Afrikaans
Akan
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Nagie kobiety!
Nagie kobiety!
Klauni mile widziani!
Klauni mile widziani!
Nagie kobiety! Klauni mile widziani!
- Mam jeszcze trzy minuty. - Przyjdź jutro.
- Powiedziałem, że zamykamy, Bozo. - Nie sądzę.
Jak już to "Panie Bozo", dobrze?
Skoro tak mówisz. Jeszcze nie czas zamykać.
Proszę nie zadzieraj dziś ze mną, dobrze?
Rabuję bank.
Co do diaska, jakim klaunem ty jesteś?
Takim smutnym wewnątrz, tak myślę.
Jestem tylko starym człowiekiem.
- Naprawdę? - Taa.
Chodźmy.
To jest napad.
Uwierzysz w to?
- To jest napad. - Naprawdę!
Dziękuję.
Wstańcie powoli i połóżcie ręce na głowie.
Wszyscy zginiemy.
Wszyscy zginiemy!
Przymknij się, koleś. Nikt nie lubi mazgai.
Niech nikt się nie rusza.
Co ja właśnie powiedziałem?
W porządku. Tak lepiej.
- To co zwykle poproszę. - To moje pieniądze.
Nie martw się, są ubezpieczone.
Nie dała mi jeszcze paragonu.
Nic mi nie dadzą jeśli nie będę miał paragonu.
Proszę daj mu paragon.
A ty...
- Uważaj na podwójne zaprzeczenie. - Dobrze.
Dobrze, ktoś jeszcze potrzebuje paragonu? Ostatnia szansa.
Teraz wszyscy pójdziemy do skarbca. Trzymajcie ręce za głową.
- No dalej. - Róbcie co on mówi.
- Zaraz będzie po wszystkim. - Nie ociągać się. Właśnie tak.
Z drogi! Z drogi!
Cofnąć się!
- Masz do tego klucz? - Pewnie.
Proszę jeszcze to napełnić. Dzięki.
A ty wykonasz dla mnie telefon
...zaraz.
Policja będzie chciała bym kogoś z was wypuścił...
...jako symbol moich dobrych chęci.
Najlepszy sposób, by stąd wyjść to zachować spokój.
Jeżeli zechcą dowodu, że nie żartuję...
...to najpierw załatwię mazgajów.
Jezu, Boże!
- Zamknij się. - Och, Jezu! Boże!
Boże!
- Mogę skorzystać z telefonu? - Tak.
Poddaj się. To są jedyne drzwi.
Nie ma innej drogi wyjścia, mój przyjacielu.
Powiedz że jeśli tylko ktoś się zbliży do wysadzę to miejsce.
Jeżeli za 15 minut nie zgłosi się do mnie kierujący akcją
...wyślę im twój kciuk.
I dzięki...
...za nazwanie mnie przyjacielem.
Tu Princeton. Masz mniej niż 15 minut, by oddzwonić.
Nie podchodźcie do banku. Podłożono dynamit.
Hot-dogi! Hot-dogi!
12 osób wewnątrz. Jeden napastnik, dobrze uzbrojony.
Ochrona banku zrobiła to zdjęcie. To twój napastnik.
- Negocjator jest w drodze. - Powiedz im, że nie będzie nam potrzebny.
- Co powiedziałeś, szefie? - Nie jestem już szefem.
Mojej ukochanej żona Carol, zostawiam dom w Westchester...
...i apartament na 78 ulicy.
Akcje mają zostać podzielone równo pomiędzy nasze dzieci.
David, bilety na Gigantów są twoje.
Nie rób tego.
Wszystko będzie dobrze.
On powiedział...
...że najpierw załatwi mazgajów.
Dlaczego się nie zamkniesz, do cholery! Beksa.
Cholera!
No nie.
Już idę.
- Mamo? - Tu Rotzinger.
Kim jesteś? Gdzie mama?
Szef policji. Wynoś się stamtąd, ale już!
Wiesz, byłem w Wietnamie z takimi dupkami jak ty.
O kurde.
Jak się nazywasz, synu? Jak cię mam do ciebie mówić?
Więc...
...zawsze chciałem nazywać się Chip.
Będziesz mi mówił Chip?
Dobrze.
Co to za strzelanina, Chip?
Czekaj! Nazywaj mnie Skip.
Dobrze, Skip. Co to za strzelanina?
...Kamery.
Strzelałem do kamer. Oni na mnie patrzyli.
Przestańcie na mnie patrzeć!
Mój Boże. On szczeka.
Skip, możemy wejść do środka tak szybko, że nawet się nie obejrzysz.
Spróbuj uciekać, nie zrobisz pięciu kroków.
Aha. Przekaż swoim ludziom, że pocisk może trafić w dynamit
...i cała ulica wybuchnie.
Rozmieściłem to wszędzie.
Nie sądzisz, że wiem jaki masz plan, by się wydostać?
Przełączysz na automat, będę rozmawiał z maszyną...
...podczas gdy ty wyczołgasz się przez wylot na trzecim piętrze.
Niezły plan, ale nie zmieściłbym się z wszystkimi pieniędzmi.
Poza tym zaminowałem te wyloty.
Na dół! Ale już!
Boże, jak ja nienawidzę tego miasta.
Może dojdziemy do porozumienia, Chip. Skip.
- Chciałbym wydostać tych ludzi. - Dobrze.
Chcę miejski autobus z pełnym bakiem paliwa.
Chcę motocykl Harley-Davidson XL 1000.
Chcę Monster Track'a.
- Co? - I chcę dwa helikoptery Jet Ranger...
...tutaj na ulicy.
Zdobędziemy helikoptery, Zdobędziemy autobus, Harleya...
...Monster Track'a jak tylko wypuścisz zakładników.
Pewnie.
Na pewno nic mi się nie stanie kiedy zostanę sam w banku.
- Wypuść chociaż kobiety. - Znajdź sobie własne.
Jeden zakładnik, za jedno żądanie.
Jeden?!
Mam już dość tych żartów, klaunie.
- Wchodzimy przez szyby. - Dobra.
Muszę już kończyć, idę wszystkich zabić.
Nie denerwuj mnie, mądralo. To nie jest takie łatwe.
Trochę zajmie znalezienie dwóch pilotów, którzy zechcą polecieć z uzbrojonym szaleńcem.
Nie potrzebuję pilota.
Masz 30 minut, by spełnić pierwsze żądanie. Jaki masz numer?
2590660. Nie rób głupstw, bo zginiesz razem z innymi.
60? Kierunkowy 212?
W porządku. Zróbcie co żąda: helikoptery, autobus, wszystko.
Podstawcie je tutaj jak tylko przybędą.
- Albo to dywersja, szefie, albo on jest szalony? - On nie jest szalony.
Wyjdzie z banku z kilkoma zakładnikami przebranymi za klaunów.
Pobiegnie do helikoptera zakładając, że nie strzelimy do zakładników.
A my?
Powiedział, że nie potrzebuje pilotów.
To znaczy, że on będzie pilotował. Pewnie wyszkolony w Wietnamie.
