Afrikaans
Akan
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Monolith Films przedstawia
W rolach głównych
MIŁOŚĆ PO FRANCUSKU
Scenariusz
Zdjęcia
Reżyseria
Oscar, źle! Kompletnie nie tak!
Prosiłam o coś innego!
Wstrzymaj druk.
Musimy drukować od nowa! Kolor się nie zgadza.
Miała być słoneczna żółć, a jest prawie pomarańcz.
To brazylijska żółć.
Wiem, ale to dwa różne kolory.
Alice, błagam. To już czwarta zmiana.
Wszyscy już padają ze zmęczenia. Nikt nie zauważy różnicy.
Ja ją widzę.
Przykro mi, drukujemy wszystko od nowa.
Połącz mnie z nim.
Wyłączył komputer i komórkę. Cały dzień siedzi z Lise.
Odkąd wyjechałaś, ona nie odstępuje go na krok.
- Wczoraj jedli kolację z panią prezes. - Co proszę?
Kimmel przyjechała bez zapowiedzi i od razu poszli do Bristolu.
Łącz mnie z nim.
Nie mogę. Zabronił.
A jak Brazylia? Pogoda jak marzenie?
Później zadzwonię, Pauline.
Pomogę pani.
Mam nadzieję, że go nie uszkodziłem.
Dziękuję, nic się nie stało.
Futbolista. Przepraszam...
Przepraszam.
To moje miejsce. Odbiło ci?
- Proszę usiąść. - Z przyjemnością, ale...
- Proszę się uspokoić. - Jestem spokojny.
- Proszę ze mną. - Gdzie? - Tam.
Przepraszam za ten schowek.
Laurent Touzan, Alliance Francaise. Nie znam nikogo w Paryżu.
Może poszlibyśmy na kolację?
Słucham?
Nie owijam w bawełnę. Oszczędzam na czasie.
- To miejsce jest wolne? - Przykro mi, już nie.
- Przepraszam, że się wcinam... - Pan siada.
- Na co ma pani ochotę? - Poproszę homara.
Ja też, tylko niech będzie lepszy niż w tamtą stronę.
Przykro mi, ale ma pan bilet i menu z klasy ekonomicznej.
Co mogę podać?
Wita państwa kapitan.
Samolot wchodzi w strefę turbulencji. Prosimy nie odpinać pasów.
Spokojnie. Jesteśmy na styku mas powietrza zimnego i ciepłego.
I to są efekty.
Proszę patrzeć na obsługę. To mnie zawsze uspokaja.
Podobno latając mamy jedną szansę na milion... na miliard, żeby...
Przepraszam.
Nie ma sprawy.
Do widzenia.
Miło było wspólnie otrzeć się o śmierć.
Jestem Balthazar.
Alice.
Proszę zaczekać!
Alice, pani USB...
- Przecież mogłam zamówić taksówkę. - Świeże powietrze dobrze mi zrobi.
Na lotnisku?
Jacyś ciekawi Brazylijczycy?
Ale mnie wystraszyłaś.
To dla ciebie. Prezent z Rio.
- Pochwalisz się koleżankom? - Czaderskie, mamo.
Trzymaj.
- Dzięki za raka. - Przepraszam, Zoe.
Proszę pani! Alice!
Lamborghini Gallardo Spider. Testuję przed programem.
Super. Gdzie to wrzucić?
Richard ma wolne w środę. Obiecujesz przyjść na kolację?
Wiesz, że kobieta nie potrzebuje faceta, by czuć się spełnioną?
Mówiłam, że dobrze mi samej. Nie szukaj w tym podtekstów.
Środa, bez dyskusji.
Chyba kpisz! Swatasz mnie ze swoim ginekologiem?
W czym problem? Wrażliwy, czarujący i pracoholik, taki jak ty.
Tyle się w życiu napatrzył, że już nie będzie się rozglądał na boki.
Wiesz, jak mnie zachęcić. Książę z bajki.
- Dzień dobry, pani Lantins. - Dzień dobry.
- Ona nadal w celibacie? - Już ósmy rok.
I jak w stolicy stringów? Muchas stringas?
Śniadanko?
Nie mogę. Wyposzczona fraulein wróciła.
Apfel?
Dzień dobry, Pauline.
Vincent czeka u siebie, a Apfel dzwoni w sprawie USB.
Nie znam. Ogarnij ten bajzel. Dziada z babą brakuje.
Miało być zupełnie inaczej...
Pani Lantins!
- Jak się masz? - Dobrze, a ty?
- Lise była na kolacji z Kimmel? - Cześć, dupeczki!
O wilczycy mowa.
Piąteczka. Zabieraj dupcię do roboty.
Alice, ale z ciebie frytka!
- Miło słyszeć. - Mam nieziemskiego kaca.
O szóstej wyszliśmy z Baron. Garou się mnie uczepił. Co za żena.
Współczuję.
Powodzenia. Peace!
Możemy porozmawiać?
Jedną chwilę. Zamkniesz?
Wczoraj byłem w naszej ulubionej chińskiej knajpie przy Central Parku.
Pamiętam.
Gdzie się bzykaliśmy na stoliku.
Byłeś taki stanowczy, męski.
- Mogę później wpaść. - Siadaj.
Oddzwonię do ciebie. Mam tutaj Alice. Pa!
Związki na odległość to mordęga. Mam go powyżej uszu.
Widziałaś?
Vincent Kahn wyjeżdża z Europy. Jak zdjęcie?
- Świetne. - Nie mogę się doczekać.
Jak było w Bristolu?
Kimmel była zadowolona z Lise?
Wieści szybko się rozchodzą. To była taka niezapowiedziana kolacyjka.
Myślałam, że mnie powierzysz "Rebelle". Niedługo stuknie mi czterdziestka.
Już czterdziestka?
To kobieta orkiestra: blogerka, body art, tancerka go-go.
Trzy małżeństwa, w tym dwa z mężczyznami.
To kręci i podnieca nie tylko mnie, ale też nasze czytelniczki.
