Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Widziałam pańskie obrazy.
Widziałam o wiele gorsze na wystawach.
A to są fotografie twoich prac.
Po co właściwie robisz te zdjęcia?
Z pewnością masz lepsze rzeczy do roboty.
Wiesz co? Właściwie nie mam!
Zobaczmy.
Kiedy skończę, książkę.
Twój wydawca ma prawo popędzać.
A kochanek ma prawo do pocałunku.
Będziesz spała w dużym domu.
Musisz się przykładać,
opiekować Davidem, przestrzegać naszych zasad.
Przez ostatnie 4 lata mieliśmy znakomite pokojówki, które nasz syn uwielbia,
a teraz, bez konsultacji ze mną,
wynajmujesz zbuntowaną Żydówkę, by je zastąpiła.
Rak.
Jeśli wystarczy mi jedno dobre płuco...
pozbądźmy się chorego.
Gdyby nie pan, nie byłabym teraz tutaj.
Poprowadziliśmy cię krętą drogą, prawda, Regino?
W końcu oferuje rozwód.
Radzę przyjąć jej ofertę. Nie mogła wybrać lepszego czasu.
Jeśli się na to zgodzisz, pożałujesz tego.
Wszyscy pożałujemy.
Przyjmuję i doceniam twoją ofertę rozwodu.
Biorąc pod uwagę jej ostatnie postępy,
wkrótce zarekomenduję jej zwolnienie warunkowe.
Jak szybko to może się stać?
Za dwa, trzy miesiące.
Tłumaczenie: nkate
MIEJSCE ZWANE DOMEM 5 odcinek 3 "Nie wszystko, co się świeci"
Nie, nie strzelaj.
Nie strzelaj do mnie!
- Co mi dasz? - Co tylko chcesz!
Twoją czekoladę.
Tylko nie czekoladę!
Czekolada albo życie!
Minęło tylko osiem tygodni. Zwolnij.
Nonsens.
Tobie jest tam wygodnie, prawda, kochanie?
Liczę wstecz od dziesięciu!
- Nie! Uciekam! - Dziesięć!
Dziewięć!
- Co jest następne? - Osiem!
- O której przyjdziesz? - Jak tylko uda mi się wymknąć.
Przyniosę coś, by było tam przyjemniej.
- Ja też. - Naprawdę?
- Co? - Zobaczysz.
Psiakość, Sara jedzie.
Muszę iść, dziś piątek, wiesz, Szabat.
Myślałem, że ma już dość pilnowania twych żydowskich praktyk.
Ja też, ale jest coraz gorzej.
Przyjdę, jak tylko zdołam.
Pif-paf!
David, już wystarczy, dziadek się zmęczył.
Wszedłeś mi w drogę, brudny szczurze.
Świeże powietrze służy Douglasowi.
Tak, wydaje się, że odzyskał płuco. Istny cud.
Mamusiu!
- Wciąż chce zdejmować buty. - Wiem.
Może lepiej, by nie bawił się bronią.
Pewnie masz rację, wejdziesz?
Nie, Szabat jest za kwadrans 17, wtedy się zobaczymy.
- Chodź, kochanie. - Babcia przyjdzie?
Tak, czy to nie wspaniałe? Zobaczmy, co porabia Leah.
Powiedziałeś, że weźmiemy udział?
David jest wychowywany jako Żyd.
Jakby fakt, że urodził się Żydem nie był wystarczającą przeszkodą w życiu.
Kochanie, musisz się do tego przyzwyczaić.
Do niczego nie muszę się przyzwyczajać.
Wliczając ignorowania poleceń lekarza odnośnie nadmiernego wysiłku.
Ja powinnam była cię przywiązać.
Nie biegaj!
- Leah! Pif-paf! - Cześć.
Wesoło było z dziadkiem?
Tak, naprawdę fajnie.
Odłóż zabawkę.
Jaka przyjemna zmiana.
Pomyślałam, że raz przygotuję to wcześniej.
To nie ma nic wspólnego z pogawędką z Larrym?
Nie musisz kłamać o spotkaniach z nim.
Dlaczego go nie lubisz?
Nieważne lubię, czy nie, po prostu nie angażuj się za bardzo.
Świat jest bardzo duży.
- Masz na myśli Izrael? - Nie tylko.
Nie ograniczaj swych horyzontów, to wszystko.
Świetnie, brakuje tylko kielicha.
Proszę pana. Jedną chwilę.
Idealnie.
Jak pięknie.
Wybrałem ci parę strojów, mam nadzieję, że się spodobają.
Na początek, zanim sama sobie nie sprawisz.
Dziękuję, Dickie. Jesteś taki troskliwy.