Niech zdejmą każdego klauna, który zasiądzie za sterami
...zanim oderwie się od ziemi,
Idzie.
- Kogoś wypuści. - Starsi mają pierwszeństwo.
Bez sensu: ratować kogoś kto i tak umrze pierwszy ze starości.
Ty palancie.
- Będę wymiotował. - Niech lepiej on pierwszy wyjdzie.
- Nie ma mowy! - Do cholery z nim.
Zdecydowaliśmy. Jestem pierwszy, do wyjścia.
- Kto o tym zdecydował? - Ja.
Nie do ciebie należy decyzja, Adolfie Hitlerze.
- Macie już moje pieniądze? - Tutaj.
Przez takich jak ty giną postronni ludzie.
Pierwsze żądanie spełnione.
Aby pokazać temu faszystowskiemu dyktatorowi jak działa demokracja
...pozwolę wam zdecydować kogo mam wpierw wypuścić
- Jego! - Jego!
- Jego? - Tak!
Chodź... No już. Ruszaj się.
Spadaj ale już.
Czy istnieje zagrożenie życia?
Zapach śmierci unosił się w powietrzu.
Mówił, że wie jak zmusić człowieka do szczekania.
Nie przesadzaj tylko.
Oto pierwsze informacje z samego banku.
Pierwszy opis tego klauna, z którego nikt się nie śmieje.
Naprawdę oryginalne.
Steve, Jody, zostanę tutaj dopóki ostatni zakładnik nie zostanie wypuszczony.
Uwaga. Nadchodzi wesołek.
- Cześć. - Cześć.
- Co to? - Mały podarunek.
To Audemars Piguet.
Fazy księżyca, 18-karatowe złoto, pasek ze skóry aligatora.
Dałem 12 tys, wartość rośnie z dnia na dzień.
Jak powiedziałeś, to mój podarunek dla ciebie.
- Chłopcze, to miłe. - Prawda?
- Nie mogę tego przyjąć. - Nie bądź głupi.
Będę miał dług wdzięczności.
Może to kupię?
- Co powiesz na trzy stówy? - Trzysta dolarów?
Chyba, że ktoś da więcej. Ktoś da więcej niż 300?
Ma księżyc na tarczy.
Wspaniale. Masz mój zegarek. To Timex...
...a pasek jest niezwykle elastyczny.
Z każdym dniem coraz bardziej go cenię.
Ty świnio.
Słucham? Świnio?
Wątpię. Panią trochę poniosło, nieprawdaż.
Myślę, że boisz się zabawy z prawdziwym mężczyzną.
Prawdziwym mężczyzną, który używa broni...
...który tak się ubiera i więzi ludzi?
Nie jesteś mężczyzną.
Jesteś tchórzem.
O, nie. Nie!
Ona... Ona nie mówi w naszym imieniu.
Ciota! Normalnie nie wierzę.
- Banda ciot. - Czemu jej nie wypuścisz?
Nie potrzebne ci taka mącicielka.
Szefie. W autobusie, mamy komandosa pod tylnim siedzeniem
Na motocyklu, przejedzie tylko pół mili.
Snajperzy rozstawieni, pół mili stąd w każdym kierunku.
- Co z Monter Trackiem? - Za pół godziny.
Zakładnik podał opis napastnika?
Przeciętna wysokość, normalna sylwetka, czerwony nos i niebieskie włosy.
Dzięki.
- Dziękuję za używanie AT&T. - Twój motor stoi na zewnątrz. Autobus również.
- Czekam na dwóch zakładników. - Już idą.
Zadzwoń jak będzie Monster Track.
- Jesteś gotowa, laleczko? - Tak.
Spoko. Jestem z tobą.
No dalej.
Sukinsyn! Drań!
- Wszystko w porządku? - Chodźmy stąd.
Obserwuje nas przez zasłony.
Ten człowiek to zwierzę.
Wyrywa telefony, odlewa się na stoły.
Widzicie co zrobił z koszulką panny Cochran?
Ma zadrapanie. Nie głębokie, ale zawsze.
W porządku.
Nikt nie jest ranny? Widać po nim zmęczenie?
Skoro spałem 10 dni na polu ryżowym to wytrzymam w tym parszywym banku.
Tak nam powiedziało to zwierzę. Do pani Cochran powiedział:
Kochanie, zapakuje ci tyłek kokosami.
Jest gotów to zrobić, nie widziałem tylko kokosów.
Nic mi o kokosach nie wiadomo.
Żadnych kokosów, tak?
Co z dynamitem? Widziałeś coś?
Coś? To jest wszędzie.
Na nim. Na nas.
Zakładnicy przypięci do stołów jako tarcze.
Ten człowiek to zwierzę.
On jest chory.
Wszystko w porządku, proszę pana?
Oficerze Martin, zabierzcie tych dwóch do lekarza, kontrolnie.
Tak jest, sir.
- Kluczowe jest to, że to zwierzę. - To jasne.
Więc się powtarzam. Pewnie z chęcią wrzuciłby mnie pan tam z powrotem.
Jest 16.48.
Jeśli nie oddzwoni do 17, szturmujemy bank.
Cholera.
Tu Rotzinger.
Możesz dać mi trochę więcej czasu?
Obiecuję, że nikomu nic się nie stanie.
Niedługo oddzwonię. Obiecuję.
Na czym skończyliśmy?
Och, Phyllis! Och, Phyllis!
Grimm.
Chłopaki.
Phyllis, byłaś naprawdę niezła. Czułem, że broniłaś mnie naprawdę.
Nie mogłam stwierdzić czy udajesz. Byłeś bardzo dobry.
To prawda.
Ciekawe czy Miss Meryl Streep umie zwymiotować na zawołanie?
Fantastycznie.
Loomis, możesz nam dać chwilę, sam na sam?
- Pewnie, Grimm. - Dzięki.
Nie mogę uwierzyć, że to zrobiliśmy.
Pamiętasz tę noc gdy to zaproponowałeś?
- Zaproponowałem? - Aha.
Mówisz o tej nocy gdy rury zamarzły i ogrzewanie wysiadło?
Gdy tak leżeliśmy zamarzając...
...czekając aż znajdą nas martwych, spojrzałaś na mnie.
Spojrzałaś na mnie wzrokiem, który mówił:
"Obwiniam cię o wszystko."
Tak tym spojrzeniem.
I powiedziałem, "Zanim stracimy szacunek do siebie, podejmijmy zobowiązanie.
Nie bądźmy zgryźliwy, jak inne pary w mieście.
Znam sposób.
Phyllis, chcesz obrabować ze mną bank? "
Zgadzam się, Grimm. Zgadzam.
Grimm...
...chcę ci o czymś powiedzieć.
Dowiedziałam się o tym wczoraj.
Co? Co takiego?
Właśnie poczułem się dziwnie.
Czuję... czuję się spełniony.
Grimm, ty już byłeś spełniony.
Jeśli będziesz jeszcze bardziej spełniony, zacznę się bać.
Trochę niebezpieczna dzielnica na rozmowę o uczuciach.
Szczególnie z tą fortuną pod ubraniem.