Jestem za stara?
Picasso dożył 91 lat z duszą dziecka. Wiek nie gra roli.
Chodzi o podejście.
Nie patrz tak na mnie. Aż ciarki przechodzą.
Gdyby coś nie poszło po twojej myśli,
w redakcji "Namiętności w kominie" zwalnia się miejsce.
Zatrudnią red. naczelnego na 1l2 etatu. Będziesz miała czas dla córki.
- Żartujesz sobie? - Skądże.
30000 abonentów piechotą nie chodzi.
Mam dużo pracy.
Podwieziesz mnie na imprezę u Aleksa w piątek?
Wiem, przerażające.
Co ty tu...?
Chciałem zrobić jej niespodziankę. U ciebie ok?
Wyglądasz na zmęczoną.
Nie, jestem w świetnej formie.
Masz chleb?
Pycha.
Po moim występie w radiu sprzedaż wzrosła o 100%.
Martin jest wniebowzięty. Prosił o to samo we wrześniu.
Nie mam jeszcze ani jednej linijki. Cały dzień na wykładach...
- Napijesz się? - Nie, dziękuję.
Pomasujesz mi plecy?
Czekaj...
Twoje palce to skarb.
Agathe czytała twoją książkę.
Nawet jej się podobała. Co to był za tytuł?
"Wyspa bez oceanu".
Przestań. Dość tego dobrego.
Cześć, Charlotte.
Twoja mama wyszła. "Kocham cię, słoneczko!"
"Uważaj na siebie". A teraz ci pomacha.
APFEL. USB. SAMOLOT.
- Słyszy mnie pan? - Kto mówi?
Lantins, siedzieliśmy obok siebie w samolocie.
Alice? Dobry wieczór.
Dzwonił pan w sprawie USB, tak?
Tak, jestem w posiadaniu pani pendrive'a.
Bogu dzięki. Możemy się spotkać?
- Oczywiście, kiedy by pani pasowało? - A teraz?
- Jasne. - To gdzie?
- Jestem na Quai de Jemmapes 162. - Do zobaczenia.
Cholera, nie mam ani grosza.
- Nic ci nie jest? - Nie.
Nie uwierzycie, co mi się przytrafiło...
Siedzimy na końcu baru.
- Trochę mi się spieszy! - To nasze happy hour.
Mówiłam, że mi się spieszy.
Tak, szalony dzień.
Co ona tutaj robi? Nie ogląda "Downton Abbey"?
O 23:00? Taka powązka będzie dochodzić do siebie jeszcze 2 lata.
Fanny, Guillaume - moi koledzy z architektury.
- Alice to... - Znajoma. Dobry wieczór.
- Może drinka? - Moje USB!
Mam je u siebie.
Jak to: u siebie?
Nie zrozumieliśmy się. Powiedziałem, że owszem, mam USB...
ale nie przy sobie, tylko u siebie.
A gdzie to jest?
Gdzie jest "u pana"?!
U mnie?
Wiem, dałem się nabrać. Na stronie było czarno-białe zdjęcie.
Można się przyzwyczaić.
Mam na to wsiąść?
Spokojnie, ostrożnie prowadzę.
Pozwoli pani?
Mało poręczne zapięcie.
Tylko wrzucać na Twittera.
Zapraszam w moje skromne progi.
- Wypas. - Wyglądasz kretyńsko. - Idealnie się w tym prezentuję.
To jakbym miał poznać twoich rodziców...
Ty już w domu?
Jak widać.
Anissa, co ty tu robisz?
Powiedz mu.
Kręciłem program w okolicy i zgadnij, na kogo wpadłem?
Przepraszam, to Anissa.
Byliśmy razem w szkole.
Wieki temu.
Mój ojciec. Alice.
Cały dzień o pani opowiada.
Tato, proszę cię.
Ma pani 5 minut?
Na co?
Czołówka mojego nowego programu. Potrzebuję opinii kobiety.
Liczę się tylko z waszym zdaniem.
Oglądaj co środa Luca Apfela w programie AUTOHOLICY.
Usiądź za kierownicą najszybszych wozów na świecie.
Jeszcze niezmontowane.
Będziemy się ścigać po najsłynniejszych torach świata
w towarzystwie mistrzów kierownicy, którzy zdradzą najskrytsze tajemnice.
- Zazdrość zżera? - AUTOHOLICY co środa o 23.00.
I jak?
Tylko szczerze.
Ma pewne zalety...
- Idziemy coś zjeść? - Świetny pomysł!
Możemy zamówić kubełek z KFC.
Nie, dziękuję.
Niezły model.
- Mogę dostać moje USB? - Przepraszam, tak...
Proszę wybaczyć, gdzieś tu musi być, tylko gdzie?
Napije się pani herbaty?
Mam białą, zieloną? Czarną...
Może w międzyczasie coś do czytania?
"Piekielny Bjorn", "Las powieszonych lisów",
"W hołdzie...
W HOŁDZIE DOJRZAŁYM KOBIETOM
Gdzie to USB... Jest!
Dziękuję.
Podwieźć panią?
Złapię taksówkę.
Umówiłaby się pani ze mną na kawę... któregoś wieczoru?
Niekoniecznie wieczorem. Może być rano, albo po południu.
Jestem do dyspozycji. Nie musi być kawa.
Kocham sprite'a, napoje gazowane...
Wiem, że to teraz modne i jesteś naprawdę miły,
ale nie jestem zainteresowana. Żegnaj.
Dzisiejsze spotkania.
Pauline, co się dzieje?
- Przekazuję pani dzisiejszy grafik. - Wszyscy powariowali?
- A co się stało? - Popatrz.
- Chodzą plotki. - Jakie?
No, plotki...
Pauline!
Proszę spojrzeć.
NAPALONA MAMUŚKA
Vincent?
Musisz mi zatwierdzić zdjęcia modeli.
To naprawdę ty na tych zdjęciach? Żaden fotomontaż?
Ile on ma lat?
Vincent, nie mówisz chyba poważnie...
