Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zareklamuj swój produkt lub firmę. Skontaktuj się z www.OpenSubtitles.org
Nic nie da się porównać z tym, gdy pierwszy raz ich zobaczyliśmy.
Przybyli z północy, butnym krokiem,
jakby ta ziemia należała do nich.
Utopili we krwi każdą wioskę na północ od rzeki Bio-Bio.
Wzbudzili taki strach, jakiego wcześniej nie znaliśmy.
Twierdzą, że przybyli z największego imperium na świecie,
ale bronimy się od 50 lat, i wciąż nie mogą nas pokonać.
Tłumaczenie: nkate
OBLĘŻENI odcinek pierwszy
Rok 1598 Południowe Chile
Wóz tędy nie przejedzie! Trzeba znaleźć inne miejsce na przeprawę!
Estevez! Tutaj, szybciej!
Żołnierze, za mną! Naprzód!
Rodrigo!
Błagam, nie... Puśćcie mnie!
Nie!
- Spokojnie. - Puść mnie!
Spokojnie, jestem po twojej stronie. Popatrz na mnie!
Uspokój się! Nie ruszaj się!
- Gdzie Diego? - Uspokój się.
- Gdzie jest? - Spokojnie, dzieciakowi nic nie jest.
Kim jesteś?!
Sierżant Gonzalez z fortu Villa Rica.
Było ich trzech. Ale już nie żyją.
No, Garmendia?
Gadaj, do cholery!
Przysięgam, to nie tak, komendancie. Przysięgam.
Nie kłamiesz, Garmendia?
Nie...
Więc twierdzisz, że moi ludzie kłamią.
Jeśli mam w tym życiu jakiś talent, to wyczucie smrodu kłamstwa.
Ale teraz on nie zadziałał. Nie rozumiem.
Więc potrzebuję twojej pomocy.
Zamierzałeś wszcząć bunt, razem z Indianami?
Na moje dzieci w Hiszpanii i Koronie, przysięgam, że nie!
Dobrze.
Dobra, Garmendia.
Ponieważ nie mogę wyniuchać, muszę ci uwierzyć.
Witamy na tym świecie, Garmendia.
Właśnie urodziłeś się na nowo.
Nie wiem, kto podsunął komendantowi tę bzdurę,
że za pana plecami układałem się z Cañupánem.
Proszę nas skonfrontować, bym mógł oczyścić swe imię.
To ciekawe, Garmendia.
Nikt tutaj nie wspominał Cañupána.
Chcesz się przyznać?
Powiedz, jak spiskowałeś z Cañupánem, by zostać komendantem fortu?
Nie opowiesz mi, jak zamierzałeś mnie zabić?
By zawładnąć całym złotem z kopalni Alonsa?
Podczas, gdy Indianom przypadłoby srebro?
Tego chciałeś? Nie słyszę cię!
Przypilnuj, by wszystko zeżarły.
Nasza broń i nasze kobiety!
To ich interesuje.
Te dzikusy nie wiedzą, co to moralność.
Atakują tylko od tyłu, jak zdrajcy.
To Uiliche z pobliskiej wsi. Są pokojowi.
Napastnikami byli Puelche. Ci nie mają z nimi nic wspólnego.
Indianie, sierżancie, jak również czarnuchy,
to dzikie zwierzęta, które trzeba oswoić.
Wystarczy zaszczepić strach jednemu,
by przestraszyć pozostałych.
Puśćcie go! Niech odejdzie i rozpowie.
Jedzie konwój gubernatora!
Już myśleliśmy, że nie przyjadą.
Żołnierze! Na stanowiska!
Brama!
Komendant don Juan de Salas.
Komendancie, to kapitan Rodrigo Pérez de Uriondo.
Spocznij, kapitanie.
Przekroczyć rzekę Bio-Bio i dotrzeć tu bez szwanku,
to jak zwyciężyć na polu bitwy.
Mam przesyłkę dla dona Enrique Garmendii,
drugiego po panu w tym forcie.
Nie widziałem go od rana.
Jeśli pan chce, mogę mu przekazać.
Nie.
Nie, dziękuję, komendancie.
Muszę wręczyć mu to osobiście.
Będziemy mieć problemy.
On na oczach wszystkich poderżnął gardło Uiliche.
Pomóż mi.
Witamy w Villa Rice, Wasza Ekscelencjo.
Czekaliśmy z niecierpliwością.
Sytuacja jest skomplikowana, Martin. Wszyscy...