Dobra, muszę zadzwonić do szefa.
- Tu Rotzinger. - Tak. Macie księcia Alberta w puszkach?
Słyszę, że czujesz się lepiej.
Twój Macho Maniak już jest.
Czekam na zakładnika.
Sprawdzę to. Podejdę do okna. Niech twoi się wycofają
Chciałaś coś powiedzieć?
Zaczekam.
Widzę, że nie ma hydraulicznych podnośników. Nie do zaakceptowania.
Co?! Ty sukinsynu.
Nic nie mówiłeś o cholernych hydraulicznych podnośnikach.
Ściągneliśmy to cholerstwo aż z Jersey.
Nie obrażaj mnie.
Zdobędziesz dla mnie przyzwoitego Monster Track'a
...i nie dzwoń dopóki tego nie zrobisz.
- Co to było? - Co?
Nie próbuj zmieniać tematu.
- Nie ma podnośników, nie ma zakładników. - Chcę zakładników.
Trochę zajmie znalezienie tego z hydraulicznymi podnośnikami.
To nie mój problem.
To był wypadek.
Czekali by wieczność, przed tym bankiem.
Wyrzuć mnie z samochodu i przejedź.
Mogłem do nich zadzwonić z każdego miejsca na świecie.
...tylko, żeby powiedzieć im, że nadal jestem w banku.
Jedźmy na lotnisko. Udawajmy że to się nie wydarzyło.
Zdobędziesz dla mnie przyzwoitego Monster Track'a
... i nie dzwoń dopóki tego nie zrobisz.
Ten dźwięk.
- Możesz go wyizolować? - Spróbuję.
To może być trąbka. Klauni noszą gumowe trąbki.
- Czasami ich nosy też trąbią. - Chcę wiedzieć co to, szybko.
Wiem co ja myślę.
To nie był jego pieprzony nos. To był klakson samochodowy.
Dokładnie ile czasu straciliśmy?
Nie zaczną szturmu dopóki nie będą pewni, że mnie tam nie ma.
Potem będzie chaos przy zbieraniu zeznań od zakładników.
Ostatecznie, uświadomią sobie, że kogoś brakuje.
- Do tego czasu... - Nasz samolot wyleci?
A oni nadal nie będą wiedzieć kim jesteśmy.
Na miłość Boską, zamknij się!
Wyłącz ten chłam!
Boże, nienawidzę tego miasta.
Grimm, wiesz co.
Poczekaj chwilę. Nigdy nie byłem w tej okolicy.
Przeoczyliśmy zjazd?
Nie widziałem go.
Tam pracowali przy znakach.
Chcemy się dostać na autostradę Brooklyn Queens.
- Co? - BQE.
Kurcze, nie wiemy gdzie to jest.
- Zamknij się! - Ty się zamknij!
- Zamknij się! - Zamknij się! Zamknij się!
Dokończmy to, dobra? Na tym znaku jest napis BQE?
No tak.
Dobra, którą drogę wskazywała strzałka?
To było godzinę temu. A ta czarownica krzyczy cały czas.
Kazała nawet dziecku krzyczeć na nas.
Spróbujmy inaczej: Będziecie umieszczać nowy znak?
- Nie dzisiaj. - Dzisiaj je tylko zabieramy.
Możesz mi powiedzieć cokolwiek?
Nazwę ulicy, jakieś ulicy?
- Kierunek: północ, południe? - To nie nasza okolica.
Kochanie.
- Masz broń. Zastrzel ich. - Chciałbym, ale są pod ochroną.
Potrzebowałbym jakiegoś pozwolenia, racja?
Dzięki, chłopaki. Mogliście nam pomóc, ale daliście nam o wiele więcej.
Od tego jesteśmy, racja?
Cieszę się, że tak się stało.
Takie małe przypomnienie, dlaczego to robimy.
Wiesz jaki jest ich problem? Mieszkają tu, to wszystko.
Ale nie my. Już nie.
Jak gorąca jest ta dziecinka?
Ktoś znalazł może zegarek?
- Wysłał pan ludzi do kanałów? - Chwyta się pan wszystkiego?
- Jak dużo czasu zmarnowano w kanałach? - Skąd bierzecie te brednie?
Zbierzemy zeznania zakładników w autobusie. Z każdą sekundą jest coraz dalej.
Naprawdę robimy postępy.
Widziałem znak, Phyllis.
Gdybyśmy tylko znaleźli punkt orientacyjny.
Spytaj tego faceta.
Przepraszam? Proszę pana?
Proszę pana? Przepraszam.
Oglądanie czegoś takiego przynosi pecha.
Wszystko schodzi na psy, racja?
Przestań.
Para facetów, rozwiązuje swoje problemy.
- Znajdziemy znajomą ulicę. - Raczej znajome miasto.
Jesteśmy chyba blisko John'a Philip'a Sousa.
To była nasza podstawówka. Dobrze mówię, Grimm?
Chyba, że przypadkiem zrzucili tam atomówkę.
Możesz nam pomóc znaleźć BQE?
Z chęcią. Mam mapę w schowku.
Czekaj. Ten facet jest zbyt wspaniały.
- Więc? - Na pewno recydywista. Niebezpieczny.
Prawdopodobnie seryjny morderca.
Może jest spoza miasta.
- Jest. Ma tablice z Iowa. - I masz rozwiązanie.
Skąd pochodzili Clutterowie? - Z Kansas.
Tylko sprawdzam.
Numer z bankiem był niezły, prawda?
Zgadza się, Grimm.
Hej, Phyllis.
Grimm potrzebuje trochę wsparcia.
Nie, nie potrzebuje.
Jest spełniony.
Proszę.
Świetnie. Świetnie. Dziękuję
Wszyscy są tak mili w Iowa?
- Iowa? - Tak.
To kradziony samochód.
Grimm nie wydaje ci się inny?
Wczoraj, był tylko facetem pracującym w departamencie planowania przestrzennego.
Dzisiaj, jest światowej klasy złodziejem banków.
Dziękuję ci, Loomis. Potrafisz podnieść na duchu.
- Jakiś pieprzony koszmar. - Nie zna nawet stolicy Iowa.
Zamknij się.
To musi być mój szczęśliwy dzień.
Macie niezłą kasę.
Cztery dolary.
Nie zdążyłem dziś do banku.
Weź ten zegarek.
Jest wart 12 000 dolców. Pohandlowałem trochę z facetem.
Oddał mi go za 300. Niezły, nie sądzisz?
Boże, ale frajer. Zobaczmy co jest w bagażniku.
Dzięki. Na razie.
Proszę pana, zapomniał pan mapy.
I miliona dolarów.
- Był z Dubuque? - Z Des Moines.
- Możemy jechać na lotnisko? - W ciuchach z banku?
Flatbush jest 15 minut stąd.
Wstąpimy do marketu. Nic nas nie ogranicza.
Gdyby Albert Einstein nie zatrąbił klaksonem
...moglibyśmy zmienić ciuchy zanim zostały skradzione.
- To był wypadek. - Podobnie jak Czarnobyl.