Miałem taką minę, gdy kłamałem ojcu, że nie posunąłem mojego anglisty.
Sam nie wierzysz w to, co mówisz. Zapewniam cię...
Alice, nie obrażaj się.
Właśnie takiej cię potrzebuję. Szalonej, magicznej.
Ten chłopak dodaje ci skrzydeł. Niepokornego ducha.
Dla mnie bomba.
Ciao, niepokorna!
Vincent uważa cię za piczkę zasadniczkę.
Udowodnij, że się myli. On nie trawi pracoholików.
Co radzisz? Mam się obijać?
Zrobić sobie piercing w łechtaczce?
Bądź mamuśką, którą chcą przelecieć.
- Kto? - Ten nastol, Balthazar. Nadążasz?
Mam się bzykać z nastolatkiem, żeby zrobić wrażenie na szefie?
Oszalałeś? Kocham tę pracę, ale bez przesady.
Poczekaj! Udawaj, że coś was łączy.
Pokazuj się z nim na imprezach, trzymajcie się za ręce,
wódź za nim oczami. Alice wersja 2.0.
Kopę lat, pani Courtois. Zaraz skończę odkurzać.
Buntuj się.
Inaczej nie żyjesz!
Szukaj wszędzie szczęścia.
Odmawiaj i bądź egoistką.
Słuchaj tylko swojego serca.
Ten świat ma cię za nic.
Więc walcz, protestuj i wzniecaj bunt.
Tylko bunt.
Niepokorna?
Umowa stoi.
- Do naszej knajpy? - Znowu to samo?
- Może coś japońskiego? - Tylko nie zupka miso.
Na co jeszcze czekasz?
Cześć.
Cześć. Jak tam?
Dzień dobry. Co pani tutaj robi?
Zgubiłam twój numerek. Wolałam wpaść... osobiście.
Miło cię widzieć.
Oprowadzisz mnie?
Ekstra.
Zabawne. Tyle wspomnień.
- Jakbym tu była jeszcze wczoraj. - Uczyłaś się tutaj?
Mówię o studenckim życiu...
o wszystkich szaleństwach.
Chodziłam wtedy z pewnym Bastienem.
Bastien, Balthazar. Nawet podobnie macie na imię.
Faktycznie ciekawe.
Masz wolny wieczór?
Wieczór?
Wol...ny, znaczy niezajęty.
Super, prześlę ci adres esem. Na razie.
Jakiej muzyki słuchasz?
Metronomy.
I co jeszcze?
Azealia Banks, Wu Lyf, Chromatics...
I Stonesów od taty. Dokształca mnie muzycznie.
- A. Banks, Wu Lyf, Chromatics... - Dobrze się czujesz?
W porządku.
Lecę. Chantal będzie za kwadrans.
Dobry wieczór.
Przepraszam, nie zdążyłem się przebrać.
- Wyglądasz świetnie. - Na pewno? - Na 100%.
A ty olśniewająco.
Dziękuję. Wejdźmy, bo jeszcze się przeziębisz.
Czego słuchasz?
Tego.
A ja Azealii Banks, Wu Lyfa i Chromatics.
O, cholera. Przyprowadziła go.
Coś ci wystaje.
Już dobrze.
Spróbuj, fajne.
Napijesz się czegoś?
Koszmar.
Claude!
Niesamowita wystawa!
- Udało ci się przebić nawet ostatnią. - Poważnie?
Nie przedstawiłam ci jeszcze Balthazara.
Balthazar, Claude Malle.
To pana dzieło...
Nic takiego. Co myślisz?
Tylko szczerze.
Słucham.
Chciał pan wyskakiwać z każdego centymetra przestrzeni.
Do trzech razy sztuka, potem nuda.
Ma pan kompleksy na punkcie wizerunku,
ale dla widza to staje się dziecinnym popisem narcyzmu.
Już rozumiem. Mówił ironicznie.
- Oszalałeś? - Przecież prosił o szczerość.
W takich miejscach wystrzegaj się jej jak zarazy.
Sztuka nowoczesna mnie wkurza. On nie dorasta do pięt tylu artystom.
Mój sąsiad maluje niesamowite obrazy. Przedstawię ci go.
- Tego obchodzi tylko, jak się sprzedać. - Jest częścią tej machiny.
To jest najgorsze: jedną nogą artysta, drugą... Przepraszam.
To on? Simon, miło cię wreszcie poznać.
Szukamy Vincenta.
Dobry wieczór. To mój przyjaciel, Balthazar.
Jak się bawicie? Dobry wieczór.
To mnie lekko oszałamia.
Ja tutaj, z tobą... Nie mieści mi się to w głowie.
Muszę się chyba obudzić.
Chciałam, żebyśmy się... bliżej poznali.
Gdyby ktoś mi powiedział,
że spędzę z tobą taki wieczór...
Cześć.
Jak leci?
Nie przeszkadzamy?
Luzik.
Szukasz swojego szefa? Dzwonił, że nie przyjedzie.
- Na próżno przyjeżdżałaś. Macha? - Słucham?
- Chcesz się zaciągnąć? - Miałem raz nieprzyjemną jazdę.
- Może ty się skusisz? - Alice?! Chyba kpisz.
Ostrożnie z tym...
Luz.
Uwaga!
Przepraszam.
Odsunę się.
Richard przyjechał godzinę temu.
Kto?
Mój lekarz!
- Jaki lekarz? - Ginekolog.
Spalę się ze wstydu. Przyjeżdżaj jak najszybciej.
Jasne?
- Nic poważnego? - Poważnego?
Mówiłaś coś o lekarzu.
Córka ma zapalenie wyrostka robaczkowego.
- Muszę wracać. - Pojadę z tobą do szpitala.
Wezmę taksówkę.
Proszę się zatrzymać! Nagły wypadek!
Chodź, Alice!
Przepraszam panią... znaczy pana.
- Do którego szpitala? - Którego? Amerykańskiego.
- Mam z tobą jechać? - Nie, ona się zdenerwuje.