Pied-à-terre, które organizuję, będzie gotowe za kilka dni.
Nie spodziewałem się, że tak szybko cię wypuszczą.
Dziwne uczucie.
Zarezerwowałem też sesję w salonie kosmetycznym na dole.
To, że byłaś w domu wariatów nie oznacza, że musisz tak wyglądać.
Kiedy mam być u tych balsamistów?
Za 10 minut.
Pójdę z tobą.
Nie, idź, Dickie. Muszę chwilę odetchnąć.
Ale nie zapomnij, że jesteśmy w tym razem.
Oczywiście.
Dziękuję.
Moja żona... przyszła żona zmieniła wiarę.
Wychowuje naszego syna jako Żyda.
Po prostu czuję, że byłoby lepiej, gdybyśmy we troje byli tej samej wiary.
- Co ona o tym myśli? - Jeszcze nie wie.
Muszę to przemyśleć, zanim to omówimy.
To rozsądne.
Ostatnio rozmawiałem o tym z rabbim w Canberze,
ale odniosłem wrażenie, że rzuca mi pod nogi same kłody.
Przyznaję, że byłem zaskoczony.
Chcemy mieć pewność, że jedyną motywacją
nie jest tylko zadowolenie kogoś innego.
To musi być wewnętrzne pragnienie.
Oczywiście.
Po prostu pana sprawdzał.
Tak, jak sprawdzaliby członkowie tego klubu,
gdyby zamiast zaproszenia rabina na drinka, sam stałby się pan Żydem.
W takim przypadku, wywołałbym niezłe zamieszanie odchodząc,
lub przeszedłbym do historii zostając.
Proszę to dobrze przemyśleć.
Można przyłączyć się do narodu żydowskiego, jednak...
Przepraszam pana.
Jedną chwilę, rabbi.
Przepraszam, ta osoba jest jeszcze w klubie?
To była wiadomość telefoniczna, proszę pana.
Proszę wybaczyć.
Nic się nie stało, muszę przygotować się do Szabatu.
Może pan do nas dołączyć.
- Może innym razem. - Dobrze.
Panie Bligh.
Nie usiądzie pan?
Nie, dziękuję.
Muszę powiedzieć, że jestem zaskoczony, że wie pan o jej zwolnieniu.
To chyba nic dziwnego, skoro wie o tym dziennikarz Sydney Morning Herald.
Zapewniam, że nie ode mnie.
Zbyt wcześnie, by ją wypisywać.
I to bez konsultacji ze mną, jej mężem.
Z całym szacunkiem,
powinienem był konsultować się z panem jedynie odnośnie oferty rozwodu.
Nie ma pan prawa do niczego więcej.
Przepraszam...
Nie obwiniam pana, panie Bligh, tylko stwierdzam fakty.
W każdym razie, zgoda Reginy na rozwód
była istotnym i koniecznym krokiem w jej wyzdrowieniu.
Jej umiejętność oszukiwania sprowadziła na nas wiele cierpień.
Niełatwo zapomnieć groźby zmiażdżenia mózgu noworodka.
Rozsądek podpowiada, by raczej przesadzać w ostrożności.
Regina będzie musiała odbudować swe życie we wrogim jej świecie.
Szczerze mówiąc, ma więcej podstaw, by obawiać się was, niż na odwrót.
Proszę się postawić na jej miejscu.
Lepiej niech pan postawi się na moim.
To był mój syn.
Podpisałem zwolnienie w oparciu o przekonanie, że jest na to gotowa.
Sąd się zgodził.
Jeśli Regina w jakikolwiek sposób zaszkodzi mojej rodzinie,
pan będzie za to odpowiadał.
Kolacja o 19.
Douglas przyjął zaproszenie na religijny posiłek Sary.
On zwie się Szabatem.
Nie zniknie, jeśli nie będziesz go wymawiać.
Wcześniej można było tłumaczyć się moim stanem,
teraz to wydawało się nieuprzejme.
Sarah odmawiała na każde me zaproszenie na mszę.
To jej prawo, i go szanuję.
Jest matką Davida, kochanie. Jest Żydówką, więc David też.
Zgodnie z ich zasadami, nie naszymi.
Te zaproszenia na Szabat wydają mi się indoktrynacją.
Przestań, mamo.
Czyż nie tak samo, jak w kościele co niedzielę?
- Przesadzasz, Caro. - To prawda.
David jest Blighem, a to jest Ash Park.
Nie jestem antysemitką, jestem za Blighami.
Mamy nasze tradycje.
Powinniśmy wychowywać Davida po chrześcijańsku.
Gdy będzie dorosły, może wybrać swoją religię.