Ale Loomis nikogo nie napromieniował.
- Każ jej przestać. - Nie martw się tym.
Kiedy ja cię uderzę, zacznij się martwić. A ty.
Dlaczego bijesz jego skoro chcesz uderzyć mnie?
- O czym ty mówisz? - Coś cię gryzie. Widzę to.
W porządku, masz rację.
Chcę... chcę ci coś powiedzieć...
Nie powinniśmy jechać?
W porządku, jedziemy. Ale już.
- Dobra. Prosto przed siebie. - Dobrze, Grimm.
Cieszę się, że ten sukinsyn nas obrabował.
Kolejne przypomnienie jacy z nas szczęściarze, że się stąd wynosimy.
Ale nie Woolworths. Powiedziałeś, że powinniśmy unikać ludzi.
Jedziemy do mojego mieszkania. Mam tam trochę ubrań, męskich i damskich.
Nawet lepiej, jest bliżej. Następna w lewo.
Męskie ubrania. Czyje?
Barry'ego Meyersa. Wspominałam o nim.
Powinnam za niego wyjść. Facet nie był obłąkany.
Daj spokój.
Dziękuję za uratowanie nas.
Właściciele banku chcieli żebym przekazał
...żeby pan nie oczekiwał żadnej współpracy z ich strony
Razem z prasą rozszarpią pana.
Jeśli klaun ucieknie...
...będą zobowiązani wobec udziałowcom zrzucić całą winę
za tą upokarzającą sytuację, na barki urzędników państwowych.
Ilu jest tych udziałowców?
Tylko trzech, wydaję mi się. Jeszcze raz dziękuję.
- Naprawdę to doceniamy. - Do zobaczenia w autobusie.
Mój Boże. Teraz jeszcze to.
Rozszarpać ich, nie ważne jak wielcy byli.
Szefie.
Peruwiański Łącznik.
Psychol z Metra.
Ludzie zapamiętają co pan zrobił.
Co takiego jest pamiętnego w klaunie, który ukradł milion dolarów?
Jezu, musimy złapać tego faceta.
Spójrz na to.
Czemu oni to robią?
Co mnie to obchodzi. To nie jest już moja praca.
Hej, Grimm, próbowałeś. Jesteś dobrym człowiekiem.
Opiekuńczym, wiernym, troskliwym.
Zgadza się?
- Phyllis, gdzie parkujesz? - Zaparkuj przy hydrancie.
Hydrancie?
Zapłacę za mandat.
Nie mogę uwierzyć, że nowi lokatorzy wyrzucili te rzeczy.
Powinni się wprowadzić dopiero we wtorek.
Do tego czasu powinno nas już tu nie być.
- Daj mi rękaw. - Czy to konieczne?
Ominą nas darmowe drinki.
Chcesz wyglądać jak wieszak? Barry miał 190 cm.
Problemy z przysadką?
Spójrzcie na to. Kupię sobie coś takiego.
Kup trzy.
Swędzi mnie trochę szkoda, że mają te rentgeny.
Moglibyśmy przenieść kasę w walizkach.
Ci cholerni terroryści utrudniają życie, nam rabusiom.
Niezła marynarka.
Dlaczego Barry ją zostawił, czemu nie wziął ze sobą?
Za bogaty, by się tym przejąć.
Dymi się na przeciwko.
Jak on w ogóle zarabia? Nieuleczalnie nudny bankier?
To czarny dym.
Szef mafii, domokrążca?
Alfons?
- O nie. - Co gliny?
- Nie straż. - Hydrant. Daj mi kluczyki.
- Kluczyki. - Tutaj.
Grimm.
- Łapy do góry. - Pewnie pan Edison.
Do góry!
Panie Edisonie, jestem Phyllis Potter, a to moje mieszkanie.
Trzy razy okradli nas w Village. To się nie powtórzy.
Czy wyglądamy na przestępców?
Czy wyglądamy jak ludzie zdolni do przestępstwa?
Wiem, co widziałem.
Jak przyjdzie żona, zadzwoni po gliny. Niech oni zadecydują. Twarzą do okna.
W porządku, ale to nadal nasze mieszkanie. Ciebie każemy aresztować.
O Jezu.
Grimm, nasz samolot wylatuje za 41 minut.
Cisza. Bez szyfrów.
Witaj kochanie. Jestem gotowa do świętowania?
- O mój Boże. - Zabierali telewizor jak wszedłem.
Tylko dotykałem. Zabij mnie.
- Odwróć się. - Wspaniale Hal.
A miało być miło.
Mieliśmy jeść na podłodze, pić szampana, słuchać starych płyt.
Dlaczego mnie obwiniasz?
Nawet nie wstawiliśmy łóżka i znów to samo.
Już za późno, pani Edison.
Hal podpisał umowę, prawda? Zrezygnował z lepszego miejsca.
- Znasz go? - Płaci 1500 za jeden pokój.
Tysiąc pięćset? Raczej 2600.
Ty... Płaciłeś 1500, tak?
- Raczej 1260. - 1260?
Nie znam cię zbyt dobrze, ale musisz być szalony, jeśli rezygnujesz z tego miejsce.
Może i jesteśmy szaleni.
Kupiliśmy domek, niedaleko Woodstocku.
Wiejski, trochę zniszczony.
Ale opłata wynosi 300 dolców na miesiąc.
Chcemy spróbować.
W to też nie wierzysz! Ludzie robią takie rzeczy!
Do twojej wiadomości, byłem na Woodstocku.
Nie oceniam cię, Hal.
Naprawdę nie oceniam.
Ale z Woodstocku do Charlesa Bronsona w ciągu 20 lat?
Dobre.
Spójrz.
Trzymaj.
Do diabła z tym.
Możesz nas teraz zastrzelić.
Odłożyłem broń.
Nie gniewasz się?
To są nazwiska i telefony oraz wstępne zeznania zakładników.
"Klaun wydawał się nieszkodliwy, dopóki nie zaczął molestować blond zakładniczki."
Tak. Najwyraźniej zrobił kilka nieprzyzwoitych uwag.
Nie widzę jej.
- Kogo? - Tej blondynki. Gdzie ona jest?
Sam z nią rozmawiałem jak wyszła.
- Są tutaj wszyscy zakładnicy. - Wszyscy są.
Nie wszyscy. Gdzie jest ten marudzący gość?
"To zwierzę."
Ten, który z nią wyszedł.
To byli drugi i trzeci wypuszczony zakładnik.
O Jezu.
Ten drwal... On był pierwszy.
- W tym chaosie, kilku się ulotniło. - To był prawdziwy chaos.
- Ale mamy wszystkich nazwiska i telefony. - Mamy wszystko.
Znajdź mi zapis wideo tych trzech wypuszczonych zakładników.
Powiedziałem, "To koniec żartownisiu."
Siłowałem się z nim. Ale miał dziewczynę i musiałem zrezygnować.
Wtedy uderzył mnie znienacka. Sukinsyn.
Obejrzymy to wideo, żebyśmy mogli zrobić rysopisy tych rabusiów.
- Rabusi? - Oni wszyscy mnie uderzyli.
