Znalazłem kapitana Gonzáleza, ale odmówił przyjścia.

Señor! Zliczyliśmy 15 rannych w szpitalu i 75 mieszkańców w...

Gdzie González?

Cañupán powiedział, że chciałeś mnie widzieć.

Usiądź, siostro.

Chcę, byś była moją doradczynią.

Nie jestem do tego dość mądra.

Mogę źle ci poradzić.

Im bardziej cię potrzebuję, tym bardziej oddalasz się ode mnie.

Zgodziłeś się na wymianę z Huinca. I oni nie wypełnili umowy.

A ty - tak.

Nasze poglądy skrajnie się różnią.

Wśród nich jest moja żona.

- A nasza matka nie żyje. - Wiem.

Zapłacą za to. Wszyscy umrą w tym forcie.

Pozwolisz umrzeć i swojej Huince?

Myślisz, że ona różni się od pozostałych? Jest taka sama, jak reszta.

Jesteś teraz toqui, ale taki sam z ciebie słabeusz, jak zawsze.

Muszę przyznać, że mnie zdezorientowałeś, kapitanie.

Z początku myślałem, że dołączyłeś do wroga,

ale powiedziałem sobie: kapitan González nie jest taki.

Dzielnie walczył z Indianami, i nie mógł, tak po prostu, zdezerterować.

Ale potem przepadłeś.

Do głowy by mi nie przyszło, że pojawisz się na rynku,

i zaatakujesz kupca w obronie jakiejś wdowy.

Mówią, że uczysz ją władać mieczem?

Nikogo niczego nie uczę.

Komendancie.

Nikogo niczego nie uczę, komendancie.

Tytuły zostawiam dla tych, którzy dotrzymują słowa.

Zmuszasz mnie, bym ogłosił cię buntownikiem, kapitanie?

Niech pan robi, co musi. Ja już nikomu nie podlegam.

Zostaw swą dumę, González.

Trzeba odbudować fort i przygotować nową ofensywę.

Z kim?

Z jakimi żołnierzami?

Mogliśmy ewakuować całą osadę do Concepción,

gdyby nie pańska prywatna zemsta.

To nie osobista zemsta.

Widziałem pańską córkę szczęśliwą wśród Mapuche.

Mógł pan to wykorzystać dla dobra swych ludzi.

Wiesz, co otrzymasz, krzyżując Hiszpankę z Indianinem?

Kolejnego Indianina.

Pozostawienie mej córki u Indian oznaczałoby niepowodzenie Konkwisty.

Po 50 latach na tych ziemiach nie zostałoby ani jednego Hiszpana.

Niepowodzenie Konkwisty zwie się Villa Ricą.

Wkrótce wszyscy umrą z głodu.

Szpiedzy krążą tam i z powrotem, kapitanie.

Pelantarú już odszedł na południe. Ancanamun wkrótce podąży za nim.

Villa Rica nie jest dla nich żadnym trofeum.

Wystarczy wytrzymać oblężenie, dopóki nie zadamy im śmiertelnego ciosu.

A co będzie tym śmiertelnym ciosem?

Zabicie ich toqui.

Do tego jesteś mi potrzebny.

- Nikt nie zna go lepiej od ciebie. - Proszę na mnie nie liczyć.

Dla pana zaryzykowałem moje życie i honor,

a pan mnie zdradził.

Jesteś na służbie króla Hiszpanii, kapitanie.

Więc niech pan przekaże królowi, że odchodzę ze służby.

Uważaj. Odejdź!

Stójcie!

To najrozsądniejsze, co usłyszałem w tym szalonym miejscu.

Gdy wszystko wróci do normy, wszystko panu wynagrodzimy, don Alejandro.

Magazyn nie należy do mnie.

Tylko go prowadzę, by zaopatrzyć komendanta i żołnierzy.

Ale dobrze mówicie: teraz trzeba zadbać o dzieci.

- I o potrzebujących. - Dziękuję.

Najpierw odłożymy coś dla przebywających w kościele.