Poczekaj... Pozwól mi popatrzeć na ciebie.
- Całe życie minęło, co Juan? - Myślę, że tak.
Powiedz, że za tobą podąża kolejny konwój.
Potem pogadamy o polityce.
Pozwól mi odetchnąć po podróży.
Gonzalez!
Zaprowadź rodzinę kapitana do ich nowego domu.
Kapitanie, przyprowadź mi konia.
Beatrice...
To wasz dom.
Don Alonso?
Czego chcesz? Nie widzisz, że jestem zajęty?
Przybył gubernator.
Kto go przywitał?
Komendant.
Garmendia był z nim?
Nie wiem. Nie widziałam go od wczoraj.
Cholera!
Żaden luksus, ale nie aż tak źle.
Chodź ze mną.
Sierżancie!
Nie bójcie się.
To Añihual, a dla nas - Juana. Będzie pomagać w domu.
Napadła na nich banda zbiegłych Puelche, dlaczego są wystraszeni.
Przykro mi, señora.
Pomóż im z bagażami.
Ostrożnie, proszę.
Ostrożnie...
To klawikord.
Kochanie, pomożesz mi sprawdzić, czy jest w porządku?
Mamo, to nasz dom?
Tak, kochanie.
Zostaniemy tu na zawsze?
Tak. Na zawsze.
Dobrze... To wszystko.
Za pozwoleniem.
Sierżancie...
Dziękuję. Za to, co zrobił pan rankiem.
Zawsze do usług, señora.
Mogę z nimi pogadać i...
zażądać odszkodowania.
Po tym, co stało się dzisiaj, wszystkie umowy tracą ważność.
Musimy ratować twoją matkę.
Dlaczego nie pozwolisz, bym zawarł nową umowę?
Garmendia obiecał przyjść rano, ale tego nie zrobił.
Musisz nauczyć się patrzeć, Nehuén.
Po co im tylu żołnierzy...
jeśli chcą pokoju?
A my, dziadku?
Chcemy pokoju?
Tych 20 żołnierzy, których mi zostawiasz, to nic.
Przyjechałem, by podnieść twoich ludzi na duchu i pobrać podatki.
Do Santiago wciąż napływają na ciebie skargi.
Otacza mnie tysiące Indian, którzy się jednoczą,
i coraz silniej spychają mnie do tego przeklętego jeziora.
Nie mogę przeciwstawić im 20 żołnierzy, nawet silnych jak byki.
To kwestia liczebności.
Wojnę wygrywa się strategią, a nie liczebnością, komendancie.
Jeśli popatrzyć na mapę, strategia ataku wyda się oczywista.
Ataku? Jakiego ataku?
Nie jesteśmy w stanie nikogo atakować.
Wręcz przeciwnie.
Uważam, że nasza pozycja jest niezwykle korzystna.
Jezioro zapewni nam ochronę.
Jezioro - to nasz wyrok, kapitanie.
Niech pan nie myli mapy z rzeczywistym terenem.
Niczego nie mylę!
Wiele razy opierałem się liczebnej przewadze,
i mimo tego - zwyciężałem.
Mamy dziesięć armat,
które mogą odeprzeć dowolne hordy wroga.
Walczył pan w Europie, kapitanie. Przeciwko Francuzom.
Tu jest zupełnie inne zaplecze, nie mówiąc o odległościach.
A Indianie - to nie Francuzi.
Tak, to już zrozumieliśmy.
Pachną o wiele lepiej.
Ta wojna trwa od lat, kapitanie.
Tak długo, że wszyscy się wymieszaliśmy, jak warzywa w bulionie.
Są Indianie, którzy pracują dla nas.
Są też Indianie - niewolnicy, więźniowie Hiszpanie,
Hiszpanie - robotnicy.
A oni mają hiszpańskich niewolników i hiszpańskie branki.
Dla pańskiej wiadomości, kapitanie.
Wydaje się, że pan im sympatyzuje.
Absolutnie błędne założenie.
Nienawidzę ich.
Ale znam ich, jak własne dzieci.
I gdy popija pan wino, bawiąc się w żołnierzyka,
oni tam czekają na pana...
przyczajeni.
Proszę wierzyć, zapłaci pan za Uilichego, którego zabił dziś rano.
Przyjdą po pana.
Dzisiaj...
jutro...
...albo pojutrze.
Mają mnóstwo czasu.
Więc niech pan przygotuje pięści,
na tę chwilę, gdy zabraknie prochu w pańskiej broni.