Trzej są na wolności, zadowoleni z siebie.
- Taxi! - Taxi!
- Proszę! - $10000 za taryfę!
I loda!
- Uspokójmy się trochę. - Nie zdążymy na samolot.
Będziemy musieli popłynąć na Fiji, na tratwie jak Thor Heyerdahl.
Zarezerwowałem jeszcze lot o 11:00 na Martynikę.
- Nic o tym nie mówiłeś. - Nie myślałem że będzie nam potrzebny.
Ale ja nic nie wiem o Martynice.
A co wiesz o Fiji?
Właściwie nic.
Dobra.
A zarezerwowałeś jeszcze jakiś lot?
Spróbujmy zdarzyć na ten o 11:00, dobrze?
Dlaczego, już o nas wiedzą?
Rotzinger już pewnie wywnioskował, że to trzej pierwsi uwolnienie zakładnicy
O Grimm.
Grimm, nie mogę pójść do więzienia.
Nie martw się. Byliśmy w przebraniu.
- Taxi! - Nie wspominałeś o Rotzingerze.
Nic nie mówiłeś o Martynice.
O czym jeszcze nie wspomniałeś?
- Wszystko co mi mówisz to kłamstwa, racja? - Dobrze się czujesz?
Czy dobrze...? Myślisz, że to zabawne, miasto nocą.
Nie, myślę że to jest bardzo ekscytujące.
Kiedyś też tak myślałaś. Nie rozmawialiśmy o planie...
...chyba że sypialnia była blisko. - Zanim pojęłam kim jesteś.
Kim jestem?
Światowej klasy rabusiem banków, upajającym się swoją potęgą i doświadczeniem.
- Loomis też tak myśli. - Taxi.
Taxi.
Nie wiem skąd to wzięłaś: "światowej klasy rabuś banków."
Dobra, obrabowałem bank, ale ty również.
Nie to planowaliśmy od sześciu miesięcy, w twojej sypialni?
A teraz jeśli... Kiedy złapiemy taksówkę...
...dokończymy plan i będziemy żyć naszym życiem z odrobiną godności.
Proszę Boże! Potrzebujemy taryfy.
Jednej, nędznej, pieprzonej taryfy!
Tak!
Na lotnisko, proszę.
Odbierzmy kolejny telefon. Linia siódma. Steve ze Staten Island.
- O czym chcesz pomówić? - O tym napadzie na bank.
- Tak? - Czy ten klaun to taki zły gość?
Miał niezłe poczucie humoru.
Nie był kolejnym ćpunem z gnatem własnej roboty.
- Był wporzo. - Steve, jesteś taką samą kanalią jak on.
Powiesić tego klauna i ściagnąć mu spodnie dla przykładu. Spadaj stąd.
Jak on może mówić takie rzeczy?
- Pyta dokąd. - O Boże.
Chodzi mu, na które lotnisko. Kennedy, JFK.
- Przepraszam, trochę mi odbija. - Co powiedział Loomis, że cię tak zdenerwował?
Nic takiego. Jest wobec ciebie lojalny. I ty wobec niego również.
Niemal jak ojciec i syn.
Nic nie mówiłeś o Rotzingerze i Martynice, bo plan był doskonały...
...i nie chciałeś mnie martwić na zapas, zgadza się?
Wiem, że byłam humorzasta.
Nie zauważyłem.
Wiem, że to niezbyt rozsądne oczekiwać...
...wzmożonego zainteresowania w tych okolicznościach.
Ale widzisz...
Jezu. Na cholerne lotnisko!
Masz syf w uszach, czy co? Daj spokój.
Tylko spokojnie. Może jest tylko przejazdem w naszym kraju.
Przyjacielu...
Kennedy. Spójrz.
Lotnisko Kennedy'ego. Spójrz.
Załapał.
Świetnie. Dlaczego nie zawieziesz nas wprost do paki.
- Nie mów tak. Zdenerwujesz Loomis'a. - Boże broń.
Czerwone. Stój.
Stój!
Nie znasz nawet kolorów, zgadza się?
Nie znasz piekielnej czerwieni!
Tam jest prawdziwa taksówka. Stój!
- Taxi! - Loomis!
- Ten facet naprawdę potrzebował gazety. - Złe miejsce sobie wybrał.
Loomis. Loomis.
Hej, Linda, pośpiesz się, Ten facet chyba nie żyje.
Słyszysz mnie? To trup.
38,82.
Przyślijcie radiowóz!
Chyba krwawi.
Loomis.
Naprawdę go lubiłam. Serio.
Powiedziałem mu: "Będziesz grzeczny?" I nagle pojawił się ten nóż.
To była chyba finka, a ja nienawidzę noży.
Dennis, te materiały wideo, nie były zbyt pomocne.
Chciałem to godzinę temu.
Skąd to wziąłeś, z pudełka zapałek?
Świetne, jeśli chcesz złapać Paul'a Bunyan'a.
W części powstał na naszych opisach.
Ten klaun to nie klaun.
Wiedział, że będziemy zbyt zajęci...
...napastnikiem w banku...
...żeby przyjrzeć się brodaczowi, blondynce czy marudzie. Masz coś?
Dwóch mężczyzn i kobieta oto co mamy:
19:00, samochód z dwójka mężczyzn i kobietą rozbił się koło Pierce Hotel.
- Pasażerowie zdążyli zbiec. - Powiadom radiowozy. Coś jeszcze?
Wszystko z dwoma mężczyznami i kobietą.
Dwa kolejne sklepy alkoholowe i pralnia zostały napadnięte przez klaunów.
Pewnie są już gdzieś w Trzecim Świecie.
Tak, w jakimś miłym miejscu.
Jedyne co nam sprzyja to miasto.
Nasza jedyna nadzieja to, że ugrzęźli gdzieś w tym samym bagnie, które my znamy.
Dlaczego ja ciągle tutaj pracuję?
Nie ma dla mnie bardziej inspirującego zajęcia?
Proszę tak nie mówić.
Jeszcze jedno. Facet wyskoczył z pędzącej taksówki i uderzył w kiosk.
Dwaj kolejni pasażerowie taksówki, to mężczyzna i kobieta.
Wyskoczył z pędzącej taksówki.
Wpadł w panikę.
To ktoś uciekający.
To pasuje do tego gościa co przycisnął klakson.
- Kiedy to było? - 20:35.
- Nie byliśmy jeszcze na miejscu zdarzenia. - To oni.
To oni.
Wyślijcie wszystkie jednostki na miejsce zdarzenia.
Loomis.
Złapaliśmy taksówkę?
Uderzysz mnie teraz?
Nie, ale jeśli masz złamaną nogę, będziemy musieli się wykończyć.
Możesz już wstać?
Szkoda. Wygląda na twardziela.
Licz od 10 w dół.
Dziesięć.
Dobrze. Zapomnij o tym, wystarczy.
Dziewięć, osiem...
...siedem...
- Spokojnie. - Broń, broń!
Broń, broń.
Nieźle. Professor Henry Higgins nas spostrzeże.
Chodźmy tutaj.