- Dlaczego nie może obu? - Bo...
Uratowana przez dzwonek.
Ponieważ dla jego matki to niezwykle ważne,
by został wychowany na Żyda, a George się zgodził.
Z pewnością nie.
Dobra, dobra.
Czy naprawdę będzie ranek?
Czy istnieje "dzień" - po prostu?
Czy dostrzegłabym go z góry,
Gdybym była góry wzrostu?
Czy ma stopy z lilii wodnych?
Czy go pióra okrywają?
Może sprowadzają ranek Z nie znanych mi, sławnych krajów?
Elizabeth, jesteś wcześnie. Wejdź.
- Douglas nie przyjdzie? - Oboje nie przyjdziemy na kolację.
- Masz chyba wyłączony telefon. - To prawda.
Obawiam się, że mam złe wieści.
Od George'a.
Reginę zwolniono.
- Kiedy? - Tego ranka.
Gdzie ona jest?
George stara się dowiedzieć.
Według lekarza jej oferta rozwodu
była kluczowa w jej cudownym uzdrowieniu.
Nie ostrzegałam was?
Trzeba było ją zignorować.
Było jasne jak słońce, że to tylko sztuczka, by uznano ją za zdrową.
- Trzeba było podjąć decyzję. - Złą decyzję.
Nie wróci tutaj, byłaby szalona.
Sarah, ona jest szalona.
Myślę, że powinniśmy zachowywać się, jak zwykle.
Jak uważasz.
Tak myślę.
Bardzo dobrze.
Dobranoc.
Dobranoc.
Ogromny potwór jest tutaj!
Dobra, wstawaj!
To tylko ja. Mam nadzieję, że jesteś ubrana.
Wolałabym, byś zapukał. I bym miała wszystkie klucze.
Tylko sprawdzam me aktywa.
Drinka?
Poproszę dzbanek herbaty.
Pokój 16.
Gdy odchodziłem, wydawałaś się w złym nastroju.
Pomyślałem, że sprawdzę, co u ciebie.
- Nie zrobię niczego głupiego. - Dobrze.
Widzę poprawę.
Myślałem, że znowu będziesz brunetką.
Chcę odnaleźć nowe ja.
Tylko nie za nowe. Z dawną tobą tworzyliśmy niezły zespół.
Nie musisz skakać wokół mnie. Muszę sama sobie radzić.
Nie możesz i nie będziesz.
Nie gryź ręki, która cię karmi.
Jesteś moją czteroletnią inwestycją.
Twoi akcjonariusze o tym wiedzą?
Tu mnie masz!
Powinni już dostać czerwonej gorączki,
jeśli mój człowiek wykonał swoją robotę.
Starucha Bligh może oszczędzić nam wysiłku,
i umrzeć z szoku na wieść o twoim uwolnieniu.
Dobrze, po prostu się odpręż. Masz mnóstwo czasu.
Zapomnij o herbacie.
Zamów koktajle, a rankiem wszystko wyda się lepszym.
Do zobaczenia jutro, o tej samej porze.
Bądź tutaj.
Przestań wzdychać.
Nie podoba ci się.
Jest inspirująca.
Co?
Masz coś do przekazania, i potrafisz to zrobić.
Mój Boże.
Nie mówisz tego tylko dlatego, że jesteś...
Rozmiękczyłaś mi serce, ale nie głowę.
To najlepsza rzecz, jaką mogłeś mi powiedzieć.
Byłam nią tak całkowicie zaabsorbowana,
że od razu napisałam 20 stron.
Ale nie byłam pewna, czy są dobre.
Coś musi być w wodzie w Ash Park.
Dokąd, nawiasem mówiąc, przez ostatnie miesiące,
ani razu mnie nie zaprosiłaś.
- Zauważ ból w moim głosie. - Zanudziłbyś się na śmierć.
Ukryła go w cieniu, razem ze wszystkimi sekretnymi miłościami.
Mówisz jak postać z "Peyton Place".
"Peyton Place" nie jest takie złe.
A twoje erotyczne sceny są dużo bardziej skandaliczne.
Wyprowadź mnie z cienia. Tak, dla zabawy.
Plemienne rytuały Ash Park.
Będę jak Margaret Mead wśród Samoańczyków.
Możemy cię zjeść.
Dalej, uczyń ze mnie uczciwego mężczyznę.
Prędzej czy później będę musiał ich poznać.
Przepraszam. Można na słówko?
- To co zwykle? - Tak.
George, po co zaprosiłeś tu członka plemienia Abrahama?
- Co z tego? - Wzburzyłeś nastroje.
Na litość boską, to były pilot RAAF-u.