By dostali wieczorny posiłek.

Następnie policzymy zapasy, ty mi w tym pomożesz.

Tak, zajmę się tym.

Jeśli wydzielimy dzienną rację na osobę,

pociągniemy gdzieś dwa tygodnie, może i trzy.

Przez ten czas, musimy nauczyć się łowić.

Mój mąż ma małą łódkę.

Jest ukryta o pół godziny drogi spacerem od plaży.

Ale jak ją zabrać? Indianie zabiją każdego poza palisadą.

- Mogę zaryzykować. - Nie, Mario. Masz syna na rękach.

Ja to zrobię. Potrzebujemy tej łódki.

A jak będziemy bronić zapasów? Dziś były już dwie próby rabunku.

Żywności nie trzeba będzie stąd wynosić.

Te drzwi nie wytrzymają za długo.

Zostawimy drzwi otwarte, don Alejandro.

Nikt nie pomyśli, by wejść, skoro drzwi są otwarte.

Josefa, ile czasu zajmie wykopanie dziury?

Tyle, ile mężczyźnie zajmuje wypicie dzbana wina.

Albo to, albo nawet Indianie nie będą potrzebni, by ta osada upadła.

Nie, pan sobie z nas żartuje, don Alonso!

Wybrałem się wczoraj na połów, ale nawet ryby nie biorą.

Radzę przyjąć ofertę, rybaku.

Jeśli nie będzie zbiorów i dziczyzny, nie będziecie mieli co sprzedawać.

Jeśli sprzedamy cały towar, co sami będziemy jutro jeść?

Chyba nie wyraziłem się jasno.

Jeśli mówię, że kupię wszystko, mam na myśli absolutnie wszystko.

Oto zapłata za pół roku.

Za pracę tylko dla mnie.

Czy złoto wypełni nasze żołądki?

Serafin...

Złoto leczy wszystkie bolączki.

Liczę na was.

Możecie uciec i zacząć od nowa w nowym miejscu.

W nowym miejscu? Nie możemy wysunąć nawet nosa z osady.

Rozpocząłem już z nimi negocjacje.

Ci, co będą ze mną,

będą mogli odejść.

Gwarantuję to wam.

Więc co mamy robić?

Dopóki tu żyje choć jeden Huinca,

będą zagarniać naszą ziemię.

I nie zatrzymają się, dopóki nas wszystkich nie zniewolą...

Wyprowadź wojowników z lasu,

zrównaj fort z ziemią.

I zapomnij o Rocío.

I znów będą ginąć nasi bracia?

Mamy dość krwi, by obronić naszą ziemię.

Gdzie jest Juan de Salas?

Co tu się dzieje?

Handlarze się zbuntowali.

Są wieści od Josefy?

Tak, już zrobiła to, o co prosiłaś.

Zobaczymy, co powie komendant, jeśli się tu pojawi.

Uspokójcie się, mieszkańcy Villa Rici!

To trudny czas dla nas.

Ale przeciwności nas nie złamią!

Mamy po dziurki w nosie pięknych słówek!

Potrzebujemy konkretnych rozwiązań!

Jesteśmy prawie gotowi do kontrataku!

- Trzeba wytrzymać jeszcze trochę! - Kłamstwa!

Aresztować tych dwóch buntowników!

Nie! Puśćcie go!

Puść mnie!

Stać!

Ktoś zbliża się do fortu!

To posłaniec, señor.

Na litość boską, otwórzcie bramę!

Spokojnie, señora! Ten człowiek jest już martwy.

Skazujecie go na śmierć!

- Otwórzcie bramę! - Pomóżcie mu!

- Nie! Proszę, otwórzcie bramę! - Otwórzcie!

Otwórzcie bramę!

Brama!

Bądź przeklęty, toqui!

Zabierzcie stąd wszystkich!

Wszystkich!

Oto nasz komendant, mieszkańcy Villa Rici!

Chce uciszyć głos ludu! Nie odpowiada na nasze pytania.