Nie trać już czasu.
- Na Rue de I'Université. - To nie do szpitala?
Bądź silna, Alice!
Może jeszcze kokainę sobie pani zapoda?
Przepraszam.
To mają być żarty?
Zjesz z nami?
Kolację?
Jeść z wami? Nie. A może jednak... Dobrze.
Przepraszam za moją siostrę. To do niej niepodobne.
- Jest ultrapunktualna, panie doktorze. - Richard, proszę.
Richard, cieszę się, że ją poznasz, ale uważaj, jest bardzo delikatna.
- Babette... - Ona już dawno...
z nikim nie była, rozumiesz?
Ginekolog mógłby dodać jej odwagi.
To ona.
Nie zawiedź mnie.
Mam nadzieję, że jagnięcina wam smakuje.
No zajebista.
Richard?
- Ja tylko warzywa. - Bez kuskusa?
Wieczorem nie jadam węglowodanów.
Chcesz dożyć setki?
Jestem witarianinem.
Czyli?
Jadam tylko surowe potrawy z roślin organicznych.
Jak poznałeś moją siostrę?
Alice jest jeszcze nieprzytomna po przylocie z Brazylii.
Palnęłam głupotę. Przepraszam.
Tam naprawdę roi się od transseksualistów?
Brazylia to dla nich raj. Rodzice powinni cię tam zabrać.
- Richard zna się jak nikt... - Na transseksualistach?
Operujesz czy gustujesz?
- Jak nikt zna się na Ameryce Płd. - Fascynujący region.
- W zeszłym roku byłem w Hondurasie. - W Hondurasie?
Niezwykle gościnny naród.
Mieszkańcy Ameryki Łacińskiej są otwarci na świat, na bliźnich
i na to, co ich otacza mimo tak wielu zagrożeń.
Jednego dnia cię porywają, drugiego lądujesz na wysypisku.
Przepraszam.
- W porządku. - Nic ci nie jest?
Przepraszam na sekundkę.
Co jemy?
Cześć, Caroline. Coś mi wypadło.
Cześć. Musieliśmy się wczoraj minąć.
Kuzyn zaprosił mnie na wieczór sushi.
Vincent, pozwól, że ci przedstawię Balthazara.
Odstawiam teatrzyk i przed północą jestem w łóżeczku.
I proszę, 5 minut przed czasem.
No chodź.
Jak się masz?
Tracy!
Kto to?!
Szefowa grupy.
Balthazar!
Wszystko w porządku?
To jedna z atrakcji?
Przepraszam za ten wybryk. Koniec z heroicznymi popisami.
Nie ma sprawy.
- Idziemy? - Jasne.
Tracy już wyszła?
Ty tylko o jednym! Od 20 lat nie widziałem kogoś tak szarmanckiego.
- Poważnie. - To zasługa wychowania mojej mamy.
Gdybym nie pomógł tej dziewczynie, nawiedzałaby mnie w koszmarach.
Uderzałaby mnie po łapach linijką, krzycząc: "Tak cię chowałam?!"
Kapitalny chłopak. Skąd go wytrzasnęłaś?
- Co was łączy? - Jak to, nas?
Jesteście nierozłączni. Przedstawiłeś jej swoich przyjaciół?
- Przyjaciół... - A rodziców?
- Rodziców? - Wiedzą, że wy ten tego?
Super kawałek. Chodź zatańczyć.
Kupujesz tę jej przemianę?
Mówisz, że się nie bzykali?
- Nic a nic? - Bankowo.
To mama Zoe?
- Co się guzdrzesz? - Zabieraj łapy!
- Chodźmy stąd. - Już? - Chciałabym pobyć z tobą sama.
Zostaw!
Zwiała.
- A oni dokąd? - Poszli zaszaleć.
Dziękuję. Dobranoc.
Zaparkowałem tam.
Odprowadzę cię do drzwi. To szemrana okolica.
- Drzwi są tuż za tobą. - Wszystko się może zdarzyć.
- Nic mi nie grozi. - Jesteś pewna?
Tak.
- Późno już. - Tak?
Nie założyłam zegarka. Chyba już druga.
Jeszcze raz dziękuję.
- Nie ma sprawy. - Do zobaczenia.
Buena notte.
No nie, ale ze mnie kretyn.
Tylko nie "buena notte".
Dobry wieczór.
Alice, przepraszam za tę żałosną, włoską wstawkę. Tak mi wstyd.
Córka w domu?
Nie, wyjechała na weekend.
Co ty robisz?
Co?
Nic.
Do sypialni.
Przepraszam.
Przepraszam.
Wybacz.
Przepraszam.
Przestań mnie przepraszać.
Dalej, nie przerywaj.
2x2=...
4x2=8
8x4=32
32x2=68 Nie, 64
Angela Merkel.
Hillary Clinton.
Francois Hollande...
- Francois Hollande... - Zamknij się!
Która godzina?
Późna. Bardzo późna.
Pora wstać.
Trzeba iść do domu.
- Przecież jesteś u siebie. - No właśnie.
Dalej, wstawaj.
Nie ma litości.
- Śpieszę się do pracy. - A ja na wykłady.
- W jednym bucie? - Nie znalazłem drugiego.
Chcesz tak wyjść?
Żaden problem.
Mam to na wszelki wypadek.
Za chwilę się uspokoi.
Za dłuższą chwilę.
- Nie chcę ci przeszkadzać. - Możesz zostać, aż przestanie padać.
Cholera.
Alice Lantins?
Nie wiedziałem, że piszesz książki.
Wybacz, córka zjadła wszystkie płatki.
Proszę, masz tu coś na ząb.
Napiję się tylko herbaty, tak jak ty.
Niezła.
O czym?
Co?
Książka? O niczym.
Mogę pożyczyć i sam ocenić?
Szybko czytam. Za dwa dni oddam!
Proszę cię...
- Spodziewasz się kogoś? - Mówiłam, że włożyłam do twojej torby.