Muszę porozmawiać z tobą o czymś poufnym.
- O Reginie. - Co z nią?
Ty...
Nie słyszałeś? Musiałeś wiedzieć.
Dziennikarz Heralda wie o tym, dzwonił tu do mnie.
Wie o czym?
Wypuszczono ją, bez konsultacji ze mną.
Nikt mi nie powiedział, a skoro nie wiem, to się nie wydarzyło.
- Możesz wyciszyć tę historię? - Dam z siebie wszystko.
Przynajmniej zatrzymaj druk.
- To leży w naszym interesie. - Dziękuję.
Odchodzisz już?
Muszę wracać do Ash Park, z oczywistych powodów.
Ona tam nie wróci.
- Muszę być z Sarah i Davidem. - Rozumiem.
Nie zasługują na powtórkę tego, przez co przeszli.
Nikt nie zasłużył.
Pomodlimy się wspólnie?
Posłuchaj mnie.
Wstawiłam się za tobą u Izaaka, prawda?
Byłam wyrozumiała odnośnie Larry'ego.
Poprosiłam cię o udział w tej jednej rzeczy, i robisz to z łaski.
Chodzi o żydowską rodzinę,
o nas,
będę to powtarzać, dopóki nie zrozumiesz.
Nieważne, jak bardzo chcesz zapomnieć, że jesteś Żydówką,
nasi wrogowie nigdy nie zapomną.
To...
To daje nam siłę, byśmy wiedzieli, kim jesteśmy.
Przepraszam.
Właśnie otrzymałam niepokojące wieści.
Zacznijmy jeszcze raz.
- Zamarzam. - Co tak długo?
Sarah dostała bzika.
- Dlaczego? - Zupełnie jej odbiło.
Chciała, bym została i wymyślała przeróżne wymówki.
Przeżyła dwie wojny, nic jej nie przerazi.
- Co przyniosłaś? - Ty pierwszy.
Nie, damy mają pierwszeństwo. No już.
Pokaż, co przyniosłaś, a pokażę, co ja przyniosłem.
Nie mamy tu nic miłego na ścianach.
Pamiętasz?
Tak.
Było tak romantycznie. Możemy to powiesić tam.
- Co przyniosłeś? - Coś naprawdę wyjątkowego.
Coś, co niełatwo zdobyć, ale mam jeden.
Co? Pokaż.
Dobrze, zamknij oczy.
Zamknij oczy, wyciągnij rękę.
Nie otwieraj!
Zgadnij, co to jest. Nigdy nie zgadniesz.
Co to?
Kondom.
Po co to przyniosłeś?
To wcale nie jest miłe!
- Ależ jest. - Wpadnę w kłopoty.
Nie, głuptasie, to zapobiegnie kłopotom.
Wciąż ci powtarzam, że dopiero po ślubie.
Przecież się kochamy. Na wypadek, gdybyśmy chcieli...
- Ty chcesz, masz na myśli. - Nie, nigdy tak nie myślałem.
Naprawdę wiesz, jak wszystko zepsuć.
Nie odchodź.
Ostatnim razem obiecałeś, że dalej się nie posuniemy.
Nie chciałam nawet tego, co było.
Pani Goddard prosiła o rozmowę, jak tylko pan wróci.
Nie musiałaś czekać.
Dlaczego zgodziłeś się na rozwód, skoro mogłeś poczekać?
- Teraz ją wypuścili. - Klamka zapadła, mamo.
Tak, zapadła.
Zrobiłem to, co wtedy uważałem za najlepsze. Ja...
Nadal tak uważam.
Na miejscu Sarah, zabrałabym Davida jak najdalej stąd.
- Tak się nie stanie. - Nie znasz matek.
Znam Sarę i...
Jest silna.
Nawet silne kobiety mają swe punkty krytyczne.
Uspokój się, mamo.
Sianie zamętu tylko utrudni nam prowadzenie normalnego życia.
Z pewnością pomoc w rekonwalescencji Douglasa
jest dla ciebie wystarczającym wyzwaniem.
- Kto tam? - Tajemniczy nieznajomy.
Może z Davidem będziecie spać w głównym domu?
- Nie, tu na pewno nie przyjedzie. - Całe szczęście.
Nie powinnam się nią martwić, ale...
Popatrz na mnie - rygluję drzwi i wzdragam się w cieniu.
To dla nas wstrząs,
nie skonsultowano się z nami, to niewybaczalne.
Martwię się o Davida.
Może zostanę na noc?
Do diabła ze skandalem?
Wszystko ma swój pierwszy raz.
Do diabła ze skandalem.
Nie mogę się doczekać chwili,
gdy będę budził się przy tobie każdego ranka.