To coś w twoich plecach to nie mój kutas.
Co za ulga.
Przyszliśmy...
...po pieniądze.
Co mówi ten trup?
Mówi, że przyszli po pieniądze.
Zapytaj po jakie pieniądze, dupku.
Jakie pieniądze, dupku?
Niewiarygodne. Bawią się z nami.
Taaa.
Powiedz mu, że zabawisz się jego pieprzoną głową.
Zabawię się twoją pieprzoną głową.
Musicie nienawidzić tego magazynu.
Pojutrze będzie tutaj niezły pożar.
Johnny. Podejdź tu.
Podejdź.
Co?
Co ty do cholery robisz?
Nie mam pojęcia.
Nie wiem.
- Zapytaj go. - Mam go zapytać?
Pan Skelton chce wiedzieć dlaczego ciebie nie zna.
- Jestem nowy. - Jest nowy.
Powiedz mu, że Lombino nic mi nie mówił o nowym kurierze.
- Lombino nic nie mówił... - Pan Lombino?
Pan Lombino!
Od kiedy taki mądrala jak ty zasługuje na wyjaśnienia takiego bossa...
...jak Pan Lombino?
Pan Lombino nic mi nie mówił Panu Skeltonowi...
...o nowym... - Wystarczy, Johnny.
- Nie widzisz, że tutaj stoję? - Dobra. Przepraszam.
Dobra.
Co się stało z Mario?
Mario.
Ktoś go sprowokował.
Więc wyrzucił Earl z pędzącego samochodu.
To samo zrobił Johnny'emu.
- Musi to lubić. - To zwierzę. On jest chory.
Dobrze. Dam ci pieniądze.
Jak tylko zadzwonię do Lom...
Pana Lombino.
Aby cię sprawdzić.
Świetnie. Idealnie.
Już słyszę Pana Lombino:
"Skelton właśnie dzwonił by sprawdzić Chipa."
Pan Lombino, proszę. Skelton.
"Widocznie Chip był za miękki.
będę musiał przywrócić tego zwierzaka Mario, do Skeltona. "
Nie. Chwila. Wujku Mike. Wujku Mike.
Panie Skelton. Nie, chwila. Nie chcemy Mario, tego łysego osiłka...
...w głupich okularach przeciwsłonecznych, bijącego każdego dla zabawy.
Nikt nie jest tak głupi dla kilku tysięcy.
Wiedzą, że Mario ich wypatroszy. Wiesz o czym mówię...
Sądzę że mam rację, więc może...
Sześć tysięcy. Mała dostawa.
Dzięki. Chodź Earl.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem, że Lombino wrócił do miasta...
...pomyślałem niemożliwe. Ten facet nie opuszcza kryjówki w Nevadzie.
Teraz kiedy widzę ciebie, to musi być prawda.
Wrócił żeby zrobić tutaj porządek.
I dlatego jest królem.
Narkotyki, ochrona, co chcesz. Lombino to król.
- Przekaż mu, że tak powiedziałem. - Dobra.
Czego dotknie Lombino zamienia się w złoto.
Król Lombino. To dlatego jest królem.
- Przekaż, że tak powiedziałem. - Przekażę, John.
Do zobaczenia. Uważaj na głowę.
Grimm, kochanie, nie wierzyłam, że wyjdziemy stamtąd
Kochanie.
Phyllis znów jest sobą.
Właśnie okradłeś mafię.
Jesteś do tego stworzony.
Grimm. Musisz mieć to w genach.
Mamy farta. Do dzieła.
Uda mi się. Uda mi się.
Nie uda mi się.
Nie uda się...
Dobra, uda mi się.
Co to za zapach?
Winiacz. Jedziesz na lotnisko?
- Niedaleko lotniska. - Dobra. To jedziemy.
Masz odliczoną kwotę?
Daj mu $100.
Szybko.
To nie jest odliczona kwota.
Spoglądałeś czasami w tył? Nie widzę sprzeciwu.
Co noc tam spoglądam.
Dlatego zajmuje się swoimi sprawami z wielką skrupulatnością.
Odjeżdżam za minutę i 45 sekund.
Dokładna kwota, albo wynocha.
Dobrze. Daj mi chwilę. Skoczę po drobne.
Masz minutę i 28 sekund.
Loomis. Możesz klęknąć?
Nie. Mogę usiąść.
Nie możesz dopóki nie zapłacisz za bilet.
- Przepraszam. - Uważaj jak chodzisz.
- Przepraszam. Pomyliły mi się kierunki. - Nie ma sprawy.
- Potrzebuję drobnych. - Hej, jest kolejka.
I tak musi pan coś kupić.
Pięćdziesiąt dwie sekundy.
98,62.
Jeszcze puszka Maxwell House.
Nie. Bezkofeinową.
Tam jest.
Tak, ta.
O nie.
Nie, nie nie.
Bardzo miło z pana strony. Dziękuję.
Sam dam radę.
Nie uda mu się.
Dwadzieścia sześć sekund.
- Wypierdalaj stąd! - Mario, nie!
Co to był za facet?
Nie mogę patrzeć!
Nie wiem. To ten!
Ty sukinsynu!
- Czas minął. - Zaczekaj! Proszę, zaczekać!
Zamknij drzwi. On pojedzie następnym.
Ten facet to złodziej!
- Zamknij drzwi. Jedźmy już. - Za białą linię.
On ukradł...!
- Mam go. - To złodziej, ukradł mi coś!
To on wyskoczył z taksówki?
Mój szef cię wywali z roboty! Co słychać, Rotzinger?
- Niewiarygodne. - Znasz go?
Mario Monetti, kurier Vince'a Lombino.
Lombino? Tego z Nevady?
Prawdopodobnie gdzieś z Nevady.
Uciekł, właśnie jak miałem go zapuszkować.
Ciągle wyciąga z tego miasta więcej w dzień, niż ten klaun dał by radę w tydzień.
Jesteś pewien, że to on wyskoczył z taksówki?
Taksówkarz go rozpoznał.
Chodźmy.
Mogę ci zadać pytanie?
- Za białą linię. - Proszę. Jedź. Jedź już.
Moja mama tak robiła.
Właśnie tak.
Powinnaś mieć dziecko, Phyllis.
Zabawne, że to mówisz.
Naprawdę?
Siadaj.
- Grimm nic mi nie mówił. - Grimm nie wie.
Chciałam powiedzieć mu po skoku.
To teraz mu powiedz.
Wcale mu nie powiem.
Nie kochasz go?
Moja siostra zawsze mi powtarzała...
...że są faceci, za którymi się szaleje...
...i tacy, za których się wychodzi.
Ponieważ jeśli jest zbyt podniecający, nie możesz mu ufać.
Powiedziałam jej, że się myli.
Kiedy poznałam Grimma, myślałam, że mam dwa w jednym.
Ale są granice. Sam to powiedziałeś, Loomis.
On jest stworzony do tego.
Jestem teraz członkiem jego gangu.
Boże. Pozwolisz żeby coś co powiedziałem wpłynęło na twoją decyzję?