Diego! Nie odchodź tak daleko!
Diego!
Diego!
Diego!
Diego!
Diego!
Diego!
Dzień dobry, sierżancie. Są wieści o Garmendii?
Pewnie uciekł, Carvallo. Kto go tam wie...
Zamknij się, głupcze! A komendant?
Przypuszczam, że z gubernatorem.
A pan nie z nimi? Nie nadskakuje górze?
Bardzo zabawne, Gonzalez.
Idzie kapitan Rodrigo Uriondo. Proszę go spytać.
Bardzo mi miło, kapitanie. Witamy w Santa Maria de Villa Rica.
Alonso Carvallo y Vásquez do usług.
Słynny Carvallo?
Jak idzie wydobycie w kopalni?
Robimy, co możemy, biorąc pod uwagę,
jak mało siły roboczej wydziela nam władza.
Przypuszczam, że przywieźliście nam więcej niewolników?
Naszym zadaniem jest poszerzenie królewskiej ziemi,
a nie dostawa niewolników.
Chciałbym zobaczyć, jak sfinansujecie ekspansję Królestwa
bez zasobów ludzkich, kapitanie. Z całym szacunkiem.
Jeśli zobaczysz Garmendię - przekaż, że go szukam.
Czekałem na ciebie wczoraj.
Ojciec cały wieczór pił. Nie udało mi się uciec.
Czas pokoju ma się ku końcowi.
Świat się nie skończy, przez jednego zabitego, Nehuén.
Znowu się dogadacie,
zawrzecie nowe porozumienie i wszystko wróci do normy.
Ancanamun i Pelantarú przybywają tu z północy.
A jeśli wystąpisz przeciwko nim?
Chcesz, bym zdradził swój naród?
A ty - bym zdradziła swój?
Więc wolisz pozostać Huincą? * Huinca - Hiszpan konkwistador
Żadna ze mnie Huinca.
Urodziłam się tutaj, tak jak ty.
Proszę cię, byś odeszła ze mną.
Muszę wracać do fortu.
Juana.
Señora...
To dona Isabel. Dopiero co przyjechała.
Żona nowego kapitana.
To jest Rocío - córka komendanta don Juana de Salasa.
Isabel de Bastidas. Bardzo mi miło.
Witamy.
Widziałaś Nehuéna?
Prawdopodobnie jest gdzieś w pobliżu, jak zawsze.
Nie za dużo, ale wystarczy.
To się stało podczas napadu na nas. Nic poważnego.
Nieleczona rana może się rozpalić.
W moim bagażu chyba znajdę jakąś maść.
Mogę pomóc.
Co to jest?
W lesie na dowolne schorzenie znajdzie się środek.
Niech tak zostanie do jutra.
Dziękuję.
To mój syn.
Przepraszam.
Od dwóch dni nie miałam od ciebie wieści.
Gdybyś nie pracowała dla nich, widzielibyśmy się częściej.
Byłeś dzisiaj na brzegu?
Odpowiadaj.
A co za różnica? To moja sprawa.
Twoja sprawa? Gdy jej ojciec się dowie, to będzie i moja sprawa.
Oni niczego nie zauważają, mamo.
Wszyscy Huinca są ślepi.
Cañupán prosi, byś wróciła.
Jeśli che mi coś powiedzieć, niech sam przyjdzie,
a nie wysyła posłańca.
Mamo...
Tym razem jest inaczej.
Wszyscy musimy dokonać wyboru. Pozwól mi samej zdecydować.
Sam mnie wygnał, więc teraz niech sam przyjdzie.
Podoba się?
Po co ją obcięłaś?
Mniej będzie się brudzić. I nie zgarnie pająków.
Jest idealna.
Z każdym dniem coraz bardziej przypominasz matkę.
Gdybym tylko mogła zobaczyć jej twarz...
Chodź do mnie.
Wystarczy, jeśli spojrzysz w lustro.
Ten sam urok...
To samo światło w oczach.
Poczekam na ciebie na dole.
Ojcze...
Dziękuję, dobrzy ludzie Villa Rici.
Niech was Bóg błogosławi i ochrania Król.
Przywiodłem żołnierzy,
a po przyjeździe do Santiago wyślemy wam posiłki...
Chyba nie wierzy pani we wszystko, co słyszy.
Pamiętajcie, razem osiągniemy...
Dlaczego mam nie wierzyć?