Obwołuje nas buntownikami i zdrajcami,

ale jedynym zdrajcą jest on!

Co ty mówisz, do cholery?

Dlaczego nie opowiesz ludziom,

że mieliśmy otwartą drogę do Concepción,

gdybyś nie zabił szamanki.

Co...?

O co chodzi, Juan?

Zaprzeczysz moim słowom?

Dlaczego nie opowiesz, jak prowadziłeś z nimi rozmowy, by puścili twą córkę?

Jeden Bóg wie, co jeszcze im naobiecywałeś,

by pozostać jedyną osobą, której Indianie nie zabiją!

Zapłacisz mi za każde słowo, Alonso.

- Żołnierze, aresztujcie go! - Nie!

To jest prawdziwy zdrajca Villa Rici!

Co chcecie osiągnąć, siejąc niezgodę,

i nastawiając ludzi przeciwko komendantowi?

Osada jest osamotniona, jak nigdy.

Ludzie potrzebują odpowiedniego przywódcy.

Rynek jest teraz pod moją kontrolą, tak, jak i magazyn.

Od jutra ceny na rynku będą, jak dawniej.

Jak nakarmi pan ludzi, którzy wszystko stracili?

Niższe ceny nie wystarczą, jeśli ludzie nie mają pieniędzy.

Nie martwcie się, oni także dostaną żywność.

Gdy dogadam się z Indianami,

otworzę kopalnię złota, i będą mogli odpracować długi.

Nie pozwolę panu w zamian za żywność, zamienić ludzi w niewolników!

Doprawdy? A jak mnie pani powstrzyma?

Don Alonso!

Don Alonso! Magazyn jest pusty!

Chodźmy.

Będzie lepiej dla was, jak powiecie, gdzie są wszystkie zapasy.

Chyba nie chcecie mieć do czynienia z tymi mężczyznami?

Nie sądzę byście chcieli mieć do czynienia z tymi kobietami.

Prawda?

Wywalcie je stąd.

Won!

Puść mnie!

Jeszcze krok i znajdziesz się trzy metry pod ziemią, Beltrán!

Spokojnie...

Może kupił pan tych mężczyzn, ale ich żony są po mojej stronie.

Rynek jest wasz, ale reszta - nasza!

Jeśli chce się pan potargować, don Alonso, proszę dać mi znać.

Chodźmy.

Doña Isabel dba o nas wszystkich, a ty zachowujesz się jak idiota!

Słucham tylko dona Alonsa! Puść!

Wystarczy.

Sztab Generalny i Rada Królewska ds. Indii

powołuje na komendanta Villa Rici dona Alonsa Carvallo,

i nakazuje natychmiastowe aresztowanie dona Juana de Salasa.

Ta kobieta nam zawadza, don Alonso.

Próbowałem zorganizować ludzi, ale oni są za nią.

Lepiej zajmij się swoją żoną.

Wdowa niewiele osiągnie.

Ludzie przybiegną do nas, gdy zabraknie pożywienia.

Proponuję sięgnąć po radykalne środki i jeszcze tej nocy ją pochować.

Martwa nie powie, gdzie trzyma zapasy.

Teraz mamy ważniejsze sprawy.

- Pozwolimy, by rządziła nami kobieta? - Oczywiście, że nie.

Ale by rządzić osadą, musimy mieć po swej stronie żołnierzy.

Żołnierze podlegają Juanowi de Salasowi.

Nie przekupi ich pan swym złotem.

A gdyby zabrakło Juana de Salasa?

Jak sądzisz, kogo by słuchali?

Przyhamuj, stary.

Añihual byłaby zadowolona.

Jedyna wierzyła, że...

że pani się przebudzi.

Niech jej dusza spoczywa w pokoju.

Przyniosę więcej.

Señora...

Cieszę się, że pani się udało.

Siła fizyczna - to nie wszystko, kapitanie.

Przynajmniej dziś wszyscy zjedzą kolację.

Przyniosłem dwa zające.

By wam pomóc, nie wiem, czy się przyda...

