All language subtitles for Le.Bruit.Des.Glacons.FRENCH.DVDRip.XviD-AYMO

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan Download
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

www. kinomania. org

Louisa!

Ktoś dzwoni!

Nikogo nie ma.

Jak to?

Gdy dzwoni dzwonek, ktoś dzwoni!

Nie dadzą napić się w spokoju!

/Tak?

Zastałem pana Faulque?

Pana Charlesa Faulque?

Nie ma go.

Znam pański głos.

Widziałem pana w telewizji.

Czego pan chce?

Jestem pańskim rakiem.

Serio?

Tak.

Pomyślałem, że powinniśmy się poznać.

Jestem w trakcie picia.

Możemy pić wspólnie.

Zapraszam innego dnia.

Naprawdę.

Muszę nalegać, skoro już tu jestem.

Albo zobaczymy się w Paryżu.

Więcej tam nie pojadę.

Przeszkadzam w pisaniu?

Przestałem, gdy żona odeszła.

To nie zajmie długo.

Najwyżej trzy miesiące.

Rozmawia pan ze sobą?

Rozmawiam.

To jakaś kpina.

Przepraszam, że nie ostrzegłem.

Nie lubię, gdy ludzie wiedzą.

Lubię się zjawiać.

Jestem nierozważny.

Jestem zuchwały.

Nikt mnie nigdy nie odrzucił.

Musi być we mnie coś miłego.

Pan też wydaje się miły.

Charles Faulque.

Ma pan miękkie ręce.

Miękkie i spocone.

Jak stara gąbka.

Zimny okład na czole uspokaja gorączkę. Warto pamiętać.

Pańska gosposia wygląda na zmartwioną.

Jaka gosposia?

Kobieta w czerni. To pana gosposia?

Louisa. Moja gosposia.

Wygląda na zmartwioną.

Dlaczego?

Jej oczy, do czorta!

- Widział je pan? - Co z nimi?!

Pełne zmartwienia!

Charles Faulque.

Rak jest niewidzialny.

Poza pacjentem widzą go ci, którzy prawdziwie cię kochają.

Nie zawadzaj mi, gdy piję.

Tylko to mi zostało.

Dostaję raka i żona mnie zostawia?

Faceta takiego jak ja.

Kto by pomyślał.

Opowieść musi być wiarygodna.

Jakieś problemy mogą być, ale nie za wiele.

Drań.

Musi być sztywny.

Jak nie, to go dobiję.

Krew.

Uwielbiam, gdy dochodzi do bójki.

Wleciałem na maszynę.

- Jaką? - Wentylator.

- To płuco? - Płuco źle wygląda.

Mam najlepszych lekarzy. Jestem sławny.

Nie zabierze mnie takie dziadostwo, jak ty.

Uprzejmiej proszę, bo wezmę trzustkę.

Trzustka to szybka sprawa.

Niezłe wino.

Piję je cały dzień.

Naprawdę? Coś takiego.

Wszędzie noszę ze sobą wiadro z lodem.

Chcę siku, wiadro jest.

Towarzyszy mi stale brzęk lodu.

Ma idealne ciało. Dobra robota.

Jewgienia, prawda?

Skąd znasz jej imię?

Tak ma na imię?

To głupi żart.

Wszystkie żarty są głupie.

Chyba nigdy nie śmiałem się z kawału.

Nie chcę twojego raka.

- Nie chcesz umrzeć? - Nie.

Czemu? Masz gówniane życie.

Tak uważasz?

Żona cię zostawiła.

Wygrałeś Nagrodę Goncourtów. Drugiej nie zdobędziesz.

Za dużo pijesz.

Marne perspektywy.

To prawda.

Marne perspektywy.

Podoba mi się twój śmiech. Bardzo sympatyczny.

Twój jest śmierdzący.

Należy się spodziewać zgnilizny.

Mam dostawić nakrycie?

Słucham?

Dostawić nakrycie?

Dla kogo?