Nieważne, że ją wypuścili,
przed końcem roku będę miał rozwód.
A potem...
pobierzemy się.
Powinniśmy uciec.
Cokolwiek chcesz.
To muzyka dla moich uszu.
George!
Czyżby cień dezaprobaty od mojej wyzwolonej siostry?
Nie, jestem za miłością.
Ale zawsze byłeś taki ostrożny, nie zostawałeś na noc.
Nie chcę zostawiać ich samych.
Regina pojedzie do Paryża, Londynu, albo gdzieś indziej.
Nie martwiłabym się.
Co robisz tak wcześnie?
Nie spałam. Pokłóciliśmy się z Jackiem.
O audycję radiową, uwierzysz?
Mam nadzieję, że to nie zdarza się zbyt często,
by nie weszło w nawyk.
Muszę sprawdzić ogrodzenie, a potem klinika.
Czuję się winny.
Przynajmniej się nie nudzę, to najważniejsze.
Pani Duncan, telefon. Panna Anna, pilne.
Tak wcześnie. Albo dobra wiadomość, albo zła.
Wczesny początek dnia, madam?
To najlepsza część dnia.
Doprawdy?
- Życzy sobie pani coś jeszcze? - Nie, dziękuję.
Wybrała kiepski czas.
Regina na wolności, Douglas powraca do zdrowia.
Anna nie wie o Reginie, nie można jej winić.
Mówiła o paru przyjaciołach.
Była tak podekscytowana, że nie mogłam odmówić.
Myślisz, że to w związku z książką?
Nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Czyżby? A może ten koleś Ed się oświadczył.
Powiedziałaby mi. Jest jej wydawcą.
Co więcej, jest prawie w moim wieku.
Mam nadzieję, że ona wie, co robi.
Kto wie, co robi?
Anna ma tu dziś małe przyjęcie.
Przyjęcie?
Chce nam przekazać specjalne wieści.
Jakie znów ważne wiadomości?
Uspokój się, mamo.
Ta dziewczyna robi się coraz bardziej niefrasobliwa.
Akurat teraz sama zdecydowała, by urządzić tu imprezę? Dziś?
O mnie się nie martw, kochanie. Chętnie trochę potańczę.
Powiedziałaś jej, że to nie wchodzi w grę?
Porozmawiałam z George'em. Nie widzieliśmy powodu, by odmówić.
Zachowujemy się, jak zwykle.
Potrzebujemy trochę ożywienia.
Właśnie tego potrzebujemy.
Wybaczcie nam.
Chodź, zrzędo.
Pora zająć się twoimi pacjentami.
- Pa. - Pa.
Prawdopodobnie nie zaaprobuje pan tego, ale wielu w naszej społeczności
polega na miksturze pokrzepiającej Doris Collins.
Pan Goddard twierdzi, że bez niej nadal leżałby w szpitalu.
Zdaje się, że mnie pani nie docenia.
Myślę, że to może być 99% bimbru.
Panie Fox!
Dr Duncan jest gotów zaręczyć...
- Ma pan chwilę, dr Fox? - Oczywiście.
Coś takiego...
Pomyślałem, że chociaż nie należysz do rodziny, powinieneś o tym wiedzieć.
Regina została zwolniona.
Jest wolna jak ptak i nikt nie wie, gdzie jest.
Prosiłbym, byś zachował to przy sobie.
Staramy się żyć, jak zwykle.
Zamordowała tę młodą kobietę, zaatakowała Sarah i Davida,
szantażowała mnie, prawie rujnując mą karierę.
I co? Wyszła po czterech latach?
Sąd zwolnił ją zgodnie z wyrokiem.
Psychiatra orzekł, że jest przy zdrowych zmysłach.
Ten człowiek jest głupcem.
Myślałem, że akceptujesz psychiatrów.
Halo?
Zaraz będę.
Dzięki za wiadomość.
Przynajmniej tyle mogłem zrobić.
Możesz obrócić szyją?
To naprawdę nic takiego.
Wystarczy maść Salve Batesa, czy coś w tym stylu.
Zostawię cię w kompetentnych rękach siostry Nordmann.
Dziękuję, doktorze.
- Nie byłem pewien, czy dziś przyjdziesz. - Oczywiście, że tak.
Kto ci to zrobił, Sheila?
Nikt, siostro.
Upadłam.
Przez głupstwo, naprawdę.
Po operacji jestem nieco koślawa.
Zapiszę cię na wizytę kontrolną.
- W poniedziałek na 10. - Do widzenia.
Carolyn, może podrzucisz Sheilę do domu.
Nie, mogę się przejść.