Oczywiście, że tak. Ludzie będą wdzięczni.

- Smacznego. - Dziękuję.

Kapitanie!

Nie dołączy pan do nas na kolację?

Tym razem nie może pan powiedzieć, że nie zdobył sam jedzenia.

Kto tam?

Żołnierzu...

muszę się zobaczyć z komendantem.

Wchodzenie do fortu jest zabronione, señora!

Muszę pilnie porozmawiać z komendantem.

To bardzo ważne.

Mąż Joaquiny ma na brzegu łódź.

Na wschód stąd.

Myśli pan, że jest sposób, by się tam dostać?

Mapuche nie bardzo pilnują tego obszaru.

Może się udać.

To byłoby zbyt wiele - prosić, by mi pan towarzyszył?

Ta łódź jest niezbędna.

To dla mnie po drodze,

ale wracać będzie musiała pani sama.

Dlaczego, kapitanie? Odchodzi pan?

- Przepraszam, nie chciałam... - Proszę nie nazywać mnie kapitanem.

Już nie służę w hiszpańskiej armii.

Juan de Salas zamierza mnie aresztować za dezercję.

Nie mam wyboru.

Jak zamierza pan przemknąć przez oblężenie?

Znam bardzo dobrze ten region.

- Więc wciąż istnieje sposób! - Zawsze jest jakiś sposób.

Więc proszę zabrać nas ze sobą. Wszyscy chcemy tego samego.

Uciec w pojedynkę - to jedno,

a zupełnie co innego - wyprowadzić całą osadę.

Wdowa zjednoczyła kobiety, a Alonso - handlowców.

Kiedyż to oni uznali, że mogą odebrać mi władzę?

Gdy ty tu siedzisz, oni pójdą za każdym, kto ich nakarmi.

Ty też zamierzasz robić mi uwagi?

Myślisz, że nie rozumiem w jakim jesteśmy położeniu?

- Kto cię przysłał? - Przyszłam sama.

- Jestem tu dla ciebie. - Dla mnie?

Ktoś cię wysłał, byś zbiła mnie z pantałyku swymi radami.

Jak możesz tak mówić, po wszystkim, co dla ciebie zrobiłam?

Nic nie zrobiłaś. Tylko zdradziłaś męża. Co?

Bóg świadkiem, że gdyby Kościół pozwolił,

poszłabym za tobą na koniec świata.

Kościół?

Przysięgam, Juan.

Poszłabym za tobą na koniec świata.

Przysięgam na wszystko, co jest mi drogie.

Juan...

Mercedes...

Więc nie odmówisz zrobienia z nim tego, co on zamierzał zrobić ze mną?

Niektórzy mówią, bym zostawił wszystko tak, jak jest.

Inni chcą się zemścić za śmierć mojej matki.

Jak mogę zadowolić wszystkich?

Mówisz o pragnieniach innych...

ale nie mówisz, czego chciałbyś ty.

Pomimo całego bólu i nienawiści,

nie mogę przestać o niej myśleć.

Wasze losy są już splecione.

Nic na to nie poradzisz.

Jeśli po nią nie pójdę, umrze, jak pozostali.

Ale jak mam sprowadzić tu córkę Huinci, który zabił moją matkę.

Rzeka nie martwi się o swe koryto.

A mimo to, jej wody docierają do morza.

Nie jestem rzeką.

To ja zdecydowałem, by oblegać fort.

Ja określiłem jego los.

Podobnie jak inni określają twój los.

W tym tkwi równowaga.

Nie rozumiem twych słów.

Nehuén...

To, co powinieneś był zrobić, już się stało.

Tak mi przykro...

Co się stało, to się nie odstanie.

Żale nie mają sensu.

Jedz.

Gdybym mogła cofnąć czas,

przysięgam, że osłoniłabym go swoim ciałem.

Nie ty go zabiłaś, Rocío.

Jeżeli ktoś jest winny, to ja.

Bo na czas nie wskoczyłam na tego konia.

Cały dzień mnie mdliło.