Dla pańskiego gościa.

Widzisz go?

Kobiety widzą różne rzeczy.

Louisa?

Tak.

Zostaję na kolacji?

- Chcę iść. - Gdzie?

- Do tej kobiety. - Po co?

- Uściskać ją. - Za dużo wypiłeś.

Toteż się nie ruszam.

Masz rację. Za dużo wypiłem.

Ostrożnie.

Aleś chwiejny.

Zawsze byłem.

Dlatego zostałem pisarzem. I alkoholikiem.

Nie pamiętam kolejności.

Ładny.

To Louisa.

Zajmuje się domem.

Od zawsze.

Witam, Louiso.

Dzień dobry, Louiso.

Jak długo tu jesteś?

Zawsze tu pracowałam.

Moja matka przede mną.

W winnicy.

Do śmierci pana Ferdinanda.

Potem sprzedano winorośle.

Znałam paryżan, którzy to odnowili.

Potem innych, którzy wykonali wiele roboty.

Wielu robotników.

Zostaniesz z nami?

Kupujecie go?

A co ty zrobisz?

Zostaniesz?

Jeśli tak, kupimy dom.

Ten dom nie pasuje dla ludzi z metropolii.

Co masz na myśli?

Nic. Nic nie ma na myśli.

Louisa kocha życie.

Możemy zacząć oglądać?

Daj mi czas na pokochanie jej.

Chcę ją zanim umrę.

Potrzebuję dłoni na czole.

Jej dłoni.

A Jewgienia?

Co z nią zrobisz?

Mogłaby być moją córką.

- Nie powstrzymała cię. - Jest Rosjanką.

- Wiesz, co one lubią! - Stary rozpustniku.

Kurde. Masz rację.

Wypiszę jej czek i wezwę taryfę.

- Trochę pochopne. - Co takiego?

Wzywanie taryfy.

Tak?

Spryciarz.

Wiesz, jak to jest.

Dziewczyny lubią przytulanie.

A ty lubisz?

Z dzieckiem?

Znałem gościa, który chciał przytulać.

- Cały czas? - Nie.

Tylko na łożu śmierci.

I co się stało?

Z czym?

Z gościem chcącym przytulać.

Kogo przytulić? Chcę wiedzieć.

Był uparty.

Nie chciał sterczeć i irytować wszystkich.

Cierpiał. Jego czas nadchodził.

Ale trzymał się.

W twoim wieku to nie takie wygodne.

Chce swoją córkę.

Miała pięć lat.

Spała i mama nie chciała jej budzić.

Było późno, ale on nalegał.

Nie. To cię tylko przygnębi.

Wcale nie.

Gdy się niepokoję, piję.

Przysłali taryfę, by sprowadzić dziewczynkę.

Niania ją wniosła, ciągle śpiącą, w jej różowej piżamie.

Położyli ją obok tatusia.

Przytulił się do niej

i zmarł.

Łagodnie jak dziecko.

Potrzebował miękkich loków pachnących śpiącą dziecięcą szyją.

Masz więcej takich historyjek?

Mnóstwo.

Mnóstwo.

Ubrudziłeś się.

- Serio? - Tak.

Powinieneś skończyć pić i pójść spać.

Pójdziesz ze mną?

Bez obaw. Nie odstąpię cię na krok.

Ostrożnie.

Poradzisz sobie?

Ty skurczybyku.

Zgadza się.

Ładna skóra. Naprawdę ładna.

- Jak na nieboszczyka. - Nie chcę umierać.

Naprawdę?

Doskonale. Czyli mogę już iść?

Tak, możesz iść.

Ale podoba mi się tutaj.

Chciałbym ujrzeć to miejsce wiosną.

Wybacz, nie powinienem mówić o wiośnie.

Głuptas ze mnie.

Co za głupie słowo, wiosna.

Nowy początek, też coś.

Spływa wielka łza.

Wytrzemy?

Tak, powinniśmy wytrzeć.

- Ale czym? - Chusteczką, stary.