Beznadziejny weekend. Leje bez końca.
Cześć, Elizabeth. To Balthazar.
Mój stażysta.
Tak jak mówiłam, kopie masz...
- Słuchawki. - Proszę.
Pomóc ci?
Nie pocałujesz mnie na przywitanie?
Z brzuchem już w porządku?
- Zoe, idź do siebie. - Nie w tym sensie.
Marsz do pokoju!
- Ja już pójdę. - Co za dno.
Nie będę już zawadzał.
- Miło było panią poznać... jednakże. - Mnie też... jednakże.
Do widzenia.
Jeszcze sekundkę.
Balthazar.
Przepraszam cię.
3 kopie u pani na biurku jutro o 9.00?
Idź już!
No stało się. Tego nie było w planach.
Aha.
Czemu tak patrzysz?
Rzeczywistość przerosła fikcję. Bajeczka stała się realem.
- Niezła historia. - Naśmiewasz się ze mnie?
PRZEPRASZAM ZA SPÓŹNIENIE, ALE...
PATRZ DALEJ
POD ŁAWKĄ
1... 2... Sprawdzam...
Alice, słyszysz mnie?
Na pewno chcesz iść dzisiaj na przyjęcie?
Możemy spędzić ten wieczór sami.
Twoje 1. zadanie - zlokalizować różowy pojazd,
postrach szos, który za chwilę po ciebie podjedzie.
Gdy nań wsiądziesz,
nie wolno ci pytać kierowcy, dokąd się udacie.
Nie ma o tym bladego pojęcia.
Na śmierć zapomniałem: muzyczka na drogę?
Nazywasz go jakoś?
Mój były mąż nazwał go "wieśniackim delfinem".
Kazał mi go usunąć. Odmówiłam.
Moje małe zwycięstwo.
Mogę cię o coś zapytać?
Jesteś zabawna, piękna, błyskotliwa...
Dlaczego...
Dlaczego ja?
Nie, to kretyńskie pytanie. Dopiero teraz je usłyszałem.
Przepraszam.
Przeczytać o moim facecie tygodnia? Tytuł: "W środę wyrywam żonatych".
"Facet zajęty to facet wzięty. Taki jego urok.
Dostajesz to, co najlepsze
i najważniejsze w tych pierwszych wspólnych chwilach.
Ma się rozumieć... bzykanko."
Nie wierzę!
- Zgorszyłam cię? - Wcale.
Czym nas zaskoczysz? "Auć, mam za długie szpilki",
"Jak uniknąć mokrych pach?".
Chciałam zaproponować...
"Czy jesteś już hasłem na YouPorn?"
You czym?
YouPorn. "Blondynka".
"Ruda", "brunetka", "bzykliwa mamuśka".
W sensie - ja.
Faceci lubią nas szufladkować w swoich wyszukiwarkach.
Lila, jęknęłabyś z rozkoszy widząc, jak ich kręci, gdy wpisują "laska XXL".
Clementine, nie wyrzucaj partnerowi ciągłych przelewów internetowych.
Udowodnij, że seksowne nastolatki z jego kompa nie dorastają ci do pięt.
A mnie wcale nie przeszkadza miano mamuśki do przelecenia
...przez parę zmarszczek pod oczami.
Bądźmy marzeniem, które przerasta najśmielsze marzenia.
Marzenia są martwe, a my ciągle się rozwijamy.
Mamy być waszymi hasłami na YouPorn? Zgoda.
Tylko wy spróbujcie nam dogodzić. Tak bym zakończyła.
Posłużyłam się nim. Muszę to mu wyznać.
Na pewno nie będzie chciał mnie więcej widzieć.
Alice, nawet nie próbuj tego ciągnąć!
Spójrz na twarz. Ogólnie ujdzie, ale te zmarszczki... ?
Co będzie, gdy się cała pomarszczy?
Kończę z tym.
W tej chwili.
- Przepraszam, straciłam poczucie czasu. - Nie ma za co.
Proszę.
Damy przodem.
Tutaj urządzano zebrania Komitetu Partii Komunistycznej.
To dzieło geniusza architektury - Niemeyera.
Wymyślił i zaprojektował wszystko w 3 dni. Gratis.
Stoi już 50 lat i ani trochę się nie zestarzało. Jak coś z przyszłości.
Napijemy się?
Co powiesz na mały wypad w następny weekend?
Kolega dał mi klucze do domku swoich rodziców w Bretanii.
Niesamowita miejscówka na plaży. Mogłabyś wreszcie odpocząć.
Chwileczkę.
Co mówiłam?
Nie nalegaj.
Idź spać. Bardzo dobrze. Dobranoc.
Możemy zabrać też Zoe. Do Bretanii.
Nauczyłem się już odgrywać stażystę. Wystarczy zlokalizować ksero.
Chyba jeszcze na to za wcześnie.
Masz rację. Często wychodzę przed szereg.
Zaczynam wariować.
Chciałbym być z tobą non stop.
Dzisiaj 3 razy mierzyłem temperaturę, ale jestem zdrów jak ryba.
Zwariowałem na twoim punkcie, Alice.
Daj ją do telefonu. Zoe, jaka była umowa?
Proszę słuchać Chantal i iść prosto do łóżka.
Bez dyskusji!
Zaczynam się ciebie bać.
Muszę niedługo wracać. Uroki bycia samotną matką.
Muszę się z tym pogodzić.
- Jesteś pewny? - Oczywiście.
Poczekasz na klatce, aż położę Zoe do łóżka, żeby ze mną obejrzeć film?
Kocham twoją klatkę schodową, a moja wiedza filmowa jest
- bardzo ograniczona, więc... - Ja nie żartuję.
W moim życiu nie ma miejsca na imprezy do 3. rano
albo spontaniczne wypady na weekend.
- Jestem domatorem. - Masz do nich prawo w twoim wieku.
Nie mogę cię w tym ograniczać. Pomyśl, gdy skończę 40 lat,
ty będziesz mieć 21, a gdy mnie stuknie 50,
ty będziesz miał 31.