- To daleko. - Żaden problem.
- Tylko wezmę moje rzeczy. - Dziękuję.
Po trochu robi się tu rejon czarnych.
Jeden tam mieszka.
Jest dobrym pracownikiem, nie zaprzeczam.
Raz widziałam, jak maluje.
Nie domy, prawdziwe obrazy.
Naprawdę?
- Proszę się tu zatrzymać. - Mogę cię dowieźć.
Nie, tu będzie dobrze, pani Duncan.
Dam radę.
Proszę, pozostań w kontakcie z kliniką.
Gdybyś potrzebowała pomocy lub miała jakieś pytania.
Nic mi nie będzie. Dziękuję za podwiezienie.
Panie Gibbs?
Frank?
Tu Carolyn Duncan.
Frank!
Szkoda, że nie znam tytułów. Postawiłabym małe karteczki.
Zrobienie tych zdjęć było wystarczająco złe.
Teraz zabrałaś obrazy bez jego pozwolenia
i chcesz je wystawić, również bez jego zgody.
Wyjechał gdzieś do pracy, zostawiłam mu notatkę.
Zdjęcia zrobiłam parę miesięcy temu.
Już się tu zadomowił. Każdy artysta pragnie uznania.
Zabrałaś cudzą własność bez pozwolenia.
Nie ukradłam ich.
Myślisz, że nie widzę, co się dzieje?
Nic się nie dzieje.
Pomagasz w prowadzeniu majątku, w klinice,
prowadzisz dokumentację Jacka,
a teraz nieproszona robisz z siebie agenta pana Gibbsa?
Wygląda mi na to, że po prostu szukasz kolejnych podniet.
Być może.
Wciąż tak samo kocham Jacka.
Po prostu czuję, że moje horyzonty się kurczą,
podczas gdy on staje się coraz bardziej konserwatywny.
Na przykład dziś,
wolałby zjeść kolację w naszej sypialni,
niż spotkać ludzi, którzy mogą mu otworzyć oczy na nowe pomysły.
Carolyn, jak możesz być tak tępa?
Wiesz, dlaczego takie przyjęcia i nowi ludzie są dla niego trudni.
To żadne usprawiedliwienie. Jego picie jest pod kontrolą.
Pod kontrolą, tak, ale nigdy nie jest mu łatwo.
Lepiej popchnąć Jacka, niż nim potrząsać.
Panie Goddard!
Mamy piękny dzień, pomimo takiego chłodnego poranka.
Pani Collins, miłego dnia!
Przygotowałam świeżą porcję mojego specyfiku.
Wiem, jak bardzo go pan lubi.
W rzeczy samej.
Pani mikstura znowu postawiła mnie na nogi.
Powiedziałam to dr Duncanowi.
Nawet wziął ode mnie butelkę.
Tak jak się spodziewałam, istny powiew aktywności.
Nie zainicjowany przeze mnie. Jestem leniwy jak kot.
Panna Anna...
dopiero co wyfrunęła z gniazda, a teraz wróciła.
Tak, plotki szybko się rozchodzą.
Jak rozumiem, organizuje przyjęcie dla literackich przyjaciół z Sydney.
Ponieważ sama piszę, uważam to za bardzo ekscytujące.
Naprawdę? Nie miałem pojęcia.
Tak, dla biuletynu CWA.
Refleksje nad współczesnym życiem z punktu widzenia miejscowej kobiety.
Pomyśleć, że jeśli zostanę zaproszona,
mogę siedzieć obok takich osobistości, jak Patrick White.
O ile wiem, zdecydowano się na nie w ostatniej chwili.
Tak.
Mogę tylko mieć nadzieję, że gdy tu rozmawiamy,
wiatr przygna zaproszenie do mojej skromnej siedziby.
Nie chciałby pan drugiej butelki?
Zobacz, co potrafi zdziałać trochę słońca.
Doris próbuje złowić zaproszenie na przyjęcie Anny.
Boże, powinnam?
By mądrale z miasta śmiali się z niej? Nie, jest zbyt dobrą duszą.
Mamo, nie jesteśmy tacy okrutni.
My, Carolyn? Mam nadzieję, że nie mówisz o nas.
Nie, nie śmiałabym.
Cóż, nie jesteśmy też wiejskimi prostakami.
- Raczej miejskimi prostakami. - Mieszkamy na przedmieściach.
Podmiejskimi prostakami.
Przestań, Douglas. Nie jesteśmy żadnymi prostakami.
Proszę pani, ktoś jest przy drzwiach wejściowych.
Czarny gość.
Cudownie, Lynette. Zaproś go do środka.
Nie chce, proszę pani.
Frank!