To wszystko moja wina.
Nie. Chodź tu.
To nie twoja wina.
Poza tym, że zatrąbiłeś tym klaksonem.
- Kiedy powiedziałeś blisko lotniska... - Pół kilometra.
- Dobrze. Kiedy tam będziemy? - 22:30.
- A po ludzku? - 10:30.
- A gdybyś musiał dojść do niego. - Z tym rannym gościem?
- Nie mogę podać dokładnie. - A około.
- Dwadzieścia jeden minut. - Dziękuję.
To nie jest moja zwykła trasa. Mój mąż jest na intensywnej opiece.
- Pozbywasz się nawet tego? - Pilnuj swojego nosa.
Co powiedział?
Przypuszcza, że dotrzemy na terminal za dziewięć jedenasta.
Dziewięć minut? Dziewięć miesięcy... Minut?
Gdzie ja już słyszałam to nazwisko Lombino?
Na pewno go pamiętasz.
Strzelił swojemu bratu w oko, w czasie kolacji, w knajpie Umberto.
Nie mogę w to uwierzyć, że weszliśmy akurat do jego lokalu.
Jego lokalu?
Do jego lokali wchodziłaś już nieświadomie wiele razy.
Jest właścicielem restauracji, barów, supermarketów.
Ma nawet przedszkola.
Pracujesz dla klauna, czy on pracuje dla ciebie?
Czy klaun też pracuje dla Lombino?
Jaki klaun?
Bardzo przekonująco, Monetti.
Mamy cię pewnie przeprosić i wypuścić.
Tak, zgadza się.
Chodź tu kanalio. No już.
On w tym siedzi. Nic nie chce nam powiedzieć.
Ty idioto. On nie zna ani słowa po angielsku.
Chodź. Uspokój się. Usiądź.
Nie mówiłem żeby przysłać tłumacza?
Myślałem, że "przesłuchiwacza."
Tylko to powtarza.
Daj kluczyki od kajdanek. I daj mu coś do picia.
Pewnie uciekł ze swojego kraju przed takimi właśnie przesłuchaniami.
Cholera. Sprowadźcie tłumacza.
Nie zdajecie sobie sprawy, że rabusie powiedzieli mu dokąd jadą?
Nawet jeśli, to on nic pewnie nie zrozumiał.
- Nawet nie wiem po jakiemu mówi. - Dajcie mi tłumacza!
Proszę. Wypij to.
Dobrze.
Kim był klaun? Mów, ale już.
Co to do cholery jest, Rotzinger?
Od kiedy to nielegalne śpieszyć się do autobusu?
- Autobusu? - Tak.
Od kiedy to zbrodnia?
Oni są w "blufftoney."
Nie mam na to czasu.
Kierowco, trochę się zawiodłem na panu!
Mówi przez sen.
Nie powinniśmy go adoptować?
Przy okazji...
...co myślisz o dzieciach?
Dlaczego mnie o to teraz pytasz?
Przepraszam.
Myślę, że pudło to niezbyt dobre środowisko dla dziecka.
Nie przesadzaj. Jedziemy na lotnisko.
- Niedaleko lotniska. - Loomis śpi. Nic nie zrobi.
- Poza wypaplaniem wszystkiego. - Myślisz, że to miałoby tutaj znaczenie?
Daj spokój.
Jesteśmy wolni.
Grimm...
...nie jadę z tobą.
Co takiego?
Jezu!
Nie. Nie synu. Nie mam na to czasu.
- Biedny sukinsyn. Chodź. - A on?
Przestań. Muszę trzymać się rozkładu.
- Mogę jakoś pomóc? - Za białą linię!
- Zapłacę za jego bilet. - Dobra.
- Masz odliczoną kwotę? - Idź do specjalisty!
- Stajesz się postacią z koszmarów. - Dobrze.
- No już. No dalej. - Spójrz.
Tutaj jest $6000. Prawdziwe. Wiem jak to miasto niszczy jednostki.
- To straszne. - No dalej.
Weź to i zacznij nowe życie. Gdzieś poza tym autobusem.
No dalej! Połamiesz gitarę. No dalej.
No już.
Mamy rozkład. Ruszajmy. Jedźmy, ale już.
Ostrożnie zatrzymamy wszystkie autobusy z linii numer dziewięć.
Nie chcemy powtórki z wzięciem zakładników.
Więc taka jest naprawdę?
Tracimy trochę czasu i nagle stwierdzasz, niech każdy radzi sobie sam.
Tak, to ja.
Jeśli tutaj zostaniesz, złapią nas wszystkich.
Zaryzykuję.
Powiedz mi co takiego zrobiłem? Czego chcesz?
Chcę byś się ode mnie odczepił.
Ruszać się. Prędko!
Chyba zostanę z wami trochę dłużej.
Loomis, straciliśmy mnóstwo czasu.
Możesz iść trochę szybciej?
Przykro mi Grimm.
Nie mogę.
- Znowu mnie uderzysz? - Nikt cię nie uderzy.
- Znowu? Nikogo nie uderzyłem od 9 roku życia. - Tak, ale to mnie wtedy uderzyłeś.
Straszysz go, a tak wiele już przeszedł.
Ciągle tutaj jesteś?
Obiecaj mu.
Obiecuję.
- To nasz samolot? - Nie.
Nasz by się rozbił.
Gdzie jest lotnisko?
Daleko jeszcze?
Musi być duża konkurencja do tego skrzyżowania.
Dzięki Bogu, że nie wygląda nazbyt symbolicznie czy coś.
Co ona właściwie mówi, Grimm?
Nie mam pojęcia.
Pewnie, że wiesz, powtarza: "kwiaty dla zmarłych."
O Boże!
Wszyscy umrzemy!
Wszyscy umrzemy!
Daj mu chwilę. Zaraz wróci do formy.
Chwileczkę. Phyllis nie może tym jechać, nie w jej stanie.
Zatrzymać do kontroli.
Zatrzymać do kontroli.
Tędy. Zatrzymać do kontroli.
- Proszę. Tędy. - Szefie, musi pan tego wysłuchać.
- Masz coś? - I to wielkiego.
Jedziemy na lotnisko. Bierzemy twój samochód.
Musi go zidentyfikować.
- Nie zamierzałaś mi nawet powiedzieć? - Chciałam, Grimm.
Ale kiedy? Przed skokiem?
Dla poniesienia napięcia?
A po skoku?
Próbowałam kilka razy...
...ale ty byłeś zbyt zajęty, byciem spełnionym.
Grimm, muszę zdjąć te pieniądze z siebie.
Kupimy ci worek marynarski czy coś takiego, jak tylko miniemy rentgen.
Który miesiąc?
Phyllis, proszę.
- Nie ma ich jeszcze na pokładzie. - Pozwolimy im wejść.
Przejdą przez wykrywacz metali. Będą w pułapce i nieuzbrojeni.
Aresztuję ich na pokładzie, po cichu i sam, nawet się nie zorientują.
- To również moje dziecko! - To względnie młody człowiek.
Mam wyszkolony oddział antyterrorystów, który jest właśnie na takie okazje.