Na co możemy liczyć po n-tej randce?
Co sugerujesz?
Nie powinniśmy się już widywać.
Nie rozumiem. Pierwszy raz w życiu dobrze się bawiłaś.
- Jak zareagował? - Na co? - Na ten lans o awans.
Przyznałaś się? Nie chcesz chyba wypaczyć chłopakowi
- relacji z kobietami. - Oczywiście!
Jak to wytłumaczyłaś?
Ponad tysiąc e-maili w 3 dni!
Twój artykuł o YouPorn komentuje cała Francja! Rewelacja!
- Jak twój Balthazar? Uwielbiam go. - Zabieram go na Midnight Juggernauts.
- Na Midnight co? - Mniejsza.
- Wy na imprezę? - A to nie był przypadkiem twój pomysł?
Charlotte!
- Kto ci to zrobił? - Proszę zgadnąć.
Żegnam.
Biedna Charlotte jej pyskowała. Wrażliwą masz córeczkę.
- Mów, co się stało! - Charlotte pokazała wszystkim
filmik na swoim iPhonie i Zoe wyszła z siebie.
Na iPhonie?
Pełnoletni ten twój kochaś?
Czego się wstydzisz? Na moje oko całkiem wyględny.
- Daruj sobie! - Parę lat terapii i jej przejdzie.
A ty jesteś lepszy?
Agathe ma prawie 29 lat. Z trzydziestką to co innego.
Zresztą facetom wolno.
Jak można być takim kretynem! Ktoś ci płaci, żebyś myślał?
Twoja córka nie może cierpieć za 25 wieków obyczajowości.
Patrz, gdzie mam twoją obyczajowość. Pan wybaczy.
Dziękuję.
Teraz jej to wytłumacz.
Zoe, mówię do ciebie!
Znacie się dopiero od miesiąca.
Twoja matka była w ciąży 3 dni po naszym poznaniu.
Teraz rozumiem.
- Idziesz na spotkanie z koleżankami? - Poradzicie sobie? - Jasne, kotku!
- Dzięki, Balt! - Tylko na nią spójrz.
Twoja nowa mama.
Zabieram ją na Bali. Zostawiam ci mieszkanie.
Masz się nim opiekować.
Słyszysz?
- Wszystko w porządku? - Tak.
Znowu chodzi o tę pomarszczoną?
Gdy byłem mniej więcej w twoim wieku,
poznałem w Kalabrii pewną Francescę.
Zjawiskowa, dwa razy starsza ode mnie.
Wszystkiego mnie nauczyła. Kochaliśmy się do upadłego.
Oszczędzę ci szczegółów. Myślałem, że to miłość na całe życie.
- Było idealnie: fizycznie, duchowo... - Duchowo?
Aż tu pewnego dnia poczułem się...
znużony, zmęczony.
Wpadłem w panikę i poszedłem do lekarza.
W jego gabinecie widzę stażystkę.
Śniadą brunetkę. Laska jak marzenie!
Nie zdążyła zamknąć drzwi, a już bzykaliśmy się jak norki w rui.
Kotłowaliśmy się...
Tato, do sedna, proszę.
Uczysz się na klasyce, ale rozwijasz w sztuce nowoczesnej.
- Kapujesz? - Nie.
Ani trochę.
- Wpadnij dziś na kolację. - Nie mogę. - Czemu?
Mam pracę...
- Po prostu nie chcesz. - Nie opowiadaj bzdur.
Muszę się wcześniej położyć.
- Nic ci nie jest? - Nie.
Alice?
Pamiętasz?
Niespecjalnie.
Arnaud Gaillard.
W gimnazjum?
Pepperoni.
No tak! Cały wysypany...
Wybacz. Nie poznałam cię.
Co cię tu sprowadza?
Gra w squasha.
Pan żonaty?
- Proszę? - Żadnej żony ani dziatek?
Nic o tym nie wiem.
Idziemy dalej na zakupy. Do zobaczenia, Arnaud.
Arnaud, no przecież!
Pamiętam go, był taki dziobaty.
Uroczy.
- Czemu nie wzięłaś jego numeru? - A po co?
Żeby zadzwonić.
- Babette, daj żyć. - Masz jakieś problemy w pracy?
Przestań! Nie rzucaj mnie w ramiona facetów.
- Nic z tych rzeczy. - Jakbyś naprawiała własne błędy.
Znajdź kochanka, idź do psychologa, ale daj mi spokój.
To nie moja wina, że mąż cię puka raz w miesiącu.
Baczność.
Macie być zwarci, gotowi i eleganccy. Zwłaszcza Simon.
Wszystko gra?
Która godzina?
Tracy!
Wyglądasz fantastycznie!
Uwaga na czujnik dymu.
To moja ekipa.
- Na czele z Alice Lantins. - Bardzo miło poznać.
To projekt okładki następnego numeru.
Tytuł jest teraz w tle.
Tekst, więcej tekstu i tytuł na różowo.
Różowy to mój ulubiony. Pinky Winky.
Pasuje jak ulał.
Do bani.
Co jest nie tak?
- Czcionka czy rozkład? - One są w porządku.
Model wygląda, jakby przeszedł grypę żołądkową.
Daruj, ale to Louis Gradel.
Najsłynniejszy model Versace i Diora we Francji.
Prawda, Alice?
Wygląda jak pół dupy zza krzaka.
Może ten?
A ten?
Co pani powie na tego?
Za drętwy, żeby nawet u mnie sprzątał. Boże, tak trudno kogoś wybrać?!
A ten chłopak, który pomógł modelce na wybiegu?
- Kto? - No ten. Przecież go znasz.
Jasne, że go zna. Podoba się pani?
Tak. Potrzebujemy kogoś wyjątkowego.
Świetny pomysł. Wyjęła mi to pani z ust.
Będzie kapitalnym modelem.
- To kiepski pomysł. - Właśnie że znakomity!
- Nie będzie się nadawał. - Jest idealny!