...by hiszpańskie flagi powiewały nad tymi ziemiami!
Przecież przywiedliśmy posiłki.
I jakie to uczucie?
Słucham?
Towarzyszyć mężczyźnie na kraj świata. Jakie to uczucie?
Za panem nikt tu nie przyjechał, sierżancie?
Zawsze odpowiada pani pytaniem na pytanie?
Czyż pan nie robi tego samego?
Obowiązkiem żony jest podążanie za mężem, gdzie by nie prowadził go los.
Mapuche mówią, że świat równoważy przeciwieństwa.
A pan wierzy we wszystko, co słyszy, sierżancie?
Nie. Wierzę tylko w to, co widzę, señora.
Proszę wybaczyć.
Huinca!
Huinca.
Sto razy mówiłem, byś nie pojawiał się tak znienacka.
Zawsze czujny, co Agustin?
A ty jak zawsze zachowujesz się jak idiota.
Pewnego dnia poderżnę ci gardło. Przez przypadek.
Kto zabił naszego brata?
Kapitan, który przybył z gubernatorem.
To był robotnik w kopalni. Mogłeś mu pomóc.
Odpowiadam za swoją głowę, tylko za nią.
Dziadek mówi, że się nawzajem zdradzacie.
Skąd Cañupán to wytrzasnął?
Kapitan Garmendia miał się potajemnie z nim spotkać.
Zakładał, że umowa dojdzie do skutku, gdy twój kapitan i Alonso zmiotą Salasa.
Dlatego Alonso tak rozpaczliwie go szukał...
To prawda, że uciekł?
Czekaliśmy na niego cały dzień, ale się nie pojawił.
Zmierzają tu dwaj wielcy wodzowie.
Nadchodzi wojna.
W Santiago nadal wierzą,
że Indianie zebrani razem do kupy czekają na nasz atak.
Nie rozumieją, że konkwista powinna obrać inną drogę.
Myślę, że kapitan Garmendia powinien nam tu towarzyszyć?
Prawda, Juan?
- Nie chcę zdrajców przy moim stole, Alonso. - Garmendia nie jest zdrajcą.
Garmendia, jak wielu, nie wytrzymał napięcia i dziś rano zdezerterował.
To niemożliwe.
W tej osadzie nie znajdziesz wierniejszego Koronie człowieka.
Malaspina!
Powiedz nam, co wiesz o Garmendii.
Nasz szpieg widział go z kilkoma Indianami 6 mil stąd.
Nie mówiłem, gubernatorze?
Nawet mój zastępca mnie porzucił.
Wycofują się nawet najwierniejsi. Porzucają nas.
Dlatego twierdzę, że konkwista powinna iść inną drogą.
Trzeba negocjować z Indianami.
Zawrzeć pokojowy pakt,
dopóki nie będzie nas tak wielu, że nie zdołają się nas pozbyć.
Osiągnęliśmy już to, że niektórzy Indianie pracują dla nas.
Pokój następuje dopiero po wygranej wojnie.
A kiedy zamierza pan atakować, kapitanie?
Mamy 80 ludzi i 10 dział.
Z pewnością już pan obmyślił, jak zataszczy te armaty do lasu,
i zabezpieczy, by od kartaczy nie zginęli pańscy żołnierze.
A nawet, jeśli panu się uda, wie pan, co zastanie po powrocie?
Osadę w ruinie, a pańską żonę - w niewoli, zabawiającą Indian.
- Co, proszę? - A może myśl o tym pana rozpala?
- Żądam przeprosin, do cholery! - Panowie!
Trzymajmy emocje pod kontrolą.
Juan, proszę byś uszanował obecne tu damy.
Jestem pewien, że panie ze zrozumieniem odniosą się do zapału dowodzenia.
Świętujemy przybycie 20 żołnierzy.
Dwudziestu!
Dwudziestu!
Ale przecież się nie obrażam.
Damy, wasze zdrowie.
Wszystko w porządku?
Tak.
Dziś rano nasz konwój zaatakowali Indianie.
Gdyby nie sierżant Gonzalez, nie wiem, co by ze mną było.
- Agustin? - Znasz go?
Oczywiście. To najdziwniejszy człowiek w osadzie.
Zawsze sam, zawsze z boku.
Na tyle przystojny, na ile nietowarzyski.
Nienawidzę butów.
Nie boisz się?
Czego? Wojny?
Nie.
Urodziłam się tutaj, zawsze tak było.
Miałam na myśli to, co było dziś nad brzegiem.