Bez deseru? Louisa upiekła tartę.

Tartę?

Tę, o którą zawsze prosisz.

Wiesz, którą?

Jest troszkę zmęczony. To minie, gdy się prześpi.

Też mam wejść?

Wykluczone. Muszę wypocząć.

Nie zgadzam się.

Nie jestem przeciwny uczuciu.

Odpocznij, kochanie. Obejrzę film.

Ona ma cię w dupie.

Dzięki, wiem o tym.

Więc co z nią robisz?

- Dupek. - Dupek?

- Nazywasz mnie dupkiem? - Tak, dupku.

Takie durne pytania.

Śmiercią się zajmij, a nie moim życiem.

Nie masz ochoty na wyborny kieliszek wina?

Trochę minęło od ostatniego.

Ty gnoju.

Jewgienio! Kochana moja! Wyzdrowiałem! Poślubię cię!

Komórka raka nie umiera.

Komórki raka mnożą się, podczas gdy zdrowe komórki zanikają.

Zdrowa komórka jest skazana na śmierć.

- Triumf zła. - W rzeczy samej.

Zło zawsze wraca.

Do kogo dzwonisz? Odpowiedz mi, dziwko!

Odpowiedz mu. To proste pytanie.

- To łatwe. - Dzwoniłam do lekarza.

Jakiego lekarza?

- Lekarza dla kogo? - Dla pana Faulque.

Panu Faulque nic nie jest. Spójrz na niego.

Zadzwoniłam na wszelki wypadek.

Gdzie go znalazłaś?

Jego lekarz rodzinny.

Od kiedy?

Od kiedy się tu wprowadził.

Czyli nie za długo.

Dobrze wyglądasz.

Ciśnienie krwi, odruchy, serce, wszystko w normie.

Jeśli chcesz, mogę przynieść EKG.

Ale te wszystkie schody...

Jest do dupy. Potrzebujesz nowego lekarza.

Lubię go. Uspokaja mnie.

Już na to za późno.

Nadszedł czas na niepokój.

Jedyna rzecz, która mnie niepokoi to twoje picie.

Nadal sobie nie żałujesz?

- Utrzymuję dobre tempo. - Czyli?

Gdy się budzę, piję butelkę białego.

Około dziesiątej, okazyjnie

by okazać solidarność pracownikom z okazji przerwy wypijam drugie.

Następne białe przed lunchem.

Na lunch przechodzę na czerwone. Albo obydwa.

- Potem odpoczynek. - Cztery butelki.

Czyni to drzemkę użyteczną.

Kilka godzinek.

Po przebudzeniu mam suchość w ustach, więc wracam do białego.

Następnie pływanie, zimą i latem, by oczyścić umysł, rozbudzić się.

Potem...

Okropny czas drinków przed kolacją.

Czekając na oficjalną część.

Nie cierpię marnować czasu, więc idę na całość.

Wtedy naprawdę się zaprawiam.

A kiedy piszesz?

Nigdy.

Jak miałbym pisać?

Potrzeba do tego czystego umysłu.

Przez co najmniej pięć minut.

Ja tego nie mam.

Zawsze jestem narąbany.

Czasami mam doła.

Równie dobrze mógłbym umrzeć.

Czemu patrzysz w ten sposób?

Pewnie, że umrę.

On tylko tego pragnie.

Ślini się.

Nie ślinię się.

Wykonuję swoją pracę.

Oczyszczam ulice.

To wieś. Tu nie ma ulic.

Wybacz, to taka przenośnia.

Wyglądam jak psie gówno?

- Co? - Wspomniałeś o ulicach.

Co się z nich sprząta? Chyba nie żonkile?

Nie powstrzymasz mnie. Jestem nieśmiertelny.

Zabiorę cię. W swoim czasie.

Przepiszę ci Kardegic 75.

Jest na serce. Nie zaszkodzi.

Ty jesteś Louisa?

Kto to taki?