Sam to zrobię.
Szczerze mówiąc...
...potrzebuję tego, po dzisiejszym dniu.
- Dzięki, Roy. - Już się robi.
Roy załatwi nam jakiś worek...
...wózek i narty z działu zgubionych bagaży, aby wytłumaczyć jakoś tą twoją nogę.
- Dałeś mu parę dolców? - Raczej 1200.
Przerażające, ale szósty zmysł Roy'a podpowiedział mu, że mamy kłopoty.
Postrzeganie pozazmysłowe istnieje. Udowodnili to.
A ode mnie coś teraz odbierasz? Pójdę po karty pokładowe.
Spotkamy się tam?
Pomogę naszemu czytającemu w myślach, wejść do środka.
Dobrze.
Co jeszcze?
Hej klaunie!
Do kolejki.
Mam tylko jedno pytanie.
Jakieś problemy?
- Obawiam się że jest zbyt wielu pasażerów. - Tak bój się.
Nikt tak nie postępuje z Russ'em Crane.
Nikt tak nie postępuje z panią Crane, ty nieskazitelna stewardeso!
Coś z tobą nie tak, że boisz się męskiej roboty?
Tamtędy.
- Nazwisko proszę? - O dziękuję.
Grimm.
Gliny szukają dwóch mężczyzn i kobiety, musimy się rozdzielić.
Dobrze. W takim razie żegnajcie.
- Oszalałaś? - Myślisz, że jest mi łatwo?
- Co takie dziś zrobiłem, czego ty nie zrobiłaś? - Zmieniasz się w potwora.
Bank był tylko preludium. Okradłeś mafię...
...przekupiłeś Roy'a, sponiewierałeś tego faceta, Edisona, a miał broń.
Ukradłeś zegarek.
Kupiłem go, a Edison będzie miał najlepszy seks od wieków.
Cokolwiek zrobiłem, zrobiłem dla nas, byśmy mogli być razem.
Myślisz, że powinienem być tylko bredzącym idiotą?
Myślę, że nie będziesz wstanie wrócić do normalności.
Nieprawda! Lecę na Martynikę z milionem dolarów przytwierdzonych do tyłka...
...chyba, że nie przestaniesz się wygłupiać i wszyscy wylądujemy w więzieniu.
- Grimm, myślę o dziecku! - Będzie miał trzy lata jak wyjdziesz.
Przybrane rodziny są wspaniałe, chyba, że trafi na bezdusznych lub religijnych maniaków.
Będzie mógł nas odwiedzać. Pokażesz mu jak robi się tablice rejestracyjne.
Dzięki Bogu, że przystępujesz do mnie z miłością i zrozumieniem...
...a nie próbujesz mnie straszyć.
Tylko na to mam czas.
Jedno z nas musi zabrać ze sobą Loomis'a. Może ty?
Muszę do toalety.
Zwariuję jak nie zdejmę tych pieniędzy.
O kurde.
Spotkamy się za dwie minuty w samolocie?
Proszę?
Byłeś dla niej trochę ostry.
To był jedyny sposób aby zdążyć.
Może powinieneś powiedzieć, że ją kochasz. Może to był by lepszy sposób.
Jezu Loomis.
Teraz mi to mówisz.
Dobrze. Raz jeszcze.
- Nie. - Proszę.
- Gotów? Tym razem będzie szybko? - Nie proszę.
No dalej. Już!
Dobrze. Zuch chłopak.
Teraz pomóż mi to zapiąć.
Zatrzymajcie sobie to miasto!
- Witam. - Nie mogliście przyjść jeszcze później?
Chyba jesteś stąd.
Lecimy i będziemy się dobrze bawić.
Dobrze, Grimm.
Nie tak to sobie wyobrażałem.
Nie taki był plan.
Przykro mi, Grimm.
- Dajcie mi trzy minuty, zanim wejdziecie. - Dobra.
Leć. Obiecaj, że pójdziesz do lekarza jak tylko wylądujesz.
Nie. Pójdziemy razem.
Hej, wy dwaj, siadać.
Co też za hołotę wpuszczają do pierwszej klasy?
Przepraszam mogę?
Chodź, Loomis.
Spójrz na siebie. Musisz stąd znikać i to szybko.
Kiedy znajdę Phyllis...
- Jeśli znajdę Phyllis... - Nie, nie możesz.
Cholerni pasażerowi metra psujecie pani Crane delektowanie się drinkiem!
Wszystko w porządku kochanie?
Krwawa Mary nie za pikantna?
Moja dziewczynka.
Do zobaczenia wkrótce. Opal się trochę.
Nie zapomnij o kremie.
Zaczekaj Grimm.
Możemy ją znaleźć razem.
O kurcze.
To...
Przykro mi kochanie. Nie weźmiesz mnie żywcem, Rotzinger.
- Zaoszczędź sobie wstydu, Lombino. - To król.
Vince, ty robaku!
- Przyszedł po króla. - Glido!
Nawet jeśli mi uciekniesz, na zewnątrz czeka 50 gliniarzy.
Dobra, Rotzinger. Teraz moja kolej!
Ma jeszcze minutę
Za chwilę odlatujemy, proszę zatem o uwagę...
Ty szczurze! Ty pokrako!
Może pani bić go czymś innym? Proszę to oddać.
Dzięki Bogu!
Zrobiłam to z Mario, Vinnie.
Kiedy grałeś w karty ze swoimi śmierdzącymi kumplami!
Nikt tak nie postępuje z panią Crane.
Rozłość go!
Ma grubszego. Ma grubszego niż jego kark i o wiele lepszego.
Phyllis.
Phyllis, właśnie złapali tego faceta.
Dawaj to... Dobra.
Vince Lombino, alias Russ Crane...
...jesteś aresztowany za morderstwo pierwszego i drugiego stopnia...
...podpalenie, stręczycielstwo, handel bronią, napaść, szantaż.
Użycie małżonki jako tarczy.
Mario, dlaczego zakablowałeś, twardzielu?
Pieprz się.
To on.
Nie ważne co on mówi. Wrzuć go do samochodu.
- Zabraliśmy go tylko na przejażdżkę. - Angie!
- Aniołku! - Idziemy!
Pani Lombino nic nie jest?
Angie! Kocham cię, skarbie!
Kocham cię!
Kocham cię, Angie!
Chwila przyjacielu.
Dzięki za pomoc.
- Nie ma sprawy. - Chciałbym przesłać pochwałę.
Mogę prosić o nazwisko i adres?
Dziękuje bardzo.
- Dan... - Dan.
...Chipowski.
S-K-I-P-O-W...
...SKI.
111 Astoria Boulevard, Queens, Nowy York...
...111 01.
Dobrze, Dan. Szkoda, że nie ma więcej takich jak ty.
Proszę tak nie mówić.
Chodź James.
To Rotzinger!
- Wystartuje pan na burmistrza? - To najwspanialszy dzień w pana karierze?
- Kto do nich zadzwonił? - Ja.
Pamiętaj musimy wysłać pochwałę temu Skipowski'emu.
To znaczy Chipowski'emu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.