Tak zwykle bywa?
Jeśli będziesz trzymać się z Juaną, nic ci się nie stanie.
Mówię o...
tobie i tym Indianinie.
Mapuche.
- Poszłam w las za Diegiem... - Isabel, niczego nie widziałaś.
Dobrze? Niczego.
Jeśli ojciec się dowie, to go zabije.
To wszystko?
Gdyby komendant nie odebrał mi niewolników,
dla swych potyczek z Indianami...
byłoby więcej.
Jak odeprzeć ataki Indian bez żołnierzy?
Nająć kobiety?
Wręczenie Koronie takiej kwoty - to prawie obraza.
Nie oczekuj więcej żołnierzy,
jeśli twoja osada nie może zebrać tyle, ile się oczekuje.
Jedźcie tą drogą, by dostać się do Curalaby i spędzić tam noc.
Odprowadźcie gubernatora do Bio-Bio i wracajcie.
Wreszcie w czymś się zgadzamy, komendancie.
Najwyższa pora. Już zacząłem się martwić, kapitanie.
Proszę, oddaję w geście dobrej woli.
Nie chcę pana obrazić, komendancie. Cenię pański gest...
ale wolę swój miecz.
Nadal pan myśli, że może walczyć jak w Europie?
Na odległość, gdy wróg jest doskonale widoczny.
Ale Indianin podchodzi cichaczem.
Pojawia się znikąd, znika jak za sprawą magii.
Gdy pan będzie wydobywał swój miecz, ja zdążę poderżnąć gardło.
I co mówiłem, kapitanie?
Proszę to przemyśleć.
Czyli musisz jechać z nimi?
Jeśli nie pojadę z gubernatorem, to może wydać się podejrzane.
Zapłaciłam ci, byś nie zostawiał nas z Diegiem, ani w dzień, ani w nocy.
Garmendia zdezerterował, Isabel. Nie ma go.
Zakładaliśmy, że on doprowadzi nas do następnego punktu.
Tym bardziej! Nie powinieneś zostawiać mnie samej z synem!
A jeśli Garmendia wygadał się przed ucieczką?
Nie, nie ośmieliłby się wtrącać w taką sprawę.
To zajmie co najwyżej 10 dni.
Dopóki zostaniesz z synem tutaj, w osadzie,
nic wam się nie stanie.
A jeśli on się nie pojawi? Co zrobimy?
Jeśli się nie pojawi...
będziemy potrzebować kilku tygodni, by zatrudnić paru żołnierzy,
i wyruszyć dalej na południe.
Im dalej na południe...
tym bezpieczniej dla twego syna.
Gdzie Garmendia?
Jeśli powiesz... wynagrodzę cię jak należy.
Powiedziałem już, że zdezerterował.
Nie rozumiesz po hiszpańsku?
Kłamstwo! Nikt nie ucieka zostawiając w domu złoto!
Powiedz mi prawdę, a to będzie twoje, Malaspina.
Powiedziałem prawdę. Zdezerterował.
Chciałbym wierzyć, że przyślesz mi posiłki, Martin.
Koronie nie podobają się ci, którzy przynoszą małe podatki.
Ale...
widziałem jaka jest sytuacja... zobaczę, co można zrobić.
Brama!
Żegnajcie, mieszkańcy Villa Rici!
Gubernatorze!
Gubernatorze! To pilne!
Żołnierze, stać!
Co się stało, Alonso?
Sprawa państwowej wagi, señor. Proszę pozwolić...
Wszystko w porządku?
W porządku, kapitanie.
Lepiej, by to było naprawdę ważne, skoro mnie opóźniasz.
Mam mocne dowody,
że kapitana Garmendię, zastępcę komendanta, zabito w tym forcie.
Czyżbyś krył dezertera?
Nie, señor.
Widziałem, jak świnia zżera jego rękę.
Co więcej znalazłem to w jego domu.
Kogo podejrzewasz?
Juana de Salasa. On zaczyna tracić kontrolę.
To może kosztować cię głowę, Alonso.
Wiem.
Ale Garmendia był jedynym pośrednikiem między nami a Indianami.
Jeśli Villa Rica nadal istnieje, to tylko dzięki niemu.
A Juan de Salas rzucił jego ciało świniom.
- Co proponujesz? - Natychmiast go odsunąć.
A kto będzie dowodzić fortem?
Tymczasowo, jeśli to konieczne...
może pan liczyć na mnie.