Wszyscy o tobie mówią.

Dlaczego tak się interesują?

Co w tobie takiego wspaniałego?

Nic.

Nieprawda. Jestem zainteresowana, wielce zainteresowana,

szczególnie twoimi piersiami.

Mogę je zbadać?

- Co? - Twoje piersi.

Nie są zbyt duże, ale chciałabym je przebadać.

Jeśli chcesz.

Przepraszam, martwię się. Lekarz jest na górze.

Masz ładne piersi.

Dzieci?

Nie mam dzieci.

Jednakże, masz mały guzek.

Czujesz guzek?

Nie przejmuję się tym.

Powinnaś, bo guzek będzie cię męczył.

Przepraszam, jesteś taka ładna.

Nie mogę się powstrzymać.

Wszyscy mężczyźni na mnie patrzą.

Powinnaś być zadowolona.

A nie wyglądasz.

Ciężko jest być młodą i ładną, pociągającą mężczyzn.

Co je robię ze swoim życiem?

Spakujesz się i odejdziesz.

- To mądrzejsze? - Jak najbardziej.

A co z Charles'em?

Ma inne rzeczy na głowie.

Jest chory.

A ty jesteś zdrowa.

Korzystaj z młodości.

Wiesz, co robią młode kobiety?

Nie.

Tańczą i śmieją się.

Wdzięczą się do wszystkich.

Tutaj nic z tego. Brak śmiechu, nawet odgłosu motocyklu.

Na co choruje?

Charles?

Nie jestem pewien.

Ale mam złe przeczucie.

Czuję, że coś grasuje.

Jestem jedynie wiejskim lekarzem, ale czuję te rzeczy.

Gdy wilk grasuje, zamykasz owce.

- Nie mogę tak odejść. - Jak?

Bez słowa.

Idź się pożegnaj.

Uwielbiam chwile, gdy diabełek myśli, że jest niewidzialny,

i że świat kręci się wokół jego fiutka.

Stul dziób. Przeszkadzasz nam.

Niektóre raki są dla kierowników. Inne dla pracowników.

Ja jestem dla pracowników.

Wiem, że zaopiekujesz się Charles'em.

Zaopiekuję się.

Nie zmarnuj się.

Co znaczy zmarnować?

Nie sprzedaj swojego piękna.

Dawaj podarki, nie przyjmuj ich.

Chyba, że od dziecka.

To najlepszy podarek.

Ale Bóg to daje.

Taka sama scena miała miejsce kilka lat temu,

gdy Carole odeszła w nocy.

Takie same stopnie,

ta sama ścieżka ku bramie,

lecz wtedy było tam dziecko.

Ośmioletni Stanislas, mój ukochany.

Stałem tam, na balkonie,

przytulając wiadro z lodem, patrząc jak odchodzi moja miłość.

Uważałem to za normalne, bo byłem pijany.

Ale szlochałeś.

Nie było cię tam! Wspominam sobie!

Może tam byłem!

Najlepiej będzie, jak pozwolisz mi odejść.

Jesteś potworem. Jestem załamana. Możesz zobaczyć syna, kiedy chcesz.

Poznałaś kogoś?

Poznałam niedolę i rozczarowanie.

Byłeś pijany przy porodzie.

Narodziny trzeba świętować, do jasnej anielki.

Mój syn się narodził.

Nigdy nie miałem szczęścia do kobiet.

Lubią mnie, uwodzę je, na początku wszystko pięknie,

aż wkrótce uświadamiają sobie, że są znudzone.

W sensie, ze mną. Nudzę je.

Wiesz, dlaczego?

Dlaczego co?

Dlaczego stają się znudzone?

Kto?

Kobiety!

Z tobą!

Jestem cierpieniem, kretynem, samolubem, bezmózgiem, niewyrobem.

Dla przykładu, piję.

Nie wierzę ci.

- Piję czasami. - Ale nie codziennie.

Kobiety nie lubią pijaków, chyba, że geniuszy, którym ja nie jestem.