Jak miło cię widzieć. Widziałeś mój liścik?
Tak. Przyszedłem odzyskać moje obrazy.
- Ale dziś jest przyjęcie. - Tak, wiem.
Ale chcę je odzyskać.
Ludzie, którzy przyjadą, pokochają twoje prace,
będą chcieli je kupić.
Wtedy inni ludzie je zobaczą.
- Tak to działa. - Wiem, jak to działa.
Michał Anioł i rzymski papież.
Po prostu chcę je odzyskać.
Frank, jesteś bardzo utalentowanym artystą.
Ludzie powinni zobaczyć twoje prace.
Miło, że pani to mówi,
ale przybyłem tu, by zachować je dla siebie.
Nie potrzebuję tego wszystkiego.
Oczywiście, przepraszam.
- Wejdź do środka. - Jeśli można, poczekam tutaj.
Na zewnątrz jest chłodno.
Nie szkodzi, dziękuję.
Dobrze.
- Wszystko gotowe? - Tak.
Moja cudowna mama przejęła zorganizowanie wszystkiego.
Więc chodźmy.
Plotka głosi, że wypuszczono twoją szaloną ciotkę.
Gdzie to słyszałeś?
Od kolegi dziennikarza. Dzisiaj ją zwolniono.
Czekaj, musimy odwołać przyjęcie.
Ktoś ci już powiedział, że trudno za tobą nadążyć?
Ostatnie, czego potrzebuje moja rodzina
to najazd tłumu węszącego skandalu, jak jakieś upiory czy psy gończe.
A tak będzie, jakby się nie zarzekali.
Cholera! Potrzebuję twojego telefonu.
I tak możemy tam pojechać, tylko ty i ja.
Na rodzinną kolację.
Tego właśnie chciałeś, prawda?
Wszystkie, całe i bezpieczne.
Kilka wstawiłam w ramki.
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
Proszę pani...
Frank, wybacz, że je zabrałam.
Przepraszam za wszystko.
Czasami nie myślę.
Bez obaw, nic się nie stało.
- Mam jedną prośbę. - Tak?
Myślałem o tym, co pani powiedziała o obrazie wuja Alberta.
Dach jest dość nędzny, więc u pani będzie bezpieczniejszy.
- Moje nazwisko jest na nim. - Oczywiście.
Przechowamy go w skrytce. Napiszę pokwitowanie.
Nie, wystarczy pani słowo.
Dziękuję pani.
Kochana, jak ci się podoba?
Jest wspaniały!
Wreszcie! Dostałam prawo jazdy.
Mijałam jadącego stąd murzyna.
- Aborygena, Prudence. - Cudowny, prawda?
Ma nawet własny samochód, starego gruchota.
Niezbyt dobry z niego kierowca.
Witajcie!
Andrew kupił go dla mnie.
- Jestem świetnym kierowcą. - Sama tu przyjechałaś?
- Tak. - Czy to roztropne?
Piękny.
Widzisz? Douglas potwierdza.
- Nie bądź taka skostniała. - Taka się urodziłam.
Przykro mi to mówić, ale Anna właśnie zadzwoniła.
Odwołała przyjecie, dzięki Bogu.
Jaka szkoda.
Spodziewałam się posiedzieć z kimś przystojnym, o duszy artysty.
- Mais c'est moi! - I odrobinę młodszym.
Mówię ci, w Sydney nic się nie dzieje.
Śmiertelne nudy.
Zamiast tego będzie urocza, spokojna rodzinna kolacja.
Anna przywiezie swojego wydawcę.
Przypadkiem nie Edwarda Jarvisa?
Zgadza się.
Wiesz, że jest nią oczarowany?
O, tak. I to bardzo.
Reggie? To ja.
Jesteś tam?
Pierwsze kroki należy stawiać samodzielnie.
Gdy się urządzę, skontaktuję się z tobą,
by ci powiedzieć, gdzie jestem.
Regina.
Tępa dziwka!
Po pierwsze, mamo i babciu, dziękuję za wspaniałą kolację.
Ed?
Chcieliśmy z Anną coś ogłosić.
Jeśli zastanawialiście się, co tu robiłam przez ostatnie miesiące...
pisałam najdłuższą na świecie listę zakupów,
czy tylko marnowałam mój czas...
Teraz oficjalnie mogę ogłosić, że powróciła do mnie wena twórcza,
i z radością mogę was zawiadomić,
że Ed opublikuje moją nową powieść przed Bożym Narodzeniem.
Anno, to cudowne.
Podnieśmy kieliszki i wznieśmy toast za Annę i "Nie wszystko, co się świeci".
Za Annę i "Nie wszystko, co się świeci"!