Oczywiście, dopóki Korona nie przyśle nowego komendanta.
Tak nie załatwia się takich spraw, Alonso.
Wyślij list do Santiago i szczegółowo wyłóż sprawę.
Dobrze.
Proszę tylko nie zapominać, że sprawa jest nagląca.
Będę potrzebował dowodów, by szybko rozwiązać sprawę,
gdy dotrę do Concepción.
Zawsze tak dymi?
Czasami o wiele bardziej.
Kilka lat temu cały miesiąc z nieba sypał się popiół.
- Spadał w absolutnej ciszy. - Bałaś się?
Wulkan stoi tu od niepamiętnych czasów.
Ta ziemia należy do niego, nie do nas.
Gdybyś musiała wybierać, co byś powiedziała? Skąd jesteś?
Stąd.
Miałam na myśli, Hiszpanka, czy...
We mnie jest i dobre, i złe, z obu stron.
Świat równoważy przeciwności.
Słyszę to już drugi raz.
Rocío... To, o czym rozmawiałyśmy wczoraj...
O niczym nie rozmawiałyśmy.
Mówią, że idą na nas wrogowie.
Jeśli trzeba umrzeć...
umrzemy.
Nasze dzieci będą o tym pamiętać!
Naprzód, wojownicy!
Demon nadchodzi z północy!
- Zwyciężymy! - Zwyciężymy!
Wygląda o wiele lepiej.
Mówiłam, señora.
Jesteś chrześcijanką?
Gdy urodził się mój syn, by go chronić, musiałam go ochrzcić.
Ale tak naprawdę nie wierzę w waszego Boga.
Pomożesz mi się ubrać?
Sierżancie...
Señora...
Może sprzeda mi pan jednego z postrzelonych zajęcy?
Dobrze.
Ale może nie w tej chwili?
Tak, oczywiście.
Dziękuję.
Dobry Boże!
Przestraszyłeś mnie na śmierć.
Opowiesz mi o swojej rozmowie z gubernatorem?
Powinieneś być mi wdzięczny.
Za cóż to, Alonso?
Za układanie się z gubernatorem za moimi plecami?
Ktoś musiał go uspokoić, by odjechał zadowolony,
i przysłał nam w końcu te przeklęte posiłki!
Więc powiedz mi, Alonso.
W jakiż to sposób pomogłeś naszej sprawie?
Dałem mu więcej złota. A cóż by innego?
Jakiego złota?
Nie mówiłeś, że na podatki poszły wszystkie twoje środki?
To złoto Garmendii.
Miał ukryte w domu.
Nie!
Nie, Juan, to prawda. Prawda, uwierz mi.
Dlaczego myślisz, że cię zdradziłem? Jesteś dla mnie jak brat.
Trzeba było widzieć jego twarz.
Wyjechał zadowolony i szczęśliwy.
I obiecał, że wstawi się za nami, by przysłano posiłki.
Dobra, Alonso...
Ciekawe, ile jeszcze razy uratuje cię to,
że twój kuzyn jest członkiem Najwyższej Rady.
Wierzę, że nie oddałeś mu wszystkiego, co znalazłeś, prawda?
Oczywiście, że nie. Masz mnie za idiotę?
Gdybyś nie zabrał mi niewolników, byłoby trzy razy więcej.
Wciąż nie rozumiesz istoty Konkwisty.
Tu jest tyle złota, że nawet twoje wnuki nie zdołają wyczerpać zapasów.
A ty martwisz się jakimiś okruchami?
Jeszcze jedno.
Módl się, by twoja jałmużna przyniosła owoce.
Mam nadzieję, że nie obudziłem twojej żony. Dobranoc, mój bracie.
Każdy kończący się rozdział daje początek nowemu,
w nieskończonym cyklu.
Oddaj do rąk własnych gubernatora.
Lub jego przedstawiciela w Santiago.
Trzeba bronić swojej ziemi, swojej rodziny.
Tak długo, aż pojawią się duchy, by tchnąć w nią życie.
Isabel!
- Co się stało? - Chodź...
Komendancie... To koń gubernatora.
Zabierz go do stajni.
Co tu robicie?
Niech nikt nie wychodzi z domu. Ale już, Rocío!
Zbliża się jeździec!
Tłumaczenie: nkate
na podstawie napisów Íris i Ludmiłki z mundolatino.ru
Wspomóż nas i zostań członkiem VIP, by pozbyć się reklam z www.OpenSubtitles.org
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.