Nawet gdybym był i tak by mnie zostawiły.

Kobiety wolą przeciętnych mężczyzn, nawet tych głupich, jeśli są obyci.

Zgadnij, co zrobiłem po odejściu Carole.

Ja mam to wiedzieć?

Masz zamknąć jadaczkę!

Jeszcze nie jestem martwy!

Tylko martwą strefą bzdur.

Na czym skończyłem?

Nie wiem.

Skup się, a nie bujasz w obłokach!

Nudzi mnie twoje gadanie!

Nie jestem twoim ziomkiem!

Carole właśnie odeszła! Co ja pocznę?!

Nie wiem!

Lecę do kuchni!

Podchodzę do lodówki. I co robię?

Otwierasz drzwi.

Otwieram drzwi od lodówki. Choć raz prawidłowo.

Otwieram je.

- Zostawiam otwarte. - I co?

- Wkładam tam głowę. - Do środka.

- To pojemna lodówka? - Bardzo.

Wychlałem wszystko.

Wódkę, wino, szampan.

Louisa położyła mnie do łóżka.

Nie wiem jak udało jej się zabrać mnie na górę do sypialni.

Dobra z niej kobieta.

Oddana, lojalna. Dobra kobieta.

Umyłam go.

Położyłam do łóżka.

Patrzyłam jak śpi.

Wyglądał jak nieboszczyk.

Był zimny.

Byłam rozpalona.

Okryłam go prześcieradłem.

Chciałam wejść pod pościel, przywrzeć do niego, złączyć się ciałami.

Rozebrałam się.

Weszłam do łóżka.

Był całkowicie spokojny.

Mogłam zrobić, co tylko chciałam.

Dotykać go, pieścić.

Włożyć rękę gdzie mi się podobało.

Nawet nie drgnie.

Powiedziałam sobie, "nie zasypiaj".

Uważaj, nie zasypiaj.

Gdy w nagłej panice się obudziłam, było jasno, ptaki ćwierkały.

- Nie było go tam. - Gdzie był?

Parzył kawę w kuchni.

Co za stek bzdur. Fantazja pokojówki.

- Położyłaś mnie do łóżka? - Tak.

I położyłam się z panem.

Był pan w złym stanie.

Mnie było smutno.

Uprawialiśmy seks?

To moja słodka tajemnica.

Może pan wymówić mi posadę.

Spakuj moją walizkę. Jadę do Paryża.

Wrócił z Rosjanką, urocze dziecko.

- Od razu ją pokochałam. - Moją dupę.

Powiedziałam "od razu".

Ma na imię Jewgienia.

Trzeba kłaniać się przed pięknem.

Wszyscy odgrywamy swoje role.

Moją jest noszenie bagaży. Możesz mi pomóc.

Rak nie nosi bagaży. To przynosi pecha.

To wszystko.

- Czy to jasne? - Jak słońce.

Źle jest, że tu jestem.

Lub o wiele gorzej niż zazwyczaj.

Koniec z głębokim dekoltem.

Nie jesteś zbyt zazdrosna?

Troszkę.

On woli ciebie.

Co ty możesz wiedzieć?

- Jesteś ładniejsza. - Nie jestem.

Twoja dusza jest.

Rosjanie mówią o duszach.

Twoja jest piękniejsza.

Jestem małą dziwką.

Jesteś prawdziwą potęgą.

Chcesz się wypłakać?

Nie.

Myślę, że chcesz.

To mój pusty basen.

Moje wiadro z lodem. Mój rak.

Czego chcieć więcej?

Miła atmosfera.

Mogę cię o coś prosić?

Możesz spróbować.

Chciałabym trochę czasu.

- Niewiele. - Na co?

By pokochać mężczyznę.

Mężczyznę, który wyjeżdża?

Potrzebny mu ładny bagaż.

Proszę, Boże, daj mu jaja, by do mnie dołączył.

Tu w moim pokoju.

By zapukał do mych drzwi.