Tracy, to nie jest najlepszy pomysł.
Że co proszę?!
Zależy ci na tej pracy?
- On nie chce być modelem. - Myślałem, że ty tego chcesz.
On ma teraz sesję, a jest niesamowicie pilnym studentem.
Zrozum jedną rzecz. Jeśli to zawalisz, będziesz pisać o regionalnych kominkach.
Rozumiesz, co do ciebie mówię?
Tu poczta Balthazara. Proszę zostawić wiadomość po sygnale.
Wieś, miasto, przedmieście, stare i nowe budownictwo.
Rynek nieruchomości jest w zapaści. Przyjrzymy się...
Jeden z symboli matriarchatu,
ten gatunek modliszek dokonuje wyboru partnera
spośród młodych samców.
Oczywiście.
Zadzwonię wieczorem.
Do jasnej cholery!
Co to za syf?
Co ci jest?
Chory jesteś?
Najpierw wskakuj pod prysznic.
Do diabła, co to ma być?
Balthazar, mówi Alice!
Jesteś tam? Otwórz mi, proszę.
Już idę!
- To ona. - Kto?
- Alice. Porozmawiaj z nią. - Nie otwieraj.
- Pomyśli, że jestem narkomanem. - Ubieraj się szybko!
Sztynks jak w oborze.
- Nie masz nic czystego. - Cholera.
Załóż moją koszulę.
Bierz moją koszulę.
Otwieraj.
Dzień dobry. Mogę wejść na chwilę?
Napijesz się czegoś?
Poproszę... sok ananasowy.
Poszukam.
Dobry wieczór, Alice.
Wszystko w porządku?
Wiedziałem, że coś zostało.
Niby na starość człowiek mądrzeje.
Nie przyszła.
Czekałem, ale ona nie przyszła.
Przykro mi.
Możesz pogłaskać mnie po głowie?
- Wychodzimy na drinka. - Dobrze.
Już dobrze. Idziemy?
Proszę.
- Darujemy sobie dzisiaj procenty. - To na pewno.
Współczuję kłopotów ojca. Mam nadzieję, że szybko się otrząśnie.
Bez wątpienia.
To twardy zawodnik.
Miło cię widzieć.
Nie wiem, od czego zacząć. Muszę cię o coś poprosić.
Zdjęcia? Ale ze mnie żaden fotograf.
To tobie je zrobią. I to na okładkę.
Jeden dzień pracy i sowita zapłata.
Będziesz u boku najpiękniejszych kobiet świata.
O czym więcej marzyć?
Miło cię znowu widzieć, ale skończmy na tym.
Odezwę się.
Wybacz, że ci się naprzykrzam. Oddzwoń do mnie.
- Już jedzie. - Na pewno?
To dobrze.
Miało być jezioro, a jest bajoro!
- Patrick, najdroższa. - Nie całuj. Wyglądasz na chorowitą.
Ty za to w życiowej formie.
Nie liż mi tyłka, bo ci pierdnę.
Na co czekacie, do cholery? Gadajcie, co i jak.
Gadaj, do cholery.
Czekaliśmy, bo nasz model utknął w korku, ale już...
Kim!
Mogę na słówko?
Co ty wyrabiasz?
Kiedy im powiesz, że on nie przyjedzie?
- A kto tak mówi? Ma oddzwonić. - Przyznaj się.
Mam czekać w tych szczynach na jakiegoś nieznanego gnojka?
- Czekamy na nieznanego gnojka. - Płacą ci za pierdolenie jak katarynka?
Patrick, rozluźnij się. Korzystaj z natury.
Cholera. Kim, rozstaw reflektory gdzie popadnie.
Vincent, musimy porozmawiać. Obawiam się, że Balthazar raczej...
Alice, ochrona już go wpuściła. Poślę go prosto do charakteryzatorni.
- Dziękuję. - Do usług.
- Zaczęłaś mówić, że Balthazar... - Właśnie przyjechał. Idę się przywitać.
Ale jesteś napalona...
- Tak... Znaczy nie! - Mogłabyś popilnować Patrick?
Jasne.
Przestań histeryzować, mamo.
Oczywiście, że nie.
Nic takiego nie mówiłem.
Taki to pożyje.
Czuję się tutaj jak karzeł.
Ruszaj.
Nigdy nie czuj się mały, synu.
Wystaw klatę!
Dzień dobry, Balthazarze. Powiem wszystkim, że już przyjechałeś.
Fryzjer już czeka.
Przepraszam, szukam fryzjera.
I zaczepiasz napotkanego geja, bo tylko do tego się nadaje?
Pięknie. Pogratulować horyzontów.
Balthazar! Chodź, kochaneczku.
Całe lata nie będę mógł na siebie spojrzeć.
Balthazar? Simon, pamiętasz?
Poznaliśmy się na wystawie.
Myślałem, że już nie przyjedziesz. Pokazałeś klasę.
Pełen szacunek.
Paskudnie przed tobą zagrała.
Chciałem cię osobiście przeprosić.
Nie wiem, czy Alice ci mówiła,
ale to wszystko było moim głupim pomysłem.
- Jakim pomysłem? - Idiotycznym.
Odkąd lepiej cię poznałem, wiem, że to była głupota.
Co takiego?
Spróbuję opowiedzieć od samego początku...
Dujardin w wersji lajt.
- To tutaj ten cyrk? - To jest Balthazar?
Alice, nie przywitasz się?
Oczywiście.
Jakiś problem?
Zaczynamy?
Jeszcze raz. Ty na lewo bez bydlęcych min.
Brwi w dół. Jennifer, postaraj się.
W ogóle by cię tu nie było, gdyby Cathie miała czas.
Ma taką toskańską, może florencką, urodę.
- To super. - Dla mnie nie.
Spróbuj zmysłowo.
Nic z tego. A teraz dziecinnie.
Ciekawa uroda. Fotogeniczny.
Ty, ciemna po prawej!
Pozujesz, czy się zgubiłaś?
Bliżej bańki. Nie, lepiej stań z tyłu.