Gdybym tylko miała odwagę się zabić,

i wreszcie skończyć z tym wszystkim.

Po co żyć bez Nehuéna?

A mi, co pozostaje?

Co powinnam zrobić?

Iść i zabić tych Mapuche, którzy zabili mego syna?

Uwierz, chęci mi nie brakuje.

Ale wiesz co?

Żadna śmierć nie zwróci mi syna.

Żadna.

Możemy tylko się modlić, by innych nie spotkał ten sam los.

Potrzebujemy ciebie.

Tylko ty możesz przemówić ojcu do rozsądku.

Powinien dogadać się w sprawie opuszczenia fortu.

Przysięgłam, że się do niego nie odezwę.

Nie obchodzi mnie twa przysięga. Złam ją.

Znajdź sposób, by z nim porozmawiać. Jeśli tego nie zrobisz,

Alonso Carvallo będzie rósł w siłę.

I w rezultacie będzie rządził tym, co pozostanie z tej osady.

Kobieto, gdzie chodzisz o tej godzinie?

Pomagałam w kościele.

Sytuacja jest krytyczna, Alonso.

Stopniowo wszystko się ułoży.

Odbudujemy osadę.

Lubię, gdy tak mówisz.

W końcu zajmiesz należne ci miejsce.

- Chcesz jeszcze wina? - Nie.

Już za wiele wypiłem.

Gdybym wiedział, że tak cię to rozpala, robiłbym to o wiele wcześniej.

Na pewno nie chcesz się ze mną napić, komendancie?

Podoba mi się, jak nazywasz mnie "komendantem".

Ostrożnie...

bo wyleję.

Za ciebie...

Za żonę komendanta.

Alonso...

Alonso!

Robisz błąd, Nehuén.

Jesteś toqui!

Toqui!

Nie możesz wziąć sobie kobiety Huinca!

Inne klany będą koso na nas patrzeć.

Nie obchodzą mnie inni.

Są obcy.

Nadszedł czas, by udać się na południe i zakończyć tę wojnę.

Została tylko Valdivia.

Pojadę, gdy moja żona będzie bezpieczna.

Nie będę narażać swych ludzi przez jakąś Huincę.

Ona już nie jest Huincą!

To moja żona.

Nosi moje dziecko w swym łonie.

Przynieś mi głowę tego Huinci, a możesz liczyć na moich ludzi.

Nie mogę tego zrobić.

- Ale ten Huinca zabił twoją matkę. - Jestem toqui tej wioski.

Ja decyduję, co robić.

Zostaniesz ze swymi ludźmi i pomożesz mi odzyskać żonę!

Mówiłem, byś przyniósł mi głowę tego Huinci.

Albo zrównam z ziemią tę wioskę, razem z twoją żoną!

Z powodu tej przysięgi zaszedłeś zbyt daleko.

Pójdziesz i przyniesiesz głowę tego Huinci.

Wtedy to odzyskasz.

Mówiła pani, że umie wiosłować.

Gdybym powiedziała, że nie, nie zabrał by mnie pan.

I jak zamierzała pani sobie poradzić?

Coś bym wymyśliła.

Utonęłaby pani na środku jeziora.

Niech się pani przesunie.

Proszę się przesunąć!

Skąd taka troska, kapitanie?

Pana tylko interesuje ratowanie własnej skóry.

Skoro nie umie pani wiosłować, to tym bardziej łowić, prawda?

Zawsze ma pan coś do powiedzenia!

A pani zawsze ma o co prosić!

Señorita...

Dokąd to?

Zostawcie mnie w spokoju!

Miłość może stać się niemożliwą,

a głód - obnażyć prawdę.

Ale wszechświata nie porusza ani miłość, ani głód.

Jedyną rzeczą, która tak naprawdę go porusza -

jest nadzieja.

Tłumaczenie: nkate

na podstawie napisów Íris i Ludmiłki:) z mundolatino.ru

Wspomóż nas i zostań członkiem VIP, by pozbyć się reklam z www.OpenSubtitles.org

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.