Będzie zakłopotany z mojego powodu.

Niech ten dzień wkrótce nadejdzie.

Póki jeszcze żyjemy.

Jak jej węzły chłonne?

- Dopiero tu przyszłam. - Ja też.

A lekarz?

Nie skrzywdziłby muchy.

To w czym problem? Czemuś taki spięty?

Mam dość tego miejsca.

Wsi?

Mam dosyć tej roboty.

Nic się nie zmienia.

Coś tu nie gra.

Boisz się chemioterapii?

Gdybym się jej bał, pracowałbym w domu pogrzebowym.

Tutaj nie ma ryzyka.

Czym tak się martwisz?

- Pokojówka mnie denerwuje. - Louisa?

- Jest taka miła. - To dziwka.

I jest zakochana.

- Jak wszystkie kobiety. - Ale ona jest zaślepiona.

Na punkcie szefa. To może być zawiłe.

Co to jest to czerwone?

Gaspacho. Z kuchni hiszpańskiej.

- Schłodzona zupa. - Nie lubię zimnej zupy.

To nie jedz.

Nikt cię nie zmusza.

Chcę iść do domu.

Dlaczego? Nie lubisz nas?

Mam po dziurki w nosie ciągłego zabijania ludzi.

Coś taki zdołowany, stary?

Musisz się ożywić.

Zabijanie to dobra rzecz.

Na przykład ja. Wyobraź sobie, że żyję.

Kim bym został?

Starym pierdołą. Matołem. Eksponatem muzealnym.

- Co to, to różowe? - Zimny łosoś.

Zimny łosoś.

Chcę gorący stek.

Mięso nie służy panu Faulque.

Koniec z dietami. I z cholesterolem.

Teraz to guz mózgu.

Guz. Pięknie.

Ole!

- Guz mózgu jest nieuleczalny. - Dokładnie. Nieuleczalny.

Masz więcej szczęścia niż on.

Stracisz pierś, ale być może przeżyjesz.

Powiedziałam, być może.

Potrzebuję przysługi.

- To zależy. - Muszę zostać sam.

- Przysługa odmówiona. - Dlaczego?!

Tylko na kilka minut. Nie ufasz mi?

- Chcę patrzeć. - Na co?

- Na ciebie z Louisą! - Że co?!

- Zadzwonisz po nią? - Nie wiem. Może.

Zadzwoń. Tu jest dzwonek.

Usiądź, Louiso.

Mam raka.

Tak, zauważyłam.

Raka mózgu.

Tak, wiem.

Będę miał migreny. Nietypowe migreny.

Lekarz przyjdzie.

Poda nieużyteczne leki.

Potem szpital, prześwietlenie i chirurdzy powiedzą:

"Nie ma nadziei".

Tutaj. To moja przyszłość.

Będę tutaj aż do końca.

Potrzymam pańską rękę. Pomogę panu w walce.

W walce przeciwko czemu?

Zawsze można walczyć.

Nie chcę. Mam dość życia.

Jestem sam, bez żadnych dążeń.

Proszę wybaczyć.

Spróbuję to powiedzieć.

Ciężko to powiedzieć.

Spróbuję.

Męczysz go.

Wracaj do kuchni do swoich garów.

Jeśli pan Faulque tak powie, to pójdę.

Nie chcę tego.

Zostań.

Usiądź.

Lubię, gdy tu jesteś.

Miałeś rację. Kobieta zarzuca sieć.

Kocham pana.

Przepraszam? Co takiego?

Kocham pana.

Obraziłam pana?

Nie, skądże.

Kocham pana.

Po prostu.

Całą moją miłością. Nigdy jej nie wyjawiłam.

Odrobinę skromności. To się robi niedorzeczne.

Cicho siedź!

W razie potrzeby, wezwiemy cię!

Nadchodzi pierwsza migrena.

Ośmielę się stwierdzić, że nie czuł się najlepiej.

I miałem rację.