Antonella, wyglądaj inteligentniej.
Zawsze tak macie?
- Coś nie tak, Baltimore? - Balthazar!
Uśmiechniesz się? Chory jesteś, narobiłeś w bańkę?
Może trochę uprzejmiej?
- Nie słyszę. - Trochę grzeczniej!
- Głośniej! - Grzeczniej, do cholery! Kto tak krzyczy na ludzi!
- Pomóc? - Ja myślę. Mamy związkowca na planie!
Patrick, stajesz się wulgarna. Uspokój się.
Ja mam się uspokoić?!
Zapierdalam jak dyliżans, a to smętne zombie stroi fochy!
Gnój w bańce na spacerku w Central Parku!
Dziękuję uprzejmie.
Idę stąd.
I dobrze. Won!
Jak to draństwo otworzyć?!
Mam już dość. Dziękuję państwu.
Balthazar!
Bardzo cię przepraszam.
To straszna zołza. Mogłam cię ostrzec.
- Zapomnij o sprawie i przeproś. - Ja, przepraszać? To żart?
Nigdy już jej nie zobaczysz. Co ci szkodzi?
Zrób to dla mnie.
Trzeba było tak mówić od razu.
Jestem przekonujący?
Nie grałem w teatrzykach od podstawówki. No dalej, przecież tego chcesz.
- Oszalałeś? - Ale mnie kręcisz.
Co ci jest?
Nie podoba ci się, jak gram?
Faktycznie, przy tobie jestem marnym aktorzyną.
Niesamowita. Gdybym ja decydował, miałabyś Cezara jak w banku.
Za rolę drętwej mieszczki, która musiała się polansować,
żeby zdobyć pieprzony awans, nominuję Alice Lantins!
Oklaski, proszę państwa! Za jej wielką...
karierę.
Wszystko było na pokaz?
10 lat koleżeństwa, zażyłości, rzekłbym "przyjaźni".
Jestem idiotką, chciałam zrobić na tobie wrażenie.
Potrafię tylko ranić ludzi.
To jej należy się to stanowisko.
Dobrze, że to mówisz, bo...
jesteś zwolniona, Alice. Wylatujesz.
Oddaję ci wolność. Będziesz miała czas na pisanie.
To twoje powołanie.
Nigdy nie jest za późno, by się odnaleźć.
Nigdy, Alice.
Fotografka pyta, czy wpadniesz dziś do niej na imprezę.
Whisky, wódka, tequila, kilka kresek i możemy się bzykać.
Czemu nie?
Dziękuję. Jestem zmęczony, ale miło mi.
Nie mam nastroju.
Mamo?
Ty nie w pracy?
Postanowiłam trochę posprzątać.
Nie wolno ci pytać kierowcy, dokąd się udacie.
Nie ma o tym bladego pojęcia.
Już się nie spotykacie?
Oczywiście, że nie.
Spokojnie. Już nigdy go nie zobaczę.
Proszę zostawić wiadomość.
Cześć, Balthazar. Mówi Alice.
Pomyślałam, że może warto by się spotkać...
na kawę, albo sprite'a. Nie piłam go już od wieków.
Twoja wiadomość została skasowana.
Proszę nagrać się ponownie.
Cześć, mówi Alice. Chciałam ci tylko powiedzieć...
Wiem, że mnie nienawidzicie, ale muszę z nim porozmawiać.
Nie przyszedł na zajęcia.
Jest w holu A, na dole.
Dziękuję.
Za grosz charakteru.
Właśnie że mam.
- Przepraszam... - Hol A? Proszę za mną.
Stała pani w korkach?
- Nie, a czemu pan pyta? - Na dole w lewo.
A oto nasz dzisiejszy gość. Proszę nie rozmawiać.
Trochę się pani spóźniła. Ekrany są po obu stronach.
To plan wykładu. Ma tu pani wszystko, czego potrzeba.
Pani Ronchevsky...
Dzień dobry.
"Jak odważne pomysły
zmieniły oblicze miejskiej zabudowy".
Skąd taki temat?
Jean Nouvel,
Rem Koolhaas,
Friedrich ...sser
Wszystkich łączyło pragnienie zmiany,
które kazało im obierać rzadko uczęszczane drogi.
Oczywiście zdarzało się tym architektom,
tym wielkim architektom,
popełniać błędy, jak każdemu z nas.
Często kolosalne gafy.
Ale...
mogli przecież zrobić wszystko, by je naprawić.
Nawet na grząskim gruncie?
- Do czego... - Bardzo słuszna uwaga.
Przykładowo w 2003 roku Flosch and Bernheim
próbowali uratować latarnię The Salers i skutek był katastrofalny.
- Może mieli wadliwe plany. - Nie chodzi o plany...
Pani chyba żartuje. Po 2 latach badań podłoża...
- Chwileczkę. - ...pół roku prac...
Cicho! Przepraszam, jedną chwilę.
Zasadniczo mówiąc, budowanie na ruinach to oznaka desperacji.
Teoretycznie tak,
ale moim zdaniem...
Zachowałam się jak idiotka, Balthazarze.
Nie mogę przestać o tobie myśleć.
W tamte noce
niczego nie udawałam.
No co?
Dawaj.
Jedno pytanie.
Gdy już spotkamy się po raz n-ty,
to co potem?
- Ohyda. - Nieprawda.
Już po wszystkim?
- Skończone? - Definitywnie.
Nie denerwujesz się?
Umieram ze strachu.
Pójść tam z tobą?
Spokojnie. Jestem na miejscu.
Nie mów, że trzeba wszystko robić od nowa.
Alice Lantins, ty tutaj? Co się stało?
To...
- Tylko nie na głos. - Pierwsze wersy.
"Newton doznał życiowego olśnienia,
gdy na głowie wylądowało mu jabłko. Moje życie odmieniły trampki".
Skromny początek.
- Przepraszam. - Nic ci się nie stało?
Książka sama się rozchodzi.
Tekst: Piotr Licki
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.