- Gratuluję. - Dziękuję.
Intrygujący tytuł. Co nie jest tym złotem?
Nowoczesne małżeństwo.
Lśni na powierzchni, ale pod spodem...
cynizm i pustka.
- Przynajmniej dla kobiet. - Tak.
Wam z ojcem wszystko się udało.
- Naprawdę? - Tak.
Podziwiam was.
Jesteśmy w tej powieści?
Nie! Nie martw się.
Niezupełnie. Nie bezpośrednio.
Ktoś inny?
Nie. Oczywiście, że nie.
George.
Nabujałam Elizabeth o Reginie.
Ma dość na głowie.
Wieść niesie się jak pożar,
ale to dobra wiadomość, nie martw się.
Konsensus jest taki, że pojedzie do Hong Kongu, Kenii,
czy innego miejsca, gdzie kłamliwe zachowanie jest oznaką honoru.
Nie obchodzi mnie, dokąd pojedzie, jeśli da mi rozwód.
- Oczywiście, że da. - I pozostanie daleko stąd.
Nigdy tu nie przyjedzie.
Do głowy by mi to nie przyszło.
Sarah.
Ja...
Wczoraj zachowałam się obcesowo, gdy zaprosiłaś nas na swą ceremonię,
chciałam przeprosić.
Musimy być silni jako rodzina.
Więc jeśli nie masz nic przeciwko,
Douglas i ja przyjęlibyśmy zaproszenie na następny Szabat.
Wspaniale. W następny piątkowy wieczór.
Dobranoc.
- Jestem z ciebie cholernie dumny. - Dziękuję.
Zrobiłaś to, co trzeba, odwołując imprezę.
Rozumie się.
O czym jest ta nowa książka?
O miłości i romansie we współczesnym świecie.
Rany, oczekujesz, że to przeczytam?
- Jestem pewna, że nie, kochanie. - Tylko żartowałem.
Dobrze, bo myślę, że może cię zainteresować.
Cześć.
Dzięki, Leah. Możesz iść spać.
- Dobranoc. - Dobranoc.
Nie zapomnij swojej książki.
Dzięki jeszcze raz.
Myślałem, że chcesz zostać.
Tak, by omówić współczesne małżeństwa i romanse.
To był długi dzień.
Co?
Stary Jack pragnie spać?
Nie, ja...
To dobrze.
Musimy to rozwiązać, ty i ja.
Nie chcę niczego zmieniać.
Im bardziej coś się zmienia, tym bardziej pozostaje takim samym.
Cokolwiek to oznacza, z pewnością masz rację.
Nie chcę mieć racji.
Chcę, byśmy znowu byli szczęśliwi.
Wiem.
Ja też.
Spróbuję.
Przyda mi się pomoc.
Elizabeth, dziękuję za cudowny wieczór.
Było cudownie!
Wprost doskonale.
Co?
- Chciałem ukraść cię na chwilę. - Będziesz miał całą noc.
Muszę uratować ojca od Prudence.
Cieszę się, że kolacja zastąpiła przyjęcie. To było przyjemniejsze.
Masz wspaniałą rodzinę.
Zastanawiam się, skąd twój cynizm odnośnie miłości i małżeństwa.
Znakomicie zachowujemy pozory.
Są ukryte nurty, których nigdy nie zobaczysz.
Na przykład to, że zniszczyłam moje małżeństwo.
Nie patrz tak, to stara historia.
Chodź i dołącz do nas.
- Dziękuję. - Wszyscy poszli spać.
Wiem.
Wystarczy, że się odwrócę, a Larry już tu jest.
Więc David nie był sam wieczorem?
Nie o to chodzi.
Nie mogę jej ufać.
Co cię tak denerwuje?
Że ma chłopaka, którego oboje nie lubimy?
Czy Regina?
Chcę tylko, by ta kobieta zniknęła z naszego życia na zawsze.
Tak będzie, po rozwodzie.
Wiesz, Anna uważa, że u nas wszystko gra.
Jakaż spostrzegawcza dziewczyna.
Nie masz nic przeciwko?
By po prostu tak leżeć?
To miłe.
Nie jesteś na mnie zła, prawda?
Nie.
Nigdy więcej nie spróbuję czegoś takiego.
Nie zrobię niczego, czego nie chcesz.
Naprawdę.
Ironia w tym, że część mnie chce,
dlatego się boję, gdy próbujesz.
Więc nie będę.
- Co to? - Nie wiem.
Kim jesteście? Co tu robicie?!
Szybko!
Tłumaczenie: nkate
Wiersz 101 Emily Dickinson w przekładzie Ludmiły Marjańskiej
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.