Twój pierwszy zastrzyk morfiny, szczęściarzu.

Kojące działanie leku.

Mogę się napić?

Czego?

Wina. Wyzerować butelkę.

- Jest pusta. - Mam więcej.

- To będzie szósta dzisiaj. - Louisa, błagam cię.

Pić mi się chce.

Operowanie będzie rzeźnią.

Pozwólcie biedaczynie odejść w spokoju.

W mojej głowie coś jest. Wyciągnijcie to!

30 mg Murgeziku co dwie godziny.

Poprosiłam ich, by zadzwonili do twojego syna. Musisz go zobaczyć.

Nie w tym stanie.

Jedziemy do domu.

Tato?

Nie wejdzie pani? Mogę przygotować pokój.

Pan Faulque chciałby panią zobaczyć.

Co to za kobieta?

Przychodzi pomagać mi w kuchni. Mam dużo pracy przy panu Faulque.

Wrócę w niedzielę. Będę u przyjaciół w Nîmes.

Zostajemy, czy wyjeżdżamy?

Nie możesz zostawić mnie samego?

Jestem załamaną kobietą. Próbowałam zacząć od nowa, ale spójrz na mnie.

Wejść.

Kto to siedzi na kolanie?

Przyjaciel.

Skąd?

Dopiero się poznaliśmy. Trzymamy się razem.

Nie lubię go.

Wygląda niemrawo, ale nie jest taki zły.

- Tato. - Tak.

Nie umieraj.

Żyj nadal. Rozświetlaj świat.

Świat bez ciebie?

- Spadaj na chwilę. - Nie rozkazuj mi.

Syn przybył do mnie z Paryża.

- Proszę o kwadrans. - Kwadrans.

- Tato. - Tak.

- Chciałem tylko powiedzieć "tato". - Najwspanialsze słowo.

Zamęczasz ojca!

Migrena wraca!

Spadówa spać.

Wejść.

Dziwnie wyglądasz.

Co się dzieje?

Co on tu robi?

Zamknij się.

Zabijaj mnie po cichu, ale nie gadaj.

Siadaj, synu.

O co chodzi?

- O coś strasznego. - Co?

Przespałem się z Louisą.

I jak? Dobrze było?

Najlepsza rzecz w moim życiu.

Poza dniem moich narodzin, którego nie pamiętam.

Nie podoba mi się ta rozmowa.

Miałeś się zamknąć. Ile trzeba powtarzać?

Wiesz, kim jestem?

Mam się zaopiekować twoimi leukocytami?

Nie dotykaj go!

Dotykam, kogo mi się podoba! Wielu zabiłem!

Ot tak!

Ludzie są słabi jak domki z kart!

Skończyłeś?!

Jak najbardziej! Zmęczyłem się.

Gnojek.

Śmieję się jako ostatni.

Nikomu nie jest do śmiechu. Nikt się tu nie śmieje.

Może u innych rodzin, ale nie tutaj.

Stanislas.

Co, mój synku?

Wystraszyłeś się czegoś?

Życie jest dobre?

Co?

Jest tego warte?

Czasami jest wspaniałe, a czasami do dupy.

Ale teraz, tutaj, nas dwóch,

gdy widzę jak rozpościerasz skrzydła,

jest bardzo wartościowe.

W pokoju Louisy...

widziałem coś okropnego.

Co widziałeś?

Jesteśmy w jej pokoju.

Kiedy się skończyło,

odwróciłem się

i zobaczyłem coś ohydnego.

Co zobaczyłeś?

Tam, siedzące na krześle.

Krzesło jest puste.

Spójrz na tą paskudną starą sukę.

"Kim jesteś?", spytałem.

"Jestem od guza twojej dziewczyny."

"Jakiej dziewczyny?"

Tak nazywasz kogoś, kogo właśnie przeruchałeś.

Tak mówią w dzisiejszych czasach.

Twoja dziewczyna umrze na raka piersi.

O co chodzi?

Nie tylko wybitni pisarze dostają raka.

Każdy może go mieć. Służące, ofiary azbestu.

Nie Louisa.

Nie jest tylko pokojówką, ale także dziwką.

To pedofilia.

- W moim świecie. - Czyli?

Imperium zła, które zawsze wygrywa.

Będziemy tutaj do końca!

- Nie możesz się odczepić? - Nie, rak przylgnął ci do dupy.

Jak gówno.

Mogę już nie zobaczyć syna.

Nie ufaj mu. To kombinator.

Knujesz coś?

Jestem wkurzony i chcę zadzwonić do matki,

ale ona nie żyje.

- Kto? - Moja mama. Zmarła.

- Na co? - Z boleści.

- Dlaczego? - Nie twoja sprawa. W ogóle.

Też byłem dzieckiem.

Byłem bity, musiałem spać ze świniami.

Dlatego stałem się zły.

Dziękuję.

Za dzielenie tej chwili.

Musimy się spotkać ponownie.

Spotkamy się.

Jestem pewien, że możemy być prawie przyjaciółmi.

Tak, pewnie. Niezły pomysł.

Coś francuskiego. Jak u Ravela.

To loteria, czy coś poważnego?

Loteria.

Śmiało. Pożegnaj się z synem.

Mam nadzieję, że jest madrzejszy od ciebie.

Masz 10 minut.

Jak się czujesz?

- Będzie dobrze? - Będzie dobrze.

Idź i ukryj się, jesteś zbyt piękna.

Pożegnam się z synem.

Ma twoje oczy.

Zachowuj się, synu. Bądź dzielny.

Myśl o przyjemnych rzeczach. One istnieją.

Tato, boję się.

Czuję, że świat będzie zły, ludzie oszaleli.

Zawsze byli szaleni.

Ja najbardziej.

- Nie żałuję tego. - Umierasz.

Gra się nie skończyła.

- Mam pomysł. - Pomysł na co?

Na wyrolowanie wroga.

Proszę, nie!

Żadnych zdjęć. Przysięgam, że się nie upiłem.

To tylko moje plecy. Pomóż, bo mój rak się na mnie wścieknie.

Rak?

Nie o to mi chodziło. Nie powtarzaj tego.

Chyba jestem pijany.

- Patrz na wariatów. Kochają się. - Oczywiście.

Podwójmy to.

- Co podwoić? - Chorobę.

Przyślij przerzuty.

- Co? - Nie mam pojęcia.

Głucha jesteś. Idź do lekarza.

- Słowa miłości. - Miłość.

- Nie mogę z tym pracować. - Oszczędź im.

Wolę umrzeć.

Jak? Nadziejesz się na penisa?

Wystrój gdzieniegdzie są nieco surowy. Przyda się go odświeżyć.

- To należało do pisarza? - Pisarza.

Każdy jest teraz pisarzem.

Co tu się dzieje?

- Nie dokończone? - Już prawie.

Pospieszcie się, klienci są zainteresowani.

Gdzie ty się wybierasz?

Na mammografię.

Jest za późno.

Rak się rozprzestrzenił. Teraz jestem w płucu.

Wykup kwaterę na cmentarzu.

Widziałyście?

Dobra robota.

- Co to? - Rodin.

- Niezły. - Warty majątek.

Wyobrażam sobie.

- Trzyma się mocno? - Tak.

- Gdzie są kombinerki? - Tutaj.

- Co? - Ktoś jest w domu.

Co masz na myśli?

- Ostrożnie. - Równie dobrze mogą mnie zabić.

Uważaj.

- Przyszliśmy po Rodina. - Nie dostaniecie go!

Nie!

Co jest, do cholery?

Już nie potrzeba przerzutów.

Co teraz?

Rób, co chcesz. Ja spadam.

Nie zostawiaj mnie. Nie znoszę widoku krwi.

Pić mi się chce przez te bzdury.

Wersja polska: jacob93 Korekta: Shylock

www. kinomania. org

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.